rozwińzwiń

Wojna

Okładka książki Wojna autora Jean-Marie Gustave Le Clézio, 9788374147538
Okładka książki Wojna
Jean-Marie Gustave Le Clézio Wydawnictwo: W.A.B. Seria: Don Kichot i Sancho Pansa literatura piękna
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Don Kichot i Sancho Pansa
Tytuł oryginału:
La guerre
Data wydania:
2010-06-16
Data 1. wyd. pol.:
2010-06-16
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374147538
Tłumacz:
Krzysztof Teodorowicz
Średnia ocen

5,8 5,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wojna w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wojna

Średnia ocen
5,8 / 10
79 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wojna

avatar
7
6

Na półkach:

dzieło z końca lat sześćdziesiątych; jest więc wojna w Wietnamie (i migawkowo The Rolling Stones) w niewielu wplecionych w tekst krótkich okienkach prasowych bądź prasopodobnych relacji zdarzeń z tamtych czasów; to nieliczne momenty zakotwiczenia narracji w widzialnej rzeczywistości; właściwa bowiem treść to - takie odniosłem wrażenie - relacja z jakiegoś przedłużającego się, męczącego, odrealnionego snu, który, jak to sen, zrozumiały jest co najwyżej dla śniącego; wrażenie to tym większe, że główny bohater koszmaru Bea B., wciąż w nieokreślonym ruchu, właściwie nigdy się nie zatrzymuje, podążając nie wiadomo dokąd i po co (w poszukiwaniu źródeł wojny w naturze człowieka?); powstała w ten sposób niekomunikatywna, choć jawnie antywojenna fantasmagoreska, dla mnie osobiście nużąca już po kilkunastu stronach; ale są różne gusta, więc w konkluzji powiem: rzecz dla entuzjastów i hobbystów;

dzieło z końca lat sześćdziesiątych; jest więc wojna w Wietnamie (i migawkowo The Rolling Stones) w niewielu wplecionych w tekst krótkich okienkach prasowych bądź prasopodobnych relacji zdarzeń z tamtych czasów; to nieliczne momenty zakotwiczenia narracji w widzialnej rzeczywistości; właściwa bowiem treść to - takie odniosłem wrażenie - relacja z jakiegoś przedłużającego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
22
16

Na półkach:

Rozumiem, że dla wąskiego grona akademików i snobów ta pozycja może być odkrywcza, awangardowa i nieoczywista. Dla mnie jednak, prostego chłopa, to jest kompletny gniot, robienie sobie jaj z czytelników przez autora i naciąganie na kasę przez wydawców. Lubię kończyć rozpoczęte książki, tak więc doczołgałem się do końca, ale już po 30 stronach nie wiedziałem po co to czytam. Książka o niczym dla nikogo.

Rozumiem, że dla wąskiego grona akademików i snobów ta pozycja może być odkrywcza, awangardowa i nieoczywista. Dla mnie jednak, prostego chłopa, to jest kompletny gniot, robienie sobie jaj z czytelników przez autora i naciąganie na kasę przez wydawców. Lubię kończyć rozpoczęte książki, tak więc doczołgałem się do końca, ale już po 30 stronach nie wiedziałem po co to czytam....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
8
1

Na półkach:

Uh. Naprawdę ciężko było mi przebrnąć. Ocenę wystawiam wysoką ze względu na język. Le Clezio pisze cudownie. Jego zdania są melodią, lecz samo piękno w książce nie wystarczy.

Uh. Naprawdę ciężko było mi przebrnąć. Ocenę wystawiam wysoką ze względu na język. Le Clezio pisze cudownie. Jego zdania są melodią, lecz samo piękno w książce nie wystarczy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

245 użytkowników ma tytuł Wojna na półkach głównych
  • 130
  • 107
  • 8
80 użytkowników ma tytuł Wojna na półkach dodatkowych
  • 64
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wojna

