Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni

Okładka książki Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni
Massimo Pigliucci Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN nauki przyrodnicze (fizyka, chemia, biologia, itd.)
402 str. 6 godz. 42 min.
Kategoria:
nauki przyrodnicze (fizyka, chemia, biologia, itd.)
Format:
papier
Data wydania:
2019-11-05
Data 1. wyd. pol.:
2019-11-05
Liczba stron:
402
Czas czytania
6 godz. 42 min.
Język:
polski
ISBN:
9788301209162
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni



książek na półce przeczytane 744 napisanych opinii 661

Oceny książki Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni

Średnia ocen
7,2 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
8
2

Na półkach:

Krótko:
Książka jest rewelacyjna. Mapuje obszar współczesnej nauki, pokazując zarówno to, co naukowe, pseudonaukowe, jak i na pograniczu obu obszarów. Głównym celem autora jest podanie recepty na racjonalne, krytyczne myślenie. Składa się ona, przede wszystkim, z dwóch elementów: umiarkowanego sceptycyzmu i tzw. epistemologii cnót.

Trochę dłużej:
Do napisania krótkiej recenzji skłoniły mnie dwie umiarkowane (lub prawie negatywne) recenzje. Przy czym ta dłuższa, autorstwa Carmela, jest nietrafiona, pełna błędów interpretacyjnych, prawdopodobnie wynikających z nieżyczliwości wobec opinii wyrażanych w książce będącej recenzowaną.
Podejrzewam, że problemy ze zrozumieniem książki Pigliucciego mają swoje źródło w tym, że nie jest to książka stricte popularnonaukowa. Uogólniając, łączy ze sobą trzy mało popularne dyscypliny: historię nauki, filozofię nauki i epistemologię. Obraz nauki, a za nim także racjonalności, bo nauka jest produktem racjonalnego badania rzeczywistości, jaki się z książki wyłania, jest dosyć nieoczywisty, a w niektórych miejscach wręcz rozmyty. Nie należy jednak stąd wyprowadzać wniosku, że autor naukę dezawoułuje. Jest wręcz przeciwnie. To zdecydowany stronnik nauki, ale jednocześnie propagator rzetelnego i krytycznego myślenia, które czasami musi wziąć na warsztat opinie głoszone przez naukowców.
Pigliucci kolejno prowadzi nas z obszaru pseudonauki, prezentując rzeczowe, naukowe (sic!) argumenty, które pozwalają określić danych "dyscyplin" (np. astrologii, kreacjonizmu) jako nienaukowych i nieracjonalnych, przez obrzeża naukowości (np. SETI - program poszukiwania inteligentnych form życia pozaziemskiego), aż po naukowców, którzy trochę przesadzili, czyli zaczeli się wypowiadać na tematy, w których nie są specjalistami.
Jednym z ważniejszych punktów książki jest solidnie uargumentowane twierdzenie, że nie ma jednolitej metody naukowej, a różne metody naukowe. Co więcej, tzw. metoda naukowa jest formą pokutującego w społeczeństwie (i wśród naukowców) mitu, który ma swoje źródło w twierdzeniu, że metodologia fizyki jest tą wzorcową (teoria o silnym profilu matematycznym weryfikowana przez doświadczenie). Tymczasem, nie każda dyscyplina naukowa korzysta (i nie może korzystać) z takich lub podobnych metod. Ofiarą tego ultrakrytycznego myślenia padają również nauki humanistyczne, a przecież nasza wiedza o świecie i kultura nie zasadzają się wyłącznie na wiedzy specjalistycznej.
Pigliucci, co niezmiernie ciekawe, przytacza przykłady, kiedy to znani i cenieni naukowcy przekroczyli swoje kompetencje wypowiadając się, nieroztropnie, na tematy, co do których nie posiadają wiedzy specjalistycznej lub też absolutyzując wiedzę z dyscypliny, w której sami są specjalistami. Wpisuje się to w szerszy kontekst prezentowanego stanowiska, że nauka jest działalnością ludzką, czyli też narażoną na różne ludzkie słabości.
Książka jest spójnym, konsekwentnym wywodem traktującym nie tyle o nauce, co o krytycznym myśleniu, które musi rzetelnie zważyć argumenty i choćby na pozór absurdalne i beznadziejne kontrargumenty dotyczące danej kwestii. W końcowej części swojej książki Piglucci daje jasne wskazówki, jakie pytania powinien zadać sobie każdy człowiek, który chce być racjonalny i krytyczny. Nie wprost padającą konkluzją jest stwierdzenie, iż należy zachować dystans do siebie i swoich przekonań, bo być może wcale nie posiadają rzetelnej i logicznej podstawy, a także pokornym wobec szeroko pojętej nauki.

Krótko:
Książka jest rewelacyjna. Mapuje obszar współczesnej nauki, pokazując zarówno to, co naukowe, pseudonaukowe, jak i na pograniczu obu obszarów. Głównym celem autora jest podanie recepty na racjonalne, krytyczne myślenie. Składa się ona, przede wszystkim, z dwóch elementów: umiarkowanego sceptycyzmu i tzw. epistemologii cnót.

