Kot, który przenika ściany

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Seria:
- Science Fiction
- Tytuł oryginału:
- The Cat Who Walks Through Walls
- Data wydania:
- 1993-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1993-01-01
- Liczba stron:
- 440
- Czas czytania
- 7 godz. 20 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8385696806
- Tłumacz:
- Michał Jakuszewski
Jest to przedostatnia powieść najwybitniejszego pisarza science fiction, przyjęta z entuzjazmem przez krytykę i czytelników.
Kup Kot, który przenika ściany w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Opinia społeczności i
Kot, który przenika ściany
Przez większą część książki mamy dość sprawnie prowadzoną, sensacyjną fabułę, w której para świeżo poślubionych bohaterów musi wymykać się nieustannym próbom osaczenia przez nieznanych, najwyraźniej bardzo wpływowych przeciwników. Może bez wodotrysków, ale to wciąż w miarę przyzwoite pisarskie rzemiosło, wsparte dość zabawnymi dialogami między nowożeńcami-uciekinierami i ultra-libertariańską wizją życia księżycowych osadników. Niestety, urywa się to raptownie w 3/5 książki, kiedy na pomoc bohaterom w opałach wezwana zostaje *kawaleria*. Trafiają pod skrzydła omnipotentnej Organizacji, Która Może Wszystko. Od tego momentu diabli biorą spójność fabuły i liniowość czasu. Siada akcja, napięcie, humor - siada wszystko. Również zainteresowanie czytelnika - bo i po co dalej kibicować bohaterom, skoro zostali tak elegancko zaopiekowani? Zaczyna się dreptanie w miejscu i bardzo widoczny brak pomysłu. Wszystko robi się nieznośnie przedobrzone, przegięte i przesłodzone. Bo oprócz pomysłu, autor zupełnie stracił też wyczucie - czy to aby nie za mało? No to jeszcze - na wszelki wypadek - bach! mały słodki kotek, jak wisienka na okropnie, po amerykańsku przesłodzonym torcie. Przecież wszyscy uwielbiają małe kotki! No - dzięki niemu znalazł się przynajmniej jakiś pomysł na tytuł... Przedobrza też recyclingując kupę bohaterów swoich wcześniejszych (nie powiązanych fabularnie!) książek, żeby *wreszcie* mogli ze sobą pogadać. Tylko o czym, skoro ich dialogi stają się głupkowato-wymęczone, a pozory fabuły, która grzężnie w autotematyzmie (pisanie o trudach pisania) - idiotyczne? Kontrast pomiędzy obu częściami jest tak duży, że nasuwa podejrzenia, czy słabującego Heinleina nie zastąpił tu jakiś marny ghostwritter? Zawód był tym większy, że spodziewałem się jakiejś _sensownej_ kontynuacji powieści Luna to surowa pani z 1966 roku. Być może najlepszej w jego dorobku (→recenzja). Tę nadzieję zdawała się wspierać linijka w nocie wydawniczej: "Copyright © 1966 by Robert A. Heinlein". Ale kiedy w treści zaczęły się pojawiać nawiązania do księżycowego lądowania Neila Armstronga (20.07.1969),szybkie sprawdzenie wykazało, że to tylko taka *krotochwila* wydawnictwa Rebis, a w rzeczywistości Kot pochodzi z roku... 1985. Czyli ze schyłku życia Heinleina. O rok późniejszy niż Hiob, który też miał taką niekoherentnie rozbitą fabułę i też mi się nie podobał. Do czytania tych kompletnie skopanych, ostatnich 2/5 Kota trzeba było się zmuszać i nie dawało to już żadnej satysfakcji. Nie polecam.
Oceny książki Kot, który przenika ściany
Poznaj innych czytelników
233 użytkowników ma tytuł Kot, który przenika ściany na półkach głównych- Przeczytane 139
- Chcę przeczytać 91
- Teraz czytam 3
- Posiadam 41
- Science Fiction 6
- Fantastyka 3
- S-F 2
- SF 2
- Ulubione 2
- Science-fiction 2
Tagi i tematy do książki Kot, który przenika ściany
Inne książki autora


















































Opinie i dyskusje o książce Kot, który przenika ściany
+pierwsza połowa widowiskowa i nawet spoko
+Gwen wydaje się super (do pewnego momentu)
+Nienaturalne dialogi między tą parą
- generalnie od połowy bez sensu, wrzucono wszystko co dało się wrzucić tylko po co?
