Ptak nocy

Okładka książki Ptak nocy
Susan Hill Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Nike klasyka
269 str. 4 godz. 29 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Seria:
Nike
Tytuł oryginału:
The Bird of Night
Data wydania:
1972-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1972-01-01
Liczba stron:
269
Czas czytania
4 godz. 29 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Monika Beyer
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ptak nocy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ptak nocy

Średnia ocen
7,7 / 10
44 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3418
719

Na półkach: ,

Książka poruszająca. Czy są granice poświęcenia dla drugiego człowieka? Czym mierzyć przyjaźń? Czy może mowa jest o toksycznej relacji? Na wikipedii angielskiej jest zapis, że autorka nie ceniła tej książki, nie wierząc w realność jej bohaterów. Pozostawiam to bez komentarza.

Książka poruszająca. Czy są granice poświęcenia dla drugiego człowieka? Czym mierzyć przyjaźń? Czy może mowa jest o toksycznej relacji? Na wikipedii angielskiej jest zapis, że autorka nie ceniła tej książki, nie wierząc w realność jej bohaterów. Pozostawiam to bez komentarza.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

208 użytkowników ma tytuł Ptak nocy na półkach głównych
  • 149
  • 57
  • 2
36 użytkowników ma tytuł Ptak nocy na półkach dodatkowych
  • 20
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Ptak nocy

Inne książki autora

Okładka książki Reader, I Married Him Joanna Briscoe, Tracy Chevalier, Emma Donoghue, Helen Dunmore, Esther Freud, Jane Gardam, Linda Grant, Kirsty Gunn, Tessa Hadley, Sarah Hall, Susan Hill, Elizabeth McCracken, Nadifa Mohamed, Audrey Niffenegger, Patricia Park, Francine Prose, Namwali Serpell, Elif Shafak, Lionel Shriver, Salley Vickers, Evie Wyld
Ocena 6,0
Reader, I Married Him Joanna Briscoe, Tracy Chevalier, Emma Donoghue, Helen Dunmore, Esther Freud, Jane Gardam, Linda Grant, Kirsty Gunn, Tessa Hadley, Sarah Hall, Susan Hill, Elizabeth McCracken, Nadifa Mohamed, Audrey Niffenegger, Patricia Park, Francine Prose, Namwali Serpell, Elif Shafak, Lionel Shriver, Salley Vickers, Evie Wyld
Susan Hill
Susan Hill
Jedna z najbardziej cenionych pisarek brytyjskich, nagrodzona prestiżowymi nagrodami literackimi Whitbread Award, Somerset Maugham Award i John Llewelyn Rhys Prize, a nominowana do nagrody Bookera jej powieść "Kobieta w czerni" została zekranizowana i stała się przebojem. "W labiryncie ulubionych miejsc", pierwsza z serii literackich powieści psychologicznych z wątkiem kryminalnym – niepokojących, zagadkowych – w 2005 roku przez 6 tygodni zajmowała najwyższe miejsca na brytyjskich listach bestsellerów. W 1958 roku rodzina opuściła Scarborough i przeniosła się do Coventry. W 1963 r. ukończyła King’s College. Zostaje krytykiem literackim, pisała m.in. do „Coventry Evening Post”. Debiutowała jeszcze podczas studiów 1961 roku powieścią „The Enclosure”. W latach 1963—68 pracowała jako dziennikarka. W 1972 została członkiem Royal Society of Literature. 1975 roku poślubiła Stanleya Wellsa, z którym zamieszkała w Stratford-upon-Avon. W 1978 r., rok po urodzeniu pierwszej córki Jessiki, przenieśli się do Oksfordu. W 1984 urodziła drugą córkę, Imogen, która zmarła pięć tygodni później i została pochowana na starym cmentarzu kościoła św. Mikołaja w Old Marston. W 1985 roku urodziła się ich najmłodsza córka, Clemency. W 1990 roku przenieśli się do Cotswolds. W 1997 r. założyła własne wydawnictwo Long Barn Books. Autorka dwóch książek autobiograficznych, The Magic Apple Tree: A Country Year o życiu w Oxfordshire w latach siedemdziesiątych oraz Family o swojej młodości w Scarborough. Jej powieść Kobieta w czerni została adaptowana na sztukę teatralną w 1987 r. i sfilmowana w 1989 r.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sekretne drzwi Marlen Haushofer
Sekretne drzwi
Marlen Haushofer
4 września „Ponieważ czytanie jest moim zawodem, rzadko tylko wzrusza mnie jeszcze jakaś książka.” s.11. 30 stycznia „Tak często opisywane uczucie szczęścia przyszłej matki nie chce się jakoś pojawić”. s.73. 29 marca „Wznowienie filmu Złodzieje rowerów”.* (s. 108) Marlen Haushofer, Sekretne drzwi, Przekł. Barbara Tarnas, PIW, Warszawa 1978. * Do zdania o filmie „Złodzieje rowerów” dodajmy: „Bardzo dobrze zrobiony, a jednak pozostawia niedosyt. Właściwie dlaczego? Mam wrażenie, że nie chodzi tu o prawdziwą tragedię? Stracić rower, który jest biedakowi potrzebny do pracy, to na pewno smutne, ale nie tragiczne. Dopiero poza nędzą materialną może się rozwijać prawdziwa tragedia”.(s. 108) Powtórzymy: „Dopiero poza nędzą materialną może się rozwijać prawdziwa tragedia.” Słowa mają swoją moc, podobnie jak ilustracje (idealnie wpisują się w treść powieści Haushofer), wybitnej austriackiej autorki znanej w Polsce z dwóch powieści wydanych w latach 70-tych, czyli „Sekretnych drzwi” i „Mansardy”. Z kolei w serii Cymelia niedawno ukazała się jej powieść ŚCIANA (tekst wyjątkowego formatu). „Sekretne drzwi” najkrócej rzecz ujmując, to studium kobiecej samotności, napisane ręką profesjonalistki. Lektura niewielkich rozmiarów, ograniczona do stu kilkudziesięciu stron, jednakże pokazuje życie we wszystkich jego przejawach. Warto po nią sięgnąć. Haushofer nie zawodzi. 8/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 8 4 miesiące temu