Inne książki autora

Jean-Marie Gustave Le Clézio
Jean-Marie Gustave Le Clézio
Francuski pisarz, autor ponad 30 książek, laureat Nagrody Renaudot w 1963 i Literackiej Nagrody Nobla w 2008 roku za "za nowe odkrycia, poetycką przygodę i sensualną ekstazę, badanie człowieczeństwa ponad i poza granicami cywilizacji". Pierwszą podróż odbył w wieku 7 lat do Nigerii, gdzie przebywał ojciec. Studiował literaturę francuską w Collège Littéraire Universitaire w Nicei i uzyskał stopień doktora. Potem, po pobycie w Londynie i Bristolu, wyjechał do USA, gdzie pracował jako nauczyciel. W 1967 roku rozpoczął służbę wojskową w Tajlandii, jednak po kilku miesiącach musiał stamtąd wyjechać po tym, jak zaczął głośno krytykować żołnierzy wykorzystujących seksualnie dzieci. Wysłano go do Meksyku, by tam dokończył służbę. Le Clézio wykorzystał ten czas nie tylko na ćwiczenia wojskowe, lecz także na działalność kulturalną. Żywo uczestniczył w tworzeniu Biblioteki Instytutu Francuskiego w Ameryce Łacińskiej. Podjął również studia na Uniwersytecie w Meksyku, w dziedzinie języków Indian (maya, nahuatl).W tym okresie wielokrotnie podróżował do Panamy, gdzie przez cztery lata 1970 - 1974 mieszkał wśród Indian, poznając lepiej ich język. Zainteresowanie kulturą indiańską znalazło odbicie w kilku jego książkach, m.in. przekładach mitów ("Prophéties de Chilam Balam") i powieści "Urania". W roku 1980 został pierwszym laureatem Nagrody Paul-Morand ufundowanej przez Akademię Francuską (za powieść "Pustynia"),zaś w 1983 roku obronił doktorat z zakresu historii (nt. Michoacán),na Uniwersytecie w Perpignan, w Instytucie Studiów o Meksyku. Zaczął również wykładać na uniwersytetach w Bangkoku, Bostonie, Austin, Meksyku i Albuquerque. Zaczął pisać w wieku siedmiu-ośmiu lat. Sławę przyniosła mu już pierwsza powieść, "Protokół", nominowana do nagrody Goncourtów i nagrodzona Nagrodą Renaudot w 1963 roku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rewolucje Jean-Marie Gustave Le Clézio
Rewolucje
Jean-Marie Gustave Le Clézio
Spojrzałem po raz pierwszy na „Rewolucje” i wszystko: od tytułu, przez wybór okładki, pochodzenie autora i jego „niszowość” narzuciło mi myśl: acha, ten to będzie zaangażowany (czytaj: będzie mnie do czegoś agitował) Zacząłem czytać. Nie zostałem porwany przez wydarzenia, raczej zanurzyłem się po uszy w jego świat. Nikt nie trzymał mnie w nim kurczowo, nie było walki. Zastanawiała mnie struktura całości: trochę reportaż, trochę raport, raz powieść raz niemal scenopis. Żonglowanie obrazem jak w filmie. Agitacji jednak nie było Wśród opowiadania o niełatwych kolejach losu rodziny Marro Le Clezio szuka odpowiedzi na pytanie: co stanowi dla nas ocalenie? Jesteśmy pyłem na powierzchni historii swobodnie rzucanym w różne strony przez siły, na które nie mamy wpływu. Wielkie hasła, polityka, ideały mogą być dla nas wybawieniem i zagrożeniem. Przychodzą gdzieś spoza naszej rzeczywistości i kształtują wszystko wokoło na nowo. Rewolucje stają nam na drodze. Wybawi nas pamięć. Melodia powtarzana przez kolejne pokolenia. Skąd przyszliśmy, gdzie jest nasze źródło. Musimy sobie śpiewać naszą pieśń, powtarzać ją po naszych przodkach, przekazywać następnym. Być solidarnym wobec swojej jednostkowej historii. Zastanawiam się czy i jak zrozumiałbym „Rewolucje” czytając je w wieku głównego bohatera Jeana: mając lat 16, 18 czy 25. Czy miałyby na mnie wpływ?
zijuantanejo - awatar zijuantanejo
ocenił na85 lat temu
Harmonia caelestis Péter Esterházy
Harmonia caelestis
Péter Esterházy
