Chaotyczne akty bezsensownej przemocy

Okładka książki Chaotyczne akty bezsensownej przemocy
Jack Womack Wydawnictwo: Zysk i S-ka Seria: Kameleon fantasy, science fiction
280 str. 4 godz. 40 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Kameleon
Tytuł oryginału:
Random acts of senseless violence
Data wydania:
2001-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2001-01-01
Liczba stron:
280
Czas czytania
4 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
8371507690
Tłumacz:
Jerzy Łoziński
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Chaotyczne akty bezsensownej przemocy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Chaotyczne akty bezsensownej przemocy

Średnia ocen
7,0 / 10
60 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
420
100

Na półkach:

Bardzo mi się podobała ta książka. Pierwsze zdanie to było niedowierzanie, początek pamiętniczka nastolatki nie był zbieżny z opisem na okładce. Ale powoli nastrój gęstniał, sytuacja stawała się coraz bardziej chora, coraz bardziej przytłaczał otaczający klimat. W 280 stron dwunastoletnia dziewczynka przestała być sobą. Czy Świat jej pozwoliłby dalej zostać sobą?

Bardzo mi się podobała ta książka. Pierwsze zdanie to było niedowierzanie, początek pamiętniczka nastolatki nie był zbieżny z opisem na okładce. Ale powoli nastrój gęstniał, sytuacja stawała się coraz bardziej chora, coraz bardziej przytłaczał otaczający klimat. W 280 stron dwunastoletnia dziewczynka przestała być sobą. Czy Świat jej pozwoliłby dalej zostać sobą?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

174 użytkowników ma tytuł Chaotyczne akty bezsensownej przemocy na półkach głównych
  • 95
  • 79
37 użytkowników ma tytuł Chaotyczne akty bezsensownej przemocy na półkach dodatkowych
  • 22
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Chaotyczne akty bezsensownej przemocy

Inne książki autora

Okładka książki Wielka księga fantasy, tom 2 James P. Blaylock, Louise Cooper, Harlan Ellison, Lisa Goldstein, Tanith Lee, Patricia A. McKilip, Abraham Merritt, Lucius Shepard, Theodore Strugeon, Michael Swanwick, Jack Womack, Charles de Lint
Ocena 6,3
Wielka księga fantasy, tom 2 James P. Blaylock, Louise Cooper, Harlan Ellison, Lisa Goldstein, Tanith Lee, Patricia A. McKilip, Abraham Merritt, Lucius Shepard, Theodore Strugeon, Michael Swanwick, Jack Womack, Charles de Lint
Okładka książki Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2006 Tony Ballantyne, Edward Bryant, Ted Chiang, John Crowley, Marina Diaczenko, Siergiej Diaczenko, Thomas M. Disch, Oleg Diwow, Greg Egan, Jeffrey Ford, Graham Joyce, Kelly Link, David Marusek, Lucy Sussex, Jeff VanderMeer, Konrad Walewski, Jack Womack
Ocena 6,6
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2006 Tony Ballantyne, Edward Bryant, Ted Chiang, John Crowley, Marina Diaczenko, Siergiej Diaczenko, Thomas M. Disch, Oleg Diwow, Greg Egan, Jeffrey Ford, Graham Joyce, Kelly Link, David Marusek, Lucy Sussex, Jeff VanderMeer, Konrad Walewski, Jack Womack
