Gra w klasy

Okładka książki Gra w klasy
Julio Cortázar Wydawnictwo: Muza klasyka
688 str. 11 godz. 28 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Rayuela
Data wydania:
2020-02-19
Data 1. wyd. pol.:
1968-01-01
Data 1. wydania:
2010-01-01
Liczba stron:
688
Czas czytania
11 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328714014
Tłumacz:
Zofia Chądzyńska

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gra w klasy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Gra w klasy

Średnia ocen
7,3 / 10
4666 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
259
214

Na półkach:

To jest książka, do której trzeba dorosnąć, a jednocześnie najlepiej czyta się ją pierwszy raz jako młodzież, a drugi jako osoba dojrzała, żeby mieć porównanie. Mistrzostwo formy, które nie każdemu przypadnie do gustu, bo fabuła nie jest liniowa. Innowacja, którą trzeba chcieć zrozumieć.

To jest książka, do której trzeba dorosnąć, a jednocześnie najlepiej czyta się ją pierwszy raz jako młodzież, a drugi jako osoba dojrzała, żeby mieć porównanie. Mistrzostwo formy, które nie każdemu przypadnie do gustu, bo fabuła nie jest liniowa. Innowacja, którą trzeba chcieć zrozumieć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

17069 użytkowników ma tytuł Gra w klasy na półkach głównych
  • 10 011
  • 6 612
  • 446
3011 użytkowników ma tytuł Gra w klasy na półkach dodatkowych
  • 2 199
  • 523
  • 146
  • 49
  • 40
  • 27
  • 27

Tagi i tematy do książki Gra w klasy

Inne książki autora

Okładka książki Sztuka powieści. Antologia wywiadów I z „The Paris Review”. Wywiady z pisarzami Julian Barnes, Saul Bellow, Jorge Luis Borges, Julio Cortázar, Don DeLillo, William Faulkner, Jonathan Franzen, Max Frisch, Gabriel García Márquez, Ernest Hemingway, Michel Houellebecq, Aldous Huxley, Javier Marías, Vladimir Nabokov
Ocena 7,2
Sztuka powieści. Antologia wywiadów I z „The Paris Review”. Wywiady z pisarzami Julian Barnes, Saul Bellow, Jorge Luis Borges, Julio Cortázar, Don DeLillo, William Faulkner, Jonathan Franzen, Max Frisch, Gabriel García Márquez, Ernest Hemingway, Michel Houellebecq, Aldous Huxley, Javier Marías, Vladimir Nabokov
Okładka książki Bedtime Stories Ambrose Bierce, A.S. Byatt, Angela Carter, Julio Cortázar, Isak Dinesen, Lord Dunsany, F. Scott Fitzgerald, Neil Gaiman, Nathaniel Hawthorne, Washington Irving, William Keepers Maxwell, Ursula K. Le Guin, Steven Millhauser, Haruki Murakami, Vladimir Nabokov, Robert Louis Stevenson, Herbert George Wells, Guy de Maupassant
Ocena 9,0
Bedtime Stories Ambrose Bierce, A.S. Byatt, Angela Carter, Julio Cortázar, Isak Dinesen, Lord Dunsany, F. Scott Fitzgerald, Neil Gaiman, Nathaniel Hawthorne, Washington Irving, William Keepers Maxwell, Ursula K. Le Guin, Steven Millhauser, Haruki Murakami, Vladimir Nabokov, Robert Louis Stevenson, Herbert George Wells, Guy de Maupassant
Julio Cortázar
Julio Cortázar
Rok, w którym Julio Cortázar przyszedł na świat, był początkiem I wojny światowej i kryzysu gospodarczego. Rodzice Julia znajdowali się wówczas w Brukseli, jako że ojcu Julia udało się dostać posadę w ambasadzie. Zaledwie dwa miesiące po narodzinach pisarza rozpoczęły się działania wojenne, w związku z tym, Cortazarowie zdecydowali się na powrót do Ameryki Południowej. Droga powrotna do Argentyny nie była łatwa; początkowo rodzina tułała się po Europie aż do roku 1918, kiedy to w Barcelonie znaleźli bezpieczny sposób na przedostanie się na rodzimy kontynent. Po powrocie do kraju rodzina Cortazarów rozpadła się: ojciec Julia postanowił odejść i już na zawsze bliscy stracili z nim kontakt. Jego matka, Herminia, z dwójką małych dzieci udała się do Bénfield (obecnie dzielnicy Buenos Aires), gdzie pisarz spędził większość dzieciństwa. Wrażliwość artystyczną pisarza kształtują poematy Edgara Allana Poe i powieści Jules'a Verne'a, co istotnie wpływa na etapy jego późniejszej twórczości. Julio Cortázar wcześnie podjął pracę zarobkową, aby pomóc matce w utrzymaniu rodziny. W roku 1932 zatrudnił się w szkole i pracował jako nauczyciel, jednak praca ta nie przynosiła mu żadnej satysfakcji. Oprócz swoich wewnętrznych rozterek, pisarz czuł niepokój związany z wydarzeniami dziejącymi się w ówczesnej Argentynie. Kryzys, nieudane