Cisza jest dźwiękiem

Okładka książki Cisza jest dźwiękiem
Juli Zeh Wydawnictwo: Znak turystyka, mapy, atlasy
220 str. 3 godz. 40 min.
Kategoria:
turystyka, mapy, atlasy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Die Stille ist Ein Geräusch. Eine Fahrt durch Bosnien
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
220
Czas czytania
3 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
8324004750
Tłumacz:
Sława Lisiecka
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Cisza jest dźwiękiem w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Cisza jest dźwiękiem

Średnia ocen
6,8 / 10
54 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
191
35

Na półkach: , , ,

niebywale ciężko jest nawet nie tyle oceniać, co komentować w ogóle tego typu książki. na pierwszy rzut oka bowiem odnosi się wrażenie, jakby nigdy zamysłem autorki nie było udostępnienie zawartości szerszemu gronu odbiorców, że to typowy pamiętnik, który ma jej pomóc po latach odtworzyć nie tylko wszystkie te smaki, zapachy i kolory miejsc, które odwiedziła, ale przede wszystkim różne odczucia, które towarzyszyły tej podróży na poszczególnych jej etapach.

to zupełnie jak z fotografią. większość zdjęć z podróży, nawet nie wiem jak fajnych, tylko nam coś przypomina, dla nas coś znaczy, z czymś się kojarzy i powoduje emocje, których próżno szukać u zewnętrznych odbiorców.
dla mnie jednak właśnie to jest niezwykle cenne, ponieważ w ten sposób powstające wypowiedzi są najszczersze. nieoszlifowane na potrzeby rynku są tym samym pozbawione przymusu podobania się każdemu bez wyjątku, a nawet jeśli czasem są chropowate i zostawiają czytelnika daleko w tyle, to bardzo dobrze. niech podobną podróż każdy odbędzie sam…

Boże, ja muszę zobaczyć w końcu te stećci!!! bez dwóch zdań zabieram na wyspę!

niebywale ciężko jest nawet nie tyle oceniać, co komentować w ogóle tego typu książki. na pierwszy rzut oka bowiem odnosi się wrażenie, jakby nigdy zamysłem autorki nie było udostępnienie zawartości szerszemu gronu odbiorców, że to typowy pamiętnik, który ma jej pomóc po latach odtworzyć nie tylko wszystkie te smaki, zapachy i kolory miejsc, które odwiedziła, ale przede...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

220 użytkowników ma tytuł Cisza jest dźwiękiem na półkach głównych
  • 147
  • 72
  • 1
29 użytkowników ma tytuł Cisza jest dźwiękiem na półkach dodatkowych
  • 13
  • 7
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Cisza jest dźwiękiem

