
Ozland. Przestrzeń jest wszystkim

- Kategoria:
- reportaż
- Format:
- papier
- Seria:
- Seria Reporterska
- Data wydania:
- 2024-10-30
- Data 1. wyd. pol.:
- 2024-10-30
- Liczba stron:
- 580
- Czas czytania
- 9 godz. 40 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788366778665
Kraina, czyli Country, jest dla australijskich Tradycyjnych Właścicieli najważniejsza: wszystko dla niej, o niej, dzięki niej.
Ozland to opowieść o Australii.
O miłości do swojego miejsca na ziemi.
O łasych pelikanach skuszonych przez terra incognita, czyli dziki, niczyj ląd zamieszkany przecież od dziesiątek tysięcy lat przez najstarszą, nadal istniejącą kulturę na świecie.
O ekscentrycznych Europejczykach omamionych gorączką złota i polowaniach na warkoczyki Chińczyków.
O Starych Ludziach wykradzionych z miejsc wiecznego spoczynku na potrzeby europejskiej nauki i muzealnych wystaw.
O walce z przemysłem wydobywczym i o katastrofie klimatycznej, przez którą każdego roku giną miliony zwierząt.
O tym, że – jak wierzą Rdzenni Australijczycy – jedno wypływa z drugiego i wszystko jest jednością.
Aby opowiedzieć o jakimś miejscu, trzeba w nim żyć, stać się jego częścią, nie wystarczy wpaść na rok lub dwa lata. Agnieszka Burton, mieszkająca od dwudziestu lat w Melbourne, zdziera z mapy Down Under, Oz, Edenu, Elizjum wypolerowaną warstwę lucky country. Powłokę nagromadzoną na australijskiej historii od czasów kolonizacji. Pisze o dwóch Australiach, bo oto spod angielskich nazw geograficznych wychodzą te rdzenne. Między płotami farmerskich stacji wiją się pradawne Ścieżki Śnienia, na mapie wykwitają żółte kropki w miejscach kolonialnych masakr. Dla Pierwszych Narodów przestrzeń od zawsze była źródłem mądrości i darzyły ją one nieskończonym szacunkiem, podczas gdy przybyli na okrętach biali chcieli ją posiąść i sobie podporządkować. Za wszelką cenę.
Burton pojechała na daleki Outback, do tasmańskich lasów deszczowych, do zrujnowanego miasteczka, które w czasach gorączki złota było „królową zachodu”. Spędziła godziny na „przędzeniu słów” z Pierwszymi Narodami. Wysłuchała opowieści o skradzionych kościach Przodków i Skradzionych Pokoleniach, o drzewach narodzin, drzewach kajakach i drzewach przewodnikach, o językach, które trzeba obudzić, o nieustępliwych ekowojownikach, o duchach, spirits, widmach, o prastarych Śnieniach i gwiazdach, które pokazują ludziom, jak żyć, aby nie zniszczyć Krainy.
Ponieważ ludzie nie posiadają Krainy – to ona posiada ludzi.
Kup Ozland. Przestrzeń jest wszystkim w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Ozland. Przestrzeń jest wszystkim
Poznaj innych czytelników
242 użytkowników ma tytuł Ozland. Przestrzeń jest wszystkim na półkach głównych- Chcę przeczytać 187
- Przeczytane 50
- Teraz czytam 5
- Posiadam 11
- 2025 5
- Reportaż 4
- Australia 4
- Reportaże 3
- Do kupienia 3
- Literatura faktu 2






























OPINIE i DYSKUSJE o książce Ozland. Przestrzeń jest wszystkim
Książka szczególnie polecana osobom, które niedługo planują odwiedzić Australię. Daje więcej perspektywy do tego co za chwilę zobaczycie na własne oczy. Kwestia rdzennych mieszkańców to motto przewodnie tej pozycji. Ale odwiedzając np centralną Australię zrozumiecie, że ta niezabliźniona rana boli do dzisiaj.
Książka szczególnie polecana osobom, które niedługo planują odwiedzić Australię. Daje więcej perspektywy do tego co za chwilę zobaczycie na własne oczy. Kwestia rdzennych mieszkańców to motto przewodnie tej pozycji. Ale odwiedzając np centralną Australię zrozumiecie, że ta niezabliźniona rana boli do dzisiaj.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTen reportaż to wstrząsający, wielowątkowy portret Australii, który z chirurgiczną precyzją odsłania warstwy krzywd zadanych rdzennej ludności przez kolonizatorów. Agnieszka Burton w „Ozland. Przestrzeń jest wszystkim” nie tworzy kolejnej laurki o krainie kangurów; zamiast tego otrzymujemy bezkompromisowe studium zniszczenia kultury, tradycji oraz środowiska naturalnego, które przez dziesiątki tysięcy lat pozostawało w harmonii z Pierwszymi Narodami. Autorka pokazuje, jak „nasz” krąg kulturowy, uzbrojony w chciwość i poczucie wyższości, dokonał systematycznej dewastacji zasobów i wiedzy, których znaczenia nawet nie próbował zrozumieć.
