rozwińzwiń

Ksiądz z Dachau. Wspomnienia więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych

Okładka książki Ksiądz z Dachau. Wspomnienia więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych autora Ludwik Walkowiak, 9788367867061
Okładka książki Ksiądz z Dachau. Wspomnienia więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych
Ludwik Walkowiak Wydawnictwo: Replika biografia, autobiografia, pamiętnik
301 str. 5 godz. 1 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2024-02-13
Data 1. wyd. pol.:
2024-02-13
Liczba stron:
301
Czas czytania
5 godz. 1 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367867061
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ksiądz z Dachau. Wspomnienia więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Ksiądz z Dachau. Wspomnienia więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych



książek na półce przeczytane 2034 napisanych opinii 1115

Oceny książki Ksiądz z Dachau. Wspomnienia więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych

Średnia ocen
7,9 / 10
29 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Ksiądz z Dachau. Wspomnienia więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych

avatar
98
76

Na półkach:

Ksiądz Ludwik Walkowiak był ważnym świadkiem historii. Gdy był młodym kapłanem, został wywieziony wraz z grupą innych księży Archidiecezji Poznańskiej do obozu w Forcie VII, a następnie do Dachau i Gusen. Jego wspomnienia z tych miejsc zagłady są bardzo drobiazgowe i pozbawione upiększeń. Pisze o niemieckim okrucieństwie, o głodzie, pracy ponad siły, o obozowych strategiach przetrwania oraz tym, co dawało więźniom nadzieję. Dużo miejsca poświęca praktykom religijnym za drutami obozowymi. Wspomina choćby swoje rozmowy z księżmi innych narodowości osadzonymi w obozach – w tym z Włochami i Niemcami, czyli obywatelami państw Osi. W jego wspomnieniach znajdziemy też fragmenty zdumiewające. Opisuje choćby to jak pod koniec 1944 r. reżim obozowy w Dachau zaczął łagodnieć. Esesmani mieli świadomość zbliżającej się klęski Rzeszy, więc zaczęli traktować więźniów nieco inaczej. Z inicjatywy komendanta więźniowie wystawili m.in. przedstawienie z polskimi elementami narodowymi! Ta „odwilż” nie była jednak konsekwentna. W kwietniu 1945 r. Niemcy przygotowywali się bowiem do wymordowania wszystkich więźniów Dachau, co miało być upozorowane na „stłumienie buntu”. Masakra miała nastąpić 29 kwietnia, ale niespodziewanie tego samego dnia do obozu dotarły wojska amerykańskie. Księża z Dachau przypisali ten cudowny zbieg okoliczności wstawiennictwu św. Józefa, do którego zaczęli siedem dni wcześniej odprawiać nowennę. Niewątpliwie opieki sił nadprzyrodzonych zabrakło wówczas tym esesmanom, którzy znajdowali się w Dachau. Ks. Walkowiak opisuje, jak Amerykanie rozstrzeliwali ich po wzięciu do niewoli. W końcowych rozdziałach krótko kreśli swoje – już dużo mniej dramatyczne - przeżycia na emigracji oraz w PRL. Zmarł w 1989 r. jako popularny i powszechnie szanowany kapłan.

Ksiądz Ludwik Walkowiak był ważnym świadkiem historii. Gdy był młodym kapłanem, został wywieziony wraz z grupą innych księży Archidiecezji Poznańskiej do obozu w Forcie VII, a następnie do Dachau i Gusen. Jego wspomnienia z tych miejsc zagłady są bardzo drobiazgowe i pozbawione upiększeń. Pisze o niemieckim okrucieństwie, o głodzie, pracy ponad siły, o obozowych strategiach...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
837
453

Na półkach: ,

Przesiedział w hitlerowskich obozach koncentracyjnych pięć lat.
Jako sześcioletnie dziecko przeżył I wojnę światową. Ks. Ludwik Walkowiak, opowiada o latach szkolnych i seminaryjnych.
Mimo I wojny światowej autor zaczął swoją edukację. Przy okazji rozprawia o panujących wówczas nastrojach i sytuacji.
Bardzo szybko przeskakuje do czasów nastoletnich, gdy po maturze decyduje się na teologię, by potem przyjąć święcenia kapłańskie. Dalej opowiada o swojej drodze kapłańskiej, o placówkach i stanowiskach, do których został kierowany.
W 1939 roku, wraz z innymi poznańskimi księżmi został aresztowany przez gestapo.
Wywiezieni najpierw do Fort VII - krwawej katowni dla Polaków, relacjonuje z wielką dokładnością wydarzenia w niej powstałe, podobnie jak w Dachau, oraz innych obozach, do których był transportowany.
Ksiażka przedstawia w jaki sposób traktowani w obozach byli księża. Ks. Ludwik treścią przemawia w sposób bardzo wyraźny. Drastyczne fakty przecinają się z wybiórczo powstałymi pozytywnymi wydarzeniami.
Zbytnia szczegółowość, to to, co zabijało mój zapał czytelniczy. Na początku mnóstwo nazwisk nauczycieli, wzmianki o ich życiu. Potem półtorej strony wyszczególnieni księża, którzy zginęli w obozie. Imię, nazwisko, zajmowane stanowisko, miejscowość, z której pochodzili, oraz data śmierci. Myślę, że takie informację powinny ostatecznie zostać w pamięci autora. Czytelnik nie musi tego wiedzieć.
Ogólnie autor ma tendencję do długiego wymieniania, to się widzi często i niestety często musiałam robić susa, by je ominąć.
Podejrzewam, że pierwsze wydanie z 1998 roku "Dwa fronty. Wspomnienia więźnia II wojny światowej", gdy ks. Walkowiak jeszcze żył, może się jednak różnić. Chętnie porównałabym te dwa egzemplarze. Za ten niestety nie mogę dać wysokiej noty.

