Kojarzycie to zdjęcie z grupą mężczyzn siedzących na metalowej belce gdzieś ponad rozrastającym się miastem? To jeden z tych obrazów, który żyje już własnym życiem, stał się popkulturową ikoną wyjętą poza rzeczywisty kontekst. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, kim są ci ludzie, jak się tam znaleźli, powinniście przeczytać rewelacyjną powieść graficzną Giant, w której za scenariusz i rysunki odpowiada Mikaël Suivre.
To rewelacyjna historia osadzona w czasach wielkiego kryzysu, kiedy do Nowego Jorku wciąż napływały fale imigrantów, a jednocześnie o pracę było coraz trudniej. W tym świecie załapanie się do pracy na budowie drapacza chmur, bez kwalifikacji, było jak manna z nieba. Mikael wciąga w tę historię, zaczynając od mocnego akcentu, jakim jest śmierć jednego z robotników. Motyw ten jest nie tylko próbą uchwycenia uwagi czytelnika, ale i punktem wyjścia do całej opowieści.
Autor świetnie buduje klimat swojej opowieści. Po pierwsze - graficznie, decydując się na utrzymanie całej opowieści w palecie barw kojarzonych ze starymi zdjęciami w sepii, ale też kreską nieco przypominającą szkice rysowników z gazet. Mikaelowi udaje się też w oszczędny sposób ożywić całe tło fabularne, pojedynczymi scenami oddając atmosferę czasów - nędzne mieszkania robotników, często zbiorowe, proste przyjemności, popijawy i inne "uciechy" w kontaktach towarzyskich. Wystarczy kilka kadrów, by odwołać się do tego, co czytelnik już wie, widział, o czym czytał, a dzięki temu sama historia pozostaje nieprzegadana.
To opowieść, która paradoksalnie mocno wybrzmiewa właśnie teraz, kiedy obserwujemy wszystko, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ opowieść Mikaela przypomina, że Ameryka to kraj budowany rękami imigrantów, zasilany ich marzeniami i pracą. Choćby dla tak banalnego przypomnienia warto po tę historię sięgnąć.
Ale nie tylko. Obok obrazu codzienności najniżej w hierarchii stojących robotników budowlanych, pracujących bez zabezpieczeń, za marne stawki, ale wdzięcznych za jakąkolwiek pracę, mamy też historię samotnego mężczyzny, który izoluje się od wszystkich. Nieprzystępny, wzbudzający ciekawość wielkolud, skrywa wrażliwe wnętrze i z czasem objawia się jako człowiek zamknięty we własnym bólu. Jego historia osobista jest przypomnieniem też o bolesnych kartach historii Irlandii i ranach, które zmęczeni walką imigranci zabrali ze sobą do nowego świata.
Mikael zdaje się operować na znanych schematach fabularnych, ale operuje nimi z takim rozmysłem, że udaje mu się stworzyć opowieść emocjonalnie angażującą i wciągającą. To opowieść, która jest przypomnieniem przeszłości, uniwersalnym odbiciem historii, a jednocześnie pozostaje jednostkowa. Przepięknie wybrzmiewa w niej ludzka niedoskonałość, samotność, która staje się skorupą odgradzającą od bólu, ale też potrzeba relacji z drugim człowiekiem, nawet jeśli ze świadomością, że jest ona złudna.
W strukturze opowieści ujawnia się scenariuszowy talent autora, który zamyka historię robotników w klamrze radiowego głosu komentującego rzeczywistość. Jednocześnie autor nie napędza biegu wypadków przesadnym nagromadzeniem twistów. W tej historii rozwija się społeczno-obyczajowe tło, jak i tajemnica skrywana przez tytułowego bohatera. Oba te plany ze sobą współgrają, przeplatają się i rozwijają w nieco gawędziarskim rytmie, podkręconym choćby przez pojawienie się dociekliwej dziennikarki. Mikael postawił na proste emocje, na historię, która wyda się znajoma nam wszystkim, jednocześnie oddając autentyzm zamknięty w fikcji.
Wizualnie komiks również przemawia prosto, ale dobitnie. Kolorem, kreską, ale też kadrami. Udaje się w nich zamknąć zarówno codzienną rutynę, jak i dynamiczne, zaskakujące zdarzenia. Starannie rozłożone akcenty i pomniejsze sceny budują autentyczne tło dla fikcyjnych zdarzeń i nie ma tu miejsca na przypadkowe, zbędne sceny. Kadry wizualnie osadzają czytelnika w strukturze opowieści i jej atmosferze. Niemal filmowo zderzają ze sobą metaforyczną przyziemność życia budowniczych Nowego Jorku z rozpasaną, sięgającą nieba ambicją możnych.
To komiks przypominający czytelnikowi o tym, że ambicje jednych okupione były często ciężką pracą innych. O zderzeniu nadziei z rzeczywistością. O jednostkowych tragediach, które wpływały na wielu ludzi. Świetnie opowiedziana obrazem i słowem historia.
