rozwiń zwiń

Postępowanie umorzone

Okładka książki Postępowanie umorzone
Claudio Magris Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
440 str. 7 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Non luogo a procedere
Data wydania:
2017-02-23
Data 1. wyd. pol.:
2017-02-23
Liczba stron:
440
Czas czytania
7 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308063101
Tłumacz:
Joanna Ugniewska
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Postępowanie umorzone w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Postępowanie umorzone

Średnia ocen
6,3 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
94
86

Na półkach:

Powieść ta swoją strukturą przywodzi na myśl sylwę. Bo i w zasadzie nie jest to historia ani Luisy - z perspektywy której prowadzona jest najczęściej narracja - ani też zmarłego w pożarze jednego z magazynów Muzeum twórcy tegoż Muzeum. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest to historia, czy wręcz opis samego Muzeum. Jego myśl przewodnia jest mi osobiście bardzo bliska: otóż jest to Muzeum wojny, które poprzez pokazywanie ludziom wszelkiego rodzaju broni, ma zaszczepić w nich potrzebę, by już nigdy więcej do wojny nie doszło. Kolejne rozdziały prezentują nam przede wszystkim historie różnych jego eksponatów, przy okazji przytaczając historie ludzi z nimi związanych (a może na odwrót, choć to w zasadzie bez znaczenia). Między innymi dużo mowy jest o jedynym, jakim istniał we Włoszech, obozie koncentracyjnym - tak zwanej Rivierze.

Tekst jest pisany językiem bardzo gęstym, pełnym różnorakim odwołań, przez który czasami wręcz ciężko się przedrzeć; bo i w zasadzie nie wiadomo do końca, kto jest tam narratorem (perspektywa Luisy, której zadaniem jest opracować rozkład przestrzenny Muzeum jest w zasadzie pretekstem do snucia różnorakich opowieści). Brak w nim w zasadzie dialogów. Brak też jakiejś konkretnej akcji. Są jedyne te niekończące się opowieści (włączając w to historię życia samej Luisy i jej rodziny). I choć większość szczegółów dotyczących samych bohaterów jest fikcją wymyśloną przez Autora, to o wartości całej powieści stanowi właśnie fakt, że tyle w niej autentyczności - i to właśnie ona, a także ów ponadczasowy przekaz, stanowią o jej wartości.

Powieść ta swoją strukturą przywodzi na myśl sylwę. Bo i w zasadzie nie jest to historia ani Luisy - z perspektywy której prowadzona jest najczęściej narracja - ani też zmarłego w pożarze jednego z magazynów Muzeum twórcy tegoż Muzeum. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest to historia, czy wręcz opis samego Muzeum. Jego myśl przewodnia jest mi osobiście bardzo bliska: otóż...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

96 użytkowników ma tytuł Postępowanie umorzone na półkach głównych
  • 72
  • 22
  • 2
28 użytkowników ma tytuł Postępowanie umorzone na półkach dodatkowych
  • 19
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Claudio Magris
Claudio Magris
Claudio Magris (ur. 10 kwietnia 1939 w Trieście) – włoski pisarz, eseista, felietonista, tłumacz i germanista.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Siostra Sándor Márai
Siostra
Sándor Márai
