Queenie. Matka chrzestna Harlemu

Okładka książki Queenie. Matka chrzestna Harlemu
Elizabeth ColombaAurelie Levy Wydawnictwo: Non Stop Comics komiksy
167 str. 2 godz. 47 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Data wydania:
2022-05-18
Data 1. wyd. pol.:
2022-05-18
Liczba stron:
167
Czas czytania
2 godz. 47 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382302752
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Queenie. Matka chrzestna Harlemu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Queenie. Matka chrzestna Harlemu

Średnia ocen
6,6 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
333
318

Na półkach:

Ciekawe komiksy są często wytworem niezwykłej wyobraźni autorów, lecz także świetnego researchu, czy chociażby inspiracji prawdziwymi zdarzeniami. Jednym ze świetnych przykładów historii, które oparte są na faktach jest opowieść o kobiecie, która stanęła w szranki z największymi mafiosami lat 30. ubiegłego wieku. Oto Queenie Matka chrzestna Harlemu.

Na początek słów kilka o Harlemie, bez których trudniej będzie nam odnaleźć się w historii opowiadanej przez duet Aurelie Levy–Elizabeth Colomba. Dowiadujemy się z niego jak wygląda sytuacja ekonomiczna, społeczna i kulturowa Stanów Zjednoczonych, a przede wszystkim Harlemu, w którym rozgrywa się lwia część akcji komiksu.

Queenie Matka chrzestna Harlemu zabiera nas do czasów końca prohibicji. Na pierwszych stronach komiksu wita nas poglądowa mapa większej części Nowego Jorku, gdzie rozgrywają się przedstawione tu wydarzenia. Dzięki niej zdajemy sobie sprawę co będzie stawką rozgrywki, która za chwilę się rozpocznie. Co ciekawe, całość opowieści prezentuje się w czarno-białych barwach, co wydaje się być idealnym wyborem autorek.

Dość szybko poznajemy charakter głównej bohaterki. By równać się z bezwzględnymi mężczyznami musi mieć odpowiedni temperament. Przede wszystkim musi posiadać niezwykłą inteligencję, umiejętność przetrwania za wszelką cenę oraz dostrzegania większego obrazu toczącej się gry. I Stephanie St. Clair wszystkie te cechy posiada, ale i tak musi uważać na chcących pozbawić ją wpływów rywali.

Queenie Matka chrzestna Harlemu – klimatyczna opowieść oparta na faktach
Ciekawe, że w komiksie źli mężczyźni z mafii są do bólu źli i przekraczają granice, których zwyczajna osoba nigdy nie odważyłaby się przekroczyć. Uświadamia nam to w jakim położeniu znajduje się Queenie, która nie dość, że jest kobietą, to na dodatek czarnoskórą, co w tamtych czasach normalnie skazywałoby ją na samo dno hierarchii społecznej.

Queenie Matka chrzestna Harlemu świetnie oddaje klimat 1933 r. Roztaczająca się na kartach komiksu atmosfera przypomina mi świetny serial, pt. Zakazane Imperium. Opowiadał on bowiem o podobnych kwestiach, choć bohater był mężczyzną. Jest tu odpowiednia ilość mroku i tajemnicy, a zarazem dramatu, a nawet akcji.

Znajdziecie tutaj idealnie rozplanowaną historię. Oddając się lekturze odnosimy wrażenie, że autorki nie pominęły żadnego jej fragmentu. Każdy kadr komiksu, czy to zapchany dialogiem, czy przedstawiający dynamiczną akcję, czy zaznaczający tło historii jest na swoim miejscu. To samo tyczy się retrospekcji, które w pewnym czasie przerywają główny wątek, ale wcale nie wyprowadzają nas z równowagi.

Oryginalni bohaterowie oraz piękne ilustracje
Fakt, że nie od razu poznajemy pochodzenie i korzenie Queenie czyni odkrywanie kolejnych etapów historii roku 1933 o wiele ciekawszym. Czytamy i zastanawiamy się dlaczego myśli i postępuje w dany sposób? Czy w jej przeszłości miały miejsce jakieś traumatyczne wydarzenia, które popchnęły ją do nielegalnej działalności? Skąd wzięła się w Nowy Jorku? Pytania się mnożą i na większość z nich z czasem otrzymujemy satysfakcjonujące odpowiedzi.

Rysunki w Queenie Matka chrzestna Harlemu są pełne życia, choć czarno-białe. Komiks przedstawia nie tylko silną i charyzmatyczną kobietę, lecz również bezwzględną i nie bojącą się postawić samemu „Lucky’emu” Lucianu królową mafii. Oprócz głównego wątku, skupiającego się na intrydze mającej pozbawić bohaterkę władzy, autorkom udało się przybliżyć nam afroamerykańską kulturę Harlemu. W ich opowieści znalazły się prawdziwe postaci tamtych czasów, np. Duke Ellington.