Przesiedział w hitlerowskich obozach koncentracyjnych pięć lat.
Jako sześcioletnie dziecko przeżył I wojnę światową. Ks. Ludwik Walkowiak, opowiada o latach szkolnych i seminaryjnych.
Mimo I wojny światowej autor zaczął swoją edukację. Przy okazji rozprawia o panujących wówczas nastrojach i sytuacji.
Bardzo szybko przeskakuje do czasów nastoletnich, gdy po maturze decyduje...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1397
1113

Na półkach:

Książka ważna, potrzebna i wartościowa, jak każde świadectwo kogoś, kto przeżył i doświadczył piekła obozu koncentracyjnego. Książkę oceniłam 7/10 ponieważ uważam, że ksiądz Ludwik Walkowiak poświęcił zbyt wiele uwagi swojej posłudze kapłańskiej i opowieściach o losach znanych mu księży, natomiast samych wspomnień z obozów w Dachau, Gusen, czy z poznańskiego Fortu VIi i Kazimierza Biskupiego gdzie był więziony jest stosunkowo niewiele, a tytuł zobowiązuje...

Książka ważna, potrzebna i wartościowa, jak każde świadectwo kogoś, kto przeżył i doświadczył piekła obozu koncentracyjnego. Książkę oceniłam 7/10 ponieważ uważam, że ksiądz Ludwik Walkowiak poświęcił zbyt wiele uwagi swojej posłudze kapłańskiej i opowieściach o losach znanych mu księży, natomiast samych wspomnień z obozów w Dachau, Gusen, czy z poznańskiego Fortu VIi i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