Zdumiewające, że tak niesłychane i niespotykane treści można znaleźć wydrukowane na papierze, w książce dostępnej ot tak w księgarni czy bibliotece. To pewnie tylko dlatego, że z pozoru i na pierwszy rzut oka jest to całkiem zwyczajna powieść. Garść cytatów: "Myślałem o próżnej i durnej bucie człowieka, który ośmiela się sądzić, że krwawe interesy brudnych rąk mogą mieć wpływ na prawa nieskończonego świata. Nie, jest wielce prawdopodobne, że człowiek jest jedynie ofiarą światowych sił – tak wtedy dumałem – i owe kosmiczne promieniowania, które w przyrodzie zmieniają pory roku, również w naturze człowieka budzą namiętności. (...) Igraszki człowieczych sił i zamiarów, których prawdziwej natury nie znamy, skupiska porywów, jakie migocą poza spektrum ludzkiego rozumu..." (22-23) "Żyjemy pośród wyidealizowanych wyobrażeń rodem z kolorowych magazynów. (...) Cóż wiemy o tej sile wprawiającej w ruch ziemski glob, którą ludzie nazywają miłością, a która ma do odegrania swoją rolę we wszechświecie: łączy w pary żywych i użyźnia materię świata. (...) Rzeczywistość jest o wiele bardziej zaskakująca, jej siła fantazjotwórcza jest bogatsza i czarowniejsza niż każda inna sytuacja, jaką tylko człowiek w ogóle potrafi sobie wyobrazić." (35) "Pomiędzy naturą i człowiekiem mogą istnieć współzależności, których nie znamy. (...) Uważam tylko, że "istnieje zależność" między wszystkimi zjawiskami (...), bo za wszystkim stoi Bóg." (42, 45) "Niezrozumiały, dziki impuls wyrywa ludzi z ich własnego losu (...)." (50) "To była chwila, kiedy "zaczęło się", kiedy moje życie oddzieliło się od tego wszystkiego, co do tej pory było jego warunkiem i treścią, kiedy nagle coś we mnie umarło, a ja sam urodziłem się na nowo, równocześnie umarłem dla życia i narodziłem się dla śmierci." (76) "Według mnie szaman to niebieski podróżnik. Pośredniczy między Bogiem i ludźmi. Bo choroba to nic innego jak naruszenie porządku świata. Bóg opuszcza człowieka, wycofuje się z niego... i wtedy przychodzi choroba." (121) "Pytanie brzmi tak: co tutaj jest kłamstwem? Rozumiem to tak: jak z kłamstwa pewnego życia zrodziła się choroba? (...) Kłamstwo (...) to jest coś, co jeszcze wczoraj zwało się pracą lub zadaniem, ambicją lub miłością. I trzeba było tysiąc, dziesięć tysięcy dni i nocy, aby w pewnym ciele, dokładniej: w jego systemie nerwowym, jeszcze ściślej: w narządach zmysłów, owo kłamstwo przekształciło się w jedyną niemożliwą do zniesienia rzeczywistość, tak że pewnego dnia organizm, osoba ludzka, z jakimś rozpaczliwym jękiem wykrzykuje na cały świat – w postaci choroby – to niemożliwe do zniesienia, uformowane w paniczny lęk kłamstwo, które od tej pory jest już jedyną rzeczywistością jego życia." (162-163) "Nie wiem, co to za kłamstwo, z którego wzięła się choroba w pańskim i ciele i w systemie nerwowym. (...) Niech pan myśli. Niech pan myśli tak intensywnie, jak nigdy w życiu, z determinacją, z jaką pan nie żył w całym swoim życiu, także wtedy, gdy siedział pan przy fortepianie w filharmonii." (166) "Zrozumiałem, że oto dzieje się coś innego, coś całkiem innego, niż choroba, kryzys, upadek czy błędne współdziałanie ciała i duszy. (...) Jestem sam, zamknięty w czymś, co nie ma nazwy; wiedza o tym stanie jest równie skąpa w podręcznikach medycznych, jak w życiu. Bo to już nie było życie, a jeszcze nie była to śmierć. Zrozumiałem, że wypuściłem z ręki każdą pomocną ludzką dłoń, jestem zupełnie sam; i że teraz coś się stanie." (176)
Summer_With_Ice - awatar Summer_With_Ice
ocenił na 7 3 miesiące temu
Trzydzieści srebrników Sándor Márai
Trzydzieści srebrników
Sándor Márai
