rozwińzwiń

Książka, której nikt nie przeczytał

Okładka książki Książka, której nikt nie przeczytał autora Owen Gingerich, 8324117830
Okładka książki Książka, której nikt nie przeczytał
Owen Gingerich Wydawnictwo: Amber popularnonaukowa
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The book nobody read
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
8324117830
Tłumacz:
Jarosław Włodarczyk
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Książka, której nikt nie przeczytał w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Książka, której nikt nie przeczytał

Średnia ocen
7,1 / 10
31 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Książka, której nikt nie przeczytał

avatar
115
16

Na półkach:

Nie dowiedziałem się, kto w końcu przeczytał książkę Kopernika.

Nie dowiedziałem się, kto w końcu przeczytał książkę Kopernika.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
39
19

Na półkach:

Przedziwne są dzieje pierwszego i drugiego wydania działa Kopernika. A jeszcze ciekawsze to co się działo z notatkami na marginesach. Książka pokazuję że historia nauki to żmudna detektywistyczna robota. No i najważniejsze że dzięki tym wieloletnim studiom wiemy jaki wpływ miał Kopernik na swoich czytelników. Książka w czytaniu trudna i hermetyczna. Ale dla bibliofilów chyba obowiązkowa.

Przedziwne są dzieje pierwszego i drugiego wydania działa Kopernika. A jeszcze ciekawsze to co się działo z notatkami na marginesach. Książka pokazuję że historia nauki to żmudna detektywistyczna robota. No i najważniejsze że dzięki tym wieloletnim studiom wiemy jaki wpływ miał Kopernik na swoich czytelników. Książka w czytaniu trudna i hermetyczna. Ale dla bibliofilów...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
465
289

Na półkach:

W dzieciństwie byłem zachwycony odkryciem Kopernika. Intrygujący tytuł dawał mi szansę chociaż fragmentarycznie zapoznać się z jego dziełem, a przede wszystkim jak ono rezonowało wśród jemu współczesnych.
Przypomina mi się książka innego Amerykanina, który pominął Kopernika, a jego zasługi przypisał Galileuszowi. Polski wydawca i tłumacz tego nawet nie zauważyli. Wstyd!
Ten więc krążący po całym świecie w poszukiwaniu dwóch pierwszych wydań "De revolucjonibus" zrehabilitował w moich oczach swoją nację. Jednym z motorów tych poszukiwań były notatki czytelników czynione na szerokich marginesach tych wydań.

W dzieciństwie byłem zachwycony odkryciem Kopernika. Intrygujący tytuł dawał mi szansę chociaż fragmentarycznie zapoznać się z jego dziełem, a przede wszystkim jak ono rezonowało wśród jemu współczesnych.
Przypomina mi się książka innego Amerykanina, który pominął Kopernika, a jego zasługi przypisał Galileuszowi. Polski wydawca i tłumacz tego nawet nie zauważyli....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

117 użytkowników ma tytuł Książka, której nikt nie przeczytał na półkach głównych
  • 79
  • 38
19 użytkowników ma tytuł Książka, której nikt nie przeczytał na półkach dodatkowych
  • 8
  • 3
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Książka, której nikt nie przeczytał

