rozwińzwiń

Biały dominikanin

Okładka książki Biały dominikanin autora Gustav Meyrink,
Okładka książki Biały dominikanin
Gustav Meyrink Wydawnictwo: Renaissance fantasy, science fiction
229 str. 3 godz. 49 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Der weiße Dominikaner. Aus dem Tagebuch eines Unsichtbaren (1921)
Data wydania:
1927-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1927-01-01
Liczba stron:
229
Czas czytania
3 godz. 49 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Lucjan Frank Erdtracht
Średnia ocen

0,0 0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI

Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Biały dominikanin w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Biały dominikanin

Średnia ocen
0,0 / 10
0 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Biały dominikanin

Poznaj innych czytelników

73 użytkowników ma tytuł Biały dominikanin na półkach głównych
  • 48
  • 25
22 użytkowników ma tytuł Biały dominikanin na półkach dodatkowych
  • 15
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Akolici Cthulhu Jorge Luis Borges, Joseph Payne Brennan, Donald R. Burleson, Peter Cannon, Hugh B. Cave, Searight Franklyn, Neil Gaiman, Randall Garrett, John Glasby, Edmond Hamilton, S.T. Joshi, David V. Kaufman, Gustav Meyrink, Earl Pierce, Searight F. Richard
Ocena 7,2
Akolici Cthulhu Jorge Luis Borges, Joseph Payne Brennan, Donald R. Burleson, Peter Cannon, Hugh B. Cave, Searight Franklyn, Neil Gaiman, Randall Garrett, John Glasby, Edmond Hamilton, S.T. Joshi, David V. Kaufman, Gustav Meyrink, Earl Pierce, Searight F. Richard
Okładka książki Opowieści niesamowite z języka niemieckiego Ludwig Bechstein, Joseph von Eichendorff, Paul Ernst, Hanns Heinz Ewers, Friedrich Gerstäcker, Johann Wolfgang Goethe, Jeremias Gotthelf, Wilhelm Hauff, Paul Heyse, E.T.A. Hoffmann, Henryk Mann, Thomas Mann, Dauthendey Max, Gustav Meyrink, Paul Rohrer, Georg von Schlieben, Oskar A.H. Schmitz, Theodor Storm, Karl Hans Strobl, Ludwig Tieck, Friedrich de la Motte Fouqué, Heinrich von Kleist
Ocena 7,3
Opowieści niesamowite z języka niemieckiego Ludwig Bechstein, Joseph von Eichendorff, Paul Ernst, Hanns Heinz Ewers, Friedrich Gerstäcker, Johann Wolfgang Goethe, Jeremias Gotthelf, Wilhelm Hauff, Paul Heyse, E.T.A. Hoffmann, Henryk Mann, Thomas Mann, Dauthendey Max, Gustav Meyrink, Paul Rohrer, Georg von Schlieben, Oskar A.H. Schmitz, Theodor Storm, Karl Hans Strobl, Ludwig Tieck, Friedrich de la Motte Fouqué, Heinrich von Kleist
Gustav Meyrink
Gustav Meyrink
Gustav Meyrink, właśc. Gustav Meyer (ur. 19 stycznia 1868 w Wiedniu, zm. 4 grudnia 1932 w Starnberg) – pisarz austriacki pochodzenia żydowskiego. Okultysta i mistyk epoki modernizmu. Jeden z czołowych twórców fantastyki grozy (weird-fiction),buddysta, znawca kabały i miłośnik fenomenów parapsychicznych. Znany zwłaszcza dzięki powieściom: Noc Walpurgii oraz Golem. Przez wielu uznawany za prekursora Franza Kafki, surrealizmu oraz powieści egzystencjalnej. Nieślubny syn aktorki i dyplomaty, outsider i ekscentryczny dandys, badacz fenomenów parapsychicznych, mistyk i okultysta; to jedna z najbarwniejszych postaci niemieckojęzycznego środowiska Pragi przełomu stuleci. Przyjaźnił się z czołówką artystycznej bohemy swoich czasów: Christianem Morgensternem, Rainerem Maria Rilkem, Maxem Brodem, Alfredem Kubinem, Henrykiem Mannem, Frankiem Wedekindem. Inteligencja, cięty dowcip, skłonność do satyry, groteski i bezlitosnej ironii, z jaką wykpiwał militaryzm, szowinizm i tępotę niemieckiego kołtuństwa zamieniły jego życie w kolejnych miastach (Wiedeń, Monachium, Starnberg, Praga) w pasmo konfliktów: nie brakło w nim pojedynków, aresztowań, grzywien, kryzysów psychicznych, obrzucania domu pisarza kamieniami, konfiskat cenzury – aż po