Trochę dłużej:
Do napisania krótkiej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

247 użytkowników ma tytuł Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni na półkach głównych
  • 213
  • 31
  • 3
23 użytkowników ma tytuł Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni na półkach dodatkowych
  • 10
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Fundamentalnie. Tak fizyka kwantowa i fizyka cząstek elementarnych wyjaśnia wszystko (oprócz grawitacji) Tim James
Fundamentalnie. Tak fizyka kwantowa i fizyka cząstek elementarnych wyjaśnia wszystko (oprócz grawitacji)
Tim James
O podstawach od podstaw „Fundamentalnie” to książka o fizyce dla każdego, kto chciałby przyswoić garść ogólników z osiągnięć tej nauki w XX. wieku. W szczególności chodzi o mechanikę kwantową jako nową wizję świata. Cząstki inaczej zachowują się niż wszystko co nas otacza. Z tego korzystają pisarze, by ponawiać próby zaskoczenia czytelników. Tim James to popularyzator wiedzy, który formalnie ma przygotowanie kierunkowe. Jego oferta nie wyróżnia się szczególnie na rynku możliwych prac promujących świat atomów. Wpadają w kilka pułapek z analogiami, odważnie wkracza w świat wzbudzeń próżni, bez których istnienie byłoby niemożliwe. Książka nie posiada wzorów i jest lekką opowieścią pokazującą kluczowe przełomy współczesnej fizyki, od Plancka po zderzacz LHC. Poprawnie balansuje między teoretycznymi faktami, eksperymentami myślowymi, praktycznymi realizacjami i niezbędną na założonym poziomie oględnością. Pilnowany status propedeutyczny książki dopełniają rysunki odręczne, celowo pozbawione detali. Treść, przebiegając od pierwszych idei kwantyzacji po najnowsze odkrycia cząstek elementarnych, skupia się na wydobyciu podstawowych składników kwantowej wyjątkowości – nielokalności, splątania i probabilistycznego charakteru pomiaru właściwości składników nanoskali. Zanim krytycznie o pewnych autorskich technikach dzielenia się wiedzą z pogranicza fizyki i filozofii, kilka słów o największych plusach. Kwarki. O tych składnikach uwięzionych w protonach i neutronach, James opowiedział wręcz brawurowo. Trudne modele teoretyczne chromodynamiki kwantowej sprowadził autor do trafnych i kluczowych obserwacji, które pobudzą wyobraźnię każdego czytelnika. Bez technikaliów, ale z przemyślaną strategią, dociera do sedna. Niemal równie zgrabnie, jakby przypadkiem, wyjaśnia istotę współczesnego rozumienia fotonów w ramach teorii pola, której powstanie wymagało wielkich umysłów na miarę Diraca czy Feynmana. W książce wygląda to tak: „Pole elektromagnetyczne jest łagodnym tłem dla naszego Wszechświata, ale jeśli jeden konkretny region zostanie wzbudzony, może spiąć się i skręcić w węzeł skoncentrowanej energii. Ten pakiet zaburzenia pola jest ‘kwantem pola elektromagnetycznego’. Grudka tła. Foton.” Kilka subtelnych wpadek w zasadzie nie przekreśla niemal dobrego ogólnego wrażenia. Wciąż jednak wypada pamiętać, że fotony o różnej barwie niosą jednak inną energię. Po raz kolejny zaobserwowałem też grząski grunt budujący się wokół analogii. Chociażby przykład z kolorowymi kotami i splątaniem kwantowym może prowadzić do nieporozumień, bo tak nakreślone nie oddaje wyjątkowości tego efektu w domenie nieklasycznej. Podobnie należy ocenić przykład z tzw. falą opóźnioną. Wciąż jednak opisowa plastyczność nieintuicyjnych procesów kwantowych u Jamesa spełnia swoją rolę. Chociażby komentarz do obiekcji Schrödingera, wobec kanonicznej interpretacji w postaci parafrazy z filmem „Toy Story”, był z kolei udany. Brak obserwacji przez człowieka stanowi swobodę egzystencji dla świata zabawek. Gdy jednak dochodzi do interakcji, pewne zachowania stają się ukrytą dynamiką. W szerszym kontekście, autor dobrze opowiedział o wynikającej z tego faktu ontologicznej niepełności naszej wiedzy o kwantach. W konsekwencji, pojawiają się ‘dysydencka’ koncepcja Bohma czy wieloświat Everetta, jako prominentne przykłady ucieczki przed probabilistycznym głównym nurtem interpretacyjnym. „Fundamentalnie” nie stawia sobie ambitnych celów w postaci dogłębności, puryzmu językowego zgodnego z tym, jak opisują świat kwantów specjaliści. Chodziło o skupienie się na istocie narracyjną swobodą meandrowania z kontrolowaniem kierunku, w którym powinny podążać myśli czytelnika. Znalazło się miejsce na najnowsze osiągnięcia (z drugiej dekady XXI wieku) i ugruntowane podstawy, które wciąż pozostawiają otwarte pytania o przejście między naszym determinizmem a atomowym prawdopodobieństwem. James dostępnością otwiera drzwi do dowolnego odbiorcy, bez żargonu oswaja każdego z trudną materią. DOBRE – 7/10
Carmel - awatar Carmel
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Kod kreatywności. Sztuka i innowacja w epoce sztucznej inteligencji Marcus du Sautoy
Kod kreatywności. Sztuka i innowacja w epoce sztucznej inteligencji
Marcus du Sautoy
