Mansarda

Okładka książki Mansarda
Marlen Haushofer Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Klub Interesującej Książki literatura piękna
179 str. 2 godz. 59 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Klub Interesującej Książki
Tytuł oryginału:
Die Mansarde
Data wydania:
1973-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1973-01-01
Liczba stron:
179
Czas czytania
2 godz. 59 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Maria Kłos-Gwizdalska
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Polecane przez redakcję

Oceny książki Mansarda

Średnia ocen
7,3 / 10
35 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
441
419

Na półkach:

„Przebrałam się. W pończochach znów poleciały mi oczka, dzieje się to dość często, bo zahaczam pończochy rękami szorstkimi od prac domowych, ale wolę już szorstkie ręce niż śliskie gumowe rękawiczki. Włożyłam więc nowe pończochy, stary popielaty kostium i na to mój najstarszy płaszcz, który noszę wyłącznie na pogrzeby. Jest to bowiem mój jedyny czarny płaszcz, nie cierpię w ogóle czerni. Wszystko to zrobiłam, żeby broń Boże nie wyglądać zbyt młodo i kolorowo, wargi ledwie musnęłam szminką. Bo im lepiej wyglądam, tym bardziej zdenerwowana jest baronowa, która po prostu nie może znieść dobrze wyglądających ludzi”. (s. 69)
Marlen Haushofer, Mansarda, Przekł. Maria Kłos- Gwizdalska, PIW, Warszawa 1973. Wyd.1.

W KLUBIE INTERESUJACEJ KSIĄŻKI
ukazały się też:
„Kochanica Francuza” J. Fowlesa
i P. Scotta „Dzień skorpiona”.

M . Haushofer - pisarka austriacka,
autorka ŚCIANY –
powieści, która na długo pozostaje
w sferze wyobraźni Czytelnika
(czy tego chce, czy nie).
Na tym polega ponadczasowe pisarstwo.

Czy tak będzie w przypadku dwóch powieści
wydanych w Polsce w latach 70 – tych,
Mansardy (1973) i Sekretnych drzwi (1978)?

Mansarda- słowo nieistniejące
w codziennym obiegu rzeczy,
ale miejsce znaczące dla bohaterki.

W potoku zdarzeń,
zajęć, obowiązków…
płynie czas od niedzieli do niedzieli.
Bohaterka, jak sama stwierdza:
„Nigdy nie rysowałam nic innego jak owady, ryby, gady i ptaki, do ssaków i ludzi nigdy nie doszłam”. (s. 19)
Hubert (jej mąż) : „… wrócił trochę później do domu, musiał pójść na kolację z jakimś klientem. Nie byłam więc zobowiązana siedzieć przed telewizorem…” (s.40)
„Ilza (córka) prawie nigdy nie spędzała z nami wieczorów”. (s.41)

Toczy się niespiesznie życie.
Jest jednak tajemnicza korespondencja
ukrywana … w tytułowej mansardzie…,
jest i strzelec…

Haushofer udaje się oddać
istotę codziennego życia,
(o co najtrudniej w prozie),
przykuć uwagę Czytelnika
znakomitą narracją,
a opowieści o rodzinie płynąć.

Wystarczy.
7/10

„Przebrałam się. W pończochach znów poleciały mi oczka, dzieje się to dość często, bo zahaczam pończochy rękami szorstkimi od prac domowych, ale wolę już szorstkie ręce niż śliskie gumowe rękawiczki. Włożyłam więc nowe pończochy, stary popielaty kostium i na to mój najstarszy płaszcz, który noszę wyłącznie na pogrzeby. Jest to bowiem mój jedyny czarny płaszcz, nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

135 użytkowników ma tytuł Mansarda na półkach głównych
  • 89
  • 46
22 użytkowników ma tytuł Mansarda na półkach dodatkowych
  • 12
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Mansarda

