Nostalgia

Okładka książki Nostalgia autora Mircea Cărtărescu, 9788368295399
Okładka książki Nostalgia
Mircea Cărtărescu Wydawnictwo: ArtRage Seria: Fikcje literatura piękna
427 str. 7 godz. 7 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Fikcje
Tytuł oryginału:
Nostalgia
Data wydania:
2025-10-09
Data 1. wyd. pol.:
2016-11-25
Data 1. wydania:
2005-11-29
Liczba stron:
427
Czas czytania
7 godz. 7 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368295399
Tłumacz:
Ireneusz Kania, Joanna Kornaś-Warwas
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nostalgia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Nostalgia



książek na półce przeczytane 2402 napisanych opinii 731

Oceny książki Nostalgia

Średnia ocen
7,4 / 10
91 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nostalgia

avatar
506
188

Na półkach:

Pełna recenzja tutaj --> https://bit.ly/4uYbrLc

***
KRÓTKO

Książka podwójnie irytująca: nie dość, że prawie wszyscy się nią ekscytują, to jeszcze mają rację.

Świat Cărtărescu jest pojemny i w razie potrzeby nadyma się jak meduza. Mieści więcej, niż powinien. Wśród podziwu wielu czytelników, na pewno zmieści się i mój.

Jestem zachwycony pisaniną Cărtărescu. To intensywna, pazerna literatura, pożerająca czytelnika kawałek po kawałku.

Rumuński realizm magiczny smakuje wytrawnie, smakuje świetnie. Chcę się nim obżerać.

***
DŁUŻEJ

Z kronikarsko-statystycznego obowiązku nadmieniam, iż "Nostalgia" składa się z ośmiu opowiadań. Trzy to ściema, ponieważ na ich treść składa się zaledwie jeden krótki cytat. Zostaje pięć historii.

Już pierwsza z nich jest udana. Cieszyłem się jak dziecko, widząc, że ten cały Cărtărescu chyba jednak nie jest przereklamowany. Potem okazało się, że jestem głupcem, bo wszystkie kolejne opowiadania są jeszcze lepsze. "Ruletkarz" to opowieść o człowieku, który igrał ze śmiercią i zbił fortunę na rosyjskiej ruletce. Niezwykłe było to, że zawsze przeżywał; nawet, gdy w komorze pistoletu było tylko jedno puste miejsce. Zakończenie daje do myślenia, a dodatkowo autor oplótł tę historię szkatułkową osnową: historię ruletkarza poznajemy bowiem z drugiej ręki, spisaną przez pewnego starca u progu śmierci.

"Ruletkarz" był spoko, ale "Słabołebski" to absolutna perełka. Myślę, że trzeba mieć minimum 30-35 lat, by zasmakować pełni aromatu; jest duża szansa, że podczas lektury poczujemy falę autentycznej nostalgii. Do czasów, gdy sami ganialiśmy po placu i wysiadywaliśmy z kolegami na klatce.

Ale "Słabołebski" to coś znacznie, znacznie więcej, niż nostalgiczne wykopaliska. W chwili, gdy do bloku (oczywiście przy alei Ștefana cel Mare – ale o tym za chwilę) wprowadza się obcy chłopak – tytułowy Słabołebski - opowieść przybiera zaskakujący obrót. Nowy jest dziwny: jego oczy nie mają rzęs, a wokół powiek ledwie zarysowane, czarne obwódki. Samo patrzenie na niego męczyło.

Fascynujące jest obserwowanie, jak stosunek lokalnej dzieciarni do nowego przechodzi przez wszystkie fazy: od ciekawości, przez próby poniżania, po bezwzględne posłuszeństwo i graniczący ze strachem podziw.

Swoją magnetyczną osobowość nowy przekuwa we władzę. Umysły towarzyszy zatruwa niepokojącymi opowieściami. Dzieciaki spijają z jego ust każde słowo, zdają się zahipnotyzowani. Sam wciąż mam pamięci jego opowieść o kukiełkarzach: że każdy z nas ma w głowie małego człowieczka, który robi to dokładnie to samo co my, w tym samym momencie. To nasz kukiełkarz. Lecz w jego głowie tkwi kolejny, mniejszy kukiełkarz, który też kopiuje jego ruchy. I tak dalej – tworzy się nieskończony łańcuch kukiełkarzy a my nie wiemy nawet, które miejsce zajmujemy w tym ciągu.

Osobliwe zachowania i moce Słabołebskiego prowokują do nazwania go dziecięcym mesjaszem, i nie jest to przesada, bo Słabołebski, na wzór przykazań, narzucił swym kolegom i koleżankom pewne normy zachowania: nie dokuczać dziewczynom, nie brudzić się, nie mówić szybko itp.

Tak: "Słabołebski" to coś więcej niż anegdotki z życia bukaresztańskich łapserdaków. Jest tutaj pewna tajemnica, misterium, a rzekłbym nawet, że niewypowiedziana wprost groza. Potwierdza to autor/narrator:

"Skąd, u diabła wzięła się ta opowieść? Chciałbym od nowa przeczytać cały tekst, ale wyznaję, że się boję. Jest w nim coś złowieszczego. Nie wiem, co z nim zrobić. Nie chcę go wyrzucać, ale nie chcę też natknąć się na niego ponownie".

(...)

Jakby tych wszystkich ochów i achów było mało, w "Nostalgii" jest jeszcze coś, co uwielbiam. Opowiadania przenikają się nawzajem, ale w ledwo uchwytny sposób. Trzecioplanowe wydarzenia z jednej historii nagle nabierają znaczenia, gdy spoglądamy na nie z perspektywy kolejnego opowiadania.