86 użytkowników ma tytuł Ksiądz z Dachau. Wspomnienia więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych na półkach głównych
  • 52
  • 33
  • 1
12 użytkowników ma tytuł Ksiądz z Dachau. Wspomnienia więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych na półkach dodatkowych
  • 5
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziewczyny z łagrów Monika Zgustova
Dziewczyny z łagrów
Monika Zgustova
„Dziewczyny z łagrów” Moniki Zgustovej to poruszająca książka reportersko-literacka, która przybliża losy kobiet uwięzionych w sowieckich łagrach. Autorka oddaje głos bohaterkom, pozwalając im opowiedzieć własne historie pełne cierpienia, strachu, ale też niezwykłej siły przetrwania. To jeden z największych atutów tej publikacji. Książka robi wrażenie swoją tematyką i autentycznością relacji. Czytelnik ma poczucie obcowania z prawdziwym świadectwem historii, a nie suchym zapisem faktów. Zgustova skupia się na emocjach i codziennym życiu kobiet w obozach, co pozwala lepiej zrozumieć skalę ich tragedii oraz okrucieństwo systemu totalitarnego. Jednocześnie niektóre elementy osłabiają odbiór książki. Momentami niepotrzebne wydają się komentarze samej autorki, które przerywają relacje bohaterek i narzucają czytelnikowi interpretację wydarzeń. Historie kobiet są na tyle mocne, że mogłyby bronić się same, bez dodatkowych dopowiedzeń. Zauważalne są również drobne nieścisłości w datach, które mogą wprowadzać pewne zamieszanie i podważają poczucie historycznej precyzji. Podsumowując, „Dziewczyny z łagrów” to ważna i potrzebna książka, skłaniająca do refleksji nad losem jednostki w nieludzkim systemie. Choć porusza niezwykle istotny temat i zawiera wiele przejmujących świadectw, nie jest pozbawiona wad. To dobra, ale nie wybitna lektura — warta uwagi, choć momentami nierówna.
Natalia Dziakowicz - awatar Natalia Dziakowicz
ocenił na72 miesiące temu
Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów Aleksandra Kozłowska
Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów
Aleksandra Kozłowska
Książka Aleksandry Kozłowskiej „Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów” to fascynująca, choć miejscami nierówna podróż w czasie, którą oceniam na solidne 6/10. Autorka podjęła się karkołomnego zadania: odtworzenia historii mobilnych ekip medycznych, które w powojennej Polsce wyruszały w najdalsze zakątki kraju, by walczyć z epidemią próchnicy, chorób wenerycznych i brakiem podstawowej higieny. To reportaż o pionierach, którzy zamiast sterylnych gabinetów mieli do dyspozycji zakurzone drogi i prymitywne ambulanse. Największą wartością tej publikacji są unikalne materiały źródłowe oraz warstwa wizualna. Kozłowska wykonała gigantyczną pracę w archiwach, odkopując dokumenty, raporty z tras oraz prywatne zapiski lekarzy i dentystów. To właśnie te detale – opisy psujących się silników, braku prądu w wiejskich świetlicach czy improwizowanych poczekalni pod gołym niebem – nadają książce autentyczności. Ogromne wrażenie robią zamieszczone wewnątrz zdjęcia. Są one czymś więcej niż tylko ilustracją; to przejmujący zapis cywilizacyjnego skoku. Widzimy na nich dentystyczne fotele ustawione na środku błotnistego podwórka, twarze dzieci pełne lęku i nadziei oraz lekarzy, którzy w białych fartuchach wyglądają wśród wiejskich chat niczym przybysze z innej planety. Te kadry zostają pod powiekami na długo po zamknięciu książki. Kluczowym wątkiem jest wpływ obwoźnych lekarzy na wiejską społeczność. Kozłowska świetnie portretuje zderzenie dwóch światów: naukowej medycyny i głęboko zakorzenionej tradycji ludowej. Obwoźni lekarze, nazywani często pogardliwie, ale i z pewnym lękiem „wyrwizębami”, byli dla mieszkańców wsi postaciami niemal mitycznymi. Z jednej strony przynosili ulgę w bólu i kaganek oświaty, z drugiej – ich wizyty były traktowane jako ingerencja państwa w sferę prywatną. Autorka pokazuje, jak te ekipy stawały się ośrodkami edukacji: uczyły mycia zębów, zasad aseptyki i przełamywały tabu dotyczące chorób wstydliwych. Były to działania heroiczne, często wyśmiewane przez lokalne społeczności, a jednak fundamentalne dla poprawy kondycji zdrowotnej narodu. Mimo świetnego tematu, narracja bywa momentami nużąca. Kozłowska czasami zbyt mocno trzyma się faktografii, przez co tekst traci reporterski nerw na rzecz suchego zestawienia danych. Fragmenty wspomnieniowe są genialne, ale przetykane przydługimi opisami struktur administracyjnych, co wyhamowuje tempo lektury. Brakuje też głębszego osadzenia socjologicznego – autorka częściej skupia się na technicznych aspektach pracy „wyrwizębów” niż na psychologicznym aspekcie traumy pacjentów. Mimo tych mankamentów, to ważna pozycja. Pokazuje Polskę, o której chcielibyśmy zapomnieć – Polskę bezzębną, schorowaną i zacofaną, którą uratowała garstka zapaleńców w białych kitlach. To hołd dla ludzi, którzy nie bali się brudu i niechęci, wierząc, że medycyna powinna dotrzeć tam, gdzie nie dochodziła nawet utwardzona droga.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na61 miesiąc temu
