Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala

Okładka książki Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala
Grzegorz Łyś Wydawnictwo: W.A.B. reportaż
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2025-06-18
Data 1. wyd. pol.:
2025-06-18
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383878713
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala

Średnia ocen
6,4 / 10
184 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
252
252

Na półkach:

Grzegorz Łyś w reportażu „Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala” przedstawia historię szpitala psychiatrycznego zbudowanego w 1891 r. w Pruszkowie, w dzielnicy Tworki.
Autor opisuje założenia szpitala oraz to, jak funkcjonował przez lata, przedstawia pracowników i ich rodziny. Nie zabrakło tu też historii psychiatrii, ani polityki – bo ta nierozerwalnie była z tą dziedziną medycyny związana. To tak naprawdę opowieść, która sięga daleko poza mury szpitalne.
Z jednej strony to dobrze, bo dostajemy kompleksową opowieść o stanie psychiatrii na przełomie wieku, a z drugiej szkoda, bo objętość książki jest niewielka, więc dostajemy dużo informacji, ale jednak dość pobieżnie opisanych.
Znajdziecie tutaj sporo dat, nazwisk lekarzy, nieco opisów tego, jak funkcjonował szpital, jakich metod leczenia używano. Nie ma jednak wielu opisów pacjentów, konkretnych historii. A nie ma co ukrywać, że raczej takich historii oczekujemy, kiedy czytamy opowieści ze szpitali psychiatrycznych. Przez ich brak ma się wrażenie, że książka jest pozbawiona emocji i stanowi jedynie zbiór „suchych” faktów.
Ciekawy był wątek działania szpitala podczas niemieckiej okupacji podczas II wojny światowej, niestety tu również mam poczucie, że można było z niego wyciągnąć więcej.
Jako reportaż całość się broni. Nie będzie to najbardziej fascynująca historia o szpitalu psychiatrycznym, jaką przeczytacie, ale przecież nie takie jest zadanie tego gatunku.
Jeżeli to temat, który was interesuje, to „Przystanek Tworki” warto przeczytać.


Więcej recenzji na profilu https://www.instagram.com/sczytalim/

Grzegorz Łyś w reportażu „Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala” przedstawia historię szpitala psychiatrycznego zbudowanego w 1891 r. w Pruszkowie, w dzielnicy Tworki.
Autor opisuje założenia szpitala oraz to, jak funkcjonował przez lata, przedstawia pracowników i ich rodziny. Nie zabrakło tu też historii psychiatrii, ani polityki – bo ta nierozerwalnie była z tą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

674 użytkowników ma tytuł Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala na półkach głównych
  • 442
  • 221
  • 11
89 użytkowników ma tytuł Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala na półkach dodatkowych
  • 31
  • 30
  • 10
  • 6
  • 4
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala

Inne książki autora

Grzegorz Łyś
Grzegorz Łyś
Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, wieloletni autor artykułów o tematyce historycznej i turystycznej w "Rzeczpospolitej".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wyspa niechcianych kobiet Agata Komosa-Styczeń
Wyspa niechcianych kobiet
Agata Komosa-Styczeń
"Wyspa niechcianych kobiet" Agaty Komosy-Styczeń to naprawdę dobry reportaż. Szczególnie, że pokazuje również współczesne mechanizmy funkcjonowania społeczeństwa - nie tylko duńskiego, choć Dania wydaje się tutaj świetnym przykładem dla ukazania pewnych problemów. Myślę, że fakt, że jeszcze zupełnie niedawno, bo w latach 50. ubiegłego wieku (ostatnie rezydentki wyspy Sprogø opuściły ją dopiero w 1961 roku!) działał odizolowany ośrodek dla "trudnych" kobiet, może bulwersować, ale przede wszystkim smuci. Autorka opowiada bowiem o niezwykle skomplikowanym dochodzeniu Danii do statusu państwa dobrobytu, gdzie wspólnota i dobro społeczne stoją na tak wysokim poziomie. Po drodze bowiem zdarzyły się eksperymenty (nie potrafię tego inaczej nazwać) o paramedycznym charakterze. Takim jak ośrodki Christiana Kellera, który w założeniu miał na celu dbanie o komfort podopiecznych. Paramedycznym, ponieważ nie zakładał on oparcia na rzetelnych badaniach i diagnozach, ale w gruncie rzeczy widzimisię grupy osób, którym przyznano funkcję decydentów. Byli wśród nich nie tylko lekarze. Wspierały ich także inne instytucje i ich pracownicy, np. opieka społeczna i szkoła. To na mocy ich rekomendacji kobiety w trudnej sytuacji, najczęściej pochodzące z ubogich domów, niewykształcone, mające wiele innych problemów, samotnie wychowujące dzieci, kwalifikowano jako upośledzone i niezdolne do życia w społeczeństwie. Wystarczył komentarz nauczyciela, opiekuna społecznego, czasem również członka rodziny i nieodpowiednio wysoka liczba punktów z testu na inteligencję, żeby kobieta wytypowana została do przeniesienia na wyspę. Wszystko to w imię jej dobra. Wybija się z tego niesprawiedliwość społeczna i różnica w sposobie traktowania kobiet i mężczyzn, a także brak wsparcia dla ofiar przemocy seksualnej i domowej, którymi najczęściej takie kobiety były. To również historia o tym, jak ograniczano prawa osób "upośledzonych umysłowo" (choć przecież sposób, w jaki pozyskiwano wiedzę o niepełnosprawności umysłowej przyszłej rezydentki błagał o litość...). Od kobiet ze Sprogø odwracały się nawet feministki. A raczej powinnam napisać inaczej - widziały w nich szansę na przekonanie do własnych postulatów. I to wcale niestety nie oznaczało okazania wsparcia pacjentkom Zakładów Kellera. Tu dochodzimy do niewygodnych wątków eugeniki i przymusowej sterylizacji kobiet. Tak, kobiety ze Sprogø poddawane były temu nieodwracalnemu zabiegowi w imię czystości społecznej, choć chyba nie jest wielkim nadużyciem napisać - rasy. A ówczesne środowiska feministyczne wcale nie widziały w tym niczego złego... Wręcz przeciwnie. Autorce trudno było porozmawiać ze współczesnymi feministkami w Danii na temat ośrodka na wyspie, ponieważ odmówiły one odpowiedzi na pytania reporterki. Odnoszę przy tym wrażenie, że autorce samej trudno było przyjąć do wiadomości taki stan rzeczy, co na pewno wynika z zupełnie innego postrzegania niektórych środowisk, także w Polsce. Ta niepewność i fakty skłaniają jednak do pewnych refleksji i wniosków. Pewnych rzeczy nie da się obronić. Bardzo polecam lekturę tej książki. I bardzo współczuję wszystkim rezydentkom Sprogø - nie doczekały się one porządnych przeprosin od państwa, które odebrało im nie tylko lata życia, ale przede wszystkim wybór. https://www.instagram.com/p/DJymM2AtfeB/ https://www.facebook.com/JustynaCzytuje/
justynazwanaruda - awatar justynazwanaruda
