Zdeptane kwiaty. Tom 1

- Kategoria:
- biografia, autobiografia, pamiętnik
- Format:
- papier
- Cykl:
- Zdeptane kwiaty (tom 1)
- Data wydania:
- 2022-12-14
- Data 1. wyd. pol.:
- 2022-12-14
- Liczba stron:
- 694
- Czas czytania
- 11 godz. 34 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788383132761
Nazwisko i wyznanie da się zmienić, korzeni możesz tylko się wyprzeć
Kilkuletnia Basia Lotze nie potrafi zrozumieć, dlaczego na każdym kroku musi zmagać się z kpinami i upokorzeniami ze strony rówieśników i dorosłych. Dopiero wiele lat później odkrywa, że dzieje jej przodków obfitują w bolesne doświadczenia, które zrodziły wzajemne żale i konflikty rzutujące na losy kilku pokoleń.
Praprzyczyną nieszczęść, jakie spadają na małżeństwo Eriki i Bernarda Lotzów – rodziców Basi, jest ich pochodzenie. Jako potomkowie niemieckich osadników, którzy osiedli na Mazowszu, czują się wyobcowani z polskiej społeczności, od której dzieli ich też wyznanie. Na własnej skórze odczuwają również skutki represji, jakim po II wojnie światowej poddano w Polsce osoby o niemieckich korzeniach.
Jak młoda dziewczyna poradzi sobie w otoczeniu, które widzi w niej intruzkę? A może jedyną szansą na spokojne życie jest wyparcie się swojej rodziny?
Po przesiedleniu rodzinę ojca osiedlono w spichrzu wraz z innymi rodzinami niemieckiego pochodzenia. Dziadkowie oboje pracowali w gospodarstwie. Dziadek za swą pracę otrzymywał najniższe wynagrodzenie. Najczęściej było to zboże lub inna wypłata w naturze, co pozwalało na skromne przeżycie. Babcia Laura pracowała w gospodarstwie na równi z mężczyznami, ale nie otrzymywała za to wynagrodzenia. Jej praca nie była nigdzie rejestrowana i nigdy z tego tytułu nie uzyskała renty. Jako Niemka nie mogła liczyć na pomoc państwa.
Starsi chłopcy (w tym mój ojciec) za przyzwoleniem władz zostali skierowani na służbę do lokalnych chłopów. Wykonywali tam wszystkie prace w gospodarstwie, nie dostając żadnej zapłaty. Spali ze zwierzętami w oborach i ogrzewali stopy w krowim łajnie.
Kup Zdeptane kwiaty. Tom 1 w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Zdeptane kwiaty. Tom 1
Poznaj innych czytelników
113 użytkowników ma tytuł Zdeptane kwiaty. Tom 1 na półkach głównych- Chcę przeczytać 80
- Przeczytane 31
- Teraz czytam 2
- Posiadam 4
- E-book 2
- 2023 2
- Lektury 2023 1
- Biografia autobiografia pamiętnik 1
- Brak? 1
- Moje 1
































OPINIE i DYSKUSJE o książce Zdeptane kwiaty. Tom 1
Bohaterką mrocznego i dusznego romansu Renee Linn „Zdeptane kwiaty. Tom 1” jest Elara, młoda kobieta, której życie przypomina kunsztownie ułożony bukiet, mający cieszyć oko innych, podczas gdy jej własne potrzeby i pragnienia zostają systematycznie tłamszone. Fabuła tej powieści to emocjonalny rollercoaster osadzony w świecie, gdzie miłość rzadko bywa czysta, a znacznie częściej staje się narzędziem manipulacji i kontroli. Elara trafia w sam środek skomplikowanej gry pozorów, w której główną rolę gra tajemniczy i niebezpieczny mężczyzna – postać uosabiająca wszystko, przed czym bohaterka powinna uciekać, a co jednocześnie przyciąga ją z niszczycielską siłą.
