Meksykański sen albo przerwana myśl indiańskiej Ameryki

Okładka książki Meksykański sen albo przerwana myśl indiańskiej Ameryki autora Jean-Marie Gustave Le Clézio, 9788306032611
Okładka książki Meksykański sen albo przerwana myśl indiańskiej Ameryki
Jean-Marie Gustave Le Clézio Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy publicystyka literacka, eseje
168 str. 2 godz. 48 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Le rêve mexicain ou la pensée interrompue
Data wydania:
2010-06-08
Data 1. wyd. pol.:
2010-06-08
Liczba stron:
168
Czas czytania
2 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788306032611
Tłumacz:
Zofia Kozimor
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Meksykański sen albo przerwana myśl indiańskiej Ameryki w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Meksykański sen albo przerwana myśl indiańskiej Ameryki

Średnia ocen
7,3 / 10
33 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Meksykański sen albo przerwana myśl indiańskiej Ameryki

avatar
218
215

Na półkach:

Bezwględnie warto -zwłaszcza, że w powszechnej świadomości kultury prekolubijskie jawią się jedynie jako horror bezmyślnego zabijania ( swoją rolę w tym odegrał i film- sławetne Apocalypto , technicznie produkcja doskonała jednak bardzo jednostronna). Le Clezio pokazuje filozoficzną złożoność mitologii prekolumbijskich i stawia pytania o sens dzisiejszych, powierzchownych zazwyczaj ocen kultury in statu nascendi, tuż przed wyjściem z późnego neolitu.

Bezwględnie warto -zwłaszcza, że w powszechnej świadomości kultury prekolubijskie jawią się jedynie jako horror bezmyślnego zabijania ( swoją rolę w tym odegrał i film- sławetne Apocalypto , technicznie produkcja doskonała jednak bardzo jednostronna). Le Clezio pokazuje filozoficzną złożoność mitologii prekolumbijskich i stawia pytania o sens dzisiejszych, powierzchownych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
122
122

Na półkach: ,

Książkę rozpoczyna przejmujący - i bodaj najlepszy w całym zbiorze - esej pt. „Sen zdobywcy”, traktujący o konkwiście jednego z największych chrześcijańskich zbrodniarzy w historii, a mianowicie Hernána Cortésa.

Skala zniszczenia opisanego przez autora dodatkowo w rozdziałach „Sen barbarzyńców” i „Przerwana myśl indiańskiej Ameryki” jest doprawdy przygniatająca i ukazuje w znakomity sposób jak religia może stać się narzędziem – czystego jak ZłoTo - diabelstwa.

W kilku pozostałych esejach, Le Clézio przybliża mitologię, religię i kulturę Indian, ale niestety, w obliczu przerażających opisów konkwisty, wszystko inne po prostu blednie i odchodzi w niepamięć.

Książkę rozpoczyna przejmujący - i bodaj najlepszy w całym zbiorze - esej pt. „Sen zdobywcy”, traktujący o konkwiście jednego z największych chrześcijańskich zbrodniarzy w historii, a mianowicie Hernána Cortésa.

Skala zniszczenia opisanego przez autora dodatkowo w rozdziałach „Sen barbarzyńców” i „Przerwana myśl indiańskiej Ameryki” jest doprawdy przygniatająca i ukazuje w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1915
1373

Na półkach: ,

Lubię czasem sięgać po książki nieoczywiste - takie po których nie wiem czego mogę się spodziewać. Lubię sama wyrabiać sobie zdanie a nie bazować czy odnosić się do innych. Taką książką jest właśnie literacki, bardzo nostalgiczny, dotykający jakich wrażliwych, uśpionych strun esej o zagładzie Majów.

Autor miesza historię, relacje współcześnie konkwiście żyjących świadków z własnymi odczuciami i przemyśleniami snując opowieść o świecie i ludziach, którzy padli łupem przebiegłości, chciwości, brutalności ale i równocześnie stali się ofiarami samych siebie: swoich wierzeń i przekonań. Autor chce się z tym wszystkim zmierzyć, skonfrontować to co przetrwało w ogólnej świadomości z tym co naprawdę miało miejsce. Przywołuje całe mnóstwo danych i faktów ubierając je w piękne słowa.

,, Meksykański sen" zmusza do refleksji, nie tylko o tym co było ale i o tym co jest. O tym jak jedna, bardziej ekspansywna kultura niszczy inną, o wzajemnym niezrozumieniu, o uniwersalnych ludzkich przywarach i grzechach, o tym co chcemy widzieć. Trudny, mocny esej, który czyta się bardzo powoli i powoli zajmuje miejsce w świadomości.

Lubię czasem sięgać po książki nieoczywiste - takie po których nie wiem czego mogę się spodziewać. Lubię sama wyrabiać sobie zdanie a nie bazować czy odnosić się do innych. Taką książką jest właśnie literacki, bardzo nostalgiczny, dotykający jakich wrażliwych, uśpionych strun esej o zagładzie Majów.

Autor miesza historię, relacje współcześnie konkwiście żyjących świadków z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

196 użytkowników ma tytuł Meksykański sen albo przerwana myśl indiańskiej Ameryki na półkach głównych
  • 149
  • 44
  • 3
34 użytkowników ma tytuł Meksykański sen albo przerwana myśl indiańskiej Ameryki na półkach dodatkowych
  • 20
  • 6
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Meksykański sen albo przerwana myśl indiańskiej Ameryki