Sandor Marai „rozważał” ta powieść bardzo długo. Gdy zaczął pisać, jego kraj i czasy były pełne zdrajców i dlatego rękopis przemierzał z autorem drogę emigranta. W tej filozoficzno-religijnej wizji najbardziej zainteresowały mnie...fakty, które autor przedstawia na początku: obraz krainy, gdzie rozgrywały się zdarzenia, Galilea, Nazaret, Kafarnaum, Jerozolima i panująca tam atmosfera, stosunki między różnymi klasami społecznymi, postać samego Jezusa, począwszy od jego rzeczywistego wyglądu do wizerunku, jaki stworzyła historia, poprzez lata spędzone w domu rodzinnym i niezwykle krótki okres ujawnienia swojej „boskiej odmienności” zrozumiałej tylko Jezusowi. Znalazło się również w powieści pokaźne miejsce dla Jana Chrzciciela i stosunkowo niewielkie dla innych apostołów. Tytułowa sprawa trzydziestu srebrników to próba wcielenia się w postać Judasza z Kariotu i „propozycja” przyczyny jego zdrady. No właśnie , czy to była zdrada, czy zagubienie tego na tamte czasy wykształconego człowieka, który mierzył się z czymś niezrozumiałym i nie przyjmował tego co widział tak dosłownie jak pozostali „prości” apostołowie. Czujemy to w rozmowie z celnikiem Mateuszem, którego Judasz wybrał na powiernika swoich wątpliwości. I to te wątpliwości, a także brak duchowego porozumienia z apostołami skierował go do domu Annasza. Judasz w tym zagubieniu chciał zapewnić sobie nieprzemijalność i to mu się udało, za naprawdę niewielką cenę. Czy miał w sobie diabła? Myślę, że miał pustkę, którą nie wiedział jak wypełnić. „ Od stuleci chodzi on ulicami, mieszka pośród nas. Pozostałych jedenastu nie żyje w sposób tak rzeczywisty. Nie ma żyjących Mateuszów i Piotrów. Są za to żywi Judasze”. Czy możemy to zmienić?
Beata - awatar Beata
oceniła na 8 10 miesięcy temu
Centuria. Sto krótkich powieści rzek Giorgio Manganelli
Centuria. Sto krótkich powieści rzek
Giorgio Manganelli
Każdego dnia po przebudzeniu - przebudzeniu opornym i rzec by można leniwym - ten pan zaczyna szybką inwentaryzację świata. Już dawno zdał sobie sprawę, że za każdym razem budzi się w innym punkcie wszechświata, chociaż ziemia, która jest jego miejscem zamieszkania, nie wydaje się na pozór zmieniona. Jako dziecko nabrał przekonania, że w swoim ruchu poprzez przestrzeń ziemia przechodzi niekiedy w pobliżu czy wręcz przez środek piekła, ale nie wolno jej nigdy przejść przez środek raju, bo takie doświadczenie uczyniłoby niemożliwą, zbyteczną, śmieszną wszelką kontynuację świata. A zatem raju musi ziemia unikać za wszelką cenę, by nie zakończyć precyzyjnych i niepojętych planów stworzenia. Nawet teraz w nim - dorosłym mężczyźnie, który prowadzi własny samochód - coś z tej dręczącej hipotezy pozostało. Trochę ją zlaicyzował i pytanie, które sobie zadaje, jest bardziej metafizyczne i na pozór obojętne: on wie, że w czasie gdy spał, cały świat zmienił miejsce - jak tego dowodzą sny - i że każdego ranka kawałki świata, mniej czy bardziej wciągnięte w grę, ułożone są inaczej. On nie rości sobie prawa do tego, by wiedzieć, co oznacza ta zmiana miejsca, lecz wie, że czasami czuje obecność otchłani, kuszenie przepaści czy rzadko pojawiających się długich nizinnych przestrzeni, po których chciałby się toczyć - zdarza mu się myśleć o sobie jak o kulistym ciele niebieskim - bez końca: czasami zdaje mu się niejasno, że czuje zioła, kiedy indziej ma podniecające, ale często przykre wrażenie, że oświetla go kilka słońc, nie zawsze sobie przyjaznych. Innym