Kobieta o błękitnej twarzy

Okładka książki Kobieta o błękitnej twarzy autora Aleksy Tołstoj, 9788328249776
Okładka książki Kobieta o błękitnej twarzy
Aleksy Tołstoj Wydawnictwo: Hachette Polska Seria: Mistrzowie horroru i fantastyki fantasy, science fiction
188 str. 3 godz. 8 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Mistrzowie horroru i fantastyki
Tytuł oryginału:
Аэлита (Закат Марса) (1923)
Data wydania:
2025-07-30
Data 1. wyd. pol.:
1936-01-01
Liczba stron:
188
Czas czytania
3 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328249776
Tłumacz:
Jan Malski
Średnia ocen

5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kobieta o błękitnej twarzy w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kobieta o błękitnej twarzy

Średnia ocen
5,9 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kobieta o błękitnej twarzy

avatar
3036
135

Na półkach: ,

Ten przedwojenny przekład jest b. słaby - i nędznie zredagowany.

"-- Czy ma pan zamiar zgłosić się przez to ogłoszenie tego ogłoszenia?" (str. 9)

Notabene w wydaniu Hachette z 2019 roku jest tak samo.

Tłumaczenie Alicji Stern (pt. Aelita) jest o wiele lepsze..

Ten przedwojenny przekład jest b. słaby - i nędznie zredagowany.

"-- Czy ma pan zamiar zgłosić się przez to ogłoszenie tego ogłoszenia?" (str. 9)

Notabene w wydaniu Hachette z 2019 roku jest tak samo.

Tłumaczenie Alicji Stern (pt. Aelita) jest o wiele lepsze..

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
75
39

Na półkach: ,

Aelita Tołstoja to ciekawostka dla sympatyków klasyki sci-fi. Wychodząc oficjalnie w 1923, tytuł ten jest jedną z najwcześniejszych książek z gatunku fantastyki naukowej która ukazała się w ramach radzieckiej twórczości. Do tego jej elementy przygodowe na nieznanej planecie mocno nawiązują do rozpoczętej ponad 10 lat wcześniej Sagi Barsoom Burroughsa. Jako historyczna ciekawostka dla osoby chcącej ponadrabiać klasykę gatunku, Aelita na papierze bez wątpienia kusi.

Problem w tym, że niespecjalnie jako książka się broni. Do Aelity sięgnąłem po tym, jak wcześniej wczytywałem się w H.G. Wellsa i Conana Doyle i jego książki o prefesorze Chellengerze, przez co radziecki styl zapowiadał się na wyczekiwaną odmianę. Tymczasem ta historia jest za prosta, wydarzenia następują po sobie jedno po drugim a do tego zachwalanie idei Komunizmu jest groteskowe do bólu.

Głównymi bohaterami jest naukowiec Łoś oraz były żołnierz armi czerwonej Gusiew. Ten pierwszy to starszy już facet któremu umarła żona i nie mając nic do stracenia buduje maszynę która jest w stanie zabrać go na Marsa. Przeraża go jednak samotność więc poszukuje towarzysza którym finalnie okazuje się właśnie Gusiew. Ten z kolei to chłop prosty jak budowa cepa, z rodzaju tych którzy najpierw strzelają a potem pytają, ma bardzo proste potrzeby, reaguje momentami pod wpływem instynktu jak zwierzę, i z grobową powagą głosi swoje hasła o wyzwoleniu Marsa przez Rewolucję Proletariatu i wykorzystaniu ich zasobów.
Mówiąc to wprost do Marsjan którzy go nie rozumieją.

Z początku myślałem, że przez obecność takiej postaci jak żołnierz Gusiew książka ta jest parodią i szyderą z komumizmu. Patrząc jednak na życiorys Tołstoja, to ciężko stweirdzić czy tak faktycznie jest, czy też w 1923 roku taka postać naprawdę cieszya rosyjskiego czytelnika który się z nią utożsamiał. Trzeba mu jednak oddać że jest na pewno dużo bardziej wyrazisty niż Łoś, który szybko na Marsie ulega (z wzajemnością) urokowi tytułowej Aelicie, księżniczce Marsa.

Ta chociaż początkowo wydaje się tajemniczą postacią o ukrytej motywacji (co wydaje się sugerować nawet opis z tyłu okładki) to bardzo szybko okazuje się kolejną klasyczną dla tej epoki postacią kobiecą, która dzięki bohaterowi uczy się miłości i się mu szybko oddaje. Piszę kolejną, bo w podobnym okresie wychodziły książki Abrahama Merrita gdzie wątki fantastyki naukowej, przygody w nieznanym i księżniczki do uratowania również się przewijały.

