rozwińzwiń

Zielony Konstanty

Okładka książki Zielony Konstanty autora Kira Gałczyńska, 8305132781
Okładka książki Zielony Konstanty
Kira Gałczyńska Wydawnictwo: Książka i Wiedza biografia, autobiografia, pamiętnik
382 str. 6 godz. 22 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2000-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2000-01-01
Liczba stron:
382
Czas czytania
6 godz. 22 min.
Język:
polski
ISBN:
8305132781
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Zielony Konstanty w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Zielony Konstanty



książek na półce przeczytane 5151 napisanych opinii 1935

Oceny książki Zielony Konstanty

Średnia ocen
7,3 / 10
68 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zielony Konstanty

avatar
2778
2029

Na półkach: , , , ,

Pięknie opowiedziane życie. Przyjemnie było posłuchać.

Pięknie opowiedziane życie. Przyjemnie było posłuchać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
12
12

Na półkach:

Gałczyńskiego bardzo lubię, ale wiedziałam o nim niewiele. Ta książka wiele mi wyjaśniła. Jest oczywiście bardzo subiektywna, bo pisana przez córkę, nie mogło być inaczej, ale czyta się dobrze, zamieszczone również wiersze, na które wcześniej nie trafiłam.

Gałczyńskiego bardzo lubię, ale wiedziałam o nim niewiele. Ta książka wiele mi wyjaśniła. Jest oczywiście bardzo subiektywna, bo pisana przez córkę, nie mogło być inaczej, ale czyta się dobrze, zamieszczone również wiersze, na które wcześniej nie trafiłam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3324
1934

Na półkach: , ,

"O, zielony Konstanty, o, srebrna Natalio!
Cała wasza wieczerza dzbanuszek z konwalią;
wokół dzbanuszka skrzacik chodzi z halabardą,
broda siwa, lecz dobrze splamiona musztardą,
widać, podjadł, a wyście przejedli i fanty -
O, Natalio zielona, o, srebrny Konstanty."

Od zawsze bardzo lubiłam twórczość Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, mam u siebie pięciotomowy zbiór jego Dzieł, na które składają się: poezje, proza, próby teatralne oraz przekłady (w tym nawet z chińskiego). Bardzo często wracam do tych książek, co zresztą po nich nieco widać.
Jednak biografia poety to już zupełnie co innego. A jeszcze biografia napisana przez córkę.

Książka jest bardzo ciekawa, pokazuje nam życie niespotykanie wrażliwego poety oraz jego miłości do żony, Natalii. Córka Kira zawarła w niej nie tylko podstawowe elementy z życiorysu ojca, lecz są tu również żartobliwe historie jak również ciekawe spostrzeżenia. Bardzo mądrze i z miłością opowiada nam o tych czasach, w których żył, tworzył, zachwycał, rozśmieszał a także wzbudzał podziw i niejednokrotnie nawet konsternację.
Możliwe, że niektórym może się wydawać podejście córki do tematu ojca bardzo subiektywne i zbyt osobiste, to jednak myślę, że opowieść o kimś, kogo się znało osobiście, z którym dzieliło się życie jest z pewnością bardziej jakby to powiedzieć prawdziwe, bardziej szczere, bardziej wiarygodne.
Chociaż nie jestem do końca przekonana, czy to właśnie dzieci powinny pisać biografie swoich rodziców, gdyż pisanie o matce ("Srebrna Natalia") lub ojcu może być obarczone ryzykiem właśnie subiektywizmu, bo chcąc oddać chwałę i cześć swoim bliskim, można jednocześnie napisać zbyt dużo pochwalnych słów, wybielając i upiększając a pomijając i przemilczając jednocześnie te niewygodne i trudne zdarzenia i fakty.
Kira Gałczyńska moim zdaniem bardzo dobrze spełniła swoje zadanie. Zresztą jako córka miała prawo do napisania takiej a nie innej biografii.

