Wędrowiec

Okładka książki Wędrowiec
Fritz Leiber Wydawnictwo: Solaris Seria: Klasyka Science Fiction fantasy, science fiction
422 str. 7 godz. 2 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Klasyka Science Fiction
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1980-01-01
Liczba stron:
422
Czas czytania
7 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
8389951568
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wędrowiec w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wędrowiec

Średnia ocen
6,2 / 10
150 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
929
797

Na półkach:

Fritz Leiber, uznany mistrz science fiction i fantasy, w "Wędrowcu" stworzył niezwykłą opowieść, która zachwyca rozmachem i głębią. To nie tylko klasyczna powieść z gatunku science fiction, ale także fascynująca podróż przez filozoficzne rozważania o naturze wszechświata i ludzkiej egzystencji.

Akcja książki rozpoczyna się, gdy tajemniczy obiekt - tytułowy Wędrowiec - pojawia się nagle w pobliżu Ziemi, wywołując chaos i panikę. Historia jest opowiadana z perspektywy różnych postaci, zarówno ludzi, jak i istot pozaziemskich, co nadaje jej wielowymiarowości i pozwala czytelnikowi spojrzeć na wydarzenia z różnych perspektyw.

Leiber doskonale buduje napięcie, łącząc wątki katastroficzne z intymnymi historiami bohaterów. Jego narracja jest barwna i pełna detali, co sprawia, że świat przedstawiony wydaje się niezwykle realistyczny. Jednocześnie autor zadaje pytania o granice ludzkiej wiedzy, miejsce człowieka we wszechświecie i relacje między różnymi formami życia.

"Wędrowiec" to książka, która łączy w sobie wartką akcję, emocje i intelektualne wyzwania. Leiber udowadnia, że literatura science fiction może być czymś więcej niż tylko rozrywką – jest tu przestrzeń na głębokie refleksje i poruszające obrazy.

Polecam tę powieść zarówno miłośnikom klasycznej fantastyki naukowej, jak i tym, którzy szukają książki skłaniającej do myślenia. "Wędrowiec" to prawdziwa perełka, która z pewnością zapadnie w pamięć na długo. Nie przegapcie tej niezwykłej przygody!

Fritz Leiber, uznany mistrz science fiction i fantasy, w "Wędrowcu" stworzył niezwykłą opowieść, która zachwyca rozmachem i głębią. To nie tylko klasyczna powieść z gatunku science fiction, ale także fascynująca podróż przez filozoficzne rozważania o naturze wszechświata i ludzkiej egzystencji.

Akcja książki rozpoczyna się, gdy tajemniczy obiekt - tytułowy Wędrowiec -...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

415 użytkowników ma tytuł Wędrowiec na półkach głównych
  • 209
  • 202
  • 4
117 użytkowników ma tytuł Wędrowiec na półkach dodatkowych
  • 85
  • 13
  • 7
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Okładka książki Fafhrd i Szary Kocur. Omnibus Howard Chaykin, George Alec Effinger, Fritz Leiber, Mike Mignola, Al Milgrom, Walter Simonson, Jim Starlin, Alfonso Williamson
Ocena 6,4
Fafhrd i Szary Kocur. Omnibus Howard Chaykin, George Alec Effinger, Fritz Leiber, Mike Mignola, Al Milgrom, Walter Simonson, Jim Starlin, Alfonso Williamson
Okładka książki Złoty Wiek SF 6 Jerome Bixby, Algis Budrys, Mark Clifton, Joe L. Hensley, Henry Kuttner, Fritz Leiber, Mack Reynolds, James H. Schmitz, Robert Sheckley
Ocena 5,5