Trudno o dobrego człowieka Flannery O'Connor
Trudno o dobrego człowieka
Flannery O'Connor
Flannery O’Connor „Trudno O Dobrego Człowieka” 7/10 (tytułowe 10/10!) Flannery O’Connor - jedna z mistrzyń samego Stephena Kinga („Trudno O Dobrego Człowieka” jest na jego liście poleceń w „Danse Macabre”), to autorka w Polsce mniej znana (choć ostatnio wyszedł prawie kompletny zbiór jej opowiadań), a bardzo niesłusznie, bo jej twórczość jest uznawana za kanon nowoczesnej literatury amerykańskiej. O’Connor tworzyła tzw. „southern gothic” - w jej wydaniu nie można tego oczywiście traktować jako gatunkowego „horroru”, ale istotnym tematem, przewijającym się przez jej opowiadania jest mrok przyczajony w duszy człowieka, a czasem pojawia się w nich krwawa plama okrucieństwa i przemocy. Najbliżej będzie jej do Shirley Jackson (z tomu „Loteria”), ale w niektórych momentach zachwyceni będą fani Cormaca McCarthy’ego, a nawet Jacka Ketchuma (!). („Trudno O Dobrego Człowieka”). Trudno O Dobrego Człowieka 10/10 Amerykańska rodzina wybiera się na wakacje na Florydę. Mąż, żona, troje dzieci i babcia. Babcia narzeka, że wyjeżdżają na Florydę, wolałaby Tennessee, stara się zniechęcić syna strasząc go, że właśnie na Florydzie uciekł z więzienia groźny morderca, Niezgoda (Misfit). Nikogo jednak nie obchodzą jej opowieści. W drodze kobieta zaczyna namawiać do krótkiego objazdu, by pokazać dzieciom starą posiadłość. Mimo niechęci syna, wykorzystując zainteresowanie wnuków, udaje jej się namówić wszystkich do skrętu w polną drogę. Droga jest długa, ciężka, terenowa, wściekłość syna narasta, i w pewnym momencie babcia ze zgrozą uświadamia sobie, że wszystko pomyliła, a dom znajduje się w innym stanie. Zanim jednak zdąży komukolwiek przekazać tę wiadomość, dochodzi do wypadku - auto spada do rowu. Oszołomieni pasażerowie wychodzą z przewróconego samochodu, żona w szoku trzyma się za złamany obojczyk. Puste, zakurzone pole, wokół nikogo, znikąd pomocy. Wkrótce jednak na drodze pojawia się inne auto. Kiedy wszyscy oddychają z ulgą, wysiadają z niego trzej mężczyźni a babcia z narastającą zgrozą rozpoznaje w jednym z nich Niezgodę, takiego samego, jak na zdjęciu w gazecie… + „Trudno O Dobrego Człowieka” rzekomo ma być religijnym moralitetem, traktującym o „łasce pańskiej” która spływa w finale na zbrodniarza - ale niech mnie kule biją, jeśli jego przekaz ma cokolwiek wspólnego z pochwałą Boga Miłosiernego, już raczej przypomina on budzące grozę makabreski starotestamentowe. To absolutnie przerażający southern gothic, opowiadanie najczarniejsze z czarnych, mroczne niczym powieści McCarthy’ego, pełne narastającej grozy eksplodującej w drastycznym, ketchumowskim finale, pełnym nie nadziei zbawienia a nihilizmu, drwiny z losu ludzkiego i gniewnej zadumy nad „wolą Boga”. Co ciekawe, „Trudno” rozpoczyna się niczym komedia i przez dłuższy czas skrzy się zgryźliwym poczuciem humoru. Jednak końcowe, mrożące krew w żyłach sceny zetrą uśmiech z twarzy czytelnika. 10/10 - absolutny niezbędnik dla fana literackiego horroru. + Mrok, zbrodnia i śmierć pojawiają się również w „Widok Na Las” - dziadek jest zakochany bez pamięci w swojej wnusi, ale reszty rodziny - swej córki, jej męża i pozostałych dzieci specjalnie nie lubi. Dziwnym nie jest, zważywszy, że zięć to gbur i, jak się okazuje, sadysta regularnie bijący swą córeczkę. Co dziwne, wydaje się, że ta bardziej szanuje ojca - przemocowca niż dziadziusia gotowego położyć jej wszystko u stóp. Kiedy pewnego dnia dziadek na złość zięciowi i córce postanawia sprzedać przydomowy trawnik pod stację benzynową, ukochana wnusia stanowczo dołącza do potępienia tej decyzji. Gdy doprowadzony do szału jej niegrzecznością dziadek postanawia, śladem ojca, wlepić niesfornej dziewczynce parę pasów, dochodzi do dramatu… O’Connor bawi się z czytelnikiem, zwodzi jego emocje - początkowo dziadek (taki amerykański Maciej Boryna) wydaje się, mimo swego zmierzłego charakteru, bohaterem pozytywnym, zwłaszcza na tle odrażającego, sadystycznego taty dziewczynki, w finale jednak wszystko staje na głowie a czytającego wali w twarz erupcja nagłej makabry. 