Dla mnie Gałczyński do dzisiaj jest jednym z ulubionych poetów, może dlatego, że już w szkole zastałam jakby "zarażona" Teatrzykiem "Zielona Gęś", którego fragmenty przedstawialiśmy na różnego rodzaju akademiach. Zresztą nie tylko te z "Zielonej Gęsi", inne również.
Może dla współczesnej młodzieży Gałczyński jest dziwny i niezrozumiały, ale jeżeli ktoś nie jest tylko ciągle zabiegany a mający jakikolwiek kontakt z poezją, naturą oraz z poczuciem humoru to na pewno odnajdzie w twórczości poety coś dla siebie.
Zaletą tej książki są fotografie oraz masa cytatów z utworów poety, które mogą potwierdzić jego klasę i wielkość. Warto znać jego twórczość... i życie.
Konstanty Gałczyński prowadził barwne życie obfitujące w ciekawe zdarzenia, lepsze i gorsze czasy.
Polecam, a dla kompletu myślę, że warto przeczytać również "Srebrną Natalię"

"O, zielony Konstanty, o, srebrna Natalio!
Cała wasza wieczerza dzbanuszek z konwalią;
wokół dzbanuszka skrzacik chodzi z halabardą,
broda siwa, lecz dobrze splamiona musztardą,
widać, podjadł, a wyście przejedli i fanty -
O, Natalio zielona, o, srebrny Konstanty."

Od zawsze bardzo lubiłam twórczość Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, mam u siebie pięciotomowy zbiór jego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

150 użytkowników ma tytuł Zielony Konstanty na półkach głównych
  • 86
  • 64
52 użytkowników ma tytuł Zielony Konstanty na półkach dodatkowych
  • 29
  • 6
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Zielony Konstanty

