rozwińzwiń

Na srebrnym globie: Rękopis z Księżyca

Okładka książki Na srebrnym globie: Rękopis z Księżyca autorstwa Jerzy Żuławski
Okładka książki Na srebrnym globie: Rękopis z Księżyca autorstwa Jerzy Żuławski
Jerzy Żuławski Wydawnictwo: Hachette Polska Cykl: Trylogia Księżycowa (tom 1) Seria: Mistrzowie horroru i fantastyki fantasy, science fiction
269 str. 4 godz. 29 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Trylogia Księżycowa (tom 1)
Seria:
Mistrzowie horroru i fantastyki
Data wydania:
2025-01-16
Data 1. wyd. pol.:
1921-01-01
Liczba stron:
269
Czas czytania
4 godz. 29 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328249646
Tekst za wydaniem Towarzystwa Wydawniczego, Lwów , 1903 r. oraz www.wolnelektury.pl
Ilustracje: Antoni Procajłowicz [w książce nazwisko podane z błędem]
Projekt okładki [i strony tytułowej]: Karolina Michałowska
Mistrzowie Horroru i Fantastyki #39
Średnia ocen
7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Na srebrnym globie: Rękopis z Księżyca w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Na srebrnym globie: Rękopis z Księżyca



3011 1265

Oceny książki Na srebrnym globie: Rękopis z Księżyca

Średnia ocen
7,2 / 10
618 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Na srebrnym globie: Rękopis z Księżyca

avatar
189
177

Na półkach: ,

Wróciłem do tej klasycznej lektury po wielu latach, spodziewając się, że zrobi na mnie mniejsze wrażenie niż kiedyś. Tymczasem niespodzianka – zrobiła jeszcze większe. To nie jest urokliwa stara fantastyka, czytana z przymrużeniem oka i traktowana po latach jako ciekawostka. Żuławski miał świetne pióro i pisał pięknym językiem. Oczywiście jest on dla współczesnego czytelnika staroświecki ale nie w stopniu tworzącym jakąś barierę dla nawet średnio oczytanej osoby. Oczywiście strona naukowa książki trąci myszką ale też i wzbudza szacunek rozmachem wyobraźni, zwłaszcza gdy pomysły autora umieścimy w kontekście czasowym i technologicznym ich powstania. Weźmy chociażby ten statek-pocisk, na powierzchni Księżyca przekształcony w pojazd kołowy, ale czasem też w machinę kroczącą, o hybrydowym napędzie parowo-elektrycznym. Jednak techniczna strona wyprawy to tylko tło a cała fabuła to w zasadzie tylko pretekst, żeby napisać o czymś ważniejszym. Głęboko pesymistyczna powieść powstała w określonym momencie dziejowym, w schyłku jednej epoki i na progu kolejnej, niosącej wielkie zmiany opłacone zniszczeniem. Niepokój i niewiara w ludzkość wyzierają z każdej jej karty. Możemy opuścić Ziemię, ale wszędzie dokąd dotrzemy, tam zabierzemy ze sobą „człowieczeństwo”, które wcale nie brzmi dumnie, przynajmniej w kosmicznej wizji Jerzego Żuławskiego.
A już tak mniej wzniośle to mam wydanie Wydawnictwa Literackiego z 1979 roku, ale jak pogrzebałem w Internecie, to widzę, że muszę dorwać to z 1956 roku, z niesamowitymi ilustracjami Stefana Żechowskiego.

Wróciłem do tej klasycznej lektury po wielu latach, spodziewając się, że zrobi na mnie mniejsze wrażenie niż kiedyś. Tymczasem niespodzianka – zrobiła jeszcze większe. To nie jest urokliwa stara fantastyka, czytana z przymrużeniem oka i traktowana po latach jako ciekawostka. Żuławski miał świetne pióro i pisał pięknym językiem. Oczywiście jest on dla współczesnego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
322
295

Na półkach: , ,

10. Nie mogłem dać innej oceny.
Najlepsza książka o podróżnikach na księżyc, samotności, miłości platonicznej i odrzuceniu dla dobra innych.

Grupka ludzi odnajduje sposób na dostanie się na Księżyc. Niestety śmierć zbierania żniwo i zostaje Jan razem z nowym pokoleniem księżycowych ludzi.

Zdziwiłem się, że ta książka ma już tyle, mimo tego nie starzeje się w ogóle.
Gorąco polecam.

Nie mogę bardziej się rozwinąć, bo bym za bardzo zaspojlerował., do tego nie ma słów, które wyrazić mogą to, jak mi się spodobała ta książka.

10. Nie mogłem dać innej oceny.
Najlepsza książka o podróżnikach na księżyc, samotności, miłości platonicznej i odrzuceniu dla dobra innych.

Grupka ludzi odnajduje sposób na dostanie się na Księżyc. Niestety śmierć zbierania żniwo i zostaje Jan razem z nowym pokoleniem księżycowych ludzi.

Zdziwiłem się, że ta książka ma już tyle, mimo tego nie starzeje się w ogóle....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
12
10

Na półkach: ,

Najpiękniejsza historia o samotności odkrywców jaką czytałam.

