rozwiń zwiń

Płynna nowoczesność

Okładka książki Płynna nowoczesność
Zygmunt Bauman Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
340 str. 5 godz. 40 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
340
Czas czytania
5 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
8308040096
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Płynna nowoczesność w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Płynna nowoczesność



książek na półce przeczytane 367 napisanych opinii 177

Oceny książki Płynna nowoczesność

Średnia ocen
7,3 / 10
154 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
69
6

Na półkach:

Niezwykle skomplikowana dla mnie, nieobytego z tego rodzaju literaturą. Jego myśli są adekwatne, ale docierały do mnie między wierszami, nie potrafiłem prześledzić ciągu logicznego Baumana. Jestem przekonany, że to z mojej winy, co nie zmienia faktu, że przez to nie mogę ocenić tej książki wyżej.
Pozycja obowiązkowa dla socjologów jako źródło odwołań i obowiązujących konceptów.
Może nie będzie przyjemna w odbiorze, ale jak najbardziej wartościowa.

Niezwykle skomplikowana dla mnie, nieobytego z tego rodzaju literaturą. Jego myśli są adekwatne, ale docierały do mnie między wierszami, nie potrafiłem prześledzić ciągu logicznego Baumana. Jestem przekonany, że to z mojej winy, co nie zmienia faktu, że przez to nie mogę ocenić tej książki wyżej.
Pozycja obowiązkowa dla socjologów jako źródło odwołań i obowiązujących...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

531 użytkowników ma tytuł Płynna nowoczesność na półkach głównych
  • 311
  • 214
  • 6
45 użytkowników ma tytuł Płynna nowoczesność na półkach dodatkowych
  • 16
  • 7
  • 7
  • 6
  • 3
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Okładka książki O świecie i sobie samych Zygmunt Bauman, Stanisław Obirek
Ocena 7,3
O świecie i sobie samych Zygmunt Bauman, Stanisław Obirek
Okładka książki Płynne pokolenie Zygmunt Bauman, Thomas Leoncini
Ocena 6,3
Płynne pokolenie Zygmunt Bauman, Thomas Leoncini
Okładka książki Zarządzanie w płynnej nowoczesności Irena Bauman, Zygmunt Bauman, Jerzy Kociatkiewicz, Monika Kostera
Ocena 7,0
Zarządzanie w płynnej nowoczesności Irena Bauman, Zygmunt Bauman, Jerzy Kociatkiewicz, Monika Kostera
Zygmunt Bauman
Zygmunt Bauman
Socjolog, filozof, eseista. Jeden z twórców koncepcji postmodernizmu – ponowoczesności, płynnej nowoczesności, późnej nowoczesności.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Symulakry i symulacja Jean Baudrillard
Symulakry i symulacja
Jean Baudrillard
dziś widzimy to bardzo dobrze - współczesny świat nie jest już zbudowany na relacji między rzeczywistością a jej reprezentacją, żyjemy w epoce symulakrów - znaków, które nie odnoszą się do niczego realnego - oraz symulacji, czyli procesów wytwarzania „rzeczywistości”, która zastępuje tę prawdziwą... symulakry to kopie bez oryginału. Znaki, obrazy, narracje, które nie reprezentują rzeczywistości, tylko ją zastępują... ... a całość ma miejsce w trzech historycznych porządkach symulakrów: 1) epoka fałszerstwa (renesans), gdzie kopie naśladują rzeczywistość, 2) epoka produkcji (rewolucja przemysłowa), gdzie kopie są masowe, ale nadal odnoszą się do oryginału, 3) wreszcie, epoka symulacji (XX/XXI w.), gdzie kopie nie mają oryginału, tutaj symulacja zastępuje