- dlaczego Mike jest tak wyjątkowy, świat mitu (btw. Idiotyczny koncept) pozwalał na stworzenie potężniejszej technologii, podobnie jak i świat Lazarusa. -Po co kot, co on wnosił do fabuły,
-sex i jedzenie,
-a no i jeszcze zachwyt starego dziada nad trzynastolatką....
+pierwsza połowa widowiskowa i nawet spoko
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to+Gwen wydaje się super (do pewnego momentu)
+Nienaturalne dialogi między tą parą
- generalnie od połowy bez sensu, wrzucono wszystko co dało się wrzucić tylko po co?
- dlaczego Mike jest tak wyjątkowy, świat mitu (btw. Idiotyczny koncept) pozwalał na stworzenie potężniejszej technologii, podobnie jak i świat Lazarusa. -Po co kot,...
Przez większą część książki mamy dość sprawnie prowadzoną, sensacyjną fabułę, w której para świeżo poślubionych bohaterów musi wymykać się nieustannym próbom osaczenia przez nieznanych, najwyraźniej bardzo wpływowych przeciwników.
Może bez wodotrysków, ale to wciąż w miarę przyzwoite pisarskie rzemiosło, wsparte dość zabawnymi dialogami między nowożeńcami-uciekinierami i ultra-libertariańską wizją życia księżycowych osadników.
Niestety, urywa się to raptownie w 3/5 książki, kiedy na pomoc bohaterom w opałach wezwana zostaje *kawaleria*. Trafiają pod skrzydła omnipotentnej Organizacji, Która Może Wszystko.
Od tego momentu diabli biorą spójność fabuły i liniowość czasu. Siada akcja, napięcie, humor - siada wszystko. Również zainteresowanie czytelnika - bo i po co dalej kibicować bohaterom, skoro zostali tak elegancko zaopiekowani? Zaczyna się dreptanie w miejscu i bardzo widoczny brak pomysłu. Wszystko robi się nieznośnie przedobrzone, przegięte i przesłodzone. Bo oprócz pomysłu, autor zupełnie stracił też wyczucie - czy to aby nie za mało?
No to jeszcze - na wszelki wypadek - bach! mały słodki kotek, jak wisienka na okropnie, po amerykańsku przesłodzonym torcie. Przecież wszyscy uwielbiają małe kotki! No - dzięki niemu znalazł się przynajmniej jakiś pomysł na tytuł...
Przedobrza też recyclingując kupę bohaterów swoich wcześniejszych (nie powiązanych fabularnie!) książek, żeby *wreszcie* mogli ze sobą pogadać. Tylko o czym, skoro ich dialogi stają się głupkowato-wymęczone, a pozory fabuły, która grzężnie w autotematyzmie (pisanie o trudach pisania) - idiotyczne?
Kontrast pomiędzy obu częściami jest tak duży, że nasuwa podejrzenia, czy słabującego Heinleina nie zastąpił tu jakiś marny ghostwritter?
Zawód był tym większy, że spodziewałem się jakiejś _sensownej_ kontynuacji powieści Luna to surowa pani z 1966 roku. Być może najlepszej w jego dorobku (→recenzja).
Tę nadzieję zdawała się wspierać linijka w nocie wydawniczej: "Copyright © 1966 by Robert A. Heinlein". Ale kiedy w treści zaczęły się pojawiać nawiązania do księżycowego lądowania Neila Armstronga (20.07.1969),szybkie sprawdzenie wykazało, że to tylko taka *krotochwila* wydawnictwa Rebis, a w rzeczywistości Kot pochodzi z roku... 1985. Czyli ze schyłku życia Heinleina. O rok późniejszy niż Hiob, który też miał taką niekoherentnie rozbitą fabułę i też mi się nie podobał.
Do czytania tych kompletnie skopanych, ostatnich 2/5 Kota trzeba było się zmuszać i nie dawało to już żadnej satysfakcji. Nie polecam.
Przez większą część książki mamy dość sprawnie prowadzoną, sensacyjną fabułę, w której para świeżo poślubionych bohaterów musi wymykać się nieustannym próbom osaczenia przez nieznanych, najwyraźniej bardzo wpływowych przeciwników.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoże bez wodotrysków, ale to wciąż w miarę przyzwoite pisarskie rzemiosło, wsparte dość zabawnymi dialogami między nowożeńcami-uciekinierami i...
Książka specyficzna, jeżeli potraktować ją jako fantastykę to raczej średnia i niewiarygodna. Mocno psychodeliczna wizja w stylu Philipa K. Dicka. Uważam że nie ma większego sensu podchodzić do niej inaczej niż jak do jako alegorii procesu twórczego zachodzącego w głowie autora.
