Bunt mas

Okładka książki Bunt mas
José Ortega y Gasset Wydawnictwo: MATERIA nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
300 str. 5 godz. 0 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
La rebelión de las masas
Data wydania:
2026-02-26
Data 1. wyd. pol.:
2008-01-01
Liczba stron:
300
Czas czytania
5 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382034806
Tłumacz:
Wojciech Charchalis
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bunt mas w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Bunt mas

Średnia ocen
7,1 / 10
681 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
813
355

Na półkach:

Przedwojenna myśl na temat społeczeństwa, która nie straciła nic na aktualności. Klasyka myśli socjologicznej i kulturoznawczej. Książka nie najłatwiejsza, wymagająca skupienia, ale dająca wiele satysfakcji i ukazująca problemy, z którymi ludzie mierzą się od ponad 100 lat. „Bunt mas” to klasyka wielka, książka, w której autor punktuje mierność i pospolitość jednostki, w której krytykuje demokratyczne mechanizmy kierujące się w stronę pospolitości mas. Z tego co widzimy, my współcześni, to to, że człowiek nic a nic nie wynosi z historii, nic a nic się nie uczy na błędach wcześniejszych. „Bunt mas” to przerażająco prawdziwa historia ludzi, którzy w zamian za komfort życia, przestają wymagać od siebie i idą za tłumem. Świat jawi się jako centrum przeciętności, jako świat, w którym krytyka i indywidualne myślenie i drążenie staje się wypaczeniem. Świat, który opisywał Gasset, przerażająco dobrze przypomina naszą rzeczywistość. Autor dosadnie i z konkretnym sensem krytykuje demokrację i kapitalizm, za to, że stworzyły człowieka-masę, człowieka niezdolnego do samodzielnego myślenia. I nie chodzi o to, w tej krytyce, że demokracja jest zła, idzie o to, że do głosu dochodzi masa, a ta masa kocha przeciętność i ignoruje naukę. Jest to książka idealna do zgłębienia bolączek dzisiejszego świata, wiele tekstów mogłoby napisanych wczoraj, nic a nic nie straciły na aktualności - fragmenty o hermetyczności intelektualnej - boskie 👌
Zaskoczyły mnie momenty, w których autor pisał o Europie jako całości, o tym, że mogłaby się stać zjednoczona - ciekawe co by powiedział na temat działań naszej Unii Europejskiej?
Nie do końca rozgryzłam autora, gdy pisał o rządzeniu Europy w świecie i o jej wielkiej moralności (patrząc choćby przez pryzmat kolonializmu) - uważam, że akurat te dwa fragmenty źle się zestarzały.
Wymagająca lektura, ale bardzo wartościowa, nie ze wszystkim trzeba zgadzać się z autorem, ale warto sobie z nim w niektórych tematach parę kwestii przedyskutować.