razem słyszy wyraźnie huk fal, który może oznaczać burze lub ciszę morską: jeszcze innym razem objawia mu się brutalnie jego własna pozycja w świecie: kiedy na przykład okrutne i uważne szczęki zaciskają mu się na karku , jak to się musiało przytrafiać nieskończoną ilość razy jego przodkom, którzy tracili życie w paszczy dzikich zwierząt i których twarzy nigdy nie widział. Od dawna nauczył się, że nikt nie budzi się nigdy we własnym pokoju; więcej, doszedł do wniosku, że nie istnieje pokój, że ściany i prześcieradła są złudzeniem, udawaniem; wie, że jest zawieszony w próżni, że podobnie jak inni, jest punktem centralnym świata, z którego rozchodzą się nieskończone nieskończoności. Wie, że nie zniósłby tego całego horroru i że pokój, a nawet otchłań i piekło są wymysłem, który ma go bronić.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na 9 3 lata temu
Belweder gryzie w rękę Wojciech Chmielewski
Belweder gryzie w rękę
Wojciech Chmielewski
Dawno, dawno temu, za którąś z recenzji konkursowych Instytutu Książki, w którymś z pakietów nagród, otrzymałem powieść „Belweder gryzie w rękę” pióra współczesnego polskiego pisarza i historyka Wojciecha Chmielewskiego (ur. 1969). Ponieważ jak zwykle żadnego researchu o książce i autorze nie dokonywałem, a tytuł jest, jaki jest, więc sporo się tej książce odleżało nim się doczekała. Gdybym wiedział, że tytułowy Belweder to nie ten z Belwederskiej 54, pewnie bym już dawno po tomik sięgnął, tym bardziej, że objętością nie przeraża. No, ale w końcu zacząłem czytać. I przeczytałem. Nie doznałem czytelniczego objawienia, nie wciągało mnie specjalnie, lecz i zmuszać się do doczytania nie musiałem. Ot, przyjemna, wielowątkowa obyczajówka. Nic odkrywczego, lecz dobrze pokazane, interesujące, choć przeciętne i zwyczajne losy ludzkie sprawiają, iż było dość interesująco. Żadnych nowych prawd o życiu w tym dziele nie znajdziecie, lecz jeśli lubicie ten typ literatury, na pewno docenicie wiwisekcję związków w momentach statystycznie najbardziej narażonych na zdradę, rozwód, drugą młodość i inne takie. Jedyny element, za który autor ma u mnie minusa, to los, jaki zgotował Belwederkowi. No, ale Polska to taki kraj, gdzie jak idiota wejdzie do klatki z lwem albo niedźwiedziem, to się zwierzaka usypia, tak jakby to jego wina była, że żarcie samo do niego weszło. Ja akurat nie miałem fazy na taką lekturę, ale i tak było nieźle. Jeśli macie potrzebę i lubicie takie opowieści o codzienności, realistyczne również w powszechności i banalności, a zarazem wyjątkowości i niepowtarzalności, to jest to pewnie dzieło dla Was. źródło: https://klub-aa.blogspot.com
Andrew Vysotsky - awatar Andrew Vysotsky
ocenił na 6 5 miesięcy temu
Śmierć przewodnika rzecznego Richard Flanagan
Śmierć przewodnika rzecznego
Richard Flanagan
Australijski pisarz - Pan Richard Flanagan to prawdziwy wirtuoz, który wręczył nam przepiękną historię w postaci "Śmierci przewodnika rzecznego", opowiadaną przez głównego bohatera - Aljaza Cosini. Autor już na samym początku zagłębia czytelnika w historię Tasmanii, gdzie głównie ma miejsce akcja książki. Prowadzi nas przez grząskie tereny, rodzinne domy oraz obok porwistych rzek i wód zdradliwych wodospadów. W tym wszystkim opowiada nam o pracy - przewodnika rzecznego, która dostarcza każdego dnia ogromnych pokładów ryzyka i szczyci się popularnością na ichniejszych terenach oraz odludnych tasmańskich