Nowe oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem
To połączenie intrygującego tytułu i pięknej okładki (lepszej, niż z wydania oryginalnego!) zadecydowało o moim niegdysiejszym zakupie tej książki. Później na długie miesiące trafiła do czytnikowej poczekalni (jak wiele innych), ale to właśnie w jej wypadku (a przecież nie zawsze) pamiętam o motywacji towarzyszącej jej zakupowi.
Rozum, humanizm, nauka i postęp - oto czterej Jeźdźcy Oświecenia i ich nowemu opisowi (czy przedefiniowaniu ich na język pojęciowy współczesności) poświęca profesor kogniwistyki swą książkę. Początkowo chciałoby się w Nim zobaczyć kolejnego amerykańskiego mądralę (“mądraliński-sraliński, Bartłoczyk z radia!” jak mawiał jeden Pan Ferdek), ale - już po krótkim zagłębieniu się w tekst książki i ulegając erudycyjnemu czarowi jej Autora - przekonujemy się, że coś jest w tej narracji, co może nas mocno uwieść.
Dlaczego jest więc aż tak dobrze, skoro jest przecież (z nami) tak źle? Bombardowani codziennie kolejnymi informacjami o wojnach, wypadkach, pijanych kierowcach kilku tych samych ciągle marek aut, czy “kończącej się“ Ziemi, nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, czy rzeczywiście mamy tylko lepszą dostępność do newsów odświeżających się co minutę, czy rzeczywiście jedziemy w dół jakąś równią? Dobrym więc współczesnym obiektywnym racjonalizmem w opisie świata jest statystyka i nią właśnie głównie posługuje się Autor, by uzmysłowić nam, że jednak żyjemy w czasach relatywnie pokojowych i nieprzemocowych.
Ale nie tylko. Autor bowiem śmie dyskutować z takimi “oczywistościami” naszych czasów jak: kurczenie się lasów na świecie, wyczerpywanie surowców naturalnych, eksplozja demograficzna czy zmniejszanie chronionych obszarów globu. I robi to w sposób udany, bo pokazuje twarde liczbowe dowody (głównie w formie przekonujących wykresów - te wykresy to jakaś jego mania, ale i widowiskowy sposób dowodzenia swoich racji) na to, iż często jest zupełnie inaczej, niż intuicyjnie nam się wydaje, zwłaszcza, że nasze “intuicje” opieramy często na fałszującym obraz świata alarmistycznym (bo lepiej się sprzedającym) przekazie medialnym.
Co dostajemy w zamian straszenia nas? Opis likwidacji promieniotwórczych zanieczyszczeń atmosfery, zanikanie kwaśnych deszczów, a nawet kurczenie się dziury ozonowej. I to wszystko dzieje się tu i teraz - na naszych oczach. A głównie dzięki licznym ponadnarodowym kompromisom i porozumieniom. I tylko nowojorczycy mają gorzej, bo ci rzekomo nie lubią oddychać powietrzem, którego nie widać…
To jedynie ogólna wymowa tej książki bywa optymistyczna, bowiem Autor nie przeczy siedmiuset milionom ludzi żyjących w ubóstwie, dziesięciu tysiącom ofiar ludobójstwa w samym 2015 roku czy trzystu milionom ludzi z depresją (z których to osiemset tysięcy umrze śmiercią samobójczą). On tylko - na bazie mocnych danych - uzmysławia nam ogólne trendy i ogólną poprawę kondycji ludzkiej na każdym niemal polu, zmniejszania arsenałów jądrowych nie pomijając… To tylko obraz najlepszej wersji świata, jaką był on na przestrzeni znanej historii (i na bazie analizy okresów z dostępnymi badaniami statystycznymi).
Po części opisującej dobrostan współczesnego człowieka na przestrzeni udokumentowanej jego historii, przychodzi również pora na opis współczesnych zjawisk (i ich przyczyn) oddalających się od naukowego opisu świata, czy wręcz od nauki się odwracających w kierunku ideologicznie podsycanych szamanizmów i teorii rodem ze średniowiecza. I na te ruchy i trendy znajduje Autor naukowe wyjaśnienia, a nam trudno się nie zgodzić z opisywanymi procesami, mogącymi zaburzać nasze percepcje rzeczywistości. W tej części narracja staje się mniej statystyczna, a sięga do licznych koncepcji teoretycznych z zakresu socjologii, psychologii a nawet i filozofii.