Inne książki autora

Juli Zeh
Juli Zeh
Zaliczana jest do najciekawszych autorek niemieckojęzycznych. Ukończyła prawo, studiowała w Instytucie Literatury Niemieckiej w Lipsku. Pracowała m.in. w Nowym Jorku i Krakowie. Jej powieść Orły i anioły (W.A.B. 2004), nagrodzona w 2002 roku prestiżową German Book Award, została przetłumaczona na ponad dwadzieścia języków. Na polski przełożono także reportaż z pobytu autorki na Bałkanach – Cisza jest dźwiękiem. Podróż po Bośni (wyd. pol. 2004) oraz powieść Instynkt gry (W.A.B. 2007), która błyskawicznie dotarła na szczyty list bestsellerów w Niemczech i ukazała się w dwunastu krajach. W 2005 roku Juli Zeh została uhonorowana międzynarodową nagrodą dla młodych autorów – Per Olov Enquist Prize. Instynkt gry nominowano do Literackiej Nagrody Europy Środkowej ANGELUS 2008.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Miłość od ostatniego wejrzenia Vedrana Rudan
Miłość od ostatniego wejrzenia
Vedrana Rudan
Trafiłem na książeczkę Vedrany Rudan zatytułowaną "Miłość od ostatniego wejrzenia" szukając w bibliotece książki do Book Trotterowego wyzwania czytelniczego. Przyznaję, że raczej nie czytuję książek obyczajowych, choć ta ma jakieś głębsze przesłanie. Z jednej strony to jest motyw typowo kryminalny, bo tytułowa ostatnie wejrzenie to jest morderstwo, a właściwie dwa morderstwo i samobójstwo, było nie było. Z drugiej jest sporo motywów typowo psychologicznych. Ma też charakter rozprawy sądowej, kiedy to zbrodniarz zeznaje, co on zrobił i dlaczego. No ale tu wiemy, że jest to typowo pośmiertna refleksja. Inna warstwa jest dość skandalizująca, w stylu "50 twarzy Greya", "Dziennik nimfomanki" itp. Tak tak, bohaterką, jest kobieta dość skomplikowana osobowościowo, mamy przedstawione całe jej kilkudziesięcioletnie życie. Począwszy od życia w jakiejś chorwackiej wsi, po życie w dużym mieście, zapewne Zagrzebiu, stolicy kraju, żyjąc w dobrobycie, ona i jej mąż dobrze zarabiają. Ich związek jest raczej wolny, obydwoje zdradzają siebie na lewo i prawo, ale jakimś cudem to małżeństwo trwa, czy to z rozsądku, czy to, że mają córkę. Diabeł jeden wie tak naprawdę. On jest zapalonym myśliwym, w sensie dosłownym biega po lasach, strzela do zwierząt, i ona jeździ z nim, żeby uczestniczyć w jego pasji. To na pewno pomaga przetrwać wiele trudności. Zresztą myśliwskich metafor jest od groma tutaj. No ale jednak, oni siebie tak samo kochają jak i nienawidzą, dochodzą wręcz motywy typowo patologiczne, w tym motywy przemocowe. I to zaskakujące, że nie tylko mężczyźni są patusami, ale kobietom też się to zdarza. Bo sorry, ale normalna to ona nie jest, bo to jednak ona wzięła do ręki pistolet i strzeliła, zabiła ukochanego/znienawidzonego. Aż czort jakiś kusi, żeby pojawiło się o przekleństwo, w ramach ekspresji oczywiście, jakieś słówko na k. np. Dodać trzeba, że ona to zaplanowała bardzo precyzyjnie, a motywem jest nienawiść tak permanentna, że mąż budzi w niej obrzydzenie. Jaki jest wyrok, pojęcia nie mam. Na pewno prawnicy w zaświatach mieli sporo kombinatoryki typowo branżowej tutaj! Dumam, dumam, dumam, ale jakie jest przesłanie tej książki to kompletnie nie wiem. Czy to jest swego rodzaju manifest feministyczny? Czy jest to coś innego. Pewne jest raczej, że kobieta inaczej tą książkę przetrawi niż mężczyzna. Z jednej strony ta książka jest obrzydliwa, po prostu, a z drugiej jednak jest dobra. No ale być może dlatego ciągnie nas czytelników do literatury wszelakiej, bo bardzo często tego typu antynomie, czyli sprzeczności wchodzą. I to nam daje do myślenie. No i ten porąbany tytuł "Miłość od ostatniego wejrzenia". Nie wiem co wy drodzy czytelnicy z tym zrobicie, i jak do tematu podejdziecie czytając książkę, jeśli zachęcę was do przeczytania np., zapewne każdy inaczej. Jakby nie było, pewne jest jedno, nie da się przejść obojętnie wokół tej książki! Ja mogę tylko powtórzyć, ta książka to kompletne wariatkowo, ale jest dobra. Polecam.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 7 2 lata temu
