Powieść, która zostawiła we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony podobała mi się historia, ciepło bohaterów, ale też i ludzka wredność, i sposób, w jaki autor pokazuje życie w małym miasteczku, z jego codziennością, stagnacją i cichym dramatem.
Z drugiej, trudno nie zwrócić uwagi na język i sposób, w jaki Gilbert myśli o Arniem. Określenia, które padają (mam na myśli "przygłupa") dziś trochę kłują i budzą dyskomfort. Rozumiem, że to część kreacji bohatera i jego złości na swojego brata, ale książka czytana obecnie może miejscami uwierać.
Gilbert to chłopak rozdarty między obowiązkami a własnymi pragnieniami. Z jednej strony ciąży mu opieka nad rodziną, z drugiej – pragnie czegoś więcej, jakiejś zmiany. Arnie, matka, siostry – każdy z nich jest jego ciężarem, ale też powodem, by trwać. Czytając, często porównywałem książkę z filmem, co prawdopodobnie było błędem.
Ekranizacja wydaje mi się bardziej dramatyczna, bardziej chwytająca za serce, a Johnny Depp rzeczywiście świetnie oddaje postać Gilberta. Sama powieść jest spokojniejsza, bardziej kameralna, z większym naciskiem na codzienność i szczegóły życia bohaterów. To w sumie nie wada sama w sobie, jednak książka jest bardziej obyczajowa i chyba nie przedstawia problemu Gilberta jako problemu.
Powieść, która zostawiła we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony podobała mi się historia, ciepło bohaterów, ale też i ludzka wredność, i sposób, w jaki autor pokazuje życie w małym miasteczku, z jego codziennością, stagnacją i cichym dramatem.
Z drugiej, trudno nie zwrócić uwagi na język i sposób, w jaki Gilbert myśli o Arniem. Określenia, które padają (mam na myśli...
Tytułowy Gilbert Grape ma 24 lata i utknął w Endorze, małym miasteczku w stanie Iowa, gdzie jedną z niewielu atrakcji jest przyjeżdżające co roku wesołe miasteczko. Perspektywy na wyrwanie się rodzinnego miasteczka są nikłe. Ojciec Gilberta się powiesił, jego matka się roztyła do kolosalnych rozmiarów, a jego brat Arnie jest niepełnosprawny. Gilbert pracuje w sklepie spożywczym i jest jedynym żywicielem rodziny, nie licząc starszego rodzeństwa, które wyrwało się z Endory i od czasu do czasu przysyła czeki. Jednym z kluczowych momentów są 18. urodziny Arniego do których przygotowuje się cała rodzina. Opowieść dość powoli się rozkręca, ale im dalej tym jest lepiej.
Kilka lat temu obejrzałem film i po książkę sięgnąłem z ciekawości. I choć powieść jest dobra to jej adaptacja jest jeszcze lepsza, głównie dzięki bardzo dobrej roli Johnny'ego Deppa i genialnej Leonardo DiCaprio. Dość udanie udało się przenieść klimat książki, choć co nieco wygładzono i ugrzeczniono. To jedna z tych historii, które po przeniesieniu na ekran mogą tylko zyskać a niewiele stracić.
Tytułowy Gilbert Grape ma 24 lata i utknął w Endorze, małym miasteczku w stanie Iowa, gdzie jedną z niewielu atrakcji jest przyjeżdżające co roku wesołe miasteczko. Perspektywy na wyrwanie się rodzinnego miasteczka są nikłe. Ojciec Gilberta się powiesił, jego matka się roztyła do kolosalnych rozmiarów, a jego brat Arnie jest niepełnosprawny. Gilbert pracuje w sklepie...
Mocna, prawdziwa, świetna! Pokazuje upadek i odrodzenie rodziny i głównego bohatera. Dojrzewanie i przede wszystkim uświadomienie sobie, że to wszystko szare, niezmienne, nudne wokół jest bardzo ważne w życiu i że nie warto czasem gnać za niewiadomym, lecz trzeba doceniać to co się ma...
Mocna, prawdziwa, świetna! Pokazuje upadek i odrodzenie rodziny i głównego bohatera. Dojrzewanie i przede wszystkim uświadomienie sobie, że to wszystko szare, niezmienne, nudne wokół jest bardzo ważne w życiu i że nie warto czasem gnać za niewiadomym, lecz trzeba doceniać to co się ma...
Gilberta Grape'a gryzie wiele rzeczy, poczynając od rodziny po sytuację w jakiej się znalazł. Poznajemy myśli młodego człowieka, który utknął w małym amerykańskim mieście i nie ma perspektyw na zmianę swojego położenia. Praca w lokalnym sklepie tylko w niewielkim stopniu pozwala reperować domowy budżet, pożerany (dosłownie) przez roztytą matkę. Można mu współczuć, ale trudno poczuć do niego sympatię. Gilbert prawie nikogo, może poza Amy, nie traktuje przyjaźnie, a wiele osób wręcz nienawidzi. Wszystko nieco odmienia pojawienie się Becky, szesnastolatki (!) z Michigan. Mimo to, ta ciągła frustracja może psychicznie zmęczyć, ale i skłonić do zastanowienia, ile Gilberta jest w nas samych. Niektóre spostrzeżenia na temat Ameryki, które Peter Hedges włożył w myśli głównego bohatera, uważam za bardzo trafione.
Gilberta Grape'a gryzie wiele rzeczy, poczynając od rodziny po sytuację w jakiej się znalazł. Poznajemy myśli młodego człowieka, który utknął w małym amerykańskim mieście i nie ma perspektyw na zmianę swojego położenia. Praca w lokalnym sklepie tylko w niewielkim stopniu pozwala reperować domowy budżet, pożerany (dosłownie) przez roztytą matkę. Można mu współczuć, ale...
„Co gryzie Gilberta Grape'a?" to książka, którą kiedy zaczęłam czytać, czułam gdzieś z tyłu zapach palonej trawy przez słońce, uczucie końca wakacji i ostatnich ciepłych dni, choć bohaterom towarzyszył wielki upał.
Gilbert jest dwudziestoczteroletnim mężczyzną, mieszkającym ze swoimi siostrami, bratem i mamą. Nie prowadzi porywającego życia jest kimś dla którego każdy dzień jest w zasadzie podobnym, ale wszystko w jego życiu zmienia się, gdy w Endorze, w mieście, którego opis "to jak taniec, bez muzyki", pojawia się tajemnicza dziewczyna jaka zmienia poglądy Gilberta.
W tej historii nie ma wielkich aktów miłości romantycznej, miejscami to brutalna historia, ale czyż takie nie jest życie?
Gilbert jest w zasadzie jak każdy z nas, ma problemy i gubi się w nich, jednak tutaj autor nie skupia się na popularnym w liceum chłopaku, który opowiada nam o swoim porywającym życiu. Mamy tutaj postać, jaka zwykle nazywana jest kimś bezosobowym, bo nie posiadającym wielkiego hobby. Życie Gilberta to praca, dom, zajmowanie się niepełnosprawnym bratem i zapewnianie jedzenia i papierosów chorobliwie otyłej matce.
Miejscami autentycznie miałam dość tej książki, uważałam ją za mozolną, irytującą, ale teraz wiem, że była ona prawdziwa. Bo pokazała prawdziwego chłopaka, jakiego życia autor nie chciał kolorować, tylko nadał prawdziwy grafitowy szkic. W ten czy inny sposób, pokazał istotę życia, pokazał jakie jest naprawdę życie.
„Co gryzie Gilberta Grape'a?" to książka, którą kiedy zaczęłam czytać, czułam gdzieś z tyłu zapach palonej trawy przez słońce, uczucie końca wakacji i ostatnich ciepłych dni, choć bohaterom towarzyszył wielki upał.
Gilbert jest dwudziestoczteroletnim mężczyzną, mieszkającym ze swoimi siostrami, bratem i mamą. Nie prowadzi porywającego życia jest kimś dla którego każdy...
Faktycznie ta książka zostanie ze mną na długo, historia Gilberta i jego rodziny nie jest znowu aż tak inna od historii rodzin w których my sami żyjemy. Okazuje się, że każdy z nas walcy ze zniechęciem, nienawiścią, bezsensem i wieloma innymi uczuciami, odczuciami i emocjami.
Ta książka jest po prostu prawdziwa. Polecam
Faktycznie ta książka zostanie ze mną na długo, historia Gilberta i jego rodziny nie jest znowu aż tak inna od historii rodzin w których my sami żyjemy. Okazuje się, że każdy z nas walcy ze zniechęciem, nienawiścią, bezsensem i wieloma innymi uczuciami, odczuciami i emocjami.
Ta książka jest po prostu prawdziwa. Polecam
Film obejrzałam wiele lat temu i teraz widzę, że był mocno ugrzeczniony. Gilbert nie był aż takim dupkiem, upośledzony brat zaślinioną szkaradą, a sióstr w ogóle nie zapamiętałam.