Książkę oceniam na 8/10. To lektura, podczas której – jak trafnie zauważasz – „nóż otwiera się w kieszeni”. Największym atutem publikacji jest sposób, w jaki Burton łączy wątki ekologiczne z socjologicznymi. Pokazuje, że niszczenie aborygeńskich świętych miejsc pod budowę kopalń to nie tylko problem lokalny, ale globalna tragedia utraty dziedzictwa ludzkości. Autorka z ogromnym szacunkiem oddaje głos rdzennym mieszkańcom, pozwalając im opowiedzieć o traumie skradzionych pokoleń i o tym, jak zachodnia ignorancja bezmyślnie zniszczyła skomplikowane systemy zarządzania ziemią, które chroniły ten kontynent przed pożarami i suszą przez wieki.
Dlaczego ten reportaż boli i fascynuje?
Wielowątkowość: Burton płynnie przechodzi od historii kolonizacji do współczesnych problemów politycznych i ekologicznych.
Demaskowanie mitów: Książka brutalnie rozprawia się z mitem „cywilizowania” dzikiego lądu, pokazując go jako proces systemowego rabunku.
Głęboka analiza: Autorka tłumaczy, że dla Aborygenów „przestrzeń” to nie tylko grunt, ale żywa mapa pamięci, pieśni i praw, które kolonizatorzy po prostu zadeptali.
[Zdjęcie przedstawiające surowy, czerwony krajobraz Outbacku kontrastujący z przemysłową infrastrukturą kopalnianą]
Najbardziej uderzająca w tej lekturze jest wszechobecna chciwość, która stała u podstaw każdej decyzji osadników. Burton punktuje momenty, w których krótkowzroczność i brak szacunku do lokalnej mądrości doprowadziły do nieodwracalnych zmian w ekosystemie. To reportaż, który zmusza do wstydu, ale i do głębokiego zastanowienia nad tym, ile jeszcze jako „cywilizacja zachodnia” jesteśmy w stanie zniszczyć w imię postępu.
Ten reportaż to wstrząsający, wielowątkowy portret Australii, który z chirurgiczną precyzją odsłania warstwy krzywd zadanych rdzennej ludności przez kolonizatorów. Agnieszka Burton w „Ozland. Przestrzeń jest wszystkim” nie tworzy kolejnej laurki o krainie kangurów; zamiast tego otrzymujemy bezkompromisowe studium zniszczenia kultury, tradycji oraz środowiska naturalnego,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNieco przysługi, ale ciekawie i wielowątkowo przedstawiony reportaż o Australii, przede wszystkim o zniszczeniu kultury, tradycji, środowiska oryginalnych mieszkańców przez kolonizatorów. Nóż się w kieszeni otwiera przy czytaniu o tym jak nasze środowisko kulturowe wykazało się całkowitą ignorancją, brakiem szacunku i chciwością, bezmyślnie dewastując wiedzę i zasoby które formowały się przez tysiące lat.
Nieco przysługi, ale ciekawie i wielowątkowo przedstawiony reportaż o Australii, przede wszystkim o zniszczeniu kultury, tradycji, środowiska oryginalnych mieszkańców przez kolonizatorów. Nóż się w kieszeni otwiera przy czytaniu o tym jak nasze środowisko kulturowe wykazało się całkowitą ignorancją, brakiem szacunku i chciwością, bezmyślnie dewastując wiedzę i zasoby które...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZmęczyła mnie ta książka, nie dobrnąłem do końca. Liczyłem na szerszą perspektywę i opowieść o Australii a nie o historii eksterminacji rdzennej ludności Australii. Może kiedyś wrócę gdy zabraknie prądu w czytniku.
Zmęczyła mnie ta książka, nie dobrnąłem do końca. Liczyłem na szerszą perspektywę i opowieść o Australii a nie o historii eksterminacji rdzennej ludności Australii. Może kiedyś wrócę gdy zabraknie prądu w czytniku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnakomity reportaż o Australii napisany przez "białą", w dodatku naszą rodaczkę mieszkającą od wielu lat w Melbourne.
