Deadpool Classic, tom 1

Okładka książki Deadpool Classic, tom 1
Fabian NiciezaRob Liefeld Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Deadpool Classic (tom 1) Seria: Marvel Classic komiksy
252 str. 4 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Deadpool Classic (tom 1)
Seria:
Marvel Classic
Tytuł oryginału:
Deadpool Classic Vol. 1
Data wydania:
2017-02-16
Data 1. wyd. pol.:
2017-02-16
Liczba stron:
252
Czas czytania
4 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328118560
Tłumacz:
Oskar Rogowski
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Deadpool Classic, tom 1 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Deadpool Classic, tom 1

Średnia ocen
6,2 / 10
118 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
338
340

Na półkach:

To chyba jeden z najlepszych prezentów jaki można mi było podarować na urodziny.
DP jest świetny sam w sobie, a zbiór najlepszych komiksów z jego udziałem to świetna sprawa. Typowy oldschool, od najstarszych po te nowsze, gdzie widać już inną kreskę. Akcja świetna, humor w Deadpool'u to już stały element i tutaj nikt się nie zawiedzie. Muszę jak najszybciej złapać kolejną część.

To chyba jeden z najlepszych prezentów jaki można mi było podarować na urodziny.
DP jest świetny sam w sobie, a zbiór najlepszych komiksów z jego udziałem to świetna sprawa. Typowy oldschool, od najstarszych po te nowsze, gdzie widać już inną kreskę. Akcja świetna, humor w Deadpool'u to już stały element i tutaj nikt się nie zawiedzie. Muszę jak najszybciej złapać kolejną...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

189 użytkowników ma tytuł Deadpool Classic, tom 1 na półkach głównych
  • 150
  • 39
94 użytkowników ma tytuł Deadpool Classic, tom 1 na półkach dodatkowych
  • 52
  • 20
  • 10
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Spider-Man: Brand New Day (Anthology) Chris Bachalo, Mark Waid, Zeb Wells
Ocena 0,0
Spider-Man: Brand New Day (Anthology) Chris Bachalo, Mark Waid, Zeb Wells
Okładka książki Władza absolutna: Finałowe starcie Dan Mora, Mark Waid
Ocena 0,0
Władza absolutna: Finałowe starcie Dan Mora, Mark Waid
Okładka książki Justice League Unlimited: The Omega Act Marc Guggenheim, Dan Mora, Yasmine Putri, Cian Tormey, Mark Waid, Joshua Williamson, Carmine di Giandomenico
Ocena 0,0
Justice League Unlimited: The Omega Act Marc Guggenheim, Dan Mora, Yasmine Putri, Cian Tormey, Mark Waid, Joshua Williamson, Carmine di Giandomenico
Okładka książki Batman/Superman: World’s Finest: Tajne początki Travis Moore, Steve Pugh, Mark Waid
Ocena 0,0
Batman/Superman: World’s Finest: Tajne początki Travis Moore, Steve Pugh, Mark Waid

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Deadpool: Deadpool się żeni Daniel Way
Deadpool: Deadpool się żeni
Daniel Way Mark Waid Joe Kelly Fabian Nicieza Gerry Duggan Brian Posehn Scott Koblish
Uniwersum Marvela liczy sobie kilka tysięcy postaci. Wśród nich są nikczemni łotrzy oraz superbohaterowie. Mogłoby się wydawać, że jest to przytłaczająca liczba, lecz obecnie ma ona tendencje do ciągłego wzrostu. Cóż, takiej ilości nie spamięta największy nerd i najbardziej oddany fan. To wszystko ewoluuje, ciągle się zmienia. Co najważniejsze jest jedna wyjątkowa postać, która nigdy nie powinna odkształcać swojego wizerunku, a ona o tym wie, bo ma świadomość bycia częścią komiksowego świata. To Wade Wilson – Deadpool, lubiący plotkować o zepsutych meblach i jednorożcach, kontrowersyjny i paradoksalnie najskuteczniejszy najemnik w całej rzeczywistości Marvela. Jak dotąd, w mojej komiksowej kolekcji nie zgromadziłem żadnego wydania o lubiącym skupiać na sobie uwagę Deadpoolu. Miałem z nim do czynienia tylko w jednym wydaniu w formie elektronicznej: "Łowca Dusz", lecz to wciąż nie to samo, co namacalny, papierowy zeszyt, z grubą lub miękką okładką. Zapach i dźwięk przekartkowywanego komiksu to naprawdę podniosłe przeżycie - swoisty geekowsko-psychiczny orgazm. Z racji tego kim jest nasz ,,zakładowy” zabijaka, postanowiłem zaopatrzyć się w wydanie "Deadpool się żeni" – tom 6 "Deadpoola" z serii Marvel Now!, autorstwa P.Duggana, Hawthorne’a i Koblisha. Odejście od klasycznego nurtu budującego mit wokół Wade’a Wilsona wyszło mi na dobre. Będę miał inne spojrzenie na zawadiackiego marvelowskiego zabijakę, co pomoże podczas lektury kanonicznego "Deadpool Classic, tom 1". Nowotwór, zakazane eksperymenty programu „Weapon X”, czynnik gojący. Oszpecona, jak podziabana przez głodne Wrony twarz. Nieśmiertelność. Zniszczone marzenia. Wade jednak wychodzi temu naprzeciw. Realizuje się w wykonywaniu brudnej roboty, likwidacji celów nie do zlikwidowania. Ów Najemnik jest tak zajęty swoją robotą, że nawet przypadkowo, co wydaje się totalną innością, zakochuje się. Ślub Deadpoola to tak doniosłe wydarzenie, że echem odbija się od granic Wszechświata, dociera do każdego jego gwiezdnego zakamarka. To, że Wade Wilson narozrabiał, a zawdzięczamy to jego profesji, nie wzbudza szczególnej troski o los rzeczywistości, lecz gdy pozbawiony klepki do potęgi entej i mający rozstrojenie jaźni Wilson ma się ożenić, robi się na tyle paradoksalnie poważnie, że nawet prastary byt, strażnik