Dlaczego matematyk zabiera się za pisanie książki o sztuce i kreatywności? Impulsem do jej napisania były sukcesy sztucznej inteligencji w grze w go, grze, w której maszyna miała nigdy nie być w stanie pokonać człowieka. Po tym jak AlphaGo (model-algorytm) pokonał w roku 2016 mistrza gry go Lee Sedola w stosunku 5 do 1, autor doznaje kryzysu egzystencjonalnego i zadaje kluczowe pytanie o to, czy on, matematyk, nie stanie się wkrótce zbędny, bo maszyny za chwilę będą w stanie ogarniać matematykę lepiej. Temat kreatywności, dzieł sztuki wyglądać może na rozpaczliwe poszukiwanie tego czegoś nieuchwytnego, czego nigdy nie sięgnie „algorytm”, a człowiek, uff, ma do tego po prostu dostęp. Mam wrażenie, że autor dokonując analizy aktu twórczego stara się wykazać, że mamy do czynienia z czymś koniec końców typowo i unikalnie ludzkim. Tak więc w książce mamy z jednej strony próbę wglądu w metody i podstawy algorytmów i systemów AI, z drugiej wycieczki w stronę sztuki, poszukiwania esencji aktu kreacji i dzieła, czy to w malarstwie czy muzyce czy bliższej autorowi matematyce. Wywód autora jest niewątpliwie erudycyjny, można się jednak zgubić w sprinterskim tempie przeskakiwania z tematu w temat, ale myślę, że każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie. Książka wydana została w 2019 roku, teraz jest początek 2025 roku i trzeba niestety stwierdzić, że część materiału i przemyśleń się po prostu zdezaktualizowała (po ludzku żal, że tak szybko?). Dzisiaj nikt już nie będzie chyba odmawiał kreatywności najnowszym modelom AI, oglądając wygenerowane na wskazany temat obrazy, w dowolnie wskazanym stylu. Kto nie słuchał jeszcze muzyki wygenerowanej z ostatnich modeli generujących dowolną muzykę niech to zrobi i zrozumie, że przykłady osiągnięć algorytmów i AI z 2019 pokazane przez autora jako jednak te gorsze, ‘bezduszne’ - to już przeszłość i z każdym dniem bardziej zamierzchła. Dzisiaj pytania o stosunek człowieka, AI, kreacji, współpracy, zagrożeń należy stawiać na nowo, i każdym dniem na nowo wraz z toczącą się rewolucją technologiczną sztucznej inteligencji i przemianami w polityce i świecie. I ta książka, mimo wskazanych braków, może temu jak najbardziej służyć.
BaroloZBiedronki - awatar BaroloZBiedronki
ocenił na 6 1 rok temu
Zagubione w matematyce. Fizyka w pułapce piękna Sabine Hossenfelder
Zagubione w matematyce. Fizyka w pułapce piękna
Sabine Hossenfelder
„W fizyce teorie są zbudowane z matematyki. Posługujemy się nią nie dlatego, że chcemy odstraszyć ludzi niezaznajomionych z geometrią różniczkową i algebrami Liego z gradacją; posługujemy się nią, ponieważ jesteśmy głupcami. Matematyka pozwala nam zachować rzetelność – chroni nas przed okłamywaniem samych siebie i innych. Z matematyką można się mylić, ale nie da się kłamać.” Niemiecka fizyczka i filozofka Sabine Hossenfelder w swojej książce pt. „Zagubione w matematyce. Fizyka w pułapce piękna” postanowiła skomentować aktualny zastój w fizyce wysokich energii opowieścią o tytułowej pułapce piękna teorii fizycznych i wynikających z tego konsekwencjach. Hossenfender za główny cel obrała sobie odpowiedź na pytanie czy opis rzeczywistości w najbardziej fundamentalnej skali musi być wyrażony poprzez eleganckie i piękne w swojej formie prawa fizyczne. W tym celu przeprowadza rozmowy z wieloma znamienitymi fizykami, np. Nimą Arkani-Hamedem, Frankiem Wilczkiem czy nieżyjącym już Stevenem Weinbergiem. Będąc w opozycji do swoich interlokutorów uważa, iż natury nie interesuje piękno, dlatego też wobec każdego konstruktu fizycznego trzeba postawić jasne wymagania – określone predykcje eksperymentalne. Mniejsze znaczenie, według niej, ma sama forma równań, a jeszcze mniejsze wyłaniająca się z nich naturalność albo precyzyjnie dostrojone. Laik (jak jak) raczy jednak zapytać – o co w ogóle chodzi z naturalnością i dostrojeniem? No i w tym momencie zaczynają się schody… Autorka tak ujmuje sprawę: „Jak wyjaśniłam, większość zagadnień, którymi obecnie zajmujemy się w fizyce fundamentalnej, ma związek z numerycznymi koincydencjami. Precyzyjne dostrojenie masy Higgsa, silny problem CP, mała wartość stałej kosmologicznej – nie są to niespójności; to przeczucia natury estetycznej.” Naturalność w największym z możliwych uogólnień to brak ww. „numerycznych koincydencji” lub arbitralnie dodanych składników teorii, jak np. wyznaczonych doświadczalnie mas cząstek Modelu Standardowego. Precyzyjne dostrojenie natomiast dopuszcza tego typu dodatki w modelu fizycznym. Zasadniczo, większa część książki została poświęcona problemom dzisiejszej fizyki teoretycznej, która znalazła się w swego rodzaju ślepym zaułku. Hossenfelder upatruje przyczyn stagnacji nie tylko w umiłowaniu teoretyków do piękna lecz także coraz większej komercjalizacji i urynkowieniu nauki (wyścigi po granty), uleganiu błędom poznawczym, a także