rozwiń zwiń

Dwanaście

Okładka książki Dwanaście
Marcin Świetlicki Wydawnictwo: EMG Cykl: Mistrz (tom 1) Seria: Polska Kolekcja Kryminalna kryminał, sensacja, thriller
215 str. 3 godz. 35 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Mistrz (tom 1)
Seria:
Polska Kolekcja Kryminalna
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
215
Czas czytania
3 godz. 35 min.
Język:
polski
ISBN:
8392298012

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dwanaście w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dwanaście



książek na półce przeczytane 2277 napisanych opinii 139

Oceny książki Dwanaście

Średnia ocen
7,0 / 10
1127 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1094
652

Na półkach: , , , , , ,

Marcin Świetlicki "Dwanaście"

Pan Świetlicki, krakowski poeta i moje ostatnie odkrycie. Znany przede wszystkim z melorecytacji w swym zespole Świetliki oraz z innych projektów muzycznych. "Dwanaście" to jego indywidualny debiut prozatorski. W moim mniemaniu test z prozy zdał świetnie.

"Dwanaście" gatunkowo kwalifikuje się w thrillerze dziejącym się w czasach nam współczesnych, a dokładniej w 2005r. W tle mamy śmierć papieża i wstawki polityczne. Główną osią jest tutaj osoba określana mianem "mistrza", jest to dawny gwiazdor programu dziecięcego. który "utył, spuchl, posiwiał" (kluczowe słowa ;)). Obecnie czas spędza na odurzaniu się alkoholem. Bezsprzeczny outsider i indywiduum, bowiem nie posiada nawet dowodu osobistego, komórki itp. Osobiście w jego kreacji podoba mi się fakt, iż mówi tylko tyle, ile potrzeba i tyleż samo od innych oczekuje. Jego postawa wobec zwykłej ludzkiej ciekawości jest niezwykle chwalebna ;). Pozostałymi ważnymi osobami w toku powieści stają się: Mango Głowacki, Patrycja Twardowska, redaktor Malinowska, ochroniarz Robert, Ćma koledzy z zespoły i inni. Recz dzieje się w hipnotyzującym Krakowie, który upaja samą swoją atmosferą. Mistrz wpada na trop zabójcy... W tle historia seryjnego mordercy z przeszłości- Karola Kota (notabene pojawia się w on w jednej z piosenek Świetlików). Przyznam szczerze, że ja się pogubiłam.

Wnioski: wciąga, trzyma w napięciu, a co najważniejsze na koniec zaskakuje. Splot wątków jednak nie należy do najłatwiejszych do przetrawienia. Doskonała książka dla ludzi lubiących "tropienie" i dla główkujących, zagadka to bowiem przednia. Wszystkie przymioty thrilleru posiada. Cóż chcieć więcej? Może tylko tego, aby w miejscowej bibliotece jego książek i tomików poetyckich było więcej, bo ta ostała mi się jako jedyna na zakurzonej półce...

Ocena: zasłużone 9/10.
Tekst pierwotnie opublikowano na stronie w 2010 roku:
https://www.photoblog.pl/poczytelnia/65918721/3.html

Marcin Świetlicki "Dwanaście"

Pan Świetlicki, krakowski poeta i moje ostatnie odkrycie. Znany przede wszystkim z melorecytacji w swym zespole Świetliki oraz z innych projektów muzycznych. "Dwanaście" to jego indywidualny debiut prozatorski. W moim mniemaniu test z prozy zdał świetnie.

