rozwińzwiń

Orchidee z ulicy szkarłatnej

Okładka książki Orchidee z ulicy szkarłatnej autorstwa Helena Sekuła
Okładka książki Orchidee z ulicy szkarłatnej autorstwa Helena Sekuła
Helena Sekuła Wydawnictwo: Estymator kryminał, sensacja, thriller
250 str. 4 godz. 10 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
e-book
Data wydania:
2025-06-25
Data 1. wyd. pol.:
1971-01-01
Liczba stron:
250
Czas czytania
4 godz. 10 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367021531
Kryminał, który może się pochwalić wyłącznie doskonałymi recenzjami. Czy słusznie? Przekonaj się sam/a!

GRZEGORZ CIELECKI (Klub MOrd):
„Orchidee” czyta się bardzo dobrze. Polecam wszystkim lubiącym kryminały z podbudową obyczajową. Dowiecie się m.in. kto lubił „pieścić samochód jak kochankę”, czy chuligan mógł nosić spodnie w kolorze marengo, dlaczego walizkę wrzucono do Jeziorka Czerniakowskiego, czemu trzeba było sprawdzić osiemdziesiąt osób, o jakim posunięciu szachowym myślał mistrz Tartakower. Książka bowiem skrzy się wielobarwnością szczegółów. Holenderscy hodowcy orchidei nie mają w Warszawie łatwego życia. Oto niejaki Arvid Van der Maneer zostaje napadnięty na ulicy Szkarłatnej w Warszawie. Wśród bandytów jest siedemnastoletnia dziewczyna służąca za przynętę. Sprawcy skradli z samochodu… 60 kg kakao w metalowych puszkach.
W powyższych zdaniach znajduje się cała charakterystyczna poetyka wczesnych („Orchidee” to zasadniczo czwarty tytuł w dorobku autorki) powieści Heleny Sekuły. Mamy dziewczynę z półświatka, której grozi zejście na samo dno przestępczego życia i totalny upadek. Pojawia się element tajemnicy, starannie podtrzymywanej do końca książki czyli kakao z Holandii – niewątpliwe przedmiot pożądania w PRL. Tu jednak czujemy, że przecież nie może chodzić wyłącznie o przemyt kakao z Holandii do Polski, nawet jeżeli był to wyrób wielce deficytowy. Za sprawą tajemniczego Holendra wchodzimy także w wielki świat (beżowy volvo obcokrajowca) przestępczych macek obejmujących niczym ośmiornica całą Europę. No, ale to w dalekim tle. Wreszcie milicyjny realizm magiczny, występujący często u Heleny Sekuły. Nie ma przecież w Warszawie ulicy Szkarłatnej, choć jest ul. Solec, ul. Czerniakowska i ślimak (często tędy przejeżdżam, gdyż pracuję w antykwariacie na ul. Dobrej 56/66),którym podążał Holender na mityczną Szkarłatną. Rychło pojawia się także major Andrzej Korosz, główny śledczy, a sam napad na Holendra schodzi na dalszy plan. Ważniejszy w całej sprawie staje się trup żony (znaleziono jej zmasakrowane ciało, z pantoflem tkwiącym w ustach!) pewnego ogrodnika, do którego miało trafić podejrzane kakao. Ślad wiedzie do pasera z Brzeskiej, niejakiego Pilarczyka. Twardy gość – „Trzęsie całą Pragą, Targówkiem i Zaciszem”. Skradzione kakao rozchodzi się bowiem po detalistach z Bazaru Różyckiego. Wspomniany zaś ogrodnik miał wykorzystywać kakao w charakterze kompostu dla orchidei. I tu dotykamy istotnej symboliki zawartej w książce. Cała rzecz bowiem idzie o los dziewczyny imieniem Magda, poznanej początku powieści. Oto z przestępczego podglebia ma szansę wyrosnąć piękny kwiat. Ale czy to możliwe? Skoro wokoło napady, kradzieże i morderstwa? Pytam retorycznie.
Powieść jest rozbudowana, wielowątkowa i czasem odnosimy wrażenie chaosu, ale autorka znakomicie panuje nad materią całości i wszystkie nitki prowadzą w końcu do właściwych kłębków, a czytelnik jest zadowolony, że przeczytał kolejny soczysty kryminał z bogatym tłem obyczajowym, na czym intryga broń boże nic nie traci. Główne nici śledztwa trzyma Korosz, ale jego oficerem linowym jest porucznik Cieślik ze służby X czyli podręczny tajniak. O życiu prywatnym Korosza nic nie wiemy. Jeżeli nawet wyraża pewne zainteresowanie pojawiającymi się kobietami to jednak nie wykracza ono poza relacje szarmancko-służbowe, to Cieślik pozwala sobie na afekt wobec Magdy, która jest przez swoich określana per…Mata Hari z Czerniakowa. I znów kobieta nie schodzi na złą drogę dzięki zbawiennemu zaangażowaniu Milicji Obywatelskiej. Przypomnijmy, że w „Dziewczynie znikąd”, to Korosz wyciągał z dna Zuzannę Herc. Teraz ma od tego swoich ludzi.