Moja ocena tego debiutu to 7/10. Renee Linn z dużą odwagą wchodzi w rejon dark romance, serwując czytelnikom historię, która nie bierze jeńców. To książka dla osób o mocnych nerwach, które w literaturze szukają nie tylko wzruszeń, ale przede wszystkim gęstej atmosfery, moralnej szarości i bohaterów, których nie da się jednoznacznie polubić, ale od których nie sposób oderwać wzroku.
Piękno w destrukcji
Największym atutem powieści jest jej intensywność. Autorka potrafi budować napięcie między bohaterami w sposób niemal namacalny. Relacja Elary z jej antagonistą/kochankiem jest toksyczna, pełna niedopowiedzeń i mroku, co idealnie koresponduje z tytułową metaforą zdeptanych kwiatów. Linn świetnie oddaje stan psychiczny osoby, która traci grunt pod nogami, a jej dotychczasowy system wartości zostaje wystawiony na najcięższą próbę.
Emocjonalny ciężar: Książka nie unika trudnych tematów – przemoc psychiczna, obsesja i walka o autonomię są tu na porządku dziennym.
Styl: Autorka posługuje się sugestywnym, momentami wręcz poetyckim językiem, co tworzy ciekawy kontrast z brutalnością niektórych scen.
Cliffhanger: Tom pierwszy kończy się w momencie, który pozostawia czytelnika z mnóstwem pytań i palącą potrzebą sięgnięcia po kontynuację.
Mrok, który wciąga
Warsztatowo „Zdeptane kwiaty” to sprawnie napisany romans z gatunku tych, które wywołują skrajne emocje. Można odnieść wrażenie, że niektóre schematy znane z nurtu mafia romance czy enemies to lovers są tu mocno eksploatowane, jednak Linn nadaje im swój własny, duszny sznyt. To, co dla jednych będzie zbyt kontrowersyjne, dla fanów gatunku stanie się największą zaletą – autorka nie boi się pokazywać mrocznej strony ludzkiej natury.
„Miłość w świecie Elary nie jest ratunkiem; jest klatką, której pręty lśnią złotem, ale wciąż ranią do krwi”.
Mankamentem może być momentami zbyt powolne tempo akcji w środkowej części książki, gdzie narracja skupia się niemal wyłącznie na wewnętrznych monologach bohaterki, co może nieco nużyć czytelników oczekujących szybszych zwrotów akcji. Niemniej jednak, jako otwarcie serii, „Zdeptane kwiaty” spełniają swoją rolę – intrygują i obiecują jeszcze więcej mroku w przyszłości.
Pierwszy tom serii Renee Linn to obiecujący początek dla miłośników mrocznych historii miłosnych. To opowieść o utracie niewinności i o tym, że czasem trzeba zostać zdeptanym, by móc odrodzić się w zupełnie innej, silniejszej formie. Jeśli szukasz lektury, która wywoła w Tobie niepokój i przyspieszone bicie serca, Elara i jej świat z pewnością Cię nie zawiodą.
Bohaterką mrocznego i dusznego romansu Renee Linn „Zdeptane kwiaty. Tom 1” jest Elara, młoda kobieta, której życie przypomina kunsztownie ułożony bukiet, mający cieszyć oko innych, podczas gdy jej własne potrzeby i pragnienia zostają systematycznie tłamszone. Fabuła tej powieści to emocjonalny rollercoaster osadzony w świecie, gdzie miłość rzadko bywa czysta, a znacznie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Ich pochodzenie było znamieniem, które w najmniej oczekiwanym momencie dawało o sobie znać."