Złoty Wiek SF 6 Jerome Bixby, Algis Budrys, Mark Clifton, Joe L. Hensley, Henry Kuttner, Fritz Leiber, Mack Reynolds, James H. Schmitz, Robert Sheckley
Fritz Leiber
Fritz Leiber
Amerykański pisarz fantasy i science fiction, uznawany za jednego z klasyków literatury fantasy. Wielokrotny laureat nagród Hugo, Nebula oraz World Fantasy. Otrzymał kilka honorowych nagród: Nagrodę Gandalfa (Grand Master) w 1975, Nagrodę World Fantasy za dorobek życia (1976) oraz Damon Knight Memorial Grand Master Award przyznaną przez the Science Fiction and Fantasy Writers of America (1981). Najbardziej znany z pisanego w ciągu ponad 50 lat, począwszy od 1939 r., cyklu opowiadań fantasy o Fafrydzie i Szarym Kocurze. Pierwszy tom, pod tytułem Miecze i ciemne siły wydano w Polsce w 1993 r., wydawnictwo Solaris dopiero w 2004 roku rozpoczęło wydawanie całości cyklu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Człowiek Plus Frederik Pohl
Człowiek Plus
Frederik Pohl
Podbój kosmosu to jedna z tych gałęzi nauki, ekonomii i pokonywania ludzkich słabości, która interesuje chyba w mniejszym lub większym stopniu każdego. W okresie zimnej wojny kosmiczny wyścig był elementem walki – ideologicznej, technologicznej a także światopoglądowej. Rządy głównie USA i ZSRR prześcigały się w tym co kto zrobi pierwszy – co dość ciekawe, do czasu misji Apollo 11 wyścig ten wygrywał Związek Sowiecki. Pierwszy sztuczny satelita? Sputnik-1. Pierwsza żywa istota w kosmosie? Łajka. Pierwsze udane lądowanie na innym niż Ziemia ciele niebieskim? Łuna 9. Obsesja Amerykanów żeby w końcu przegonić Rosjan była ogromna. Podobnie jest w powieści Frederika Pohla. Chociaż brzmi kusząco, Człowiek Plus to nie nazwa nowego programu społecznego wprowadzanego na terenie Rzeczpospolitej. Człowiek Plus to główny bohater książki Pohla – cyborg, ulepszony człowiek, a w zasadzie maszyna z ludzkimi elementami. Główną osią fabuły Człowieka Plus jest wyścig i założenie kolonii na Marsie. Ziemia, przeludniona, zniszczona, targana konfliktami i wciąż będąca w zimnej wojnie, stoi w punkcie zwrotnym. Albo coś się zmieni, ludzie zaczną podbijać kosmos – albo zniszczą się na swojej rodzimej planecie. Amerykanie wymyślają więc program, który ma na celu założenie stałej kolonii na Czerwonej Planecie. Zbiegiem okoliczności w centrum tego programu staje Roger Torraway – krajowy bohater, który z przerażeniem dowiaduje się, że po śmierci swojego przyjaciela musi zostać poddany fizycznym zmianom, żeby przystosować jego ciało do życia na Marsie… Człowiek Plus to ciekawa historia. To opowieść o poświęceniu, o tym jak wiele jesteśmy w stanie oddać, żeby zrealizować wizję i plany swojego państwa. To opowieść o zdradzie, o tym jak bardzo ludzie, którzy nas otaczają nie doceniają tego poświęcenia, któremu się poddaliśmy, jak bardzo chcą nas wykorzystać i zostawić, kiedy cel został już spełniony. To opowieść o niewierności, o ludzkiej głupocie, o fałszywych przyjaciołach. O samotności. Ale to też opowieść o nadziei. O ratunku. O wielkich czynach. O miłości odkrytej i wielkiej. O Bogu. A także o maszynach, które budują świadomość.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Rakietowe dzieci. Antologia science fiction. Fritz Leiber
Rakietowe dzieci. Antologia science fiction.