Przykładowo, w jednej ze scen "REM", Svetlana płacze nad stawem, gdzie podchodzi do niej obcy mężczyzna, próbując pocieszyć. W opowiadaniu "Bliźnięta" mamy dokładnie tę samą scenę, ale tym razem Svetlana przemyka gdzieś chyłkiem jako bezimienna kobieta, będąc nic nieznaczącym epizodem w życiu młodzieńca, którego spotkała, i który tym razem jest głównym bohaterem.

Jest tego więcej, wychwyciłem na przykład wzmiankę o autorze "Ruletkarza" – oczywiście w innym miejscu, w innym czasie, w innej historii. W "REM" czytamy, iż jeden z bohaterów - młodzian imieniem Vali - za kilka lat napisze opowiadanie pt. "Ruletkarz". I tak dalej.

Incepcji, załamań czasu i zmian narratorów jest tu bez liku, jednak nie na tyle dużo, by się zagubić w gąszczu zabiegów stylistycznych. Jeszcze jedna ważna uwaga: jeśli kogoś przeraża brak dialogów, niech nawet nie podchodzi do "Nostalgii". Praktycznie całe 400 stron to jeden zbity blok tekstu. Mnie też to trochę przeraziło, ale zdaje egzamin.

Panu Rumunowi wcale nie zależy na zaczarowaniu czytelnika, zaskoczeniu zwrotem akcji, czy przekonaniem do własnych poglądów. Cărtărescu uniknął wszystkich pułapek literatury w bardzo prosty sposób: napisał to, co chciał, a nie to, czego od niego chciano. Przetworzył wspomnienia z młodości przez własną wrażliwość i wyobraźnię, i zrobił to – mam wrażenie – nie po to, by porwać tłumy, lecz w celu wyrzygania zalegających mu gdzieś na żołądku niestrawionych fragmentów przeszłości.

A zatem, literatura introwertyczna i egoistyczna. I, proszę państwa – literatura wielka.

Pełna recenzja tutaj --> https://bit.ly/4uYbrLc

***
KRÓTKO

Książka podwójnie irytująca: nie dość, że prawie wszyscy się nią ekscytują, to jeszcze mają rację.

Świat Cărtărescu jest pojemny i w razie potrzeby nadyma się jak meduza. Mieści więcej, niż powinien. Wśród podziwu wielu czytelników, na pewno zmieści się i mój.

Jestem zachwycony pisaniną Cărtărescu. To...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
185
12

Na półkach:

Moja subiektywna ocena: 11/10


Mam nadzieję, że Mircea Cărtărescu wreszcie otrzyma w pełni zasłużoną Nagrodę Nobla i na polskim rynku wydawniczym pojawiają się kolejne przekłady jego dzieł.

To, co do wydano tej pory, to stanowczo za mało.

Moja subiektywna ocena: 11/10


Mam nadzieję, że Mircea Cărtărescu wreszcie otrzyma w pełni zasłużoną Nagrodę Nobla i na polskim rynku wydawniczym pojawiają się kolejne przekłady jego dzieł.

To, co do wydano tej pory, to stanowczo za mało.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
412
408

Na półkach:

Końcówka roku obfituje u mnie w literaturę rumuńską, dziś w recenzji

🤹🏻‍♀️NOSTALGIA🤹🏻‍♀️

...z serii Fikcje, po którą sięgnęłam po raz pierwszy. Porównania Cărtărescu do Pereca są jak najbardziej trafione, czuć to szczególnie w dwóch pierwszych opowiadaniach. Czytelnik chwilami traci rezon, nie wiadomo, czy to głos bohatera, czy może echo wydarzeń spoza jego świadomości i musi upłynąć wiele linijek tekstu, zanim dotrze do nas, o czym właściwie czytamy. Język jest bujny i ekstrawagancki, ale nie brakuje mu celnych punktów odniesienia do rzeczywistości. Te opowiadania są jak podróż w mroczne meandry przeszłości, pełna fikcji, zawiłych metafor i rozmytych granic między jawą a snem. Tytułowa „Nostalgia” nie jest tylko tęsknotą za tym, co minęło, ale także próbą zmierzenia się z upływem czasu, z pamięcią, która zniekształca i przekształca sens, aż wreszcie zanika.

📝FABUŁA📝

„Nostalgia” to pięć odrębnych, lecz spójnych ze sobą opowiadań, przenikających się w akompaniamencie miejskiej senności. Znajdziemy tu mężczyznę grającego w rosyjską ruletkę, dziecięcy gang odkrywający tunel i szkielet na obrzeżach miasta, architekta opętanego obsesją na punkcie klaksonu samochodu, chłopca-mesjasza oraz oniryczny fragment pamiętnika autora. Stolica Rumunii - Bukareszt, staje się tu zarówno głównym bohaterem, jak i tłem, labiryntem symboli, obrazów i znaczeń, w który czytelnik zanurza się coraz głębiej.

🙋🏻‍♀️DLA KOGO🙋🏻‍♂️
Dla wielbicieli ambitnej, sennej fikcji, która niepokoi tak samo mocno, jak oczarowuje

M.