rzeczywistość... i wywołuje eg. choroby psychiczne... tak więc, żyjemy w hiperrzeczywistości, stanie w którym znaki są ważniejsze niż rzeczy, media tworzą wydarzenia, polityka staje się spektaklem, kultura staje się autoparodią, prawda i fałsz tracą znaczenie... otóż - nie żyjemy już w świecie, lecz w jego symulacji.... autor przewidział kulturę internetu, media społecznościowe, deepfakes, influencerów, politykę jako performance (postpolitykę a nawet postpostpolitykę), informację jako symulację - informację jako insynuację.... *** wspomniano o książce: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/48239/kraksa
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Człowiek w teatrze życia codziennego Erving Goffman
Człowiek w teatrze życia codziennego
Erving Goffman
Goffman wyszedł z prostego założenia: życie to scena. Niezależnie od tego, czy jesteś w pracy, na randce, czy nagrywasz vloga – grasz. Masz swoją rolę, masz scenariusz i masz publiczność. Brzmi znajomo? No pewnie. Jako twórcy wideo robimy to non stop. Ale Goffman rozbiera to na czynniki pierwsze w sposób, który otwiera oczy. Kluczowe pojęcia (czyli słownik youtubera według Goffmana) Fasada (Front Stage) – To jest to, co widzicie na moich filmach. Ustawione światło, dobrany kadr, merytoryczna gadka, Patryk-ekspert. Goffman mówi wprost: to nie jest kłamstwo, to jest występ. Publiczność (wy) oczekuje pewnej spójności. Jakbym nagrał odcinek o biznesie w brudnym dresie i bełkocząc, „występ” by się posypał, bo fasada nie pasuje do roli. Kulisy (Back Stage) – To jest to, czego kamera nie widzi. Moment, kiedy klnę, bo karta pamięci padła, albo kiedy siedzę w gaciach i montuję materiał o 3 w nocy. Goffman genialnie zauważa, że kulisy muszą być chronione. Jeśli wpuścisz widzów za kulisy za głęboko, czar pryska. To dlatego te wszystkie „autentyczne” stories influencerów to też jest... fasada, tylko inna. Zespół (Team) – To nie tylko ludzie, z którymi pracujesz. To każdy, kto pomaga ci utrzymać iluzję. Jeśli robisz wywiad, twój gość staje się częścią twojego zespołu – musicie grać do jednej bramki, żeby rozmowa wyszła dobrze. Jeśli gość zacznie cię ośmieszać na wizji, niszczy występ. Dlaczego warto to przeczytać w 2025 roku? Bo ta książka leczy z kompleksów i naiwności. Leczy z naiwności, bo przestajesz wierzyć w idealne życie ludzi z Instagrama. Widzisz szwy. Widzisz, gdzie kończy się fasada, a zaczyna reżyseria. Leczy z kompleksów, bo rozumiesz, że każdy gra. Prezes banku gra prezesa, lekarz gra lekarza (Goffman podaje świetny przykład lekarza, który przepisuje placebo, bo pacjent oczekuje "leczenia" – to czysty teatr!). Ty jako twórca też masz prawo grać. Goffman uczy, jak zarządzać wrażeniem. To brzmi manipulacyjnie, ale tak naprawdę chodzi o profesjonalizm. Jeśli chcesz być odebrany jako ekspert, musisz zadbać o rekwizyty (sprzęt, studio) i maniery (język, pewność siebie). To nie jest udawanie, to jest wchodzenie w rolę. Minusy? (Bo są) To jest książka naukowa. Język momentami jest suchy jak wiór. Nie ma tu "błyskotliwych anegdotek" w stylu Gary'ego Vaynerchuka. Trzeba się skupić, czasem przeczytać zdanie dwa razy. Jeśli szukacie lekkiej lektury do pociągu, to możecie się odbić. Ale z drugiej strony – to jest samo mięso. Nie ma tu lania wody motywacyjnego. Jest chłodna analiza tego, jak działają ludzie.