Fritz Leiber Ray Bradbury Poul Anderson Theodore Sturgeon Frederik Pohl Gardner Dozois Mark Clifton Jerome Bixby Wiktor Bukato
"Rakietowe Dzieci" to prawdziwa perełka wśród antologii science fiction, która zachwyca zarówno młodszych, jak i starszych czytelników. Zbiór ten, zredagowany przez Wiktora Bukato, to doskonały przykład literatury, która łączy w sobie elementy fantastyki naukowej z głębokimi, emocjonalnymi historiami. Każde z ośmiu opowiadań zawartych w tej antologii to małe arcydzieło, które przenosi nas w różnorodne światy przyszłości, gdzie dzieci odgrywają kluczowe role. Autorzy tacy jak Ray Bradbury, Poul Anderson, Fritz Leiber, Theodore Sturgeon i Frederik Pohl wprowadzają nas w niezwykłe przygody, które nie tylko bawią, ale i skłaniają do refleksji. Jednym z największych atutów "Rakietowych Dzieci" jest różnorodność tematów i stylów literackich. Każde opowiadanie oferuje coś unikalnego, od wzruszających historii o przyjaźni i rodzinie, po pełne napięcia opowieści o przetrwaniu i odkrywaniu nieznanego. Wszystko to sprawia, że czytelnik nie może oderwać się od lektury. Antologia ta jest również doskonałym przykładem na to, jak literatura science fiction może być nośnikiem ważnych społecznych i moralnych przesłań. Historie zawarte w "Rakietowych Dzieci" poruszają takie tematy jak odpowiedzialność, odwaga, empatia i siła ludzkiego ducha, co czyni je niezwykle aktualnymi i uniwersalnymi.
Lucyferus - awatar Lucyferus
ocenił na 7 1 rok temu
Stos kłopotów Henry Kuttner
Stos kłopotów
Henry Kuttner
Jeżeli przywołać z pamięci Rodzinę Adamsów to ich, umownym odpowiednikiem, byłaby Rodzina Hogbenów. To mutanci o urodzie raczej nienachalnej, poczuciu humoru dość dwuznacznym i umiejętnościach niespotykanych. Chyba, ze ktoś uzna, że latający wujek, niewidzialność na zawołanie, długowieczność, telepatia to norma... Zwykle trzymają się na uboczu, nie zwracając na siebie uwagi – taki mają plan, z realizacją różnie bywa. Zwykle dlatego, ze wszyscy mają dobre serce, a pomoc ludziom nie zawsze na dobre wychodzi. Tajemnice rodzinnego życia zdradza nam Saunk osesek wręcz, który ma pewnie nie więcej niż tysiąc lat. Kuttner – umownie oczywiście – rzucił wyzwanie Sławomirowi Mrożkowi, to równie spektakularna satyra, mistrzowsko napisana, gdzie humor makabryczny miesza się z czysto abstrakcyjnym. Te trzy opowiadania to radość i śmiech, do tego zgrabnie ubrane w fantasy i SF – potraktowane z wielkim przymrużeniem oka. I, co istotne, Kuttner lakonicznie opisuje bohaterów, dając możliwość popuszczenia wodzy wyobraźni: o Bobasie wiemy niewiele, Dziadku jeszcze mniej, Mama i Tatko równie enigmatyczni. Hogbenowie to 9/10 „Zimna wojna” Gallegher – pijak/wynalazca. Geniusz, choć alkoholem zamroczony, często traci kontakt z rzeczywistością, a co najmniej pamięć go zawodzi. Opowiadania skonstruowane w żartobliwym tonie z zabawnymi dialogami między bohaterem a Próżnym Robotem. Klimat zbliżony do cudownych Hogbenów, ale już nie tak lotny. Gallegherowi towarzyszy chaos i czuć go w samej fabule. Ostatnie mini – mini opowiadanka „Nie patrz teraz” o przebiegłym Marsjaninie „W przeciwnym razie” - „żyjcie w pokoju” - jak to łatwo powiedzieć...
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 8 2 lata temu
Misja międzyplanetarna Alfred Elton van Vogt
Misja międzyplanetarna
Alfred Elton van Vogt
Słowa: stare ale jare idealnie pasują do tej powieści. Na kartach książki poznajemy losy załogi statku „Gwiezdny Ogar”, który wyrusza aby zbadać obce galaktyki. Głównym bohaterem jest Elliot Grosvenor – specjalista z zakresu nowej dyscypliny naukowej - neksjalizmu. Pozwala ona łączyć wnioski wynikające z poznania pozostałych gałęzi wiedzy, aby szybko znaleźć optymalne rozwiązania i zapobiegać licznym niebezpieczeństwom, jakie mogą zagrozić ekspedycji. Powieść składa się z czterech części, w każdej z nich załoga musi zmagać się z innym zagrożeniem ze strony obcych. Muszę przyznać, że poszczególni kosmici zostali wykreowani w naprawdę ciekawy i oryginalny sposób. Same opowiadania także są jak najbardziej interesujące, szkoda że powieść liczy troszkę ponad 200 stron, moim zdaniem spokojnie był potencjał na dłuższą historię. Misja międzyplanetarna to powieść, która ma już 74 lata. Zupełnie tego nie czuć, ta pozycja zestarzała się wyjątkowo dobrze, zarówno jeśli chodzi o pomysły jak i język. Dodam też, że trakcie lektury miałem liczne skojarzenia z Fundacją Asimova. Powieść od van Vogta zupełnie dobrze sprawdza się jako niezobowiązująca rozrywka, ale jednocześnie niesie z sobą pewne przesłanie, autor krytykuje pęd do władzy i egoizm poszczególnych ludzi, przeciwstawia im natomiast zdolność do współpracy i gotowość do poświęceń dla dobra ogółu. Od siebie jak najbardziej polecam. 7,5/10.