Inne książki autora

Jean-Marie Gustave Le Clézio
Jean-Marie Gustave Le Clézio
Francuski pisarz, autor ponad 30 książek, laureat Nagrody Renaudot w 1963 i Literackiej Nagrody Nobla w 2008 roku za "za nowe odkrycia, poetycką przygodę i sensualną ekstazę, badanie człowieczeństwa ponad i poza granicami cywilizacji". Pierwszą podróż odbył w wieku 7 lat do Nigerii, gdzie przebywał ojciec. Studiował literaturę francuską w Collège Littéraire Universitaire w Nicei i uzyskał stopień doktora. Potem, po pobycie w Londynie i Bristolu, wyjechał do USA, gdzie pracował jako nauczyciel. W 1967 roku rozpoczął służbę wojskową w Tajlandii, jednak po kilku miesiącach musiał stamtąd wyjechać po tym, jak zaczął głośno krytykować żołnierzy wykorzystujących seksualnie dzieci. Wysłano go do Meksyku, by tam dokończył służbę. Le Clézio wykorzystał ten czas nie tylko na ćwiczenia wojskowe, lecz także na działalność kulturalną. Żywo uczestniczył w tworzeniu Biblioteki Instytutu Francuskiego w Ameryce Łacińskiej. Podjął również studia na Uniwersytecie w Meksyku, w dziedzinie języków Indian (maya, nahuatl).W tym okresie wielokrotnie podróżował do Panamy, gdzie przez cztery lata 1970 - 1974 mieszkał wśród Indian, poznając lepiej ich język. Zainteresowanie kulturą indiańską znalazło odbicie w kilku jego książkach, m.in. przekładach mitów ("Prophéties de Chilam Balam") i powieści "Urania". W roku 1980 został pierwszym laureatem Nagrody Paul-Morand ufundowanej przez Akademię Francuską (za powieść "Pustynia"),zaś w 1983 roku obronił doktorat z zakresu historii (nt. Michoacán),na Uniwersytecie w Perpignan, w Instytucie Studiów o Meksyku. Zaczął również wykładać na uniwersytetach w Bangkoku, Bostonie, Austin, Meksyku i Albuquerque. Zaczął pisać w wieku siedmiu-ośmiu lat. Sławę przyniosła mu już pierwsza powieść, "Protokół", nominowana do nagrody Goncourtów i nagrodzona Nagrodą Renaudot w 1963 roku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Podróż bez końca Claudio Magris
Podróż bez końca
Claudio Magris
„Podróż się liczy, nie dotarcie do celu” – tę maksymę T.S. Eliota Autor nie tylko bierze sobie do serca, ale i ją twórczo rozwija… Następna moja, a już 6., przepiękna, egzystencjalna rzecz Claudia Magrisa. Zgadzam się tu niemal z każdym słowem, także dlatego, że magia podróży od zawsze działa na mnie w szczególny sposób. Cudownie niezwykłe jest to zawieszenie pomiędzy różnymi światami – tym, z którego się wyjechało a tym, do którego się dąży – do czego wszak dochodzą jeszcze światy przechodnie czy przejezdne. To chyba dlatego tak nie lubię latać samolotem, bo pozbawia mnie możliwości chłonięcia tego wszystkiego pomiędzy startem a metą…. Kolejna znakomita książka włoskiego intelektualisty poświęcona częściowo teorii podróżowania, a częściowo intelektualnym impresjom, z wyjazdów w różne części świata, w tym i do naszego kraju Akurat opisy podróży do Polski niezbyt się wyróżniają, chyba że pewną powierzchownością. Nota bene, wzmiankując o odbudowanej Starówce, Autor pisze przewrotnie – a pamiętajmy, że we Włoszech historyczna substancja nie uległa wielkiej zatracie – nie zapomnę widoku romańskiego kościołka pomiędzy dwoma pasami autostrady: „W tej odtworzonej przeszłości jest coś widmowego. Można się zastanawiać co by się stało, gdyby wszędzie na całym świecie odbudowywano bez przerwy starannie i wiernie wszystko, co czas, zła pogoda, erozja i wojny zdołały zniszczyć. Samoloty lądowałyby na rzymskich castra w pobliżu świątyń Merkurego. Pracownicy giełdy z Wall Street tworzyliby i unicestwiali imperia nie pośród wieżowców, lecz holenderskich domków i nowiusieńkich indiańskich wigwamów. Postępowalibyśmy wszyscy jak koczownicy na pustyni, którzy stawiają ponownie namiot, ponieważ poszarpał go wiatr”. Ale zostawmy to, bo bardziej się liczy to, co Autor ma nam do powiedzenia, jeśli chodzi o istotę tymczasowej zmiany miejsca pobytu. I tu aż się prosi o zacytowanie wspaniałych zdań dotyczących związanych z tym nadziei, złudzeń, samooszukiwań, zawodów, zachwyceń…. Paradoksalnie, a może i nie, najciekawszą częścią tej niepozornej książeczki jest (rzekoma) przedmowa, w której Autor zawarł najważniejsze przemyślenia o fenomenie podroży. A tam takie cudowności… „Podróżuje się w rzeczywistości jak w teatrze, przesuwając dekoracje, otwierając nowe przejścia, gubiąc się ślepych zaułkach i zatrzymując się przed fałszywymi drzwiami narysowanymi na ścianie”. „Podróżowanie ma zatem coś wspólnego ze śmiercią, lecz jest również odwlekaniem śmierci, odkładaniem na jak najpóźniej przybycia na miejsce spotkania z istotą rzeczy, podobnie jak przedmowa odwleka prawdziwą lekturę”. „Prolog pasuje jednak do zbioru szkiców o podróży ponieważ podróż w świecie i na papierze jest sama przez się wieczną preambułą, wstępem do czegoś, co ma nastąpić I co jest tuż tuż”. „Podróżować i czuć się zawsze jednocześnie w nieznanym i w domu, wiedząc wszakże, iż nie mamy domu”. „Podróżny jest widzem, nie angażuje się głęboko w rzeczywistość, którą przemierza, nie ponosi winy za okrucieństwa, hańbę, tragedie krajów, w które się zapuszcza. W podróży dobrze się czujemy, ponieważ z wyjątkiem jakichś nieszczęść, nie może się tak naprawdę nic przytrafić”. „Okrucieństwo podróży, ostrzega Canetti, polega na tym że podróżny spogląda na świat z ciekawością. Jest w jakimś sensie skłonny zgodzić się na to, co widzi, na zło i niesprawiedliwość. Gotów jest raczej poznawać je i rozumieć niż zwalczyć zwalczać i starać się pokonać. Podróż do krajów totalitarnych na przykład zaznaczona jest zawsze trochę winą, wspólnictwem albo przynajmniej