porządku we Wszechświecie: Uatu the Watcher, również na uroczystości się zjawia. Płaszczyzna Marvela reaguje na zaangażowanie tylu postaci w nieoczekiwany sposób. Nie jest to event pokroju "The Dark Phoenix Saga", który miał doniosły wpływ na całe Uniwersum, ale i tak na ślubie Wade'a zjawia się spora ,,litania” osobistości Marvela. Spójrzmy na okładkę 6-ego numeru Deadpoola z "Marvel Now!". Od góry, tuż nad grafiką przedstawiającą nazwę tego zeszytu, znajduje się drugi rząd widowni jakiegoś stadionu lub hali ,wypełniony różnymi osobliwościami z płaszczyzny Marvela. Wychylający się z lewej strony Groot otwiera szlak "Strażnikom Galaktyki". Poniżej swe skrzydła rozpościera mutant Warren Worthington III. Pod nim z kolei swe miejsca ma ekipa "Fantastycznej Czwórki", Iron Fist, Inhumans z Lockjaw - wielkim mającym moce psiskiem i Thor oraz masa innych Istot w tym Cable, Kapitan Ameryka, Wolverine i np. She-Hulk jako świadkowie. Lecz zanim Deadpool wejdzie w związek małżeński, wiele się w tym komiksie jeszcze wydarzy. Dlatego też warto szerzej spojrzeć na niniejsze wydanie. "Deadpool się żeni" otwiera zupełnie nową dozę "spandexowego" szaleństwa. Ślub Wade Wilsona, który czasami wydaje się być nie poważny, jak antybohater z którym się go porównuje, to tak odmienne wydarzenie w świecie "Ziemi 616", że nie sposób przejść obok niego obojętnie i nie skusić się na jego absolutne zafascynowanie, wchłonięcie treści do ostatniej kropli tuszy wypełniającego szkice. Ubrany w czarno-czerwony kewlarowo-włókninowy trykot, Deadpool, z dwiema katanami skrzyżowanymi na plecach, rozpoczyna swoją komiksową historię. Towarzyszy mu agentka Preston i drugi agent S.H.I.E.L.D. Podczas wymiany ognia z tajemniczymi napastnikami Wilson wyznaje swoim towarzyszom, że będzie brał ślub. Na swoją wybrankę przedstawia im Shiklę – potężną demoniczną bestię, królową Mroku. By nie zrazić Preston i drugiego agenta, Shikla przyjmuje akceptowalną ludzką postać. Wszyscy są zszokowani faktem przyszłych zaślubin Deadpoola. Bardziej mrozi i gnębi psychikę sama istota ślubu najemnika, a nie to z kim będzie go brał. Pierwszy rozdział historii kończy się szczęśliwe. Deadpool i jego wybranka mówią sobie sakramentalne tak. Późniejszy ciąg fabularny niniejszego numeru ma jakby przerywaną formę. Pojawia się wiele alternatywnych wersji uroczystości ożenku Wade’a Wilsona, gdyż np. po jego ,,pierwszym ślubie” Wade postanawia uspokoić rozjuszone i jakby rozpijaczone wieczorem kawalerskim towarzystwo. Deadpool wspomina siebie z lat 80-tych, jako jeden z ślubów, który kiedyś miał w Vegas. Sugeruje nam to chwiejność w jego psychice i decyzyjności, a jednocześnie robi komiks czymś bardziej interesującym. Wielowątkowość, masa bohaterów i wiele linii wydarzeń. Czasy tej retrospekcji to świetny styl rysunku, a przede wszystkim lekko rozmazane, pozbawione koloru wypełnienia. Kontury postaci wydają się być podwójne, jak dziecko malujące obrazek i przez przypadek wychodzące poza otoczkę danego bohatera czy figury. Oldschoolowy Deadpool to spandex, peleryna zawieszona na szyi i maska odsłaniająca wyniszczoną, zabliźniałą twarz od nosa w dół oraz litery "DP" – logo umieszczone na piersi kostiumu, jak "DD" u Daredevila. Po dłuższej przerwie w tym numerze, Deadpool ze spłaszczonych eliptycznych chmurek zwraca się w końcu do widza, przełamując IV-tą ścianę. Najemnik nazywa to ,,Bonusowym wydarzeniem specjalnym". Otóż nie patrząc na konsekwencję i głosy redakcji wołające do niego w białych prostokątach, Deadpool podchodzi do śpiącego Thanosa i kradnie mu 7-my Kamień Nieskończoności. Mimo iż taki nie istnieje, Wade upiera się przy jego realności i nagle nie wiadomo skąd, go wyjmuje. Artefakt nazywa "Kamieniem Ciągłości Fabularnej". Taki chwyt twórców tego zeszytu można określić jako kolejne podkreślenie ,,przewagi” Deadpoola nad rysownikami i scenarzystami - mistrzowski pomysł na schemat czwartej ściany. Przecież marvelowski zabijaka dostaje w ręce potężne narzędzie, dzięki któremu ,,stworzy” ciąg wydarzeń tego komiksu, jak i kolejnych wydań. Style graficzne zmieniają się szybko, jak kierowca rajdowy zmieniający biegi, bez napomknięcia o autorze czy rysowniku. Zresztą, kto wie czy w całości tego komiksu nie stworzył Deadpool. Wiem, że przede mną wręcz piętrzy się stos zeszytów opowiadających historie Wade’a Wilsona, a inni bardziej doświadczeni czytelnicy, no cóż znają tą postać dużo lepiej ode mnie. Z każdą kolejną stroną tego komiksu, a spolerować nie będę, szczęka z wrażenia opadała mi coraz bardziej. Nie mówię nie, ale nie wiem czy kiedykolwiek zdołam przeczytać jeszcze tak inny, pełen informacji mogących stworzyć odrębne Uniwersum – w tym poznanie genezy ulubionej potrawy spandeksowego antybohatera: Chimichangi - opryskliwy, ,,deadpoolowy” komiks jak "Deadpool się żeni". Deadpool to nie komiks czy film bądź animacja. To one stanowią o nim.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 8 lat temu
Deadpool: Wyzwanie Drakuli Reilly Brown
Deadpool: Wyzwanie Drakuli
Reilly Brown Gerry Duggan Brian Posehn Scott Koblish
