rozwiń zwiń

Pandemonium

Okładka książki Pandemonium autorstwa Kostas Akrivos
Kostas Akrivos Wydawnictwo: Książkowe Klimaty Seria: Greckie Klimaty literatura piękna
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Greckie Klimaty
Tytuł oryginału:
Πανδαιμόνιο
Data wydania:
2015-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2015-01-01
Język:
polski
ISBN:
9788364887253
Tłumacz:
Michał Bzinkowski
W monasterze na górze Atos świątobliwe życia mnicha mogą prowadzić wyłącznie mężczyźni. Jednak pewnego dnia na terenie zakonu ktoś odnajduje ciało martwej kobiety. Czy to efekt działania nieczystej siły? Czyżby sam Lucyfer maczał w tym palce, a może wydarzyło się coś znacznie bardziej przerażającego od diabelskiej ingerencji?

Akrivos przywołuje surową, senną atmosferę zakonnego życia i dodając do niej wątek kryminalny, flirtuje z ideą powieści detektywistycznej, nigdy jednak nie przechodząc zdecydowanie na jej stronę. Wydarzenia na górze Atos, odniesienia religijne, społeczne, polityczne i ideologiczne budują znakomitą panoramę współczesnej Grecji.
Średnia ocen
6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pandemonium w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pandemonium



2023 1137

Oceny książki Pandemonium

Średnia ocen
6,2 / 10
53 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1821
339

Na półkach: , ,

Pozostając w grackich klimatach postanowiłam sięgnąć po książkę napisaną przez Greka. Mój wybór padł na "Pandemonium" Kostasa Akrivosa.

Spodziewałam się ciekawego kryminału osadzonego w grackich realiach. Dostałam nawet trochę więcej.

W prawosławnym Monasterze na Świętej Górze, Athos, zostają znalezione zwłoki. Niby normalna sprawa kryminalna ale są to zwłoki kobiety a na Athos nie mają prawa wstępu kobiety a nawet zwierzęta płci żeńskiej. Ten święty zakaz obowiązuje od stuleci. Co się więc stało i kto go złamał? Dlaczego...?

Muszę jeszcze dodać, że uwielbiam książki, które skłaniają mnie do dalszych poszukiwać na tematy w niej opisane i właśnie ta do nich się zalicza. Niesamowicie zaciekawiła mnie góra Athos, na którą na prawdę, do dnia dzisiejszego nie mają prawa wstępu kobiety, mimo iż Grecja jest jednym z państw Unii Europejskiej.

Oprócz ciekawego wątku detektywistycznego mamy w książce sporo informacji na temat góry Athos, jej historii i zwyczajów pionujących w monasterach. Jest także dużo o życiu klasztornym, mnichach i religijnych dylematach. Do tego spora szczypta historii Grecji, mitów, wierzeń a także powiązań społecznych, politycznych i ideologicznych. To wszystko razem daje nam bardzo dobrą literaturę, którą polecam wszystkim.

Pozostając w grackich klimatach postanowiłam sięgnąć po książkę napisaną przez Greka. Mój wybór padł na "Pandemonium" Kostasa Akrivosa.

Spodziewałam się ciekawego kryminału osadzonego w grackich realiach. Dostałam nawet trochę więcej.

W prawosławnym Monasterze na Świętej Górze, Athos, zostają znalezione zwłoki. Niby normalna sprawa kryminalna ale są to zwłoki kobiety a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