Niusia z listy Schindlera. Historia ocalenia Magda Huzarska-Szumiec
Niusia z listy Schindlera. Historia ocalenia
Magda Huzarska-Szumiec
W moje ręce wpadł ostatnio audiobook Magdy Huzarskiej-Szumiec pod tytułem "Niusia z Listy Schindlera. Historia ocalenia". Jest to bardzo wzruszający reportaż. Bronisława Horowitz-Karakulska nienawidzi swojego prawdziwego imienia, dlatego wszyscy mówią na nią Niusia. Czasami nawet nie reaguje, gdy ktoś woła ją po jej imieniu. Autorka wraz z naszą bohaterką w sposób chronologiczny, opowiadają historię jej życia. Dowiecie się, jak wyglądało jej życie przed wojną, w czasie jej trwania i po niej. Jak znalazła się na słynnej i drogocennej Liście Schindlera? Z takich ciekawostek powiem wam, że Niusia obserwowała, jak powstaje film Spielberga pod tytułem "Lista Schindlera". Bardzo to przeżywała. Oczywiście dawała dobre rady reżyserowi i sama również uczestniczyła w ostatniej scenie filmu. Specjalnie dla tej jednej sceny poleciała do Izraela, bo tam został pochowany Oskar Schindler — wybawiciel Żydów. Niusia jest mu wdzięczna za ocalenie życia. Do teraz pamięta zapach jego perfum. Dzięki książce "Niusia z Listy Schindlera. Historia ocalenia", możemy przyjrzeć się okropnym wojennym czasom z punktu widzenia małej dziewczynki. Przerażające jest to, że dzieci, zamiast mieć beztroskie dzieciństwo, musiały cierpieć z głodu, uciekać, chować się, walczyć o przetrwanie i patrzeć, jak mordują ich bliskich. Powinniśmy pamiętać o tych, co polegli i tych, co ocaleli. Nie wolno nam zapomnieć o tym co było. Musimy modlić się o to, żeby podobna historia nigdy się nie powtórzyła. Niusia wspomina również o swoim bracie, obecnie znanym fotografie Ryszardzie Horowitzu i jeszcze bardziej znanym reżyserze Romanie Polańskim. Uważam, że każdy czytelnik powinien przeczytać lub tak jak ja wysłuchać tej książki. Audiobook czytała Anna Matusiak. Podobała mi się jej interpretacja.
mommy_and_books - awatar mommy_and_books
ocenił na92 miesiące temu
66 powodów do szczęścia Filip Chajzer
66 powodów do szczęścia
Filip Chajzer Teresa Godlewska
Teresa Godlewska dziewiętnaście lat spędziła w Gdyni. W wieku trzech lat uciekła niani podczas spaceru, już wtedy przewidywalność, rutyna były dla niej nudne. Niemalże całe życie pędziła w stronę nowości, zobaczenia szerszych perspektyw, beztroskich przyjemności, dlatego było ono nadzwyczaj barwne, lecz na pewno nie idealne. W 1939 roku, gdy wybuchła wojna Teresa Godlewska miała 8 lat. Wraz z matką ukrywała się w podziemiach gdyńskiego biurowca, by w następnej kolejności przenieść się do obserwatorium morskiego w Gdyni, które zostało przejęte przez Niemców, i w którym działał wywiad wojskowy. Autorka i jej matka żyły dobrze z Niemcami, którzy byli rezerwą, do tego stopnia, że matka dostała posadę głównej kucharki. Miały gdzie mieszkać, miały co jeść i czuły się w miarę bezpiecznie, chociaż ryzykowały utratę bezpieczeństwa pomagając innym, bardziej poszkodowanym. Zgoła inaczej było, gdy wkroczyli Sowieci. Autorka opowiada dokładnie co działo się podczas tych wojennych lat, jak i o czasie późniejszym, aż do momentu bezdomności i...aniołów, które spotkała w sytuacji mogłoby się wydawać - bez wyjścia. Nie spodziewałam się, aż tylu stronic poświęconych II wojnie światowej, a z racji tego, że ten gatunek jest mi bardzo bliski, miło się zaskoczyłam. Teresa Godlewska przez burzę wojenną musiała szybko dojrzeć. Nie da się, niczym za pomocą czarodziejskiej różdżki wymazać tego co widziała i doświadczyła, gdyż jej bezpieczny czas w pewnym momencie skończył się. W późniejszym okresie powojennym, mając zaledwie czternaście lat, zachowywała się zatem jak stara malutka. Rozpieszczona przez matkę, rzuciła się w wir wolności, która w jej przypadku była pozbawiona emocjonalnej dojrzałości. Nowe, dorosłe życie zaczęło się kilka lat później, już w Warszawie. Jednak beztroska i zamiłowanie do przygód pozostało już na zawsze, co obróciło się przeciwko niej. I w tym przypadku powiedzenie jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, ma niesamowicie rację bytu. Nigdy zbytnio nie interesowała się synem, oddała go swojej matce na wychowanie, konsekwencją tego jest fakt, iż nigdy syn nie zainteresował się późniejszą bezdomnością Teresy. Kolejne rozdziały odsłaniają jeszcze wiele historii z życia bohaterki. Niezwykle światowe, charyzmatyczne i zadziwiające sytuacje. Zadziwiające jest też jej spotkanie z Filipem Chajzerem. Całkowicie niespodziewane, jakby z przeznaczenia. Trzeba przyznać, że Teresa jest szczera w konfrontacji z przeszłością, przynajmniej na tyle, na ile może. Książka dobrze i przejrzyście napisana. Niewątpliwie absorbuje. Nie oceniam charakteru, ani postępowania autorki, bo mimo wszystko jest to postać niezwykła, Oceniam ciekawość i styl, a te są na wysokim poziomie i bez wahania daję najwyższą notę.