Nadszedł w końcu czas aby Deadpool skopał tyłek samemu Księciu Ciemności, słowem - Draculi. W odcinku zatytułowanym "Wyzwanie Draculi", nasz pyskaty (uroczy), arogancki (zabawny) i absolutnie nieobliczalny (tu się zgadzamy) najemnik ma za zadanie odnaleźć i (przelecieć)... WYPIE*****!!!!! (opanuj się, to czytają nieletni :D). Nnngh... jak pisałem, Deadpool dostaje zlecenie odnalezienia trumny narzeczonej Draculi, niejakiej Shiklach, Królowej Nieumarłych. Zadanie z pozoru banalne szybko staje się dość skomplikowane, jednocześnie dostarczając czytelnikom sporej dawki zabawy. Szczególnie, że gościnnie wystąpią takie postacie jak Blade, Frankenstein czy Minotaur szarżujący na różowym skuterze. Komiks zaczyna się od błyskawicznego ratunku pewnej niewiasty, która po ujrzeniu oblicza swego wybawcy, równie szybko się oddala. Wcześniej zaliczając kraksę helikoptera w rzece. Już wtedy czytelnik zaczyna się bezwiednie uśmiechać, gdy widzi Deadpoola wyłaniającego się z wody niczym wielki bohater, z omdlałą (i mokrą).... z nieprzytomną kobietą na rękach (wiem o czym pomyślałeś świntuchu :P). Potem zaś mamy pierwsze starcie z wampirem, który tak naprawdę był tylko posłańcem Draculi (mylić się rzecz ludzka)... Och, zamknij się! W każdym razie Deadpool godzi się przyjąć zlecenie, co szybko staje się pasmem jego problemów z światem wampirów oraz mitycznych potworów. To czego najbardziej brakowało mi w tym komiksie to łamanie czwartej ściany i (OTO JESTEM :D) W komiksie, kurna, w komiksie nie tutaj! (jesteś taki monotonny). Spadaj. W każdym razie w omawianym albumie mimo, że występuje bardzo dużo humoru w postaci tekstów tytułowego bohatera i gagów sytuacyjnych. Na tym polu mamy naprawdę w czym przebierać, gdyż gościnnie występuje sporo znanych postaci, nie tylko z świata komiksu. Zatem nie zabraknie żartów z Hulka podczas pojedynku z Minotaurem albo wyśmiewania organizacji typu Hydra gdy w paradę wmiesza się MODOC na swym latającym krześle. Do tego wątek główny związany z Królową Nieumarłych i Księciem Ciemności jest zrobiony całkiem sensownie. Może nie mamy tutaj do czynienia z szczytem ambicji komiksowych scenarzystów, jednak Gerry Duggan i Brian Posehn postarali się na tyle mocno, ze całość ma ręce i nogi, a do tego czyta się to szybko i przyjemnie. Mamy tutaj wtręty odnośnie wojny w świecie nieumarłych czy kontrolowania przez takie stworzenia umysłów ludzi (frajerzy :P). Ciekawie to wygląda w zestawieniu z kimś kto w praktyce jest tak stuknięty, że sam siebie nie kontroluje i gada z swymi dwoma jaźniami. Choć tym razem ich tutaj zabrakło. Uwagę przykuwa też Shiklach, czyli Królowa Nieumarłych. Po bardzo długim śnie zaczyna poznawać świat XXI wieku oczami człowieka, który jest totalnym wariatem. Do tego nie może umrzeć, co ją wyraźnie pociąga, zaś sama Królowa czasem zachowuje się trochę naiwnie względem nowinek technologicznych czy obyczajów panujących w naszych czasach. Daje to scenarzystom kolejne pole manewru do wrzucania dwuznacznych uwag Deadpoola względem kultury czy naszych codziennych zachowań. Graficznie mamy dobry poziom, udanie kontynuujący to z czym mieliśmy do czynienia w ostatnich albumach. Choć nie ukrywam, że ten odcinek najbardziej przypadł mi na tym polu do gustu. Ciekawie czasem wyśmiano niektóre postacie lub elementy ich ubioru. Najbardziej i tak rozbroił mnie Minotaur oraz sceny dziejące się w Grecji (fajny kraj, tylko imigrantów tam maja za dużo). Jeśli idzie o kolejny tom, jaki zapowiedziano to można oczekiwać sporo (gdyż Deadpool się ŻENI!!!)... do jasnej cholery, pójdziesz wreszcie! (w moim komiksie mogę dawać spoilery). To nie komiks tylko recenzja komiksu (ale mojego)... ech, nie ważne. Tak czy siak następny album zapowiada się bardzo zabawnie, szczególnie jak dobrze przyjrzymy się jego okładce. Finał tego numeru też jest skonstruowany naprawdę ciekawie i nieco inaczej niż to początkowo zakładałem. Szczególnie jeśli idzie o kilka postaci. Zobaczymy zatem jak to dalej się rozwinie, jednak jestem dobrej myśli.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Anihilacja. Tom 1 Dan Abnett
Anihilacja. Tom 1
Dan Abnett Keith Giffen Andy Lanning Scott Kolins Kev Walker Ariel Olivetti
Ta i więcej recenzji na geeklife.pl Zapraszam :) Ten opasły tom można podzielić na trzy części. Wszystkie z nich stanowią wprowadzenie do głównej osi fabularnej Anihilacji, ale nie można narzekać na nudę. Dzięki nakreślonym od podstaw, bądź odświeżonym charakterystykom postaci i szczegółowym opisom ras, miejsc i wydarzeń wejście w marvelowski kosmos jest nad wyraz lekkie i przyjemne. Trzeba bowiem pamiętać, że komiksowy wszechświat jest gigantyczny. Ilość ważnych planet w różnych Galaktykach przytłacza, a do tego dochodzą jeszcze konflikty pomiędzy poszczególnymi rasami i niesamowite artefakty. Anihilacja stopniowo poszerza naszą wiedzę, a przy tym powstrzymuje się od zalewania głowy nieważnymi bzdurami. Pierwszą częścią jest, składająca się z czterech zeszytów seria Drax Niszczyciel. Statek więzienny przewożący Draxa rozbija się na Alasce. Oprócz milczącego giganta na pokładzie znajdowali się brutalni Bracia Krwi, szalony Lunatik i groźny Paibok. Rozbitkowie szybko podporządkowali sobie okolicznych mieszkańców i rozpoczęli naprawę statku. Drax poznając