9/10 - genialne + Starotestamentowym okrucieństwem przepełniona jest również „Rzeka”. Nowoczesne małżeństwo, postępowe, niewierzące i w tym braku wiary wychowujące jedynego syna. Opiekunka, gorliwa chrześcijanka, pewnego dnia zabiera małego na chrzest w wodach rzeki. Dzień później, po awanturze między nie interesującymi się nim rodzicami, samotny chłopiec wychodzi, by w wodach rzeki poszukać Królestwa Chrystusowego. Nie bardzo wiadomo, czy opowiadanie ma wzmóc wyrzuty sumienia u „nowoczesnych niewiernych” czy raczej zaszokować „boskim” sadyzmem? Mocna lektura - 7/10. + Z postępakami w ogóle O’Connor się nie patyczkuje. Oto „Kulawi Będą Pierwsi” - owdowiały opiekun społeczny za punkt honoru stawia sobie „wyprowadzenie na ludzi” czarnego sieroty z poprawczaka. Przyjmuje go do domu, hołubi (lekceważy i zaniedbuje przy tym własnego syna) nie spotyka się jednak z wdzięcznością. W swym „postępowym” szale jest jednak skoncentrowany wyłącznie na sobie, nadęty własną „prawością” i „szlachetnością” nie zwraca zupełnie uwagi na to, jak jest odbierany przez obu chłopców, nie zauważa ich potrzeb emocjonalnych, co doprowadzi do kapitalnego, mrocznego finału (8/10). + Innym „postępakiem” jest nowoczesny syn towarzyszący swej „tępej”, konserwatywnej matce podczas jazdy autobusem. Kobieta jest jawną i obrzydliwą rasistką, czemu daje wyraz w wygłaszanych poglądach i zachowaniach, a postępowy i nowoczesny syn zaciska z wściekłości zęby, strofuje matkę a przy tym rozpamiętuje swe rozliczne „krzywdy”. Na koniec opowiadania jednak to on okazuje się jednak naprawdę zły - to on jest nieczuły i niewdzięczny, Za karę zostanie sam bez szansy okupienia swych krzywd. (Dość podobnie ukształtowany jest „Dreszcz”). + Dusznym klimatem amerykańskiego południa, obłudy przesycone są dwa inne opowiadania. (w obu pojawia się figura Złowrogiego Przybysza, gotowego zniszczyć szarą codzienność). W „Ocalisz Życie, Może Swoje Własne” matka za wszelką cenę chce znaleźć męża dla swej ociężałej umysłowo dziewczyny, gotowa jest za to dużo zapłacić, kupujący jednak okaże się dużego kalibru niegodziwcem. W „Poczciwi Wiejscy Ludzie” jest trochę na odwrót. Postępowa, wykształcona (tyle, że nieatrakcyjna i kaleka), ateistyczna dziewczyna początkowo lekceważy wędrownego sprzedawcę Biblii, którego, jako tytułowego „poczciwego wiejskiego człowieka” polubiła jej matka. Niemniej krew nie woda - chłopak jest chłopak, a dziewczyna dziewczyną - wkrótce więc dwoje młodzi spotkają się tete a tete. Tym razem nie ma makabrycznego finału, otrzymujemy za to jeszcze jedno wejrzenie wgłąb mroku, spoczywającego na dnie ludzkiej duszy. + Z innych opowiadań warto jeszcze zwrócić uwagę na przewrotny „Przybytek Ducha Świętego” - wychowywane w pobożności dziewczęta przeżyją szok, kiedy odwiedzając prowincjonalny wędrowny lunapark natrafią - jako atrakcję - na pokaz….hermafrodyty (sic!), i „Sztuczny Murzyn”, jeszcze jeden gorzki moralitet, w którym opisując wyprawę do miasta dziadka ze swym wnukiem, w scenie rodem z biblijnego zaparcia się św. Piotra O’Connor ujawni ludzką słabość - obłudę i tchórzostwo w obliczu zagrożenia. + Co charakterystyczne, Flannery O’Connor była gorliwą katoliczką, kwestia wiary i roli człowieka wobec Boga stanowi istotę, sedno przekazu zawartego w jej opowiadaniach, ale zaiste, nie są to komunały wygłaszane przez znudzonych kapelonków na niedzielnych kazaniach, nie są to puste, obrane z treści zaklęcia hierarchów czy innych „zawodowych katolików”. O, jeśli uznać twórczość O’Connor za naznaczoną religijnością, to nie ma tu banalnych recept i komunałów, za to pełno znaków zapytania i wyzwań stawianych wierze, a wszystko to z literacką i psychologiczną maestrią. O taką ewangelizację chodzi! Tytułowe opowiadanie to dla fanów grozy „must read”, bezwzględny kanon, pozostałe już niekonieczne - ale lektura Flannery O’Connor będzie dla wszystkich fanów amerykańskiej prozy, dla fanów Stephena Kinga, ale i dla fanów literackiego weirdu znakomitą przygodą (nb. rzadko zdarza się autor, który łączy w sobie narracyjność Kinga i dziwaczność weird fiction. Flannery O’Connor, obok np. Shirley Jackson, ma taką umiejętność). PS. Jasne, że punktem wyjścia było Danse Macabre, ale sam King to byłoby za mało, jeszcze by ta O’Connor latami na półce leżała, gdyby nie Olga Kowalska z Wielkiego Buka, która mi na pilną konieczność lektury „Trudno…” zwróciła uwagę. 100 razy tak! - Dzięki Olga! PPS. Jest dostępne nowe wydanie - prawie kompletny zbiór opowiadań O’Connor - i najprawdopodobniej po niego sięgnie osoba, która dziś chciałaby poznać jej twórczość, ja jednak czytałem stare, jeszcze PRLowskie wydanie, zawierające wybór najbardziej znanych i znaczących jej dokonań.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na 7 3 lata temu
Drzewo człowiecze Patrick White
Drzewo człowiecze
Patrick White
«Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa» Mk 24,8 Drzewo Człowiecze – rodzice, ciało i najmniej zauważalna dla oka ludzkiego myśl – jeśli chcesz sprawności tego układu – musisz zdobyć coś więcej. Nie widzę. Nie widzę epickiego rozmachu, dlatego to nie będzie Księga Rodzaju, ale uzdrawianie niewidomego. Moja ślepota nie jest dowodem, że tego rozmachu tu nie ma. Widzę. Widzę wyraźnie człowieka niczym drzewo na wietrze – poddane prądowi losu, z trudem przytrzymuje listowie myśli swoich, które wciąż i wciąż na nowo w walce porywane przez wewnętrzny niepokój rozsypują się, a potem nowe rodzą się nieustannie – ten człowiek próbuje przypomnieć sobie albo odkryć swoją rolę i misję w tym nieubłaganym prądzie. W centrum opowieści oswajanie nie przestrzeni dla siebie, ale oswajanie siebie samego w losie swoim. Każdego z bohaterów rozłącznie. Stan, Amy, Ray, Thelma. Inni. Wszyscy obok. Czyż da się bowiem Im podzielić coś, co podzielnym być nie potrafi? Najskrytszy pierwotny smutek i trwoga, najskrytsze zmaganie z wiarą, najskrytsza pierwotna żądza i marzenie, najskrytsza samotność na dnie duszy kotłujące się, w samym centrum człowieka, nie dadzą dostępu do siebie. Człowiek nie wie jak się tym podzielić. Dlaczego? Bo rzadko jego oczy zwrócone są na teraźniejszość. Później. Nie teraz. Teraz jakby jeszcze na niby mój los. Raczej trwajmy ze swoimi niedookreślonymi pragnieniami jedynie na powierzchni myśli, dla bezpieczeństwa swojego przede wszystkim. Będziesz ze mną człowieku?! Czy rozkoszy w smutku szukasz, a przyjemności w udręce? Czemu grzech nie jest dla ciebie odrazą, a cnota cię nie pociąga? Nie wierzcie mi. Ktoś przecież powiedział znajdziesz tu wszystko, jak w życiu. Epicki rozmach. Autorze chciałeś tego?! Pisałeś tak? Jak to możliwe? Przecież nie dostrzegłam narodzin, suszy, powodzi i wojny w typowym epickim rozmachu. Przecież Ty chciałeś tylko Ich dusze rozszarpać na widoku wszystkich, a potem jedynie upływem czasu ukoić. Jedynie wybrane, inne w przepaść popchnąłeś. Tak? To o tym? Przecież: Deszcz trwający nieubłaganie, który nie wodą jest ale udręką, która z własnego życia cię wypiera i zabiera oddech. Zgubiona radość po długo wyczekiwanych narodzinach, a w zamian lęk i nieodkryte nowe życie mimo, że własną piersią karmione. Pożar, który nie zniszczeniem płonie, ale główną areną dla zatopienia się w sobie dwóch obcych dusz. A nieugaszony żar wyrzutem sumienia do końca dni. Wojna, która nie wybuchami i krwią jest, ale dotkliwą udręką, w której znękane ciało mężczyzny i kobiety pragnie dotyku, który odwzajemniony, przywróciłby mu spokój. Dzieci na niewypowiedzianej słowami wojnie myśli i dusz o wolność i niezależność od rodziców. Jedno ukojenie znajdzie choćby w widoku drzewa wyrwanego z korzeniami. Drugie w próżności i przyzwyczajeniu, w którym na miłość nie można sobie pozwolić, a utraty przyjaźni lęka się nieustająco. Jedno i drugie ból, że korzeni swoich nie pojmuje. Wiara, która z tajemnicy niedościgłej przeradza się w głęboką urazę i pustkę, żeby dopiero na koniec błogim początkiem nowego się stała. Modlitwa, która nie niewolą, ale wolnością się staje. Czy to jest epicki rozmach ? Nie to serce człowieka ściśnięte wiecznie przez los. Tylko czy jest na pewno w człowieku coś, co warto poznać, jeżeli On patrzy gdzieś poza horyzont, ponad konarami drzew, zawieszony w niepokoju, w oczekiwaniu na coś innego niż teraz, na coś co się wydarzy, na coś co musi się wydarzyć? Wiedz jedynie Człowieku, że jeżeli chcesz więcej niż życie, więcej niż duszę, wieczna udręka i niepokój Cię czeka. Więc żyjesz? Jeszcze nie teraz. Drzewa nie zginą. Jest Ktoś, kto przez podarowane szkiełko witraża kolorami ożywi przestrzeń, napisze poemat o życiu. Tak, w końcu nie ma końca. „Jak wiatr co losem szarpie i kołysze Nie zna człowiecze drzewo czasu ciszy” Z wiersza A.E. Housmana. PS. Patricku Księga Rodzaju nie ma smutku w sobie. Nie byłeś szczęśliwy? Amy Parker. To ona uwagę mej duszy zdobyła. Nie Stan mimo, że On początkiem Jej losu stał się pewnego dnia na pustkowiu. Jednak On nie czuł potrzeby ujmowania w wielkie słowa swojego życia. Wystarczyło Mu, że je przeżywał. Och Amy, przyjaciółko moja.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 10 1 rok temu
Pełnia życia panny Brodie Muriel Spark
Pełnia życia panny Brodie
Muriel Spark
„Pełnia życia panny Brodie” - Muriel Spark Lata 30 XX wieku, Szkocja. W tym czasie tytułowa bohaterka jest nauczycielką w szkole z zasadami do której uczęszcza wiele dziewcząt. Panna Brodie po bacznej obserwacji, starannie wyselekcjonowała kilka dziewczynek i stworzyła z nich kółko własnej adoracji. Z programem szkoły często było jej nie po drodze, stąd wdrażała własny, alternatywny projekt. Z młodych głów chciała więcej wyjmować, niż wkładać. Co wyjęła przetwarzała na własny obraz i podobieństwo, uciekała się do manipulacji, naginania potencjalnej prawdy. W ten sposób tworzyła chaos w niedoświadczonych, młodziutkich umysłach. Od połowy książki mam wrażenie, że bohaterką stała się jedna z jej uczennic. Od wielu lat miała baczenie na swoją