Przedwojenna myśl na temat społeczeństwa, która nie straciła nic na aktualności. Klasyka myśli socjologicznej i kulturoznawczej. Książka nie najłatwiejsza, wymagająca skupienia, ale dająca wiele satysfakcji i ukazująca problemy, z którymi ludzie mierzą się od ponad 100 lat. „Bunt mas” to klasyka wielka, książka, w której autor punktuje mierność i pospolitość jednostki, w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2337 użytkowników ma tytuł Bunt mas na półkach głównych
  • 1 381
  • 918
  • 38
260 użytkowników ma tytuł Bunt mas na półkach dodatkowych
  • 173
  • 28
  • 25
  • 12
  • 10
  • 6
  • 6

Tagi i tematy do książki Bunt mas

Inne książki autora

Okładka książki O miłości – o nienawiści. Wypisy z ksiąg filozoficznych Piotr Abelard, Arystoteles, Francis Bacon, Maurice Blondel, Martin Buber, Marek Tulliusz Cyceron, Ferdinand Ebner, Henryk Elzenberg, Empedokles, Johann Gottlieb Fichte, Erich Fromm, Tadeusz Gadacz, Romano Guardini, Dietrich von Hildebrand, św. Augustyn z Hippony, Thomas Hobbes, David Hume, Jan Paweł II, Kartezjusz, Søren Kierkegaard, Wilhelm Gottfried Leibniz, Emmanuel Levinas, Gabriel Marcel, Jean-Luc Marion, Maurice Nédoncelle, Friedrich Nietzsche, José Ortega y Gasset, Blaise Pascal, Josef Pieper, Platon, Plotyn, François de La Rochefoucauld, Franz Rosenzweig, Max Scheler, Seneka, Adam Smith, Baruch de Spinoza, Wisława Szymborska, Pierre Teilhard de Chardin, św. Tomasz z Akwinu, Voltaire, Simone Weil
Ocena 4,3
O miłości – o nienawiści. Wypisy z ksiąg filozoficznych Piotr Abelard, Arystoteles, Francis Bacon, Maurice Blondel, Martin Buber, Marek Tulliusz Cyceron, Ferdinand Ebner, Henryk Elzenberg, Empedokles, Johann Gottlieb Fichte, Erich Fromm, Tadeusz Gadacz, Romano Guardini, Dietrich von Hildebrand, św. Augustyn z Hippony, Thomas Hobbes, David Hume, Jan Paweł II, Kartezjusz, Søren Kierkegaard, Wilhelm Gottfried Leibniz, Emmanuel Levinas, Gabriel Marcel, Jean-Luc Marion, Maurice Nédoncelle, Friedrich Nietzsche, José Ortega y Gasset, Blaise Pascal, Josef Pieper, Platon, Plotyn, François de La Rochefoucauld, Franz Rosenzweig, Max Scheler, Seneka, Adam Smith, Baruch de Spinoza, Wisława Szymborska, Pierre Teilhard de Chardin, św. Tomasz z Akwinu, Voltaire, Simone Weil
José Ortega y Gasset
José Ortega y Gasset
Hiszpański filozof i autor książek. Rodowity madrytczyk. Absolwent Uniwersytetu Deustro (Deustuko Unibertsitatea) w Bilbao (filozofia) oraz Uniwersytetu Centralnego (La Universidad Central) w Madrycie (filozofia). Studiował także w Niemczech, co miało duży wpływ na kierunek filozoficzny, który był mu bliski. Filozofię Ortegi y Gasseta nazywano racjowitalizmem (racjonalny sposób poznania rzeczy, przy założeniu, że życie jednostkowe jest tylko fragmentem życia jako takiego). Ortega y Gasset zwalczał faszyzm. Wybrane publikacje książkowe: "La rebelión de las masas" (1929, pierwszy polski przekład: "Bunt mas i inne pisma socjologiczne", 1939), "La deshumanización del arte e ideas sobre la novela" (1925, pierwsze polskie wydanie: "Dehumanizacja sztuki i inne eseje", Czytelnik, 1980), "La idea de principio en Leibniz y la evolución de la teoría deductiva" (1947, polskie wydanie: "Ewolucja teorii dedukcyjnej. Pojęcie zasady u Leibniza", Wydawnictwo słowo/obraz, terytoria, 2004). Dwukrotnie żonaty: Rosa Spottorno y Topete (od 07.04.1910), 3 dzieci: córka Soledad i 2 synów: Miguel Germán (ur. 28.05.1911) oraz José (ur. 13.11.1916); 2. Simone Klein (1949-18.10.1955, jego śmierć).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Koniec historii Francis Fukuyama