eksperymenty gospodarcze i polityczne zawirowania, to typowe problemy jakie dotykały kraje Ameryki Łacińskiej w wieku XX. W roku 1935 Cortázar rozpoczął studia na Uniwersytecie w Buenos Aires na wydziale nauk humanistycznych. Dziewięć lat później wyjechał do stolicy prowincji Mendoza, gdzie znalazł zatrudnienie na Narodowym Uniwersytecie w Cuyo. Kiedy w 1946 r. Juan Domingo Perón wygrał wybory prezydenckie, Julio Cortázar postanowił zrezygnować ze stanowiska, ze względu na różnicę w poglądach politycznych i groźby ze strony władz uniwersyteckich. Powrócił do Buenos Aires, gdzie nawiązał współpracę z wydawnictwem i czasopismami, takimi jak "Realidad", "Verbum" i "Sur". W roku 1948 Julio Cortázar otrzymał tytuł tłumacza języka francuskiego i angielskiego. Od tej chwili zajmował się wyłącznie pisarstwem i tłumaczeniem na zlecenie od międzynarodowej organizacji rządowej ONZ. W tym okresie opublikował wiele opowiadań, które przyjęte zostały z wielkim entuzjazmem. W roku 1951 Cortázar wyjechał do Paryża dzięki rządowemu stypendium naukowemu. We Francji zajął się porównywaniem relacji między literaturą francuską a angielską. W tym samym roku, spotkał Aurorę Bernárdez, tłumaczkę i pisarkę argentyńską, z którą ożenił się w roku 1953. Po piętnastu latach związku para postanowiła się rozwieść, zachowując przy tym przyjacielskie stosunki. W czasie pobytu we Francji pisarz opublikował wiele opowiadań i książek, które przyniosły mu rozgłos w Argentynie. W wieku lat pięćdziesięciu stał się jednym z najbardziej popularnych i respektowanych pisarzy XX wieku, tuż obok takich osobistości jak Gabriel García Márquez czy Mario Vargas Llosa. W 1970 pisarz ożenił się drugi raz z Carol Dunlop, młodą pisarką i aktywistką amerykańską, z którą podróżował po całym świecie, m.in. do Meksyku, Nikaragui, Włoch, Kuby, Nowego Jorku, etc. W latach osiemdziesiątych ich życie uległo niespodziewanej zmianie. U Cortázara wykryto przewlekłą białaczkę. Jeszcze w roku 1983 ukazała się, napisana wspólnie z żoną, jego ostatnia powieść, Astronauci z kosmostrady, która była uwieńczeniem wspólnej podróży furgonetką z Paryża do Marsylii. W 1982 r. Carol zmarła na egzotyczną chorobę, która prawdopodobnie była wynikiem podróży do Nikaragui. Ostatnie lata życia Cortázar spędził spokojnie na wsi, w otoczeniu swoich najbliższych przyjaciół, m.in. Aurory Bernárdez, byłej żony. 12 lutego umarł na atak serca. Pierwszym, głośnym dziełem opublikowanym w wydawnictwie Sudamericana, był zbiór opowiadań zatytułowany Bestiario. Zbiór został wydany jeszcze przed wyjazdem pisarza do Francji i był początkiem kariery. W tomie znalazły się m.in. opowiadania: Zajęty dom, Axolotl, Lejana. Julio Cortázar w swojej twórczości zawarł wszystkie gatunki literackie, jednak został zapamiętany głównie jako mistrz krótkiej formy. Większość jego utworów ma charakter fantastyczny, irracjonalny. Dalej opublikował dzieła takie jak Tajemna broń, Opowieści o kronopiach i famach i inne historie. Swój sukces zawdzięcza przede wszystkim utworom takim jak: 62. Model do składania, W osiemdziesiąt światów dookoła dnia, Ostatnia Runda. Jego najwybitniejszą książką, która stała się symbolem "cortazarowskiej" prozy, jest Gra w klasy. Cortázar publikował również dzieła o charakterze politycznym, które w czasach siedemdziesiątych miały ogromne znaczenie ze względu na panującą cenzurę. Są to dzieła takie jak: Książka dla Manuela, Dossier Chile: el libro negro. Cortázar należy do grupy pisarzy, którzy wyznaczyli własną ścieżkę jeśli chodzi o styl i zrewolucjonizowali generalny pogląd o literaturze w drugiej połowie XX wieku. W jego prozie uwagę zwraca kunsztowny język, przeplatanie się świata rzeczywistego i fantastycznego, który pojawia się nagle i często w związku z uczuciami bohatera, grami, które sam ze sobą uprawia, wykrzywioną pseudonaturalistyczną konstrukcją świata. Pisał także opowiadania będące zabawami z pogranicza filologii i wyobraźni, zawierające neologizmy (np. nazwy tańców: tregua, espera, katala w opowieściach o kronopiach i famach) i raptowne przekształcenia utartych językowych fraz, urywania zdań w nieoczekiwanych momentach lub zawiłe, złożone wypowiedzi, które rzadko pozostają jednoznaczne. Proza