Lektura tej książki odrobinę przypominała mi inny reportaż też Polki, pani Joanny Gierak-Onoszko o Kanadzie pt. "27 śmierci Toby’ego Obeda", w której mamy nakreśloną niemalże identyczną historię wymordowania rdzennej ludności przez białych osadników.
Ozland jest szczegółową i dokładnie przeprowadzoną analizą nie tylko kwestii masowej eksterminacji ludności aborygeńskiej, ale też problemów związanych z gospodarką, polityką , społecznością i tożsamością Australii.
Autorka nie boi się przyznać, że nie zawsze i wszędzie była mile widziana. To, co zastanawia i przeraża jednocześnie, to fakt zacierania, wypierania czy po prostu nieznajomości prawdziwej i jednocześnie tragicznej historii, przez białych mieszkańców tego kraju w Oceanii.
Na mnie największe wrażenie zrobiła opowieść o zmasowanym handlu i kradzieży ludzkich szczątków dokonywanych przez naukowców, turystów i innych wszelkiej maści złoczyńców, co woła o pomstę do nieba.
Wielowymiarowa i wielowątkowa opowieść, którą momentami czyta się jak najlepszej klasy thriller czy horror. Przeraża indolencja władz australijskich, tumiwisizm i inne temu pochodne zachowania.
Świetnie oddany klimat przestrzeni, zaśpiewywanie, teoria ras, opium, gorączka złota, kolonialne masakry graniczne, obrońcy Aborygenów, budzenie języków- to tylko niektóre z wielu, tematów zawartych w tym arcyzajmującym reportażu pani Burton.
Ciekawostki:
kiedyś było 250 odmian języków, którymi posługiwała się rdzenna ludność Australii
Istnieje 700 odmian eukaliptusa
Aborygeni- to określenie obraźliwe.
Reportaż czyta się bardzo dobrze, widać, że autorka zrobiła porządny research, utrzymując dobry poziom językowo i merytorycznie. Fascynująca, emocjonująca i mocno angażująca czytelnika wyprawa w nieznane tereny australijskiej krainy.
Gorąco polecam
Znakomity reportaż o Australii napisany przez "białą", w dodatku naszą rodaczkę mieszkającą od wielu lat w Melbourne.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLektura tej książki odrobinę przypominała mi inny reportaż też Polki, pani Joanny Gierak-Onoszko o Kanadzie pt. "27 śmierci Toby’ego Obeda", w której mamy nakreśloną niemalże identyczną historię wymordowania rdzennej ludności przez białych...
Zaskakująco dobra książka o Australii, a głównie o Aborygenach i ich obecnej walce o własne prawa.
Niestety, autorka nie uniknęła też emocji i pewnego rodzaju tabloidyzacji treści przekazywanej, np. gdy opisywała sytuację poszukiwania przez rząd Australii miejsca na składowisko odpadów nisko- i średnio- radioaktywnych (jednym zdaniem: tych z przychodni i szpitali: rękawiczek, odczynników po chemioterapii itd.) przyrównując sytuację do testowania bomb jądrowych na terenie tego kontynentu.
Zaskakująco dobra książka o Australii, a głównie o Aborygenach i ich obecnej walce o własne prawa.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety, autorka nie uniknęła też emocji i pewnego rodzaju tabloidyzacji treści przekazywanej, np. gdy opisywała sytuację poszukiwania przez rząd Australii miejsca na składowisko odpadów nisko- i średnio- radioaktywnych (jednym zdaniem: tych z przychodni i szpitali:...
Sięgnęłam po "Ozland" wiedząc tylko tyle, że jest to książka o Australii. Zaczęło się od lekkiej konsternacji : "Czy to będzie tylko o Aborygenach?" , a skończyło na: "Ok, ale wróćmy do Aborygenów.", kiedy była mowa o białej Australii. Książka bardzo przejmująca, napisana pięknie i z ogromną wrażliwością.
Sięgnęłam po "Ozland" wiedząc tylko tyle, że jest to książka o Australii. Zaczęło się od lekkiej konsternacji : "Czy to będzie tylko o Aborygenach?" , a skończyło na: "Ok, ale wróćmy do Aborygenów.", kiedy była mowa o białej Australii. Książka bardzo przejmująca, napisana pięknie i z ogromną wrażliwością.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOgromne literackie rozczarowanie.