"Dwanaście" gatunkowo kwalifikuje się w thrillerze dziejącym się w czasach nam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2312 użytkowników ma tytuł Dwanaście na półkach głównych
  • 1 532
  • 765
  • 15
384 użytkowników ma tytuł Dwanaście na półkach dodatkowych
  • 234
  • 81
  • 19
  • 15
  • 13
  • 12
  • 10

Tagi i tematy do książki Dwanaście

Inne książki autora

Okładka książki Rozmawiamy we wszystkich kierunkach Andrzej Barański, Tadeusz Cegielski, Jakub Koisz, Krzysztof Kopczyński, Mariusz Koryciński, Grzegorz Królikiewicz, Renata Lis, Paweł Maciejko, Janusz Majewski, Rafał Marszałek, Karolina Mendak, Tomasz Raczek, Radosław Romaniuk, Kamila Sokołowska, Marcin Świetlicki, Olga Tokarczuk, Andrzej Waśko, Andrzej Werner
Ocena 5,6
Rozmawiamy we wszystkich kierunkach Andrzej Barański, Tadeusz Cegielski, Jakub Koisz, Krzysztof Kopczyński, Mariusz Koryciński, Grzegorz Królikiewicz, Renata Lis, Paweł Maciejko, Janusz Majewski, Rafał Marszałek, Karolina Mendak, Tomasz Raczek, Radosław Romaniuk, Kamila Sokołowska, Marcin Świetlicki, Olga Tokarczuk, Andrzej Waśko, Andrzej Werner
Marcin Świetlicki
Marcin Świetlicki
Polski poeta, powieściopisarz, wokalista zespołu Świetliki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Trzynaście Marcin Świetlicki
Trzynaście
Marcin Świetlicki
Mistrz jest zmęczonym życiem dawnym gwiazdorem kina dziecięcego, na szczęście nie jest już samotny. Suka wróciła. Mistrz mieszka w Krakowie, jest stary, „przytył, spuchł i posiwiał”. Całe dni spędza na piciu alkoholu w „Biurze”, pubie na ul. Świętego Jana. Pije, pije i rozmyśla o życiu. ⭐️ „Trzynaście” to mroczna historia zbrodni oraz poruszająca opowieść o miłości. Akcja rozgrywa się w trzynaście dni maja 2006 roku. Wciągnięty w podłą intrygę, Mistrz musi uciekać ze swojego ukochanego miasta. Za to, kim jest, spotyka go nieludzka kara: musi uciekać do Warszawy. Fascynująca jest narracja głównego bohatera. Autor pisze momentami poetycko, a jego proza bliska jest wierszowi, co pozwalało mi głęboko zanurzyć się w klimat tego pięknego miasta. Tło Krakowa jest niezwykle wplecione w fabułę i odgrywa kluczową rolę w tej historii. Potrafiłem przenieść się w czasie i wyobrazić sobie te bary, uliczki oraz nocne wędrówki głównego bohatera. Sam spacerując po Krakowie, lektura tej książki była dla mnie niezwykle emocjonująca. ⭐️Autor wplata również ironiczne komentarze dotyczące przemian społeczno-obyczajowych w Polsce. „Trzynaście” to nie jest typowy kryminał; akcja rozwija się powoli, a więcej jest tu refleksji i spacerów po mieście niż stricte kryminalnych. ⭐️„Trzynaście” to mieszanka przygody, kryminału i refleksji. Jeśli lubisz styl autora (poety-prozaika), interesuje Cię Kraków w literaturze i jego atmosfera, ta książka jest dla Ciebie. Ja jestem fanem typowych kryminałów, pełnych akcji, zagadek i napięcia. Jednak ta seria mnie porwała i skradła moje serce. Czasami warto się zatrzymać i kontemplować życie, a może lepiej – spacerować po Krakowie i rozmyślać o tej niezwykłej fabule. Bardzo polecam, Łukasz Po więcej książkowych polecajek zapraszam na mój Instagram/Bookstagram - lukasz_czyta
lukasz_czyta - awatar lukasz_czyta
oceniła na 9 5 miesięcy temu
Bombel Mirosław Nahacz
Bombel
Mirosław Nahacz
