rozwińzwiń

Swar

Okładka książki Swar autora Anna Sokalska, 9788384080450
Okładka książki Swar
Anna Sokalska Wydawnictwo: Vesper fantasy, science fiction
582 str. 9 godz. 42 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2025-08-20
Data 1. wyd. pol.:
2025-08-20
Liczba stron:
582
Czas czytania
9 godz. 42 min.
Język:
polski
ISBN:
9788384080450
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Swar w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Swar



książek na półce przeczytane 3943 napisanych opinii 510

Oceny książki Swar

Średnia ocen
7,1 / 10
42 ocen
Twoja ocena
0 / 10
avatar
1449
148

Na półkach: , , , ,

W porównaniu do innych współcześnie pisanych powieści historycznych (z wątkami fantastycznymi lub bez) osadzonych we wczesnym średniowieczu ta mogła być naprawdę świetna – tylko że niestety żarło do połowy, a później zdechło i szkoda mi tego zmarnowanego potencjału.

Książka napisana jest, co niezwykle dziś rzadkie, bardzo ładnym językiem i niezwykle plastycznie, może czasem opis zbyt mocno wchodzi w detal, ale niewątpliwie autorka umie odmalować scenerię i nastrój. Nie ma tu żadnej kalekiej archaizacji (jak u Gajka, wzorującego się średnio udolnie na Gołubiewie),ani dialogozy ze współczesnymi wtrętami (jak u Cherezińskiej). A na tapecie mamy – głównie – wojny Karola Wielkiego ze Słowianami i Awarami na przełomie VIII i IX wieku.

W posłowiu autorka stwierdza, że to powieść fantastyczna, tyle że mocno sama temu przeczy, dorzucając długie, całkiem szczegółowe historyczne posłowie, bibliografię i kalendarium. W gruncie rzeczy jest to powieść historyczna z wątkami fantastycznymi – a może bardziej legendarnymi, mowa wszak głównie o smokach (spod Wawelu, ale nie tylko),a takie połączenie podarował nam niegdyś Nienacki ze swoim „Ja, Dago”. U Sokalskiej nie ma – na szczęście! – obecnej tam pornografii, tyle że nie ma też żadnych traktatów o władzy. Nie ma w zasadzie bitew – dla mnie: na szczęście! – są więc głównie intrygi i knowania polityczne, a zatem… odbywa się w partiach historycznych fabularyzacja podręcznika (nie tak grubo ciosana jak u Cherezińskiej, ale jednak jest). Trudno więc komuś, kto historię tej epoki dobrze zna, oczekiwać w napięciu na udany zamach na Karola Wielkiego, skoro wie, że nic podobnego nie wyszło i Karol zmarł wiele później; trudno czekać na walkę m.in. Awarów z Frankami, skoro wiadomo, że zostali pokonani; trudno wreszcie – tu legenda – nie spodziewać się, jaki będzie koniec Popiela w wątku „polskim” i tak dalej.

To problem każdej powieści historycznej, która skupia się na elitach i górze, czyli na podręczniku. Naprawdę dobre powieści historyczne robią z tego tło, na pierwszy plan wysuwając postaci podręcznikowe drugiego planu lub całkowicie fikcyjne, których losy czytelnikowi nie mogą być znane. Jak jest w tym we „Swarze”? No cóż, większość kreacji Słowian można uznać za własne, tyle że za wyjątkiem Iskry, sieroty ocalonej z pożogi, wszystkie koncentrują się w kręgu władzy i bardziej niż osoby z emocjami reprezentują polityczne dążenia i cele. Problemem jest też przesadna wielowątkowość powieści, przez co nie śledzimy losu kilku postaci, a wreszcie całe ich mrowie (sami wyszczególnieni jako POV Słowianie Połabscy: Drogowit, Lubor, Drożko, Wiczan, Nierad, Iskra, Żbik); niektórzy dostają tylko jedno „wejście” i chyba jedynymi, którzy przewijają się przez całość od początku do końca, są Karol Wielki (zwany tu Karlem Olbrzymem) oraz Wanda. Losy pozostałych są urwane lub porzucone, by na ostatnich stu stronach dorzucić jeszcze czytelnikowi parę nowych!

Trudno mi nie porównywać „Swaru” do „Gry o tron” Martina, bo to się samo narzuca – głównie wątkiem smoków, oczywiście, który z pierwotnej legendy związanej z rodem Wandy przeradza się w rzeczywistość, a wreszcie smoki mnożą się jak króliki i można je sobie nawet kupić od handlarza, by wykorzystać do walki nad Gopłem (za dużo tego!). Motyw wykluwania z jajka, smoczej krwi czy wreszcie szaleństwa dotykającego królewską linię Wiślan to wypisz wymaluj Targaryenowie, a główną ich przedstawicielką WanDaenerys, która udaje się do koczowniczych dothr… Awarów.
Inne podobieństwo do „Gry o tron” to sama konstrukcja narracji – rozdziały rozpoczynają się od imienia postaci, sugerując POV. Tyle że niekonsekwentnie – jak jeszcze z początku rzeczywiście przedstawiają perspektywę danego bohatera, tak później – pomimo tytułowego imienia – mnożą się w nich perspektywy inne, które jakiś czas później też dostają swój rozdzialik…
Ale najgorsze jest niestety to, że – pozostając przy porównaniu do Martina – autorka upchnęła kilka tomów na 500 stronach. To nie mogło wyjść dobrze i tutaj załamuje się w połowie powieści. Całość akcji obejmuje lata od 789 do 814. Z początku – do około połowy – perspektywy prowadzone są czasowo równolegle, by z czasem się oddalać, i tak kiedy jedna z postaci wciąż przebywa w 790, tak inne już w 792, a im bliżej końca, tak te linie czasowe bardziej się rozjeżdżają: ktoś tkwi w 795, a ktoś inny już w 804 albo i 808, by później ustąpić znów perspektywie wcześniejszej… Rany, z tego się robi chaos, a wątki, które zdawałoby się, że jednak się zepną, jednak się (sensownie) nie spinają. W dodatku od tej połowy powieści akcja za bardzo przyspiesza – bo właśnie w połowie jesteśmy mniej-więcej w 792 r., a kończymy przecież na 814! Sceny coraz bardziej przeskakują w czasie, coraz bardziej są streszczane, a nie opisywane, i po co w nich jeszcze te nowe wątki i postacie? Po co ci Duńczycy, po co w ogóle wątek Piasta, zwanego tu Myślimirem?
Za dużo tego! Materiał na całkiem odrębne książki. Gdyby tak tylko skupić się na tym, co było już wprowadzone wcześniej i dalej dobrze poprowadzić, poświęcając więcej scen…