Patryk_k - awatar Patryk_k
ocenił na 9 4 miesiące temu
Bunt mas José Ortega y Gasset
Bunt mas
José Ortega y Gasset
Przedwojenna myśl na temat społeczeństwa, która nie straciła nic na aktualności. Klasyka myśli socjologicznej i kulturoznawczej. Książka nie najłatwiejsza, wymagająca skupienia, ale dająca wiele satysfakcji i ukazująca problemy, z którymi ludzie mierzą się od ponad 100 lat. „Bunt mas” to klasyka wielka, książka, w której autor punktuje mierność i pospolitość jednostki, w której krytykuje demokratyczne mechanizmy kierujące się w stronę pospolitości mas. Z tego co widzimy, my współcześni, to to, że człowiek nic a nic nie wynosi z historii, nic a nic się nie uczy na błędach wcześniejszych. „Bunt mas” to przerażająco prawdziwa historia ludzi, którzy w zamian za komfort życia, przestają wymagać od siebie i idą za tłumem. Świat jawi się jako centrum przeciętności, jako świat, w którym krytyka i indywidualne myślenie i drążenie staje się wypaczeniem. Świat, który opisywał Gasset, przerażająco dobrze przypomina naszą rzeczywistość. Autor dosadnie i z konkretnym sensem krytykuje demokrację i kapitalizm, za to, że stworzyły człowieka-masę, człowieka niezdolnego do samodzielnego myślenia. I nie chodzi o to, w tej krytyce, że demokracja jest zła, idzie o to, że do głosu dochodzi masa, a ta masa kocha przeciętność i ignoruje naukę. Jest to książka idealna do zgłębienia bolączek dzisiejszego świata, wiele tekstów mogłoby napisanych wczoraj, nic a nic nie straciły na aktualności - fragmenty o hermetyczności intelektualnej - boskie 👌 Zaskoczyły mnie momenty, w których autor pisał o Europie jako całości, o tym, że mogłaby się stać zjednoczona - ciekawe co by powiedział na temat działań naszej Unii Europejskiej? Nie do końca rozgryzłam autora, gdy pisał o rządzeniu Europy w świecie i o jej wielkiej moralności (patrząc choćby przez pryzmat kolonializmu) - uważam, że akurat te dwa fragmenty źle się zestarzały. Wymagająca lektura, ale bardzo wartościowa, nie ze wszystkim trzeba zgadzać się z autorem, ale warto sobie z nim w niektórych tematach parę kwestii przedyskutować.
lubięmiećksiążki - awatar lubięmiećksiążki
ocenił na 8 5 dni temu
Druga płeć Simone de Beauvoir
Druga płeć
Simone de Beauvoir
Simone de Beauvoir, publikując w 1949 roku swoje monumentalne dzieło "Druga płeć", stworzyła tekst, który już w chwili premiery stał się kamieniem milowym zarówno dla filozofii, jak i dla myśli feministycznej. Owa dwutomowa analiza kondycji kobiety nie tylko do dziś nie straciła na aktualności, ale wręcz zyskała nowe znaczenia w kontekście współczesnych debat społeczno-kulturowych. "Druga płeć" to nie jest książka, którą się czyta; to książka, która czyta nas samych, obnażając mechanizmy, w których zostaliśmy uformowani. Już sama struktura dzieła zasługuje na szczególną uwagę. De Beauvoir dzieli swoje rozważania na dwie części: pierwsza, bardziej filozoficzno-historyczna, nosi tytuł "Fakty i mity" i stanowi swoiste preludium do właściwej analizy sytuacji kobiety. Druga część, "Dojrzałość kobiety", to już bezpośrednie studium socjologiczne, psychologiczne i antropologiczne. Obie części przenikają się w sposób mistrzowski, ukazując zarówno historyczne uwarunkowania kobiecości, jak i współczesne (dla autorki) przejawy opresji, alienacji i