Koniec historii
Francis Fukuyama
Nieszczęściem dla tak fajnego tytułu, jaki ma ta książka jest to, że niestety zupełnie i dość bezrefleksyjnie przytaczany jest jako "literalnie" rozumiany koniec historii. Tymczasem w gruncie rzeczy nie o koniec dziejów chodzi. Autor omawia granice ewolucji ustrojów społeczno-politycznych w odniesieniu do kluczowych wartości. I tutaj jest tzw. pies pogrzebany. Jeżeli dla odbiorcy/czytelnika, wartości takie jak: wolność, prawo wyboru, równość wobec prawa, kadencyjność władz, poszanowanie życia, czyli sumarycznie: demokracja liberalna, są zupełnie inaczej rozumiane, to też przekaz tej książki będzie rozmijał się z oczekiwaniami. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę ewolucje systemów społeczno-politycznych od zarania oraz to, jakie reprezentują wartości, demokracja liberalna jest finałem. Historia się nie skończy, ale nic nie wymyślono lepszego w zakresie systemów politycznych dla "dobra człowieka". Żadne despotie, tyranie, autokratyzmy, teokratyzmy, fundamentalizmy, konserwatyzmy długo się nie utrzymały chyba, że ich agonie wymagają kroplówki przemocy. Wolności nie da się niczym lepszym zastąpić i to jest granica końca. Za nią niekoniecznie będzie lepiej, ale nie gorzej niż w cytowanych wcześniej "...izmach". Pytanie jest zasadnicze, którym pasowało by w tej książce się zaopiekować: co uczynić, aby demokracja liberalna nie zdryfowała w owe "izmy" i związane z nimi: populizmy, szowinizmy, fundamentalizmy.
Art - awatar Art
ocenił na 8 13 dni temu
Zderzenie cywilizacji Samuel P. Huntington
Zderzenie cywilizacji
Samuel P. Huntington
Nie zahaczę o ekshibicjonizm, gdy wyjawię, że politologiem nie jestem. Mimo to od czasu do czasu interesuję się niemal wszystkim, niestety, dlatego przeczytałem w końcu po latach „Zderzenie cywilizacji”. Zrobiłem to w dodatku dość rzetelnie, bez znaczących opustek. I co? I odnoszę wrażenie, że wiem tyle samo, co wcześniej. Jak to możliwe? Wszak ponoć to jedna z najważniejszych publikacji, ”jakie ukazały się na świecie po zakończeniu zimnej wojny” (wielkie słowa, ale nie byle kto je wypowiedział, bo guru dyplomacji amerykańskiej - Henry Kissinger). Cóż ja, robaczek - sprzeciwiać się nie będę, choć z czystej przekory korci. Mogę jeno z pokorą przyjąć, że skromnym rozumkiem świata dzisiejszego nie ogarniam, Harvardu nie ukończyłem ani innych tych z Bluszczowej Ligi uniwersytetów także. Ale niech nikt nie sądzi, że w ramach odkupienia przeczytam „Dyplomację” Kissingera (już raz przywoływanego, pewnie nie ostatni). Każda determinacja kiedyś się kończy. Profesor Huntington może spekulować do woli za harvardzką pensję (mowa oczywiście o Harvardzie sprzed scysji z Trumpem) i tantiemy od sprzedaży książki. A mnie nikt nie płaci. W każdym razie „Zderzenie cywilizacji” to nie jest tytuł jakiejś