127 użytkowników ma tytuł Pandemonium na półkach głównych
  • 65
  • 60
  • 2
29 użytkowników ma tytuł Pandemonium na półkach dodatkowych
  • 15
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nieszczęście bycia Grekiem Nikos Dimou
Nieszczęście bycia Grekiem
Nikos Dimou
odrzucało mnie od tej książki, głownie ze względu na tytuł. W literaturze greckiej, współczesnej, jak juz wspominałam niejednokrotnie, roi się od tragedii, nieszczęść, dramatów. Sięgnęłam, bo moja miłość do Grecji wymaga poświeceń. A tu - zaskoczenie. Świetnie napisana książka, zawierająca - wg wydawcy - zbiór aforyzmów, a wg mnie - zbiór prawd objawionych. Przemysław Kordos - tłumacz książki - twierdzi w przedsłowiu, ze nie możemy (jako czytelnicy spoza Grecji) traktować w ten sposób tej książki. Raczej jako "zbiór anegdot i tropów przydatnych w myśleniu o współczesnej Grecji" Oto Grek współczesny i jego kompleks niższości w stosunku do wielkich starożytnych. Oto Grek cierpiący na obrzeżach Europy, z ktora sie nie identyfikuje. Grek zagubiony, Grek krzykliwy, Grek bajkopisarz. Grek posiadający dwa stany ducha - wielka euforie i wielka depresje. W tej książce sie nie da zakochać, jest po prostu smutna. Chociaż nie ma fabuły jako takiej. Chociaż czasem wydaje sie, ze autor raczy żartować. Ale jest to żart w stylu (uwielbianego przeze mnie) pana Poniedzielskiego. Wywołujący salwy śmiechu, choć nie widać, aby żartował... Dychotomia wewnętrzna, możnaby rzec Brutalnie prawdziwa książka o cechach narodowych Greków, choc bodaj w zadnym miejscu hasło ":cecha narodowa" nie jest wspomniane. "Grek jest nieszczęśliwy kiedy jest szczęśliwy. Żyje (o ile w ogóle żyje, a nie popada w letarg) w dziurze pomiędzy pragnieniami, a rzeczywistością. A jesli dystans nie istnieje... to go sobie stwarza" (...) gdy nie ma żadnego powodu do zmartwienia, poszuka go i znajdzie". Przerażająco przypomina mi to Polaków. Zresztą sam autor pisze, ze zastanawia się czy jest taki drugi naród, będący szczęśliwym w nieszczęściu i odwrotnie. Jest. Polacy. w posłowiu znajduje się notka, dodawana do każdego wydania. Na zakończenie pozwolę sobie ja zacytować: Ci, których ucieszy ta książka, być może nie są Grekami. Dla Greka ten tekst jest bolesny. (...) Ta książka nie jest humorystycznym zbiorem aforyzmów na temat przywar Greków, ale gorzka antologia ich tragicznego losu zawieszonego pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością. Północą i Południem, wschodem, a Zachodem. (...) Jest to wytwór człowieka, którego boli ojczyzna"
ziellona - awatar ziellona
oceniła na 9 6 lat temu
Palinka. Prozy z Banatu Matěj Hořava
Palinka. Prozy z Banatu
Matěj Hořava
Matej Horava, Czech z Moraw, przebywając w rumuńskim Banacie tęskni, choć na to wygnanie skazał się sam. Pejzaże wzgórz Banatu, tak różne od łagodności jego ojczystej ziemi, prowokują do wspominania, nasuwają raz za razem obrazy z przeszłości. Autor nawet umyślnie ich nie szuka, jest od tego bardzo daleki, to one go znajdują i nagle zjawiają się jak nieproszone, a wraz z nimi nostalgia, wyraźnie przez nas wyczuwana. Opowiadania w tym zbiorze są niedługie, niektóre króciuteńkie jak mgnienie oka, ot, impresyjki, łaskoczące przez chwilę powiekę zanim umkną znów, spłoszone przypadkowym dźwiękiem. Wczoraj i dzisiaj spotykają się wpół drogi i okazuje się, że wiele je łączy i do siebie przywołuje. Nic tu nie jest statyczne, niemrawe, wprost przeciwnie, zarówno obserwowane na bieżąco zjawiska, obiekty, osoby, jak i te przywoływane wspomnienia żyją, oddziałują, będąc