Leksykon filmowego horroru

Okładka książki Leksykon filmowego horroru autora Bartłomiej Paszylk, 9788360000168
Okładka książki Leksykon filmowego horroru
Bartłomiej Paszylk Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Latarnik film, kino, telewizja
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
film, kino, telewizja
Format:
papier
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-60000-16-8
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Leksykon filmowego horroru w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Leksykon filmowego horroru

Średnia ocen
6,6 / 10
92 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Leksykon filmowego horroru

avatar
213
211

Na półkach:

Książka wydana przez wydawnictwo „Latarnik” Tomasza Raczka. Jest to debiut książkowy autora – anglisty z wykształcenia, zamieszczającego swoje teksty m.in. w „Nowej Fantastyce”. Opisy filmów zachęcają do obejrzenia danego dzieła. Jeśli ktoś lubi ten gatunek filmów, to jak najbardziej pozycja jest dla niego. Ciekawe jest również wspominanie przez autora o kulisach powstawania danych dzieł filmowych. Z reguły nie ma się świadomości wszystkich tych niuansów, które były bardzo ważne w momencie kręcenia obrazów filmowych. Dla mnie jednym z klasycznych filmów typu horror jest „Dziecko Rosemary” w reżyserii Romana Polańskiego. Film z 1968 roku. Oglądałem go parokrotnie, zawsze z tym samym entuzjazmem. Duchowa uczta po prostu. Na pewno leksykon będzie inspirujący dla kinomaniaków oraz osób poszukujących po prostu wartościowych filmów. Próbka stylu autora i fragment omówienia tegoż klasycznego już filmu:
* * *
[recenzja: "Rosemary's Baby"]
„Ira Levin, autor powieści DZIECKO ROSEMARY, był bardzo zadowolony ze sposobu przeniesienia jej na ekran przez Romana Polańskiego. Uważał, że jest to najwierniejsza adaptacja powieści, jaka kiedykolwiek powstała w Hollywood.

Fabułę DZIECKA ROSEMARY można streścić w paru zdaniach. Młode małżeństwo, Rosemary i Guy Woodhouse, wprowadzają się do nowego mieszkania na Manhattanie. Początkowo oboje cieszą się z przyjaznego nastawienia do nich dwójki najbliższych sąsiadów, wkrótce jednak Rosemary owa zażyłość przestaje się podobać. Guy spędza ze staruszkami coraz więcej czasu, a ona zaczyna podejrzewać, że ta miła dwójka ma wobec niej niecne, satanistyczne plany. Kiedy więc bohaterka zajdzie w ciążę, radość z perspektywy zostania matką przesłoni jej wspomnienie makabrycznych wizji dręczących ją od nocy poczęcia; wizji nie byle jakich, bo z Rosemary współżyje w nich sam diabeł. Oczekiwanie na narodziny dziecka wypełnia się narastającą paranoją, a widz traci orientację, czy powinien ufać przeczuciom
bohaterki, czy raczej uznać, że to właśnie z nią coś jest nie tak.

Polańskiemu bardzo spodobała się książka Levina, ale jako agnostyk chciał mocniej zaakcentować wieloznaczność fabuły i wyraźnie dać widzom do zrozumienia, że ten satanistyczny horror może być produktem przemęczonego umysłu Rosemary. Levin też zostawiał taką możliwość interpretacji, jednak mocniej narzucał czytelnikowi punkt widzenia bohaterki — wystarczy porównać szokującą szczegółami końcówkę powieści i bardziej niejasny finał filmu. Powodem problemów psychicznych kobiety może być jej wewnętrzne rozdarcie pomiędzy religijnym wychowaniem a oderwaniem od tradycyjnych wartości w świecie, w którym teraz żyje: mąż Rosemary i sąsiedzi żartują z jej religijności, a bohaterka nie umie zaakceptować bardziej zdystansowanego podejścia do wiary. Polański umiejętnie ilustruje ten konflikt, podrzucając charakterystyczne gadżety i autentyczne gazety z połowy lat 60. — m.in. egzemplarz „Time'a" ze słynną okładką głoszącą, że „Bóg nie żyje".