Podsumowanie
Jak zatem widzicie, mamy tu nie tylko wciągającą historię i barwnych bohaterów, ale także świetny klimat zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami. To pozycja dla nieco starszego, dojrzałego czytelnika, która odkrywa przed nami świat na granicy dobra i zła. Fascynująca opowieść, która porusza, zaskakuje i nie zawodzi ani na moment.

Ciekawe komiksy są często wytworem niezwykłej wyobraźni autorów, lecz także świetnego researchu, czy chociażby inspiracji prawdziwymi zdarzeniami. Jednym ze świetnych przykładów historii, które oparte są na faktach jest opowieść o kobiecie, która stanęła w szranki z największymi mafiosami lat 30. ubiegłego wieku. Oto Queenie Matka chrzestna Harlemu.

Na początek słów kilka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

34 użytkowników ma tytuł Queenie. Matka chrzestna Harlemu na półkach głównych
  • 20
  • 14
17 użytkowników ma tytuł Queenie. Matka chrzestna Harlemu na półkach dodatkowych
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Piękna  Kerascoët
Piękna
Kerascoët Hubert
"Piękna" to alternatywna wersja bajki o Kopciuszku. Pewna biedna i brzydka dziewczyna, o wiele mówiącym imieniu "Flądra", zyskuje od wróżki dar. Od tej chwili inni będą widzieli ją jako piękną, choć w rzeczywistości pozostawać będzie szpetna. Konsekwencje rzuconego na dziewczynę czaru są ogromne. Mężczyźni szaleją na jej punkcie. Gotowi są zabijać i wydawać wszystkie pieniądze, a nawet toczyć wojny. Nasza główna bohaterka w końcu czuje się pożądana, czego wcześniej zazdrościła innym dziewczętom. Czy staje się bardziej empatyczna dzięki doswiadczeniu wcześniej życia w niedoli?  Wiele tu się dzieje, a bohaterowie obdarzeni są charakterystycznymi cechami. Jak to w baśniach. W miarę rozwoju akcji każdy z nich zmienia się i to radykalnie. A my zadajemy sobie pytania: czy piękno to jest coś obiektywnego, wynikającego z istoty osoby lub rzeczy? Czy może piękno jest sprawą czysto subiektywną i wynika z indywidualnego postrzegania i oceny? Czy piękno jest dobre? Czy piękno daje szczęście? Do czego może doprowadzić uleganie skłonnościom i chęć "posiadania" pięknej osoby lub rzeczy na wylacznosc? Niby dorośli ludzie mają te sprawy poukładane. Ale powrót do tych nastoletnich rozważań może nas poprowadzić do innych odpowiedzi. Rysunki tutaj są płaskie, czarno-białe z dodatkiem plam jednego koloru. Mają swój prosty, szlachetny styl. Kadry rysowane bardzo pewną ręką. Robią dobre wrażenie i pasują do bajkowej konwencji. To jest ciekawy komiks, ale jakiejś głębi tu nie odnalazłem. Warto zapoznać się z tą bajką dla dorosłych, bez nadmiernych oczekiwań.
Adam - awatar Adam
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Giant Mikaël Suivre
Giant
Mikaël Suivre
Kojarzycie to zdjęcie z grupą mężczyzn siedzących na metalowej belce gdzieś ponad rozrastającym się miastem? To jeden z tych obrazów, który żyje już własnym życiem, stał się popkulturową ikoną wyjętą poza rzeczywisty kontekst. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, kim są ci ludzie, jak się tam znaleźli, powinniście przeczytać rewelacyjną powieść graficzną Giant, w której za scenariusz i rysunki odpowiada Mikaël Suivre. To rewelacyjna historia osadzona w czasach wielkiego kryzysu, kiedy do Nowego Jorku wciąż napływały fale imigrantów, a jednocześnie o pracę było coraz trudniej. W tym świecie załapanie się do pracy na budowie drapacza chmur, bez kwalifikacji, było jak manna z nieba. Mikael wciąga w tę historię, zaczynając od mocnego akcentu, jakim jest śmierć jednego z robotników. Motyw ten jest nie tylko próbą uchwycenia uwagi czytelnika, ale i punktem wyjścia do całej opowieści. Autor świetnie buduje klimat swojej opowieści. Po pierwsze - graficznie, decydując się na utrzymanie całej opowieści w palecie barw kojarzonych ze starymi zdjęciami w sepii, ale też kreską nieco przypominającą szkice rysowników