pasjonatka - awatar pasjonatka
oceniła na101 rok temu
Piekło sierocińca Christine Kenneally
Piekło sierocińca
Christine Kenneally
Ocena: 4/5 Historia lubi się powtarzać, chciałoby się powiedzieć. Nie tak dawno pisałam o książce “Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci”, po której chorowałam psychicznie kilka tygodni. Kolejny raz winnymi są przedstawiciele Kościoła. Kolejny raz cierpią dzieci. Kolejny raz pociągnięcie do odpowiedzialności osób odpowiedzialnych za „nadużycia” (stanowczo zbyt słabe słowo) to droga przez mękę. Główny wątek dotyczy sierocińca w Vermont i tego, co działo się w nim w XX wieku. Ale wydarzenia sięgają dalej, ukazując bliźniacze działanie sierocińców kościelnych na całym świecie. Wyobraźcie sobie jakiś rodzaj tortury, którą możecie zastosować na dziecku. Już? Macie to? Amatorzy. Zakonnice zrobią to lepiej! Nie wierzycie? Przeczytajcie “Piekło sierocińca”, potem uzupełnijcie lekturę o coś z rodzimego podwórka, jak chociażby “Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?”. Ktoś powie , że to jednostkowe przypadki. Gówno prawda. To sprawnie funkcjonujący system, gromadzący wokół szczytnych idei najgorszych ludzi, a także potrafiący z tych dobrych wyciągnąć najczystsze zło. To maszynka, w której jedną z podstawowych funkcjonalności jest krzywdzenie dzieci. Daję tej książce ocenę czterech kropli krwi. Historia w niej opowiedziana bezsprzecznie powinna ujrzeć światło dzienne. Zasługują na to tysiące ofiar kościelnego systemu na całym świecie. O tym, że nie mogę dać “Piekłu sierocińca” pięciu kropel krwi decyduje panujący w historii chaos. Wątki bez składu się przeplatają i powtarzają, częściowo dlatego, że o różnych wydarzeniach opowiadają różni ich uczestnicy czy świadkowie, ale ostatecznie całość zdaje się być bardzo nieuporządkowana.
Papierowy_Morderca - awatar Papierowy_Morderca
oceniła na84 miesiące temu
Najciekawszy człowiek na świecie. Ekscentryczne życie Petera Freuchena Reid Mitenbuler
Najciekawszy człowiek na świecie. Ekscentryczne życie Petera Freuchena
Reid Mitenbuler
Poznajemy dwumetrowego wielkoluda z rudą brodą i to Duńczyka, który przez dwadzieścia lat czynił z Grenlandii swój dom, a z lodu – swój żywioł. Reid Mitenbuler w biografii „Najciekawszy człowiek na świecie” kreśli portret Petera Freuchena z rozmachem godnym jego monumentalnej sylwetki. To opowieść o człowieku, który nie mieścił się w żadnych ramach, a jego życie było tak nasycone przygodą, że wystarczyłoby na tuzin innych życiorysów. Moja ocena 8/10 wynika z faktu, że autorowi udało się okiełznać ten żywioł i ubrać go w rzetelną, a jednocześnie porywającą formę literacką. Plusy publikacji i sylwetka giganta Największą zaletą książki jest jej niezwykła dynamika. Mitenbuler nie pozwala czytelnikowi na nudę, prowadząc go przez arktyczne pustkowia, hollywoodzkie bankiety i mroczne czasy II wojny światowej. Poznajemy Freuchena jako polarnika i odkrywcę, który poślubił Inuitkę Navaranę Mequpaluk, wchodząc głęboko w kulturę jej ludu nie jako kolonizator, lecz jako uczeń i partner. To jeden z najmocniejszych punktów biografii – opis antropologicznej wrażliwości Freuchena, który potrafił dostrzec mądrość tam, gdzie inni widzieli „dzikość”. Freuchen jawi się jako postać renesansowa w najbardziej ekstremalnym wydaniu. Był kupcem, pisarzem, dziennikarzem, a nawet filmowcem. Pisał scenariusze, a w oscarowym filmie „Eskimo” nie tylko pełnił rolę konsultanta, ale i sam zagrał, uwieczniając na taśmie swoją charyzmę. Mitenbuler świetnie oddaje ten dualizm: z jednej strony surowy twardziel, który własnoręcznie (używając zamarzniętych odchodów jako dłuta!) wydostał się z lodowej pułapki, z drugiej – intelektualista błyszczący w europejskich salonach. Kolejnym plusem jest ukazanie późniejszych lat Freuchena, kiedy to podróżował po Stanach Zjednoczonych i Europie, stając się żywą legendą. Autor z humorem opisuje jego występ w teleturnieju „The $64,000 Question”, gdzie jako ekspert od siedmiu mórz wygrał główną nagrodę, stając się ulubieńcem amerykańskiej opinii publicznej. Nie brakuje też wątków dramatycznych – Freuchen aktywnie działał w duńskim ruchu oporu podczas wojny, trafiając do niewoli, z której, rzecz jasna, zdołał uciec. Książka zasługuje na wysoką notę, ponieważ Mitenbuler unika pułapki bezkrytycznej hagiografii. Choć Freuchen jest postacią fascynującą, autor dostrzega jego egoizm, momentami trudny charakter i cenę, jaką za jego styl życia płaciła rodzina. To biografia pełnowymiarowa, mięsista i doskonale osadzona w kontekście historycznym – od złotej ery eksploracji polarnej po narodziny popkultury. Niewielki niedosyt pozostawia jedynie pewna skrótowość w opisie niektórych wypraw naukowych na rzecz bardziej „filmowych” anegdot. Niemniej, to lektura obowiązkowa dla każdego, kto czuje się przytłoczony małością współczesnego świata. Peter Freuchen przypomina nam, że granice istnieją tylko w naszych głowach, a świat jest tak ciekawy, jak bardzo my jesteśmy gotowi na jego podbój. To literacki pomnik postawiony człowiekowi, który żył na własnych warunkach, od mroźnej Thule po blask fleszy Nowego Jorku.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Synek księdza Kaczkowskiego Piotr Żyłka