"Na srebrnym globie" jest o śmiałkach, którzy jako pierwsi przybyli z Ziemi na Księżyc za pomocą pocisku. Wylądowali w trudnych warunkach, daleko od wyznaczonego miejsca, z błędnymi obliczeniami, ograniczonymi zasobami, ale z ogromną determinacją.

Nie mają kontaktu z Błękitną Planetą (chociaż ta wygląda z ich perspektywy jak jasna gwiazda, z kwadrami, pełnią i nowiem).

Kierują się ku biegunowi (patrz mapa dołączona do książki). Nie będzie stratą dla czytelników jeśli powiem, że tam dotrą, bo sednem tej opowieści jest nie cel, a droga (fizyczna i intelektualna). Zwykle żmudna, trudna, zaskakująca, wymagająca, a czasem nie do przebycia.

I świadomość, że są sami i z nikim nie podzielą się odkryciami (pamiętacie "Boga zero jeden" Kłodawskiego, dylatację czasu i dylemat astronautów, którzy nie mogliby wysłać danych na Ziemię?).

Zadają sobie w końcu pytanie o sens takiej wyprawy, jeśli wszystko ma przepaść wraz z nimi.

Ale jest nadzieja, bo w grupie jest kobieta, która rodzi syna. I córki, które mają służyć chłopcu jako żony (pomysł z takim przetrwaniem gatunku zobaczymy później też w serii o Ramie A.C.Clarke'a),chociaż nikt nie myśli jeszcze wtedy o chowie wsobnym.

Brzmi nieco sensownie, póki nie weźmiemy pod uwagę, że nowe pokolenie wyrośnie na tym, czego nauczą rodzice. A tutaj matka uczy pierworodnego, że jego siostry mają być jego niewolnicami.

A co jeśli do tego przyszłe pokolenia będą słabsze fizycznie i intelektualnie? Co jeśli widząc technologię i wzrost Ziemian uznają ich za coś więcej niż ludzi i stworzą religię? Co jeśli odrzucą prawdę i ją zniekształcą wg własnych filtrów i ułomności intelektualnych? I czy nie przypomina to czegoś, co już znamy?

Zdaje się, że misja Exodus ma więcej znaczeń, a Kosmos jest tylko tłem.

PS. Koniecznie trzeba pamiętać o czasie, kiedy Żuławski pisał tę powieść. A to dopiero pierwszy tom.

Najpiękniejsza historia o samotności odkrywców jaką czytałam.

"Na srebrnym globie" jest o śmiałkach, którzy jako pierwsi przybyli z Ziemi na Księżyc za pomocą pocisku. Wylądowali w trudnych warunkach, daleko od wyznaczonego miejsca, z błędnymi obliczeniami, ograniczonymi zasobami, ale z ogromną determinacją.

Nie mają kontaktu z Błękitną Planetą (chociaż ta wygląda z ich...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1534 użytkowników ma tytuł Na srebrnym globie: Rękopis z Księżyca na półkach głównych
  • 816
  • 699
  • 19
334 użytkowników ma tytuł Na srebrnym globie: Rękopis z Księżyca na półkach dodatkowych
  • 237
  • 36
  • 26
  • 10
  • 9
  • 8
  • 8

