Niezwykła wędrówka Harolda Fry

Okładka książki Niezwykła wędrówka Harolda Fry autora Rachel Joyce, 9788324066247
Okładka książki Niezwykła wędrówka Harolda Fry
Rachel Joyce Wydawnictwo: Znak literatura piękna
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Unlikely Pilgrimage of Harold Fry
Data wydania:
2023-06-05
Data 1. wyd. pol.:
2013-03-18
Data 1. wydania:
2012-07-24
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324066247
Tłumacz:
Tomasz Macios
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Niezwykła wędrówka Harolda Fry w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Niezwykła wędrówka Harolda Fry

Średnia ocen
7,0 / 10
365 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Niezwykła wędrówka Harolda Fry

avatar
346
47

Na półkach:

Niezwykła wędrówka Harolda Fry autorstwa Rachel Joyce to ciepła, refleksyjna opowieść o zwykłym człowieku, który wyrusza w spontaniczną pieszą podróż przez Anglię do chorej na raka koleżanki sprzed lat, wierząc, że jego wędrówka może uratować czyjeś życie. To historia o nadziei, żalu i drugiej szansie, pokazująca jak długa droga może prowadzić także do wewnętrznej przemiany.

Niezwykła wędrówka Harolda Fry autorstwa Rachel Joyce to ciepła, refleksyjna opowieść o zwykłym człowieku, który wyrusza w spontaniczną pieszą podróż przez Anglię do chorej na raka koleżanki sprzed lat, wierząc, że jego wędrówka może uratować czyjeś życie. To historia o nadziei, żalu i drugiej szansie, pokazująca jak długa droga może prowadzić także do wewnętrznej przemiany.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
90
62

Na półkach:

Niezwykła! Ożywcza. Dla tych, którzy potrafią się przy książce odprężyć. Natomiast zupełnie nie dla tych, którzy bezrefleksyjnie rozczytują się w papce agresywnych, wulgarnych i tępych kryminałów polskich pisarek czy pisarzy.
To książka dla ludzi myślących.

Niezwykła! Ożywcza. Dla tych, którzy potrafią się przy książce odprężyć. Natomiast zupełnie nie dla tych, którzy bezrefleksyjnie rozczytują się w papce agresywnych, wulgarnych i tępych kryminałów polskich pisarek czy pisarzy.
To książka dla ludzi myślących.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
482
337

Na półkach:

Potrzebowałam jakiegoś zajęcia przy łuskaniu orzechów i padło na film „Niezwykła wędrówka Harolda Fry” i dobrze zrobiłam, bo rola Jima Broadbenta, a szczególnie jego oczy i spojrzenie urzekły mnie i myślę, że oddały zapewne piękne słowa i przesłanie z książki Rachel Joyce.
Starszy pan, dotąd żyjący wraz z żoną raczej wydawałoby się – „flegmatycznie” – całkiem spontanicznie i bez żadnego przygotowania postanawia przejść pieszo 500 mil, aby wesprzeć w wyzdrowieniu swoją przyjaciółkę, wobec której ma dług wdzięczności. Ta wędrówka na różnych etapach przynosi spotkania różnych ludzi, rozmyślania, wewnętrzną spowiedź i pokutę oraz oczyszczenie jego i jego żony z traumy, z którą zamknęli w swoim domu.

Potrzebowałam jakiegoś zajęcia przy łuskaniu orzechów i padło na film „Niezwykła wędrówka Harolda Fry” i dobrze zrobiłam, bo rola Jima Broadbenta, a szczególnie jego oczy i spojrzenie urzekły mnie i myślę, że oddały zapewne piękne słowa i przesłanie z książki Rachel Joyce.
Starszy pan, dotąd żyjący wraz z żoną raczej wydawałoby się – „flegmatycznie” – całkiem spontanicznie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1222 użytkowników ma tytuł Niezwykła wędrówka Harolda Fry na półkach głównych
  • 747
  • 458
  • 17
222 użytkowników ma tytuł Niezwykła wędrówka Harolda Fry na półkach dodatkowych
  • 155
  • 17
  • 16
  • 10
  • 9
  • 9
  • 6