Jack Womack
Jack Womack
Amerykański pisarz
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Późne lato John Crowley
Późne lato
John Crowley
Długo miałam tą książkę na liście 'kup', ale jak do tej pory dużo innych książek okazywało się wazniejszych do nabycia. Jednak ciekawość w końcu zwyciężyła i kupiłam 'Późne Lato'. Treść w dwóch trzecich tej opowiści jest cudownie intrygująca - przedstawia wyimaginowaną historię postapokalipycznej osady ludzi żyjących 'po staremu' tj. sprzed ery industrializacji Ziemi, którzy zbierają pozostałości i budują z tego nowe obiekty. Są tu delikatne wzmianki o społeczności sprzed 100 lat (zwanej Aniołami, ponieważ nie tylko byli bardzo rozwinięci technologicznie), która zamieszkiwała Wielką Korporację, o jakiejś burzy, która trwała rok i przetrzebiła ludzkość oraz o wojnie, która także dokonała zniszczenia. Pozostali przy życiu Aniołowie zbudowali miasto pod kopułą, na którym odlecieli i dryfują wokół Ziemi. Dzieci Aniołów, które pozostały na powierzchni planety, zestarzały się tu i mają wiedzę o przeszłości, uznawani są za mędrców. Nowych tubylców fascynują np. slajdy, których szamanki używają do wróżenia przyszłości osadników. W osadzie jest pełno dziwnych artefaktów pozbieranych z ruin budynków, (które to rzeczy dla nas ludzi XXI w. są zwyczajne, a dla osób żyjących w czasie po zniszczeniu rozwiniętej technologicznie cywilizacji, którzy nigdy ich nie widzieli, stanowią zagadkę), np. sztuczna noga, obrazy, kryształy, itp. Zapada w pamięć scena, kiedy ojciec i syn palą ognisko na szosie i patrzą na pozostałości dawnej cywilizacji - kręte autostrady, węzły drogowe, mosty, zrujnowane miasta i zastanawiają się nad ich ówczesnym zastosowaniem. 'Droga służyła do zabijania'. No tak, pośrednio :) Syn zakochany w dziewczynie ze swojej osady postanawia wyruszyć na jej poszukiwanie, kiedy ona odchodzi z grupą handlarzy. Związek ten przypomina mi relację osoby uzależnionej z unikową. Chłopak goni za dziewczyną, a ona ma go gdzieś. W końcu jakimś sposobem okazuje się, że przekształca się w Anioła z tych mieszkających ponad Ziemią... I właśnie te pozostale 1/3 książki, kiedy pojawia się temat pięciu tajemniczych kuli przechowujących ważne awatary Aniołów, i które w innej osadzie z pomocą osób wtajemniczonych wchodzą w określone osoby i dzięki temu odżywają w ludzkim ciele, cała ta późniejsza filozofia i przeskok do Aniołów i ich egzystencji, tego już mój mózg nie mógł przetrawić. Brakuje jakichś fundametalnych danych, żeby sobie poskładać w głowie co do czego pasuje w całej tej historii. Jednak ta opowieść mogłaby z powodzeniem służyć jako scenariusz do animowanego filmu utrzymanego w przyrodniczo-dystopijnym klimacie. Na koniec dodam, że bardzo podobała mi się scena odnalezienia przy drodze gipsowej głowy jakiegoś pomnika, w której główny bohater pomieszkiwal przez jakiś czas :) Jak ktoś lubi dziwne książki, to polecam.