„Zdeptane kwiaty” Renee Linn znakomicie wpisują się w aurę podążania ścieżką różnorodnych ludzkich losów. Trzy obszerne tomy zapewniają wiele godzin czytania. Przyglądam się obliczu codzienności postaci i wartościom, którymi kierowali się w życiu. Dowiaduję się, z czym musieli się mierzyć, o czym marzyli, czego pragnęli. Spoglądam na atrakcyjne sylwetki i osobowości. W obliczu prawdy, zagrożenia i wyzwań pokazują prawdziwą wersję siebie, nie zawsze korzystną i przychylną. W tle nawiązania do historii Polski i Mazowsza, skutki powojennych zawirowań terytorialnych, społecznych i wyznaniowych. Przeznaczenie potrafi boleśnie dokuczyć, ale to ludzie stają się źródłem ogromnego bólu i cierpienia. Niemieckie pochodzenie i ewangelicka wiara stają się źródłem dyskryminacji. Rodzi się poczucie zdrady przez państwo. Bohaterowie zbierają doświadczenia prześladowań o odwetowym podłożu ze strony ofiar konfliktu zbrojnego. Dostrzegam to, co opisywała autorka, co spotkało Niemców w Polsce w latach od czterdziestych do osiemdziesiątych, współczuję, jednocześnie mam świadomość niewspółmierności w stosunku do ogromu cierpień zgotowanych Polakom przez agresorów Niemców podczas drugiej wojny światowej... więcej na:
https://bookendorfina.blogspot.com/2025/10/zdeptane-kwiaty_1.html
bookendorfina.blogspot.com/2025/10/zdeptane-kwiaty-3.html
"Ich pochodzenie było znamieniem, które w najmniej oczekiwanym momencie dawało o sobie znać."
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Zdeptane kwiaty” Renee Linn znakomicie wpisują się w aurę podążania ścieżką różnorodnych ludzkich losów. Trzy obszerne tomy zapewniają wiele godzin czytania. Przyglądam się obliczu codzienności postaci i wartościom, którymi kierowali się w życiu. Dowiaduję się, z czym musieli się...
Nazwisko i wyznanie da się zmienić, korzeni możesz tylko się wyprzeć
Kilkuletnia Basia Lotze nie potrafi zrozumieć, dlaczego na każdym kroku musi zmagać się z kpinami i upokorzeniami ze strony rówieśników i dorosłych. Dopiero wiele lat później odkrywa, że dzieje jej przodków obfitują w bolesne doświadczenia, które zrodziły wzajemne żale i konflikty rzutujące na losy kilku pokoleń.
Praprzyczyną nieszczęść, jakie spadają na małżeństwo Eriki i Bernarda Lotzów – rodziców Basi, jest ich pochodzenie. Jako potomkowie niemieckich osadników, którzy osiedli na Mazowszu, czują się wyobcowani z polskiej społeczności, od której dzieli ich też wyznanie. Na własnej skórze odczuwają również skutki represji, jakim po II wojnie światowej poddano w Polsce osoby o niemieckich korzeniach.
Jak młoda dziewczyna poradzi sobie w otoczeniu, które widzi w niej intruza? A może jedyną szansą na spokojne życie jest wyparcie się swojej rodziny?
Dobrze napisana książka o losach niemieckiej mniejszości , która po wojnie zamieszkiwała ziemie polskie. Opisane trudy życia codziennego , szykany , brak pomocy ze strony innych wszystko to ukazuje smutny obraz życia ludzi innych narodowości nie tylko w Polsce.
Nazwisko i wyznanie da się zmienić, korzeni możesz tylko się wyprzeć
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKilkuletnia Basia Lotze nie potrafi zrozumieć, dlaczego na każdym kroku musi zmagać się z kpinami i upokorzeniami ze strony rówieśników i dorosłych. Dopiero wiele lat później odkrywa, że dzieje jej przodków obfitują w bolesne doświadczenia, które zrodziły wzajemne żale i konflikty rzutujące na losy kilku...
Książka napisana prostym, ale bardzo przemawiającym językiem, emocjonująca
Książka napisana prostym, ale bardzo przemawiającym językiem, emocjonująca
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMała Basia Lotze nie potrafi zrozumieć, dlaczego na każdym kroku spotyka się z niechęcią, kpiną i upokorzeniami. Rówieśnicy się z niej wyśmiewają, a dorośli również zachowują się niewiele lepiej. Dopiero wiele lat później zaczyna rozumieć skąd się bierze ta niechęć wobec niej i jej rodziny.