Inne książki autora

Rachel Joyce
Rachel Joyce
Karierę zaczynała jako aktorka - w teatrze spędziła dwadzieścia lat. Teraz ma czwórkę dzieci, wyprowadziła się z Londynu na wieś, a po jej domu plącze się mnóstwo psów, kotów i świnek morskich. Niezwykłą wędrówkę Harolda Fry pisała w ogrodzie albo w kuchni przed świtem, zanim wstała rodzina, czasem nawet dyktowała ją dzieciom w drodze do szkoły, które pospiesznie zapisywały zdania na tylnym siedzeniu samochodu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wyspa z mgły i kamienia Magdalena Kawka
Wyspa z mgły i kamienia
Magdalena Kawka
Jak Magdalena Kawka pisze na swoim blogu główną bohaterką jej, co stwierdziłam w trakcie czytania, świetnie i z dużym polotem napisanej książki jest przede wszystkim Kreta. Już sam tytuł powieści, "Wyspa z mgły i kamienia", to potwierdza a resztę znajdujemy w powieści: surowość skalistych wybrzeży złagodzoną fantastycznymi plażami i lazurem otaczającego wyspę morza oraz jej historię, tę odleglejszą i tę niezbyt odległą, bo związaną z II wojną światową - tragiczną historię jej samej oraz jej mieszkańców. O odwiedzeniu Knossos i innych miejsc na Krecie Julia, dzięki której czytelnik poznaje tę wyspę, marzyła od dawna, od czasu, gdy ojciec zaszczepił w niej swymi opowieściami miłość do historii starożytnej. Julia zawsze żałowała, że za namową matki wybrała bardziej praktyczny zawód, studiując medycynę, ale teraz, będąc już w wieku przed emerytalnym, gdy została właścicielką kamienic jej marzenia mogły zostać spełnione. Trzeba było jednak podjąć, wbrew temu co myślą o jej zamiarze dorosłe córki, dwie brzemienne w skutkach decyzje. Pierwsza z nich to spieniężenie odziedziczonych kamienic a druga to rezygnacja z pracy a zatem i z przyszłej emerytury. Gdy już podejmie to ryzyko jej zamiary okażą się być bardziej śmiałe niż same marzenia, gdyż udaje jej się kupić dom w jeszcze ustronnej, cichej i pięknie położonej Falasarnie, gdzie przenosi się na stałe. Julii, zmęczonej wieloletnią pracą w szpitalu i wielkomiejskim Poznaniem, Falasarna jawi się oazą oczekiwanego spokoju. Wspaniale położony i wygodny dom, nie narzucające się sąsiedztwo oraz brak turystów ma jej to wszystko zapewnić. Ale jak się okazuje z czasem i to miejsce ma swoje tajemnice a one są również udziałem jej sąsiadów, stanowiących dziwną międzynarodową społeczność. Poznani zaś tuziemcy potrafią być niebezpiecznie zaplątani a przygoda w jaką wciągnie ją jej nadmierna ciekawość i chęć zgłębienia przeszłości niemieckiego archeologa a zarazem ojca Martina, od którego kupiła dom o mały włos nie przyprawi ją o śmierć. Zaczęłam czytać "Wyspę z mgieł i kamieni" nie mając zupełnie pojęcia co mnie czeka, gdyż nawet informację wydawnictwa potraktowałam dość zdawkowo. Ale po przeczytaniu książki stwierdziłam, że tym razem ta informacja jest adekwatna do treści co się nieczęsto wydawnictwom zdarza. Powieść Magdaleny Kawki zapewniła mi nie tylko intrygującą i bardzo dobrze się czytającą lekturę, która wciągnęła mnie swą fabułą w zasadzie już od początku a od połowy trzymała nawet w sporym napięciu, gdy nadpobudliwa i nad wyraz odważna mimo swego już zaawansowanego wieku Julia pakowała się w poważne tarapaty, ale dodatkowo dzięki ciekawym i bogatym opisom pokazała mi uroki wyspy, której do tej pory nie znałam. Ta obrazowość opisów krajobrazu, przyrody, zabytków i ludzi sprawiła, że moja wyobraźnia została skutecznie pobudzona i zamarzyła mi się Kreta ze swym surowym pięknem i czasem, który wydawać by się zdawało płynie tam o wiele wolniej i spokojniej niż u nas.