W drugiej połowie „Swaru” zaczęłam się więc zastanawiać: co tu jest tak w zasadzie wątkiem przewodnim? Co ma fabularnie spiąć całość? Bo skoro – jak też pisze autorka – Awarowie spinali wątek Karola Wielkiego z odległym z początku wątkiem Wandy, to po co tak naprawdę te donikąd prowadzące pozostałe wątki, po co intrygi i walki Wieletów z Obodrytami? Wedle posłowia osią powieści jest spór (poniekąd tytułowy swar),tyle że kiedy wszyscy kłócą się ze wszystkimi, a do kłótni dochodzą coraz to nowe postaci, by brać w niej udział tylko przez mgnienie – jak te poprzednie – to dla czytelnika będą to migawki scen, a nie spójna powieść. Komu tutaj można kibicować? Jeśli już się komuś zacznie, to jego wątek się zaraz urwie lub rozmyje. To nawet nie jak w „Grze o tron”, tam to jednak dłużej trwa.

Martin też się solidnie inspirował prawdziwą historią. Tyle że pododawał sporo własnego, pozmieniał imiona i nazwy, dał sobie swobodę prowadzenia fabuły, którą bez tych zmian ogranicza gorset kalendarium i prawdziwych dziejów władców. „Swar” mocno tkwi w podręcznikach, które ładnie beletryzuje, ale nie daje czasu na zbudowanie więzi z postaciami, czy to w pełni fikcyjnymi, czy ożywionymi prawdziwymi lub legendarnymi. Powoli buduje apetyt na świetne rozwinięcie i zakończenie, by zbyt szybko, poszatkowanymi scenami, doprowadzić do mało satysfakcjonującego końca.
I kurcze, cholernie szkoda.
Ale że autorka pisze ładnie, to jeśli napisze jeszcze coś w podobnym klimacie, to sięgnę z nadzieją, że będzie lepiej skonstruowane fabularnie.

W porównaniu do innych współcześnie pisanych powieści historycznych (z wątkami fantastycznymi lub bez) osadzonych we wczesnym średniowieczu ta mogła być naprawdę świetna – tylko że niestety żarło do połowy, a później zdechło i szkoda mi tego zmarnowanego potencjału.

Książka napisana jest, co niezwykle dziś rzadkie, bardzo ładnym językiem i niezwykle plastycznie, może...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
981
896

Na półkach:

„Swar” to ogromna książka (grubasek) z równie potężną historią. Na ile jednak ta wielkość przełożyła się na jakość i przyjemność z czytania?

Na początek muszę przyznać, że mam mieszane uczucia w stosunku do „pisania historii na nowo” zwłaszcza z wplataniem w nią elementów fantastyki. Nie czytam wielu takich pozycji jednak od czasu do czasu mam ochotę sięgnąć. I tak o to, nim się obejrzałam, trzymałam w łapkach pięknie wydaną książkę o intrygującym tytule.

To już druga książka w ostatnim czasie, z którą musiałam się rozstać żeby powrócić na nowo i zostać już do końca. Bo choć początek mnie zaciekawił, to już po chwili odczułam dziwny zgrzyt oraz nierówność. I nie chodzi tu o styl czy prowadzenie historii, ale o to, że mamy tu naprawdę ogromną mnogość bohaterów. W przeplatających się rozdziałach poznajemy jak gdyby osobne historie, które gdzieś tam, później, mają się ze sobą splatać. Tu właśnie pojawił się mój problem – nie każdy bohater był dla mnie interesujący i nie o każdym chciałam czytać tak wiele. Na szczęście jednak, po nabraniu dystansu, ostatecznie udało mi się wbić w książkę, zakleszczyć swoją uwagę i już do końca dość przyjemnie spędzić czas.

Także to był dla mnie największy minus, który łączył się z tym, że momentami miałam problem w połapaniu się kto był kim, z kim walczył i dlaczego. Mam wręcz odczucie, że wielu bohaterom można byłoby poświęcić osobne książki lub stworzyć z tego serie. Ale to moje indywidualne wrażenie ;).

Trzeba natomiast oddać autorce, że świetnie oddała klimat wczesnego średniowiecze, niczego nie wygładzała umiejętnie dawkując nam surowość tamtych czasów. Styl pisania sprawiał, że kiedy już zaczynało się czytać, przez tekst płynęło się z prawdziwą przyjemnością. Na koniec książki – coś co pajączki lubią najbardziej – prawda historyczna. Autorka poświęciła swój czas by przytoczyć nam fakty historyczne, na których utkała swoją opowieść i to jest naprawdę świetne.

„Swar” to ogromna książka (grubasek) z równie potężną historią. Na ile jednak ta wielkość przełożyła się na jakość i przyjemność z czytania?

Na początek muszę przyznać, że mam mieszane uczucia w stosunku do „pisania historii na nowo” zwłaszcza z wplataniem w nią elementów fantastyki. Nie czytam wielu takich pozycji jednak od czasu do czasu mam ochotę sięgnąć. I tak o to,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
637
439

Na półkach:

Po „Swar” Anny Sokalskiej sięgnąłem bez większych oczekiwań, ale z nadzieją, że trafię na coś wyjątkowego. Niestety ta lektura okazała się nie do końca w moim klimacie.

Muszę oddać autorce jedno: w tę książkę włożyła ogrom pracy! Widać doskonale dopracowany świat, konsekwencję w prowadzeniu historii, ambicję stworzenia czegoś wyjątkowego i przede wszystkim piękny styl pisania. Problem polega na tym, że mimo tych wszystkich zalet, historia zupełnie mnie nie wciągnęła. Już na samym początku, m.in. za sprawą mnogości postaci poczułem znużenie – na tyle duże, że odłożyłem lekturę na długie tygodnie.

Gdy po czasie powróciłem do dalszego czytania zauważyłem, że całość nabiera tempa, ale zamiast czystej przyjemności miałem wyłącznie poczucie obowiązku dociągnięcia lektury do końca.

To jedna z tych książek, które mają swoje mocne strony, ale kompletnie nie wpisały się w mój gust czytelniczy. Dlatego pozwólcie, że w tym miejscu skończę swoją opinię i nie wystawię oceny.

Po „Swar” Anny Sokalskiej sięgnąłem bez większych oczekiwań, ale z nadzieją, że trafię na coś wyjątkowego. Niestety ta lektura okazała się nie do końca w moim klimacie.

Muszę oddać autorce jedno: w tę książkę włożyła ogrom pracy! Widać doskonale dopracowany świat, konsekwencję w prowadzeniu historii, ambicję stworzenia czegoś wyjątkowego i przede wszystkim piękny styl...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

300 użytkowników ma tytuł Swar na półkach głównych
  • 247
  • 48
  • 5
55 użytkowników ma tytuł Swar na półkach dodatkowych
  • 32
  • 10
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Anna Sokalska
Anna Sokalska
Wrocławianka, z wykształcenia radczyni prawna, obecnie powieściopisarka oraz pisarka związana z branżą gier wideo. W swoich opowieściach koncentruje się na kreśleniu wiarygodnych, przejmujących postaci kobiet, wykorzystuje wątki słowiańskie w nieoczywisty sposób, a w opisywaną rzeczywistość wplata przebłyski magii i nadnaturalnej tajemnicy. Autorka m.in. cyklu "Opowieści z Wieloświata", w tym bestsellerowej "Wiedźmy". Zafascynowana wczesnośredniowieczną słowiańszczyzną i polską kulturą ludową.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dom bogini Kali Anna Mostyn
Dom bogini Kali
Anna Mostyn
Witajcie moi kochani Czy kiedykolwiek słyszeliście o Bogini Kali? Dziś chciałabym przedstawić Wam bardzo klimatyczną powieść, w której ta właśnie bogini odgrywa istotną rolę. Tytuł: Dom bogini Kali Autor: Anna Mostyn Wydawnictwo: Replika Historia przedstawia losy bohaterów żyjących w dwudziestowiecznym Londynie. Kiedy to urządzano wystawne bale, przyjęcia i nawet seanse spirytystyczne, a okultyzm cieszył się dużym zainteresowaniem. Opowiedziane zostały wydarzenia trzech zimowych dni 1907 roku, podczas których odmienione zostało życie wielu niewinnych ludzi. Cóż to była za klimatyczna historia. Z ogromną przyjemnością przeniosłam się do dwudziestowiecznego Londynu i spędziłam w nim trzy dni. Lecz to były bardzo niezwykłe, a przede wszystkim niezapomniane trzy dni. W pierwszej kolejności urzekł mnie sam klimat powieści. Czułam się tak jakbym naprawdę była częścią tego świata i aktywnie uczestniczyła w życiu bohaterów. Choć jednocześnie muszę przyznać, iż w tym aspekcie zabrakło mi trochę języka charakterystycznego dla przedstawianych czasów. Bowiem powieść została napisana współczesnym językiem, ale w klimacie dwudziestowiecznym. I tutaj czuję pewien niedosyt zwłaszcza, iż wspomniano również o „Draculi”. A jak wiadomo akurat ta powieść została napisana w zupełnie innym stylu. Niemniej jednak klimatem powieści jestem bardzo zadowolona. Kolejnym aspektem, który mnie urzekł był sposób narracji. Bowiem historia została przedstawiona w taki sposób, jakbyśmy czytali czyjąś opowieść. Może naocznego świadka? Wskazują na to zawarte w powieści przerywniki, z których treści wynika, iż autor historii zwraca się bezpośrednio do czytelnika. I właśnie sposób narracji sprawił, iż czułam się tak jakbym równie uczestniczyła w tych wszystkich wydarzeniach. I w końcu sama fabuła, choć początkowo miałam pewne trudności w odnalezieniu się w historii. Odniosłam wrażenie jakbym znalazła się już w środku historii. Na szczęście te uczucie zaraz minęło oraz szybko zorientowałam się o co w tym wszystkim chodzi. Oczywiście tak mi się tylko zdawało. I to również czyni tę powieść wyjątkową. Nie jest to powieść prostolinijna, bezpośrednia. Sprawiła, iż w pewnym momencie zwątpiłam w swą zdolność logicznego pojmowania świata. Bohaterowie okazali się być nietuzinkowi. Każdy z nich zasługiwał na chwilę uwagi, aby poświęcić mu czas i lepiej go poznać. Cóż to było za niesamowite grono osobliwych dusz. Trochę ubolewam nad zakończeniem powieści. Ponieważ nie chciałam, aby się skończyła. Te trzy dni minęły mi bardzo szybko. Reasumując „Dom bogini Kali” to powieść, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. I śmiało mogę stwierdzić, iż mam słabość do historii w gotyckim klimacie. Zwłaszcza do takich, których akcja dzieje się w dwudziestowiecznym Londynie. I mimo pewnych niedoskonałości dostarczyła mi niesamowitych wrażeń. Także jestem zadowolona z lektury. Serdecznie polecam, strona.394
strona-394 - awatar strona-394
ocenił na719 dni temu
Księga Innych Miejsc China Miéville
Księga Innych Miejsc
China Miéville Keanu Reeves
