rozwiń zwiń

Leki na miłość

Okładka książki Leki na miłość
Louise Erdrich Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Współczesna Proza Światowa literatura piękna
395 str. 6 godz. 35 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Współczesna Proza Światowa
Tytuł oryginału:
Love Medicine
Data wydania:
1998-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1998-01-01
Liczba stron:
395
Czas czytania
6 godz. 35 min.
Język:
polski
ISBN:
8306026942
Tłumacz:
Magdalena Konikowska
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Leki na miłość w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Leki na miłość

Średnia ocen
7,7 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
207
14

Na półkach:

Książka poruszająca temat wymierania prawdziwej kultury rdzennych Indian w USA .
Nie jest to jednak reportaż, a książka psychologiczna opisująca pogmatwane historie rodzinne, troski, emocje, ambicje ludzi a przede wszystkim sposób myślenia Indian .
Odkrywa przed nami świat innej kultury, zmieniającej się z upływem czasu, uczy tolerancji ,zrozumienia dla ludzi inaczej myślących ale czujących jak wszyscy inni.

Książka poruszająca temat wymierania prawdziwej kultury rdzennych Indian w USA .
Nie jest to jednak reportaż, a książka psychologiczna opisująca pogmatwane historie rodzinne, troski, emocje, ambicje ludzi a przede wszystkim sposób myślenia Indian .
Odkrywa przed nami świat innej kultury, zmieniającej się z upływem czasu, uczy tolerancji ,zrozumienia dla ludzi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

263 użytkowników ma tytuł Leki na miłość na półkach głównych
  • 223
  • 38
  • 2
30 użytkowników ma tytuł Leki na miłość na półkach dodatkowych
  • 11
  • 6
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Leki na miłość