natanna - awatar natanna
oceniła na79 lat temu
Tajny dziennik Sebastian Barry
Tajny dziennik
Sebastian Barry
Sebastian Barry napisał jedną z tych rzadkich książek, które przedstawiają emocje bez sentymentów, skrajnie przeciwstawne poglądy z neutralnością i złożone wydarzenia w sposób łatwy do zrozumienia. Hipokryzja kościoła opisana jest tutaj bez urazy, pozwalając czytelnikowi wyciągnąć obiektywne wnioski. Okrutne, nieczułe, obojętne instytucje, legitymizowane przez kościół katolicki, na początku ubiegłego wieku, zajmowały się zarówno odbieraniem dzieci samotnym matkom i zarabianiem na sprzedaży niemowląt, jak i szerzeniem strachu oraz narzucaniu religijnego posłuszeństwa kobietom, które oficjalnie traktowano jako obywatelki drugiej kategorii. Pozostałe organizacje tamtego okresu, które zajmowały się osobami uznanymi za niepoczytalne lub napiętnowanymi jako takie dla wygody ich despotycznej rodziny, przez wiele lat równie nie okazywały empatii swoim ofiarom. Powyższe instytucje zostały tutaj przedstawione z umiejętnością, która pozwala czytelnikowi na wyrobienie sobie opinii pozbawionych wpływu autora. Jesteśmy w stanie czytać i wczuwać się w sytuację bez bycia pouczanym. Dla mnie jako ateisty sprawa jest prosta - od wieków kościół wykorzystywał swoją pozycję dla zaspakajania własnych potrzeb: dążenia do władzy, zbijania majątku, a co w tym wszystkim najgorsze do wykorzystywania kobiet i dzieci w tym również wykorzystywania seksualnego. Podejrzewam, że niektórzy z tych, którzy mają jakąkolwiek formę głębokiej wiary, mogą mieć trudności z zaakceptowaniem tego, co Barry przedstawia w tej powieści. "Tajny dziennik" to jakby dwie równoległe historie, Roseanne Clear i doktora Grene'a, opowiedziane są z taką szczerością, bezstronnością i prawdą, że czytelnik wczuwa się w sytuację, która się w nich rozgrywa. Poznajemy terrorystów, morderców, kochanków, cudzołożników, opiekunów, rodziców, lekarzy, księży i ​​zakonnice, awanturników i tchórzy. Zakończenie jest trudne, ale tak cudownie trafne, że książkę można zamknąć po ostatniej stronie z głębokim poczuciem satysfakcji.
krisoporanku - awatar krisoporanku
ocenił na81 miesiąc temu
Ona pierwsza Maggie O'Farrell
Ona pierwsza
Maggie O'Farrell
Na pewno okładka z tajemniczą kobieta przykuwa uwagę. Akcja umiejscowiona jest w malowniczym zakątku Anglii, na pograniczu Devon i Kornwalii. Młoda Aleksandra jest muzą Innesa, który patrzy na nią jak na malarskie dzieło sztuki. Przez matkę jest traktowana jako darmowa opiekunka do młodszego rodzeństwa. Wybiera więc samodzielność i przebicie się w środowisku artystycznej bohemy. Z kolei współcześnie Elina to młoda matka, dochodząca do siebie po trudnym porodzie. Nie potrafi nawiązać z dzieckiem więzi, jest przytłoczona obowiązkami rodzicielskimi. Doświadcza też jakichś przeskoków w pamięci. Pragnie ustalić, jakie było jej dzieciństwo,bo wersja rodziców nie zgadza się