miejscową awanturniczą nastolatkę Cammi wpada w konflikt z pozostałymi więźniami, co kończy się krwawą jatką. Część rozgrywająca się na Ziemi jest bardzo dobra. Postać Draxa za sprawą Keitha Giffena zmieniła się nie do poznania. Przygłupi dotychczas wojownik za sprawą wydarzeń staje się inteligentną maszyną do zabijania. Dzięki Cammi, przypominającej mu o straconej córce, Drax znajduje swój cel i bezwzględnie go realizuje. Podobnie świetnie wypadają pozostali kosmici. Bracia Krwi to raczej durne osiłki i mięso armatnie, a kontrastuje z nimi inteligentny i rozsądny Paibok. Jest jeszcze Lunatik, przerażający gość nie mający żadnych hamulców. Tacy przeciwnicy to solidne wyzwanie dla Draxa i kilka naprawdę fajnych scen. Druga część komiksu to Anihilacja: Prolog. Jak sama nazwa wskazuje mamy tutaj bezpośrednie zawiązanie akcji Anihilacji. Poznajemy Annihilusa, owadopodobny byt, któremu udało się przedostać ze Strefy Negatywnej do świata właściwego. Annihilus posiada miliardową armię kosmicznych owadów, które niczym szarańcza niszczą wszystko, co napotkają na swojej drodze. W tej części jesteśmy świadkami wielkiego pogromu sił wielu kosmicznych ras. Technologie Korpusu Nova, Kree, czy Skrulli nie robią na nich żadnego wrażenia, bo na miejscu zabitego tysiąca robali pojawia się kilka tysięcy zastępców. Bardzo widowiskowy fragment. Trzecia część pierwszego tomu została zatytułowana Nova. Opowiada genezę postaci o takim przydomku, a dokładniej Richarda Ridera, Ziemianina, który jako jedyny przeżył atak fali anihilacji na gromadę Xandara. Rider zgadza się zespolić ze świadomością Xandarskiego Wszechkomputera (rodzaj sztucznej inteligencji) co ratuje wiedzę o całej planecie, a przy okazji daje mu nadzwyczajne umiejętności. Mimo, że cały pierwszy tom Anihilacji stoi na wysokim poziomie, to Nova okazuje się najlepszym kąskiem wydania. Cztery zeszyty zawierają wszystko, co najlepsze w marvelowskim uniwersum. Świetną postać, wielką przygodę i nienachalny humor. Fantastyczna sprawa. Jedno słowo podsumowujące pierwszy tom Anihilacji to REWELACJA! Początek wielkiej kosmicznej sagi serwuje olbrzymie emocje, przedstawia kapitalnych bohaterów i porywającą akcję. Do ideału zabrakło bardzo niewiele, a przyczynił się do tego Scott Kollins, który stworzył rysunki do Prologu. W porównaniu do bogatych w kolory i fajerwerki Draxa i Novy Prolog ma bardzo słabą kreskę, rozmazane kolory i mdłe tła. Mimo tej małej wpadki dostaliśmy komiks, który warto mieć niezależnie czy jesteście fanami Marvela czy DC. Jestem zachwycony!
Adam Grochocki - awatar Adam Grochocki
ocenił na 9 8 lat temu
The Superior Spider-Man: Superior Venom Christos Gage
The Superior Spider-Man: Superior Venom
Christos Gage Dan Slott Humberto Ramos Javier Rodriguez
NOWY, LEPSZY VENOM Szósta część ”Superior Spider-Mana” to nie tylko najgrubszy z dotychczasowych, ale przede wszystkim jeden z najlepszych tomów serii. Dzieje się tu dużo, dotychczasowe wątki otrzymują swoje rozwinięcie, pojawiają się też nowe, a jakby tego było małą wszystko zdaje się kumulować w jednym konkretnym momencie. Dodatkowo na scenę powraca… nie, tego Wam nie zdradzę, to już musicie przeczytać sami, ale jeśli dobrze bawiliście się przy poprzednich albumach, na pewno nie pożałujecie! W trakcie rutynowej kontroli sytuacji w mieście arachnauci zauważają, że niedaleko doków Crime-Master i jego ludzie walczą z… Venomem. Tymczasem Peter ma powody do świętowania. Otworzył właśnie Parker Industries, plany na przyszłość ma rozległe, imponujące i jasno sprecyzowane, udaje mu się także pomóc cioci May, a nade wszystko jego związek z Anną-Marią Marconi wkracza na nowy etap, więc zamierza przedstawić ją swoim bliskim. Powiadomiony jednak o walce agenta Venoma, wkracza do akcji, nieświadomy że symbiont nie tylko nie stanowi już zagrożenia, ale stoi po stronie dobra. Ich pojedynek to jednak ledwie wstęp do nowego, lepszego Venoma. W międzyczasie na scenę wracają MJ i Cardiac, Yuri stara się dowiedzieć, co stało się z uprowadzoną przez Gobliny Carlie, w mieście pojawia się nowy Goblin, a także Avengers oraz pałający rządzą zemsty na Spider-Manie Blackout! Jak więc widać w tym szóstym, znacznie pogrubionym tomie, dzieje się dużo, akcja nie zwalnia ani na chwilę, ale nie jest to tylko akcja dla samej akcji. Owszem miłośnicy demolki, wybuchów i pojedynków będą usatysfakcjonowani, nie mniej dla fanów Pająka nie zabrakło bardziej stonowanych, sentymentalnych momentów. I szczypty humoru, bez którego przygody Spider-Mana nie mogłyby się obejść. W tym wszystkim najlepiej wypadają sceny, których nie chcę Wam zdradzać, sięgające bardzo w głąb przeszłości, do samych początków serii. Cała reszta trzyma jednak dobry poziom i dostarcza konkretnej porcji udanej rozrywki. I bardzo dobrze przy tym narysowanej. Chociaż Humberto Ramos zbiera różne opinie, dla mnie jest najjaśniejszą gwiazdą „Superior Spider-Mana”, łączącą w sobie szkołę meksykańską (hiszpańską? zwrócicie uwagę na podobieństwo stylu Francisco Herrery), amerykańską i lekko mangowe klimaty. Nie jest on jednak jednym autorem odpowiedzialnym za stronę graficzną tego tomu. Obok niego scenariusze Slotta i Gage’a ilustrują także Javier Rodríguez („Daredevil volume 3 i 4”, „Batgirl: Year One”) oraz zdobywca nagrody Eisnera Marcos Martin („Captain America volume 5”, „Daredevil volume 3”). Ogląda się to wszystko tak, jak się czyta – bardzo dobrze. Nawet kiedy wszyscy trzej na raz tworzą jeden tylko zeszyt. Dlatego też polecam Wam gorąco zarówno ten tom, jak i wszystkie pozostałe. „Superior Spider-Man” to obok „All New X-Men” i „Uncanny X-Men” najlepsza seria jaką w ramach „Marvel Now” wydaje Egmont. Warto jest ją śledzić i aż szkoda, że kolejny tom będzie ostatnim. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że wydawnictwo pójdzie za ciosem i jeszcze w tym roku ujrzymy na księgarskich półkach „Amazing Spider-Man volume 3”, bezpośrednią kontynuację „Superiora…”; opowiedziana tam fabuła „Spider-Verse” to jedna z najlepszych pajęczych historii ostatnich lat. Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/01/30/the-superior-spider-man-superior-venom-dan-slott-christos-gage-humberto-ramos-javier-rodriguez-i-marcos-martin/
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 7 9 lat temu
Hawkeye: Moje życie to walka Matt Fraction
Hawkeye: Moje życie to walka
Matt Fraction Alan Davis David Aja Javier Pulido
"Jeden z najlepszych i najciekawszych komiksów superbohaterskich w sprzedaży" Takimi słowami reklamuje się ten zeszyt. Czy słusznie? I tak i nie. Nie zwróciłbym w ogóle uwagi na ten komiks, gdyż pierwsze co mnie zniechęcało to niespecjalnie dobry rysunek. A byłaby to spora strata, bo ostatecznie komiks broni się bardzo dobrym scenariuszem. Pierwsza opowieść rysowana przez Davida Aja mnie urzekła. Otrzymujemy opowieść o zwykłym człowieku, który został Avengersem. Sporo ciekawych rozwiązań artystycznych, dobry tekst i odpowiedni klimat tego komiksu przypomniał mi "The Man Without Fear" Franka Millera, choć może to trochę przesada. Rysunek Aja jest znacznie słabszy od kreski Romity Jr., ale ma też swój urok i muszę powiedzieć że nawet pasuje do opowieści. Jest trochę w stylu retro, jakby z lat 50-tych XX wieku albo z gier komputerowych lat 90-tych. Scenariusz komiksu broni jednak takiego rozwiązania i fajnie się to wszystko ze sobą zgrywa i dobrze się czyta. Dużym plusem jest też tekst i ukazanie relacji głównego bohatera z przyjaciółką. Druga część komiksu nie jest już tak dobra jak pierwsza. Rysunek Pulido jest jakby ciut lepszy, ale całość sprawia gorsze wrażenie niż opowieść wcześniejsza. Jako bonus otrzymujemy dodatkowy rozdział "Young Avengers" z rysunkami Alan'a Davisa. To historia, która skręca bardziej w kierunku romansu. Ale jest to bardzo dobrze napisane i byłem pozytywnie zaskoczony. Akt ten wyróżniają także rysunki Daviesa, które są o klasę lepsze od wcześniejszych, co akurat z bardziej romantycznym wydźwiękiem komiksu stwarza bardzo spójne połączenie. Hawkeye pozytywnie mnie zaskoczył i wszedł na listę komiksów, których chętnie podejmę się kontynuacji.
mika_el - awatar mika_el
ocenił na 7 2 lata temu
Batman - Rok setny i inne opowieści Ted McKeever
Batman - Rok setny i inne opowieści
Ted McKeever José Villarrubia Paul Pope
Batman i rok setny jego działalności, a w Gotham City cały czas mnóstwo brudnej roboty do wykonania. Czwarta dekada XXI wieku stoi pod znakiem wielkiej inwigilacji mieszkańców miasta, pozbawionych prawa do prywatności. Mroczny Rycerz pojawia się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu i nawet nie lokalna, lecz federalna policja, szykuje na niego potężną obławę. Tak w skrócie można opisać komiks "Batman - rok setny". W tomie otrzymujemy jeszcze historyjkę o Mrocznym Rycerzu, osadzoną w nazistowskich Niemczech w przededniu wybuchu II wojny światowej. Batman działa w Berlinie, którego nastroje są już zdecydowanie antysemickie. Album zwieńczony jest krótkimi shotami o Robinie (Cudowny Chłopiec znajduje się w poważnych tarapatach) oraz o... złamanym nosie Batmana (albo, jak rzekłby Alfred, utraconym dziewictwie). Lwią część wydania stanowi komiks "Batman - rok setny", więc w recenzji skupię się tylko na nim. Jest to alternatywna historia, lecz niepozbawiona nawiązań do klasyki kanonu ("Rok Pierwszy" czy "Powrót Mrocznego Rycerza"). Autor stara się utrwalić mit o Batmanie jako o postaci, która nie przemija, pomimo zmieniających się czasów, ustrojów politycznych i realiów życia codziennego. Komiks przekonująco pokazuje, że ten bohater o duszy samotnika, swej krucjaty w żadnym wypadku nie mógłby prowadzić samodzielnie. W tej historii ładnie wyeksponowano przyjaciół Batmana, Jima Gordona oraz ich rolę w zwalczaniu zła trapiącego ludność Gotham. Na końcu słów parę o szacie graficznej. Cóż, komiks jest brzydki, ale wydaje mi się, że taki właśnie miał być. Strój Batmana, jego mimika twarzy, wygląd motocykla - to wszystko jest trochę groteskowe, a trochę paskudne. Natomiast mam wrażenie, że taka niechlujna stylistyka ma budować klimat opowieści, pokazywać wciąż zepsute Gotham, beznadziejność na szczeblach władzy i w służbach. Na pewno warto pochwalić kolory oraz kadry przedstawiające rannego Batmana. Natomiast zdaję sobie sprawę, że warstwa graficzna niejednego może odrzucić od tego - bądź co bądź - solidnego komiksu.