Piotr - awatar Piotr
ocenił na 7 2 lata temu
Zapomnij o Ziemi C. C. MacApp
Zapomnij o Ziemi
C. C. MacApp
Kolejna powieść przeczytana w „odcinkach” publikowanych w czasopiśmie „Fantastyka”. Z tego, co czytałem, można było wyciąć wszystkie trzy części i samemu złożyć w powieść nawet z okładką, ale trudno jest coś takiego zrobić ze skanami. :') Ludzkość przestała istnieć. Wszystko przez rasę kosmitów, Vulmotów, która dokonała obliczeń i wyszło, że w dalekiej przyszłości ludzie mogą im zagrozić. Nie chcieli ryzykować i pozbyli się Ziemian. No, prawie - pozostały niedobitki, które rozproszyły się po całej galaktyce. Co najgorsze, przeżyli sami mężczyźni, więc mogą zapomnieć o przetrwaniu swojego gatunku. Tak samo jak o Ziemi, skażonej promieniowaniem radioaktywnym. Głównemu bohaterowi trudno jest zapomnieć, ale mocno się stara. Jest uzależniony od dronu - lokalnego narkotyku - i przedstawia sobą nieprzyjemny obraz dla oka. W beznadziejnym stanie odnajduje go stary znajomy, który informuje go, że nie wszystko stracone. Inna rasa kosmitów, także podbita i zniewolona przez Vulmotów, zdołała ukryć grupę kobiet. Rozbudziło to nadzieję pozostałych przy życiu mężczyzn, ale oczywiście nie ma nic za darmo - najpierw muszą zebrać flotę i wykonać kilka misji, które pozwolą odwrócić uwagę Vulmotów. Obawiam się, że z dzisiejszego punktu widzenia ta historia może być nieco sztampowa - w końcu została wydana blisko sześćdziesiąt lat temu. Są intrygi, są bitwy pomiędzy flotami statków kosmicznych, jest (a raczej była) starożytna rasa, która zostawiła po sobie skomplikowaną i trudną w użyciu technologię. Co prawda nie miałem zbyt dużej styczności z space operami, ale ten ostatni motyw widziałem chociażby w trylogii „Mass Effect”. Bardzo spodobało mi się zakończenie. Byłem przekonany, że historia zakończy się szczęśliwie dla mężczyzn i że odzyskają swoje kobiety, by potem osiedlić się wspólnie na podarowanej im planecie z dala od wrogich ras, ale zostałem mile zaskoczony.