RAFAŁ FIGIEL (Klub MOrd):
„Orchidee z ulicy szkarłatnej” były pierwszą przeczytana przeze mnie książką Heleny Sekuły i są do tej pory książką ulubioną. A stało się to za sprawą dwóch przede wszystkim powieściowych wątków. Pierwszy z nich to romans jednego z milicjantów z dziewczyną z marginesu, będącą na dodatek osobą ważną dla prowadzonego śledztwa. Wątek jest istotny – autorka w swoich późniejszych powieściach kładzie świadomie spory nacisk na warstwę obyczajową. Mamy tu do czynienia ze szczególną reinterpretacją mitu Pigmaliona: oto młody porucznik MO, nie bacząc na krytykę ze strony przełożonych, poddaje młodą przestępczynię – Magdę – prywatnemu procesowi resocjalizacji. Efekt – „Dziewczyna otoczona życzliwością i troskliwym staraniem, rozkwitła”. To ona jest tak naprawdę tytułową orchideą – kwiatem wymagającym cieplarnianych warunków, lecz odwdzięczającym się cierpliwemu ogrodnikowi cudownym, egzotycznym pięknem. Sekuła przypomniała w sposób trochę może naiwny, lecz bardzo sympatyczny niby tak oczywistą, lecz przez wielu zapomnianą tezy, że nikt nie rodzi się zły i wiele zależy od środowiska w jakim się człowiek rozwija, od ludzi, którzy go otaczają. Za sprawą Magdy książka jest jedną z najpogodniejszych i najbardziej „optymistycznych” powieści kryminalnych, jakie czytałem. Drugim ciekawym wątkiem jest ulubiony i w związku z tym zaciekle tropiony przeze mnie w powieściach kryminalnych wątek szachowy. Otóż przestępcy posługują się w kontaktach między sobą kartkami pocztowymi z zapisem pewnego oryginalnego otwarcia szachowego.
Otwarcie nazywa się „Orangutan”. Czy rzeczywiście istnieje takie otwarcie? I skąd taka dziwna nazwa? Otóż w 1924 roku organizatorzy międzynarodowego turnieju szachowego w Nowym Jorku, w przerwie między kolejnymi rundami zaprowadzili uczestników do ogrodu zoologicznego. Polski arcymistrz Ksawery Tartakower spędzał wolny czas przypatrując się siedzącemu w jednej z klatek orangutanowi. Tego samego popołudnia rozpoczął partię z węgierskim arcymistrzem Gezą Maroczym ruchem 1.b2-b4. Partia zakończyła się remisem. Na pytanie Węgra, co to za otwarcie, odparł, że jest to wynik konsultacji z orangutanem. Opisując to wydarzenie w jednym z czasopism szachowych oburzony Maroczy stwierdził, że „tego rodzaju konsultacje i analizy są niedopuszczalne”.

JAN MÓL (Klub MOrd):
Ważną rolę w powieści odgrywa przemyt holenderskiego kakao firmy Veneera. Pytanie, co się w nim takiego znajduje, że badylarz używa go jako pożywkę do uprawy storczyków nurtuje czytelnika przez większość powieści. Debiut orangutana wymyślony ponoć przez arcymistrza szachowego Tartakowera pomaga milicjantom w udowodnieniu przestępstwa. W jaki sposób? Proszę zajrzeć do książki Heleny Sekuły. Nota: cytowane powyżej opinie cytowane są we fragmentach i zostały poddane korekcie. Projekt okładki: Marcin Labus.
Średnia ocen
6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Orchidee z ulicy szkarłatnej w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Orchidee z ulicy szkarłatnej

Średnia ocen
6,7 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Orchidee z ulicy szkarłatnej