Dominik Sobczyk - awatar Dominik Sobczyk
ocenił na 7 1 rok temu
Deadpool: Grzech pierworodny Gerry Duggan
Deadpool: Grzech pierworodny
Gerry Duggan Brian Posehn Scott Koblish John Lucas
Obecna seria Deadpoola bardzo mi pasuje, choć do ideału jej daleko. Lubię jednak ją o wiele bardziej niż "Deadpool Classic", która zwyczajnie mnie nuży. W ostatnim odcinku nasz Najemnik z nawijka w końcu stanął (po raz kolejny) na ślubnym kobiercu, a jego wybranką okazała się Królowa Mroku. Nie jest to w smak Draculi, któremu nasz heros podjumał małżonkę, zatem wojna z wampirami trwa w najlepsze. Tymczasem Agentka Preston odkrywa, że Deadpool ma córkę. Zaczyna się prawdziwa masakra w walce o małą Eleanor, bowiem wielu wrogów naszego zamaskowanego herosa ma wobec niej plany. Jeśli ktoś czytał serię od początku, to fakt posiadania przez Deadpoola potomstwa raczej nie zaskoczył. Z pewnością wielu pamięta ponętną Carmelitę z trzeciego tomu, gdzie nasz heros "współpracował" z Bohaterami do wynajęcia. To właśnie wtedy pojawiła się piękna Carmelita, z którą nasz bohater spędził namiętne chwile po tym jak ją uratował. Owocem ich bardzo krótkiej znajomości jest właśnie Eleanor, która okazuje się być cenna dla wielu ludzi. Wychowana przez przybranych rodziców, trafia w sam środek wojny gdy odnajduje ją agentka Preston, prowadząca śledztwo w tej sprawie. W komiksie mamy niejako dwie ścieżki fabularne. Poważniejszą z udziałem Preston i innych agentów S.H.I.E.L.D. oraz bardziej wesołą gdzie Deadpool wraz z pomocą Deazzler - mutantki z przeszłości będącą piosenkarką disco - rozwala na skalę masową wampiry. Oczywiście w pewnym momencie obie te ścieżki się łączą, ale trochę trwa nim do tego dojdzie. Zresztą wtedy inicjatywę przejmuje nasz tytułowy "heros" robiąc tak ogromny rozpierdziel, że miejscami krew wylewa się z komiksu hektolitrami. Z drugiej strony to pasuje do samej fabuły jak i ogólnej koncepcji Deadpoola. Jeśli idzie o część humorystyczną to jej tutaj nie brakuje. Widać ją mocno przy Dazzler oraz w scenach gdy Deadpool rusza na odsiecz swej córce. Zresztą w tym drugim wypadku nawet agentka Preston ma sporo do powiedzenia. Jej uwagi bywają kąśliwe i nieraz można się z tego powodu uśmiać. Jeśli zaś idzie o cały główny nurt fabularny to poprowadzono go bardzo dobrze. Co ciekawe znalazło się tu miejsce na kilka wątków dramatycznych oraz naprawdę mocne zakończenie. To sprawia, że całość nie zostaje zepchnięta tylko do roli masakry złych bandziorów przez tych dobrych, a wnosi coś wartościowego, w pewnym sensie, do całej serii. Jeśli idzie o rysunek to tutaj jest bez zmian. Nadal ciekawy, kolorowy, ale przy tym nie męczący oczu. Sceny wizji jakich doznaje Preston i jej towarzysz narysowano w innym stylu, co czytelnikowi łatwiej pozwala wyczuć ich atmosferę. Siódmy album Deadpoola jest naprawdę udany. Dzięki niemu miło odpocząłem od serii "Deadpool Classic", która jak na razie zaczyna coraz bardziej męczyć. Tu mam wszystko czego tam mi brakuje. Wredny humor, sporo przemocy, ciekawą fabułę i zwariowanego głównego bohatera.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Spider-Man: Złowieszcza Szóstka / Wszystkiego najlepszego Joseph Michael Straczynski
Spider-Man: Złowieszcza Szóstka / Wszystkiego najlepszego
Joseph Michael Straczynski John Romita Sr. Stan Lee Steve Ditko John Romita Jr. Scott Hanna Matt Milla Dan Kemp
Uwielbiam Spider-mana, więc obcowanie z komiksami o tym superbohaterze sprawiło mi wiele przyjemności. A dzięki tej pozycji dowiedziałam się o postaci Betty. Okazuje się, że Sony w "Prawie Bornxu" miał rację, mówiąc że zazwyczaj w życiu mężczyzny pojawiają się 3 ukochane kobiety, które mają największy wpływ na jego życie. W przypadku Petera moim zdaniem były to właśnie: Betty, Gwen Stacy oraz MJ. [SPOILER] Trafiłam na polski wątek w komiksie. Na bardzo krzywdzący wątek... "Tato kiedyś mówił, że opowiadałeś mu, jak twój tato stał przy ogrodzeniu w obozie w Polsce i czekał, aż ktokolwiek z przechodniów na niego spojrzy, wmiesza się. Mówił, że według ciebie bierność w obliczu krzywdy bliźniego jest największym tchórzostwem". Nie liczę na to, że Stan Lee znał realia w Polsce w tamtym okresie. Ale umieszczenie takiego stwierdzenia jest działaniem szkodliwym względem Polski. Po pierwsze w Polsce praktycznie od samego początku wojny działał ruch partyzancki, Państwo Podziemne, które próbowało pomagać jak i gdzie się dało. Po drugie Polacy sami byli sterroryzowani - to Niemcy byli agresorami. Po trzecie, to państwa sojusznicze, w tym USA, odmawiały pomocy, odwracały się plecami wobec wołania Polaków o pomoc. Więc niech łaskawie Amerykanie nie próbują uczyć kogokolwiek honoru, szczególnie Polaków. Moim zdaniem Polacy mają prawdziwych bohaterów. Amerykanie muszę ich wymyślać.