neutralnością wobec przemocy i hańby”. „Podróż jest również przyjemną, nudną, miłą nieistotnością. Najbardziej ryzykowna trudna i zachwycająca przygoda staje się naszym udziałem w domu. To tam gra toczy się o życie o zdolność do miłości lub jej brak o bycie szczęśliwym i umiejętność dawania szczęścia”. „Podróżowanie oznacza liczenie się ze światem, lecz również z jego alternatywnym obliczem”. „Podróżować nie po to, aby dotrzeć do celu, lecz aby dojechać jak najpóźniej, aby nie dojechać - o ile to możliwe – nigdy”. „Podróż w przestrzeni jest zarazem podróżą w czasie i przeciw czasowi”. „W miejscach pełnych życia grozi nam, że niczego nie zobaczymy, tak jak kiedy nie słyszymy nic, kiedy jest zbyt głośno; przesyt rzeczywistości utrudnia jej odbiór”. „Wielu przyjaciół pyta mnie, jak to się dzieje, że nie męczą mnie takie dalekie i częste podróże. Męczymy się raczej w domu we własnym mieście i własnym świecie. Udręczeni przez obowiązki i kłopoty, przebici tysiącem codziennych trujących strzał, przytłoczeni przez idole własnego plemienia (…). Podróż, nawet najciekawsza, jest zawsze pauzą, ucieczką, doświadczeniem braku odpowiedzialności, odpoczynkiem od wszelkiego prawdziwego ryzyka. Wraca się więc do domu do świata dorosłego, pełnego powagi, nie pozwalającego na ucieczkę”. Wśród przeróżnych odwiedzanych miejsc szczególnie interesująco Autor pisze o – dalibóg, nieznanych mi - wyspach Scilly, leżących na południe od Kornwalii. Kilka godzin rejsu albo pół godziny lotu śmigłowcem wystarczy, żeby znaleźć się „pośród tropikalnej roślinności, agaw i palm, australijskich eukaliptusów, irysów i niebiesko-fiołkowych lilii z południowej Afryki, orchidei, kęp purpurowego przypołudnika, szkarłatnego żmijowca sterczącego niczym jakieś pyszny erotyczny symbol”. A wszystko dzięki prądowi zatokowemu i ludziom z 19. wieku, którzy przyczynili się do obfitości wyspy i hodowli kwiatów. „Wyspy te zasługują na to, aby utożsamiać je z Wyspami Szczęśliwymi (…). Niczym nie zakłócony czar trwa nadal, przejrzysta jasność triumf witalności we wszystkich jej formach i kolorach, rozmaitość roślin i ptaków, mew i czapli, kormoranów i nawałników burzowych, hełmiatek i biegusów krzywodziobych, kulików i szpaków” (czy nawałnik burzowy to aby nie pleonazm?). „To miejsce szczęśliwości, wielkiej perswazji i spokoju, bezwarunkowego „tak” wypowiedzianego życiu, kiedy zdajemy się na fale albo leżymy na piasku w harmonii z czystym i absolutnym istnieniem, wyzbytym wszelkiej aktywności i wszelkiego celu, wypełnionym jedynie wolnym i pustym mijaniem godzin, co jest być może najbardziej swobodnym intensywnym i rozkosznym odbieraniem świata. Być może jest również pamięcią płynu owodniowego pierwotnego oceanu, z którego wywodzi się nasz gatunek, wód, które poznaliśmy na początku naszej jednostkowej egzystencji”. Urzekły mnie także szwedzkie impresje…. „Północ to przede wszystkim światło, zwłaszcza późnym popołudniem, kiedy dzień przechodzi wieczór oczekiwany już od kilku godzin, lecz który - jak się zdaje - nigdy nie zapadnie odraczany przez upartą jasność. (…) Pod tropikalnym albo równikowym niebem, gdzie ciemność zapada nagle i przechodzi błyskawicznie od oślepiającego nieznośnego słońca do nocy, przybysz z Europy tęskni za owym zwlekającym zmierzchem i czuje się obco”. „Na stronach wielu arcydzieł literatury skandynawskiej światło staje się blaskiem prawdziwego życia i jego niedostatku - obietnicą i rozczarowaniem, szczęściem i melancholią, sensem życia przezierającym zza bezpośrednio dostępnej rzeczywistości.”. I jeszcze o przemijaniu, bo czymże jest życie, jeśli nie podrożą w jedynie możliwym kierunku… „Twarz musi zdradzać nasz wiek znoszony, o ile to możliwe z godnością, nie zaś rozpaczliwie ukrywany. Wstawić sobie brakujący ząb to oczywiste, ale lifting a la Dorian Gray pozostaje czymś przygnębiającym. Sensem naszego życia jest jego wymiar czasowy, historyczny. Kwitnięcie, lecz także dojrzewanie i przemijanie”. „Niemal zawsze mamy zbyt wiele powodów, by pragnąć, żeby życie minęło tak szybko, jak to tylko możliwe, by teraźniejszość stała się jak najprędzej przeszłością, żeby już nadeszło jutro, ponieważ oczekujemy z niepokojem diagnozy lekarza, początku wakacji, ukończenia książki rezultatu jakiegoś działania”. PS Fatalny błąd ws. zagłady Ormian, gdy czytamy, że była dokonana przez "młodych Turków". Chodzi oczywiście nie o wiek, tylko o ugrupowanie tzw. „młodoturków”, które pchnęło Turcję w nowoczesność oraz w niepojęty mord Ormian (najpewniej to błąd tłumacza) Inne cytaty… „Być może najbardziej autentyczną literaturą jest dzisiaj ta, która nie posługuje się czystą wyobraźnią i fikcją lecz mówi bezpośrednio o faktach i rzeczach”. „Żyjemy i poruszamy się po nowoczesnym średniowieczu globalnym i wyrafinowanym, które w zawrotnym tempie przekształca świat pod względem technologii, nie wierzy jednak, że potrafi nadać mu sens”. , „Islam w czasach panowania Arabów w Hiszpanii był bardziej liberalny i tolerancyjny niż chrześcijaństwo. Cywilizacja przybiera niekiedy fałszywy obraz również w cudzej zbiorowej wyobraźni”. „To właśnie Don Kiszoci widzą, iż rzeczywistość się rozpada i może ulec zmianie. Ludzie rzekomo praktycznie oświadczający z dumą, że nie snują marzeń, wierzą zawsze aż do dnia poprzedzającego jego runięcie, że Mur Berliński będzie trwał”. „Poznać jakiś kraj oznacza dla mnie również wykąpać się w jego morzu, poczuć na skórze jego wodę, dostrzec jego blask i przezroczystość, rozpoznać jego smak”. „Wszystkie najważniejsze rzeczy - miłość, szczęście, cierpienie - zdarzają się przypadkiem albo na mocy łaski, kiedy wypuszczamy z rąk cugle i pozwalamy unieść się życiu”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na89 miesięcy temu