Przyczyną nieszczęść jakie spadają na rodzinę Lotzów, jest ich pochodzenie. Są potomkami osiadłych na Mazowszu niemieckich osadników. Od swoich sąsiadów dzieli ich także odmienne wyznanie, które kojarzone jest z Niemcami. Na własnej skórze odczuwają również skutki represji, jakim po II wojnie światowej poddano w Polsce osoby o niemieckich korzeniach.
Raczej nie będzie w tym nic odkrywczego, jeśli powiem, że na lekcjach historii uczymy się dat, faktów, a przy odrobinie szczęścia procesów przyczynowo skutkowych. I podobnie jest na studiach. Jest historia gospodarcza, historiografia, edytorstwo, poznawanie epok historycznych... Ale przez te wszystkie lata nauki nie miałam okazji poznać jak wyglądała codzienność w jakiejkolwiek epoce, w jakimkolwiek wieku. Czasami nauczyciele czy wykładowcy wspominali czasy PRL-u, ale mówili o tym co zawsze, o tym, że nic nie było, były kartki na żywność itd. Dzięki tej książce mogłam się w końcu dowiedzieć jak wyglądało to życie dokładnie. Tutaj jeszcze dodatkowo mogłam poznać je ze strony osoby najbardziej pokrzywdzonej, bo osoby, która należała do jednej z grup, które w tym czasie były prześladowane. Historia, która jest tutaj opisana, jest oparta na faktach. Nazwiska i nazwy miejscowości zostały zmienione i nie da się ich odszukać, ale historia zawiera w sobie prawdę. Powstała w oparciu o dokumenty, badania genaologiczne i wspomnienia rodzinne.
Co do moich wrażeń podczas czytania, to dosłownie płynęłam przez tą powieść. Liczy sobie ona dość sporo stron, ale mam wrażenie, że pochłonęłam ją w mgnieniu oka. Szkoda jedynie, że nie zostały tu przedstawione daty, by wyraźniej można było sobie wszystko dopasować do wydarzeń historycznych, by wszystko sobie lepiej zobrać. Niestety czasami te opowieści przez to były trochę niejasne. Niemniej jednak nie odebrało mi to radości z czytania.
Mała Basia Lotze nie potrafi zrozumieć, dlaczego na każdym kroku spotyka się z niechęcią, kpiną i upokorzeniami. Rówieśnicy się z niej wyśmiewają, a dorośli również zachowują się niewiele lepiej. Dopiero wiele lat później zaczyna rozumieć skąd się bierze ta niechęć wobec niej i jej rodziny.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyczyną nieszczęść jakie spadają na rodzinę Lotzów, jest ich pochodzenie. Są...
"Zdeptane kwiaty" to dwa tomy wspomnień ale i opowiadań bliskich Renee Linn. Autorka na kartach prawie 1300 stron przedstawia historię swojej rodziny, która splata się z historią Polski choć niekoniecznie prawdziwą. Zresztą jak sama wspomina na początku pewne fakty pozostawiła dla siebie, zmieniła również nazwiska czy nazwy miejscowości.
Opowieść zaczyna się w niełatwych powojennych czasach. Zwłaszcza dla niemieckiej rodziny, która na każdym kroku jest napiętnowana czy szykanowana. Nie brakuje tu sekretów cz tajemnic rodzinnych. Widzimy jak łatwo stać się ofiarą pomówień czy plotek zwłaszcza gdy ma się nie niemiecki pochodzenie. Nie mają łatwego życia, a los niejednokrotnie mocno ich doświadcza.
Mimo, iż uwielbiam sagi rodzinne to ta niestety mnie nie porwała. Mimo, iż całość przedstawia dziesiątki lat pełnych radości, smutku, problemów i trosk życia codziennego to ja nie poczułam niestety tych emocji. Przytłoczyła mnie również ilość stron, a sam styl powieści był mocno nierówny. Myślę że swobodnie można byłoby ją skrócić i wtedy na pewno byłaby o wiele lepsza. Brak wyraźnie zaznaczonych rozdziałów powodował zlanie się wszystkiego w jedną całość. Pomocne byłoby również rozrysowanie drzewa genealogicznego, by odnaleźć się w tych wszystkich relacjach i powiązaniach.