nauczycielkę, użyła nawet określenia w stosunku do niej, że „jest śmieszna”. Zapewne panna Brodie nigdy by tak o sobie nie pomyślała, wszak ona najmądrzejsza, opowiadaczka własnych, miłosnych historii ( prawdziwych bądź nie), guru młodzieńczych głów, zafascynowana faszystami. Jej swoiste matactwo, począwszy od niewinnego koloryzowania faktów, a skończywszy wręcz na stręczycielstwie, w życiu każdej z tych dziewcząt przybiło pieczątkę. Zaskoczyła mnie ta książka. To 130 stron tak skondensowanej, szytej na miarę, dobrze przemyślanej historii z barwnymi postaciami, które idealnie wpisują się w klimat. Ogromna ilość różnych, moralnych postaw, wielorakość wątków niewątpliwie są zaczynem do przemyśleń nad dwoistością ludzkiej natury. Usatysfakcjonowała mnie ta pozycja całkowicie, lekkie pióro, mała liczba stron, ogrom treści i powstał (zacytuję ulubione określenie głównej bohaterki) „crème de la crème. Polecam wszystkim, jedynym mankamentem jest to, że bardzo trudno ją zdobyć 🙂
czytająctoiowo - awatar czytająctoiowo
ocenił na 7 1 rok temu
Posłaniec L.P. Hartley
Posłaniec
L.P. Hartley
Posłaniec jest najbardziej znaną powieścią brytyjskiego autora i publicysty, Leslie Poles’a Hartley’a (1895 – 1972). Powieść została opublikowana w 1953 roku. Moje wydanie pochodzi z 1992 roku. Dwunastoletni Leo Colston spędza wakacje u kolegi ze szkoły. Kanikuła 1900 roku. Czas żniw i słodkiego lenistwa. Schyłek ery wiktoriańskiej. Olbrzymia posiadłość w Norfolk gości wiele osób z socjety, a kulminacją wakacyjnych spotkań ma być bal, na którym ogłoszone zostaną zaręczyny Marian Maudsley z lordem Triminghamem. Piękna Marian jest siostrą Marcusa, kolegi Leo. To początek dziwnej historii, w której interes dorosłych przedkładany jest nad odczucia dzieci. Marian i ubogi farmer, Ted Burgess nakłaniają Leo (najpierw prośbą, później szantażem emocjonalnym) do przesyłania wiadomości. Chłopiec czuje się coraz bardziej przypierany do muru, stając się zabawką w rękach dorosłych. Od razu po przeczytaniu obejrzałam (po raz kolejny po wielu latach) doskonały film z 1971 roku w reżyserii Josepha Loseya z Julie Christie i Alanem Batesem. Możecie kojarzyć, że ta sama para grała cztery lata wcześniej w ekranizacji Z dala od zgiełku. Dziecięce niewinne uczucia przeciwstawione są kłamstwom i nieszczerości świata dorosłych. Miłość poświęcona w imię statusu i pełnej kiesy. Gdyby historia Marian i Teda rozgrywała się w późniejszych czasach, ich miłość, być może przetrwałaby. Piękna książka, o której będę długo myślała i roztrząsała jej niuanse. Proza Hartleya z mroźnego Śląska przeniosła mnie do upalnego lata końca XIX wieku. Czułam na skórze słońce, słyszałam świerszcze, uczestniczyłam w meczu krykieta i strzelałam urodzinowymi petardami. I wiem, że wrócę tam znów. Będę przeżywała to, co bohaterowie, chociaż pewnie za każdym razem odrobinę inaczej.
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na 9 2 miesiące temu
Most San Luis Rey Thornton Wilder
Most San Luis Rey
Thornton Wilder
„Nad zbiegami okoliczności można by się zdumiewać na sto różnych sposobów” – czytamy w tej znakomitej opowieści poświęconej odwiecznemu pytaniu ”Co jest prawdą?”, wraz z pomocniczymi: „Skąd możemy się jej dowiedzieć?” oraz „Skąd czerpać empatię?”. Niby to o niczym. Ot, gdzieś w Ameryce Płd. w 18. wieku zawalił się wiszący most, parę osób zginęło, a pewien franciszkanin próbuje dociec, co z tego wynika. Odpowiedź brzmi: wszystko - cały sens czy też bezsens ludzkiej egzystencji. I jasne się staje, że tę pięć postaci łączy nie tylko nagła śmierć. Co rzadkie, tam i wtedy, świetnie nakreślone są postacie kobiece. A ponadto: jak to jest napisane...!!! Nie dziwota, że Sandor Marai zachwycił się tym małym arcydziełkiem. Można nawet na siłę doszukiwać się tu pewnych podobieństw a może też i inspiracji… W każdym razie Pulitzer z 1928 r. był nieprzypadkowy - wtedy ceniono nieoczywiste, pozornie nieskomplikowane opowieści. „Brat Juniper wykrył, że najmniej można się dowiedzieć od ludzi najbardziej związanych z przedmiotem badań. (…) Ci, którzy wiedzieli najwięcej, powiedzieli najmniej” – ta pełna rezygnacji konstatacja potwierdza, że „the Truth is out there”. Czy jest w tym kontekście przypadkiem, że na koniec biedny franciszkanin stwierdza: ”Przepaść między wiarą i faktami jest większa niż się na ogół przypuszcza”. Czy możemy się zatem dziwić, że tworzona przezeń Księga, która miała opisać „jak było”, trafia na Indeks Ksiąg Zakazanych, a jej autor....? Cóż, ponosi taki los, jaki podobno sam Pan Buk zalecił swym ziemskim funkcjonariuszom (choć zarazem żadna to antyklerykalna agitka). I tylko zapewnienie o niezrywalnym moście, którym jest – czy też: może być, aby nie wpadać w pewien "harlequinizm" - Miłość, daje na koniec nadzieję… Kilka cytatów: …Albo żyjemy z przypadku i umieramy z przypadku, albo żyjemy według planu