Koncert Muharem Bazdulj
Koncert
Muharem Bazdulj
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) Koncert zespołu jako jedno z najważniejszych wydarzeń w nowożytnej historii całego narodu i symbol powrotu do normalności po druzgocącej wojnie, która zdefiniowała postrzeganie nowopowstałego państwa w oczach światowej opinii publicznej? Brzmi nieprawdopodobnie, ale coś takiego wydarzyło się naprawdę – 23 września 1997 roku na stadionie, który 13 lat wcześniej był areną XIV Zimowych Igrzysk Olimpijskich, odbył się koncert będącej wówczas u absolutnego szczytu sławy grupy U2. Sam pamiętam to wydarzenie dość mgliście – byłem ledwie nastolatkiem, ale nie ulega wątpliwości, że było to jedno z najważniejszych wydarzeń – nie tylko muzycznych – całej dekady, a dla młodego, a okrutnie już poturbowanego przez wojnę państwa było to coś w rodzaju założycielskiego mitu: i mit ten w swojej króciutkiej (zbyt krótkiej!) książce próbuje przywołać, opisać i zrozumieć Bazdulj. Zadanie to karkołomne, choć sam koncept wyjściowy wydaje się być samograjem – literatura jednak różnie radzi sobie z opisem muzyki, a z tej autor czyni siłę napędową całej opowieści. Oto bowiem obserwujemy przygotowania do koncertu, dowiadujemy się mnóstwa faktów (że po raz pierwszy od zakończenia wojny przywrócono kolej w Bośni!), danych (ile kilometrów kabli wykorzystano i ile ton sprzętu przywieźli ze sobą muzycy), przede wszystkim jednak obserwujemy, jak sam koncert przeżywają biorący w nim udział ludzie – nie tylko mieszkańcy Sarajewa, ale przybysze z całej byłej Jugosławii! Dla jednych to wydarzenie, które zmieni ich życie, dla innych rozczarowanie lub „kolejny koncert, nic wielkiego”, dla jeszcze innych okazja, by po raz pierwszy stanąć obok przedstawicieli wrogiego narodu i uczestniczyć razem w wielkim wydarzeniu. Obserwujemy reakcje uczestników koncertu, wraz z nimi śledzimy to, co na scenie robi Bono, jak teksty piosenek U2 rezonują z ich własnymi emocjami, wreszcie jak całe to – medialne i obserwowane przez cały świat – wydarzenie wpływa na ich poczucie tożsamości. I tylko chciałoby się, żeby książce towarzyszył... soundtrack, bo od razu ma się ochotę wysłuchać wszystkich tych utworów. Albo najlepiej całego koncertu.
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na 8 1 rok temu
Sahib. Impresje z depresji Nenad Veličković
Sahib. Impresje z depresji
Nenad Veličković
Jest to ciekawa powieść epistolarna, w której zderzone zostają dwa światy - zachodni i bałkański. Zachodni reprezentuje Anglik pracujący w organizacji humanitarnej w Sarajewie w 1993 roku, zaś bałkański - jego szofer, Sakib, Bośniak pochodzący z tego miasta, niegdyś profesor. Efektem tego zderzenia kultur jest wzajemne poczucie obcości oddana w książce za pomocą błyskotliwej, szyderczej ironii, którą posługuje się Anglik w swoich listach do ukochanego, opisując mu codzienność Sarajewa i jego mieszkańców. Z jednej strony prezentuje kolonialne, nieraz szowinistyczne poczucie wyższości względem tamtejszych narodów, z drugiej - momentami, jak sądzę, trafnie oddaje absurdy tamtejszej rzeczywistości. Można pomyśleć, że są to obserwacje samego autora, który