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jak brednie podbiły świat. Krótka historia współczesnych urojeń. Francis Wheen
Jak brednie podbiły świat. Krótka historia współczesnych urojeń.
Francis Wheen
Książkę czytałem prawie 20 lat temu. Wrażenie ówczesne raczej pozytywne. Autor rzeczywiście dosyć przystępnie ilustruje tezę zawartą w tytule. Na dobre pozostał ze mną rozdział traktujący o postmodernizmie i innych strukturalistach, poststrukturalistach, dekonstrukcjonistach, którzy starali się wmówić światu, że im coś jest głupsze i niezrozumiałe tym jest mądrzejsze i zasługuje na laury i poklask ze strony tłumów. Na przykład ataki jakiegoś znanego "gościa" na Żydów, są "ukrytą formą odrzucenia antysemityzmu". Albo historia to w zasadzie nie zbiór konkretnych faktów, ale pole gdzie każdy może wrzucić swoją interpretację, czyli kto wcześniej wstanie tego jest na wierzchu. Postmoderniści problem mają ze wszystkim. Rozgrzewał ich spór, czy Słońce obracało się wokół Ziemi do momentu odkrycia Kopernika, a po odkryciu słynnego Polaka, to Ziemia już obracała się wokół Słońca? Osobna jakość to język wynurzeń owego środowiska. Niektóre przeszły nawet do legendy. Na przykład coś takiego. Autor fetowany na niejednym uniwersytecie, których studenci w zasadzie nie bardzo mieli pojęcie o co ich guru chodzi, ale wiwaty były: "Po pierwsze osobliwości odpowiadają szeregom różnorodnym, które tworzą układ ani stabilny, ani niestabilny, lecz "metastabilny", mający energię potencjalną, gdzie rozkładają się różnice między szeregami. Po drugie, wszystkie osobliwości przechodzą proces autounifikacji, a proces tan pozostaje w ciągłym ruchu, który przemierza układ i sprawia, że szeregi rezonują pokrywając odpowiednie osobliwe punkty w tym samym punkcie aleatoryjnym i wszystkie emisje, wszystkie uderzenia, w tym samym punkcie". Gdyby ktoś chciał naprawdę zrozumieć o co chodziło autorowi może powinien spróbować czytać od końca. Ja próbowałem od początku i po prostu: "ni w ząb". Książka jednak dzisiaj (próbowałem przejrzeć) nielekka w lekturze. Nie dlatego, że autor pisze... brednie. Po prostu nagromadzenie nazwisk, faktów ze świata anglojęzycznego sprzed kilkudziesięciu lat może polskiemu czytelnikowi sprawiać trudność w podążaniu za tokiem wywodów autora. Ale sam problem istnienia idiotyzmów w przestrzeni publicznje jest jednak ponadczasowy i uniwersalny.
werblista - awatar werblista
oceniła na69 miesięcy temu
1491. Ameryka przed Kolumbem Charles C. Mann
1491. Ameryka przed Kolumbem
Charles C. Mann
Po przeczytaniu tej pozycji naszła mnie pewna refleksja, zdałem sobie sprawę, jak skostniałe i wymagające progresu są nauki humanistyczne. A szczególnie historia. Taka analogia z naszego podwórka - od kilku lat widzimy progres na polu badań nad religią i mitologią Słowian. Pomijając antynaukowych szurów pokroju Kosińskiego czy Bieszka (dla których narzędzie krytyki źródeł nie istnieje, jeśli tylko pasuje im do tezy wyssanej z d***),udało się wyjść poza sztywny gorset sceptycyzmu narzuconego przed laty przez Łowmiańskiego, przede wszystkim dzięki językoznawcom i etnologom (Łuczyński) oraz archeologom (Szczepanik). Jest tych nazwisk oczywiście więcej, ale konkluzja też jest oczywista - historia MUSI opierać się na interdyscyplinarności! Wszystko co miało zostać poddane analizie, zostało już dawno zweryfikowane po tysiąckroć! Kupując kolejną biografię czy syntezę dziejową nie znajdziemy w niej nic, co nie zostało już wcześniej napisane. Ba! To wszystko bez problemu znajdziemy na Wikipedii lub dowolnej innej