Jedna z najbardziej dołujących książek od czasu lektury Houellebecqa.
Świat przedstawiony, ruski kołchoz za Stalina, kraj totalitarny. I tak jak np "Rok 1984" Orwella przedstawiał jak taka rzeczywistość może wyglądać w mieście, tak tutaj mamy prowincję z której nie ma ucieczki.
Wszystko podlega zniszczeniu i gniciu: ludzie, ich umysły, ciała, osobowości. Domy, pamiątki dawnych czasów ale też system, który z jednej strony gnije, a z drugiej próbuje dociskać.
Nie ma tu miejsca nawet na myślenie, wszystko jest poddane systemowi, nawet śmierć nie jest od niego ucieczką. Samokontrola w umysłach, jakakolwiek forma wyjścia nie dość że nie jest możliwa, to w dodatku jest duszona w zarodku.
Książka krótka, nieco ponad 180 stron, nie licząc wstępu Andrzeja Stasiuka i posłowia tłumacza, Adama Pomorskiego, a jednak niezwykle sugestywna, bardzo działająca na wyobraźnię, zwłaszcza w momentach gdy groza miesza się z groteską.
Jedna z najbardziej dołujących książek od czasu lektury Houellebecqa.
Świat przedstawiony, ruski kołchoz za Stalina, kraj totalitarny. I tak jak np "Rok 1984" Orwella przedstawiał jak taka rzeczywistość może wyglądać w mieście, tak tutaj mamy prowincję z której nie ma ucieczki.
Wszystko podlega zniszczeniu i gniciu: ludzie, ich umysły, ciała, osobowości. Domy, pamiątki...
Wielka proza rosyjska. Ciężka jak grudy zmarzniętej ziemi wydobywane z konsomolskiego dołu - dołu, który miał stać się fundamentem lepszej przyszłości, wspólnego, komunistycznego domu, a stał się celem samym w sobie, wspólnym grobem dla idei równości i powszechnej szczęśliwości. "Dół" to apoteoza śmierci. "Dół" to powieść zrodzona z najczarniejszej rozpaczy. "Dół" to opowieść o komunie, gdzie wszyscy są zrównani w jednym, wspólnym grobie.
Wielka proza rosyjska. Ciężka jak grudy zmarzniętej ziemi wydobywane z konsomolskiego dołu - dołu, który miał stać się fundamentem lepszej przyszłości, wspólnego, komunistycznego domu, a stał się celem samym w sobie, wspólnym grobem dla idei równości i powszechnej szczęśliwości. "Dół" to apoteoza śmierci. "Dół" to powieść zrodzona z najczarniejszej rozpaczy. "Dół"...
książka jak dla mnie trochę dołująca i to odczucie nie ma nic wspólnego z tytułem. dobrze się ją czyta, choć rosyjska gramatyka od razu rzuca się w oczy. nie winię tutaj tłumacza za zły przekład, ale niektórych zdań po prostu nie można inaczej przetłumaczyć, by nie zepsuć sensu dialogów.
bardzo zainteresowała mnie w tej historii osoba Nastji, dziecka, które chyba urodziło się komunistą, dziecka, które od najmłodszych lat uskuteczniało walkę klas, pomagało rozkułaczać, gnębiło, poniżało burżujów, nienawidziło kapitalistów, ślepo wierząc w ideały. wierzę, że takie dzieci żyły w tamtych czasach i co najgorsze żyją w obecnych.
książka jak dla mnie trochę dołująca i to odczucie nie ma nic wspólnego z tytułem. dobrze się ją czyta, choć rosyjska gramatyka od razu rzuca się w oczy. nie winię tutaj tłumacza za zły przekład, ale niektórych zdań po prostu nie można inaczej przetłumaczyć, by nie zepsuć sensu dialogów.
bardzo zainteresowała mnie w tej historii osoba Nastji, dziecka, które chyba urodziło...
„Dół” Płatonowa to obowiązkowa do przeczytania antyutopia rosyjska. W świecie autora nie ma żadnego ratunku, żadnej nadziei, a dół kopany pod fundamenty przyszłego proletariackiego domu staje się masowym grobem. Ludzie wyzuci z życia przez ideologię, chodzą jak we śnie, jakby byli już dawno martwi za życia. Stworzenie proletariackiego nieba oczywiście musi się nie powieść, bo świat jest zbyt skomplikowany, zbyt chaotyczny, a „prawda” tworzona i narzucana centralnie przez partię okazuje się niewystarczającym paliwem napędowym. Czyn i egzystencja stają się bezsensowne w obliczu pewnej klęski, bo ludzie żyją tylko po to, żeby umrzeć. Pięknie napisana.
Andrzej Stasiuk:
„Teraz też tak jest, gdy się jedzie albo leci w tamte strony. Nie ma nic. Wyspy ludzkości wyglądają jak tonące okręty, jak tratwy rozbitków, które za moment pochłonie obojętny, przedwieczny żywioł. Ach, cóż zresztą „tamte strony”…. Gdziekolwiek się wyprawić, widać, że monstrualne przypływy i odpływy znoszą, ścierają nasze ślady, nasze domostwa i nasze życie, by koniec końców odnieść ostateczne zwycięstwo, i zostanie tylko zimna powieka kosmosu zamknięta nad bezmiarem ziem i wód”. s.6
„I wkrótce pojmujemy, że „dół”, „kotłowan”, to grób. Grób, w którym ma się pomieścić cały świat. Zarówno ci, co wierzyli w nieśmiertelność, ja i ci, co stanęli na drodze tej wiary. Wszyscy. Że drążąc warstwy obojętnej i śmiercionośnej materii, schodzimy coraz dalej w głąb, by stać się w końcu kolejnym pokładem ciał i dołączyć do naszych przodków, których pragnęliśmy wskrzesić. Tylko taka łączność z nimi jest nam dana. Tylko poprzez śmierć i spotkanie w piachu i wiecznej zmarzlinie”. s.9
———————
„[…] Woszczew po kruszynach ziemi zszedł do jaru i położył się tam na brzuchu, żeby zasnąć i rozstać się z sobą. Do snu trzeba jednak spokoju ducha, umysłowego zaufania do życia, wybaczenia doznanej przykrości, a Woszczew leżał w suchym napięciu przytomności i nie wiedział, czy jest potrzebny na świecie, czy też wszystko bez niego i tak się pomyślnie obędzie. Nie wiedzieć skąd dmuchnął wiatr, żeby ludziom nie zabrakło powietrza, a podmiejski pies dał znać o swojej służbie słabym głosem zwątpienia.
- Marne jest życie psa; żyje tylko ze względu na urodzenie, jak ja.
Ciało Woszczewa pobladło ze zmęczenia, poczuł chłód na powiekach i przykrył nimi ciepłe oczy”. s.15
„Do samego wieczora w milczeniu chodził po mieście jakby w oczekiwaniu, kiedy to świat stanie się ogólnie znany. Było mu jednak jak dawniej niejasno na świecie, a w ciemności własnego ciała wyczuwał ciche miejsce, w którym nie było niczego, ale nic niczemu nie przeszkadzało się zacząć. Jako ktoś żyjący zaocznie Woszczew odbywał swoje przechadzki między ludźmi, czując wzbierająca siłę zasmuconego umysłu, coraz samotniejszy w ciasnocie swojej zgryzoty”. s.22
„Na wykoszonym pustkowiu zalatywało wonią umarłej trawy i stęchlizną obnażonej ziemi, przez co wyraźniej odczuwało się ogólny smutek życia i zgryzotę daremności”. s.27
„[…] Woszczew dostał łopatę i z zajadłością rozpaczy własnego życia zacisnął ją w rękach, jakby chciał wydobyć prawdę ze środka ziemskiego prochu; w swoim nieszczęściu godził się nie mieć sensu istnienia, pragnął jednak przynajmniej widzieć go w materii innego, bliźniego człowieka - a po to, żeby znaleźć się w pobliżu owego człowieka, mógł poświęcić pracy całe swoje słabe ciało, znużone myślą i bezsensem”. s.27
„Inżynier Pruszewski już w wieku dwudziestu pięciu lat poczuł ograniczenie własnej świadomości i kres dalszego pojęcia życia, jak gdyby przed jego doznającym umysłem wyrosła ciemna ściana. Dręczył się odtąd, pełzając pod swoją ścianą, i sam siebie pocieszał, że w istocie pojął najbardziej typową, prawdziwą strukturę materii, z której powstał złożony świat i ludzie, cała dostępna nauka mieści się jeszcze po tej stronie ściany jego świadomości, a za ścianą pozostał tylko nudny obszar, do którego można się nie spieszyć. Brała go jednak ciekawość - czy ktoś nie wydostał się za ścianę?”. s.36
„Święcąc bez ocalenia, wisiała w oddali niewyraźna gwiazda, która nigdy nie będzie bliższa. Pruszewski wpatrywał się w nią przez mętne powietrze, czas mijał, a jego nachodziło zwątpienie.
- Czy mam umrzeć?
Pruszewski nie widział nikogo, dla kogo byłby tak niezbędny, by koniecznie podtrzymywać siebie aż do odległej jeszcze śmierci. Zamiast nadzieli pozostało mi jedynie trwanie, a tam gdzie kończy się ciąg nocy, gdzie kończą się bezlistne, rozkwitłe i na powrót obumarłe ogrody, napotkani i przeminieni ludzie, istnieje jego godzina, w której trzeba się będzie położyć do łóżka, obrócić twarzą do ściany i skonać, zanim zdąży się zapłakać. Na świecie będzie żyła tylko jego siostra, ta jednak urodzi dziecko i uczucie do niego weźmie górę nad smutkiem po umarłym, zniweczonym bracie.
- Lepiej umrę - pomyślał Pruszewski. - Wykorzystują mnie, ale nikomu nic po mnie. Jutro napiszę ostatni list do siostry, trzeba rano kupić znaczek.
Z postanowieniem skonania położył się do łóżka i zasnął w szczęśliwej obojętności dla życia. Zanim zdążył odczuć pełnię szczęścia, obudziło go ono o trzeciej nad ranem. W otoczeniu pobliskich jabłoni siedział w pokoju w świetle i ciszy aż do świtu, a wtedy otworzył okno, żeby słyszeć ptaki i kroki przechodniów”. s.36-37
„[…] Jeżeli patrzeć tylko z dołu, w suche głupstwo gleby i trawy, żyjących w ścisku i biedzie, to w życiu nie było nadziei; powszechna światowa bylejakość oraz ludzka niekulturalna posępność wprawiały Safronowa w zakłopotanie i naruszały jego ideologiczne podwaliny. Zaczynał nawet powątpiewać w szczęście przyszłości, które zwidywało mu się w obrazie niebieskiego lata w świetle nieruchomego słońca - we dnie i w nocy wokoło było zbyt niejasno i daremnie”. s.51
„- Nie wiem, malutka: jestem przecież niczym - powiedział Czyklin i pomyślał o swojej głowie, która jedna w całym ciele nie mogła czuć, bo gdyby mogła, to objaśniłaby dziecku cały świat, żeby umiało żyć bezpiecznie”. s.75
„[…] Na ziemskiej zagasłej gwieździe przytulniej czuł się w smutku; obce, odległe szczęście budziło w nim wstyd i niepokój - nieświadomie chciał, żeby świat wiecznie niedobudowany w swojej budowie przypominał jego własne zrujnowane życie”. s.83
„[…] Mimo całkiem jaskrawego słońca czuł się na duszy jakoś nieodpłatnie, tym bardziej, że w polu zalegał mętny zaduch oddechu i zapachu ziół, a Woszczew szedł w tym nagrzanym obłoku udręczonego życia zlanego potem w trudzie własnego wzrastania. Rozejrzał się wkoło - wszędzie w przestrzeni stał opar żywego oddechu, tworząc senną, duszną nieprzejrzystość; na świecie dłużyła się zmęczona wytrwałość, jakby wszystko, co żywe, miało miejsce gdzieś w środku czasu i własnego ruchu: nikt nie pamięta jego początku i nikt nie zna końca, pozostał tylko kierunek we wszystkie strony. I Woszczew znikł w jednej z widocznych dróg”. s.88
„Woszczew, oparty o trumny plecami, spoglądał z wozu w górę - na zgromadzenie gwiazd i martwy masowy odmęt Drogi Mlecznej. Czekał, kiedy zostanie tam podjęta uchwała o skasowaniu doczesnej wieczności, o odkupieniu życiowej udręki. Zdrzemnął się bez nadziei, a obudził się, kiedy wóz stanął”. s.95
„Czyklin wsłuchał się w deszcz, który się zaczął na dworze, w jego przeciągłe, żałobne dźwięki śpiewające w listowiu, w chruścianych płotach i w cichych strzechach wsi; świeża rosa przelewała się obojętnie jak w pustce i tylko rozpacz choćby jednego człowieka zasłuchanego w deszcz mogłaby wynagrodzić to wycieńczenie przyrody”. s.98
„- Babę ma? - zapytał Czyklin Jelisieja.
- Sam pozostawał - odparł Jelisiej.
- To po co był?
- Bał się nie być”. s.102
„Czyklin w taką noc przestał budować tratwę. Woszczew również tak bardzo osłabł na ciele bez ideologii, że nie mógł unieść siekiery i położył się w śniegu: i tak nie ma na świecie prawdy albo może nawet była w jakiejś roślinie czy bohaterskim stworzeniu, ale szedł dziad wędrowny i zjadł ową roślinę albo zadeptał cisnące się w dole stworzenia, sam zaś później umarł jesienią w parowie, a wiatr rozwiał jego ciało w nicość”. s.127
„- Paskuda jesteś - mówił mu Żaczew. - Czego się gapisz jak odjechany? Żyj śmielej - miłuj bliźniego, a drzyj skórę z niego! Myślisz, że to ludzie istnieją? - ale, ale! To tylko wierzchnia powłoka, a do ludzi trzeba iść a iść, tego mi żal!”. s.140
„Śnieżny wiatr ucichł; w odległym niebie opróżnionym z zamieci i chmur ukazał się niejasny księżyc - w niebie, które było tak puste, że dopuszczało wieczną wolność, i tak straszne, że wolność wymagała przyjaźni”. s.142
„- Czujecie co?
- Czujemy - odpowiedział kołchoz.
- A co czujecie?
- Wszystko, tylko siebie - nie”. s.144
„[…] Pruszewski miał wrażenie, że w mózgu zbiegły mu się wszystkie uczucia, wszystkie porywy i dawne tęsknoty, świadome siebie aż po samo źródło pochodzenia, po śmiertelne unicestwienie naiwności wszelkiej nadziei. Pochodzenie uczuć pozostawało jednak punktem życiowych wzruszeń; umierając, można na zawsze utracić, nie dochodząc doń, ten jedyny szczęśliwy, prawdziwy obszar egzystencji. Co robić, mój Boże, skoro nie ma już owych zapamiętałych wrażeń, które wzbudzają życie, żeby powstając, wyciągało przed siebie ręce ku własnej nadziei?”. s.158
„[…] Jeżeli rozum to synteza instynktów, w której uśmierzają się i zamierają wszystkie strumienie niespokojnych odruchów, to skąd niepokój i ruch? Nie wiedział, wiedział tylko, że namiętnością rozumu jest pociąg do śmierci, to jedyny jego instynkt; wtedy być może domknie krąg - powróci do pochodzenia uczuć, do wieczoru letniego dnia swojego niepowtarzalnego spotkania”. s.158
„W południe Czyklin zaczął kopać dla Nasti specjalny grób. Kopał przez piętnaście godzin cięgiem, żeby grób był głęboki i nie zdołały do niego przeniknąć ani robak, ani korzeń rośliny, ani ciepło, ani zimno, i żeby spokoju dziecka nigdy nie zmącił hałas życia z powierzchni ziemi. Trumienne posłanie Czyklin wyżłobił w litym głazie i przygotował też szczególną granitową płytę jako pokrywę, żeby dziewczynki nie przytłoczył olbrzymi ciężar grobowych prochów”. s.175-176
„Czy zeteserka skona jak Nastia, czy wyrośnie na całego człowieka, na nowe historyczne społeczeństwo? To niespokojne uczucie stanowiło właśnie przedmiot utworu, kiedy pisał go autor. Autor mógł się pomylić, przedstawiając w obrazie śmierci dziewczynki zagładę socjalistycznego pokolenia, ale pomyłka ta wynikła jedynie z nadmiernego niepokoju o coś miłego sercu, o coś, czego strata równałaby się zniszczeniu nie tylko przeszłości, lecz także przyszłości”. s.176
„Dół” Płatonowa to obowiązkowa do przeczytania antyutopia rosyjska. W świecie autora nie ma żadnego ratunku, żadnej nadziei, a dół kopany pod fundamenty przyszłego proletariackiego domu staje się masowym grobem. Ludzie wyzuci z życia przez ideologię, chodzą jak we śnie, jakby byli już dawno martwi za życia. Stworzenie proletariackiego nieba oczywiście musi się nie powieść,...