z przebłyskami wspomnień . Szuka pomocy psychiatrycznej. Partner Ted nie wie, jak jej ulżyć w cierpieniu i oszołomieniu. Sam mądrze wybiera, spędzając czas z synem, jest autentycznie dumny i szczęśliwy, uosabia nowoczesnego ojca. Elina zaś czuje się wyobcowana w Ameryce, jej fińskie korzenie, wychowanie Lexie to nowe wyzwolone wcielenie Aleksandry, która odkrywa świat seksu i inne dorosłe zabawy. Mieszka z Innesem, choć żona usiłuje go odzyskać. Gdy wychodzą na jaw jej umiejętności, awansuje na stanowisko redakcyjne. Nawet ląduje w Sajgonie, zostając korespondentem wojennym. Miała dziecko, które szaleńczo kochała, ale niestety utonęła. Jego biologiczny ojciec wziął chłopca i stworzył mu fikcyjną rodzinę, i to właśnie jest Ted, którego całe życie oszukiwano. Subtelna proza.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na75 lat temu
Co nam zostało Zeruya Shalev
Co nam zostało
Zeruya Shalev
🪞🧬 Rodzina, która nie umie przestać być rodziną 🧬🪞 🎭 Gatunek: powieść rodzinna / psychologiczna z izraelskim tłem – kibuc, historia, polityka raczej w tle
 🌡️ Nastrój: gęsty, melancholijny, chwilami duszny, ale z cichymi przebłyskami czułości
 🎧 Tryb czytania: w dłuższych ciągach, najlepiej wieczorem – trzeba wejść w rytm zdań i przeskoków
 ⭐ Ocena: mocne 7/10 – literacko bardzo wysoko, emocjonalnie poruszająca, ale momentami przyciężka 🧬 Sedno – matka, dwoje dzieci i cały bagaż, którego nie da się zrzucić 🧬 
To nie jest „powieść o Izraelu” ani „kibucowy fresk”, tylko historia bardzo intymna: stara, gasnąca matka, dorosłe dzieci – i pytanie, co nam zostaje z rodziny, kiedy już nie ma złudzeń ani wielkich narracji. Mamy trzy głosy: Chemdę, która leży w łóżku i zanurza się w pamięci jak w jeziorze; Dinę, duszącą się między byciem matką a byciem „jeszcze sobą”; i Awnera, prawnika od skrzywdzonych, który sam jest kompletnie poplątany emocjonalnie. Shalev miesza ich perspektywy, robi gwałtowne cięcia w czasie – od dzieciństwa w kibucu po współczesne kryzysy – ale dzięki temu dobrze czuć, jak przeszłość wżera się w teraźniejszość. Na końcu miałem w gardle tę charakterystyczną kulkę – nie przez wielki twist, tylko przez bardzo prosty, ludzki gest. 🧩 Co mi tu mocno zagrało 🧩
 🔹 Język i obrazy – proza gęsta, ale precyzyjna. Dużo długich zdań, metafor, motywów, które wracają (woda, jezioro, ciało, oddychanie). Literacko „wysokie C”, a nie tylko porządna obyczajówka.
 🔹 Przeskoki – te gwałtowne przejścia: ze szpitala do kibucu, z kuchni Diny do spraw Beduinów, z teraźniejszości w dzieciństwo. Zaskakujące, ale po chwili wchodzą w krew i budują fajne napięcie.
 🔹 Rodzicielstwo bez lukru – matki, które nie umiały być matkami, dzieci, które niby mają „lepiej”, a i tak noszą w sobie braki poprzedniego pokolenia. Bez coachingowej nadziei, ale też bez łatwego potępienia.
 🔹 Czułość wśród neuroz – dużo tu gniewu, rozczarowania, zaciętych monologów wewnętrznych, a mimo to co jakiś czas przebijają drobne momenty czułości, które autorka potrafi zagrać jednym zdaniem. 🪓 Co mnie męczyło (dlaczego nie 9/10) 🪓
 🔸 Momentami przytłacza – są fragmenty, gdzie jedna emocja jest mielona bardzo długo. Zamiast „uderzenia” jest raczej szuranie po tym samym nerwie.
 🔸 Nierówne tempo – raz fabuła idzie świetnie, innym razem miałem wrażenie, że stoję w miejscu wewnątrz jednej głowy o kilka stron za długo.
 🔸 Lekki melodramatyzm – czasem czuć, że autorka mocno „dociska dramat”, jakby bała się zostawić coś w półtonie. Na mnie to miejscami działało, ale bywało o krok od przesady. To nadal „bardzo dobra proza”, tylko nie taka, którą chciałbym mieć w głowie non stop – bardziej książka, do której dobrze wejść, przeżyć, ale niekoniecznie zamieszkać na długo. 🪞 Migawka, z którą zostałem 🪞
 Najmocniej zostały mi obrazy z końcówki: ciało, które się kurczy, pamięć, która raz odpływa, raz wraca z brutalną ostrością, i dorosłe dzieci – wciąż trochę jak dzieci – próbujące coś naprawić za późno. Pytanie z tytułu („co nam zostało?”) na końcu nie jest filozoficzną zagadką, tylko bardzo konkretnym doświadczeniem: zostaje parę gestów, kilka scen, trochę czułości i cały bagaż, z którym trzeba nauczyć się żyć. 🎯 Dla kogo / kiedy warto 🎯
 Dla czytelnika, który:
 🔹 lubi gęstą psychologię i rodzinne labirynty, a nie szybkie fabularne fajerwerki,
 🔹 ma cierpliwość na długie zdania i przeskoki perspektyw,
 🔹 nie boi się książek o starzeniu, umieraniu i „wyczerpaniu się” pewnych ról (matka, dziecko, partner). 📈 Dla mnie – mocne 7/10: literacko bardzo wysoko, emocjonalnie poruszająca, z finałem, który naprawdę chwyta, ale z trasą po drodze chwilami zbyt ciężką, by dać wyższą notę.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na73 miesiące temu
Olvido znaczy zapomnienie María Dueñas
Olvido znaczy zapomnienie
María Dueñas
„Czasem całe nasze życie w jednej chwili wywraca się do góry nogami tak gwałtownie, jak wypadająca z szyn lokomotywa.” [1] „ODPOCZNIJMY, POŁÓŻMY SIĘ…” [2] Trzy lata po opublikowaniu bestsellerowej „Krawcowej z Madrytu”, María Dueñas przenosi czytelnika do klimatycznej Hiszpanii. Tym razem historia dotyczy kobiety współczesnej, której z pozoru spokojne i ustabilizowane życie w jednym momencie rozsypuje się jak domek z kart. Co zrobi Blanca Perea, która u szczytu kariery zawodowej dowie się, że jej mąż ma romans? Jak potoczą się jej dalsze losy? Wkraczając w świat „Olvido…”, miałam wrażenie jakbym rzeczywiście znalazła się pod koniec XX wieku w Hiszpanii. Historia, jaką przedstawia autorka, sprawia, że widzimy ten kraj z zupełnie innej strony. Po wojnie domowej, w której zginęło ponad pół miliona ludzi, a wojska Franco zajęły Madryt… Hiszpania pogrążyła się w wieloletnim marazmie. To nie tylko próba pokazania skutków wojny domowej, ale i opowiedzenia historii rozbitych rodzin i emigrantów, dla których wojna stała się niegojącą się raną. II wojna światowa zepchnęła Hiszpanię na dalszy plan. Do dziś jest niewiele książek i autorów, którzy chętni są opowiedzieć o dyktaturze, która wówczas związała wielu literatom usta. Jednym z nich był Andres Fontana, którego losy będzie badać profesor filologii Blanca Perea. Obraz jaki narzuca nam autorka, sprawia, że dotąd zapomniana historia, dostanie nowe życie. María Dueñas nie tylko zahacza o historię, która stanowi w książce tło, dla rozważań na temat miłości i życia w związku małżeńskim. Historia jest tu pewnego rodzaju perłą wśród opowieści o zdradzonej żonie z dwójką dzieci. Dzięki notatkom, do których ucieka się doktor Perea, widzimy