konformizmowi badaczy, skupionych w największych ośrodkach naukowych głównego nurtu (teoria strun), często będących hamulcowymi innowacyjności. Jak widać, to wszystko kwestie wewnętrzne środowiska fizycznego co czyni tę pozycję dosyć trudną dla czytelnika poszukującego ciekawych treści popularnonaukowych. Niemniej, autorka przy okazji objaśniła niektóre pojęcia fizyczne bardzo rzetelnie i profesjonalnie; bez zbędnych analogii i przekłamań; sama „czysta” fizyka, acz bez matematyki. Wystarczy choćby spojrzeć na opis funkcji falowej: „Sama funkcja falowa nie odpowiada żadnej obserwowanej wielkości, ale na podstawie jej wartości bezwzględnej można obliczać prawdopodobieństwa dla pomiarów fizycznych obserwabli – z wyjątkiem szczególnych okoliczności wynik pojedynczego pomiaru jest nieprzewidywalny.” s. 78 „Zaczyna się od funkcji falowej. Jest to matematyczny obiekt opisujący dany układ fizyczny. Często mówi się o niej jako o zadającej stan układu, jednakże – i tu zaczyna robić się ślisko – nie da się jej obserwować poprzez jakikolwiek pomiar. Funkcja falowa jest tylko czymś pośrednim; można za jej pomocą tylko obliczyć prawdopodobieństwa możliwych pomiarów pewnych obserwabli. To jednak oznacza, że po pomiarze funkcja falowa musi ulegać swego rodzaju aktualizacji, tak aby zmierzony stan miał teraz prawdopodobieństwo równe 1. Aktualizacja ta – określana niekiedy mianem „kolapsu lub redukcji” – jest natychmiastowa; następuje w tej samej chwili dla całej funkcji falowej, bez względu na to, jak szeroko funkcja ta była rozprzestrzeniona. Jeśli na przykład obejmowała swoim zasięgiem dwie odległe wyspy, to dokonanie pomiaru na jednej z nich determinuje prawdopodobieństwo na drugiej. To nie jest eksperyment myślowy; takie doświadczenie faktycznie przeprowadzono” s. 174 Podsumowując, bardzo przyjemnie spędziłem czas przy lekturze „Zagubione w matematyce”, nawet jeśli nie do końca do mnie skierowany był centralny przekaz. Na minus jedynie fakt, iż miałem nieodparte wrażenie dużego żalu autorki do swoich kolegów po fachu za to, że zwyczajnie nie słuchają jej rad. Jednakowoż, nie polecam tej książki osobom szukającym "fizycznej rozrywki". Polecam wyłącznie tym, których bardziej interesują specyficzne problemy społeczności fizycznej aniżeli samej fizyki. 8/10
Konrad - awatar Konrad
ocenił na 8 2 lata temu
Nowe oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem Steven Pinker
Nowe oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem
Steven Pinker
To połączenie intrygującego tytułu i pięknej okładki (lepszej, niż z wydania oryginalnego!) zadecydowało o moim niegdysiejszym zakupie tej książki. Później na długie miesiące trafiła do czytnikowej poczekalni (jak wiele innych), ale to właśnie w jej wypadku (a przecież nie zawsze) pamiętam o motywacji towarzyszącej jej zakupowi. Rozum, humanizm, nauka i postęp - oto czterej Jeźdźcy Oświecenia i ich nowemu opisowi (czy przedefiniowaniu ich na język pojęciowy współczesności) poświęca profesor kogniwistyki swą książkę. Początkowo chciałoby się w Nim zobaczyć kolejnego amerykańskiego mądralę (“mądraliński-sraliński, Bartłoczyk z radia!” jak mawiał jeden Pan Ferdek), ale - już po krótkim zagłębieniu się w tekst książki i ulegając erudycyjnemu czarowi jej Autora - przekonujemy się, że coś jest w tej narracji, co może nas mocno uwieść. Dlaczego jest więc aż tak dobrze, skoro jest przecież (z nami) tak źle? Bombardowani codziennie kolejnymi informacjami o wojnach, wypadkach, pijanych kierowcach kilku tych samych ciągle marek aut, czy “kończącej się“ Ziemi, nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, czy rzeczywiście mamy tylko lepszą dostępność do newsów odświeżających się co minutę, czy rzeczywiście jedziemy w dół jakąś równią? Dobrym więc współczesnym obiektywnym racjonalizmem w opisie świata jest statystyka i nią właśnie głównie posługuje się Autor, by uzmysłowić nam, że jednak żyjemy w czasach relatywnie pokojowych i nieprzemocowych. Ale nie tylko. Autor bowiem śmie dyskutować z takimi “oczywistościami” naszych czasów jak: kurczenie się lasów na świecie, wyczerpywanie surowców naturalnych, eksplozja demograficzna czy zmniejszanie chronionych obszarów globu. I robi to w sposób udany, bo pokazuje twarde liczbowe dowody (głównie w formie przekonujących wykresów - te wykresy to jakaś jego mania, ale i widowiskowy sposób dowodzenia swoich racji) na to, iż często jest zupełnie inaczej, niż intuicyjnie nam się wydaje, zwłaszcza, że nasze “intuicje” opieramy często na fałszującym obraz świata alarmistycznym (bo lepiej się sprzedającym) przekazie medialnym. Co dostajemy w zamian straszenia nas? Opis likwidacji promieniotwórczych zanieczyszczeń atmosfery, zanikanie kwaśnych deszczów, a nawet kurczenie się dziury ozonowej. I to wszystko dzieje się tu i teraz - na naszych oczach. A głównie dzięki licznym ponadnarodowym kompromisom i