Oko czasu

Okładka książki Oko czasu
Arthur C. ClarkeStephen Baxter Wydawnictwo: Vis-á-Vis/Etiuda Cykl: Odyseja czasu (tom 1) fantasy, science fiction
328 str. 5 godz. 28 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Odyseja czasu (tom 1)
Tytuł oryginału:
Time's Eye
Data wydania:
2008-06-30
Data 1. wyd. pol.:
2008-06-30
Liczba stron:
328
Czas czytania
5 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361516002
Tłumacz:
Stefan Baranowski
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Oko czasu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Oko czasu

Średnia ocen
6,8 / 10
221 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1761
1116

Na półkach:

Następuje jakaś osobliwość, nie wiadomo naturalna czy chyba jednak wywołana sztucznie i Ziemia w ułamku sekundy zaczyna się składać z fragmentów wyjętych z różnych epok jej historii. W efekcie dziewiętnastowieczne osiedla sąsiadują z lodowcem glacjalnym, neandertalczyk spotyka ludzi z XXI wieku a Aleksander Wielki musi się zmierzyć z potęgą Czyngis-chana.

Powieść jest początkowo mocno wciągająca poprzez niezwykłość świata przedstawionego. Niemniej, gdzieś koło połowy, rzecz lekko przysiada gdy z grubsza już wiemy o co w tym wszystkim chodzi, a fabuła niestety nie jest jakoś specjalnie wybitna. Zakończenie takie jakby autorzy nie bardzo wiedzieli jak z tego zamieszania wybrnąć i wrzucili coś od czapy. Teorię spiskową mam taką, że gdzieś kiedyś, przy wódce, albo przy innym ginie z tonikiem, chłopaki zaczęli się spierać kto był większym wodzem, Czyngis-chan czy Aleksander Wielki i dyskutować jak by wyglądało starcie tych potęg. Potem wymyślili, że skoro mają już temat rozgryziony to szkoda to zmarnować, trza napisać powieść. Resztę sobie na chybcika dorysowali, najmniej się skupiając na zamknięciu sprawy, bo przecież nie o to im chodziło. No i powstało Oko czasu. Trochę to wszystko przypomina Riverworld, tym mieszaniem bohaterów z różnych epok. Różne mechanizmy ale efekty bardzo podobne.

Samo starcie wielkich wodzów wypada chyba dość blado. Jest to, imho, niewykorzystany potencjał tej powieści i największa strata.

Mamy tu kilka ciekawych momentów, pomysłów, jakąś szczyptę oryginalności ale też mnóstwo elementów już gdzieś wykorzystanych. Dostajemy rozrywkę lekką, całkiem sympatyczną, nijak wybitną, nie wymagającą specjalnego zaangażowania. Zaletą dla mnie jest również zwartość tej pozycji, specyficzna, skupiona na pomyśle, "suchość" narracji.

Warsztatowo rzecz sprawna, czyta się bezproblemowo. Tom jest częścią cyklu. Będę kontynuował.
7/10

Następuje jakaś osobliwość, nie wiadomo naturalna czy chyba jednak wywołana sztucznie i Ziemia w ułamku sekundy zaczyna się składać z fragmentów wyjętych z różnych epok jej historii. W efekcie dziewiętnastowieczne osiedla sąsiadują z lodowcem glacjalnym, neandertalczyk spotyka ludzi z XXI wieku a Aleksander Wielki musi się zmierzyć z potęgą Czyngis-chana.

Powieść jest...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

578 użytkowników ma tytuł Oko czasu na półkach głównych
  • 291
  • 281
  • 6
101 użytkowników ma tytuł Oko czasu na półkach dodatkowych
  • 75
  • 7
  • 6
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Oko czasu

Inne książki autora

Arthur C. Clarke
Arthur C. Clarke
Prozaik, pisarz fantastycznonaukowy, propagator kosmonautyki, futurolog. Autor ponad 60 książek, klasyk literatury SF i wizjoner, który przewidział m.in. powstanie satelitów telekomunikacyjnych i stacji kosmicznych. Publikował od początku lat 50. XX wieku, a już w 1953 r. ukazał się jego bestsellerowy "Koniec dzieciństwa". Jego najbardziej znanym dziełem jest książka "2001: Odyseja kosmiczna" oraz nakręcony przez Stanleya Kubricka film o tym samym tytule, za którego scenariusz Clarke i Kubrick byli nominowani do Oscara. Wraz z Robertem Heinleinem oraz Isaaciem Asimovem byli znani jako "Wielka Trójka" science-fiction. Zdobył wszystkie najważniejsze nagrody w dziedzinie literatury science fiction: Hugo, Nebula, Nagrodę Campbella, Nagrodę Locusa i Nagrodę Jupitera. Szczególnie uhonorowana została powieść "Spotkanie z Ramą", która zebrała wszystkie najważniejsze nagrody w dziedzinie literatury fantastycznej. W 1985 otrzymał Damon Knight Memorial Grand Master Award. Sam od 1997 r. był patronem innej ważnej nagrody w tej dziedzinie – Nagrody im. Arthura C. Clarke’a, przyznawanej za najlepszą powieść science fiction opublikowaną po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii. Był dwukrotnie nominowany do Nagrody Nobla: w 1994 do Nagrody Pokojowej, zaś w 1999 do Nagrody Literackiej, a w 1961 r. otrzymał Nagrodę Kalinga za popularyzację nauki. W 1998 r. otrzymał Order Imperium Brytyjskiego i tytuł szlachecki, a w 2005 także Sri Lankabhimanya najwyższe cywilne odznaczenie Sri Lanki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Fontanny raju Arthur C. Clarke