Inne książki autora

Kira Gałczyńska
Kira Gałczyńska
Polska dziennikarka i pisarka. Córka Natalii i K.I. Gałczyńskich. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (filologia rosyjska). Napisała 16 książek. Twórczyni muzeum poświęconego pamięci ojca w Praniu. Członkini Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Wybrane książki: "Leśniczówka Pranie. Muzeum K.I. Gałczyńskiego, PTTK "Kraj" Warszawa, 1989),"W zgiełku wieku" (Polska Oficyna Wydawnicza "BGW", 1992),"Splątało się, zmierzchło. Wspomnienia" (Iskry, 1995),"Nie wrócę tu nigdy, czyli pożegnanie z Mazurami" (KIW, 1998),"Gałczyński" (Wydawnictwo Dolnośląskie, 2000),"Pozdrowienia dla Czarodzieja. Korespondencja K.I. Gałczyńskiego" (Świat Książki, 2005),"Srebrna Natalia" (Świat Książki, 2006),"Mój anioł ma skrzydło zielone" (Świat Książki, 2008).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wspomnienia z niepamięci Gustaw Holoubek
Wspomnienia z niepamięci
Gustaw Holoubek
To jest właśnie ta książka, którą warto przeczytać, jeśli naprawdę interesuje nas osoba Gustawa Holoubka. „Wspomnienia z niepamięci”, będące zbiorem luźnych reminiscencji i rozlicznych przemyśliwań na bliskie aktorowi tematy, czyta się szybko, z niesłabnącym zainteresowaniem i – w moim przypadku – z rosnącym zadziwieniem. Że Holoubek to wielki artysta, że na zawsze wpisał się w historię polskiego kina i teatru, że to legenda naszej kultury – to wszystko jest oczywiste. Ale wcale nie było dla mnie oczywistym to, jak bardzo zajmującym, dobrym i inteligentnym był on człowiekiem. Owszem, nie sposób było nie widzieć i nie cenić jego kindersztuby; szacunku, z jakim zwracał się do ludzi, jego dbałości o język ojczysty, wybitnej erudycji, pełnego profesjonalizmu oraz ogólnej życzliwości i widocznej pokory w stosunku do życia, ale w jego „oficjalnym” wizerunku zawsze brakowało mi nutki jakiejś takiej … bo ja wiem… normalności? naturalności? Czegoś, co czyniłoby go mniej księżycowym, a bardziej przyziemnym. Ciągle wydawał mi się bowiem nieco … oddzielny, nieprzystępny, irytująco emfatyczny. A tu szok! „Wspomnienia z niepamięci” pozwoliły mi odkryć Gustawa Holoubka. Tak… dla siebie. Na użytek własny. Książka zaczyna się od pięknego wstępu napisanego przez Jana Holoubka, syna aktora, a dalej czeka na nas siedem wypełnionych po brzegi treścią i okraszonych licznymi zdjęciami rozdziałów, opowiadających o najważniejszych dla Gustawa Holoubka osobach, o przełomowych momentach w jego życiu, o dzieciństwie, o Krakowie, o początkach w teatrze, o religii, kościele, także o wojnie i polityce (ot, choćby rozdział OKUPACJA: traktuje ogólnie o władzy, ale i bardziej szczegółowo, np. o Rosji; o tej nieuzasadnionej, nie dającej się wytłumaczyć tęsknocie Rosjan za ZSRR, nawet – w skrajnych przypadkach – za łagrami [syndrom sztokholmski się kłania]; również o naszej, polskiej, niezrozumiałej, a nawet niezauważanej przez nas państwowości, o jedynych słusznych drogach rozwoju kraju, o odpowiedzialności za kraj… wspaniały wywód). Z autentyczną radością i rosnącą z każdą przeczytaną stroną ekscytacją zaczęłam pojmować, jakim ciekawym człowiekiem był Holoubek, jak nieprzeciętne miał poczucie humoru, jak wiele w życiu przeszedł, na jak wiele tematów miał do powiedzenia nie coś, ale coś autentycznie głębokiego i przemyślanego. Jego gra nie rusza mnie może tak, jak rusza mnie gra moich ulubionych aktorów, czyli Świderskiego, Łapickiego czy Zapasiewicza, ale jego człowieczeństwo, sposób bycia i podejście do życia otworzyło we mnie wiele ukrytych do tej pory „szufladek” i skierowało moje myślenie na wiele nowych ścieżek. I za to jestem cholernie wdzięczna. I także dlatego polecam tę książkę z całego serducha.