Wspomnienia Alexis de Tocqueville
Wspomnienia
Alexis de Tocqueville
Mam nadzieję, że żaden spośród – z przeproszeniem - polityków dzisiejszej Polski nie pisze wspomnień. Nie jest bowiem możliwe, by którykolwiek z nich nawet zbliżył się do poziomu Tocqueville’a – prawdziwego artysty polityki, faktycznego twórcy politologii... Nie, czekaj, zaczynam inaczej… Mam nadzieje, że wszyscy ci – z przeproszeniem - politycy dzisiejszej Polski piszą wspomnienia. Każde bowiem obnaży miałkość tych ludzików wobec poziomu, inteligencji i znajomości zasad polityki Tocqueville’a, by nawet nie wspominać literackiej maestrii jego stylu…. Mimo ze pochodzący z arystokracji, to wróg rewolucji de Tocqueville za największą wartość społeczeństwa uznawał wolność. W swych słynnych „O demokracji w Ameryce” i „Dawny ustrój i rewolucja” pisał, że największym zagrożeniem dla niej jest - jakże demokratyczna! - tyrania większości. Jednostka ma zaś przed nią obronę w wolności stowarzyszeń i wolności słowa. Wszystko to – jak na klasyka - aktualne zawsze i wszędzie, a zwłaszcza w dzisiejszej Polsce. Nie mogę sobie zatem odmówić paru cytatów Mistrza co do uniwersalnych zasad obecnych w polityce, odkąd ona istnieje i dopóki będzie trwała, bo trwa mać…. O obalonym królu Ludwiku Filipie: … W zachowaniu był stateczny, pełen prostoty w przyzwyczajeniach i umiarkowany w gustach (…),ludzki, ale nie wrażliwy, zachłanny i łagodny, żadnych hałaśliwych namiętności, żadnych rujnujących słabości, żadnych rażących przywar (…) głęboki znawca ludzi, ale tylko poprzez ich wady, sam bez wiary, nie wierzył w wiarę innych, władzę i nieuczciwych dworzan kochał w sposób tak naturalny, jakby rzeczywiście urodził się na tronie, z ambicjami nigdy nie nasyconymi i nigdy przesadnymi, zawsze przyziemnymi (…) Tworzył długie zdania, których rozmiaru i końca nie mógł z góry przewidzieć i z których wydobywał się w końcu siłą, gubiąc sens i i nie kończąc myśli… …Rewolucje rodzą się z ogólnej choroby umysłów z nagła przechodzącej w stan przesilenia wywołany przypadkową okolicznością, której nikt nie przewidział, co zaś do mniemanych inspiratorów i wodzów, niczego nie zainspirowali, niczemu nie przewodzili. Potomność, która dostrzega tylko wielkie zbrodnie, a której umykają zazwyczaj przywary, nie dowie się być może nigdy, do jakiego stopnia rządy przybrały charakter towarzystwa przemysłowego, gdzie wszystkie operacje są nastawione na zysk, jaki mogą z nich osiągnąć jego członkowie… …Gdy rząd staje się niepopularny, zdarza się, że przedstawiciele tej klasy, której okazywał on względy i przez to stracił popularność, nad przywileje, jakie im on zapewnia, przedkładają wyrzekanie nań razem z wszystkimi… …Przyczyną rzeczywistą, przyczyną sprawczą, która powoduje utratę władzy przez ludzi jest to, że stali się oni niegodni by ją sprawować… …Największe ryzyko upadku pojawia się dopiero po dużym sukcesie. Jak długo trwa zagrożenie, ma się do czynienia tylko z przeciwnikami, których można pokonać, lecz po zwycięstwie zaczyna się mieć do czynienia z samym sobą, ze swoją gnuśnością, ze swoją pychą, z zawodnym poczuciem pewności, jakie daje zwycięstwo, a wtedy łatwo o klęskę… … Iluż to oglądałem ludzi żałujących własnej uczciwości i popadających w rozpacz z tego powodu, że czuli jak najpiękniejsze lata ich życia upływają na krytykowaniu wad u innych – wobec niemożności folgowania wadom własnym i sycenia się nadużyciami inaczej niż w wyobraźni. Przez ten długi okres wstrzemięźliwości większość z nich nabawiła się takiego apetytu na posady, honory i pieniądze, że łatwo można było przewidzieć, iż przy lada okazji rzucą się do władzy z łapczywością, która im nie pozwoli wybierać ani momentu, ani kąska…. …Był to moment, w którym starano się wyciągnąć korzyść z wszystkich nicponi, jakich posiadało się w rodzinie. Jeśli szczęśliwym zbiegiem okoliczności posiadało się kuzyna, brata lub syna, który się zrujnował skutkiem hulactwa, miał on widoki na karierę, a jeśli odznaczył się ponadto jakąś ekstrawagancką teorią, mógł liczyć, że zajdzie najwyżej… …Faktem jest bowiem, faktem godnym pożałowania, że upodobanie do funkcji publicznych i pragnienie życia z podatków nie są u nas wcale chorobą właściwą jakiejś jednej partii, jest to wielka i stała ułomność całego narodu, jest to łączny produkt demokratycznej konstytucji naszego społeczeństwa obywatelskiego i nadmiernej centralizacji naszego aparatu władzy, jest to ukryta choroba, która trawiła wszystkie dawne rządy i która tak samo trawić będzie wszystkie nowe… …Zdarzenie obalające gabinet wystawia na szwank to fortunę jednego, to posag córki drugiego, to znów karierę syna jeszcze innemu. Dzięki temu trzyma się w garści prawie wszystkich. Większość z nich nie tylko poszła w górę dzięki sprzedajności, ale rzec można wręcz z niej żyła, i spodziewała się żyć z niej nadal, skoro bowiem gabinet przetrwał osiem lat, przywyknięto do myśli, że trwać będzie zawsze, przywiązano się do niego tym poczciwym i niezachwianym przywiązaniem, jakie chłop żywi do swego pola... …Trzeba zauważyć, że aby spora ilość członków opozycji zrobiła z siebie podobne widowisko, wystarczyłoby wystawić ją na podobną próbę. Jeśli wielu broniło rządu tylko dla zachowania różnych gratyfikacji i stanowisk, to muszę powiedzieć, że wielu opozycjonistów zdawało się go atakować wyłącznie po to, by się ich dochrapać… …Trwała gorączka używania dóbr materialnych, która – podniecana przez rząd – ogarnęła tę