Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne

- Kategoria:
- historia
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2024-06-26
- Data 1. wyd. pol.:
- 2024-06-26
- Liczba stron:
- 400
- Czas czytania
- 6 godz. 40 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788381518567
Nowa książka Mirosława Tryczyka. Po wydaniu w 2015 roku Miast śmierci autor dotarł do nowych informacji, poszerzył swoje badania i odnalazł nieznane wcześniej konteksty. Powstała niniejsza pozycja – uzupełniona, zmieniona, poszerzona.
Szczuczyn, Jasionówka, Wąsosz, Radziłów, Jedwabne to tylko niektóre miasteczka i wsie, w których w latach 1941–1942 dochodziło do pogromów ludności żydowskiej – tym tragiczniejszych, że dokonywanych przez sąsiadów.
Autor przebadał wiele akt spraw sądowych wytoczonych sprawcom pogromów po wojnie, zeznania świadków, żydowskie księgi pamięci spisane przez ocalałych, dokumentacje postępowań prowadzonych przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, meldunki i raporty z kraju przygotowywane dla rządu polskiego w Londynie, a także archiwa niemieckie i sowieckie.
Na tej podstawie buduje prawdziwy obraz tragicznych wydarzeń i analizuje związki pomiędzy obecną w prasie i życiu społecznym ideologią narodową, nacjonalistyczną i antysemicką a wystąpieniami antyżydowskimi z roku 1941. Wiele uwagi poświęca procesowi powojennego ukrywania i fałszowania prawdy o polskim udziale w holokauście.
Stanowi to punkt wyjścia do pogłębionych rozważań nad źródłami oraz przejawami postaw antysemickich w Polsce z okresu drugiej wojny światowej, oraz szerzej – nad kondycją ludzką. Wydarzenia przedstawione w tej książce to przerażający przykład tego, do czego zdolni są zwykli ludzie, jeśli uzbroi się ich w odpowiednią ideologię i da – choćby milczące – przyzwolenie na zbrodnię.
Niezwykle ważna książka. Temat, obok którego nie można przejść obojętnie. Wydarzenia, o których nie wolno zapomnieć.
Mirosław Tryczyk (ur. 1977) – doktor nauk humanistycznych, w latach 2015–2017 był pracownikiem naukowym Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. W roku 2019 Muzeum Historii Żydów Polskich Polin wyróżniło go nominacją przyznawaną osobom, organizacjom lub instytucjom działającym na rzecz ochrony pamięci o historii polskich Żydów. Autor m.in. książek Miasta śmierci (Wydawnictwo RM, 2015) i Drzazga (Znak, 2020).
Kup Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne
Poznaj innych czytelników
90 użytkowników ma tytuł Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne na półkach głównych- Chcę przeczytać 61
- Przeczytane 26
- Teraz czytam 3
- Posiadam 3
- 2024 2
- Historia 2
- Żydzi 1
- E-book 1
- NwB 1
- Ebooki 1








































OPINIE i DYSKUSJE o książce Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne
Książka dobrze udokumentowana, czyta się z zapartym tchem. Natomiast moim zdaniem wątek nadzorczej lub kierowniczej roli Niemców został nieco spłycony. Nie ma w niej na przykład prawie nic na temat możliwej wyprzedzającej infiltracji lokalnych środowisk nacjonalistycznych przez wywiad niemiecki, a przecież wiadomo że przed konfliktem niem.-ros. coś takiego musiało się dziać. Jest ledwie jedna ALE JAKŻE ZNACZĄCA wypowiedź na ten temat: jeden ze świadków mówi, że z nieznanych powodów polscy narodowcy wiedzieli od której strony przyjadą Niemcy, tzn. z nieoczywistego kierunku, od strony Łomży.
Poza tym, brak kontekstu geograficznego, czyli pokazania jak blisko była granica z Niemcami. To ważne, bo mimo wszystko podobnych wystąpień antyżydowskich nie było z takim natężeniem na innych ziemiach polskich.
Autor trochę zawężająco przyjmuje, że ewentualne niemieckie sprawstwo kierownicze polegałoby na obecności Niemców w czasie mordowania Żydów. Pytanie, czy tak i tylko tak może objawić się to kierownictwo.
Inna sprawa. trochę niesprawiedliwie potraktowano polską ludność, która nie brała w tym udziału. Otóż w każdej miejscowości mamy max. kilkunastu Polaków bijących i mordujących, co wynika z przytaczanych akt sądowych. Wiemy, że Ci "aktywni" spędzali do pomocy tych biernych. Ale jak się czuli ci bierni, co myśleli - nie ma nic. To trochę niesprawiedliwe, zważywszy że jakiś nieznany oficer Wehrmachtu, który wstrzymał mord w Jasieniówce, jest wzmiankowany w książce kilka razy (nie tylko w rozdziale dot. tej miejscowości). Dałoby się znaleźć jeszcze kilka takich wątków.