Każda strona książki niemal ocieka beznadzieją, monotonią i brakiem perspektyw na lepszą przyszłość. Nieco przyciężkie do czytania, ale dość realnie przedstawione zostały zachowania każdego z członków rodziny (oraz kilku innych osób), niestety odniosłam wrażenie, że postacie wypadły płytko - każdego można opisać już w kilku słowach, bo więcej się o nich nie dowiadujemy.
Fabuła była o tyle ciekawa, póki nie pojawiła się "piękna tajemnicza dziewczyna", która z miejsca stała się obiektem pożądania miejscowych samców. Gloryfikowana pseudofilozofka, za którą jak stalker podążał Gilbert, nawet wtedy, gdy dowiedział się, że dziewczyna ma 15 lat...
Film obejrzałam wiele lat temu i teraz widzę, że był mocno ugrzeczniony. Gilbert nie był aż takim dupkiem, upośledzony brat zaślinioną szkaradą, a sióstr w ogóle nie zapamiętałam.
Każda strona książki niemal ocieka beznadzieją, monotonią i brakiem perspektyw na lepszą przyszłość. Nieco przyciężkie do czytania, ale dość realnie przedstawione zostały zachowania każdego z...
Ciężko być 20-parolatkiem żyjącym w małym miasteczku bez perspektyw na lepsze życie a przy tym obarczonym daleką od wymarzonej rodziną (upośledzony brat, otyła matka nie opuszczająca domu od samobójczej śmierci męża i nieszczęśliwe siostry). Wzruszająco, ale I z humorem o stawianiu czoła codziennym przeciwnościom.
Ciężko być 20-parolatkiem żyjącym w małym miasteczku bez perspektyw na lepsze życie a przy tym obarczonym daleką od wymarzonej rodziną (upośledzony brat, otyła matka nie opuszczająca domu od samobójczej śmierci męża i nieszczęśliwe siostry). Wzruszająco, ale I z humorem o stawianiu czoła codziennym przeciwnościom.
Obyczajówki to nie moja bajka, ale, kurcze, jak to się dobrze czytało! Jestem w szoku.
Dla mnie konkluzją tej książki będzie stwierdzenie, że wszyscy jesteśmy trochę Gilbertami i... wszyscy się kurczymy (mniej lub bardziej).
Obyczajówki to nie moja bajka, ale, kurcze, jak to się dobrze czytało! Jestem w szoku.
Dla mnie konkluzją tej książki będzie stwierdzenie, że wszyscy jesteśmy trochę Gilbertami i... wszyscy się kurczymy (mniej lub bardziej).
Trudno napisać mi coś więcej o tej książce, do teraz ją przeżywam. Chyba każdy z nas jest po trochu Gilbertem. Choć byłby lepiej, gdyby jednak to nie była prawda..
Trudno napisać mi coś więcej o tej książce, do teraz ją przeżywam. Chyba każdy z nas jest po trochu Gilbertem. Choć byłby lepiej, gdyby jednak to nie była prawda..
Już jakiś czas temu widziałem ekranizację tej książki z wybitną rolą Leonardo Dicaprio, teraz przyszedł czas na książke.
Autor opowiada nam historię rodziny Grape'ów. Poznajemy losy czwórki rodzeństwa- dwóch córek, dwóch synów (w tym jednego opóźnionego w rozwoju), oraz matki, która pochłania bez opamiętania jedzenie rozpasając się do monstrualnych rozmiarów.
Ta książka to typowa powieść obyczajowa, która wpisała się do kanonu gatunku. Nie zestawiałbym jej w jednym szeregu z klasykami Steinbecka, jednakże trzyma bardzo dobry poziom, warto przeczytać.
Już jakiś czas temu widziałem ekranizację tej książki z wybitną rolą Leonardo Dicaprio, teraz przyszedł czas na książke.
Autor opowiada nam historię rodziny Grape'ów. Poznajemy losy czwórki rodzeństwa- dwóch córek, dwóch synów (w tym jednego opóźnionego w rozwoju), oraz matki, która pochłania bez opamiętania jedzenie rozpasając się do monstrualnych rozmiarów.
Ta książka to...
Już dawno oglądałem świetną ekranizację w doborowej obsadzie,z popisową rolą Leonardo Di Caprio.Jednak dopiero ostatnio odkryłem,że jest też powieść,którą czym prędzej wypożyczyłem.Jestem miłośnikiem dramatów obyczajowych,to jeden z moich ulubionych gatunków.Ta powieść przerosła moje oczekiwania,to doprawdy wybitny debiut Petera Hedges`a.Historia rodziny Grape`ów,którzy mieszkają w zapyziałym miasteczku w stanie Iowa,gdzie psy szczekają dupami,nie ma żadnych rozrywek,perspektyw,każdy młody człowiek z odrobiną ambicji ucieka stamtąd gdzie pieprz rośnie.Jednak Gilbert Grape nie mógł sobie pozwolić na luksus ucieczki,jak to uczynił jego starszy brat.Czuje się on odpowiedzialny za swoją rodzinę i mimo złości,bezsilności i nienawiści,które nim miotają,nie opuszcza bliskich.Bohater pochodzi z wielodzietnej rodziny,ojciec powiesił się wiele lat temu,matka od lat nie wychodzi z domu i przypomina potężne,roztyte monstrum,które tylko pochłania tony jedzenia i głośno chrapie.Jednak największy problem stanowi upośledzony brat,który zbliża się do pełnoletności,a ma umysł pięciolatka,wymaga stałej opieki,pilnowania,ma ogromne problemy z higieną.Obowiązki domowe spoczywają na starszej siostrze,która pomału upodabnia się do matki,jest jeszcze młodsza siostra,typowa nastolatka z muchami w nosie.Gilbert przeżywa nieustanne rozterki i ma poczucie zmarnowanego życia.Głównym motywem powieści jest nadchodząca osiemnastka chorego brata,która ma się okazać przełomem w życiu rodziny.Fabuła była prosta,ale przy tym niezwykle ciekawa.Narracja pierwszoosobowa pozwala dokładnie poznać wszystkie myśli i uczucia Gilberta,świetna psychologia postaci.Ciekawym wątkiem była postać Becky,piętnastolatki,która spędzała w miasteczku wakacje i bardzo odmieniła spojrzenie na świat bohatera.Klimat małomiasteczkowy pozwala czytelnikowi odpłynąć myślami,przenieść się w inny wymiar.W książce było zarówno trochę humoru,egzystencjonalizmu i refleksji.Fani powieści sensacyjnych nie mają tu zupełnie czego szukać.Za to jak ktoś kocha dobrą,amerykańską literaturę,to czym prędzej powinien to sprawdzić.Wspaniale spędzony czas,przeczytałem jednym tchem,poruszyła mnie ta historia.
Już dawno oglądałem świetną ekranizację w doborowej obsadzie,z popisową rolą Leonardo Di Caprio.Jednak dopiero ostatnio odkryłem,że jest też powieść,którą czym prędzej wypożyczyłem.Jestem miłośnikiem dramatów obyczajowych,to jeden z moich ulubionych gatunków.Ta powieść przerosła moje oczekiwania,to doprawdy wybitny debiut Petera Hedges`a.Historia rodziny Grape`ów,którzy...
„Co gryzie Gilberta Grape’a?” to wnikliwa, ironiczna, ale i bardzo melancholijna analiza pewnego wycinka rzeczywistości z perspektywy jej klasycznego przedstawiciela, czyli tytułowego Gilberta. To chłopak, jakich wielu. Ma dwadzieścia parę lat i jest zniewolony przez zardzewiałe łańcuchy zwykłej, nijakiej do bólu codzienności, gdzie wszyscy na siłę próbują się odnaleźć oprócz wchodzącego w dorosłość Arniego, który jest szczęśliwy, bo łaskawy Pan Bóg obdarzył go umysłową niepełnosprawnością. Gilbert zdaje się być jedyną osobą, która ma odwagę, aby nam o tym opowiedzieć bez ogródek, choć swoje myśli zostawia tylko dla nas, podczas gdy on sam odgrywa swoją rolę razem z innymi pacynkami zgodnie z wymogami Endory w stanie Iowa.
Słowami Gilberta autor nie ukrywa przed nami, że jest to Ameryka daleka od bajerów wielkiej cywilizacji znanej nam z kolorowych ekranów. Również legendarny American Dream podlega tu weryfikacji, a raczej bezlitosnej destrukcji pod ciężarem kapitalizmu oraz wspomnianej wyżej codzienności. Sytuacja dobrze znana w latach 90-tych, jak i teraz, gdzie w wielu podobnych mieścinach zalatuje pustynią. Losy bohaterów, ich wnętrza są więc raczej smutne, co autor sprytnie podkreślił wrzucając do Endory tajemniczą, egzotyczną wręcz Becky, która naszemu Gilbertowi mąci w głowie. Nic zatem dziwnego w tym, że marzy on tylko o jednym: o ucieczce.
Ale ta ucieczka wbrew pozorom jest czymś szalenie trudnym dla młodego Gilberta. Z jednej strony bez oporów mówi nam, jaka to parszywa dziura ta Endora, jak to on nienawidzi własnej rodziny (zwłaszcza otyłej matki), ale... No właśnie to jedno, krótkie „ale” sprawia, że ten Gilberta jest tak wyjątkową postacią. Nie chcę zdradzać szczegółów, więc powiem tylko, że ja lubię gościa, rozumiem go i jest on bodaj najbardziej rzeczywistym bohaterem literackim, z jakim kiedykolwiek się spotkałem. Peterowi Hedgesowi należy się za to wielkie uznanie.