Do tego sam Mars z opisu jest dość podobny do Marsa wykreowanego wcześniej przez Burroughsa, z tym że Barsoom ze swoją fauną i ludami był rozbudowywany na przestrzeni dziesięciu książek. Tymczasem Aelita w tym wydaniu ma 206 stron i wszystko jest tu opisane bardzo skrótowo i nie wchodząc w większe szczegóły, przez co architektonicznie i społecznie Mars ten to prawie że kopia
Ziemii z początku XX wieku. Z tą różnicą że klasycznie dla tego gatunku wtedy, przewija się tu dużo fikuśnych pojazdów latających.

"Aelita" to z jednej strony silny wątek romantyczny człowieka, który po śmierci żony odkrywa miłość na nowo. Z drugiej jest nie zmierzający ostatecznie do niczego wątek rewolucji prowadzony przez Gusieva, a samej książce brak definitywnego zakończenia i kończy się tak, jakby autor jeszcze chciał wrócić do tego świata. Do tego sami mieszkańcy Marsa są przedstawieni tu jako bardzo słabi, ich broń jest niespecjalnie groźna dla Ziemian i brak im specjalnej motywacji do działania, bo wolą wierzyć że za kilkaset lat i tak wszyscy umrą. Przez co zapomnijcie o wątku planowanai inwazji na Ziemię czy wykorzystania przybyszów ze Związku Radzieckiego na swoją korzyść.

Ostatecznie więc dzieło Tołstoja jest tylko ciekawostką która nie broni się ani wciągającą przygodą, ani bohaterami, ani opisem Marsa, a to że jest to książka radzieckiego pisarza staje się wadą a nie czymś egzotycznym od momentu, gdy pisarz pozwala Gusiewowi się odzywać, chociaż paradoksalnie to sprawia że jest spora szansa że czytelnik dzięki temu będzie miał Aelitę w pamięci trochę dłużej.

No i w ramach ciekawostki można wspomnieć o tym, że na Marsie Tołstoja funkcjonują ekrany video umożliwiające videorozmowę na żywo z innym mieszkańcem planety. To akurat mocno futurystyczna wizja którą autor trafnie przewidział, a patrząc na rok wydania
książki jakim jest 1923 to to faktycznie imponuje. Tu dla pisarza kudosy.

"Aelita" jest niestety książką tylko dla koneserów klasyki. Jeżeli jednak chcecie zacząć przygodę ze 100-letnią fantastyką radziecką, to o wiele ciekawszym wyborem jest "My" Zamiatina. Nie dość że ta książka zainspirowała Orwella do napisania jego "Roku 1984", to po prostu broni się współcześnie o wiele lepiej jako lektura niż Aelita.

Aelita Tołstoja to ciekawostka dla sympatyków klasyki sci-fi. Wychodząc oficjalnie w 1923, tytuł ten jest jedną z najwcześniejszych książek z gatunku fantastyki naukowej która ukazała się w ramach radzieckiej twórczości. Do tego jej elementy przygodowe na nieznanej planecie mocno nawiązują do rozpoczętej ponad 10 lat wcześniej Sagi Barsoom Burroughsa. Jako historyczna...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
879
869

Na półkach: , ,

Czy ta socrealistyczna powieść SF, będąca zbitkiem motywów skradzionych od Verne'a i Wells'a a podlanych bolszewickim sosikiem, może się podobać w XXI wieku? Może "podobać się" to zbyt wielkie słowo... może raczej "wzbudzać zainteresowanie". A! To z pewnością tak. Jako ramotka i pewne kuriozum. dzisiaj już trudno jest się "wciągnąć" w taką lekturę, gdzie musowo musi być wątek miłosno - obyczajowy. Pełen dramatyzmu, od razu kojarzący się z filmami niemymi, gdzie ekspresja była aż przerysowana. Książka jest dość siermiężna bo pisana w czasie, kiedy cała twórczość była przygnieciona propagandowym buciorem... i wszystko musiało służyć rewolucji.

Nie mogło się zatem odbyć bez rewolucji na Marsie. A któż mógł inny jej przewodzić jak nie uświadomiony klasowo, były czerwonoarmista Gusiew. Dla mnie to postać z wszech miar paskudna. Zindoktrynowany łazik samochwała, poszukiwacz przygód i lekkoduch. Głowa pusta, wypełniona czerwonym oparem. Czerwony chłopek roztropek. Może Tołstoj celowo dał takiego pacana? Drwił w ten sposób z komunistycznych czynowników? Albo sam nie był świadom i kreował kosmicznego Czapajewa? Tak przerysował te postać, ze aż przedobrzył i wyszła karykatura. Może uwcześni nie odbierali tego w ten sposób jak my dzisiaj?

Łoś natomiast jest postacią tragiczną... tragicznie smutną. Geniusz wyprzedzający swoją epokę. Jednak złamany przez życie... dwa razy.