Fontanny raju
Arthur C. Clarke
Z jednej strony SF koncepcyjne o wynalezieniu kosmicznej windy oraz barierach technologicznych, bezpieczeństwa, logistycznych, ekonomicznych, politycznych, prawnych i psychologicznych związanych z jej konstrukcją. Z drugiej wstawki przypominające nam motywy z Randevouz with Rama (szkoda, że takie krótkie!) Z trzeciej odrobina buddyjskiego mistycyzmu i starcie religii z postępem technologicznym, parę historycznych (mniej lub bardziej) ciekawostek o losach dawnych królów Sri Lanki i sposobach unieśmiertelnienia swojej duszy za pomocą dzieł architektury i sztuki. Kończy się niczym czysty survival ala Marsjanin 2.0. Clarke przypomina nam, że przy bezprecedensowych projektach zawsze coś pójdzie nie tak, zawsze powstaną jakieś nieprzewidziane problemy i nie da się wszystkiego kontrolować i całkowicie wyeliminować ryzyka ze względu na nieprzewidywalność natury czy zwykły błąd ludzki. Piękne opisy zorzy polarnej i budzące zawroty głowy widoki Ziemi z kosmosu. Wiele ciekawych wstawek na temat możliwego rozwoju technologii w XXII wieku (tylko niewielka część się przestarzała, część jest nasza teraźniejszością a część niedaleką przyszłością - np. satelitarny system kontroli pogody). Mega interesujący epilog, który pozostawia nas z chęcią poznania dalszych losów wyprawy Gwiezdnego Szybowca... Niby nie jesteśmy związani z bohaterami, bo przecież ludzkość jest tu na pierwszym planie - nasze marzenie sięgnięcia gwiazd. Taki cud inżynierii kosmicznej mógłby znaczenie przyspieszyć naszą ekspansję w Układzie Słonecznym. Niestety koszta tej operacji mogą się okazać zaporowe. Miejmy nadzieję, że ludzki geniusz, determinacja i - ona również - pycha zwyciężą w tej pogoni za marzeniami, tak samo jak u Arthura C. Clarke'a w "Fontannach Raju". Nie czyta się z wypiekami na twarzy ale z całkiem przyjemnym zainteresowaniem faktem, że jest to powieść niezwykle science, pobudzająca wyobraźnie perspektywą tworzenia konstrukcji zdolnej wznieść nas na orbitę geostacjonarną (36.000km!). Coś wspaniałego. A pomysł windy kosmicznej sięga lat 60 XX wieku. Ciekawe ile jeszcze lat minie, zanim zbudujemy coś takiego.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na 7 3 lata temu
Babel 17 Samuel R. Delany
Babel 17
Samuel R. Delany
6,5/10, ale zaokrąglam w górę, bo doceniam książki, które przecierają szlaki oraz jestem świadomy wpływu przyciężkiego tłumaczenia na odbiór treści (jeśli macie taką możliwość skorzystajcie z oryginału). Po raz już któryś z rzędu odkrywam, że moje upodobania czytelnicze są kompletnie niekompatybilne z resztą populacji, a szkoda, bo w kwestii wrażeń artystycznych (niepraktycznych) konformizm znacznie ułatwia rozmawianie o sztuce. Mamy tutaj historię międzygalaktycznego konfliktu między Sojuszem a Najeźdźcami. Serię ataków sabotażu na placówki militarne Sojuszu poprzedzają transmisje w nietypowym języku nazwanym roboczo Babel-17. Rydra Wong, lingwistka i poetka, ma za zadanie rozwikłać tajemnice owego języka i w związku z tym zbiera ekipę na podróż do przewidzianego następnego celu zamachowców - stoczni wojennej znajdującej się w głębokim kosmosie. Warto zacząć od minusów. Bohaterowie są rzeczywiście bardzo pobieżnie zarysowani (choć nie wszyscy!), świat jest nieokreślony w szerszej skali, obracamy się jedynie w ograniczonych, ważnych dla przebiegu fabularnego lokacjach. Tłumaczenie wpływa na komfort odbioru lektury, gdyż wielokrotnie napotykałem się z sytuacją, w której sens zdań docierał do mnie dopiero po ponownym przełożeniu ich na język angielski (stosując najbardziej dosłowne odpowiedniki). Upatruję się w tym głównego czynnika zniechęcenia do lektury wiele osób, ponieważ w anglojęzycznym światku literackim język powieści nie jest krytykowany. Coś, co w oryginale brzmi naturalnie, po polsku przybiera koślawych kształtów. Najlepiej to było widać na przykładzie wątku Rzeźnika, postaci, która nie rozumie pojęcia „ja”. Główna bohaterka chcąc go nauczyć rozróżnienia między „ja’ a „ty” rozpoczyna od nauki słów by przejść do nauki pojęć kryjących się za nimi (bardzo ciekawy wątek swoją drogą, jak się mają słowa do koncepcji i jaki wpływ wywierają na nasze zachowanie). Na samym początku Rzeźnik myli „ty” i „ja”, rozumiejąc, że skoro Wong zwraca się do niego „ty” znaczy to, że to konkretne słowo określa jego osobą, natomiast „ja” określa/nazywa kapitan Wong. Przez to wszystkie „ty” i „ja” w jego wypowiedziach są odwrócone. Po angielsku nie jest to wielki problem do przeskoczenia, zdania brzmią równie naturalnie po ich zamianie, jednak w języku polskim mamy odmianę czasowników przez osoby. Przed tłumaczem stoi poważny dylemat: czy pozwolić, aby Rzeźnik