z gazet. Mikaelowi udaje się też w oszczędny sposób ożywić całe tło fabularne, pojedynczymi scenami oddając atmosferę czasów - nędzne mieszkania robotników, często zbiorowe, proste przyjemności, popijawy i inne "uciechy" w kontaktach towarzyskich. Wystarczy kilka kadrów, by odwołać się do tego, co czytelnik już wie, widział, o czym czytał, a dzięki temu sama historia pozostaje nieprzegadana. To opowieść, która paradoksalnie mocno wybrzmiewa właśnie teraz, kiedy obserwujemy wszystko, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ opowieść Mikaela przypomina, że Ameryka to kraj budowany rękami imigrantów, zasilany ich marzeniami i pracą. Choćby dla tak banalnego przypomnienia warto po tę historię sięgnąć. Ale nie tylko. Obok obrazu codzienności najniżej w hierarchii stojących robotników budowlanych, pracujących bez zabezpieczeń, za marne stawki, ale wdzięcznych za jakąkolwiek pracę, mamy też historię samotnego mężczyzny, który izoluje się od wszystkich. Nieprzystępny, wzbudzający ciekawość wielkolud, skrywa wrażliwe wnętrze i z czasem objawia się jako człowiek zamknięty we własnym bólu. Jego historia osobista jest przypomnieniem też o bolesnych kartach historii Irlandii i ranach, które zmęczeni walką imigranci zabrali ze sobą do nowego świata. Mikael zdaje się operować na znanych schematach fabularnych, ale operuje nimi z takim rozmysłem, że udaje mu się stworzyć opowieść emocjonalnie angażującą i wciągającą. To opowieść, która jest przypomnieniem przeszłości, uniwersalnym odbiciem historii, a jednocześnie pozostaje jednostkowa. Przepięknie wybrzmiewa w niej ludzka niedoskonałość, samotność, która staje się skorupą odgradzającą od bólu, ale też potrzeba relacji z drugim człowiekiem, nawet jeśli ze świadomością, że jest ona złudna. W strukturze opowieści ujawnia się scenariuszowy talent autora, który zamyka historię robotników w klamrze radiowego głosu komentującego rzeczywistość. Jednocześnie autor nie napędza biegu wypadków przesadnym nagromadzeniem twistów. W tej historii rozwija się społeczno-obyczajowe tło, jak i tajemnica skrywana przez tytułowego bohatera. Oba te plany ze sobą współgrają, przeplatają się i rozwijają w nieco gawędziarskim rytmie, podkręconym choćby przez pojawienie się dociekliwej dziennikarki. Mikael postawił na proste emocje, na historię, która wyda się znajoma nam wszystkim, jednocześnie oddając autentyzm zamknięty w fikcji. Wizualnie komiks również przemawia prosto, ale dobitnie. Kolorem, kreską, ale też kadrami. Udaje się w nich zamknąć zarówno codzienną rutynę, jak i dynamiczne, zaskakujące zdarzenia. Starannie rozłożone akcenty i pomniejsze sceny budują autentyczne tło dla fikcyjnych zdarzeń i nie ma tu miejsca na przypadkowe, zbędne sceny. Kadry wizualnie osadzają czytelnika w strukturze opowieści i jej atmosferze. Niemal filmowo zderzają ze sobą metaforyczną przyziemność życia budowniczych Nowego Jorku z rozpasaną, sięgającą nieba ambicją możnych. To komiks przypominający czytelnikowi o tym, że ambicje jednych okupione były często ciężką pracą innych. O zderzeniu nadziei z rzeczywistością. O jednostkowych tragediach, które wpływały na wielu ludzi. Świetnie opowiedziana obrazem i słowem historia.
zaczytASY - awatar zaczytASY
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Hołd dla ziemi Joe Sacco
Hołd dla ziemi
Joe Sacco