Przeczytać warto, ale moim zdaniem jest to pozycja raczej dla osób trochę obytych w tej tematyce.
Książka dobrze udokumentowana, czyta się z zapartym tchem. Natomiast moim zdaniem wątek nadzorczej lub kierowniczej roli Niemców został nieco spłycony. Nie ma w niej na przykład prawie nic na temat możliwej wyprzedzającej infiltracji lokalnych środowisk nacjonalistycznych przez wywiad niemiecki, a przecież wiadomo że przed konfliktem niem.-ros. coś takiego musiało się...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOglądaliście oscarową "Idę" polski film, w którym m.in. poruszany jest temat pogromów żydowskich w Polsce? A może "Pokłosie" Władysława Pasikowskiego? Jaką macie wiedzę na temat Jedwabnego? A wiecie, że Jedwabne, to tylko jedno z miejsc, gdzie miały miejsce ohydne zbrodnie na Żydach? Czego Was, a właściwie mnie też nauczono o pogromach? Kto był oprawcą? Niemcy? Zastanawialiście się, dlaczego to jest kolejny temat zamiatany przez historię pod dywan? Dlaczego obywatele polscy mieszkający na terenach pogromów nie chcą o tym rozmawiać, a przy bardziej zdecydowanym naciskaniu, by opowiedzieli, co działo się w czasie wojny na terenach, gdzie mieszkają, stają się nawet agresywni?
Pytań mogę mnożyć tysiące. I pewnie zastanowicie się, jaka jest odpowiedź? Prosta, to człowiek człowiekowi zgotował ten los! Ale kim był ten człowiek? Czy jesteście w stanie przyjąć wiedzę, że to Polacy mordowali Żydów i to w niezwykle okrutny sposób, nie oszczędzając dzieci, nawet tych najmniejszych, gwałcąc kobiety, grabiąc mienie... Nie obruszajcie się na mnie! Weźcie książkę Mirosława Tryczyka i ją przeczytajcie! I wróćcie do postawionych przeze mnie pytań. Kilku bohaterów wykreowanych w ostatnich latach, ma plamy na swojej biografii.
Przytoczę jeden fragment z książki. Jest to część wypowiedzi Wioletty Walewskiej, urodzonej w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w Radziłowie, której rodzina zamieszkuje tę miejscowość od kilku pokoleń (Przełamać milczenie, Karta 2016, nr 89): "To polscy sąsiedzi z Radziłowa mordowali Żydów — przecież każdy to wie, ale nikt się do tego nie przyzna. Świadome zniekształcanie pamięci o Żydach jest złem. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej dla nas samych, a przede wszystkim dla przyszłych pokoleń. Moje dorastało w niewiedzy. Nieświadomie wzięliśmy udział w zmowie milczenia, która trwa tu nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat. Miejmy odwagę w końcu rozliczyć się z przeszłością."
Tusz na karty historii, by były nieczytelne, wylewali i wciąż to robią środowiska prawicowe, które były zaangażowane do bólu w wydarzenia związane z pogromami, tuszowali komuniści w PRL, bo to nie uchodziło by Polak, był winny takich zbrodni, a wielu oprawców było w milicji i członkami partii, i wreszcie mieszkańcy, którzy, jak pisze autor, zbudowali swoje majątki na grabieży żydowskich biznesów, mieszkań, warsztatów rzemieślniczych.
Miejmy odwagę rozliczyć się z pogromami, z historiami żołnierzy pracujących w kopalniach węgla na Śląsku, w kopalniach uranu czy kamieniołomach, rozliczmy się jeszcze z kilkoma innymi sprawami, które wciąż leżą pod dywanami.
Dla mnie "Miasta Pogromów" to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce znaleźć odpowiedź na pytania, na które podobno odpowiedzi nie ma lub jak to uczeni w piśmie mówią, są to sprawy skomplikowane i delikatne.