Końcówka roku obfituje u mnie w literaturę rumuńską, dziś w recenzji

🤹🏻‍♀️NOSTALGIA🤹🏻‍♀️

...z serii Fikcje, po którą sięgnęłam po raz pierwszy. Porównania Cărtărescu do Pereca są jak najbardziej trafione, czuć to szczególnie w dwóch pierwszych opowiadaniach. Czytelnik chwilami traci rezon, nie wiadomo, czy to głos bohatera, czy może echo wydarzeń spoza jego świadomości i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

507 użytkowników ma tytuł Nostalgia na półkach głównych
  • 394
  • 106
  • 7
97 użytkowników ma tytuł Nostalgia na półkach dodatkowych
  • 55
  • 10
  • 9
  • 6
  • 6
  • 6
  • 5

Tagi i tematy do książki Nostalgia

Inne książki autora

Okładka książki Znikająca Europa Jurij Andruchowycz, Mircea Cărtărescu, Karl-Markus Gauß, Tatjana Gromača, Marius Ivaškevičius, Lídia Jorge, Fatos Lubonja, Geert Mak, Christoph Ransmayr, Andrzej Stasiuk, Swietłana Wasilenko
Ocena 7,0
Znikająca Europa Jurij Andruchowycz, Mircea Cărtărescu, Karl-Markus Gauß, Tatjana Gromača, Marius Ivaškevičius, Lídia Jorge, Fatos Lubonja, Geert Mak, Christoph Ransmayr, Andrzej Stasiuk, Swietłana Wasilenko
Okładka książki Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego Neal Ascherson, Attila Bartis, Mircea Cărtărescu, Karl-Markus Gauß, Sibylle Lewitscharoff, Emine Sevgi Özdamar, Andrzej Stasiuk, Serhij Żadan
Ocena 6,5
Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego Neal Ascherson, Attila Bartis, Mircea Cărtărescu, Karl-Markus Gauß, Sibylle Lewitscharoff, Emine Sevgi Özdamar, Andrzej Stasiuk, Serhij Żadan
Mircea Cărtărescu
Mircea Cărtărescu
Urodził się 1 czerwca 1956 roku w Bukareszcie, gdzie ukończył studia (literatura i język rumuński). Pracował jako nauczyciel i wykładowca akademicki, działał w Związku Pisarzy Rumuńskich, był redaktorem „Caiete Critice”.Jako pisarz debiutował w 1978. Pierwszą samodzielnie wydaną książką Cărtărescu był wydany w 1980 roku zbiór poezji „Faruri, vitrine, fotografii”. Jako prozaik stał się szerzej znany pod koniec lat 80. Do najbardziej znanych powieści pisarza należą „Visul” (1989),„Travesti” (1994) i „Orbitor” (1996). Książki Mircei Cărtărescu zostały przetłumaczone na kilkanaście języków i nagrodzone wszystkimi najważniejszymi wyróżnieniami literackimi w Rumunii. Po polsku ukazały się: „Travesti”, „Dlaczego kochamy kobiety” (książka w samej Rumunii sprzedała się w nakładzie 120 tysięcy egzemplarzy) oraz „Nostalgia”. Współautor zbioru „Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego” i „Znikającej Europy”. Cărtărescu powszechnie uznawany jest za jednego z najwybitniejszych i najciekawszych współczesnych autorów rumuńskich.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Równiny Gerald Murnane
Równiny
Gerald Murnane
Jest niezerowa szansa, że jestem za głupia na tą książkę. A na pewno jestem na nią za głupia w tym momencie (Q4=zapierdol=mózg dziurawy jak durszlak). Cały czas miałam podobne wrażenie jak w czasach studenckich, kiedy codziennie musiałam przebijać się przez zadane teksty i z kilkudziesięciu stron antropologicznego pitolenia destylować tą jedną stronę treści, o którą faktycznie chodziło. Nie wiem czy to kwestia długich zdań Murnane'a czy jego języka, który jest równocześnie suchy i taki meandrująco-poetycki, ale cały czas miałam wrażenie, że trzyma mnie na wyciągnięcie ręki, nie pozwalając się zbliżyć do tego wydestylowanego znaczenia. Zwłaszcza w części drugiej, przy rozkminach o bibliotece i Czasie, mój mózg był w jakimś zupełnie innymi wymiarze i jakoś obok tego wszystkiego przepłynęłam, już nawet nie próbując skumać czy jest tu jakieś znaczenie czy kompletnie nie. Zdaje się, że autora porównuje się do Borgesa i Calvino. Faktycznie miałam podczas lektury wrażenie, że Murnane sobie heheszkuje z takiego artystyczno-intelektualnych analiz i poszukiwania głębi we wszelkich tekstach kultury (zwłaszcza w pierwszej części kiedy bohater i osoby, z którymi gada próbują skonstruować Równiny i ich mieszkańców, którzy na maksa chcą się odróżnić od reszty świata). Ale może wcale nie taki był zamiar, tylko znów ja czegoś nie zrozumiałam. Z pewnością trollowanie Borgesa i Calvino jest dla mnie bardziej przejrzyste i prostsze do skumania. No więc daję 6/10, bo doświadczenie czytania tej książki było dla mnie po prostu poprawne. Nie będę jej rozkminiać, a za pół roku pewnie w ogóle nie będę o niej pamiętać, ale to raczej kwestia tego, że to po prostu nie "mój" typ książki.
symulakrum - awatar symulakrum
ocenił na63 miesiące temu
Tymczasowy dżentelmen Sebastian Barry
Tymczasowy dżentelmen
Sebastian Barry