ludność, demokratyczna choroba zawiści, która skrycie ją trawiła… …Korumpować lud, nie stawiając mu czoła; odchodzić od ducha Konstytucji, nie tykając jej litery; przeciwstawiać sobie przywary kraju; łagodnie roztapiać namiętności rewolucyjne w żądzy materialnego użycia - to była idea całego jego życia, a pomału stała się nie tylko naczelną, lecz wyłączną…. …Co do prezydenta, to właśnie w polityce zagranicznej pokazywało się, jak jeszcze był słabo przygotowany do wielkiej roli, która powierzyła mu ślepa fortuna… ….Czyż nie czujecie Panowie jakąś instynktowną intuicją - której nie da się uzasadnić, lecz która nie zawodzi - że w Europie znowu drży ziemia? Czy nie czujecie w powietrzu wiatru rewolucji? Tego wiatru, o którym nie wiadomo gdzie się rodzi, skąd przychodzi i kogo porwie. I w taką porę pozostajecie spokojni wobec zepsucia publicznych obyczajów, a to słowo nie jest zbyt mocne. Czy w godzinie, która właśnie wybija, macie pewność jutra? Czy wiecie, co może się stać (…) za rok, za miesiąc, może za dzień? Tego nie wiecie, lecz macie świadomość, że nad horyzontem jest burza, że do nas nadciąga. Czy pozwolicie jej się zaskoczyć?... …Naprawcie zło skutecznymi środkami, atakując je nie w symptomach, lecz w jego istocie. Mówiono o zmianach w ustawodawstwie. Skłonny jestem sądzić, że zmiany te są nie tylko pożyteczne, lecz konieczne, wierzę w potrzebę reformy prawa wyborczego, w pilność reformy parlamentarnej, lecz Panowie, nie jestem na tyle nierozsądny, ażeby nie wiedzieć, że to nie prawa przesądzają o losach ludów. Nie, to nie prawny mechanizm tworzy wielkie zdarzenia, lecz sam duch rządów. Jeśli pragniecie, zachowajcie prawa, choć myślę, że to błąd, ale zachowajcie je, jeśli taka wasza wola, ale – na Boga – odmieńcie ducha rządów, albowiem duch rządów dzisiejszych prowadzi was w przepaść…. Szczególnie ciekawie Autor opisuje swe działania, gdy - jako szef francuskiego MSZ - popierał wraz z Anglią Turcję, od której car Mikołaj I zażądał - niemal grożąc jej wojną - wydania polskich dowódców powstania węgierskiego (gen. Bem, Dembiński i inni) podczas Wiosny Ludów, którzy po jego upadku poprosili o schronienie w Turcji. Młody sułtan godnie odmówił carowi wydania uchodźców, powołując się na „ludzkie uczucia, które nie pozwalają mu ich wydać”, bo „według naszej religii, każdy człowiek proszący o miłosierdzie, winien je uzyskać. . …Słowa godne ludzi cywilizowanych i chrześcijan… – komentuje minister de Tocqueville, zachęcając Turcję do oporu (boli w kontekście tego, co dziś na granicy?). A wysłannikiem cara, który przywiózł sułtanowi list z żądaniem wydania polskich uchodźców był…. książę Leon Radziwiłł. Nic nie uzyskał, a sułtan odpisał carowi, że nie uczyni kroku, który ”odebrałby mu poważanie w świecie” (boli też i tu, nie?). – Zacząć wojnę, żeby zmusić sułtana do wydania uchodźców i pogwałcenia praw człowieka było rzeczą niezmiernie trudną. Car znalazłby wsparcie w dzikich namiętnościach swego ludu, ale pogrążyłby się w opinii całego cywilizowanego świata; wiedział już, co się dzieje we Francji i Anglii. Postanowił ustąpić - konkluduje de Tocqueville…… (ech, jak daleko dziś jesteśmy od takiego moralnego rozumienia polityki). I to by było na tyle. Choć nie: osobom dziś zasiadającym w Sejmie życzę miłej lektury najścia ludu Paryża na Zgromadzenie Narodowe w maju 1848 r. Wspaniały opis u Tocquevilla tego incydentu – całkowicie krytyczny, of course - przebija wszystko inne. A ówcześni parlamentarzyści nie zostali bynajmniej wtedy pogonieni czy jeszcze gorzej (nikt też nie blokował im wyjścia z gmachu…..).
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na104 lata temu
O procesie cywilizacji Norbert Elias
O procesie cywilizacji
Norbert Elias
Czym naprawdę jest cywilizacja? Już samo pojęcie wzbudza niemałe kontrowersje. Dla jednych to nic innego jak technika, sposób bycia, nauka, idee oraz wierzenia.Dla jeszcze innych to z kolei pewne wspólne cechy i zachowania, które łączą ludzi w narody, odróżniając je od siebie. Dla Francuza i Brytyjczyka cywilizacja to duma ze znaczenia własnego narodu, z postępu cywilizacji Zachodu, dla Niemca oznacza ona już zewnętrzną stronę człowieka i jest podkategorią kultury. „O procesie cywilizacji” to książka wyjątkowa z dwóch powodów, stanowi ona kompletne dzieło z zakresu socjologii, a zarazem jest lekturą, która w przystępny sposób ukazuje rozwój człowieka na przestrzeni dziejów. Książka Norberta Eliasa „O procesie cywilizacji’ została podzielona na 4 części. W pierwszej autor skupia się na kwestiach metodologicznych, na próbie zdefiniowania terminu „cywilizacja” oraz na przeciwstawianiu jej pojęciu „kultury”. Druga część ukazuje społeczne przeobrażenia zachowań ludzkich, dowiadujemy się więc o średniowiecznych formach towarzyskich, o zmiennym podejściu wobec potrzeb fizjologicznych, jak i o zmianie stosunków między kobietą a mężczyzną. W trzeciej części autor zwraca uwagę na etapy rozwoju państwa, na jego formy i instrumenty, a w czwartej natomiast stara się określić źródła dominacji cywilizacji „Zachodu”, próbuje przybliżyć czytelnikowi kwestie zmian stosunków międzyludzkich oraz wyjaśnić na czym dokładnie polega racjonalizacja rozwoju cywilizacji. Warty uwagi jest także fragmentukazujący jak istotną rolę pełni wstyd w utrwalaniu zaistniałego porządku społecznego. Z mojego punktu widzenia najciekawsza była druga część książki, która ukazywała historyczny rozwój ludzkości z zupełnie innej, „przyziemnej” perspektywy. Norbert Elias pokazuje bowiem jak na przestrzeni wieków zmieniało się zachowanie człowieka, jego podejście do