161/130/2025
To jest zapewne książka ważna i dobra. Niestety napisana w sposób, który przerasta mój poziom intelektualny. Brakuje mi ciągłości akcji (hmmm, trudno w ogóle mówić, że jest tam jakaś akcja - dla mnie tym gorzej), brakuje mi początku i końca (no racja, nie ma akcji...), brakuje mi wyłożenia sensu jak kawę na ławę (jako mniej sprawna umysłowo lubię, jak jest wszystko jasne). Plus za zabawę językiem: "Woszczew myślał bez myśli", "Wsadził łapy do wiadra z wodą, żeby odmokła ich czystość" i sporo innych. A na końcu pochowali przyszłość.
Dla odważnych. Dla rozwiniętych umysłów.
"(...) martwiło go, że ta mądra kierownicza osobistość śpi jak byle obywatel wśród leżących mas i straci teraz swój autorytet."
"No cóż, jak zrobicie kołchoz z całej republiki, cała republika stanie się gospodarstwem indywidualnym."
161/130/2025
To jest zapewne książka ważna i dobra. Niestety napisana w sposób, który przerasta mój poziom intelektualny. Brakuje mi ciągłości akcji (hmmm, trudno w ogóle mówić, że jest tam jakaś akcja - dla mnie tym gorzej), brakuje mi początku i końca (no racja, nie ma akcji...), brakuje mi wyłożenia sensu jak kawę na ławę (jako mniej sprawna umysłowo lubię, jak jest...
Są takie książki, które wyrażają więcej niż tysiące naukowych tomów i rozpraw. Zdecydowanie do takich książek można zaliczyć "Dół" A. Płatonowa.
Książka wybitna, stworzona w przeciągu pięciu miesięcy w 1930 roku XX wieku, stała się poniekąd inspiracją do kolejnego wielkiego arcydzieła jakim był niewątpliwe "Mistrz i Małgorzata".
W tych niespełna 180 stronach znajdziemy cały absurd i okrucieństwo tego czym był i jest komunizm w praktyce. Czasami nie są potrzebne wielkie elaboraty i dyskusje na ten temat, a wystarczy sięgnąć tylko po książkę autora, który był człowiekiem funkcjonującym w tym systemie. Żeby pokazać jego prawdziwą twarz Płatonow musiał sięgać do różnych sztuczek stylistycznych, symboliki oraz metafor.
Oczywiście mimo tych zabiegów książka była zakzana w ZSRS, aż do końca lat 80 XX wieku. Oficjalnie ukazała się dopiero kiedy I sekretarzem KPZR został Gorbaczov.
Mimo, że książka teoretycznie nawiązuje do komunizmu to nie czyni jej przestarzałą, bo czy dzisiaj nie mamy doczynienia z nowomową, partyjnym bełkotem oraz przekazem, a także jedyną "prawdą" objawioną przez rządzących?
Licho nie śpi!
Są takie książki, które wyrażają więcej niż tysiące naukowych tomów i rozpraw. Zdecydowanie do takich książek można zaliczyć "Dół" A. Płatonowa.
Książka wybitna, stworzona w przeciągu pięciu miesięcy w 1930 roku XX wieku, stała się poniekąd inspiracją do kolejnego wielkiego arcydzieła jakim był niewątpliwe "Mistrz i Małgorzata".
Przez te wszystkie czterdzieści parę lat mojego czytania poznałem niemal wszystkie najważniejsze książki o Sowietach - od de Custine’a (tak, tak) do Lebiediewa - ale lektura Płatonowa wywarła na mnie wrażenie piorunujące.
Przy „Dole” bledną wszystkie inne obrazy komunistycznego piekła - nie tylko dlatego, że był pierwszy w czasie i ostatni w komunistycznym prawie. Mało która książka boli aż tak bardzo, gdy się czyta, jakiż to los zgotowali ludzie ludziom. Wszyscy tu żyją tylko "zaocznie".
Andrzej Stasiuk trafnie pisze w posłowiu: „Nie napisano w XX wieku piękniejszej, straszniejszej i mądrzejszej książki o totalitaryzmie i utopii. Nie napisano niczego, co by dorównywało siłą wyrazu ani grozą "Dołowi" Andrieja Płatonowa. Apokalipsa dzieje się tu na wszystkich poziomach”.
Nie da się przecenić wartości tego niełatwego – łagodnie powiedziawszy – arcydzieła. Ta książka nie mogła być inna, na pewno nie „przyjemna w czytaniu”, nie po to powstała. A trudna jest nie tylko sama fabuła. Także język powieści może zniechęcać już na starcie. Odpowiada on bowiem wymogom nowej, socjalistycznej estetyki, której pośrednim wyznawcą, choć w wersji anarchiczno-utopijnej a nie stalinowskiej, był niestety - czy może właśnie stety, skoro to poniekąd głos z wewnątrz - sam Autor (stąd taki, a nie inny tu wokabularz, dziś lekko rażący).
Tę estetykę pamiętam jeszcze z Peerelii, choć wtedy była już ona tylko niczym łagodna poświata w porównaniu z nieubłaganie ostro palącym ciała i dusze nigdy niezachodzącym słońcem stalinizmu.
Wiele to zatem kosztująca lektura, choć nie ma tu np. łagrów, bo to „dopiero” lata 1929-1930, gdy „wszystko się zaczyna”, To czas, gdy na całego rusza ludobójcza kolektywizacja rolnictwa jako „likwidacja kułactwa jako klasy” (czyli nieco zamożniejszych chłopów produkujących na rynek, będących podstawą dotychczasowego ustroju rolnego i aprowizacji kraju). Widać też już powszechną pogardę władzy wobec samej egzystencji ludzi uznanych za wrogów, nie mówiąc nawet o ich godności. Zresztą zbliżony los czeka i niektórych zwolenników „nowego”.
Wszystko tu w zasadzie przeraża; najmocniejsze wrażenie wywarło na mnie kilka wątków.
Kwestia matki i dziewczynki, wegetujących gdzieś w piwnicy:
„- Mamo, a na co ty umierasz – na to, że jesteś burżujką, czy na śmierć?
- Obrzydło mi. Umordowałam się – powiedziała matka.
- Bo ty się urodziłaś dawno, dawno temu, a ja nie”.
„- Zgaś światło - powiedziała stara kobieta – bo wciąż cie widzę i żyję. Tylko nigdzie nie odchodź – pójdziesz kiedy umrę. (…)
- Mamo, jesteś jeszcze żywa czy już ciebie nie ma? – zapytała dziewczynka w ciemnościach.
- Jeszcze trochę – odparła matka – Kiedy odejdziesz, nie mów, że tu zostałam nieżywa. Nie opowiadaj nikomu, że to ja cię urodziłam, bo cię zamęczą. Idź stąd jak najdalej, wtedy pozostaniesz przy życiu”.
„ – Chcę kości mamy, przynieś! (...) Wynieść szkielet w całości było trudno, zwłaszcza że łączące go chrząstki dawno zetlały, dlatego Czyklin musiał rozłamać szkielet na poszczególne kości i złożyć je we własnej koszuli jak w worku. W koszuli po umieszczeniu tam wszystkich kości zostało jeszcze dużo miejsca – tak mała była kobieta po śmierci”.
„Ta istota, pełna życia świeżego jak mróz, będzie musiała się męczyć bardziej i dłużej niż on”.
„Wcale nie chciałam się urodzić, bałam się, że będę miała matkę burżujkę (…). Kiedy ich (Stalina i Budionnego) nie było, a żyli sami burżuje, to się nie rodziłam, bo nie chciałam! A teraz, jak się stał Stalin, ja też się stałam!”.
„ – Mamy ich zlikwidować ni mniej, ni więcej tylko jako klasę, byleby wrogowie osierocili cały proletariat i stan parobczański!
- To co wam zostanie?
- Cele, twarda linia dalszych przedsięwzięć, rozumiesz?
- Tak – odpowiedziała dziewczynka. – To znaczy pozabijać wszystkich złych ludzi, bo dobrych jest bardzo mało”,
- W pełni klasowe z ciebie pokolenie – ucieszył się”.
Powszechna przemoc ludzi władzy:
„ -Ty co, jeszcze dychasz?
- Dycham, jak mi się przypomni – slabo.
- A jak zapomnisz dychać?
- To umrę”.
„- A co to za jeden nadmiarowy tutaj leży?
- Tego to ja wykończyłem - objaśnił Czyklin. – Myślałem, że ścierwo się zjawił i uprasza się o cios. Przylałem mu, a ten osłabł”.
- „Babę ma? – zapytał Czyklin Jelisieja.
- Sam pozostawał – odparł Jelisiej.
- To po co był?
- Bał się nie być”.
„- Przyłóż mu! – powiedział Woszczewowi Czyklin. Woszczew podszedł do szkodnika i wykonał uderzenie w twarz. Szkodnik więcej nie zabierał głosu. Woszczew wrócił do Czyklina ze zwykłym sobie zdumieniem nad otaczającym go życiem”.
„Bez najmniejszego ruchu tułowiem wymierzył popu świadome uderzenie w policzek”.
„- Umarli nie robią hałasu – powiedział chłopu Woszczew.
- Już nie będę – skwapliwie odparł leżący i zamarł szczęśliwy, że dogodził władzy.
- Stygnie – Woszczew dotknął szyi chłopa”.
„Słowami wytycza się linie i hasła, twardy znak jest nam potrzebniejszy do miękkiego. To miękki należy zlikwidować, a twardy jest dla nas nieodzowny: to on zapewnia twardość i jasność formuł”.
„- Organizujemy tratwę celem likwidacji klasy, żeby w dniu jutrzejszym sektor kułacki zjechał rzeką do morza i dalej…”.
„Był ustawicznie zdziwiony, że jeszcze żyje na świecie, bo nie posiadał niczego prócz warzyw z przyzagrodowej grządki i biedniackiej ulgi, żadną miarą nie mógł więc osiągnąć wyższego, dostatniego życia”.
„Nieuspołecznione konie, niedobitki, spały smutnie uwiązane do stanowisk tak mocno, żeby nigdy nie upadły, bo niektóre konie stały już martwe; w oczekiwaniu na kołchoz zyskowni chłopi przestali je karmić, żeby uspołecznić się tylko własnym ciałem, a zwierząt nie ciągnąć ze sobą w rozpacz”.
„Pies, nie widząc człowieka, wszedł do szopy i powąchał tylną nogę konia. Potem warknął, wgryzł się całą paszczą w mięso i wydarł dla siebie kawałek. (…) Zwierzę spojrzało i postąpiło krok naprzód , w odczuciu bólu nie zapominając jeszcze żyć”.
Beznadzieja i niedostatek egzystencji:
„Słuchał muzyki z rozkoszą nadziei, z rzadka bowiem w przydziale trafiała mu się radość”.
„Leżał w suchym napięciu przytomności i nie wiedział, czy jest potrzebny na świecie, czy też wszystko bez niego i tak się pomyślnie odbędzie”.
"Na dzień trzydziestolecia życia osobistego Woszczew otrzymał wypowiedzenie w niewielkim zakładzie mechanicznym, w którym zdobywał dla siebie środki do życia. W wypowiedzeniu napisali mu, że usuwa się go z produkcji skutkiem wzrostu w nim osłabienia i zamyślenia w ramach ogólnego rytmu pracy”.
„Jako ktoś żyjący zaocznie Woszczew odbywał swoje przechadzki między ludźmi, czując wzbierającą sile zasmuconego umysłu, coraz samotniejszy w ciasnocie swojej zgryzoty”.
„Nikt o niczym nie śnił i nie rozmawiał ze wspomnieniami – każdy istniał bez żadnej nadwyżki życia”.
„Woszczew dostał łopatę i z zajadłością rozpaczy własnego życia zacisnął ją w rękach, jakby chciał wydobyć prawdę ze środka ziemskiego prochu”.
„Pracował niepomny czasu ani miejsca, oddając resztkę swoich ciepłych sił kamieniowi, który rozbijał – kamień się rozgrzewał, a Kozłow stopniowo chłódł”.
„– Fajrant! Już czas, bo umordujecie się, umrzecie i kto wtedy będzie ludźmi?”.
„Bał się zapomnieć o obowiązku radości”.
„Marne jest życie psa; żyje tylko ze względu na urodzenie, jak ja”.
„Zamiast nadziei pozostało mu jedynie trwanie”.
„Niech przyszłość będzie obca i pusta, a przeszłość spoczywa w grobach”.
„Zasiadł do sporządzenia projektu własnej śmierci, żeby zapewnić ją jak najszybciej i najnieomylniej”.
„Z postanowieniem skonania położył się do łóżka i zasnął w szczęśliwej obojętności dla życia”.
„Nieznany, zmęczony człowiek siedział przy kociołku w oczekiwaniu wieczerzy, zdeterminowany ścierpieć swoje życie do końca”.
„Kiedyś w taki właśnie wieczór dom jego dzieciństwa minęła dziewczyna, a on nie mógł sobie przypomnieć ani jej twarzy, ani roku owego wydarzenia, odtąd jednak wpatrywał się we wszystkie twarze kobiece i w ani jednej nie rozpoznawał tamtej, która choć znikła, pozostała jego jedyną ukochaną, co przeszła obok niego tak blisko i nie przystanęła w drodze”.
„No cóż - mawiał zwykle w okresie trudności – tak czy owak, historycznie nadejdzie szczęście”.
„Jeżeli patrzeć tylko z dołu, w suche głupstwo gleby i trawy, żyjących w ścisku i w biedzie, to w życiu nie było nadziei”.
„Szykując się na noc jak na zimę, włożył swój waciak żółtotyfusowej barwy, który był jedynym jego okryciem od czasu ujarzmienia burżuazji”.
„Żeby nie myśleć dalej, chłop położył się w dół i płakał jak najszybciej płynącymi łzami, niecierpiącymi zwłoki łzami”.
„Dzieciak rozgryzł ze zdziwieniem całkowicie kamienisty cukierek, który błyszczał jak rozcięty lód, a w środku nie miał nic prócz twardości. Chłopiec oddał z powrotem pół cukierka aktywiście”.
Glosy krytyki
„Jak zrobicie kołchoz z całej republiki, cała republika stanie się gospodarstwem indywidualnym”.
„- Uważajcie, dzisiaj mnie nie ma, a jutro was nie będzie. Wyjdzie tak, że w socjalizmie znajdzie się tylko wasz główny człowiek” (za taką wycieczkę wobec Stalina Autor powinien był trafić „pod stienku”.
„Aktyw Kołchozu im. Linii Generalnej stoczył się już w lewackie bagno prawicowego oportunizmu” – cytuje ktoś wytyczne z samej „góry”. Za to kolejna kulka by się należała…
I jeszcze takie poruszające wątki, jak sto trumien – jedyne bogactwo chłopów z „rozkułacznej” wsi. ”Każdy u nas żyje tym, że ma swoją trumnę; teraz to nasze całe gospodarstwo”.
Albo zupełnie już surrealistyczna kwestia niedźwiedzia-kowala, który w kołchozie bez wytchnienie wykuwa nie tylko żelazne obręcze – ale i wszystkim świetlaną przyszłość.
Nie może być i nie jest przypadkiem, że ta przypowieść zaczyna się od kopania wielkiego dołu pod fundament nowego domu, nowego ustroju, nowego wszystkiego, a kończy się kopaniem dołu nieco mniejszego, dołu, który jest grobem nie tylko chyba pojedynczego nowego życia…
„Kopał przez piętnaście godzin cięgiem, żeby grób był głęboki i nie zdołały przeniknąć do niego ani robak, ani korzeń rośliny, ani ciepło, ani zimno, i żeby spokoju dziecka nigdy nie zmącił hałas życia z powierzchni ziemi”.
I tylko zadziwia – tego, kto nie zna Tamtych Czasów - odautorska nota końcowa: „Autor mógł się pomylić, przedstawiając w obrazie śmierci dziewczynki zagładę socjalistycznego pokolenia, ale pomyłka ta wynikła jedynie z nadmiernego niepokoju o coś miłego sercu, o coś, czego strata równałaby się zniszczeniu nie tylko przeszłości, lecz także przyszłości”.
PS Ta książka z 1930 r. ukazała się w ojczyźnie Autora dopiero w 1987 r. w erze Gorbaczowa. Wcześniej była rozpowszechniana nielegalnie i poza Sowiecją....
Przez te wszystkie czterdzieści parę lat mojego czytania poznałem niemal wszystkie najważniejsze książki o Sowietach - od de Custine’a (tak, tak) do Lebiediewa - ale lektura Płatonowa wywarła na mnie wrażenie piorunujące.
Przy „Dole” bledną wszystkie inne obrazy komunistycznego piekła - nie tylko dlatego, że był pierwszy w czasie i ostatni w komunistycznym prawie. Mało...
W Dole miało być pięknie. A tu nie ma żadnej, absolutnie, totalnie żadnej nadziei. Czytałem ponad trzy tygodnie. Książka to przecież króciutka, bo licząca raptem 180 stron. Wydawałoby się: na jeden wieczór, ewentualnie na dwa, jeśli zdarzy się przysnąć. Czemu zatem tak?