Nie można odmówić autorce gruntownego zbadania i poznania dziejów własnej rodziny i ogromu pracy jaki w to włożyła. Autorka opowiada wprost o swoim niemieckim pochodzeniu ale i napiętnowaniu jakie ją z tego tytułu spotkały. Dla mnie niestety to za mało. Zdecydowanie nie tego oczekiwałam po historii wielopokoleniowej rodziny.
"Zdeptane kwiaty" to dwa tomy wspomnień ale i opowiadań bliskich Renee Linn. Autorka na kartach prawie 1300 stron przedstawia historię swojej rodziny, która splata się z historią Polski choć niekoniecznie prawdziwą. Zresztą jak sama wspomina na początku pewne fakty pozostawiła dla siebie, zmieniła również nazwiska czy nazwy miejscowości.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowieść zaczyna się w niełatwych...
Nim zaczęłam czytać "Zdeptane kwiaty" nie wiedziałam do końca z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Ot, historia napisana przez życie -myślałam. Ale nie wiedziałam, że zacznę tą historią oddychać, żyć. Nie wiedziałam, że poczuję taką więź z bohaterami a ich losy po prostu zaczną mi się wyświetlać przed oczyma.
Tom liczy prawie 700 stron, ale niech nikogo to nie przeraża bo przez tą książkę się płynie. Ona wręcz czyta się sama i uwierzcie bardzo ciężko ją odłożyć.
Powojenna Polska. Niełatwe czasy dla nikogo. Tym bardziej dla niemieckiej rodziny, która ze względu na spalone dokumenty nie może opuścić kraju, który ich nie chce. Napiętnowani, szykanowani, poniżani na każdym kroku. Odrzuceni przez społeczeństwo i resztę rodziny zmuszeni są ukrywać swoją narodowość. Sekrety, tajemnice i wszelakie milczenie bliskich powodują, że Erika mimo wszystko będzie dążyć do prawdy ukrywanej przez krewnych. Czy jej się uda? Z czym przyjdzie jej się zmierzyć? Czy będzie umiała uchronić swoje dzieci przed nienawiścią Polaków?
Wzruszająca i niezwykle trudna historia. Historia, która zostanie ze mną na długo, którą będę polecać każdemu i która zajmie honorowe miejsce na moim regale.
Bardzo się cieszę, że przede mną 600 stron drugiego tomu i że znów będę mogła wrócić do Cacanki i śledzić losy rodziny Lotze, która stała mi się bardzo bliska.
Nim zaczęłam czytać "Zdeptane kwiaty" nie wiedziałam do końca z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Ot, historia napisana przez życie -myślałam. Ale nie wiedziałam, że zacznę tą historią oddychać, żyć. Nie wiedziałam, że poczuję taką więź z bohaterami a ich losy po prostu zaczną mi się wyświetlać przed oczyma.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTom liczy prawie 700 stron, ale niech nikogo to nie przeraża bo...
„nikt z nas nie ma wpływu na to, gdzie się urodzi.”
Nienawiść to siła wyniszczająca, krzywdząca innych, powodująca, że życie staje się pasmem udręk i zmartwień. Doświadczyła tego autorka książki „Zdeptane kwiaty” i jej rodzina. W wywiadzie udzielonym dla portalu KOCHAM RAWĘ powiedziała, że: ta książka „to swego rodzaju hołd dla tych niewinnych, których już między nami nie ma, a przez niemieckie pochodzenie niejedno wycierpieli.”
Opowiada o dziejach swojej rodziny, ale zaznaczyła w prologu, że zmianie uległy nazwiska i nazwy miejscowości. Jeśli zatem szukałby ktoś nazwy Cacanka, to raczej jej nie znajdzie. Natomiast historia spisana na kartach książki opiera się na prawdziwych zdarzeniach, wspomnieniach rodzinnych, dokumentach i prywatnym śledztwie genealogicznym autorki, która dopiero teraz jest gotowa opowiedzieć o tamtych wydarzeniach.