Z oddechem ulgi mogę stwierdzić, że tym razem powieść Barry’ego nie dokonała spustoszeń w mojej już pogruchotanej czytelniczej duszy. To wciąż solidna, przejmująca proza, która pochłania, wciąga, jest w pewien sposób niewygodna i bolesna, z drugiej jednak strony – tylko poprzez porównywanie z wcześniejszą twórczością pisarza – wydaje się zdecydowanie najlżejszą w odbiorze, „łatwiejszą” w przyswajaniu. A nie jest to zarzut. To historia życiowo pokonanego Jacka McNulty’ego, Irlandczyka z pochodzenia, wygnańca z własnego kraju, weterana wojennego, przeciętnego inżyniera, fatalnego męża, kiepskiego ojca i nie umiejącego w miłość alkoholika. Śledzimy jego losy dzięki pamiętnikowi, który spisuje w ostatnim akcie tchnienia – wysłany przez ONZ na misję go Ghany mimowolnie staje się świadkiem upadającego świata kolonializmu. Przyglądając się zmianom, wraca wspomnieniami do lat młodości i walk o niepodległość, ale przede wszystkim do czasu, który wypełnił w większości jego życie: małżeństwa z Mai, dziewczyny poderwanej na film z Rin Tin Tinem. Powieść otwiera dynamiczna scena zniszczenia korwety przez niemiecki okręt podwodny. To, co dzieje się później, spowite jest gęstniejącą mgłą alkoholowych oparów i zapachem błyskającej na bursztynowo szkockiej. Demon, który opętał Jacka, powoli odbiera mu wszystko – to opis drogi, która prowadzi ku jednemu tylko końcowi. A mimo to jest w Jacku tlące się światło, które daje mu siłę, by pisać i dzięki pisaniu bezkompromisowo rozliczać swoje stracone życie. Zyskujemy tym samym prozę przejmującą choć ironizującą, szczerą lecz subiektywną, która nabiera chmurnego kolorytu im bliżej jej końca. Jack staje się mimowolnym dżentelmenem – to świat pędzi za szybko, by taki jak on mógł się do niego dostosować. Dlatego jego prawdziwe „ja” pozostaje „ukryte”, nie wychyla się przed szereg, nie walczy. Jack nakłada na maskę twarz mężczyzny szczęśliwego i poukładanego, w tajemnicy zadłużając swoje życie (a przy okazji dom),w wieczornej ciszy wlewając w siebie alkoholowe ukojenie. Podwójny finał jest jednocześnie ostateczny i otwarty, zostaje w pamięci niczym rozdarcie nieba, w którym jedni ujrzą kojący błękit, inni nadciągającą nawałnicę. Do tego niezmiennie pyszny styl Barry’ego, który można dawkować sobie do woli i cieszyć się kompletnie złożonym frazami, w których nie ma zbędnej litery.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na77 dni temu
Wilk w białej furgonetce John Darnielle
Wilk w białej furgonetce
John Darnielle
Nie trzeba grać w DND i wiedzieć, co to demogorgon, by „Wilk” Darnielle’a zostawił w głowie wspomnienie lektury, która sięga do decyzyjnego początku, absolutnego pierwszego kroku: stoisz na rozstaju dróg i tylko od ciebie zależy, którą drogą podążysz. Wyruszasz w świat z ledwie wypełnionym tobołkiem i wszystko, co się wydarzy, jest zależne od ciebie. Bo życie (w tym kierunku, jak sądzę, ruszył Darnielle, mimo że to banał nad banały) to rozgrywka. Ale – jak to w grach bywa – nic nie jest proste, a niektóre ścieżki, którymi zmierza bohater, bywają zdradzieckie. Jedne prowadzą do chwały, inne przez labiryntu bez wyjścia. I w tym zamyśle siedzi clue powieści Darnielle’a. Jej bohaterem jest Sean, twórca fantastycznej gry fabularnej, który listownie koresponduje z graczami, przesyłając im kolejne wytyczne. Tak, psze państwa, albowiem były kiedyś czasy, gdy nie marzyło się o internecie, a żeby posłuchać płyty, trzeba ją było własnymi rękoma obrócić na adapterze i nastawić igłę. I wcale nie były to czasy prusowskiej lalki. Ale takie straszliwe zaprzeszłości pokazują, że nawet jeśli upłyną dziesięciolecia, pewne stałe nie ulegają zmianom – młode umysły to chłonne, naiwne gąbki. Jakże trudno niektórym odróżnić prawdę od rozgrywki, rozsądek od zaleceń mistrza gry. I tak w fantazję wdziera się rzeczywistość. Jest to historia dojrzewania i chłopięcej samotności (ale i ucieczki od niej),tego delikatnego okresu, kiedy pryszczaty dzieciak przeistacza się w mężczyznę i zdaje sobie sprawę, że odpowiada za swoje czyny. To również opowieść o tym, jak łatwo przekroczyć barierę, za którą będzie wszystko albo nie będzie już niczego – wystarczy ołowiana kula i skierowana w cel lufa. Do tego Darnielle świetnie oddaje klimat lat dziewięćdziesiątych, burz szalejących w spokojnym z pozoru Seanie, wszelkich pytań bez odpowiedzi i uporczywego przymusu stąpania po linie nad przepaścią. Tekst płynie wraz z dźwiękami puszczanej przez Seana (dziś już klasycznej) muzyki. Ciekawa, prowadzona dwutorowo fabuła, nieco wytrąca z pewności i zmusza do wytężenia uwagi. Ale zapewniam, że jest w niej sporo nawiązań do współczesności – podanych w oldschoolowym sosie wciąż aktualnych prawd o odcieniach świata wchodzącego w dorosłość człowieka. Niekiedy mocna, raz żartobliwa, specyficzna mieszanka nastrojów i nawiązań do Conanów, Krulla, filmów klasy B i gier video. O traumie. Skowycie i wrzaskach wypełniających przestrzeń pod czaszką, które trzeszczą, gdy podążasz ścieżką wojowników z Trace Italian. Przekład Agi Zano, okładka Adama Walasa i Sabiny Twardowskiej.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na72 miesiące temu