spalenie jego dzieł przez hitlerowców na placu berlińskiej Opery w 1933. Nazywany był często "Szatanem z Pragi". Początkowo pisał opowiadania z poręki E.T.A. Hoffmanna i Edgara Allana Poego, nacechowane makabreską, satyrą, czarnym humorem i ostrą ironią. Potem kojarzony głównie z ekspresjonizmem i groteską, zwłaszcza przez jego powieść Golem, która zaliczana jest również w poczet pierwszych ważnych powieści egzystencjalistycznych. Twórczość Gustava Meyrinka związana jest głównie z Pragą, którą pisarz przeobraził w miejsce magiczne. Jego powieści to nie tylko źródło wiedzy na temat starych czeskich legend czy tradycji żydowskich, ale także doskonały przewodnik duchowy dla osób wtajemniczonych w kabałę i okultyzm. Najsłynniejsze dzieło "Szatana z Pragi" pt. Golem od wielu pokoleń uznawane jest za "Biblię kabalistów". Gustav Meyrink często uważany jest również za prekursora Kafki oraz całej literatury wizjonerskiej. W swoich wieloznacznych, trudnych do interpretacji powieściach łączył motywy tragikomedii i horroru, przedstawiając je za pomocą mistrzowskiej żonglerki słowem i poetyckości formy. W swoich wizjach gorączkowo szukał odpowiedzi na najtrudniejsze pytania dotyczące kondycji człowieka w świecie, jego relacji i związków ze światem nadprzyrodzonym, przemian i inicjacji duchowych. W następnych powieściach (Noc Walpurgii, Zielona twarz) dał wyraz swoim antyrewolucjonistycznym poglądom. Najwybitniejsza powieść Meyrinka Golem dostępna jest czytelnikowi polskiemu w tłumaczeniu Antoniego Lange, zaliczanym do arcydzieł polskiej literatury przekładowej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tomasz Mroczny. Szaleństwo dnia Maurice Blanchot
Tomasz Mroczny. Szaleństwo dnia
Maurice Blanchot
Pisząc czy mówiąc o Blanchocie zawsze czuję się trochę głupio. Wszystko dlatego, że z jednej strony wydaje mi się, że już nie ma co, w końcu on jeden rozumiał o co chodzi w literaturze. Z drugiej strony wiem, że to wcale nie takie oczywiste, że nie mówi się o nim dużo i nie docenia wystarczająco, bo spektakularność jego pisania rozgrywa się na innych poziomach niż te, które są dzisiaj "w cenie". Czyli nie na tych prostych, szokujących, grających na nieobrobionych emocjach niczym pamiętnik trzynastolatki na blog.pl, zamieniających proces myślowy i narracyjny na powiew sensacji - a niestety wyłącznie (!) tego, w płaszczyku prostej obserwacji, zdają się oczekiwać nawet ci, po których można by się spodziewać nieco większego wyrafinowania. Oczywiście przesadzam, ale czasem warto, kiedy mówi się o prozie z tych najlepiej skonstruowanych, oszałamiających po pierwsze precyzją językową i dyscypliną intelektualną, a po drugie umiejętnością porzucenia ich w ostatecznym ruchu, przyznania że (powtarzając jedną z mantr Bataille'a) "nie jest się wszystkim". Blanchot imponował mi zawsze właśnie umiejętnością "wyjścia poza siebie", wywracania jednej myśli na wszystkie możliwe strony, pisaniem i czytaniem "do końca" bez względu na konsekwencje. A na końcu jest olśnienie nieporównywalne do tego, które znajdziecie na początku tych wszystkich prostackich wybiegów.
Ania - awatar Ania
oceniła na1010 lat temu
Zachodnia kraina William S. Burroughs
Zachodnia kraina
William S. Burroughs
(...) "Zajrzyj w lufę wycelowanego w ciebie pistoletu/zajrzyj śmierci w oczy, gdziekolwiek jesteś, tak jak stoisz." "Nie czekaj, aż śmierć po ciebie przyjdzie. Wyjdź jej na spotkanie, inaczej konfrontacja zeń odbędzie się na ich prawach, nie na twoich."