tam majówkowej lektury przy grillu. Do takiej pracy należy podejść z odpowiednim respektem, choć nie oszukujmy się - ociupinkę już zalatuje naftaliną. Ale nie dziwota, wszak trzydzieści lat minęło jak jeden dzień. O wadze intelektualnej tej politologicznej rozprawy niech zaświadczą dwa choćby cytaty, które skrupulatnie przepisałem. Oto pierwszy: „Cywilizacje to największe plemiona, w jakie łączą się ludzie, a zderzenie cywilizacji jest konfliktem plemiennym na skalę globalną”. Prawda, że brzmi niemal biblijnie? Czyli złowieszczo. A oto i drugi cytat, dotyczący warunków, które muszą zostać spełnione, by uchronić słabnącą zachodnią cywilizację: „uwzględnienie roli Rosji jako ośrodka cywilizacji prawosławnej i wielkiego regionalnego mocarstwa, które ma zasadne interesy dotyczące bezpieczeństwa jego południowych granic”. I to w zasadzie kwintesencja „Zderzenia cywilizacji”. Mam nieodparte wrażenie, a właściwie pewność, że profesor Huntington to przedstawiciel starej dobrej konserwatywnej amerykańskiej gwardii, z czasów, gdy MAGA nie rozdała jeszcze tylu czerwonych bejsbolówek, które tak mocno uwierają w główkę. Włąśnie dlatego Henry Kissinger okazał się dlań tak łaskawy. Pominę jedynie z powodu nabytej kindersztuby wieszczbiarskie fantasmagorie zamieszczone w końcowych fragmentach książki. Historia ostatnich 30 lat, które upłynęły od rozpadu Związku Sowieckiego, a zatem od końca zimnej wojny, które to wydarzenie w zasadzie stanowi kres narracji Huntingtona, pomknęła tak szybko i w sumie nieprzewidywalnie, że nawet tak tęgi umysł okazał się bezradny w dziedzinie projekcji. Oczywiście poza pewniakiem, za którego w Totku nawet grosza by nie wypłacili, czyli rosnącym potencjałem Chin. Pozwolę sobie jeszcze na jeden cytat. Oto on: „Jeśli w nadchodzącej epoce [czyli właśnie dziś mniej więcej – dopisek mój] świat ma uniknąć wielkich wojen między cywilizacjami, państwa-ośrodki muszą się powstrzymać od interweniowania w konflikty w obrębie innych kręgów kulturowych”. Może i muszą, ale czy chcą i czy powstrzymają się? Wątpię wielce. A mądrzejszy o lekturę jeszcze kilku artykułów i o wysłuchanie kilku podcastów, pozwolę sobie na koniec na osobistą refleksję politologiczną, z pełną świadomością o moim dyletanctwie. Sądzę, że jeśli istnieje aktualnie jakaś wykrystalizowana nienarcystyczna koncepcja w amerykańskiej dyplomacji (powtarzam – jeśli, bo trudno w to uwierzyć), to chodzi w niej o coś, co nazwałbym imadłem technologicznym. Trump dlatego tak bardzo dba o własne bigtechy, tak je hołubi, bo z przeciwnej strony zbliżają się chińskie firmy o tym samym profilu, ale raportujące ciekawskiej partii komunistycznej. A wkrótce prawdziwa światowa wojna rozegra się na cyfrowym polu bitwy, bez udziału nie tylko czołgów i samolotów, ale nawet dronów i głowic międzykontynentalnych. Taka mnie naszła refleksja. Ale co ja tam mogę wiedzieć. Szeregowy przedstawiciel chylącej się ku upadkowi cywilizacji zachodniej w jej europejskim (czyli najgorszym z możliwych) wydaniu. Przed Huntingtonem chylę czoła, z szacunku dla starszych i mądrzejszych. Pozostawiam sobie jedynie prawo do zadania nieśmiałego i naiwnego pytania – czy zawsze musimy się zabijać?