Oto początek naszej historii Tobias Wolff
Oto początek naszej historii
Tobias Wolff
Wszystkie kolejne opowiadania kojarzą mi się z niepewnością i ulotnością. Bohaterowie trafiają w nasze ręce (przed nasze oczy) w momentach życia, które ukazują ich jako zagubionych, skrzywdzonych i (znów chciałabym powtórzyć niepewnych) wahających się. W nastroju ponurego poczucia braku i odrzucenia przemierzają kolejni bohaterowie kolejne strony tworząc spójną opowieść o swoich smutkach i niedolach: bardzo przemyślaną, klarowną, ujętą w literacko bogatą i wyraźną rzeczywistość, która swoją sugestywnością i konceptem czaruje czytelnika. "Palacze" przejmują powidokiem walki o wpływy i zaszczyty. Pokazują na ile można się wystawić, pozbyć wartości, skryć je głęboko, by zyskać dobra materialne i pozycję w społeczeństwie. "Myśliwi na śniegu" z trwającym cały czas niepokojem i niepewnością, kruchością relacji i ich zafałszowaniem są wyczerpujące, ale i wciągające czytelnika zarówno w zależności między bohaterami, jak i śrubujące ciekawość co do finału. "W ogrodzie północnoamerykańskich męczenników" to jedno z moich ulubionych w tomie, co powinno mnie mocno zaniepokoić, bo to rzecz o manipulacji i wykorzystywaniu ludzi. Również w środowisku akademickim, co nie jest żadnym wyznacznikiem człowieczeństwa, bo zawód i tytuł nie świadczą o etyczności. "Kłamca" - rzecz o solipsyście, człowieku, który z kłamania zrobił swój sposób na życie. Uważając, że stwarza wszystko wokół siebie, definiując rzeczywistość na własną korzyść. "Epizod z życia prof. Brooke'a" kolejne z ulubionych opowiadań pokazujące jak ciasnota umysłowa, posługiwanie się stereotypem, utartym schematem i poleganie na pozorach definiuje niektórych ludzi. Na poły moralizatorska, na poły prześmiewcza historia o kanciastych poglądach i pułapkach w jakie można z tego powodu wpaść. Tytułowe opowiadanie ze swoim znakomitym zdaniem rozpoczynającym: "Znowu wcześnie nawiało mgły". Pyszna wprost opowieść rodem z San Francisco, gdzie w jednej z restauracji z widokiem na Golden Gate poznajemy kończącego zmianę kelnera, który wracając do domu wstępuje do kawiarni i tam mimochodem, a później już z pełną premedytacją podsłuchuje rozmowy czwórki klientów. Świetna jest także opowieść "Zaginiony", w której ksiądz Leon, od początku swej duszpasterskiej kariery wystawiany jest na ciągłe próby i wyzwania. Gdy trafia do klasztoru opanowanego przez 'rozbrykane mniszki" jego życie ulega kompletnej zmianie. Nie ma tu żadnych odniesień do Iwaszkiewiczowskiej "Matki Joanny od Aniołów", choć może dezynwoltura w zachowaniu wszystkich bohaterów będzie pewnym nawiązaniem. Ksiądz, pieniądze, kłamstwa, podróże, siedlisko zła, jakim można tytułować Las Vegas, a także mierzenie się z własnymi słabościami i demonami będą drogą i solą Leonowej podróży przez "Zaginionego". Znakomite są opowieści Wolffa. Wyraziste, intensywne, jaskrawe, z dobrze zarysowanym wprowadzeniem, wejściem w historię, z pełnymi, opracowanymi i wymyślonymi bohaterami, a także przesłaniem (czy to demaskującym zło, zgniliznę, egoizm, konturowość, czy opisującym codzienność zwykłych ludzi różnych stron Ameryki, czy też moralizującym i puszczającym oko do świata odbiorców). Bardzo polecam.
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na83 miesiące temu
Wygoda Natalka Suszczyńska
Wygoda
Natalka Suszczyńska
Co najmniej od kilku lat jest pewien trend w opowiadaniu o Podlasiu, odczarowywaniu, weryfikowaniu, czasem odkłamywaniu, a nieraz po prostu mówieniu o nim inaczej niż do tej pory. Myślę, że musiał przyjść ten moment i dobrze, bo nadmiar słodyczy tuczy To np. mroczny serial "Kruk" obok sielskiej serii "U Pana Boga za piecem", to "Kamienie musiały polecieć. Wymazywana przeszłość Podlasia" Anety Prymaki o wypieranych, ergo przemilczanych traumatycznych wydarzeniach z przeszłości. Jest seria ultra-mrocznych opowieści, ale i groteskowych, pełnych czarnego, absurdalnego humoru i horroru książek Mirosława Miniszewskiego "Ze wsi obok" gdzie na "podlaskim odludziu, wśród bagien i trzęsawisk, dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji, jednak zło nie może się zakorzenić, bo (...) "pierwotne duchy nie tolerują łamania odwiecznych