Cortazara utrzymuje się na granicach absurdu, niejasności, umyślnie wprowadzając czytelnika w stan oderwania od rzeczywistości, zmuszając do raptownej zmiany perspektywy. Wplątywane neologizmy, gra słowotwórcza to typowe zabiegi wykorzystywane przez pisarza. Jego dzieła są ciągłym dialogiem z czytelnikiem, któremu zostawił możliwość budowania własnego kontekstu i interpretacji, co w tamtych czasach było podejściem nowatorskim. Jego utwory są pełne ukrytej symboliki, alegorii i pytań egzystencjalnych. Autor stworzył niezwykły świat pełen magii i niezwykłej atmosfery; w jego utworach panuje melancholiczny i tajemniczy nastrój. Postaci Cortázara są prawdziwe, a zarazem zdeformowane, zupełnie oderwane od rzeczywistości, jakby wyciągnięte ze snu. Autor demonstruje przy tym, że w świecie literackim nie ma ograniczeń, nie ma miejsca na tabu, które przejawia się konwencjonalną metodą pisarstwa, szablonowym trzymaniem się formy prozatorskiej. Autor stara się nam przedstawić "inną rzeczywistość" poprzez łamanie stereotypów i pozorów. Aby zrozumieć „mowę” Cortázara, niezbędna jest wyobraźnia, która pomaga nam w interpretacji. Pisarz trzymał się koncepcji „innej rzeczywistości”, która oznaczała próbę przełożenia świata prozaicznego na świat metafizyczny. To wizja świata i człowieka z perspektywy niezwykłości. W utworach Cortázara chronologia wydarzeń jest często zaburzona, autor łączy wszystkie epizody na zasadzie przejść czasowych; przykładem tego jest Gra w klasy, która jest także grą z dotychczasową linearną formą powieści. Nowoczesne teorie literackie uznają ją za jeden z pierwszych przykładów hipertekstu. We wstępie do powieści czytamy, że można czytać ją na co najmniej dwa sposoby - tradycyjnie i poruszając się po wytyczonym przez pisarza szlaku, który polega na przemieszczaniu się od rozdziału do rozdziału w innej niż normalna kolejności. W dużej mierze na formę prozy pisarza wpłynęło zainteresowanie ruchem surrealistycznym, w szczególności dadaizmem. Więź autora z dynamicznie rozwijającym się kierunkiem awangardowym można zaobserwować przede wszystkim w utworze W osiemdziesiąt światów dookoła dnia. Każdy utwór Cortázara to metafizyczna przeprawa w głąb duszy człowieka osamotnionego we współczesnym świecie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sanatorium Pod Klepsydrą. Sklepy cynamonowe Bruno Schulz
Sanatorium Pod Klepsydrą. Sklepy cynamonowe
Bruno Schulz
MIT ZAŁOŻYCIELSKI Gwiazdki wybiłyby poza skalę po sto kroć, gdyż jest to jedna z trzech książek budujących moją miłość do literatury, ale sęk w tym, że jest tu za mało gwiazdek. Znam wielu takich jak ja, którzy nawet po latach widzą szycia i pakuły tego arcydzieła, ale sentyment i mgła nostalgii przyćmiewa racjonalizm. Można iść tropami, Meyrlink i jego genialny Golem, Mann, Proust. Bruno był pierwszy w naszej niszy i niewątpliwie jest ojcem założycielem tłustej prozy poetyckiej, a może nawet poetyckiej proxy. I ta sztetlowość niczym inkluzje w bursztynach, które nam bezpowrotnie zniszczyli potomkowie niemieckich filozofów. I ta naftowa Galicja, której ślady można jeszcze odczytać w układzie choćby Gorlic. I ten cień wielkiej prozy, która jest gdzieś ukryta, ale nadal nie ma komu jej odkryć czyli mitologiczna księga - Mesjasz, toż to nasz galicyjski Święty Graal. I te polichromie z dziecięcego pokoju gestapowca, które zdjęto ostrożnie i wywieziono, żeby je podziwiać gdzieś na bliskim wschodzie. Mówię sobie - a może i dobrze, tam by podeszły wilgocią i zjadłby je grzyb, a zgniły tynk spadł między kapsle, szkło i puszki. Kiedyś oglądałem film - Uratowane z potopu, o wyłowionej z Wisły kamieniarce warszawskich pałaców, które skrzętnie skuli Szwedzi, praktycznie skuli nam cały renesans i barok z fasad, ale nie wszystkie dowieźli. W filmie występują szwedzcy historycy i mówią ze stoickim spokojem, że w zasadzie to oni tylko zamrozili nasze dziedzictwo, które by uległo zagładzie podczas innych wojen, więc te skarby wciąż istnieją nienaruszone. Trudno im odmówić racji. I być może tak jest w przypadku Schulzowych, naściennych grafik. Chyba nikt bardziej w literaturze nie uosabia tęsknoty za snem tamtych czasów od Bruna. No i wreszcie przesłynny film o cofaniu czasu z wspaniałym Nowickim.