Problemem powieści jest natomiast forma. Oszczędna, nawet aż za bardzo momentami. W dodatku narracja prowadzona jest w czasie teraźniejszym, nie wszyscy lubią taki styl. Owszem, czyta się to błyskawicznie, ale w zamian zamiast pełnoprawnej powieści dostaje się tzw. efekt scenariusza filmowego. Inaczej mówiąc, John Irving mógłby to napisać lepiej, choć to już raczej kwestia indywidualnych upodobań.
„Co gryzie Gilberta Grape’a?” to wnikliwa, ironiczna, ale i bardzo melancholijna analiza pewnego wycinka rzeczywistości z perspektywy jej klasycznego przedstawiciela, czyli tytułowego Gilberta. To chłopak, jakich wielu. Ma dwadzieścia parę lat i jest zniewolony przez zardzewiałe łańcuchy zwykłej, nijakiej do bólu codzienności, gdzie wszyscy na siłę próbują się odnaleźć...
"Co gryzie Gilberta Grape'a" to książka niesłychanie szczera. Wielu z nas czuje nienawiść do swoich rodzin i swoich miasteczek, dzielnic, ulic, ale trzymamy to w sobie tak, jak to robi Gilbert Grape. Dopiero przed czytelnikiem się ten chłopak otwiera i czasami nie lubię go za te jego poglądy ani za to, co czasami robi, ale to dobrze, bo taka sytuacja daje bohaterowi pole do rehabilitacji, co dzieje się zwłaszcza w kwestiach związanych z niepełnosprawnym Arnie'm. Dzięki temu jest ten Gilbert bardziej żywy i prawdziwy. To bez wątpienia największe osiągnięcie w tej powieści.
Poza tym strasznie dziwaczna książka, hehe. Wygląda na bardzo prostą, ale czasami panuje tam nieporządek. Wiele scen jest kompletnie o niczym i stanowi swego typu zapchaj dziurę, która niepotrzebnie pogrubia książkę. W niektórych sytuacjach bierze też udział całkiem sporo postaci, podczas gdy samego tekstu pozostaje jak na lekarstwo. Może nie byłby to dla mnie problem, gdyby dialogi bohaterów jakoś się od siebie różniły, ale tak nie jest. Wszystkie postacie mówią tak samo. Rozumiem, że historię opowiada nam Gilbert, prosty chłopak z Iowa, i nie musi on "wchodzić w rolę" każdego z bohaterów, ale ta zachowawczość nie służy powieści. Mam wrażenie, że z wielkim trudem byłabym w stanie sobie tych ludzi wyobrazić, gdyby nie film, który pamiętam dość dobrze. Za każdym razem, gdy pojawiała się Becky, czy Arnie widziałam twarze aktorów. To nie jest dobry sygnał.
Mam też poważny problem z zakończeniem, które jest trochę bez konkluzji. Płonie dom. Gilbert nienawidził go i co teraz? No właśnie. Nie ma żadnych przesłanek, aby sobie tu cokolwiek dopowiedzieć. Można powiedzieć, że wreszcie Gilbert będzie mógł z czystym sumieniem wyjechać z miasta, ale czy na pewno? Może właśnie ta sytuacja go jeszcze bardziej zniewoli, bo w końcu pozostali członkowie rodziny muszą gdzieś mieszkać. Trzeba wybudować nowy dom i Gilbert, jak go dobrze rozumiem, nie zostawi ich z tym problemem. Na pewno nie zostawi brata Arniego, którego kocha i to się czuje w powieści. W filmie, gdzie Hedges był scenarzystą, zakończenie zostało wyklarowane (Gilbert i Arnie wyjeżdżają razem z Becky), co tylko podkreśla, jak istotne zaniedbanie jest w to w książce.
"Co gryzie Gilberta Grape'a" to książka niesłychanie szczera. Wielu z nas czuje nienawiść do swoich rodzin i swoich miasteczek, dzielnic, ulic, ale trzymamy to w sobie tak, jak to robi Gilbert Grape. Dopiero przed czytelnikiem się ten chłopak otwiera i czasami nie lubię go za te jego poglądy ani za to, co czasami robi, ale to dobrze, bo taka sytuacja daje bohaterowi pole do...
Dlaczego ja nie przeczytałam tego wcześniej. Czy ktoś jeszcze tak potrafi pisać? To pytanie w zasadzie jest zarzutem odnośnie popularyzowanej literatury, nie chodzi o gatunek kryminału, który kocham i którego zawsze będę bronić, czy powieści obyczajowych a w zasadzie romansowych, to kwestia uzmysłowienia sobie, czym jest kunszt literacki. Czy dzisiejsi pisarze zastanawiają się nad każdym zdaniem, czy dopieszczają je odpowiednio pod względem formy, stylu, dopasowania do fabuły? Nie wiem, jak przebiega proces literacki u Hedgesa, być może jest natchniony i stworzenie takiej książki przyszło mu z łatwością, jednak wiedząc cokolwiek o pisarstwie śmiem twierdzić, że to efekt naprawdę wielkiego trudu włożonego w wydanie prozy tak wielkiego lotu, że zdecydowanie nie trzeba się go wstydzić. To jest jednocześnie kawał tak dobrej literatury, że gdybym chciała w ogóle myśleć o beletrystyce, wstydziłabym się chwycić za pióro w obliczu zetknięcia z czymś tak niesamowicie wybitnym. Być może to efekt pewnego rodzaju fascynacji tymi rejonami Ameryki Północnej, których realia są twarde, życie trudne a losy jednostki w małym miasteczku przewidywalne i znane wszystkim (co akurat jest uniwersalne dla społeczności z terenów o małym zaludnieniu, jak przypuszczam), być może to urok samego bohatera, Gilberta Grape'a. Wydarzenia toczą się niespiesznie w krótkim czasie, a to niemal odyseja młodości i niespełnionych marzeń, na dodatek zawiera zakończenie otwarte (za którym nie przepadam), co w tym przypadku jest dobrym rozwiązaniem. Odświeżająca lektura, pozwala odetchnąć od prozy życia i nadaje sens czytelniczemu bytowi.
Coś naprawdę porywającego, w sam raz na kolejny rok z tym portalem i ludźmi, którzy wiedzą, że kultura to dobro (Freuda dziś zostawmy w spokoju) <3 Nie mogłam napisać nic lepszego w lepszy sposób, aby spróbować wyrazić wszystkie emocje, jakie wyzwoliło we mnie to literackie dzieło.
Film przede mną, a ponieważ wiem, że Depp, że DiCaprio, że Lewis (wiem, że będzie świetna, poniekąd tak wyobrażałam sobie bohaterów, nie licząc Leo jako Arniego, bo to odstępstwo, ale nie ma wielkiego znaczenia), już zastanawiałam się nad remakiem, jak dziś zostałaby przedstawiona Bonnie w kontekście tych reality show i kto by ją zagrał,bo nazwisk jest kilka do wyboru.
Oby każdy z Was, a wiecie, że piszę to do każdego z tych obecnych ze mną w tej przestrzeni od dłuższego czasu, miał okazję trafić na tak mocny tekst w tym roku :D potraktujcie to jako noworoczne wyzwanie, ave xp
Dlaczego ja nie przeczytałam tego wcześniej. Czy ktoś jeszcze tak potrafi pisać? To pytanie w zasadzie jest zarzutem odnośnie popularyzowanej literatury, nie chodzi o gatunek kryminału, który kocham i którego zawsze będę bronić, czy powieści obyczajowych a w zasadzie romansowych, to kwestia uzmysłowienia sobie, czym jest kunszt literacki. Czy dzisiejsi pisarze zastanawiają...
Jest to książka na pozór dziwaczna, przynajmniej ja tak na początku myślałam. " Tort" na okładce tylko mnie w tym upewnił. Jednak gdy zaczęłam ją czytać porwała mnie całkowicie. Ma w sobie coś niezwykłego, co trudno ubrać w słowa. Porusza dogłębnie, a przecież to tylko historia o dziwacznej rodzinie...
Jest to książka na pozór dziwaczna, przynajmniej ja tak na początku myślałam. " Tort" na okładce tylko mnie w tym upewnił. Jednak gdy zaczęłam ją czytać porwała mnie całkowicie. Ma w sobie coś niezwykłego, co trudno ubrać w słowa. Porusza dogłębnie, a przecież to tylko historia o dziwacznej rodzinie...
Jeśli ktoś czuje się przygnębiony obowiązkami życia codziennego i jeśli komuś wydaje się, że ciągle ma pod górkę i nic mu się nie udaje powinien sięgnąć po książkę 'Co gryzie Gilberta Grape'a'
Gilbert to człowiek to człowiek zmęczony życiem, zmarnowany i nieszczęśliwy. W dodatku musi zajmować się upośledzonym bratem a także znosić humory otyłej mamy. Kto by tak chciał - lub raczej kto by to wytrzymał?