Mignatka - awatar Mignatka
oceniła na72 miesiące temu
Humor w genach Hanna Zborowska z Kobuszewskich
Humor w genach
Hanna Zborowska z Kobuszewskich
Hanna Zborowska z Kobuszewskich w zabawny, jak na tytuł książki przystało, opisała swoje dorastanie. Hania to nietuzinkowa osóbka, skora do psot, odkrywania świata, przekraczania granic. To kobieta o niepohamowanej energii i ciekawości życia, niepokorna, uparta w swoich postanowieniach. Hania lubiła empirycznie sprawdzać i doświadczać, co często miało skomplikowane konsekwencje, niemniej nie zrażała się łatwo. Szukająca przygód, ciekawska, poszukująca sensacji w sprawach niezrozumiałych, zwłaszcza kiedy były dla niej zakazane. Zakochana najpierw w swoim młodszym braciszku Jasiu, potem w nauczycielce i wreszcie w Rudym, który będzie przewijał się w jej życiu niejednokrotnie. Z początku urwiska, utrapienie matki, znajduje swoją pasję i misję życiową, kończy studia i staje się stateczną naukowczynią. Życie Hanny przypadło na lata międzywojnia i po II Wojnie Światowej. Przez pryzmat swoich przeżyć poznajemy Warszawę począwszy od Bródna i Śródmieścia, by podczas wojny przenieść się na Pragę. Dowiadujemy się, że na lato jeździło się do Strugi, która to dzisiaj jest częścią Marek pod Warszawą, a kiedyś była miejscem odpoczynku letniego dla Warszawiaków. Autorka napisała swoje wspomnienia z humorem, czułością i miłością do swojej rodziny. Warto zatopić się w ten świat opisany przez autorkę, dać się ponieść jej wybrykom, uroczym wariactwom, urzekającym pomysłom i oddaniu.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na73 lata temu
Z pamiętnika niemłodej już mężatki Magdalena Samozwaniec
Z pamiętnika niemłodej już mężatki
Magdalena Samozwaniec
jest to pierwsza książka tej autorki przeczytana przez ze mnie. dobrze się czyta, i jest tam wiele ciekawych anegdot i informacji o tym jak żyło się dawniej - taka trochę nieformalna autobiografia, przeplatana opiniami i wspomnieniami o innych osobach. notka na ostatniej stronie okładki informuje ze książka to właściwie "nieznane zapiski… odnalezione przypadkiem” więc możliwe ze autorka nigdy nie planowała ich opublikować? muszę przyznać ze niektóre z tych opinii mnie zirytowały: np. niekończące się i zupełnie bezkrytyczne zachwyty nad francuską modą i literaturą, zupełnie jakby to wypowiadała się pani Emilia z “Nad Niemnem” a nie inteligentna i wykształcona osoba żyjąca w 20 wieku. Aktorzy są krytykowani bo kontynuują karierę zawodową mimo (o zgrozo!) ukończenia 30 czy 40 lat i sprawiają tym samym ogromny zawód swoim fanom którzy woleli by ich pamiętać jako urodziwych młodzieńców. Ciałopozytywność była tez ideą zupełnie nieznaną, właściwie nie można było pokazywać żadnej części ciała chyba że była ona absolutnie idealna i szczupła oczywiście. Mówiąc o szczupłości - młodym Polkom się obrywa bo lubią słodycze i desery - czym zniekształcają swoje sylwetki. Nowoczesna (tzn. domyślam się z lat 60-70tych) moda jest nieustannie krytykowana - głównie dlatego ze nie jest taka jak kiedyś (“nie było jakichś uczesań a la sierota ani a la mokry szczur, tylko piękne loki i cudne długie suknie). Pani Samozwaniec miała przywilej (dany niewielu rodakom) którym powodziło się i przed i po 2giej wojnie (traf chciał ze niedaleko na tej samej półce w bibliotece znalazłam książkę o Kornelu Makuszyńskim - który w