Ależ znakomity to strumień świadomości alkoholika z podkarpackiej wsi, z lekką niepełnosprawnością intelektualną oraz kilkoma innymi deficytami, snuty na pustym (już wtedy) przystanku autobusowym. Przemawia do mnie bezbrzeżny smutek bijący z tej pozornie zabawnej opowieści o życiu niewartym uwagi i takimże świecie z 2004 r. Jak się można spodziewać, jest to narracja bardzo politycznie niepoprawna. Z tego powodu wolałem tylko takie cytaty przytaczać, które mogły być cenzuralne dla mnie samego, nawet już nie dla standardów społeczności LC. Niemniej imponuje mi słowotwórstwo i język bohatera, godny najlepszych mistrzów takiej narracji – nie żadnych salonowych. Nie jest łatwo wejść w skórę takiego „bożego prostaczka”. Miał Nahacz wybitne zdolności językowe, skoro tak wiarygodnie wykreował jego cały świat, że ktoś mógłby ulec pokusie utożsamienia podmiotu mówiącego z piszącym… A zarazem ten bełkot (ale czy tylko…?) wylewający się ze stronic „Bombla” powinien, a nawet musi być, choć dziś, wysłuchany, by cokolwiek w ogóle zrozumieć z naszego pięknego kraju, a zwłaszcza, choć nie tylko przecież, z wyborów politycznych rodaków. Bo mamy tu świetnie oddany stan nie-świadomości tych wszystkich, którzy nie mieli nawet cienia szansy załapać się na benefity transformacji. Znienawidzili tych, którym się to udało, a przy okazji i samych siebie – jeszcze mocniej. To niemal dokumentalny zapis nastrojów i emocji „przegrywów” niewartych uwagi ani wspomnienia. Ale Nahacz pamięta…… Narrator nie imponuje składną mową. Gubi wątki, a w zasadzie twórczo je rozwija, jak przystało na ludowo-alkoholowy poemat dygresyjny prozą pisany. Niekończące się, wielokrotnie złożone, niemal transowe zdania wręcz oszałamiają. Kwestie poboczne bywają ważniejsze niż to, co było zamiarem wypowiedzi, jeśli w ogóle taki zamiar był. Acha, no i nie ma dialogów… Tematy główny, co oczywiste, to alkohol, kobiety i nicnierobienie. Jest kilka szczególnie znakomitych epizodów, m.in. wyjazd do Słowacji, gdzie eksploduje nienawiść do Romów, przerażający opis powodzi i pożaru, traumatyczne wspomnienia tzw. „domu rodzinnego”, gdzie zaznał tylko zła. Nie przypadkiem stał się takim, jaki jest. Ale znajdzie się też tu miejsce na delikatne wspomnienie akcji „Wisła”, wciąż żywe jeszcze – Autor był wszak Łemkiem (BTW: nie dość, zwłaszcza dziś, przypomnienia, że dla IPN te zbrodnicze przesiedlenia to żadna zbrodnia). Po tej książce dostrzegam, że śmierć Nahacza stanowiła niepowetowaną stratę dla naszej literatury. A odszedł w 2007 w wieku 23 (!) lat. Jakimże mistrzem mógłby być, a raczej jakim byłby…. Jeżeli miałbym go do kogoś porównać, byłby to niezapomniany Marian Pilot. Która to już moja książka, którą się chce niemal całą przepisywać? „Mówię, jakby wewnątrz mnie wiał wiatr, i najwyraźniej do mojej głowy nawiewa ciągle nowe myśli, miesza te, które już tam są jako tako uporządkowane, robi z nich kompletny pierdzielnik, burdel do kwadratu, i ciągle nawiewa nowe, ciągle coś, czego jeszcze nie powiedziałem, o czym nawet nie wiem, że miałbym ochotę powiedzieć, wszystko przez ten umysłowy wiatr”. „Może jakiś mój anioł stróż mógłby pomyśleć akurat: biedny ten Bombel, miał straszne życie, matka go nie kochała, ojciec bił, a żona okazała się kurwą, całe jego życie to pech”. „Mój ojciec był dobrym człowiekiem, ale bił mnie okrutnie