Oglądaliście oscarową "Idę" polski film, w którym m.in. poruszany jest temat pogromów żydowskich w Polsce? A może "Pokłosie" Władysława Pasikowskiego? Jaką macie wiedzę na temat Jedwabnego? A wiecie, że Jedwabne, to tylko jedno z miejsc, gdzie miały miejsce ohydne zbrodnie na Żydach? Czego Was, a właściwie mnie też nauczono o pogromach? Kto był oprawcą? Niemcy?...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiasta pogromów. Nie tylko Jedwabne", to rzetelne świadectwo budzącej wciąż duże emocje, niełatwej historii naszego kraju. To książka odważna, prowokująca do refleksji nad tym, jakie mechanizmy prowadzą do przemocy i nienawiści. Pozycja ta oparta jest o szczegółowe badania. Mirosław Troczyk dowodzi, że pogromy ludności żydowskiej miały miejsce nie tylko w Jedwabnem, znanym szerokim gremiom, ale też w innych miejscowościach, takich jak Szczuczyn, Jasionówka, Wąsosz czy Radziłów. Autor analizuje dokumenty, fotografie, zeznania świadków zebrane w aktach sądowych. Nie unika trudntch pytań, ani bolesnych wniosków, ale też nie stosuje uproszczeń. Przedstawia tragiczne wydarzenia, jako konsekwencje splotów społeczno-ekonomicznych, kulturowo-religijnych i politycznych. Ujawnia, jak lokalna społeczność, często sąsiedzi brali udział w mordowaniu ludności żydowskiej. Rozważa motywy, które mogły pchnąć do tak brutalnych zbrodni, wskazując na różnorakie czynniki - np.: długotrwały antysemityzm, kolaboracja, czy chęć zawłaszczenia żydowskiego majątku. Mimo, że książka jest zbiorem dowodów i ma charakter dokumentalny, to angażuje czytelnika na tyle mocno, że trudno oderwać się od lektury.
To wymagająca pozycja, pewnie nie dla każdego, choćby ze względu na drastyczne opisy zbrodni. Ale dla tych, którzy chcą poznać prawdę - trudną i smutną prawdę, to lektura obowiązkowa.
Bardzo gorąco polecam!
IG: strona.insta
Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne", to rzetelne świadectwo budzącej wciąż duże emocje, niełatwej historii naszego kraju. To książka odważna, prowokująca do refleksji nad tym, jakie mechanizmy prowadzą do przemocy i nienawiści. Pozycja ta oparta jest o szczegółowe badania. Mirosław Troczyk dowodzi, że pogromy ludności żydowskiej miały miejsce nie tylko w Jedwabnem,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWychowujemy się wśród opowieści o Polakach-bohaterach, którzy walczyli o swoją wolność na polach bitwy oraz ratowali innych ryzykując własne życie. Z uporem powtarza się nam, kto w czasie drugiej wojny był tym złym czy kto przyniósł pomoc i okazał się wrogiem, a przy tym gloryfikuje się nasz naród. Jeśli już o jakiś zbrodniach się wspomina, to niechętnie i z zrzuceniem sprawczości na kogoś innego. Tyle że DZISIAJ już wiemy, że nie tak to wyglądało. Że Polacy dla korzyści czy przyjemności robili źle, że między innymi pogrom Żydów stał się dla nich polem do ogromnego okrucieństwa, z którego łatwo po wojnie mogli się wytłumaczyć, wybielić własne działanie, nawet udawać, że nie miało to miejsca. Świadkowie zasznurowali usta w obawie przed zemstą i jedynie w czterech ścianach bezpiecznego domu przekazywane były opowieści.
Poza „Pokłosiem“, które wywołało sporo kontrowersji, jako że podkopało martylologię narodu polskiego, temat okrucieństwa, jakie Polacy wyrządził swoim sąsiadom, nie bywa wspominany. Gdzieś przewija się temat Jedwabnego, ktoś kojarzy historię „tej stodoły“, ale przecież wszystko to wina nazistów. To wygodny mit, który niewiele miał wspólnego z prawdą.
Badając zeznania z powojennych rozpraw, rozmawiając z ludźmi, zbierając wspomina — Mirosław Tryczyk skupił się na zaledwie kilku miejscowościach, by w pełni ukazać grozę wydarzeń, o których chciano zapomnieć. W jego historii to Polacy są tymi, co zabijają, gwałcą i wykazują się niepojętym okrucieństwem, a to wszystko bez pomocy nazistów. Gdzieś między tym wszystkim przewijają się osoby, które Żydom pomagają lub które nie uczestniczą w pogromie, wykazują bierność, jaka najwyraźniej jest podejściem najbliższym współczucia (nie chcę oceniać, naprawdę nie chcę, ale podczas czytania fragmentów zeznań frustracja we mnie rosła i rosła),ale skala masowych mordów jest zbyt ogromna, by jakkolwiek złagodzić historię.
Autor nie zamieścił w tekście nazwisk najgłośniejszych oprawców, by zbrodnie nie decydowały o życiu ich potomków. Postarał się jednak o zamieszczenie jak największej ilosci śladów po ofiarach. Decyzja dla każdego do indywidualnej oceny, ale co istotne — w całości czytelnik łatwo może się pogubić, stracić połączenia, bo tyle osób przez tekst się przewija. To jednak normalne dla tego typu literatury. Co jest w nim najważniejsze wychodzi na pierwszy plan (próba ukazania niewygodnej prawdy) i nic poza tym się nie liczy. Dla jednego „Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne“ będzie trudne do przeczytania pod względem literackich, dla drugiego będzie pod tym kątem przyjemną przeprawą (sama jestem gdzieś pomiedzy),ale byłoby dobrze dla naszego społeczeństwa, by każdy choć spróbował się zmierzyć z tym tekstem, z chociaż jego fragmentami.