Czytając tę książkę ani przez chwilę nie przypuszczałam, że aż tak mnie porwie, lecz przede wszystkim, że zmusi do refleksji na temat ludzkiej egzystencji i w ogóle życia. Dała mi głęboko do myślenia.
Prawdziwy ukłon składam w stronę autora. Stworzył wspaniałą, lekko melancholijną książkę. Wykreował niezwykłych bohaterów, każdy z nich jest inny,ale odgrywa ważną rolę. Ukazał małomiasteczkowy klimat, jego specyfikę i wpływ na ludzi.
W tej książce znajduję się wszystko - radość, gniew, smutek, wzruszenia i humor - niejednokrotnie się uśmiałam a mnie niezwykle ciężko jest jakkolwiek rozbawić.:)
Jeśli ktoś czuje się przygnębiony obowiązkami życia codziennego i jeśli komuś wydaje się, że ciągle ma pod górkę i nic mu się nie udaje powinien sięgnąć po książkę 'Co gryzie Gilberta Grape'a'
Gilbert to człowiek to człowiek zmęczony życiem, zmarnowany i nieszczęśliwy. W dodatku musi zajmować się upośledzonym bratem a także znosić humory otyłej mamy. Kto by tak chciał -...
Gilbert rozbił jajka w sklepie, pozorując wypadek. Szef dał mu wolne. hmmmm?
Co by się działo gdyby Gilbert musiałby zostać w sklepie z tymi jajami?
Jajo to taki symbol życia a on je bezmyślnie rozbił. Nie, ze później wytarł szmatą a skorupki pozbierał rękami - załatwia sprawę. Tu rodzi się filozoficzna myśl nad kruchością naszego bytu tu na ziemi.
Świat jest niesprawiedliwy i cierpią tylko najsłabsi w tym wypadki kurze dziecię, na wpół pisklę na wpół smażona jajecznica podawana z kruchym( o ironio) bekonem.
Gilbert od tego momentu już nie jest taki sam.
Żyję z poczuciem winy, potęgowanym przez dobroć szefa.
Czy polecam książkę? tak jeśli masz sumienie przeczytaj ją.
Gilbert rozbił jajka w sklepie, pozorując wypadek. Szef dał mu wolne. hmmmm?
Co by się działo gdyby Gilbert musiałby zostać w sklepie z tymi jajami?
Jajo to taki symbol życia a on je bezmyślnie rozbił. Nie, ze później wytarł szmatą a skorupki pozbierał rękami - załatwia sprawę. Tu rodzi się filozoficzna myśl nad kruchością naszego bytu tu na ziemi.
Świat jest...
Ostrzegam: Becky na początku trochę wkurza. Ale później po prostu trzeba przyzwyczaić się do tego, że ta postać jest jakby z innego świata.
Bo świat powieści to małomiasteczkowa rzeczywistość, w której swoją opowieść snuje tytułowy jej bohater. Opowieść ta jest, najprościej i najogólniej mówiąc, szczera - nieraz zabawna, bo uwagi Gilberta są niezwykle trafne, ale głównie bardzo przygnębiająca, przez co czytanie było miejscami wręcz bolesne. Książka zdecydowanie lepiej niż film oddaje emocje bohatera (tutaj czytelnik naprawdę dowiaduje się, co gryzie Gilberta Grape'a) i jest bardzo wciągająca - bez przerwy chce się czytać.
Po raz kolejny zaskoczona jestem, jak niektórzy czytelnicy wyrazili swoje zniesmaczenie pewnymi scenami w tej powieści (tak samo zdziwiły mnie reakcje na "Buszującego w zbożu"), więc jeśli kogoś gorszy, jak bohater pluje sobie na dłoń, żeby... domyślcie się, po co... to nie wiem, skąd popularność pewnej serii.
Jeśli podobała Ci się powieść "Co gryzie Gilberta Grape'a", sięgnij po:
- "Ostatni seans filmowy" (autor: L. McMurtry),
- moje ukochane "Texasville" (też L. McMurtry)
- oraz "The Catcher in the Rye" (autor: J. D. Salinger).
"Mam ochotę powiedzieć: może nie powinnaś w ogóle się urodzić, Ellen. Wiem jednak, że życie to niczyja wina. Są tacy, którzy mówią, że rodzimy się z własnego wyboru, na własną prośbę, która jest spełniana, i że lądujemy na tej planecie, bo chcemy żyć. Ja tak nie myślę. To wszystko kwestia przypadku. Niektórzy ludzie rzeczywiście bardzo pragną żyć, ale inni po prostu starają się jakoś dotrwać do końca całej tej afery zwanej życiem".
Ta książka mnie zmiażdżyła. I nie wiem, jak się pozbieram.
Ostrzegam: Becky na początku trochę wkurza. Ale później po prostu trzeba przyzwyczaić się do tego, że ta postać jest jakby z innego świata.
Bo świat powieści to małomiasteczkowa rzeczywistość, w której swoją opowieść snuje tytułowy jej bohater. Opowieść ta jest, najprościej i najogólniej mówiąc, szczera - nieraz zabawna, bo uwagi Gilberta są niezwykle trafne, ale głównie...
"Gilbert się kurczy" i z dnia na dzień jest go coraz mniej.
Gryzie go i podgryza najbliższe otoczenie. Brat, siostry, matka, koledzy, praca, miasteczko w którym mieszka...wszyscy systematycznie nadgryzają Gilberta.
I jak tu być sobą, spełniać swoje pragnienia i być szczęśliwym.
A może szczęście jest tuż obok, zasypane stertą nienawiści, niechęci i negacji. I czy Gilbert się kurczy, bo sam siebie gryzie, od środka...
Poruszająca opowieść o zwykłym życiu zdumiewającej rodziny.
Z poczuciem humoru, lekkością, daleka od banału i przejaskrawienia.
"Gilbert się kurczy" i z dnia na dzień jest go coraz mniej.
Gryzie go i podgryza najbliższe otoczenie. Brat, siostry, matka, koledzy, praca, miasteczko w którym mieszka...wszyscy systematycznie nadgryzają Gilberta.
I jak tu być sobą, spełniać swoje pragnienia i być szczęśliwym.
A może szczęście jest tuż obok, zasypane stertą nienawiści, niechęci i negacji. I czy Gilbert...
W przyjemny sposób opowiedziana historia z małego miasteczka - czasem zabawna, czasem wzruszająca, czyta się dość szybko, ale nie zapadła mi wyjątkowo w pamięć.
W przyjemny sposób opowiedziana historia z małego miasteczka - czasem zabawna, czasem wzruszająca, czyta się dość szybko, ale nie zapadła mi wyjątkowo w pamięć.
Kawałek świetnej historii o poszukiwaniu własnej tożsamości osoby zawieszonej między powinnością a marzeniami. Szczególnie rekomenduję tę opowieść ludziom młodym, a także tym wciąż rozglądającym się za swoim miejscem w świecie.
Autor obarczył każdego z swych bohaterów mniejszymi lub większymi problemami, które wiążą się w sposób ścisły z ich indywidualnymi historiami. Znajdziemy tu typowe bolączki wieku dorastania, kwestie związane z buntem, samotnością, wyobcowaniem, niezrozumieniem. Próbę zmierzenia się z demonami przeszłości i niepewną przyszłością. Nie pominięto wątków traktujących o miłości, przyjaźni, zdradzie oraz głębokiej niechęci. Skończyć tę wyliczankę można na sygnalizacji trudności powiązanych z ułomnościami ludzkiego ciała i próbie ukazania, w jaki sposób mogą one rzutować na losy nie tylko osób nimi dotkniętych, ale i ich najbliższych. Hedges traktuje o poważnych problemach, ale nie próbuje epatować przy tym patetyzmem – wręcz przeciwnie. Autor nie stroni od elementów humorystycznych, jednocześnie nie przekracza granicy dobrego smaku. W konsekwencji snuje słodko-gorzką opowieść, która na pewno jest bliska wielu czytelnikom - nie trudno mi sobie wyobrazić, że w tej historii można znaleźć także pierwiastek samego siebie.
Poważna problematyka, przystępna forma i spora dawka emocji – nie tylko dla fanów dramatów i tych poszukujących wzruszeń.
Kawałek świetnej historii o poszukiwaniu własnej tożsamości osoby zawieszonej między powinnością a marzeniami. Szczególnie rekomenduję tę opowieść ludziom młodym, a także tym wciąż rozglądającym się za swoim miejscem w świecie.
Autor obarczył każdego z swych bohaterów mniejszymi lub większymi problemami, które wiążą się w sposób ścisły z ich indywidualnymi historiami....
Piękna opowieść o samotności i ranach na duszy.
Piękna opowieść o samotności i ranach na duszy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść, która zostawiła we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony podobała mi się historia, ciepło bohaterów, ale też i ludzka wredność, i sposób, w jaki autor pokazuje życie w małym miasteczku, z jego codziennością, stagnacją i cichym dramatem.