cyberpunkowy  neuromantyk - awatar cyberpunkowy neuromantyk
ocenił na 7 2 lata temu
Brama do gwiazd Frederik Pohl
Brama do gwiazd
Frederik Pohl
Rosyjska ruletka. Zaskakujące jest ujęcie przez autora historii podboju kosmosy przez ludzi. Nie jest to powieść o dzielnych kosmonautach, którzy na swoich wspaniałych statkach podbijają Kosmos, ale o ludziach zdesperowanych, którzy za wszelką cenę pragną poprawić swój los. Ziemia jest przeludniona i kompletnie zdewastowana. Ludzie wydobywają minerały kopalne i przerabiają je na żywność. Oczywiście jest nieliczna grupa bogaczy, żyją pod kopułami zapewniającymi czyste środowisko i mogą sobie pozwolić na wszelkie luksusy. Większość ludzi żyje w skrajnej biedzie, w zatrutym środowisku, bez żadnych perspektyw, ciężko pracując na swoje utrzymanie. Po pracy spędzają czas w knajpach, pijąc i podrywając dziewczyny lub oglądają telewizje. Każdy z nich marzy o wygranej pieniędzy na Loterii i odmianie swojego losu. Jednym z nich jest Robinette Broadhead, Bob, który wygrywa na Loterii. Kupuje bilet na Getway, aby zostać poszukiwaczem. Ludzkość skolonizowała Wenus i odkryła pod jej powierzchnią kilometry wykutych korytarzy, w których zamieszkali. Korytarze pozostawione zostały przez zaginioną rasę Heechów. Nie wiadomo, kim byli, jak wyglądali i co się z nimi stało. Pozostawili różne artefakty i urządzenia, które nie wiadomo, czemu służyły. W jednym z korytarzy odkryto nawet statek kosmiczny, który okazał się sprawny. Statek doprowadził ludzi na planetoidę, krążącą na orbicie okołosłonecznej, która okazała się portem dla statków kosmicznych Heechów. Odkrytą planetoidę nazwano Gateway. Na planetoidzie znajdują się setki sprawnych statków Heecheów. Niestety nikt nie wie, w jaki sposób nimi kierować. Każdy z nich jest zaprogramowany do lotu z prędkością nadświetlną do jakiegoś punktu galaktyki. Tam jeżeli jest to możliwe, można za pomocą lądownika zbadać planetę i można znaleźć artefakty. Później statek jest zaprogramowany na powrót. Niestety można zginąć podczas badania obiektu lub załoga nie przeżyje, gdyż zabraknie wody i pożywienia lub statek nie wróci. Jednak, gdy się uda, można zarobić miliony i całkowicie odmienić swoje życie. Desperatów nie brakuj, aby wyruszyć w nieznane. Jednym z nich jest Bob. Poznajemy Boba, gdy jest już bardzo bogatym człowiekiem, mieszkającym na Ziemi. Nie jest jednak szczęśliwym człowiekiem i odwiedza psychoanalityk Sigfrida von Psycha, który jest sztuczną inteligencją. Narracja jest pierwszoosobowa, ale prowadzona dwutorowo. Jednym wątkiem są jego wspomnienia z pobytu Gateway, jako poszukiwacz. Kiedy przybył na miejsce i zobaczył pierwszy statek, który powrócił z martwymi ludźmi, przeraził się. Warunki życia są okropne, ale drogie i mało kto może przeżyć z pracy na planetoidzie. Większość z mieszkańców nie ma gdzie wrócić, a więc zostaje im pomimo przerażenia, wyruszenie w kosmos. Czas między lotami wypełniają imprezami, narkotykami i seksem, oraz dyskusjami, jaki lot i statek wybrać i z kim lecieć. Sam lot, takim statkiem jest też przerażający. Grupa ludzi stłoczona jest w ciasnej puszcze i czeka tygodniami, zanim statek zacznie hamować i mogą wtedy oszacować, czy starczy im wody i pożywienia na powrót. Później starają się coś znaleźć i przeżyć. Nawet, jak nic nie znaleźli, cieszą się, że wracają żywi, chociaż wiedzą, że znów będą musieli wyruszyć w kosmos. Pohl stworzył całą plejadę interesujących postaci. Poznajemy, co kieruje tymi ludźmi i jak próbują sobie radzić ze strachem, samotnością i warunkami życia na Geteway. Drugi wątek to sesje psychoterapeutyczne Boba, jego gierki z Si, ale z każdym spotkaniem dowiadujemy się coraz