i umieramy według planu… ...Niektórzy mówią, że nigdy nie będziemy wiedzieć i że dla bogów jesteśmy jak muchy, które chłopcy zabijają w dzień letni, a inni mówią przeciwnie, że nawet najmniejszy wróbel nie zgubi jednego piórka bez woli Boga... …Widziała, że ludzie tego świata chodzą w zbroi egoizmu, pijani samouwielbieniem, spragnieni komplementów, mało słysząc z tego, co się do nich mówi, niewzruszeni wypadkami, które spotykają ich najbliższych przyjaciół, w strachu przed wszelkimi apelami, które wymagałyby od nich jakichś ofiar…. …Styl to jedynie godne pogardy naczynie, w którym gorzki napój podaje się światu... …Przeorysza należała do tych osób, które marnują życie, ponieważ zapłonęły miłością do jakiejś idei na kilka stuleci przed jej właściwym pojawieniem się w określonym momencie historii cywilizacji. Matka Maria del Pilar walczyła przeciwko swojej epoce, pragnąc by kobietom przyznano nieco ludzkiej godności.... …Istniało wtedy w Limie coś owinięte w wiele łokci fioletowego jedwabiu, z którego wystawała wielka nabrzmiała głowa i dwie pulchne, przeźroczyście białe ręce – był to arcybiskup…. …Przeczytał całą literaturę starożytną i wszystko z niej zapomniał poza ogólną atmosferą wdzięku i sceptycyzmu. Znał się kiedyś na Ojcach Kościoła i soborach, ale zapomniał już wszystko, poza nieokreślonym wspomnieniem sporów, które nie miały żadnego związku z Peru…. …Jak wszyscy bogacze, nie mógł uwierzyć, że biedni (popatrzcie na ich domy i ich ubrania!) mogą rzeczywiście cierpieć. Jak wszyscy ludzie żyjący w zbytku wierzył, że tylko ludzie oczytani mogą wiedzieć, iż są nieszczęśliwi…. …Czerpał coś w rodzaju radości z przekonania, że na świecie wszystko urządzone jest źle. Szeptał do ucha franciszkanina myśli i opowiastki, które zaprzeczały, jakoby ktokolwiek kierował światem…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 10 3 lata temu
Zegar bez wskazówek Carson McCullers
Zegar bez wskazówek
Carson McCullers
Zegar bez wskazówek amerykańskiej pisarki Carson McCullers rozpoczyna się od momentu postawienia diagnozy białaczki głównemu bohaterowi, dlatego nie mamy dokładnego wglądu w jego przeszłość. Czas „przed” jest w dużej mierze przedstawiony już z perspektywy człowieka śmiertelnie chorego. Malone był zwykłym aptekarzem, który za niedużą kwotę wykupił aptekę, należącą do ojca żony. Jego życie było bardzo przeciętne. Wykonywał codziennie tę samą pracę, nie myśląc o tym, czy jest zadowolony i spełniony. Diagnoza nie przynosi żadnych przełomowych zmian. Przez następny rok Malone wciąż będzie wykonywał te same czynności, nie spełni żadnego marzenia ani nie zrobi nic wyjątkowego. W jego przypadku dokonało się jednak pewne spustoszenie wewnętrzne. Malone zaczął myśleć i rekapitulować swoje życie. Analizował swój stosunek do żony, daleki od miłości. W jego umyśle wykształtowały się pojęcia zmarnowanego czasu i zmarnowanego życia. Ogarnął go żal z powodu niepowodzeń w przeszłości, straconych młodzieńczych nadziei, bo nie udało mu się skończyć medycyny, a także braku sukcesów w karierze, bo nawet jego żona była bardziej przedsiębiorcza i wnosiła do domowego budżetu więcej pieniędzy niż on. Po raz pierwszy zaczął zastanawiać się nad pytaniami o byt, o konsekwencje czynów, duszę i życie pozaziemskie. W rozważaniach zastanawiał się, jak może umrzeć, kiedy jeszcze nie żył. Zirytował się swoim brakiem działania, dlatego jedynym wspomnieniem, do którego powracał, był krótki romans gdzieś w przeszłości, kiedy postąpił zgodnie ze swoim pragnieniem, nawet jeśli było niemoralne. W ostatnich miesiącach pragnął tylko pojechać nad morze, ale i na to się nie zdobył. Bliskość śmierci pobudziła jedynie jego myśli, ale nie zdążył zamienić ich w konstruktywne działanie. Stanął w obronie siebie, odmawiając zabójstwa Shermana, ale nawet to wywołało w nim więcej wstydu i troski o swoją reputację niż dumy z trzymania się dopiero co wykształconych zasad moralnych. Autorka rozpoczęła książkę od chwili postawienia diagnozy i kończy ją wraz z ostatnim tchnieniem bohatera. W końcowym rozdziale, opisującym umieranie Malone’a, pierwszą rzeczą, o której pisze, była rozbudzona wrażliwość na wschód słońca, na przyrodę w ogóle. W czasie, gdy naturalny bieg życia zataczał kolejne koło i przyszła pora wzrostu, odrodzenia, Malone leżał w łóżku bez sił. Wszystkie niepokoje, bunty i wątpliwości poprzednich miesięcy zniknęły. Gdy zaczynałam czytać tę książkę, nie sądziłam, że zderzę się nie tylko z tematem znoszenia fizycznego cierpienia, ale też z zachwytem nad życiem, nauką cieszenia się nim i niemarnowania go, a także ożywczym spojrzeniem na miejsce człowieka w kole natury i oswajaniem śmierci, szukaniem siebie. Czytając o życiu pozornie ułomnym i ograniczonym, czytałam o wielkiej sile ludzkiego ducha, wartości relacji międzyludzkich i nadziei. O tym jak powinno się żyć i czym jest życie.