Draconina - awatar Draconina
oceniła na 7 3 miesiące temu
Biegając z nożyczkami  Augusten Burroughs
Biegając z nożyczkami
Augusten Burroughs
Rodzice trzynastoletniego Augustena - znużony, wiecznie nieobecny alkoholik oraz niedoszła egzaltowana poetka - przechodzą przez rozwód. Ojciec w ogóle nie interesuje się chłopcem i odchodzi do nowej rodziny, matka zaś popada w kryzys psychiczny i postanawia oddać syna pod opiekę swojemu psychiatrze, doktorowi Finchowi, przy którym Timothy Leary mógłby uchodzić za eksperta z Radia Maryja. Rodzina Finchów żyje w brudzie, bez żadnych reguł, dzieci nie muszą chodzić do szkoły, sprzątać, myć się, mogą za to palić trawkę, upijać się i uprawiać seks z dorosłymi. Dr Finch uważa, że trzynastolatek jest już dorosłym, więc nie należy przeszkadzać mu w zażywaniu narkotyków ani w "związku" z ponad połowę starszym chłopem. Zamiast zająć się dziećmi, woli szukać znaków od Boga we własnym stolcu albo oddawać się masturbacji w specjalnie przeznaczonym do tego pokoju. Z kolei Deirdre Burrougs oddaje się pasji pisarskiej, wypierdując swoje żenujące poematy, albo wdając w romanse, o których opowiada synowi prosząc, by mówił jej na "ty". W takich warunkach spragniony stabilizacji i normalności Augusten będzie musiał spędzić kolejną dekadę swojego życia. Nie wiem jakim cudem ta pozycja znalazła się w bibliotece dla dzieci i młodzieży - owszem, autor opowiada o byciu nastolatkiem, jednak w książce roi się od ostrych scen erotycznych, gdzie czytamy co kto komu i w jaki sposób robi, np jak Augusten widzi swoją matkę uprawiającą seks oralny z inną kobietą. Opisano także seksualną relację trzynastoletniego Augustena z trzydziestoletnim mężczyzną - nie potrafię zrozumieć, czemu osoby piszące o książce nazywają to "związkiem" i "romansem", nie można mówić o żadnym związku, gdy stary dziad uprawia seks z chłopcem, który jest jeszcze w podstawówce. Już sama ta zawartość mogłaby być zrozumiałym powodem, dla którego Biegając z nożyczkami była głośną książką. Kolejny jest pozew sądowy, który autorowi wytoczyła rodzina doktora Rodolpha H. Turcotte'a - przedstawionego w książce jako dr Finch. Rodzina Turcotte uważa, że Burroughs większość scen ze swojego pamiętnika zmyślił i nie miały one miejsca. Co gorsza, mieli pretensje, że przez książkę (a potem również przez adaptację filmową) byli szykanowani i atakowani. Jako bohater-narrator Burroughs stara się pokazać swoją przemianę na przestrzeni lat. Opowieść zaczyna zagubione dziecko spragnione reguł, porządku i stabilizacji, potem kontynuuje są nastolatek zafascynowany rzeczami, które może odkrywać dzięki zaniedbaniu przez dorosłych i które go pochłaniają - kończy dorastający młody mężczyzna, powoli zaczynający rozumieć, że to, co przeżył, nie było miłością, tylko przemocą i szukający swojego miejsca w świecie. Z jednej strony Augusten wciąż tęskni za jakimś porządkiem i normalnością, z drugiej ma poczucie, że nie pasuje do tego, co uchodzi za normalne (np. szkoła) i że nie umie dostosować się do tego, jak żyją inni. Przypominały mi się wspomnienia Christiane, berlińskiej narkomanki, której również rodzice pozwalali na wszystko w imię uszanowania jej "wolności" i której tak samo przyniosło to więcej szkody niż pożytku - zresztą Burroughs ostatecznie został osobą uzależnioną tak samo jak Christiane. Augusten stwierdza w pewnym momencie, że "gdy nikt nie mówi ci co masz robić, nikt też nie mówi ci czego masz nie robić". Biegając z nożyczkami odbieram jako krytykę całego pokolenia lat 60., które nie potrafiło dorosnąć i zmusiło swoje dzieci do tego, by wychowywały się same. Książka Burroughsa jest ciekawa, ale momentami tak niesmaczna, że nie wzruszył mnie nawet znaleziony między stronami zasuszony gryzek. Raczej nie będę do niej wracać, nastomiast mogę z czystym sumieniem polecić film na jej podstawie, gdzie na szczęście oszczędzono widzowi oglądania genitaliów w akcji. Jedyna wada jest taka, że filmowy Augusten wygląda na dorosłego chłopaka, a w rzeczywistości miał zaledwie trzynaście lat.