w ciągłym ruchu. O części z nich można rzec: gwałtowne, nieposkromione, jak ogień i jego wzlatujące w górę iskry, czy te z rozpalanych w dzieciństwie ognisk, czy dającego obecnie ciepło i poczucie przytulności pieca, albo z płonących gwałtownie zboczy, które są jak „ocean płomieni przetaczający się po grzbietach wzgórz, celowo rozniecony przez ludzi, a jednak nie do opanowania…” A ile wokół barw, wręcz feeria kolorów, nie dająca odpocząć oczom, tworząca impresjonistyczne złudzenie przenikania plam, nakładania się na siebie fal świetlnych, które rzutują nie tylko na jeden zmysł wzroku, ale na wszystkie zmysły, wprawiając je w pomieszanie. Jak to jest z tymi migawkami z dzieciństwa, że pojawiają się z wszystkimi ulotnościami, znów pachną, brzmią, barwią się zupełnie jak niegdyś, w każdym szczególe. „Jesień, wiatr, pamięć, altanka, której pewnie od dawna nie ma; liście, które uległy rozkładowi, a przecież nigdy nie zginą; moje ręce maleją: dłonie są coraz mniejsze na tle czerwonego jaworowego liścia; a wiatr słucha, wiatr mnie słucha, wichrzy liście na moim zboczu: dawne liście z północy Czech, pochłonięte przez dzisiejszy banacki wiatr…” Autor nie tylko przywołuje obrazy, on na chwilę znów staje się tamtym małym chłopcem z płonącymi jesienną czerwienią liśćmi jawora w drobnych dłoniach. Rumuńska wieś, czeska wieś, tak inne przecież, ale obie odmalowane sensualnie, zmysłowo. To zasługa pióra autora, ale przecież oddaje on to, co go zachwyciło, co zostawiło odciśnięty ślad, który nie tylko nie wyblakł po latach, ale odżył z dawną mocą, jakby tylko wybudził się z chwilowego snu. Gdy autor opisuje dojrzewanie śliwek w sadzie, to widzimy i czujemy ich wzrastanie, formowanie się wokół pestki, pęcznienie i słodycz wypływającego śliwkowego soku, słyszymy jak lekko uderzają o ziemię, zrzucone z gałęzi mocniejszym podmuchem. Nic, tylko schylić się i skosztować. W tej prozie jest poezja. Śliwki dobre na palinkę, palinka znakomita na tęskne wspominanie, a także na rozmowy z ludźmi i z samym sobą. I autor pisze: „Pokażą się gwiazdy; nadejdzie górski, wrześniowy chłód: będę siedział, może zapadnę w lekki sen; będę śnił; i będę pił palinkę…” Zapewne z tej pięknej prozy każdy wyciągnie parę smaczków tylko dla siebie, a więc ockną się z leniwego letargu kolejne powidoki, lekko zamglone przez czas, nasze własne. Wszyscy wszak byliśmy kiedyś dzieciakami ganiającymi po wiejskich łąkach, wdeptującymi z krzykiem w krowie placki i podkradającymi kurom jajka. Przynajmniej ci z nas, którzy mieli jeszcze okazję widzieć prawdziwą wieś. Żarliwa, poetycka, empatyczna proza z Banatu wgryzła się we mnie, a ja poddałam się jej bez reszty. Jest w niej coś przyciągającego, jakaś prawda najgłębsza z najbardziej wewnętrznego miejsca w sercu wyciągnięta i tam też trafiająca. Opisując naturę, chwyta jej esencję, mówiąc o człowieku, przegląda go na wskroś, znajdując to, co ważne, nawet jeśli trzeba sięgnąć głębiej. Czy to staruszki, matka i córka, nie do odróżnienia, czy też rodzina Wojnerów – „złote zęby w ustach, wychudłe, zniszczone twarze, niemal identyczne twarze; zawsze mnie zadziwiało, z jaką siłą rysy poprzednich generacji przenoszą się tu na kolejne pokolenie, modelując je precyzyjnie i nieodwołalnie na własne podobieństwo (…)” Autor lubi nawiasy, średniki i dwukropki. Początkowo to dziwi, później widzimy, że ma swoje uzasadnienie nie tylko w „widzimisię” autora. To złudzenie, jakby jedno zjawisko pociągało następne, połączone z nim, a zarazem rozszerzające o jeszcze więcej