instrumentalizacji ciała kobiecego. De Beauvoir jako filozofka egzystencjalna nie poprzestaje na czysto socjologicznym opisie. Wręcz przeciwnie – jej wywód jest zakorzeniony w myśli fenomenologicznej i heglowskiej. Właśnie w tym kontekście pojawia się jej słynne zdanie: "Nie rodzimy się kobietami – stajemy się nimi". To jedno zdanie, przesiąknięte egzystencjalnym dramatyzmem, jest kluczem do całego dzieła. Kobiecość nie jest bowiem dla de Beauvoir kategorią biologiczną, lecz egzystencjalnym projektem narzuconym przez społeczne, kulturowe i religijne konstrukty. Kobieta nie istnieje jako "Inna" w sensie absolutnym – zostaje zdefiniowana przez mężzyznę jako jego przeciwieństwo, jako alter ego, jako to, czym mężczyzna nie jest, i przez to zostaje zepchnięta w przestrzeń obcości. Autorka z mistrzowską erudycją analizuje mity kobiecości obecne w literaturze, religii, filozofii i nauce. Przechodzi od starożytnych mitów (Ewa, Pandora) po nowożytne reprezentacje kobiety jako anioła domu czy femme fatale. Pokazuje, jak nie tylko mężczyźni, ale także same kobiety internalizowały te narracje, wchodząc w rolę "drugiej płci" jako normy kulturowej. De Beauvoir nie oszczędza nikogo: krytykuje Arystotelesa, Freuda, Balzaca, ale także Marie Bashkirtseff czy Colette, ukazując, jak różne postawy kobiet mogą reprodukować system opresji. Osobny zachwyt wzbudza styl, w jakim de Beauvoir operuje swoim wywodem. To nie tylko filozofia, ale wręcz literatura najwyższej próby. Precyzja językowa idzie tu w parze z emocjonalnym napięciem i intelektualnym rozmachem. Każde zdanie jest jak wyostrzone narzędzie, którym autorka rozcina warstwy kulturowej hipokryzji. Rzadko kiedy eseistyka filozoficzna ma w sobie tyle pasji, zarazem unikając pustego moralizatorstwa. Nie bez powodu "Druga płeć" budziła (i wciąż budzi) kontrowersje. De Beauvoir, pozostając w duchu oświeceniowego racjonalizmu, podważa fundamenty religii katolickiej, tradycyjnej rodziny, a także romantycznej miłości jako instytucji podporządkowania. W jej ujęciu małżeństwo to instytucja wyobcowania, macierzyństwo to rola narzucona, a seksualność – przestrzeń walki o uznanie i autonomię. Nie chodzi tu o potępienie tych wartości samych w sobie, lecz o ukazanie, jak zostały one ukształtowane w ramach patriarchalnego porządku, który kobietę uczynił bytem pośrednim, funkcją, dodatkiem. Należy jednak podkreślić, że "Druga płeć" nie jest manifestem nienawiści do mężczyzn. De Beauvoir pisze z pozycji dialogu, nie odwetu. Jej krytyka jest przenikliwa, ale nie fanatyczna. Dostrzeża, że wyzwolenie kobiet nie oznacza dominacji nad mężczyznami, lecz wspólną emancypację. W tym sensie jej dzieło pozostaje uniwersalne: to nie tylko książka o kobietach, ale o tym, jak być człowiekiem w warunkach nierówności, alienacji i przemocy symbolicznej. Recepcja dzieła była natychmiastowa i burzliwa. Książka została potępiona przez Watykan, uznana za bluźnierczą, zakazana w wielu krajach. Ale jednocześnie stała się lekturą obowiązkową dla całych pokoleń kobiet i mężczyzn, którzy poszukiwali alternatywy dla konserwatywnego modelu społeczeństwa. To dzieło, które nie tylko zmienia myślenie, ale wręcz je inicjuje – niczym nowy akt poznania. Warto także zauważyć, że "Druga płeć" otworzyła drogę dla kolejnych nurtów: feministycznej krytyki literackiej, gender studies, queer theory. Judith Butler, Hélène Cixous, Julia Kristeva – wszystkie te myślicielki zawdzięczają de Beauvoir nie tylko inspirację, ale i fundamenty pojęciowe. Bez niej trudno sobie wyobrazić współczesną humanistykę. Podsumowując, "Druga płeć" to dzieło, które wymyka się prostym klasyfikacjom. Jest to jednocześnie traktat filozoficzny, analiza kulturowa, rozprawa antropologiczna, a momentami nawet proza poetycka. To książka niepokojąca, wymagająca, ale przez to głęboko wyzwalająca. De Beauvoir nie daje łatwych odpowiedzi, lecz stawia pytania, które każą zrewidować własne przekonania, wartości i role. Zamiast zakończenia można by powiedzieć tylko jedno: kto nie przeczytał "Drugiej płci", ten nie zna jeszcze pełni możliwości, jakie niesie ze sobą myśląca, krytyczna lektura. To książka, która nie tylko przetrwała płomień historii, ale sama stała się źródłem ognia, który wciąż oświetla świat.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Ucieczka od wolności Erich Fromm
Ucieczka od wolności
Erich Fromm
"W każdej spontanicznej aktywności jednostka ogarnia cały świat. Jej indywidualne „ja" nie tylko pozostaje nienaruszone, ale staje się silniejsze i mocniej skonsolidowane. Bowiem „ja" jest na tyle silne, na ile jest aktywne. Prawdziwa siła nie polega na samym posiadaniu ani własności materialnej, ani właściwości duchowych, takich jak uczucia czy myśli. Nie polega też na używaniu i manipulowaniu przedmiotami; to czego używamy, nie jest nasze tylko dlatego, że tego używamy. Nasze jest tylko to, z czym jesteśmy autentycznie powiązani przez naszą twórczą aktywność — obojętne, czy będzie to osoba, czy przedmiot nieożywiony. Jedynie wartości zrodzone z naszej aktywności spontanicznej przydają sił naszemu „ja" i tym samym tworzą podstawę jego integralności. Niezdolność działania spontanicznego, wyrażania tego, co się naprawdę czuje i myśli, i wynikająca stąd konieczność ukazywania innym i sobie swego fałszywego „ja" — oto źródło poczucia niższości i słabości. Czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, niczego się bardziej nie wstydzimy aniżeli tego, że nie jesteśmy sobą; nic natomiast nie daje nam większego szczęścia i większego powodu do dumy niż myśleć, czuć i mówić to, co od nas samych pochodzi." *** "Jakie zatem jest znaczenie wolności dla człowieka współczesnego? Uwolnił się od zewnętrznych więzów, które mogłyby go krępować w działaniu i myśleniu według własnych upodobań. Miałby swobodę postępowania wedle własnej woli, gdyby wiedział, czego chce, co myśli i co czuje. Lecz on nie wie. Nagina się do bezimiennych autorytetów i przyswaja sobie jakieś „ja", które nie jest jego. Im usilniej to czyni, tym bardziej czuje się bezsilny i tym bardziej musi się naginać do oczekiwań innych. Mimo pozorów optymizmu i inicjatywy, człowiek współczesny przepojony jest głębokim uczuciem niemocy, która sprawia, że martwym wzrokiem wpatruje się w zbliżającą się katastrofę, jak gdyby był tknięty paraliżem." *** "Spełniając oczekiwania innych, nie wyróżniając się, człowiek tłumi wątpliwości co do swej tożsamości i osiąga pewien stopień bezpieczeństwa. Ale drogo to okupuje. Rezygnacja ze spontaniczności i indywidualności prowadzi do zablokowania życia. Choć żywy biologicznie, człowiek