Książka Tryczyka jest merytoryczna i to jest jej celem. Nie będzie to najlepsza literatura faktu tego roku, nawet miesiąca, może co najwyżej tygodnia (akurat nie mojego),ale to, co ukazuje? To już zalicza się do czegoś koniecznego i ważnego. Czegoś, na co czekałam, odkąd temat udziału Polaków w prześladowaniach został na lekcjach w szkole potraktowany po macoszemu.
Psst, poprzednie wydanie książki spotkało się z krytyką pod względem dobierania źródeł do tezy.
Książka pochodzi z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Wychowujemy się wśród opowieści o Polakach-bohaterach, którzy walczyli o swoją wolność na polach bitwy oraz ratowali innych ryzykując własne życie. Z uporem powtarza się nam, kto w czasie drugiej wojny był tym złym czy kto przyniósł pomoc i okazał się wrogiem, a przy tym gloryfikuje się nasz naród. Jeśli już o jakiś zbrodniach się wspomina, to niechętnie i z zrzuceniem...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMirosław Tryczyk postanowił nieco pozmieniać swoją książkę wydaną kilka lat temu, aby najwyraźniej przypodobać się nowym politycznym trendom w naszym kraju. Co więcej, zdecydował się na ten zabieg mimo miażdżącej recenzji ze strony zawodowych historyków, bo sam autor jest tak naprawdę filozofem. Doktorzy Marcin Urynowicz i Krzysztof Persak zrównali wówczas "Miasta gniewu" z ziemią, wytykając autorowi selektywny dobór źródeł i bezkrytyczne cytowanie różnych opinii potwierdzających z góry przyjętą tezę.
Najbardziej absurdalnie wypada próba wybielenia Niemców. Autor pisze nawet, że na całe szczęście pojawili się oni w rejonie Podlasia, a także przekonuje o istnieniu wówczas dobrych Niemcach pomagających Żydom. Wspomina również o Żydach biegających po pomoc do Niemców, chociaż zarazem w przypadku Polaków wszelkie rozmowy z Niemcami są dowodem ich kolaboracji i chęci ułożenia się z okupantem w celu eksterminacji Żydów... Coś tu się trochę nie klei, panie Tryczyk.
Nie mówiąc już o tym, że nawet trudno mówić o autorstwie tej pracy. Filozof po prostu wkleja pasujące mu relacje i fragmenty dokumentów, od siebie dokładając niewiele. Zazwyczaj jego autorski wkład pojawia się, kiedy trzeba krytykować popularność nacjonalizmu wśród przedwojennych Polaków.
Jednym słowem książka jest totalnym nieporozumieniem, ale oczywiście z racji krytyki Polaków i wybielania Niemców Tryczyk na pewno znajdzie całą masę odbiorców, zwłaszcza wśród lewicowo-liberalnego salonu.
Mirosław Tryczyk postanowił nieco pozmieniać swoją książkę wydaną kilka lat temu, aby najwyraźniej przypodobać się nowym politycznym trendom w naszym kraju. Co więcej, zdecydował się na ten zabieg mimo miażdżącej recenzji ze strony zawodowych historyków, bo sam autor jest tak naprawdę filozofem. Doktorzy Marcin Urynowicz i Krzysztof Persak zrównali wówczas "Miasta...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPamiętam moment, kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po książki autorstwa J.T. Grossa. Nie zapomnę też pierwszej projekcji filmu „Pokłosie”. I choć stosunek Polaków wobec Żydów w tych tekstach kultury obnaża najgorsze, wprost nieludzkie odruchy, nie sposób wymazać z pamięci scen pogromów w nich przedstawionych. Podobnie jest z najnowszą książką autorstwa Mirosława Tryczyka pt. „Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa RM. Obrazów utrwalonych na kartach tej książki nie pozbędziecie się z pamięci przez długie lata.
Tryczyk wychodzi poza znany Nam z literatury obszar Jedwabnego. Prowadzi Nas swoją narracyjną drogą przez białostockie wsie i miasteczka, a ściślej przez Szczuczyn, Jasionówkę, Wąsosz i Radziłów, by skończyć swoją książkową opowieść w miejscu, gdzie zaczęła się narracja o polskim pogromie Żydów. Jedwabne urasta tu do rangi miasta symbolu, będącego początkiem i końcem tragedii podlaskich Żydów.