Zanim odpowiem na to pytanie, krótko nakreślę fabułę. Oto robotnicy zaczynają kopać fundamenty pod dom dla wszystkich proletariuszy. Nie wiadomo kto zlecił im to zadanie, jaki jest termin postawienia owego domu (znając ówczesne realia: jak najszybciej, maksymalnym nakładem sił, ale przy wiecznym niedoborze środków), w jakim miejscu Rosji się znajdujemy. Do kopaczy dołącza Woszczew, który, zdawałoby się, jest głównym bohaterem, ale w sumie po kilku (może kilkunastu) stronach już wiadomo, że tu nie będzie głównego bohatera, że tu głównym bohaterem będzie każdy i nikt. Pojawi się Czyklin, pojawi się inżynier Pruszewski, Kozłow, Nastia… Ale w sumie żaden z nich, oprócz Nastii, nie odegra w tej historii żadnej roli, są niepotrzebni. Pomimo tzw. klasowego uświadomienia są tylko odpadami historii; rozłożą się w tym samym dole, który z taką zawziętością wykopują.
To książka potwornie wręcz ciężka, jedna z tych, po przeczytaniu których sięga się po pistolet albo rozgląda za grubą gałęzią. Jest tak ponura, tak mroczna, tak pozbawiona nadziei, że jej czytanie wręcz boli. Zmuszałem się do przeczytania kilku stronic, kilkanaście było już wyzwaniem. I nie chodzi wyłącznie o to, jaką wizję roztacza Płatonow. W Dole wyjątkową rolę odgrywa język: nie bezbarwny, służący wyłącznie jako nośnik opowieści. Ten język jest pokaleczony, pokawałkowany, pełen sprzeczności i bełkotu nowomowy. Można zapomnieć o jakiejkolwiek naturalności, potoczystości dialogów. Tu każdy nie mówi, a przemawia, jak na plenum aktywu partyjnego. Nie chodzi tylko o pokraczne skrótowce, nawet muzyka z radia nie jest po prostu muzyką z radia, a dziwaczną radiomuzyką.
Nocą nie słychać śpiewu słowika, tylko brzęczenie obżartych padliną, tłustych much. Kiedy słońce zachodzi, ta ziemia staje się martwa. Nie ma niczego, co rozświetlałoby mrok nocy. Jest księżyc, owszem, ale tylko z trupim blaskiem. A kopanie dołu, fundamentu pod wielki dom dla proletariuszy, to tak naprawdę kopanie grobowca. Niebo natomiast jest puste aż do granic. Spoglądanie w nie nie przynosi żadnej otuchy. Świat Płatonowa nie jest światem bez bóstw, a piekłem, tylko że od początku do końca kreowanym przez człowieka.
I dlatego jest tak ponuro. Tu nie ma ŻADNEJ nadziei. Przyznam, że nie widziałem jeszcze takiej kreacji świata. Pewnie mało jeszcze w swoim życiu przeczytałem książek, ale, jeśli chodzi o wypranie z nadziei, to chyba nawet Orwell i Huxley nie zrobili na mnie takiego wrażenia.
Płatonow nie jest satyrykiem w stylu Gombrowicza (jak słusznie moim zdaniem pisze Adam Pomorski w posłowiu), ale ja odnoszę wrażenie, że pewne powinowactwa między tymi twórcami jednak istnieją. Chodzi przede wszystkim o sposób obrazowania: o absurdalne, pozornie bezsensowne scenki, po których wyświetleniu czytelnik najpierw się uśmiecha, a chwilę później odkrywa symboliczny, głęboko ponury sens.
Oto chłopi, zgromadzeni na chwilę przed kolektywizacją (jakby to nie był proces, a wydarzenie nagłe: w jednej chwili są indywidualnymi gospodarzami, błysk, i budzą się jako kołchoźnicy), owi chłopi żegnają się ze sobą, wybaczają sobie winy, a po błysku dumnie ogłaszają, że teraz już są prawdziwymi kołchoźnikami, którzy noszą wewnętrznie rozsypali się w proch.
Płatonow w krzywym zwierciadle (chociaż do tej książki bardziej pasowałoby pęknięte zwierciadło), redukując zdarzenia do absurdu, rekonstruuje kolektywizację i rozkułaczanie.
Co więcej: momentami staje się wręcz prorokiem. Bo jak inaczej traktować radiowy komunikat o zbieraniu kory wierzbowej, jeśli przypomnimy sobie tzw. jedzenie kolektywizowanych ukraińskich chłopów? Czy, żeby rozciągnąć przepowiednię też na inne systemy, skutki wielkiego skoku naprzód czy „dietę” więźniów obozów koncentracyjnych?
Ci ostatni, zdaje się, kory akurat nie jedli, ale cieniutką zupę z brukwi i chleb z trocin już tak. Dlaczego wspominam też o nich? Wszak, wedle niektórych specjalistów, nazizm i komunizm to jednak dwa odrębne reżimy. Guzik prawda: Płatonow, jak późniejszy Wasilij Grossman, stawia między nimi znak równości. Od metod działania, bardzo podobnych, poprzez okaleczanie, wykoślawianie języka, odbieranie nadziei w sposób skrajny, kończąc na potwornym przemyśle, splatającym seks i śmierć (nieustanna produkcja i nieustanne odstrzeliwanie mięsa armatniego, o czym też wspomina Pomorski w posłowiu).
Na koniec przychodzi mi do głowy, że całą książkę można traktować jako gorzkie podsumowanie komunizmu radzieckiego, chociaż w czasach powstawania książki dopiero się rozkręcał: system, który miał dać robotnikom i chłopom wolność, znieść pieniądze, zrównać ludzi, w założeniach przynieść też upragnioną sprawiedliwość, w rzeczywistości skupił się na ludobójstwie, niesprawiedliwości, pustej propagandzie, kołchozowania, rozkułaczania, głodu, biedy… Długo można by wymieniać.
A dwa: Nastia. To nowe dziecko, dziecko systemu, któremu od małemu wpaja się, że wujek Stalin ma usta słodsze od malin, jest jej przyjacielem, przewodnikiem, podobnie jak dziadek Lenin. Mały Pawlik Morozow się nasuwa, idealny produkt komunizmu. Cóż z tego, skoro Nastia odchodzi, umiera. Nie ma zatem przyszłości. I to pokolenie jest stracone. A więc znów beznadzieja.
Jeśli tak miał (i ma) wyglądać nowy wspaniały świat, to ja jednak podziękuję. Płatonow wiedział to już wtedy.
W Dole miało być pięknie. A tu nie ma żadnej, absolutnie, totalnie żadnej nadziei. Czytałem ponad trzy tygodnie. Książka to przecież króciutka, bo licząca raptem 180 stron. Wydawałoby się: na jeden wieczór, ewentualnie na dwa, jeśli zdarzy się przysnąć. Czemu zatem tak?
Zanim odpowiem na to pytanie, krótko nakreślę fabułę. Oto robotnicy zaczynają kopać fundamenty pod dom...
"Dół Płatonowa" to niezwykle ambitna i głęboka książka, która skłania czytelnika do refleksji nad naturą ludzkiej egzystencji. Autor w mistrzowski sposób eksploruje złożone koncepcje filozoficzne, prowadząc czytelnika przez labirynt myśli i emocji. Jednakże, trzeba przyznać, że jest to trudna lektura, wymagająca skupienia i czasem wielokrotnego przeczytania, by w pełni zrozumieć jej głębszy sens. Pomimo tego, warto poświęcić czas na jej lekturę, ponieważ nagroda w postaci głębszego zrozumienia ludzkiej egzystencji jest bezcenna.
"Dół Płatonowa" to niezwykle ambitna i głęboka książka, która skłania czytelnika do refleksji nad naturą ludzkiej egzystencji. Autor w mistrzowski sposób eksploruje złożone koncepcje filozoficzne, prowadząc czytelnika przez labirynt myśli i emocji. Jednakże, trzeba przyznać, że jest to trudna lektura, wymagająca skupienia i czasem wielokrotnego przeczytania, by w pełni...
Nowe tłumaczenie "Wykopu", jak pisze Andrzej Stasiuk w przedmowie, z definitywnej rosyjskiej edycji, która uwzględnia dokonane zmiany. Tak czy inaczej nadal ta książka pozostaje przerażającą metaforą sowieckiej Rosji, w której za beznamiętnymi określeniami stoją przerażające rzeczy, jak budowa tratwy, którą ma się spławić w morze kułaków. Po pierwszej lekturze "Wykopu" miałem ważenie ważnej książki o powszechnie znanych sprawach. Po lekturze "Dołu" zacząłem te znane sprawy dzielić na małe fragmenty, z których wyłaniać zaczęła się groza czająca się za niby banalnymi zdarzeniami. Teraz mam ochotę czytać Płatonowa trzeci raz i analizować sens każdego zadnia. Z każdym zdaniem ukazuje się nowy horyzont, nowa groza, nowy przerażający szczegół.
Nowe tłumaczenie "Wykopu", jak pisze Andrzej Stasiuk w przedmowie, z definitywnej rosyjskiej edycji, która uwzględnia dokonane zmiany. Tak czy inaczej nadal ta książka pozostaje przerażającą metaforą sowieckiej Rosji, w której za beznamiętnymi określeniami stoją przerażające rzeczy, jak budowa tratwy, którą ma się spławić w morze kułaków. Po pierwszej lekturze...
Budowa w dole wielkiego domu, który zapewni dach nad głową wszystkim proletariuszom, od samego początku skazana jest na niepowodzenie. Widmo porażki nie zraża robotników, nie studzi ich zapędów i nie pozbawia wiary w przyszłe dzieło, a co w powieści Andrieja Płatonowa doskonale obrazuje wątłe fasady komunizmu oraz zwodniczość tego systemu. Bohaterowie „Dołu” są nieprawdopodobnie naiwni w swoich wyobrażeniach o zjednoczeniu mas pracujących, a większość czynów i zamiarów usprawiedliwiają rewolucyjnymi hasłami bez głębszej refleksji nad konsekwencjami swoich działań. Andriej Płatonow wyprał ich z ludzkich odruchów do tego stopnia, że nawet w chwilach słabości bohaterów nie opuszcza myśl o zgromadzeniu kołchoźników pod wspólnym niebem. Dół przypomina zbiorowy grób, w którym zostaną pogrzebani wszyscy przodownicy pracy, bo komunizm w końcu ich zdradzi i nie pozostawi przy życiu nikogo, kto mógłby zapłakać nad losem robotników. Samozagładę na własne życzenie w wydaniu Andrieja Płatonowa przepełnia groteska, zwłaszcza na poziomie języka powieści. Nowomowa w ustach robotników chwilami brzmi wesoło, lecz z drugiej strony potwierdza ich przesiąknięcie sztandarowymi hasłami zdradzieckiego systemu, którym skazili nawet dziecko. Andriej Płatonow daje upust swojej mrocznej wyobraźni i nie cofa się przed niczym w próbach uzmysłowienia czytelnikowi ogromnego żniwa, jakie komunizm zebrał wśród niewinnych ofiar.
Budowa w dole wielkiego domu, który zapewni dach nad głową wszystkim proletariuszom, od samego początku skazana jest na niepowodzenie. Widmo porażki nie zraża robotników, nie studzi ich zapędów i nie pozbawia wiary w przyszłe dzieło, a co w powieści Andrieja Płatonowa doskonale obrazuje wątłe fasady komunizmu oraz zwodniczość tego systemu. Bohaterowie „Dołu” są...
Po lekturze Płatonowa czułem się chory.Rozpad,zlo,brud,brak nadziei,śmierć. Po "Dole" złapałem doła.Dla mnie ta książka to koszmarny obraz totalitaryzmu i tego co czyni on z ludźmi.
Po lekturze Płatonowa czułem się chory.Rozpad,zlo,brud,brak nadziei,śmierć. Po "Dole" złapałem doła.Dla mnie ta książka to koszmarny obraz totalitaryzmu i tego co czyni on z ludźmi.
Dawno nie miałam sytuacji, gdzie przeczytałam książkę, a dalej nie mam pojęcia, co ona oznacza. Styl - nawet, treść - o czym to w ogóle?, humor - jest, zdarzenia - randomowe, komunizm - zły.
5 ze względu na absurdalność niektórych wypowiedzi. Może do następnego razu.
Dawno nie miałam sytuacji, gdzie przeczytałam książkę, a dalej nie mam pojęcia, co ona oznacza. Styl - nawet, treść - o czym to w ogóle?, humor - jest, zdarzenia - randomowe, komunizm - zły.
5 ze względu na absurdalność niektórych wypowiedzi. Może do następnego razu.
Wpadłem do tego dołu wykopanego przez Płatonowa i nie mogłem się wydostać. Utknąłem. Zupełnie na serio. Fascynuje mnie czytanie o tej książce -- przed rozpoczęciem lektury naczytałem się za wszelkie czasy, co uosabia, jak Płatonow z pisarza zakazanego wyrósł w ostatnim trzydziestoleciu na klasyka nad klasykami, etc. Rozpłynąłem się w metafizycznym, ale i merytorycznym wstępie Stasiuka, poczułem się dopieszczony posłowiem tłumacza Adama Pomorskiego. Sam tekst natomiast okazał się matnią. Może miał nią być. Miałem jako czytelnik poczuć ciężar uspołeczniania i odkułaczania. Miała mnie ta porażka nowego socjalistycznego raju wbić w ziemię.
Zakochałem się w stylu Płatonowa od pierwszych zdań. Był niezwykle poetyczny, ale sympatyzował z opisywanymi bohaterami -- współtworzącymi rewolucję robotnikami. Była w nim pewna naturalna prostota wyrażająca rzeczy zupełnie abstrakcyjne -- czasem dalece intelektualne, filozoficzne, próbujące bez skrupułów zdefiniować to, co było i to, co będzie. Płatonow był przewrotny, tekst był zupełnie niepozorny i całkowicie wywrotowy, pożeniony z narracją -- analogicznie równie prostą i abstrakcyjną zarazem. To tylko pozornie opowieść o robotniku, który zwolniony z pracy, wyrusza w podróż w poszukiwaniu sensu życia i staje się trybikiem wielkiej machiny budującej kolektywnie socjalistyczną potęgę. W rzeczywistości to dojmujący portret całej tej potęgi i stojącej za nią machiny. Jest jedno takie zdanie, wypowiedziane przez Nastię, osieroconą dziewczynkę przygarniętą przez robotników, która z czasem staje się dla nich symbolem rewolucji, świetlanej uspołecznionej przyszłości narodu. "Wcale nie chciałam się urodzić, bałam się, że będę miała matkę burżujkę. Kiedy [Stalina] nie było, a żyli sami burżuje, to się nie rodziła, bo nie chciałam! A teraz, jak stał się Stalin, ja też się stałam!"
Szybko jednak styl ten, z początku tak ujmujący, zaczął mnie obezwładniać i przytłaczać, podobnie jak kręcąca się dookoła siebie samej opowieść, wprowadzająca kolejnych bohaterów, kolejne specyficzne wynalazki epoki, przez to stając się dla mnie coraz bardziej nieprzenikniona. Czytając, wyobrażałem sobie "Dół" jako film Tarkowskiego, w którym zbyt wiele męskich postaci zbyt podobnych do siebie, by móc je rozróżnić, prowadzi intelektualne dysputy gdzieś w rogu długiego czarno-białego ujęcia akcentującego księżycowy krajobraz radzieckiej wsi przytłoczonej zimową szarugą. Było w tej opowieści coś bezkompromisowo antyludzkiego, formalnego, oschłego, zdystansowanego -- z pewnością celowo -- co nie tylko kreśliło sytuację bohaterów wyjątkowo posępnie, ale odbierało szansę czytelnikowi na nawiązanie z nimi jakiegokolwiek kontaktu. Dlatego wpadłem w dół i utknąłem. Straciłem wszelki napęd, by doprowadzić lekturę do końca, aż zebrałem się znowu w sobie i jednym haustem połknąłem resztę, jak połyka się truciznę. Taka to była książka.
Wpadłem do tego dołu wykopanego przez Płatonowa i nie mogłem się wydostać. Utknąłem. Zupełnie na serio. Fascynuje mnie czytanie o tej książce -- przed rozpoczęciem lektury naczytałem się za wszelkie czasy, co uosabia, jak Płatonow z pisarza zakazanego wyrósł w ostatnim trzydziestoleciu na klasyka nad klasykami, etc. Rozpłynąłem się w metafizycznym, ale i merytorycznym...
Zapoznałem się z książką dawno temu jeszcze w tłumaczeniu Andrzeja Drawicza. Teraz przypomniałem sobie Wykop/Dół i w trakcie lektury towarzyszyło mi to samo wrażenie. Rzeczywistość okolic budowy domu proletariackiego jest przytłaczająca, nieludzka. Nie sposób, wyobrażając sobie ten świat, nie mieć przed oczami podobnych do siebie sylwetek w watowanych kurtkach, w butach roboczych pokrytych tak jak i ich ręce warstwą zaschłego błota. Ludzie w tej powieści to już z pewnością ludzie radzieccy. To już ludzie, których naturalną przestrzenią jest diaboliczna rzeczywistość utopii. Rzeczywistość, której jedynym porządkiem i sensem jest aktualna wykładnia obowiązującej ideologii. Wszystkie ludzkie uczucia, wszelkie przejawy człowieczeństwa nawet gdy się pojawią to nie są w stanie się rozwinąć inaczej niż do zwyrodniałej, groteskowej, nawet karykaturalnej postaci.