Inne książki autora

Okładka książki Spotkanie poza czasem. Antologia fantastycznej noweli austriackiej Ilse Aichinger, Gerhard Amanhauser, Hans Carl Artmann, Ingeborg Bachmann, Herbert Eisenreich, Hans Flesch-Brunningen, Erich Fried, Peter Handke, Marlen Haushofer, Hugo von Hofmannsthal, Franz Kafka, Stefan H. Kaszyński, Helene Lahr, Alexander Lernet-Holenia, Jakov Lind, Peter Marginter, Gustav Meyrink, Leo Perutz, Herbert Rosendorfer, George Saiko, Oskar Jan Tauschinski, Ilse Tielsch, Walter Toman, Alois Vogel, Franz Werfel, Peter Daniel Wolfkind, Stefan Zweig, Heimito von Doderer, Fritz von Herzmanovsky-Orlando, Peter von Tramin
Ocena 5,9
Spotkanie poza czasem. Antologia fantastycznej noweli austriackiej Ilse Aichinger, Gerhard Amanhauser, Hans Carl Artmann, Ingeborg Bachmann, Herbert Eisenreich, Hans Flesch-Brunningen, Erich Fried, Peter Handke, Marlen Haushofer, Hugo von Hofmannsthal, Franz Kafka, Stefan H. Kaszyński, Helene Lahr, Alexander Lernet-Holenia, Jakov Lind, Peter Marginter, Gustav Meyrink, Leo Perutz, Herbert Rosendorfer, George Saiko, Oskar Jan Tauschinski, Ilse Tielsch, Walter Toman, Alois Vogel, Franz Werfel, Peter Daniel Wolfkind, Stefan Zweig, Heimito von Doderer, Fritz von Herzmanovsky-Orlando, Peter von Tramin
Marlen Haushofer
Marlen Haushofer
Marlen Haushofer (z d. Frauendorfer) – austriacka pisarka. Była córką leśnika, który pracował przy organizacji polowań dla arystokratów. Studiowała germanistykę, najpierw w Wiedniu, później w Grazu. Studiów nie ukończyła. Debiutowała na początku lat 50. XX wieku, kiedy opublikowała pierwszą nowelę. Pisała powieści, opowiadania, słuchowiska radiowe i książki dla dzieci.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Stefania i tamto życie Herbert Rosendorfer
Stefania i tamto życie
Herbert Rosendorfer
Intrygująca opowieść szkatułkowa, a w niej, jako najważniejszy, list wysłany do współczesnego narratora 200 lat wcześniej… Zaczyna się namolnie nawracającym snem siostry narratora, że budzi się w łóżku obok mężczyzny, w dodatku księcia, z poderżniętym gardłem – jak się potem okaże - dwieście lat temu w pałacu w Granadzie (gdzie ich cioteczna babka była kiedyś guwernantką). Wkrótce potem znika, nie zostawiając znaku życia, a gdy wraca, okazuje się, że…. Ale nie chcę nikomu odbierać – nigdy przecież tego nie czynię - przyjemności poznania zagadki, bo zaiste przednia. Na szczęście żaden to kryminał, co sugerowałby taki początek, tylko zarówno nierealistyczna, jak i wyrafinowana, historia pewnej podroży w czasie, notabene w zbożnym celu podjęta. Rzecz to dość wymagająca, bo dwa tu plany czasowe, zapętlenie wspaniałe, intryga misterna. A trzeba pilnie baczyć na pozostawiane przez Autora tropy, bo pewne fakty łatwo przegapić, Tak czy inaczej, wszystko układa się w dramatyczną całość - satysfakcja czytelnicza murowana. Styl jest odpowiednio wyszukany, postacie – zwłaszcza te z 18. wieku – wspaniale skonstruowane, tak bardzo że narrator wydaje się przy nich, a zwłaszcza siostrze, która w swej wyprawie wstecz pokazuje lwi pazur, całkiem bezbarwny, co dość rzadko spotykane. Szczególnie zajmujący jest wątek hiszpańskiej inkwizycji, która zaczyna we właściwy jej sposób interesować się naszą „czasonautką”. „Wiara hiszpańska jest posępna. Hiszpańskie madonny są piękne i zimne jak odaliski. Hiszpańscy