stronie internetowej! Postęp jest możliwy tylko dzięki bardziej holistycznemu podejściu do historii jako nauki. Dlatego już na studiach powinny być zajęcia z nauk pomocniczych, a studenci historii bardzo szybko powinni podejmować się konkretnych specjalizacji – historyk ekologii, etnolog-religioznawca itd. I w tej interdyscyplinarności leży siła tej książki. Z jednej strony uczciwie argumentuje źródłami (relacje odkrywców i misjonarzy, bardzo bogata bibliografia i polemika w przypisach),daje dojść do głosu różnym rozbieżnym opcjom naukowym no i posiłkuje się wynikami badań geologów, botaników, chemików, astronomów i jeszcze wielu innych specjalistów. Co z tego wychodzi? Bardzo odważny, bynajmniej nie foliarski, obraz prekolumbijskiej Ameryki. Mann doskonale punktuje, jak bardzo badania nad historią Ameryk „ewoluowały” na przestrzeni wieków. Zadufani konserwatyści swoich szkół musieli ustąpić przed nowoczesną nauką (jak datowanie radiowęglowe) i dziś już prawie nikt nie neguje starszej metryki pierwszych „Amerykanów”, czy osiągnięć agrotechnicznych cywilizacji Nowego Świata. A jednak nadal pozostaje tyle do zbadania! Wzgórza Beni, osady typu Cahokia i kultury Missisipi czy Hopewel, kultury andyjskie i amazońskie… Co jeszcze w tej książce jest fascynujące? Że rozwija horyzonty, że wskazuje nowe ścieżki warte podążenia, daje pole nowym zainteresowaniom i uzmysławia, że nawet przy czterdziestce można się sporo nowego dowiedzieć o świecie. Dowiedziałem się z niej np. że kukurydza to pierwsze GMO w historii i nie chodzi tutaj o jakiś dobór naturalny jak było w przypadku „naszych zbóż”, nie, kukurydza to twór sztuczny! Albo że „wynalazek” Indian jakim jest terra preta (amazoński czarnoziem) może być użyteczny do walki z jałowieniem gleb i zwiększeniem areałów rolniczych na terenach z ich deficytem! I to jest dopiero niezaprzeczalny argument na potrzebę większej interdyscyplinarności nauk historycznych! Na koniec kilka wad (w większości subiektywnych). Czuć amerykański rodowód autora. Przejawia się to w jego sposobie postrzegania świata (rewolucja amerykańska dała ŚWIATU demokrację. CO? XD),ale też w samej formie książki, która jest wzorowana na reportażu. Naprawdę nie interesują mnie anegdotki z podróży autora. Tym bardziej, że większość z nich nic nie wnosi do lektury. Druga wada, to zbytnia apoteoza rdzennych Amerykanów. Ja wiem, że należy rozwiewać mit „dzikusa”, ale żeby od razu popadać w drugą skrajność? Dwa przykłady – autor usprawiedliwia rytualne mordy Azteków tym, że w Europie równie wielu ludzi wieszano lub ścinano toporem za przestępstwa. Znowu – CO XD? Albo, w przypadku wspomnianej już „demokracji” – Mann oczywiście jako „indianofil” - szuka genezy tej demokracji użyczonej światu właśnie w ludach Pn. Ameryki, a dokładnie konfederacji Irokezów. Sek w tym, że podobne, „demokratyczne”, czy protoparlamentarne formy powstawały niezależnie w różnych miejscach świata. Sorry Charles, ale taka na przykład polska demokracja ma swoje korzenie w słowiańskich wiecach i szlacheckim sejmie, a dopiero później w republikańskiej Francji czy amerykańskiej rewolucji.
Radamajkis - awatar Radamajkis
ocenił na93 miesiące temu
1421 – rok, w którym Chińczycy odkryli Amerykę i opłynęli świat Gavin Menzies
1421 – rok, w którym Chińczycy odkryli Amerykę i opłynęli świat
Gavin Menzies