Ta powieść mnie podbiła i wchłonęła bez reszty. I wydaje mi się, że to nie tematyka tak urzeka ale czar samego Autora , magia Jego pióra i poczucie absurdalnego humoru. Pisarz to niepospolity – potomek wielkiego rodu, który wydał z siebie całe zastępy rycerzy, książąt, polityków, dyplomatów, intelektualistów, artystów, ludzi trzymających stery wielkiej polityki, bogaczy, bywalców całego świata. A sam Pan Peter? Urodzony w roku 1950, całym sobą doświadczył goryczy pozbawienia rodziny majątku i wpływów. Obrzucany mianami „krwiopijcy”, ‘wroga ludu”, „reakcji” i całym tym stekiem epitetów i socjalistycznych prawd Leninopochodnych, które co starsi jeszcze pamiętają z gorących polemik w „Trybunie Ludu”. Kiedy na początku roku szkolnego młoda, nieznająca jeszcze dzieci w klasie nauczycielka „ryknęła” na Petera, czy on sobie wyobraża, że jest jakimś tam Esterhazym, czy co??? - mały wstydził się powiedzieć że tak, on JEST Esterhazym, ale i tak nie rozumiał dlaczego pani krzyczy…. Czy ta książka jest sagą rodzinną? I tak i nie, daremnie szukać tu mieszczańskiego porządku i chronologii losów kolejnych pokoleń. Ale jednak całą pełnią dotyczy rodziny i w niej tkwi. Czy jest podręcznikiem historii? I tak i nie, bo z jednej strony zdecydowanie brak tu ciągot do rozwlekłych opisów tła historycznego, dat czy ‘kamieni milowych”. A jednak nie sposób całkiem zamknąć się na wspomnienia słynnych ludzi, miejsc czy wydarzeń. Czy jest książką rozliczeniową? Na pewno, bo czegóż się spodziewać na kilkuset stronach fresku obejmującego kilkaset lat dziejów rodziny i kraju, i tych kilkadziesiąt ostatnich, najbardziej dla Autora dotkliwych? Czy jest nowoczesna, nowatorska i przełomowa? Dla mnie jest, i to jeszcze jak! Nie będę porywać się na przypuszczenia, co Autor miał na myśli wprowadzając jako głównego bohatera postać Taty. Mogę najwyżej wspomnieć, że książkowy „ojczulek” wydaje mi się i moim i Twoim ojcem i wszystkich ojcem i wymyślonym i prawdziwym ojcem i wręcz całą Ojczyzną. To absurdalne ale Ojczulek jest też i mną i całym narodem. Postać to niejednoznaczna i nieokreślona. Autora już niestety nie ma na tym świecie ale tożsamość Ojczulka jest wciąż sprawą otwartą. No bo wyobraź sobie Czytelniku drogi kilkaset rozdziałów, z których każdy rozpoczyna się słowami „mój Ojczulek” albo „Ojciec” i w każdym z tych rozdziałów papcio jest gwiazdą innej rewii! Pędzi na rączym koniu i walczy za Ojczyznę, modli się, krzywdzi dzieci, uwielbia dzieci, gwałci wiejską dziewkę gdzieś w stogu siana, ubóstwia matkę, zdradza matkę, zagania owce gdzieś z pasterzami, stąpa po marmurach cesarskich pałaców, daje się zabić, krwawi pobity do nieprzytomności w kazamatach bezpieki. Żyje jednocześnie i teraz i dwadzieścia lat temu i w średniowieczu i za panowania Habsburgów. A wszystko opisane tak pięknym językiem (brawa dla Tłumaczki),niemal poetycką frazą, że wędrujesz z tym Ojcem przez całe światy i nie chcesz przestać. No co ten Ojczulek, no co on??? Czy to ta masa jego wcieleń miała stworzyć tę muzykę świata i niebiański ład? Czytajcie i przekonajcie się sami!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na103 lata temu
Powracający głód Jean-Marie Gustave Le Clézio
Powracający głód
Jean-Marie Gustave Le Clézio
Powieść „Powracający głód” wydał Jean-Marie Gustave Le Clézio J.-M.G Le Clézio (ze względu na trzy imiona pisarza – taki skrót) w 2008 roku, czyli w tym samym, w którym otrzymał literacką Nagrodę Nobla. To uwaga porządkująca bowiem w jakiejś polskiej krytyce wyczytałem, że „Powracający głów” jest słabą powieścią, co dowodzi, że wszystkie książki noblistów, które piszą zaraz po otrzymaniu najważniejszego wyróżnienia literackiego, są słabe. Zdaję sobie sprawę, że portal lubimyczytac.pl, gdzie najwyższe oceny zdobywają nędznej jakości kryminały, może nie jest najlepszym miejscem, aby zachwalać wysoką literaturę, lecz nie rezygnuję z żadnej szansy, aby pokazać, że poza romansidłami i kryminało-horrorkami istnieje także prawdziwa Literatura, prawdziwa Proza. I taką prozę J.-M.G Le Clézio (ze względu na trzy imiona pisarza – taki skrót) pisze. „Powracający głód” to historia w Historii, historia kilkunastoletniej dziewczynki Ethel w latach tuż poprzedzających II wojnę światową, która zmieniła świat. Jest wiele elementów osobistych, intymnych w tej opowieści. Historia Ethel pokrywa się z historią matki autora, pochodzącej – jak bohaterka jego powieści – z Mauritiusu. W „Powracającym głodzie” czytamy o ojcu Ethel, który przenosi się do Paryża, gdzie liczy na karierę i rozwój biznesu. Po początkowych sukcesach, doznaje dotkliwej porażki. Ale nie jest to saga rodzinna, chociaż wykreowana przez Le Clézio postać Ethel jest jednym z najpiękniejszych