Ciekawe są natomiast wizje techniczne: latające pojazdy (coś na kształt ornitopterów),"lustra" - ekrany natychmiastowej komunikacji wizualnej i napęd pulsacyjny dla rakiety. Dzisiaj to wszystko znamy doskonale.

Książka z czasów w których "(...) poetów nie zachwycały ani zamiecie śnieżne, ani gwiazdy (...). Porywały ich natomiast rozlegające się w całym kraju uderzenia młotów, syczenie pił, szelest sierpów, gwizd kos (...)". Na szczęście czasy to słusznie minione.

Książka raczej dla archeologów SF. Bez dużej wyporności nawet nie warto podchodzić.

Czy ta socrealistyczna powieść SF, będąca zbitkiem motywów skradzionych od Verne'a i Wells'a a podlanych bolszewickim sosikiem, może się podobać w XXI wieku? Może "podobać się" to zbyt wielkie słowo... może raczej "wzbudzać zainteresowanie". A! To z pewnością tak. Jako ramotka i pewne kuriozum. dzisiaj już trudno jest się "wciągnąć" w taką lekturę, gdzie musowo musi być...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

98 użytkowników ma tytuł Kobieta o błękitnej twarzy na półkach głównych
  • 63
  • 34
  • 1
36 użytkowników ma tytuł Kobieta o błękitnej twarzy na półkach dodatkowych
  • 24
  • 5
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Duchy nocy świętojańskiej Edward Benson, Mikołaj Gogol, Mychajło Kociubynski, Vincent O'Sullivan, Aleksy Tołstoj, Roman Zmorski
Ocena 7,6
Duchy nocy świętojańskiej Edward Benson, Mikołaj Gogol, Mychajło Kociubynski, Vincent O'Sullivan, Aleksy Tołstoj, Roman Zmorski
Okładka książki Ogromna rzepa. Pierwsze czytanki Georgien Overwater, Aleksy Tołstoj
Ocena 10,0
Ogromna rzepa. Pierwsze czytanki Georgien Overwater, Aleksy Tołstoj
Okładka książki Bajki, bajeczki Korniej Czukowski, Iwan Kryłow, Aleksander Puszkin, Aleksy Tołstoj, Lew Tołstoj
Ocena 0,0
Bajki, bajeczki Korniej Czukowski, Iwan Kryłow, Aleksander Puszkin, Aleksy Tołstoj, Lew Tołstoj
Okładka książki Peak of Success: Tales of Fantasy by Modern Soviet Writers Czingiz Ajtmatow, Andrzej Bitow, Michaił Bułhakow, Wsiewołod W. Iwanow, Jurij Kazakow, Władimir Makanin, Jurij Nagibin, Andriej Płatonow, Wasilij Szukszyn, Aleksy Tołstoj
Ocena 7,0
Peak of Success: Tales of Fantasy by Modern Soviet Writers Czingiz Ajtmatow, Andrzej Bitow, Michaił Bułhakow, Wsiewołod W. Iwanow, Jurij Kazakow, Władimir Makanin, Jurij Nagibin, Andriej Płatonow, Wasilij Szukszyn, Aleksy Tołstoj
Aleksy Tołstoj
Aleksy Tołstoj
Rosyjski pisarz, dramaturg i publicysta. Przedstawiciel nurtu realistycznego, pisał również utwory w konwencji socrealizmu (Czarne złoto),powieści fantastyczno-naukowe (Aelita, Związek pięciu) oraz dramaty, często o tematyce historycznej. Był propagandzistą komunistycznym, idealizował Stalina jako następcę Piotra Wielkiego. W latach 1917–1923 przebywał za granicą. Podczas II wojny światowej Tołstoj był członkiem Państwowej Komisji Nadzwyczajnej badającej zbrodnię katyńską. Komisja ta odpowiedzialnością za masakrę Polaków obarczyła Niemców. Był również członkiem Komitetu Wszechsłowiańskiego w Moskwie, jednym z najgorętszych zwolenników utworzenia Komitetu, z inspiracji władz ZSRR zaangażowany w program antyfaszystowskiego frontu narodów słowiańskich i połączenia idei słowiańskiej z ideą internacjonalizmu proletariackiego. Najbardziej znany jako autor Drogi przez mękę (1922–1941),trylogii rozgrywającej się w czasach rewolucji październikowej i poświęconej losom inteligencji. Aleksiej Nikołajewicz Tołstoj był synem hrabiego Nikołaja Tołstoja i Aleksandry z domu Turgieniew. Jego matka uciekła z kochankiem Aleksym Apollonowiczem Bostromem, będąc w drugim miesiącu ciąży. Pisarz wychował się bez kontaktu z rodziną Tołstojów, odziedziczył jednak 30 000 rubli i nazwisko. Jego wnuczką jest pisarka Tatiana Tołstoj. Iwan Bunin przedstawił życiorys pisarza w tekście Trzeci Tołstoj opublikowanym m.in. w Gazecie Wyborczej w 2007. Spoczywa pochowany na Cmentarzu Nowodziewiczym w Moskwie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Opowieści fantastyczne Herbert George Wells
Opowieści fantastyczne
Herbert George Wells
Biorąc pod uwagę cały dobytek literatury fantastyczno-naukowej – od najstarszych lat i chwil, wręcz pradziejów w tym względzie, do lat obecnych – nie da się określić, co w obiektywny sposób jest raczej nie możliwe, który z tych wielkich pisarzy jest dla tego gatunku twórcą najwybitniejszym, który z nich włożył najrozleglejszy, najbardziej znaczący, wręcz namacalny wkład w rozwój tego nurtu; który z nich był dla fantastyki jej Kamieniem Węgielnym, Świętym Graalem, czy Praojcem Stworzycielem. Z jednej strony można podać pewne nazwiska, jak: Jules Verne, Isaac Asimov, Herbert George Wells, Robert A. Heinlein, Arthur C. Clarke. Patrząc się na to krótkie zestawienie, nie da się nie określić tych pisarzy mianem ,,wizjonerów Science-fiction" – jednostek zajmujących bardzo wybitne miejsca wśród tysięcy pisarzy tego gatunku, nie tylko dlatego, że należą oni do jego prekursorów, lecz przede wszystkim dzięki swej twórczej oryginalności; dzięki głębokiemu znaczeniu tego, co przelewają oni na karty swych dzieł. Znaczeniu, które wyziera nawet z prostych nie aż tak znanych ich tworów, czyli dosłownie z całego repertuaru ich działalności literackiej. Przedstawione wyżej nazwiska, a nie jest to lista zamknięta, a jedynie przykład określonej części klasyków gatunku fantastyczno-naukowego, to prawdziwe wybitności. To autorzy piszący nie tylko ,,inaczej” niż pozwala na to przeciętność, ale i kreujący swe dzieła pod kątem wieloaspektowości: każdy czytelnik chwytający za powieści tych tuz literatury fantastycznej, na pewno znajdzie w nich znaczenie odpowiednie dla siebie. A to w pewnym sensie nazywa się ,,uniwersalizmem”, co sądzę jest w beletrystyce czymś bardzo potrzebnym dla entuzjasty tego gatunku, czymś ujmującym, niesamowitym. Czy zatem wśród wymienionych osobistości jednego z najbardziej pożądanych nurtów w literaturze popularnej; wśród tak popularnych, rozchwytywanych wśród fanów autorów, a docenianych przez krytyków i znawców popkultury, jest ktoś taki, kto odznacza się jednak tymi najsilniej przemawiającymi do czytelnika: stylem, estetyką pisarską i innymi elementami swej twórczości, trafiającymi do współczesnego, trapionego problemami społeczno-obyczajowymi czytelnika? Które z nakreślonych nazwisk, to nazwisko pisarza tworzącego równie entuzjastycznie i doskonale, dającego nam te naprawdę niezapomniane dzieła? Kto z nich, a może jest to ktoś kogo nie wymieniłem, był i jest wręcz najlepiej przyjmowanym twórcą beletrystyki fantastycznej - ,,tym kimś”: tym najpopularniejszym, będącym zarazem pisarzem oddziałującym wielowymiarowo, głęboko oryginalnie, oraz traktującym swoją pracę jako nie tylko spełnianie powinności zarobkowych i wypełnianie umów z wydawcami, ale i jako niepisany święty obowiązek, którym jest przekazywanie wizji swej twórczości społeczeństwu, niekiedy wizji będącej niezapomnianą, niepowtarzalną i bezcenną ideą? Aby odpowiedzieć sobie na stawiane wyżej pytania – kwestie, które ocierają się o naturę z lekka subiektywną, potrzeba by katorżniczej pracy umysłowej: multum godzin przemyśleń, porównań, wyciągania wniosków, czyli krwawicy decyzyjnej, aby wybrać tego twórcę, który osiągnął dla gałęzi gatunku i podgatunków fantastyki naukowej najwięcej. Dodajmy do tego ludzką naturę i ,,zmienność gustów”, a także konwenanse i upodobania epok (w których żyli poszczególni autorzy),a dostaniemy niełatwe do wykonania zadanie. Z mojej perspektywy, przy czym nie jestem osobą, która w powieściowym gatunku fantastycznym doświadczyła wszystkiego, nawet i chociażby po jednym z tytułów z ręki kilku wymienionych nieco wyżej nazwisk (w końcu jesteśmy ludźmi, nie maszynami, a czas naszej egzystencji jest ograniczony, dlatego też wszystkiego niestety nie zrobimy),mówiąc zwięźle i najrozsądniej posługując się przy tym słowem: najłatwiej, najlepiej w warstwie fabularnej i tej głębokiej, symbolicznej, najatrakcyjniej w ogólnym ujęciu swej twórczości, przyciągając w ten sposób nowych