z wisielczym humorem piętnuje wady swojego narodu - prymitywizm, brak logicznego myślenia, nacjonalizm, nienawiść, pazerność, bylejakość itd. Opisy zachowań i zwyczajów „tubylców” są śmieszne, ale widać u autora listów brak zainteresowania kulturą tego kraju, niedostrzeganie jasnych stron, brak uznania dla mieszkańców regionu i współczucia względem nich. Anglik nie jest jednak tylko zarozumiałym ignorantem. Jest świadomy, że organizacje humanitarne są tylko przykrywką dla eksploatacji tego regionu przez Zachód. To jest w ogóle ciekawa postać, zaskakująco niejednoznaczna. Jego ironia tylko pozornie jest prymitywna. Bohater jest w stanie dokonać szyderczej analizy działań zarówno własnej organizacji pseudo-humanitarnej, jak i nastawienia Zachodu wobec tego regionu. Nie wiemy do końca, kiedy pisze serio wyższościowo, a kiedy kpi z siebie i ze świata. Pisząc o mieszkańcach jako o „niewolnikach” przywdziewa kolonialną maskę, ale nie do końca się z nią utożsamia. Między nim samym a tym, co reprezentuje jest jednak pewien dystans. Mam przypuszczenie, że ironia autora listów wynika z czegoś więcej niż tylko z szowinizmu, ale z czego, tego do końca nie wiem, przerażenia wojną? Niezgody na taki świat, jaki jest? A może tylko doszukuję się drugiego dna. Książkę czyta się świetnie, absurdy opisywanej rzeczywistości nie są nam, Polakom, znowuż tak obce, i my pamiętamy wprowadzanie kapitalizmu, prymitywizm codzienności i nasze zderzenie z zachodnią mentalnością. Niewykluczone, że zostalibyśmy podobnie opisani przez jakiegoś przybysza z Zachodu, bo przecież Bałkany to również my.
Luna - awatar Luna
oceniła na 7 1 rok temu
Ministerstwo bólu Dubravka Ugrešić
Ministerstwo bólu
Dubravka Ugrešić
Jak żyć po wojnie? A właściwie - po co żyć po wojnie? Jak można, po tych wszystkich krzywdach, jakich się doświadczyło i jakich się wyrządziło bliźniemu, po absolutnym zbeszczeszczeniu idei człowieczeństwa, choćby starać się, żyć normalnie? Śmiać się, zakochiwać? Czy jest to w ogóle możliwe, czy są to jedynie twarze aktorów w maskach przed nami? Czuję, że takie pytania zadaje Dubravka Ugrešić w swoim "Ministerstwie bólu". Nie wiem, czy znalazła na nie odpowiedzi, ale na pewno poprzez tę książkę udało się oddać jej oddać kwintesencję rozrywającego od środka bólu, jaki każdego dnia odczuwali uchodźcy lat dziewięćdziesiątych. Nie musieli zmagać się tylko z poczuciem wyobcowania w obcym kraju, z traumą wojny, z tym, że w jednej sali wykładowej siedzieli obok siebie kaci i ofiary, ale potrzebowali też na nowo zbudować swoją własną tożsamość. W końcu kraj, w którym się wychowali, ich mikrokosmos - Jugosławia, przestał istnieć. Dubravka trochę uratowała mi zeszły rok i przywróciła wiarę w literaturę, bo jest to dzieło przez wielkie "D". Jest to dla mnie wręcz niepojęte, jak na tak wielu stronach udało jej się zawrzeć tak wiele - właściwie wszystko. I to w jakim stylu. Piękne pióro, kompleksowe przemyślenia i złożone, do bólu ludzkie, straumatyzowane postaci. Portret psychologiczny rozpadu Jugosławii jako zjawiska. Chcę chłonąć prozę Dubravki, chcę ją poznać na wylot i jedyne, co boli, to że ona nie napisze już niczego więcej.
zatracenia - awatar zatracenia
oceniła na 8 1 rok temu
Dzika Europa. Bałkany w oczach zachodnich podróżników Božidar Jezernik
Dzika Europa. Bałkany w oczach zachodnich podróżników
Božidar Jezernik