Inne książki autora

Louise Erdrich
Louise Erdrich
Louise Erdrich to amerykańska pisarka, poetka i autorka książek dla dzieci, urodzona 7 czerwca 1954 roku w Minneapolis, w stanie Minnesota. Pochodzi z rodziny o mieszanych korzeniach niemieckich i rdzennych Amerykanów – jej matka była Niemką, a ojciec pochodził z plemienia Ojibwe. Erdrich jest jednym z najbardziej cenionych głosów współczesnej literatury amerykańskiej, szczególnie za swoją twórczość, która bada i celebruje historię oraz kulturę ludów rdzennych Amerykanów. Jej twórczość jest głównie osadzona w realiach Północno-Wschodnich Stanów Zjednoczonych, szczególnie w okolicach rezerwatu plemienia Ojibwe. W swoich książkach, takich jak "Love Medicine" (1984), która przyniosła jej szerokie uznanie, Erdrich porusza tematy związane z tożsamością, rodziną, pamięcią historyczną, ale także z przemocą i walką rdzennych Amerykanów o przetrwanie w zmieniającym się świecie. Jej literatura łączy elementy realizmu magicznego, tradycji opowieści ludowych oraz głębokiej analizy społecznej. W swojej twórczości Erdrich często bada złożone relacje międzyludzkie, zmagania z historią, a także poszukiwanie tożsamości w kontekście zarówno osobistym, jak i kulturowym. Erdrich jest również laureatką licznych nagród literackich, w tym National Book Award, a jej książki były nominowane do wielu prestiżowych wyróżnień. Poza literaturą, Louise Erdrich prowadzi również księgarnię, Birchbark Books, w Minneapolis, która skupia się na książkach dotyczących rdzennych Amerykanów i literatury o podobnym charakterze. Erdrich angażuje się w walkę o prawa rdzennych mieszkańców Stanów Zjednoczonych, a jej prace stanowią ważny głos w debatach na temat przeszłości i teraźniejszości ludów tubylczych w Ameryce.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kamień filozoficzny Marguerite Yourcenar
Kamień filozoficzny
Marguerite Yourcenar
„Któż byłby tak szalony, żeby przed śmiercią nie obejść przynajmniej własnego więzienia?”Nie wiedziałam zbyt wiele na temat transformacji i przemian religijno- społeczno- obyczajowych w Europie w XVI wieku. Zwyczajnie, to nie jest mój konik. Jednak bardzo lubię powieści tej autorki, ich wielowymiarowość. Wartość historyczna nawet w wypadku tak dobrze oddanych realiów jest dla mnie dodatkiem do opowiedzenia robinsonady po świecie wykształconego człowieka „Renesansu”, poszukującego sensu swojego jestestwa. Yourcenar dywaguje nad żądzą pieniądza oraz rolą religii w życiu jednostki. Pomiędzy wierszami krytykuje instytucję kościoła. Odnosi się do filozofii, szaleństwa wojny, cielesności, etyki, humanizmu, „świętej inkwizycji”, polityki moralności i klasowości. Opowiada o indywiduum we wrogiej rzeczywistości na wszystko, co inne. Znalazłam sztukę, przysięgę Hipokratesa, ciągłe dążenie do polepszania wiedzy. Peroruje o kondycji człowieka w zderzeniu z postępem technologicznym. O tym, czy warto być nonkonformistą, dążyć do wolności. Wszystko poprzez drogę niezwykle inteligentnego, nieheteronormatywnego protagonisty, wyłamującego się konstruktom społecznym, za co przyjdzie mu słono zapłacić. Ten zabieg formalny odnosi się do doświadczenia samej Yourcenar. Brakuje mi w dzisiejszym świecie ludzi, którzy jak Zezon działają na zasadzie „na pohybel wszystkim”, wyrzekają się funkcjonowania w patriarchalnym schemacie kulturowym. Urzeka metatekstualność, metaforyzacja, symbolika i panorama bolesnych wydarzeń oraz kluczowych postaci zapisanych na kartach historii. Jednakże należy przyznać, że przez wieloaspektową fabułę i ogrom deliberacji egzystencjalnych „Kamień filozoficzny” jest trudny w odbiorze, żyłujący emocjonalnie. To przyczynek do dysputy o wędrówce w nieznane, która może przynieść zaskakujące informacje o jądrze własnego ja.Powieść uhonorowana Prix Femina. Na jej kanwie powstał film (reż. André Delvaux) o tym samym tytule.
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na 8 2 lata temu
Serce to samotny myśliwy Carson McCullers
Serce to samotny myśliwy
Carson McCullers
Jak wygląda prawda o nas samych? Rodzimy się w samotności, żyjemy samotnie i umieramy sami. Pomimo tego, że wokół każdego z nas możemy znaleźć kochające i wspierające osoby, pomimo, że sami jesteśmy przekonani, że otacza nas wiele przychylnych nam ludzi, jeżeli głębiej się nad tym zastanowimy, okazuje się, że nasza samotność jest najzupełniej naturalnym i normalnym stanem. Nie ma w tym nic złego, że wybieramy życie w pojedynkę, nawet mając partnera/kę, dzieci czy ukochane zwierzęta. Zdrowy egoizm nie jest niczym złym. Dbanie o własny dobrostan też nie przekreśla nas jako istoty ludzkie. Najgorsze, co możemy zrobić to wisieć na kimś, być uzależnionym od innych, od ich komplementów, mniej lub bardziej trafionych porad czy pieniędzy. John Singer będąc obarczonym problemami innych, stając się ich niemym powiernikiem, pomimo, że sam się o to nie prosił, ani o przyznanie mu takiej dość uciążliwej roli, będąc mocno skonfundowany zaistniałą sytuacją, sam mierzy się z własnymi demonami. Nikt z odwiedzających go, nie proponuje mu, aby się wyżalił, nikt nawet nie pomyślał, żeby mu ulżyć w jego cierpieniu, bo go nie widział, albo nie chciał zauważyć skupiając się na sobie i swoich udrękach. Czy mamy prawo, aby tak oceniać bohaterów, jako samolubnych zapatrzonych w siebie egoistów? I tak i nie. Ludzi, których spotykamy na kartach tej jakże mocno zapadającej w serce powieści, trudno winić o ich krótkowzroczność, gdyż sami borykają się z wieloma dramatami i w pewien sposób są ograniczeni środowiskiem, prostym światem, z którego się wywodzą. Trudno im wyjrzeć dalej, niż poza czubek własnego nosa, bo sami są dość mocno poharatani przez życie. Urzekająca jest głęboka dojrzałość i przenikliwość młodej autorki, której ogromne pokłady empatii, zrozumienia, ale też sprzeciwu wobec niesprawiedliwości zostały mocno zaakcentowane w tej powieści. Brak tu jakiegoś pełnego domknięcia, ale to tylko silniej pobudza czytelnika do refleksji nad sobą i swoją egzystencją. Gorąco polecam
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na 7 10 dni temu
Wszystko rozpada się Chinua Achebe
Wszystko rozpada się
Chinua Achebe
To jest dobra książka dla tych wszystkich osób, które obawiają się ekspansji obcej kultury i religii w Europie.  Bo dobrze uświadomić sobie to, jak kultura „białego człowieka” zdewastowała kultury Afryki, Australii, czy Ameryki Południowej. Chinua Achebe pokazuje zderzenie kultur, w którym jedna strona, tubylcza, jest na straconej pozycji, bo to nie tyle zderzenie, co pożarcie, pochłonięcie i zdewastowanie. Pisze się, że Achebe to ojciec literatury afrykańskiej, to uproszczenie. Byli przed nim inni, ale to jednak on książką „Wszystko rozpada się”, pisaną, nomen omen, po angielsku, przebił się do czytelników brytyjskich pokazując im drugą stronę medalu. Powieść była tłumaczona na wiele języków, a autor w 2007 roku otrzymał za nią Nagrodę Bookera. Chinua Achebe pisze, „nagle pojąłem, że te książki [europejskich autorów o Afryce] należy czytać w innym świetle. Na przykład „Jądro ciemności” Conrada […] Uprzytomniłem sobie, że to ja jestem jednym z tych dzikusów, skaczących po plaży. Kiedy człowiek przeżyje taką iluminację, zaczyna myśleć, że ktoś powinien napisać inną historię.” (z posłowia do wydania polskiego, PIW 2009). Nie ma ziemi bez ludu. Nie ma ludu bez kultury. Nie ma też znaczenia, czy ta kultura nam się podoba czy nie. Bo kultura to jest baza tożsamości. Co się dzieje, kiedy zostaje zniszczona? Mamy na to dziś aż nadto przykładów. Achebe pięknie opisuje kulturę swojego ludu, Igbo. Czy wiecie, że Igbo mieli bardzo zaawansowaną demokrację? Czy wiecie, że kobiety Igbo mogły zajmować wysokie pozycje w społeczności? Czy wiecie, że Igbo inaczej liczyli czas? Czy wiecie, że tydzień przed sianiem i sadzeniem mieli Tydzień Pokoju, czas, w którym nie wolno było krzywdzić innych, choćby słowem, by pokazać Bogom, że są godni dobrych zbiorów? Achebe pokazuje też fanatyzm. Pokazuje sztywne i bezrefleksyjne trzymanie się tzw. „tradycji”. Trzeba pamiętać, że jego ojciec był jednym z pierwszych, którzy przyjęli religię przyniesioną przez białego człowieka. Jego rodzina stanęła po drugiej stronie barykady, dzięki czemu Achebe nauczył się angielskiego i odebrał brytyjską edukację. Znalazł się w sytuacji uprzywilejowanej. Książkę, która podbiła świat i zmieniła europejskie spojrzenie na Afrykę (przynajmniej w jakimś stopniu), napisał po angielsku. Oddając w niej hołd swoim przodkom i wspaniałej kulturze, z której wyrósł. Bardzo warto przeczytać.
jolasia - awatar jolasia
oceniła na 8 8 miesięcy temu
Mansarda Marlen Haushofer
Mansarda
Marlen Haushofer
„Przebrałam się. W pończochach znów poleciały mi oczka, dzieje się to dość często, bo zahaczam pończochy rękami szorstkimi od prac domowych, ale wolę już szorstkie ręce niż śliskie gumowe rękawiczki. Włożyłam więc nowe pończochy, stary popielaty kostium i na to mój najstarszy płaszcz, który noszę wyłącznie na pogrzeby. Jest to bowiem mój jedyny czarny płaszcz, nie cierpię w ogóle czerni. Wszystko to zrobiłam, żeby broń Boże nie wyglądać zbyt młodo i kolorowo, wargi ledwie musnęłam szminką. Bo im lepiej wyglądam, tym bardziej zdenerwowana jest baronowa, która po prostu nie może znieść dobrze wyglądających ludzi”. (s. 69) Marlen Haushofer, Mansarda, Przekł. Maria Kłos- Gwizdalska, PIW, Warszawa 1973. Wyd.1. W KLUBIE INTERESUJACEJ KSIĄŻKI ukazały się też: „Kochanica Francuza” J. Fowlesa i P. Scotta „Dzień skorpiona”. M . Haushofer - pisarka austriacka, autorka ŚCIANY – powieści, która na długo pozostaje w sferze wyobraźni Czytelnika (czy tego chce, czy nie). Na tym polega ponadczasowe pisarstwo. Czy tak będzie w przypadku dwóch powieści wydanych w Polsce w latach 70 – tych, Mansardy (1973) i Sekretnych drzwi (1978)? Mansarda- słowo nieistniejące w codziennym obiegu rzeczy, ale miejsce znaczące dla bohaterki. W potoku zdarzeń, zajęć, obowiązków… płynie czas od niedzieli do niedzieli. Bohaterka, jak sama stwierdza: „Nigdy nie rysowałam nic innego jak owady, ryby, gady i ptaki, do ssaków i ludzi nigdy nie doszłam”. (s. 19) Hubert (jej mąż) : „… wrócił trochę później do domu, musiał pójść na kolację z jakimś klientem. Nie byłam więc zobowiązana siedzieć przed telewizorem…” (s.40) „Ilza (córka) prawie nigdy nie spędzała z nami wieczorów”. (s.41) Toczy się niespiesznie życie. Jest jednak tajemnicza korespondencja ukrywana … w tytułowej mansardzie…, jest i strzelec… Haushofer udaje się oddać istotę codziennego życia, (o co najtrudniej w prozie), przykuć uwagę Czytelnika znakomitą narracją, a opowieści o rodzinie płynąć. Wystarczy. 7/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 7 3 miesiące temu
Przepaska z liści Patrick White
Przepaska z liści
Patrick White
Pierwsze moje zetknięcie się z prozą White'a. Ten utwór czyta się powoli i to jest jego zaleta, a nie wada. Dlaczego? Z prostego powodu, to jest pastisz powieści dziewiętnastowiecznej. Klasyczna fabula, z zakończeniem sugerującym czytelnikowi dalsze losy Pani Roxburgh. Powieść White'a , z narratorem wszechwiedzącym ( znowu tradycyjny jej model znany z powieści angielskiej) to opowieść o człowieku i granicy jaką może przejść, by stracić swoje człowieczeństwo na rzecz przystosowania do warunków życia, żeby przetrwać. Natura człowieka jest nieodgadniona, co siedzi w nas dowiadujemy się dopiero w ekstremalnych warunkach. Nie trzeba wojny, wystarczy katastrofa morska. Fabuła tej książki jest jej atutem. Poznajmy wiele szczegółów, obrazów, myśli bohaterów. W innej fabule, gdzie zdarzenia da opisywane tylko w zarysie ( powieść i film współczesny) nie ma miejsce na "oddech czytelniczy", szybko się toczy akcja i tylko ona jest głównym bohaterem nie postaci czy charaktery ludzkie. Dobra literatura to taka , która potrafi czytelnika trzymać za słowo i emocje. Taka jest, przynajmniej w tej powieści. To gotowy scenariusz na film. Miałem wrażenie, że jako odbiorca jestem okiem kamery. Jest też to proza, która pokazuje jak życie różni się od fikcji. Jak sami tworzymy fikcję. Pan Roxburgh maniak - czytelnik ma kłopoty w normalnym świecie ( trochę przypomina romantycznego bohatera), nie odróżnia fikcji od życia. Natomiast jego żona stąpa po ziemi twardo. Pan Roxburgh przypomina męski odpowiednik pani Bovary. White wykorzystuje w tej książce wiele elementów gatunków literackich, np.: powieśći psychologicznej powieśći przygodowej czy powieśći o dojrzewaniu. To książka do wielokrotnego czytania, do odkrywania zamierzeń literackich autora. Do odkrywania nowych szczegółów. Nie jest to "potrawa literacka" rodem z McDonalda., którą można szybko skonsumować i nie poczuć nic. Warto po nią sięgnąć.
Grzegorz Piskorz - awatar Grzegorz Piskorz
ocenił na 7 24 dni temu
Niewidzialny człowiek Ralph Ellison
Niewidzialny człowiek
Ralph Ellison
O tej książce można by napisać osobną książkę, co pewnie zresztą zostało już uczynione. Wzniosłe i błyskotliwe arcydzieło, pełne symboliki (czerń-biel, światło, imię, słowo), nie będące tylko powieścią o rasizmie, ale egzystencjalną przypowieścią o niewidzialności człowieka w społeczeństwie, które woli widzieć etykietki zamiast osób, o poszukiwaniu własnej indywidualności i tożsamości, notorycznie i z uporem odmawianej. Główny bohater – czarnoskóry młody mężczyzna bez imienia – jest stale redukowany do roli przedstawiciela jakiejś zbiorowości. Nieważne, czy jest studentem, robotnikiem czy aktywistą – wszędzie próbuje się go zaszufladkować, by pasował do jakiejś narracji, nie pozwala się mu być po prostu sobą. I co gorsza robią to nie tylko biali, ale również inni przedstawiciele tej samej co on rasy. Powieść pełna jest biblijnej stylistyki, kafkowskiego absurdu i gorzkiej ironii. Każda część tej książki pyta o sens bycia sobą w świecie pełnym fałszu. Poruszający jest wątek Trueblooda – ukazujący, jak biali darczyńcy nagradzają czarnego mężczyznę za potwierdzanie ich najgorszych stereotypów. Tak samo obraz Bractwa – ideologicznej maszynerii, która używa narratora jak pionka, a potem bezceremonialnie go porzuca. To książka o poszukiwaniu tożsamości, o godności i o tym, że niekiedy trzeba zejść do podziemia, dosłownie i metaforycznie, by wreszcie stać się sobą.
mamaracucha - awatar mamaracucha
oceniła na 10 11 miesięcy temu
Brzegi Syrtów Julien Gracq
Brzegi Syrtów
Julien Gracq
„Brzegi Syrtów” to takie pulsowanie, poetyckie pulsowanie tętnem poezji. Jakby powolne bicie serca. Jakby powolny spokojny wciąż powracający oddech morza, senne falowanie, przypływ i odpływ, rytmiczny wdech i wydech brzegu Syrtów. Niesamowity klimat. Co to jest za pisanie? Co to jest za styl? Z czym to porównać? Może coś z powolnego spokojnego stylu Patricka Modiano? Może hipnotyzujący nadrealizm tkany przez Sebalda? Ale to nie do końca to. Oniryczne, senne, eteryczne, leniwe, ale tak wciągające, wsysające swoją magią. I te pulsowanie tekstu, ten oddech miarowy. Na wewnętrznej stronie obwoluty czytamy "Wspólna wielu utworom Juliena Gracq’a jest mroczna, tajemnicza atmosfera. Ich bohaterowie, wyjęci spod władzy czasu, trwają w jakiejś nieokreślonej przestrzeni". Tak, nieokreślona przestrzeń, wyjęcie spod władzy czasu. Jakieś łachy piachu, mielizny, szuwary, trzciny, miejsca gdzie granica między wodą a lądem jest płynna i zaciera się, gdzie mgła wodna i wilgotne powietrze tworzy płynne zwidy, majaki gdzieś na horyzoncie zlewającym się z szarym niebem. Najbliższa cywilizacja oddalona o 300 kilometrów. Przypomina mi to okolice Żuław i Mierzei Wiślanej ale podniesione do wiele większej skali, przesunięte dużo bardziej w dal pustkowi. Czuć to na pierwszych stronach dzieła. „Wśród odgłosów kościanego szelestu który nadawał temu pustkowiu złowieszcze pozory życia przedzierałem się wąskim przesmykiem, wyciętym w gąszczu suchych łodyg widząc jedynie od czasu do czasu, po lewej, w jakimś nagle otwartym prześwicie lagunę, matową jak cynowe ostrze, oraz żółte jęzory piasku, między którymi konała niepewna, bardziej jeszcze zgaszona żółtość wszędobylskich, natrętnych szuwarów. […] Czułem się sprzymierzony z tym jałowym pejzażem, z jego dążeniem do absolutnej ascezy. Był końcem i początkiem. Za tą równiną żałobnych szuwarów i oczeretów, rozciągały się piaski pustyni, jeszcze bardziej jałowe i puste; a dalej, jeszcze dalej – jakby przekraczające granice śmierci – gdzieś poza nadmorską mgłą miraży rozbłyskiwały wierzchołki gór, których nazw nie potrafiłem już przed sobą ukrywać”. (s.82) Cała książka jest taka, jak ten cytat powyżej. Cudowne pisanie. Przeglądam Internet i widzę niektóre francuskojęzyczne wydania książki z obrazami de Chirico na okładce, z czymś zupełnie przeciwnym, niż moje skojarzenia, z ostrymi liniami i kontrastami, kubistycznymi bryłami. Ale po chwili zastanowienia myślę, że to również w pewien przewrotny sposób pasuje do klimatu powieści. Może nie tyle ostrość linii i kontrastów, co ten niesamowity, mistyczny i transcendentalny klimat pustki z obrazów de Chirico. Pustka i ostrość światła na jego obrazach jest tak samo głęboka, jak pustka i światło w powieści Gracq'a. „Z całą pewnością sądziła, że jest sama. Wyszła z kąpieli i miała na sobie tylko luźne, marynarskie spodnie i krótką, głęboko wykrojoną bluzę, która odsłaniała nagie ramiona. Teraz stała, wykręcając wilgotne włosy: w zagłębieniu pachy widać było kępkę brązowych włosów, między piersiami ciemną bruzdkę. […] Jej palce wolno przeczesywały sprężyste sploty, zanurzały się w nich, odchylona głowa uwydatniała bladą krzywiznę szyi, prężyła delikatnie półkule piersi”. (s.164) Cudowna książka, do samego końca cudowna. Odkrycie roku. Wystawiłem dychę w tym roku tylko raz, była to „Pani Bovary”. Teraz bez najmniejszego wahania wystawiam „dychę” po raz drugi, ale książka Gracq’a jest lepsza. Jest lepsza, bo to moje zaledwie pierwsze z nią spotkanie. Myślę, że drugie podejście będzie po prostu oszałamiające. Zdaje się, że mam już murowanego kandydata na moją prywatną Książkę Roku. Gdzieś tam po piętach depcze Woolf i jej „Do latarni morskiej”, ale książka Gracq’a jest po prostu magiczna. To jest sama magia.
espequer - awatar espequer
ocenił na 10 4 lata temu

Cytaty z książki Leki na miłość

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Leki na miłość