Grozypoetyckie - awatar Grozypoetyckie
ocenił na 10 4 miesiące temu
Ulisses James Joyce
Ulisses
James Joyce
Podobno po napisaniu „Ulissesa” James Joyce był tak wyczerpany, że przez rok od ukończenia nie napisał niczego nowego. Mnie też realnie wyczerpała lektura tej książki. Przebrnąłem przez całość w jakieś dwa tygodnie intensywnego czytania, korzystając z okazji przebywania na zwolnieniu chorobowym. Inaczej bym chyba nie dał rady. Co za książka, ufff. Nawet nie wiem, jak mógłbym ją ocenić. Bo czy rację ma osoba dająca 1/10 twierdząc przy tym, że to ciężkostrawny bełkot? Absolutnie. Ale czy rację mieć będą osoby uważające Ulissesa za arcydzieło i najbardziej wyjątkowe literackie dzieło w historii? Tak, oni też będą mieli rację. Ulisses jest bardzo trudny, eksperymentalny, męczący drażniący, gdzie jakieś 10% to genialna literatura, z 30% to czytanka, które „ujdzie”, a z 60% to ciężkostrawna papka. Czy dla tych genialnych 10% warto się z tą książką męczyć? Tu już sobie sam każdy musi odpowiedzieć, ale moim zdaniem – tak, warto. James Joyce był geniuszem i sam fakt, że prawie każdy rozdział jest odrębny w formie, znaczy o unikalności tego dzieła. Są rozdziały gorsze i lepsze. Mamy absolutnie cudowne Sirens napisane w formie ckliwego romansidła albo Wandering Rocks przedstawiające kilka momentów w Dublinie opisanych z perspektywy kilkunastu (kilkudziesięciu) osób poruszających się po mieście w tym samym czasie. Ale mamy też okropnie dłużące się momenty, jak znienawidzony przeze mnie Circe w formie psychodelicznego, halucynogennego utworu dramatycznego, lub chaotyczny Aeolus mający imitować chaos natłoku wiadomości z gazet. Nie wszystko czyta się przyjemnie, ale nie sposób nie docenić mistrzostwa kunsztu pisarskiego i ogromnej erudycji autora. Trochę mi szkoda, że James Joyce, który będąc tak genialnie uzdolnionym pisarzem, tak mało zostawił po sobie „czystej” literatury, poświęcając się raczej eksperymentom językowo-literackim. Podobno jego późniejsze dzieło, „Finneganów tren”, jest pod tym względem jeszcze bardziej zwariowane. Taką wybrał jednak drogę, a mi pozostaje zawsze powrót do przystępnych „Dublińczyków” czy „Portretu artysty”. Albo „Ulissesa”, ale wybranych rozdziałów, bo książki tej wcale nie trzeba czytać linearnie. Cieszę się, że udało mi się zmierzyć z tym kolosem i w pełni rozumiem, dlaczego jest tak polaryzujący, ale i dlaczego został uznany za jedno z najważniejszych dzieł literackich, zwłaszcza epoki modernizmu. Ale boże, oby nigdy więcej czytania całości, zwłaszcza tego przeklętego rozdziału Circe. Ranking i krótka charakterystyka rozdziałów, czyli poradnik dla czytających: https://gdzietaeudajmonia.blogspot.com/2026/03/ulisses-james-joyce-poradnik-do.html
BastradPL - awatar BastradPL
ocenił na 10 25 dni temu
Madame Antoni Libera
Madame
Antoni Libera
Uroki okresu dojrzewania pośród PRL-owskiej szarzyzny drugiej połowy lat 60., gdzie pierwsze drżenia serca wywołane przez piękną, tajemniczą nauczycielkę francuskiego są owocem zakazanym zwisającym z tej samej gałęzi, co bycie w pełni sobą, czyli w wypadku narratora - wrażliwym intelektualistą pragnącym żyć, tworzyć i uczestniczyć w swojej epoce po swojemu, wedle własnych zasad, a nie narzuconych mu przez reżim. Innymi słowy, rozbudowany romans osadzony w trudnych czasach młodości autora powieści. Główną osią akcji jest fascynacja bezimiennego protagonisty na punkcie nowej dyrektorki szkoły, która zaczęła uczyć jego klasę języka francuskiego. Oschła, zimna, profesjonalna, olśniewająca, śliczna, niedostępna stanowi obiekt zainteresowania praktycznie każdego ucznia, jednak nikt nie wkłada tyle trudu i przemyślanego wysiłku, aby czegoś się dowiedzieć o enigmatycznej Madame, a co dopiero do niej zbliżyć. Paradoksalnie, to właśnie ten wątek wypada najsłabiej. Wiele stron poświęconych na analizowanie każdego zachowania pożądanej kobiety, przeplatane z horrendalną ilością nawiązań do klasyków literatury zachodniej, potrafi na dłuższą metę znużyć czytelnika, jakkolwiek wiernie oddaje fiksację głównego bohatera. Można dopatrzeć się w tym znamion autoironii, biorąc pod uwagę, że w książce pojawia się podobny zarzut nadmiernej samoanalizy względem Simone de Beauvoir. Sam główny bohater, będący w klasie maturalnej, a cytujący z pamięci całe monologi z licznych dramatów, niekiedy w oryginale nienaganną