rzekach. Przedstawiony w powieści główny bohater posiada olbrzymie doświadczenie w walce z żywiołem, z którym świetnie sobie radzi prowadząc wyprawy turystyczne. Spływy po rzece Franklin towarzyszyły mu przez znaczną część życia i dlatego na prośbę dawnego szefa decyduje się go wspomóc i pokierować podróżą wraz z drugim towarzyszem, zabierając ze sobą żądnych przygód klienów. Klienci nazywani są przez nich "frajerami", co wzbudza pewne rozbawienie podczas całej lektury, szczególnie, że określenie to pojawia się w powieści dość powszechnie. Traktują oni spływ po rzece jako dobrą zabawę, nie zdając sobie sprawy, że za swoje bezpieczeństwo odpowiadają tak samo, jak i koordynujący wyprawę opiekunowie. W pewnych momentach widać ich bezsilność, niechęć, a następnie przerażenie, ponieważ jeden z uczestników spływu...spada do wody. W momencie, gdy Cosini wyrusza na pomoc i jego dosięgają wody zabójczej rzeki, ale...dosięga go coś jeszcze. Przez głowę Aljaza przechodzą wszelkie wspomnienia od dzieciństwa po czasy obecne. Retrospekcje z jednej strony sprawiają, że bohater tonie jeszcze bardziej w wirze popełnionych życiowych błędów, a z drugiej podtrzymuje go to przy nadziei i pobudza do walki z żywiołem. Autor w bardzo precyzyjny sposób przedstawił ślady, jakie nosiło w sobie życie Cosiniego. Jest to historia, która sprawia wrażenie autentycznej, pomimo tego, że miejsce akcji oraz charakter scen mogą wydawać się nieprawdopodobne. Wyobraźnia czytelnika działa na najwyższych obrotach, chcąc poukładać sobie fragmenty opowiadanych przez narratora historii, jednocześnie czując niewyobrażalną bezsilność, wobec zdarzeń, które powodują odczucia jakby działy się tu i teraz, ponieważ bohater tonie...na naszych oczach.
Greettta - awatar Greettta
oceniła na 7 1 rok temu
Kruso Lutz Seiler
Kruso
Lutz Seiler
Z not zamieszczonych na drugiej stronie okładki książki Kruso dowiadujemy się m.in., że debiutancka powieść dojrzałego poety Lutza Seilera „to pierwsza poważna odpowiedź na Czarodziejską górę Tomasza Manna”. Stwierdzenie może nie tak zupełnie pozbawione racji, jakby to wyglądało na pierwszy rzut oka. Obie książki wydają się równie opasłe i nudne, miejscami zaś równie interesujące. No i nie można im odmówić sporego potencjału metaforyczno-intelektualnego, który ostatecznie jednak raczej rozczarowuje (oczywiście nie tych, którzy poszukują w książkach powodów do górnolotnych zachwytów). Istnieją jednak także bardziej konkretne podobieństwa Kruso do Czarodziejskiej góry: miejsce akcji oderwane – dosłownie i w przenośni – od świata (wyspa, góra); wyraźna mitologizacja obu narracji (ich intencjonalny uniwersalizm: wyspa jest miejscem ukrytym czy też raczej: miejscem ukrycia, ucieczki; góra jest magiczna, a raczej: pobudzająca do magicznego myślenia na progu śmierci); relacja mistrz-uczeń (u Manna mistrzami są to dwie zantagonizowane persony: Settembrini i Naphta, u Seilera – poniekąd obie te postacie w jednym: tytułowym Krusie); krach młodzieńczego idealizmu w zderzeniu z przyziemną i bezwzględną zasadą rzeczywistości etc. Głównym bohaterem powieści Seilera jest Edgar Bendler (Ed), dwudziestoczteroletni młodzieniec z NRD (rzecz dzieje się latem i jesienią „magicznego” dla Niemców roku 1989), który po tragicznej śmierci swojej ukochanej szuka sposobu na nowe życie, a właściwie usiłuje uciec przez bólem i poczuciem bezsensu istnienia (przypomnijmy: Hans