Z jakże licznymi książkami czytanymi przeze mnie ostatnio dyskutuje ta pozycja! By wymienić tylko “Szóste wymieranie”, “Ostatnią minutę”, “Tamte czasy” czy “Manifest ciemności”. I dobrze - czasem warto uzmysłowić sobie, że można iść w poprzek ogólnie pesymistycznego nastawienia i… może mieć też nieco racji?
Ciekawym wątkiem jest postulat zbliżenia humanistyki do nauki ścisłych, z którego to aliansu obie strony miałyby odnieść korzyść. Jak dwa skrzydła, na których nauka miałaby być rozpięta… Otrzymujemy więc postulat uniwersyteckiego szkolenia nowego typu: naukowców "biegłych w językach obu kultur". Czy Uniwersytet jest na to gotowy?
Zasadniczej książki wymowy nie zmienia również i to, że w momencie jej ukończenia (2018 rok) Autor ani nie wiedział jeszcze o rosyjskiej agresji na Ukrainę (przynajmniej tej w pełnej skali), mającej wkrótce nadejść epidemii COVID-19, ani o ostatecznej likwidacji Obamacare przez administrację “Trump II” (wówczas pisał tylko jeszcze o takich zakusach Republikanów podczas pierwszej jego kadencji). Niemniej jednak rozumiemy, że i te wydarzenia nie odwracają ogólnych i mocno udokumentowanych trendów poprawy naszego życia w każdym aspekcie (tak ogólnie i tak globalnie). Wątek dotyczący wojny i przemocy, gdzie czytamy: “to oczywiście nie znaczy, że taka eskalacja jest niemożliwa, ale wskazuje, że regularna wojna uchodzi za coś nadzwyczajnego, coś, czego kraje próbują uniknąć (prawie) za wszelką cenę”, dziś pewnie musiałby zostać opatrzony suplementem typu “nie dotyczy Rosji Putina”...
Trudno oskarżyć Autora o podleganie jakiemuś spolaryzowanemu politycznie lobby; jest on rzecznikiem racjonalizmu, oświeceniowości, humanizmu i nauki. I choć wprawdzie przytacza dane, iż obecnie na amerykańskich uczelniach 60% ich pracowników ma zapatrywania demokratyczne, a w książce ostro są krytykowani Republikanie - za ich wsteczny kierunek ideologiczny, to jednak - tam, gdzie na to zasługują - dostaje się i lewicowcom: za straszenie przeludnieniem, za demonizowanie energetyki i broni jądrowej, wyolbrzymianie skutków rzekomego wyczerpywania się surowców i zmian klimatycznych.
Myślę więc, że książka ma ciekawy i odświeżający aspekt poznawczy, choć jedynie dla osób gotowych przyjmować racjonalny, naukowy i statystyczny opis świata. Jakoś tam pozwala przekraczać ograniczenia naszych hermetycznych baniek światopoglądowo-politycznych i uwspólniać poglądy na świat w całej jego - jednak - złożoności. Mi przydaje się do łagodzenia lęków egzystencjalnych, towarzyszących codziennej okołośniadaniowej prasówce w mediach elektronicznych; może jednak nie jest tak źle, skoro jest tak dobrze?
Lekturze książki i namysłowi nad nią sprzyja na pewno lekki i dowcipny język, pełen metafor i porównań. Tak, panowie profesorowie, powinno się pisać literaturę popularnonaukową w dziedzinach społeczno-ekonomicznych! Zresztą ten właśnie - pełen humoru - język ratuje książkę, którą w przeciwnym razie pewnie uznalibyśmy w pewnym momencie za nudną, gdy każdy kolejny rozdział powtarza tylko: “lepiej, lepiej, lepiej”…
Siłą rzeczy i w sposób naturalny porównuję ją z “Tamtymi czasami” Caparosa i przyglądam się, jak różni się podejście naukowca od dziennikarza-reportera. Tu dostajemy może nawet bardziej usystematyzowany wykład, w którym swobodna (i przystępna) narracja przeplata się z ogromem danych poddanych naukowej walidacji. Nie wiem, czy całościowo nie staję w tym porównaniu po stronie harwardzkiego erudycyjnego mądrali?