porozumieniom. I tylko nowojorczycy mają gorzej, bo ci rzekomo nie lubią oddychać powietrzem, którego nie widać… To jedynie ogólna wymowa tej książki bywa optymistyczna, bowiem Autor nie przeczy siedmiuset milionom ludzi żyjących w ubóstwie, dziesięciu tysiącom ofiar ludobójstwa w samym 2015 roku czy trzystu milionom ludzi z depresją (z których to osiemset tysięcy umrze śmiercią samobójczą). On tylko - na bazie mocnych danych - uzmysławia nam ogólne trendy i ogólną poprawę kondycji ludzkiej na każdym niemal polu, zmniejszania arsenałów jądrowych nie pomijając… To tylko obraz najlepszej wersji świata, jaką był on na przestrzeni znanej historii (i na bazie analizy okresów z dostępnymi badaniami statystycznymi). Po części opisującej dobrostan współczesnego człowieka na przestrzeni udokumentowanej jego historii, przychodzi również pora na opis współczesnych zjawisk (i ich przyczyn) oddalających się od naukowego opisu świata, czy wręcz od nauki się odwracających w kierunku ideologicznie podsycanych szamanizmów i teorii rodem ze średniowiecza. I na te ruchy i trendy znajduje Autor naukowe wyjaśnienia, a nam trudno się nie zgodzić z opisywanymi procesami, mogącymi zaburzać nasze percepcje rzeczywistości. W tej części narracja staje się mniej statystyczna, a sięga do licznych koncepcji teoretycznych z zakresu socjologii, psychologii a nawet i filozofii. Z jakże licznymi książkami czytanymi przeze mnie ostatnio dyskutuje ta pozycja! By wymienić tylko “Szóste wymieranie”, “Ostatnią minutę”, “Tamte czasy” czy “Manifest ciemności”. I dobrze - czasem warto uzmysłowić sobie, że można iść w poprzek ogólnie pesymistycznego nastawienia i… może mieć też nieco racji? Ciekawym wątkiem jest postulat zbliżenia humanistyki do nauki ścisłych, z którego to aliansu obie strony miałyby odnieść korzyść. Jak dwa skrzydła, na których nauka miałaby być rozpięta… Otrzymujemy więc postulat uniwersyteckiego szkolenia nowego typu: naukowców "biegłych w językach obu kultur". Czy Uniwersytet jest na to gotowy? Zasadniczej książki wymowy nie zmienia również i to, że w momencie jej ukończenia (2018 rok) Autor ani nie wiedział jeszcze o rosyjskiej agresji na Ukrainę (przynajmniej tej w pełnej skali), mającej wkrótce nadejść epidemii COVID-19, ani o ostatecznej likwidacji Obamacare przez administrację “Trump II” (wówczas pisał tylko jeszcze o takich zakusach Republikanów podczas pierwszej jego kadencji). Niemniej jednak rozumiemy, że i te wydarzenia nie odwracają ogólnych i mocno udokumentowanych trendów poprawy naszego życia w każdym aspekcie (tak ogólnie i tak globalnie). Wątek dotyczący wojny i przemocy, gdzie czytamy: “to oczywiście nie znaczy, że taka eskalacja jest niemożliwa, ale wskazuje, że regularna wojna uchodzi za coś nadzwyczajnego, coś, czego kraje próbują uniknąć (prawie) za wszelką cenę”, dziś pewnie musiałby zostać opatrzony suplementem typu “nie dotyczy Rosji Putina”... Trudno oskarżyć Autora o podleganie jakiemuś spolaryzowanemu politycznie lobby; jest on rzecznikiem racjonalizmu, oświeceniowości, humanizmu i nauki. I choć wprawdzie przytacza dane, iż obecnie na amerykańskich uczelniach 60% ich pracowników ma zapatrywania demokratyczne, a w książce ostro są krytykowani Republikanie - za ich wsteczny kierunek ideologiczny, to jednak - tam, gdzie na to zasługują - dostaje się i lewicowcom: za straszenie przeludnieniem, za demonizowanie energetyki i broni jądrowej, wyolbrzymianie skutków rzekomego wyczerpywania się surowców i zmian klimatycznych. Myślę więc, że książka ma ciekawy i odświeżający aspekt poznawczy, choć jedynie dla osób gotowych przyjmować racjonalny, naukowy i statystyczny opis świata. Jakoś tam pozwala przekraczać ograniczenia naszych hermetycznych baniek światopoglądowo-politycznych i uwspólniać poglądy na świat w całej jego - jednak - złożoności. Mi przydaje się do łagodzenia lęków egzystencjalnych, towarzyszących codziennej okołośniadaniowej prasówce w mediach elektronicznych; może jednak nie jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Lekturze książki i namysłowi nad nią sprzyja na pewno lekki i dowcipny język, pełen metafor i porównań. Tak, panowie profesorowie, powinno się pisać literaturę popularnonaukową w dziedzinach społeczno-ekonomicznych! Zresztą ten właśnie - pełen humoru - język ratuje książkę, którą w przeciwnym razie pewnie uznalibyśmy w pewnym momencie za nudną, gdy każdy kolejny rozdział powtarza tylko: “lepiej, lepiej, lepiej”… Siłą rzeczy i w sposób naturalny porównuję ją z “Tamtymi czasami” Caparosa i przyglądam się, jak różni się podejście naukowca od dziennikarza-reportera. Tu dostajemy może nawet bardziej usystematyzowany wykład, w którym swobodna (i przystępna) narracja przeplata się z ogromem danych poddanych naukowej walidacji. Nie wiem, czy całościowo nie staję w tym porównaniu po stronie harwardzkiego erudycyjnego mądrali?
