Vademecum złego ojca - 3

Okładka książki Vademecum złego ojca - 3
Guy Delisle Wydawnictwo: Kultura Gniewu Cykl: Vademecum złego ojca (tom 3) komiksy
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Vademecum złego ojca (tom 3)
Data wydania:
2022-08-10
Data 1. wyd. pol.:
2022-08-10
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367360074
Tłumacz:
Ada Wapniarska
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Vademecum złego ojca - 3 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Vademecum złego ojca - 3

Średnia ocen
7,1 / 10
35 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2335
1611

Na półkach: ,

Trzeci tom kończy serię krótkich epizodów z życia rodzicielskiego. Czy ten odcinek stanowi jakieś podsumowanie dotychczasowych historyjek?

Tym razem więcej jest tu dużo szczerych rozmów. Autor tłumaczy swoim dzieciom różne zjawiska. Wspólnie dochodzą do zaskakująco trafnych wniosków.

Mniej jest tu toksycznych rodzicielskich zachowań z poprzedniego tomu. Tym razem nawet pozornie głupie żarty mają swoje uzasadnienie. Szkoda, że dalej pozostało parę epizodów, które są śmieszne, ale też trochę niepokojące.

Rysunki są tu bardzo proste. Udaje się jednak dobrze oddać indywidualny wygląd każdej postaci, a także ich emocje.

Odniosłem wrażenie, że tym razem rozmowy głównego bohatera ze swoimi dziećmi są celniejsze niż wcześniej. Szkoda jednak, że autor nie pokusił się o jakieś dobitne zamknięcie trylogii.

Trzeci tom kończy serię krótkich epizodów z życia rodzicielskiego. Czy ten odcinek stanowi jakieś podsumowanie dotychczasowych historyjek?

Tym razem więcej jest tu dużo szczerych rozmów. Autor tłumaczy swoim dzieciom różne zjawiska. Wspólnie dochodzą do zaskakująco trafnych wniosków.

Mniej jest tu toksycznych rodzicielskich zachowań z poprzedniego tomu. Tym razem nawet...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