czytelników dziesiątki lat po końcu swej działalności, przemawia do mnie, jako czytelnika i pasjonata fantastyki naukowej, Herbert George Wells. Uważany za prekursora tzw. ,,wojny totalnej” w literaturze współczesnej Wells urodził się w 1866 roku, w bardzo ubogiej rodzinie. Życie miał niezbyt przychylne ku temu kim miał się stać w przyszłości – w końcu jego matka była pokojówką a ojciec ogrodnikiem. Herbert tułał się i tułał przez lata; z trudem zdobył wykształcenie, dlatego patrząc się z perspektywy czasów współczesnych można by rzec, że tym bardziej należy mu się odpowiednia doza szacunku, gdyż wykonał on kawał tytanicznej pracy, aby znaleźć się tu gdzie dziś jest obecnie: w zbiorowej świadomości milionów miłośników jego twórczości rozsianych po całym świecie. Co istotne, co czyni Wellsa wyjątkowym wśród piewców fantastyczno-naukowej beletrystyki, zanim zaczął cokolwiek pisać, ba, sprawnie poruszać się w tym gatunku, wiedział on, że na pewno chce to robić – że chce nie tylko czerpać z tego korzyści finansowe, ale i pisarstwu się poświęcić. Z Wellsa przez całą karierę autora beletrystyki bił niepoprawny optymizm – sądzę, że przed zabraniem się za jakąkolwiek mniejszą powiastkę lub powieść, ponad wszystko zamierzał przelać na papier to co w science-fiction jest dla niego najważniejsze: zarówno odpowiedni pomysł, ale i swój styl, pasję, nie zapominając przy tym o czytelnikach, którym poświęcił się przekazywaniu określonych idei pro-naukowych, socjologicznych i częściowo politycznych (bo to w jego twórczości da się zauważyć),i rozmaitych wizji futurystycznego świata, które on wyraża. W ten sposób Herbert George Wells odniósł sukces; najważniejsze dla niego wydarzyło się wiele lat po jego śmierci: duch jego działalności, jako pisarza fantastyczno-naukowego, krąży w eterze popkulturowych informacji do dziś. Bo to pisarz powiedziałbym kompletny, wielopokoleniowy, lubiący zachwycać czytelnika, pouczać, porażać i zamartwiać tym, co w jego dziełach będzie kiedyś prawdziwe, a co pozostanie w sferze ,,co by było, gdyby…”. Poznanie bogatego dziedzictwa literackiego Wellsa, jednego z najważniejszych dla literatury rozrywkowej, i to w wydaniu kompletnym, to rzecz niełatwa, niecodzienna, tym bardziej cięższe staje się to zrealizowania: poddanie krytyce osiągnięć tego pisarza ze strony czytelnika – w końcu jesteśmy tylko ludźmi, a każdy z nas ma inne gusta i upodobania; wiele osób Wellsa będzie odbierać odmiennie. Dlatego też ocenienie twórczości tego autora w odpowiedni sposób nie stanowiło dla kogoś, kto znał do momentu przeczytania tych dwóch tomów tylko dwie flagowe jego powieści, takie jak: "Wehikuł Czasu", "Wojna Światów", w miarę wygórowanego wyzwania. Sytuacja w tym względzie nieco mi się naświetliła, gdy, jak pisałem wstępnie wyżej, przeczytałem zbiór opowiadań i powieści Wellsa pt. "Opowieści fantastyczne", które to ukazały się w Polsce w ilościach dwóch tomów, przygotowanych przez Władysława Kopalińskiego za pośrednictwem Wydawnictwa Literackiego. Na rynku wydawniczym pojawiły się w naszym kraju w 1976 roku; dzisiaj minęło prawie że 45 lat od ich druku, jednakże dla każdego, kto chce uważać się za ,,tego zaznajomionego” z estymą twórczą Wellsa, te dwa tomy to powiedziałbym zupełny klasyk o biblijnym i mitologicznym znaczeniu, zwłaszcza, że obecnie trudno jest dostać większość tych nieznanych mniejszych opowiastek Wellsa w wydaniu polskim; nie łatwo więc zaznajomić się najbardziej szeroko z twórczością tego pisarza. Jak się okazuje, Herbert George Wells, to człowiek niezwykle zróżnicowany, jeśli chodzi o to, co pokazuje czytelnikowi swoją twórczością za każdym razem, gdy czytelnik dotyka tych nowych, nieodkrytych dotąd aspektów twórczości tego pisarza. W swych około dwudziestu niniejszym recenzowanych i omawianych opowiadaniach, które, co istotne, nie były tylko tą stricte ,,klasyczną fantastyką” (,,Wehikuł Czasu” – wykładnia o niepewnej przyszłości ludzkości, jaką niesie ze sobą nieznana technologia; to