Castorp udał się do Davos mniej więcej w podobnym stanie ducha). Ed wybiera Hiddensee, najdalej na północ położony skrawek wschodnich Niemiec, w pobliżu Rugii. „Hiddensee wydawała się wąskim kawałkiem lądu, opromienionym mitycznym blaskiem, ostatnim, jedynym miejscem na ziemi, wyspą, którą znosiło coraz dalej, poza zasięg wzroku”, miejscem „obmywanym przez nieustające szepty”, mity o wewnętrznej wolności, oświeceniu i mistycznym wyzwoleniu. Co różni Davos od Hiddensee? Góra kojarzy się zwykle (zwłaszcza w literaturze) z czymś wzniosłym, sprzyjającym epifanii, poczuciu kontaktu z Absolutem. Wyspa Hiddensee – choć pobudza podobne tęsknoty – jawi się jako oderwana od wszystkiego, co stabilne: stałego lądu, sensu, struktury, a nawet kształtu – wyspa ma płynne granice, jest ruchoma, podmywana przez morze i podlegająca powolnej, lecz systematycznej erozji. Kiedyś była po prostu integralną częścią Rugii, tak jak bohaterowie Kruso byli kiedyś integralną częścią życia społecznego. Teraz Hiddense jest osobnym światem, położonym z dala od społecznego mainstreamu, bytującym „poza czasem” quasi-utopią: „wyspą szczęśliwych, marzycieli i fantastów, ludzi przegranych i wykluczonych”. Cała recenzja na InneLektury.pl 👇 https://innelektury.pl/seiler-kruso/
Grzegorz Tomicki - awatar Grzegorz Tomicki
ocenił na 6 5 miesięcy temu
Dzieci Kaina Nikos Panagiotopoulous
Dzieci Kaina
Nikos Panagiotopoulous
Ciekawie skonstruowana książka. Chyba nie umiem jej opisać zbyt składnie... Jest tu historia kilkorga znajomych opowiadana naprzemiennie z uwzględnieniem ich przeszłości i teraźniejszości (czyli między 1979 a 2009 rokiem), stopniowo odkrywany przez czytelnika zadawniony konflikt, powiązania między bohaterami, rosnące napięcie. I faktycznie jest sporo mimochodem przemyconych obserwacji kulturowych o współczesnej Grecji – i nie tylko; przedmiotem analizy stają się i uniwersalne współczesne zjawiska, jak choćby wybuch popularności telewizyjnych programów kulinarnych. Jest sporo o kinematografii – członkowie seminarium dla scenarzystów odgrywają tu niemałą, nomen omen, rolę. Jest „wakacyjne” otoczenie w postaci greckiej wioski jako tło nie zawsze wesołych wypadków. Jest narrator, który puszcza do nas oko, sugerując nieuchronność wydarzeń i zwracając uwagę na „strzelby Czechowa”, które mają wystrzelić. Ale jest też kilka dodatkowych perspektyw - kto właściwie opowiada tę historię i w jakim celu? Może dowiemy się na końcu, a może będziemy mieć do końca wątpliwości... Są mniejsze historyjki w długiej historii, momentami więc jest trochę szkatułkowo. Jest podział na sporo rozdziałów o wymownych tytułach - niektóre są bardzo krótkie i mają specyficzne przeznaczenie, np. przybliżenie konkretnego bohatera. Jest ramowa struktura oparta na antycznym greckim dramacie, co też ustawia historię w pewnym kontekście. Wreszcie jest zabawa słowem, a przy tej okazji muszę zwrócić uwagę i na dobry przekład - sporo z tych gier słownych udało się „ocalić” – i na rzetelną korektę, prawie nie ma błędów, więc czyta się bardzo przyjemnie. Muszę sobie jeszcze uporządkować w głowie fabułę, bo trochę myliły mi się postaci od ich nadmiaru i skakania po czasach ;) Ale im bliżej końca, tym łatwiej się połapać, bo też wszystko zmierza do wyjaśnienia, przynajmniej do pewnego stopnia. Jeśli ktoś lubi Grecję czy grecką literaturę, to tym bardziej warto, ale wszystkim pozostałym też polecam.