więcej, co sprowadziło go do tego gabinetu. Powoli poznajemy, w jaki sposób zdobył majątek i dlaczego pomimo tego jest nieszczęśliwy. Oprócz tego w powieści występują ramki, w których autor umieścił fragmenty naukowych wykładów, instrukcje, a czasami ogłoszenie. Ramki te bywają zabawne, a czasami wiele wyjaśniają. Powieść zaskoczyła mnie od samego początku swoją oryginalną wizją świata. Autor świetnie buduje napięcie, powoli odsłaniając kolejne elementy układanki. Do ostatniej strony, nie znamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Fascynujące było, że to nie podróże kosmiczne i przygody, ale człowiek i to co przeżywa, jest głównym tematem tej powieści. Recenzja w serwisie "Na kanapie"
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na 10 1 rok temu
Babel 17 Samuel R. Delany
Babel 17
Samuel R. Delany
6,5/10, ale zaokrąglam w górę, bo doceniam książki, które przecierają szlaki oraz jestem świadomy wpływu przyciężkiego tłumaczenia na odbiór treści (jeśli macie taką możliwość skorzystajcie z oryginału). Po raz już któryś z rzędu odkrywam, że moje upodobania czytelnicze są kompletnie niekompatybilne z resztą populacji, a szkoda, bo w kwestii wrażeń artystycznych (niepraktycznych) konformizm znacznie ułatwia rozmawianie o sztuce. Mamy tutaj historię międzygalaktycznego konfliktu między Sojuszem a Najeźdźcami. Serię ataków sabotażu na placówki militarne Sojuszu poprzedzają transmisje w nietypowym języku nazwanym roboczo Babel-17. Rydra Wong, lingwistka i poetka, ma za zadanie rozwikłać tajemnice owego języka i w związku z tym zbiera ekipę na podróż do przewidzianego następnego celu zamachowców - stoczni wojennej znajdującej się w głębokim kosmosie. Warto zacząć od minusów. Bohaterowie są rzeczywiście bardzo pobieżnie zarysowani (choć nie wszyscy!), świat jest nieokreślony w szerszej skali, obracamy się jedynie w ograniczonych, ważnych dla przebiegu fabularnego lokacjach. Tłumaczenie wpływa na komfort odbioru lektury, gdyż wielokrotnie napotykałem się z sytuacją, w której sens zdań docierał do mnie dopiero po ponownym przełożeniu ich na język angielski (stosując najbardziej dosłowne odpowiedniki). Upatruję się w tym głównego czynnika zniechęcenia do lektury wiele osób, ponieważ w anglojęzycznym światku literackim język powieści nie jest krytykowany. Coś, co w oryginale brzmi naturalnie, po polsku przybiera koślawych kształtów. Najlepiej to było widać na przykładzie wątku Rzeźnika, postaci, która nie rozumie pojęcia „ja”. Główna bohaterka chcąc go nauczyć rozróżnienia między „ja’ a „ty” rozpoczyna od nauki słów by przejść do nauki pojęć kryjących się za nimi (bardzo ciekawy wątek swoją drogą, jak się mają słowa do koncepcji i jaki wpływ wywierają na nasze zachowanie). Na samym początku Rzeźnik myli „ty” i „ja”, rozumiejąc, że skoro Wong zwraca się do niego „ty” znaczy to, że to konkretne słowo określa jego osobą, natomiast „ja” określa/nazywa kapitan Wong. Przez to wszystkie „ty” i „ja” w jego wypowiedziach są odwrócone. Po angielsku nie jest to wielki problem do przeskoczenia, zdania brzmią równie naturalnie po ich zamianie, jednak w języku polskim mamy odmianę czasowników przez osoby. Przed tłumaczem stoi poważny dylemat: czy pozwolić, aby Rzeźnik dobrze odmieniał końcówki (lecz źle dobierał podmiot. Nie miałoby to sensu, aby rzeźnik poprawnie dobierał końcówki, skoro źle rozumie podmiot), czy żeby konsekwentnie fałszował je zgodnie z właściwą odmianą dla niewłaściwego podmiotu, czy zastąpić wszystkie końcówki czasowników formami bezosobowymi. Tłumaczka wybiera 3 opcję, uwypuklając brak rozróżnienia „ja” od „ktoś inny”, jednak zdania tracą przy tym płynność językową. Czytanie