swego rodzaju wyzwanie cywilizacyjne),ale okazały się również czymś z pogranicza literatury podróżniczej, nawiązującej do legendarnego już wątku w tej kwestii, postaci Robinsona Crusoe ("Wyspa Aepyornisa"; "W głębinie"),oraz czymś nawiązującym do debaty filozoficzno-naukowej, jak specyficzny można by rzec traktat o nieograniczonej i boskiej mocy, którą mógłby posiąść człowiek ("Człowiek, który czynił cuda"),Wells udowodnił, że – z perspektywy odbiorcy jego powieści, nowelek, opowiadań etc. – jest on kreatorem uniwersalnym, ale za to trudnym w odbiorze. Generalnie rzecz ujmując, powiedziałbym, że 70 % tworów zawartych w owych dwóch tomach nie jest tą doskonałą, charakterystyczną dla Brytyjczyka wykładnią artystyczną – symbolem prawdziwej ,,fantastycznej literatury klasycznej” spod jego znaku, tak jakby to był ten jego towar eksportowy, rozlany na cały świat. Nie. Konstrukcja tych utworów niekiedy zdaje się być zbyt nużąca, epatując nadmierną ilością szczegółów, pomieszaną fabułą (zwłaszcza, gdy historia opowiadana jest z perspektywy pierwszej osoby – co dla Wellsa jest dość rozpoznawalne),w której ,,wytworność" słownictwa, blichtr i elegancja przeszkadza nieco płynności prowadzonej narracji. Jednak pan Wells to futurysta, wieszcz, człowiek niezwykle skoncentrowany w swych pracach literackich na omawianiu – choć bardziej skrytym pod powierzchowną warstwą narracji fabuły swych tworów – implikacji i konsekwencji postępu technologicznego i jego wpływu na losy ludzkości. Tak, to cały Herbert George Wells. Żyjący na przełomie dwóch wieków – końca XIX i połowy XX – Wells okazał się doskonałym futurystą, który potrafił wyciągać wnioski z teraźniejszości, a przede wszystkim z przeszłości, którą według niego należy dobrze zrozumieć, aby myśleć o przyszłości w ogóle. Brytyjczyk miał szczęście do epoki, w której żył; te czasy znacznie go ukształtowały, a on ukształtował przyszłe pokolenia, czego wpływ widzimy po dziś dzień. To koniec wieku XIX i początkowe lata XX stały się dla Wellsa dominantą wszelkich haseł; stały się niepewnością, którą można dostrzec we wszystkich jego utworach zawartych w "Opowieściach fantastycznych" Wydawnictwa Literackiego z 1976 roku. Jako autor nie eksploruje on tylko i wyłącznie różnych nurtów w literaturze popularnej; ,,bawi się” tą eksploracją odkrywając i zgłębiając w swych opowiadaniach możliwości i perspektywy, które stoją przed Cywilizacją otworem. Dla Wellsa nauka i postęp technologiczny są swego rodzaju odskocznią, czy też pomostem pomiędzy światem obecnej nauki i technologii, a tym co jest niezbadane: co czeka na nas w przyszłości, co w znaczący sposób będzie dotykać również niezbadane dotąd obszary społeczno-kulturalne. W "Opowieści fantastyczne", trzeba umieć odpowiednio się wczytać, zrozumieć to, co chce odkryć dla nas, dla przyszłych pokoleń Herbert George Wells. Te około dwudziestu tytułów wybranych przez Władysława Kopalińskiego nie jest dla każdego: można się tymi utworami zachwycić, ale i znudzić, czy zdziwić. Bo to, co i jak Brytyjczyk skłania nas do próby podjęcia wyzwania: postawienia się na jego miejscu, z uwzględnieniem otoczki epoki, w której Wells żył, i zawarcie podobnego, co on przekazu w jakiejś literaturze wybiegających futurystycznie w przyszłość. Czy byśmy tego dokonali? Kto wie. Wells tego dokonał, gdyż był wielki, i taki zostanie; zostanie on również nie do końca zrozumianym twórcą, zwłaszcza przez współczesną mało czytającą i wybrzydzającą młodzież, która przecież będzie budować nasze dziedzictwo, naszą przyszłość.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na65 lat temu
Miranda i inne opowiadania Antoni Lange
Miranda i inne opowiadania
Antoni Lange