francuszczyzną, nie wydaje się zbyt wiarygodny. Oczywiście, istnieją przypadki takiego humanistycznego geniuszu, jednak dużo bardziej podczas lektury wybija się wrażenie, że to ponad 50-letni autor przemyca swoje obycie i swą "cultivée personnalité" do charakteru nastolatka w imię spójności narracji. Jako oś napędowa akcji powieści, wątek zbliżania się do Madame stanowi jednocześnie istotną siłę książki, ponieważ na nim budowane jest to, co według mnie stanowi jej największą wartość, czyli obraz rzeczywistości tamtych lat oraz wiele refleksji natury filozoficznej, politycznej, czy też literackiej. Naturalnie wyłącznie w takim stopniu, w jakim dotyczą narratora, aczkolwiek to wciąż bardzo wartościowa perspektywa - wychowanka Polski Ludowej, bezkompromisowego buntownika, wykształconego wedle dobrej tradycji, obnażającego co i rusz absurdy otaczającej go socjalistycznej rzeczywistości, zwłaszcza na płaszczyznach kultury i nauki. Nie jest to polemika z reżimem na miarę chociażby Tyrmanda, ale też nie taki jest jej cel. To wyraz sprzeciwu wobec tłamszenia jednostek, które chcą same decydować o swoim losie, rozwijać się w wybranych przez siebie kierunkach i dokładać cegiełkę do postępu cywilizacji wedle własnych kryteriów, a nie sztywno narzuconych schematów. To tęsknota za tym, co znane z dalekich, nieoficjalnych przekazów zza żelaznej kurtyny, a nieakceptowanych przez moskiewskich możnowładców tej części świata. Ten ciekawy materiał do odtwarzania przez czytelnika zeszłowiecznych realiów mimo wszystko stanowi dalszy plan i niejednokrotnie traci na rzecz głównego wątku, a szkoda. Mimo wszystko pierwszoplanowa fabuła sama w sobie nie jest zła, to wciąż interesująca, bardzo ciekawie poprowadzona historia, chociaż bez wątpienia dałoby się z niej wyciąć nieco introspekcji bez utraty jakości. W końcu, jak głosi cytat Schopenhauera zamieszczony przed pierwszym rozdziałem: "Romansopisarz powinien dążyć nie do tego, by opisywać wielkie wydarzenia, lecz by małe uczynić interesującymi''. Ciężko o bardziej przyziemną, nieobfitującą w wydarzenia opowieść, a jednak uczynienie jej do tego stopnia fascynującą niewątpliwie świadczy o kunszcie autora. Sam styl pisania jest dobry, łatwy do przebrnięcia i sprawnej lektury, aczkolwiek wyjątkowo w oczy kole duża częstotliwość użycia czasu zaprzeszłego (co jest o tyle dziwne, że autor to człowiek współczesny, a inni znani mi autorzy tego okresu nie cierpią na podobną przypadłość). Całkiem przyjemna książka, choć w moim wypadku na jej atrakcyjny odbiór wpłynęło poruszenie większości tematów, które są dla obecnie interesujące, w związku z czym zmuszony jestem się powstrzymać od wystawienia wyższej oceny oraz jednoznacznego polecenia jej innym.
stanislawgoldap - awatar stanislawgoldap
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Miasto i psy Mario Vargas Llosa
Miasto i psy
Mario Vargas Llosa
Jak już czytam literaturę z Południowej Ameryki to trafiam na absolutne arcydzieła. Wydawało mi się,że "Miasta Boga" nie da się przebić, ale Llosa napisał coś równie wybitnego. Szukałem czegoś w podobie do "Zła" Jana Guillou, ta powieść była jeszcze lepsza. Już sam fakt, że ta wojskowa akademia do dzisiaj istnieje, że jak ukazała się powieść to palono ją tam na stosie, to wszystko buduje legendę i pokazuje jak bardzo pisarz trafił w punkt. Te mechanizmy totalitarne, łamanie jednostki, instynkt stadny, wykluczanie kapusiów, kocenie i znęcanie się nad słabszymi, wszystko tu było. I doskonały motyw Gamboi i jego wiary w regulamin, co okazał się dla niego zdradzieckie. Niesamowite postaci Jaguara, Poety i Niewolnika, których połączyła miłość do brzydkiej Teresy z biednej dzielnicy. Ale nie było to sztuczne i naciągane, a bardzo wiarygodne. Cały ten motyw zdrady, moralności, przemocy. Tu przemoc nie brała się często z próżni, a była mechanizmem obronnym, który pożerał pierwotną wrażliwość. Pisarz zastosował tutaj niesamowitą narrację, pokazywał różne punkty widzenia, tzw umysł zbiorowy, ale też wodził za nos historią z dzieciństwa jednego z bohaterów, gdzie dopiero na końcu wyszło czyja to była opowieść. Nie było tu żadnego zbędnego zdania, całość była niesamowita zarówno pod kątem formy jak i treści. Psychologia ponadczasowa. Dla takich powieści zarezerwowana jest najwyższa ocena. Arcydzieło, szczerze polecam, to po prostu trzeba przeczytać!