Bohaterowie powieści w większości są zgorzkniali, wyczerpani. Zachowują się jak maszyny, a ich ludzkie odruchy przejawiają się w wybuchach nienawiści i złości. Przykładem tego jest Żaczew, emblematyczna postać dla książki, rozgoryczony inwalida poruszający się na chałupniczo skonstruowanym wózku. Dla takiego świata przykład Żaczewa jest reprezentatywny. Ludzie w takim świecie są bezsilni wobec władzy, a ich życie nie ma żadnego znaczenia - jest rozpatrywane tylko w kontekście wykonanej lub nie następnej piatletki. Woszczew i Czyklin, oraz pozostali bohaterowie powieści nie mają cech indywidualnych (nawet Woszczew, którego przydzielono do ekipy kopaczy po usunięciu z fabryki za spowilnienie spowodowane "myśleniem"). Są częścią masy ludzkiej, która wykonuje naznaczoną robotę choć nikt, łącznie z partyjnymi planistami, nie widzi w tym sensu i pożytku. "Dół" Płatonowa to wielka powieść. Jej napisanie i próby wydania wymagały też od autora wielkiej odwagi.
Zapoznałem się z książką dawno temu jeszcze w tłumaczeniu Andrzeja Drawicza. Teraz przypomniałem sobie Wykop/Dół i w trakcie lektury towarzyszyło mi to samo wrażenie. Rzeczywistość okolic budowy domu proletariackiego jest przytłaczająca, nieludzka. Nie sposób, wyobrażając sobie ten świat, nie mieć przed oczami podobnych do siebie sylwetek w watowanych kurtkach, w butach...
Cyt.:
„Człowiek pracy miewa nocami różne sny – jedne są wyrazem spełnionej nadziei, inne – przeczuciem własnej trumny w gliniastym grobie”
Andriej Płatonow, „Dół”
„Dół” Andriej Płatonow napisał w 1930 roku. Zapis na autorskiej wersji utworu: grudzień 1929 – kwiecień 1930 odnosi się do okresu historycznego do którego utwór nawiązuje. Był to czas, gdy Rosja bolszewicka okrzepła, trwała industrializacja kraju, po rezygnacji z polityki NEP-u rozpoczęto przymusową kolektywizację, stosując brutalne represje wobec chłopów i wprowadzając krwawy terror.
W oficjalnym obiegu ta minipowieść mogła ukazać się dopiero w epoce pierestrojki. W Polsce ukazała się w roku 1987 w przekładzie Andrzeja Drawicza a kolejne jej wydanie w tłumaczeniu Adama Pomorskiego.
Pisarz przez całe życie zmagał się z cenzurą. A jednak pisał cały czas i wydawał. Pod koniec życia wściekle atakowany przez stalinowskich ideologów zmarł na gruźlicę w styczniu 1951 roku.
„Dół” to powieść dziwna. I to dziwna jeśli chodzi o język jak i o treść. Widać tu wyraźnie wpływ Proletkultu, organizacji, której celem było odcięcie się od starej, burżuazyjnej kultury i stworzenie na jej miejsce nowego, proletariackiego języka i nowej kultury. Powstawała dzięki temu tzw. nowomowa, która miała zastąpić zgniłe, burżuazyjne słownictwo. Fragmenty propagandy radzieckiej z lat 20-tych ub. wieku wymieszane z językiem technicznym /dla Płatonowa technika była od zawsze źródłem fascynacji/, absurdem czy dziwaczną frazeologią.
Jeśli przebrniemy już przez to dziwne płatonowowskie dziwactwo językowe, przyswoimy je sobie, zacznie wyłaniać się przed nami arcydzieło. Nikt tak przed nim i mało kto po nim tak lapidarnie nie oddał grozy i koszmaru komunizmu.
Bohaterowie powieści kopią dół, który ma być fundamentem domu dla wszystkich proletariuszy. Budowa kończy się jednak na dość wczesnym etapie, na etapie dziury w ziemi i w pewnym momencie ta piękna wizja zaczyna umierać i dociera do wszystkich bezsens podejmowanych działań. Dziura w ziemi staje się niemal alegorią grobu, drogą do piekła. Fragmenty powieści brzmią niemal satyrycznie, lecz Płatonow sprowadzając rzeczywistość niemal do absurdu wykazuje jej obłęd. Rosja bolszewicka czasów industrializacji i kolektywizacji w języku epoki.
Doskonały przekład Adama Pomorskiego, który w posłowiu ujawnia swoje rozterki związane z przekładem i skalę trudności na jakie się napotykał.
W prozie rosyjskiej niezmiernie fascynujące jest to, iż niemal w każdej powieści można odkrywać i doszukiwać się przeróżnych interpretacji. Tak jest i tym razem. Ta lektura to niezwykłe doświadczenie.
Cyt.:
„Człowiek pracy miewa nocami różne sny – jedne są wyrazem spełnionej nadziei, inne – przeczuciem własnej trumny w gliniastym grobie”
Andriej Płatonow, „Dół”
„Dół” Andriej Płatonow napisał w 1930 roku. Zapis na autorskiej wersji utworu: grudzień 1929 – kwiecień 1930 odnosi się do okresu historycznego do którego utwór nawiązuje. Był to czas, gdy Rosja bolszewicka...
Po „Dół” sięgnąłem dlatego, że czytając „Osiołkiem” Andrzeja Stasiuka zapamiętałem, że autor wspomniał w niej właśnie tę książkę Andrieja Płatonowa. Nie zawiodłem się.
Zacznę od tego, że „Dół” nie był dla mnie do końca zrozumiały. To bardzo trudna książka nie tylko przez kontekst historyczny, sprzeczności napotykane na każdym kroku i niełatwy język (w oryginalnym wydaniu w języku rosyjskim [niestety nie z mojego osobiste doświadczenia], jak i tym przekładzie Adama Pomorskiego). Same wydarzenia, obserwowane przeze mnie z perspektywy zaciekawionego przeszłością dziecka XXI wieku, wydawały mi się tak nierealne, nie na miejscu, że po części niełatwo było przekonać się do dalszego czytania. Zaznaczam jednak, że to nie tak, że powieść wybitnego rosyjskiego pisarza nie była ciekawa - była fascynująca.
„Na dzień trzydziestolecia życia osobistego Woszczew otrzymał wypowiedzenie w niewielkim zakładzie mechanicznym, w którym zdobywał dla siebie środki do życia. W wypowiedzeniu napisali mu, że usuwa się go z produkcji skutkiem wzrostu w nim osłabienia i zamyślenia w ramach ogólnego rytmu pracy” - te dwa zdania tworzące pierwszy akapit utworu są niesamowite. Z pewnością ważną częścią powieści była sama osoba Woszczewa - proletariusza, który poruszał się po świecie w poszukiwaniu prawdy. Nie będę owijał w bawełnę - jego poszukiwania nie były skuteczne, prócz pomysłu, że zostanie ona znaleziona w przyszłości i nadziei, że dzieci i młodzież ją odnajdą. Niemniej ukazana jako coś bezsensownego życiowa misja Woszczewa nie zniechęciła mnie (mogę mowić tylko o sobie) do szukania czegoś nieopisanego i może nie do opisania.
Wszyscy inni bohaterowie utworu - inżynier Pruszewski, Żaczew, inni robotnicy i kołchoźnicy, a także kołchozowy aktywista, nad którego postacią warto się na chwilę pochylić, także, jak się wydaje, skazani są na niepowodzenie. W „Dole” nie zauważyłem nikogo szczęśliwego, wiedzącego, co jest w życiu ważne i mającego określony cel w życiu (kilka razy wspomniano o partii, ale jej działania także przedstawione zostały jako niepotrzebne i absurdalne, tak przynajmniej odczułem). Dziś, około dziewięćdziesięciu lat po pierwszym wydaniu dzieła Andrieja Płatonowa, prawda, szczęście i sens, jeśli o mnie chodzi, wciąż są „płynne”. Tym samym, „Dół” skłania mnie do głębszego zastanowienia się, czego oczekuję od życia i co jest dla mnie ważne.
Pracę Płatonow przedstawił jako coś zapełniającego czas, aby nie myśleć o rzeczach innych (nie chodzi o przedmioty, należące do innych ludzi). To również było dla mnie ciekawe, gdyż znowu „zaproszono” mnie do przystanięcia na chwilę i zastanowienia się nad wszystkim. Jednak, jak narazie, nie udało mi się wyklarować myśli, ani nawet ogólnej idei, która mogłaby mnie prowadzić przez przyszłość. Myślę, że to książki pokroju „Dołu” będą moimi podręcznikami moralności.
Czytanie „Dołu” było wspaniałym i absolutnie genialnym doświadczeniem, pełnym dziwności i skłaniającym do myślenia.
Po „Dół” sięgnąłem dlatego, że czytając „Osiołkiem” Andrzeja Stasiuka zapamiętałem, że autor wspomniał w niej właśnie tę książkę Andrieja Płatonowa. Nie zawiodłem się.
Zacznę od tego, że „Dół” nie był dla mnie do końca zrozumiały. To bardzo trudna książka nie tylko przez kontekst historyczny, sprzeczności napotykane na każdym kroku i niełatwy język (w oryginalnym wydaniu...
Płatonow i jego WYKOP .Niewielka książeczka ,bliżej nieznany mi autor i ciekawość;
dlaczego Andrzej Stasiuk trzyma ją pod poduszką ? Z jakiego powodu pisarz ten na piedestale u Jerzego Pilcha .
Co też w niej jest takiego ,że literackie osobowości tak się nią zachwycają?
Sprawdziłam.
Jest inna niż wszystko co do tej pory czytałam. Niezwykła to mało powiedziane ,jeśli ktoś kocha takie literackie zaskoczenia to jest to książka dla niego.
Styl ,język, budowa zdania ; wszystko to co tworzy formę powieści, co sprawia że smakujesz każde zdanie ,co pochłania twoją uwagę bardziej niż fabuła jest tu doskonałe ,maestria po prostu.
Jeszcze jedno zaskoczenie – atmosfera powieści ,tak dołująca, że po kilku stronach trzeba ją odłożyć ;przetrawić i przeczekać.
Nie ma tam światła ,nie ma koloru ,jest tylko szarość i jakiś koszmarny bezwład rzeczywistości. Nawet nie umiem tego nazwać.
Andrzej Stasiuk doskonale to opisał „Apokalipsa dzieje się tu na wszystkich poziomach. Na poziomie obrazu, filozofii i języka. Słowa pękają, rozrywają się, ponieważ wypowiadane są w absolutnej próżni. Zaczęte zdania u swojego końca nabierają antysensów i popełniają samobójstwo. Obrazy i zdarzenia już u swych początków skazane są na zagładę."
Głęboka prowincja rosyjska i wszechwładny , wszechobecny Stalinizm ze wszystkimi swymi absurdami .Bezwolni ludzie roboty zaprogramowani na 200 % normy wykonujący absurdalną pracę w jakimś kompletnie kretyńskim celu. Szara masa bez znaczenia, dla której tylko śmierć jest wyzwoleniem.
Tak .Płatonow potrafi zdołować -nie ma co mówić.{ jakieś pokrewieństwo z Franzem Kafką jest }.Ale też zachwycić i zaczarować .
Polecam bardzo.
Płatonow i jego WYKOP .Niewielka książeczka ,bliżej nieznany mi autor i ciekawość;
dlaczego Andrzej Stasiuk trzyma ją pod poduszką ? Z jakiego powodu pisarz ten na piedestale u Jerzego Pilcha .
Co też w niej jest takiego ,że literackie osobowości tak się nią zachwycają?
Sprawdziłam.
Jest inna niż wszystko co do tej pory czytałam. Niezwykła to mało powiedziane...
Przed napisaniem opinii, z rzadka tylko czytam opinie o przeczytanych książkach. Nie, żebym lekce sobie ważył zdanie/zdania innych czytelników, szczególnie zaś tych którym napisanie kilku zdań w sprawie akurat zakończonej lektury nie sprawia kłopotu, albowiem staram się aby umieszczone w tym miejscu słowa były, w miarę możliwości rzecz jasna, dodajmy: skromnych nad wyraz, jak najbardziej osobiste, żeby nie napisać: prywatne.
Tym razem jednak przeczytałem. Kilka. Pozbywając się, podczas czytania, wątpliwości. Takiejż oto, że spotkałem się z dziełem wobec którego jedyną opinią na jaka mogę sobie pozwolić jest dziesięć gwiazdek okraszonych słowem bezwzględnym: ARCYDZIEŁO.
Po szczegóły odsyłam do innych opinii, których autorzy próbowali się zmierzyć z zawartością "Dołu".
A przeczytać trzeba koniecznie. No.
Przed napisaniem opinii, z rzadka tylko czytam opinie o przeczytanych książkach. Nie, żebym lekce sobie ważył zdanie/zdania innych czytelników, szczególnie zaś tych którym napisanie kilku zdań w sprawie akurat zakończonej lektury nie sprawia kłopotu, albowiem staram się aby umieszczone w tym miejscu słowa były, w miarę możliwości rzecz jasna, dodajmy: skromnych nad wyraz,...
Wybitna powieść, która wrzuca nas na skute mrozem odmęty wschodu i mówi IDI I SMOTRI, towarzyszu. W minimalistyczny sposób rozkłada na czynniki pierwsze społeczeństwo, propagandę i strukturę państwa, nie oszczędzając niczego w swojej ocenie. Nastia to bardzo ciekawa postać, enigmatyczna i w gruncie rzeczy uniwersalna. Akurat w trakcie lektury pracowałem nad przedstawieniem koncepcji amerykańskiego snu w kulturze i można zauważyć ciekawe analogie między komunistyczną propagandą i promocją idei american dream. Żeby takie analogie najłatwiej wysupłać, polecam czytać strukturalistycznie, starając się zrozumieć kontekst polityczny i jego wpływ na schemat funkcjonowania społeczeństwa.
Wybitna powieść, która wrzuca nas na skute mrozem odmęty wschodu i mówi IDI I SMOTRI, towarzyszu. W minimalistyczny sposób rozkłada na czynniki pierwsze społeczeństwo, propagandę i strukturę państwa, nie oszczędzając niczego w swojej ocenie. Nastia to bardzo ciekawa postać, enigmatyczna i w gruncie rzeczy uniwersalna. Akurat w trakcie lektury pracowałem nad przedstawieniem...
Antyutopia o totalitaryzmie, mimo że jest to powieść dość krótka (ok 160str) to niełatwa w odbiorze, wiele scen, postaci symbolicznych. Wstęp Stasiuka i posłowie tłumaczą trochę zaułki wspomnianej symboliki. Książka do stopniowego odkrywania, poprzedziła Mistrza i Małgorzatę w rosyjskiej literaturze, co już jest mocną rekomendacją.
Antyutopia o totalitaryzmie, mimo że jest to powieść dość krótka (ok 160str) to niełatwa w odbiorze, wiele scen, postaci symbolicznych. Wstęp Stasiuka i posłowie tłumaczą trochę zaułki wspomnianej symboliki. Książka do stopniowego odkrywania, poprzedziła Mistrza i Małgorzatę w rosyjskiej literaturze, co już jest mocną rekomendacją.
Wymagająca lektura z uwagi na charakter powiastki - komunistyczna antyutopia z dużą ilością groteski, absurdu, specyficznym prowadzeniu dialogów (korzystanie z elementów nowomowy), mnogością dziwnych zdarzeń. Książka nie ma głównego bohatera, a przynajmniej nie jest nim człowiek. Na centralnym miejscu stoi idea, wobec której ludzie się wyłącznie podporządkują i są jedynie wykonawcami narzuconego planu. Planu nierealnego, wskutek czego ludzie ci tracą indywidualność i możliwość wpływu na swoje losy. Jest tu bardzo dużo symboliki więc nie ignorujcie pozornie niepotrzebnych scenek, dialogów, wydarzeń. Pomimo niewielkich rozmiarów, książka zawiera maksimium treści więc skupienie przy lekturze jest konieczne. "Dół" daję satysfakcję, choć wydźwięk utworu jest bardzo gorzki.
Wymagająca lektura z uwagi na charakter powiastki - komunistyczna antyutopia z dużą ilością groteski, absurdu, specyficznym prowadzeniu dialogów (korzystanie z elementów nowomowy), mnogością dziwnych zdarzeń. Książka nie ma głównego bohatera, a przynajmniej nie jest nim człowiek. Na centralnym miejscu stoi idea, wobec której ludzie się wyłącznie podporządkują i są jedynie...
Gdybym na literackich Mistrzostwach Świata był selekcjonerem drużyny "Powieści, bez których trudno zrozumieć XX wiek", "Dół" byłby jedną z tych, od których rozpoczynałbym ustalanie składu.
Koniecznie!
Gdybym na literackich Mistrzostwach Świata był selekcjonerem drużyny "Powieści, bez których trudno zrozumieć XX wiek", "Dół" byłby jedną z tych, od których rozpoczynałbym ustalanie składu.
Jedna z najbardziej dołujących książek od czasu lektury Houellebecqa.
Świat przedstawiony, ruski kołchoz za Stalina, kraj totalitarny. I tak jak np "Rok 1984" Orwella przedstawiał jak taka rzeczywistość może wyglądać w mieście, tak tutaj mamy prowincję z której nie ma ucieczki.
Wszystko podlega zniszczeniu i gniciu: ludzie, ich umysły, ciała, osobowości. Domy, pamiątki dawnych czasów ale też system, który z jednej strony gnije, a z drugiej próbuje dociskać.