Inne książki autora

Okładka książki Hynh+ 15, Wnuk Fausta Antonin Artaud, Charles Barbara, Charles Baudelaire, Dariusz Bednarczyk, Félicien Champsaur, Paul Compton, Ernest Dowson, Xavier Forneret, Alfred Jarry, Jean Lorrain, Octave Mirbeau, Henri de Régnier, Jean Richepin, Oscar Schmitz, Marcel Schwob, Eric Stenbock, Émile Verhaeren, Oscar Wilde, Jacek Wójciak, Farnsworth Wright, Jerzy Żuławski, Remy de Gourmont, Jane de La Vaudère, Gaston de Pawlowski
Ocena 0,0
Hynh+ 15, Wnuk Fausta Antonin Artaud, Charles Barbara, Charles Baudelaire, Dariusz Bednarczyk, Félicien Champsaur, Paul Compton, Ernest Dowson, Xavier Forneret, Alfred Jarry, Jean Lorrain, Octave Mirbeau, Henri de Régnier, Jean Richepin, Oscar Schmitz, Marcel Schwob, Eric Stenbock, Émile Verhaeren, Oscar Wilde, Jacek Wójciak, Farnsworth Wright, Jerzy Żuławski, Remy de Gourmont, Jane de La Vaudère, Gaston de Pawlowski
Okładka książki Opowiadania na tydzień. Część 4 Zygmunt Niedźwiecki, Lew Tołstoj, Iwan Turgieniew, Emil Zola, Jerzy Żuławski
Ocena 0,0
Opowiadania na tydzień. Część 4 Zygmunt Niedźwiecki, Lew Tołstoj, Iwan Turgieniew, Emil Zola, Jerzy Żuławski
Jerzy Żuławski
Jerzy Żuławski
Syn Kazimierza i Józefy z domu Gosławskiej. Urodził się i do drugiego roku życia przebywał w folwarku Lipowiec (obecnie przysiółek wsi Glinik) dzierżawionym przez jego ojca. Lipowiec w tym czasie był małym majątkiem ziemskim, obejmującym około 100 mórg (czyli ponad 50 hektarów) ornego gruntu, dom mieszkalny, zabudowania folwarczne, gumna, stajnię i owczarnie. Lata dzieciństwa późniejszy pisarz spędził w rodzinnym majątku, w Młynnem w dworku „Słomiana” pod Limanową. Majątek ten obejmował 300 morg gruntu ornego wraz z lasem. „Słomiana” – czteropokojowy dworek pomieścić musiał ośmioosobową rodzinę, Jerzy miał bowiem pięciu braci. Uczęszczał do gimnazjum w Bochni, następnie do szkoły realnej w Krakowie. Od 1892 studiował na politechnice w Zurychu, zaś od 1895 do 1898 roku na Wydziale Filozoficznym uniwersytetu w Bernie, gdzie uzyskał doktorat na podstawie rozprawy „Problem przyczynowości u Spinozy”, której streszczenie znaleźć można w roczniku „Studiów filozoficznych” z 1901 roku. Po powrocie do Polski uczył w gimnazjum w Jaśle i Krakowie. Od 1902 roku poświęcił się wyłącznie pracy literackiej. Żuławski związany był ze środowiskiem krakowskiej bohemy artystycznej, przyjaźnił się z Kasprowiczem, Przybyszewskim, Rydlem i Tetmajerem. Po 1900 dużo podróżował. Rozwijał pasję narciarza, alpinisty i taternika. Wraz z bratem Januszem 28 sierpnia 1909 dokonał pierwszego letniego wejścia na Przełączkę pod Kopą Popradzką i Smoczą Grań w Tatrach Wysokich. W 1910 roku zamieszkał na stałe w Zakopanem. Był współzałożycielem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Prowadził w willi „Łada” otwarty dom literacki, w którym gościli Witkacy, Staff, Kasprowicz, Tetmajer. Gdy wybuchła I wojna światowa, wstąpił do Legionów. Był w szeregach Strzelców, redagował pismo „Do Broni”. Po wkroczeniu Pierwszej Kompanii Kadrowej na ziemie zaboru rosyjskiego w 1914 roku przez 2 dni był komisarzem Wojsk Polskich w Książu. Był komisarzem Polskiej Organizacji Narodowej w 1914 roku. Zmarł w szpitalu wojskowym w Dębicy na tyfus brzuszny. Debiutował jako poeta w roku 1895 zbiorem Na strunach duszy mocno osadzonym w poetyce dekadentyzmu. Jego najbardziej znane utwory to trylogia science fiction dziejąca się na Księżycu (Na srebrnym globie, Zwycięzca, Stara Ziemia). Był autorem wielu zbiorów wierszy, powieści, sztuk scenicznych, rozpraw filozoficznych i estetycznych. Publikował w „Życiu”, „Młodości”, „Krytyce”, „Strumieniu”, „Chimerze”, „Słowie Polskim”. Przez pewien czas był współredaktorem „Krytyki”. Trylogia księżycowa tłumaczona na język czeski, niemiecki, rosyjski, węgierski była inspiracją dla wielu pisarzy, zarówno polskich (np. Stanisław Lem),jak i obcych. Na jej podstawie stryjeczny wnuk pisarza, Andrzej Żuławski, nakręcił film Na srebrnym globie. Jeden z jego najbardziej znanych wierszy wierszy „Do moich synów” (zaczynający się od słów: Synkowie moi/poszedłem w bój/jako wasz dziadek/a ojciec mój),został napisany w 1914 r. W 2008 roku utworzona została Nagroda Literacka im. Jerzego Żuławskiego dla najlepszych polskich utworów fantastycznych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Małe zielone ludziki Krzysztof Boruń
Małe zielone ludziki
Krzysztof Boruń