Bitel - awatar Bitel
ocenił na 10 14 dni temu
Lot nad kukułczym gniazdem Ken Kesey
Lot nad kukułczym gniazdem
Ken Kesey
Osią tej książki jest starcie McMurphy'ego (zbawcy) z Wielką Oddziałową (uosobieniem systemu). Bohater wchodzi do zamkniętego świata, wiedząc czym jest śmiech, bunt, ryzyko, a co dawno przez pensjonariuszy tego miejsca zostało zapomniane, choć część z nich dobrowolnie zrezygnowała z tego. Postanawia zakłócić ten mechanizm, obudzić pragnienie wolności. Dehumanizacja człowieka nie przybiera tylko jawnych metod przemocy, jest również cicha, wyrafinowana, systematycznie odbiera podmiotowość.Język, rytuał, terapia, a przede wszystkim regulamin służy temu, by jednostka przestała być jednostką. Zatarcie granicy między normalnością a szaleństwem sprawia wrażenie, że czytelnik traci grunt pod nogami. Kto jest szalony: pacjenci, czy ci, którzy ich kontrolują. Sprawę komplikuje narracja prowadzona przez Wodza. Może to są jego wizje, lęki, metaforyczny szum sprawia, że świat psychoatryka staje się niejednoznaczny, podważając pytanie o definicję normalności. Puenta tej historii jest gorzka. System nie potrzebuje zwyciężać. Sam się naprawia, sam podtrzymuje, również z wykorzystaniem tych, którzy są tam dobrowolnie, akceptują jego zasady, bo nie chcą wolności. Wolą schronić się w przewidywalnym porządku instytuacji. I może dlatego trwa - nie dzięki kontroli, lecz dzięki przyzwoleniu, cichej zgodzie, bo lepiej być uwięzionym, ale mieć wszystko zaplanowane i przewidywalne, niż być wolnym i musieć starać się o cokolwiek. Brzmi ciągle znajomo?
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na 9 3 dni temu
Hańba John Maxwell Coetzee
Hańba
John Maxwell Coetzee
Dawno nie czytałem książki, której bohater byłby tak antypatyczny a zarazem w tak znacznym stopniu godny litości. Lektura znokautowała mnie co najmniej dwa razy, co jest dla mnie świadectwem jej wybitności. Przesłanie bardzo pesymistyczne. Mocne tu napiętnowanie niezdrowych relacji mężczyzna - kobieta, ale i także wszystkich opartych na nierówności i wyższości, jak stosunek do rdzennych mieszkańców RPA, zwłaszcza gdy chodzi, co tu gadać, o bandytów i gwałcicieli. Nie wiem dlaczego (zapewne z ignorancji) temat tej książki kojarzyłem wyłącznie z seksualnym wykorzystaniem studentki przez podstarzałego nauczyciela akademickiego - erotomana i nie przypadkiem znawcę m.in. nieszczęsnego Byrona, który również cierpiał na tężę przypadłość, przy okazji będąc pedofilem. Autor przygotował zasadzkę na czytelników, a zwłaszcza na mnie, bo tytuł nie odnosi się tylko do hańby bohatera, który wykorzystując studentkę, hańbią ją i przy okazji swój akademicki honor. Ma on też zastosowanie (jako kara od Boga?) także do jego córki, która pada ofiarą gwałtu, prowadząc farmę na odludziu. Jakby zemsta losu za lata wykluczania i poniewierki przez rdzenną ludność. Szokująca to lektura, ale także i moralitet. David Lurie to postać zaprawdę odrażająca (nawet narrator go nie lubi: ”Nie jest złym człowiekiem, ale dobrym też nie”). Czyn, jakiego się dopuścił, doprowadza go do upadku zawodowego. Los daje mu sposobność częściowego “nawrócenia” na tzw. normalne, a nawet może i pożyteczne, życie. Tylko czy z niej skorzysta ten, któremu nie da się współczuć…. To moja czwarta książka Coetzee’ego. Za najważniejszą uważam “Czekając na barbarzyńców”. Wybrane cytaty…. “Jest zdumiony, że półtorej godziny kobiecego towarzystwa tygodniowo wystarcza, aby go uszczęśliwić, chociaż dawniej myślał, że potrzebna mu jest żona, dom, małżeństwo. (...) Jego potrzeby okazały się w końcu całkiem niewielkie, niewielkie i przelotne jak potrzeby motyla”. “Całym sobą popiera życie podwójne, potrójne, życie podzielone na przegródki. Ilekroć spoglądał na kobietę w pewien sposób, z pewnym zamysłem, odwzajemniała spojrzenie: mógł na to liczyć. Tak właśnie żył: przez całe lata, przez całe dziesięciolecia trzymało go to w pionie. Aż tu pewnego dnia skończyło się, nagle, bez ostrzeżenia, opuściła go moc. (...) Spojrzenia, które dawniej odpowiedziałyby na jego spojrzenie, zaczęły