Historia, opisana w „Mirandzie” Antoniego Langego, głównie ze względu na sposób jej przedstawienia, przypomina mi „Wehikuł Czasu” Wellsa. Tyle, że nasz podróżnik, Jan Podobłoczny (swoją drogą przeurocze nazwisko),nie musiał korzystać z wymyślnych maszyn, by zwiedzać niezwykłe krainy. Wystarczyła mu uprzejmość carskiej bezpieki, która bez zbędnych utrudnień zapewniła mu przejazd w okolice jeziora Bajkał, do miejscowości Li-cza-cheń. Już ta pierwsza stacja była osobliwa, ale wypadała blado na tle innych przystanków pana Podobłocznego. Narrator i główny bohater „Mirandy”, podobnie jak Podróżnik Wellsa, jest naukowcem, przy czym przedmiot jego badań jest mocno kontrowersyjny. Otóż Jan Podobłoczny specjalizuje się w badaniach psychofizycznych mediów, a konkretnie procesów materializacji widma kosztem dematerlizacji medium. Tytułowa Miranda jest właśnie takim medium, którego ciało astralne przyjmuje zaskakująco materialną postać Lenory. Niestety, badania przerywa aresztowanie Jana, a wybuch Wielkiej Wojny sprawia, że ginie ślad Mirandy. Dość ciekawie przedstawione jest naukowe tło problemów badawczych Jana. Wszystko opiera się na niezwykłej teorii Pascala Nirwida i jego pierwiastka, z którego zbudowane jest całe istnienie. Nirwidium to atom w swej ostatecznej i niepodzielnej bezcielesności, niematerialności i bezwymiarowości, to nicość pierwotna, z której Bóg stworzył świat. Totalny bełkot, który nabiera niesamowitej treści, gdy Jan trafia na Taprobane, do Suriawastu i poznaje społeczność Solarów, którzy teorię Nirwidium zmienili w praktykę. Historia ewolucji Solarów i przekształceń, jakie zaszły w ich społeczeństwie doskonale podkreśla antyutopijny charakter powieści Langego. Niezwykłe wynalazki i sposób funkcjonowania jednostek, które poświęcają swe ciało materialne, by uwolnić człowieka wewnętrznego, zaskakująco splata się z przedmiotem badań Jana. Nic więc dziwnego, że fascynują go Solarowie, zwłaszcza, że cielesność bohatera znajduje na wyspie kuszącą podnietę w postaci Damajanti. Inna sprawa, że kwestia uwolnienia astralu przy jednoczesnej konserwacji ciała medium, była już wcześniej w obszarze zainteresowań bohatera. Okazuje się jednak, że doskonałość nie jest wcale wolna od skaz i społeczność Solarów ma także swoich odszczepieńców, którzy niekoniecznie chcą korzystać z łatwo dostępnych dla nich dobrodziejstw. Dlaczego wszystkie historie o utopiach muszą zawierać tę gorzką pigułkę przesłania, że doskonałość jest po to, by do niej dążyć, nie by ją osiągnąć? Muszę przyznać, że ciekawe jest podejście Langego do tematu społeczeństwa idealnego i tego, jakie zagrożenia za nim się kryją. I rozczulają jego projekcje pewnych rozwiązań mających ułatwić życie ludziom, choć powiem szczerze, że mimo wszystko wolę diamenty w postaci sproszkowanej na wiertłach, niż miałabym je spożywać w postaci upłynnionej. „Mirandę” polecam bardzo cierpliwym czytelnikom, którzy lubią pogadanki filozoficzno-społeczne i nie zgrzytają zębami przy udziwnionych nazwach własnych.
onika - awatar onika
oceniła na611 lat temu
Szkarłatna dżuma Jack London
Szkarłatna dżuma
Jack London
Opowiadania w tomie: - Szkarłatna dżuma, - Czerwony bóg, - Wróg świata, - Cień i błysk, - Siła silnego, - Marzenie Debsa, - Niesłychany najazd. Wydanie z kolekcji "Mistrzowie horroru i fantastyki" z zewnątrz zapiera dech, ale w środku trochę odstrasza licznymi literówkami. Podejrzewam, że stare i łatwo dostępne tłumaczenia zostały wklejone bez choćby jednego zerknięcia okiem na treść. Okropnie brakowało mi nawet krótkich notek na temat autora, opowiadań, wytłumaczenia, skąd właśnie taki wybór tekstów. „Wróg świata” to opowiadanie o geniuszu, który miał (łagodnie mówiąc) dużego pecha w życiu. Znienawidził ludzkość, a w ramach zemsty wynalazł niewiarygodną broń. Nikt nie był w stanie go namierzyć, przez co bohater stał się najgroźniejszym terrorystą na świecie. Wymierzał przez siebie rozumianą sprawiedliwość. Od samej fabuły, bardziej przerażające były dla mnie pomysły Londona dotyczące przyszłości. Widać w jego czasach wojna już od dawna wisiała w powietrzu. „Czerwony bóg” kończy się takim poczuciem nienasycenia i chyba o to chodziło… Badacz przebywający w dżungli w plemieniu dzikusów próbuje na siłę zrozumieć, czym jest ich bóstwo. Tak zafiksował się na tym punkcie, że gotowy był nawet szybciej umrzeć, byle dostać odpowiedź. Czy było warto? Czy cel uświęca środki? Najlepszą ciekawostką w tym wszystkim jest to, że opowiadanie opublikowano po śmierci Londona.