dobrze odmieniał końcówki (lecz źle dobierał podmiot. Nie miałoby to sensu, aby rzeźnik poprawnie dobierał końcówki, skoro źle rozumie podmiot), czy żeby konsekwentnie fałszował je zgodnie z właściwą odmianą dla niewłaściwego podmiotu, czy zastąpić wszystkie końcówki czasowników formami bezosobowymi. Tłumaczka wybiera 3 opcję, uwypuklając brak rozróżnienia „ja” od „ktoś inny”, jednak zdania tracą przy tym płynność językową. Czytanie tych partii wymaga wręcz "mentalnej łatki" by zrozumieć sens wypowiedzi. To samo się dzieje w fascynujących skądinąd fragmentach, w których Wong myśli w języku Babel-17 – pozbawienie form osobowych w języku angielskim nie nastarcza problemów, w języku polskim trzeba się zdecydować, jak przetłumaczyć zdania w elastycznie brzmiące konstrukcje. W książce pojawia się sporo fragmentów związanych z lingwistyką i będą one w dużej mierze niezrozumiałe dla kogoś bez odrobinę ponadprzeciętnej wiedzy z danej tematyki – zajrzyjcie sobie choćby na artykuł na wikipedii poświęcony czemuś tak podstawowemu jak fonem. Trudno go zrozumieć! Momenty interesujące przeplatają się z fragmentami nużącymi, ciekawe koncepcje zderzają się ze scenami, które na przestrzeni lat udało się fantastom znacznie usprawnić (np. opisy kosmicznych potyczek). Wątki uczuć są suche, a opisy bardzo nierówne – niektóre rzeczy z łatwością potrafiłem sobie wyobrazić, a niekiedy moje rozeznanie przestrzenne w danej sytuacji było niemal zerowe (nie wiem, na ile wpływało na to tłumaczenie). Pomimo tych wad znalazłem mnóstwa pozytywów, które jednak sprawiły, że książkę czytało mi się z zainteresowaniem. Po pierwsze olbrzymi wachlarz pomysłów – nie mam pojęcia jak można nie lubić dużej ilości pomysłów na małej ilość stron, przecież to jest kwintesencja SF! Maksymalna koncentracja idei w roztworze zwanym powieścią. A są to pomysły naprawdę ciekawe i połączone w całość nadają książce potężny zastrzyk oryginalności. Z pewnością przed rokiem 1966 próżno było szukać książki o podobnym kształcie, ale i dziś nie byłoby o to łatwo. Idea języka tak zwartego, logicznego, doskonale objaśniającego fizyczne prawidłowości wszechświata, potrafiącego z niemal telepatycznym rozeznaniem interpretować mikro-odruchy fizjonomii jest naprawdę zachwycający. Język ten potrafi znacznie więcej, ale tu już musiałbym wejść w spoilery, a nie o to przecież chodzi. W każdym razie pierwszy rozdział tej powieści podobał mi się najbardziej, gdy generał wojsk Sojuszu rekrutował Wong do rozgryzienia Babel-17. Scena przebiegła niemal identycznie jak ta, którą widzieliśmy w filmie „Arrival” na podstawie opowiadania Teda Chianga. Sama próbka języka nie wystarczy, by nasza bohaterka mogła podjąć się próby jego przetłumaczenia. Mamy zagadkowe prądy hiperprzestrzenne, mamy zmarłych-duchy, którzy mogą komunikować się z nami, ale bez odpowiednich sztuczek niemal natychmiast o tym zapominamy, mamy niezwykłe bronie, żołnierzy doskonałych, statki kosmiczne, tajemnicę żywota Rzeźnika. Nasza kosmiczna załoga nie wywołuje może silniejszych emocji, jednak jest to paczka dosyć osobliwa i interesująca w zamyśle (trójki uczuciowe, zjawy, nawigatorzy). Autor obdarzył ich także jakimś backstories uwypuklającymi świat przedstawiony oraz przeróżnymi modyfikacjami cielesności. Uproszczenia, jakie stosuje Delany w tłumaczeniu zasad działania Babel-17 służą jako demonstracja koncepcji, którą mógłby zrozumieć czytelnik w 1966 roku, a nie bezpośrednie odwzorowanie mechanizmów fikcyjnego języka. Akcja powieści dzieje się w dalekiej przyszłości i jasne jest, że ów język jest systemem dużo bardziej wewnętrznie złożonym i opartym na zasadach, których po prostu nie jesteśmy w stanie poznać, stworzony przez cywilizację wykraczającą daleko poza nasze możliwości opisu. Ważne jest jedynie to, że rozumiemy jak funkcjonuje, jakie stwarza on możliwości, a nie to, czy stworzenie takiego języka jest możliwe w oparciu o funkcjonujące obecnie lub w przeszłości na naszej planecie systemy lingwistyczne, bo nie jest. Dla mnie Babel-17 ma więcej wspólnego z matematyką niż z samym językiem w sensie humanistycznym. Będąc utalentowany matematycznie bardzo często miałem tak, że „intuicyjnie” postrzegałem drogę prowadzącą do rozwiązania, mimo że nie potrafiłbym wyjaśnić, w jaki sposób mój mózg wybierał właściwą metodą za pierwszym razem. Po prostu cała moja znajomość aparatu matematycznego niejako rzutowała na problem i w niemal automatyczny sposób (poprzez samą jego – aparatu - złożoność i zwięzłość) sugerowała rozwiązanie, niczym w przypływie inspiracji. Sądzę, że Babel-17 był czymś podobnym: tak jak matematyka jest językiem dobrze opisującym fizyczną rzeczywistość (i dla kogoś dobrze się nią posługującą pewne cechy świata przyjmują niemal intuicyjne zrozumienie), tak