Polsce Ludowej żył w biedzie i jego książki były objęte zakazem publikacji - on zdecydowanie nie podróżował do Paryża, Neapolu czy Londynu). jako osobę pewnej demografii rozbrajały mnie fragmenty jak “Teraz (lata 60 lub 70) zwiedzać świat jest łatwiej i prościej, załatwia się wycieczkę przez Orbis i jedzie” - ani słowa o tym ze zdobycie paszportu na tzw. Zachód było przywilejem raczej nieosiągalnym dla przeciętnego obywatela, o cenach nie wspominając. Manosfera byłaby zachwycona wypowiedziami na temat pracujących czy silnych kobiet… które miedzy innymi odpowiedzialne były za słabych mężczyzn… jest w tym nieco ironii, bo przecież autorka tez miała prace zawodową i całkiem niezłe dochody… Ale mimo mojego krytycyzmu, to jest to bardzo wartościowe źródło informacji, nie tylko o minionych epokach, ale tez o tym jak wtedy myśleli ludzie. Najbardziej podobały mi się wspomnienia z dzieciństwa autorki, egzotyczne w latach 70tych ubiegłego wieku, dla dzisiejszych dzieci byłyby zupełnie nie do wyobrażenia…
Fantasticania - awatar Fantasticania
oceniła na72 dni temu
Wspomnienia chałturzystki Stefania Grodzieńska
Wspomnienia chałturzystki
Stefania Grodzieńska
Po czytanych jakiś czas temu przedwojennych i wojennych wspomnieniach Stefanii Grodzieńskiej wiedziałam, że sięgnięcie po jej kolejną książkę będzie kwestią czasu. I, stało się. Jestem po lekturze kolejnej książki tej nieszablonowej, błyskotliwej, pełnej taktu, czaru i swoistej kokieterii Artystki. Główną bohaterką opowieści jest co prawda Autorka, ale niekoniecznie wszystkie wątki i sytuacje przedstawione w tej historii, musiały się wydarzyć. Nawet Karol, w rzeczywistości, nosił inne imię. Tym razem czytelnik towarzyszy Grodzieńskiej w jej podróży sentymentalnej do jednego z prowincjonalnych polskich miast i czeka z wypiekami na twarzy na jej nie do końca przemyślane i zaplanowane spotkanie z miłością sprzed lat. Miłość ma na imię Karol, mieszka na co dzień za granicą i po szesnastu latach od ostatniego widzenia się ze Stefanią przyjeżdża do Polski i przemieszkuje właśnie w tym mieście. Są lata sześćdziesiąte XX wieku. I dalej prawie tak, jak u Joanny Chmielewskiej (tak jak pisze @Queequeg). Kłody pod nogi, piętrzące się przeszkody i przeciwności losu. Dzieje się, ale nie to, co powinno. A tego pana Kazia, to najchętniej trzymałabym pod kluczem. I to solidnym. Cóż, trzeba samemu przeczytać, by zrozumieć o czym ja piszę. PS Mimo że i te wspomnienia Grodzieńska świetnie skomponowała, to jak dotychczas pierwszą lokatę u mnie ma jej „Urodził go „Niebieski Ptak”, bo „Szarpio Afrikanske” jest tylko jedno. Kto czytał ten wie. ;)
wiola - awatar wiola
oceniła na82 lata temu
Najpiękniejsze lata Józef Hen
Najpiękniejsze lata
Józef Hen
Dostałam to, czego się spodziewałam po przeczytaniu „Nowolipia”. Styl opowieści jest ten sam, tylko to kompletnie inny etap życia Autora. Znacznie trudniejszy niż dzieciństwo w Warszawie. Tym razem młody, 16 letni gimnazjalista z Warszawy, Józef Hen, opisuje swoje życie w rejonie lwowskim, gdzie znalazł się po agresji Związku Radzieckiego we wrześniu 1939 roku. Musi się wiele i szybko nauczyć, aby przeżyć w trudnych warunkach państwa totalitarnego, dwa lata później także w stanie wojny z Niemcami. Kierując się rozumem, mimo tęsknoty za rodzicami i domem, nie zapisuje się na oszukańczą, jak się później okazało, listę Polaków, chcących wrócić do okupowanej przez Niemców ojczyzny, która stała się podstawą wysyłki bieżeńców na Sybir. Swoją drogą nikt nie mógł jeszcze wiedzieć, że wówczas