Kręcenia DZIECKA ROSEMARY Polański nie wspomina dobrze: dopiero udowadniał, że jest reżyserem godnym współpracy z dużą wytwórnią, a kiedy okazało się, że produkcja potrwa dłużej niż planowano i przekroczy budżet, straszono go nawet zwolnieniem. Do roli Rosemary Polański chciał zatrudnić swoją przyszłą żonę Sharon Tate, ale uważał, że niezręcznie byłoby samemu ją zaproponować. Kiedy więc producenci zaproponowali, aby zagrała Mia Farrow, reżyser zgodził się bez wahania, zachwycony jej talentem aktorskim, mimo że nie pasowała do książkowego wizerunku bohaterki — silnej i zdrowej Amerykanki. Do roli Guya, męża Rosemary, Polański namawiał Warrena Beatty (który uznał, że to nie dość prestiżowa rola),Roberta Redforda (który był akurat skłócony z wytwórnią Paramount),rozważał też udział Jacka Nicholsona (ostatecznie stwierdził jednak, że wygląda on zbyt demonicznie). Ostatecznie obsadzono Johna Cassavetesa, który kwestionował zasadność poleceń Polańskiego — nie chciał np. brać udziału w scenie seksu na podłodze twierdząc, że nie jest aktorem porno. Z kolei Farrow w trakcie zdjęć do DZIECKA ROSEMARY przeżyła załamanie psychiczne, kiedy porzucił ją Frank Sinatra.

Mimo kłopotów, obsada okazała się bezbłędna: Farrow jest rewelacyjna jako kobieta rozdarta pomiędzy niewinnością a dorosłością i tocząca walkę z narastającą paranoją, a Cassavetes jest całkiem przekonujący jako chłodny, niegodny zaufania mąż. Aurę niepokoju wprowadzają Ruth Gordon i Sidney Blackmer jako podejrzani sąsiedzi, Charles Grodin (znany później raczej z ról komediowych) bardzo naturalnie wypada w roli doktora Hilla, któremu Rosemary zwierza się ze swoich podejrzeń w pełnej napięcia scenie dodanej do scenariusza przez Polańskiego. Farrow dodatkowo przysłużyła się filmowi śpiewając kołysankę Krzysztofa Komedy. Reżyserowi zależało, żeby to właśnie jej głos można było usłyszeć w kompozycji Komedy, słusznie zakładając, że wzmocni to więź widza z główną bohaterką.

Stephen King komplementował tę adaptację pisząc: „To jeden
z rzadkich przypadków, kiedy po przeczytaniu książki nie musimy oglądać filmu, a po obejrzeniu filmu możemy sobie odpuścić
czytanie książki". Sądzę, że naprawdę jest jeszcze inaczej: to jedna z tych rzadkich ekranizacji, które warto obejrzeć nawet jeśli znamy i lubimy książkę.

DLACZEGO WARTO OBEJRZEĆ?
- dla kreacji Farrow,
- dla wieloznaczności fabuły.
KTO NIE POWINIEN OGLĄDAĆ?
— kogo nie interesują horrory oparte na dialogach,
— kto unika filmów o wątkach satanistycznych.

Książka wydana przez wydawnictwo „Latarnik” Tomasza Raczka. Jest to debiut książkowy autora – anglisty z wykształcenia, zamieszczającego swoje teksty m.in. w „Nowej Fantastyce”. Opisy filmów zachęcają do obejrzenia danego dzieła. Jeśli ktoś lubi ten gatunek filmów, to jak najbardziej pozycja jest dla niego. Ciekawe jest również wspominanie przez autora o kulisach...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
0
0

Na półkach:

Książka fajna tylko że... każdy mógłby taką napisać. Co za problem wziąć 100 kultowych filmów grozy i je opisać na dwie strony A4 po swojemu? Ja mógłbym popełnić recenzję nie jednego tutaj opisywanego tytułu inaczej niż wszyscy. Dać interpretacje arcydzieł pokroju Lśnienia ( mnóstwo osób jest zwyczajnie na ten film za głupia, Kubrick wymaga zbyt wysokiego poziomu intelektu dla szerokiego grona odbiorców jego filmów a lepszej adaptacji książki tego idioty Kinga nie ma. Lepiej jarać się tą tanią tandetą dla mas pokroju Skazanych na Shawshank? Dobre sobie. Kij ze Skazanymi, ten film jeszcze ujdzie choć jest to rzecz kompletnie przeciętna ale zachwalać kiczowate szmiry pokroju Zielonej Mili? ),Teksańskiej masakry piłą mechaniczną i zastanowić się nad zasadnością zestawienia tutaj Piąku 13 - tak, film ważny na mapie, ale to tylko jałowe kino rozrywkowe. A lepszym od niego jest remake Teksańskiej masakry... a nawet Droga bez powrotu czy znakomity, pierwszy Smakosz. Lub Dzieci kukurydzy.

Brakuje głębszych analiz filmowych arcydzieł, właśnie pokroju Lśnienia, Teksańskiej masakry..., Obcego, Halloween czy Hellraisera. Tak na dobrych 10 stron. Rozpisać się o metafizycznym wymiarze każdego z nich, o spojrzeniu na nasz świat. O głębszej analizie obecności Zła jako niezmywalnego warunku istnienia w egzystencji każdego potencjalnego ( nie tylko naszego ) wszech świata i słabości jednostek biologicznych bezradnych wobec sił kosmicznych, które potrafią je zmieść w mgnieniu oka.

Brakuje tego, brakuje głębszych analiz czym jest Michael Myers. Jakie głębsze, alegoryczne funkcje pełni prosta fabuła Teksańskiej masakry... Hoopera i ile ukrytych sensów ten film właściwie zawiera. Czy fabuła to metafora wojny wietnamskiej? Obraz konfliktu pokoleń? Zrównania człowieka ze zwierzęciem i wykorzystywania słabszych? Dom kanibali jako metafora mrocznej osobowości męskiej części podróżowiczów? Dlaczego jest między nimi a kanibalami taka symetryczna więź? Tych trzech i tych trzech i są na swój sposób względem siebie podobni. Czy Franklin na wózku i Leatherface to mroczna, skryta fantazja Franklina o byciu kimś silnym i pragnącym zemścić się na świecie za swój los? Zemścić się też na rzekomym przyjacielu, że ten cieszy się w pełni życiem i wyrywa sobie na dodatek atrakcyjną partnerkę, którą ten też chciałby mieć i z nią spółkować?

Analizy Lśnienia i czym jest rzeka krwi? Labirynt? Czy rodzina Torrenców to figury jakichś archetypicznych, odwiecznych postaci Ojca, Matki i Syna? Co znaczy cofanie się Danny'ego po śladach Ojca? Czy to analiza amerykańskiego snu? O nieradzeniu sobie z pragnieniem sukcesu? O zbyt dużej odpowiedzialności Ojca?

To samo tyczy się innych klasyków. Czy Szczęki to tylko arcydzieło kina rozrywkowego czy coś więcej? Jeśli to tylko rozrywka to dlaczego zajmuje tak wysokie miejsce na listach filmów wszech czasów wyprzedzając głębsze dzieła jak Obcy, czy Teksańska masakra... czy Ptaki?

Książka fajna tylko że... każdy mógłby taką napisać. Co za problem wziąć 100 kultowych filmów grozy i je opisać na dwie strony A4 po swojemu? Ja mógłbym popełnić recenzję nie jednego tutaj opisywanego tytułu inaczej niż wszyscy. Dać interpretacje arcydzieł pokroju Lśnienia ( mnóstwo osób jest zwyczajnie na ten film za głupia, Kubrick wymaga zbyt wysokiego poziomu intelektu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
75
72