Z drugiej, trudno nie zwrócić uwagi na język i sposób, w jaki Gilbert myśli o Arniem. Określenia, które padają (mam na myśli "przygłupa") dziś trochę kłują i budzą dyskomfort. Rozumiem, że to część kreacji bohatera i jego złości na swojego brata, ale książka czytana obecnie może miejscami uwierać.
Gilbert to chłopak rozdarty między obowiązkami a własnymi pragnieniami. Z jednej strony ciąży mu opieka nad rodziną, z drugiej – pragnie czegoś więcej, jakiejś zmiany. Arnie, matka, siostry – każdy z nich jest jego ciężarem, ale też powodem, by trwać. Czytając, często porównywałem książkę z filmem, co prawdopodobnie było błędem.
Ekranizacja wydaje mi się bardziej dramatyczna, bardziej chwytająca za serce, a Johnny Depp rzeczywiście świetnie oddaje postać Gilberta. Sama powieść jest spokojniejsza, bardziej kameralna, z większym naciskiem na codzienność i szczegóły życia bohaterów. To w sumie nie wada sama w sobie, jednak książka jest bardziej obyczajowa i chyba nie przedstawia problemu Gilberta jako problemu.
Powieść, która zostawiła we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony podobała mi się historia, ciepło bohaterów, ale też i ludzka wredność, i sposób, w jaki autor pokazuje życie w małym miasteczku, z jego codziennością, stagnacją i cichym dramatem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ drugiej, trudno nie zwrócić uwagi na język i sposób, w jaki Gilbert myśli o Arniem. Określenia, które padają (mam na myśli...
Tytułowy Gilbert Grape ma 24 lata i utknął w Endorze, małym miasteczku w stanie Iowa, gdzie jedną z niewielu atrakcji jest przyjeżdżające co roku wesołe miasteczko. Perspektywy na wyrwanie się rodzinnego miasteczka są nikłe. Ojciec Gilberta się powiesił, jego matka się roztyła do kolosalnych rozmiarów, a jego brat Arnie jest niepełnosprawny. Gilbert pracuje w sklepie spożywczym i jest jedynym żywicielem rodziny, nie licząc starszego rodzeństwa, które wyrwało się z Endory i od czasu do czasu przysyła czeki. Jednym z kluczowych momentów są 18. urodziny Arniego do których przygotowuje się cała rodzina. Opowieść dość powoli się rozkręca, ale im dalej tym jest lepiej.
Kilka lat temu obejrzałem film i po książkę sięgnąłem z ciekawości. I choć powieść jest dobra to jej adaptacja jest jeszcze lepsza, głównie dzięki bardzo dobrej roli Johnny'ego Deppa i genialnej Leonardo DiCaprio. Dość udanie udało się przenieść klimat książki, choć co nieco wygładzono i ugrzeczniono. To jedna z tych historii, które po przeniesieniu na ekran mogą tylko zyskać a niewiele stracić.
Tytułowy Gilbert Grape ma 24 lata i utknął w Endorze, małym miasteczku w stanie Iowa, gdzie jedną z niewielu atrakcji jest przyjeżdżające co roku wesołe miasteczko. Perspektywy na wyrwanie się rodzinnego miasteczka są nikłe. Ojciec Gilberta się powiesił, jego matka się roztyła do kolosalnych rozmiarów, a jego brat Arnie jest niepełnosprawny. Gilbert pracuje w sklepie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMocna, prawdziwa, świetna! Pokazuje upadek i odrodzenie rodziny i głównego bohatera. Dojrzewanie i przede wszystkim uświadomienie sobie, że to wszystko szare, niezmienne, nudne wokół jest bardzo ważne w życiu i że nie warto czasem gnać za niewiadomym, lecz trzeba doceniać to co się ma...
Mocna, prawdziwa, świetna! Pokazuje upadek i odrodzenie rodziny i głównego bohatera. Dojrzewanie i przede wszystkim uświadomienie sobie, że to wszystko szare, niezmienne, nudne wokół jest bardzo ważne w życiu i że nie warto czasem gnać za niewiadomym, lecz trzeba doceniać to co się ma...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGilberta Grape'a gryzie wiele rzeczy, poczynając od rodziny po sytuację w jakiej się znalazł. Poznajemy myśli młodego człowieka, który utknął w małym amerykańskim mieście i nie ma perspektyw na zmianę swojego położenia. Praca w lokalnym sklepie tylko w niewielkim stopniu pozwala reperować domowy budżet, pożerany (dosłownie) przez roztytą matkę. Można mu współczuć, ale trudno poczuć do niego sympatię. Gilbert prawie nikogo, może poza Amy, nie traktuje przyjaźnie, a wiele osób wręcz nienawidzi. Wszystko nieco odmienia pojawienie się Becky, szesnastolatki (!) z Michigan. Mimo to, ta ciągła frustracja może psychicznie zmęczyć, ale i skłonić do zastanowienia, ile Gilberta jest w nas samych. Niektóre spostrzeżenia na temat Ameryki, które Peter Hedges włożył w myśli głównego bohatera, uważam za bardzo trafione.
Gilberta Grape'a gryzie wiele rzeczy, poczynając od rodziny po sytuację w jakiej się znalazł. Poznajemy myśli młodego człowieka, który utknął w małym amerykańskim mieście i nie ma perspektyw na zmianę swojego położenia. Praca w lokalnym sklepie tylko w niewielkim stopniu pozwala reperować domowy budżet, pożerany (dosłownie) przez roztytą matkę. Można mu współczuć, ale...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Co gryzie Gilberta Grape'a?" to książka, którą kiedy zaczęłam czytać, czułam gdzieś z tyłu zapach palonej trawy przez słońce, uczucie końca wakacji i ostatnich ciepłych dni, choć bohaterom towarzyszył wielki upał.
Gilbert jest dwudziestoczteroletnim mężczyzną, mieszkającym ze swoimi siostrami, bratem i mamą. Nie prowadzi porywającego życia jest kimś dla którego każdy dzień jest w zasadzie podobnym, ale wszystko w jego życiu zmienia się, gdy w Endorze, w mieście, którego opis "to jak taniec, bez muzyki", pojawia się tajemnicza dziewczyna jaka zmienia poglądy Gilberta.
W tej historii nie ma wielkich aktów miłości romantycznej, miejscami to brutalna historia, ale czyż takie nie jest życie?
Gilbert jest w zasadzie jak każdy z nas, ma problemy i gubi się w nich, jednak tutaj autor nie skupia się na popularnym w liceum chłopaku, który opowiada nam o swoim porywającym życiu. Mamy tutaj postać, jaka zwykle nazywana jest kimś bezosobowym, bo nie posiadającym wielkiego hobby. Życie Gilberta to praca, dom, zajmowanie się niepełnosprawnym bratem i zapewnianie jedzenia i papierosów chorobliwie otyłej matce.
Miejscami autentycznie miałam dość tej książki, uważałam ją za mozolną, irytującą, ale teraz wiem, że była ona prawdziwa. Bo pokazała prawdziwego chłopaka, jakiego życia autor nie chciał kolorować, tylko nadał prawdziwy grafitowy szkic. W ten czy inny sposób, pokazał istotę życia, pokazał jakie jest naprawdę życie.
„Co gryzie Gilberta Grape'a?" to książka, którą kiedy zaczęłam czytać, czułam gdzieś z tyłu zapach palonej trawy przez słońce, uczucie końca wakacji i ostatnich ciepłych dni, choć bohaterom towarzyszył wielki upał.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGilbert jest dwudziestoczteroletnim mężczyzną, mieszkającym ze swoimi siostrami, bratem i mamą. Nie prowadzi porywającego życia jest kimś dla którego każdy...
Faktycznie ta książka zostanie ze mną na długo, historia Gilberta i jego rodziny nie jest znowu aż tak inna od historii rodzin w których my sami żyjemy. Okazuje się, że każdy z nas walcy ze zniechęciem, nienawiścią, bezsensem i wieloma innymi uczuciami, odczuciami i emocjami.
Ta książka jest po prostu prawdziwa. Polecam
Faktycznie ta książka zostanie ze mną na długo, historia Gilberta i jego rodziny nie jest znowu aż tak inna od historii rodzin w których my sami żyjemy. Okazuje się, że każdy z nas walcy ze zniechęciem, nienawiścią, bezsensem i wieloma innymi uczuciami, odczuciami i emocjami.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka jest po prostu prawdziwa. Polecam
Nie tak dobra jak film, ale i tak świetna!
Nie tak dobra jak film, ale i tak świetna!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFilm obejrzałam wiele lat temu i teraz widzę, że był mocno ugrzeczniony. Gilbert nie był aż takim dupkiem, upośledzony brat zaślinioną szkaradą, a sióstr w ogóle nie zapamiętałam.
Każda strona książki niemal ocieka beznadzieją, monotonią i brakiem perspektyw na lepszą przyszłość. Nieco przyciężkie do czytania, ale dość realnie przedstawione zostały zachowania każdego z członków rodziny (oraz kilku innych osób), niestety odniosłam wrażenie, że postacie wypadły płytko - każdego można opisać już w kilku słowach, bo więcej się o nich nie dowiadujemy.