Babel-17 pozwalał pełniej postrzegać rzeczywistość dzięki swojej wewnętrznej strukturze lingwistycznej. „Kiedy wnikam w ten język, zaczynam widzieć za dużo” „Myślenie w Babel-17 przypominało oglądania dna studni, o której jeszcze chwilę temu sądziło się, że ma tylko parę metrów głębokości.” Myślę, że warto sobie takie porównanie z matematyką zrobić i wtedy nie odbiera się tych wszystkich cudów, jakie umożliwiał Babel-17 jako magicznej teorii wszystkiego. To po prostu nie jest język w ludzkim rozumieniu tego słowa – padają nawet wskazówki, że bardziej przypomina język programowania, jest bardziej mechaniczny, maksymalnie funkcjonalny, doskonale analityczny, lecz mało poetycki. Jest tak zgrabny, że aż auto-wyjaśniający. Także ogólnie lektura dawała mi do myślenia, nie była może lekka językowo, ale mam nieodparte wrażenie, że wielki wpływ miał tu przekład. Wypadałoby ją wydać w nowym tłumaczeniu. Przygody raczej nie przystają do współczesnych standardów wielkich space oper (a to właśnie do tego subgatunku SF najbliżej jest Babel-17), ale stwarzają ciekawe poletko do zadawania sobie pytania „co jeśli moglibyśmy wytworzyć taki doskonały język?”. Być może nie uniwersalny, ale działających tylko w jakimś obrębie kulturowym. Do czego moglibyśmy go wykorzystać? Warto zapamiętać cytat, od jakiego rozpoczyna się cała powieść: „Nic tak idealnie nie odzwierciedla cywilizacji jak mowa. Jeśli nasza znajomość mowy, lub ona sama, nie jest jeszcze doskonała, to samo dotyczy cywilizacji” Mario Pei. (nie wiem czy ten cytat nie jest wymyślony, wypadałoby sprawdzić). Nie zgadzam się też, aby jakiekolwiek wątki nie zostały wyjaśnione, a czytałem uważnie. Owszem, książka ma odrobinę otwarte zakończenie, ale mając w pamięci wszystkie informacje, które uzyskaliśmy o „siatce” (że tak powiem enigmatycznie) i Babel-17 możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć rezultat dalszych zmagań Sojuszu z Najeźdźcami. Wszystkie inne wątki poboczne uważam zostały domknięte. Muszę w tym miejscu jeszcze pochwalić Delany’ego za pomysł Kostnicy – absolutnie był to jeden z najciekawszych fragmentów powieści, zaraz obok sposobu myślenia za pomocą Babel-17. Także mimo swoich wad, mimo 60 lat na karku, książkę polecam osobom czytającym głównie starsze science fiction. Nie jest to bezpieczny strzał, bo w dużej mierze liczy się to, jak istotne są dla ciebie współczesne normy powieściopisarskie. Jednak jeśli masz je gdzieś i czytasz SF dla pomysłów, to sięgnij po tą książkę. Zgadzam się Markiem Oramusem, który tak pisze w posłowie: „To fantastyka ambitna (…), pełnowymiarowa literatura o niepokojącym kształcie przyszłości. O tym, jak dziwne czynniki będą grały w niej kluczową rolę, jakim skomplikowanym czy przerażającym fenomenom przyjdzie stawić czoła i jak z tej roli wywiąże się człowiek”.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na 7 2 lata temu
Tajemnica Ramy Arthur C. Clarke
Tajemnica Ramy
Arthur C. Clarke Gentry Lee
„Tajemnica Ramy” to tom, który w moim odczuciu wypada dość nierówno na tle poprzednich części cyklu. Autorzy starają się kontynuować rozpoczęte wcześniej wątki ale momentami rozwijają je w sposób rozwleczony i nieco przegadany. Zdarzało mi się gubić uwagę w trakcie długich fragmentów, które niewiele wnosiły do akcji i bardziej nużyły niż angażowały. Z kolei inne wątki zostały potraktowane zbyt pobieżnie, jakby od niechcenia, co było sporym rozczarowaniem – miałem wrażenie, że tkwi w nich ogromny potencjał, który niestety nie został w pełni wykorzystany. Na minus zaliczyłbym również fakt, że ta część praktycznie nie różni się od trzeciego tomu. Konstrukcja fabularna, sposób prowadzenia narracji i ogólny klimat są bardzo podobne, przez co chwilami miałem poczucie powtarzalności. Oczywiście, dzięki temu zachowana została spójność serii ale brak świeżych pomysłów sprawił, że czytanie nie dawało już tej samej frajdy co na początku. Zamiast odkrywać nowe oblicza Ramy bardziej miałem wrażenie, że autorzy odtwarzają dobrze znany schemat. Na szczęście w tej części znalazły się też elementy, które naprawdę robią wrażenie. Najlepszym przykładem jest zakończenie, a dokładniej wizyta Nicole w Module Wiedzy. To moment, w którym Clarke i Lee pokazali pełnię wyobraźni i pomysłowości. Opisy i koncepcje zaprezentowane w tym fragmencie są niezwykle sugestywne, świeże i działają na wyobraźnię czytelnika. To jeden z tych fragmentów, które na długo zapadają w pamięć i pokazują, jak wielki potencjał tkwił w całym cyklu. Niestety, finałowa podróż Ramy pozostawiła mnie z uczuciem niedosytu. Po trzech wcześniejszych tomach, pełnych rozmachu, oryginalnych idei i wizji wykraczających poza schemat, oczekiwałem zwieńczenia na miarę całej tej epickiej historii. Zamiast tego dostałem rozwiązanie zbyt stonowane i pozbawione tego „efektu wow”, którego się spodziewałem. „Tajemnica Ramy” pozostaje więc książką, którą warto przeczytać jako część serii, ale trudno ją traktować jako satysfakcjonujące zamknięcie całości. To raczej przyzwoita, choć niepozbawiona wad odsłona, w której tylko momentami widać dawną siłę i błysk geniuszu autorów.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Człowiek w labiryncie / Stacja Hawksbilla Robert Silverberg