Synek księdza Kaczkowskiego
Piotr Żyłka Patryk Galewski
Są takie książki, które po przeczytaniu odkłada się na półkę, ale one wcale nie chcą wyjść z głowy. „Synek księdza Kaczkowskiego” to dla mnie absolutny top – pozycja doskonała pod każdym względem, która zostawia w czytelniku trwały ślad. To przede wszystkim niesamowicie wzruszająca historia. Opowieść o Patryku Galewskim to gotowy scenariusz na życie, który pokazuje brutalną prawdę: nie ma sytuacji bez wyjścia. To głęboka, autentyczna książka o wierze – ale nie tej pomnikowej, lecz tej działającej w praktyce, objawiającej się w drugim człowieku i dawaniu szansy tam, gdzie świat postawił już krzyżyk. W tej publikacji wszystko idealnie ze sobą zagrało. To prawdziwy emocjonalny rollercoaster, lektura dosłownie wyciska łzy, by za chwilę dać powód do tego, żeby głośno się zaśmiać. Ten balans między trudnym świadectwem a humorem sprawia, że przez książkę się „płynie”. Ogromne brawa należą się za warsztat. Styl prowadzenia wywiadów przez Piotra Żyłkę jest po prostu genialny. Autor jest niezwykle delikatny, dając bohaterowi przestrzeń na najtrudniejsze wyznania, a jednocześnie stanowczy, kiedy trzeba dotknąć sedna sprawy. Dzięki temu podczas lektury miałem nieodparte wrażenie, że siedzę przy jednym stole i mam zaszczyt sam na sam porozmawiać z Panem Patrykiem. Ta intymność i szczerość są wręcz namacalne. Jeśli szukacie czegoś, co Was poruszy, wstrząśnie, a na koniec wleje w serce ogromną dawkę nadziei to jest właśnie ta pozycja. Doskonała pod każdym względem!
Wojciech - awatar Wojciech
ocenił na105 dni temu
Więzienna terapeutka. W celi z mordercami i przestępcami seksualnymi Rebecca Myers
Więzienna terapeutka. W celi z mordercami i przestępcami seksualnymi
Rebecca Myers
Gwałcić, wykastrować, zajebać – to tylko trzy z wielu „rozwiązań”, proponowanych przez ulicznych specjalistów z dziedziny kryminologii, a także internetowych stróżów moralności w stosunku do sprawców morderstw i przestępstw seksualnych. Czy w stosunku do tychże osób istnieje możliwość readaptacji w społeczeństwie? Czy jest sposób na to, aby sprawca takiego czynu nigdy więcej go nie popełnił? Na to pytanie postanowiła odpowiedzieć Rebecca Myers, która na początku lat 90-tych zatrudniła się jako psycholog w Służbie Więziennej Jej Królewskiej Mości w okrytym niesławą zakładzie karnym Graymoor (tak naprawdę Wakefield) w Wielkiej Brytanii. Pracując w „Pałacu Potworów” z prawie ośmiuset osobami skazanymi za m0rderstwa i przestępstwa seksualne, Rebecca prowadzi terapię, która nie ma leczyć skazanych, a uczyć ich rozpoznawania schematów myślenia, zachowania, które stanowiły motyw do dokonania przez nich przerażających czynów. W książce opisuje trudne relacje z osadzonymi, próby budowania zaufania, a także to, jak trudne dzieciństwo jest kluczowym elementem wpływającym na dorosłość. Napisana przystępnym językiem, bardziej przypominająca pamiętnik, niż raport z prowadzonej terapii, opowiada też o poszukiwaniu siebie, o trudach pracy więziennego psychologa. Dzięki niej można zrozumieć, jak bardzo mroczna potrafi być ludzka psychika, a także schematy nią kierujące. Autorka w swoich wspomnieniach nie idealizuje siebie, otwarcie mówiąc o błędach, przywarach i wątpliwościach na równi z sukcesami. Niejednokrotnie zmaga się ona ze swoimi osobistymi demonami, które w mniejszym, lub większym stopniu mają oddziaływanie na wykonywaną pracę. Podczas lektury niejednokrotnie miałem okazję „poczuć” klimat panujący wewnątrz Graymoor, znany mi z pełnienia służby w oddziałach mieszkalnych. Kwaśny smród potu, zmieszany z tanim tytoniem, mocną kawą i zupą warzywną zapada w pamięć i jest wyczuwalny z każdą przeczytaną stroną. W moim odczuciu nie jest to książka dla osób wrażliwych, z uwagi na swoją brutalną i odpychającą treść. Pozycja ta pokazuje, że świat widziany oczami więziennego psychologa nie składa się z zero -jedynkowego osądu, lecz wymusza na nim konieczność zrozumienia, dlaczego osoba skazana za dane przestępstwo się go dopuściła, nawet jeśli powody są pozbawione logiki i sensu. Niezależnie od tego, jakie odbiorca ma poglądy na temat resocjalizacji, warto się tej książce przyjrzeć i wyciągnąć osobiste wnioski, a odpowiedź na zadane wyżej pytanie nasunie się sama.
zimnokrwisty_ - awatar zimnokrwisty_