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Nie pytaj. Klan Kennedych i kobiety, które zniszczyli Maureen Callahan
Nie pytaj. Klan Kennedych i kobiety, które zniszczyli
Maureen Callahan
Chcecie wiedzieć jak bardzo podły, zdemoralizowany, zdeprawowany i obrzydliwy jest świat polityków i tak zwanego show-biznesu? Jeśli tak, to zapraszam do sięgnięcia po „Nie pytaj…”, bo to książka naszpikowana informacjami o „wielkim świecie” polityki, klanie Kennedych i o kobietach, które zniszczyli. Dowiedziałam się bardzo wiele, może aż za wiele… O przedmiotowym traktowaniu kobiet, zabójstwach, gwałtach, o wykorzystywaniu innych. Najciekawsze były dla mnie rozdziały dotyczące Marilyn Monroe i jej związkach z braćmi Kennedy, chociaż o niej, niestety, było najmniej. Wstrząsnęła mną też historia Rosemary Kennedy, niewinnej dziewczyny poddanej okrutnemu zabiegowi lobotomii i ukrytej przed światem, aby nie przynosiła wstydu. Miałam też kompletnie inne wyobrażenie o Jackie Kennedy, a po lekturze tej książki bardzo wiele straciła w moich oczach, poczułam nawet niesmak czytając o niektórych sytuacjach, w jakie była uwikłana. Rodzina Kennedych przesiąknięta duchem irlandzkiego, patriarchalnego w najgorszym wydaniu, katolicyzmu (nie wiem jak można deklarować wiarę w Boga i jednocześnie dopuszczać się tak haniebnych czynów, których z pewnością Bóg się brzydzi?) zawsze szła po trupach do celu. Zapatrzeni w siebie i swoją „wyjątkowość” nie zważali na innych. Bezkarni, z patologicznym genem rozwiązłości… Taki obraz wyłania się z będącej reportażem opowieści autorki. Zawsze wiedziałam, że pod pięknymi twarzami polityków i za ich wzniosłymi słowami może kryć się (i kryje) fałsz oraz drugie dno (właściwie to szambo). Lektura tej książkami tylko mnie w tym utwierdziła. Mimo ciekawej treści, było parę rzeczy, które mi się nie podobały . Na przykład sposób skomponowania rozdziałów. Dla mnie chaos. Autorka przeskakiwała z jednego tematu na drugi, w pewnym momencie nie potrafiłam się odnaleźć i połapać w nazwiskach, datach i wydarzeniach. Również sposób przedstawienia niektórych pokrzywdzonych kobiet nie do końca mi odpowiadał. Czytając nie czułam czasem do nich ani krzty sympatii… Wydawały mi się takie… puste. Według mnie, nie do końca też było tak, że wszystkie z nich były bez żadnej skazy. Mimo tych małych minusów naprawdę warto sięgnąć po ten tytuł. Ja nie żałuję.
Karolina - awatar Karolina
oceniła na 6 7 dni temu
Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw Mikołaj Podolski
Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw
Mikołaj Podolski Marta Bilska
Nadzieja umiera ostatnia Po latach bezowocnych poszukiwań przyjmuje się już, że maturzystka została zamordowana. Tymczasem wciąż pojawiają się nowe tropy, absurdalne hipotezy, matactwa świadków niewyjaśnionej tragedii, niedorzeczne wnioski. Witajcie w ,,małej Sycylii": ,,Noc, która zaczęła się w najbardziej luksusowym kurorcie, a skończyła w piekle podejrzeń ściągniętych na dziesiątki osób. Miejska legenda, która szybko zawładnęła Polską. Królowa nadwiślańskich zagadek kryminalnych. Prosto z Gdańska [...] uchodzącego za stolicę krajowej prostytucji, przemytu narkotyków i układów gangstersko-policyjno-sędziowskich. Miejsca, gdzie przy odpowiednich znajomościach można się wymigać od procesu o zabójstwo''. Prawda, Wybrzeże w owym czasie stało się teatrem mafijnych rozliczeń, przemocy, przestępczości zorganizowanej. Kroniki kryminalne wypełniały doniesienia o łamiących prawo funkcjonariuszach Policji, napadach, zabójstwach i ogólnej demoralizacji. ,,Zaginiona Iwona Wieczorek...'' to doskonały reportaż, doświadczeni dziennikarze misternie rekonstruują ostatnie chwile bohaterki. Książka ukazała się w 15. rocznicę zaginięcia Gdańszczanki, publicyści demaskują piramidalne kłamstwa, przywołują zatajone informacje i kuriozalną rolę Krzysztofa Rutkowskiego. Wykonali przy tym kawał solidnej pracy, obnażyli niechlujstwo, zaniechania organów ścigania, nie do pomyślenia w cywilizowanym, demokratycznym państwie. Punktem wyjścia rozważań stanowią zeznania P. uważanego obecnie za głównego podejrzanego, a wcześniej zaangażowanego w poszukiwania koleżanki. To nie historia kryminalna, to niestety rzeczywistość. Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek od lat bulwersuje opinię publiczną, należy do nierozwiązanych zagadek kryminalnych ostatnich lat. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie... Młoda kobieta przepadła bez wieści w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku, wówczas to Iwona opuściła lokal, w którym się bawiła i następnie udała się do domu, do którego jednak nigdy nie dotarła... W toku dochodzenia ustalono, że ostatni raz kamery ujęły Wieczorek o 4. 12 rano w Sopocie. I w tym miejscu ślad się po niej urywa... W śledztwie pojawiło się mnóstwo teorii, ale jak dotąd żadna z nich się nie potwierdziła, dużo pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi, np. co się wydarzyło w tę upalną noc? Marta Bilska i Mikołaj Podolski rozważają, co ewentualnie mogłoby się stać i kim jest tajemniczy ''pan ręcznik"? Dziennikarze nadmieniają o tajemniczym mężczyźnie z białym ręcznikiem przewieszonym przez ramię, podążającym za córką fryzjerki. Autorzy utrzymują, że monitoring ponownie uchwycił go dwie godziny później, o 6. 22. Czy Iwona jeszcze wtedy żyła, czy jej los został przesądzony? Czy ''pan ręcznik" był ostatnią osobą, który widział zaginioną? Pytania się mnożą. Reasumując Żurnaliści są ostrożni w ocenach, ich sądy bywają wyważone, a treść nie wzbudza zastrzeżeń. Narracja jest chłodna, ale jednocześnie poruszająca, poznajemy kontekst społeczny i środowiskowy Trójmiasta. Dodać należy, że reportaż absolutnie nie ma charakteru bulwarowego, stanowi próbę zrozumienia tego, co się stało. Kolejnym mocnym elementem publikacji jest fakt, że autorzy nie szukają winnych na siłę, są odporni na presję społeczną. Umiejętnie budują napięcie, wciągają czytelnika w brutalny świat, nie pozwalając ani na moment zapomnieć o Iwonie Wieczorek. Czy wywody Bilskiej i Podolskiego wnoszą coś nowego? Raczej nie, porządkują podstawowe fakty, na odpowiedzi na kluczowe pytania przyjdzie nam jeszcze poczekać. Pamiętacie jeszcze tę sprawę?
LadyMakbet33 - awatar LadyMakbet33
ocenił na 8 1 dzień temu
Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku Adam Zadworny
Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku
Adam Zadworny
Jan Hevelius znaczy Jan Wypadkowy Nazwa nadana polskiemu promowi przez szwedzkich marynarzy ze względu na liczne awarie, przed ostatnią wyprawą było ich aż 26 ! ''Jan Heweliusz'' dwukrotnie przewracał się podczas postoju w porcie, silniki odznaczały się wadliwą konstrukcją, system balastowy odmawiał posłuszeństwa. Ponadto prom zderzył się z rybackim kutrem, wspomniane incydenty nie skłoniły zatem nikogo z dowódców do refleksji nad stanem technicznym maszyny. Kto i dlaczego wydał zgodę na wypłynięcie ''Heweliusza''? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć dociekliwy Adam Zadworny w reportażu śledczym ,,Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku''. Do tego szły jeszcze inne czynniki, przynajmniej tak utrzymuje dziennikarz. Mimo fatalnej pogody zapadła decyzja o wypłynięciu statku, siła wiatru wynosiła wówczas dwanaście stopni Beauforta, co oznaczało silny sztorm. Tragedia rozegrała się we wczesnych godzinach porannych na Morzu Bałtyckim u wybrzeży niemieckiej wyspy Rugia. Czy zlekceważenie złych warunków atmosferycznych przyczyniło się do dramatu promu? Autor wnikliwie zbadał przyczyny katastrofy, analizując wszystkie zaistniałe okoliczności, unikając przy tym pochopnych wniosków i obalając masę teorii