Człowiek w labiryncie / Stacja Hawksbilla
Robert Silverberg
Dwie niewielkie powieści napisane w końcówce lat sześćdziesiątych. Z dzisiejszej perspektywy to era "klasycznej" amerykańskiej literatury science fiction. Człowiek w labiryncie Jest opowieścią o odludku, obdarzonym przez obcych *skazą* psioniczną odstręczającą innych ludzi. Gdy ludzkość zacznie go jednak znowu potrzebować - takim, jaki jest - trzeba go skłonić do opuszczenia dobrowolnie wybranego odosobnienia-azylu. To zagadkowe miasto-labirynt, nigdy z powodzeniem nie spenetrowane i nie zbadane. Twór zapomnianych, *pradawnych* obcych, najeżony mnóstwem pułapek zabijających wszelkich intruzów. Choć okrzyknięta najlepszym dziełem Silverberga, trochę razi *strasznymi* a (jak dla mnie) raczej tandeciarskimi rekwizytami. Te wszystkie zapadnie, pola ognia, mrowia ostrzy i miażdżące bramy od lat sześćdziesiątych trochę się już chyba opatrzyły. Choć może tylko mnie (z racji wieku)? Niewykluczone, że w badziewiastym filmie z Netflixa wciąż budziłyby entuzjazm. Swoją drogą, trochę dziwne, że nigdy tego nie sfilmowano. Ani zmagania ze *strasznymi* pułapkami, ani nieprzesadne wyrafinowanie *psychologicznych* podchodów z odmawiającym współpracy Richardem Mullerem, nie rzuciły mnie na kolana nad finezją i głębią tej powieści. Ot - taką właśnie masówkę SF wtedy pisano. Czytano. I tyle. Większe wrażenie wywarła na mnie: Stacja Hawksbilla Miłośnikom wyskakujących ostrzy i miażdżących bram należy się ostrzeżenie, że to - dla odmiany - niespieszna, refleksyjna opowieść pozbawiona dramatycznej akcji. Narracja prowadzona dwutorowo: Pierwszoplanowa - o przywódcy obozu zesłańców politycznych. Podstarzałych weteranów-wichrzycieli stopniowo tracących rozum po przeniesieniu przez władze w czasie o miliard lat wstecz. Pozostawieni sami sobie w zamierzchłej, jałowej kambryjskiej przeszłości, bez nadzorców czy strażników, skoro nie mają dokąd uciec i dla nikogo (poza sobą) i niczego nie stanowią zagrożenia. Drugi plan to retrospektywa historii życia "zawodowego rewolucjonisty" Jima Barretta, przez lata konspirującego przeciwko totalitarnym rządom, które przejęły władzę w USA. Niestrudzenie - choć z coraz mniejszym zasobem wiary i złudzeń - "przygotowującego grunt" dla rewolucji (wciąż tak samo odległej - jak horyzont) mającej przywrócić prawa człowieka i starą konstytucję. Datowanie epok geologicznych i ich realia nie zgadzają się z obecnym stanem wiedzy paleontologicznej. Jednak ta powieść ujęła mnie swoim specyficznym klimatem i melancholijnym nastrojem. Niespieszne tempo, bez fajerwerków (poza materializacjami przy transferach z "górnoczasu"). Ale ma w sobie to nieuchwytne *coś*, co zapamiętuje się trochę dłużej, niż zajmuje zamknięcie okładki książki po przeczytaniu.
Krzysztof - awatar Krzysztof
ocenił na 7 1 rok temu
Kwarantanna Greg Egan
Kwarantanna
Greg Egan
„Kwarantanna” – cyberpunkowa zagadka rzeczywistości - to jedna z tych powieści science fiction, które wciągają nie tylko akcją, ale przede wszystkim intelektualnym ładunkiem. Greg Egan, znany z zamiłowania do twardej SF i spekulacji na temat natury świadomości, serwuje tu czytelnikowi futurystyczną zagadkę na pograniczu fizyki kwantowej, neurobiologii i filozofii. Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w świecie odizolowanym od reszty kosmosu przez tajemniczą „Bańkę” – nieprzenikalną barierę wokół Układu Słonecznego. Główny bohater, Nick Stavrianos, były policjant pracujący jako prywatny detektyw, zostaje wplątany w śledztwo, które szybko przeradza się w coś znacznie większego – intrygę na skalę całej ludzkości, a może nawet rzeczywistości jako takiej. Egan umiejętnie łączy wątki kryminalne z twardą, miejscami bardzo wymagającą nauką. „Kwarantanna” to nie lektura „do poduszki” – wymaga skupienia, ale nagradza czytelnika intrygującymi konceptami: od mechaniki kwantowej po pytania o wolną wolę i tożsamość. Pomimo skomplikowanej tematyki, powieść utrzymuje napięcie i tempo charakterystyczne dla klasycznego thrillera SF. To książka dla tych, którzy w literaturze szukają nie tylko rozrywki, ale też intelektualnej prowokacji. Nie każdemu przypadnie do gustu – styl Egana bywa chłodny, a dialogi oszczędne – ale ktoś ceni science fiction ambitne, filozoficzne i dalekie od banału, „Kwarantanna” z pewnością niejednego zaintryguje.