Nie ma tu miejsca nawet na myślenie, wszystko jest poddane systemowi, nawet śmierć nie jest od niego ucieczką. Samokontrola w umysłach, jakakolwiek forma wyjścia nie dość że nie jest możliwa, to w dodatku jest duszona w zarodku.
Książka krótka, nieco ponad 180 stron, nie licząc wstępu Andrzeja Stasiuka i posłowia tłumacza, Adama Pomorskiego, a jednak niezwykle sugestywna, bardzo działająca na wyobraźnię, zwłaszcza w momentach gdy groza miesza się z groteską.
Jedna z najbardziej dołujących książek od czasu lektury Houellebecqa.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwiat przedstawiony, ruski kołchoz za Stalina, kraj totalitarny. I tak jak np "Rok 1984" Orwella przedstawiał jak taka rzeczywistość może wyglądać w mieście, tak tutaj mamy prowincję z której nie ma ucieczki.
Wszystko podlega zniszczeniu i gniciu: ludzie, ich umysły, ciała, osobowości. Domy, pamiątki...
Wielka proza rosyjska. Ciężka jak grudy zmarzniętej ziemi wydobywane z konsomolskiego dołu - dołu, który miał stać się fundamentem lepszej przyszłości, wspólnego, komunistycznego domu, a stał się celem samym w sobie, wspólnym grobem dla idei równości i powszechnej szczęśliwości. "Dół" to apoteoza śmierci. "Dół" to powieść zrodzona z najczarniejszej rozpaczy. "Dół" to opowieść o komunie, gdzie wszyscy są zrównani w jednym, wspólnym grobie.
Wielka proza rosyjska. Ciężka jak grudy zmarzniętej ziemi wydobywane z konsomolskiego dołu - dołu, który miał stać się fundamentem lepszej przyszłości, wspólnego, komunistycznego domu, a stał się celem samym w sobie, wspólnym grobem dla idei równości i powszechnej szczęśliwości. "Dół" to apoteoza śmierci. "Dół" to powieść zrodzona z najczarniejszej rozpaczy. "Dół"...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toksiążka jak dla mnie trochę dołująca i to odczucie nie ma nic wspólnego z tytułem. dobrze się ją czyta, choć rosyjska gramatyka od razu rzuca się w oczy. nie winię tutaj tłumacza za zły przekład, ale niektórych zdań po prostu nie można inaczej przetłumaczyć, by nie zepsuć sensu dialogów.
bardzo zainteresowała mnie w tej historii osoba Nastji, dziecka, które chyba urodziło się komunistą, dziecka, które od najmłodszych lat uskuteczniało walkę klas, pomagało rozkułaczać, gnębiło, poniżało burżujów, nienawidziło kapitalistów, ślepo wierząc w ideały. wierzę, że takie dzieci żyły w tamtych czasach i co najgorsze żyją w obecnych.
książka jak dla mnie trochę dołująca i to odczucie nie ma nic wspólnego z tytułem. dobrze się ją czyta, choć rosyjska gramatyka od razu rzuca się w oczy. nie winię tutaj tłumacza za zły przekład, ale niektórych zdań po prostu nie można inaczej przetłumaczyć, by nie zepsuć sensu dialogów.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tobardzo zainteresowała mnie w tej historii osoba Nastji, dziecka, które chyba urodziło...
„Dół” Płatonowa to obowiązkowa do przeczytania antyutopia rosyjska. W świecie autora nie ma żadnego ratunku, żadnej nadziei, a dół kopany pod fundamenty przyszłego proletariackiego domu staje się masowym grobem. Ludzie wyzuci z życia przez ideologię, chodzą jak we śnie, jakby byli już dawno martwi za życia. Stworzenie proletariackiego nieba oczywiście musi się nie powieść, bo świat jest zbyt skomplikowany, zbyt chaotyczny, a „prawda” tworzona i narzucana centralnie przez partię okazuje się niewystarczającym paliwem napędowym. Czyn i egzystencja stają się bezsensowne w obliczu pewnej klęski, bo ludzie żyją tylko po to, żeby umrzeć. Pięknie napisana.
Andrzej Stasiuk:
„Teraz też tak jest, gdy się jedzie albo leci w tamte strony. Nie ma nic. Wyspy ludzkości wyglądają jak tonące okręty, jak tratwy rozbitków, które za moment pochłonie obojętny, przedwieczny żywioł. Ach, cóż zresztą „tamte strony”…. Gdziekolwiek się wyprawić, widać, że monstrualne przypływy i odpływy znoszą, ścierają nasze ślady, nasze domostwa i nasze życie, by koniec końców odnieść ostateczne zwycięstwo, i zostanie tylko zimna powieka kosmosu zamknięta nad bezmiarem ziem i wód”. s.6
„I wkrótce pojmujemy, że „dół”, „kotłowan”, to grób. Grób, w którym ma się pomieścić cały świat. Zarówno ci, co wierzyli w nieśmiertelność, ja i ci, co stanęli na drodze tej wiary. Wszyscy. Że drążąc warstwy obojętnej i śmiercionośnej materii, schodzimy coraz dalej w głąb, by stać się w końcu kolejnym pokładem ciał i dołączyć do naszych przodków, których pragnęliśmy wskrzesić. Tylko taka łączność z nimi jest nam dana. Tylko poprzez śmierć i spotkanie w piachu i wiecznej zmarzlinie”. s.9
———————
„[…] Woszczew po kruszynach ziemi zszedł do jaru i położył się tam na brzuchu, żeby zasnąć i rozstać się z sobą. Do snu trzeba jednak spokoju ducha, umysłowego zaufania do życia, wybaczenia doznanej przykrości, a Woszczew leżał w suchym napięciu przytomności i nie wiedział, czy jest potrzebny na świecie, czy też wszystko bez niego i tak się pomyślnie obędzie. Nie wiedzieć skąd dmuchnął wiatr, żeby ludziom nie zabrakło powietrza, a podmiejski pies dał znać o swojej służbie słabym głosem zwątpienia.
- Marne jest życie psa; żyje tylko ze względu na urodzenie, jak ja.
Ciało Woszczewa pobladło ze zmęczenia, poczuł chłód na powiekach i przykrył nimi ciepłe oczy”. s.15
„Do samego wieczora w milczeniu chodził po mieście jakby w oczekiwaniu, kiedy to świat stanie się ogólnie znany. Było mu jednak jak dawniej niejasno na świecie, a w ciemności własnego ciała wyczuwał ciche miejsce, w którym nie było niczego, ale nic niczemu nie przeszkadzało się zacząć. Jako ktoś żyjący zaocznie Woszczew odbywał swoje przechadzki między ludźmi, czując wzbierająca siłę zasmuconego umysłu, coraz samotniejszy w ciasnocie swojej zgryzoty”. s.22
„Na wykoszonym pustkowiu zalatywało wonią umarłej trawy i stęchlizną obnażonej ziemi, przez co wyraźniej odczuwało się ogólny smutek życia i zgryzotę daremności”. s.27
„[…] Woszczew dostał łopatę i z zajadłością rozpaczy własnego życia zacisnął ją w rękach, jakby chciał wydobyć prawdę ze środka ziemskiego prochu; w swoim nieszczęściu godził się nie mieć sensu istnienia, pragnął jednak przynajmniej widzieć go w materii innego, bliźniego człowieka - a po to, żeby znaleźć się w pobliżu owego człowieka, mógł poświęcić pracy całe swoje słabe ciało, znużone myślą i bezsensem”. s.27
„Inżynier Pruszewski już w wieku dwudziestu pięciu lat poczuł ograniczenie własnej świadomości i kres dalszego pojęcia życia, jak gdyby przed jego doznającym umysłem wyrosła ciemna ściana. Dręczył się odtąd, pełzając pod swoją ścianą, i sam siebie pocieszał, że w istocie pojął najbardziej typową, prawdziwą strukturę materii, z której powstał złożony świat i ludzie, cała dostępna nauka mieści się jeszcze po tej stronie ściany jego świadomości, a za ścianą pozostał tylko nudny obszar, do którego można się nie spieszyć. Brała go jednak ciekawość - czy ktoś nie wydostał się za ścianę?”. s.36
„Święcąc bez ocalenia, wisiała w oddali niewyraźna gwiazda, która nigdy nie będzie bliższa. Pruszewski wpatrywał się w nią przez mętne powietrze, czas mijał, a jego nachodziło zwątpienie.
- Czy mam umrzeć?
Pruszewski nie widział nikogo, dla kogo byłby tak niezbędny, by koniecznie podtrzymywać siebie aż do odległej jeszcze śmierci. Zamiast nadzieli pozostało mi jedynie trwanie, a tam gdzie kończy się ciąg nocy, gdzie kończą się bezlistne, rozkwitłe i na powrót obumarłe ogrody, napotkani i przeminieni ludzie, istnieje jego godzina, w której trzeba się będzie położyć do łóżka, obrócić twarzą do ściany i skonać, zanim zdąży się zapłakać. Na świecie będzie żyła tylko jego siostra, ta jednak urodzi dziecko i uczucie do niego weźmie górę nad smutkiem po umarłym, zniweczonym bracie.
- Lepiej umrę - pomyślał Pruszewski. - Wykorzystują mnie, ale nikomu nic po mnie. Jutro napiszę ostatni list do siostry, trzeba rano kupić znaczek.
Z postanowieniem skonania położył się do łóżka i zasnął w szczęśliwej obojętności dla życia. Zanim zdążył odczuć pełnię szczęścia, obudziło go ono o trzeciej nad ranem. W otoczeniu pobliskich jabłoni siedział w pokoju w świetle i ciszy aż do świtu, a wtedy otworzył okno, żeby słyszeć ptaki i kroki przechodniów”. s.36-37
„[…] Jeżeli patrzeć tylko z dołu, w suche głupstwo gleby i trawy, żyjących w ścisku i biedzie, to w życiu nie było nadziei; powszechna światowa bylejakość oraz ludzka niekulturalna posępność wprawiały Safronowa w zakłopotanie i naruszały jego ideologiczne podwaliny. Zaczynał nawet powątpiewać w szczęście przyszłości, które zwidywało mu się w obrazie niebieskiego lata w świetle nieruchomego słońca - we dnie i w nocy wokoło było zbyt niejasno i daremnie”. s.51
„- Nie wiem, malutka: jestem przecież niczym - powiedział Czyklin i pomyślał o swojej głowie, która jedna w całym ciele nie mogła czuć, bo gdyby mogła, to objaśniłaby dziecku cały świat, żeby umiało żyć bezpiecznie”. s.75
„[…] Na ziemskiej zagasłej gwieździe przytulniej czuł się w smutku; obce, odległe szczęście budziło w nim wstyd i niepokój - nieświadomie chciał, żeby świat wiecznie niedobudowany w swojej budowie przypominał jego własne zrujnowane życie”. s.83
„[…] Mimo całkiem jaskrawego słońca czuł się na duszy jakoś nieodpłatnie, tym bardziej, że w polu zalegał mętny zaduch oddechu i zapachu ziół, a Woszczew szedł w tym nagrzanym obłoku udręczonego życia zlanego potem w trudzie własnego wzrastania. Rozejrzał się wkoło - wszędzie w przestrzeni stał opar żywego oddechu, tworząc senną, duszną nieprzejrzystość; na świecie dłużyła się zmęczona wytrwałość, jakby wszystko, co żywe, miało miejsce gdzieś w środku czasu i własnego ruchu: nikt nie pamięta jego początku i nikt nie zna końca, pozostał tylko kierunek we wszystkie strony. I Woszczew znikł w jednej z widocznych dróg”. s.88
„Woszczew, oparty o trumny plecami, spoglądał z wozu w górę - na zgromadzenie gwiazd i martwy masowy odmęt Drogi Mlecznej. Czekał, kiedy zostanie tam podjęta uchwała o skasowaniu doczesnej wieczności, o odkupieniu życiowej udręki. Zdrzemnął się bez nadziei, a obudził się, kiedy wóz stanął”. s.95
„Czyklin wsłuchał się w deszcz, który się zaczął na dworze, w jego przeciągłe, żałobne dźwięki śpiewające w listowiu, w chruścianych płotach i w cichych strzechach wsi; świeża rosa przelewała się obojętnie jak w pustce i tylko rozpacz choćby jednego człowieka zasłuchanego w deszcz mogłaby wynagrodzić to wycieńczenie przyrody”. s.98
„- Babę ma? - zapytał Czyklin Jelisieja.
- Sam pozostawał - odparł Jelisiej.
- To po co był?
- Bał się nie być”. s.102
„Czyklin w taką noc przestał budować tratwę. Woszczew również tak bardzo osłabł na ciele bez ideologii, że nie mógł unieść siekiery i położył się w śniegu: i tak nie ma na świecie prawdy albo może nawet była w jakiejś roślinie czy bohaterskim stworzeniu, ale szedł dziad wędrowny i zjadł ową roślinę albo zadeptał cisnące się w dole stworzenia, sam zaś później umarł jesienią w parowie, a wiatr rozwiał jego ciało w nicość”. s.127
„- Paskuda jesteś - mówił mu Żaczew. - Czego się gapisz jak odjechany? Żyj śmielej - miłuj bliźniego, a drzyj skórę z niego! Myślisz, że to ludzie istnieją? - ale, ale! To tylko wierzchnia powłoka, a do ludzi trzeba iść a iść, tego mi żal!”. s.140
„Śnieżny wiatr ucichł; w odległym niebie opróżnionym z zamieci i chmur ukazał się niejasny księżyc - w niebie, które było tak puste, że dopuszczało wieczną wolność, i tak straszne, że wolność wymagała przyjaźni”. s.142
„- Czujecie co?
- Czujemy - odpowiedział kołchoz.
- A co czujecie?
- Wszystko, tylko siebie - nie”. s.144
„[…] Pruszewski miał wrażenie, że w mózgu zbiegły mu się wszystkie uczucia, wszystkie porywy i dawne tęsknoty, świadome siebie aż po samo źródło pochodzenia, po śmiertelne unicestwienie naiwności wszelkiej nadziei. Pochodzenie uczuć pozostawało jednak punktem życiowych wzruszeń; umierając, można na zawsze utracić, nie dochodząc doń, ten jedyny szczęśliwy, prawdziwy obszar egzystencji. Co robić, mój Boże, skoro nie ma już owych zapamiętałych wrażeń, które wzbudzają życie, żeby powstając, wyciągało przed siebie ręce ku własnej nadziei?”. s.158
„[…] Jeżeli rozum to synteza instynktów, w której uśmierzają się i zamierają wszystkie strumienie niespokojnych odruchów, to skąd niepokój i ruch? Nie wiedział, wiedział tylko, że namiętnością rozumu jest pociąg do śmierci, to jedyny jego instynkt; wtedy być może domknie krąg - powróci do pochodzenia uczuć, do wieczoru letniego dnia swojego niepowtarzalnego spotkania”. s.158
„W południe Czyklin zaczął kopać dla Nasti specjalny grób. Kopał przez piętnaście godzin cięgiem, żeby grób był głęboki i nie zdołały do niego przeniknąć ani robak, ani korzeń rośliny, ani ciepło, ani zimno, i żeby spokoju dziecka nigdy nie zmącił hałas życia z powierzchni ziemi. Trumienne posłanie Czyklin wyżłobił w litym głazie i przygotował też szczególną granitową płytę jako pokrywę, żeby dziewczynki nie przytłoczył olbrzymi ciężar grobowych prochów”. s.175-176
„Czy zeteserka skona jak Nastia, czy wyrośnie na całego człowieka, na nowe historyczne społeczeństwo? To niespokojne uczucie stanowiło właśnie przedmiot utworu, kiedy pisał go autor. Autor mógł się pomylić, przedstawiając w obrazie śmierci dziewczynki zagładę socjalistycznego pokolenia, ale pomyłka ta wynikła jedynie z nadmiernego niepokoju o coś miłego sercu, o coś, czego strata równałaby się zniszczeniu nie tylko przeszłości, lecz także przyszłości”. s.176
„Dół” Płatonowa to obowiązkowa do przeczytania antyutopia rosyjska. W świecie autora nie ma żadnego ratunku, żadnej nadziei, a dół kopany pod fundamenty przyszłego proletariackiego domu staje się masowym grobem. Ludzie wyzuci z życia przez ideologię, chodzą jak we śnie, jakby byli już dawno martwi za życia. Stworzenie proletariackiego nieba oczywiście musi się nie powieść,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to161/130/2025
To jest zapewne książka ważna i dobra. Niestety napisana w sposób, który przerasta mój poziom intelektualny. Brakuje mi ciągłości akcji (hmmm, trudno w ogóle mówić, że jest tam jakaś akcja - dla mnie tym gorzej), brakuje mi początku i końca (no racja, nie ma akcji...), brakuje mi wyłożenia sensu jak kawę na ławę (jako mniej sprawna umysłowo lubię, jak jest wszystko jasne). Plus za zabawę językiem: "Woszczew myślał bez myśli", "Wsadził łapy do wiadra z wodą, żeby odmokła ich czystość" i sporo innych. A na końcu pochowali przyszłość.
Dla odważnych. Dla rozwiniętych umysłów.
"(...) martwiło go, że ta mądra kierownicza osobistość śpi jak byle obywatel wśród leżących mas i straci teraz swój autorytet."