Fantastyka bliskiego zasięgu. Gdzieś w Afryce pojawia się anomalia, Vortex P. Zjawisko nieznanego pochodzenia (obcy?, natura?, ktoś z Ziemi?),wykazuje spore podobieństwo do Zony z "Pikniku...". Oddziałuje silnie na ludzką świadomość i rzeczywistość fizyczną. Z miejsca staje się ośrodkiem zainteresowania rozmaitych podmiotów życia geopolitycznego - lokalne państewka, agencje wywiadu, terroryści, naukowcy, religijni nawiedzeńcy, itp. Na tym tle mamy sensacyjną fabułę. Napisane to wszystko dość sprawnie (choć jest tu kilka mielizn, gdy autor przy pomocy bohaterów rozwlekle teoretyzuje na temat ekologii, dynamiki społeczeństw, teorii władzy i państwa, geopolityki i rozmaitych aspektów parapsychologii (dziś to śmieszy, ówcześnie był to temat modny) tudzież należałoby głębiej pomyśleć nad konstrukcja postaci),na bogato, z rozmachem. Rzecz jest dość kompleksowa, uwikłanych tu mamy wiele aspektów współczesnej rzeczywistości, i wbrew pozorom, powieść niespecjalnie się zestarzała. I choć autor nie ustrzega się chwilami banału, to nie raz i nie dwa bywa interesujący w spostrzeżeniach i celny w przewidywaniach. Ciekawe też jest uczynienie główną postacią kobiety i prowadzenie narracji z tej perspektywy. Sytuacja dość niecodzienna w zaangażowanej fantastyce tamtych czasów. Gdyby ktoś skłonił autora do pewnych skrótów i poddał tekst solidnej redakcji, mogłaby ta powieść być zaliczana do jednych z najważniejszych w dorobku polskiej fantastyki. Bo takiego np. Zajdla bije na łeb w każdym, w zasadzie, aspekcie. Zajdel jednak był o wiele prostszy w interpretacji i prostszy w ogóle, każdy łatwo odkrywał przesłanie (ten zły totalitarny ZSRR). W efekcie jego popularność była znacznie szersza. Mimo wszystko dziwi mnie nadzwyczaj niska recepcja tej pozycji w świecie miłośników fantastyki. Wysłuchałem w interpretacji Katarzyny Tokarczyk. W pierwszych chwilach jej wykonanie wydało mi się trudne do przyjęcia, jednak po krótkiej chwili przyzwyczaiłem się i słuchałem z przyjemnością. Finalnie uważam, że to była zupełnie niezła robota. Może trochę zawyżam, ale uważam, że to powieść którą warto poznać. 8/10
Fidel-F2 - awatar Fidel-F2
ocenił na81 rok temu
Senni zwycięzcy Marek Oramus
Senni zwycięzcy
Marek Oramus
Przeczytawszy komentarze pod tą książką odnoszę wrażenie, że niektóre osoby tracą przyjemność z czytania, jeżeli nie można czytać szybko, szybko się dowiedzieć, co dalej w fabule. Jeżeli twórca stosuje różne zabiegi, żeby nas rozruszać, może warto się podjąć tej zabawy. Przecież czytelnik też musi coś robić. Nie bądźmy leniuchami! Gorąco polecam nie upadać na duchu pomimo narastającej dezorientacji trwającej ze dwa pierwsze rozdziały. Oramus stworzył niewielki, ale całkiem bogaty światek przypominający panopticum i warto tam zajrzeć. Sposób narracji wielu tutejszym czytelnikom nie przypadł do gustu, a mnie akurat tak. ^^ Język powieści jest raczej surowy, a autor co jakiś czas wprowadza własne terminy, jak nazwy zjawisk, których znaczenia wcale nie objaśnia, czy przedmiotów, których wcale nie opisuje. Jest to nieco dysturbujące, szczególnie na początku książki, kiedy po prostu chcemy się dowiedzieć, co się tu w ogóle dzieje! Wówczas należy (nie upadając na duchu) mocno skupić wzrok na kontekście i silniej zagrzechotać wyobraźnią. Jest ogromne pole to interpretacji. Każdy czytelnik zobaczy coś innego, ale czy to nawet nie ciekawiej? :) Z kolei, kiedy autor pokazuje nam daleki wszechświat albo wizje czy sny bohaterów, zastępuje zwyczajny język niemal prozą poetycką. Sama "tkanka" tekstu potrafi zmienić jakość książkowej rzeczywistości na iluzoryczną i jest to odczuwalne. Jakby się założyło do czytania okulary innego koloru. :) A jeżeli chodzi o „poszatkowane sceny”, na które wielu tutejszych czytelników narzeka, to uważam ich (scen, rozumie się) wzajemne przenikanie za jednen z najfajnieszych zabiegów w książce! Nie zdarza się to wcale tak często. Miło było czasem w zaskoczeniu przyglądać się temu jednemu zdaniu spajającemu dwie różne sceny i rozczytywać w nim jednym nałożone na siebie dwa obrazy. Ale żeby to zobaczyć, trzeba przystanąć. Nie bądźmy leniuchami!
gośka - awatar gośka
oceniła na69 miesięcy temu
Człowiek Plus Frederik Pohl
Człowiek Plus
Frederik Pohl
Podbój kosmosu to jedna z tych gałęzi nauki, ekonomii i pokonywania ludzkich słabości, która interesuje chyba w mniejszym lub większym stopniu każdego. W okresie zimnej wojny kosmiczny wyścig był elementem walki – ideologicznej, technologicznej a także światopoglądowej. Rządy głównie USA i ZSRR prześcigały się w tym co kto zrobi pierwszy – co dość ciekawe, do czasu misji Apollo 11 wyścig ten wygrywał Związek Sowiecki. Pierwszy sztuczny satelita? Sputnik-1. Pierwsza żywa istota w kosmosie? Łajka. Pierwsze udane lądowanie na innym niż Ziemia ciele niebieskim? Łuna 9. Obsesja Amerykanów żeby w końcu przegonić Rosjan była ogromna. Podobnie jest w powieści Frederika Pohla. Chociaż brzmi kusząco, Człowiek Plus to nie nazwa nowego programu społecznego wprowadzanego na terenie Rzeczpospolitej. Człowiek Plus to główny bohater książki Pohla – cyborg, ulepszony człowiek, a w zasadzie maszyna z ludzkimi elementami. Główną osią fabuły Człowieka Plus jest wyścig i założenie kolonii na Marsie. Ziemia, przeludniona, zniszczona, targana konfliktami i wciąż będąca w zimnej wojnie, stoi w punkcie zwrotnym. Albo coś się zmieni, ludzie zaczną podbijać kosmos – albo zniszczą się na swojej rodzimej planecie. Amerykanie wymyślają więc program, który ma na celu założenie stałej kolonii na Czerwonej Planecie. Zbiegiem okoliczności w centrum tego programu staje Roger Torraway – krajowy bohater, który z przerażeniem dowiaduje się, że po śmierci swojego przyjaciela musi zostać poddany fizycznym zmianom, żeby przystosować jego ciało do życia na Marsie… Człowiek Plus to ciekawa historia. To opowieść o poświęceniu, o tym jak wiele jesteśmy w stanie oddać, żeby zrealizować wizję i plany swojego państwa. To opowieść o zdradzie, o tym jak bardzo ludzie, którzy nas otaczają nie doceniają tego poświęcenia, któremu się poddaliśmy, jak bardzo chcą nas wykorzystać i zostawić, kiedy cel został już spełniony. To opowieść o niewierności, o ludzkiej głupocie, o fałszywych przyjaciołach. O samotności. Ale to też opowieść o nadziei. O ratunku. O wielkich czynach. O miłości odkrytej i wielkiej. O Bogu. A także o maszynach, które budują świadomość.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na78 miesięcy temu