Grzech - awatar Grzech
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Friday Robert A. Heinlein
Friday
Robert A. Heinlein
Początkowo miałem ambiwalentny stosunek do książki. Z jednej strony praktycznie próżno szukać tu akcji - to wręcz obyczajówka z romansami, mizianiem się i myślami o mizianiu się. Z drugiej - chwilami można odnieść wrażenie, że całość była pisana głównie z myślą o nienasyconych erotomanach i niereformowalnych hipisach. Jednak im dalej w treść, tym mocniej wyłania się inna cecha prozy - jej potoczystość, pewna - że tak to ujmę - akuratność opisów i dialogów, a do tego spora doza przymrużenia oka i zdumiewająco trafnych spostrzeżeń dotyczących ludzkiej natury i ogólnie życia. Co więcej - jak dla mnie to w sumie nieczęsty przypadek powieści, która czyta się tym lepiej, im dalej się zaszło. Bo większość światowej prozy proponuje świetny pomysł i ogólnie wielki potencjał, który przez kolejne strony jest skrupulatnie trwoniony. A tu - na odwrót. I cztery cytaty. Pierwszy, z którym się identyfikuję, drugi na czasie, trzeci pod rozwagę, a czwarty dla rozrywki: "Najzimniejsze czeluście piekła zarezerwowane są dla ludzi, którzy porzucają kocięta." "To zły znak, kiedy obywatele danego kraju przestają czuć się z nim związani i zaczynają się identyfikować z jakąś grupą. Grupą rasową. Albo religijną. Albo językową. Każdą grupą, która nie obejmuje całej populacji. (...) Zanim dojdzie do rewolucji, ludzie muszą straci wiarę w policję i w sądy. (...) Wysokie podatki też mają znaczenie i inflacja, i stosunek ludności produkcyjnej do utrzymywanej z publicznych funduszów." "Nie widzę nic złego w płaczu - nawilża psychikę" "Asystentka nie miała zbyt wiele na sobie, ale tancerka nosiła tylko pantofle na jednym końcu, pióra na drugim i uśmiech pośrodku. Magik zaczął wyjmować z niej gołębie. Nie wierzyłam własnym oczom. Tam nie ma tyle miejsca, i to łaskocze. To niemożliwe." PS. Ale to "Ziemii" przez dwa ii na okładce jednak gryzie w oczy...
Jale - awatar Jale
ocenił na 7 11 lat temu
Budowniczowie Pierścienia Larry Niven
Budowniczowie Pierścienia
Larry Niven
Bardzo lubię oglądać filmy o podboju Kosmosu, o odkrywaniu nowych cywilizacji. Jeśli chodzi o książki o tej tematyce to bywa różnie. Często nie do końca wciąga mnie fabuła. Postanowiłam jednak przeczytać książkę "Budowniczowie Pierścienia w nadziei, że będzie to przypomnienie cudownych książek autorstwa naszego mistrza gatunku twardej fantastyki naukowej, czyli Stanisława Lema. Główny bohater, Louis Wu jest w swoim pokoju podłączony do prądu. W tym świecie nie ma już takich uzależnień jak narkotyki, alkohol, czy inne używki. Ludzie stają się ekektrogłowymi. Prąd drażni ośrodek przyjemności osoby uzależnionej. Taka osoba często rezygnuje z pracy, może to doprowadzić do zaniedbania, albo nawet śmierci z zagłodzenia. Louise kiedyś mieszkał na Ziemi. Uciekł na planetę Kanion. Na tej planecie mieszkańcami są Kizinowie. U tych stworzeń płeć męska wyglądała, jak tłuste pomarańczowe koty chodzące na tylnych łapach, a z uszów sterczą im chińskie parasolki. Właśnie tak wyglądał Chmeee, jego dawny towarzysz podróży. Dwadzieścia lat temu razem z Mówiacym-do-Zwierząt (Chmeee), pewien lalecznikiem i bardzo dziwną dziewczyną zbadał część ogromną konstrukcję zwaną Pierścieniem. Chmeee wywiózł stamtąd skarb i dzięki temu zyskał duży zaszczyty, został Patriarchą Kzinu. Wielka przygoda dla Louise zaczyna się odnowa, kiedy lalecznik zwany Najlepiej Ukrytym porywa go z jego mieszka na statek kosmiczny. Tam spotyka Chmeee, który nie poznaję swojego przyjaciela. Odłączony od prądu, Louse jest w fatalnym stanie. Najlepiej Ukryty chce razem z porwanymi członkami załogi lecieć na Pierścień i zdobyć tam wielki skarb, dzięki któremu zyska władzę w swojej frakcji konserwatystów. Podczas podróży dostęp do prądu jest dozowany dla Louis. Rozumie on jednak, że musi się uwolnić od uzależniania. W końcu po jakimś czasie przestaje myśleć o swoim nałogu. Członkowie załogi nie do końca chcą działać według planu lalecznika. W tajemnicy planują bunt. Chcą przejąć kontrolę nad statkiem. Okazuję się po przylocie na miejsce, że Pierścień jest niestabilny. Istoty tam żyjące wkrótce zginą. Louis za wszelką ceną chce odnaleźć Centrum Napraw legendarnych inżynierów, którzy zbudowali ten świat i naprawić usterkę, tak aby nie doszło do katastrofy. Nasz bohater wraz z Chmeee udają się potem na Pierścień, aby odnaleźć jakieś informacje, gdzie znajduję się Centrum Napraw. Dalszego jednak ciągu tej historii Wam nie zdradzę. Osobiście bardzo mi się podobały niezwykłe istoty, które na swojej drodze spotyka bohater. Jednym ze zwyczajów mieszkańców Pierścienia jest "rishathra"- seks uprawiany z przedstawicielami spoza własnego gatunku". Co