Sortuj:
avatar
761
729

Na półkach: , , ,

Międzynarodowa siatka przemytnicza, obrotny badylarz i warszawski półświatek kryminalny, a do tego odrobina oryginalnego love story pomiędzy milicjantem a jedną z podejrzanych.
+
Napad na goszczącego w Polsce Holendra - wśród zagrabionych przedmiotów było 80 (!) kilo kakao (!) - podobno na prezenty dla „polskich hodowców rzadkich odmian orchidei”.
Wkrótce w okolicznych sklepach mają miejsce dwie kradzieże - trzeba trafu, tego samego rodzaju holenderskiego kakao.
Kiedy dodatkowo do jednego ze szpitali trafia kobieta z zatruciem po spożyciu babki upieczonej na takimże samym kakao - major Korosz rozpoczyna intensywne śledztwo.
Obejmuje ono osobę i interesy ogrodnika, na którego zaproszenie Holender przebywał w Polsce. Badylarz wyjaśniał, że używają oni kakao jako szczególnego nawozu mającego pomóc w hodowli rzadkich odmian orchidei.
Parę miesięcy dochodzenia nie przynosi żadnego rezultatu, ale w święta Bożego Narodzenia w willi badylarza brutalnie zamordowana zostaje jego żona. Wkrótce „służba X” (czyli przykrywkowcy) wkracza do akcji, u ogrodnika zatrudniony zostaje porucznik Cieślik…
+
Twórczość Heleny Sekuły, „drugiej” (jeżeli za tę „pierwszą” uznać Annę Kłodzińską) damy polskiego kryminału milicyjnego, ma parę charakterystycznych cech. Przede wszystkim - spiętrzenie przestępstw. Osią fabuły jest działalność zorganizowanej międzynarodowej szajki przemytniczej, ale na tle tej afery pojawią się napad rabunkowy, włamania do sklepów, handel fałszywymi dolarami, paserstwo, w końcu zaś - creme de la creme - morderstwo. Druga cecha obecna u Sekuły to zauroczenie klimatem warszawskiego półświatka, językiem, zachowaniem warszawskiej ulicy.
Zasadnicza fabuła powieści jest taka „według przepisu”. Sam główny pomysł na aferę przemytniczą jest zdrowo przestrzelony i mało prawdopodobny, ale pozostałe zdarzenia opisane są z czuciem i całkiem przekonująco.
Śledztwo prowadzi major MO Andrzej Korosz (rzadko sprawę prowadzi tak wysoki rangą oficer),jego głównym pomocnikiem jest „przykrywkowy” porucznik Cieślik (działanie pod przykryciem to częsty modus operandi służb PRL),ich szefem jest zaś płk Lis. Ciekawym wątkiem jest romans porucznika z podejrzaną dziewczyną - nawet jeśli mało wiarygodny, to uroczo i ciepło opisany. To trochę ożywia śledczych, Korosz bowiem i Lis to, jak zwykle, kartonowe wycinanki bez śladu prywatnego życia, a nie pełnokrwiste postaci.
W odróżnieniu do kryminałów „zachodnich” to nie nadzwyczajne przymioty detektywów, a siła i ogrom organizacji prowadzą do wyjaśnienia sprawy. To tabuny zaangażowanych w sprawę milicjantów, totalna wielomiesięczna inwigilacja, kontrola korespondencji itp. na koniec przyniosą efekt.

Przyzwoite milicyjne czytadło.

Międzynarodowa siatka przemytnicza, obrotny badylarz i warszawski półświatek kryminalny, a do tego odrobina oryginalnego love story pomiędzy milicjantem a jedną z podejrzanych.
+
Napad na goszczącego w Polsce Holendra - wśród zagrabionych przedmiotów było 80 (!) kilo kakao (!) - podobno na prezenty dla „polskich hodowców rzadkich odmian orchidei”.
Wkrótce w okolicznych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

53 użytkowników ma tytuł Orchidee z ulicy szkarłatnej na półkach głównych
  • 28
  • 24
  • 1
16 użytkowników ma tytuł Orchidee z ulicy szkarłatnej na półkach dodatkowych
  • 10
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Orchidee z ulicy szkarłatnej