Fascynująca podróż po Bałkanach z czasów panowania Imperium Osmańskiego. Tym bardziej, że oglądamy je oczyma podróżników zachodnioeuropejskich przemierzających te tereny od XVI do początku XX wieku. Słoweński autor zebrał je i pogrupował, na szczęście problemowo a nie chronologicznie czy geograficznie. Dla wielu z zachodnioeuropejskich podróżnych była to wyprawa na koniec świata, do miejsca tak obcego, że kompletnie niezrozumiałego. Niestety, wielu opisywało nie to co widziało, tylko to o czym słyszało i spodziewało się ujrzeć – np. włochate ryby, ludzi z ogonami czy też kobiety o tak długich piersiach, że „mogą one podać dziecku noszonemu na plecach sutek przez ramię lub pod pachą”. Na szczęście mamy też opisy prawdziwe, dzięki którym poznajemy szczegóły codziennego życia bałkańskich Słowian, Albańczyków, Rumunów, Greków i Turków. Możemy dowiedzieć się wiele o kuchni, zwyczajach – niekiedy szokujących jak dekorowania przez Czarnogórców ogrodzeń głowami zabitych wrogów czy zasady dotyczące spania przez rodziny w ich wioskach. Ciekawostkę stanowi tez fakt, że kawę XVI-wieczni podróżnicy opisują jako potwornie mocny i okropnie gorzki napój odurzający, spożywany przez muzułmanów w miejsce alkoholu, zabronionego przez islam. Autor przytacza mnóstwo egzotycznych opisów, zaznaczając jednak, że wiele z nich tonie obserwacje, tylko przeczytane i przetworzone relacje innych. Wyrządziły one wiele szkody miejscowej ludności, utrwalając nieprawdziwe stereotypy. W efekcie pochodzące z czasów tureckich kamienne mosty identyfikowano jako … pozostałości po Imperium Rzymskim, bo gdzieżby na tym dzikim ale bliskim Wschodzie zbudowano coś tak wartościowego. Gdy pod koniec XIX wieku król Włoch ożenił się z czarnogórską księżniczką pierwsi turyści odwiedzający je krainę „...odkryli, ku swemu zdziwieniu, że Bliski Wschód jest mniej niebezpieczny, niż wiele europejskich stolic”. Inni byli rozczarowani, że wbrew ich oczekiwaniom Albańczycy „jedli posługując się nożem i widelcem”. Z drugiej strony Bożidar Jezernik nie polemizuje z autorami, piętnującymi mieszkańców Bałkanów – niezależnie od religii i wyznania – za hołdowanie zabobonnym praktykom. Wyjaśnia też, kto i dlaczego wydrapywał oczy świętych na malowidłach w cerkwiach. Jednym słowem ani raj, ani piekło, ale za to niesamowicie piękne, egzotyczne i intrygujące miejsce, o własnej historii i tradycjach. Dzięki autorowi czyta się szybko jak świetną powieść a o treści trudno zapomnieć.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 9 1 rok temu
Życie jest bajką Dubravka Ugrešić
Życie jest bajką
Dubravka Ugrešić
Recenzja powieści postmodernistycznej „Baba Jaga zniosła jajo" z „Przekroju” nr 50 / 2004 r. Nowe wydanie powieści figuruje już pod innym tytułem. „DYSKRETNA ROZPACZ BABY JAGI” Nowa Dubravka Ugrešić Cóż takiego mogła znaleźć Nada Matić w hot dogu zamiast parówki? Oj, można się przestraszyć, prawda? Szczególnie gdy ktoś jak Nada ma „serdeczną, szeroką, ko­chliwą naturę". Państwo nie mają? I nie śmieszą Państwa ograne chwyty? Tym le­piej. Opowiadania rzekomo erotyczne ze­brane w książce „Baba Jaga zniosła jajo" powstały głównie w latach 80. i wyglądają na postmodernistyczną potańcówkę z kon­wencjami. Ponoć Ugrešić postanowiła zająć się tą tematyką, gdy spostrzegła, że w jej rodzimej literaturze erotyzują tylko autorzy bajek dla dzieci. Pisarka drwi z metod, któ­re sama stosuje, wykpiwa podejrzane źródła literatury i „niepełną osobowość" pisarczyka brodzącego w kliszach i cytatach. Bidulek eros i bidula literatura - drugoplanowi bohaterowie opowiadań - bywają że­nujący. Wesolutki nastrój gdzieś znika, miej­sce czarnego humoru zajmuje gorycz. „Nie żyjemy, tylko opisujemy się wzajemnie" - uśmiecha się krzywo autorka i wyciąga z maszyny do pisania „białe jedwabne chu­steczki dyskretnie