15/2025 Nawet najmniejsze dziecko, zanim pójdzie do szkoły i nauczy się dodawania pod kreską i pisania liter ma wtłoczone do głowy, że odkrycie Ameryki zawdzięczamy Krzysztofowi Kolumbowi i jego wyprawie z 1492 roku, kiedy to dotarł na Karaiby. Tak samo oczywisty dla nas jest fakt, że pierwszym człowiekiem, który opłynął kulę ziemską był Portugalczyk na usługach władców Hiszpanii Ferdynand Magellan w 1521 roku. Co prawda sam żeglarz został zabity na Filipinach, ale to jego wyprawa udowodniła, że da się dostać statkiem z Atlantyku na Pacyfik. Natomiast za odkrywcę Antarktydy, Australii i Nowej Zelandii uznaje się Brytyjczyka Jamesa Cooka. Jednakże jak twierdzi w swojej książce Gavin Menzies wszystkich tych wielkich czynów nie uczynili ludzie o których wspomniałem. Mieli tego dokonać chińscy admirałowie, których z misją pokojowego podboju świata wysłał cesarz Yongle w 1421 roku. Autor przedstawia szereg przekonujących dowodów potwierdzających jego tezę, że ludźmi którzy przecierali szlaki Europejczykom był dowódca floty admirał Zheng He oraz ludzie, których wydelegował do tej niezwykle trudnej misji: Hong Bao, Zhou Man, Zhou Wen oraz Yang Qing. Autor opierając się o swoje doświadczenie ze służby na brytyjskich okrętach podwodnych („Newfoundland” i „Rorqual”) oraz podróży odbytych domniemanymi śladami Chińczyków stawia dość dobrze poparte dowodami tezy, które opiera m.in. o europejskie mapy świata sprzed odkrycia Ameryki czy zagadkowe pojawianie się roślin i zwierząt z jednego lądu w innym miejscu i to zanim na ten obszar przybyli Europejczycy. Dlaczego jednak autor nie opiera się o źródła chińskie? A no dlatego, że po wielkim pożarze Zakazanego Miasta kasta mandarynów podjęła brzemienną decyzję o zamknięciu Chin, które były na skraju bankructwa na świat oraz zniszczeniu wszystkich dowodów, które mogłyby potwierdzić, że to poddani cesarza z dynastii Ming po raz pierwszy połączyli cały świat. *** Nie jest tajemnicą, że okres wielkich odkrywców jest tym aspektem historii, który mnie niezwykle fascynuje, a książka Menziesa rzuca nowe światło na tę historię. Czy Chińczycy naprawdę dokonali tego epokowego czynu? Możliwe, że nigdy się nie dowiemy, ale po lekturze tej książki większość dowodów mnie przekonało, że w istocie tak mogło by być. Fakt, że Chińczycy przewyższali Europejczyków o dziesiątki (lub nawet setki) lat w postępie jest oczywisty, więc czemu by nie mogli opłynąć świata na sto wcześniej?
Ahura Mazda - awatar Ahura Mazda
oceniła na81 rok temu
Upadek. Dlaczego niektóre społeczeństwa upadły a innym się udało Jared Diamond
Upadek. Dlaczego niektóre społeczeństwa upadły a innym się udało
Jared Diamond
Nie zdawałam sobie do końca sprawy, że ta książka ma tak bardzo ekologiczny wydźwięk. Jared Diamond analizuje upadek ludzkich społeczności - na kilku wybranych przykładach - ich przyczyn upatrując głównie w wyeksploatowaniu środowiska naturalnego. Diamond omawia historyczne już ludy, które upadły/wymarły, takie jak mieszkańców Wyspy Wielkanocnej, Majów czy kolonię Wikingów na Grenlandii. Następnie zwraca się ku współczesności i tu na celownik bierze Dominikanę, Chiny oraz Australię. Rzecz jasna wszystko to zmierza ku zbadaniu w jakim stopniu obecnie jesteśmy narażeni na podzielenie losów owych ludów, które upadły w przeszłości. A dziś świat jest “połączony”, zmiany klimatyczne są globalne, więc grozi to całej naszej cywilizacji, nie tylko pojedynczym krajom. Dawniejsi naukowcy, np. archeolodzy, odrzucali ekologiczne powody upadku cywilizacji, gdyż: "tego typu rozumowanie opiera się na błędnym (sic!) przekonaniu, że te społeczeństwa spokojnie obserwują postępującą degradację środowiska i nic nie robią, by temu przeciwdziałać". Czyli ludzie są "zbyt mądrzy" i na pewno "coś by zrobili". Aha. Dziś, czytając te