nie było takie proste dla naszego bohatera, który często pomagał tubylcom. Każdy sojusz lub rozejm zwykle pieczętowało się tym zwyczajem. Odmowa oznaczała wielką obrazę. Co w odniesieniu do naszych ludzkich zwyczajów jest czystą abstrakcją. Z drugiej strony jakie mogłoby mieć znaczenie w przypadku sojuszy i umów w obecnym naszym świecie? odsumowując, ta książka jest świetną opowieścią o Kosmosie. Autor przedstawia bardzo ciekawe elementy fantastyki w tej opowieści. Fabuła nie jest opisana językiem bardzo naukowym, choć jest wiele dziwnych nazw, ale przecież to jest pokazana daleka przeszłość. Od pierwszego rozdziału byłam ciekawa jak się potoczą losy głównego bohatera. Cały czas dzieję się coś ciekawego i zaskakującego. Dlatego nawet jeśli nie czytacie książek o tej tematyce to, zachęcam o lektury książek tego autora. Myślę że jest to też fajna lektura dla starszych nastolatków zainteresowanych tematyką Kosmosu. Nie wiemy jak będzie wyglądał nasz świat za jakieś tysiąc lat. Czy podróże w Kosmos będą kiedyś dostępne dla każdego. Może kiedyś właśnie tak będzie? Jest wiele różnych teorii na ten temat. Czasem lubię o tym poczytać i na chwilę znaleźć się w świecie przeszłości. http://klub-tworczych-mam.blogspot.com/2022/05/mama-czyta-budowniczowie-pierscienia.html
KTM - awatar KTM
ocenił na 10 3 lata temu
Pierścień Larry Niven
Pierścień
Larry Niven
Louis Wu w dniu swoich dwusetnych urodzin dostaje niezwykłą propozycję. Wraz z lalecznikiem, przedstawicielem niewidzianej od dawna rasy, ma wybrać się w odległą podróż, której cel jest nieznany. Wraz z nim ma podróżować również Mówiący-do-zwierząt, przedstawiciel agresywnej rasy kzinów oraz ludzka kobieta, Teela Brown. Gdy słyszę o fantastyce naukowej z lat 70. to zwykle mam chwilę wahania. Polskie dzieła z tamtego okresu często są po prostu przestarzałe i trudne w przyswojeniu. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że dobra powieść próbę czasu powinna bez problemu przetrwać, dlatego i tak, i tak zwykle te książki sprawdzam. Nie zmienia to faktu, że sięgając po „Pierścień” spodziewałam się raczej poważnej, nieco cięższej książki. Zwłaszcza że polska oprawa sugeruje intelektualną klasykę SF. I na Merlina, nie mogłam się bardziej mylić. „Pierścień” Larry’ego Nivena to rozrywkowa i niezbyt militarna space opera, będąca przy okazji powieścią drogi. Napisana w inteligentny i błyskotliwy sposób, ale w żadnym razie nie cieżki i męczący. Autor wyraźnie chciał napisać coś, co będzie po prostu bawić i mimo tego, że od premiery minęło 50 lat, ta książka dalej robi to całkiem nieźle. Grupa bohaterów jest ciekawa, wyrazista i sympatyczna zarazem. Początkowo miałam wrażenie, że znów weszłam do świata „Mass Effecta”, tylko w formie książki, a nie gry. Zbieranie drużyny nie trwa długo, ale już samo to było po prostu wciągające i zabawne, a to nie zdarza się często. Niven tworzy świetne dialogi i ma po prostu dobre pomysły, np. zastanawia się nad tym, czy… szczęście może być przekazywane genetycznie. Znam sporo powieści, i SF, i fantasy, i z czymś takim jeszcze się nie zetknęłam. Nie muszę chyba nawet wspominać, że tytułowy Pierścień wszedł do popkultury na stałe. Ba, ma nawet swoją stronę na Wikipedii w trzech językach. To ciekawy koncept, o którym słyszałam wielokrotnie, ale dopóki nie dostałam na skrzynkę e-mail wiadomości o wydaniu kolejnej części cyklu przez wydawnictwo Zysk, nie miałam pojęcia, że ten pomysł stworzył bądź rozpopularyzował właśnie Larry Niven. Ostatnio narzekałam często na powieści drogi, bo sporo się ich u mnie przewijało. Wydawało mi się, że nie, już nic dobrego w tej kategorii chyba nie znajdę… a tu proszę! Ta space opera dała sobie radę i w tym względzie. Przygody bohaterów wciągają, nie są przedłużane na siłę, a jednocześnie ich droga nie wydaje się być nienaturalnie skrócona. Czyli da się na 420 stronach stworzyć pełną opowieść. Och, współcześni autorzy, uczcie się od takich twórców. Naprawdę, zwykle 800-900 stron nie jest Wam potrzebne. Oczywiście mijające lata trochę wpłynęły na tę powieść. Na przykład, współcześnie Teela Brown niemal na pewno nie zostałaby skonstruowana w taki sposób, w jaki jest (nie chce zdradzać więcej przez wzgląd na spoilery), aczkolwiek jej kreacja pasuje mi do samego tonu książki. Ponadto autor sięga po nieaktualne dziś hipotezy naukowe, np. dotyczące tego, co znajduje się w centrum galaktyki. Ale to akurat naprawdę nie przeszkadza w czytaniu i w gruncie rzeczy nie ma większego wpływu na fabułę. Po prostu czytelnik musi zawiesić trochę niewiarę i uznać, że w galaktyce Nivena obowiązują takie, a nie inne prawa. Lata mijają, a „Pierścień” dalej bawi. Jeśli szukacie dobrej, rozrywkowej fantastyki to jest ta książka, po którą musicie sięgnąć. Nawet gdy nie przepadacie za SF to warto dać tej powieści szansę. Bo opisów technologii raczej zbyt wiele tu nie ma, a nawet jeśli są, to w tej książce chodzi o przygodę i drużynę, a nie o dokładne metody działania wynalazków.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na 8 4 lata temu