Na półkach: ,

Tę książkę znalazłem na parapecie w klatce bloku mieszkalnego na Gocławiu. Zdaje się, że podczas zamknięcia Polaków w ich domach – rzekomo w walce ze śmiertelnym wirusem – przyjęła się nowa polska tradycja pozostawiania przeczytanych książek sąsiadom. Grzech nie zabrać takiego leksykonu. Uznałem to za przeznaczenie – tę książkę po prostu miałem przeczytać. Siła wyższa tak zdecydowała, ewentualnie przypadek. Byłem trochę zniechęcony niemal trzystoma stronami i małym drukiem, dodatkowo bez kadrów z omawianych filmów, ani nawet ich okładek, jednak leksykon ten czytało mi się nadzwyczaj szybko. Dzięki niewielkiej ilości tekstu poświęconego każdemu ze stu klasyków kina grozy oraz faktowi, że znaczną większość z nich już znam, a nawet lubię albo uwielbiam, po przeczytaniu każdego rozdziału, czułem potrzebę natychmiastowego zapoznania się z kolejnym. Nie podglądając kolejności filmów, byłem ciekaw, czy każdy kolejny film oglądałem i posiadam go w swojej kolekcji. Jakkolwiek ocenię całość, muszę podkreślić, jak przyjemnie wertowało mi się kolejne stronnice "Leksykonu filmowego horroru" Bartłomieja Paszylka. Na tyle przyjemnie, że nie oddałem ten książki, wiedząc, że nigdzie indziej nie będzie jej tak dobrze, jak na mojej półce.

Oczywistym jest – nawet bez tego tłumaczenia się we wstępie samego autora – iż ze wszystkich stu tytułów wiele z nich czytelnik zamieniłby na jakieś swoje ulubione, jednak taki już urok subiektywizmu. Mądralińskim, którzy nie zgadzają się z doborem dużej części horrorów – i filmów pochodnych gatunkowi, bo przecież i sam gatunek także jest rzeczą dyskusyjną – powinni jak ja zwyczajnie cieszyć się, że zamiast czytania o kolejnym horrorze, który sami dobrze znają i wiedzą, dlaczego go uwielbiają, dowiedzą się czegoś o tym lub innym klasyku oraz argumentach autora, które zachęcają do nadrobienia zaległości tudzież ostrzeżeniach, kto nie powinien danego filmu oglądać. Dokładnie tak, bowiem podsumowanie każdego z rozdziałów to po dwa argumenty: "Dlaczego warto obejrzeć?" oraz "Kto nie powinien oglądać?".

Autora "Leksykonu filmowego horroru" znałem już dosyć dobrze z dziesiątek recenzji na mojej ulubionej stronie (od dawna nie działającej) "Horror Online", która zawsze była dla mnie jak wyznacznik tego, czy warto w ogóle zainteresować się danym filmem grozy. Miłośnicy horroru prawdopodobnie dawno już zauważyli, że ich ulubiony gatunek nie cieszy się dobrą renomą nie tylko wśród recenzentów i krytyków, ale nawet tych samych widzów, którzy milionami zapełniają sale kinowe, zapewniając "hejtowanym" przez siebie seriom filmowym niezasłużenie długie życie. Widzowie horrorów to prawdopodobnie najgłupsza widownia. Wnioskuję to właśnie po recenzjach i drastycznie niskich ocenach, ale szczególnie po do bólu powtarzających się negatywnych opiniach, świadczących jedynie o niepoprawnej naiwności ich samych – skoro krytykują elementy wpisane w sam gatunek. Najczęściej powtarzająca się opinia o horrorze na forum filmowym, dodatkowo nierzadko pochodząca od tej samej osoby, to "najgorszy gniot, jaki widziałem".
Odniosłem wrażenie, że nawet sam autor tego leksykonu pomimo wpisania niektórych filmów na listę swoich najważniejszych obejrzanych klasyków, nierzadko tak bardzo zaniża ich wartość w recenzjach, że aż budzi zdziwienie umieszczenie ich w spisie stu. Ja sam, gdybym dobierał sto moich ulubionych horrorów, na pewno nie wybrałbym żadnego, który miałby więcej niż kilka słabych punktów, a już na pewno żadnego, który pod którymś względem byłby wręcz beznadziejny.

