Przetrwają najżyczliwsi. Jak ewolucja wyjaśnia istotę człowieczeństwa?
W dobie narastających geopolitycznych napięć i konfliktów zbrojnych, gdzie coraz większa władza koncentruje się w rękach populistów dążących do jak największej społecznej polaryzacji, człowiek drugiemu człowiekowi ponownie staje się bardziej wilkiem niż bliźnim.
Większość polityków swoimi decyzjami preferuje bardziej lub mniej ekstremalne odmiany darwinizmu społecznego nastawionego między innymi na rywalizację między ludźmi i rosnące nierówności. Legitymują oni swoje działania powołując się na rzekomo udowodnione naukowo twierdzenie, jakoby przetrwanie w naturze miały zagwarantowane tylko najsilniejsze, najagresywniejsze i najbardziej bezwzględne osobniki danego gatunku.
Należy zaznaczyć, że Karol Darwin od którego nazwiska utworzony został powyższy eponim nie był zwolennikiem poglądu według którego społeczeństwa ludzkie również zmieniają się w czasie poprzez dobór naturalny. Przypisywany mu zwrot „przetrwanie najsilniejszych” został sformułowany przez angielskiego filozofa i socjologa Herberta Spencera.
O tym, że takie postrzeganie ludzkiej natury jest błędne, a z pewnością niepełne traktuje niniejsza książka, którą napisali Brian Hare, ze swoją żoną Vanessą Woods. Hare pełni funkcję profesora antropologii ewolucyjnej, psychologii i neuronauki na Uniwersytecie Duke’a, natomiast jego małżonka także jest uzdolnioną badaczką, specjalizującą się w antropologii ewolucyjnej.
Głównym tematem recenzowanej pozycji jest tak zwana hipoteza samoudomowienia, z którą związany jest proces większego nastawienia na zawieranie przyjaźni i współpracy pomiędzy różnymi, często niespokrewnionymi ze sobą ludźmi. Hare i Woods postulują, że nasz gatunek osiągnął globalny sukces nie dzięki agresji, sile czy wybitnej inteligencji, ale takim cechom jak tolerancja, życzliwość, zaufanie i przyjazne nastawienie, które umożliwiły pokojowe funkcjonowanie pomiędzy sąsiadującymi ze sobą grupami, dzięki czemu mogły się one rozrastać i zwiększać gęstość zaludnienia.
Rosnące i bardziej zróżnicowane grupy doprowadziły do powstawania coraz większej liczby innowacji technologicznych i kulturowych, dzięki czemu w pewnym okresie naszego rozwoju osiągnęliśmy znaczącą przewagę nad innymi gatunkami lub podgatunkami ludzi nie posiadającymi naszych predyspozycji do międzygrupowej współpracy.
Należy przy tym pamiętać, że Woods i Hare podkreślają, że jest to na razie hipoteza. Takie jest już piękno nauki, że nic nie jest w niej stuprocentowo pewne. Każde wyjaśnienie i każdy model tłumaczący zasady działania danego procesu lub zjawiska muszą przejść bardzo restrykcyjne testy polegające na nieustannym konfrontowaniu ich z wynikami obserwacji i eksperymentów, a także innymi odkryciami, które mogą znacząco zrewidować stan naszej wiedzy na dany temat.
Dopiero po wielu takich testach dana hipoteza może w końcu otrzymać zaszczytne miano teorii naukowej, której już mało co ruszy (dla tych co tego nie wiedzą termin “teoria” w nauce różni się od potocznego rozumienia tego pojęcia i oznacza spójne oraz dobrze uzasadnione wyjaśnienie jakiegoś zjawiska funkcjonującego w świecie, które zostało powszechnie uznane między innymi dzięki wielokrotnie potwierdzonym obserwacjom, a także dużej liczbie przeprowadzonych eksperymentów).
Na poparcie swojej hipotezy autorzy książki przytaczają bardzo dużo niezwykle ciekawych przykładów.
Dowiemy się na przykład o pewnym rosyjskim genetyku, któremu udało się na Syberii wyhodować odmianę lisów o bardzo przyjacielskim nastawieniu do ludzi. Poznamy też dużo lepiej zachowanie naszych najbliższych zwierzęcych krewnych czyli szympansów zwyczajnych i szympansów karłowatych znanych też jako bonobo. Na szczególną uwagę zasługują właśnie bonobo, które charakteryzują się tym, że słynne hasło “make love not war” konsekwentnie wprowadzają w czyn i udaje im się to lepiej niż nam Homo Sapiens. Selekcja promująca przyjazne nastawienie kosztem agresji prowadzi także do zmian fenotypowych zwierząt i ludzi. W książce otrzymujemy poparte wieloma badaniami opisy jak udomowienie wpłynęło na wygląd oswojonych gatunków, ale także człowieka, między innymi dzięki analizie zachowanych szczątków naszych przodków i tych blisko z nami spokrewnionych, które pochodzą sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat. Badania porównawcze przeprowadzone między innymi na wyglądzie czaszek różnych homininów wzmacniają wiarygodność hipotezy samoudomowienia.
Nastawienie na współpracę i pomoc u ludzi ujawnia się także we wczesnym okresie życia, kiedy nasze niemowlęta i małe dzieci są skazane na zależność od swojej rodziny i w porównaniu do zwierząt cechują się wyjątkowo małą samodzielnością przez pierwsze lata istnienia.