PiotrEŚ - awatar PiotrEŚ
ocenił na 7 11 miesięcy temu
Ucieczka od wolności Erich Fromm
Ucieczka od wolności
Erich Fromm
"W każdej spontanicznej aktywności jednostka ogarnia cały świat. Jej indywidualne „ja" nie tylko pozostaje nienaruszone, ale staje się silniejsze i mocniej skonsolidowane. Bowiem „ja" jest na tyle silne, na ile jest aktywne. Prawdziwa siła nie polega na samym posiadaniu ani własności materialnej, ani właściwości duchowych, takich jak uczucia czy myśli. Nie polega też na używaniu i manipulowaniu przedmiotami; to czego używamy, nie jest nasze tylko dlatego, że tego używamy. Nasze jest tylko to, z czym jesteśmy autentycznie powiązani przez naszą twórczą aktywność — obojętne, czy będzie to osoba, czy przedmiot nieożywiony. Jedynie wartości zrodzone z naszej aktywności spontanicznej przydają sił naszemu „ja" i tym samym tworzą podstawę jego integralności. Niezdolność działania spontanicznego, wyrażania tego, co się naprawdę czuje i myśli, i wynikająca stąd konieczność ukazywania innym i sobie swego fałszywego „ja" — oto źródło poczucia niższości i słabości. Czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, niczego się bardziej nie wstydzimy aniżeli tego, że nie jesteśmy sobą; nic natomiast nie daje nam większego szczęścia i większego powodu do dumy niż myśleć, czuć i mówić to, co od nas samych pochodzi." *** "Jakie zatem jest znaczenie wolności dla człowieka współczesnego? Uwolnił się od zewnętrznych więzów, które mogłyby go krępować w działaniu i myśleniu według własnych upodobań. Miałby swobodę postępowania wedle własnej woli, gdyby wiedział, czego chce, co myśli i co czuje. Lecz on nie wie. Nagina się do bezimiennych autorytetów i przyswaja sobie jakieś „ja", które nie jest jego. Im usilniej to czyni, tym bardziej czuje się bezsilny i tym bardziej musi się naginać do oczekiwań innych. Mimo pozorów optymizmu i inicjatywy, człowiek współczesny przepojony jest głębokim uczuciem niemocy, która sprawia, że martwym wzrokiem wpatruje się w zbliżającą się katastrofę, jak gdyby był tknięty paraliżem." *** "Spełniając oczekiwania innych, nie wyróżniając się, człowiek tłumi wątpliwości co do swej tożsamości i osiąga pewien stopień bezpieczeństwa. Ale drogo to okupuje. Rezygnacja ze spontaniczności i indywidualności prowadzi do zablokowania życia. Choć żywy biologicznie, człowiek staje się emocjonalnie i umysłowo martwym automatem. Wykonuje czynności życiowe — ale życie przesypuje mu się przez palce niczym piasek. Za fasadą optymizmu i zadowolenia współczesny człowiek jest głęboko nieszczęśliwy; w istocie znajduje się na granicy rozpaczy. Desperacko lgnie do idei indywidualizmu; chce być „inny" i nie ma dla niego lepszej rekomendacji niż ta, że „coś jest inne". Kupując bilet kolejowy, dowiadujemy się, jak się nazywa kasjer, który nas obsługuje; torebki ręczne, karty do gry i przenośne radia mają charakter „osobisty" dzięki umieszczeniu na nich inicjałów właściciela. Wszystko to wskazuje na głód „odmienności", są to jednak już tylko szczątki indywidualizmu. Człowiek nowoczesny jest żądny życia. Nie mogąc jednak jako automat doświadczać życia rozumianego jako spontaniczna aktywność, chwyta się zastępczo każdego rodzaju podniety i dreszczyku; emocji picia, sportów, przeżywania zastępczo wzruszeń fikcyjnych postaci na ekranie." *** "Szczególna trudność w rozeznaniu, do jakiego stopnia nasze pragnienia — podobnie jak myśli i uczucia — są nam w rzeczywistości narzucone z zewnątrz, wiąże się ściśle z problemem władzy i wolności. W dziejach nowożytnych autorytet Kościoła przejęło państwo, autorytet państwa zastąpiło sumienie, a w naszej epoce rolę tę objęła z kolei bezimienna