Pierwsza część „Zdeptanych kwiatów” opowiada głównie od losach Eriki i Rose, które wraz z rodzinami zostały przesiedlone do miasteczka Cacanka na Mazowszu, ale też ich dzieci, których jedynym przewinieniem jest tylko pochodzenie. Zanim poznajemy ich historię, autorka przybliża swoje lata dzieciństwa i jej rodziców: Eriki i Bernarda Lotze.
Basia Lotze urodziła się w 1970 roku, a więc już po upływie 35 lat po zakończeniu wojny, ale i tak dosięgła ją niechęć wobec niemieckich rodzin. Basia była najmłodszą spośród trzech sióstr. Henryka urodziła się w 1961 roku, a Magdalena w 1965 roku. W skrócie opowiada o dziadku Arthurze Wilczku i jego konkubinie babci Malci oraz o rodzinie dziadka Gerharda i pradziadku Ludwiku. Ta część ma charakter typowy dla wspomnień, czyli są to opisowe partie materiału, pokazujące efekty poszukiwań autorki. Dopiero w części „Za winy naszych przodków” zaczynamy dokładniej poznawać losy rodziny Lotze, poczynając od mamy Basi, Eriki i jej siostry Rose. Od tego momentu książka ma charakter beletrystyczny, więc czyta się ją znacznie lepiej. Historia jest niezwykle przejmująca, wciągająca, więc prawie 700 stron umknęło mi w dosyć krótkim czasie, bo w ciągu kilku godzin.
„Można się obnosić z różnym pochodzeniem narodowym, wyznaniami, poglądami, ale z korzeniami niemieckim nie można.”
Pani Renee Linn w swojej debiutanckiej powieści uświadamia, do czego prowadzi nienawiść spowodowana pochodzeniem, która dotyczy nie tylko tych, którzy byli oprawcami w czasie wojny, ale też do tych, którzy nic złego nie zrobili. Wojna wymuszała nie raz zachowania, które były spowodowane wyborem między śmiercią najbliższych lub życiem, więc były osoby, które, tak jak Arthur Wilczek, musiały podpisywać volkslistę, by żyć. Były to czasy, gdy „Nie było dobrego wyjścia” Dziadek Arthur został aresztowany w 1945 roku i skazany na sześć lat więzienia za działania podczas II wojny światowej. Okazało się, że oskarżono go i osądzono tylko, dlatego że był Niemcem, gdyż według ówczesnych rozporządzeń, „każdy obywatel II Rzeczypospolitej narodowości niemieckiej był uznawany za zdrajcę” nawet, jeżeli nigdy nie deklarował związków z narodem niemieckim.
Wojna pozostawiła trwały ślad w umysłach wielu ludzi, a Ci, co doświadczyli piekła wojny, nie potrafili tego zapomnieć. Jednak autorka pokazuje, że nie powinniśmy wszystkich oceniać w ten sam sposób, bo nie wszyscy Niemcy byli barbarzyńcami. Wielu także cierpiało, przebywało w obozach, tak jak siostra mamy autorki, Rose, która stała się ofiarą ludzkiej złośliwości, pomówienia i plotek już po wojnie. To także efekt nienawiści pielęgnowanej przez lata, która dosięgła nawet Basię Lotze wiele lat później.
Smutne jest to, że bohaterowie doświadczają wielu nieprzyjemnych sytuacji, pogardy, poniżania i poniżania tylko dlatego, że mają niemieckie pochodzenie i wyznają inną wiarę. Nienawiść nie dotyczy tylko tych, którzy żyli w czasie wojny, ale też pokolenia powojennego, którzy zbierają dramatyczne żniwo barbarzyństwa swoich niemieckich rodaków.
Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu Novae Res
„nikt z nas nie ma wpływu na to, gdzie się urodzi.”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNienawiść to siła wyniszczająca, krzywdząca innych, powodująca, że życie staje się pasmem udręk i zmartwień. Doświadczyła tego autorka książki „Zdeptane kwiaty” i jej rodzina. W wywiadzie udzielonym dla portalu KOCHAM RAWĘ powiedziała, że: ta książka „to swego rodzaju hołd dla tych niewinnych, których już między nami nie...
"Zdeptane kwiaty" to dwa tomy wspomnień Renee Linn, które dla niej samej są "honorowym oczyszczeniem duszy". Autorka przedstawia nam losy swoich bliskich (w książkach zmieniła ich imiona i nazwiska a także nazwy miejscowości) połączone z historią Polski (opowiedzianą jednak bardzo subiektywnie).
Wspomnienia zaczynają się w momencie gdy Basia Lotze wkracza w wiek przedszkolny, za chwilę szkolny. Wśród rówieśników musi zmagać się dziwnymi zaczepkami i uwagami na temat nazwiska, pochodzenia, choć sama jeszcze dobrze nie wie i nie rozumie dlaczego tak jest. Basia nie ma kolorowego dzieciństwa gdyż jej rodzice bardzo często chorują i przebywają w szpitalach. Mała Basia szybko musi wydorośleć.
Rodzina Basi to potomkowie niemieckich osadników, którzy zamieszkali na Mazowszu. Czują się obco również ze względu na wyznanie religijne. Basia jednak nie jest niczemu winna, a musi ponosić konsekwencje pochodzenia swoich przodków. Przeszłość jest źródłem konfliktów w rodzinie Lotzów, ale Basia i jej mama Erika próbują poznać tajemnice starszego pokolenia sięgające wojny i raz na zawsze zaprowadzić porządek i spokój wśród swoich bliskich.
Jak sama autorka wspomniała na początku książki, nie wiadomo czy jest są to po prostu wspomnienia, pamiętnik czy też powieść. Styl jest rzeczywiście mocno pomieszany. Na pewno nie jest to trzymająca w napięciu powieść. Nie mówię, że nie znajdziemy tu intrygujących momentów, ale niektóre historie są mało ciekawe. Myślę, że jest to też dość zrozumiałe, bo jednak w każdej rodzinie dzieją się czasem podobne rzeczy, ale dla każdego co innego może być ważne. Jednak biorąc pod uwagę, że oba tomy liczą blisko 1300 stron może a poczuć się troszkę przytłoczonym.
Całokształt jest ciekawy jednak nie ukrywam, że czytało dość ciężko. Zabrakło mi wyraźnego podziału na rozdziały - wszystko jest zlane jakby w jedną całość. Najbardziej szkoda mi, że ten dwutomowy pamiętnik prawie w ogóle nie zawiera dat. Daty z pewnością ułatwiłyby lepsze zrozumienie poszczególnych wydarzeń.
.
Niemniej jednak uważam, że autorka wykonała kawał świetnej roboty spisując swoje (i nie tylko swoje) wspomnienia. Bardzo cenię wszelkie zapiski, dotyczące przeszłość wcześniejszych pokoleń, które ukazują również tło historyczne.
.
"Zdeptane kwiaty" to dwa tomy wspomnień Renee Linn, które dla niej samej są "honorowym oczyszczeniem duszy". Autorka przedstawia nam losy swoich bliskich (w książkach zmieniła ich imiona i nazwiska a także nazwy miejscowości) połączone z historią Polski (opowiedzianą jednak bardzo subiektywnie).
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspomnienia zaczynają się w momencie gdy Basia Lotze wkracza w wiek...
Czy życie może być aż tak trudne i niesprawiedliwe? Dlaczego ludzie muszą znosić przykrości i nieprzyjemności, również od najbliższych? Dlaczego więzy rodzinne nie są tak ważne i rodzina za wszelką cenę nie stara się być razem? Ta opowieść daje odpowiedź na te pytanie, ale też stawia przed nami inne, również trudne, na które nie zawsze da się jednoznacznie i prosto odpowiedzieć … Przekonajcie się o tym sami ...