„Księga innych miejsc” Keanu Reevesa i Chiny Miéville’a to fascynujący thriller fantastyczny, który wysłuchałam jako audiobook i który wyróżnia się unikalną mieszanką akcji, filozofii i nieśmiertelności. Książka powstała na bazie komiksowego uniwersum BRZRKR, rozwijając je w literacką formę dzięki wyobraźni Miéville’a i wrażliwości Reevesa. Powieść jest rozszerzeniem komiksu BRZRKR z 2021 roku, gdzie Reeves zadebiutował jako autor graficzny - tu historia zyskuje głębię dzięki współpracy z Miéville’em. Główny wątek kręci się wokół nieśmiertelnego wojownika B (dawniej Unute),który przez 80 tysięcy lat walczy, umiera i ożywa, pragnąc wreszcie śmierci. Jako superżołnierz tajnej jednostki dostaje obietnicę śmiertelności w zamian za misje, ale tajemnicze siły i anomalie komplikują sprawę, prowadząc do konfrontacji z siłami boskimi i osobistymi demonami. Historia nie ogranicza się do B - narracja przeplata perspektywy trzecioosobową (główna oś),drugą osobę w retrospekcjach oraz pierwszoosobowe wspomnienia osób z przeszłości B. Dodatkowe głosy należą do naukowców i członków zespołu rządowego pracującego z B, co buduje mozaikę tajemnic i pogłębia zrozumienie jego klątwy. Ta struktura przypomina składanie puzzli, gdzie każdy bohater wnosi fragment prawdy o nieśmiertelności i przemocy. Autorzy wpletli subtelne polskie akcenty, nadając książce lokalny koloryt: wspominane są Skierniewice, Gdańsk, Warszawa oraz rocznica bitwy o Olszynkę Grochowską. Pojawia się też poezja Bolesława Leśmiana, co rezonuje z polską wrażliwością literacką i dodaje warstw kulturowych. Te elementy zaskakują w globalnej fabule, czyniąc ją bliższą polskiemu czytelnikowi. Wysłuchałam wersji audio z kilkoma lektorami, co idealnie oddaje wielogłosową narrację. Ich interpretacje - dynamiczne w akcjach B i introspektywne w wspomnieniach - potęgują immersję, czyniąc słuchowisko żywym i angażującym. To doświadczenie wyróżnia się na tle standardowych audiobooków, podkreślając eksperymentalny charakter książki.
jaannuszka - awatar jaannuszka
oceniła na721 dni temu
Koszmarny dom i inne opowieści o duchach A. M. Burrage
Koszmarny dom i inne opowieści o duchach
A. M. Burrage
Klasyczna literatura grozy jest niezwykle piękna. Szczególnie w angielskojęzycznych tekstach możemy odnaleźć tę charakterystyczną i dobrze nam znaną atmosferę, która wykształciła się pod wpływem wielu czynników. Nawiedzone domostwa i ich przyległości, nadprzyrodzone tajemnice, skrywające się w ciemności widziadła zgodnie harmonizują z angielską panoramą, jej kapryśną pogodą oraz wiekową starością. Wydawnictwo Zysk i S-ka wydało już wiele antologii opowiadań grozy w Polsce i od jakiegoś czasu zauważyłam, że skupili się teraz na mało znanych autorach. Alfred McLelland Burrage należy do tych mniej znanych pisarzy, którego twórczość mamy okazję poznać po raz pierwszy w naszym języku. Ten nieznany mi wcześniej brytyjski autor żył i tworzył na przełomie XIX i XX wieku. Przypuszczam, że nie będzie to pierwszy, ani ostatni pisarz opowiadań grozy, na którego się w swoim życiu przypadkowo natknę. W książce „Koszmarny dom i inne opowieści o duchach” zebrano i przetłumaczono łącznie dwadzieścia cztery opowieści grozy tego autora. Każda z nich skupia się w mniejszym lub większym stopniu na nawiedzonych posiadłościach. „Koszmarne domy” to według pana Burrage’a niespokojne domy, są to miejsca, które napawają mieszkańców przerażeniem, obdzierają z poczucia bezpieczeństwa, a czasami mogą doprowadzić do szaleństwa. Nawiedzone domy są zimne, przepełnione jakąś wrogą, ciężką atmosferą i skrywają często tragiczne tajemnice. Żyjąc w takim domostwie, ma się wrażenie, jakby jakaś stała obecność się w nim zagnieździła. To może być dawno zmarły mieszkaniec albo jakiś zupełnie nieznany byt, który w najbardziej przerażający sposób daje o sobie znać. Ten mało znany zbiór opowiadań jest właściwe esencją tego popularnego nurtu grozy. Mamy w nim wszystko, co miłośnika nawiedzonych domostw, przyległości czy ogrodów może zainteresować. Pan Burrage pisze prosto, nie sili się na jakieś literackie wyżyny i opisuje zarówno ludzi, jak i ich emocje bez upiększeń. Historie są opowiedziane w prosty sposób, mają ciąg przyczynowo skutkowy i zwykle wyraźnie zarysowany finał. Pomimo kilku ciekawych pomysłów nie wyróżniają się na tle tych, które przebiły się do szerokiego grona odbiorców. Te opowieści były dla mnie bardziej ciekawostką i przyjemnym powrotem do podgatunku horroru, którego trochę porzuciłam. Proste i klasyczne wydanie pasuje do klimatu opowiadań. Jednak nowoczesne zwroty „duperele”, „koleś”, „cholerstwa” czy „dupek” nie były zdecydowanie na miejscu.
Ann-chan - awatar Ann-chan
ocenił na719 dni temu
Światła nad moczarami Lucie Ortega
Światła nad moczarami
Lucie Ortega
⭐️RECENZJA⭐️ "Światła nad moczarami" od pisarki @lucie.ortega.navratilova to moje pierwsze spotkanie z nią i myślę, że nieostatnie! 😁 Cała historia skupiona była na słowiańszczyźnie, takiej jakby bagiennej atmosferze oraz przeróżnych tajemnicach. A to wszystko okraszone było dodatkowo wspaniałymi opisami natury i jakiejś, takiej magii, które przyciągały oraz wciągały. Autorka prowadziła nas przez całą fabułę w bardzo płynny, ciekawy sposób, dający ogrom napięcia, ale także poczucie, że już coś wiedzieliśmy, a za chwilę okazywało się, że jednak nie. Bardzo ciekawy był to zabiegi! 😜 Co do akcji, to nie leciała ona na łeb, na szyję, ale rozwijała się miarowo, za co dziękuję, bo w przypadku tejże historii to było odpowiednie! Postacie to chyba najmocniejsza strona tejże lektury! Oni stworzeni zostali z wielką dbałością o detale, ale te związane z emocjami. Każdy miał coś takiego w sobie, co powodowało, że chciało się z nimi być i być. Mogliśmy ich dobrze poznać, co też przyciągało do nich. Na każdym kroku biła od nich naturalność i nie tylko ta pozytywna, ale i negatywna. Bo przecież ludzkie jest posiadać wady oraz zalety. Czuć od nich wielowymiarowość, charaktery, które niekiedy pokazują nam, kim kto był. Chciałabym wiele o nich napisać, ale nie chcę też wchodzić w takie szczegóły, żeby nie psuć Wam przyjemności czytania. Końcówka nie wywołała we mnie dobrej reakcji, a czemu? No kurka ... wszystko sprowadzało się właśnie do tego, co okazało się na finale. Na szczęście autorka pozostawiła to w zwyczajny sposób, nie próbując jakoś ubarwić, co też było ogromnym plusem, bo nic na siłę. Chcę także wspomnieć, a nawet warto i należy, że wydanie jest naprawdę obłędne! Okładka jest w pięknych, zielonych barwach, a do tego wszystkiego w twardej oprawie. Ona przykuwa wzrok i idealnie oddaje klimat całej powieści. Aaa te barwione brzegi - no ja wymiękam przy nich 😅 Serio! Uważam, że powieść jest warta Waszej uwagi oraz godna polecenia! A, jeśli jesteś okładkową i brzegową sroką, to ona jest idealna dla Ciebie! 😊 💚 Współpraca barterowa z @wydawnictworeplika 💚