cepem i sznurami różnych grubości i długości oraz zamykał w stajni, jak było minus dwadzieścia pięć stopni Celsjusza, w samych majtkach”. „Żadnych perspektyw przed sobą nie widzę, przez co najmniej dwa dni”. „Nie znajdzie się żaden człowiek, który popatrzy na mnie z bólem w sercu i ze współczuciem wyciągnie do mnie pomocną dłoń, zakończoną jakimś alkoholem”. „Jak piliśmy jeden dzień, drugi, trzeci i wszystkie następne, to po jakimś czasie cały komplet pamięta się jak jeden dzień”. „Jezu, tak mówię i nie poznaję tych słów, które wychodzą z mojej gęby. Gadam jak nienormalny, bo tylko tacy do siebie mówią”. „Słychać już buczenie dojarek, bo teraz dużo ludzi sobie takie kupiło. Zakłada się na wymiona krowom i już. Ale ja myślę, że to je boli. Nie ma tak, żeby nie. Bo jakby tak na kutasy tym wszystkim rolnikom pozakładać, to może na początku byłoby i fajnie, ale potem nie gwarantuję. Bo żeby się wyłączyło, musi uciągnąć piętnaście litrów, a tyle ładunku to nawet najlepsi katolicy nie mają”. „I może wszystko byłoby w porządku, gdyby na każdym kroku nie widziało się kobiet zesłanych prosto z nieba. Bo one są już wszędzie: na obrazkach, w gazetach, telewizorach, kalendarzach”. „Kręciła tą piękną dupą, tym cudem na świecie, tym chodzącym dowodem, że Pan Bóg istnieje i ludzie to jego dzieci”. „Mądrą miałem matkę, że w kołysce straszyła mnie Cyganami, bo do teraz została mi jakaś taka ostrożność, taki zmysł obserwacji czarnych, że jak się jakiś pojawia w kącie oka, od razu zapala mi się czerwona lampka (…) ale grunt to nie popadać w przesadę, a to co, się stało z nimi, to tylko płacz i zgrzytanie zębów”. „Z Pietrka zresztą jest patriota i zawsze chodzi głosować, żeby potem z czystym sumieniem mógł narzekać”. „Widziałem, jaki wkurwiony jest Bóg na ten cały świat”. „Myślę sobie, że w zasadzie jest całkiem źle, bo są same braki i to, czego nie ma, jest ważniejsze niż to co jest”. „W dodatku ci policjanci ani razu mnie nie uderzyli, a przecież mogli bez kłopotu, takiego pijaka jak ja zawsze można, dobrze o tym wiem, nikt przecież nic nie powie, nawet dobrze w zasadzie, że żula biją, może przestanie się lumpić i zrobi się z niego porządny obywatel”. „Powiedzieli, że mnie zostawiają ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu, ale mam się nie ruszać z miejscowości zameldowania, jakbym nic całe życie nie robił, tylko ciągle gdzieś podróżował”. „Już nigdy mi nie opowie, jakie dawniej wszystko było piękne, że wszyscy mieli pracę pieniądze były, każdy miał swoje miejsce na świecie, każdy był potrzebny państwu, nie tak jak teraz, że zdychajcie, a co nas, kurwa, obchodzicie, jak nic nie umiecie, przyzwyczajajcie się, nieroby, nikt wam nic nie da za darmo, skurwysyny”. „Życzę mu, żeby w jego niebie było tak, że dwadzieścia anielic jest oddelegowanych tylko do tego, żeby zabawiać Karczaka w sposób ziemski, z pięć, żeby mu nalewać wino i ze dwie, żeby tańczyły przed nim nago taniec brzucha”. „Bez domu ogień jest niczym. I widać, jakim on jest pasożytem, jak żre to drewno, te zasłony i komplety mebli wypoczynkowych kupionych na raty bez żyrantów i pierwszej wpłaty, widać jak to żre i od razu przerabia, od razu sra tym i rzyga, zamienia w coś nieuchwytnego, w coś, czego nie można chwycić, w coś, co od razu ucieka w niebo, w