Fabuła była o tyle ciekawa, póki nie pojawiła się "piękna tajemnicza dziewczyna", która z miejsca stała się obiektem pożądania miejscowych samców. Gloryfikowana pseudofilozofka, za którą jak stalker podążał Gilbert, nawet wtedy, gdy dowiedział się, że dziewczyna ma 15 lat...
Film obejrzałam wiele lat temu i teraz widzę, że był mocno ugrzeczniony. Gilbert nie był aż takim dupkiem, upośledzony brat zaślinioną szkaradą, a sióstr w ogóle nie zapamiętałam.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKażda strona książki niemal ocieka beznadzieją, monotonią i brakiem perspektyw na lepszą przyszłość. Nieco przyciężkie do czytania, ale dość realnie przedstawione zostały zachowania każdego z...
Obyczajówka warta przeczytania.
Obyczajówka warta przeczytania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiężko być 20-parolatkiem żyjącym w małym miasteczku bez perspektyw na lepsze życie a przy tym obarczonym daleką od wymarzonej rodziną (upośledzony brat, otyła matka nie opuszczająca domu od samobójczej śmierci męża i nieszczęśliwe siostry). Wzruszająco, ale I z humorem o stawianiu czoła codziennym przeciwnościom.
Ciężko być 20-parolatkiem żyjącym w małym miasteczku bez perspektyw na lepsze życie a przy tym obarczonym daleką od wymarzonej rodziną (upośledzony brat, otyła matka nie opuszczająca domu od samobójczej śmierci męża i nieszczęśliwe siostry). Wzruszająco, ale I z humorem o stawianiu czoła codziennym przeciwnościom.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toObyczajówki to nie moja bajka, ale, kurcze, jak to się dobrze czytało! Jestem w szoku.
Dla mnie konkluzją tej książki będzie stwierdzenie, że wszyscy jesteśmy trochę Gilbertami i... wszyscy się kurczymy (mniej lub bardziej).
Obyczajówki to nie moja bajka, ale, kurcze, jak to się dobrze czytało! Jestem w szoku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie konkluzją tej książki będzie stwierdzenie, że wszyscy jesteśmy trochę Gilbertami i... wszyscy się kurczymy (mniej lub bardziej).
Trudno napisać mi coś więcej o tej książce, do teraz ją przeżywam. Chyba każdy z nas jest po trochu Gilbertem. Choć byłby lepiej, gdyby jednak to nie była prawda..
Trudno napisać mi coś więcej o tej książce, do teraz ją przeżywam. Chyba każdy z nas jest po trochu Gilbertem. Choć byłby lepiej, gdyby jednak to nie była prawda..
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarto przeczytać.
Warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJuż jakiś czas temu widziałem ekranizację tej książki z wybitną rolą Leonardo Dicaprio, teraz przyszedł czas na książke.
Autor opowiada nam historię rodziny Grape'ów. Poznajemy losy czwórki rodzeństwa- dwóch córek, dwóch synów (w tym jednego opóźnionego w rozwoju), oraz matki, która pochłania bez opamiętania jedzenie rozpasając się do monstrualnych rozmiarów.
Ta książka to typowa powieść obyczajowa, która wpisała się do kanonu gatunku. Nie zestawiałbym jej w jednym szeregu z klasykami Steinbecka, jednakże trzyma bardzo dobry poziom, warto przeczytać.
Już jakiś czas temu widziałem ekranizację tej książki z wybitną rolą Leonardo Dicaprio, teraz przyszedł czas na książke.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor opowiada nam historię rodziny Grape'ów. Poznajemy losy czwórki rodzeństwa- dwóch córek, dwóch synów (w tym jednego opóźnionego w rozwoju), oraz matki, która pochłania bez opamiętania jedzenie rozpasając się do monstrualnych rozmiarów.
Ta książka to...
Już dawno oglądałem świetną ekranizację w doborowej obsadzie,z popisową rolą Leonardo Di Caprio.Jednak dopiero ostatnio odkryłem,że jest też powieść,którą czym prędzej wypożyczyłem.Jestem miłośnikiem dramatów obyczajowych,to jeden z moich ulubionych gatunków.Ta powieść przerosła moje oczekiwania,to doprawdy wybitny debiut Petera Hedges`a.Historia rodziny Grape`ów,którzy mieszkają w zapyziałym miasteczku w stanie Iowa,gdzie psy szczekają dupami,nie ma żadnych rozrywek,perspektyw,każdy młody człowiek z odrobiną ambicji ucieka stamtąd gdzie pieprz rośnie.Jednak Gilbert Grape nie mógł sobie pozwolić na luksus ucieczki,jak to uczynił jego starszy brat.Czuje się on odpowiedzialny za swoją rodzinę i mimo złości,bezsilności i nienawiści,które nim miotają,nie opuszcza bliskich.Bohater pochodzi z wielodzietnej rodziny,ojciec powiesił się wiele lat temu,matka od lat nie wychodzi z domu i przypomina potężne,roztyte monstrum,które tylko pochłania tony jedzenia i głośno chrapie.Jednak największy problem stanowi upośledzony brat,który zbliża się do pełnoletności,a ma umysł pięciolatka,wymaga stałej opieki,pilnowania,ma ogromne problemy z higieną.Obowiązki domowe spoczywają na starszej siostrze,która pomału upodabnia się do matki,jest jeszcze młodsza siostra,typowa nastolatka z muchami w nosie.Gilbert przeżywa nieustanne rozterki i ma poczucie zmarnowanego życia.Głównym motywem powieści jest nadchodząca osiemnastka chorego brata,która ma się okazać przełomem w życiu rodziny.Fabuła była prosta,ale przy tym niezwykle ciekawa.Narracja pierwszoosobowa pozwala dokładnie poznać wszystkie myśli i uczucia Gilberta,świetna psychologia postaci.Ciekawym wątkiem była postać Becky,piętnastolatki,która spędzała w miasteczku wakacje i bardzo odmieniła spojrzenie na świat bohatera.Klimat małomiasteczkowy pozwala czytelnikowi odpłynąć myślami,przenieść się w inny wymiar.W książce było zarówno trochę humoru,egzystencjonalizmu i refleksji.Fani powieści sensacyjnych nie mają tu zupełnie czego szukać.Za to jak ktoś kocha dobrą,amerykańską literaturę,to czym prędzej powinien to sprawdzić.Wspaniale spędzony czas,przeczytałem jednym tchem,poruszyła mnie ta historia.
Już dawno oglądałem świetną ekranizację w doborowej obsadzie,z popisową rolą Leonardo Di Caprio.Jednak dopiero ostatnio odkryłem,że jest też powieść,którą czym prędzej wypożyczyłem.Jestem miłośnikiem dramatów obyczajowych,to jeden z moich ulubionych gatunków.Ta powieść przerosła moje oczekiwania,to doprawdy wybitny debiut Petera Hedges`a.Historia rodziny Grape`ów,którzy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie to jest wyjątkowa książka, którą przeczytałam kilka lat temu i zapadła mi w pamięć. No i film też dobrze oddaje jej klimat.
Dla mnie to jest wyjątkowa książka, którą przeczytałam kilka lat temu i zapadła mi w pamięć. No i film też dobrze oddaje jej klimat.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWzruszająca, zabawna, skłaniająca do zadumy.......warto!
Wzruszająca, zabawna, skłaniająca do zadumy.......warto!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Co gryzie Gilberta Grape’a?” to wnikliwa, ironiczna, ale i bardzo melancholijna analiza pewnego wycinka rzeczywistości z perspektywy jej klasycznego przedstawiciela, czyli tytułowego Gilberta. To chłopak, jakich wielu. Ma dwadzieścia parę lat i jest zniewolony przez zardzewiałe łańcuchy zwykłej, nijakiej do bólu codzienności, gdzie wszyscy na siłę próbują się odnaleźć oprócz wchodzącego w dorosłość Arniego, który jest szczęśliwy, bo łaskawy Pan Bóg obdarzył go umysłową niepełnosprawnością. Gilbert zdaje się być jedyną osobą, która ma odwagę, aby nam o tym opowiedzieć bez ogródek, choć swoje myśli zostawia tylko dla nas, podczas gdy on sam odgrywa swoją rolę razem z innymi pacynkami zgodnie z wymogami Endory w stanie Iowa.
Słowami Gilberta autor nie ukrywa przed nami, że jest to Ameryka daleka od bajerów wielkiej cywilizacji znanej nam z kolorowych ekranów. Również legendarny American Dream podlega tu weryfikacji, a raczej bezlitosnej destrukcji pod ciężarem kapitalizmu oraz wspomnianej wyżej codzienności. Sytuacja dobrze znana w latach 90-tych, jak i teraz, gdzie w wielu podobnych mieścinach zalatuje pustynią. Losy bohaterów, ich wnętrza są więc raczej smutne, co autor sprytnie podkreślił wrzucając do Endory tajemniczą, egzotyczną wręcz Becky, która naszemu Gilbertowi mąci w głowie. Nic zatem dziwnego w tym, że marzy on tylko o jednym: o ucieczce.