Jezusowie są zawsze okrutnie dręczonymi ofiarami, które krwawią z większej ilości ran niż gdziekolwiek indziej w świecie”. „Kiedy spłonąć ma m ł o d a czarownica, mówi Don Picaza, to ilość widzów na takim auto da fe jest znacznie większa”. „Nie każdemu wolno dorzucić swoja szczapę. Jest to zaszczyt i łaska Boża”. „- A że pokutna szata, sanbenito, jedyne co oprócz spiczastej czapki ma na sobie heretyczka, spala się jako pierwsza, największe zainteresowanie wykazuje męska część widzów. Teraz zrozumiałam, dlaczego kapelan przez cały dzień był taki podniecony. - Ilu ludzi, na miłość Boską, pali się na stosach? - Nie na miłość Boską – powiedział Don Picaza - lecz ku chwale Bożej. Niewielu, Wasza Miłość, niewielu”. Cała rzecz może się daleko kojarzyć z podróżami w czasie z genialnych „Dzienników gwiazdowych” Lema, ale i równie wspaniałego „Trudno być bogiem” braci Strugackich. Najciekawsze cytaty „Mój sen jest zawsze silniejszy od moich zmartwień”. „Ludzie tacy jak on (…) swoje horyzonty objąć mogą rękami”. „Bo przecież najczęściej sprawdzają się wytłumaczenia najprostsze, a nie tak zwane głębsze”. „Wyglądało to tak, jakby rodzina obecnego rządcy starała się zachowywać pod sklepieniem tej wielkopańskiej siedziby, jak gdyby mieszkała w bloku. Ale może inaczej przyszłoby im zwariować w takim wielkim, pustym pałacu”. „Nie mogłam się jednak przyzwyczaić, że – wybacz, że będę mówić o intymnych sprawach - wkładano wprawdzie wszelka możliwa bieliznę, koszulki, haftki, pończochy, natomiast brakowało czegokolwiek czegokolwiek, co przypominałoby jakiejś majtki czy figi. (…) Musze przyznać, że czasami jest to nawet podniecające, kiedy ciepłemu wietrzykowi późnego, andaluzyjskiego lata uda się w moim pomarańczowym ogrodzie połaskotać mnie nieco poniżej pleców w okolice, które w waszym stuleciu nigdy tego nie doświadczają”. „Kawaler stał obok, przybrawszy swobodna minę zawadiaki, rzucając z ukosa czarujące spojrzenie, które w jego mniemaniu było prawdopodobnie bardzo męskie, lecz które kobieta taka jak ja, uważać mogła za wzruszające co najwyżej u psa, gdybym oczywiście lubiła psy”. „Czy wiesz, że jesteś o dwieście lat stąd?”. „Prawie miesiąc do Ciebie nie pisałam, ale cóż to znaczy, skoro ten list otrzymasz dopiero za dwieście lat, jeśli w ogóle do Ciebie dotrze”. A jednak dotrze, choć z niemałymi przeszkodami… To 3. moja książka Rosendorfera, dobrze skonstruowana, acz nieco ustępująca jego arcydziełu „Budowniczy ruin” i nieznacznie od niego słabszej dystopii „Wielkie solo Antona L.”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 1 rok temu
Przepaska z liści Patrick White
Przepaska z liści
Patrick White
Pierwsze moje zetknięcie się z prozą White'a. Ten utwór czyta się powoli i to jest jego zaleta, a nie wada. Dlaczego? Z prostego powodu, to jest pastisz powieści dziewiętnastowiecznej. Klasyczna fabula, z zakończeniem sugerującym czytelnikowi dalsze losy Pani Roxburgh. Powieść White'a , z narratorem wszechwiedzącym ( znowu tradycyjny jej model znany z powieści angielskiej) to opowieść o człowieku i granicy jaką może przejść, by stracić swoje człowieczeństwo na rzecz przystosowania do warunków życia, żeby przetrwać. Natura człowieka jest nieodgadniona, co siedzi w nas dowiadujemy się dopiero w ekstremalnych warunkach. Nie trzeba wojny, wystarczy katastrofa morska. Fabuła