Margot - awatar Margot
ocenił na 8 10 lat temu
Psalm 44 Danilo Kiš
Psalm 44
Danilo Kiš
Oto książka, Psalm 44 Danilo Kiša, która liczy sobie raptem 150 stron, a ciężarem refleksji filozoficznej, okrucieństwa oraz – paradoksalnie – poetyckości w obrazowaniu dorównuje radzieckiemu arcydziełu Idź i patrz (obejrzyjcie, też twierdzę, że Czas apokalipsy może i jest arcydzielny, ale są dzieła lepsze). W warstwie fabularnej Psalm 44 brzmi nieco fantastycznie: dwie więźniarki Auschwitz, Maria i Jeanne, pierwsza ze świeżo urodzonym dzieckiem, uciekają z obozu. Idzie dobrze, już zbliżają się do drutów (i nawet przez nie przechodzą, bo w opowieści Kiša druty nie są pod napięciem), kiedy nagle rozlega się płacz dziecka i światło reflektora pada na uciekinierki. I co? Nic, strażnikom wydaje się, że to kobiety z którejś z okolicznych wsi, które przyszły podkradać jedzenie (zbliża się front). I więcej nie zaprzątają sobie nimi głowy, Maria i Jeanne bezpiecznie uciekają, nie rusza za nimi pościg, raptem znajdują się gdzieś w okolicach Berlina (!). Wszystko to przeplatane jest migawkami z przeszłości Marii, Kiš wprowadza też postać Jakuba, lekarza, który ocalił Marię przed obozowym pufem, a także asystenta doktora Nietzschego (!), zapewne opartego na doktorze Mengele, również eksperymentującym na ludziach. Tym samym wartość historyczna Psalmu 44 (jako narracji opartej na faktach) jest praktycznie zerowa. Ale nie o to w tej książce chodzi. Podobnie jak nie o to szło na przykład Kosińskiemu w Malowanym ptaku. Kiša, jak Kosińskiego, nie interesuje historyczna prawda, ścisłe trzymanie się faktów. Tym lepiej. Bo nadprodukcja tzw. dzieł o tematyce obozowej, schodzących z jednej taśmy, ze zmieniającymi się dekoracjami, jest nieco wątpliwa moralnie. Upiorna scenografia momentami się zmienia, ale mieliśmy już więźniarki ocalane przez strażników, romanse obozowe, tatuażystów, bibliotekarki, fryzjerów… Należy też pamiętać, że mówimy o książce z roku 1960, pochodzącej z czasów, kiedy wspomniana nadprodukcja jeszcze nie istniała. Psalm 44 to zupełnie inna, autonomiczna powieść o Oświęcimiu. Chociażby dlatego warto ją przeczytać. I jest to tylko powierzchowna rekomendacja, schodzimy niżej. Z jednej strony to powieść o tym, jak banalne i zwyczajne jest zło. I o tym, jak łatwo przegapić moment, w którym zło się rodzi. Wystarczy przecież wymyślić powód i usprawiedliwienie: Oczywiście, nie ma nic łatwiejszego, niż wymyślić powód do nienawiści, a jednocześnie do usprawiedliwienia zbrodni: trzeba po prostu przypisać mniej licznej, a więc słabszej grupie etnicznej albo wyznaniowej, albo narodowej jedną z powszechnych wad ludzkich czy ułomności (nawet nie grzechów), takich jak pożądliwość, skąpstwo, głupota albo skłonność do kieliszka czy cokolwiek innego, co w takim wypadku ogłasza się grzechem śmiertelnym. W ten