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 9 5 miesięcy temu
Strzelby, zarazki i stal. Krótka historia ludzkości Jared Diamond
Strzelby, zarazki i stal. Krótka historia ludzkości
Jared Diamond
Książka amerykańskiego geografa i biologa ewolucyjnego, opublikowana po raz pierwszy w 1997 roku. Zdobyła wielkie uznanie, otrzymując m.in. Nagrodę Pulitzera w kategorii literatury faktu. Diamond podejmuje w niej próbę odpowiedzi na pytanie zadane przez papuaskiego polityka Yali: „Dlaczego biali ludzie posiadają tak wiele 'cargo' (zasoby dóbr materialnych), a my, czarni ludzie, mamy ich tak mało?”. Autor stawia tezę, że różnice w rozwoju cywilizacji wynikają nie z różnic rasowych, lecz z uwarunkowań geograficznych, klimatycznych i ekologicznych. Diamond argumentuje, że kluczowe dla rozwoju cywilizacji były: dostępność roślin i zwierząt do udomowienia (obszary takie jak Bliski Wschód, Chiny czy Mesoameryka miały korzystne warunki do uprawy roślin i hodowli zwierząt, co umożliwiło powstanie osiadłych społeczeństw); geografia i ośrodki rolnicze (ukształtowanie terenu oraz orientacja osi kontynentów sprzyjały rozprzestrzenianiu się rolnictwa i technologii); rozwój chorób zakaźnych (społeczeństwa rolnicze, żyjące w dużych skupiskach, były bardziej narażone na choroby, z których część stała się endemiczna, dając mieszkańcom tych obszarów odporność na nie) oraz innowacje technologiczne (dostęp do surowców oraz potrzeba obrony przed innymi społecznościami stymulowały rozwój technologii, takich jak broń czy narzędzia rolnicze). Książka była krytykowana za deterministyczne podejście, nadmierne uproszczenie i pomijanie roli ludzkiej decyzji oraz kultury w kształtowaniu historii. Zarzucano jej też brak uwzględnienia czynników społecznych i politycznych (wpływ struktur społecznych, politycznych i ideologicznych na rozwój cywilizacji) oraz ograniczonej analizie przypadków (niektóre regiony, takie jak Afryka Subsaharyjska, zostały przedstawione w sposób zbyt ogólny, co może prowadzić do uproszczeń i błędnych wniosków). Jednak „Strzelby, zarazki i stal” to ambitna próba wyjaśnienia globalnych nierówności rozwojowych. I chociaż należy ją czytać z pewnym dystansem, pozostaje ważnym punktem odniesienia w dyskusjach na temat historii i rozwoju cywilizacji. A czyta się ją rewelacyjnie. Trzeba przyznać, że Diamond pisze wyśmienicie!
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Trzeci szympans. Ewolucja i przyszłość zwierzęcia zwanego człowiekiem Jared Diamond
Trzeci szympans. Ewolucja i przyszłość zwierzęcia zwanego człowiekiem
Jared Diamond
Prawdziwa intelektualna wyprawa. Książka z nieomal „innej epoki” która wykazała się wyjątkową odpornością i naprawdę dobrze się zestarzała. Czy Diamond się mylił? Ależ oczywiście – jak np. w swoich twierdzeniach o tym, że „sapieńsi” i „Neadertale” to nie krzyżowali się. Dziś dzięki badaniom DNA wiemy, że jak najbardziej tak (choć chyba stosunkowo krótko, bo „wymiana” była mało korzystna – kobiety Sapiens nie mogły przeżyć porodu z takich związków). Czy to zmniejsza wartość pracy Diamonda? Tylko w niewielkim stopniu i nadal jego ciekawość i dobrze postawione pytanie, pokazuje jak szeroko można eksplorować przedmiot badań. Nauka ciekawość w czystej i wysoce stężonej dawce. Niekiedy te uwagi mogą być szersze jak np. gdy Diamond mówi o „Wielkim skoku” Cromiańczyków który zbiegł się w czasie z upadkiem Neadertalczyków. Dziś wiemy że skok nie był aż taki wielki i raczej rozłożony w czasie. Wcześniej jednak duża liczba stanowisk byłą skoncentrowana w Europie (Bo było najłatwiej) i tworzyło to wrażenie „pojawienia się” zaawansowanej technologii w krótkim czasie (a technologia mogła być następstwem skoku ewolucyjnego). Dziś wiemy więcej, nawet jednak jeśli nie był to skok to jednak nadal zmiana – a tą zmianę, to symboliczne 1,5% (różnicy w DNA nas a Szympansów) bada właśnie Diamond. To też swoisty spis treści jego późniejszych książek, tu wszystko się zaczęło a wiele tez zostało później znacznie rozbudowanych. No i najważniejsza rekomendacja – Harari mocno Diamonda czytał (i często go cytuje) także jeśli lubisz Harariego to możesz trochę ujrzeć co było inspiracją dla tych pomysłów – a inspiracja musiała być mocna. Polecam bo Diamond to mocna sprawa, pomimo tych zarzutów absolutne must have.