słowa można się tylko zaśmiać, choć jest to śmiech przez łzy. Można nasze postępowanie nazwać "głupotą", ale i ono ma racjonalne wyjaśnienie, które przedstawia Diamond - i tę część książki uznaję za najbardziej wartościową. Plus odpowiedź autora na argumenty sceptyków, ignorantów, wszelakiego rodzaju denialistów, kwestionujących potrzebę działań, do której nawołują ekolodzy, a nawet wielu specjalistów, naukowców o hurraoptymistycznym nastawieniu. Owe radosne: “technologia rozwiąże nasze problemy”, “przeludnienie nie jest problemem”, “Ziemia jest w stanie wyżywić dwa razy tyle ludzi”, no i moje “ulubione”: “troska o środowisko to luksus, nas na to nie stać” oraz “my tego nie dożyjemy”. Jak widać owe poglądy sprzed lat nadal pokutują i dobrze się mają, bo słyszymy je nagminnie na co dzień. Trzeba jednak zauważyć, że autor w ogóle nie kwestionuje kapitalizmu oraz wzrościzmu, jako systemu, który jest przecież obecnie źródłem naszych współczesnych problemów (jakkolwiek raczej nie występował w dawnych społecznościach). Upadek jest książką bardziej “naukową”, niż “pop” - zawiera dużo twardych danych, a momentami wywód jest dość suchy i nużący, więc osoby niewprawione w tematyce mogą mieć kłopot z jej przyswojeniem. Nie jest to książka dla osób liczących na sensacyjną zawartość, jaką sugeruje tytuł. Wziąć też poprawkę trzeba na to, iż książka ta została napisana prawie 20 lat temu. No i w pewnych fragmentach się zdezaktualizowała, ale w niektórych (większości chyba),zupełnie nie, bo problem bynajmniej nie zniknął, a jest coraz bardziej palący. Nasza świadomość ekologiczna wzrosła, działania na rzecz ochrony środowiska weszły do mainstreamu (w rozsądnie myślących państwach...),ale z drugiej strony nadal chyba więcej się mówi, niż robi i ciągle jest wiele osób, które te działania negują i im szkodzą. Moim zdaniem z uwagi na aktualność tematyki przydałoby się jakieś wznowienie, bo obecnie książka jest trudno dostępna, ale koniecznie w zaktualizowanej wersji (lub chociażby z jakimś posłowiem dotyczącym bieżącej sytuacji).
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na72 lata temu
Świat bez nas Alan Weisman
Świat bez nas
Alan Weisman
To jedna z tych pozycji, która budzi we mnie ambiwalentne uczucia. Na pewno nie można odmówić autorowi ogromu pracy, jaką włożył w zebranie informacji, oraz siły z jaką poruszony temat - zniknięcie gatunku ludzkiego, odzyskiwanie świata przez naturę oraz wpływu tego pierwszego na tę drugą - oddziałuje na wyobraźnię. Czuć to zwłaszcza w rozdziale dotyczącym miast, powoli popadających w ruinę oraz zajmowanych przez roślinność i zwierzynę. Według mnie to najlepszy fragment, być może przez swoją obrazowość, zagnieżdżone w umyśle ikoniczne wyobrażenia postapokalipsy, a także znajomość tego nowoczesnego, betonowo-szklanego środowiska przez większość z nas. Jego kontynuacją jest po części opis wpływu rolnictwa na naturalną florę oraz problem gatunków inwazyjnych. Z pewnością dają też do myślenia ciekawostki takie jak ta, że piramida Cheopsa przetrwa dłużej niż chociażby Kanał Sueski czy Panamski, czyli wytwory dziewiętnasto- i dwudziestowiecznej, imperialistycznej myśli technicznej, jednak tu żałuję, że książka nie została wydana nieco później i nie uwzględniła architektonicznych cudów pokroju Tamy Trzech Przełomów. Drugim tak wpływającym na wyobraźnię fragmentem jest ten dotyczący zakładów petrochemicznych. Zostawiony na pastwę losu ogromny teksański kompleks wypełniony najrozmaitszym paliwem, który bez ludzkiej i komputerowej kontroli wyleci w powietrze wiele mówi