przesiąknięte rozpaczą". To książka dla melancholików, którzy budzą się z krzykiem w środku dnia, bo przyśniło się im, że sztuka umarła, a oni na jej pogrze­bie podrywają korpulentną stażystkę oddziału chirurgii plastycznej. I budzą się w szczególnym domu. Ruszają się tu wszystkie ściany, przez jedną wjeżdża tramwaj, przez drugą wchodzi trzypiętrowa kwoka, a w salonie siedzą niedopasowani kochankowie. To dom Gogola i Charmsa. Ugrešić podaje parówki, tylko troszkę od­grzewane. I bardzo śmieszne. ocena: • • • • / 6 [Maja Mozga-Górecka] Zapraszam na blog: tesinblog.wordpress.com
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na 7 1 rok temu
Koczownicy Nenad Veličković
Koczownicy
Nenad Veličković
Powieść „Koczownicy” autorstwa bośniackiego pisarza Nenada Veličkovicia to jedna z tych książek, które pod maską lekkiej, niemal satyrycznej formy, przemycają druzgocącą diagnozę ludzkiej kondycji w obliczu tragedii. To lektura tyleż błyskotliwa, co bolesna, osadzona w realiach oblężonego Sarajewa. Głównym bohaterem i narratorem jest młody chłopak, który wraz z rodziną oraz grupą innych cywilów znajduje schronienie w podziemiach sarajewskiego Muzeum Narodowego. W świecie na zewnątrz panuje wojna – snajperzy, głód i nieustanny ostrzał stały się codziennością. Wewnątrz muzeum czas zdaje się jednak płynąć innym rytmem. Bohaterowie stają się tytułowymi koczownikami, którzy budują namiastkę domu między eksponatami. Śpią obok szkieletów mamutów i antycznych rzeźb, starając się zachować resztki godności w warunkach, które im ją odbierają. Codzienność wypełniają im absurdalne starania o przetrwanie: zdobywanie wody, walka o jedzenie i próby zrozumienia, dlaczego świat o nich zapomniał. Muzeum, zamiast być świątynią kultury, staje się schronem, a jego martwe eksponaty wydają się momentami bardziej „ludzkie” i trwałe niż żywi ludzie ukryci w piwnicach. Recenzja: Humor w cieniu snajperów Nenad Veličković dokonuje w „Koczownikach” niezwykłego wyczynu – pisze o jednym z najmroczniejszych wydarzeń współczesnej Europy z perspektywy pełnej ironii, a nawet wisielczego humoru. Nie jest to jednak humor tani czy lekceważący. To mechanizm obronny, jedyny sposób, w jaki narrator potrafi opisać absurdalność wojny, która zamieniła jego młodość w egzystencję szczura lądowego. Najmocniejszym punktem powieści jest kontrast. Z jednej strony mamy wielką historię i dziedzictwo kulturowe zgromadzone w muzeum, z drugiej – fizjologiczny wręcz głód i strach. Autor unika patosu i wielkich słów o patriotyzmie czy nienawiści etnicznej. Skupia się na szczególe: na smaku marnego jedzenia, na dźwięku spadającego pocisku, na kruchych więziach międzyludzkich, które w obliczu zagrożenia albo się zacieśniają, albo brutalnie pękają. Warto docenić warsztat Veličkovicia – jego język jest prosty, momentami naiwny (co wynika z perspektywy bohatera), ale przez to uderzająco autentyczny. „Koczownicy” to nie tylko kronika oblężenia, to uniwersalna opowieść o tym, że kultura i sztuka w obliczu śmierci stają się jednocześnie bezużyteczne i niezbędne jako ostatni bastion człowieczeństwa. To książka krótka, ale gęsta od emocji. Zmusza do refleksji nad tym, co byśmy zrobili, gdyby nasze cywilizowane życie nagle skurczyło się do rozmiarów muzealnej piwnicy. Veličković nie daje łatwych odpowiedzi ani taniego pocieszenia, ale jego opowieść zostaje w czytelniku na bardzo długo, jak echo wystrzału w pustej sali wystawowej.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Cisza jest dźwiękiem

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Cisza jest dźwiękiem