Książka specyficzna, jeżeli potraktować ją jako fantastykę to raczej średnia i niewiarygodna. Mocno psychodeliczna wizja w stylu Philipa K. Dicka. Uważam że nie ma większego sensu podchodzić do niej inaczej niż jak do jako alegorii procesu twórczego zachodzącego w głowie autora.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo nie jest opinia, ale nowa wersja portalu wymaga wpisania kilku słów, by dołączyć książkę do biblioteczki.
Pozdrawiam
To nie jest opinia, ale nowa wersja portalu wymaga wpisania kilku słów, by dołączyć książkę do biblioteczki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozdrawiam
Na początek powiem, że nie czytałem Luny, ale to nie uniemożliwia czytania tego tytułu.
Tę powieść z powodzeniem można podzielić na dwie części, takie dwie prędkości.
Pierwsza to powolne, acz wartościowe wprowadzenie. Mnie osobiście ta część się bardzo podobała. Dość wciągająca historia, wartka akcja i prosty język.
Jeśli pierwsza część miała wartką akcję, to w drugiej ona niemal galopuje. Druga faza jest mocno chaotyczna, a nadążenie za liczbą pomysłów i wydarzeń, za natłokiem idei i nowych postaci graniczy z cudem. Na szczęście jest tytułowy kiciuś Pixel, który do samego końca podtrzymywał mnie na duchu.
Suma sumarum, książka jest z tych wartościowych, ale ja muszę kiedyś usiąść do niej na spokojnie jeszcze raz, szczególnie do drugiej połówki.
Na początek powiem, że nie czytałem Luny, ale to nie uniemożliwia czytania tego tytułu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTę powieść z powodzeniem można podzielić na dwie części, takie dwie prędkości.
Pierwsza to powolne, acz wartościowe wprowadzenie. Mnie osobiście ta część się bardzo podobała. Dość wciągająca historia, wartka akcja i prosty język.
Jeśli pierwsza część miała wartką akcję, to w drugiej...
Jedna z słabszych pozycji Heinleina .. ciężko znaleźć w niej nowatorskiej treści w stosunku do "Luna to surowa pani", ciężko też znaleźć przesłanie.
W sumie najłatwiej to określić jako nauka na przykładach, kiedy trza uciekać przed biurokratami.
Jedna z słabszych pozycji Heinleina .. ciężko znaleźć w niej nowatorskiej treści w stosunku do "Luna to surowa pani", ciężko też znaleźć przesłanie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW sumie najłatwiej to określić jako nauka na przykładach, kiedy trza uciekać przed biurokratami.
Bryndza i nyndza. Nie dotrwałem Nuda niesamowita. Banalna powieść. Straciłem kilka chwil z życia.
Bryndza i nyndza. Nie dotrwałem Nuda niesamowita. Banalna powieść. Straciłem kilka chwil z życia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietne dialogi i wariacka, zupełnie nietrzymająca się kupy fabuła. Podróże w czasie to niełatwy temat i autorowi wyraźnie wymknął się spod kontroli. Pod koniec lektury odniosłam wrażenie, że nie wiedząc co począć z tym całym bałaganem, autor poddaje się i szuka dla niego jakiegoś usprawiedliwienia. Wymyśla naciąganą teorię "świata jako mitu" w którym logika nie obowiązuje, więc nie można jej przecież wymagać od biednego twórcy.
Świetne dialogi i wariacka, zupełnie nietrzymająca się kupy fabuła. Podróże w czasie to niełatwy temat i autorowi wyraźnie wymknął się spod kontroli. Pod koniec lektury odniosłam wrażenie, że nie wiedząc co począć z tym całym bałaganem, autor poddaje się i szuka dla niego jakiegoś usprawiedliwienia. Wymyśla naciąganą teorię "świata jako mitu" w którym logika nie obowiązuje,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątek był bardzo intrygujący, może nawet środek też. Następnie rozczarowanie. Wątki zamiast powoli się rozwiązywać, bardziej się komplikują, piętrzą i wchodzą na coraz wyższe poziomy abstrakcji.
Początek był bardzo intrygujący, może nawet środek też. Następnie rozczarowanie. Wątki zamiast powoli się rozwiązywać, bardziej się komplikują, piętrzą i wchodzą na coraz wyższe poziomy abstrakcji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza połowa pełna wartkiej i wciągającej akcji. Druga połowa - nudne dialogi.
Pierwsza połowa pełna wartkiej i wciągającej akcji. Druga połowa - nudne dialogi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to