Cyntia - awatar Cyntia
oceniła na 9 3 miesiące temu
Symultanka Ingeborg Bachmann
Symultanka
Ingeborg Bachmann
c.d. mojej Ingeborg Bachmann To są opowieści o niezrozumieniu, samotności - rodzajach śmierci, miłości. To są opowieści o dobrowolnej granicy mowy ludzkiej. Przecież mamy słowa. Tak. Nie. Wybieramy wyobrażenia. Czy w wyobrażeniach może nas coś prawdziwie połączyć? Zrozumiemy się? Chciałabym Ci tyle opowiedzieć lecz nie potrafię słuchać Ciebie. To jest granica naszych słów. To od niej wszystko się zaczyna. Nie chcę być jak Inne. Nie zniosę tego. To jest okropność. Uciekam. Wolę śnić. Boję się życia. Boję się wręcz nieprzyzwoicie. Gdybym wyznała prawdziwe słowa i zatajone myśli straciłbyś orientację, runąłbyś w ciemność, ale musisz się dowiedzieć, że ja też chcę być kobietą. Kiedy w lustrze patrzę na swoje ciało myślę o Tobie. Jeszcze nie wiem, że to nie ma sensu. Jeszcze nie wiem, że w Twojej obecności ginę „dla niczego, po prostu dla niczego”. Dlatego pomiędzy śmiechem a płaczem po tylu dniach nie mogę nadal odnaleźć właściwych słów dla Ciebie. Chcę widzieć mniej. To mój przywilej, który mnie zdradzi. Ale jeszcze tego nie wiem. Codziennie łudzę się pomiędzy tym co dla mnie pomyślne i tym co mnie rani, głęboko. Na co liczę? Tak, już wiem, że nie będziesz ze mną. Moje szczęśliwe oczy zamknęły się za późno. Zobaczyłam twoją twarz, prawdziwą ranę we mnie. Może sama się zraniłam? Może za długo się łudziłam. Moja samotność to unikanie słów na wyrażenie moich uczuć i mojego niepokoju. Milczę. Czy może mi się coś jeszcze stać? PS. Czy znajdę klucz jak Ciebie przeczytać droga Inge. Nie wiem czy na pustyni jesteś przez Przypadek F czy może jedynie wspominasz o niej wychodząc z hotelu w Rzymie, a może to jedynie myśl, która się zrodzi przy oczekującej wielogodzinnej pozycji przy telefonie w Wiedniu. Nie mówiłaś, że żona Jordana, jego wynalazek i Przypadek, spotykała się z Beatrix w RENE i w tajemnicy bywałaś u Jego matki. Przecież znałaś Te rodziny, nie zaprzeczaj, a w rozmowie z Nim szybko kończysz temat utrzymując, że jedynie z nazwiska słyszenia. Przecież to Wiedeń. Jesteś Nadine, Betarix, Mirandą, Elizabeth czy wszystkimi jednocześnie? Może nie jesteś żadną z Nich? Mam czytać wszystko od początku? Czasami nie nadążam za Tobą Ingelein, wiesz? Ps. Odczytanie opowiadań ze zbioru Symultanka bez znajomości Maliny i Przypadku F byłoby co najmniej trudne. Może stać się wręcz niemożliwym.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 9 11 miesięcy temu
Aleksander März Heinar Kipphardt
Aleksander März
Heinar Kipphardt
Na pełną recenzję, z cytatami i zdjęciami, zapraszam na bloga. https://bit.ly/4mB1dvA *** Pewnego niedzielnego popołudnia naszła mnie ochota, by przeczytać książkę, o której nic nie wiem. Bez żadnych uprzedzeń, nadziei, oczekiwań. Pogrzebałem na nieco już zakurzonej półce i wyciągnąłem wciśniętą w kąt książkę ze słynnej czarnej serii PIW-u. Od razu zaatakowała mnie armia germańsko brzmiących imion i nazwisk. Heinar Kipphardt. Aleksander März. Brzmi tak topornie i kanciasto, że bardziej się już nie da. Wchodzę w to! Autor kompletnie mi nieznany, tytuł nie mówił nic, okładka za to intrygująca. Nada się idealnie. Zadowolony z siebie (chociaż nie do końca – zakurzona półka, skandal!) zatopiłem się w lekturze. Heinar Kipphardt opowiada historię pacjenta szpitala psychiatrycznego w Lohbergu, tytułowego Märza. Wychowywany w dysfunkcyjnej rodzinie, która wstydzi się go, nie pokazuje światu, a na imprezach rodzinnych zabrania się odzywać. Wszystkiemu winna zajęcza warga, szpecąca twarz naszego bohatera. Matka wyręcza go we wszystkim, zaś ojciec w nieporadny sposób próbuje wyrobić w nim odruchy „prawdziwego mężczyzny”. März przekracza próg dorosłości będąc kompletnie nieprzygotowanym do życia w społeczeństwie. W wieku 24 lat trafia do zakładu w Lohbergu, gdzie przebywać będzie przez kolejnych kilkanaście lat. Przez trzy lata nie odzywał się do nikogo. Pisze wiersze, listy, a pewnego dnia ucieka ze szpitala. Znajduje nawet miłość. Książka zbudowana jest w nietypowy sposób. Narratorów jest wielu, a fabuła (sama w sobie szczątkowa) rozdrobniona i pomieszana; jak okruszki po kilku posiłkach, pozostawione na stole przez jakiegoś flejtucha. Zgodnie z zasadą „od szczegółu do ogółu”, dostajemy do ręki lupę i ślęcząc na kolanach podążamy tropem tych drobinek. Z nich, powoli lecz systematycznie, ukazywać się będzie całościowy obraz. Puzzle Kipphardta są ułożone chaotycznie, niechronologicznie, pochodzą z różnych źródeł, mają odmienny styl, cel i długość. Część z nich to zapiski samego Märza, ale pomiędzy nimi znajdziemy też opinie innych lekarzy, relacje dra Koflera – zarządzającego szpitalem w Lohbergu, zeznania pielęgniarzy, listy Märza, jego wiersze, fragmenty dziennika Koflera, a okazjonalnie jeszcze inne źródła jak np. wypis