sensów, znaków. Z przecinkami, czy wręcz kropkami, rozdzielającymi tekst na pojedyncze zdania, zgubiłby on swój naturalny, jedyny odpowiedni rytm. Okazuje się, że w różnych rejonach świata można poczuć się całkiem swojsko: te same bzy i akacje, stada owiec na zboczach, jesienna, lekko stęchła wilgoć, dźwięk harmonijki o kolorowych klawiszach… Ujęło mnie bardzo wyczulenie autora na szczegół, nawet drobniutki. Któż potrafi jeszcze tyle niuansów wydobyć z głosów niosących się po podwórku sąsiada, albo z twarzy okolicznych ludzi? Najpierw przeanalizować ich wyjątkowość, aby pod koniec uogólnić, wprowadzić pod wspólny mianownik. Dzięki tym podobieństwom nie tak łatwo uciec przed tym, o czym chce się zapomnieć. W najmniej spodziewanym momencie, wystarczy niewielki bodziec wywołujący i na człowieka spada cała jego przeszłość, choć przecież wcale tego nie pragnie. Zamknąwszy „Palinkę” ma się wrażenie, że autor w pełni świadomie odsłonił przed czytelnikami to, co dla niego najważniejsze, najintymniejsze. Pozwolił nam się poznać, zawierzył szczerze swoje myśli, obnażył cały smutek samotności i beznadziejność ucieczki, spotęgowane jeszcze przez surowe banackie warunki i dystans, jaki zwykli utrzymywać mieszkańcy. Możliwe, że uczynił tak z pragnienia podzielenia się z kimś ciężarem, by ten choć trochę zelżał, być może chciał dodać nam otuchy, poczucia, że jeśli mamy podobnie, to nie jesteśmy jedyni. Mam nadzieję, że stojąc tam, „pod rozłożystą morwą (…) na rozdeptanych morwach…”, wiedząc że jego słowa poszły w świat, między ludzi, podniesie jednak głowę, a może nawet prześle lekki uśmiech – nie jest tak źle, zderzyliśmy się z własnym życiem, a teraz idziemy dalej. Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na 9 2 lata temu
Medgidia, miasto u kresu Cristian Teodorescu
Medgidia, miasto u kresu
Cristian Teodorescu
Gdybym napisał, że książka Cristiana Teodorescu to sympatyczna wyprawa w przeszłość, wyrządziłbym jej krzywdę (bo ktoś mógłby uznać, że skoro tak, to szkoda na nią czasu). Poza pierwszym wrażeniem, że mamy do czynienia z rozpisaną na wiele głosów opowieścią o rodzinie, przyjaciołach, miłości i nienawiści (a przy okazji i o prowadzeniu kolejowej knajpy), dostajemy porywającą historię zmieniającego się kraju. Kraju reprezentowanego w powieści przez Medgidię, miasteczko, w którym jak w soczewce skupia się wszystko to, co dla każdego jest najcenniejsze. I to bez względu na pochodzenie i narodowość. Z humorem absolutnym, łatwością tworzenia dziesiątków fabularnych nici, które wdzięcznie przeplatają się ze sobą, Teodorescu wrzuca mieszkańców pod nadciągający walec historii. A wojenna przeszłość Rumunii nie jest „prosta” i trudno ją porównywać z naszą, rodzimą. Więcej tu zawirowań i zwrotów przymierzy i co się z tym wiąże – następujących po sobie klęsk i sukcesów, niż czasów, w których przeważała jedna tylko opcja. I choć koniec zawieruchy jest znany (Rumunia ostatecznie trafia do komunistycznego bloku) zamieszkujący Medgidię muszą zmierzyć się z kolejną zmianą – tym razem na gorsze. Śledzimy karierę restauratora Stefanka oraz jego licznych podbojów miłosnych, pracującego kiedyś w Orient Expressie kelnera Januszka i towarzyszymy wojskowym manewrom majora Scipiona. Nie zabraknie miejsca dla lokalnego sędziego, przepięknej Żydówki, zatrudnionych w domu schadzek (do którego wali oknami połowa męskiej części miasteczka) dziewczyn, a jeśli Wam mało, usłużnie donoszę, że to nie wszystko. Sporo w powieści Teodorescu „czeskiego humoru”, przez co „Medgidię” odbiera się jako prozę znajomą, pochodzącą z „naszego” literackiego podwórka. A jednocześnie to cudowny zapis czasów minionych, konglomeratu wyznań, zwyczajów i wielonarodowej kultury, która wypełniała rumuńską prowincję. To zaprzeczenie stereotypom, które gdzieś ciążą pod kopułą. Autorowi udało się ożywić całą społeczność, nadać jej setki odcieni i barw, wypełnić swą opowieść zapachami i hałasem miasteczkowych uliczek i wołaniem muezina. To naprawdę wspaniała lektura, którą polecam z całych sił. Czytajcie!!