praw". Kilka dni temu mieliśmy premierę książki "Wierszalin 2.0", w której Jerzy Chmielewski próbuje dociec jak było naprawdę z historią, która w okresie międzywojennym rozegrała się pod Krynkami, historią prawosławnego chłopa Eliasza Klimowicza z Grzybowszczyzny, którego okrzyknięto „prorokiem Ilią”? I to jest odpowiedź m.in. na inną książkę "Wierszalin. Reportaż o końcu świata", Włodzimierza Pawluczuka , który utrwalił dotychczasowy obraz tamtych wydarzeń i nazwał m.in tamten ruch "wierszalińską sektą", na co nie zgadza się Jerzy Chmielewski i podkreśla, że ten obraz "latami był powielany w książkach, filmach, sztukach teatralnych i artykułach. Chociaż Pawluczuk z czasem przyznał się, że to on stworzył taki mit Wierszalina, nie trzymając się ściśle faktów, to tamta legenda wciąż powszechnie odbierana jest jako autentyczna historia". Jerzy Chmielewski, który pochodzi z tamtych terenów, dotarł do nieznanych dotąd relacji, wspomnień i dokumentów. Stara się odtworzyć życiorys charyzmatycznego Eliasza Klimowicza i ludzi, którzy za nim poszli. A teraz mamy kolejną książkę - jedną z najważniejszych, myślę, o tej naszej części świata - "Wygoda" – Matalka Suszczyńska Właściwie równoległe ukazują się jej "Białowieskie opowieści 2.0", które są retellingiem ksiażki jej dziadka Mikołaja Hajduka - "Białowieskich opowieści" z 1990 r. Mikołaj Hajduk zebrał wtedy ponad 30 lokalnych legend, bajek i historii, a teraz mamy ich uwspółcześnione wersje. Mikołaj Hajduk wraz z żoną Lidią - babcią Natalii napisał 11 podręczników do nauczania języka i literatury białoruskiej. był tez dyrektorem Liceum Ogólnokształcącego z Białoruskim Językiem Nauczania w Bielsku Podlaskim. Ta książka (stypendium Miasta Białystok) jest dostępna w całości za darmo na bialowieskieopowiesci2.pl Ale ta nie"Wygoda"... Poprosiłem ejaja co o niej powie, otóż: "Wygoda" – Natalka Suszczyńska (powieść/reportaż) – książka, która odczarowuje region, prezentując go w sposób surowy, pełen niedopowiedzianych historii, rodzinnych traum i niejednoznacznych postaci" - co jest, jak się często zdarza w przypadku AI, wynikiem jej halucynacji i źdzbła trawy... pardon, prawdy. "Wygoda jest więc być może mikropowieśćią w opowiadaniach (można poczuć niedoscyt, a zarazem kręciło mnie to dawkowanie, by nie skończyć lektury przedwcześnie),w której też pojawia się dużo... halucynacji, a co najmniej autofikcji "Wygoda" to rzecz o podlaskiej (jako swoisty wariant) polskości i białoruskości (i szerzej ruskości),katolicyzmie i prawosławiu, rodzinie i przede wszystkim charyzmatycznym dziadku Natalii - Mikołaju (tu akurat bodaj ni razi nie pada jego nazwisko) Suszczyńska: "Kiedyś wymyśliłam sobie pół rodziny. A może i więcej. Wcale nie dlatego, że chciałam coś ukryć albo zostać kimś innym. Nie po to, by udokumentować pokrewieństwo z lokalnymi gwiazdami: Branickim czy Zamenhofem. Nie w celach reprywatyzacyjnych. I nie, żeby uprawiać oszustwa na wnuczkę. Po prostu brakowało mi informacji. Postanowiłam więc posiłkować się zmyśleniem". I tu wkracza autofikcja Chociaż wiele może wynikać właśnie z braku danych, bo np. "Przodkowie bardzo chętnie zmieniali daty urodzin - dawniej bardzo łatwo można to było zrobić. Centralny system ewidencji ludności nie istniał, nie wiadomo, ilu wtedy dokładnie było ludzi. Polegano na batiuszce czy księdzu, który do tłustej księgi wpisywał osobę ochrzczoną. Chrzest był ważniejszy niż dzienna data przyjścia na świat. Przecież wtedy niewielu interesowały kwestie numerologiczne i zodiakalne". I jeszcze te dwa zdania, które są całym jednym rozdziałem pt. "KRONIKA XX WIEKU": "Historia mojej rodziny rozpoczyna się w XX wieku, co oznacza, że nic mi nie wiadomo o tych, którzy urodzili się wcześniej. Nie to, żeby ich nie było, musieli być, przecież skądś się wzięli ci, o których już coś wiem" I tak swoją drogą, co wiecie o swoich przodkach sprzed XX wieku? Ja nic. Trwają ostatnie próby, by to ustalić. O ile w "Białowieskich opowieściach 2.0" Natalia Suszczyńska składa niejako hołd dziadkowi i jego twórczości, tak w "Wygodzie" nie jest tak jednoznacznie, bo i dziadek nie był postacią jednoznaczną. Być może kochała jako wnuczka (była oczkiem w jego głowie?),ale zarazem go nie oszczędza: "Dziadek mówił głośno. Zawsze wydawało mi się, że krzyczy. Czasem faktycznie krzyczał. Niekiedy też gestykulował tak zamaszyście, że spadał mu czosnek z kanapki. Potem trzeba było go wyławiać z dywanu. To było moje zadanie, bo byłam wtedy mała jak krasnal i dywan był moją łąką. „Nie ma łatwego charakteru" - mówiło się o dziadku Mikołaju. To taki eufemizm, bo jak wiadomo, większość ludzi ma charakter