59 użytkowników ma tytuł Vademecum złego ojca - 3 na półkach głównych
  • 49
  • 10
23 użytkowników ma tytuł Vademecum złego ojca - 3 na półkach dodatkowych
  • 7
  • 6
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Guy Delisle
Guy Delisle
Autor komiksów i animator filmowy pochodzący z Kanady. Studiował animację na Sheridan College w Oakville w okolicach Toronto. Pracował w studiu filmów animowanych CinéGroupe w Montrealu oraz w różnych studiach w Kanadzie, Niemczech, Francji, Chinach oraz w Korei Północnej. Doświadczenia z Korei zawarł w swojej najsłynniejszej powieści graficznej pt. Pjongjang (2004). W roku 2012 otrzymał Nagrodę za najlepszy komiks na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Angoulême za Kroniki jerozolimskie (2011). W Polsce komiksy Delisle wydaje Kultura Gniewu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Męska skóra Hubert Boulard
Męska skóra
Hubert Boulard Frédéric Leutelier
Motyw kobiet ukrywających się w przebraniach mężczyzn jest stary jak świat. Często przewijał się w twórczości Williama Szekspira czy w baśniach. Czy komiks Huberta i Zanzima jest w stanie dodać coś nowego do tego motywu? Akcja rozgrywa się w czasach renesansu we Włoszech. Młoda dziewczyna Bianca ma zostać wydana za mąż za bliżej jej nieznanego Giovanniego. Matka chrzestny ujawnia dziewczynie sekret – w jej rodzinie od pokoleń kobiety przekazują sobie tzw. „męską skórę”, czyli idealne przebrania pozwalające zamienić się w mężczyznę. Bianca postanawia więc przebrać się za młodzieńca, aby bliżej poznać swojego przyszłego męża. Głównym tematem komiksu jest pewna hipokryzja i różnica w traktowaniu mężczyzn i kobiet. Teoretycznie wszyscy we włoskim mieście są bardzo bogobojni, ale w rzeczywistości folgują sobie w zakazanych barach, a w rodzinie dochodzi do przemocy domowej. Na dodatek kobiety za te same przewinienia są karane o wiele surowiej niż mężczyźni. Dzięki przebieraniu się za Lorenza Bianca może to odczuć na własnej skórze. Przez to rozwija się jako postać i staje się bardzo niezależna. Należy przy tym pamiętać, że jest to baśń. Pewne uproszczenia mogą być irytujące jak chociażby Lorenzo, któremu niemal wszystko się udaje, ale jest to element konwencji. Przy tym też jest to dosyć ironiczna baśń, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę co tak naprawdę prowadzi tutaj do szczęśliwego zakończenia. Rysunki pozornie wydają się bardzo proste. Jednakże wraz z kolejnymi stronami można dojrzeć tutaj nawiązania do sztuki średniowiecznej czy renesansu. W pamięć zapadł mi kadr z kazaniem brata głównej bohaterki. Historia ta prawdopodobnie nie wnosi nic nowego do wyświechtanego motywu, ale jest bardzo sprawnie opowiedziana. Niestety przedstawione tu problemy są dalej zbyt aktualne i być może o pewnych sprawach trzeba przypominać, aby historia nie powtarzała się.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Piękna  Kerascoët
Piękna
Kerascoët Hubert
"Piękna" to alternatywna wersja bajki o Kopciuszku. Pewna biedna i brzydka dziewczyna, o wiele mówiącym imieniu "Flądra", zyskuje od wróżki dar. Od tej chwili inni będą widzieli ją jako piękną, choć w rzeczywistości pozostawać będzie szpetna. Konsekwencje rzuconego na dziewczynę czaru są ogromne. Mężczyźni szaleją na jej punkcie. Gotowi są zabijać i wydawać wszystkie pieniądze, a nawet toczyć wojny. Nasza główna bohaterka w końcu czuje się pożądana, czego wcześniej zazdrościła innym dziewczętom. Czy staje się bardziej empatyczna dzięki doswiadczeniu wcześniej życia w niedoli?  