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 8 5 miesięcy temu
W ciemność Anna Bolavá
W ciemność
Anna Bolavá
Lubię klimat czeskich powieści, fabułę tworzoną przez czeskich autorów, jednak ta powieść Anny Bolava'ej jakoś mnie nie przekonała, nie do końca do mnie trafiła. Przez cały czas zastanawiałam się, jak pasja, mania czy wprost obsesja może doprowadzić do samounicestwienia, jak może przekładać się ona na całkowite zatracenie. "Im dalej w ciemność, tym większy ogarnia mnie spokój. Chociaż tegoroczny lipiec odebrał mi tak wiele, jestem szczęśliwa. To prawdziwa ulga po wszystkich tych cierpieniach i niepokojach. Idę tam, gdzie czeka mnie nieuniknione, pogodzona ze sobą i swoim losem. Widziałam to piękno na własne oczy. Nasyciłam się do ostatka." Anna jest osobą wykształconą, do niedawna zajmowała się tłumaczeniem literatury, ale nie to zaprzątało jej myśli i wypełniało czas; każdy jej dzień rozpoczynał się myślą jakie dziś kwitną zioła, które z nich będzie mogła zebrać i poddać suszeniu, aby w najbliższy wtorek zawieźć je do skupu. Nie miało dla niej znaczenia, że słabnie, nie ma apetytu, że ma kłopoty ze snem, że dokuczają jej permanentne bóle głowy, że wypadają jej włosy, sinieją i drętwieją kończyny, że wymiotuje, a jedyne co utrzymuje ją przy życiu to tabletki przeciwbólowe i jakieś inne medykamenty. Zbieranie ziół to było całe jej życie, z dala od bliskich, znajomych, sąsiadów, których nie dopuszczała do siebie, z którymi nie utrzymywała prawie żadnych kontaktów. To zatracenie się w obsesji zbierania ziół, niejednokrotnie balansowanie na krawędzi życia i śmierci jest całym jej życiem, choć tak naprawdę nie daje żadnej nadziei, codziennie pogrąża Annę w ciemności. "Moje życie już nigdy nie będzie wyglądało inaczej, jestem w potrzasku. I wcale nie pragnę tego zmieniać, będę ciągnąc swój wózek aż do śmierci - nie chcę jednak wiedzieć, jak daleko jest cel." Książka wyjątkowo przygnębiająca, jej idea i sens dla mnie wprost niezrozumiałe, a jednak mimo to chciałam poznać do końca los bohaterki - zagubionej, osamotnionej, pogrążonej w ciemności swojej paranoicznej pasji, dla której "śmierć" drzewa była większym przeżyciem niż śmierć człowieka.
Anna Lipińska-Czajkowska - awatar Anna Lipińska-Czajkowska
oceniła na 6 3 lata temu
Lord Mord Miloš Urban
Lord Mord
Miloš Urban
Książka, którą trudno zdefiniować. Niby kryminał retro, z elementami czarnego humoru i lekkimi wstawkami z zakresu erotyki, trochę powieść sensacyjna z tajnymi służbami. W tle rozgrywają się dwa ważne wydarzenia dla naszych południowych sąsiadów. Pierwsze to tzw. „asenizacja” Josefova, czyli dawnej praskiej dzielnicy żydowskiej, tu niezbyt pochlebnie przedstawiona. Drugie to ustawa językowa, zrównująca w Czechach język czeski z niemieckim, która przyczyniła się do upadku rządu cesarstwa habsburskiego, na czele którego stał nasz rodak, hrabia Kazimierz Badeni, raz wymieniony z nazwiska. Czesi są mu za to do dziś wdzięczni, ma nawet swoją ulicę w Pradze, nasi historycy