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na 6 1 rok temu
Chłodny dotyk Albert Sánchez Piñol
Chłodny dotyk
Albert Sánchez Piñol
Kilka lat po I Wojnie Światowej. Irlandzki meteorolog udaje się na leżącą w pobliżu koła podbiegunowego wyspę, gdzie zamierza zająć się przez rok obserwacjami pogody. Jedynym mieszkańcem, którego zastaje na skalistym atolu, jest austriacki latarnik, który już od początku sprawia wrażenie nietowarzyskiego i nieokrzesanego dziwaka. Stacja meteorologiczna jest opuszczona, a po poprzednim badaczu nie ma żadnego śladu. Bohater postanawia wbrew wszystkim niepokojącym odkryciom pozostać na miejscu. Jednak szybko zauważa, że on i latarnik nie są jedynymi żywymi duszami na tej wyspie. Stworzenia… ogromna ilość obślizgłych, humanoidalnych stworzeń wypełza pod osłoną nocy z wody i szturmuje jego stację. Od tego czasu rozpoczyna się walka o przetrwanie. Znam wiele książek, które nie wykorzystały czy nawet zaprzepaściły swój początkowy potencjał. W przypadku tej niezwykłej perełki mamy do czynienia z odwrotną sytuacją. Opis fabuły mógłby równie dobrze pochodzić z kiepskiego czytadła klasy B. Jednak nie podążono w żadne rejony tandety czy taniej rozrywki. Łącząc elementy gotyckie, mityczne i baśniowe, autor stworzył mroczną i wciągającą intelektualnie historię przygodową, która utrzymuje czytelników w napięciu dzięki gęstej atmosferze i tajemniczym stworzeniom. Przez jego pięknie skonstruowaną narrację praktycznie się płynie. Jego literacki debiut przypomina mi trochę wypłynięcie na morze. Piñol snuje na początku podróży swoją specyficzną wizję rzeczywistości, w której porusza problem izolacji, strachu przed nieznanym, zachowania jednostek w ekstremalnych warunkach, tworząc skłaniającą do myślenia opowieść o przetrwaniu i narastającym szaleństwie. Im bardziej oddalamy się z tą historią od stabilnego brzegu, tym więcej odkrywamy detali. Mamy powolną degradację psychiki ludzkiej po wpływem niespotykanego stresu oraz małą alegorię do epoki podbojów kolonialnych, w trakcie których klasyfikowano miejscowych jako podludzi i usprawiedliwiono tą postawą swoje bestialstwa. Dużym atutem powieści jest również jej tajemniczość i niedosłowność. Pan Piñol wiedział, że brnięcie w zbędne szczegóły i serwowanie czytelnikowi informacji na tacy zabija w pewien sposób klimat. Autor zataja sporo, a jednocześnie nie spłyca swoich postaci, a ich przemyślenia stają się przez to jeszcze ciekawsze. Ta umiejętność przekazania dokładnie to, co ma służyć powieści, jest bardzo cenna, szczególnie gdy objawia się już w debiucie.