łatwy jak niedzielny poranek"'. i dalej: "W przypadku patriarchów donośnych, upartych i krytycznych bliscy przyjmują kilka strategii przetrwania. Po pierwsze, zawsze należy wiedzieć, w jakim nastroju jest stary niedźwiedź. Po drugie, chodzić po cichu nie tylko wtedy, kiedy śpi. Po trze-ie, nie podłazić pod rękę, bo można pożałować. No chyba że chce się okazać podziw - wtedy tak, ale nienachalnie, bo wypadnie nieszczerze. Za fałszywe pochlebstwa też można dostać w łeb albo przynajmniej spaść w rankingu domowników niżej niż mieszkająca za piecem nornica. Kiedy patriarcha - mówi, należy się zgadzać. Kiedy patriarcha nakazuje - wykonywać. Posłuszeństwo nie jest w żaden sposób premiowane, bo należy do obowiązków". Dziadek miał swoje zasługi, jako autor podręczników do nauki białoruskiego, czuł pewną misję: "W latach dziewięćdziesiątych dziadek Mikołaj wymyślił, że będzie poprawiał batiuszków - prawosławnych księży z długimi brodami. Najpierw w cerkwi kipiał ze złości, a potem w domu grzmiał: - To nie jest białoruski, to jest jakieś nie wiadomo co! I jeszcze, że to hańba mówić w cerkwi po chachłacku. Chachlacki to nazwa gwar języka ukraińskiego, choć mówi się tak również o każdym nieskodyfikowanym języku używanym na Podlasiu; czasem to określenie ma charakter opisowy, a czasem jest wyrazem pogardy. Dziadkowi chodziło o to drugie. Oburzony, próbował wziąć sprawy we własne ręce. Ponieważ nie mógł znieść, że kazania batiuszków napisane są byle jakim językiem, rozkazał im je przynosić i poprawial. To, co chachlackie, stawało się skodyfikowanym, literackim białoruskim. Nikt mu za to nie płacił (a przynajmniej tak utrzymuje moja mama). Był to językowy wolontariat, o który nikt go nie prosił i za który nikt nie był mu wdzięczny. Poprawione kazania podobały się dziadkowi" Jej rodzina ma dwie strony katolicką i prawosławną, a to prowokuje w okresie dziecięcym wręcz do eschatologicznych konstatacji i pytań: "- My, prawosławni, jesteśmy bardziej stanowczy, u nas nie ma czyśćca - mądrzyłam się, unieważniając pytania, na które nie umiałam odpowiedzieć". i "Dlaczego część moich przyszłych zmarłych być może trafi do miejsca, którego w drugiej religii nawet nie ma?" i co stanie się babcią Aleftiną, która była prawosławna, a przeszła na katolicyzm po wyjściu za mąż za katolika Karola? Jak dokonuje się "idealna dekacapizacja?" A poza tym: jak wyglądała wizyta u szeptuchy, na czym polega teoria skapywania w tej podlaskiej tożsamości, dlaczego ulice niewiele mówią o swoich patronach (Mikołaj Hajduk ma ulicę na Nowym mieście w Białymstoku),czy istnieje prawosławny ateizm, co wyzwala ZERO-85 na Basach? Czy "Wygoda" jest uzupełnieniem książki Anety Prymaki 'Kamienie musiały polecieć', czy to podlaskie "Kajś" (Rokity)? Suszczyńska ma talent to błyskotliwego puentowania rozdziałów i na szczęście nie pali zakończenia książki, podlewając je pewną przewrotną metafizyką, a do tego często rozbraja genialnym poczuciem humoru, ironią, autoironią. Wszystko to jest być może halucynacją, autofikcją, ale z pewnością utkaną z pewnych realnych doświadczeń, obserwacji i emocji. Co jest zatem prawdą, a co nie? Pewnie nie dowiemy się też tego podczas spotkania z Natalią Suszczyńską i białostockiej premiery "Wygody" w Zmianie Klimatu 16.02 o 19:00. Andrzej Bajguz
Andrzej - awatar Andrzej
ocenił na91 miesiąc temu
Orlanda Jacqueline Harpman
Orlanda
Jacqueline Harpman
Lubię opowieści niewygodne, ciasne, klaustrofobiczne, które są dalekie od miękkich i bezpiecznych przestrzeni literackich. Taka jest opowieść "Orlando". Grząska, niebezpieczna, dotykająca newralgicznych i trudnych zagadnień jak tożsamość i granice, jakie sobie stawiamy i jakie jesteśmy gotowi przekroczyć. Okazją do rozważań jest "Orlando" Virginii Woolf, książką, z którą pracuje jedna z bohaterek książki, Aline. Drugi bohater to Lucien, młody chłopak, który zyskuje męską część osobowości Aline. Trochę jak dybuk, trochę jak dr Jekyll i mr Hyde, historia o tym jak dusza się dzieli i przekracza granice ciała. Obserwując działania i codzienność tej dwójki bohaterów Autorka daje pole do rozważań na temat krzyżowania się tożsamości, dwoistości ludzkiej natury, czy też kryzysów i wątpliwości dotyczącej wyborów i własnej drogi. Frapujące, nie dające spokoju, bolesne, czasem przerażające. Autorka, której biografię i jedną z przetłumaczonych na polski opowieści pamiętam, już przy pierwszym literackim spotkaniu szarpała duszę, powodowała dyskomfort, a jednocześnie wciągała, trzymała uwagę i nie pozwalała się oderwać od treści. Tutaj kobiecość jest dość nudna, zachowawcza, obarczona ograniczeniami, schowana za naukowymi tytułami. Męskość zaś jest dzika, wyzwolona, wyuzdana, wolna seksualnie i pełna energii oraz humoru, odwagi. Skorelowanie tych dwóch części osobowości pozwala na pełne spojrzenie na świat pełen pytań, wątpliwości, wyborów, czasem bardzo radykalnych i nieodwaracalnych. Bardzo interesująca, wymagająca rozważań książka.