powrót Żyda do Warszawy był prostą drogą do gazu. Józef Hen odtwarza sytuację Polski wschodniej pod okupacją radziecką. Pokazuje niesamowitą mieszankę narodów żyjących i przewijających się na tych terenach – to Ukraińcy, Żydzi, Polacy, Rosjanie itd. Tułający się młodzieniec, mający małą maturą i ambicje literackie, aby przeżyć podejmuje się ciężkiej pracy przy budowie drogi, później nawet poradzi sobie, orząc traktorem w nocy, z wilkiem na karku, w ukraińskim kołchozie. Między tymi pracami trafia do seminarium nauczycielskiego w Dąbrowicy, gdzie żyjąc skromnie może po prostu uczyć się, w ramach radzieckiego systemu edukacji. Dalsze przygody, dalsze odległe miejsca na mapie, to pobyt w wojsku - najpierw w Armii Czerwonej, ostatecznie w II Armii Wojska Polskiego, po tym jak nie został przyjęty do Armii Andersa - a po drodze jeszcze różne prace, choroby (malaria) i szkoła w Samarkandzie w Uzbekistanie. W sumie widzimy dosyć odległe czasy i całkiem egzotyczne okoliczności. Przy talencie gawędziarskim autora – fascynująca lektura. Trafiałam na zadziwiające fragmenty, wiedziałam, że jazz nie był lubiany w tamtych czasach przez władze sowieckie, ale że boks traktowano jako sport zachodnich elit? Przy dzisiejszym zalewie towarów i konsumpcjonizmie dobrze uświadomić sobie jak mało potrzebuje człowiek do przeżycia; że ciepły, czysty kąt może być szczytem marzeń. Podziwiam niesamowitą pamięć Autora, która umożliwiła mu kreślenie tak precyzyjnych sylwetek spotykanych ludzi, oddawanie w kilku słowach urody i charakteru postaci. Większość osób została odmalowana z życzliwością i zrozumieniem. Ciemnych typów było znacznie mniej. Cały czas Autor wspomina o swoich próbach pisarskich, zaginionych rękopisach i braku materiałów piśmienniczych. Co ciekawe, najtrudniejsze przeżycia jakie zgotował mu los traktuje jako pierwszorzędny materiał literacki. To ważne, całe jego długie życie spełniał się potem jako pisarz i scenarzysta. Wspaniale czyta się tę relację z pierwszej ręki, bardzo wiarygodną, choć być może trochę podkolorowaną. Sam koniec nie bardzo mi się podobał, był zbyt pobieżny i fragmentaryczny, zabrakło ciągłości opowieści. We wspomnieniach oprócz tułaczych losów młodego chłopaka Józef Hen pokazał szeroki obraz życia na terenie ZSRR, funkcjonowanie radzieckich instytucji państwowych, przedstawił galerię funkcjonariuszy państwowych, nauczycieli, uczniów, robotników itp. Opisał z detalami skromne albo bardzo biedne warunki egzystencji mieszkańców i uchodźców, gdzie głód i choroby były na porządku dziennym. Ale nie ma tu biadolenia, raczej pogodzenie się z trudnym losem, wręcz znajdowanie w nim wielu pozytywnych elementów, cieszenie się z każdego pomyślnego obrotu sprawy, życzliwe traktowanie ludzi i wiara w powrót do ojczyzny. Autor opowiada barwnie, ze swadą i humorem, przytaczając mnóstwo szczegółów, wspominając z melancholią dawne czasy i ze wzruszeniem smutne wydarzenia, ale często przytaczając także komiczne sytuacje. Za dodatkową wartość uważam to, że mogłam wysłuchać audiobooka w wykonaniu samego Józefa Hena, jego naturalna interpretacja dodaje książce autentyczności i uroku. Drogi Autorze, dziękuję bardzo za tę wspaniałą relację i życzę dużo zdrowia i pomyślności.
Mikila - awatar Mikila
oceniła na81 rok temu
Nie ma z czego się śmiać Stefania Grodzieńska
Nie ma z czego się śmiać
Stefania Grodzieńska