Opinia
Wartościowa książka, inspirująca zawartość i adekwatny do niej tytuł.
Zwróćmy uwagę, jak dopracowana jest ta pozycja. Każda postać i wywiad opatrzone są autorską notą biograficzną i wprowadzeniem, które dobrze czyta się przed samym wywiadem. Suma summarum dostajemy portret postaci, a nie tylko jego wypowiedź.
Zebrane wywiady w tym zbiorze K. Jałochowski, dziennikarz działu naukowego w Polityce i fizyk z wykształcenia, przeprowadził na przestrzeni wielu lat i publikował w Polityce.
Wywiady publikowane na bieżąco w mediach mają wartość aktualności. W zależności od dziedziny, jedne tematy są bardziej gorące, inne nie stracą wiele na aktualności, jeśli opublikuje się je z pewnym poślizgiem czasowym. Niemniej zwykle pojawiają się na skutek liczącego się (medialnie, niestety) wydarzenia, np. otrzymanej nagrody, wydanej książki.
Tymczasem kiedy wydaje się książkę z wyborem wywiadów (i nic nie stoi na przeszkodzie, by były wcześniej opublikowane), punkt ciężkości pada gdzie indziej. To prowadzący wywiady spina całość. Wybór jego pytań staje się w jakimś sensie „głównym bohaterem”, a rozmówcy, nawet tak wybitni jak w tej pozycji, są „bohaterami rozdziałów” i pośrednio wypełniają zbiorowo pewną misję — myśl przewodnią pomysłodawcy zbioru. Co warte podkreślenia, K. Jałochowski jest znającym się na rzeczy fachmanem. W miarę czytania szybko orientujemy się, że serwowane pytania są kompetentne, stymulujące do wymiany myśli. Tak prowadzony wywiad staje się rozmową dwóch umysłów inspirujących się nawzajem, przy czym pan Karol zawsze z należytą pokorą wobec autorytetu rozmówcy.
Zatem to intencja Karola Jałochowskiego do wydania tychże wywiadów po raz wtóry, jest kluczowa, przesądzająca.
Każdy z 22 wywiadów jest stosunkowo krótki, a mimo to nasyca -- jest w nich wszystko: wiedza, wizja, refleksja. Wielkie umysły to nie jedynie specjaliści w swej dziedzinie — to jednostki przekraczające granice myślenie — własne, środowiska i epoki. To filozofowie. Nierzadko samotnicy, wyrzuceni na rogatki nauki, gdzie z dala od środowiska dokonują przełomowych odkryć, w kontrze z oficjalnym nurtem. Z kolei naukowcy uznani, utytułowani, mający realny wpływ na oficjalny kierunek rozwoju nauki, mogą czuć się osamotnieni na szczycie. Autor przedstawił nam nie tylko konkretnych naukowców, ale na ich przykładach pokazał co przechodzą, by zachować niezależność myślenia. I wreszcie jak myślą i do czego to ich prowadzi. A to, że pojawia się w rozmowie temat transcendencji, czy kogoś, kto sięga po taką pozycję, może dziwić ?
Książka nie jest łatwa. Dla dziennikarza fizyka dialog z innym umysłem ścisłym to zapewne przygoda -- intelektualna podróż. Dla czytelnika - humanisty to taka samotna pielgrzymka w stronę poznania, i nie wszystkim musi wystarczyć samozaparcia, by ją ukończyć. Jakkolwiek, zderzenie się z tą książką to podróż w stronę intelektualnego otwarcia.
Więcej takich książek potrzebujemy w dzisiejszych czasach.
PS. Niby wszystko się zmienia — YT, filmy wypierają słowo pisane — a jednak nadal tylko uznanymi książkami zdobywa się rangę rozpoznanego szerzej eksperta.
Wartościowa książka, inspirująca zawartość i adekwatny do niej tytuł.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZwróćmy uwagę, jak dopracowana jest ta pozycja. Każda postać i wywiad opatrzone są autorską notą biograficzną i wprowadzeniem, które dobrze czyta się przed samym wywiadem. Suma summarum dostajemy portret postaci, a nie tylko jego wypowiedź.
Zebrane wywiady w tym zbiorze K. Jałochowski, dziennikarz...