Arsenał Marek Oramus
Arsenał
Marek Oramus
Książki o pierwszym kontakcie to z jednej strony stała w literaturze sci-fi, z drugiej jednak zawsze będzie to loteria – czy autor czegoś nie powieli? Czy to będzie świeże spojrzenie? Czy da się jeszcze coś nowego w tej kwestii napisać, czy to już tylko mielenie tego samego schematu i temat raczej został wyczerpany? Marek Oramus bierze się za bary z problemem pierwszego kontaktu w swojej drugiej książce pt. Arsenał. Czy jest w tej pozycji coś nowego i ekscytującego? Tytułowy Arsenał to sonda kosmiczna w kształcie chmury i pyłu, która przybywa w okolice gazowych gigantów. Dociera do niego ekspedycja z Ziemi a do kontaktu z Arsenałem zostaje wytypowany Adam Nyad – buntownik i kabotyn, który początkowo staje w poprzek kapitana statku. Szybko jednak okazuje się, że Ci najbardziej podporządkowani są przez sondę ignorowani, a to Adam wydaje się najbardziej ciekawą dla Arsenału postacią. Oramus w Arsenale przedstawia kilka problemów na wielu płaszczyznach. Po pierwsze mamy tutaj problem wspomnianego pierwszego kontaktu – jak może przebiegać, czego możemy się spodziewać i jak to się może skończyć. Po drugie, są tu rozważania na poziomie religijnym - czy i jak intepretować to co dzieje się w kontaktach pomiędzy Adamem a Arsenałem. Ile jesteśmy w stanie poświęcić, żeby udobruchać obcą cywilizację? Wątki religijne zostały mi zresztą potwierdzone przez samego autora. Adam i Arsenał prowadzą ze sobą pojedynek myślowy – intelektualny. Zacierają się tutaj granice rzeczywistości. Nie wiemy często, gdzie zaczyna się fantazja a zaczyna prawdziwy świat przedstawiony. Ogromna moc Arsenału cały czas grozi spustoszeniem umysłu Adama, który staje się pośrednikiem pomiędzy obcą cywilizacją a Ziemią. Ludzie z góry natomiast skazani są na porażkę – Arsenał uznaje ich za słabych w ich materialnych powłokach, których powinni się pozbyć. Arsenał nie jest najłatwiejszą lekturą, czasami można było się zgubić w wątkach, chociaż pytanie czy nie taki był cel autora powieści – wywołać zamieszanie równie duże które przeżywał Adam? Warto pamiętać, że przy walce z taką siłą, przegrana jest nieunikniona. Pytanie jest, co z tej klęski wyniknie.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na71 miesiąc temu
Arka Adam Wiśniewski-Snerg
Arka
Adam Wiśniewski-Snerg
Czytanie Snerga jest trochę jak podróż surrealistycznym tramwajem. Widzisz tory i przystanek, stajesz na nim, przyjeżdża tramwaj, ale nie dociera na przystanek, tylko nad rzekę. I w sumie wydaje się, że już zaczynasz rozumieć, o co chodzi – skaczesz, wsiadasz i okazuje się, że to przystanek odjeżdża. Z jednej strony to niesamowita umiejętność oddać tak duszący i zniewalający obraz dzikiej niesamowitości – bo tego nie udało się nawet Philipowi K. Dickowi. Ale z drugiej, wejście w tak absurdalny obraz sprawia, że zarówno fabuła, jak i ciąg przyczynowo-skutkowy zanikają. Łowienie sensu w tej opowieści zamienia się w nurkowanie w głębiny absolutnego odmętu – co momentami może być przyjemne. Mamy tu miejscami nielichą przejażdżkę przez fascynujące koncepcje z pogranicza filozofii, psychologii, seksuologii. Wywody ilustrowane są na niezwykle wnikliwym poziomie analitycznym – ich głębia i perspektywa raz odstraszają, a raz przyciągają. Jednak w pewnym momencie czytelnik musi zadać sobie pytanie: czy to obraz snuty przez geniusza, którego można zrozumieć tylko w kontekście absurdyzmu PRL-u, świata, gdzie w minutę cała historia i rzeczywistość mogą się zmienić bez najmniejszego powodu – czy raczej wizja szaleńca, którego udręczone zmysły skaczą z tematu na temat pozornie bez udziału logiki? „Arka” jawi się dla mnie jako gorzka wizja życia w świecie wariatów i bycia zmuszonym do uczestnictwa w zbiorowej hekatombie samoistnego absurdu. Jest z jednej strony wołaniem o pomoc i sens, a z drugiej – psychologicznym horrorem człowieka, który nie może już odnaleźć sensu w otaczającej go rzeczywistości. Widać w tym herosie, podejmującym raz za razem próbę narzucenia swojej wizji realności innym, pewne odbicie samego Snerga. Można dostrzec tu również niezwykle głębokie i podświadome rozdarcie pomiędzy jego światem a światem wszystkich, którzy go otaczają. Dla autora nie ma jednak pociechy w czymś wyższym czy lepszym od ludzi – w jego zimno logicznym świecie nie ma miejsca nawet na sztuczny absolut. Ważne jest też to, że choć pozornie na koniec bohater otrzymuje upragnione ukojenie, pozostaje ono dla odbiorcy niepełne, a może nawet oszukańcze. https://www.instagram.com/p/DN767t9iDNz/?utm_source=ig_web_copy_link&igsh=MzRlODBiNWFlZA==