tych partii wymaga wręcz "mentalnej łatki" by zrozumieć sens wypowiedzi. To samo się dzieje w fascynujących skądinąd fragmentach, w których Wong myśli w języku Babel-17 – pozbawienie form osobowych w języku angielskim nie nastarcza problemów, w języku polskim trzeba się zdecydować, jak przetłumaczyć zdania w elastycznie brzmiące konstrukcje. W książce pojawia się sporo fragmentów związanych z lingwistyką i będą one w dużej mierze niezrozumiałe dla kogoś bez odrobinę ponadprzeciętnej wiedzy z danej tematyki – zajrzyjcie sobie choćby na artykuł na wikipedii poświęcony czemuś tak podstawowemu jak fonem. Trudno go zrozumieć! Momenty interesujące przeplatają się z fragmentami nużącymi, ciekawe koncepcje zderzają się ze scenami, które na przestrzeni lat udało się fantastom znacznie usprawnić (np. opisy kosmicznych potyczek). Wątki uczuć są suche, a opisy bardzo nierówne – niektóre rzeczy z łatwością potrafiłem sobie wyobrazić, a niekiedy moje rozeznanie przestrzenne w danej sytuacji było niemal zerowe (nie wiem, na ile wpływało na to tłumaczenie). Pomimo tych wad znalazłem mnóstwa pozytywów, które jednak sprawiły, że książkę czytało mi się z zainteresowaniem. Po pierwsze olbrzymi wachlarz pomysłów – nie mam pojęcia jak można nie lubić dużej ilości pomysłów na małej ilość stron, przecież to jest kwintesencja SF! Maksymalna koncentracja idei w roztworze zwanym powieścią. A są to pomysły naprawdę ciekawe i połączone w całość nadają książce potężny zastrzyk oryginalności. Z pewnością przed rokiem 1966 próżno było szukać książki o podobnym kształcie, ale i dziś nie byłoby o to łatwo. Idea języka tak zwartego, logicznego, doskonale objaśniającego fizyczne prawidłowości wszechświata, potrafiącego z niemal telepatycznym rozeznaniem interpretować mikro-odruchy fizjonomii jest naprawdę zachwycający. Język ten potrafi znacznie więcej, ale tu już musiałbym wejść w spoilery, a nie o to przecież chodzi. W każdym razie pierwszy rozdział tej powieści podobał mi się najbardziej, gdy generał wojsk Sojuszu rekrutował Wong do rozgryzienia Babel-17. Scena przebiegła niemal identycznie jak ta, którą widzieliśmy w filmie „Arrival” na podstawie opowiadania Teda Chianga. Sama próbka języka nie wystarczy, by nasza bohaterka mogła podjąć się próby jego przetłumaczenia. Mamy zagadkowe prądy hiperprzestrzenne, mamy zmarłych-duchy, którzy mogą komunikować się z nami, ale bez odpowiednich sztuczek niemal natychmiast o tym zapominamy, mamy niezwykłe bronie, żołnierzy doskonałych, statki kosmiczne, tajemnicę żywota Rzeźnika. Nasza kosmiczna załoga nie wywołuje może silniejszych emocji, jednak jest to paczka dosyć osobliwa i interesująca w zamyśle (trójki uczuciowe, zjawy, nawigatorzy). Autor obdarzył ich także jakimś backstories uwypuklającymi świat przedstawiony oraz przeróżnymi modyfikacjami cielesności. Uproszczenia, jakie stosuje Delany w tłumaczeniu zasad działania Babel-17 służą jako demonstracja koncepcji, którą mógłby zrozumieć czytelnik w 1966 roku, a nie bezpośrednie odwzorowanie mechanizmów fikcyjnego języka. Akcja powieści dzieje się w dalekiej przyszłości i jasne jest, że ów język jest systemem dużo bardziej wewnętrznie złożonym i opartym na zasadach, których po prostu nie jesteśmy w stanie poznać, stworzony przez cywilizację wykraczającą daleko poza nasze możliwości opisu. Ważne jest jedynie to, że rozumiemy jak funkcjonuje, jakie stwarza on możliwości, a nie to, czy stworzenie takiego języka jest możliwe w oparciu o funkcjonujące obecnie lub w przeszłości na naszej planecie systemy lingwistyczne, bo nie jest. Dla mnie Babel-17 ma więcej wspólnego z matematyką niż z samym językiem w sensie humanistycznym. Będąc