władza zdrowego rozsądku i opinii publicznej jako narzędzi konformizacji. A że wyzwoliliśmy się spod dawnych jawnych autorytetów władzy, nie dostrzegamy, że staliśmy się ofiarą nowych autorytetów. Staliśmy się automatami żyjącymi w złudzeniu, że są istotami rozporządzającymi własną wolą. Dzięki temu złudzeniu jednostka nie uświadamia sobie niebezpieczeństwa, ale na tym kończy się cała pomoc, jaką daje złudzenie. W istocie rzeczy „ja" jednostki ulega osłabieniu, na skutek czego czuje się ona bezsilna i nad wyraz niepewna. Żyje w świecie, z którym straciła prawdziwą łączność, gdzie każdy i wszystko zostało zinstrumentalizowane, gdzie jednostka stała się częścią zbudowanej własnymi rękami maszyny. Człowiek myśli, czuje i chce tak, jak mu się wydaje, że powinien myśleć, czuć i chcieć; w toku tego procesu zatraca swoje „ja", bez którego nie ma prawdziwego bezpieczeństwa wolnej jednostki." *** "Inny sposób paraliżowania krytycznego myślenia polega na niszczeniu wszelkich ustrukturalizowanych obrazów świata. Fakty zatracają jakość, którą mogą posiadać tylko jako części ustrukturalizowanej całości, a zachowują jedynie znaczenie abstrakcyjne, ilościowe; każdy fakt — to po prostu jeszcze jeden fakt, a liczy się tylko to, czy wiemy więcej, czy też mniej. Radio, filmy i gazety sieją pod tym względem spustoszenie. W środku komunikatu o zbombardowaniu miasta i śmierci setek ludzi — albo tuż po nim — pojawia się reklama mydła czy wina. Ten sam spiker tym samym sugestywnym, przymilnym i autorytatywnym głosem, którym przekonywał słuchaczy o powadze sytuacji politycznej, poleca im szczególny gatunek mydła produkowanego przez fabrykę opłacającą utrzymanie radiostacji. Kroniki filmowe pokazują sceny torpedowania okrętów, a zaraz po nich pokazy mody. Dzienniki przytaczają wyświechtane myśli jakiejś wschodzącej „gwiazdki" albo opisują jej śniadania, poświęcając temu tyleż miejsca i uwagi co relacjom o wybitnych wydarzeniach naukowych czy artystycznych."
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Struktura rewolucji naukowych Thomas Kuhn
Struktura rewolucji naukowych
Thomas Kuhn
Wciąż ważna i aktualna, szczególnie przyglądając się ciągłemu rozprzestrzenianiu fanatyzmu naukowego (scjentyzm). Wbrew krytykom, Thomas Kuhn nie jest relatywistą i nie jest jego zamiarem uderzanie w samą naukę, a tym bardziej w samą prawdę. Gardził osobami piszącymi prawdę wyłącznie w cudzysłowiu i stanowczo odcinał się od lewicowych intelektualistów pierniczących o "konstruktach społecznych", albo postulujących całkowitą dowolność w umownym wybieraniu paradygmatów. Kiedy pisze, że dwie sprzeczne ze sobą teorie mogą być w pewnym stopniu prawdziwe, nie jest to wyrazem relatywizmu, a trywialnym stwierdzeniem faktu ograniczonej perspektywy człowieka, który nie jest Stwórcą, wobec czego nie możne znać całej prawdy o rzeczywistości. Teoria czy model nie jest rzeczywistością samą, a tylko opisem jej niewielkiego wycinka. Koniecznie trzeba wspomnieć o genialnej książce naszego rodaka, Mikołaja Brykczyńskiego - "Mit nauki. Paradygmaty i dogmaty", która czerpie ze Struktury Kuhna, ale idzie dużo dalej, a przy tym jest bardziej aktualna. Sięgnij po nią koniecznie - a jeśli musisz wybrać tylko jedną, to polecam sięgnąć po "Mit nauki". --------------------------------------- „Niestety koncepcje te wypaczyła rzesza sceptycznych intelektualistów, którzy widzieli w nich narzędzie podważenia samej idei prawdy. Kuhn nie żywił tego rodzaju zamysłu. Był zaiste miłośnikiem faktów i poszukiwaczem prawdy”. Ian Hacking „To prawda, że Struktura dała potężny impuls badaniom socjologicznym nad nauką. Niektóre z nich, akcentujące, że