Klaudiusz Książki-Koniecznej - awatar Klaudiusz Książki-Koniecznej
ocenił na64 miesiące temu
Tylko cisza Bohdan Petecki
Tylko cisza
Bohdan Petecki
Książka ma ciekawy pomysł na "zielony ład". Położyć ludzkość na 80 lat do łóżka. W tym czasie każdy zestarzeje się o jedną noc. Bo tak to miałoby wyglądać - hibernacja przez 80 lat. Jako że to science fiction, to akceptuję i możliwości hibernacji ludzi i pola siłowe, z których można zbudować dowolne cokolwiek (w tym i gigantyczne hibernatory). Podróże kosmiczne także. Ale co mnie najbardziej szczypie w tej opowieści to takie rzeczy w których sf kompletnie nie zadziała, bo nie może. Połóżmy spać w jedną noc - bo takie ma być założenie -całą ludzkość. Całą.. Nie jedno miasto, ale wszystkie miasta, miasteczka, wsie i przysiółki na całej Ziemi. Jakby każdego wyposażyć w osobisty hibernator w jego mieszkaniu- to OK - da się to jakoś zsynchronizować. Ale nie - autor postanowił by ludzie udali się do wyznaczonych miejsc, by tam ich pousypiać. W żadnym science fiction nie da się tego zrobić, w ciągu jednej nocy. Załóżmy że na jednego pacjenta trzeba poświęcić jedną minutę by go uśpić, a tych pacjentów do jednego hibernatora jest 1 milion (to nie jest nawet 1% populacji). Wyszło mi że trzeba by zużyć na to 2 lata (bez żadnych przerw, bez żadnych zastojów, problemów). To jest założenie że ten milion ludzi już jest na miejscu usypiania - i każdy grzecznie po kolei kładzie się, robią hokus-pokus i już jest zahibernowany. Sprawa następna - nie wiem skąd autorowi przyszło do głowy, że dyżur przy tym hibernatorze może odbywać tylko jeden człowiek na raz, do tego przez 20 lat, bez możliwości kontaktu z innymi strażnikami, przy innych hibernatorach? Ludzie co do zasady są relacyjni i potrzebują towarzystwa, choćby przez moment, na zasadzie "Cześć, co słychać, jak leci?". Skoro główny bohater jest wyposażony we wszystko co jest konieczne do przeżycia (w tym świecie SF ma praktycznie dostęp do wszystkiego co potrzebne, za wyjątkiem kilku rzeczy, o których zaraz będzie),więc niejako zminimalizowane jest niebezpieczeństwo rywalizacji o zasoby. Skoro zostawiają go samego, to dlaczego nie dali mu dostępu do zbiorów książek, muzyki i filmów? Sam bohater się nad tym zastanawia, po czym sobie odpowiada, że to byłoby bez sensu bo by musiał sobie odtwarzać w kółko tylko archiwalne zasoby, co mogłoby doprowadzić do jakiejś kołowacizny, wariactwa. Głupszego argumentu nie można było wymyśleć? W TV, w radiu (zwłaszcza w czasach gdy powstała ta książka) w koło Macieju odtwarzane są wielokrotnie te same utwory (muzyka, filmy, seriale) i ludzie jakoś dają radę. Książki jak są szczególnie fajne, też można czytać wielokrotnie. Jego 10 lat nie było na Ziemi, więc 10cio letnie zasoby były by dla niego nowością przez przynajmniej pierwsze 10 lat, a na następne mogłyby być jakieś starocie i powtórki z pierwszego 10-lecia. To tylko z pozoru mało ważne, ale te zasoby pomogłyby mu w walce z samotnością i "dzwoniącą" ciszą, rutyną i.. nudą. O których autor jakoś zapomniał.
Peter - awatar Peter
ocenił na71 miesiąc temu
Retrogenetyka i inne opowiadania Kir Bułyczow
Retrogenetyka i inne opowiadania
Kir Bułyczow
Doskonały zbiorek opowiadań jednego z najlepszy pisarzy fantastyki radzieckiej. W tym zbiorku większość opowiadań należy do cyklu guslarskiego. Naturalnie zawsze, jak to w zbiorach bywa, jedne opowiadania podobają się bardziej inne mniej. Ja tam lubię je wszystkie, ale zdecydowanie moimi faworytami są "Sztuka rzucania piłki" oraz "Parowóz dla cara". Pierwsze jest najdłuższym opowiadaniem zbioru. Bułyczow świetnie w nim powiązał "realistyczną obserwację obyczajową" z fantastyką, okraszając "dobrotliwą satyrą". To bardzo rosyjskie opowiadanie ale w swym ładunku emocjonalnym przypomina amerykańskie filmy o zawodach. Tym bardziej, że mowa jest o koszykówce. "Parowóz dla cara" zawiera świetne spostrzeżenie - dzisiaj korzystamy z dóbr cywilizacji nawet nie mając pojęcia o zasadach ich działania. Większość z nas, będąc przeniesiona do przeszłości, próbując wyjaśnić zasady ich działania, równie dobrze mogłaby opowiadać bajki. Współcześnie, pewien pan napisał: "Dostatecznie zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii" i chociaż wiemy, że to technika a nie magia... nie potrafimy ogarnąć zasady jej działania. no magia :) Czytanie Bułyczowa, zawsze wprawia mnie w melancholijny nastrój, jest on bardzo rosyjskim pisarzem. Ale jakby mnie spytać co takiego bardzo rosyjskiego jest w jego literaturze... powiedziałbym: przeczytaj sam/sama :P
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na84 lata temu
Demon ruchu Stefan Grabiński
Demon ruchu
Stefan Grabiński