kwestii intymnych, do nowości technologicznych, a także do ogólnie pojętej ogłady. Okazuje się, że rzeczy które dziś są najzupełniej normalne wzbudzały w przeszłości niemałe kontrowersje. Czy komuś przyszłoby dziś do głowy, że pojawienie się widelca może przełożyć się na wzrost napięć społecznych, i że było potrzeba blisko pięciuset lat na to, aby stał się on narzędziem powszechnego użytku. Czy ktoś wie, że grzeczność w średniowieczu nakazywała wycieranie nosa lewą ręką, gdy bierze się mięsiwo prawą lub, że spluwanie przy stole było zwyczajowo dozwolone. Mawiano często: „Nie powstrzymuj śliny, nie przystoi jej połykać”. Autor pokazuje również, że podejście do nagości człowieka miało charakter ewolucyjny. W średniowieczu, wbrew powszechnie przyjętym opiniom panowała duża swoboda w ukazywaniu swej cielesności, w wiekach kolejnych różnie już z tym bywało. Od fazy wstydliwości, po skrajną rozwiązłość. „O procesie cywilizacji” to książka, któranie tylko obfituje w ogromne ilości informacji, to także książka, która nie tylko ukazuje nieznane aspekty z historii świata, ale to także książka, która sama może poszczycić się ciekawą historią. Życiowe dzieło Norberta Eliasa zostało wydane w przededniu II wojny światowej, wojny, która wybuchła w imię wyższości jednej cywilizacji nad drugą. Sam autor zaś z racji swego żydowskiego pochodzenia musiał uciekać z Niemiec. Dla niektórych ta książka może się wydawać zbyt teoretyczna, zbyt naukowa, ale nie ma w tym niczego nadzwyczajnego, bo to naukowa literatura, a Norbert Elias jest jedną z najważniejszych postaci współczesnych nauk społecznych, a przy okazji twórcą socjologii procesu. Zapraszam na stronę www.expertkujawski.pl
Mariusz Albiński - awatar Mariusz Albiński
ocenił na711 lat temu
Dziennik galernika Imre Kertész
Dziennik galernika
Imre Kertész
Specjalnie dla tej książki (niedostępnej inaczej) założyłem kartę biblioteczną. A trop do niej odkryłem w “Lekcjach ciemności” Dariusza Czai. Imre Kertesza poznałem dotychczas z dwóch głównych jego książek beletrystyczno-autobiograficznych (za mną 2/3 “trylogii ludzi bez losu”) - jak pewnie większość z nas. Tym razem zaś sięgam po jego eseistykę (?),a może raczej filozoficzny traktat (?). Czyż można nie być filozofem, gdy przeżyło się obóz zagłady, a do tego jeszcze ma się to szczęście/nieszczęście, by być Węgrem? Ciekawymi są te fragmenty, które pisarz umiejscawia na linii czasu obok dziejącego się zasadniczego (choć gdzieś w tle) procesu twórczego; dostajemy więc przemyślenia na bieżąco towarzyszące powstawaniu “Fiaska” i “Losu utraconego”, czy właściwie je poprzedzające. Trochę więc pozwala nam Kertesz wędrować poboczem swego procesu twórczego… Wszystko się w tym dzienniku-eseju zgadza, zwłaszcza to: trudno o Zagładzie dyskutować z tymi, którzy zagładę przeżyli, jeszcze trudniej zaś z tymi, którzy jej nie przetrwali. Już Auschwitz opowiedziane w naiwnej manierze głosu dziecka (“Los utracony”) jest straszne; opowiedziane po latach przemyśleń i własnym głosem dojrzałego pisarza jest niemal nie do zniesienia. Wraz z Ocaleńcem zagłębiamy się w wyrzut sumienia, którym jest jego świat. Trochę nam Pisarz ujawnia swojego poglądu na postać i rolę pisarza, trochę opowiada o swoim stosunku do przemiany tej postawy, jaka dokonuje się na jego oczach. Pozwala nam też podążać tropami swoich literackich fascynacji (Nietzsche, Camus, Hawthorne, Márai, Freud, Cioran). Tu dostajemy Kertesza i jako filozofa, i jako socjologa, i jako literaturoznawcę. Człowiek-orkiestra, człowiek epoki… I wielka, choć rozedrgana i rozbiegana tematycznie, literatura! Mocuje się że zmieniającym się światem i współczesnością, zmaga że starzeniem własnym i choćby własnej swej zanurzonej w demencji matki, nieustannie porównuje swe dokonania z Krudym czy Maraiem, jakby w poczuciu własnej małości. A nie wie jeszcze, że sławą i zaszczytami obu przebije… Książka do powolnego, namyślnego czytania. Zdanie po zdaniu. Jedno i to samo zdanie po dwakroć, po trzykroć… Do powrotu do niej za rok, za dwa, za dziesięć. A wszystko niemal będzie w niej jak nowe. Wymęczyła mnie cholernie, ale - o, tak! - było warto dać się pomęczyć. Okazuje się, że jeszcze dwadzieścia lat temu literackiego Nobla otrzymywali pisarze, którzy mieli coś do powiedzenia, którzy mieli jakąś głębię obserwacji i myśli. W tej odsłonie Pisarz chyba przemówił do mnie najbardziej. Zaczynałem czytać Ketresza nie od tego, co powinienem!
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na91 rok temu
Żywoty świętych poprawione ponownie Zbigniew Mikołejko
Żywoty świętych poprawione ponownie
Zbigniew Mikołejko
Zbigniew Mikołejko stawia sobie ambitne zadanie: nie tylko przedstawić biografie świętych polskich, lecz zrobić to na nowo – z perspektywy krytycznej, historycznej, antropologicznej. To nie jest hagiografia w tradycyjnym, bezkrytycznym sensie – raczej próba wypowiedzenia się wobec świętości jako wydarzenia dramatycznego, pełnego napięć, paradoksów, moralnych wątpliwości i niejednoznaczności. Książka obejmuje żywoty świętych polskich – od św. Wojciecha po późniejsze postaci – zarówno tych szeroko znanych, jak i niemal zapomnianych, obecnych głównie w kultach lokalnych. Autor wybiera porządek chronologiczny, co daje czytelnikowi możliwość obserwowania nie tylko indywidualnych losów świętych, ale także przemian historycznych, kulturowych i religijnych, które wpływają na rozumienie świętości w Polsce. Wydanie poszerzone, „ponownie” (wyd. 2024) zawiera więcej rozdziałów, więcej osób – także tych „późniejszych” – i uwzględnia Jana Pawła II wśród świętych. To