staje się emocjonalnie i umysłowo martwym automatem. Wykonuje czynności życiowe — ale życie przesypuje mu się przez palce niczym piasek. Za fasadą optymizmu i zadowolenia współczesny człowiek jest głęboko nieszczęśliwy; w istocie znajduje się na granicy rozpaczy. Desperacko lgnie do idei indywidualizmu; chce być „inny" i nie ma dla niego lepszej rekomendacji niż ta, że „coś jest inne". Kupując bilet kolejowy, dowiadujemy się, jak się nazywa kasjer, który nas obsługuje; torebki ręczne, karty do gry i przenośne radia mają charakter „osobisty" dzięki umieszczeniu na nich inicjałów właściciela. Wszystko to wskazuje na głód „odmienności", są to jednak już tylko szczątki indywidualizmu. Człowiek nowoczesny jest żądny życia. Nie mogąc jednak jako automat doświadczać życia rozumianego jako spontaniczna aktywność, chwyta się zastępczo każdego rodzaju podniety i dreszczyku; emocji picia, sportów, przeżywania zastępczo wzruszeń fikcyjnych postaci na ekranie." *** "Szczególna trudność w rozeznaniu, do jakiego stopnia nasze pragnienia — podobnie jak myśli i uczucia — są nam w rzeczywistości narzucone z zewnątrz, wiąże się ściśle z problemem władzy i wolności. W dziejach nowożytnych autorytet Kościoła przejęło państwo, autorytet państwa zastąpiło sumienie, a w naszej epoce rolę tę objęła z kolei bezimienna władza zdrowego rozsądku i opinii publicznej jako narzędzi konformizacji. A że wyzwoliliśmy się spod dawnych jawnych autorytetów władzy, nie dostrzegamy, że staliśmy się ofiarą nowych autorytetów. Staliśmy się automatami żyjącymi w złudzeniu, że są istotami rozporządzającymi własną wolą. Dzięki temu złudzeniu jednostka nie uświadamia sobie niebezpieczeństwa, ale na tym kończy się cała pomoc, jaką daje złudzenie. W istocie rzeczy „ja" jednostki ulega osłabieniu, na skutek czego czuje się ona bezsilna i nad wyraz niepewna. Żyje w świecie, z którym straciła prawdziwą łączność, gdzie każdy i wszystko zostało zinstrumentalizowane, gdzie jednostka stała się częścią zbudowanej własnymi rękami maszyny. Człowiek myśli, czuje i chce tak, jak mu się wydaje, że powinien myśleć, czuć i chcieć; w toku tego procesu zatraca swoje „ja", bez którego nie ma prawdziwego bezpieczeństwa wolnej jednostki." *** "Inny sposób paraliżowania krytycznego myślenia polega na niszczeniu wszelkich ustrukturalizowanych obrazów świata. Fakty zatracają jakość, którą mogą posiadać tylko jako części ustrukturalizowanej całości, a zachowują jedynie znaczenie abstrakcyjne, ilościowe; każdy fakt — to po prostu jeszcze jeden fakt, a liczy się tylko to, czy wiemy więcej, czy też mniej. Radio, filmy i gazety sieją pod tym względem spustoszenie. W środku komunikatu o zbombardowaniu miasta i śmierci setek ludzi — albo tuż po nim — pojawia się reklama mydła czy wina. Ten sam spiker tym samym sugestywnym, przymilnym i autorytatywnym głosem, którym przekonywał słuchaczy o powadze sytuacji politycznej, poleca im szczególny gatunek mydła produkowanego przez fabrykę opłacającą utrzymanie radiostacji. Kroniki filmowe pokazują sceny torpedowania okrętów, a zaraz po nich pokazy mody. Dzienniki przytaczają wyświechtane myśli jakiejś wschodzącej „gwiazdki" albo opisują jej śniadania, poświęcając temu tyleż miejsca i uwagi co relacjom o wybitnych wydarzeniach naukowych czy artystycznych."