"No cóż, jak zrobicie kołchoz z całej republiki, cała republika stanie się gospodarstwem indywidualnym."
161/130/2025
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jest zapewne książka ważna i dobra. Niestety napisana w sposób, który przerasta mój poziom intelektualny. Brakuje mi ciągłości akcji (hmmm, trudno w ogóle mówić, że jest tam jakaś akcja - dla mnie tym gorzej), brakuje mi początku i końca (no racja, nie ma akcji...), brakuje mi wyłożenia sensu jak kawę na ławę (jako mniej sprawna umysłowo lubię, jak jest...
Są takie książki, które wyrażają więcej niż tysiące naukowych tomów i rozpraw. Zdecydowanie do takich książek można zaliczyć "Dół" A. Płatonowa.
Książka wybitna, stworzona w przeciągu pięciu miesięcy w 1930 roku XX wieku, stała się poniekąd inspiracją do kolejnego wielkiego arcydzieła jakim był niewątpliwe "Mistrz i Małgorzata".
W tych niespełna 180 stronach znajdziemy cały absurd i okrucieństwo tego czym był i jest komunizm w praktyce. Czasami nie są potrzebne wielkie elaboraty i dyskusje na ten temat, a wystarczy sięgnąć tylko po książkę autora, który był człowiekiem funkcjonującym w tym systemie. Żeby pokazać jego prawdziwą twarz Płatonow musiał sięgać do różnych sztuczek stylistycznych, symboliki oraz metafor.
Oczywiście mimo tych zabiegów książka była zakzana w ZSRS, aż do końca lat 80 XX wieku. Oficjalnie ukazała się dopiero kiedy I sekretarzem KPZR został Gorbaczov.
Mimo, że książka teoretycznie nawiązuje do komunizmu to nie czyni jej przestarzałą, bo czy dzisiaj nie mamy doczynienia z nowomową, partyjnym bełkotem oraz przekazem, a także jedyną "prawdą" objawioną przez rządzących?
Licho nie śpi!
Są takie książki, które wyrażają więcej niż tysiące naukowych tomów i rozpraw. Zdecydowanie do takich książek można zaliczyć "Dół" A. Płatonowa.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka wybitna, stworzona w przeciągu pięciu miesięcy w 1930 roku XX wieku, stała się poniekąd inspiracją do kolejnego wielkiego arcydzieła jakim był niewątpliwe "Mistrz i Małgorzata".
W tych niespełna 180 stronach znajdziemy...
idę kopać sobie grób
idę kopać sobie grób
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo todo zapamiętania końcówka, pożegnanie pasożytów
do zapamiętania końcówka, pożegnanie pasożytów
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzez te wszystkie czterdzieści parę lat mojego czytania poznałem niemal wszystkie najważniejsze książki o Sowietach - od de Custine’a (tak, tak) do Lebiediewa - ale lektura Płatonowa wywarła na mnie wrażenie piorunujące.
Przy „Dole” bledną wszystkie inne obrazy komunistycznego piekła - nie tylko dlatego, że był pierwszy w czasie i ostatni w komunistycznym prawie. Mało która książka boli aż tak bardzo, gdy się czyta, jakiż to los zgotowali ludzie ludziom. Wszyscy tu żyją tylko "zaocznie".
Andrzej Stasiuk trafnie pisze w posłowiu: „Nie napisano w XX wieku piękniejszej, straszniejszej i mądrzejszej książki o totalitaryzmie i utopii. Nie napisano niczego, co by dorównywało siłą wyrazu ani grozą "Dołowi" Andrieja Płatonowa. Apokalipsa dzieje się tu na wszystkich poziomach”.
Nie da się przecenić wartości tego niełatwego – łagodnie powiedziawszy – arcydzieła. Ta książka nie mogła być inna, na pewno nie „przyjemna w czytaniu”, nie po to powstała. A trudna jest nie tylko sama fabuła. Także język powieści może zniechęcać już na starcie. Odpowiada on bowiem wymogom nowej, socjalistycznej estetyki, której pośrednim wyznawcą, choć w wersji anarchiczno-utopijnej a nie stalinowskiej, był niestety - czy może właśnie stety, skoro to poniekąd głos z wewnątrz - sam Autor (stąd taki, a nie inny tu wokabularz, dziś lekko rażący).
Tę estetykę pamiętam jeszcze z Peerelii, choć wtedy była już ona tylko niczym łagodna poświata w porównaniu z nieubłaganie ostro palącym ciała i dusze nigdy niezachodzącym słońcem stalinizmu.
Wiele to zatem kosztująca lektura, choć nie ma tu np. łagrów, bo to „dopiero” lata 1929-1930, gdy „wszystko się zaczyna”, To czas, gdy na całego rusza ludobójcza kolektywizacja rolnictwa jako „likwidacja kułactwa jako klasy” (czyli nieco zamożniejszych chłopów produkujących na rynek, będących podstawą dotychczasowego ustroju rolnego i aprowizacji kraju). Widać też już powszechną pogardę władzy wobec samej egzystencji ludzi uznanych za wrogów, nie mówiąc nawet o ich godności. Zresztą zbliżony los czeka i niektórych zwolenników „nowego”.
Wszystko tu w zasadzie przeraża; najmocniejsze wrażenie wywarło na mnie kilka wątków.
Kwestia matki i dziewczynki, wegetujących gdzieś w piwnicy:
„- Mamo, a na co ty umierasz – na to, że jesteś burżujką, czy na śmierć?
- Obrzydło mi. Umordowałam się – powiedziała matka.
- Bo ty się urodziłaś dawno, dawno temu, a ja nie”.
„- Zgaś światło - powiedziała stara kobieta – bo wciąż cie widzę i żyję. Tylko nigdzie nie odchodź – pójdziesz kiedy umrę. (…)
- Mamo, jesteś jeszcze żywa czy już ciebie nie ma? – zapytała dziewczynka w ciemnościach.
- Jeszcze trochę – odparła matka – Kiedy odejdziesz, nie mów, że tu zostałam nieżywa. Nie opowiadaj nikomu, że to ja cię urodziłam, bo cię zamęczą. Idź stąd jak najdalej, wtedy pozostaniesz przy życiu”.
„ – Chcę kości mamy, przynieś! (...) Wynieść szkielet w całości było trudno, zwłaszcza że łączące go chrząstki dawno zetlały, dlatego Czyklin musiał rozłamać szkielet na poszczególne kości i złożyć je we własnej koszuli jak w worku. W koszuli po umieszczeniu tam wszystkich kości zostało jeszcze dużo miejsca – tak mała była kobieta po śmierci”.
„Ta istota, pełna życia świeżego jak mróz, będzie musiała się męczyć bardziej i dłużej niż on”.
„Wcale nie chciałam się urodzić, bałam się, że będę miała matkę burżujkę (…). Kiedy ich (Stalina i Budionnego) nie było, a żyli sami burżuje, to się nie rodziłam, bo nie chciałam! A teraz, jak się stał Stalin, ja też się stałam!”.
„ – Mamy ich zlikwidować ni mniej, ni więcej tylko jako klasę, byleby wrogowie osierocili cały proletariat i stan parobczański!
- To co wam zostanie?
- Cele, twarda linia dalszych przedsięwzięć, rozumiesz?
- Tak – odpowiedziała dziewczynka. – To znaczy pozabijać wszystkich złych ludzi, bo dobrych jest bardzo mało”,
- W pełni klasowe z ciebie pokolenie – ucieszył się”.
Powszechna przemoc ludzi władzy:
„ -Ty co, jeszcze dychasz?
- Dycham, jak mi się przypomni – slabo.
- A jak zapomnisz dychać?
- To umrę”.
„- A co to za jeden nadmiarowy tutaj leży?
- Tego to ja wykończyłem - objaśnił Czyklin. – Myślałem, że ścierwo się zjawił i uprasza się o cios. Przylałem mu, a ten osłabł”.
- „Babę ma? – zapytał Czyklin Jelisieja.
- Sam pozostawał – odparł Jelisiej.
- To po co był?
- Bał się nie być”.
„- Przyłóż mu! – powiedział Woszczewowi Czyklin. Woszczew podszedł do szkodnika i wykonał uderzenie w twarz. Szkodnik więcej nie zabierał głosu. Woszczew wrócił do Czyklina ze zwykłym sobie zdumieniem nad otaczającym go życiem”.
„Bez najmniejszego ruchu tułowiem wymierzył popu świadome uderzenie w policzek”.
„- Umarli nie robią hałasu – powiedział chłopu Woszczew.
- Już nie będę – skwapliwie odparł leżący i zamarł szczęśliwy, że dogodził władzy.
- Stygnie – Woszczew dotknął szyi chłopa”.
„Słowami wytycza się linie i hasła, twardy znak jest nam potrzebniejszy do miękkiego. To miękki należy zlikwidować, a twardy jest dla nas nieodzowny: to on zapewnia twardość i jasność formuł”.
„- Organizujemy tratwę celem likwidacji klasy, żeby w dniu jutrzejszym sektor kułacki zjechał rzeką do morza i dalej…”.
„Był ustawicznie zdziwiony, że jeszcze żyje na świecie, bo nie posiadał niczego prócz warzyw z przyzagrodowej grządki i biedniackiej ulgi, żadną miarą nie mógł więc osiągnąć wyższego, dostatniego życia”.
„Nieuspołecznione konie, niedobitki, spały smutnie uwiązane do stanowisk tak mocno, żeby nigdy nie upadły, bo niektóre konie stały już martwe; w oczekiwaniu na kołchoz zyskowni chłopi przestali je karmić, żeby uspołecznić się tylko własnym ciałem, a zwierząt nie ciągnąć ze sobą w rozpacz”.
„Pies, nie widząc człowieka, wszedł do szopy i powąchał tylną nogę konia. Potem warknął, wgryzł się całą paszczą w mięso i wydarł dla siebie kawałek. (…) Zwierzę spojrzało i postąpiło krok naprzód , w odczuciu bólu nie zapominając jeszcze żyć”.
Beznadzieja i niedostatek egzystencji:
„Słuchał muzyki z rozkoszą nadziei, z rzadka bowiem w przydziale trafiała mu się radość”.
„Leżał w suchym napięciu przytomności i nie wiedział, czy jest potrzebny na świecie, czy też wszystko bez niego i tak się pomyślnie odbędzie”.
"Na dzień trzydziestolecia życia osobistego Woszczew otrzymał wypowiedzenie w niewielkim zakładzie mechanicznym, w którym zdobywał dla siebie środki do życia. W wypowiedzeniu napisali mu, że usuwa się go z produkcji skutkiem wzrostu w nim osłabienia i zamyślenia w ramach ogólnego rytmu pracy”.
„Jako ktoś żyjący zaocznie Woszczew odbywał swoje przechadzki między ludźmi, czując wzbierającą sile zasmuconego umysłu, coraz samotniejszy w ciasnocie swojej zgryzoty”.
„Nikt o niczym nie śnił i nie rozmawiał ze wspomnieniami – każdy istniał bez żadnej nadwyżki życia”.
„Woszczew dostał łopatę i z zajadłością rozpaczy własnego życia zacisnął ją w rękach, jakby chciał wydobyć prawdę ze środka ziemskiego prochu”.
„Pracował niepomny czasu ani miejsca, oddając resztkę swoich ciepłych sił kamieniowi, który rozbijał – kamień się rozgrzewał, a Kozłow stopniowo chłódł”.
„– Fajrant! Już czas, bo umordujecie się, umrzecie i kto wtedy będzie ludźmi?”.
„Bał się zapomnieć o obowiązku radości”.
„Marne jest życie psa; żyje tylko ze względu na urodzenie, jak ja”.
„Zamiast nadziei pozostało mu jedynie trwanie”.
„Niech przyszłość będzie obca i pusta, a przeszłość spoczywa w grobach”.
„Zasiadł do sporządzenia projektu własnej śmierci, żeby zapewnić ją jak najszybciej i najnieomylniej”.
„Z postanowieniem skonania położył się do łóżka i zasnął w szczęśliwej obojętności dla życia”.
„Nieznany, zmęczony człowiek siedział przy kociołku w oczekiwaniu wieczerzy, zdeterminowany ścierpieć swoje życie do końca”.
„Kiedyś w taki właśnie wieczór dom jego dzieciństwa minęła dziewczyna, a on nie mógł sobie przypomnieć ani jej twarzy, ani roku owego wydarzenia, odtąd jednak wpatrywał się we wszystkie twarze kobiece i w ani jednej nie rozpoznawał tamtej, która choć znikła, pozostała jego jedyną ukochaną, co przeszła obok niego tak blisko i nie przystanęła w drodze”.
„No cóż - mawiał zwykle w okresie trudności – tak czy owak, historycznie nadejdzie szczęście”.
„Jeżeli patrzeć tylko z dołu, w suche głupstwo gleby i trawy, żyjących w ścisku i w biedzie, to w życiu nie było nadziei”.
„Szykując się na noc jak na zimę, włożył swój waciak żółtotyfusowej barwy, który był jedynym jego okryciem od czasu ujarzmienia burżuazji”.
„Żeby nie myśleć dalej, chłop położył się w dół i płakał jak najszybciej płynącymi łzami, niecierpiącymi zwłoki łzami”.
„Dzieciak rozgryzł ze zdziwieniem całkowicie kamienisty cukierek, który błyszczał jak rozcięty lód, a w środku nie miał nic prócz twardości. Chłopiec oddał z powrotem pół cukierka aktywiście”.
Glosy krytyki
„Jak zrobicie kołchoz z całej republiki, cała republika stanie się gospodarstwem indywidualnym”.
„- Uważajcie, dzisiaj mnie nie ma, a jutro was nie będzie. Wyjdzie tak, że w socjalizmie znajdzie się tylko wasz główny człowiek” (za taką wycieczkę wobec Stalina Autor powinien był trafić „pod stienku”.
„Aktyw Kołchozu im. Linii Generalnej stoczył się już w lewackie bagno prawicowego oportunizmu” – cytuje ktoś wytyczne z samej „góry”. Za to kolejna kulka by się należała…
I jeszcze takie poruszające wątki, jak sto trumien – jedyne bogactwo chłopów z „rozkułacznej” wsi. ”Każdy u nas żyje tym, że ma swoją trumnę; teraz to nasze całe gospodarstwo”.
Albo zupełnie już surrealistyczna kwestia niedźwiedzia-kowala, który w kołchozie bez wytchnienie wykuwa nie tylko żelazne obręcze – ale i wszystkim świetlaną przyszłość.
Nie może być i nie jest przypadkiem, że ta przypowieść zaczyna się od kopania wielkiego dołu pod fundament nowego domu, nowego ustroju, nowego wszystkiego, a kończy się kopaniem dołu nieco mniejszego, dołu, który jest grobem nie tylko chyba pojedynczego nowego życia…
„Kopał przez piętnaście godzin cięgiem, żeby grób był głęboki i nie zdołały przeniknąć do niego ani robak, ani korzeń rośliny, ani ciepło, ani zimno, i żeby spokoju dziecka nigdy nie zmącił hałas życia z powierzchni ziemi”.
I tylko zadziwia – tego, kto nie zna Tamtych Czasów - odautorska nota końcowa: „Autor mógł się pomylić, przedstawiając w obrazie śmierci dziewczynki zagładę socjalistycznego pokolenia, ale pomyłka ta wynikła jedynie z nadmiernego niepokoju o coś miłego sercu, o coś, czego strata równałaby się zniszczeniu nie tylko przeszłości, lecz także przyszłości”.
PS Ta książka z 1930 r. ukazała się w ojczyźnie Autora dopiero w 1987 r. w erze Gorbaczowa. Wcześniej była rozpowszechniana nielegalnie i poza Sowiecją....
Przez te wszystkie czterdzieści parę lat mojego czytania poznałem niemal wszystkie najważniejsze książki o Sowietach - od de Custine’a (tak, tak) do Lebiediewa - ale lektura Płatonowa wywarła na mnie wrażenie piorunujące.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzy „Dole” bledną wszystkie inne obrazy komunistycznego piekła - nie tylko dlatego, że był pierwszy w czasie i ostatni w komunistycznym prawie. Mało...
W Dole miało być pięknie. A tu nie ma żadnej, absolutnie, totalnie żadnej nadziei. Czytałem ponad trzy tygodnie. Książka to przecież króciutka, bo licząca raptem 180 stron. Wydawałoby się: na jeden wieczór, ewentualnie na dwa, jeśli zdarzy się przysnąć. Czemu zatem tak?
Zanim odpowiem na to pytanie, krótko nakreślę fabułę. Oto robotnicy zaczynają kopać fundamenty pod dom dla wszystkich proletariuszy. Nie wiadomo kto zlecił im to zadanie, jaki jest termin postawienia owego domu (znając ówczesne realia: jak najszybciej, maksymalnym nakładem sił, ale przy wiecznym niedoborze środków), w jakim miejscu Rosji się znajdujemy. Do kopaczy dołącza Woszczew, który, zdawałoby się, jest głównym bohaterem, ale w sumie po kilku (może kilkunastu) stronach już wiadomo, że tu nie będzie głównego bohatera, że tu głównym bohaterem będzie każdy i nikt. Pojawi się Czyklin, pojawi się inżynier Pruszewski, Kozłow, Nastia… Ale w sumie żaden z nich, oprócz Nastii, nie odegra w tej historii żadnej roli, są niepotrzebni. Pomimo tzw. klasowego uświadomienia są tylko odpadami historii; rozłożą się w tym samym dole, który z taką zawziętością wykopują.