Renee Linn snuje piękną opowieść o rodzinie niemieckiej, która osiedliła się na Mazowszu. Wiele barier było między nimi, a Polakami, dzieliło ich również wyznanie. Nie mieli łatwego życia, często represjonowani, traktowani jako źli i obcy. Odtrącani przez społeczeństwo, musieli trzymać się razem jako społeczność. Rodzina Lotzów na własnej skórze odczuwa wszelkie niepowodzenia i nieprzyjemności wynikające z ich pochodzenia. Erika i Bernard zostali wyklęci przez rodzinę męża, oni i ich dzieci są traktowani jak obcy, upokarzani na każdym kroku i wyśmiewani. Nie mają łatwego życia. A na dodatek los ich doświadcza. Żyją biednie, ale w pełni miłości. Choroby imają się rodziny, mąż chwilami zaczyna zaglądać do kieliszka, a niezwykle mocna i odważna Erika stara się, aby rodzina trzymała się razem, aby dzieciom niczego nie brakowało, aby mimo problemów finansowych, byli szczęśliwi i razem. Decyzja kobiety o zmianie wyznania jeszcze bardziej izoluje ich od bliskich. Czy jest to słuszna decyzja i przemyślana? Dlaczego pastor z taką nienawiścią i złością traktuję tę rodzinę? A gdzie miłosierdzie i zrozumienie?
Autorka kreśli losy rodziny na przestrzenie wielu lat. Począwszy od rodziców Eriki i Bernarda, a skończywszy na ich prawie dorosłych już dzieciach. Przez te wszystkie lata rodzinę dotknęła radość i smutek, żal i rozpacz, bieda i choroby. Ale było coś, co pozwoliło im pokonywać wszelkie pojawiające się trudności. Miłość i zrozumienie, i odwaga, która była niezwykle istotna w podejmowaniu niepopularnych decyzji. Ta mała rodzina Eriki i Bernarda była razem, kłopoty tylko ich wzmacniały i dodawały jeszcze większej otuchy i przekonania, że nikt nie jest w stanie ich rozdzielić.
Powieść czyta się z wielkim zainteresowaniem, pochłania bez opamiętania. Ma w sobie coś takiego, co powoduje, że nie można się od niej oderwać, że za wszelką cenę chce się poznać dalsze losy rodziny. I tą wartością jest chyba realizm i prawda bijąca z kart tej historii. Wszystko wydaje się takie naturalne, normalne, w żaden sposób nie przejaskrawione czy ubarwione. Są złe i dobre chwile, jak w życiu każdego z nas. Wielkie emocje biją od bohaterów, nie można powiedzieć, że wszyscy pozytywnie zapisali się na kartach tej lektury. Smutny jest obrazek, gdzie część rodziny wyrzeka się innych członków rodziny, gdzie krzywdzi ich nie mając ku temu powodów. Przykro, gdy złość, zakłamanie i nienawiść wkradają się do rodziny i od wewnątrz niszczą jak małe korniki wszelkie relacje i więzi rodzinne.
Polecam, piękna i prawdziwa, poruszająca istotne tematy. Daje taki niecodzienny impuls do walki ze złem świata, utwierdza w przekonaniu, że nie można się poddawać, trzeba być odważnym, ale też nie można pozwolić, aby inni krzywdzili naszych bliskich. Trzeba umieć się im przeciwstawić, powiedzieć w odpowiedniej chwili: dość. Trzeba walczyć o najważniejszą wartość, jaką jest rodzina. Nie ma piękniejszego obrazka, jak będąca razem kochająca się rodzina, której nikt i nic nie jest w stanie zniszczyć!
Czy życie może być aż tak trudne i niesprawiedliwe? Dlaczego ludzie muszą znosić przykrości i nieprzyjemności, również od najbliższych? Dlaczego więzy rodzinne nie są tak ważne i rodzina za wszelką cenę nie stara się być razem? Ta opowieść daje odpowiedź na te pytanie, ale też stawia przed nami inne, również trudne, na które nie zawsze da się jednoznacznie i prosto...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to