szpaczek_czyta - awatar szpaczek_czyta
oceniła na94 miesiące temu
Trzecia Brama Tomasz Kwaśniak
Trzecia Brama
Tomasz Kwaśniak
Jeśli lubicie grać, tworzyć postaci i przeżywać przygody w świecie wirtualnym, to mam coś dla Was. Jest to pozycja, którą mogę w sumie określić jako połączenie player one i jumanji- ewentualnie jeszcze matrixa bym dała do tego! Nasz bohater miał straszny wypadek, niestety nie ma odpowiednich funduszy na leczenie, więc aby przeżyć, musi dołączyć do gry i odpracować utrzymywanie jego ciała przy życiu. Pierwsze strony wydały mi się zbyt dokładne, bohater za mocno chciał nam wyjaśnić całe swoje otoczenie, dostaliśmy za dużo szczegółów. Ale po paru stronach, jak już jesteśmy w świecie wirtualnym, tak już chłoniemy informacje o tamtejszym świecie. No i mamy wkroczenie w świat zupełnie nowej gry, którą bohater dopiero chciał poznać, ale nie myślał, że nastąpi to w ten sposób- od środka. Przeżywamy razem z nim wejście, samouczek i wybory postaci, narzędzi. Fajne jest to, że dostajemy wszystko krok po kroku. A pióro autora pozwoliło mi wczuć się w historię i podążać razem z bohaterem w nieznane. Odczuwałam razem z nim niepokój, radość, a momentami już bezsilność z narzucanej drogi fabularnej. Fajnym dodatkiem było to, że dowiedzieliśmy się co zmieniło się w życiu bohatera w prawdziwym świecie. Mamy tu wpleciony ważny przekaz. Aby doceniać rzeczy, które mamy bo bardzo szybko nasze życie może się zmienić, a chcąc coś naprawić decydujemy się na to za późno. Taki cios właśnie spadł na Roberta. Zbiera pieniądze, aby szybko opuścić to miejsce, ale czy będzie miał do czego wrócić? Wiele razy bohater nie potrafił zdecydować czego oczekuje i co by chciał faktycznie od życia. Tak samo zachowywał się w grze. Raz chciał wyjść z niej, raz czuł, że to jest jego miejsce i tam może zacząć na nowo. Podczas czytania, a także słuchania (btw audiobook jest równie świetny!) nasuwało się mnóstwo pytań. Na końcu rozwiązała się część tajemnic, aczkolwiek jest to otwarte zakończenie i pozostaje tylko czekać na ciąg dalszy tej historii!
Basniowakraina - awatar Basniowakraina
oceniła na923 dni temu
Hasi Beata Skrzypczak
Hasi
Beata Skrzypczak
Corocznie na Targach Książki kupuję coś Vespera, bo wciąż nie wydają elektronicznie - bandyci jedne! Tym razem wiedziałem, że idę po “Hasi” i jakież było moje (miłe) zaskoczenie, gdy okazało się, że w wigilię mojej targowej wizyty książka zdobyła roczny laur dla horroru za 2025 w plebiscycie LC. A jakież zaskoczenie, gdy okazało się, że na targowym stoisku Vespera książkę sprzedaje… sama jej Autorka. Bezpośrednim impulsem do lektury stało się zaś marne Wyzwanie LC (“książka z Top100”) i… dobrze się stało. Śląsk. Małe osiedle kilku kamienic i familoków, nieco oddalone od miasta a skupione wokół małego placu w pobliżu opuszczonej kopalni, do tego otoczonej złą sławą jakichś dawnych zdarzeń. To nie tylko miejsce beznadziei i marazmu, ale i epicentrum jakiejś dojrzewającej współcześnie grozy. Z początku nie wiemy, czy jest to zapowiedź jakichś ponadrzeczywistych wydarzeń, czy jednak może coś na kształt zbiorowego szaleństwa i rodzaj zbiorowej psychozy? Młodzi ludzie zawieszeni w dziedzictwie beznadziei wegetacyjnej egzystencji pokolenia rodziców i dziadków, próbujący wyrwać się z lokalnego marazmu i znaleźć pomysł na siebie. Może niektórym z nich mogłoby się udać, gdyby nie to, w co się mimochodem wplątują… Na plus należy młodej Autorce zapisać z pewnością sięgnięcie po lokalne śląskie bajania oraz opowieści do straszenia dzieci i na ich kanwie osnucie śląskiego horroru (może bardziej powieści grozy). Mroczny klimat i ciężkawy nastrój to, czy raczej ciężkość stylu Pisarki? Tempo niespieszne, co nie musi być przecież wadą, ale niech ono coś buduje, niech coś tworzy, a nie przewleka się dla samej budowy objętości. No i właśnie się tu zastanawiam, czy ta powolność tu do czegoś prowadzi? Bo ostatecznie wsiadamy w rollercoaster, ale czy nie za późno? Trochę za to momentami naiwny i nieporadny styl literacki, ale nie razi to jakoś szczególnie; z pewnością nie odstręcza od dalszego poznawania losów bohaterów. Ale redaktorki i korektorka książki, to powinni kilka razy więcej sięgnąć po korektor… Trochę też - jak trzeba - nieporadni i naiwni młodzi bohaterowie opowieści; niby wydaje się to urocze, ale finalnie trupów sporo, więc mamy i klasykę slashera… Zresztą spoko: nie wszyscy umierają tak do końca… Tylko w jakimż to podręczniku medycznym wyczytała Alicja o tych słynnych “stanach przedzawałowych”?.. A