zarówno o naszej potędze i zagrożeniach czyhających dzisiaj, jak i wtedy, kiedy nas zabraknie. Niestety inne fragmenty nie są tak zajmujące, żeby nie rzec, rozczarowują. Mimo że sam jestem świadomy zagrożenia niesionego przez wszechobecny plastik, nieodpowiedzialne gospodarowanie energią atomową czy bezmyślną eksploatację zasobów naturalnych, fragmenty "Świata bez nas" traktujące o tych zagadnieniach za bardzo trącą skrajnie ekologicznym manifestem, bo zarówno przemysł kopalniany, tworzywa sztuczne czy energia jądrowa są przedstawione wyłącznie w negatywnym świetle. Paradoksalnie temat wojny przedstawiony jest zarówno jako przekleństwo i wybawienie dla przyrody. Nawet jeden z ostatnich rozdziałów traktujący o czyhających na nas zagrożeniach, np. epidemiach, idzie w przeciwną postępowi narrację i nie jest zbyt odkrywczy, może nie licząc konserwujących nas na tysiące lat metodach pochówku. Cytowanie założyciela Ruchu na rzecz Dobrowolnego Wymarcia Ludzkości również wiele mówi o stanowisku autora, zwłaszcza że wspomnienie przez niego myśli transhumanistycznej wydaje się zaledwie wtrętem i smutnym obowiązkiem. Jak wspomniałem wcześniej w żadnym wypadku nie jestem przeciwnikiem ekologii, wręcz ją popieram, jednak Weisman w swojej książce momentami za bardzo posuwa się do manipulacji i korzysta z neoluddycznej maniery straszenia i negowania postępu za wszelką cenę, zamiast uwrażliwiać nas na nasze słabsze strony przy jednoczesnym zaznaczaniu potencjału jaki tkwi w ludzkości. Uważam że ta zawierająca bądź co bądź olbrzymią dawkę wiedzy książka o wiele więcej by zyskała, gdyby nie była tak oczywistym ekologicznym moralitetem.
Łukasz Janowski - awatar Łukasz Janowski
ocenił na66 lat temu
Zagadki z przeszłości. O pierwszych etapach ewolucji człowieka Agnieszka Herman
Zagadki z przeszłości. O pierwszych etapach ewolucji człowieka
Agnieszka Herman
Paleoantropologia (traktowana szeroko) jako temat i główny bohater. Nawet imię trudno wymówić czy przeczytać. Jakaś niszowa dziedzina nauki, którą na świecie zajmuje się garstka zgarbionych przy biurkach pasjonatów. Trzeba szaleńca, żeby się podjąć napisania książki o tym. Albo geniusza. Pani profesor Agnieszce Herman bliżej zdecydowanie do geniusza, a w każdym razie do geniuszu naturalnego talentu pisarskiego. Rewelacyjnie się to czyta, serio, książka wciąga bardzo. Nic nie przeszkadzał mi fakt, że dość szybko pogubiłem się w nazwach hominidów, nie one są w tej książce najważniejsze. Autorka potrafi po prostu zaciekawić tematem. Zaciekawić takim tematem !!! Kim trzeba być (poza - drobnostka - profesorem oceanografii) i jakie talenty posiadać, żeby porwać się na coś takiego i napisać książkę, którą czyta się bez dużego wysiłku i którą chce się doczytać do końca.?! Duży szacunek. I jeszcze luźna refleksja. Czytam różne rzeczy, często ręce opadają przy kolejnej książce wydanej i reklamowanej jako sensacja rewelacja cudo i bestseller, w której autor/ka mieniący się zawodowymi pisarzami wpadł/a na naprawdę dobry i pełen potencjału pomysł na fabułę a produktu (SIC!) finalnego nie da się mimo dobrych chęci przełknąć. A tu książka o PALEOANTROPOLOGII, która czyta się (prawie) sama.... Widać jedni potrafią uparcie marnować się jako pisarze, a innym w dobrym pisaniu nie przeszkodzi nawet bycie oceanografem i etat w Instytucie Oceanografii UG.
PapaDelta - awatar PapaDelta
oceniła na91 rok temu

Cytaty z książki Książka, której nikt nie przeczytał

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Książka, której nikt nie przeczytał


Ciekawostki historyczne