portretów literackich, jakie noblista stworzył – krucha, ulotna, niczym wrażenie z wystawy obrazów wielkich mistrzów. A scena, w której dziesięcioletnia Ethel wchodzi na wystawę w Bois de Vincennes, trzymając swoją dłon w reku pradziadka, jest przepyszna. Jest rok 1931. Trzy lata później pradziadek umiera. Świat bankrutujących rodziców wywraca się do góry nogami. Podczas jednej z rozmów w salonie Ethel po raz pierwszy słyszy nazwisko Hitler. Le Clézio pisze o człowieku w żarnach Historii, lecz nie w tonach tragicznych, a bardziej nostalgicznych. Portretuje świat (druga część powieści, o życiu w Nicei – nędza, głód, rozpad więzi społecznych),bolejąc nad przemijaniem, utratą przyjaciół, młodości i nadziei. To naprawdę piękna powieść. Wprawdzie nieco statyczna, ale czuje się w niej, że ma się do czynienia z klasyką, która powstaje na naszych oczach.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na83 lata temu
Mefisto John Banville
Mefisto
John Banville
Banville to figlarny i piekielnie inteligenty pisarz, a każda jego książka jest jakby smakowicie zapakowanym prezentem, gdzie nazwisko autora jak wielka kokarda zwiastuje kryjące się pod nią wspaniałości. Mefisto jest i nie jest podobne do innych dzieł tego autora. Jest w nim wszystko, co najwspanialsze, najbardziej charakterystyczne dla niego, a jednocześnie prezentuje nieco inne spojrzenie i postaci. Mamy tu młodego człowieka, chłopca, który posiada niezwykły matematyczne dar, określany przez swojego nauczyciela jako geniusza. Poznajemy go od najwcześniejszych chwil życia, chwil, które zna z opowiadań rodziny, jak przeżył niejako kosztem swojego brata bliźniaka. Zawsze strzeżony jako ten, który może podzielić los zmarłego rodzeństwa, a jednocześnie od najwcześniejszych lat izolujący się i próbujący oddanie matki. W szkole dowiaduje się, że jest wybitnym, ponadprzeciętny, co skrzętnie ukrywa przed rodziną, zwykłą i prostą, nie znającą innego życia jak to w małym i skromnym miasteczku. Pragnie być bezgranicznie kochany i akceptowany ale zdaje sobie sprawę, już jako dziecko, że od chwili narodzin jego życie naznaczone jest przegraną, że jego wyjątkowość, to jego przekleństwo. Nie oponuje, gdy matka nie zgadza się z nauczycielem poruszonym talentem ucznia, z którego potęgi zdaje sobie sprawę tylko on, próbuje uświadomić matkę jak bardzo niezwykłe dziecko jest jej udziałem, jaka to misja wychować go. Matka czuje się dotknięta, jakby nazwał ją złym rodzicem, ta prosta kobieta nie jest w stanie pojąć geniuszu dziecka, jego wagi, ona widzi tylko jego odmienność społeczną, jego introwertyczny charakter, jego mało dziecinny sposób bycia i zainteresowania. Oczywiście o tym wszystkim dowiadujemy się z opowiadań chłopca, który jest narratorem całej historii, sformułowanych w sposób charakterystyczny dla dużego dziecka, inteligentnego lecz emocjonalnie wciąż niedojrzałego. Jakby tego było mało w tej spokojnej i cichej okolicy pojawiają się trzej przybysze, zupełnie inni i zupełnie nie spokojni. Wszystkich spowija aura diabolicznej tajemniczości, niemą Sophie, przebiegłego Felixa i antypatycznego Kasperla. Tak samo obcy dla społeczności jak Gabriel, który wyczuwa jakąś jedność duchową, losu z nowymi sąsiadami. Zafascynowany ich niemal patologicznym stylem życia wydaje się, że zupełnie zapomina o swojej prawdziwej rodzinie i niejako adoptuje się sam do nowej, tej, która go przyjmuje takim jaki jest. Czy przyjmuje? A może bardziej zwabia, a niczego nieświadomy niewinny Gabriel daje się złapać w pułapkę, która wcześniej została na niego zarzucona poprzez obdarzenie go nadzwyczajnym darem? Nic nie jest tu opowiedziane wprost, nie ma rzeczy oczywistych i podstawowych. Wszystko jest rozmyte, ukryte w mgle, zapisane językiem, którego nasz bohater nie rozumie, ponieważ jedyny język mu bliski to język liczb i ich skomplikowane kombinacje, których nie da się odnieść do ludzkiej rzeczywistości, nieprzewidywalności życia, ludzkich uczuć i więzi, interesowności i złych intencji. A to dopiero początek. Banville doprawdy jest pisarzem, który potrafi w zachwycająco prosty, a jednocześnie