Najsłynniejszy tytuł polskiej grozy wszechczasów (nawet nie ma o czym dyskutować),tak naprawdę jedyny światowej klasy przyczynek polski do literatury gatunku, zbiór na wskroś oryginalnych, powiązanych ze sobą tak otoczeniem (specyficzny romantyzm otaczający kolej żelazną na początku XX wieku) jak i tematycznie (mania, obsesja ruchu i pędu, przekraczanie granic życia i śmierci). Nikt wcześniej nigdzie nie pisał w takim stylu, nie potrafił wywołać takiego nastroju, trochę rozlewnego liryzmu niczym z nokturnów Chopina, trochę mroku i osnutej mgłą (i parą z lokomotyw) tajemnicy. KAŻDY fan grozy MUSI nie tylko znać, ale posiadać w swych domowych zbiorach, ten niewielki tomik. + Jak wspomniałem, naczelnym tematem spinającym kolejne opowiadania “Demona Ruchu” jest szczególna obsesja kolejowa, połączenie uwielbienia dla jazdy pociągami, samej instytucji kolei, oraz fascynacji dzikim pędem, niekończącym się ruchem. Głęboka, obsesyjna miłość tkwi w sercu starego, kalekiego dróżnika, który odnawia i utrzymuje w sprawności martwy odcinek toru (“Głucha Przestrzeń”). Podobna miłość, tęsknota do jazdy pociągiem zmusza ubogiego (nie stać go na drogie bilety kolejowe) urzędnika do wysiadywania na dworcach i fantazjowania o podróżach w szeroki świat (“Wieczny Pasażer”). Obłęd związany z ruchem wywołany przezeń, przenika myśli maszynisty (“Maszynista Grot”),pędzącego skradzioną lokomotywą na zatracenie, ten sam obłęd prowadzi do morderstwa bohaterów opowiadań “W Przedziale” czy tytułowego “Demona Ruchu” (choć tutaj mamy do czynienia raczej ze szczególną, “demoniczną" metaforą). Granice między życiem i śmiercią, temat, który Grabiński przejął od samego E.A. Poego stanowią temat słynnego “Ślepego Toru”. Oto grupa podróżnych dobrowolne decyduje się pozostać w pędzącym na zatracenie pociągu, by poznać tajemnicę skrywaną poza granicami powszedniości. Tę samą metaforę - śmierć jako przystanek na drodze do poznania Niepoznanego, zawiera opowiadanie “Dziwna Stacja”. Temat świadomości istniejącej poza granicami życia podejmuje również “Ultima Thule”, romantyczna opowieść o przyjaźni dwu kolejarzy “Ultima Thule”, przyjaźni, która przetrwa śmierć. Trzecia grupa tematyczna, skupiająca uwagę Grabińskiego to kolejowe katastrofy, tragiczne i często niesamowite okoliczności do nich prowadzące. Oto kolejarz bada tzw. “Fałszywe alarmy”, nieprawdziwe informacje telegraficzne zapowiadające katastrofy na torach. Pewnego dnia jednak nadmierne zaufanie do opracowanej metody przyniesie tragiczny rezultat. W “Błędnym Pociągu” dochodzi do czołowego zderzenia składu kolejowego z widmowym pociągiem. W pamięci fana grozy najdłużej pozostaną dwa opowiadania najlepsze w całym “Demonie Ruchu”; przewrotny, złowrogi "Smoluch" z samospełniającą się przepowiednią katastrofy, i klasyczna, bardzo zgrabna ghost story “Sygnały”, w której upiór dróżnika bezskutecznie usiłuje ostrzec żywych przed tragedią. + Łącząc wszystkie utwory wspólnym mianownikiem uzyskał Grabiński niezwykły efekt spójności artystycznej, powodując, że, jak to często bywa, całość jest większa od sumy części składowych. Stąd największe wrażenie robi "Demon Ruchu" czytany w wydaniach całościowych. Wszystkie teksty ujmują pięknem języka, śmiałością wyobraźni Autora i tym niezwykłym dziś romantyzmem kolejowym. Aż trudno sobie dziś wyobrazić tak niezwykłe, fantastyczne podejście do czegoś tak na pozór przyziemnego jak jazda pociągiem. Ot, wsiadamy w Pendolino i za parę godziny jesteśmy u celu. Cały "romantyzm" to czy gdzieś w polu nie staniemy i się na spotkanie nie spóźnimy....
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na101 miesiąc temu
Droga do science fiction. Od Gilgamesza do Wellsa Herbert George Wells
Droga do science fiction. Od Gilgamesza do Wellsa
Herbert George Wells Jonathan Swift Juliusz Verne Edgar Allan Poe John Mandeville Rudyard Kipling Ambrose Bierce Henry Rider Haggard Nathaniel Hawthorne Edward Bellamy
Przeczytałem książkę "Droga do science fiction. Od Gilgamesza do Wellsa" i muszę przyznać, że była to dla mnie lektura pełna kontrastów. Choć idea ukazania początków literatury science fiction była intrygująca, większość zawartych tu tekstów nie wzbudziła mojego większego zainteresowania. Archaiczność pierwszych dzieł sprawiła, że trudno było mi zaangażować się w te historie. Teksty takie jak fragmenty "Utopii" Tomasza More’a czy "Miasta Słońca" Tommasa Campanelli były dla mnie bardziej historyczną ciekawostką niż czymś, co naprawdę mnie poruszyło. Brakowało im tej lekkości i wyobraźni, którą kojarzę z gatunkiem science fiction w jego nowoczesnym wydaniu. Dopiero opowiadanie H.G. Wellsa, "Gwiazda", wywarło na mnie prawdziwe wrażenie. W porównaniu z wcześniejszymi utworami w zbiorze było świeże, dynamiczne i pełne emocji. Wells, jako prekursor współczesnego sci-fi, pokazał w nim ogromną wyobraźnię, a jednocześnie dotknął tematów uniwersalnych, takich jak potęga natury i kruchość człowieka wobec kosmosu. To właśnie dla takich opowiadań warto sięgnąć po tę książkę. Podsumowując, choć niektóre teksty były dla mnie trudne w odbiorze, "Gwiazda" H.G. Wellsa wynagrodziła mi tę podróż przez historię science fiction. Poleciłbym tę książkę osobom, które interesuje rozwój gatunku i które chcą zrozumieć, skąd się wywodzi współczesne science fiction – nawet jeśli czasem będzie to wymagało odrobiny cierpliwości.
Lucyferus - awatar Lucyferus
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Na srebrnym globie: Rękopis z Księżyca