wersja rozszerzona i pogłębiona względem wydania pierwotnego. Najbardziej zachwyca mnie - jak zawsze u Mikołejki - język: elegancki, często poetycki, operujący bogatym słownictwem, ale bez zadęcia, często sięgając po humor. Cechuje go pewna surowość krytyczna, zdolność do obserwacji detalu, jeśli trzeba – brutalności historii, jeśli trzeba – wielkości i wzniosłości. Nie boi się pokazać ciemnych stron: przemocy, polityki, zbrodni, niejasności motywacji, ambiwalencji – nawet w żywotach najświętszych postaci. Z drugiej strony – autor nie popada w cynizm czy odrzucenie wartości religijnych, ale stawia świętość jako wydarzenie antropologiczne: dramat ciało-dusza, dramat społeczny, dramat historii. To, co może czasami budzić kontrowersje – to zestawienie sacrum z profanum, świętego ideału z ludzkimi słabościami, a także ujmowanie świętości przez pryzmat tego, co historycznie możliwe, jednostkowe, ułomne. Jednym z najmocniejszych atutów "Żywotów..." jest to, że Mikołejko nie ukrywa – ani nie pomija – napięć między kultem a krytyką, między tym, co „oficjalne”, a tym, co ludowe, konwencjonalne i czasem przesadnie uproszczone. Zwraca uwagę, jak świadomość historyczna może, a może powinna, wpłynąć na sposób, w jaki rozumiemy postacie świętych – ich ludzką bolesność, ich zmagania – bez umniejszania ich znaczenia czy wartości dla wiernych. Jednak właśnie w tym obszarze książka bywa wymagająca, a osobom wychowanym w tradycyjnym modelu hagiograficznym może się wydać prowokacyjna lub nawet bolesna. Niewątpliwie Mikołejko proponuje w "Żywotach..." całkiem nowe, świeże spojrzenie na świętość – oderwane od mitów i uproszczeń, od sentymentów, ale też od chłodnej obojętności. Dostarcza głębszych kontekstów historycznych – nie tylko „żył, czynił cuda, został kanonizowany”, ale jakie były warunki społeczne, polityczne, kulturowe, jakie konflikty, sprzeczności, jakie paradoksy. Nie da się ukryć, że czasem gęstość faktów i odniesień historycznych może przytłaczać – nie każdy czytelnik będzie miał wiedzę pozwalającą natychmiast odczytać wszystkie aluzje czy konteksty. Podejście krytyczne, zwłaszcza gdy dotyka dogmatów, kultu religijnego, może być odbierane jako prowokacja lub lekceważenie – zależnie od światopoglądu czy wrażliwości czytelnika. Wydanie pierwotne – choć ważne – pozostawia pewne puste przestrzenie; wersja „ponownie” te braki uzupełnia, ale może też sprawić, że lektura staje się objętościowo wymagająca (ponad 700 stron w wydaniu poszerzonym). Dla mnie osobiście jednym z najciekawszych wątków jest potraktowanie świętości jako kategorii, która wymusza konfrontację z ludzką słabością i historią – nie byle jaką, lecz często tragiczną, pełną wyborów, które okazują się moralnie niejednoznaczne. Mikołejko sprawia, że święci nie są odległymi ideałami, lecz postaciami, które łączą historie zwykłych ludzi z dramatem ducha – osoby, które mogłyby budzić podziw, ale i zrozumienie, a czasem także bunt.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na86 miesięcy temu
Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach Krzysztof Rutkowski
Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach
Krzysztof Rutkowski
Krzysztof Rutkowski to taki miłośnik kultury francuskiej, który nie ma dla niej pobłażania w wielu jej aspektach. Potrafi np. napisać: “Czasami słodka Francja odsłania niechcący swe ineksprymable cuchnące i szare, bo niezmieniane od pół wieku. Otwieranie okien wtedy nie pomaga, a wylanie pół litra Chanela na łono i butelki whisky do gardła – nie zdaje się na nic”. To czwarta moja książka Autora, wybitnego intelektualisty, który ma nieszczęście nazywać się jak ktoś…. zupełnie inny. Jego znajomość wszystkiego, co się mieści w pojemnym pojęciu francuszczyzny jest po prostu zadziwiająca. Zarazem, co nieczęsto się zdarza, potrafi celnie uderzyć w słaby, czy też właśnie odwrotnie: silny, punkt tego, co opisuje. A może po prostu jest obiektywny - taka to dziwna przypadłość, przepadła już dawno niczym choćby trzepanie dywanów na podwórkach. I trzepie z zapałem nasz Autor ten francuski kobierzec aż iskry lecą, jaskrawe - bo zachwytu. Wystarczy nieco cytatów, by się przekonać, że mało kto pisze z takim pazurem. .. “W pierwszej połowie XIX wieku Paryż był miastem niesamowicie ciasnym, ciemnym, brudnym, błotnym i cuchnącym jak martwa ostryga”. “Powieści Balzaka i Stendhdala opisują tylko niewielką, cienką – jak bieda zupka – warstwę paryskiego społeczeństwa. 50 tysięcy paryżan żyło sobie w luksusie lub w dostatku; 250 tysięcy wiązało jakoś koniec z końcem, a 700 tysięcy klepało biedę z żałosnym dudnieniem pośród niepowtarzalnych zapachów po obu stronach Sekwany”. “Prawdziwy Babilon. Istna Sodoma. Paryż przerażał. Paryż był chorym człowiekiem Europy”. “Zagęszczenie ludności, stężenie brudu oraz wszelkiego plugastwa osiągnęło w niepięknych dzielnicach Paryża taki stopień, że nawet mieszkańcy nowych lub bogatych części miasta zaczęli się niepokoić”. “Przy zachlapanych stolikach wśród oparów, dymu, cuchu wilgotnych płaszczy i przepoconych koszul nieudani poeci, polscy emigranci i zwykli alkoholicy wyrzynali w pień królów i panów, zakładali zakony zarodowe na szczęśliwą przyszłość ludzkości, rozdzielali między siebie kobiety i zagrabione przez burżujów skarby. Znosili wszelką własność, tęskniąc do nowej pary własnych kalesonów. Niektórzy z nich umrą na suchoty, zwariują od przerzutów syfilitycznych, wskoczą do Sekwany, inni się wzbogacą jeszcze inni trafią do więzienia, reszta pójdzie do klasztoru”. “Psychoanalitycy twierdzą, że przyczyn homoseksualizmu Verlaine'a należałoby szukać w trzech słojach formaliną, w których jego matka zakonserwowała skutki wcześniejszych poronień.