Paula - awatar Paula
oceniła na 7 3 lata temu
Batman: Śmierć w rodzinie Walter Simonson
Batman: Śmierć w rodzinie
Walter Simonson Mike Decarlo Alfredo Alcala Jim Aparo Adrienne Roy Jim Starlin Doug Moench Don Newton
Legendarny komiks, który po wielu latach ukazał się w Polsce. Bardzo często jakość starych komiksów maleje proporcjonalnie do upływu lat od ich wydania. W tym wypadku moje odczucia są zgoła inne i bawiłem się doskonale. Co kilka stron moja twarz pokrywała się szerokim jak u Księcia Zbrodni uśmiechem. Batman jeździ kabrioletem po Gotham, dowiaduje się o transakcji pomiędzy swoim ulubionym wrogiem a terrorystami i rusza za nim w pogoń po świecie. Tą samą trasą rusza Jason Todd, w poszukiwaniu nieznanej mu matki, a że północna Afryka ma 3km2 powierzchni to wszyscy spotykają się w jednym miejscu. W fabule pojawiają się tak piękne momenty jak np. walka z lady Shiva i tekst Batmana: "nie mogę Cię aresztować, ponieważ w tym kraju szkolenie terrorystów nie jest zabronione" lub Joker pojawiający się na zgromadzeniu ONZ jako oficjalny irański dyplomata. Nie będę rozpisywał się na temat głównego wątku fabularnego, ponieważ każdy zainteresowany zna tę historię i sposób w jaki włodarze DC postanowili się rozstać z drugim Robinem. Warstwa wizualna jest na bardzo dobrym poziomie, uwielbiam ten klasyczny strój Batka oraz kreskę przypominającą mi początki lat 90-tych. Komiks stworzony przez duet Jimów Starlina i Aparo, bardzo przypadł mi do gustu i sądzę, że każdy fan obrońcy Gotham powinien go znać.
AliEns00 - awatar AliEns00
ocenił na 8 9 lat temu
Thanos powstaje Jason Aaron
Thanos powstaje
Jason Aaron Simone Bianchi
26 kwietnia 2018 roku to prawdopodobna data polskiej premiery długo oczekiwanego finału, wieńczącego dorobek Marvel Cinematic Universe dzieła. Do kin, niestrudzenie wejdzie Avengers : Infinity War, a co najważniejsze, w produkcji tej słynni ,,Mściciele” zmierzą się z Thanosem, jednym z najsławniejszych komiksowych złoczyńców, który jak zapowiada Kevin Feige – producent filmowy i szef Marvel Studios – “będzie najpotężniejszym przeciwnikiem w całym dorobku MCU i najokrutniejszym łotrem z jakim Avengers kiedykolwiek się zmierzą”. Dlatego też, z powodu nadejścia tego wspaniałego widowiska i z powodu mojego zafascynowania postacią targanego przez filozoficzno-moralne deliberacje i rozważania Thanosa, postanowiłem, że szerzej przyjrzę się temu potężnemu Półbogowi z Tytana – księżyca Saturna. I tak, decydując się na poszerzanie swojej komiksowej wiedzy o świecie superbohaterów i ich antagonistów, a w szczególności Thanosa – również z powodu pozostania ok.11 miesięcy do premiery ,,Infinity War” – wybrałem komiks z serii ,,Thanos Powstaje” zawierający w sobie wszystkie zeszyty od 1 do 5, genialnie, krwawo i z kolorystyką śmierci i destrukcji, opisujące dzieje tego wszechpotężnego łotra, z uwzględnieniem historii rasy ,,Przedwiecznych” , z której owy niszczyciel pochodził i całego środowiska na które miał wpływ. Scenariusz do arcyważnego ,,Thanos – Powstaje” napisał Amerykanin Jason Aaron, a rysunki i okładka, zaś są dziełem Włocha : Simone’a Bianchi. Niniejszy komiks jest zatem drugim z serii ,,Marvel NOW!”, który miałem przyjemność przeczytać i dogłębnie zanalizować. Pierwszym, natomiast był ,,Deadpool – Łowca Dusz”, którego historię wybrałem losowo i nie żałuję, bo za polującego na dusze ludzkie Wade’a Wilsona, któremu po piętach deptał, próbujący przechytrzyć władcę piekła Mephista :Demon Vetis , warto było się zabrać i po prostu, od kuchni poznać nafaszerowanego czynnikiem ,,healing factor” najemnika. Do tej pory, do czasu zetknięcia się z Zeszytami z nakładu Marvel NOW , komiksy czytałem pobieżnie, nie przywiązując uwagi do przedstawianych wydarzeń, postaci, rysunku i samej otoczki supebohatera – z czym przede wszystkim historie zapisane w dymkach, chmurkach czy prostokątach niesamowicie mi się kojarzą, kojarzą z cudownym, niepowtarzalnym komiksem. Specyficzny obrys sylwetek większości charakterów, których twarze są tak samo kwadratowe, specyficznie atletyczne ciała, pastelowe cieplejsze wypełnienia to cechy, które korelują z Marvelowskimi komiksami i serialami animowanymi z lat 90-tych np. „Iron Man – Obrońca Dobra” i są dla mnie najbardziej pierwotnymi, kanonicznymi wyznacznikami perfekcyjnego komiksu czy animacji. ,,Thanos Powstaje” to swego rodzaju przełom, gdyż komiks ten daje sporo do myślenia w kwestii nowego podejścia do ukazywania danego aktu, swoistego eposu herosów walczących ze złem oraz wykorzystania talentu rysowników nowego pokolenia Marvela do przedstawiania danego tworu z tą samą linią fabularną lecz z innym stylem graficznym. Dzięki temu dostajemy inną wizję określonych dziejów bohaterów, łotrów czy zwykłych będących tłem postaci. Sama, niniejsza okładka, może nie do końca, ale jednak prezentuje mroczny, podnoszący do rangi Kreatora i Niszczyciela wszelkiego stworzenia wizerunek bóstwa dziecka Tytana: Thanosa. Fluktuujące tuż nad pomarszczoną niebieską dłonią