Ci, którzy znają poprzednią książkę Tryczyka pt. „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów” odnajdą w „Miastach pogromów” uzupełnienie znanych już faktów i aktualizację badań autora nad pogromem Żydów na terenie Białostocczyzny. Dla czytelników, którzy nie mieli do tej pory styczności z prozą Tryczyka, lektura tej książki może być bolesnym i szokującym doświadczeniem. Jej wartość naukowa i społeczna jest jednak nie do przecenienia. Obala ona bowiem wszelkie mity stworzone po II wojnie światowej przez Polaków chcących zatrzeć ślady dokonanych zbrodni. Dzięki tej pozycji wiemy na pewno, że za pogromami ludności żydowskiej latem 1941 roku nie stali wyłącznie naziści a wychowani w duchu nacjonalistycznym Polacy.
„Miasta pogromów” to lektura, którą trzeba sobie dawkować. Ogrom żydowskiego cierpienia przedstawiony w tej książce przeraża i przytłacza. Kradzieże, gwałty i morderstwa dokonane przez Polaków zostały na kartach tej książki zrekonstruowane za sprawą zeznań ich świadków, uczestników wydarzeń a także tych, którym udało się ocalić życie. Ten stosunkowo niewielki zbiór faktów przyczynił się do powstania pozycji, która skutecznie próbuje wszystkie ofiary podlaskich pogromów ocalić od zapomnienia.
Pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po książki autorstwa J.T. Grossa. Nie zapomnę też pierwszej projekcji filmu „Pokłosie”. I choć stosunek Polaków wobec Żydów w tych tekstach kultury obnaża najgorsze, wprost nieludzkie odruchy, nie sposób wymazać z pamięci scen pogromów w nich przedstawionych. Podobnie jest z najnowszą książką autorstwa Mirosława Tryczyka pt....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne" Mirosława Tryczyka to niesamowicie przytłaczająca i szokująca lektura. Lecz mimo to jest ważna i bardzo, bardzo potrzebna.
Nie wolno nam zapomnieć o miastach i miasteczkach, w których wydarzyły się tak przerażające rzeczy.
Ja co nieco słyszałam o kilku przypadkach opisanych przez autora z opowiadań dziadka, lecz byłam wtedy dzieckiem i przyznam się, że nie bardzo chciało mi się słuchać, zwłaszcza, że w szkole na lekcjach historii uczyło się całkiem inaczej...
Jakiś czas temu gruchnęła prawda o tym, co Polacy zrobili w Jedwabnem, lecz później próbowano to wszystko wyciszyć. Mirosław Tryczyk mówi też o innych miejscowościach.
Opisane i udokumentowane wydarzenia z tej książki, to przykłady tego, do czego mogą być zdolni są zwykli i na co dzień nawet dobrzy ludzie, jeśli uzbroi się ich w odpowiednią ideologię i da – choćby milczące – przyzwolenie na zbrodnię.
Szczuczyn, Jasionówka, Wąsosz, Radziłów, Jedwabne to tylko niektóre miasteczka i wsie, w których w latach 1941–1942 dochodziło do pogromów ludności żydowskiej – tym tragiczniejszych, że dokonywanych przez sąsiadów.
"Przed wieczorem można było rozmawiać z polskim sąsiadem o zbliżających się żniwach albo o cieleniu się krowy, po zmroku zaś ten sam Polak z grupą mu podobnych napadał na żydowski dom i katował całą rodzinę."
Autor nie podaje w swej książce nazwisk polskich sprawców, poznamy tylko nazwiska postronnych świadków składających zeznania oraz ofiar żydowskich.
Okazuje się, że Polacy jeszcze przed wybuchem II wojny światowej prowadzili jakby "wojnę domową" z ludnością żydowską. Czy to z zawiści, czy tak po prostu ze zwykłej złośliwości, trudno powiedzieć. W każdym razie nawet obecnie przedstawia się tylko tych Polaków, którzy pomagali Żydom, a o tych tych, co ich mordowali, nie mówi się wcale.
Wychodzi na to, że w czasie wojny nie byliśmy wyłącznie ofiarami. Jest to wręcz niewiarygodne, że Polacy tłamszeni przez okupanta hitlerowskiego, mogli dokonywać tak makabrycznych czynów. Nie brakowało wśród naszych rodaków takich, co chętnie znęcali się nad jeszcze słabszymi od siebie.
"Zbrodnie w badanych miejscowościach już trwały, gdy zjawiali się w nich Niemcy, którzy albo wyrażali zadowolenie z zastanej sytuacji i dawali Polakom wolną rękę w dalszym rozprawianiu się z Żydami, a potem wyjeżdżali ,by dokonać podobnych pacyfikacji gdzie indziej, albo wspierali mord, jak w Grajewie i Rajgrodzie."
"Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne" to ponura historia miast polskiej hańby. Książka ukazuje nam to, że ludzie, aby uratować własne życie lub dla zdobycia władzy czy majątku, byli w stanie odbierać życie innym. A wszystko to w katolickim kraju, w bardzo religijnym regionie...
Książka trudna, zapadająca w pamięć głęboko, rzucająca czarny cień na Polaków. Mimo to trzeba ją czytać i poznawać całą prawdę, nie tylko te fragmenty, które są dla nas wygodne.
Tym bardziej, że nie ma w tej książce domysłów lub przypuszczeń. To niemal praca naukowa i bardzo dobrze udokumentowana.
Zastanawiam się po lekturze tej książki nad tym, dlaczego ludzi są zdolni do tak okrutnych czynów? Dlaczego ciągle jesteśmy niejako napuszczani jedni na drugich? Do czego to może nas w przyszłości doprowadzić? Czemu wielu ludziom zależy na tym, żeby ciągle siać zło?
POLECAM.
A szczególnie tym wszystkim, którzy głoszą fałszywe teorie, że podczas wojny wszyscy Polacy tylko ratowali żydów. Wszyscy pewnie chcielibyśmy żeby tak było. Ale to nieprawda.
Dziękuje Pani Edycie z Wydawnictwa RM za możliwość poznania tej niesamowitej książki.
"Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne" Mirosława Tryczyka to niesamowicie przytłaczająca i szokująca lektura. Lecz mimo to jest ważna i bardzo, bardzo potrzebna.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wolno nam zapomnieć o miastach i miasteczkach, w których wydarzyły się tak przerażające rzeczy.
Ja co nieco słyszałam o kilku przypadkach opisanych przez autora z opowiadań dziadka, lecz byłam wtedy dzieckiem...
Bardzo dobrze udokumentowana praca naukowa. Prawie 200 przypisów do pierwszego rozdziału robi wrażenie. Podobnie w kolejnych. Szata graficzna która jest niezwykle ciekawa a przede wszystkim treść. Odpowiadająca na najważniejsze pytania dotyczące pogromów z 1941 czyli "kto zabił", "kto miał motyw", "sposobność" . No i dobrze się czyta jak reportaż non-fiction a nie pracę naukową. Wciąga i wywołuje skrajne emocje!
Bardzo dobrze udokumentowana praca naukowa. Prawie 200 przypisów do pierwszego rozdziału robi wrażenie. Podobnie w kolejnych. Szata graficzna która jest niezwykle ciekawa a przede wszystkim treść. Odpowiadająca na najważniejsze pytania dotyczące pogromów z 1941 czyli "kto zabił", "kto miał motyw", "sposobność" . No i dobrze się czyta jak reportaż non-fiction a nie pracę...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIG:ksiazki_wloczykija
Książka, która zapada w pamięć jak cień na ścianie.
Mirosław Tryczyk wraz ze swoją nową książką, która jest jak lodowaty podmuch w gorący dzień – mrozi krew w żyłach i nie pozwala przejść obojętnie. "Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne" to tytuł, który powinien znaleźć się na liście lektur obowiązkowych każdego, kto pragnie zrozumieć mroczne zakamarki ludzkiej natury i historii.
Od Wąsoszy po Jedwabne
Tryczyk w swojej książce nie tylko kontynuuje ścieżkę wytyczoną przez "Miasta śmierci", ale także ją poszerza, niczym rzeka wylewająca z brzegów. Szczuczyn, Jasionówka, Wąsosz, Radziłów, Jedwabne – to nie tylko nazwy na mapie, ale miejsca, gdzie dochodziło do niewyobrażalnych tragedii. Autor wnikliwie analizuje nie tylko wydarzenia, ale także przyczyny i konteksty społeczne, które doprowadziły do pogromów.
Skarbnica dokumentów i świadectw
Autor, jak doświadczony archeolog, wydobywa z cienia zapomnienia akta sądowe, zeznania świadków, żydowskie księgi pamięci i wiele innych dokumentów. Każda strona książki to cegiełka w monumentalnym pomniku pamięci ofiar. To, co Tryczyk odkrywa, układa się w przerażający fresk zbrodni i ludzkiej obojętności, którego kontury rysują się coraz wyraźniej z każdym kolejnym akapitem.
Książka jest jak lustro, które odbija mroczne zakamarki ludzkiej duszy. Tryczyk pokazuje, jak narodowa, nacjonalistyczna i antysemicka ideologia lat 40. XX wieku mogła zmienić zwykłych ludzi w oprawców. To przestroga, że pod powierzchnią codzienności czają się demony, które mogą zostać uwolnione w odpowiednich warunkach.