Ann-chan - awatar Ann-chan
ocenił na 8 1 rok temu
Doktorze, lecz się sam Anthony Burgess
Doktorze, lecz się sam
Anthony Burgess
Anthony Burgess, zanim zmarł na raka płuc oczywiście, był całkiem spoko gościem. Współcześni krytycy używają w odniesieniu do niego takich zwrotów jak: „autor wybitny”, „pisarz nietuzinkowy”. Zresztą wszyscy dobrze wiemy, jakim był geniuszem. Któż z nas nie zaczytywał się w ponad dwudziestu powieściach i o wiele większej liczbie innych tekstów uznanego Brytyjczyka? Któż z nas nie przesypiał nocy, by dokończyć kolejne dzieło faceta, który sam o sobie mówił: „kompozytor pisujący książki”? No właśnie, problem polega na tym, że prawie nikt. A już na pewno niewielu, zwłaszcza w naszym kraju. Choć krytyka nie szczędzi pochwał, a czytelnicy na całym świecie zachwycają się prozą Anthony’ego Burgessa, nad Wisłą próżno szukać miłośników jego talentu. Tak naprawdę kojarzony jest (jeśli w ogóle) wyłącznie z ekranizacją najpopularniejszej powieści, a i tak śmietankę z całego tego przedsięwzięcia spija (a raczej spijał) Stanley Kubrick, bo owa ekranizacja to niejaka Mechaniczna pomarańcza powstała na podstawie – i tu nie będzie niespodzianki – książki o tym samym tytule, którą szczęśliwie udało mi się przeczytać i niezdarnie zrecenzować w zeszłym roku. Streszczając tekst wyróżniony powyżej, powiem tak: byłem zachwycony! Minęło kilka miesięcy, a los ponownie się do mnie uśmiechnął, podtykając pod nos – tak dla równowagi – jedno z najmniej popularnych dzieł pisarza z Manchesteru, powieść Doktorze, lecz się sam. W tym momencie, by pobudzić apetyt ewentualnych czytelników, powinienem napisać coś w stylu: „Czy ponowne spotkanie z twórczością Burgessa okazało się równie udane co pierwsze? O tym w poniższej recenzji”. Pojadę jednak po bandzie, postawię kawę na ławę i już na samym starcie zaspoileruję do granic możliwości, pisząc we wstępie: zachwycił jeszcze bardziej niż w przypadku Mechanicznej pomarańczy. Fabuła… fabuła, fabuła, fabuła. Hmm, w przypadku tej książki nie jest łatwo jakkolwiek ją streścić, no ale spróbuję. Głównym bohaterem Doktorze, lecz się sam jest niejaki Edwin Spindrift i, co bardzo ważne, jest on doktorem ze specjalizacją z lingwistyki; warto również dodać, że tym, co odróżnia Edwina od większości londyńczyków, jest czarny kolor skóry. Sama akcja z kolei zaczyna się nagle i bez żadnych zbędnych wstępów w szpitalu, którego jednym z pacjentów jest właśnie nasz doktor. Na co jest leczony? Generalnie „na głowę”, choć nie jest to wcale tak oczywiste, ponieważ ogólnym powodem przyjęcia naszego bohatera na oddział są kłopoty z libido. Innymi słowy – nie potrafi, nie chce, nie może zaspokoić seksualnie żony ani w ogóle jakiejkolwiek kobiety. Po serii dziwnych i nierzadko przykrych badań lekarze orzekają, że problem tkwi w mózgu Edwina i niezbędne jest przeprowadzenie operacji. Już sam początek nazwać można co najmniej obiecującym, jednak najlepsze dopiero przed nami. Otóż okazuje się – a zapomniałem wcześniej dodać, że na co dzień Edwin mieszka na jakiejś zabitej dechami angielskiej prowincji (do szpitala z kolei trafił po wyprawie do Birmy) – że pani Spindrift (na imię jej Sheila) niespecjalnie lubi odwiedzać małżonka w szpitalu, za to niesamowicie spodobały jej się nocne uciechy powojennego Londynu (na dobrą sprawę trudno jest jednak ustalić dokładny czas, w jakim toczy się akcja powieści). Wypełniony różnej maści szumowinami bar „Kotwica” to nowa ulubiona miejscówka Sheili, która w ramach światowych dni dobroci dla zwierząt zaczyna podsyłać – w odwiedziny do szpitala – nowo poznanych w spelunie znajomych. Pewnego jednak dnia pan doktor lingwistyki, zaniepokojony o żonę oraz pewny tego, że nie potrzebuje