jeszcze jej - po jej własnym zawale - stenta zapakowali! W tym wieku, to może jakaś takotsubo, a nie miażdżyca… Znawcą Śląska zdecydowanie nie jestem, ale czuję jakoś (po klimacie, pojawiającym się śląskim języku, nawiązaniach do mitologii i przesądów),że to bardziej wariacja na temat (po)górniczej krainy, niż krew z krwi i duch z ducha na miarę Rokity czy Twardocha. Zresztą i sama Autorka przyznaje to w posłowiu. Mam też wrażenie, że dokonuje się tu jakaś polska kolonizacja śląskości z lekko nachalnym zawłaszczeniem tej skomplikowanej materii; chyba dziś już inaczej pozwala się wybrzmiewać tej pamięci? Piękne wydanie i to zdecydowanie na plus: stylowa okładka w tonacji czerni i srebra, barwione boki bloku kartek. Dla miłośników ładnych wydań. W sumie na małe "tak". Dam jeszcze Autorce szansę: chyba wrócę do przyszłej kontynuacji…
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na623 godziny temu
Wyjaśniamy morderstwa Richard Osman
Wyjaśniamy morderstwa
Richard Osman
Zapowiada się jak rasowy thriller. Później... bywa różnie. Cała gromada ludzi, powiązana wspólnymi inetresami i sprawami. własciwie wszyscy, kolejno, podejrzewają wzajemnie, że ten lub ów spośród nich jest anonimowym przestepcą. Wyrażaqją te podejrzenia gwałtownymi akcjami wobec takiego podejrzanego ale dokladnie trudno się zorientować dlaczego akurat w tym momencie powstaje ta myśl podejrzenia. Podejrzenia równie szybko jak się pojawiają wobec kogoś konkretnego dość nagle przenoszą się na inną osobę. Ostatecznie odkrywają - jedno z grupy odkrywa - że jednak mordrcą jest inna osoba więc w grupie nie ma już powodu do zadrażnień. Morderca nawet poniesie konsekwencje. Tylko nie mogę oprzec się wrażeniu, że właściwie nie wiadomo dlaczego ów morderca unicestwiał swe ofiary. Jeśli było to gdzieś wspomniane - dla mnie zbyt dyskretnie. A już czemu motał sieć przeciw głównej bohaterce...? No ale dzięki temu akcja toczy się wartko, bohaterowie przemierzają świat, co i raz powstają kolejne znaki zapytania. Jak chocby ten, pewnie przypadkowy. Eddie strzela do bohaterki (miał zlecenie),nie trafia . W odpowiedzi następuje akcja medialna prowadząca - pod zmyślonym pozorem - do jego dekonspiracji; rozgłos uniemożliwi mu dalsze próby zamachu. Ale nieco dalej Eddie wyznaje, sam sobie to przepowiada, że [jak strzelał] wcale nie chciał zabić; to była akcja właśnie mająca mu zapewnić ów rozgłos, jako bohaterowi . Jakby zgubiło się kilka kart rękopisu...
AK17 - awatar AK17
ocenił na62 dni temu
Głęboko pogrzebany i inne opowiadania Naomi Novik
Głęboko pogrzebany i inne opowiadania
Naomi Novik
Zbiór trzynastu opowiadań, wśród których znajdziemy kilka umiejscowionych w już do dobrze znanych światach stworzonych przez Naomi Novik: Scholomance oraz Temeraire, a do tego opowiadanie "Moc srebra", które później ewoluowało w pełną powieść. Są także opowiadania inspirowane mitologią, baśniami czy nawet wspomnieniami T.E. Lowrence'a. Styl pani Novik jest plastyczny i malowniczy, co widać wyraźnie w przypadku pierwszego opowiadania o Aramincie, gdzie zanim doszłam do końca całego tomu, to nie pamiętałam już ani bohaterów, ani wydarzeń, lecz pamiętałam kilka obrazów jak szczątki pirackiego statku na mieliźnie, świątynia na szczycie góry, świątynną misę wotywną, czy czarnowłosą kobietę w męskim stroju i zasłony świątyni poruszane przez morską bryzę. Każde z opowiadań ma też swój nastrój jak mrok "Zamku Coeurelieu", melancholię "Głęboko pogrzebanego" czy "Czajniczka Lorda Dunsany'ego", przygodę odkrywania nowych... niekoniecznie lądów "Drogi okrężnej" i "Vici". Moim zdaniem, wszystkie opowiadania trzymają dobry i bardzo dobry poziom. Najbardziej podobały mi się dwa ze świata Temeraire'a, a także tytułowe - nawiązujące do mitu o Minotaurze, oraz "Siedem lat od domu", które na całe szczęście kończy się inaczej niż wspomnienia Lowrence'a z Arabii. Za najmniej udane uważam "Frazesy", ale tylko dlatego, że nie znam postaci Ireny Adler, ani charakterystyki Holmsa. Myślę, że tym, którzy znają książki o tym brytyjskim detektywie, to opowiadanie bardziej się spodoba. Moja ocena tego zbioru to 6,5 gwiazdki, a że Dom Wydawniczy Rebis zadbał o ładne wydanie (twarda okładka, barwione brzegi i exlibrisowe zrobienia wewnętrznych okładek),to dorzucam jeszcze pół gwiazdki.
moniss - awatar moniss
ocenił na71 miesiąc temu
We wrześniu ściany krwawią Carissa Orlando
We wrześniu ściany krwawią
Carissa Orlando
We wrześniu ściany krwawią” to horror, który nie musi pytać bohaterki, którego miesiąca nie lubi najbardziej🙃 A jednak to, co najbardziej uderza, to nie krew na ścianach, lecz to, jak szybko zaczynamy ją traktować jak część codzienności. Carissa Orlando daje coś więcej niż strach. Daje emocje, które osiadają pod skórą. Margaret nie jest typową bohaterką nawiedzonego domu; ona uczy się z nim żyć, tak jak my uczymy się żyć z własnymi traumami. Z początku drżą nam ręce przy każdej postaci z rozwaloną głową, ale z czasem… przyzwyczajamy się. Dokładnie tak jak ona. I właśnie to jest najbardziej przerażające. Gdy Hal ucieka, bo już nie może znieść „towarzystwa”, a córka wraca, nie wiedząc, że dom od lat "oddycha" duchami, robi się niebezpiecznie nie dlatego, że straszy potwór z piwnicy, ale dlatego, że pękają więzi, które trzymały tę rodzinę w pionie. Dom staje się nie tyle nawiedzony, co emocjonalnie przepełniony: winą, samotnością, lękiem, kontrolą. To opowieść o kobiecie, która zbyt długo próbowała dostosować się do koszmaru, aż stał się jej rytmem dnia. Horror splata się tu z cichą, duszną refleksją o tym, ile jesteśmy w stanie znieść, zanim powiemy „dość”. Najbardziej poruszają mnie właśnie takie historie, gdy mrok nie kończy się na samym strachu, lecz otwiera drzwi do całej palety intymnych, życiowych przemyśleń. Orlando tworzy grozę nie tylko po to, by wstrząsnąć czytelnikiem, lecz by go zatrzymać i zmusić do myśli: z czym ja żyję na co dzień, udając, że to normalne? I dlatego ta książka działa - tak straszy, jak i uwiera. W najlepszym możliwym sensie. Dobre to było, czytajcie!🔥