Jednym z najważniejszych wątków książki, jest analiza powojennego ukrywania i fałszowania prawdy o polskim udziale w Holokauście. Tryczyk odsłania mechanizmy, które miały zamieść pod dywan niewygodną prawdę. Ta książka to swoisty akt oskarżenia wobec tych, którzy chcieli zapomnieć, wymazać, zatuszować.
"Miasta pogromów" to nie tylko dokumentacja tragicznych wydarzeń, ale także głęboka refleksja nad kondycją ludzką. Autor zmusza nas do zadania sobie pytania: co sprawia, że zwykli ludzie stają się zdolni do zbrodni? Czy odpowiednia ideologia i społeczne przyzwolenie wystarczą, aby zasiać ziarno zła?
Ta książka to swoisty krzyk pamięci, apel do sumienia współczesnych. Tryczyk stworzył dzieło, które nie tylko dokumentuje przeszłość, ale także uczy nas, jak ważne jest pamiętanie i refleksja nad historią.
IG:ksiazki_wloczykija
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka, która zapada w pamięć jak cień na ścianie.
Mirosław Tryczyk wraz ze swoją nową książką, która jest jak lodowaty podmuch w gorący dzień – mrozi krew w żyłach i nie pozwala przejść obojętnie. "Miasta pogromów. Nie tylko Jedwabne" to tytuł, który powinien znaleźć się na liście lektur obowiązkowych każdego, kto pragnie zrozumieć mroczne zakamarki...
„W sierpniu 1941 faszyści zamordowali 800 osób narodowości żydowskiej, z tych 500 osób spalili w stodole. Cześć ich pamięci”.
Taki napis widnieje na tablicy upamiętniającej pogrom Żydów w Radziłowie. Nie tylko tam. Takie tablice ze wskazaniem na faszystów albo wręcz z pominięciem sprawców to efekt narracji po 2000 roku, „w której należało sprawców tych pogromów portretować bez jakichkolwiek emblematów partyjnych, poglądów politycznych oprócz antysemickich oraz bez żadnej przynależności organizacyjnej, a co najważniejsze – bez przeszłości”.
A już na pewno narodowościowej, czyli polskiej.
Pod pojęciem „faszyści” miano rozumieć pogromowy motłoch, „którego głównym motywem miała być nieposkromiona chciwość, żądza mordu oraz chęć dokonania grabieży i zemsty za »żydowską kolaborację« z komunistami w latach 1939-1941 i latach wcześniejszych”.
Autor takiej mistyfikacji i zakłamaniu historii się sprzeciwił.
Chciał „temu stanowczo zaradzić i poinformować opinię publiczną o całej złożoności pogromowej w takich miejscowościach, jak Szczuczyn, Goniądz, Jasionówka, Radziłów, Wąsosz, Brańsk itd., oraz wyjść dzięki temu z zaklętego kręgu nierozstrzygalnych wątpliwości kumulujących się »wokół Jedwabnego«.” Przedstawić prawdę w publikacji „Miasta śmierci” w 2015 roku, dającą szansę „na szczęśliwe zakończenie sporów i sformułowanie jakichkolwiek satysfakcjonujących wniosków, a w efekcie na uporanie się z traumami wyniesionymi przez potomków i bliskich ofiar, a także przez potomków sprawców”.
Zapłacił za to wysoką cenę.
Pisząc – „Okres, w jakim książka się ukazała, polityka historyczna państwa polskiego, która w latach 2015-2023 była promowana w kraju, destrukcyjna działalność instytucji powołanych do jej budowania, wreszcie chęć wykazania się przed ówczesną władzą ludzi usłużnych – wszystko to sprawiło, że wrogość, z jaką się zetknąłem, przekroczyła wszelkie akceptowalne granice. W jej efekcie byłem dwa razy wyrzucany z pracy, zetknąłem się wielokrotnie z pomówieniami, alienacją środowiskową, z ostracyzmem, z czymś, co z braku lepszych określeń można by nazwać mową nienawiści kierowaną pod moim adresem”.
Jednak się nie poddał.
Nadal zbierał materiały, badając akta spraw sądowych wytoczonych sprawcom pogromów po wojnie, studiował dokumentację komisji oraz archiwów niemieckich, sowieckich i IPN, czytał zeznania świadków żydowskich, polskich, niemieckich i rosyjskich, wspomnienia ocalałych z zagłady oraz publikacje tematyczne. Ich pełny wykaz autor umieścił w bardzo obszernych: indeksie, przypisach i bibliografii umieszczonych na końcu książki. To pozwoliło mu na poznanie nowych faktów, odkrycie nieznanych dokumentów i pozyskanie kolejnych informacji, które spowodowały wydanie nowego opracowania.
Jednak pod odmiennym tytułem, ponieważ autor utrzymywał, że nie jest to jedynie kolejne wydanie książki, stawiając w niej nowe tezy i zadając nowe pytania.