rzadko się nim zajmują. Dzięki temu możemy łatwo datować czas akcji. W tych okolicznościach rozgrywa się akcja, w której niejako mieszają się dwa tropy. Pierwszy to morderstwa prostytutek i służących na terenie Josefova, wiązane z jakoby znaną z żydowskich legend postacią Mięska alias Kleinfleischa, zaś drugi to próby wtargnięcia austriackiej tajnej policji w szeregi czeskich konspiratorów narodowo-wyzwoleńczych. Oba nurty łączą postacie hrabiów Arco, tradycyjnie noszących na pierwsze imię Karol (Karel, Karl), zwracających się zatem do siebie drugim – tu Adi (od Adama) i Mani (od Emanuela). Pierwszy z nich to narrator, ale poza pochodzeniem i więzami rodzinnymi wiele ich łączy. Suchoty (powszechne wówczas), zwyczaj częstego korzystania z lokalnych domów publicznych oraz namiętność do pewnego heroicznego leku. Akcja rozwija się powoli i naprawdę trudno się wciągnąć przez większość książki. Tym bardziej, że pewne motywy ciągle się powtarzają, zaś fabuła wygląda tak, jakby autor nie potrafiłby się zdecydować, czy pisze kryminał czy powieść historyczną bądź sensacyjną. W końcówce przyśpiesza, by finalnie podać wszystko na talerzu. Tyle, że wcale nie jest smacznie, ani niesmacznie. Książka bardzo poprawna, ale nie zachęca do poznania innych dzieł autora,gdyby były przetłumaczone na polski. Oczekiwanego humoru niewiele, zwrotów akcji też, ale na plus należy zapisać Milosovi Urbanowi, że każda z postaci ma tam coś za uszami, a co za tym idzie, jak to u Czechów, wszyscy są bardzo ludzcy.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 6 2 lata temu
Lektor z pociągu 6:27 Jean-Paul Didierlaurent
Lektor z pociągu 6:27
Jean-Paul Didierlaurent
*po książkę sięgnęłam z polecenia księgarza z mojej ulubionej (i jedynej w okolicy) księgarni. Znudzona przez rozwleczony w nieskończoność 'Wielki Świat' Lemaitre'a poprosiłam o coś 'lekkiego, łatwego i przyjemnego' na odtrutkę. I dostałam to, I nie żałuję* Ta zwięzła, idealna na jeden wieczór książeczka, to: *mistrzostwo* - wielcy pisarze, piszą o wielkich rzeczach, tak? G~+ prawda! Spłucz to przekonanie w klozecie i zdezynfekuj domestosem! Prawdziwy talent potrafi nalać z pustego i znaleźć inspiracje nawet w kafelkach w publicznej toalecie, czy w maszynie niszczącej książki. *kilka w jednym* - teksty z uratowanych kartek, czy zapiski babci klozetowej (chyba wolę francuskie określenie tej profesji - 'madame pipi') stają się odskocznią od głównego wątku *antidotum na czasy naznaczone Netflixową 'Emily w Paryżu' - nasz bohater jest poniżej przeciętnej nie tylko jeśli chodzi o jego masę ciała, ale też życiowe dokonania. Jest tego brutalnie świadomy i w sumie pogodzony z losem, choć się go wstydzący (okłamuje matkę, co do tego, czym się zajmuje) *zagadka* - czy bohater odnajdzie autorkę tekstów ze znalezionego pendrive'a? *humorystyczne określenia, czy tautologie ciotki - zgrabne i zabawne, oszczędne w słowach. *feel good factor* - zakończenie, czyli to co bohater napisał do madame pipi, to majstersztyk komedii romantycznej. Polecam (ale raczej fanom Amelie, niż Emily ;))
EdytaDe - awatar EdytaDe
ocenił na 7 1 rok temu
Kronika pewnego miasta Pandelis Prévélakis
Kronika pewnego miasta
Pandelis Prévélakis