Typiaraodkryminalow - awatar Typiaraodkryminalow
ocenił na81 miesiąc temu
Tau Zero. Korytarze czasu Poul Anderson
Tau Zero. Korytarze czasu
Poul Anderson
Opinia dotyczy tylko powieści Tau Zero. Ciekawe połączenie twardej (naprawdę twardej) fantastyki naukowej z odrobiną telenoweli ;) Oj, ma autor rozmach. Im dalej w powieść tym bardziej nie mogłem się nadziwić zuchwałości Andersona. Bo zuchwałość to chyba najtrafniejsze słowo na to co wyprawia autor z prawami fizyki i względnością czasu. Żeby nie było, żaden ze mnie ekspert, ale nawet jako laik dostrzegłem, że autor chyba nieco przegina, albo (jak ktoś już wspomniał) opierał się na przestarzałych prawidłach fizyki. Niemniej jednak książka na swój sposób fascynuje. Wspomniany rozmach jest mimo wszystko pociągający i intrygujący. A przygoda załogi Leonory Christii godna pozazdroszczenia mimo, że bohaterowie muszą przetrwać wiele ciężkich chwil i pokonać masę trudności. Książkę czytało mi się zatem z dużym zainteresowaniem i nieraz ciężko było się od niej oderwać.  A co wspomnianych elementów telenoweli, to wiadomo, oprócz przygód i problemów technicznych załogi autor musiał też się trochę skupić na ich dość skomplikowanych relacjach, przede wszystkim łóżkowo-uczuciowych ;) Bohaterów jest całkiem sporo, więc w tak krótkiej powieści ciężko było poświęcić wszystkim należytą uwagę, stąd może powstać wrażenie powierzchownego ich potraktowania. Osobiście polubiłem tylko Reymonta, który jest naprawdę fajnie napisany. Autor próbuje też ugryźć temat izolacji i rozłąki z planetą Ziemią oraz nota bene z całą ludzkością. Czy mu to wychodzi, ciężko mi ocenić. Ale to też może być kwestia zbyt dużej ilości postaci. Jak już wspomniałem Tau Zero to bardzo twarda fantastyka naukowa. Mnie trochę przytłoczyła ilość terminologii z dziedziny fizyki i naukowych opisów. wielokrotnie przyłapałem się na tym, że odpływam myślami i nie wiem o czym czytam. Ale z pewnością znajdzie się wiele osób, którym to się podobało, bo autor rzeczywiście jest dobry w te klocki i ma ogromną wiedzę. Myślę więc, że powieść tę śmiało można polecić osobom, które lubią się trochę pomóżdżyć :)
Rocannon - awatar Rocannon
ocenił na73 miesiące temu
Godzina wilka Katarzyna Staniszewska
Godzina wilka
Katarzyna Staniszewska
🐺 Godzina Wilka - Katarzyna Staniszewska 🐺 ,, Nie można wiecznie tracić. " Cóż, co mogę powiedzieć. Katarzyna Staniszewska znowu to zrobiła. I zrobiła to jeszcze lepiej. Po przeczytaniu Półmroku byłam absolutnie zauroczona i chciałam więcej, natomiast po skończeniu Godziny Wilka zwaliło mnie z nóg. Ale po kolei. Drugi tom Kronik Półmroku rozpoczyna się praktycznie w momencie, w jakim zakończył się tom pierwszy. I jest... epicko, jeszcze mroczniej, niebezpieczniej, niepewniej. Jeśli klimat w Półmroku był dla mnie wabikiem, to tutaj już absolutnie mnie pochłonął. Razem z Erieną zapuszczamy się w miejsca straszniejsze, potworniejsze, jesteśmy świadkami koszmarów o jakich bohaterom się jeszcze nie śniło. A sama Eri musi nieustannie walczyć z bestią i mrokiem w swoim wnętrzu, które łakną krwi. Ten wątek był niesłychanie ciekawy i wywołał u mnie ogromne emocje. Znajdziemy tu także elementy horroru i grozy, fragmenty, które wywołują u czytelnika dreszcze i niepokój. Podszepty wiatru, las pogrążony we mgle i ciemności, mrożące krew w żyłach rytuały, zniszczone osady... Styl pisania jest naprawdę świetny i nie mogę się nie zachwycać. W Godzinie Wilka, podobnie jak w Półmroku wykorzystywany jest motyw drogi: bohaterowie stale się przemieszczają, zagłębiając się w miejsca mroczniejsze, straszniejsze. Nieustannie odkrywamy nowe elementy układanki, tajemnice bardziej lub mniej zrozumiałe, również dla samych bohaterów. Autorka świetnie przedstawia sytuację w Vanadorze i coraz silniejsze echo nadciągającej wojny oraz intrygi, które zacieśniają się wokół bohaterów. A skoro o bohaterach mowa. Mamy oczywiście stary skład Zakonu Czuwania, ale pojawiają się także nowi, intrygujący bohaterowie, jak Artan i jego świta. Mam szczerą nadzieję, że jeszcze powrócimy do tematu buntowników i spędzimy więcej czasu w ich szeregach. Nie ukrywam, że bardzo zaintrygowała mnie sama postać Artana. Więcej czasu ekranowego dostaje także zdrajca Karan, dzięki czemu jesteśmy w stanie lepiej zrozumieć jego działania i motywy. I naprawdę mocno się do niego przywiązałam i polubiłam jego postać. Jeśli miałabym opisać Erienę (i paru innych bohaterów) słowem, to byłaby to: przemiana. Przemiana, żałoba, poczucie winy i nadchodzącej tragedii. I właśnie dlatego przez większą część lektury towarzyszył mi ogromny smutek. Bohaterowie stają nagle się boleśnie świadomi swoich przeszłych błędów, konsekwencji, tragedii. W tym tomie nadal rozdzierająco kocham Elhana i Eri, śmieje się z Jesuppa i Starego, ale atmosfera robi się... cięższa. Zakończenie pozostawiło mnie z mnóstwem pytań i emocji: złościłam się, a potem płakałam, ponieważ moje serce pękło. Jeśli szukacie powieści dark fantasy, która was pochłonie, wywoła skrajne emocje, a następnie zostawi z wieloma dniami rozważań i pytań, to gwarantuję, że Kroniki Półmroku będą świetnym wyborem. Czekam na tom trzeci z niecierpliwością i strasznym niepokojem.