coś, czego naprawdę nie ma, a tylko się wydaje”. „Czas wokół przystanku jest teraz kryształem, który odbija wszystko to, co już kiedyś było, a czas w środku przystanku jest już zupełnym lustrem, które prócz tego kryształu z zewnątrz odbija też to, co mam w głowie”. „Nie lubię wyjeżdżać nigdzie z mojej wsi, boję się potem jak wracam, że jej tam nie będzie, że nie będę mógł znaleźć drogi z powrotem, że ją przestawią bez mojej wiedzy i zgody”. ”Mam tylko jednego kumpla, porządnego, ale nawiasem mówiąc, z niego to też niezły skurwysyn i świnia”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 1 rok temu
Niskie Łąki Piotr Siemion
Niskie Łąki
Piotr Siemion
Podobno Niskie łąki to jeden z lepszych obrazów przemian zachodzących w Polsce przed trzema dekadami. Nie wiem, czy tak jest, ale książkę Piotra Siemiona czytałem z przyjemnością. To ciekawa historia grupki ludzi, których losy nieraz się przenikały i mieszały. Jaką historię opowiada „najważniejsza powieść pokoleniowa, która najpełniej jak dotąd chwyta doświadczenia i wyraża nastroje Polaków urodzonych na początku lat 60”? Wszystko zaczyna się jeszcze w latach 80., kiedy do Wrocławia przyjedzie młody Anglik. Wierzy, że będzie reżyserował Ibsena, jednak szybko zderzy się z polską rzeczywistością. Zostanie przy okazji pobity i wrzucony do rzeki, a wkrótce później pozna nieobliczalnego Carlosa i zakręconą Lidkę. Długo nie będą się przyjaźnić, gdyż znów rozdzieli ich spory dystans. Spotkają się po kilku latach w Nowym Jorku, a potem znów we Wrocławiu. Dla autora będzie to okazja, by przyjrzeć się ludzkim losom i zobaczyć, jaki wpływ na nich miały przemiany. Historia bywa smutna, brutalna, ale i też zabawna za sprawą nieźle napisanych dialogów. Język powieści jest jednak specyficzny i nie wszystkim przypadnie do gustu. Wielu ludzi zmęczy, innych zachwyci. Niskie łąki są gorzkim rozliczeniem z pokoleniem przełomu, choć niewątpliwie specyficznym i dotyczącym wąskiego grona. Opowiada o generacji, która pojawiła się nieco za wcześnie, by odczuć korzyści z nowej Polski, choć jednocześnie nieco za późno, by nie próbować z nich korzystać. Rzecz jest bardzo filmowa, choć gdyby ktoś pokusił się o jej zekranizowanie, powstałby zapewne ponury, ciężkawy snuj. A może się mylę? Bo przecież nie brakuje tu humoru i efektownych scen… Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Jak zostałem pisarzem (próba autobiografii intelektualnej) Andrzej Stasiuk
Jak zostałem pisarzem (próba autobiografii intelektualnej)
Andrzej Stasiuk
Do przeczytania tej książki namówił mnie znajomy, który od dwóch lat poleca mi ją cyklicznie przy każdej okazji. Zaczęło mi się nawet wydawać, że niecierpliwi się nawet nieco, że trochę się z lekturą ociągam, wybierając co rusz inne pozycje. W końcu jednak postanowiłam zobaczyć, co to za cud literacki i czy faktycznie takie to dobre... Początek nie był dla mnie łatwy. Mogłabym opisać to następująco: czytanie pierwszych stron tej książki było jak nowa znajomość, nawet dobrze się zapowiadająca, której tłem jest podróż samochodem, gdzie siedzę na miejscu pasażera. Kierowca to nowy znajomy, wytwarza się nić porozumienia, sytuację jednak naznacza fakt, że ten nowo poznany człowiek zupełnie nie potrafi prowadzić auta, a właściwie jakoś tam potrafi, ale nie tak, by poczuć