Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać388
ArtykułyNadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać7
ArtykułyWiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać13
Artykuły"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać12
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Kobieta o błękitnej twarzy

188 str. 3 godz. 8 min.
- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Seria:
- Mistrzowie horroru i fantastyki
- Tytuł oryginału:
- Аэлита (Закат Марса) (1923)
- Data wydania:
- 2025-07-30
- Data 1. wyd. pol.:
- 1936-01-01
- Liczba stron:
- 188
- Czas czytania
- 3 godz. 8 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788328249776
- Tłumacz:
- Jan Malski
Przekład anonimowy [nieprawda] na podstawie wydania Towarzystwa Wydawniczego "Mewa" z 1936 roku
[Tłumaczenie Jan Malski (pseud., właśc. Edward Janus)]
Ilustracje: kadry z filmu "Aelita", reż Yakow Protazow [błąd, powinno być: Jakow Protazanow], 1924 r.
Projekt okładki: Karolina Michałowska
[Pierwsza wersja; pierwodruk - dwumiesięcznik Красная Новь (Moskwa) #6/1922-1-2/1923)]
Mistrzowie Horroru i Fantastyki #52
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Kobieta o błękitnej twarzy w ulubionej księgarnii
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Oceny książki Kobieta o błękitnej twarzy
Poznaj innych czytelników
98 użytkowników ma tytuł Kobieta o błękitnej twarzy na półkach głównych- Chcę przeczytać 63
- Przeczytane 34
- Teraz czytam 1
- Posiadam 24
- Fantastyka naukowa 5
- Chcę w prezencie 2
- Fantastyka 2
- Beletrystyka: Horror/Kryminał/Thriller/Sensacja 1
- ALR 1
- FANTASTYKA 1
Inne książki autora
Duchy nocy świętojańskiej Edward Benson, Mikołaj Gogol, Mychajło Kociubynski, Vincent O'Sullivan, Aleksy Tołstoj, Roman Zmorski
Bajki, bajeczki Korniej Czukowski, Iwan Kryłow, Aleksander Puszkin, Aleksy Tołstoj, Lew Tołstoj
Peak of Success: Tales of Fantasy by Modern Soviet Writers Czingiz Ajtmatow, Andrzej Bitow, Michaił Bułhakow, Wsiewołod W. Iwanow, Jurij Kazakow, Władimir Makanin, Jurij Nagibin, Andriej Płatonow, Wasilij Szukszyn, Aleksy Tołstoj

Aleksy Tołstoj
Rosyjski pisarz, dramaturg i publicysta. Przedstawiciel nurtu realistycznego, pisał również utwory w konwencji socrealizmu (Czarne złoto),powieści fantastyczno-naukowe (Aelita, Związek pięciu) oraz dramaty, często o tematyce historycznej.
Był propagandzistą komunistycznym, idealizował Stalina jako następcę Piotra Wielkiego. W latach 1917–1923 przebywał za granicą. Podczas II wojny światowej Tołstoj był członkiem Państwowej Komisji Nadzwyczajnej badającej zbrodnię katyńską. Komisja ta odpowiedzialnością za masakrę Polaków obarczyła Niemców. Był również członkiem Komitetu Wszechsłowiańskiego w Moskwie, jednym z najgorętszych zwolenników utworzenia Komitetu, z inspiracji władz ZSRR zaangażowany w program antyfaszystowskiego frontu narodów słowiańskich i połączenia idei słowiańskiej z ideą internacjonalizmu proletariackiego.
Najbardziej znany jako autor Drogi przez mękę (1922–1941),trylogii rozgrywającej się w czasach rewolucji październikowej i poświęconej losom inteligencji.
Aleksiej Nikołajewicz Tołstoj był synem hrabiego Nikołaja Tołstoja i Aleksandry z domu Turgieniew. Jego matka uciekła z kochankiem Aleksym Apollonowiczem Bostromem, będąc w drugim miesiącu ciąży. Pisarz wychował się bez kontaktu z rodziną Tołstojów, odziedziczył jednak 30 000 rubli i nazwisko. Jego wnuczką jest pisarka Tatiana Tołstoj.
Iwan Bunin przedstawił życiorys pisarza w tekście Trzeci Tołstoj opublikowanym m.in. w Gazecie Wyborczej w 2007.
Spoczywa pochowany na Cmentarzu Nowodziewiczym w Moskwie.