Petroniusz - awatar Petroniusz
ocenił na 10 14 dni temu
Heretycy, buntownicy, wizjonerzy. 22 podróże z największymi umysłami naszych czasów Karol Jałochowski
Heretycy, buntownicy, wizjonerzy. 22 podróże z największymi umysłami naszych czasów
Karol Jałochowski
Wartościowa książka, inspirująca zawartość i adekwatny do niej tytuł. Zwróćmy uwagę, jak dopracowana jest ta pozycja. Każda postać i wywiad opatrzone są autorską notą biograficzną i wprowadzeniem, które dobrze czyta się przed samym wywiadem. Suma summarum dostajemy portret postaci, a nie tylko jego wypowiedź. Zebrane wywiady w tym zbiorze K. Jałochowski, dziennikarz działu naukowego w Polityce i fizyk z wykształcenia, przeprowadził na przestrzeni wielu lat i publikował w Polityce. Wywiady publikowane na bieżąco w mediach mają wartość aktualności. W zależności od dziedziny, jedne tematy są bardziej gorące, inne nie stracą wiele na aktualności, jeśli opublikuje się je z pewnym poślizgiem czasowym. Niemniej zwykle pojawiają się na skutek liczącego się (medialnie, niestety) wydarzenia, np. otrzymanej nagrody, wydanej książki. Tymczasem kiedy wydaje się książkę z wyborem wywiadów (i nic nie stoi na przeszkodzie, by były wcześniej opublikowane), punkt ciężkości pada gdzie indziej. To prowadzący wywiady spina całość. Wybór jego pytań staje się w jakimś sensie „głównym bohaterem”, a rozmówcy, nawet tak wybitni jak w tej pozycji, są „bohaterami rozdziałów” i pośrednio wypełniają zbiorowo pewną misję — myśl przewodnią pomysłodawcy zbioru. Co warte podkreślenia, K. Jałochowski jest znającym się na rzeczy fachmanem. W miarę czytania szybko orientujemy się, że serwowane pytania są kompetentne, stymulujące do wymiany myśli. Tak prowadzony wywiad staje się rozmową dwóch umysłów inspirujących się nawzajem, przy czym pan Karol zawsze z należytą pokorą wobec autorytetu rozmówcy. Zatem to intencja Karola Jałochowskiego do wydania tychże wywiadów po raz wtóry, jest kluczowa, przesądzająca. Każdy z 22 wywiadów jest stosunkowo krótki, a mimo to nasyca -- jest w nich wszystko: wiedza, wizja, refleksja. Wielkie umysły to nie jedynie specjaliści w swej dziedzinie — to jednostki przekraczające granice myślenie — własne, środowiska i epoki. To filozofowie. Nierzadko samotnicy, wyrzuceni na rogatki nauki, gdzie z dala od środowiska dokonują przełomowych odkryć, w kontrze z oficjalnym nurtem. Z kolei naukowcy uznani, utytułowani, mający realny wpływ na oficjalny kierunek rozwoju nauki, mogą czuć się osamotnieni na szczycie. Autor przedstawił nam nie tylko konkretnych naukowców, ale na ich przykładach pokazał co przechodzą, by zachować niezależność myślenia. I wreszcie jak myślą i do czego to ich prowadzi. A to, że pojawia się w rozmowie temat transcendencji, czy kogoś, kto sięga po taką pozycję, może dziwić ? Książka nie jest łatwa. Dla dziennikarza fizyka dialog z innym umysłem ścisłym to zapewne przygoda -- intelektualna podróż. Dla czytelnika - humanisty to taka samotna pielgrzymka w stronę poznania, i nie wszystkim musi wystarczyć samozaparcia, by ją ukończyć. Jakkolwiek, zderzenie się z tą książką to podróż w stronę intelektualnego otwarcia. Więcej takich książek potrzebujemy w dzisiejszych czasach. PS. Niby wszystko się zmienia — YT, filmy wypierają słowo pisane — a jednak nadal tylko uznanymi książkami zdobywa się rangę rozpoznanego szerzej eksperta.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na 10 3 miesiące temu
Siedem krótkich lekcji fizyki Carlo Rovelli
Siedem krótkich lekcji fizyki
Carlo Rovelli
Książka Carla Rovelliego pt. „Siedem krótkich lekcji fizyki” to wyjątkowa próba przybliżenia laikom zawiłości współczesnej fizyki. Na zaledwie kilkudziesięciu stronach autor w przystępny sposób omawia najważniejsze osiągnięcia nauki XX wieku, takie jak ogólna teoria względności, mechanika kwantowa czy struktura wszechświata. Choć temat może wydawać się trudny, autor udowadnia, że naukę można opisać językiem zrozumiałym i inspirującym nawet dla osób, które nie mają specjalistycznej wiedzy. Największym atutem książki jest jej prostota i klarowność. Rovelli opowiada o fizyce z pasją, snując swoje wywody niczym fascynującą opowieść. Dzięki temu trudne pojęcia, takie jak zakrzywienie czasoprzestrzeni czy kwanty, stają się bardziej przystępne. Autor unika żargonu naukowego, skupiając się na wyjaśnieniu idei, które stoją za teoriami. Przykładem jest opis Einsteina, który odkrywa, że grawitacja to zakrzywienie przestrzeni, został podany w sposób niemal poetycki, co nadaje książce lekkości i zachęca do dalszej lektury. Każdy z siedmiu rozdziałów skupia się na innym aspekcie fizyki. Rovelli zaczyna od teorii względności, by później przejść do mechaniki kwantowej, struktury wszechświata, cząstek elementarnych czy ciepła czarnych dziur. Zakończenie książki jest wyjątkowo refleksyjne i filozoficzne — autor zastanawia się nad miejscem człowieka w kosmosie, co skłania czytelnika do głębszych przemyśleń. Ta część sprawia, że książka zyskuje uniwersalny wymiar, wykraczając poza fizykę i dotykając fundamentalnych pytań o nasze istnienie. Jednakże, mimo licznych zalet, książka ma też swoje wady. Dla czytelnika, który oczekuje szczegółowych wyjaśnień i pogłębionej analizy, może