Inne książki autora

Helena Sekuła
Helena Sekuła
Helena Sekuła – polska pisarka, autorka powieści kryminalnych. Lata wojny spędziła na Białostoczyźnie. Później, po powrocie do Warszawy, przez wiele lat pracowała jako referent prasowy Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej. Autorka powieści kryminalnych i kryminalno-obyczajowych debiutowała na łamach prasy. Jej opowiadania i powieści w odcinkach drukowano m.in. w Słowie Powszechnym, Kurierze Polskim i jego lokalnych mutacjach. Posługiwała się również pseudonimem Helena Turbacz.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Testament królowej Nefertite Jerzy Głowacki
Testament królowej Nefertite
Jerzy Głowacki
W warszawskiej willi znalezione zostaje ciało profesora Sulimy - znanego odkrywcy i egiptologa. Ciało leży obok marmurowego sarkofagu, który 3 miesiące wcześniej sprowadzono do Polski z Egiptu celem dokładnych badań (zainteresowanie naukowców wzbudziła przede wszystkim ukryta w sarkofagu tulejka zawierająca informacje na temat miejsca ukrycia skarbu królowej Nefertite - zaszyfrowana, rzecz jasna). W sprawę wydaje się zamieszany asystent profesora, który zarazem jest narzeczonym jego pięknej córki (która z kolei wpada w oko prowadzącemu sprawę kapitanowi...). W celu rozwiązania sprawy kapitan rusza do Egiptu, gdzie udając dziennikarza instaluje się wśród współpracowników zamordowanego profesora. Książka zawiera wszystko co niezbędne dla klasycznego kryminału: zagadkowe zabójstwo, tajemniczy manuskrypt, kiełkujące uczucie, odrobinę egzotyki, szczyptę historii Egiptu i klimat archeologicznego obozu z różnorodnymi typami naukowców (a ponad tym wszystkim wieje doprowadzający do szaleństwa pustynny wicher Chamsin...). Czyta się więc ją miło i przyjemnie przez całe 180-kilka stron. Ostatnie 40 stron jest zdumiewająco słabe. Akcja nagle przyspiesza, dialogi zaczynają brzmieć sztucznie, a wszystko zaczyna trącać jakimś średnio udanym kinem akcji. Ogólnie odnieść można wrażenie, że autorowi znudziło się pisanie książki i jak najszybciej starał się domknąć wszystkie wątki. Reasumując - byłam gotowa dać 8 gwiazdek, ale końcówka zjechała na maksymalnie 4, a więc powiedzmy, że średnio 6
filak - awatar filak
ocenił na69 lat temu
Pomysł za siedem milionów Jerzy Edigey
Pomysł za siedem milionów
Jerzy Edigey
Trochę przez przypadek trafiła w moje ręce książka „Pomysł za siedem milionów” pana Jerzego Edigeya, lecz był to bardzo szczęśliwy przypadek. Autor jest dzisiaj chyba lekko zapomniany, a szkoda, bo miał dobre pióro. Na drodze pomiędzy Warszawą a Nadarzynem dochodzi do zuchwałej kradzieży: samochód transportujący owe tytułowe siedem milionów na wypłaty dla pracowników fabryki w Nadarzynie zostaje zatrzymany przez patrol milicyjny i pod pozorem kontroli pojazdu milicjant zajmuje miejsce kierowcy, by po chwili odjechać w siną dal z torbą pełną pieniędzy na siedzeniu. Sprawa nabiera rozgłosu i do jej rozwikłania zostaje oddelegowany major Janusz Kaczanowski, doświadczony śledczy, lecz jednocześnie zatwardziały kawaler i wielbiciel płci pięknej w jednym. Śledztwo choć jest zakrojone na szeroką skalę szybko staje w martwym punkcie, bo potencjalnych podejrzanych są setki, a śladów prowadzących do prawdziwych sprawców jest jak na lekarstwo. Milicja pracowicie i drobiazgowo sprawdza każdy trop, odwala kawał roboty w każdym możliwym obszarze (a nie jest to łatwe, biorąc pod uwagę, że nie były to czasy Internetu, komórek, różnych baz danych dostępnych po kilku kliknięciach, czy nawet powszechnej dostępności telefonów) , ale największym sprzymierzeńcem milicji okazuje się czas i niecierpliwość złodziei, którzy po okresie przyczajenia się, wreszcie chcą zacząć wydawać skradzioną kasę i nacieszyć się odrobiną luksusu, jaką mogą za nią kupić. Oczywiście, jest to luksus na miarę PRL-u, czyli np. używane BMW, dżinsy z Pewex-u, czy ciuchy z komisu. Dzisiaj może brzmi to zabawnie, ale chyba dla mnie te realia codziennego życia (a także sposoby radzenia sobie z brakami systemu zaopatrzenia w dobra wszelkiego rodzaju) stanowią największą trakcję książki. Fajna lektura.
Elżbieta - awatar Elżbieta
oceniła na74 miesiące temu