niepretensjonalnie wyszukany sposób uchwycić to, co nas otacza, a nad czym nawet się nie zastanawiamy, ponieważ jest to tak oczywiste. Potrafi to odbić w lustrze tak, że przyglądamy się i przyglądamy, i zamiast znużenia wzmaga się nasza ciekawość i chęć dalszego poznawania. Kiedy Gabriel doświadcza dramatycznych zdarzeń, czy minęło już kilka lat, których nie zauważył, czy ledwie kilka tygodni, które odmieniły go tak, jakby przeżył już wystarczająco by dojrzeć, tego nie wiemy. Zmienia się jednak język opowieści, jest zdecydowanie smutniejszy, zgaszony, pozbawiony złudzeń, a jednak narrator wciąż szuka dla siebie ratunku. Banville to prawdziwy czarodziej, samym tylko tonem opowieści potrafi zmienić perspektywę, właściwie oddać wszystko co istotne. To cudowne zadumanie w języku jest wyjątkowym znakiem firmowym, trudnym do odnalezienia gdziekolwiek indziej. Nie tylko styl, który oddaje maksimum treści, ale do tego niebanalna fabuła, która wywołuje gęsią skórę zasługują na poświęcenie jej małego wycinka z życia, żeby poznać co to jest dobra literatura. Mefisto to niewiele ponad dwustu-stronicowa lektura, w której zostały zawarte najważniejsze problemy ludzkiej egzystencji.
czytulinka - awatar czytulinka
oceniła na811 lat temu
Sercątko Herta Müller
Sercątko
Herta Müller
Herta Müller opisuje w tej powieści życie grupki rumuńskich studentów pochodzenia niemieckiego. Dla części z nich podjęcie studiów jest próbą wyrwania się z zacofanego i przemocowego środowiska rodzinnej wsi. 🔰"Ojciec tkwił ciągle jeszcze na wojnie [był esesmanem], żył ze śpiewu i strzelania w trawie. Kochać nie musiał. Mogła go ta trawa zatrzymać. Bo kiedy w domu zobaczył wiejskie niebo, w jego koszuli ponownie wyrósł chłop, który zabrał się od nowa do swojego rzemiosła. Ten repatriant robił cmentarze i musiał mnie spłodzić. Byłam jego dzieckiem i musiałam rosnąć na przekór śmierci. Zwracano się do mnie sycząc. Bito mnie po rękach i błyskawicznie zaglądano w twarz. Ale nikt mnie nigdy nie spytał, w jakim domu, w jakim miejscu, przy jakim stole, w jakim łóżku czy w jakim kraju chętniej niż u siebie chodziłabym, jadła, spała, czy kochała kogoś w strachu." Pierwszoosobowa narratorka, której udało się zostać studentką mocno przeżyła samobójczą śmierć Loli - współlokatorki z bursy (sfingowaną przez Securitate). Z kart dziennika podrzuconego do jej walizki przez Lolę poznaje dramatyczną historię koleżanki: nędzną egzystencję w rodzinnej wsi, marzenia o lepszym życiu, molestowanie przez uniwersyteckiego nauczyciela, prostytuowanie się (prawdopodobnie, aby zarobić na akademik i jedzenie, Lola bez pytania zakładała ubrania koleżanek z pokoju, ponieważ własnych miała bardzo mało). Obawiając się inwigilacji Securitate bohaterka czyta ten pamiętnik poza akademikiem w tramwaju, na cmentarzu, na ławce w parku. Po wykładach włóczy się całymi godzinami po mieście a do pokoju w bursie wraca tylko na noc. Jej wystraszone "sercątko" nie ma odwagi żyć, przyjaźnić się i kochać, gdyż ludzkie uczucia w otaczającym ją świecie nie mają racji bytu. Absurdalne głosowanie nad usunięciem już nie żyjącej Loli z uczelni i partii stało się jednak momentem przełomowym, po którym główna bohaterka postanawia dołączyć do konspiracyjnej grupki młodych ludzi, którzy podobnie jak ona wywodzą się z rumuńskich Szwabów z Banatu. Świadomość, że los nieszczęsnej Loli może stać się udziałem każdego z nich, nieustannie towarzyszy im przez cały okres studiów i po ich ukończeniu, gdy zostają skierowani do pracy w różnych miastach kraju. Są śledzeni, policja dokonuje rewizji w ich rzeczach osobistych, zastrasza ich rodziny, wyrzuca z pracy, nasyła prowokatorów, którzy udając zażyłość potem na nich donoszą. Szczególnym okrucieństwem odznaczają się przesłuchania w pokoju kapitana Pjele. W końcu pozostawiono im jedyną furtkę, czyli możliwość emigracji do Zachodnich Niemiec, ale agenci Securitate dosięgną ich nawet tam. Autorka nie skupia się tylko na opisie życia inwigilowanych studentów należących do niemieckiej mniejszości w Rumunii. Kreśli również atmosferę strachu panującą wśród inwigilowanych robotników i