To książka potwornie wręcz ciężka, jedna z tych, po przeczytaniu których sięga się po pistolet albo rozgląda za grubą gałęzią. Jest tak ponura, tak mroczna, tak pozbawiona nadziei, że jej czytanie wręcz boli. Zmuszałem się do przeczytania kilku stronic, kilkanaście było już wyzwaniem. I nie chodzi wyłącznie o to, jaką wizję roztacza Płatonow. W Dole wyjątkową rolę odgrywa język: nie bezbarwny, służący wyłącznie jako nośnik opowieści. Ten język jest pokaleczony, pokawałkowany, pełen sprzeczności i bełkotu nowomowy. Można zapomnieć o jakiejkolwiek naturalności, potoczystości dialogów. Tu każdy nie mówi, a przemawia, jak na plenum aktywu partyjnego. Nie chodzi tylko o pokraczne skrótowce, nawet muzyka z radia nie jest po prostu muzyką z radia, a dziwaczną radiomuzyką.
Nocą nie słychać śpiewu słowika, tylko brzęczenie obżartych padliną, tłustych much. Kiedy słońce zachodzi, ta ziemia staje się martwa. Nie ma niczego, co rozświetlałoby mrok nocy. Jest księżyc, owszem, ale tylko z trupim blaskiem. A kopanie dołu, fundamentu pod wielki dom dla proletariuszy, to tak naprawdę kopanie grobowca. Niebo natomiast jest puste aż do granic. Spoglądanie w nie nie przynosi żadnej otuchy. Świat Płatonowa nie jest światem bez bóstw, a piekłem, tylko że od początku do końca kreowanym przez człowieka.
I dlatego jest tak ponuro. Tu nie ma ŻADNEJ nadziei. Przyznam, że nie widziałem jeszcze takiej kreacji świata. Pewnie mało jeszcze w swoim życiu przeczytałem książek, ale, jeśli chodzi o wypranie z nadziei, to chyba nawet Orwell i Huxley nie zrobili na mnie takiego wrażenia.
Płatonow nie jest satyrykiem w stylu Gombrowicza (jak słusznie moim zdaniem pisze Adam Pomorski w posłowiu), ale ja odnoszę wrażenie, że pewne powinowactwa między tymi twórcami jednak istnieją. Chodzi przede wszystkim o sposób obrazowania: o absurdalne, pozornie bezsensowne scenki, po których wyświetleniu czytelnik najpierw się uśmiecha, a chwilę później odkrywa symboliczny, głęboko ponury sens.
Oto chłopi, zgromadzeni na chwilę przed kolektywizacją (jakby to nie był proces, a wydarzenie nagłe: w jednej chwili są indywidualnymi gospodarzami, błysk, i budzą się jako kołchoźnicy), owi chłopi żegnają się ze sobą, wybaczają sobie winy, a po błysku dumnie ogłaszają, że teraz już są prawdziwymi kołchoźnikami, którzy noszą wewnętrznie rozsypali się w proch.
Płatonow w krzywym zwierciadle (chociaż do tej książki bardziej pasowałoby pęknięte zwierciadło), redukując zdarzenia do absurdu, rekonstruuje kolektywizację i rozkułaczanie.
Co więcej: momentami staje się wręcz prorokiem. Bo jak inaczej traktować radiowy komunikat o zbieraniu kory wierzbowej, jeśli przypomnimy sobie tzw. jedzenie kolektywizowanych ukraińskich chłopów? Czy, żeby rozciągnąć przepowiednię też na inne systemy, skutki wielkiego skoku naprzód czy „dietę” więźniów obozów koncentracyjnych?
Ci ostatni, zdaje się, kory akurat nie jedli, ale cieniutką zupę z brukwi i chleb z trocin już tak. Dlaczego wspominam też o nich? Wszak, wedle niektórych specjalistów, nazizm i komunizm to jednak dwa odrębne reżimy. Guzik prawda: Płatonow, jak późniejszy Wasilij Grossman, stawia między nimi znak równości. Od metod działania, bardzo podobnych, poprzez okaleczanie, wykoślawianie języka, odbieranie nadziei w sposób skrajny, kończąc na potwornym przemyśle, splatającym seks i śmierć (nieustanna produkcja i nieustanne odstrzeliwanie mięsa armatniego, o czym też wspomina Pomorski w posłowiu).
Na koniec przychodzi mi do głowy, że całą książkę można traktować jako gorzkie podsumowanie komunizmu radzieckiego, chociaż w czasach powstawania książki dopiero się rozkręcał: system, który miał dać robotnikom i chłopom wolność, znieść pieniądze, zrównać ludzi, w założeniach przynieść też upragnioną sprawiedliwość, w rzeczywistości skupił się na ludobójstwie, niesprawiedliwości, pustej propagandzie, kołchozowania, rozkułaczania, głodu, biedy… Długo można by wymieniać.
A dwa: Nastia. To nowe dziecko, dziecko systemu, któremu od małemu wpaja się, że wujek Stalin ma usta słodsze od malin, jest jej przyjacielem, przewodnikiem, podobnie jak dziadek Lenin. Mały Pawlik Morozow się nasuwa, idealny produkt komunizmu. Cóż z tego, skoro Nastia odchodzi, umiera. Nie ma zatem przyszłości. I to pokolenie jest stracone. A więc znów beznadzieja.
Jeśli tak miał (i ma) wyglądać nowy wspaniały świat, to ja jednak podziękuję. Płatonow wiedział to już wtedy.
W Dole miało być pięknie. A tu nie ma żadnej, absolutnie, totalnie żadnej nadziei. Czytałem ponad trzy tygodnie. Książka to przecież króciutka, bo licząca raptem 180 stron. Wydawałoby się: na jeden wieczór, ewentualnie na dwa, jeśli zdarzy się przysnąć. Czemu zatem tak?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZanim odpowiem na to pytanie, krótko nakreślę fabułę. Oto robotnicy zaczynają kopać fundamenty pod dom...
Źle przetłumaczona niestety
Źle przetłumaczona niestety
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Dół Płatonowa" to niezwykle ambitna i głęboka książka, która skłania czytelnika do refleksji nad naturą ludzkiej egzystencji. Autor w mistrzowski sposób eksploruje złożone koncepcje filozoficzne, prowadząc czytelnika przez labirynt myśli i emocji. Jednakże, trzeba przyznać, że jest to trudna lektura, wymagająca skupienia i czasem wielokrotnego przeczytania, by w pełni zrozumieć jej głębszy sens. Pomimo tego, warto poświęcić czas na jej lekturę, ponieważ nagroda w postaci głębszego zrozumienia ludzkiej egzystencji jest bezcenna.
"Dół Płatonowa" to niezwykle ambitna i głęboka książka, która skłania czytelnika do refleksji nad naturą ludzkiej egzystencji. Autor w mistrzowski sposób eksploruje złożone koncepcje filozoficzne, prowadząc czytelnika przez labirynt myśli i emocji. Jednakże, trzeba przyznać, że jest to trudna lektura, wymagająca skupienia i czasem wielokrotnego przeczytania, by w pełni...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNowe tłumaczenie "Wykopu", jak pisze Andrzej Stasiuk w przedmowie, z definitywnej rosyjskiej edycji, która uwzględnia dokonane zmiany. Tak czy inaczej nadal ta książka pozostaje przerażającą metaforą sowieckiej Rosji, w której za beznamiętnymi określeniami stoją przerażające rzeczy, jak budowa tratwy, którą ma się spławić w morze kułaków. Po pierwszej lekturze "Wykopu" miałem ważenie ważnej książki o powszechnie znanych sprawach. Po lekturze "Dołu" zacząłem te znane sprawy dzielić na małe fragmenty, z których wyłaniać zaczęła się groza czająca się za niby banalnymi zdarzeniami. Teraz mam ochotę czytać Płatonowa trzeci raz i analizować sens każdego zadnia. Z każdym zdaniem ukazuje się nowy horyzont, nowa groza, nowy przerażający szczegół.
Nowe tłumaczenie "Wykopu", jak pisze Andrzej Stasiuk w przedmowie, z definitywnej rosyjskiej edycji, która uwzględnia dokonane zmiany. Tak czy inaczej nadal ta książka pozostaje przerażającą metaforą sowieckiej Rosji, w której za beznamiętnymi określeniami stoją przerażające rzeczy, jak budowa tratwy, którą ma się spławić w morze kułaków. Po pierwszej lekturze...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBudowa w dole wielkiego domu, który zapewni dach nad głową wszystkim proletariuszom, od samego początku skazana jest na niepowodzenie. Widmo porażki nie zraża robotników, nie studzi ich zapędów i nie pozbawia wiary w przyszłe dzieło, a co w powieści Andrieja Płatonowa doskonale obrazuje wątłe fasady komunizmu oraz zwodniczość tego systemu. Bohaterowie „Dołu” są nieprawdopodobnie naiwni w swoich wyobrażeniach o zjednoczeniu mas pracujących, a większość czynów i zamiarów usprawiedliwiają rewolucyjnymi hasłami bez głębszej refleksji nad konsekwencjami swoich działań. Andriej Płatonow wyprał ich z ludzkich odruchów do tego stopnia, że nawet w chwilach słabości bohaterów nie opuszcza myśl o zgromadzeniu kołchoźników pod wspólnym niebem. Dół przypomina zbiorowy grób, w którym zostaną pogrzebani wszyscy przodownicy pracy, bo komunizm w końcu ich zdradzi i nie pozostawi przy życiu nikogo, kto mógłby zapłakać nad losem robotników. Samozagładę na własne życzenie w wydaniu Andrieja Płatonowa przepełnia groteska, zwłaszcza na poziomie języka powieści. Nowomowa w ustach robotników chwilami brzmi wesoło, lecz z drugiej strony potwierdza ich przesiąknięcie sztandarowymi hasłami zdradzieckiego systemu, którym skazili nawet dziecko. Andriej Płatonow daje upust swojej mrocznej wyobraźni i nie cofa się przed niczym w próbach uzmysłowienia czytelnikowi ogromnego żniwa, jakie komunizm zebrał wśród niewinnych ofiar.
Budowa w dole wielkiego domu, który zapewni dach nad głową wszystkim proletariuszom, od samego początku skazana jest na niepowodzenie. Widmo porażki nie zraża robotników, nie studzi ich zapędów i nie pozbawia wiary w przyszłe dzieło, a co w powieści Andrieja Płatonowa doskonale obrazuje wątłe fasady komunizmu oraz zwodniczość tego systemu. Bohaterowie „Dołu” są...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie niezrozumiała i bardzo męcząca, pomimo krótkiej objętości. Kompletnie nie trafiła.
Dla mnie niezrozumiała i bardzo męcząca, pomimo krótkiej objętości. Kompletnie nie trafiła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJuż chyba nikt nie wygra w mojej głowie z przekładem Drawicza.
Ale bardzo cenna edycja.
Już chyba nikt nie wygra w mojej głowie z przekładem Drawicza.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle bardzo cenna edycja.
Po lekturze Płatonowa czułem się chory.Rozpad,zlo,brud,brak nadziei,śmierć. Po "Dole" złapałem doła.Dla mnie ta książka to koszmarny obraz totalitaryzmu i tego co czyni on z ludźmi.
Po lekturze Płatonowa czułem się chory.Rozpad,zlo,brud,brak nadziei,śmierć. Po "Dole" złapałem doła.Dla mnie ta książka to koszmarny obraz totalitaryzmu i tego co czyni on z ludźmi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno nie miałam sytuacji, gdzie przeczytałam książkę, a dalej nie mam pojęcia, co ona oznacza. Styl - nawet, treść - o czym to w ogóle?, humor - jest, zdarzenia - randomowe, komunizm - zły.
5 ze względu na absurdalność niektórych wypowiedzi. Może do następnego razu.
Dawno nie miałam sytuacji, gdzie przeczytałam książkę, a dalej nie mam pojęcia, co ona oznacza. Styl - nawet, treść - o czym to w ogóle?, humor - jest, zdarzenia - randomowe, komunizm - zły.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to5 ze względu na absurdalność niektórych wypowiedzi. Może do następnego razu.
Wpadłem do tego dołu wykopanego przez Płatonowa i nie mogłem się wydostać. Utknąłem. Zupełnie na serio. Fascynuje mnie czytanie o tej książce -- przed rozpoczęciem lektury naczytałem się za wszelkie czasy, co uosabia, jak Płatonow z pisarza zakazanego wyrósł w ostatnim trzydziestoleciu na klasyka nad klasykami, etc. Rozpłynąłem się w metafizycznym, ale i merytorycznym wstępie Stasiuka, poczułem się dopieszczony posłowiem tłumacza Adama Pomorskiego. Sam tekst natomiast okazał się matnią. Może miał nią być. Miałem jako czytelnik poczuć ciężar uspołeczniania i odkułaczania. Miała mnie ta porażka nowego socjalistycznego raju wbić w ziemię.
Zakochałem się w stylu Płatonowa od pierwszych zdań. Był niezwykle poetyczny, ale sympatyzował z opisywanymi bohaterami -- współtworzącymi rewolucję robotnikami. Była w nim pewna naturalna prostota wyrażająca rzeczy zupełnie abstrakcyjne -- czasem dalece intelektualne, filozoficzne, próbujące bez skrupułów zdefiniować to, co było i to, co będzie. Płatonow był przewrotny, tekst był zupełnie niepozorny i całkowicie wywrotowy, pożeniony z narracją -- analogicznie równie prostą i abstrakcyjną zarazem. To tylko pozornie opowieść o robotniku, który zwolniony z pracy, wyrusza w podróż w poszukiwaniu sensu życia i staje się trybikiem wielkiej machiny budującej kolektywnie socjalistyczną potęgę. W rzeczywistości to dojmujący portret całej tej potęgi i stojącej za nią machiny. Jest jedno takie zdanie, wypowiedziane przez Nastię, osieroconą dziewczynkę przygarniętą przez robotników, która z czasem staje się dla nich symbolem rewolucji, świetlanej uspołecznionej przyszłości narodu. "Wcale nie chciałam się urodzić, bałam się, że będę miała matkę burżujkę. Kiedy [Stalina] nie było, a żyli sami burżuje, to się nie rodziła, bo nie chciałam! A teraz, jak stał się Stalin, ja też się stałam!"
Szybko jednak styl ten, z początku tak ujmujący, zaczął mnie obezwładniać i przytłaczać, podobnie jak kręcąca się dookoła siebie samej opowieść, wprowadzająca kolejnych bohaterów, kolejne specyficzne wynalazki epoki, przez to stając się dla mnie coraz bardziej nieprzenikniona. Czytając, wyobrażałem sobie "Dół" jako film Tarkowskiego, w którym zbyt wiele męskich postaci zbyt podobnych do siebie, by móc je rozróżnić, prowadzi intelektualne dysputy gdzieś w rogu długiego czarno-białego ujęcia akcentującego księżycowy krajobraz radzieckiej wsi przytłoczonej zimową szarugą. Było w tej opowieści coś bezkompromisowo antyludzkiego, formalnego, oschłego, zdystansowanego -- z pewnością celowo -- co nie tylko kreśliło sytuację bohaterów wyjątkowo posępnie, ale odbierało szansę czytelnikowi na nawiązanie z nimi jakiegokolwiek kontaktu. Dlatego wpadłem w dół i utknąłem. Straciłem wszelki napęd, by doprowadzić lekturę do końca, aż zebrałem się znowu w sobie i jednym haustem połknąłem resztę, jak połyka się truciznę. Taka to była książka.
Wpadłem do tego dołu wykopanego przez Płatonowa i nie mogłem się wydostać. Utknąłem. Zupełnie na serio. Fascynuje mnie czytanie o tej książce -- przed rozpoczęciem lektury naczytałem się za wszelkie czasy, co uosabia, jak Płatonow z pisarza zakazanego wyrósł w ostatnim trzydziestoleciu na klasyka nad klasykami, etc. Rozpłynąłem się w metafizycznym, ale i merytorycznym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapoznałem się z książką dawno temu jeszcze w tłumaczeniu Andrzeja Drawicza. Teraz przypomniałem sobie Wykop/Dół i w trakcie lektury towarzyszyło mi to samo wrażenie. Rzeczywistość okolic budowy domu proletariackiego jest przytłaczająca, nieludzka. Nie sposób, wyobrażając sobie ten świat, nie mieć przed oczami podobnych do siebie sylwetek w watowanych kurtkach, w butach roboczych pokrytych tak jak i ich ręce warstwą zaschłego błota. Ludzie w tej powieści to już z pewnością ludzie radzieccy. To już ludzie, których naturalną przestrzenią jest diaboliczna rzeczywistość utopii. Rzeczywistość, której jedynym porządkiem i sensem jest aktualna wykładnia obowiązującej ideologii. Wszystkie ludzkie uczucia, wszelkie przejawy człowieczeństwa nawet gdy się pojawią to nie są w stanie się rozwinąć inaczej niż do zwyrodniałej, groteskowej, nawet karykaturalnej postaci.