Odkrycie masowych dziecięcych grobów w Kanadzie w 2021 r. zwróciło moją uwagę na kwestię traktowania rdzennych mieszkańców w Kanadzie. Lektura książki „27 śmierci Toby’ego Obeda” w głównej mierze skupiała się na traktowaniu dzieci w szkołach z internatem. Z kolei „Hołd na Ziemi” ujawnia, że problem jest bardziej obszerny. Ten komiksowy reportaż skupia się na relacjach ludzi jakich Joe Sacco spotkał w czasie swojego pobytu w Kanadzie. Są to przede wszystkim rdzenni mieszkańcy Kanady reprezentujący różne warstwy społeczne. Są tu zarówno działacze społeczni, przedsiębiorcy, jak i zwykli ludzie. Przedstawiają różne poglądy i punkty widzenia. Dzięki temu nie ma tutaj demonizowania czy gloryfikowania różnych zjawisk, ale po prostu zostają zaprezentowane fakty i to czytelnik musi je ocenić. W pewnym momencie jednak taka forma zaczyna się robić męcząca. Na pewnym etapie straciłem więź emocjonalną z opisywanymi wydarzeniami i tłumaczenia kolejnych układów rdzennych mieszkańców z rządem zaczęły mnie nużyć. Rysunki to przede wszystkim zaprezentowanie rozmówców i ilustrowanie ich opowieści. Stanowią one raczej dodatek do historii niż jej integralną część. Ułatwiają jednakże one pokazanie pewnych zjawisk, a także dawnych zdarzeń, które nie mogły być uwiecznione na fotografiach. Lektura tego komiksu nie jest tak wstrząsająca jak zapoznanie się z książką „27 śmierci Toby’ego Obeda”. Jednakże poszerza horyzonty zarówno jeśli chodzi o obyczaje rdzennych mieszkańców Kanady, jak i współczesną sytuację gospodarczą tego kraju. Warto przeczytać, żeby dowiedzieć się trochę więcej, chociaż nie jest to lekka lektura.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 7 1 rok temu
Pierwotny Jeff Lemire
Pierwotny
Jeff Lemire Andrea Sorrentino
Lemire i Sorrentino, to jeden z moich ulubionych komiksowych duetów. Ukazało się już u nas kilka ich wspólnych dzieł, oczywiście o różnym poziomie, czasem w ramach uniwersum DC, czasem autorskich, ale jakoś ten scenarzysta i rysownik uzupełniają się sprawiając, że nawet dość przeciętne ich tytuły sprawiają mi sporo przyjemności. Tym razem sięgają po kosmiczne klimaty, w ramach alternatywnej historii zimnowojennego wyścigu w drodze poza Ziemię. I podają to w klimatach tajemniczości, spisku, zagadki, czegoś nadprzyrodzonego. To coś jak odcinek "Z archiwum X" albo "Strefy mroku". USA i ZSRR wysyłają w kosmos zwierzęta, psa, a później małpy, ale coś się dzieje, one znikają, a rządy ukrywają prawdziwy przebieg tych nieudanych prób. W efekcie zaprzestano dalszych prób lotów kosmicznych, programy zamknięto, a tajemniczy los zwierząt staje się ściśle strzeżoną tajemnicą. To punkt wyjścia, który jednak nie został poprowadzony tak jak zapewne wiele osób by oczekiwało, bo spisek, tajemnica, gra wywiadów itp. tutaj są tylko pretekstem do snucia historii stawiającej na oddanie hołdu zwierzęcym pionierom lotów kosmicznych, przywołania ich postaci, zagrania na emocjach. Lemire napisał trochę wzruszającą, emocjonalną opowieść. Porusza to jakieś dziecięce nuty o tym, żeby los Łajki potoczył się inaczej. Całkiem to fajne, ale żeby uniknąć rozczarowania nie można nastawiać się na jakąś ambitniejszą fabułę, bądź sensacyjną, bo typową rodem z science fiction. To tu jest, ale powierzchownie, w uproszczeniu. A do tego dostajemy typową luźną zabawę formą plansz i kadrów przez Sorrentino. Coś co serwował np. w "Gideon Falls", ale tutaj utrzymując swój poziom jest jednak jakby skromniejszy, trochę widać pośpiech. Ma się wrażenie, że tak jak scenariusz powstawał szybko i mógł być lepiej rozpisany, to i rysunki, miejscami zachwycają, miejscami pozostawiają obojętnym, bądź są zbyt oszczędne dla przyjętej koncepcji. Ale całościowo ta prosta w zasadzie historia zadziałała. Pewnie jakbym nie był takim fanem tego duetu i oceniłbym ten komiks trochę niżej, a tak jestem ukontentowany.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na 7 2 lata temu
Męska skóra Hubert Boulard
Męska skóra
Hubert Boulard Frédéric Leutelier