Ale ta ucieczka wbrew pozorom jest czymś szalenie trudnym dla młodego Gilberta. Z jednej strony bez oporów mówi nam, jaka to parszywa dziura ta Endora, jak to on nienawidzi własnej rodziny (zwłaszcza otyłej matki), ale... No właśnie to jedno, krótkie „ale” sprawia, że ten Gilberta jest tak wyjątkową postacią. Nie chcę zdradzać szczegółów, więc powiem tylko, że ja lubię gościa, rozumiem go i jest on bodaj najbardziej rzeczywistym bohaterem literackim, z jakim kiedykolwiek się spotkałem. Peterowi Hedgesowi należy się za to wielkie uznanie.
Problemem powieści jest natomiast forma. Oszczędna, nawet aż za bardzo momentami. W dodatku narracja prowadzona jest w czasie teraźniejszym, nie wszyscy lubią taki styl. Owszem, czyta się to błyskawicznie, ale w zamian zamiast pełnoprawnej powieści dostaje się tzw. efekt scenariusza filmowego. Inaczej mówiąc, John Irving mógłby to napisać lepiej, choć to już raczej kwestia indywidualnych upodobań.
„Co gryzie Gilberta Grape’a?” to wnikliwa, ironiczna, ale i bardzo melancholijna analiza pewnego wycinka rzeczywistości z perspektywy jej klasycznego przedstawiciela, czyli tytułowego Gilberta. To chłopak, jakich wielu. Ma dwadzieścia parę lat i jest zniewolony przez zardzewiałe łańcuchy zwykłej, nijakiej do bólu codzienności, gdzie wszyscy na siłę próbują się odnaleźć...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Co gryzie Gilberta Grape'a" to książka niesłychanie szczera. Wielu z nas czuje nienawiść do swoich rodzin i swoich miasteczek, dzielnic, ulic, ale trzymamy to w sobie tak, jak to robi Gilbert Grape. Dopiero przed czytelnikiem się ten chłopak otwiera i czasami nie lubię go za te jego poglądy ani za to, co czasami robi, ale to dobrze, bo taka sytuacja daje bohaterowi pole do rehabilitacji, co dzieje się zwłaszcza w kwestiach związanych z niepełnosprawnym Arnie'm. Dzięki temu jest ten Gilbert bardziej żywy i prawdziwy. To bez wątpienia największe osiągnięcie w tej powieści.
Poza tym strasznie dziwaczna książka, hehe. Wygląda na bardzo prostą, ale czasami panuje tam nieporządek. Wiele scen jest kompletnie o niczym i stanowi swego typu zapchaj dziurę, która niepotrzebnie pogrubia książkę. W niektórych sytuacjach bierze też udział całkiem sporo postaci, podczas gdy samego tekstu pozostaje jak na lekarstwo. Może nie byłby to dla mnie problem, gdyby dialogi bohaterów jakoś się od siebie różniły, ale tak nie jest. Wszystkie postacie mówią tak samo. Rozumiem, że historię opowiada nam Gilbert, prosty chłopak z Iowa, i nie musi on "wchodzić w rolę" każdego z bohaterów, ale ta zachowawczość nie służy powieści. Mam wrażenie, że z wielkim trudem byłabym w stanie sobie tych ludzi wyobrazić, gdyby nie film, który pamiętam dość dobrze. Za każdym razem, gdy pojawiała się Becky, czy Arnie widziałam twarze aktorów. To nie jest dobry sygnał.
Mam też poważny problem z zakończeniem, które jest trochę bez konkluzji. Płonie dom. Gilbert nienawidził go i co teraz? No właśnie. Nie ma żadnych przesłanek, aby sobie tu cokolwiek dopowiedzieć. Można powiedzieć, że wreszcie Gilbert będzie mógł z czystym sumieniem wyjechać z miasta, ale czy na pewno? Może właśnie ta sytuacja go jeszcze bardziej zniewoli, bo w końcu pozostali członkowie rodziny muszą gdzieś mieszkać. Trzeba wybudować nowy dom i Gilbert, jak go dobrze rozumiem, nie zostawi ich z tym problemem. Na pewno nie zostawi brata Arniego, którego kocha i to się czuje w powieści. W filmie, gdzie Hedges był scenarzystą, zakończenie zostało wyklarowane (Gilbert i Arnie wyjeżdżają razem z Becky), co tylko podkreśla, jak istotne zaniedbanie jest w to w książce.
"Co gryzie Gilberta Grape'a" to książka niesłychanie szczera. Wielu z nas czuje nienawiść do swoich rodzin i swoich miasteczek, dzielnic, ulic, ale trzymamy to w sobie tak, jak to robi Gilbert Grape. Dopiero przed czytelnikiem się ten chłopak otwiera i czasami nie lubię go za te jego poglądy ani za to, co czasami robi, ale to dobrze, bo taka sytuacja daje bohaterowi pole do...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDlaczego ja nie przeczytałam tego wcześniej. Czy ktoś jeszcze tak potrafi pisać? To pytanie w zasadzie jest zarzutem odnośnie popularyzowanej literatury, nie chodzi o gatunek kryminału, który kocham i którego zawsze będę bronić, czy powieści obyczajowych a w zasadzie romansowych, to kwestia uzmysłowienia sobie, czym jest kunszt literacki. Czy dzisiejsi pisarze zastanawiają się nad każdym zdaniem, czy dopieszczają je odpowiednio pod względem formy, stylu, dopasowania do fabuły? Nie wiem, jak przebiega proces literacki u Hedgesa, być może jest natchniony i stworzenie takiej książki przyszło mu z łatwością, jednak wiedząc cokolwiek o pisarstwie śmiem twierdzić, że to efekt naprawdę wielkiego trudu włożonego w wydanie prozy tak wielkiego lotu, że zdecydowanie nie trzeba się go wstydzić. To jest jednocześnie kawał tak dobrej literatury, że gdybym chciała w ogóle myśleć o beletrystyce, wstydziłabym się chwycić za pióro w obliczu zetknięcia z czymś tak niesamowicie wybitnym. Być może to efekt pewnego rodzaju fascynacji tymi rejonami Ameryki Północnej, których realia są twarde, życie trudne a losy jednostki w małym miasteczku przewidywalne i znane wszystkim (co akurat jest uniwersalne dla społeczności z terenów o małym zaludnieniu, jak przypuszczam), być może to urok samego bohatera, Gilberta Grape'a. Wydarzenia toczą się niespiesznie w krótkim czasie, a to niemal odyseja młodości i niespełnionych marzeń, na dodatek zawiera zakończenie otwarte (za którym nie przepadam), co w tym przypadku jest dobrym rozwiązaniem. Odświeżająca lektura, pozwala odetchnąć od prozy życia i nadaje sens czytelniczemu bytowi.
Coś naprawdę porywającego, w sam raz na kolejny rok z tym portalem i ludźmi, którzy wiedzą, że kultura to dobro (Freuda dziś zostawmy w spokoju) <3 Nie mogłam napisać nic lepszego w lepszy sposób, aby spróbować wyrazić wszystkie emocje, jakie wyzwoliło we mnie to literackie dzieło.
Film przede mną, a ponieważ wiem, że Depp, że DiCaprio, że Lewis (wiem, że będzie świetna, poniekąd tak wyobrażałam sobie bohaterów, nie licząc Leo jako Arniego, bo to odstępstwo, ale nie ma wielkiego znaczenia), już zastanawiałam się nad remakiem, jak dziś zostałaby przedstawiona Bonnie w kontekście tych reality show i kto by ją zagrał,bo nazwisk jest kilka do wyboru.
Oby każdy z Was, a wiecie, że piszę to do każdego z tych obecnych ze mną w tej przestrzeni od dłuższego czasu, miał okazję trafić na tak mocny tekst w tym roku :D potraktujcie to jako noworoczne wyzwanie, ave xp
Dlaczego ja nie przeczytałam tego wcześniej. Czy ktoś jeszcze tak potrafi pisać? To pytanie w zasadzie jest zarzutem odnośnie popularyzowanej literatury, nie chodzi o gatunek kryminału, który kocham i którego zawsze będę bronić, czy powieści obyczajowych a w zasadzie romansowych, to kwestia uzmysłowienia sobie, czym jest kunszt literacki. Czy dzisiejsi pisarze zastanawiają...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytana jeszcze w szkole średniej. Niesamowita książka.
Przeczytana jeszcze w szkole średniej. Niesamowita książka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to książka na pozór dziwaczna, przynajmniej ja tak na początku myślałam. " Tort" na okładce tylko mnie w tym upewnił. Jednak gdy zaczęłam ją czytać porwała mnie całkowicie. Ma w sobie coś niezwykłego, co trudno ubrać w słowa. Porusza dogłębnie, a przecież to tylko historia o dziwacznej rodzinie...
Jest to książka na pozór dziwaczna, przynajmniej ja tak na początku myślałam. " Tort" na okładce tylko mnie w tym upewnił. Jednak gdy zaczęłam ją czytać porwała mnie całkowicie. Ma w sobie coś niezwykłego, co trudno ubrać w słowa. Porusza dogłębnie, a przecież to tylko historia o dziwacznej rodzinie...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli ktoś czuje się przygnębiony obowiązkami życia codziennego i jeśli komuś wydaje się, że ciągle ma pod górkę i nic mu się nie udaje powinien sięgnąć po książkę 'Co gryzie Gilberta Grape'a'
Gilbert to człowiek to człowiek zmęczony życiem, zmarnowany i nieszczęśliwy. W dodatku musi zajmować się upośledzonym bratem a także znosić humory otyłej mamy. Kto by tak chciał - lub raczej kto by to wytrzymał?