tej książki jest jej atutem. Poznajmy wiele szczegółów, obrazów, myśli bohaterów. W innej fabule, gdzie zdarzenia da opisywane tylko w zarysie ( powieść i film współczesny) nie ma miejsce na "oddech czytelniczy", szybko się toczy akcja i tylko ona jest głównym bohaterem nie postaci czy charaktery ludzkie. Dobra literatura to taka , która potrafi czytelnika trzymać za słowo i emocje. Taka jest, przynajmniej w tej powieści. To gotowy scenariusz na film. Miałem wrażenie, że jako odbiorca jestem okiem kamery. Jest też to proza, która pokazuje jak życie różni się od fikcji. Jak sami tworzymy fikcję. Pan Roxburgh maniak - czytelnik ma kłopoty w normalnym świecie ( trochę przypomina romantycznego bohatera), nie odróżnia fikcji od życia. Natomiast jego żona stąpa po ziemi twardo. Pan Roxburgh przypomina męski odpowiednik pani Bovary. White wykorzystuje w tej książce wiele elementów gatunków literackich, np.: powieśći psychologicznej powieśći przygodowej czy powieśći o dojrzewaniu. To książka do wielokrotnego czytania, do odkrywania zamierzeń literackich autora. Do odkrywania nowych szczegółów. Nie jest to "potrawa literacka" rodem z McDonalda., którą można szybko skonsumować i nie poczuć nic. Warto po nią sięgnąć.
Grzegorz Piskorz - awatar Grzegorz Piskorz
ocenił na 7 24 dni temu
Sekretne drzwi Marlen Haushofer
Sekretne drzwi
Marlen Haushofer
4 września „Ponieważ czytanie jest moim zawodem, rzadko tylko wzrusza mnie jeszcze jakaś książka.” s.11. 30 stycznia „Tak często opisywane uczucie szczęścia przyszłej matki nie chce się jakoś pojawić”. s.73. 29 marca „Wznowienie filmu Złodzieje rowerów”.* (s. 108) Marlen Haushofer, Sekretne drzwi, Przekł. Barbara Tarnas, PIW, Warszawa 1978. * Do zdania o filmie „Złodzieje rowerów” dodajmy: „Bardzo dobrze zrobiony, a jednak pozostawia niedosyt. Właściwie dlaczego? Mam wrażenie, że nie chodzi tu o prawdziwą tragedię? Stracić rower, który jest biedakowi potrzebny do pracy, to na pewno smutne, ale nie tragiczne. Dopiero poza nędzą materialną może się rozwijać prawdziwa tragedia”.(s. 108) Powtórzymy: „Dopiero poza nędzą materialną może się rozwijać prawdziwa tragedia.” Słowa mają swoją moc, podobnie jak ilustracje (idealnie wpisują się w treść powieści Haushofer), wybitnej austriackiej autorki znanej w Polsce z dwóch powieści wydanych w latach 70-tych, czyli „Sekretnych drzwi” i „Mansardy”. Z kolei w serii Cymelia niedawno ukazała się jej powieść ŚCIANA (tekst wyjątkowego formatu). „Sekretne drzwi” najkrócej rzecz ujmując, to studium kobiecej samotności, napisane ręką profesjonalistki. Lektura niewielkich rozmiarów, ograniczona do stu kilkudziesięciu stron, jednakże pokazuje życie we wszystkich jego przejawach. Warto po nią sięgnąć. Haushofer nie zawodzi. 8/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 8 4 miesiące temu
Niecierpliwość serca Stefan Zweig
Niecierpliwość serca
Stefan Zweig