utalentowany matematycznie bardzo często miałem tak, że „intuicyjnie” postrzegałem drogę prowadzącą do rozwiązania, mimo że nie potrafiłbym wyjaśnić, w jaki sposób mój mózg wybierał właściwą metodą za pierwszym razem. Po prostu cała moja znajomość aparatu matematycznego niejako rzutowała na problem i w niemal automatyczny sposób (poprzez samą jego – aparatu - złożoność i zwięzłość) sugerowała rozwiązanie, niczym w przypływie inspiracji. Sądzę, że Babel-17 był czymś podobnym: tak jak matematyka jest językiem dobrze opisującym fizyczną rzeczywistość (i dla kogoś dobrze się nią posługującą pewne cechy świata przyjmują niemal intuicyjne zrozumienie), tak Babel-17 pozwalał pełniej postrzegać rzeczywistość dzięki swojej wewnętrznej strukturze lingwistycznej. „Kiedy wnikam w ten język, zaczynam widzieć za dużo” „Myślenie w Babel-17 przypominało oglądania dna studni, o której jeszcze chwilę temu sądziło się, że ma tylko parę metrów głębokości.” Myślę, że warto sobie takie porównanie z matematyką zrobić i wtedy nie odbiera się tych wszystkich cudów, jakie umożliwiał Babel-17 jako magicznej teorii wszystkiego. To po prostu nie jest język w ludzkim rozumieniu tego słowa – padają nawet wskazówki, że bardziej przypomina język programowania, jest bardziej mechaniczny, maksymalnie funkcjonalny, doskonale analityczny, lecz mało poetycki. Jest tak zgrabny, że aż auto-wyjaśniający. Także ogólnie lektura dawała mi do myślenia, nie była może lekka językowo, ale mam nieodparte wrażenie, że wielki wpływ miał tu przekład. Wypadałoby ją wydać w nowym tłumaczeniu. Przygody raczej nie przystają do współczesnych standardów wielkich space oper (a to właśnie do tego subgatunku SF najbliżej jest Babel-17), ale stwarzają ciekawe poletko do zadawania sobie pytania „co jeśli moglibyśmy wytworzyć taki doskonały język?”. Być może nie uniwersalny, ale działających tylko w jakimś obrębie kulturowym. Do czego moglibyśmy go wykorzystać? Warto zapamiętać cytat, od jakiego rozpoczyna się cała powieść: „Nic tak idealnie nie odzwierciedla cywilizacji jak mowa. Jeśli nasza znajomość mowy, lub ona sama, nie jest jeszcze doskonała, to samo dotyczy cywilizacji” Mario Pei. (nie wiem czy ten cytat nie jest wymyślony, wypadałoby sprawdzić). Nie zgadzam się też, aby jakiekolwiek wątki nie zostały wyjaśnione, a czytałem uważnie. Owszem, książka ma odrobinę otwarte zakończenie, ale mając w pamięci wszystkie informacje, które uzyskaliśmy o „siatce” (że tak powiem enigmatycznie) i Babel-17 możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć rezultat dalszych zmagań Sojuszu z Najeźdźcami. Wszystkie inne wątki poboczne uważam zostały domknięte. Muszę w tym miejscu jeszcze pochwalić Delany’ego za pomysł Kostnicy – absolutnie był to jeden z najciekawszych fragmentów powieści, zaraz obok sposobu myślenia za pomocą Babel-17. Także mimo swoich wad, mimo 60 lat na karku, książkę polecam osobom czytającym głównie starsze science fiction. Nie jest to bezpieczny strzał, bo w dużej mierze liczy się to, jak istotne są dla ciebie współczesne normy powieściopisarskie. Jednak jeśli masz je gdzieś i czytasz SF dla pomysłów, to sięgnij po tą książkę. Zgadzam się Markiem Oramusem, który tak pisze w posłowie: „To fantastyka ambitna (…), pełnowymiarowa literatura o niepokojącym kształcie przyszłości. O tym, jak dziwne czynniki będą grały w niej kluczową rolę, jakim skomplikowanym czy przerażającym fenomenom przyjdzie stawić czoła i jak z tej roli wywiąże się człowiek”.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Wędrowiec

Więcej
Fritz Leiber Wędrowiec Zobacz więcej
Fritz Leiber Wędrowiec Zobacz więcej
Fritz Leiber Wędrowiec Zobacz więcej
Więcej