Uwielbiam Grodzieńską, a jej niesamowity życiorys to gotowy scenariusz na film, więc cieszy mnie, że ta książka pogłębia wiele wątków, które pojawiły się we wcześniejszych pozycjach autobiograficznych autorki (trochę to wygląda tak, jakby autorka przed śmiercią chciała jeszcze kilka rzeczy przed czytelnikami odkryć i ocalić od zapomnienia). Nie wszystko jednak zdecydowała się wyjawić - nie wspomina nic o swoim (po matce) i męża (po rodzicach) żydowskim pochodzeniu ani o tym, że przez 2 lata przebywali w getcie, gdzie organizowali przedstawienia w teatrze Femina. Pragnęła jednak, żeby po śmierci te informacje zostały ujawnione - przekazała do druku materiały, które zostały wydane w 2014 w książce "Miasto skazanych" (zapiski męża i jej wiersze). Same wiersze były już wydane zaraz po wojnie pod pseudonimem Stefania Ney (nazwisko panieńskie matki). Bardzo zaciekawiła mnie postać siostry męża Jerzego Jurandota - Zochy, która brała czynny w konspiracji i zginęła w powstaniu. Okazuje się, że napisała 3 książki pod pseudonimem Zofia Bardówna. Naprawdę nazywała się Zofia Gleichgewicht i udało mi się odnaleźć w necie kopię jej podania do ASP, łącznie ze zdjęciem, na którym widać przepiękną młodą kobietę. Wysłałam nowo zdobyte informacje do twórców biogramów powstańczych, mam nadzieję, że uzupełnią. Idąc tym tropem okazuje się, że teściowe p. Stefanii nie nazywali się Tadeusz i Sabina, lecz Dawid i Szajndla. Ich syn Jerzy zmienił nazwisko Gleichgewicht na Jurandot, przy czym wygląda na to, że je wymyślił, ponieważ jedyne osoby o tym nazwisku to on, żona (jako drugie),córka i wnuk Michał (jest pilotem),który nosi nazwisko po matce. W ogóle w książce ukrytych jest kilka zagadek, np. czemu matka Stefanii była bezpaństwowcem? I skoro Stefania idąc do szkoły b. słabo znała polski - to w jakim języku rozmawiały z nią mama i babcia? Wiele wskazuje, że mógł to być rosyjski. A może jidysz? Jest też wiele niedopowiedzeń, np. autorka pisze, że śpiewaczkę Helenę Ostrowską poznała w domu konspiracyjnym w Gołąbkach, a tymczasem wcześniej występowały razem w getcie w przedstawieniu "Księżniczka czardasza". Te niejasności i niedopowiedzenia są głównie konsekwencją przemilczania pochodzenia i pobytu w getcie. Ciekawy jest też wątek Jurandota - kobieciarza. Żona i córka zgodnie piszą, że im to nie przeszkadzało, a jego kobiety były zawsze w dobrym guście. Na sam koniec p. Stefania nadmienia, że mąż nie miał żadnych wad. Ciekawe. PS. Słowa p. Joanny Jurandot-Nawrockiej (zm. 2016): "Rodzice nigdy nie mówili publicznie – i prawie nigdy w domu – o spędzonym w getcie okresie. Był to okres, którego nie chcieli pamiętać, choć zatrzeć go w pamięci oczywiście nie zdołali. Dodatkowo mama, jako autorka i wykonawczyni tekstów satyrycznych, chciała kojarzyć się z artystką ,,do śmichu”, a nie z tak niewyobrażalną tragedią. Mogli spokojnie się ukryć, ale poszli do getta dobrowolnie, ze względu na uwielbianych rodziców ojca, którzy tej szansy nie mieli. Wyszli, kiedy „akcje” tak się nasiliły że nie było szans na uratowanie moich dziadków. O wstydzie nie było mowy, natomiast przyznaję że rodzice – jak wszyscy albo prawie wszyscy ludzie którzy przeżyli tamten koszmar – bali się jego powrotu. Bali się nie o siebie, tylko o nas, o następne pokolenia." PS. Jerzy Jurandot napisał w getcie sztukę: komedię (!) osadzoną w realiach getta pt. "Miłość szuka mieszkania". Była tam wystawiana. Można wysłuchać świetnego słuchowiska na niej opartego - wpisać na YouTubie: słuchowisko miłość szuka mieszkania.
Mariisol - awatar Mariisol
ocenił na91 rok temu

Cytaty z książki Zielony Konstanty

Więcej
Kira Gałczyńska Zielony Konstanty Zobacz więcej
Więcej