mieszkańców miast: 🔰"Znali się na strachu. Fabryka czuwała, winiarnia, sklepy, dzielnice mieszkaniowe, hale dworcowe i podróże pociągiem przez pszeniczne, słonecznikowe i kukurydziane pola. Tramwaje, szpitale, cmentarze. Ściany i sufity, i otwarte niebo. Ale jeśli mimo to, jak często zdarzało się w tych załganych miejscach, ochlaj stawał się lekkomyślny, to był to raczej błąd ścian i sufitów albo otwartego nieba niż zamysł w mózgu człowieka." Świat, w którym żyją bohaterowie powieści jest duszny i ciężki, jakby przygnieciony przez widmo osaczającego Wodza i jego wszechobecnej tajnej policji. Wrażenie surrealistycznej atmosfery panującej w kraju jeszcze bardziej pogłębia opis obłąkanych ludzi snujących się po ulicach rumuńskich miast: 🔰" Znałam pomyleńców w każdej dzielnicy: Mężczyznę z czarną muszką na szyi, który trzymał w ręce zawsze ten sam suchy bukiet kwiatów. Stał od lat przy wyschłej fontannie i patrzył w górę ulicy, na której końcu znajdowało się więzienie. Kiedy go zagadywałam, mówił: — Nie mogę teraz rozmawiać, ona zaraz nadejdzie, może mnie już nie pozna. — Zaraz nadejdzie — mówił od lat. A kiedy to mówił, ulicą schodził w dół czasem policjant a czasem żołnierz. A jego żona, o czym wiedziało całe miasto, już dawno opuściła więzienie. Leżała w grobie na cmentarzu.." "Sercątko" po przeczytaniu odkładam z poczuciem niedosytu i frustracji. Autorka ma "trudne pióro" wymagające od czytelnika naprawdę wiele uwagi i zrozumienia a także znajomości szczegółów jej życiorysu, gdyż w powieści pojawiają się wątki autobiograficzne (np. jej ojciec, podobnie jak narratorki, był w czasie ostatniej wojny esesmanem i gdy był pijany również śpiewał nazistowskie piosenki). Sposób budowania narracji przez pisarkę zupełnie mnie zaskoczył, przedzierałam się żmudnie przez monotonne potoki słowotoków, które były momentami chaotyczne i niezrozumiałe. Wracałam do początku poszczególnych fragmentów, żeby przeczytać jeszcze raz i zrozumieć dziwne obrazy: 🔰 "Trawa stoi w głowie. Kiedy mówimy, kosimy ją. Ale także wtedy, kiedy milczymy. A druga, trzecia trawa odrasta, tak jak chce. Mimo to mamy szczęście." Taki sposób pisania zupełnie do mnie nie przemawia. Nie rozumiem wielu metafor np. całego zacytowanego powyżej fragmentu. Trawa pojawia się niemal obsesyjnie w różnych kontekstach, często zupełnie odmiennych a nawet przeciwstawnych: * ojciec "żył ze śpiewu i strzelania w trawie. Kochać nie musiał. Mogła go ta trawa zatrzymać."; * "Dziś trawa słucha, kiedy mówię o miłości. Wydaje mi się, jakby to słowo nie było uczciwe wobec samego siebie."; *„Chciałam, żeby miłość odrosła jak skoszona trawa”. Co symbolizuje trawa, o której mowa w powieści - śmierć, strach, nadzieję, życie czy jeszcze coś innego? Podobnie obsesyjnie autorka przywołuje w tekście odrastające ludziom liście, fryzjera ścinającego włosy, nożyczki do paznokci i przyszywanie guzika. Czytanie tego utworu polegało na zgadywaniu co mogła mieć na myśli autorka w licznych niejasnych dla mnie fragmentach oraz na łowieniu zrozumiałych treści i mozolnym sklejaniu ich w miarę logiczną całość. Satysfakcji z tego nie było, a tylko szarpanina, zniechęcenie i frustracja. Takie było moje prywatne spotkanie z Literacką Nagrodą Nobla 2009 roku. Kiedy już po nim ochłonęłam pomyślałam o wartości dodanej. Czy jakaś się pojawiła? Myślę, że było to poszukiwanie informacji o mniejszości niemieckiej w Rumunii. Społeczność rumuńskich Szwabów z Banatu była bardzo konserwatywna i od wieków świadomie izolowała się od otaczających ich Rumunów. W czasach dyktatury Caucesco mniejszość niemiecka w Rumunii stała się kozłem ofiarnym i została obarczona konsekwencjami przegranej przez Rumunię u boku Hitlera II wojny światowej. W efekcie wielu członków tej mniejszości zaraz po wojnie zostało zesłanych do rosyjskich gułagów. Takiego losu doświadczyła również matka Herty Müller. Szykany dotknęły także pokolenia powojenne dorastające w cieniu komunistycznego państwa totalitarnego, które traktowało tę mniejszość jako element niepewny, podejrzany, niechciany, prześladowany. Byli inwigilowani przez Securitate, zmuszani do opuszczenia Rumunii. Stopniowo odtajniane archiwa Stasi pozwalają podejrzewać, że rumuńskie służby specjalne inwigilując mniejszość niemiecką z Banatu współpracowały z wschodnioniemieckim służbami specjalnymi. Herta Müller jest też dla mnie, obok Martina Pollacka, przykładem znanej osoby, która publicznie przyznaje się do nazistowskiego uwikłania swej rodziny i kategorycznie ten fakt potępia. Pisarka nosi nazwisko rodowe matki. Nazwiska ojca nie wymienia, ale ze zgrozą wspomina faszystowskie piosenki, które nucił w jej obecności, gdy była dzieckiem. W jej pisarstwie ten temat pojawia się bardzo często.