spiskowych. Adam Zadworny przestudiował ogrom dokumentów, raportów. Mamy tu fakty, daty, nazwiska, wydarzenia. Cała opowieść zasadza się na gruntownej kwerendzie akt sprawy, reporter wyczerpał temat. Z wypadku ocalało jedynie dziewięć osób pośród 64 pasażerów, ,,Heweliuszem'' podróżowali przedstawiciele różnych narodowości: Polacy, Szwedzi, Norwegowie, Szwedzi, Czesi, Austriacy. Dramat uczestników wyprawy odmalowano na tle ówczesnych wydarzeń politycznych i społecznych. Do naszego kraju weszła największa sieć telefonii komórkowej Centertel, trwała jeszcze wojna domowa w dogorywającej Jugosławii, dni tego państwa były już policzone. Premierem Polski została kobieta, Hanna Suchocka, w międzyczasie podpisano kompromis aborcyjny, a rosyjska armia opuściła polskie terytorium. Wybrzeżem targały mafijne porachunki z ,,Nikosiem'' na czele. ,,Każdy zapamiętuje obraz, który widzi oczami człowieka walczącego o życie''. Adam Zadworny przytacza przesłanki wpływające na zatonięcie ,,Jana Heweliusza", koncentrując się na dramacie załogi i pasażerów. Publicysta nie ocenia, nie upraszcza. Próbuje zrozumieć. ,,Innych łatwo zrozumieć, samego siebie nie''. Międzynarodowy alarm Mayday! Mayday! Mayday! Sygnał oznaczający wezwanie pomocy na morzu, używany w łączności radiowej, zarówno morskiej, jak i lotniczej w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia. Komunikat nadawany jest trzykrotnie, ma pierwszeństwo przed innymi rozmowami radiowymi. Określenie wywodzi się z języka francuskiego m'aider=pomoc.
LadyMakbet33 - awatar LadyMakbet33
ocenił na 9 2 dni temu
Rok, w którym nie umarłem Mikołaj Grynberg
Rok, w którym nie umarłem
Mikołaj Grynberg
Rok, w którym nie umarłem to kolejny przykład polskiej prozy zawałowej. Wiem, temat teoretycznie ciężki, ale ponieważ cenię sobie Zawał Białoszewskiego i następujący po nim Konstancin, to po tekst Mikołaja Grynberga sięgnąłem z zainteresowaniem. I nie zawiodłem się. To zaskakująco przyjemna, choć dość krótka lektura. Grynberg trafia do szpitala. Przez chwilę nie jest pewne, czy w ogóle przeżyje, choć przecież ratownicy medyczni bagatelizowali objawy. Uspokajali. Potem jednak robi się dobrze. Mamy pewność, że gość wyzdrowieje. Stanie na nogi. I nie jest to spoiler, bo tytuł, bo sam fakt istnienia książki. Ale zanim do tego dojdzie, Grynberg musi swoje odleżeć. Posłuchać rozmów współchorych, poczekać na lekarza, policzyć na pomoc pielęgniarek. Zderzyć się ze wszystkim, co wiąże się z poważnym kryzysem zdrowotnym. A wiąże się z nim sporo. Choćby strach. Słabość. Niepewność. Zagubienie. Ale też przewartościowanie świata, nagłe docenienie tego, co się ma. Życia, pracy, rodziny. Wielu zwykłych chwil, na które normalnie się nie zwraca uwagi, ale na skutek choroby nabierają niebywałej wartości. Stają się czymś ważnym i pięknym. Co ważne, Grynberg pisze o tym bez zbędnego patosu i z odrobiną czarnego humoru, za sprawą którego książka nie jest smutna ani ponura. Rok, w którym nie umarłem przypomina dziennik, bo też zrodził się jako dziennik. Autor wylądował w szpitalu i gdy tylko poczuł się na siłach, zaczął notować opisywać otaczającą go rzeczywistość. W efekcie równie ciekawie jak Białoszewski prezentuje nam świat po zawale. Owszem, korzysta z nieco innych środków, wydaje się bardziej zwarty, dowcipny, ale też mniej zakochany w zwykłej, szarej codzienności. Mnie to jednak wystarczy. Takie książki lubię. Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na 9 4 dni temu

Cytaty z książki Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala

Więcej
Grzegorz Łyś Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala Zobacz więcej
Grzegorz Łyś Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala Zobacz więcej
Grzegorz Łyś Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala Zobacz więcej
Więcej