Zobacz stronę autora












































OPINIE i DYSKUSJE o książce Kobieta o błękitnej twarzy
Ten przedwojenny przekład jest b. słaby - i nędznie zredagowany.
"-- Czy ma pan zamiar zgłosić się przez to ogłoszenie tego ogłoszenia?" (str. 9)
Notabene w wydaniu Hachette z 2019 roku jest tak samo.
Tłumaczenie Alicji Stern (pt. Aelita) jest o wiele lepsze..
Ten przedwojenny przekład jest b. słaby - i nędznie zredagowany.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"-- Czy ma pan zamiar zgłosić się przez to ogłoszenie tego ogłoszenia?" (str. 9)
Notabene w wydaniu Hachette z 2019 roku jest tak samo.
Tłumaczenie Alicji Stern (pt. Aelita) jest o wiele lepsze..
Aelita Tołstoja to ciekawostka dla sympatyków klasyki sci-fi. Wychodząc oficjalnie w 1923, tytuł ten jest jedną z najwcześniejszych książek z gatunku fantastyki naukowej która ukazała się w ramach radzieckiej twórczości. Do tego jej elementy przygodowe na nieznanej planecie mocno nawiązują do rozpoczętej ponad 10 lat wcześniej Sagi Barsoom Burroughsa. Jako historyczna ciekawostka dla osoby chcącej ponadrabiać klasykę gatunku, Aelita na papierze bez wątpienia kusi.
Problem w tym, że niespecjalnie jako książka się broni. Do Aelity sięgnąłem po tym, jak wcześniej wczytywałem się w H.G. Wellsa i Conana Doyle i jego książki o prefesorze Chellengerze, przez co radziecki styl zapowiadał się na wyczekiwaną odmianę. Tymczasem ta historia jest za prosta, wydarzenia następują po sobie jedno po drugim a do tego zachwalanie idei Komunizmu jest groteskowe do bólu.
Głównymi bohaterami jest naukowiec Łoś oraz były żołnierz armi czerwonej Gusiew. Ten pierwszy to starszy już facet któremu umarła żona i nie mając nic do stracenia buduje maszynę która jest w stanie zabrać go na Marsa. Przeraża go jednak samotność więc poszukuje towarzysza którym finalnie okazuje się właśnie Gusiew. Ten z kolei to chłop prosty jak budowa cepa, z rodzaju tych którzy najpierw strzelają a potem pytają, ma bardzo proste potrzeby, reaguje momentami pod wpływem instynktu jak zwierzę, i z grobową powagą głosi swoje hasła o wyzwoleniu Marsa przez Rewolucję Proletariatu i wykorzystaniu ich zasobów.
Mówiąc to wprost do Marsjan którzy go nie rozumieją.
Z początku myślałem, że przez obecność takiej postaci jak żołnierz Gusiew książka ta jest parodią i szyderą z komumizmu. Patrząc jednak na życiorys Tołstoja, to ciężko stweirdzić czy tak faktycznie jest, czy też w 1923 roku taka postać naprawdę cieszya rosyjskiego czytelnika który się z nią utożsamiał. Trzeba mu jednak oddać że jest na pewno dużo bardziej wyrazisty niż Łoś, który szybko na Marsie ulega (z wzajemnością) urokowi tytułowej Aelicie, księżniczce Marsa.
Ta chociaż początkowo wydaje się tajemniczą postacią o ukrytej motywacji (co wydaje się sugerować nawet opis z tyłu okładki) to bardzo szybko okazuje się kolejną klasyczną dla tej epoki postacią kobiecą, która dzięki bohaterowi uczy się miłości i się mu szybko oddaje. Piszę kolejną, bo w podobnym okresie wychodziły książki Abrahama Merrita gdzie wątki fantastyki naukowej, przygody w nieznanym i księżniczki do uratowania również się przewijały.
Do tego sam Mars z opisu jest dość podobny do Marsa wykreowanego wcześniej przez Burroughsa, z tym że Barsoom ze swoją fauną i ludami był rozbudowywany na przestrzeni dziesięciu książek. Tymczasem Aelita w tym wydaniu ma 206 stron i wszystko jest tu opisane bardzo skrótowo i nie wchodząc w większe szczegóły, przez co architektonicznie i społecznie Mars ten to prawie że kopia
Ziemii z początku XX wieku. Z tą różnicą że klasycznie dla tego gatunku wtedy, przewija się tu dużo fikuśnych pojazdów latających.
"Aelita" to z jednej strony silny wątek romantyczny człowieka, który po śmierci żony odkrywa miłość na nowo. Z drugiej jest nie zmierzający ostatecznie do niczego wątek rewolucji prowadzony przez Gusieva, a samej książce brak definitywnego zakończenia i kończy się tak, jakby autor jeszcze chciał wrócić do tego świata. Do tego sami mieszkańcy Marsa są przedstawieni tu jako bardzo słabi, ich broń jest niespecjalnie groźna dla Ziemian i brak im specjalnej motywacji do działania, bo wolą wierzyć że za kilkaset lat i tak wszyscy umrą. Przez co zapomnijcie o wątku planowanai inwazji na Ziemię czy wykorzystania przybyszów ze Związku Radzieckiego na swoją korzyść.
Ostatecznie więc dzieło Tołstoja jest tylko ciekawostką która nie broni się ani wciągającą przygodą, ani bohaterami, ani opisem Marsa, a to że jest to książka radzieckiego pisarza staje się wadą a nie czymś egzotycznym od momentu, gdy pisarz pozwala Gusiewowi się odzywać, chociaż paradoksalnie to sprawia że jest spora szansa że czytelnik dzięki temu będzie miał Aelitę w pamięci trochę dłużej.
No i w ramach ciekawostki można wspomnieć o tym, że na Marsie Tołstoja funkcjonują ekrany video umożliwiające videorozmowę na żywo z innym mieszkańcem planety. To akurat mocno futurystyczna wizja którą autor trafnie przewidział, a patrząc na rok wydania
książki jakim jest 1923 to to faktycznie imponuje. Tu dla pisarza kudosy.
"Aelita" jest niestety książką tylko dla koneserów klasyki. Jeżeli jednak chcecie zacząć przygodę ze 100-letnią fantastyką radziecką, to o wiele ciekawszym wyborem jest "My" Zamiatina. Nie dość że ta książka zainspirowała Orwella do napisania jego "Roku 1984", to po prostu broni się współcześnie o wiele lepiej jako lektura niż Aelita.
Aelita Tołstoja to ciekawostka dla sympatyków klasyki sci-fi. Wychodząc oficjalnie w 1923, tytuł ten jest jedną z najwcześniejszych książek z gatunku fantastyki naukowej która ukazała się w ramach radzieckiej twórczości. Do tego jej elementy przygodowe na nieznanej planecie mocno nawiązują do rozpoczętej ponad 10 lat wcześniej Sagi Barsoom Burroughsa. Jako historyczna...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy ta socrealistyczna powieść SF, będąca zbitkiem motywów skradzionych od Verne'a i Wells'a a podlanych bolszewickim sosikiem, może się podobać w XXI wieku? Może "podobać się" to zbyt wielkie słowo... może raczej "wzbudzać zainteresowanie". A! To z pewnością tak. Jako ramotka i pewne kuriozum. dzisiaj już trudno jest się "wciągnąć" w taką lekturę, gdzie musowo musi być wątek miłosno - obyczajowy. Pełen dramatyzmu, od razu kojarzący się z filmami niemymi, gdzie ekspresja była aż przerysowana. Książka jest dość siermiężna bo pisana w czasie, kiedy cała twórczość była przygnieciona propagandowym buciorem... i wszystko musiało służyć rewolucji.
Nie mogło się zatem odbyć bez rewolucji na Marsie. A któż mógł inny jej przewodzić jak nie uświadomiony klasowo, były czerwonoarmista Gusiew. Dla mnie to postać z wszech miar paskudna. Zindoktrynowany łazik samochwała, poszukiwacz przygód i lekkoduch. Głowa pusta, wypełniona czerwonym oparem. Czerwony chłopek roztropek. Może Tołstoj celowo dał takiego pacana? Drwił w ten sposób z komunistycznych czynowników? Albo sam nie był świadom i kreował kosmicznego Czapajewa? Tak przerysował te postać, ze aż przedobrzył i wyszła karykatura. Może uwcześni nie odbierali tego w ten sposób jak my dzisiaj?
Łoś natomiast jest postacią tragiczną... tragicznie smutną. Geniusz wyprzedzający swoją epokę. Jednak złamany przez życie... dwa razy.
Ciekawe są natomiast wizje techniczne: latające pojazdy (coś na kształt ornitopterów),"lustra" - ekrany natychmiastowej komunikacji wizualnej i napęd pulsacyjny dla rakiety. Dzisiaj to wszystko znamy doskonale.
Książka z czasów w których "(...) poetów nie zachwycały ani zamiecie śnieżne, ani gwiazdy (...). Porywały ich natomiast rozlegające się w całym kraju uderzenia młotów, syczenie pił, szelest sierpów, gwizd kos (...)". Na szczęście czasy to słusznie minione.
Książka raczej dla archeologów SF. Bez dużej wyporności nawet nie warto podchodzić.
Czy ta socrealistyczna powieść SF, będąca zbitkiem motywów skradzionych od Verne'a i Wells'a a podlanych bolszewickim sosikiem, może się podobać w XXI wieku? Może "podobać się" to zbyt wielkie słowo... może raczej "wzbudzać zainteresowanie". A! To z pewnością tak. Jako ramotka i pewne kuriozum. dzisiaj już trudno jest się "wciągnąć" w taką lekturę, gdzie musowo musi być...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMARS, ATLANTYDZI I KOMUNIŚCI
Przed przystąpieniem do lektury "Aelity" postawiłem sobie zadanie, zrozumieć, dlaczego akurat ta książka jest dla rosyjskiej (radzieckiej) literatury SF tak ważna, że najważniejsza nagroda dla fantastów Rosji została nazwana jej imieniem.
Powieść ukazała się drukiem w 1922 roku. Zawiera ona szereg wtórnych pomysłów, zastosowanych przez takich autorów jak E. R. Burroughs ("Księżniczka Marsa"),J. Verne ("Z Ziemi na Księżyc") czy H. G. Wells ("Pierwsi ludzie na księżycu"). Mamy więc wyprawę kosmiczną, której wehikuł powstaje w chałupniczych warunkach postrewolucyjnego St. Petersburga (jakże mniej realistyczna wizja od Verne'owskiej, gdzie pocisk księżycowy powstaje dzięki mobilizacji znaczących środków finansowo-logistycznych). Mamy dwóch radzieckich kosmonautów-śmiałków, którzy dostają się na Czerwoną Planetę. Ten umierający glob stanie się kulisami dla diametralnie różnych przygód inżyniera Losa i rewolucjonisty Gusjewa. Ten pierwszy, jako naukowiec, stara się poznać i zanalizować marsjańską cywilizację, poznać jej historię i kulturę, przy czym zakochuje się na umór w atlantydzkiej (sic!) księżniczce-westalce (tytułowa Aelita). Gusjew, działa w międzyczasie bardziej "przyziemnie" i staje na czele rewolucji uciskanych warstw niższych Marsa, prawdziwych autochtonów planety. Tak, tak, proszę państwa! Obowiązkiem prawdziwego komunisty jest wcielenie każdej napotkanej cywilizacji do Związku Radzieckiego!
Czy i w jakim stopniu "Aelita" była sposobem A. Tołstoja (prawdziwego rosyjskiego grafa, walczącego początkowo z białymi Denikina przeciwko bolszewikom) na wkradzenie się w łaski czerwonych i umożliwienie mu powrotu z emigracji do ojczyzny, dzisiaj rozstrzygnąć nie sposób. Sam tekst jest raczej mało oryginalny, aczkolwiek nadal stosunkowo dobrze czytelny. Na uwagę zasługują pasaże, opisujące historię Atlantydy i jej mieszkańców, dosyć zręcznie powiązane z kolonizacją Marsa przez tą rasę. Wynik końcowy jest jednakże, nie można się czarować, szyty nieco zbyt grubą nicią.
"Aelita" to , jako jedna z pierwszych rosyjskich, pełnokrwistych powieści SF, pozycja ważna dla historii gatunku, ale dzisiaj, niestety, mało interesująca.
MARS, ATLANTYDZI I KOMUNIŚCI
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzed przystąpieniem do lektury "Aelity" postawiłem sobie zadanie, zrozumieć, dlaczego akurat ta książka jest dla rosyjskiej (radzieckiej) literatury SF tak ważna, że najważniejsza nagroda dla fantastów Rosji została nazwana jej imieniem.
Powieść ukazała się drukiem w 1922 roku. Zawiera ona szereg wtórnych pomysłów, zastosowanych przez takich...
Związek Radziecki od początku miał rozmach, oczywiście dostosowany do internacjonalistycznych ideałów, czy też lepiej maskowanych – imperialistycznych. Jeszcze dym nie opadł i krew nie zastygła po rewolucji – gwoli ścisłości, długo jeszcze miało do tego nie dojść – burżuazyjnej Polski, a wraz z nią Zachodu nie dało się zaś podbić, a już Sowieci zabrali się za kolonizowanie przestrzeni kosmicznej. Wprawdzie nie w rzeczywistości, na to musieli bowiem poczekać do lat 60. i ówczesnych „gwiezdnych wojen” między dwoma mocarstwami, ale literacko – jak najbardziej. W gronie funkcjonariuszy sowieckich zaangażowanych na odcinku literackim w radziecki pijar wyróżniał się Aleksy Tołstoj. W latach 1922-1923 ten mniej znany z Tołstojów napisał powieść „Aelita”, w której jednego dzielnego gieroja i drugiego, nieco bardziej jajogłowego i sentymentalnego, wysłał na Marsa.
Powieści pewną nośność zapewnił wówczas film o tym samym tytule, zrealizowany raptem rok po jej napisaniu. O ile jednak w dziele nakręconym przez Jakowa Protazanowa przewagę uzyskał wielowątkowy temat miłosny rozgrywający się na Ziemi, o tyle w książce większość stron poświęcona jest podróży na inną planetę, przynajmniej w rozumieniu dosłownym. Przeżywający utratę ukochanej inżynier Łoś pragnie za wszelką cenę zapomnieć o przeszłości. Bujna wyobraźnia, ale też naukowe zainteresowania podsuwają mu pomysł brawurowej ucieczki w kosmos, a więc tam, gdzie nic tej przeszłości nie będzie przypominać. Mężczyzna roztropnie postanawia najpierw znaleźć towarzysza podróży, i rzeczywiście – za sprawą anonsu znajduje go. Gusiew to dziecię rewolucji. Bez kłopotów go sobie wyobrazimy. Śmiejące się, żywe oczy, okrągła twarz, pod nosem wąs, krótko mówiąc: słowiański poczciwiec. Wszystko doskonale skorelowane ze skłonnością do rzezania burżujów w imię wyższych ideałów. Gusiew bardzo się nudzi w związku ze swoją lubą, Maszą, ponieważ jest człowiekiem czynu, a w najbliższej okolicy nie ma już żadnego miejsca, w którym można by jeszcze uszczęśliwić ludność proletariacką rewoltą. ZSRR wszakże rewolucji już dokonał i kwitł, dzielny mężczyzna entuzjastycznie więc reaguje na ogłoszenie Łosia. Zaprojektowaną przez tego ostatniego maszyną wyruszają na Marsa, gdzie jeden z nich angażuje się w relację z tajemniczą Marsjanką, tytułową Aelitą, córką złowieszczego władcy Tuskuba, natomiast drugi – żadnych zdziwień! – w działalność ruchu robotniczego mieszkańców Czerwonej Planety.
Taki rozwój akcji może dziwić miłośników science fiction, przywykłych do nieco bardziej futurystycznego, ale i zwyczajnie – innego tła historii rozgrywających się czy to w przyszłości, czy to w innych miejscach przestrzeni kosmicznej. U Tołstoja, nie licząc pewnych rekwizytów, np. ekranów, przez które Marsjanie potrafią się ze sobą łączyć (taki Skype),wielkich pająków i nadreprezentacji pojazdów latających, jest to w istocie socjologiczno-polityczna wariacja na temat losów ziemskich, zresztą w powieści powiązanych z losami Czerwonej Planety. Innymi słowy, podobnie jak np. w końcowej części polskiego „Na srebrnym globie”, obca rzeczywistość jest tu tylko pretekstem do prezentacji swoich poglądów na temat socjologii kultury bądź religii. W „Aelicie” dochodzi do wypełnienia z ducha spenglerowskiej wizji organicznego wzrastania i umierania społeczności rewolucyjnym obrazem usuwania tego, co zgniłe, i zastępowania nowym. Tuskub i Marsjanie en masse, bo przecież i wśród nich znajdują się inaczej myślący, odzwierciedlają bogatych, ale dekadenckich Europejczyków, niewierzących już w swoją przyszłość, zainteresowanych tylko wygodnym wieńczeniem nabrzmiałej od luksusu egzystencji, krótko mówiąc w ostatnim stadium kapitalizmu, inaczej rzecz ma się z Gusiewem i Łosiem, szczególnie tym pierwszym. On nie jest pesymistą, tylko optymistą, jak przystało na człowieka sowieckiego, i wierzy, że na gruzach starego da się zbudować nową, lepszą przyszłość. Komunistyczną, rzecz jasna.