Bohaterowie powieści w większości są zgorzkniali, wyczerpani. Zachowują się jak maszyny, a ich ludzkie odruchy przejawiają się w wybuchach nienawiści i złości. Przykładem tego jest Żaczew, emblematyczna postać dla książki, rozgoryczony inwalida poruszający się na chałupniczo skonstruowanym wózku. Dla takiego świata przykład Żaczewa jest reprezentatywny. Ludzie w takim świecie są bezsilni wobec władzy, a ich życie nie ma żadnego znaczenia - jest rozpatrywane tylko w kontekście wykonanej lub nie następnej piatletki. Woszczew i Czyklin, oraz pozostali bohaterowie powieści nie mają cech indywidualnych (nawet Woszczew, którego przydzielono do ekipy kopaczy po usunięciu z fabryki za spowilnienie spowodowane "myśleniem"). Są częścią masy ludzkiej, która wykonuje naznaczoną robotę choć nikt, łącznie z partyjnymi planistami, nie widzi w tym sensu i pożytku. "Dół" Płatonowa to wielka powieść. Jej napisanie i próby wydania wymagały też od autora wielkiej odwagi.
Zapoznałem się z książką dawno temu jeszcze w tłumaczeniu Andrzeja Drawicza. Teraz przypomniałem sobie Wykop/Dół i w trakcie lektury towarzyszyło mi to samo wrażenie. Rzeczywistość okolic budowy domu proletariackiego jest przytłaczająca, nieludzka. Nie sposób, wyobrażając sobie ten świat, nie mieć przed oczami podobnych do siebie sylwetek w watowanych kurtkach, w butach...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCyt.:
„Człowiek pracy miewa nocami różne sny – jedne są wyrazem spełnionej nadziei, inne – przeczuciem własnej trumny w gliniastym grobie”
Andriej Płatonow, „Dół”
„Dół” Andriej Płatonow napisał w 1930 roku. Zapis na autorskiej wersji utworu: grudzień 1929 – kwiecień 1930 odnosi się do okresu historycznego do którego utwór nawiązuje. Był to czas, gdy Rosja bolszewicka okrzepła, trwała industrializacja kraju, po rezygnacji z polityki NEP-u rozpoczęto przymusową kolektywizację, stosując brutalne represje wobec chłopów i wprowadzając krwawy terror.
W oficjalnym obiegu ta minipowieść mogła ukazać się dopiero w epoce pierestrojki. W Polsce ukazała się w roku 1987 w przekładzie Andrzeja Drawicza a kolejne jej wydanie w tłumaczeniu Adama Pomorskiego.
Pisarz przez całe życie zmagał się z cenzurą. A jednak pisał cały czas i wydawał. Pod koniec życia wściekle atakowany przez stalinowskich ideologów zmarł na gruźlicę w styczniu 1951 roku.
„Dół” to powieść dziwna. I to dziwna jeśli chodzi o język jak i o treść. Widać tu wyraźnie wpływ Proletkultu, organizacji, której celem było odcięcie się od starej, burżuazyjnej kultury i stworzenie na jej miejsce nowego, proletariackiego języka i nowej kultury. Powstawała dzięki temu tzw. nowomowa, która miała zastąpić zgniłe, burżuazyjne słownictwo. Fragmenty propagandy radzieckiej z lat 20-tych ub. wieku wymieszane z językiem technicznym /dla Płatonowa technika była od zawsze źródłem fascynacji/, absurdem czy dziwaczną frazeologią.
Jeśli przebrniemy już przez to dziwne płatonowowskie dziwactwo językowe, przyswoimy je sobie, zacznie wyłaniać się przed nami arcydzieło. Nikt tak przed nim i mało kto po nim tak lapidarnie nie oddał grozy i koszmaru komunizmu.
Bohaterowie powieści kopią dół, który ma być fundamentem domu dla wszystkich proletariuszy. Budowa kończy się jednak na dość wczesnym etapie, na etapie dziury w ziemi i w pewnym momencie ta piękna wizja zaczyna umierać i dociera do wszystkich bezsens podejmowanych działań. Dziura w ziemi staje się niemal alegorią grobu, drogą do piekła. Fragmenty powieści brzmią niemal satyrycznie, lecz Płatonow sprowadzając rzeczywistość niemal do absurdu wykazuje jej obłęd. Rosja bolszewicka czasów industrializacji i kolektywizacji w języku epoki.
Doskonały przekład Adama Pomorskiego, który w posłowiu ujawnia swoje rozterki związane z przekładem i skalę trudności na jakie się napotykał.
W prozie rosyjskiej niezmiernie fascynujące jest to, iż niemal w każdej powieści można odkrywać i doszukiwać się przeróżnych interpretacji. Tak jest i tym razem. Ta lektura to niezwykłe doświadczenie.
Przerażająca antyutopia, niewiarygodnie smutna, przygnębiająca.
Polecam.
Cyt.:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Człowiek pracy miewa nocami różne sny – jedne są wyrazem spełnionej nadziei, inne – przeczuciem własnej trumny w gliniastym grobie”
Andriej Płatonow, „Dół”
„Dół” Andriej Płatonow napisał w 1930 roku. Zapis na autorskiej wersji utworu: grudzień 1929 – kwiecień 1930 odnosi się do okresu historycznego do którego utwór nawiązuje. Był to czas, gdy Rosja bolszewicka...
Po „Dół” sięgnąłem dlatego, że czytając „Osiołkiem” Andrzeja Stasiuka zapamiętałem, że autor wspomniał w niej właśnie tę książkę Andrieja Płatonowa. Nie zawiodłem się.
Zacznę od tego, że „Dół” nie był dla mnie do końca zrozumiały. To bardzo trudna książka nie tylko przez kontekst historyczny, sprzeczności napotykane na każdym kroku i niełatwy język (w oryginalnym wydaniu w języku rosyjskim [niestety nie z mojego osobiste doświadczenia], jak i tym przekładzie Adama Pomorskiego). Same wydarzenia, obserwowane przeze mnie z perspektywy zaciekawionego przeszłością dziecka XXI wieku, wydawały mi się tak nierealne, nie na miejscu, że po części niełatwo było przekonać się do dalszego czytania. Zaznaczam jednak, że to nie tak, że powieść wybitnego rosyjskiego pisarza nie była ciekawa - była fascynująca.
„Na dzień trzydziestolecia życia osobistego Woszczew otrzymał wypowiedzenie w niewielkim zakładzie mechanicznym, w którym zdobywał dla siebie środki do życia. W wypowiedzeniu napisali mu, że usuwa się go z produkcji skutkiem wzrostu w nim osłabienia i zamyślenia w ramach ogólnego rytmu pracy” - te dwa zdania tworzące pierwszy akapit utworu są niesamowite. Z pewnością ważną częścią powieści była sama osoba Woszczewa - proletariusza, który poruszał się po świecie w poszukiwaniu prawdy. Nie będę owijał w bawełnę - jego poszukiwania nie były skuteczne, prócz pomysłu, że zostanie ona znaleziona w przyszłości i nadziei, że dzieci i młodzież ją odnajdą. Niemniej ukazana jako coś bezsensownego życiowa misja Woszczewa nie zniechęciła mnie (mogę mowić tylko o sobie) do szukania czegoś nieopisanego i może nie do opisania.
Wszyscy inni bohaterowie utworu - inżynier Pruszewski, Żaczew, inni robotnicy i kołchoźnicy, a także kołchozowy aktywista, nad którego postacią warto się na chwilę pochylić, także, jak się wydaje, skazani są na niepowodzenie. W „Dole” nie zauważyłem nikogo szczęśliwego, wiedzącego, co jest w życiu ważne i mającego określony cel w życiu (kilka razy wspomniano o partii, ale jej działania także przedstawione zostały jako niepotrzebne i absurdalne, tak przynajmniej odczułem). Dziś, około dziewięćdziesięciu lat po pierwszym wydaniu dzieła Andrieja Płatonowa, prawda, szczęście i sens, jeśli o mnie chodzi, wciąż są „płynne”. Tym samym, „Dół” skłania mnie do głębszego zastanowienia się, czego oczekuję od życia i co jest dla mnie ważne.
Pracę Płatonow przedstawił jako coś zapełniającego czas, aby nie myśleć o rzeczach innych (nie chodzi o przedmioty, należące do innych ludzi). To również było dla mnie ciekawe, gdyż znowu „zaproszono” mnie do przystanięcia na chwilę i zastanowienia się nad wszystkim. Jednak, jak narazie, nie udało mi się wyklarować myśli, ani nawet ogólnej idei, która mogłaby mnie prowadzić przez przyszłość. Myślę, że to książki pokroju „Dołu” będą moimi podręcznikami moralności.
Czytanie „Dołu” było wspaniałym i absolutnie genialnym doświadczeniem, pełnym dziwności i skłaniającym do myślenia.
Po „Dół” sięgnąłem dlatego, że czytając „Osiołkiem” Andrzeja Stasiuka zapamiętałem, że autor wspomniał w niej właśnie tę książkę Andrieja Płatonowa. Nie zawiodłem się.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZacznę od tego, że „Dół” nie był dla mnie do końca zrozumiały. To bardzo trudna książka nie tylko przez kontekst historyczny, sprzeczności napotykane na każdym kroku i niełatwy język (w oryginalnym wydaniu...
Płatonow i jego WYKOP .Niewielka książeczka ,bliżej nieznany mi autor i ciekawość;
dlaczego Andrzej Stasiuk trzyma ją pod poduszką ? Z jakiego powodu pisarz ten na piedestale u Jerzego Pilcha .
Co też w niej jest takiego ,że literackie osobowości tak się nią zachwycają?
Sprawdziłam.
Jest inna niż wszystko co do tej pory czytałam. Niezwykła to mało powiedziane ,jeśli ktoś kocha takie literackie zaskoczenia to jest to książka dla niego.
Styl ,język, budowa zdania ; wszystko to co tworzy formę powieści, co sprawia że smakujesz każde zdanie ,co pochłania twoją uwagę bardziej niż fabuła jest tu doskonałe ,maestria po prostu.
Jeszcze jedno zaskoczenie – atmosfera powieści ,tak dołująca, że po kilku stronach trzeba ją odłożyć ;przetrawić i przeczekać.
Nie ma tam światła ,nie ma koloru ,jest tylko szarość i jakiś koszmarny bezwład rzeczywistości. Nawet nie umiem tego nazwać.
Andrzej Stasiuk doskonale to opisał „Apokalipsa dzieje się tu na wszystkich poziomach. Na poziomie obrazu, filozofii i języka. Słowa pękają, rozrywają się, ponieważ wypowiadane są w absolutnej próżni. Zaczęte zdania u swojego końca nabierają antysensów i popełniają samobójstwo. Obrazy i zdarzenia już u swych początków skazane są na zagładę."
Głęboka prowincja rosyjska i wszechwładny , wszechobecny Stalinizm ze wszystkimi swymi absurdami .Bezwolni ludzie roboty zaprogramowani na 200 % normy wykonujący absurdalną pracę w jakimś kompletnie kretyńskim celu. Szara masa bez znaczenia, dla której tylko śmierć jest wyzwoleniem.
Tak .Płatonow potrafi zdołować -nie ma co mówić.{ jakieś pokrewieństwo z Franzem Kafką jest }.Ale też zachwycić i zaczarować .
Polecam bardzo.
Płatonow i jego WYKOP .Niewielka książeczka ,bliżej nieznany mi autor i ciekawość;
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo todlaczego Andrzej Stasiuk trzyma ją pod poduszką ? Z jakiego powodu pisarz ten na piedestale u Jerzego Pilcha .
Co też w niej jest takiego ,że literackie osobowości tak się nią zachwycają?
Sprawdziłam.
Jest inna niż wszystko co do tej pory czytałam. Niezwykła to mało powiedziane...
Przed napisaniem opinii, z rzadka tylko czytam opinie o przeczytanych książkach. Nie, żebym lekce sobie ważył zdanie/zdania innych czytelników, szczególnie zaś tych którym napisanie kilku zdań w sprawie akurat zakończonej lektury nie sprawia kłopotu, albowiem staram się aby umieszczone w tym miejscu słowa były, w miarę możliwości rzecz jasna, dodajmy: skromnych nad wyraz, jak najbardziej osobiste, żeby nie napisać: prywatne.
Tym razem jednak przeczytałem. Kilka. Pozbywając się, podczas czytania, wątpliwości. Takiejż oto, że spotkałem się z dziełem wobec którego jedyną opinią na jaka mogę sobie pozwolić jest dziesięć gwiazdek okraszonych słowem bezwzględnym: ARCYDZIEŁO.
Po szczegóły odsyłam do innych opinii, których autorzy próbowali się zmierzyć z zawartością "Dołu".
A przeczytać trzeba koniecznie. No.
Przed napisaniem opinii, z rzadka tylko czytam opinie o przeczytanych książkach. Nie, żebym lekce sobie ważył zdanie/zdania innych czytelników, szczególnie zaś tych którym napisanie kilku zdań w sprawie akurat zakończonej lektury nie sprawia kłopotu, albowiem staram się aby umieszczone w tym miejscu słowa były, w miarę możliwości rzecz jasna, dodajmy: skromnych nad wyraz,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toArcydzieło, co tu dużo mówić. Dobrze, że powstał nowy przekład i nowe wydanie, bo więcej osób przeczyta tę powieść.
Arcydzieło, co tu dużo mówić. Dobrze, że powstał nowy przekład i nowe wydanie, bo więcej osób przeczyta tę powieść.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWybitna powieść, która wrzuca nas na skute mrozem odmęty wschodu i mówi IDI I SMOTRI, towarzyszu. W minimalistyczny sposób rozkłada na czynniki pierwsze społeczeństwo, propagandę i strukturę państwa, nie oszczędzając niczego w swojej ocenie. Nastia to bardzo ciekawa postać, enigmatyczna i w gruncie rzeczy uniwersalna. Akurat w trakcie lektury pracowałem nad przedstawieniem koncepcji amerykańskiego snu w kulturze i można zauważyć ciekawe analogie między komunistyczną propagandą i promocją idei american dream. Żeby takie analogie najłatwiej wysupłać, polecam czytać strukturalistycznie, starając się zrozumieć kontekst polityczny i jego wpływ na schemat funkcjonowania społeczeństwa.
Wybitna powieść, która wrzuca nas na skute mrozem odmęty wschodu i mówi IDI I SMOTRI, towarzyszu. W minimalistyczny sposób rozkłada na czynniki pierwsze społeczeństwo, propagandę i strukturę państwa, nie oszczędzając niczego w swojej ocenie. Nastia to bardzo ciekawa postać, enigmatyczna i w gruncie rzeczy uniwersalna. Akurat w trakcie lektury pracowałem nad przedstawieniem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAntyutopia o totalitaryzmie, mimo że jest to powieść dość krótka (ok 160str) to niełatwa w odbiorze, wiele scen, postaci symbolicznych. Wstęp Stasiuka i posłowie tłumaczą trochę zaułki wspomnianej symboliki. Książka do stopniowego odkrywania, poprzedziła Mistrza i Małgorzatę w rosyjskiej literaturze, co już jest mocną rekomendacją.
Antyutopia o totalitaryzmie, mimo że jest to powieść dość krótka (ok 160str) to niełatwa w odbiorze, wiele scen, postaci symbolicznych. Wstęp Stasiuka i posłowie tłumaczą trochę zaułki wspomnianej symboliki. Książka do stopniowego odkrywania, poprzedziła Mistrza i Małgorzatę w rosyjskiej literaturze, co już jest mocną rekomendacją.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWymagająca lektura z uwagi na charakter powiastki - komunistyczna antyutopia z dużą ilością groteski, absurdu, specyficznym prowadzeniu dialogów (korzystanie z elementów nowomowy), mnogością dziwnych zdarzeń. Książka nie ma głównego bohatera, a przynajmniej nie jest nim człowiek. Na centralnym miejscu stoi idea, wobec której ludzie się wyłącznie podporządkują i są jedynie wykonawcami narzuconego planu. Planu nierealnego, wskutek czego ludzie ci tracą indywidualność i możliwość wpływu na swoje losy. Jest tu bardzo dużo symboliki więc nie ignorujcie pozornie niepotrzebnych scenek, dialogów, wydarzeń. Pomimo niewielkich rozmiarów, książka zawiera maksimium treści więc skupienie przy lekturze jest konieczne. "Dół" daję satysfakcję, choć wydźwięk utworu jest bardzo gorzki.
Wymagająca lektura z uwagi na charakter powiastki - komunistyczna antyutopia z dużą ilością groteski, absurdu, specyficznym prowadzeniu dialogów (korzystanie z elementów nowomowy), mnogością dziwnych zdarzeń. Książka nie ma głównego bohatera, a przynajmniej nie jest nim człowiek. Na centralnym miejscu stoi idea, wobec której ludzie się wyłącznie podporządkują i są jedynie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdybym na literackich Mistrzostwach Świata był selekcjonerem drużyny "Powieści, bez których trudno zrozumieć XX wiek", "Dół" byłby jedną z tych, od których rozpoczynałbym ustalanie składu.
Koniecznie!
Gdybym na literackich Mistrzostwach Świata był selekcjonerem drużyny "Powieści, bez których trudno zrozumieć XX wiek", "Dół" byłby jedną z tych, od których rozpoczynałbym ustalanie składu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKoniecznie!
Wybitna
Wybitna
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to