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Wzory kultury Ruth Benedict
Wzory kultury
Ruth Benedict
Czytało mi się gorzej niż "Chryzantemę i miecz". Myślę że częściowo to wina tłumaczenia, mam wydanie PWN, z roku 1966, w tłumaczeniu Jerzego Prokopiuka. Zdarzały się zdania, których sensu nie umiałam zrozumieć, to trudna książka i z pewnością czasem wynikało to z luk w wiedzy, ale kilkakrotnie doszłam do tego, co uniemożliwiło mi zrozumienie i był to na przykład postęp zamiast podstępu, albo pomylone przyimki (jakim cudem?). To oczywiście może być sprawa korekty nie tłumaczenia, ale również sam styl Ruth Benedict jest tu dużo słabszy niż w "Chryzantemie", on też mógł tak mocno ewoluować, ale niezbyt to się zgadza z biografią uczonej, osoby od zawsze ukierunkowanej literacko. (Warto tu jednak zaznaczyć, że wszystkie fragmenty poetyckie, pieśni czy modlitwy przetłumaczyła znakomicie Zofia Kierszys.) Druga przyczyna to fakt, że odbieram tę pracę jako mniej zwartą, rozdziały o kompletnie różnych kulturach są interesujące na sposób ciekawostek, mnie bardziej pociągają wnioski ogólne które można z nich wyciągnąć, a tych jest niewiele i mają one kształt dziś już pewnych truizmów. To wydanie zawiera solidny i rzeczowy wstęp, właściwie pozbawiony (z drobnymi wyjątkami) naleciałości politycznych, najbardziej interesujący, jednak z perspektywy kulturowej (może wręcz antropologicznej), czyli sposobu pisania o intymnych związkach międzyludzkich. Zacytuję tu zdanie o współpracy Benedict i Edwarda Sapira: "Łączący ich stosunek personalny stanowił funkcje wspólnoty intelektualnych i estetycznych zainteresowań oraz doświadczeń, był przy tym wolny od cech żenującej osobistej intymności (...)" Autorka wstępu (Antonina Kłoskowska) podobnie "dziwnie" traktuje seksualność Benedict, poświęca jej życiorysowi rozdzialik, pisze o wyobcowaniu, ale już nie o związku z Margaret Mead. Trochę to zabawne, trochę straszne, ale przede wszystkim interesujące. Trzon książki stanowią trzy rozdziały opisujące kultury Indian: Kwakiutlów i Zuni, oraz melanezyjskiego plemienia Dobu. Kultury bardzo od siebie różne i tak charakterystyczne, że Benedict każdą z nich przypisuje do innego wzorca kulturowego (dionizyjskiego dla Kwakiutlów, apolińskiego dla Zuni i dobuańskiego ;) dla Dobu). Mnie najbardziej interesowały uniwersalne, albo niemal uniwersalne cechy społeczności ludzkich. Ale je w sumie Benedict wymienia dwie: animizm i egzogamiczne ograniczenia małżeńskie. W rezultacie może najciekawsze były fragmenty, w których Ruth Benedict postuluje odpowiednią perspektywę w patrzeniu na problemy (jej) współczesne. Nie zawsze są to problemy (przynajmniej w całej swej rozciągłości) również współczesne nam. Ale niektóre z pewnością. "Zależność jednostek w naszej cywilizacji od współzawodnictwa ekonomicznego traktujemy jako dowód, że jest to pierwotna motywacja natury ludzkiej." "(...)rywalizacja jest marnotrawstwem(...) Jest tyranią, od której, -jeśli raz zadomowi się w jakiejś kulturze -nie można się uwolnić." "Im więcej dóbr gromadzi społeczeństwo, tym większymi żetonami posługują się ludzie." - to zdanie zyskuje odpowiednią perspektywę, gdy mamy za sobą opowieść o zwyczaju Kwakiutlów palenia miedziaków albo o Dobu i ich transakcjach kula. "Jest jednakże rzeczą oczywistą, że