Ogromne literackie rozczarowanie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWięcej recenzji na blogu KRYTYCZNYM OKIEM
---
Otwierając debiutancki reportaż Agnieszki Burton, miałem trochę mieszane uczucia. Ten gatunek literacki w takiej objętości zwykle staje się książką przegadaną albo niepotrzebnie dygresyjną. A jednak to, że narracja Burton jest długa, broni się na różne sposoby. Przede wszystkim nie można zwięźle i skrótowo opisać kontynentu australijskiego, bo zrobi się mu krzywdę wybiórczością. W dłuższej formie autorka umiejętnie skomponowała wszystko to, co dynamizuje reportaż: bezpośrednio przytaczane rozmowy, fakty historyczne przedstawiane jako anegdoty lub śmiertelnie poważne opowieści, wielowątkowość i umiejętność pokazania, jak niesamowicie różnorodna jest Australia. Rozmaite cytaty, fragmenty listów, tekstów źródłowych, głosy innych, własne komentarze. A wszystko, by pokazać, jak bardzo ta ziemia tętni życiem, w którym wiele jest zła, niesprawiedliwości, niespełnienia, rozczarowań i często niemych buntów. Poza tym Burton wie, jak wprowadzić świetny balans między detalem a przestrzenią. Wszystko tu bowiem rozgrywa się między intymnymi i drobiazgowymi historiami a potęgą odległości, które autorka przemierza wielokrotnie – także tam, gdzie asfalt zamienia się już w czerwony piach.
„Czy ta książka będzie o sprawach przyjemnych?” – zadają reportażystce pytanie Australijczycy. Ano nie będzie. Dlatego tak bardzo mi się spodobała. Dała mi świadomość tego, że o miejscu, które się kocha, można pisać nie przez pryzmat tego, za co się je kocha, lecz przede wszystkim o tym, że kocha się pomimo. Po dwuletniej emigracji w Islandii marzy mi się napisanie opowieści, która zedrze lukier z tego kraju i daleka będzie od turystycznych folderów, które pokazują to, co ma przyciągać uwagę, turystów oraz ich pieniądze. Kraj, który ja wybrałem do emigracji, nie ma aż tak okrutnej i przemilczanej historii jak Australia, jednakże takie opowieści jak „Ozland” – skądkolwiek by pochodziły – są dowodem wielkiego uczucia do miejsca, którego ciemne strony odsłania się przede wszystkim po to, by lepiej zrozumieć, a tym samym pokochać.
Sama Burton sygnalizuje swoją niepewność, czy ona, emigrantka o białym kolorze skóry, która na co dzień mieszka w Melbourne, czyli w absolutnie nieprzystającym do dzikiej Australii miejscu (o którym zresztą również opowiada i także rzeczy niewygodne, na przykład to, dlaczego mieszkańcy kiedyś wstydzili się swojego miasta i na jakich upokorzeniach je zbudowano),ma prawo zabrać głos i zdecydowanie opowiadać o mrocznych kartach historii kontynentu. Aborygeni twierdzą, że „biała Australia ma czarną historię”. Agnieszka Burton chce przyjrzeć się odcieniom tej czerni, opowiedzieć o nich z drobiazgowością, która przechodzi czasem w swobodną dygresyjność. Ale najcenniejsze w tym reportażu jest pokazywanie Australii, która nie tyle się siebie wstydzi, ile przede wszystkim wiele o sobie nie wie. Wymazywanie historii, wprawność w zapominaniu, niechęć do wzięcia odpowiedzialności za okrucieństwa wyrządzone na tej ziemi i tej ziemi – ten syndrom jest tu pokazany w kilku aspektach. Australijski język angielski lubi ponoć skróty. Burton na skróty nie pójdzie. Nie tylko dlatego, że poświęci wiele czasu i energii, by wędrować po australijskich bezdrożach. Także dlatego, że gotowa jest – po wielu latach emigracji – przedstawić wizerunek krainy Oz w sposób chwilami bezkompromisowy, jednakże zawsze odważnie szczery.
Burton nie interesują biali Australijczycy, którzy wiodą spokojne i bardzo często dostatnie życie w nowoczesnych miastach, poza które rzadko wyjeżdżają. Autorkę interesuje ziemia, w którą wsiąkała kiedyś krew mordowanych autochtonów. Przyroda poddawana okrucieństwu zmian klimatycznych. Aktywiści, którzy chcą zrobić coś dla krzewienia aborygeńskiej kultury i języka, walczą z przemysłem, nieczułością państwa wobec natury, są gotowi do poświęceń w imię spraw, które dla licznych Australijczyków są nieistotne. „Ozland” jest reportażem pełnym zaskakujących, czasem szokujących, niejednokrotnie brutalnych i przejmująco prawdziwych opowieści. Odnieść można wrażenie, że Agnieszka Burton chce znaleźć się i znajduje wszędzie tam, gdzie pojawiają się jakieś punkty zapalne, toczy się żywy konflikt. Ktoś usiłuje walczyć o dobro kontynentu, który brytyjscy przybysze po prostu sobie przywłaszczyli. Nie interesuje jej dzisiejsza australijska duma narodowa (choć o niej też jest mowa),lecz intencje ludzi oblewających w święto narodowe czerwoną farbą pomniki kapitana Cooka, którzy przywiózł na kontynent australijski tak zwaną cywilizację.