Opinia
Ciekawe komiksy są często wytworem niezwykłej wyobraźni autorów, lecz także świetnego researchu, czy chociażby inspiracji prawdziwymi zdarzeniami. Jednym ze świetnych przykładów historii, które oparte są na faktach jest opowieść o kobiecie, która stanęła w szranki z największymi mafiosami lat 30. ubiegłego wieku. Oto Queenie Matka chrzestna Harlemu.
Na początek słów kilka o Harlemie, bez których trudniej będzie nam odnaleźć się w historii opowiadanej przez duet Aurelie Levy–Elizabeth Colomba. Dowiadujemy się z niego jak wygląda sytuacja ekonomiczna, społeczna i kulturowa Stanów Zjednoczonych, a przede wszystkim Harlemu, w którym rozgrywa się lwia część akcji komiksu.
Queenie Matka chrzestna Harlemu zabiera nas do czasów końca prohibicji. Na pierwszych stronach komiksu wita nas poglądowa mapa większej części Nowego Jorku, gdzie rozgrywają się przedstawione tu wydarzenia. Dzięki niej zdajemy sobie sprawę co będzie stawką rozgrywki, która za chwilę się rozpocznie. Co ciekawe, całość opowieści prezentuje się w czarno-białych barwach, co wydaje się być idealnym wyborem autorek.
Dość szybko poznajemy charakter głównej bohaterki. By równać się z bezwzględnymi mężczyznami musi mieć odpowiedni temperament. Przede wszystkim musi posiadać niezwykłą inteligencję, umiejętność przetrwania za wszelką cenę oraz dostrzegania większego obrazu toczącej się gry. I Stephanie St. Clair wszystkie te cechy posiada, ale i tak musi uważać na chcących pozbawić ją wpływów rywali.
Queenie Matka chrzestna Harlemu – klimatyczna opowieść oparta na faktach
Ciekawe, że w komiksie źli mężczyźni z mafii są do bólu źli i przekraczają granice, których zwyczajna osoba nigdy nie odważyłaby się przekroczyć. Uświadamia nam to w jakim położeniu znajduje się Queenie, która nie dość, że jest kobietą, to na dodatek czarnoskórą, co w tamtych czasach normalnie skazywałoby ją na samo dno hierarchii społecznej.
Queenie Matka chrzestna Harlemu świetnie oddaje klimat 1933 r. Roztaczająca się na kartach komiksu atmosfera przypomina mi świetny serial, pt. Zakazane Imperium. Opowiadał on bowiem o podobnych kwestiach, choć bohater był mężczyzną. Jest tu odpowiednia ilość mroku i tajemnicy, a zarazem dramatu, a nawet akcji.
Znajdziecie tutaj idealnie rozplanowaną historię. Oddając się lekturze odnosimy wrażenie, że autorki nie pominęły żadnego jej fragmentu. Każdy kadr komiksu, czy to zapchany dialogiem, czy przedstawiający dynamiczną akcję, czy zaznaczający tło historii jest na swoim miejscu. To samo tyczy się retrospekcji, które w pewnym czasie przerywają główny wątek, ale wcale nie wyprowadzają nas z równowagi.
Oryginalni bohaterowie oraz piękne ilustracje
Fakt, że nie od razu poznajemy pochodzenie i korzenie Queenie czyni odkrywanie kolejnych etapów historii roku 1933 o wiele ciekawszym. Czytamy i zastanawiamy się dlaczego myśli i postępuje w dany sposób? Czy w jej przeszłości miały miejsce jakieś traumatyczne wydarzenia, które popchnęły ją do nielegalnej działalności? Skąd wzięła się w Nowy Jorku? Pytania się mnożą i na większość z nich z czasem otrzymujemy satysfakcjonujące odpowiedzi.
Rysunki w Queenie Matka chrzestna Harlemu są pełne życia, choć czarno-białe. Komiks przedstawia nie tylko silną i charyzmatyczną kobietę, lecz również bezwzględną i nie bojącą się postawić samemu „Lucky’emu” Lucianu królową mafii. Oprócz głównego wątku, skupiającego się na intrydze mającej pozbawić bohaterkę władzy, autorkom udało się przybliżyć nam afroamerykańską kulturę Harlemu. W ich opowieści znalazły się prawdziwe postaci tamtych czasów, np. Duke Ellington.
Podsumowanie
Jak zatem widzicie, mamy tu nie tylko wciągającą historię i barwnych bohaterów, ale także świetny klimat zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami. To pozycja dla nieco starszego, dojrzałego czytelnika, która odkrywa przed nami świat na granicy dobra i zła. Fascynująca opowieść, która porusza, zaskakuje i nie zawodzi ani na moment.
Ciekawe komiksy są często wytworem niezwykłej wyobraźni autorów, lecz także świetnego researchu, czy chociażby inspiracji prawdziwymi zdarzeniami. Jednym ze świetnych przykładów historii, które oparte są na faktach jest opowieść o kobiecie, która stanęła w szranki z największymi mafiosami lat 30. ubiegłego wieku. Oto Queenie Matka chrzestna Harlemu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa początek słów kilka...