Wiele tu się dzieje, a bohaterowie obdarzeni są charakterystycznymi cechami. Jak to w baśniach. W miarę rozwoju akcji każdy z nich zmienia się i to radykalnie. A my zadajemy sobie pytania: czy piękno to jest coś obiektywnego, wynikającego z istoty osoby lub rzeczy? Czy może piękno jest sprawą czysto subiektywną i wynika z indywidualnego postrzegania i oceny? Czy piękno jest dobre? Czy piękno daje szczęście? Do czego może doprowadzić uleganie skłonnościom i chęć "posiadania" pięknej osoby lub rzeczy na wylacznosc? Niby dorośli ludzie mają te sprawy poukładane. Ale powrót do tych nastoletnich rozważań może nas poprowadzić do innych odpowiedzi. Rysunki tutaj są płaskie, czarno-białe z dodatkiem plam jednego koloru. Mają swój prosty, szlachetny styl. Kadry rysowane bardzo pewną ręką. Robią dobre wrażenie i pasują do bajkowej konwencji. To jest ciekawy komiks, ale jakiejś głębi tu nie odnalazłem. Warto zapoznać się z tą bajką dla dorosłych, bez nadmiernych oczekiwań.
Adam - awatar Adam
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Giant Mikaël Suivre
Giant
Mikaël Suivre
Kojarzycie to zdjęcie z grupą mężczyzn siedzących na metalowej belce gdzieś ponad rozrastającym się miastem? To jeden z tych obrazów, który żyje już własnym życiem, stał się popkulturową ikoną wyjętą poza rzeczywisty kontekst. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, kim są ci ludzie, jak się tam znaleźli, powinniście przeczytać rewelacyjną powieść graficzną Giant, w której za scenariusz i rysunki odpowiada Mikaël Suivre. To rewelacyjna historia osadzona w czasach wielkiego kryzysu, kiedy do Nowego Jorku wciąż napływały fale imigrantów, a jednocześnie o pracę było coraz trudniej. W tym świecie załapanie się do pracy na budowie drapacza chmur, bez kwalifikacji, było jak manna z nieba. Mikael wciąga w tę historię, zaczynając od mocnego akcentu, jakim jest śmierć jednego z robotników. Motyw ten jest nie tylko próbą uchwycenia uwagi czytelnika, ale i punktem wyjścia do całej opowieści. Autor świetnie buduje klimat swojej opowieści. Po pierwsze - graficznie, decydując się na utrzymanie całej opowieści w palecie barw kojarzonych ze starymi zdjęciami w sepii, ale też kreską nieco przypominającą szkice rysowników z gazet. Mikaelowi udaje się też w oszczędny sposób ożywić całe tło fabularne, pojedynczymi scenami oddając atmosferę czasów - nędzne mieszkania robotników, często zbiorowe, proste przyjemności, popijawy i inne "uciechy" w kontaktach towarzyskich. Wystarczy kilka kadrów, by odwołać się do tego, co czytelnik już wie, widział, o czym czytał, a dzięki temu sama historia pozostaje nieprzegadana. To opowieść, która paradoksalnie mocno wybrzmiewa właśnie teraz, kiedy obserwujemy wszystko, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ opowieść Mikaela przypomina, że Ameryka to kraj budowany rękami imigrantów, zasilany ich marzeniami i pracą. Choćby dla tak banalnego przypomnienia warto po tę historię sięgnąć. Ale nie tylko. Obok obrazu codzienności najniżej w hierarchii stojących robotników budowlanych, pracujących bez zabezpieczeń, za marne stawki, ale wdzięcznych za jakąkolwiek pracę, mamy też historię samotnego mężczyzny, który izoluje się od wszystkich. Nieprzystępny, wzbudzający ciekawość wielkolud, skrywa wrażliwe wnętrze i z czasem objawia się jako człowiek zamknięty we własnym bólu. Jego historia osobista jest przypomnieniem też o bolesnych kartach historii Irlandii i ranach, które zmęczeni walką imigranci zabrali ze sobą do nowego świata. Mikael zdaje się operować na znanych schematach fabularnych, ale operuje nimi z takim rozmysłem, że udaje mu się stworzyć opowieść emocjonalnie angażującą i wciągającą. To opowieść, która jest przypomnieniem przeszłości, uniwersalnym odbiciem historii, a jednocześnie pozostaje jednostkowa. Przepięknie wybrzmiewa w niej ludzka niedoskonałość, samotność, która staje się skorupą odgradzającą od bólu, ale też potrzeba relacji z drugim człowiekiem, nawet jeśli ze świadomością, że jest ona złudna. W strukturze opowieści ujawnia się scenariuszowy talent autora, który