ocenił na81 rok temu
Anioł i twardziel. Biografia Romana Wilhelmiego Magdalena Jaros
Anioł i twardziel. Biografia Romana Wilhelmiego
Magdalena Jaros
Moi Drodzy ➡️Rzadko czytam biografie (poza biografiami Stefanka 🤭),dlatego też moja opinia może nie być do końca miarodajna. Niemniej jednak kiedy dowiedziałem się, że powstała opowieść o jednym z moich ulubionych autorów z dawnych lat - nie mogłem się powstrzymać. Kilka krótkich zdań dla Was. ➡️Uważam, że autorka wykonała dobrą robotę. Mnóstwo interesujących faktów z życia Wilhelmiego, który, jak już wiedziałem wcześniej, był postacią bardzo ale to bardzo niejednoznaczną i w żadnym wypadku nie był święty. ➡️Niezwykle utalentowany, świadomy własnej wartości, bywał cholerykiem i gwałtownikiem. ➡️Piękne wydanie. Zdecydowanie może być ozdobą biblioteczki. ➡️Dało się zauważyć nieco nadmierną tendencyjność autorki, wiele sugestii, swego rodzaju spekulacji, chociaż z drugiej strony może właśnie to uczyniło tę książkę łatwiejszą w odbiorze, bardziej ludzką, gdyż same suche fakty mogłyby być dla mnie niezjadliwe. Zatem czy to wada? Ocenicie sami. ➡️W każdym razie z tej biografii objawia nam się człowiek mocno narcystyczny, zapatrzony przede wszystkim w siebie. Nie to, że kochał film czy teatr, on "kochał siebie w tym zawodzie". Cóż, ja za cenę takiego podejścia miałem możliwość obejrzenia jego niesamowitych kreacji. Jeśli tak to ma działać i takie ma być podejście najlepszych do tematu bycia aktorem - dla mnie jako odbiorcy to absolutnie nic złego. ➡️Poznacie człowieka, dla którego praca stała na piedestale, przed życiem osobistym, przed rodziną. Można go akceptować, można nie lubić. Ale na pewno aktorem był genialnym. Moja ocena tej biografii 7/10.
Uncelek - awatar Uncelek
ocenił na71 rok temu
ABBA. Melancholia undercover Jan Gradvall
ABBA. Melancholia undercover
Jan Gradvall
Kapitalna pozycja dla wszystkich fanów najlepszego zespołu popowego w historii, pierwszej nieanglosaskiej grupy wprowadzonej do Rock and Roll Hall of Fame. Od innych pozycji opowiadających o kwartecie, którego nazwa stała się jednym z jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Szwecji na świecie, obok Ikei lub Volvo, jest to, że autor tej książki byłby wybitnym abbalogiem, gdyby tylko istniała taka dziedzina nauki. Dogłębnie analizuje on przyczyny gigantycznego sukcesu zespołu, którego źródeł upatruje nie tylko w wielkim talencie do tworzenia pięknych harmonii melodycznych, świetnych wokali ale również przywiązaniu do perfekcyjnej produkcji studyjnej, współpracy z wybitnymi muzykami sesyjnymi, dbałości o stronę wizualną, poprzez zatrudnienie fotografa Andersa Hansera i produkcję teledysków, będących wtedy nowością, za które odpowiadał znany później na całym świecie reżyser filmowy Lasse Hallström , twórca m in. serialu „Dzieci z Bullerbyn” i filmów „Czekolada”, „Wbrew regułom”, „Co gryzie Gilberta Grape'a”. Ważne jest również to, że nie jest to kolejna nudna monografia, ukazująca miesiąc po miesiącu działalność muzyczną gwiazdy światowego kalibru, ponieważ Jan Gradvall zmieścił w swojej opowieści sporo opisów świata otaczającego ABBĘ i mnóstwo zaskakujących dygresji na temat jej fanów, choćby historię australijskiego chirurga, który na sali operacyjnej zawsze słuchał szwedzkiego zespołu, czy rodziny greckich emigrantów z zajętego przez Turcję Cypru. Jeden z wychowanych w niej chłopców zmieni swoje trudne do wymówienia w Wielkiej Brytanii nazwisko na George Michael. Wśród innych innych miłośników zespołu odnaleźć można m in. Madonnę, Bono, Paula Mc Cartneya, czy co bardziej zaskakujące, Kurta Cobaina i muzyków Sex Pistols. Autor przygląda się wnikliwie wyjątkowej popularności kwartetu w niektórych krajach, Wielkiej Brytanii, Australii i tych leżących w tzw. pasie nostalgii, zwanym też pasem wódki, obejmujących Skandynawię, kraje nordyckie i słowiańskie, w tym Polskę, gdzie występ zespołu do dziś należy do najważniejszych momentów w historii telewizji. Jedną z możliwych przyczyn miłości do ABBY w tych ostatnich krajach może być znana ich mieszkańcom z ich własnego folkloru melodyka, gdzie nawet skoczne utwory zawierają nutę zadumy. Kolejnym powodem jest używanie „bad english”, uproszczonej wersji angielskiego, w którym występuje tzw. „sound of lirycs”, czyli niekoniecznie poprawne, za to dobrze brzmiące zestawienia słów, jakich nie użyłby żaden native speaker. Bardzo zaskakuje też fragment o fenomenie ABBY w Wietnamie, gdzie „Happy New Year” jest najważniejszym obok hymnu narodowego utworem w czasie obchodów święta Tet – wietnamskiego Nowego Roku, a cały jej repertuar stał się dla obywateli tego kraju synonimem zachodniej muzyki. W czasach, gdy po wojnie z USA utwory amerykańskich wykonawców nie były tam dobrze odbierane, jednym z tzw. państw zachodnich utrzymujących dobre stosunki z Wietnamem była socjalistyczna