jak bohaterka nie tylko porządkuje archiwum zmarłego profesora, ale i analogicznie sprząta również swoje życie. Mamy okazję być świadkami renesansu. Wyrwania się z ciągłego rozżalanie i załamania, po to by nadać sobie i przyszłości nowy sens. Tak naprawdę rozpad związku małżeńskiego jest tylko kroplą w morzu tego, co przeczytamy w książce „Olvido znaczy zapomnienie”. Z początku bałam się, że będzie to dość banalna historia o złamanym sercu i próbie ucieczki w pracę, by zapomnieć o małżeńskich problemach. Sami zresztą przyznacie, że temat zdrady małżeńskiej chyba już jest tak zużyty, że aż trudno oczekiwać czegoś nowego. W dodatku czytając książkę María Dueñas bardzo się męczyłam. Nie jestem przyzwyczajona do narracji pierwszoosobowej. Zdawało mi się, że każdy dzień jest niemiłosiernie rozwleczony. Poczułam się trochę zawieszona w czasoprzestrzeni. Jestem przyzwyczajona do szybkich zwrotów akcji, niebanalnych ripost, humoru rodem z Familiady… A tu niestety było dość niepolsko. Bałam się, że porzucę lekturę po pierwszych paru rozdziałach. Ale cieszę się, że tego nie zrobiłam. To, co próbowała nam pokazać autorka, sprawiło, że faktycznie znalazłam się klimatycznej Hiszpanii. Ja z zasady nie lubię kulturowo-historycznych powieści. Często mnie one nużą i nie jestem stanie wyłuskać po takiej lekturze żadnego miłego słowa. Tu przyznam, że autorka włożyła wiele pracy, by przybliżyć nam uroki Hiszpanii. Mimo przewidywalności i może takiego zbagatelizowania niektórych mniejszych wątków, to całkiem dobra lektura na weekend. María Dueñas potrafii wykreować niebanalnych bohaterów, których osobowość aż (pozytywnie) przytłacza. Dla mnie zdecydowanym numerem jeden będzie szalona Nana, z którą chętnie napiłabym się w to smutne popołudnie „czegoś mocniejszego”. Odczuwam lekki niedosyt po tej lekturze. Chyba spodziewałam się w Hiszpanii jakiegoś ognistego romansu, który wyrwie Blancę z kajdanów nieudanego małżeństwa. Tymczasem autorka serwuje nam odgrzewany kotlet i jako czytelniczka, a nade wszystko kobieta czuję się oszukana. Pod względem historycznym, faktycznie, książkę można uznać za wartościową. Pod względem fikcyjnym moje wodze wyobraźni nie zostały na tyle pobudzone, żebym czuła się zaspokojona. W dodatku pomiędzy monotonię i przewidywalność wkradał się czasem do nas głos rodem z książek Paula Coleho. Dość oklepane sformułowania działają w tym wypadku bardziej na niekorzyść autorki. Mam nadzieję, że w kolejnych książka María Dueñas wyzbędzie się tej maniery. Nie uważam się za znawcę w aspekcie kulturalno-historycznym, ale Hiszpania, którą poznałam w tej powieści na długo pozostanie w moim sercu. I jeśli Wy, drodzy Czytelnicy, jesteście ciekawi o jakiej Hiszpanii mowa, musicie sięgnąć po tę książkę. Ja zaś muszę sięgnąć po wcześniejszą powieść autorki, bo mimo minusów jakie wyszczególniłam wcześniej, jestem ciekawa prozy, jaką serwuje María Dueñas. Nie wiem, co tam mnie do niej ciągnie. Sama jestem zaskoczona, że te długie 431 stron wciąż odbijają się we mnie echem. Może to zwykła ciekawość? A może faktycznie wątki kulturalno-historyczne nadają powieścią nowe życie… Kto wie, kto wie… „[…] dziękuję życiu za wszystko, co pomaga nam na co dzień być szczęśliwymi. Za oczy, bo