zamyka historię robotników w klamrze radiowego głosu komentującego rzeczywistość. Jednocześnie autor nie napędza biegu wypadków przesadnym nagromadzeniem twistów. W tej historii rozwija się społeczno-obyczajowe tło, jak i tajemnica skrywana przez tytułowego bohatera. Oba te plany ze sobą współgrają, przeplatają się i rozwijają w nieco gawędziarskim rytmie, podkręconym choćby przez pojawienie się dociekliwej dziennikarki. Mikael postawił na proste emocje, na historię, która wyda się znajoma nam wszystkim, jednocześnie oddając autentyzm zamknięty w fikcji. Wizualnie komiks również przemawia prosto, ale dobitnie. Kolorem, kreską, ale też kadrami. Udaje się w nich zamknąć zarówno codzienną rutynę, jak i dynamiczne, zaskakujące zdarzenia. Starannie rozłożone akcenty i pomniejsze sceny budują autentyczne tło dla fikcyjnych zdarzeń i nie ma tu miejsca na przypadkowe, zbędne sceny. Kadry wizualnie osadzają czytelnika w strukturze opowieści i jej atmosferze. Niemal filmowo zderzają ze sobą metaforyczną przyziemność życia budowniczych Nowego Jorku z rozpasaną, sięgającą nieba ambicją możnych. To komiks przypominający czytelnikowi o tym, że ambicje jednych okupione były często ciężką pracą innych. O zderzeniu nadziei z rzeczywistością. O jednostkowych tragediach, które wpływały na wielu ludzi. Świetnie opowiedziana obrazem i słowem historia.
zaczytASY - awatar zaczytASY
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Mały astronauta Jean-Paul Eid
Mały astronauta
Jean-Paul Eid
"Mały astronauta" to pierwszy komiks wydawnictwa Lost In Time, który kupiłem już jakiś czas temu. Czemu? Bowiem moi bliscy przyjaciele mają adoptowaną córkę z dziecięcym porażeniem mózgowym, a właśnie o tym jest historia, którą Jean-Paul Eid przedstawił nam na kartach swego komiksu. Z jednej strony wiedziałem czego się spodziewać, bowiem wiele razy przebywałem w towarzystwie takich osób, z drugiej córka przyjaciół jest o wiele bardziej sprawna, choć w ogromnej mierze osiągnęła to dzięki ich wręcz morderczej determinacji i tytanicznej pracy, która trwa nieprzerwanie od wielu lat. Naprawdę wielu. Bohater tej opowieści obrazuje nam jednak mniej radosną wersję, gdzie dziecko nie mówi, nie chodzi, a jedynie się uśmiecha. Centralną postacią jest Tom, zaś jego historię w formie wspomnień, poznajemy dzięki jego dorosłej siostrze, która odwiedziła ich stary dom, obecnie wystawiony przez inną rodzinę na sprzedaż. Wędrując z pomieszczenia do pomieszczenia powoli powraca do czasów narodzin brata oraz kolejnych lat, kiedy to wykryto u niego chorobę i z nią walczono. Przedstawia na swój własny sposób jakie piekło przechodzili jej rodzice, jak życie całej rodziny diametralnie się zmieniło i ile trudności czekało ich na nowej wyboistej drodze. Tak, to jest groza, ale nawet w niej da się odnaleźć radość. Wiem, co mówię bo wielokrotnie widziałem to u moich przyjaciół i ich córki. Przyznam się też otwarcie, że sam nie wiem czy dałbym radę. Wiecie, nie mogę mieć dzieci, wraz z żoną przegraliśmy walkę o nie, ale nie jestem pewien czy gdybym został postawiony w tej sytuacji co moi przyjaciele lub postacie zobrazowane w komiksie to podołałbym tym wyzwaniom. Nie mam zamiaru kłamać i udawać, że byłoby inaczej. Na pewno podjąłbym walkę, ale czy w niej wytrwał? Nie jestem pewien. Dlaczego? Bo to naprawdę mordercza i nieraz niekończąca się bitwa. Wieczna wojna, która nie wiesz jak długo potrwa, bo nie u każdego jest happy end. Być może część z was, którzy czytają to co napisałem, zacznie na mnie wieszać psy, wyzywać od tchórzy i tak dalej, ale widziałem przez lata jak to wygląda, a byłem jedynie obserwatorem. I to takim, który nigdy nie mógł mieć i nigdy nie będzie mógł posiadać własnych dzieci. Zatem mogę uchodzić w oczach innych za wygodnego i w pełni to rozumiem. Nie