fakty to „konstrukcje społeczne”, i jawnie uczestniczące w negowaniu „prawdy”, budzą protest konserwatywnych naukowców. Kuhn pisał wprost, że nie cierpi tego rodzaju rozwinięć jego pracy”. Ian Hacking „Element dowolności nie oznacza jednak, że jakakolwiek grupa naukowa prowadzić może badania, nie przejmując pewnego zespołu przeświadczeń od swoich poprzedników”. „Większość uczonych poświęca się w swojej działalności zawodowej pracom porządkowym. One właśnie składają się na to, co nazywam nauką normalną. Jeśli poddać je dokładniejszej analizie, czy to w aspekcie historycznym, czy w ich współczesnej postaci, odnosi się wrażenie, że polegają one na próbie wtłoczenia przyrody do gotowych już i względnie sztywnych szufladek, których dostarcza paradygmat. Celem nauki normalnej nie jest bynajmniej szukanie nowych rodzajów zjawisk; raczej nie dostrzega ona tych, które nie mieszczą się w jej gotowych szufladkach. Również uczeni nie starają się zazwyczaj wynajdywać nowych teorii i są często nietolerancyjni wobec tych, które sformułowali inni. Badania w ramach nauki normalnej dążą do uszczegółowienia tych zjawisk i teorii, których dostarcza paradygmat”. „Na przykład maksima na obrazie dyfrakcyjnego rozproszenia elektronów, które później uznano za wskaźnik długości fali elektronu, były czymś niezrozumiałym, gdy je po raz pierwszy wykryto i opisano. Aby stały się miarą czegoś, należało powiązać je z teorią, która przewidywała falowe własności poruszających się cząstek. Ale nawet wtedy, gdy związek ten już uchwycono, trzeba było przebudować przyrząd tak, aby doświadczalne wyniki dawały się jednoznacznie przyporządkować teorii. Póki nie spełniono tych warunków, póty żaden problem nie mógł zostać rozwiązany”. „Przyjmijmy więc, że kryzysy są koniecznym warunkiem wstępnym pojawienia się nowych teorii, i zapytajmy, w jaki sposób uczeni reagują na nie. Część odpowiedzi – równie ważną jak oczywistą – można odnaleźć, wskazując ogólnie na to, czego uczeni nigdy nie robią, gdy mają do czynienia nawet z ostrymi i długotrwałymi anomaliami. Chociaż mogą tracić zaufanie do paradygmatu i poszukiwać alternatywnych wobec niego rozwiązań, nie odrzucają paradygmatu, który doprowadził do kryzysu. To znaczy nie traktują anomalii jako świadectw obalających teorię, jak by się tego domagała filozofia nauki. Uogólnienie to jest częściowo po prostu konstatacją historycznych faktów opartą na przykładach, jak te, które omówiliśmy poprzednio, i inne, o których jeszcze będzie mowa. Pokazują one – co jeszcze uwydatni dalsza analiza sposobu odrzucania paradygmatów – że teorię naukową, która uzyskała już status paradygmatu, uznaje się dopóty, dopóki nie pojawi się inna, zdolna pełnić tę funkcję. Historyczne badania rozwoju nauki w żadnym razie nie potwierdzają owego metodologicznego stereotypu falsyfikacji, jakoby miała ona polegać na bezpośrednim konfrontowaniu teorii z przyrodą. Uwaga ta nie głosi, że uczeni nie odrzucają teorii naukowych albo że obserwacja i eksperyment nie odgrywają w tym istotnej roli. Powiada natomiast – co okaże się sprawą zasadniczą – że akt oceny, który prowadzi uczonych do odrzucenia poprzednio akceptowanych teorii, oparty jest zawsze na czymś więcej niż tylko na konfrontacji teorii z doświadczeniem. Decyzja porzucenia jednego paradygmatu jest zawsze zarazem decyzją przyjęcia innego, a ocena prowadząca do niej wymaga porównania obu paradygmatów zarówno z przyrodą, jak i między sobą”.
Graven - awatar Graven
ocenił na 8 3 lata temu

Cytaty z książki Bunt mas

Więcej
José Ortega y Gasset Bunt mas Zobacz więcej
José Ortega y Gasset Bunt mas Zobacz więcej
José Ortega y Gasset Bunt mas Zobacz więcej
Więcej