"Litością piekło jest wybrukowane" Zdumiało mnie, że tej powieści nie było w Bibliotece, brak takiej klasyki?Ale dzięki temu zakupiłem sobie, bo to zdecydowanie pozycja, którą trzeba mieć na półce. Poznałem już Zweiga, zwłaszcza "Dziewczyna z poczty" była doskonała, ale "Niecierpliwość serca" to jego opus magnum i perła w koronie. Była tu tak zaawansowana psychologia, tak prosta, a zarazem złożona fabuła i napięcie, które można ciąć nożem. Fabuła jest opowiadaniem oficera, który snuje swoją historię z czasów przed 1 wojny światowej, o tym jak mimo upływu lat, sumienie nie pozwala mu zapomnieć tamtych zdarzeń. To opowieść o tym jak źle pojmowane współczucie i litość może prowadzić do tragedii. Jak brak asertywności, fałsz, chęć przypodobania się i uniknięcie plotek może być priorytetem nad losem drugiego człowieka. Czytając "Świat wczorajszy" pamiętam jak Zweig wyjaśniał swoją metodę pisania, gdzie nie ma dłużyzn, zbędnych opisań, wszystko jest odtłuszczone i zostaje czysta, psychologiczna treść. Tutaj to doskonale widać, powieść nie miała ani jednego przestoju i słabszego momentu. Postać kalekiej dziewczyny Edyty była niesłychanie poruszająca, jej postawa mogła wzruszyć nawet taką zimną i analityczną rybę jak moja skromna osoba. Końcówka była czystą jazdą bez trzymanki, emocje sięgały zenitu, byłem dosłownie jak zahipnotyzowany i nie mogłem się doczekać rozwiązania. Wielka, wybitna, ponadczasowa literatura, która umieszcza ostatecznie Zweiga na literackim Olimpie. Arcydzieło.
Bitel - awatar Bitel
ocenił na 10 3 miesiące temu
Posłaniec L.P. Hartley
Posłaniec
L.P. Hartley
Posłaniec jest najbardziej znaną powieścią brytyjskiego autora i publicysty, Leslie Poles’a Hartley’a (1895 – 1972). Powieść została opublikowana w 1953 roku. Moje wydanie pochodzi z 1992 roku. Dwunastoletni Leo Colston spędza wakacje u kolegi ze szkoły. Kanikuła 1900 roku. Czas żniw i słodkiego lenistwa. Schyłek ery wiktoriańskiej. Olbrzymia posiadłość w Norfolk gości wiele osób z socjety, a kulminacją wakacyjnych spotkań ma być bal, na którym ogłoszone zostaną zaręczyny Marian Maudsley z lordem Triminghamem. Piękna Marian jest siostrą Marcusa, kolegi Leo. To początek dziwnej historii, w której interes dorosłych przedkładany jest nad odczucia dzieci. Marian i ubogi farmer, Ted Burgess nakłaniają Leo (najpierw prośbą, później szantażem emocjonalnym) do przesyłania wiadomości. Chłopiec czuje się coraz bardziej przypierany do muru, stając się zabawką w rękach dorosłych. Od razu po przeczytaniu obejrzałam (po raz kolejny po wielu latach) doskonały film z 1971 roku w reżyserii Josepha Loseya z Julie Christie i Alanem Batesem. Możecie kojarzyć, że ta sama para grała cztery lata wcześniej w ekranizacji Z dala od zgiełku. Dziecięce niewinne uczucia przeciwstawione są kłamstwom i nieszczerości świata dorosłych. Miłość poświęcona w imię statusu i pełnej kiesy. Gdyby historia Marian i Teda rozgrywała się w późniejszych czasach, ich miłość, być może przetrwałaby. Piękna książka, o której będę długo myślała i roztrząsała jej niuanse. Proza Hartleya z mroźnego Śląska przeniosła mnie do upalnego lata końca XIX wieku. Czułam na skórze słońce, słyszałam świerszcze, uczestniczyłam w meczu krykieta i strzelałam urodzinowymi petardami. I wiem, że wrócę tam znów. Będę przeżywała to, co bohaterowie, chociaż pewnie za każdym razem odrobinę inaczej.
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na 9 2 miesiące temu
Odraza László Németh
Odraza
László Németh