zmienia to jednak faktu, że takie dzieci mają szansę na szczęśliwe życie, a część z nich, co widzę po córce przyjaciół, może nawet być w ogromnym stopniu samodzielna. Jednak jak wspomniałem - to wymaga wręcz morderczej walki, a nie każdy jest na nią gotów. "Mały astronauta" również i ten aspekt przedstawia. Owszem, rodzice Toma walczą, ale nawet oni mieli chwile słabości czy poznali tych, którzy zaczęli się poddawać. Mieli szczęście, bo nie zostali sami, stale otrzymywali wsparcie, a to dodawało im sił. Niestety nie zawsze tak jest i często rodzice dzieci niepełnosprawnych pozostają sami w tej walce, a leczenie i rehabilitacja słono kosztują. O tym też mówi ten komiks. Dla mnie ta opowieść to arcydzieło, choć trudne i bolesne, ale dzięki temu prawdziwe. Pięknie zilustrowane, ale przede wszystkim wspaniale opowiedziane, przedstawiające nierówną walkę o jak największą sprawność własnego dziecka, które przecież kiedyś dorośnie. A przynajmniej każdy rodzic ma taką nadzieję. Komiks też bardzo dobrze obrazuje, że dla dzieci wiele barier po prostu nie istnieje. One są ciekawskie, chcą się bawić i poznawać świat. Pragną doświadczać, a to czy ktoś jest na wózku czy chodzi samodzielnie najczęściej nie ma znaczenia. Dopiero kiedy doroślejemy zaczynamy zapominać o tej niewinności, dlatego warto ją w sobie pielęgnować, bo potrafi nas uchronić przed złem, które sami często tworzymy. "Mały astronauta" to komiks potrzebny. Powinien go przeczytać każdy niezależnie od tego czy ma dzieci, czy ich nie posiada. To opowieść o nauce rozmawiania z innymi, walce o każdy dzień i choć jeden uśmiech. O wygrywaniu małych bitew, które dodają nam sił, gdy zaczyna ich brakować. Choć zdaję sobie sprawę, że nie każdemu uda się przetrwać wojnę, to ostatecznie pozostają wspomnienia, które potrafią nas zabrać w podróż po cichym kosmosie. MOJA OCENA - 10!/10
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 10 1 rok temu
Tunele Rutu Modan
Tunele
Rutu Modan
Zostałem wielkim fanem Rutu Modan przy okazji “Ran wylotowych”, które zachwyciły mnie kameralnością, pisaniem relacji i zgrabnością scenariusza. Toteż długo nie czytałem z zamówieniem kolejnego komiksu autorki. “Tunele” są wyraźnie inne. Już sama kreska jest bardziej przerysowana, koślawa, ciut bardziej eksperymentująca z formą, ale jednocześnie lekko skręcająca w stronę komiksu humorystycznego. Którym notabene “Tunele” nie są, ale mają wyczuwalnie lżejszy ton. O cóż tu chodzi? W ręce córki znanego (choć już starego i nie do końca kontaktującego) archeologa trafia prawdziwy rarytas: tablica ze wskazówkami jak odnaleźć Arkę Przymierza. Kobieta bez dłuższego pomyślunku pakuje manatki, załatwia ekipę, zabiera dzieciaka ze szkoły i jedzie. Kopać. A tak się składa, że kopać muszą pod murem bezpieczeństwa na terenie Izraela, z arabską wioską po drugiej stronie. Autorka kopie tu tunele, kopie w przeszłości bohaterów, ale i w ich teraźniejszości. Cały komiks to trochę wielkie równanie relacji między przeróżnymi postaciami, które czytelnik stopniowo rozwiązuje, poznając coraz więcej zmiennych. Mnóstwo tu gierek, zdrad, rodzinnych niesnasek, rodzinnych pogodzeń, rozważań i relacji na tle religijnym i kulturowym, niektórych wcale nie tak oczywistych i zero-jedynkowych jak można by się spodziewać. Najbardziej urzekł mnie tu ton historii. Niejednoznaczny, nie stroniący od wyolbrzymień, dystansu i elementów humorystycznych, jednocześnie ani trochę nie bagatelizując poruszanych tematów, których wachlarz jest tu naprawdę szeroki. Jest tu miejsce na komiks przygodowy, dramat rodzinny, historię sensacyjną, komedię, a wszystko ładnie się zazębia wokół bardzo zgrabnej i mądrej opowieści. Rutu Modan wciąż na tak. Mniej niż w “Ranach wylotowych”, ale wciąż bardzo na tak. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Powrót pszczołojada Aimée de Jongh