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na620 dni temu
Kapo Aleksandar Tišma
Kapo
Aleksandar Tišma
Kto mnie zna ten wie, że temat Zagłady i literackie świadectwa z czasów II wojny światowej od zawsze znajdują się w kręgu moich zainteresowań. Szukam w nich odpowiedzi na pytania o granice ludzkiej wytrzymałości, czytając historie ludzi, którzy przeszli przez piekło obozów koncentracyjnych. "Kapo", książka, której pozytywne opinie przykuły moją uwagę zapowiadała się na lekturę, która uderzy we mnie z wielką siłą. I rzeczywiście początek tej opowieści jest niezwykle wciągający. Autor Aleksandar Tišma wrzuca czytelników w sam środek brutalnej, wojennej machiny, gdzie życie ludzi nie większej wartości. Szybko jednak okazuje się, że ta początkowa dynamika to tylko wstęp do ciężkiej i bardziej statycznej formy narracji. Z czasem fabuła zwalnia a my czujemy się jak zamknięci w pułapce, którą jest umysł głównego bohatera. Historia skupia się na losach więźnia, który w brutalnych warunkach obozu koncentracyjnego przyjmuje funkcję tytułowego kapo. Śledzimy jego drogę od momentu przybycia do obozu, przez dramatyczną walkę o przeżycie każdego dnia, aż po moment, w którym staje się on narzędziem w rękach oprawców. Bohater to postać, która wywołuje w czytelniku poczucie dyskomfortu. Jest ofiarą i katem w jednym co sprawia, że nasz stosunek do niego jest zabarwiony niechęcią i brakiem zrozumienia. "Kapo" to studium poczucia winy i znużenia. Narracja z czasem staje się przytłaczająca i monotonna gdyż w niemal w całości skupia się na wewnętrznych przemyśleniach bohatera, który próbuje się rozliczyć z własną przeszłością. Obserwujemy kogoś, kto obsesyjnie analizuje każdą podjętą decyzję, każdy zły uczynek i każdy moment, w którym instynkt przetrwania wygrał z ludzką przyzwoitością. W naszych głowach rodzi się pytanie o moralność, w czasach, gdy akurat ta postawa nie jest specjalnie w cenie. Choć druga połowa książki bywa nużąca "Kapo" to lektura, która drapie sumienia. To lektura trudna i momentami przegadana, ale dla osób zainteresowanych psychologicznym aspektem wojny może wydać się interesująca. Mnie specjalnie nie porwała, a przyznam, że na to liczyłam.
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na61 miesiąc temu
Wojna i wojna László Krasznahorkai
Wojna i wojna
László Krasznahorkai
Bardzo dobra książka. U mnie przeleżała na półce dość spory czas, sięgnąłem po nią w momencie, kiedy zrobił się boom na autora, nie mniejszy niż na Miłosza, kiedy otrzymała Nagrodę Nobla. Jak zaznaczyłem na wstępie, książka jest bardzo dobra, ale jednocześnie bardzo wymagająca. Autor tworzy bardzo długie zdania, co wymaga dużego skupienia. Świetny popis erudycji na trochę ponad 300 stronach zawarł sporą dawkę informacji z zakresu filozofii, mistycyzmu, mitologii, historii i mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Książka opowiada o Korimie, węgierskim starszym archiwiści, który odnalazł dzieło literackie, które uważa za najważniejszy dokument, jaki do tej pory widział. Pragnie go opublikować w Internecie przed planowanym samobójstwem. Nie wszyscy, którzy porzucają wszystko i udają się do Nowego Świata to ludzie, którzy chcą zacząć wszystko od początku, są tacy, którzy chcą skończyć w centrum świata. Centrum świata dla Korima jest właśnie Nowy Jork. Być może to początki szaleństwa, bo zatracamy stopniowo różnicę między światem realnym i pełnym mistycznych przeżyć i wędrówek poprzez epoki za znalezionego dokumentu. Takim bogiem, który miesza wszystko ludziom, jest Hermes, ale jak powiedzieć komuś, np. lekarzowi, że wszystkiemu winny jest grecki bóg? Zastanawia się Korim. Dla mnie cały rozdział, w którym autor rozprawia na temat możliwości Hermesa, jest wręcz intrygujący. Podobnie jak przywołanie Wieży Babel obrazu Pietera Bruegla Starszego, którego malarstwem jestem zafascynowany. Obraz ten służy za zilustrowanie współczesnego NY. Książkę warto przeczytać, choć łatwa w odbiorze nie jest, z pewnością do nie wrócę jeszcze raz, bo jest niczym labirynty czy lustra Jorge Luisa Borgesa. Polecam
Dariusz Karbowiak - awatar Dariusz Karbowiak
ocenił na72 miesiące temu

Cytaty z książki Nostalgia

Więcej
Mircea Cărtărescu Nostalgia Zobacz więcej
Mircea Cărtărescu Nostalgia Zobacz więcej
Mircea Cărtărescu Nostalgia Zobacz więcej
Więcej