Opowieść o młodej kobiecie z zubożałej rodziny, do której zaczyna zalecać się bogaty ziemianin. Ona nie żywi do niego uczucia, jednak wszyscy wokół są bardzo przychylni temu związkowi. Nelli czuje się coraz bardziej osaczona, nie chce tych zalotów, jednak wskutek nieszczęśliwej śmierci ojca, pod naciskiem matki zgadza się na ślub. To historia nieszczęśliwego małżeństwa, żony uwięzionej i osaczonej miłością i męża który ja pies oczekuje chociaż najmniejszy oznak ciepła z jej strony. Historia którą da się zmieścić w jednym zdaniu, jednak Laszlo Nemeth robi z niej powolne arcydzieło, nawarstwia, zagęszcza, trzyma w napięciu, mistrzowsko maluje pełny obraz tej sytuacji z wszelkimi niuansami i kipiącymi emocjami. Wszystko poznajemy z perspektywy głównej bohaterki, jesteśmy w jej głowie, niemal namacalnie doświadczamy pączkującej w niej odrazy do męża, która wzrasta jak spiętrzona fala by zalać i opanować ją całą. „Czy ciocia wie co to jest miłość? To ze strony wulgarniejszej istoty pragnienie połknięcia drugiej, po dokładnym oślinieniu jej” to zdanie doskonale obrazuje jej odczucia. Szkoda mi jej było i rozumiałam jej miotanie się w tym małżeństwie na siłę, które było jedynym wyjściem dla kobiety bez majątku w tych czasach ,a jedocześnie jej zachowanie -pogarda dla człowieka który chce ją uszczęśliwić, kapryśność, nieumiejętność pokochania własnego dziecka - budziły niechęć. Autor mistrzowsko balansował te odczucia. Węgierski pisanie w najlepszym wydaniu- powoli, z uwagą na każdy szczegół, z głębią psychologiczną.
uczta_babette - awatar uczta_babette
ocenił na 9 10 miesięcy temu
Zegar bez wskazówek Carson McCullers
Zegar bez wskazówek
Carson McCullers
Zegar bez wskazówek amerykańskiej pisarki Carson McCullers rozpoczyna się od momentu postawienia diagnozy białaczki głównemu bohaterowi, dlatego nie mamy dokładnego wglądu w jego przeszłość. Czas „przed” jest w dużej mierze przedstawiony już z perspektywy człowieka śmiertelnie chorego. Malone był zwykłym aptekarzem, który za niedużą kwotę wykupił aptekę, należącą do ojca żony. Jego życie było bardzo przeciętne. Wykonywał codziennie tę samą pracę, nie myśląc o tym, czy jest zadowolony i spełniony. Diagnoza nie przynosi żadnych przełomowych zmian. Przez następny rok Malone wciąż będzie wykonywał te same czynności, nie spełni żadnego marzenia ani nie zrobi nic wyjątkowego. W jego przypadku dokonało się jednak pewne spustoszenie wewnętrzne. Malone zaczął myśleć i rekapitulować swoje życie. Analizował swój stosunek do żony, daleki od miłości. W jego umyśle wykształtowały się pojęcia zmarnowanego czasu i zmarnowanego życia. Ogarnął go żal z powodu niepowodzeń w przeszłości, straconych młodzieńczych nadziei, bo nie udało mu się skończyć medycyny, a także braku sukcesów w karierze, bo nawet jego żona była bardziej przedsiębiorcza i wnosiła do domowego budżetu więcej pieniędzy niż on. Po raz pierwszy zaczął zastanawiać się nad pytaniami o byt, o konsekwencje czynów, duszę i życie pozaziemskie. W rozważaniach zastanawiał się, jak może umrzeć, kiedy jeszcze nie żył. Zirytował się swoim brakiem działania, dlatego jedynym wspomnieniem, do którego powracał, był krótki romans gdzieś w przeszłości, kiedy postąpił zgodnie ze swoim pragnieniem, nawet jeśli było niemoralne. W ostatnich miesiącach pragnął tylko pojechać nad morze, ale i na to się nie zdobył. Bliskość śmierci pobudziła jedynie jego myśli, ale nie zdążył zamienić ich w konstruktywne działanie. Stanął w obronie siebie, odmawiając zabójstwa Shermana, ale nawet to wywołało w nim więcej wstydu i troski o swoją reputację niż dumy z trzymania