Powrót pszczołojada
Aimée de Jongh
Aimée de Jongh zobrazowała poczucie winy oraz jego destrukcyjny wpływ na życie Simona, który nigdy nie przepracował traum z przeszłości, przez co zmuszony jest obecnie skonfrontować się z własnymi dylematami bez odpowiedniego wsparcia. Byłoby mu łatwiej, gdyby stanął do walki z jednym przeciwnikiem. Niemniej, snucie podobnych rozważań nie ma większego sensu, skoro w „Powrocie pszczołojada” tragedie zostają zwielokrotnione, a granice między nimi wyraźnie zatarte, dzięki czemu łatwiej dojść do wniosku o ich wzajemnym oddziaływaniu na kondycję psychiczną człowieka. Samobójstwo nieznanej kobiety, dramatyczny finał sprzeczki ze szkolnym kolegą oraz widmo bankructwa z powodu nierentowności rodzinnej księgarni łączy błędne przekonanie Simona o odpowiedzialności za każde z tych zdarzeń, mimo że nie mógł im zapobiec. Wykształcił w sobie mechanizm zaprzeczenia traumie, w związku z czym nie widzi potrzeby skorzystania z fachowej pomocy. Wspomniany problem dostrzega autorka, która do świata Simona wprowadza tajemniczą Reginę, aby przypomnieć bohaterowi o mądrości płynącej z obserwacji pszczołojadów w okresie jego dorastania. Im dalej w las, tym więcej drzew, co idealnie opisuje rozwój wydarzeń z niedawno poznaną dziewczyną oraz przewrotny finał komiksu o potrzebie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Aimée de Jongh poprowadziła swój debiut sprawną ręką, o czym świadczy graficzne dopracowanie angażującej fabuły z intrygującą końcówką. Przez chwilę rozważałem, czy na korzyść ilustracji nie zadziałałoby dodanie im barw, jednak po zamknięciu oczu i wyobrażeniu sobie potencjalnej kolorystyki doszedłem do wniosku, że efekt byłby groteskowy, a co mogłoby przekreślić „Powrót pszczołojada” w oczach wielu czytelników.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na 7 1 rok temu
Węgiel i Krzem Mathieu Bablet
Węgiel i Krzem
Mathieu Bablet
Krzyś w poszukiwaniu dobrego komiksowego s-f. Oto komiks o płaczących androidach, uznany za jeden z lepszych komiksów s-f ostatnich lat. Mamy tu twarde SF z bardzo konkretnymi założeniami: ludzkość tworzy sztuczną inteligencję na swoje podobieństwo, wgrywa całą dostępną ludziom wiedzę, coby stworzyć androidy do opieki i towarzystwa dla ludzi starszych. Naukowcy pracujący nad tymi istotami wierzą jednak w ich większy potencjał i dają im możliwość wyjścia poza przeznaczoną im ścieżkę. Ale zaraz później historia przyspiesza, rozrasta się, skacze w przyszłość i demonstruje imponującą skalę i pomysłowość. Na początku imponują założenia komiksu i zaangażowanie w zbudowanie spójnej wizji świata, choć wybija z rytmu nadmiar dość naiwnie moralizatorskich komentarzy. Później komiks robi się ciut all over the place, poszatkowanie historii wybija, ale ostatecznie komiks zwycięża. Duże przeskoki w czasie pokazują ciekawą i niejednoznaczną wizję przyszłości, choć na pewno nie jest to wizja na wskroś optymistyczna. Ale punkt wyjścia związany ze sztuczną inteligencją z czasem okazuje się bardziej sposobem na pokazanie pewnych zmian i zjawisk, aniżeli motywem głównych rozważań. Jest momentami naprawdę ponuro i dystopijnie, ale w pewien romantyczny sposób. Jest to też (a może przede wszystkim) komiks o relacji dwóch androidów: Węgla i Krzemienia. O obietnicach i o konfrontacji własnych potrzeb z potrzebami innych. Jest to relacja bardzo wyrazista, silna, zmienna i fascynująca. Im dłużej mija czasu od lektury, tym głębiej ten komiks we mnie wchodzi. Pełno tu goryczy, rozczarowania i piękna. Będzie czytane ponownie. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 8 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Vademecum złego ojca - 3

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Vademecum złego ojca - 3