Najbardziej przejmujące według mnie opowieści znajdują się na początku tej książki. Między innymi o kradzieżach szczątków autochtonów, o rasistowskich i ksenofobicznych naukowcach przyglądających się aborygeńskim czaszkom z poczuciem wyższości. Burton przedstawia także historie polskich badaczy oraz odkrywców, którzy znaleźli się w Australii, patrząc na nią z obcej perspektywy. Nikt przez wieki nie mógł zrozumieć, że ten odległy ląd oraz jego mieszkańcy mają własną tożsamość. To na niej skupiają się poszukiwania prawdy Burton. To dla zrozumienia prawdziwej australijskiej tożsamości jest gotowa pokonywać tysiące kilometrów, by w jakimś prowincjonalnym miasteczku porozmawiać o istotnej sprawie, która absorbuje być może tylko samą Burton. Ale być może zaabsorbuje jej czytelnika. Bo to reportaż o tym, jak trudno jest w dzisiejszej Australii żyć ludziom, którzy mają świadomość bycia obywatelami kraju z ponad czterystoma miejscami masakr. Oraz o tych, którzy o tym kompletnie nie mają pojęcia albo nie chcą w to uwierzyć.
Okrucieństwo ludzi przedstawiane przez Burton wpływa również na kształt kontynentu, z którego chce się wydobywać dobra materialne, zmniejszać odległości za pomocą nowoczesnych rozwiązań komunikacyjnych, deprecjonować rolę natury i tkwić w przekonaniu, że to nie brak szacunku do niej, lecz utylitarność współczesnego życia wymaga podejmowania wielu drastycznych kroków. Wszystko wokół mitów, opowieści o zmarłych, wspominania smutnych historii szeptem, ale też wokół głośnych protestów, których niewielu słucha i pewnie niewielu ludzi założyłoby koszulki z napisem „Mieszkam na skradzionej ziemi”, które to autorka dostrzega na nastolatkach podczas jednej z akcji protestacyjnych.
Wszystkie przejmujące fakty, jak już wspomniałem, Burton łączy z narastającą niepewnością, czy to, jaki materiał przygotowuje, jest słuszne, i czy ma do tego prawo. Wielu aborygeńskich rozmówców nie chce nawiązywać kontaktu. Agnieszka Burton nie uzyska odpowiedzi na wiele pytań. Bywa ignorowana, ale jest konsekwentna w działaniu. Znajduje fascynujących rozmówców, jak na przykład kobietę, która przez dłuższy czas w ramach protestu mieszkała między gałęziami drzewa eukaliptusowego. Ale to książka wielowymiarowa także dlatego, że jest o podróży, przemierzaniu przestrzeni, lecz również o tworzeniu filozofii, określaniu mitów i o mitotwórczej sile opowieści rdzennych mieszkańców Australii. Symbolika drzew, wieloznaczność pojęcia „pożar”, pokazywanie znaczeń słowa „język”, w końcu opowieść o tym, jak szybko zapomina się ludzką podłość. Australia w tej książce fascynuje różnorodnością, także tą metafizyczną. Jednakże również różnorodnością krzywd, jakich zaznała. Dla których Burton szuka wyjaśnienia albo stara się po prostu przedstawić niewygodne fakty. Długi, lecz dynamiczny i bardzo spójny reportaż.
Więcej recenzji na blogu KRYTYCZNYM OKIEM
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to---
Otwierając debiutancki reportaż Agnieszki Burton, miałem trochę mieszane uczucia. Ten gatunek literacki w takiej objętości zwykle staje się książką przegadaną albo niepotrzebnie dygresyjną. A jednak to, że narracja Burton jest długa, broni się na różne sposoby. Przede wszystkim nie można zwięźle i skrótowo opisać kontynentu...
Porywajacy reportaz! Istna uczta dla fanow dobrego reportazu. Moze byc niewygodna dla apologetow Australii. POLECAM!
Porywajacy reportaz! Istna uczta dla fanow dobrego reportazu. Moze byc niewygodna dla apologetow Australii. POLECAM!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to