sposób osiąga się kilka rzeczy niezbędnych do usprawiedliwienia a priori przestępstwa: ofiara została napiętnowana, ponieważ postawiono znak równości między kolorem jej skóry lub między jej wyznaniem a jedną z wad wspólnych dla wszystkich (…) (84-85) I już, nie ma nic prostszego. Do zestawu „wad ludzkich czy ułomności (nawet nie grzechów)” dodałbym też na przykład orientację seksualną albo płeć. Prawda jest taka, że wystarczy być człowiekiem, z całym tego słowa bagażem, żeby zostać napiętnowanym i zniszczonym. Cała nienawiść zaczyna się od języka, od dzielenia słowem na mądrzejszych i głupszych, białych i czarnych, normalnych i nienormalnych. Odpowiednio używany język gettoizuje określone grupy społeczne, jednym dając władzę bycia prześladowcą, a drugim upokarzającą rolę ofiary. Nie muszę wspominać, że nawrót do pewnego rodzaju retoryki, tak dobrze obserwowany w kampaniach wyborczych 2020, jest co najmniej niepokojący (jak pełzające, ciche i działające pod przykrywką zło). A Kiš już w 1960 wiedział, jak wielką krzywdę potrafi wyrządzić język, jak potężnym narzędziem destrukcji potrafi być. Ironicznie potraktował Kiš postać nazistowskiego doktora, nadając mu nazwisko Nietzsche. Tym samym serbski pisarz umiejętnie rozprawił się z nietzscheańską afirmacją życia i moralnością panów (głosy na temat inspirowania się nazistów Nietzschem są podzielone, zapewne prawda leży gdzieś pośrodku): Podstawową cechę Übermenscha stanowi jednak to, że nie jest on sentymentalny i metafizyce śmierci potrafi przeciwstawić twardą fizykę życia: wziąć od śmierci prawie tyle samo, ile jej daruje. Übermensch to szyderstwo ze śmierci. Kości przetwarza on na sztuczny nawóz, ze skóry wyrabia trzewiki, portfele i abażury, z włosów – materace i poduszki. Śmierci oddaje tylko opary ludzkiego egoizmu i marności. „Uczę was życia” –tako rzecze Zaratustra. (140) Na koniec zostaje jeszcze jeden aspekt. Wręcz niewyobrażalny w Auschwitz. Czyli nadzieja. Wystarczy coś całkowicie ulotnego, perspektywa, mglista, ucieczki, wyjścia na wolność, wydostania się z piekła – i już nie trzeba umierać. Już trzeba żyć, trzymać się tej nadziei wręcz kurczowo i za nic nie dać jej sobie odebrać. Ta refleksja byłaby banalna w każdym innym miejscu, ale nie w Auschwitz. Victor Frankl, austriacki psychiatra, pisał o tym w swoich książkach obozowych, między innymi w Człowieku w poszukiwaniu sensu: za nic nie można dać sobie odebrać tzw. pozytywnych uczuć (dobra, prawdy, piękna) i szukać ich tam, gdzie ich nie ma. Dzięki temu przetrwał. Taką też receptę daje nam Kiš na dzisiaj: nie dać się zrobić przez język. I zawsze mieć nadzieję, odnaleźć ją tam, gdzie jej nie ma.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na 6 1 rok temu

Cytaty z książki Postępowanie umorzone

Więcej
Claudio Magris Postępowanie umorzone Zobacz więcej
Więcej