okazać się zbyt powierzchowna. Rovelli skacze między tematami, często rezygnując z dokładniejszego omówienia, co sprawia, że niektóre idee pozostają jedynie zarysowane. Może to być pewne rozczarowanie dla osób, które chciałyby bardziej zgłębić przedstawiane zagadnienia. Ponadto, książka nie rozwiewa wszystkich tajemnic fizyki — niektóre koncepcje, jak kwantowa natura rzeczywistości, mogą nadal wydawać się trudne do zrozumienia dla czytelnika bez przygotowania naukowego. Jednak to raczej cecha samego tematu niż niedopatrzenie autora. Warto również zwrócić uwagę na filozoficzny wymiar książki. Rovelli nie ogranicza się do przedstawienia suchych faktów naukowych — zadaje pytania o miejsce człowieka we wszechświecie, sens istnienia i granice ludzkiego poznania. Takie podejście nadaje książce głębi i sprawia, że czytelnik ma ochotę wracać do jej treści, by przemyśleć niektóre z poruszonych kwestii. W połączeniu z prostotą języka i licznymi metaforami, książka staje się nie tylko wprowadzeniem do fizyki, ale także łączy ją z filozoficznymi pytaniami myślenia i woli człowieka. Mimo tych drobnych niedociągnięć, „Siedem krótkich lekcji fizyki” to książka, która zachwyca swoją formą i przystępnością. Rovelli przypomina nam, jak piękny i tajemniczy jest świat fizyki, a jednocześnie udowadnia, że nauka może być pasjonującą przygodą intelektualną. To doskonała pozycja dla każdego, kto chce zrozumieć podstawy współczesnej fizyki i zastanowić się nad swoim miejscem w wszechświecie. Moja ocena: 8/10. Książka spełnia swoje zadanie jako wprowadzenie do fizyki, ale brak głębszych analiz może pozostawić niedosyt u bardziej dociekliwych czytelników. Również ostatni rozdział poruszający bardziej filozoficzne tematy był zaskoczeniem, w moim odczuciu zbyt zmieniającym ciągłość i ton wypowiedzi. Niemniej jednak, Carlo Rovelli zasługuje na uznanie za umiejętność mówienia o nauce w sposób przystępny i inspirujący. Autor: Julia Wojtczuk
JuliaWojtczuk Wojtczuk - awatar JuliaWojtczuk Wojtczuk
ocenił na 8 1 rok temu
Praca bez sensu. Teoria David Graeber
Praca bez sensu. Teoria
David Graeber
Czy robiliście kiedykolwiek w pracy zadanie, które było kompletnie bez sensu? To jest pytanie retoryczne. Nie znam osoby, która odpowiedziałaby przecząco. Idźmy więc głębiej. Ile szacunkowo Twoich zadań wydaje Ci się bez sensu? Ile zadań, które zostały zlecone, to te, które miały istotny wpływ na Twoją pracę, wynik finansowy organizacji, motywację zespoły? Ile ze wszystkich Twoich zadań miało jakikolwiek sens? Na te właśnie pytania udziela odpowiedzi wybitny, niestety już nieżyjący, wykładowca akademicki, antropolog David Graeber. Książka obfituje w liczne przykłady pracy bez sensu. Wskazuje niepotrzebną biurokrację, zatrudnianie osób o bliżej nieokreślonym profilu stanowiska, a nawet w swoich rozważaniach idzie znacznie dalej wskazując konkretne zawody, które są bez sensu. Do takich zawodów o dziwo zalicza … m.in. zawód prawnika. Graeber obala mit o tym, że praca bez sensu jest tylko domeną sektora publicznego wraz z rzeszą urzędników, którzy spokojnie wykonywaliby tą samą pracę nawet, gdyby było ich o połowę mniej. Dlatego „Praca bez sensu” to jest również książka o bezmyślnym marnotrawieniu pieniędzy. Graeber zdaje kłam tezom, że wysoko opłacana praca daje porównywalne do nakładów finansowych wymierne efekty. W ramach tych rozważań Graeber wymienia złożone prace bez sensy przyjmujące różne formy, a często mające swoje źródła w branży technologicznej. I tutaj też mogą pojawić się pewne nieścisłości w teoriach autora. Są one jak drobne, ale widoczne pęknięcia na ścianie. Można przyjąć hipotetycznie, że 90% działań w branży technologicznej jest bez sensu, tyle że pozostałe 10% prac może stanowić wartość dającą przełom. Czy bez nakładów pracy, mogącej znaleźć się pod mianownikiem „bez sensu” da się osiągnąć tą kluczową wartość tworzącą wymierne efekty? Odpowiedzi na to pytanie z oczywistych względów w tej książce nie znajdziemy. Oczywistych, bo mocno podważyłaby ona teorie stanowiące oręż autora w tej pozycji. Znajdziemy natomiast jeszcze jedną ciekawą przestrzeń do analizy. Mianowicie jak prace bez sensu wpływa na motywację pracowników do jej wykonywania. Świadomość braku celowości pracy działa tutaj destrukcyjnie. Obniża morale, zabiera energię. Dziwi zatem jej powszechność. Dziwi jeszcze bardziej, bo to praca i zadania z nią związane mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Przecież podstawowym narzędziem każdego Managera powinna być metodologia SMART, która w swej jasności i prostocie mówi o cechach wyznaczonych celów by były : konkretne, mierzalne, osiągalne, istotne i mierzalne w czasie. Czy więc powszechne stosowanie SMART wyzwoliłby pracowników z okowów pracy bez sensu? Na pewno w dużej mierze tak. Dlaczego zatem nie jest stosowana. Takie sugestie w książce Graebera padają. Powód jest trywialny. Metodologia SMART nie jest powszechnie stosowana, bo wtedy okazałoby się, że praca większości osób zarządzających … jest po prostu bez sensu. https://www.instagram.com/biznes_na_stronach/
biznes_na_stronach - awatar biznes_na_stronach
ocenił na 6 24 dni temu

Cytaty z książki Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni