Intrygująca opowieść szkatułkowa, a w niej, jako najważniejszy, list wysłany do współczesnego narratora 200 lat wcześniej…
Zaczyna się namolnie nawracającym snem siostry narratora, że budzi się w łóżku obok mężczyzny, w dodatku księcia, z poderżniętym gardłem – jak się potem okaże - dwieście lat temu w pałacu w Granadzie (gdzie ich cioteczna babka była kiedyś guwernantką). Wkrótce potem znika, nie zostawiając znaku życia, a gdy wraca, okazuje się, że…. Ale nie chcę nikomu odbierać – nigdy przecież tego nie czynię - przyjemności poznania zagadki, bo zaiste przednia.
Na szczęście żaden to kryminał, co sugerowałby taki początek, tylko zarówno nierealistyczna, jak i wyrafinowana, historia pewnej podroży w czasie, notabene w zbożnym celu podjęta. Rzecz to dość wymagająca, bo dwa tu plany czasowe, zapętlenie wspaniałe, intryga misterna. A trzeba pilnie baczyć na pozostawiane przez Autora tropy, bo pewne fakty łatwo przegapić, Tak czy inaczej, wszystko układa się w dramatyczną całość - satysfakcja czytelnicza murowana.
Styl jest odpowiednio wyszukany, postacie – zwłaszcza te z 18. wieku – wspaniale skonstruowane, tak bardzo że narrator wydaje się przy nich, a zwłaszcza siostrze, która w swej wyprawie wstecz pokazuje lwi pazur, całkiem bezbarwny, co dość rzadko spotykane.
Szczególnie zajmujący jest wątek hiszpańskiej inkwizycji, która zaczyna we właściwy jej sposób interesować się naszą „czasonautką”.
„Wiara hiszpańska jest posępna. Hiszpańskie madonny są piękne i zimne jak odaliski. Hiszpańscy Jezusowie są zawsze okrutnie dręczonymi ofiarami, które krwawią z większej ilości ran niż gdziekolwiek indziej w świecie”.
„Kiedy spłonąć ma m ł o d a czarownica, mówi Don Picaza, to ilość widzów na takim auto da fe jest znacznie większa”.
„Nie każdemu wolno dorzucić swoja szczapę. Jest to zaszczyt i łaska Boża”.
„- A że pokutna szata, sanbenito, jedyne co oprócz spiczastej czapki ma na sobie heretyczka, spala się jako pierwsza, największe zainteresowanie wykazuje męska część widzów.
Teraz zrozumiałam, dlaczego kapelan przez cały dzień był taki podniecony.
- Ilu ludzi, na miłość Boską, pali się na stosach?
- Nie na miłość Boską – powiedział Don Picaza - lecz ku chwale Bożej. Niewielu, Wasza Miłość, niewielu”.
Cała rzecz może się daleko kojarzyć z podróżami w czasie z genialnych „Dzienników gwiazdowych” Lema, ale i równie wspaniałego „Trudno być bogiem” braci Strugackich.
Najciekawsze cytaty
„Mój sen jest zawsze silniejszy od moich zmartwień”.
„Ludzie tacy jak on (…) swoje horyzonty objąć mogą rękami”.
„Bo przecież najczęściej sprawdzają się wytłumaczenia najprostsze, a nie tak zwane głębsze”.
„Wyglądało to tak, jakby rodzina obecnego rządcy starała się zachowywać pod sklepieniem tej wielkopańskiej siedziby, jak gdyby mieszkała w bloku. Ale może inaczej przyszłoby im zwariować w takim wielkim, pustym pałacu”.
„Nie mogłam się jednak przyzwyczaić, że – wybacz, że będę mówić o intymnych sprawach - wkładano wprawdzie wszelka możliwa bieliznę, koszulki, haftki, pończochy, natomiast brakowało czegokolwiek czegokolwiek, co przypominałoby jakiejś majtki czy figi. (…) Musze przyznać, że czasami jest to nawet podniecające, kiedy ciepłemu wietrzykowi późnego, andaluzyjskiego lata uda się w moim pomarańczowym ogrodzie połaskotać mnie nieco poniżej pleców w okolice, które w waszym stuleciu nigdy tego nie doświadczają”.
„Kawaler stał obok, przybrawszy swobodna minę zawadiaki, rzucając z ukosa czarujące spojrzenie, które w jego mniemaniu było prawdopodobnie bardzo męskie, lecz które kobieta taka jak ja, uważać mogła za wzruszające co najwyżej u psa, gdybym oczywiście lubiła psy”.
„Czy wiesz, że jesteś o dwieście lat stąd?”.
„Prawie miesiąc do Ciebie nie pisałam, ale cóż to znaczy, skoro ten list otrzymasz dopiero za dwieście lat, jeśli w ogóle do Ciebie dotrze”.
A jednak dotrze, choć z niemałymi przeszkodami…
To 3. moja książka Rosendorfera, dobrze skonstruowana, acz nieco ustępująca jego arcydziełu „Budowniczy ruin” i nieznacznie od niego słabszej dystopii „Wielkie solo Antona L.”.
Opinia
„Przebrałam się. W pończochach znów poleciały mi oczka, dzieje się to dość często, bo zahaczam pończochy rękami szorstkimi od prac domowych, ale wolę już szorstkie ręce niż śliskie gumowe rękawiczki. Włożyłam więc nowe pończochy, stary popielaty kostium i na to mój najstarszy płaszcz, który noszę wyłącznie na pogrzeby. Jest to bowiem mój jedyny czarny płaszcz, nie cierpię w ogóle czerni. Wszystko to zrobiłam, żeby broń Boże nie wyglądać zbyt młodo i kolorowo, wargi ledwie musnęłam szminką. Bo im lepiej wyglądam, tym bardziej zdenerwowana jest baronowa, która po prostu nie może znieść dobrze wyglądających ludzi”. (s. 69)
Marlen Haushofer, Mansarda, Przekł. Maria Kłos- Gwizdalska, PIW, Warszawa 1973. Wyd.1.
W KLUBIE INTERESUJACEJ KSIĄŻKI
ukazały się też:
„Kochanica Francuza” J. Fowlesa
i P. Scotta „Dzień skorpiona”.
M . Haushofer - pisarka austriacka,
autorka ŚCIANY –
powieści, która na długo pozostaje
w sferze wyobraźni Czytelnika
(czy tego chce, czy nie).
Na tym polega ponadczasowe pisarstwo.
Czy tak będzie w przypadku dwóch powieści
wydanych w Polsce w latach 70 – tych,
Mansardy (1973) i Sekretnych drzwi (1978)?
Mansarda- słowo nieistniejące
w codziennym obiegu rzeczy,
ale miejsce znaczące dla bohaterki.
W potoku zdarzeń,
zajęć, obowiązków…
płynie czas od niedzieli do niedzieli.
Bohaterka, jak sama stwierdza:
„Nigdy nie rysowałam nic innego jak owady, ryby, gady i ptaki, do ssaków i ludzi nigdy nie doszłam”. (s. 19)
Hubert (jej mąż) : „… wrócił trochę później do domu, musiał pójść na kolację z jakimś klientem. Nie byłam więc zobowiązana siedzieć przed telewizorem…” (s.40)
„Ilza (córka) prawie nigdy nie spędzała z nami wieczorów”. (s.41)
Toczy się niespiesznie życie.
Jest jednak tajemnicza korespondencja
ukrywana … w tytułowej mansardzie…,
jest i strzelec…
Haushofer udaje się oddać
istotę codziennego życia,
(o co najtrudniej w prozie),
przykuć uwagę Czytelnika
znakomitą narracją,
a opowieści o rodzinie płynąć.
Wystarczy.
7/10
„Przebrałam się. W pończochach znów poleciały mi oczka, dzieje się to dość często, bo zahaczam pończochy rękami szorstkimi od prac domowych, ale wolę już szorstkie ręce niż śliskie gumowe rękawiczki. Włożyłam więc nowe pończochy, stary popielaty kostium i na to mój najstarszy płaszcz, który noszę wyłącznie na pogrzeby. Jest to bowiem mój jedyny czarny płaszcz, nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to