Tołstoj bez krępacji nadał ziemskim bohaterom przydomek „Synowie Nieba” (tak określają ich Marsjanie),podsuwając w kilku miejscach wyraźną sugestię, że mamy do czynienia ze świecką soteriologią. Gusiew przybywa na Marsa jako wybawiciel, człowiek, za sprawą którego nieszczęśni kosmici zrzucą krępujące ich więzy, staną się równi sobie – na przekór niecnemu Tuskubowi, który przekonywał, że „dążenie do równości i sprawiedliwości niszczy osiągnięcia cywilizacji”* – i będą szczęśliwi. To przeświadczenie o możliwości samozbawienia człowieka i utworzenia raju tu i teraz, w porządku doczesnym (bez znaczenia dla tej myśli jest pretekstowe usytuowanie akcji na Marsie),jest specyficzne dla ideologii XX w., szukających tego rozwiązania czy to w rasie, czy to w klasie, czy też w dobrobycie. W powieści Tołstoja to komunizm jest nową Dobrą Nowiną, a radziecki człowiek – zbawicielem.
Spostrzegawczy, ale może i ci mniej – nie trudno przecież zauważyć – zapytają, gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla tytułowej bohaterki i kim ona właściwie jest. Rzeczywiście, z jednej strony błędem byłoby wiązanie całego utworu z celami propagandowymi, czas najnędzniejszych socrealistycznych, politycznych broszur i ramot w niby literackim sztafażu miał dopiero nadejść, z drugiej – za sprawą eterycznej Marsjanki, która rozkochała w sobie Łosia, do głosu dochodzi wątek nie tak znowu odległy tematom literatury zaangażowanej. Otóż znajdziemy w nim konfrontację marzycielstwa z konkretnością, potrzebnej światu prozy życia z niepotrzebną poezją, bierności i żywiołowej, twórczej aktywności. Jak wiadomo, w język i metodę rewolucji wpisany jest czyn, siłą rzeczy relacja Łosia z Aelitą zostaje przez to naznaczona pewną niejednoznacznością. Narrator nie krytykuje tego międzygatunkowego romansu wprost, nawet nie każe i nie pozwala nam wątpić w uczucie pomiędzy obojgiem, a jednak można odnieść wrażenie, że na tle rewolucyjnego zapału Gusiewa, który chce polepszyć byt wielu, miłość Ziemianina i Marsjanki zostaje obciążona, jakże wstydliwym w oczach każdego dumnego rewolucjonisty, grzechem egoizmu i interesowności, a poniekąd też – bierności. Łoś zresztą sam podsuwa nam ten trop, od początku przypisując sobie, wyraźnie z obywatelskiego obowiązku, tchórzostwo i skłonność do dezercji, najpierw na Ziemi, potem w obliczu wydarzeń na Czerwonej Planecie.
Ta Czerwona Planeta nie powinna oczywiście zwieść tych, którzy wezmą książkę Tołstoja z nadzieją lektury pionierskiego science fiction. To tylko kostium, któremu autor nie poświęcił wiele uwagi, zarówno Marsjanie i panujące między nimi stosunki, jak i ich przeszłość, mają tłumaczyć, również pod względem ideologicznym, to, co działo się i dzieje na Ziemi, głównie wymiarze społeczno-politycznym. Naturalnie, w metaforyczności czy alegoryczności tak fantastyki, jak i każdego innego gatunku, nie ma nic złego, trudno zresztą uniknąć w nich odniesień do nas, obecna w „Aelicie” paralela nie ma jednak za grosz subtelności. Jej prostackość – bo nie prostotę – wymusza tyleż nieduża objętość powieści, niepozwalająca na pogłębienie tła, ileż ideologiczna nakładka, implementująca beztrosko komunizm społeczności marsjańskiej wraz z robotniczymi radami, równością, sprawiedliwością i sowiecką nowomową. Taka to i międzyplanetarna egzotyka. Koniec końców, z dwojga złego, lepsza już ta sentymentalna miłość hamletycznego Łosia i błękitnolicej Aelity.
---
* Aleksy Tołstoj, „Aelita”, tłum. Alicja Stern, wydawnictwo Iskry, Warszawa 1956, s. 157.
[Tekst został opublikowany również na stronie biblionetka.pl i na moim blogu)
Związek Radziecki od początku miał rozmach, oczywiście dostosowany do internacjonalistycznych ideałów, czy też lepiej maskowanych – imperialistycznych. Jeszcze dym nie opadł i krew nie zastygła po rewolucji – gwoli ścisłości, długo jeszcze miało do tego nie dojść – burżuazyjnej Polski, a wraz z nią Zachodu nie dało się zaś podbić, a już Sowieci zabrali się za kolonizowanie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to