z bawarskiego planu krajowego dla upośledzonych z roku 1974. Punkt widzenia zmienia się nieustannie. Oglądamy życie w zakładzie oczami schizofrenika, by za chwilę spojrzeć na tę samą scenę z perspektywy lekarza. Daje to niesamowite wręcz wrażenie autentyczności. Nieraz zapominałem, że to w ogóle książka; czułem się jakbym czytał materiały zebrane w jakieś grubej tece, stanowiącej fragment autentycznej historii szpitala psychiatrycznego w Lohbergu. Dostrzegam w tym pewną wartość terapeutyczną i uświadamiającą, mimo kilkudziesięciu lat, jakie upłynęły od czasu premiery tej książki (1976 rok, polski przekład - 1980). Mimo tego pozornego chaosu, namiastkę porządku wprowadzają kolejne rozdziały: „Odtworzenie przedklinicznej kariery”, „Opis klinicznej kariery”, czy „Społeczność terapeutyczna”. W tych suchych wycinkach tkwi ogromny ładunek emocjonalny. Gdy tylko zdamy sobie sprawę, jak tragiczna jest historia człowieka, który próbuje po prostu żyć, a społeczeństwo notorycznie go odrzuca; który nie ponosi żadnej winy za swój fizyczny defekt i sposób, w jaki wychowywali go rodzice, a jednak to właśnie on zbiera cierpkie owoce tych wydarzeń. Kipphardt uderza też w cały system. Nie byłem przygotowany na rozdział pt. „Dygresja”, w którym autor bez żadnej zapowiedzi podrzuca garść danych statystycznych. W RFN ponad 600 tysięcy osób cierpi na choroby mieszczące się w obrębie schizofrenii. Za każdego z nich kasa chorych zwraca tylko połowę stawki przeznaczonej dla innych chorych. Konkluzja jest porażająca: "dziecko urodzone dziś w Republice Federalnej (Niemiec) ma o wiele większą szansę znaleźć się w zakładzie leczniczym niż na uniwersytecie". Kilkanaście stron później, wśród zwyczajowych fragmentów różnych zapisków i opinii brutalnie uderzył mnie jeden: w latach 1942-1945 zamordowano 270 tysięcy psychicznie chorych i sterylizowano przymusowo nieznana bliżej liczbę ludzi. Osobny akapit należy się zapiskom Märza. Część z nich jest oczywiście niezrozumiała. Niektóre uderzają celnością spostrzeżeń i przenikliwością umysłu Märza. "W odniesieniu do szkoły powiedział März: - Wyrobiłem sobie zdanie, iż w lukach pomiędzy słowami kryje się rzeczywistość. - Czy według pana to, czego uczy szkoła, jest błędne? - Celem pedagogiki jest zatajenie przed uczniem, iż rzeczywistość kryje się przed nim za formułą dwa plus dwa równa się cztery". No i są jeszcze wiersze Märza. Koślawe i nieporadne, ale zakończone celną puentą, która kryje w sobie zaskakująco wiele głębi. Kipphardt zainspirował się publikacjami psychiatry Leo Navratila, które zawierały wiersze pewnego chorego psychicznie poety. Nie wiem ile w tym prawdy, ale März w swoich notatkach wspomina o kilku ciekawych postaciach świętych (święty Markariusz, który spał sześć miesięcy w bagnie, czy święty Sabeniusz, który jadł wyłączenie zgniłe zboże, nigdy nie zmieniał odzieży i nigdy się nie mył). Wspomina także o pewnym mordercy kobiet, który miał rzekomo przebywać w Piławie. Jakby tego było mało, mamy tu kilka wątków polskich. März, mimo parszywego umlauta w nazwisku, był Polakiem i za takiego też się uważał. Urodził się w Piławie Górnej. Sam Kipphardt z kolei, urodził się w Łagiewnikach w 1922 roku, a przez kilka lat mieszkał w… Piławie Górnej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że niezwykły portret Aleksandra Märza, namalowany barwami terapeutycznych doświadczeń Kipphardta, posiada wyraźny odcień autobiograficzny… Pierwsza połowa książki jest bardzo dobra, druga słabsza – rozmywa się trochę w architektonicznych szczegółach dotyczących budynku szpitala i opisach odwiedzających go gości. I – aż do momentu ucieczki Märza – traci swą moc. Ciekaw jestem, jak "Aleksandra Märza" oceniłyby osoby, które mają na co dzień do czynienia ze schizofrenią i zaburzeniami psychicznymi. Ale Kipphardt zdaje się wiedzieć, o czym pisze. Pracował w jednym z berlińskich szpitali, a z wykształcenia jest psychiatrą. "März" to jego prozatorski debiut – w moim odczuciu wielce udany. Niecodzienna tematyka oraz sieć powiązań między przedmiotem powieści, jej bohaterami, a samym autorem, mozaikowy sposób prowadzenia akcji czynią z "Aleksandra Märza" zaskakująco dojrzałą, satysfakcjonującą lekturę. Nie ma tutaj żadnych zwrotów akcji ani wciągającej fabuły, to bardziej zbiór obserwacji i zapisków poświęconych schizofrenii i próbach jej leczenia, z czego wyłania się bardziej ogólny – i niewesoły – krajobraz leczenia psychiatrycznego w powojennych Niemczech. Bo wetknięte tu i ówdzie fragmenty prawodawstwa niemieckiego wyraźnie sugerują, iż Kipphardt przedstawiając historię jednego pacjenta, ma tak naprawdę inny cel, o wyraźnie szerszym horyzoncie.
MilczenieLiter - awatar MilczenieLiter
ocenił na 7 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Ptak nocy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ptak nocy