Motyw kobiet ukrywających się w przebraniach mężczyzn jest stary jak świat. Często przewijał się w twórczości Williama Szekspira czy w baśniach. Czy komiks Huberta i Zanzima jest w stanie dodać coś nowego do tego motywu? Akcja rozgrywa się w czasach renesansu we Włoszech. Młoda dziewczyna Bianca ma zostać wydana za mąż za bliżej jej nieznanego Giovanniego. Matka chrzestny ujawnia dziewczynie sekret – w jej rodzinie od pokoleń kobiety przekazują sobie tzw. „męską skórę”, czyli idealne przebrania pozwalające zamienić się w mężczyznę. Bianca postanawia więc przebrać się za młodzieńca, aby bliżej poznać swojego przyszłego męża. Głównym tematem komiksu jest pewna hipokryzja i różnica w traktowaniu mężczyzn i kobiet. Teoretycznie wszyscy we włoskim mieście są bardzo bogobojni, ale w rzeczywistości folgują sobie w zakazanych barach, a w rodzinie dochodzi do przemocy domowej. Na dodatek kobiety za te same przewinienia są karane o wiele surowiej niż mężczyźni. Dzięki przebieraniu się za Lorenza Bianca może to odczuć na własnej skórze. Przez to rozwija się jako postać i staje się bardzo niezależna. Należy przy tym pamiętać, że jest to baśń. Pewne uproszczenia mogą być irytujące jak chociażby Lorenzo, któremu niemal wszystko się udaje, ale jest to element konwencji. Przy tym też jest to dosyć ironiczna baśń, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę co tak naprawdę prowadzi tutaj do szczęśliwego zakończenia. Rysunki pozornie wydają się bardzo proste. Jednakże wraz z kolejnymi stronami można dojrzeć tutaj nawiązania do sztuki średniowiecznej czy renesansu. W pamięć zapadł mi kadr z kazaniem brata głównej bohaterki. Historia ta prawdopodobnie nie wnosi nic nowego do wyświechtanego motywu, ale jest bardzo sprawnie opowiedziana. Niestety przedstawione tu problemy są dalej zbyt aktualne i być może o pewnych sprawach trzeba przypominać, aby historia nie powtarzała się.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Księżycowy jeleń Yoann Kavege
Księżycowy jeleń
Yoann Kavege
Wydawało mi się, że jestem dość na bieżąco z różnymi wydawanymi w Polsce komiksami. A jednak Księżycowy jeleń mi jakoś umknął. Na szczęście ten niepozorny komiks niszowego wydawnictwa dostałam w prezencie urodzinowym i… od razu zwrócił moją uwagę. W tej minimalistycznej historii, w której prawie w ogóle nie ma tekstu śledzimy losy małego jelonka – kosmonauty oraz ścigającej go istoty. Możemy się jedynie domyślać, że dziwna istota chce zabrać jelonkowi chroniony przez niego artefakt. Nie znamy jednak motywu pościgu, ani czym ten artefakt jest. I oczywiście, że czytelnik jest po stronie uroczego uciekającego jelonka. 🦌 Nie wszystko oczywiste Jednak później okazuje się to, co się okazuje i czytelnik zmienia spojrzenie na ucieczkę oraz samych bohaterów. Nie będę spoilować, bo ten plot twist jest największą zaletą tego komiksu. I przyznaję, że autor ciekawie wykorzystuje tutaj urok jelonka oraz fakt, że ten ucieka przed kimś, kto chce mu najwyraźniej zrobić krzywdę. Księżycowy jeleń jest ładnie narysowany i choć jest to w sumie prosta oraz krótka historia, to jest ciekawa. Końcówka robi tu robotę. Poza tym minimalizm także robi wrażenie. W całym komiksie jest nie więcej niż dziesięć dymków z tekstami, ale to w sumie wystarcza żeby nakreślić przyczyny pościgu oraz większą historię. 🦌 Minimalizm pobudza wyobraźnię Wprawdzie szczegółów musimy się domyślić sami, ale to akurat wcale nie jest żaden minus, bo pozostawia pole do popisu wyobraźni i zadawania pytań. Np. dlaczego akurat księżycowy? I dlaczego antropomorficzny jelonek – dziecko? Czyżby właśnie dlatego, żeby zwabić czytelnika w pułapkę współczucia? Niby prosta historyjka, a jednak zadaje też kilka filozoficznych pytań. Np. autor zdaje się pytać o to, czy to co miło wygląda na pewno jest tym, czym się wydaje. Pozory lubią mylić. Zadaje też pytanie o wartość życia we wszechświecie. Czy za wszelką cenę można dążyć do ciszy? Samą ciszę zresztą też zapewne można rozpatrywać jako symbol, niekoniecznie wprost. Ale nie napisze już nic więcej, bo nie chcę psuć zabawy tym, którzy zdecydują się przeczytać tę historyjkę.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 8 1 rok temu

Cytaty z książki Queenie. Matka chrzestna Harlemu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Queenie. Matka chrzestna Harlemu