Staram się wyszukać jakieś elementy, których mógłbym się uczepić i nie za bardzo takie widzę. Może mała niekonsekwencja w wypisywaniu tytułów – niektóre mają polskie tłumaczenie, jeśli nawet nie oficjalne, to jeszcze z ery kaset wideo.
Te podsumowania rozdziałów, o ile niektóre doskonale wymieniają zalety i wady, inne są napisane raczej dla żartu, tak więc przy aż stu pozycjach, trochę rzuca się w oczy brak pomysłów i niektóre z zalet i wad zdają się być wypisane jakby na siłę – tylko po to, aby tradycji stało się zadość i każdy film miał te cztery punkty odhaczone. Samo wypisywanie tych zachęt i przestróg to z pewnością przyzwyczajenie, które zostało autorowi po wielu recenzjach na portalu "Horror Online", na którym to każda recenzja była podsumowywana zazwyczaj wieloma plusami i minusami. Bardzo lubię takie podsumowanie, a w przypadku leksykonu, który nie każdy musi czytać od deski do deski, takie kilka linijek podsumowania może wielu czytelnikom oszczędzić ich czas.

Tę książkę znalazłem na parapecie w klatce bloku mieszkalnego na Gocławiu. Zdaje się, że podczas zamknięcia Polaków w ich domach – rzekomo w walce ze śmiertelnym wirusem – przyjęła się nowa polska tradycja pozostawiania przeczytanych książek sąsiadom. Grzech nie zabrać takiego leksykonu. Uznałem to za przeznaczenie – tę książkę po prostu miałem przeczytać. Siła wyższa tak...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

245 użytkowników ma tytuł Leksykon filmowego horroru na półkach głównych
  • 132
  • 111
  • 2
82 użytkowników ma tytuł Leksykon filmowego horroru na półkach dodatkowych
  • 66
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Leksykon filmowego horroru

Inne książki autora

Okładka książki United States at a Glance Roman Ociepa, Bartłomiej Paszylk
Ocena 0,0
United States at a Glance Roman Ociepa, Bartłomiej Paszylk
Okładka książki City 1. Antologia polskich opowiadań grozy Michał Cetnarowski, Robert Cichowlas, Michał Galczak, Dawid Kain, Jerzy A. Kozłowski, Kazimierz Kyrcz jr, Krzysztof Maciejewski, Jakub Małecki, Dariusz Muszer, Bartłomiej Paszylk, Daniel Podolak, Paweł Przywara, Łukasz Radecki, Piotr Roemer, Bartłomiej Ryszowski, Łukasz Śmigiel, Adrianna Ewa Stawska, Emil Strzeszewski, Anna Szczęsna, Arkadiusz Trzetrzelewski, Aleksandra Zielińska, Dariusz Zientalak, Paweł Ziętek
Ocena 7,6
City 1. Antologia polskich opowiadań grozy Michał Cetnarowski, Robert Cichowlas, Michał Galczak, Dawid Kain, Jerzy A. Kozłowski, Kazimierz Kyrcz jr, Krzysztof Maciejewski, Jakub Małecki, Dariusz Muszer, Bartłomiej Paszylk, Daniel Podolak, Paweł Przywara, Łukasz Radecki, Piotr Roemer, Bartłomiej Ryszowski, Łukasz Śmigiel, Adrianna Ewa Stawska, Emil Strzeszewski, Anna Szczęsna, Arkadiusz Trzetrzelewski, Aleksandra Zielińska, Dariusz Zientalak, Paweł Ziętek
Bartłomiej Paszylk
Bartłomiej Paszylk
Anglista, publicysta, absolwent Uniwersytetu Śląskiego. Autor wydanej w USA książki na temat kina kultowego "The Pleasure and Pain of Cult Horror Films: An Historical Survey" (McFarland, 2009). Do innego anglojęzycznego wydawnictwa - "The Greenwood Encyklopedia of Love, Courtship & Sexuality Through History" (Greenwood Press, 2007) - opracował hasła dotyczące kontrowersyjnej literatura i początków aktorstwa. Jako recenzent i publicysta współpracował m. in. z "Nową Fantastyką", "Newsweek Polska" i "Filmem", a także z pismami zagranicznymi - "Fangorią", "Ultra Violent" oraz "Surreal". Obecnie pełni obowiązki redaktora magazynów "Czachopismo", "Mystic Art".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Leksykon filmowego horroru

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Leksykon filmowego horroru