Oglądałem niedawno na YouTube transmisję fragmentów pewnego spotkania na temat Krety, gdzie interlokutorzy wspominali o tej niewielkiej książeczce. Przypomniało mi się, że mam ją ukrytą gdzieś głęboko na swojej tzw. półce hańby, z pozycjami wydawniczymi nieustająco czekającymi na to, abym wreszcie je na przeczytał. Wspomniane w tytule pewne miasto to Rethimno, obecnie jedno z trzech największych skupisk ludności na Krecie, ale Pandelis Prevelakis, jeden z najwybitniejszych greckich pisarzy XX wieku, napisał swoją książkę w momencie, gdy po latach odwiedził miejsce swoich urodzin, zastając je chylące się ku kompletnej ruinie. Autor postanowił, więc wrócić do lat swojej młodości oraz czasów jeszcze wcześniejszych, aby opisać jedno z najpiękniejszych miast największej greckiej wyspy, które na przestrzeni wieków zarządzane było m. in. przez Wenecjan, Egipcjan czy Turków Osmańskich, aby wreszcie stać się, tak jak to jest do dziś, częścią Hellady. Jest to ujmująca i bardzo poetycka podróż wstecz do miejsc, zjawisk i ludzi, których już nie ma. Prévélakis opisuje tętniący życiem port, składy sukna, sklepy z egzotycznymi przyprawami oraz innymi luksusowymi towarami, warsztaty mistrzów zapomnianych rzemiosł, wspomina tureckie meczety i kawiarnie, inne nieistniejące już lub nadszarpnięte zębem czasu fragmenty miasta. Przywraca z odmętów zapomnienia takie postacie słynnych kupców nauczycieli, lekarzy, wspomina bajarzy, zajmujących gości karawanserajów i pijalni kawy swoimi niesamowitymi opowieściami, pisarzy tworzących listy lub urzędowe pisma dla niepiśmiennych obywateli, czy kościelnych malarzy tworzących freski i piszących ikony. Uzupełnieniem tego wydania tej niezwykle piękniej pod względem literackim historii jest przedmowa Janusza Strasburgera, który przełożył dzieło Prévélakis na język polski parę dziesięcioleci po jego powstaniu, a więc w latach siedemdziesiątych, kiedy to Rethimno powoli podnosi się z upadku oraz posłowie Bartosza Barszczewskiego, który wędruje ulicami współczesnego miasta, będącego jedną z ważnych atrakcji turystycznych Krety. Te trzy spojrzenia na to samo, a jednak zupełnie odmienne miejsce są bardzo interesujące, zwłaszcza dla tych, którym udało się spędzić tam, choć chwilę. Świetnie czytało mi się tę książkę, bo jest w niej podobny duch, jaki znam z twórczości Ivo Andricia, a szczególnie z jego genialnego moim zdaniem "Mostu na Drinie" czy opowiadań, takich jak "Przeklęte podwórze", "Most" i "Portret rodzinny", podobnie jak "Kronika pewnego miasta" przepełnionych melancholią za światem, może i niedoskonałym, ale po pewnymi względami wspanialszym niż nasz, który w czasach globalnej wioski już raczej nie wróci.
doogas77 - awatar doogas77
ocenił na 7 1 rok temu
Przedawnienie Jiří Březina
Przedawnienie
Jiří Březina
Akcję stanowi w zasadzie rozmowa głównego bohatera z politykiem, który brał kiedyś udział w niewyjaśnionym dochodzeniu. Jest to więc śledztwo w śledztwie, przy czym więcej śledztwa zawiera opowieść o śledztwie, niż właściwe śledztwo. Sama fabuła całkiem ciekawa. W toku powieści przewijają się różne poszlaki nakierowujące sprawę w odmienne strony. Rzeczy oczywiste w pewnym momencie przestają takie być. To mieszanie wyszło nawet nieźle. Dodatkowy smaczkiem jest klimat przemian ustrojowych oraz relacji czesko-niemieckich w trakcie i po zakończeniu II wojny światowej. Można liznąć odrobinę najnowszej historii naszych południowych sąsiadów. Niestety cała kryminalność blednie wobec faktu, że obaj rozmówcy właściwie dostali ostateczne wyjaśnienie na tacy. Trzeba przyznać, że musieli się wysilić, aby do tego doprowadzić, takie rozwiązanie nadal jednak uważam za rozczarowujące. Mocno podkreślany w opisie wątek polityczny również wypada słabo. Właściwie można go uznać za poboczny. W akapicie poświęconym marudzeniu zwrócę jeszcze uwagę, jak mało wyrazisty jest główny bohater. Przedstawiony został jako metalowiec, co mogło być ciekawym ubarwieniem fabuły, ale nie objawia się to w żaden istotny sposób. W sumie książka nawet mi się podobała. Ciężko jednak przejść obojętnie wobec wymienionych wyżej wad, ponieważ staje się ona przez nie drewniana. Jest zatem dobra, ale daleko jej do kryminałów z najwyższej półki. PS. Pochwalę się, że dość szybko odgadłem tożsamość zabójcy. Tropy wiodły w zupełnie inną stronę, ale nie ze mną te numery.