(...) Pewnego dnia w przypływie furii potłukł wszystkie słoje, potem rzucił się z nożem na ślubną małżonkę, prawie zadusił matkę, później postanowił zostać świętym”. “Prefekt miasta Paryża wydał w roku 1878 wszystkim policjantom tajnym, jawnym i dwupłciowym rozporządzenie, by pod żadnym pozorem nie zatrzymywali Verlaine'a. “Henri de Toulouse-Lautrec miał metr 52 cm wzrostu i najlepiej czuł się pod stołem lub w burdelu. (...) Koiły go w ramionach krągłe egerie. Wtulał się cały pod ich biusty, rozpłaszczał na brzuchu, wsysał w pępek”. “W latach osiemdziesiątych zeszłego stulecia paryska bohema zmieniała skórę. Dawniej stanowiła sposób na życie. Powoli zamieniała się w zorganizowaną, zbiorową sztukę reklamy”. Jednym z ulubionych bohaterów Autora jest markiz Donatien Alphonse François de Sade. Najwspanialszy jest fragment o jego testamencie, w którym wyraził wolę, aby pochowano go w jego prowincjonalnym majątku, gdzieś w gęstwinie ogrodu (co się jednak nie stało, bo majątek wcześniej sprzedano). “Na zasypanym dole posadzić na powrót wszelkie chwasty, aby wyżej wspomniany dół nie odróżniał się niczym od otoczenia, a zagajnik zarósł jak wprzódy, i aby po moim grobie nie pozostał najmniejszy ślad na powierzchni ziemi podobnie – jak mniemam – pamięć o mnie wśród ludzi zaginie, z wyjątkiem może tyciej garstki nielicznych, którzy obdarzyli mnie swą miłością aż do ostatniej chwili i o których słodkie wspomnienie zabiorę ze sobą do grobu”. Autor celnie wytyka Francji prorosyjskość w XIX wieku i prosowieckość w XX. Wiele miejsca zajmuje rozprawa Rutkowskiego z taką orientacją zwłaszcza u francuskich intelektualistów. “Największy podziw budziła, budzi i budzić będzie nad Sekwaną Rosja. Najpiękniejszy most w Paryżu nosi imię cara Aleksandra III”. “Do połowy XIX wieku, mniej więcej do upadku Wiosny Ludów, francuska lewica adorowała i miłośnie wzdychała do Polski oraz narodów podobnie uciśnionych. Rosja jawiła się jako upiór i oprawca. (...) W drugiej połowie XIX wieku sympatia do Polski stopniała we Francji jak lód na słońcu, by rozpuścić się w brudnej kałuży po Komunie Paryskiej. W dwudziestoleciu międzywojennym podziw wzbudzała już na Sekwaną tylko Rosja sowiecka, a po roku 1945 fala rusofilli z gwiazdą rozpłynęła się we Francji jak sos beszamelowy po kotlecie z mlecznego jagnięcia”. “Trudno sobie nawet dzisiaj wyobrazić, do jakiego stopnia komunizm sowiecki stał się obiektem pożądania dla francuskich środowisk intelektualnych (...) To widmo gdzie indziej przelewanej krwi tak przyjemnie łechtało wyobraźnię w uniwersyteckich salach, w kawiarniach i w salonach. Niczym wspomnienie o słodkich razach zadawanych szpicrutą boskiego markiza”. “We Francji na literackie sukcesy mogą liczyć wyłącznie osoby, które poznały wszelkie zawiłości składni oraz ortografii mowy Racine'a i Moliera. Ponadto warto być draniem i w odpowiednim czasie sympatyzować z czerwonymi. Albo z Czarnymi Panterami, Frakcją Czerwonej Armii lub terrorystami z OWP. Jean Genet popierał z całego serca zarówno Pantery, jak i Arabów, bowiem doszedł do wniosku, że to bardzo piękni chłopcy. Wyznał jednocześnie z żalem, że z żadnym z przystojnych bojowników o wyzwolenie Palestyny nie udało mu się spędzić nocy”. “W 1954 roku Jean Paul Sartre napisał, że każdy obywatel Związku Radzieckiego cieszy się zupełną wolnością słowa i ma prawo krytykować sowiecką władzę ile wlezie. (....) Doszedł do wniosku, że kapitalizm nie może już niczego ofiarować ludzkości. Jedyną rozsądną propozycją jest komunizm. Jak zaczniemy krytykować komunizm, to stracimy sens życia. Jak się straci sens życia – to koniec”. I jeszcze francuska obsesja na punkcie wiecznej młodości: “Tu starości unika się jak kataru lub po prostu w ogóle nie zauważa, niczym kloszarda na ławce, psich odchodów na chodniku lub grymasu na ustach teściowej. Starość nie istnieje a młodość stała się synonimem piękna”. “Bycie w formie zastąpiło obecnie bycie w prawdzie. Zdrowie stało się celem samym w sobie, a młodość absolutem”. Albo taka inteligentna złośliwość: “Kiedy byłem małym chłopcem, to ze wszystkich francuskich profesorów lubiłem najbardziej Claude’a Levi-Straussa, ponieważ kojarzył mi się nieuchronnie z wybornymi dżinsami, które wtedy uznawałem za szczyt osiągnięć rękodzieła artystycznego”. Wielkie wrażenie na koniec wywiera opis kopii listów pisanych ze strefy okupowanej i przechwyconych na rozkaz kolaboracyjnego francuskiego “rządu” Vichy. Niemcy tego nie żądali, to była czysto francuska narodowa inicjatywa. “Tysiące francuskich urzędników pocztowych otwierało codziennie przez 8 godzin (z przerwą na obiad) dziesiątki tysięcy prywatnych listów nad parą i przepisywało je pracowicie z kopiami na przebitce, bo marszałek Petain chciał koniecznie wiedzieć, jakie w narodzie panują nastroje. (...) Tysiące pracowników poczty i telegrafu podsłuchiwało rozmowy Francuzów i notowało wybrane fragmenty”. “Szpiegowano w majestacie prawa, stosy pracowitych stron wędrowały do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w uzdrowisku Vichy, a konsekwencje – w wypadkach uznanych za niebezpieczne – spadały na gadułów jak piorun w zacierkę”. Pasjonująca to lektura książki mojego ulubionego wydawnictwa Słowo/Obraz/Terytoria...
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na86 miesięcy temu

Cytaty z książki Meksykański sen albo przerwana myśl indiańskiej Ameryki

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Meksykański sen albo przerwana myśl indiańskiej Ameryki