Więcej

Bo dzieła ludzkie są jak ludzie sami: żyją lub umierają. Dzieło, które żadnej zmiany w niczyjej świadomości nie powoduje, jest martwe.

Bo dzieła ludzkie są jak ludzie sami: żyją lub umierają. Dzieło, które żadnej zmiany w niczyjej świadomości nie powoduje, jest martwe.

Jerzy Żuławski Na srebrnym globie Zobacz więcej

(...)je­stem wpraw­dzie czło­wie­kiem sta­rym, ale by­naj­mniej nie Sta­rym Czło­wie­kiem.

(...)je­stem wpraw­dzie czło­wie­kiem sta­rym, ale by­naj­mniej nie Sta­rym Czło­wie­kiem.

Jerzy Żuławski Na srebrnym globie Zobacz więcej

Tylko serce moje znaczy uderzeniami każdą cząstkę doby, a kiedy je zapytam, która jest godzina, odpowiada niezmiennie, że jest godzina nieukojonej tęsknoty, a kiedy je zapytam, ile tych godzin upłynęło, odpowiada tylko: Za dużo! za dużo!

Tylko serce moje znaczy uderzeniami każdą cząstkę doby, a kiedy je zapytam, która jest godzina, odpowiada niezmiennie, że jest godzina nieuk...

Rozwiń
Jerzy Żuławski Na srebrnym globie Zobacz więcej
Więcej