Czarny koń zabija nocą Jacek Roy
Czarny koń zabija nocą
Jacek Roy
W świnoujskim pensjonacie "Rybitwa" ma miejsce tajemnicze morderstwo kobiety. Zostaje ona uduszona szalikiem, gdy śpi obok męża. Dokładnie rok później w tej samej willi zbiera się dokładnie ta sama ekipa, co zeszłego lata i dochodzi do kolejnego zamachu. W czasie śledztwa wychodzi na jaw organizacja turnieju szachowego oraz jego stawka, która jest zdecydowanie wyższa niż butelka koniaku. O co naprawdę toczy się gra? Jakie powiązania łączą jej uczestników? Nie jest to typowy dla czasów PRL-u kryminał, gdyż dochodzenie prowadzą nie milicjanci, a naukowiec bawiący się w detektywa oraz działający na rzecz ówczesnych organów ścigania, o wdzięcznym imieniu Arystoteles. Nie ma tutaj również zamiennego dla tamtego okresu wychwalania pracy MO. Narracja została poprowadzona dwutorowo: pierwszoosobowo - z perspektywy majora nadzorującego śledztwo oraz trzecioosobowo, kiedy mamy już do czynienia z działaniami wyżej wspomnianego Arta Baxa. Autor przedstawia dość ciekawą intrygę, w której krew nie leje się strumieniami, a akcja nie pędzi na łeb na szyję. Powoli, tak jak po nitce do kłębka, docieramy do rozwiązania zagadki i poznania osoby zabójcy. Bohaterowie tworzą nietuzinkowy zlepek postaci, które zostały dość dobrze zarysowane. Zakończenie zaskakuje i powinno w pełni usatysfakcjonować czytelnika. Widać, że pisarz jest ogromnym miłośnikiem szachów oraz wiele o nich wie. Poświęca tej grze sporo miejsca w fabułę, a robi to w interesujący i nienużący sposób. Porównuje szachy do wojny pełnej podstępów, pułapek czy bezpardonowych bitew, ukazując tym samym ich trudność, ale też i piękno. To znakomita propozycja nie tylko dla miłośników kryminałów rodem z PRL-u czy szachowych rozgrywek. Z pewnością wielbiciele cosy crime i ciekawie uplecionych intryga znajdą w niej coś dla siebie.
ewelina_read - awatar ewelina_read
ocenił na711 miesięcy temu
Śmierć w hotelu Margaret Millar
Śmierć w hotelu
Margaret Millar
Seria „Z jamnikiem” cieszyła się w PRL-u sporą popularnością. Wydawnictwo Czytelnik prezentowało w niej powieści kryminalne i fantastyczne z całego świata, Chandlera, Christie, czy chociażby Zeydlera-Zborowskiego. Margaret Millar nie była wówczas największą gwiazdą, ale parę przyzwoitych powieści napisała. Choćby taką Śmierć w hotelu. Początek nie jest zbyt skomplikowany. Amy Kellogg wraz ze swoją przyjaciółką, Wilmą Wyatt, wyjeżdża na urlop do Meksyku. Wilma okazuje się niezbyt sympatyczną towarzyszką. Wiecznie niezadowolona, roszczeniowa i pozbawiona taktu, irytuje ludzi dookoła. Wydaje się osobą zrażoną do świata i niepotrafiącą docenić jego piękna. W dodatku nadużywa alkoholu. Nie trwa to długo, bo Wilma pewnego dnia wypada z balkonu i rozbija sobie głowę o chodnik. Trup na miejscu. Mąż Amy, Rupert, szybko przyjeżdża na miejsce, by udzielić wsparcia zszokowanej i przerażonej żonie. Tydzień później wraca do San Francisco, ale bez małżonki. Jej bliskich informuje, że Amy wyjechała do Nowego Jorku, by otrząsnąć się i nabrać dystansu do całej tej historii. Jednak jej brat, Gill, nabiera podejrzeń. Postanawia wynająć detektywa, bo nie może uwierzyć, że jego ukochana siostra tak po prostu wyjechała, nie zadzwoniwszy wcześniej do domu. No właśnie, w dzisiejszych czasach taki problem rozwiązałoby się szybko. Telefon, e-mail i sprawa jasna. Akcja książki toczy się kilkadziesiąt lat temu, w dobie telefonów stacjonarnych, a Amy najwyraźniej ich unika. Czy na pewno jest w Nowym Jorku? A może Rupert z jakichś powodów ją zabił? Śmierć w hotelu oferuje zagadkę, która zostaje rozwiązana dopiero na końcu powieści. Autorka skutecznie myli tropy i podpuszcza czytelnika. W dodatku sprawnie kluczy pomiędzy tajemnicą a psychologiczną analizą bohaterów. Kto lubi takie podejście w miejsce prostej i szybkiej akcji, będzie z tej książki zadowolony. Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/ Zapraszam do współpracy autorów i wydawców!
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na62 lata temu

Cytaty z książki Orchidee z ulicy szkarłatnej

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Orchidee z ulicy szkarłatnej