mysilicielka - awatar mysilicielka
oceniła na62 lata temu
Planeta do kontaktu Jewgienij Gulakowski
Planeta do kontaktu
Jewgienij Gulakowski
Klasyczna sf problemowa, która właściwie powinna być lekko skrócona i zostać wydana jako opowiadanie - wtedy czytelnicy nie narzekaliby, że za krótka. Aktualni pisarze pewnie zrobiliby z tego minimum 5 tomową epopeję. Ta książka w wydaniu Stalkera ma 130 stron. Początek bardzo kojarzy się z "Edenem" Lema. Nie tylko z powodu "rozbijają się na nieznanej planecie" ale przede wszystkim z prawie brakiem imion postaci i używanie w zamian określeń: Cybernetyk, Fizyk, Doktor, Praktykant, Nawigator. Bardzo szybko jednak książka idzie w odwrotnym kierunku, mamy wprawdzie dylemat z "trudno być bogiem", ale na odwrót. To ludzkość jest mniej rozwiniętą cywilizacją i to inna rasa poddaje jej wysłanników próbie "czy można im pomóc". Z bardzo mocnym naciskiem, że ta pomoc może nieść za sobą nie tylko zalety ale również o wiele większe zagrożenia. Mimo krótkiej formy, trafia się co najmniej kilka tematów/pomysłów: - promieniowanie ... jestem ciekawy czy faktycznie można wytworzyć tak działające (nie chcę spojlerować) - rozwiązywanie problemów przez skupianie się na efekcie jaki chcemy uzyskać, a nie na sposobie dojścia do niego - testowanie rozwoju/humanizmu ludzi w celu "zmierzenia" ich rozwoju - planeta która jest "niespójna" - wygląda jakby nadawała się do życia i nawet jakby ono na niej było, ale go nie ma - i rozważania o tym co ludzkość mogłaby otrzymać i jak mogłaby to spożytkować Jest trochę filozofowania, ale bez głębszego wchodzenia w tematy. I to nie jest fantastyka eksploracyjna. Nie ma znaczenia inna cywilizacja, a nawet sama planeta. To są tylko środki do wskazania i rozważania "problemów". Dlatego też wydaje mi się, że lepiej historia broniłaby się jako opowiadanie, w których takie uproszczenia są często stosowane. Ale mimo tego, to dalej stare podejście w sfach, w których autor "chce coś powiedzieć".
Goldsun - awatar Goldsun
ocenił na61 rok temu
Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej Antoni Smuszkiewicz
Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej
Antoni Smuszkiewicz Andrzej Niewiadowski
Dla prawdziwego fana science fiction lat 80-tych i 90-tych XX-go wieku była to pozycja z utęsknieniem wyczekiwana. Jej początki znajdziemy w „Słowniku polskich autorów S-F”, którego pierwszy odcinek ukazał się już w pierwszym numerze miesięcznika „Fantastyka” w roku 1982. Poprzez kolekcjonowanie kilkadziesięciu numerów tego czasopisma można było skompletować całkiem niezłe kompendium wiedzy o autorach. Problemy z dystrybucją miesięcznika sprawiły jednak, że był to proces powolny i często-gęsto nie do zrealizowania w całości. Dopiero wydanie książkowe tego słownika, rozszerzone znacznie o nomenklaturę literatury fantastycznej, umożliwiło oddanie do rąk fanów leksykonu z prawdziwego zdarzenia. Dzisiaj jest to oczywiście pozycja przestarzała, nadal jednak nadająca się do wyszukiwania szczegółów na temat twórczości starszych pokoleń polskich fantastów. Osobiście stale korzystam z tego leksykonu i uważam go za bardzo pomocne narzędzie. Oczywiście mamy dzisiaj i internet, w którym znajdziemy o wiele więcej informacji (zwłaszcza na temat młodszych generacji pisarzy). Ale sporo artykułów np. z wikipedii nadal powołuje się na „Leksykon” jako materiał źródłowy. Tym samym pomysł ówczesnego fana i zapaleńca a obecnego krytyka (Niewiadowski) oraz koryfeusza polskiej krytyki gatunku (prof. Smuszkiewicz) zmienił zaledwie medium i pozostaje nadal wartościową pozycją dla zainteresowanego fana.
Zoltar - awatar Zoltar
ocenił na76 lat temu

Cytaty z książki Kobieta o błękitnej twarzy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kobieta o błękitnej twarzy