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na63 miesiące temu
Przed zstąpieniem do piekieł Doris Lessing
Przed zstąpieniem do piekieł
Doris Lessing
To chyba ta chwila, kiedy przebudziwszy się z intensywnie barwnego snu, nadal pozostaję pod przemożnym wpływem jego subtelnie przepływających prądów. Lektura powieści zakończona ale jej czar nie prysł. Z nabytą wiedzą stoję niczym współczesny Odyseusz po wędrówce w głębiny swojej jaźni. Próbuję zrozumieć coś istniejącego, niedostrzegalnego jednak wcześniej dla moich zmysłów sprzed emocjonalnych wypraw z Doris Lessing. Gdybym chciał spojrzeć zgodnie z chłodną percepcją naszych czasów, to zapewne dostrzegłbym paranoidalny przypadek, wciśnięty w ramy ścisłych rubryk nauki o ludzkiej psychice. Jednak wszystko co przeżyłem, znajduje się poza Czasem współczesnego świata. Ta mozaika ogromnych i ciągle zabudowywanych przestrzeni staje się dopełnieniem moich snów, bo przyznam się do tego, że część z nich już kiedyś wyśniłem. To nauka dla mnie, jak przestać definiować zdarzenia według utartych wzorców. "Przed zstąpieniem do piekieł" trzeba zdobywać dryfując, wykorzystując odpływy światła i przypływy cienia. Należy przyjąć, że nic nie jest tym, czym się wydaje. To szczególny stan wyobraźni, uruchamiany wtedy, kiedy twórczyni lub twórca literackiego dzieła nakłada warstwami swoje bogactwo, zdając sobie sprawę z pulsacji tej całej nowej materii, często wręcz czytelnika oślepiającej. Jednak chociaż w tym wypadku stajemy przed problemem lub dobrodziejstwem istnienia wielu form, to można się tu czuć rześko. W każdym razie przed moimi oczami rozpościerała się jedynie jasna przestrzeń. Oczywiście aby wysiłki zostały ukoronowane, to trzeba spojrzeć na to wszystko pod pewnym specyficznym kątem. Tak wspaniałych widoków nie wolno przecież wystawiać na łut szczęścia, wskazane jest wtedy chociaż minimalne wyostrzenie zmysłów. Bohater angielskiej pisarki znajduje się wciąż w drodze, spełnieniu jego największych oczekiwań towarzyszy ogromne uczucie napięcia. Nie spodziewałem się wielu wskazówek dotyczących sposobu, w jaki obydwaj mamy uniknąć niewyobrażalnie groźnego nurtu. Poszukujący celu Charles Watkins tęsknił za przyjaznym lądem a ja za jednocześnie kreślonymi przez Doris Lessing kilkoma liniami, kiedy to rozciągnięty na wszystkie strony Czas wymaga tworzenia pomostów, rozpiętych w sieci wymagających ogromnego zaangażowania zależności. Mam wrażenie, jakby antybohaterowie tej powieści karali za nadmierną wrażliwość i zabraniali dopatrywania się w każdym zdaniu innego znaczenia. A przecież w "Przed wstąpieniem do piekieł" wyraźnie wyczuwa się obecność czegoś, co kiedyś istniało a obecnie jest nie do odnalezienia. Tło dla mojego niezwykłego poruszenia stanowi przyroda i muszę przyznać, że nawet kiedy w powieści noblistki zapada mrok, to niezwykłe widoki nie giną. Jest w tym jakaś ożywcza substancja, napierająca na potrzebę dopasowania rytmu życia do odmiennych wzorców. Kiedy przez uchylone wrota tej powieści widzi się zawarte jeden w drugim odległe światy w skali mikro i makro, to aż nie chce się zamykać na te wszystkie wspaniałości oczu. Gdyby część akcji książki nie działa się w szpitalu, to pewnie miałbym wrażenie, że przez cały czas mam do czynienia z nieziemskimi istotami. A jednak w tej osadzonej w klimacie psychologicznego fantasy akcji powieści czai się jak najbardziej ludzka groźba, nieobliczalny wir wszelkiego stworzenia z konsekwencjami podyktowanymi przez błędy ludzkości. Przekonajcie się sami, jak płynny jest ten sen, z którym przyszło mi się zmierzyć.