nie istnieje współzależność między jakąkolwiek "złą" skłonnością a anormalnością w sensie absolutnym." I nie trzeba szukać miedzy kulturami, starczy w historii: polujący na czarownice purytańscy duchowni Nowej Anglii "z punktu widzenia współczesnej psychiatrii należą do kategorii ludzi psychicznie chorych". Nigdy nie przyszło by to do głowy im współczesnym. "Wojna nie jest wyrazem instynktu wojowniczości. Wojowniczość jest tak drobnym szczegółem w wyposażeniu duchowym człowieka, że może nie znaleźć żadnego wyrazu w stosunkach międzyplemiennych". Franz Boas (mentor Benedict) określił funkcje poznawcze antropologii jako źródło intelektualnego wyzwolenia spod wyłącznego determinizmu jedynej, własnej cywilizacji. Benedict pisze raczej o tym, że wyzwolić się nie można, ale poszerzyć zdolność rozumienia człowieka na pewno tak: "dominujące cechy naszej cywilizacji trzeba zbadać ze szczególna wnikliwością. Powinniśmy zdać sobie sprawę, że mają one charakter przymusowy, i to nie proporcjonalnie do podstawowej i istotnej roli, jaką odgrywają w zachowaniu ludzkim, lecz raczej w tym stopniu, w jakim rozwinęły się nadmiernie w naszej cywilizacji i w jakim tylko ją cechują." Oczywiście jednostka nie żyje w żadnej opozycji do swojej kultury. Czerpie z niej i jest przez nią kształtowana, dlatego: "Tylko nieuchronne opóźnienie kulturowe każe nam upierać się, że to co, co stare, trzeba ponownie odkryć w tym co nowe, że nie ma innego wyjścia, jak tylko odnaleźć dawną pewność i stałość w nowej plastyczności."
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 8 7 lat temu
Koniec historii Francis Fukuyama
Koniec historii
Francis Fukuyama
Nieszczęściem dla tak fajnego tytułu, jaki ma ta książka jest to, że niestety zupełnie i dość bezrefleksyjnie przytaczany jest jako "literalnie" rozumiany koniec historii. Tymczasem w gruncie rzeczy nie o koniec dziejów chodzi. Autor omawia granice ewolucji ustrojów społeczno-politycznych w odniesieniu do kluczowych wartości. I tutaj jest tzw. pies pogrzebany. Jeżeli dla odbiorcy/czytelnika, wartości takie jak: wolność, prawo wyboru, równość wobec prawa, kadencyjność władz, poszanowanie życia, czyli sumarycznie: demokracja liberalna, są zupełnie inaczej rozumiane, to też przekaz tej książki będzie rozmijał się z oczekiwaniami. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę ewolucje systemów społeczno-politycznych od zarania oraz to, jakie reprezentują wartości, demokracja liberalna jest finałem. Historia się nie skończy, ale nic nie wymyślono lepszego w zakresie systemów politycznych dla "dobra człowieka". Żadne despotie, tyranie, autokratyzmy, teokratyzmy, fundamentalizmy, konserwatyzmy długo się nie utrzymały chyba, że ich agonie wymagają kroplówki przemocy. Wolności nie da się niczym lepszym zastąpić i to jest granica końca. Za nią niekoniecznie będzie lepiej, ale nie gorzej niż w cytowanych wcześniej "...izmach". Pytanie jest zasadnicze, którym pasowało by w tej książce się zaopiekować: co uczynić, aby demokracja liberalna nie zdryfowała w owe "izmy" i związane z nimi: populizmy, szowinizmy, fundamentalizmy.
Art - awatar Art
ocenił na 8 16 dni temu

Cytaty z książki Płynna nowoczesność

Więcej
Zygmunt Bauman Płynna nowoczesność Zobacz więcej
Zygmunt Bauman Płynna nowoczesność Zobacz więcej
Więcej