się dopiero co wykształconych zasad moralnych. Autorka rozpoczęła książkę od chwili postawienia diagnozy i kończy ją wraz z ostatnim tchnieniem bohatera. W końcowym rozdziale, opisującym umieranie Malone’a, pierwszą rzeczą, o której pisze, była rozbudzona wrażliwość na wschód słońca, na przyrodę w ogóle. W czasie, gdy naturalny bieg życia zataczał kolejne koło i przyszła pora wzrostu, odrodzenia, Malone leżał w łóżku bez sił. Wszystkie niepokoje, bunty i wątpliwości poprzednich miesięcy zniknęły. Gdy zaczynałam czytać tę książkę, nie sądziłam, że zderzę się nie tylko z tematem znoszenia fizycznego cierpienia, ale też z zachwytem nad życiem, nauką cieszenia się nim i niemarnowania go, a także ożywczym spojrzeniem na miejsce człowieka w kole natury i oswajaniem śmierci, szukaniem siebie. Czytając o życiu pozornie ułomnym i ograniczonym, czytałam o wielkiej sile ludzkiego ducha, wartości relacji międzyludzkich i nadziei. O tym jak powinno się żyć i czym jest życie.
Cyntia - awatar Cyntia
oceniła na 9 4 miesiące temu
Powiedz mi, jak dawno odszedł pociąg James Baldwin
Powiedz mi, jak dawno odszedł pociąg
James Baldwin
W „Powiedz mi..." Baldwin bawi się czasem i przeszłością tak samo, jak pamięć potrafi bawić się z nami w berka. Pretekstem do snucia wspomnień i powrotu do młodości jest najzwyklejszy zawał serca. Niespodziana przypadłość dopada słynnego Leo Proudhammera, czarnoskórego aktora, podczas ostatniego aktu sztuki. Wielbiony za swój talent czterdziestolatek odwieziony zostaje do szpitala. Tam, otoczony wianuszkiem najbliższych, ma czas, by ponownie przeżyć swoje życie: od dzieciństwa chłopca z Harlemu, przez rasizm, naukę bycia aktorem i mężczyzną, po dorosłość i ciągłe borykanie się z niesprawiedliwością białych, których nienawidzi. To wciągająca opowieść o dojrzewaniu ale i walce z uprzedzeniami – jest ich tak wiele, że doszedłem do przekonania, że nasz świat stoi na fundamentach z nich zbudowanych. Doświadczający agresji ze strony bladoskórych obcych i pogardy najbliższych z uwagi na wybory, jakie podjął, Leo uczy się, czym jest Duma i jak żyć, by jego nazwisko nabrało znaczenia, stało się prawdą. Ciekawe są wątki dwuznacznej bliskości z bratem (i ścieżki życiowej Kaleba), Barbary, z którą Leo nawiąże romans oraz odkrywania, że jest w nim także drugie oblicze, serce przepełnione ogniem skierowanym ku mężczyznom. Do tego Nowy York lat czterdziestych, jeszcze nie taki liberalny, pełen jednak dziwaków i upadłych gwiazd kina. Całość przypomina sztukę teatralną, tak samo zresztą jak życie, które wypełnia ciągła gra, oczekiwanie na oklaski, akceptację i pozbycie się pustego gniewu. Jest w prozie Baldwina coś zaskakującego, jakaś świeżość spojrzenia i obserwacji. Potrafi zaskoczyć spostrzeżeniem, jak wtedy, gdy na wieść o zakończeniu wojny i zrzuceniu bomb atomowych Leo stwierdza, że nie spadły one na Niemców dlatego, że ci, w przeciwieństwie do „żółtobrzuchych <Japońców>”, są biali. Cel wybrany z uwagi na kolor skóry. Czarni będą następni. Powrót do prozy Baldwina był otrzeźwiający i orzeźwiający. Plus jedyne wydanie z 1971.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 9 miesięcy temu

Cytaty z książki Mansarda

Więcej
Marlen Haushofer Mansarda Zobacz więcej
Marlen Haushofer Mansarda Zobacz więcej
Marlen Haushofer Mansarda Zobacz więcej
Więcej