czytający - awatar czytający
ocenił na103 lata temu
Matki Teodora Dimowa
Matki
Teodora Dimowa
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) „Matki” Dimowej to u nas powieść raczej mało znana – kupiłem ją za niecałe 5zł w internetowym antykwariacie wcześniej nawet o niej nie słysząc, jednak w samej Bułgarii wywołała swego czasu ogromne poruszenie i zebrała mnóstwo nagród. Wpływ miał na to podjęty temat – problemy nastolatków żyjących w Bułgarii czasów transformacji, w których losie bez trudu odnajdziemy zarówno doświadczenia (nie tylko) polskich „eurosierot”, ale uniwersalne trudy życia codziennego, z którymi zmagają się młodzi ludzie zawsze i wszędzie oraz kontekst autentycznego wydarzenia, które miało miejsce w jednej z bułgarskich szkół w 1990. Nieznana u nas sprawa elektryzowała wówczas całą Bułgarię – nie będę pisał, o co chodzi, bo odebrałbym Wam zbyt wiele, zwłaszcza, że o tym, co tak naprawdę się stało, dowiadujemy się dopiero na samym końcu książki. Dimowa bierze bowiem za punkt wyjścia swojej powieści wspomniane wydarzenie, ale nie dokonuje jego rekonstrukcji – dla niej jest to tylko pretekst do pokazania panoramy postaci nastolatków i ich rodziców, którym przyszło mierzyć się z rzeczywistością, niekiedy okrutną, innym razem boleśnie zwyczajną, a jednak nie mniej przygnębiającą. Siedmioro młodych bohaterów i ich rodzice to siedem opowieści, z których wiele wwierci się wam w głowę i już z niej nie wyjdzie, a każda z nich prowadzi do nieuchronnego finału. Choć od początku przeczuwamy, że COŚ się wydarzy, a dziejący się równolegle wątek początkowo niejasnych rozmów przeprowadzanych z bohaterami przygotowuje grunt na rozwiązanie, to i tak finał uderza nas obuchem w głowę i nie możemy się na niego przygotować, ani z niego otrząsnąć. Dimowa nie pisze kryminału ani thrillera, a jednak napięcie jest niesamowite, nie pisze dramatu społecznego, a jednak portret bułgarskiego społeczeństwa jest tu wstrząsający, nie pisze wreszcie powieści poetyckiej, ale język, jakim się posługuje, jest niesamowity (zwłaszcza w samym finale). Czytałem ostatnio dużo mocnych tekstów, ale i tak „Matki” trudno będzie przebić. To rzecz, z którą musicie się zmierzyć, choć bardzo nie będziecie chcieli tego robić – ale tak to już jest z wielką literaturą.
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na910 miesięcy temu
Spokój doskonały Amos Oz
Spokój doskonały
Amos Oz
Spokój doskonały - Amos Oz - akcja powieści toczy się w 1965 roku w izraelskim kibucu i okolicy. Autor przedstawia nam życie w kibucu z jego wszystkimi problemami. Bohaterowie tej książki mają dużo filozoficznych przemyśleń dotyczących ich życia zarówno rodzinnego, jak i życia w ,, kibucowej" wspólnocie, a także okresie wojny z Syrią. Mamy doczynienia z doświadczonym przez holokaust pokoleniem, które chce stworzyć idealistyczną wspólnotę żyjącą w kibucu, jak i młode pokolenie, które marzy o nowoczesnym życiu. Czy jest to wszystko możliwe w tym tyglu Żydów urodzonych nie tylko w Izraelu, ale także innych krajach, a kultura i życie w tych krajach miała też wpływ na ich życie, chociaż starali się zachować swoje tradycje ściśle połączone z religią. Obok miają Arabów wyznających inną religię i inne tradycje. Książka warta przeczytania, żeby lepiej zrozumieć sytuację Żydów w Izraelu, a także geneze i przyczyny wiecznych walk na tych terenach. Amos Oz wprowadza tu też pewną dozę humoru, ironii. Już sam tytuł książki jest przewrotny, o co chodzi z tym Spokojem Doskonałym, czy bohaterowie powieści go w końcu odnajdują. Proszę przeczytać, bo tylko tak można rozwiązać zagadkę tytułu. Autor przedstawia nam doskonale portrety psychologiczne bohaterów tej książki. Na mieszkańców tego obszaru niebagatelny wpływ ma surowa przyroda. Polecam tę książkę, która pozwoli nam spotkać dość osobliwie myślących bohaterów.
Barbara Stanio - awatar Barbara Stanio
ocenił na91 rok temu

Cytaty z książki Wojna

Więcej
Jean-Marie Gustave Le Clézio Wojna Zobacz więcej
Jean-Marie Gustave Le Clézio Wojna Zobacz więcej
Więcej