pagesofvale - awatar pagesofvale
ocenił na1011 dni temu
Świetlisty miecz Lev Grossman
Świetlisty miecz
Lev Grossman
   Gdy zobaczyłam zapowiedź "Świetlistego miecza", od razu pomyślałam, że z chęcią bym ją przeczytała. Po pierwsze byłam ciekawa historii Króla Artura, okrągłego stołu, tych wszystkich potyczek rycerzy itd. Dodatkowo na samej górze okładki jest widoczna polecajka od Rebecci Yarros, a że uwielbiam jej pióro, to tym bardziej byłam ciekawa, co znajdę w tym grubasku. No nie oszukujmy się, ale ta książka ma ponad 700 stron, także jednocześnie kusiła swoją treścią, a z drugiej strony bałam się jej objętości.    Co mogę powiedzieć o tej historii? Szczerze - bardzo mało. Mam naprawdę wielki mętlik w głowie po niej. Pierwsze 100 stron to była męka, bo totalnie nic do mnie nie docierało, dopiero później jakoś tak się w nią wkręciłam. Słuchałam sobie audiobooka i z rozdziału na rozdział zmieniałam o niej zdanie. Na samym początku miałam ochotę ją po prostu porzucić, ale coś mnie jednak przekonało, by tego nie robić. Nie wiem, czy to była kwestia ciekawości, co w niej dalej będzie się dziać, tego czy w końcu zrozumiem jej sens, czy może głos lektora, który mnie wyciszał.    Ta książka od początku aż do samego końca była dla mnie wyzwaniem, niestety nie zrozumiałam, jaki miała sens, może po prostu nie miała go mieć? Wiem, o czym była, do czego bohaterzy starali się doprowadzić, jakich wartości bronili, ale jednocześnie nie jestem tego pewna. Historia miała pokazać nam, jak oddani byli rycerze wobec Króla Artura, pokazała nam inną stronę Merlina, czy też Lancelota. Sam Autor na samym końcu wspomniał, że "Świetlisty miecz" miał być właśnie taką inną historią, zawiłą, taką, którą każdy odbierze inaczej, tak przynajmniej ja zrozumiałam jego słowa. Napisał o tym, że w książce pojawiają się postacie, których nie powinno tam być, bo żyli w zupełnie innych czasach niż Król Artur. Dzięki jego słowom doszło do mnie, że nie musiałam zrozumieć tej książki, by dobrze się z nią bawić.    Tak, pomimo mojego niezrozumienia, zagubienia w tej historii, to mogę szczerze przyznać, że dobrze się z nią bawiłam. Słuchanie audiobooka mnie odprężyło i po pierwszych złych chwilach sprawiło, że chciałam więcej.   Dziękuję serdecznie wydawnictwu za egzemplarz! Choć nie była to historia, która skradłaby moje serce, to mimo wszystko miło spędziłam z nią czas. Jeśli lubicie arturiańskie klimaty, to jak najbardziej zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł!
Patrycja Obycz - awatar Patrycja Obycz
ocenił na61 miesiąc temu
Spalona za czary. Historia Triny Papisten Patrycja Pelica
Spalona za czary. Historia Triny Papisten
Patrycja Pelica
Kiedyś takie rytuały jak zbieranie ziół, spacery po lesie czy hodowanie konkretnych zwierząt mogło prowadzić do oskarżenia o czary - i myślę sobie, że mogłabym być zagrożona w XVII-wiecznym społeczeństwie! Każda z kolejnych lektur w tematyce czarostwa utwierdza mnie w przekonaniu, że mimo wszystko warto doceniać realia, w których przyszło mi żyć bo Trina Papisten została oskarżona o czary na podstawie swojego koloru włosów i umiejętności ziołolecznictwa. „Spalona za czary. Historia Triny Papisten” to powieść historyczna przedstawiająca życie Kathrin Zimmermann w sposób, który nazwałabym filmowym - cała historia opowiedziana przez autorkę nadawałaby się na scenariusz wstrząsającego ale też bardzo barwnego filmu historycznego ✨ Książka przeplata w sobie kilka perspektyw postaci, które budowały historię Triny bezpośrednio i pośrednio. W narracji trzecioosobowej przedstawiony jest punkt widzenia młodziutkiej Emmy, uczennicy Triny, jej ukochanego o imieniu Kurt, który jest synem sędziego, męża Triny Andreasa i miejscowego aptekarza. Absolutnie wstrząsający portret psychologiczny różnych przedstawicieli społeczeństwa - od biedoty po osoby zamożne i wysoko urodzone zapadł mi w pamięci najbardziej. Choć motywacje do pozbycia się czarownic z życia codziennego wydają się proste, to okazuje się, że jedyne co stało za oskarżeniami to niewiedza, uprzedzenia i własne, nieprzepracowane traumy. Szczególnie wstrząsnęło mną zakończenie książki, które mimo wszystko potraktowałam jako zadośćuczynienie wobec wszystkich „czarownic”. To książka, która oprócz historycznego przekazu - a jest on sam w sobie ważny - niesie też coś więcej… Symbolikę. Ostrzeżenie. I pytanie. Dlaczego boimy się tego, czego nie znamy? Niesamowita, wielowymiarowa, wstrząsająca - taka to była lektura po której potrzeba czasu aby się otrząsnąć i uważności, żeby ją w pełni zrozumieć ✨
Daria - awatar Daria
oceniła na101 miesiąc temu

Cytaty z książki Swar

Więcej
Anna Sokalska Swar Zobacz więcej
Więcej