przesuwać się po nim obojętnie, mijać go, jakby był przezroczysty. Z dnia na dzień stał się duchem”. “Powinien dać sobie z tym spokój, wycofać się z gry. Zastanawia się, ile właściwie miał lat Orygenes, kiedy się wykastrował. Może nie najwdzięczniejsze to rozwiązanie, ale starzenie się też nie jest wdzięcznym zajęciem. Człowiek przynajmniej oczyszcza pole, żeby się skupić na właściwym zadaniu starców: na przygotowaniach do śmierci. (...) Płomień zmysłów ostatni raz strzeli w górę, zanim zgaśnie”. “Przecież to jeszcze dziecko! – myśli on. Zupełne dziecko! Co ja najlepszego wyprawiam? Ale jego sercem targa raptowna żądza”. “Nie jest to gwałt, niezupełnie, ale jednak coś niepożądanego, przed czym dziewczyna wzdraga się aż do szpiku kości”. “Ludzie się dowiedzą, bo zawsze w końcu się dowiadują; zaczną szeptać, może nawet wybuchnie skandal. No i co z tego?”. “– Nie oczekuj współczucia, Davidzie, ode mnie ani od nikogo. Nie spodziewaj się współczucia ani litości. To nie te czasy. Wszyscy zwrócą się przeciwko tobie, bo i czemu nie?”. “Pewnie myślałeś, że to będzie kolejny szybki romans, drobny grzeszek. No i patrz, do czego cię doprowadził. Własne życie wyrzuciłeś na śmietnik, a co zyskałeś. (...) Jeśli starcy będą się parzyć z młodymi kobietami, jaka przyszłość czeka gatunek?”. “Połowa literatury mówi o tym: o młodych kobietach, które usiłują wywinąć się spod ciężaru starców, dla dobra gatunku”. “W pewnym wieku człowiek robi się po prostu nieapetyczny. I tyle. Trzeba zakasać rękawy i jakoś przeżyć resztę życia. (...) Ćwicz, zanim nadejdzie starość, przykazuje sobie. Ćwicz przystosowanie. Ćwicz, przyda ci się w domu starców”. “Po raz pierwszy w życiu ma przedsmak starości, kiedy będzie doszczętnie znużony, wyzuty z wszelkich nadziei i pragnień, zobojętniały na to, co niesie przyszłość. Zgaszono w nim przyjemność, jaką czerpał z życia. (...) Zaczął dryfować ku swojemu końcowi, jak liść na powierzchni strumienia, jak puch mlecza na wietrze”. “– Żadne zwierzę nie dopatrzy się sprawiedliwości w karze wymierzonej za to, że posłuchało własnego instynktu. – Czyli samcom trzeba pozwolić, żeby podążali za swoimi instynktami bez żadnych ograniczeń? “Lucy nie odpowiada. Woli nie pokazywać się ludziom, a oni już wie dlaczego. Powodem jest hańba. Powodem jest wstyd. To właśnie osiągnęli niespodziewani goście, to właśnie uczynili tej pewnej siebie, nowoczesnej, młodej kobiecie”. “Zgwałcić lesbijkę to coś jeszcze gorszego niż zgwałcić dziewicę: cięższy cios. Czy tamci trzej wiedzieli, co robią?” “Plotka jak plama rozlewa się po okolicy. (...) Zemsta jest jak pożar. Im więcej pochłonie, tym bardziej robi się zachłanna”. “Coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że angielski nie jest odpowiednim środkiem wyrazu dla południowoafrykańskiej prawdy". “Język zesztywniał, niczym dinozaur, który wyzionął ducha i zapadł się w błoto”. “Nie po to tu przyjechał; nie po to, żeby ugrzęznąć na głębokim odludziu i odstraszać demony, niańczyć córkę, troszczyć się o upadającą farmę. Jeśli miał jakikolwiek cel, to raczej ten, żeby samemu wziąć się w garść, zebrać siły”. “Chociaż w pewien abstrakcyjny sposób potępia okrucieństwo, nie umie powiedzieć, czy sam z natury jest okrutny czy dobry. Jest po prostu nijaki”. “- To szokujące uczucie, że ktoś mnie nienawidzi. W trakcie. Czy David trafnie się domyśla, o co jej chodzi?”. “W końcu nie erotyzm i nie elegia najsilniej do niego przemawia, lecz komizm”. “- Zachowujesz się, jakby wszystko, co robię, było częścią fabuły, którą jest twoje życie. Ty jesteś w niej głównym bohaterem, a ja postacią epizodyczną, która pojawia się dopiero w połowie akcji. Otóż wbrew temu co sobie myślisz, ludzie nie dzielą się na pierwszo- i drugoplanowych. Nie jestem drugoplanowa”. “- Lucy, twoja sytuacja staje się śmieszna, A nawet gorzej: złowroga. Nie wiem, jak możesz tego nie dostrzegać”. “- Błagam cię, wynieś się z farmy, zanim będzie za późno. To nie jest coś, co chciałbym usłyszeć. My nie załatwiamy spraw w ten sposób. My: mało brakowało, a byłby powiedział: my ludzie Zachodu”. “– Jakie to poniżające - mówi wreszcie Lurie. – Takie wielkie nadzieje, a potem taki koniec". - Potrzebuję wokół siebie spokoju. Wszystko zrobię, wszystko poświęcę, byle tylko mieć spokój. – A między innymi poświęcisz mnie?”. “Brak mu starczych cnót: zrównoważenia, dobrotliwości, cierpliwości. Ale może te cnoty pojawią się, gdy inne go opuszczą: na przykład cnota namiętności”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 3 dni temu
Zamek Franz Kafka
Zamek
Franz Kafka
„Zamek” Franza Kafki to wyjątkowo specyficzna lektura — wybitnie ambitna i, być może, pisana przez autora dla samego siebie. Można ją jednak próbować odczytać jako rozwinięcie pesymistycznej wizji „Procesu”, ale jednocześnie z wyraźnym przestawieniem akcentów: zamiast historii o wyroku, który wydaje system, dostajemy historię o tym, że system nie daje żadnej odpowiedzi. W obu powieściach Kafka opisuje w istocie ten sam konflikt — CZŁOWIEK KONTRA SYSTEM. O ile w „Procesie” Józef K. zostaje nagle aresztowany i zmuszony do obrony wobec systemu, który działa bez wyjaśnień, o tyle w „Zamku” sytuacja odwraca się zasadniczo. K. przybywa do wsi dobrowolnie, przedstawiając się jako geometra wezwany przez władze. Nie jest ścigany — sam staje się petentem. To przesunięcie zmienia wszystko. Józef K. walczy o uniewinnienie, K. walczy o uznanie. Tamten próbuje uniknąć wyroku, ten – uzyskać potwierdzenie, że w ogóle ma prawo istnieć w obrębie systemu. Jednak właśnie ta aktywna postawa ujawnia głębszy poziom absurdu. Im bardziej K. stara się zalegalizować swój byt, tym wyraźniej okazuje się kimś zbędnym — „ponadliczbowym”, kimś, kto wszędzie przeszkadza, choć nigdzie formalnie nie został odrzucony. W „Procesie” system jest agresywny, osaczający, niemal namacalny. W „Zamku” przeciwnie — pozostaje cichy, rozproszony, nieuchwytny. Nie atakuje, lecz nie odpowiada. Jego przedstawiciele mówią dużo, ale nie rozstrzygają niczego. Nawet momenty pozornej bliskości kończą się fiaskiem: najbardziej wymowna jest nocna rozmowa z Bürglem, podczas której urzędnik mimochodem odsłania mechanizm działania systemu i wskazuje K. możliwą w nim lukę. K. jednak, wyczerpany, zasypia w chwili, która mogłaby stać się przełomem. Szansa istnieje, lecz nie zostaje wykorzystana — i natychmiast znika. Pesymizm „Zamku” jest więc innego rodzaju niż w „Procesie”. Nie polega na nieuchronności wyroku, lecz na jego nieobecności. Bohater nie zostaje skazany — zostaje zawieszony. To zawieszenie znajduje wyraz także w formie utworu: powieść pozostaje niedokończona, co nie jest tylko faktem biograficznym, lecz znaczącym gestem. Być może Kafka celowo nadał „Zamkowi” formę bardziej rozwlekłą, momentami wręcz bardzo nużącą, aby czytelnik sam doświadczył tego stanu przeciągającego się oczekiwania i bezowocnego krążenia wokół nierozwiązywalnej sprawy — doświadczenia, które w „Procesie”, jako powieści bardziej zwartej i skondensowanej, jest znacznie mniej odczuwalne. Łatwo napisać w recenzji, że „Zamek” można odczytać — znacznie trudniej rzeczywiście przez niego przejść: lektura zajęła mi sporo czasu, czytałem ją powoli, po kilka–kilkanaście stron dziennie, z przerwami. W praktyce dopiero obejrzenie spektaklu Teatru Telewizji z 1989 roku w reżyserii Marka Grzesińskiego pomogło mi uporządkować i utrwalić w głowie przebieg powieści — mimo że inscenizacja wprowadza pewne zmiany. Brak zakończenia utworu (celowo lub przypadkiem) staje się częścią jego sensu — K. nie dochodzi do żadnego punktu, bo taki punkt nie istnieje. W obu utworach człowiek ponosi klęskę w starciu z systemem, ale jej charakter jest odmienny. Józef K. ginie gwałtownie, „jak pies”, natomiast K. z „Zamku” nie ginie — jego porażka polega na czymś bardziej rozciągniętym i trudniejszym do uchwycenia: na nieskończonym trwaniu w stanie oczekiwania, które nigdy nie prowadzi do rozstrzygnięcia.
tomollot - awatar tomollot
ocenił na 9 4 dni temu

Cytaty z książki Gra w klasy

Więcej
Julio Cortázar Gra w klasy Zobacz więcej
Julio Cortázar Gra w klasy Zobacz więcej
Julio Cortázar Gra w klasy Zobacz więcej
Więcej