Brama do gwiazd Frederik Pohl
Brama do gwiazd
Frederik Pohl
Rosyjska ruletka. Zaskakujące jest ujęcie przez autora historii podboju kosmosy przez ludzi. Nie jest to powieść o dzielnych kosmonautach, którzy na swoich wspaniałych statkach podbijają Kosmos, ale o ludziach zdesperowanych, którzy za wszelką cenę pragną poprawić swój los. Ziemia jest przeludniona i kompletnie zdewastowana. Ludzie wydobywają minerały kopalne i przerabiają je na żywność. Oczywiście jest nieliczna grupa bogaczy, żyją pod kopułami zapewniającymi czyste środowisko i mogą sobie pozwolić na wszelkie luksusy. Większość ludzi żyje w skrajnej biedzie, w zatrutym środowisku, bez żadnych perspektyw, ciężko pracując na swoje utrzymanie. Po pracy spędzają czas w knajpach, pijąc i podrywając dziewczyny lub oglądają telewizje. Każdy z nich marzy o wygranej pieniędzy na Loterii i odmianie swojego losu. Jednym z nich jest Robinette Broadhead, Bob, który wygrywa na Loterii. Kupuje bilet na Getway, aby zostać poszukiwaczem. Ludzkość skolonizowała Wenus i odkryła pod jej powierzchnią kilometry wykutych korytarzy, w których zamieszkali. Korytarze pozostawione zostały przez zaginioną rasę Heechów. Nie wiadomo, kim byli, jak wyglądali i co się z nimi stało. Pozostawili różne artefakty i urządzenia, które nie wiadomo, czemu służyły. W jednym z korytarzy odkryto nawet statek kosmiczny, który okazał się sprawny. Statek doprowadził ludzi na planetoidę, krążącą na orbicie okołosłonecznej, która okazała się portem dla statków kosmicznych Heechów. Odkrytą planetoidę nazwano Gateway. Na planetoidzie znajdują się setki sprawnych statków Heecheów. Niestety nikt nie wie, w jaki sposób nimi kierować. Każdy z nich jest zaprogramowany do lotu z prędkością nadświetlną do jakiegoś punktu galaktyki. Tam jeżeli jest to możliwe, można za pomocą lądownika zbadać planetę i można znaleźć artefakty. Później statek jest zaprogramowany na powrót. Niestety można zginąć podczas badania obiektu lub załoga nie przeżyje, gdyż zabraknie wody i pożywienia lub statek nie wróci. Jednak, gdy się uda, można zarobić miliony i całkowicie odmienić swoje życie. Desperatów nie brakuj, aby wyruszyć w nieznane. Jednym z nich jest Bob. Poznajemy Boba, gdy jest już bardzo bogatym człowiekiem, mieszkającym na Ziemi. Nie jest jednak szczęśliwym człowiekiem i odwiedza psychoanalityk Sigfrida von Psycha, który jest sztuczną inteligencją. Narracja jest pierwszoosobowa, ale prowadzona dwutorowo. Jednym wątkiem są jego wspomnienia z pobytu Gateway, jako poszukiwacz. Kiedy przybył na miejsce i zobaczył pierwszy statek, który powrócił z martwymi ludźmi, przeraził się. Warunki życia są okropne, ale drogie i mało kto może przeżyć z pracy na planetoidzie. Większość z mieszkańców nie ma gdzie wrócić, a więc zostaje im pomimo przerażenia, wyruszenie w kosmos. Czas między lotami wypełniają imprezami, narkotykami i seksem, oraz dyskusjami, jaki lot i statek wybrać i z kim lecieć. Sam lot, takim statkiem jest też przerażający. Grupa ludzi stłoczona jest w ciasnej puszcze i czeka tygodniami, zanim statek zacznie hamować i mogą wtedy oszacować, czy starczy im wody i pożywienia na powrót. Później starają się coś znaleźć i przeżyć. Nawet, jak nic nie znaleźli, cieszą się, że wracają żywi, chociaż wiedzą, że znów będą musieli wyruszyć w kosmos. Pohl stworzył całą plejadę interesujących postaci. Poznajemy, co kieruje tymi ludźmi i jak próbują sobie radzić ze strachem, samotnością i warunkami życia na Geteway. Drugi wątek to sesje psychoterapeutyczne Boba, jego gierki z Si, ale z każdym spotkaniem dowiadujemy się coraz więcej, co sprowadziło go do tego gabinetu. Powoli poznajemy, w jaki sposób zdobył majątek i dlaczego pomimo tego jest nieszczęśliwy. Oprócz tego w powieści występują ramki, w których autor umieścił fragmenty naukowych wykładów, instrukcje, a czasami ogłoszenie. Ramki te bywają zabawne, a czasami wiele wyjaśniają. Powieść zaskoczyła mnie od samego początku swoją oryginalną wizją świata. Autor świetnie buduje napięcie, powoli odsłaniając kolejne elementy układanki. Do ostatniej strony, nie znamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Fascynujące było, że to nie podróże kosmiczne i przygody, ale człowiek i to co przeżywa, jest głównym tematem tej powieści. Recenzja w serwisie "Na kanapie"
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na 10 1 rok temu

Cytaty z książki Oko czasu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Oko czasu