Szwecja. Oczywiście nie zabrakło tutaj opowieści o życiu Agnethy Fältskog, Anni-Frid Lyngstad, Björna Ulvaeusa, Benniego Anderssona, którzy, co nie każdy wie, przed powstaniem ABBY byli już doświadczonymi muzykami ze sporym dorobkiem i sukcesami na lokalnym rynku. Wśród, nich wyróżniają się te o trudnym dzieciństwie Fridy, nieślubnej córki Norweżki i żonatego Niemca, podoficera Wehrmachtu stacjonującego w Norwegii w czasie II wojny światowej oraz o pierwszym spotkaniu Björna i Benniego zakończonym wspólnym, całonocnym graniem na gitarze i śpiewaniem piosenek Beatlesów pod gołym niebem na jednej ze sztokholmskich ławek. Mamy także relacje z pierwszego występu zespołu utworzonego dużo później przez obu panów oraz ich dziewczyny i przyszłe małżonki, który odbył się w czasie ich wakacji, a składał się z wiązanki znanych piosenek zaśpiewanych dla żołnierzy z batalionu ONZ stacjonującego na Cyprze, szczegóły przełomowego, sensacyjnego zwycięstwa na Eurowizji jako przedstawicieli kraju, który wtedy nie liczył się na światowym rynku muzycznym. Tamten moment przyczynił się do lawinowego wzrostu popularności ABBY na świecie, co nie uchroniło zespołu od bojkotu jej twórczości w ojczyźnie. Jako, że książka ukazała się zaledwie 2 lata temu to przybiża też chwilę fonograficznego powrotu po kilku dekadach albumem „Voyage” i proces przygotowania multimedialnych koncertów z wykorzystaniem wirtualnych, holograficznych awatarów prezentowanych w specjalnie wybudowanej arenie w Londynie. Projekt ten nalodził się we współpracy ze specjalistami z lucasowskiego studia Industrial Light & Magic, był absolutnie pionierskim rozdziałem w dziedzinie widowisk scenicznych. Gradvall pisze też o wyjątkowym spadku ABBY, którym poza całą masą przebojów jest stworzenie Polar Music Prize, odpowiednika Nagrody Nobla w dziedzinie muzyki rozrywkowej, ufundowanej po sprzedaży praw do muzyki zespołu pewnemu światowemu potentatowi fonograficznemu. Lwia część książki poświęcona jest okresowi po rozpadzie ABBY, do którego nigdy formalnie nie doszło, choć po ostatnim telewizyjnym występie w telewizyjnym, w 1982 roku, wszyscy członkowie ponownie wystąpili wspólnie na scenie dopiero 5 czerwca 2016 roku, gdzie na zamkniętej imprezie w sztokholmskim Berns Hotel świętowano jubileusz 50-lecia przyjaźni Björna i Benniego. W latach 80. poza wielką rzeszą oddanych fanów i środowiskami LGBT, której jednym z hymnów stał się jeden z najważniejszych hitów ery disco „Dancing Queen” (szczegóły jego powstanie, też są opisane w tej książce) ABBA powoli stawała się synonimem obciachu. Niespodziewany renesans zespołu nastąpił dopiero w latach 90. po wydaniu składanki „ABBA Gold”, sprzedanej w ilości ponad 30 mln egz. na całym świecie, równie chętnie kupowanej przez starszych i młodszych słuchaczy. Ponowne uwielbienie utrwaliły płyty z nowym wersjami ich piosenek wydane przez zespoły Erasure czy składającego się z grupy zdolnych nastolatków E-Teens. Istotnym powodem był też powrót mody na Szwecję w popkulturze, dzięki popularności taki wykonawców jak Roxette, Ace of Base, Dr. Albana, Neneh Cherry, The Cardigans oraz talentom szwedzkich producentów odpowiedzialnych za brzmienie Spice Girls, Britney Spears, którzy do dziś przodują w produkcji dźwięku. Potem nastąpiło wejście z przytupem w nowe tysiąclecie za sprawą premiery w 1999 roku musicalu „Mamma Mia” i jego ekranizacji z 2008, której sukces był tak wielki, że w Wielkiej Brytanii płyta DVD z jego zapisem pobiła rekord sprzedaży należący dotychczas do „Titanica”. Musical unieśmiertelnił dorobek zespołu, przenosząc moc jego utworów w nowy wymiar, bo zamiast koncentrować się na opowiedzeniu o samym zespole, wykorzystał jego muzykę w zupełnie nowej historii osadzonej na wymyślonej greckiej wyspie. To jak doszło do powstania „Mamma Mii” szczegółowo opisano w tej książce. „ABBA. Melancholia undercover” to nieodzowna pozycja na półce każdego fana szwedzkiej legendy, bardzo aktualna i oparta na cytatach z rozmów z członkami zespołu, z których najświeższe pochodzą bodaj z 2023 r. Jak dla mnie to jedna z najlepiej napisanych książek o muzyce popularnej z jaką miałem przyjemność zetknąć się na przestrzeni ostatnich lat, a czytam sporo biografii i tego typu rzeczy. Widać prawdziwą miłość do tematu. Poza tym jest to udana próba opowiedzenia o samej Szwecji, widzianej z perspektywy historii najbardziej znanych na świecie wykonawców pochodzących z tego państwa. ◇
doogas77 - awatar doogas77
ocenił na82 miesiące temu

Cytaty z książki Ksiądz z Dachau. Wspomnienia więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych

Więcej
Ludwik Walkowiak Ksiądz z Dachau. Wspomnienia więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych Zobacz więcej
Ludwik Walkowiak Ksiądz z Dachau. Wspomnienia więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych Zobacz więcej
Więcej