dzięki nim możemy patrzeć na gwiazdy, za abecadło, bo z niego możemy układać piękne słowa, za stopy pozwalające nam zwiedzać miasta i biegać po kałużach, i za wszystkie te drobne rzeczy, którymi nie wszyscy mogą się cieszyć, a my, dopóki je mamy, powinniśmy podziękować za nie życiu.” [3] Książka została przekazana przez Business & Culture – strategie i komunikacja oraz Wydawnictwo MUZA SA za co jeszcze raz dziękuję. _______________________ [1] Maria Duenas, „Olvido znaczy zapomnienie”, Wydawnictwo MUZA SA, Warszawa 2014, s. 7 [2] Fragment piosenki Happysad, „Odpocznijmy” [3] Ibid., s. 212-213
Recenzencki - awatar Recenzencki
ocenił na79 lat temu
Klucz Sary Tatiana de Rosnay
Klucz Sary
Tatiana de Rosnay
Audiobook Obawiałam się tej książki ze względu na ciężką tematykę. Ponadto nie lubię pozycji w stylu „Tatuażysta z Auschwitz”, gdzie fikcja miesza się z faktami, ale czytając ma się wrażenie, że opisywane rzeczy to prawda historyczna, a tak nie jest. W „Kluczu Sary” wszystkie postacie są fikcyjne, ale wydarzenia mające miejsce we Francji w lipcu 1942 roku są jak najbardziej prawdziwe. Muszę przyznać, że moja wiedza o kolaboracji francuskiego rządu z Hitlerem przed lekturą tej książki była zerowa. Strasznie mnie to zszokowało, bo nie wyobrażam sobie podobnych rzeczy w czasie okupacji w Polsce. Tym bardziej, że w naszym kraju w przeciwieństwie do Francji za ukrywanie Żydów groziła kara śmierci. Akcja książki toczy się w Paryżu dwutorowo: w 1942 roku i współcześnie w 2002 roku. Bohaterką tej historii z przeszłości jest Sara, dziesięcioletnia Żydówka, która pewnej lipcowej nocy 1942 roku zostaje wraz z rodzicami brutalnie wyprowadzona z domu przez francuską policję. Ukrywa ona czteroletniego braciszka w schowku za ścianą i zabiera ze sobą klucz do tego schowka licząc, że niedługo wróci i brata uwolni. Nie ma pojęcia, że wszyscy Żydzi zabrani tej nocy z domów mają zginąć w Auschwitz. Bohaterką współczesnej opowieści jest amerykańska dziennikarka Julia Jarmond, która pisze artykuł o wydarzeniach z lipca 1942. Okazuje się rodzina jej męża przejęła w przeszłości mieszkanie należące do rodziców Sary. Bardzo to nią wstrząsa i postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się co stało się z Sarą i jej rodziną. „Klucz Sary” to poruszająca książka, o której nie da się zapomnieć. Nie była to lektura przyjemna, ale skłaniająca do refleksji o tym do czego doprowadza nienawiść i pogarda i że wielu Francuzów w czasie wojny nie zdało egzaminu z człowieczeństwa. Doprowadziła mnie do łez, ale dopiero na samym końcu. Nie będę zdradzać powodów, bo to byłby spoiler. Czepiłabym się tylko jednej rzeczy, a mianowicie nadmiernego używania przez autorkę słowa Oświęcim zamiast Auschwitz. Strasznie mnie to raziło. Usłyszałam o tej książce na kanale „Nie-zła historia” na YouTube. Wcześniej nigdy się z nią nie zetknęłam. Szkoda, że nie była lepiej promowana. Każdy powinien przeczytać „Klucz Sary”. Polecam.
Justyna - awatar Justyna
oceniła na88 miesięcy temu

Cytaty z książki Niezwykła wędrówka Harolda Fry

Więcej
Rachel Joyce Niezwykła wędrówka Harolda Fry Zobacz więcej
Rachel Joyce Niezwykła wędrówka Harolda Fry Zobacz więcej
Rachel Joyce Niezwykła wędrówka Harolda Fry Zobacz więcej
Więcej