Czytając tę książkę ani przez chwilę nie przypuszczałam, że aż tak mnie porwie, lecz przede wszystkim, że zmusi do refleksji na temat ludzkiej egzystencji i w ogóle życia. Dała mi głęboko do myślenia.
Prawdziwy ukłon składam w stronę autora. Stworzył wspaniałą, lekko melancholijną książkę. Wykreował niezwykłych bohaterów, każdy z nich jest inny,ale odgrywa ważną rolę. Ukazał małomiasteczkowy klimat, jego specyfikę i wpływ na ludzi.
W tej książce znajduję się wszystko - radość, gniew, smutek, wzruszenia i humor - niejednokrotnie się uśmiałam a mnie niezwykle ciężko jest jakkolwiek rozbawić.:)
Jeśli ktoś czuje się przygnębiony obowiązkami życia codziennego i jeśli komuś wydaje się, że ciągle ma pod górkę i nic mu się nie udaje powinien sięgnąć po książkę 'Co gryzie Gilberta Grape'a'
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGilbert to człowiek to człowiek zmęczony życiem, zmarnowany i nieszczęśliwy. W dodatku musi zajmować się upośledzonym bratem a także znosić humory otyłej mamy. Kto by tak chciał -...
Gilbert rozbił jajka w sklepie, pozorując wypadek. Szef dał mu wolne. hmmmm?
Co by się działo gdyby Gilbert musiałby zostać w sklepie z tymi jajami?
Jajo to taki symbol życia a on je bezmyślnie rozbił. Nie, ze później wytarł szmatą a skorupki pozbierał rękami - załatwia sprawę. Tu rodzi się filozoficzna myśl nad kruchością naszego bytu tu na ziemi.
Świat jest niesprawiedliwy i cierpią tylko najsłabsi w tym wypadki kurze dziecię, na wpół pisklę na wpół smażona jajecznica podawana z kruchym( o ironio) bekonem.
Gilbert od tego momentu już nie jest taki sam.
Żyję z poczuciem winy, potęgowanym przez dobroć szefa.
Czy polecam książkę? tak jeśli masz sumienie przeczytaj ją.
Gilbert rozbił jajka w sklepie, pozorując wypadek. Szef dał mu wolne. hmmmm?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo by się działo gdyby Gilbert musiałby zostać w sklepie z tymi jajami?
Jajo to taki symbol życia a on je bezmyślnie rozbił. Nie, ze później wytarł szmatą a skorupki pozbierał rękami - załatwia sprawę. Tu rodzi się filozoficzna myśl nad kruchością naszego bytu tu na ziemi.
Świat jest...
Ostrzegam: Becky na początku trochę wkurza. Ale później po prostu trzeba przyzwyczaić się do tego, że ta postać jest jakby z innego świata.
Bo świat powieści to małomiasteczkowa rzeczywistość, w której swoją opowieść snuje tytułowy jej bohater. Opowieść ta jest, najprościej i najogólniej mówiąc, szczera - nieraz zabawna, bo uwagi Gilberta są niezwykle trafne, ale głównie bardzo przygnębiająca, przez co czytanie było miejscami wręcz bolesne. Książka zdecydowanie lepiej niż film oddaje emocje bohatera (tutaj czytelnik naprawdę dowiaduje się, co gryzie Gilberta Grape'a) i jest bardzo wciągająca - bez przerwy chce się czytać.
Po raz kolejny zaskoczona jestem, jak niektórzy czytelnicy wyrazili swoje zniesmaczenie pewnymi scenami w tej powieści (tak samo zdziwiły mnie reakcje na "Buszującego w zbożu"), więc jeśli kogoś gorszy, jak bohater pluje sobie na dłoń, żeby... domyślcie się, po co... to nie wiem, skąd popularność pewnej serii.
Jeśli podobała Ci się powieść "Co gryzie Gilberta Grape'a", sięgnij po:
- "Ostatni seans filmowy" (autor: L. McMurtry),
- moje ukochane "Texasville" (też L. McMurtry)
- oraz "The Catcher in the Rye" (autor: J. D. Salinger).
"Mam ochotę powiedzieć: może nie powinnaś w ogóle się urodzić, Ellen. Wiem jednak, że życie to niczyja wina. Są tacy, którzy mówią, że rodzimy się z własnego wyboru, na własną prośbę, która jest spełniana, i że lądujemy na tej planecie, bo chcemy żyć. Ja tak nie myślę. To wszystko kwestia przypadku. Niektórzy ludzie rzeczywiście bardzo pragną żyć, ale inni po prostu starają się jakoś dotrwać do końca całej tej afery zwanej życiem".
Ta książka mnie zmiażdżyła. I nie wiem, jak się pozbieram.
Ostrzegam: Becky na początku trochę wkurza. Ale później po prostu trzeba przyzwyczaić się do tego, że ta postać jest jakby z innego świata.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBo świat powieści to małomiasteczkowa rzeczywistość, w której swoją opowieść snuje tytułowy jej bohater. Opowieść ta jest, najprościej i najogólniej mówiąc, szczera - nieraz zabawna, bo uwagi Gilberta są niezwykle trafne, ale głównie...
"Gilbert się kurczy" i z dnia na dzień jest go coraz mniej.
Gryzie go i podgryza najbliższe otoczenie. Brat, siostry, matka, koledzy, praca, miasteczko w którym mieszka...wszyscy systematycznie nadgryzają Gilberta.
I jak tu być sobą, spełniać swoje pragnienia i być szczęśliwym.
A może szczęście jest tuż obok, zasypane stertą nienawiści, niechęci i negacji. I czy Gilbert się kurczy, bo sam siebie gryzie, od środka...
Poruszająca opowieść o zwykłym życiu zdumiewającej rodziny.
Z poczuciem humoru, lekkością, daleka od banału i przejaskrawienia.
"Gilbert się kurczy" i z dnia na dzień jest go coraz mniej.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGryzie go i podgryza najbliższe otoczenie. Brat, siostry, matka, koledzy, praca, miasteczko w którym mieszka...wszyscy systematycznie nadgryzają Gilberta.
I jak tu być sobą, spełniać swoje pragnienia i być szczęśliwym.
A może szczęście jest tuż obok, zasypane stertą nienawiści, niechęci i negacji. I czy Gilbert...
W przyjemny sposób opowiedziana historia z małego miasteczka - czasem zabawna, czasem wzruszająca, czyta się dość szybko, ale nie zapadła mi wyjątkowo w pamięć.
W przyjemny sposób opowiedziana historia z małego miasteczka - czasem zabawna, czasem wzruszająca, czyta się dość szybko, ale nie zapadła mi wyjątkowo w pamięć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBez szału, ale film chętnie obejrzę.
Bez szału, ale film chętnie obejrzę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKawałek świetnej historii o poszukiwaniu własnej tożsamości osoby zawieszonej między powinnością a marzeniami. Szczególnie rekomenduję tę opowieść ludziom młodym, a także tym wciąż rozglądającym się za swoim miejscem w świecie.
Autor obarczył każdego z swych bohaterów mniejszymi lub większymi problemami, które wiążą się w sposób ścisły z ich indywidualnymi historiami. Znajdziemy tu typowe bolączki wieku dorastania, kwestie związane z buntem, samotnością, wyobcowaniem, niezrozumieniem. Próbę zmierzenia się z demonami przeszłości i niepewną przyszłością. Nie pominięto wątków traktujących o miłości, przyjaźni, zdradzie oraz głębokiej niechęci. Skończyć tę wyliczankę można na sygnalizacji trudności powiązanych z ułomnościami ludzkiego ciała i próbie ukazania, w jaki sposób mogą one rzutować na losy nie tylko osób nimi dotkniętych, ale i ich najbliższych. Hedges traktuje o poważnych problemach, ale nie próbuje epatować przy tym patetyzmem – wręcz przeciwnie. Autor nie stroni od elementów humorystycznych, jednocześnie nie przekracza granicy dobrego smaku. W konsekwencji snuje słodko-gorzką opowieść, która na pewno jest bliska wielu czytelnikom - nie trudno mi sobie wyobrazić, że w tej historii można znaleźć także pierwiastek samego siebie.
Poważna problematyka, przystępna forma i spora dawka emocji – nie tylko dla fanów dramatów i tych poszukujących wzruszeń.
Kawałek świetnej historii o poszukiwaniu własnej tożsamości osoby zawieszonej między powinnością a marzeniami. Szczególnie rekomenduję tę opowieść ludziom młodym, a także tym wciąż rozglądającym się za swoim miejscem w świecie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor obarczył każdego z swych bohaterów mniejszymi lub większymi problemami, które wiążą się w sposób ścisły z ich indywidualnymi historiami....