syna A’Larsa, zamknięte w dziwnej kamiennej bańce ludzkie czaszki, której przedramię w okolicach przegubu okala złota tubalna bransoleta ,dogłębnie przerażają, i ukazują Thanosa jako wszechpotężny kpiący z życia ,miłujący śmierć i zniszczenie byt, monstrum dążące do tego by prześcignąć samego Wszechobecnego, zagrać z nim w kości, wygrać, a później go rozdeptać tak jak zgniata się najgorsze robactwo. I tak „okładkowy” Thanos, który swój kamienny, segmentowany tron zbudował na kopcu z resztek szkieletów i ochłapów rozkładających się wciąż istnień, został wykreowany w ten sposób ,by nie tylko zmrozić fana jego potęgą, lecz zachęcić geeka do przeczytania i zanalizowania komiksu, gdyż już z początku nasuwa się pytanie: co takiego, w ciągu całej egzystencji : od momentu narodzin aż do danego momentu musiało się stać, by Thanos narodził się jako Bóg, Dewastator i poplecznik śmierci. Już sama okładka daje komiksowi 1/3 mocy, a reszta zależy od gustów i upodobań tego czego konieczne doświadczyć chce czytelnik. Od pierwszej do ostatniej strony niniejszego wydania, nie da się wyczuć, że składa się ono z 5-ciu zeszytów. To historia, która tak wciąga i podgrzewa komiksową pasję, że nie można się wprost od niej oderwać. Co ciekawe ,,Thanos Powstaje” zaczyna się i tak samo kończy: nakreślonymi w prostokącie słowami Narratora - ,,Podczas każdego cyklu słonecznego w ciszę i lody tego świata wstępuje samotny wędrowiec...”. To dziecię Tytana przemierza jego martwe pustkowia i w końcu natrafia na grób swojej matki: Sui-San. To ona go zrodziła, a on zniszczył jej świat i świat pozostałych Przedwiecznych. Zniszczył swoją ojczyznę, tak samo jak zrobił to z miriadami światów, których już nie pamięta. Zadumanego nad swoim istnieniem szalonego Tytana na ten moment zostawiamy, by za chwilę płynnie zlać się z jego początkiem, z krzykami matki, która właśnie wydawała go na świat. Zaczyna się główny lekko skondensowany ciąg fabularny historii Thanosa. Czas dowiedzieć się dlaczego wszechświat pozwolił by w ogóle narodził się tak potężny i skąpany w ciemności dużo czarnej niż najczarniejsza czerń i nienawiści byt. Pierwszą większą, główną częścią komiksu jest czas od chwili gdy Thanos ma na moje oko ok.12 lat do prawie, że wieku dorosłego – czyli bezprecedensowej i dobijającej chwili, gdy przeznaczony mu mrok ujrzał światło dzienne, gdy zabija Sui San - swoją matkę, najpiękniejszą z Przedwiecznych. Lecz dlaczego to zrobił, co lub kto go do tego skłoniło? Najważniejszą postacią oprócz potężnego, świadomego swojego geniuszu i zdolności analitycznych Thanosa była dziewczyna, a po powrocie potężnego półboga na Tytana dorosła kobieta z zielono czarnymi wargami i gęstymi, ciemnymi włosami oraz na końcu mistycznymi szatami, którymi okryta była od stóp do głów. To ona kierowała losem Thanosa. To ona sprawiła, że po raz pierwszy pozbawił życia jakiekolwiek istnienie, że zabił zielonkawe jaszczury, które pożarły jego przyjaciół: innych Eternals :Cytherę i Argosa w nieuczęszczanej od setek lat jaskini. I tak zaczął zabijać, a robił to bo wciąż czuł instynktowną potrzebę – jak Faust- pochłonięcia wszelkiej wiedzy we Wszechświecie. Morderstwo przypadkowo napotkanych rówieśników również usprawiedliwiał nieustanną potrzebą doskonalenia swojego umysłu. Tak podłe czyny nie były więc dla niego czymś nieludzkim, stanowiły raczej oczyszczający akt, który powoli robił z niego szaleńca do tego stopnia, że zaczął gardzić śmiercią, która w Uniwersum Marvela jest ewenementem, gdyż np. była wymysłem umysłu Thanosa bądź rzeczywiście istniała, lecz tylko czysty geniusz i mutacje genetyczne w organizmie owego Półboga sprawiły, że tylko on spostrzegał mieszczącą się w kategoriach bytu: kostuchę. Dlatego też, fani na całym świecie nie mogą przyporządkować Śmierci logicznego miejsca w świecie syna Mentora Tytana. Ujrzenie przez półboga z Tytana oblicza rozdzierającej z siebie ludzkie mięso śmierci, było początkiem drugiej części komiksu ,,Thanos Powstaje”, w której doświadczony niszczyciel światów i również kreator życia: ze względu na dosłownie setki potomstwa, które spłodził w niezliczonych krainach niezliczonych układów gwiezdnych, postanawia powrócić na Tytana, i dołączając do wspólnego tańca z – realną bądź nie - Kostuchą, poprzez Rękawice zaopatrzone w emitery energii, zgładzić wszelkie możliwe istnienie. Co najciekawsze Thanos nie wspomina nawet o swoim Ojcu: A’Larsie, którego ostatecznie nie był w stanie zdematerializować, a który to przy pomocy jednego z nazwijmy to Pierwotnych – opiekunów życia na księżycu Saturna : Kronosa, powoła w przyszłości armię i przywróci kilka dusz do życia, które zgładził potężny Tytan – jego syn, i ruszy z nimi na skierowaną przeciwko Thanosowi vendetcie. Dokąd, w końcu zmierza niestrudzone dziecię Tytana? Kiedy powróci?
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 10 8 lat temu

Cytaty z książki Deadpool Classic, tom 1

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Deadpool Classic, tom 1