Ograniczył przy tym liczbę miejscowości pogromów do czterech – Szczuczyna, Jasionówki, Radziłowa i Jedwabnego, zachowując kolejność fali pogromowej wraz z nową osią wydarzeń i nieopublikowanymi wcześniej fotografiami. Swoją uwagę tym razem skupił na dwóch obszarach badawczych: „wyjaśnieniu przyczyn pogromów Żydów z lata 1941 r. i nakreślenia roli, jaką w wywołaniu i przeprowadzeniu pogromów odegrał okres okupacji sowieckiej i wkroczenie wojsk niemieckich”. Był przy tym bardzo szczegółowy, kreśląc logikę zbrodni w poszczególnych miejscowościach i jej etapy, sytuację historyczną i polityczną na polskim Podlasiu w 1941 roku, motywacje sprawców i ich narzędzia morderstw, warunki pojawienia się przemocy zbiorowej sprzyjającej wykiełkowaniu ziarna nienawiści na dobrze użyźnionej ideologicznie ziemi, postępujący radykalizm procesów zachowań antysemickich bez konsekwencji, mechanizmy tuszowania zbrodni przez sądy powojenne oraz manipulację świadkami, proces tworzenia alternatywnej historii degradującej skalę i wydźwięk zarówno zbiorowych mordów i grabieży, jak i indywidualnych gwałtów, morderstw i tortur.
Nie po to, by postawić w stan oskarżenia cały naród polski, ale „poszczególnych ludzi lub zjawiska, które popchnęły ich do zła – zbrodniczą ideologię czy totalitarne utopie polityczne”. Pokazać „do czego były zdolne poszczególne społeczności, a w nich konkretni mieszkańcy, latami kształtowani przez nacjonalistyczną retorykę, antysemickich duszpasterzy, stereotypowe utożsamienie Żydów z bolszewikami i wrogami chrześcijaństwa w specyficznych warunkach terroru wojennego”. Uwypuklić ścisłą zależność między postępowaniem zwykłych ludzi a indoktrynacją patologicznej ideologii w warunkach przyzwolenia na zbrodnię.
Podkreślić, jak cienką bywa warstwa cywilizacyjna i humanistyczna człowieka.
Problem w tym, że w wyniku tego dochodzenia dotychczasowi bohaterowie patrzący z kart podręczników i książek o polskich patriotach w świetle tych faktów stawali się mordercami i zbrodniarzami, a wraz z nimi stojący za nimi Stronnictwo Narodowe, Armia Krajowa i Kościół katolicki.
Nic dziwnego, że bolało i to bardzo!
Mnie bardziej bolało to, co działo się w czasie pogromu. Autor każdy rozdział poświęcony danej miejscowości rozpoczynał od nakreślenia ogólnej sytuacji społeczno-politycznej, by ukazać warunki i okoliczności narastającej fali antysemityzmu aż do punktu kulminacyjnego – rzezi. Nie mogę tego zjawiska inaczej nazwać. Powiem więcej – rzezi podlaskiej dokonanej przez Polaków dobrowolnie, z ich inicjatywy, mającej charakter czystki etnicznej i religijnej. Rzetelnie przez autora udokumentowanej wiedzą źródłową, w której najbardziej wstrząsnęły mną licznie przytaczane zeznania świadków. Brnęłam przez nie z trudem, walcząc z narastającymi emocjami wściekłości, żalu, pretensji, a przede wszystkim bezsilności. Najwięcej kotłowało się ich we mnie podczas czytania pamiętnika ocalałej z rzezi Żydówki Chai Finkelsztejn nie ze względu na opisy zaszczucia, nagonki, morderstw i zbrodni, ale boleśnie oddanego obrazu szukania pomocy Żydówki u ówczesnych, poważanych w społeczności polskiej decydentów, nieświadomej, że szuka jej u morderców...
A wszystko to w chrześcijańskim kraju i bardzo religijnym regionie, w którym ludzie „od pokoleń byli katolikami – wyznawcami religii, w której obowiązuje przykazanie »Nie zabijaj«”, a do którego odwoływali się Żydzi prowadzeni w kolumnie do stodoły na spalenie – „Oj, ludzi, ludzi, chrześcijańska miłość niech nie zabija naszych ludzi”.
Po owocach ich poznacie...
naostrzuksiazki.pl
„W sierpniu 1941 faszyści zamordowali 800 osób narodowości żydowskiej, z tych 500 osób spalili w stodole. Cześć ich pamięci”.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTaki napis widnieje na tablicy upamiętniającej pogrom Żydów w Radziłowie. Nie tylko tam. Takie tablice ze wskazaniem na faszystów albo wręcz z pominięciem sprawców to efekt narracji po 2000 roku, „w której należało sprawców tych pogromów portretować...