Bardzo ciekawe są opisy eksperymentów badających umiejętność odczytywania kooperacyjnych intencji komunikacyjnych u ludzkich niemowląt, ale też wśród zwierząt udomowionych i tych u których ten proces nie zaszedł.
Mamy także przykłady opisujące regres technologiczny występujący u tych społeczności, które z jakiegoś powodu odłączyły się i straciły kontakt z większymi sieciami społecznymi.
Hipotezę samoudomowienia wspiera także analiza budowy naszego mózgu, zwłaszcza zwiększenie roli układu serotoninergicznego, w porównaniu do naszych przodków. Jedną z ról tego neuroprzekaźnika jest wzmocnienie działania oksytocyny, która potocznie określana jest mianem “hormonu miłości” i wytwarza się między innymi dzięki kontaktowi wzrokowemu między rodzicami i dziećmi. Taki kontakt jest możliwy dzięki naszym oczom, które posiadają białe twardówki co ułatwia komunikację, w przeciwieństwie do pozostałych naczelnych, u których gałki oczne są przyciemnione.
Hipoteza samoudomowienia potrafi także wytłumaczyć problem potencjału naszego gatunku do okrucieństwa. Dotyczy to przede wszystkim grupy obcych nam jednostek, które postrzegamy jako zagrożenie dla naszej własnej społeczności. Nasz umysł jest wtedy w stanie dokonać tak zwanej uniwersalnej dehumanizacji, przez co obcych zewnątrzgrupowych, których uważamy za niebezpiecznych dla nas, nie postrzegamy jako istot ludzkich, ale problem, którego należy się pozbyć.
Dehumanizacja pewnych grup prowadzi do błędnego koła, ponieważ prześladowane społeczeństwa również zaczynają uprzedmiatawiać swych oprawców.
Omawiany tytuł przedstawia wyniki eksperymentów, w których wykazano, że oksytocyna, czyli hormon odpowiedzialny za przyjazne nastawienie do innych ludzi i poczucie więzi między rodzicami a potomstwem, w przypadku zupełnie obcej grupy potrafi wzmacniać odczucie antypatii wobec nich.
Ostatnie rozdziały książki są poświęcone omówieniu wyników badań, dzięki któremu bylibyśmy w stanie przezwyciężać uprzedzenia i wrogość, które wynikają z uniwersalnej dehumanizacji. Jak się okazuje, w przypadku osób uprzedzonych edukacja w zakresie tolerancji często przynosi skutek przeciwny do zamierzonego. Za to efektywną metodą okazuje się nacisk na kontakt i współpracę między skonfliktowanymi grupami, a także życie w demokratycznych i egalitarnych społeczeństwach. Omawiane jest także zagadnienie, wskazujące na pewną korelację, dotyczącą większego prawdopodobieństwa do dehumanizowania ludzi, u osób, które źle traktują zwierzęta.
Lekturę tego tytułu skończyłem na początku 2026 roku i jestem zdania, że dzieło Briana Hare’a i Vanessy Woods to najbardziej inspirująca książka, jaką przeczytałem w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Biorąc pod uwagę fakt, że inicjowane są kolejne konflikty zbrojne, prawdopodobnie przez resztę bieżącego roku nie przeczytam już niczego, co dodałoby mi więcej otuchy. Z całego serca polecam tę niezwykle piękną, mądrą i inspirującą książkę popularnonaukową, która traktuje zarówno o tych lepszych, jak i gorszych aspektach natury naszego gatunku.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że koncepcja samoudomowienia jest na razie hipotezą i przedstawionych w niej argumentów nie należy traktować jako prawdy objawionej. Konieczne będzie jeszcze przeprowadzenie wielu interdyscyplinarnych badań, żeby wzmocnić jej prawdopodobieństwo.
W niczym to jednak nie umniejsza wartości tego dzieła, ponieważ należy pamiętać, że Homo Sapiens nie determinuje jedynie to, jacy jesteśmy, ale przede wszystkim nasze ideały i marzenia dotyczące tego, jacy możemy być.
Opinia
Tomasza Stawiszyńskiego polubiłam przed laty jako słuchaczka jego audycji w RDC. Teraz czasem włączam sobie "Skądinąd". Do lektury tekstów zbieram się od dłuższego czasu i w końcu tenże nadszedł. "Reguły na czas chaosu" to pierwsza książka. Trochę czytałam, trochę słuchałam audiobooka (czyta autor!). Polecam. Lubię język, jakim posługuje się Stawiszyński, jego zachęty do refleksji nad tym, czy owym. Za niezwykle cenne uważam też listy książek na koniec każdej reguły. Bardzo biorę sobie do serca tę o tym, by nie dać się wciągać w internetowe oburzenie.
Jako fankę poznawania emocji, ich lepszego rozumienia itp zaskoczył mnie rozdział o tym, by jednak nie skupiać się na nich aż tak bardzo - przeczytałam z zaciekawieniem - dobrze sobie czasem przewietrzyć głowę, zanurzoną po uszy w innym sosie :)
Tomasza Stawiszyńskiego polubiłam przed laty jako słuchaczka jego audycji w RDC. Teraz czasem włączam sobie "Skądinąd". Do lektury tekstów zbieram się od dłuższego czasu i w końcu tenże nadszedł. "Reguły na czas chaosu" to pierwsza książka. Trochę czytałam, trochę słuchałam audiobooka (czyta autor!). Polecam. Lubię język, jakim posługuje się Stawiszyński, jego zachęty do...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to