pszemeksz - awatar pszemeksz
ocenił na 6 1 rok temu
Dni króla Filip Florian
Dni króla
Filip Florian
W „Dniach króla” Filip Florian zaprasza nas do XIX-wiecznego Bukaresztu. Oto historia niemieckiego dentysty Josefa Straussa, który wraz ze swoim pacjentem, przyszłym królem Rumunii, księciem Karolem I, przybywa do stolicy, by leczyć zęby, politykować, no i kochać, albowiem obaj są mężczyznami w sile wieku i – czego i nie można ukrywać, bo to nic wstydliwego – mają swoje męskie potrzeby. I tak łączą się dwa główne wątki powieści – pierwszy skupia się na okresie wielkich przemian polityczno-społecznych, które swymi oświeconymi rządami wprowadził Hohenzollern (nadejdzie bowiem czas, gdy Rumunia stanie się państwem nowoczesnym, zaś jej nowy, ściągnięty tutaj nieco na siłę władca, symbolem postępu i narodowej dumy). Drugi nurt wiąże się z prywatnym życiem – zarówno Karola jak i pana doktora (Josef stał się powiernikiem władcy, wtajemniczonym w różne książęce namiętności, z których zawsze muszą się, nomen omen, rodzić kłopoty). Jest to zatem historia o miłości (w tym do serbskiej guwernantki), bo najbardziej zatwardziały kawaler wpadnie kiedyś w jej sidła (miłości, nie guwernantki), i nauce życia w nowym miejscu, nowym mieście, które staje się obrazem przemian i towarzyszem przemijającego życia sympatycznego Josefa. Bo kolejnym bohaterem jest Budapeszt - miasto kontrastów, architektoniczna mozaika i kulturowy tygiel. Są tu i pałace, a obok zapuszczone rudery, okryte biedą jak pajęczyną dzielnice. Strauss, bawidamek i osoba, które folguje własnym zachciankom, staje się mężczyzną, który kocha – a to zmienia w jego życiu wszystko. Pozostaje wierny swemu władcy (jakże ciekawy jest wątek tajemnic, które związały obu, zwłaszcza pewnego naparu z muchomora), a swe sekrety powierza tylko kocurowi, który przybył z nim z Berlina. I właśnie ów kot, Zygfryd (nie istnieje chyba bardziej niemieckie imię dla kota!), jest największą niespodzianką powieści Floriana – oddając mu głos, autor pozwala snuć historię kociego życia spędzonego na obitych skórą krzesłach Josefa. Choć pod wglądem tempa „Dni króla” nie są równe (mam wrażenie, że niekiedy Florian zamieniał powieść w faktograficzną wyliczankę miejsc, dat i wydarzeń, które dla fabuły były mglistym tłem), była to ciekawa przygoda z rumuńską literaturą. Wybrzmiewają w niej znajome słowiańskie nuty, doskonały humor i świetnie przyprawiona ironia. I mimo, że tematyka poważna (przyglądamy się przecież narodzinom niepodległego państwa), jest powieścią wciągającą, a poprzez swą wielowymiarowość (i złożoność różnonarodowych postaci), pozwalającą poczuć wyjątkowość tamtych lat, które Florian zgrabnie okrasił literacką fikcją. "Plusem dodatnim" są zamieszczone w tekście budapesztańskie fotografie w stylu retro. Przekład Radosławy Janowskiej-Lascar, okładka Pauliny Zielonej
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 4 miesiące temu

Cytaty z książki Pandemonium

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pandemonium