się na 100% dobrze. Każde zdanie Stasiuka, krótkie, nagle jakby urwane, było dla mnie właśnie jak jazda samochodem z kimś, kto wykonuje manewry niespodziewane i mało przyjemne. Tak, te krótkie zdania były dla mnie jak nagłe hamowanie. Musiałam się do tego stylu przyzwyczaić. Jestem wielbicielką raczej zdań długich, nawet półstronicowych... Zdaje się jednak, że dalej Stasiuk zaczął się rozwijać, zdania stały się nieco dłuższe, gawędziarski styl dopomógł nam się mimo wszystko porozumieć. A o czym jest ta książka? Jak nazwa wskazuje: o stawaniu się pisarzem. Czy pisarzami zostają tylko ludzie niezwykli? Niekoniecznie. Czy w życiu ludzi "zwyczajnych" dziać się mogą rzeczy godne próby literackiej. Oczywiście. Niczym innym ta opowieść nie jest, jak właśnie historią pewnego chłopaka, potem mężczyzny, żyjącego jeszcze w minionym systemie, który przywołuje z pamięci kumpli, przyjaciół, trochę bliskich kobiet i przygody niepogodzonego z życiem człowieka, który w zasadzie nie wie, co z tym czasem na ziemi począć. Włóczymy się ze Stasiukiem nie tylko po Warszawie, ale jest tu całkiem sporo, ale również po innych zakątkach kraju, gdzie trafiał nierzadko zupełnym przypadkiem. Moimi ulubionymi fragmentami były te, które opowiadały o więziennym życiu i wojsku. Stasiuk posługuje się demitologizacją, tworząc jednocześnie specyficzny rodzaj legendy o przypadkowości i zwykłości ludzkiego życia, uwikłanego w wielką historię, która - jak się okazuje - nie musi mieć wcale na nie wielkiego wpływu. I tak: książka to warta polecenia. https://www.instagram.com/p/DJymM2AtfeB/ https://www.facebook.com/JustynaCzytuje/
justynazwanaruda - awatar justynazwanaruda
oceniła na 8 8 miesięcy temu
Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku Dorota Masłowska
Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku
Dorota Masłowska
Noc, na parkingu dziwnie zachowujący się facet wpycha milczącą kobietę obcemu do samochodu, a po chwili się dosiada, grozi nożem i każe mu jechać. Brzmi strasznie? A gdy ta para to „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku” (2006)? Lepiej, gorzej? W świecie przedstawionym Masłowskiej gorzej. To może nawet najważniejsza informacja z tego wszystkiego, tak jak pewnie byłoby w świecie rzeczywistym. A teraz reality-check. Dwoje Rumunów to w rzeczywistości dwoje naćpanych Polaków – Parcha i Dżina – wracających z imprezy, której lejtmotywem był: „Brud, smród i choroby”. Kto padł żartem kogo? Para nieznajomych, którą połączył potężny zjazd, napotyka nieprzyjemności ze strony ludzi uprzedzonych do Rumunów tak samo, jak oni. Nikt im nie chce pożyczyć telefonu w barze, a Kierowca z początku dramatu pragnie zemsty. Podwozi ich pijana kobieta, która ginie w wypadku. Po czym Parcha okrada jej torebkę. To nasi rodacy. Te wyolbrzymienia, ta ciągła akcja każe nam reagować fizycznie na bodźce. Pisała o tym Karolina Kowalczyk w „Dialogu”. Masłowska zmusza nas do obserwacji naszych reakcji na zdarzenia, bo nie ma czasu na maskowanie i przetwarzanie. Historia dramatu działa, bo wszyscy wierzą w to przedstawienie Rumunów – agresywnych, śmierdzących i bezczelnych. Na tyle, że para zachowuje się w ten sposób coraz bardziej, gdy Kierowca sam się tego po nich spodziewa. To samospełniające się proroctwo. Innym słowem, to