żadnej operacji, ucieka z ośrodka, rozpoczynając tym samym niezwykle fascynującą podróż po najciemniejszych zakamarkach wielkiego miasta. Zanim przejdę dalej, pozwolę sobie przytoczyć przypadkowo zaznaczony w trakcie lektury cytat, dodając, że na tle całości nie jest on w wielce nadzwyczajny, jednak mimo wszystko… – Uważa pani, że lepiej być specem od radiologii niż poetą? – Oczywiście – w jej głosie pojawiła się nuta zawodowego ożywienia. – W końcu ratujemy ludziom życie, no nie? – Po co? – Jak to po co? – A jaki to ma sens ratować życie? Po co ludzie mają żyć, według pani? – To już nie moja sprawa – odparła powściągliwie. – Tego na kursie nie było. Brzmi dziwnie? Może i brzmi, a może nie; przede wszystkim jest to cytat ze „szpitalnej” części książki, „szpitalnej”, czyli tej grzeczniejszej, mniej surrealistycznej. Nie będę nawet wrzucał cytatów z dalszych stron, ponieważ nie da się tego – mówiąc kolokwialnie – załapać, ot tak, wyrwanego z kontekstu. Po ucieczce z placówki Edwin poznaje m.in. właścicieli „Kotwicy” – dwóch braci (Żydów, co ważne) lubujących się w nielegalnym handlu bimbrem, otyłą Niemkę, której pasje to sprzedawanie ciał własnych córek oraz upijanie się podwójnym ginem (obojętnie w jakiej kolejności), pasera zegarków (sikorów!) zarabiającego jako żywa reklama, gangstera z fetyszem biczowania, któremu nasz bohater wpadł w oko… itd. Czy zdradziłem zbyt wiele z treści tej, bądź co bądź, niedługiej powieści? Uwierzcie, że nie liznąłem nawet jeszcze tematu. Ciężko w kilku, a nawet kilkunastu zdaniach oddać treść książki, która zaskakuje na każdej kolejnej stronie, zwłaszcza gdy od samego początku w głowie czytelnika kłębią się pytania takie jak: Czy to się dzieje naprawdę? A może każde słowo, każda scena to wytwór chorej wyobraźni głównego bohatera? Co jest prawdą, a co fikcją? Jeśli komuś wydaje się w tym momencie, że rozpisuję się właśnie na temat jakiejś dziwacznie urojonej historyjki, szokującej wyłącznie zwrotami akcji, to w większym błędzie być nie może. Burgess naprawdę był geniuszem, o czym świadczyć mogą chociażby zabawy słowem. Edwin (poniekąd alter ego pisarza) co rusz wygłasza pełne pasji monologi na temat znaczenia kolejnych słów czy zwrotów, jest niezwykle spostrzegawczy, wyłapując najmniejsze potknięcia rozmówców – a jest co wyłapywać, bowiem dla kontrastu wszyscy pozostali bohaterowie posługują się nie dość że ulicznym slangiem, to w dodatku łamiąc wszelkie zasady składni. Zabieg to nieco podobny do tego, jaki pisarz zaserwował nam w Mechanicznej pomarańczy, a jednak inny, moim zdaniem ciekawszy i mimo wszystko bardziej przejrzysty. Rzecz jasna nocne eskapady, dzięki którym doktor Spindrift pozna całą gamę intrygujących indywiduów, skłonią bohatera do przemyśleń na temat sensu życia, wartości pieniądza, społecznej hierarchii i wielu, wielu innych. I być może właśnie to przekona kogoś, komu z braku innych zajęć zechciało się przeczytać tę recenzję, do sięgnięcia po dzieła Anthony’ego Burgessa. Możliwe, że kogoś innego zainteresują słowne gierki prowadzone przez autora lub surrealistyczny klimat powieści. Nie mam pojęcia – jednak ja kupuję to w całości i gdy tylko skończę pisać ten tekst, zacznę się rozglądać za kolejną powieścią niedocenianego nad Wisłą Brytyjczyka, ponieważ wart jest uwagi, jak mało który autor. PS Wady powieści nie zostały wymienione z jednego, prostego powodu – ta książka takowych nie posiada. *Recenzja ukazała się pierwotnie na stronie www.gloskultury.pl oraz na http://pisanepopijaku.pl
Stebbins - awatar Stebbins
ocenił na 9 9 lat temu

Cytaty z książki Chaotyczne akty bezsensownej przemocy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Chaotyczne akty bezsensownej przemocy