stereotyp. Współcześnie już coraz bardziej zużyty. Chociaż język nienawiści nie działa sprawczo w dramacie, podtrzymuje status quo, podczas gdy wykluczenie dotyka Polaków przez Polaków – kat wyklucza kata. Kowalczyk zauważa jeszcze inne istotne podłoże sztuki – klasowe. Parcha to aktor, którego problemem jest samotność. Dżina jest alkoholiczką zaniedbującą swoje dziecko. Nie znajdują zrozumienia poza oczywistym faktem, że są nieszczęśliwi. Nawet gdy Dżina chce się wieszać, Parcha chce jej mansplainingować powód jej kłopotów. Kobieta prawdopodobnie nie musiała nawet przebierać się na tę imprezę, bo właśnie przepiła alimeny. Rumuńska tożsamość obojga postaci to metafora samotności i niezrozumienia. Język polski nie pomógł jednak w zjednoczeniu. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na 6 2 miesiące temu
Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej Michał Witkowski
Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej
Michał Witkowski
Cwaniactwo na wysokim literackim poziomie, czyli pan Witkowski (którego czytelniczo właśnie poznałem) wraca do dresowych lat dziewięćdziesiątych i tka lombardową, półświatkową historię, budując ją ze skrzących, wielobarwnych cząstek tworzących mozaikę namiętności, religijności i spraw zakazanych, dwuznacznych i całkiem wyjątkowych. Soczysta i dosadna to opowieść, relacja z życia faceta w pewnym wieku, z jego natchnień i uniesień, spraw przyziemnych, ocierających się o zwykłą bandyterkę, przedsiębiorczość rozumianą pokracznie i całkiem na serio. Pociesznym jest główny bohater Hubert (zwany Barbarą), groteskowy w stroju i wyznaniu, zamiłowaniach i postępowaniach. To taka pokraczna karykatura przemian społecznych, całkiem sympatyczna, raz naiwna, przez co ciekawa, bo poznaje świat każdym zmysłem, chłonie go całym sobą i chce poznawać (choć nie odpycha od siebie myśli o zakończeniu kariery zawodowej i ziemskiej), raz mocno stąpająca po łez padole, trzymająca w silnej garści swoje upadłe i działające, planowane i wymarzone biznesy (i miłości niespełnione). Mistrz kombinatorstwa, geszefciarz, kantorowy kanciarz (sic!). Dostaje się Polsce i Polakom, cwaniakom i cwaniaczkom, łasym na pochlebstwa i mamonę. To smutny obraz, ale warto przypomnieć sobie, jak bardzo w tamtym czasie potrzebowaliśmy kolorowych torebek foliowych i czegoś „z zachodu”. Bo samo tylko pochodzenie rzeczy oznaczało wysoką jakość, a posiadacza cudeńka oświetlało blaskiem szczęścia i luksusu. I to wystarczyło, by być. Z drugiej strony ciągle tkwiący tu „siermiężny” ale całkiem „nasz” Wschód i te wschodnie chłopaki-cudaki, tani w obejściu, mocni w piciu, gotowi na wszystko. Polska w rozkroku, jeszcze nie do końca pewna, w którą stronę pójść. Języka pana Witkowskiego porywa, historia Barbary meandruje, trochę męczy, by po chwili znów porwać. Płynie się z nią niekiedy przez mielizny, ale ostatecznie warto zapoznać się z panem Hubertem. Można bawić się wyłuskiwanie historyczno-kulturalnych nawiązań, odniesień i mrugnięć oka, a z pewnością dać się ponieść językowym igraszkom.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 6 4 miesiące temu

Cytaty z książki Dwanaście

Więcej
Marcin Świetlicki Dwanaście Zobacz więcej
Marcin Świetlicki Dwanaście Zobacz więcej
Marcin Świetlicki Dwanaście Zobacz więcej
Więcej