-pisze William S. Burroughs w swojej powieści "Zachodnia Kraina",inspirowanej między innymi tekstem Egipskiej Księgi Umarłych. Posługując się onirycznym surowcem podświadomości, tworzącym sekwencje rozbudowanych alegorycznych pejzaży, kadrów-pocztówek z podróży do nieśmiertelności pisarz demaskuje zinstytucjonalizowane systemy ortodoksji religijnej, które wykorzystując archaiczne, pierwotne siły targające ludzką psychiką "monopolizują" odrodzenie i kupczą nieśmiertelnością. "Ze Śmierci zbudowano Zachodnią Krainę; fosę Druad broniącą doń dostępu zbudowano z chorób, lęku, bólu, krwi i potu fellachów". Jedynym sposobem na dotarcie do Zachodniej Krainy (osiągnięcie nieśmiertelności) jest podjęcie indywidualnej rozprawy z demonami przeszłości onto-i-filogenetycznej, w szczególności z lękiem. Lęk jest niczym wirus, co idealnie przystaje do Burroughsowskiej koncepcji zła (szeroko pojmowanego) jako pasożytniczego sposobu istnienia: kiedy przekroczony zostanie punkt krytyczny i psychika ulega dezintegracji pod naporem lęku, wyrok dotyczy także samego wirusa, który ulega unicestwieniu na równi ze swym "żywicielem". "Wirus" jako twór nie posiadający autonomicznej natury, opierający swe istnienie na sztuce "negatywnej mimikry" nie jest zdolny przejść przez próbę prawdy, próbę ognia w odróżnieniu od psychiki, której natura pozostaje zakorzeniona głęboko w numinotycznej glebie Jaźni. Każdorazowy tego rodzaju epizod posiada walor kathartyczny, a na poziomie symbolicznym związany jest z szamańskim toposem ognia i zstąpienia. Na poziomie psychoterapii to tutaj właśnie odbywa się akt "amputacji" skażonych członków. Koncepcja "nieśmiertelności" Burroughsa zdecydowanie przeciwstawia się "kiczowatej pseudo-duchowości" generującej wyobrażenia tandetnych zaświatowych pejzaży na miarę "Znanego"; to postulat wewnętrznego zmagania i heroicznego przekroczenia "małpich" uwarunkowań przy pełnej świadomości absurdu, ułomności i sprzeczności, przypisanych ludzkiej kondycji. "Życie to przedsięwzięcie niebezpieczne i tylko nielicznym udaje się ujść z życiem." Ta "retoryczna błyskotka" to coś więcej niż jedynie interesująca gra słów; zgrabnie brzmiące 'bon mot'; życie w rozumieniu biologicznej egzystencji nie jest równoznaczne z Życiem Prawdziwym, którego istotą jest podejmowanie wyzwania wciąż od nowa; trwanie w stanie podwyższonej świadomości i nieustającej czujności, jakie są udziałem zarówno dziewic dzierżących lampiony z oliwą w ewangelicznej przypowieści, jak i każdego prawdziwego, a zatem "nieskazitelnego" wojownika/szamana pokroju don Juana u Carlosa Castanedy. (...) [fragment mojej pracy "Uzależnienie jako modelowa manifestacja fenomenu Raju Utraconego/Regresu/Anty-inicjacji w świetle wybranych mitów, legend i tekstów literackich"-próba przerzucenia swoistego holistycznego "pomostu interdyscyplinarnego", znalezienia wspólnego mianownika dla z pozoru różnych tradycji duchowych, przekazów i alegorycznych opowieści, "nanizania" ich na jeden "wektor" i udowodnienia, że strzałka tego wektora nieodmiennie mierzy w PATOLOGIĘ (cokolwiek to znaczy),która wbrew pozornej, zwodniczej różnorodności charakteryzuje się zawsze tym samym ubóstwem struktur czynnościowych, piętrzeniem sygnałów bez pokrycia, rutyną, lękiem, funkcjonowaniem w narcystyczno-narkotycznych samopożerających/ouroborycznych schematach, dążących do bezwymiarowego punktu spiralnych cyklach, które z każdym okrążeniem gubią jedno ogniwo, makro-i-mikro-totalitarnych układach zależności sygnowanych przez WIRUSA. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z nerwicą natręctw, przemocą, narkomanią czy Tolkienowskim "zauroczeniem" złotą obrączką.
Jowita - awatar Jowita
oceniła na912 lat temu
Finneganów tren James Joyce
Finneganów tren
James Joyce
(opinia o oryginale) Czytać wraz ze spolszczeniem, równolegle, i bez presji na zrozumienie wszystkiego (a wręcz czegokolwiek),a dla czysto-perwersyjnej przyjemności. Prawdopodobnie nie ma lepszej literackiej jazdy. Co ciekawe lektura oryginału, nawet w formie zdań czy akapitów, czasem rozjaśnia lekturę spolszczenia. Dzieje się tak dlatego, że tak wieloznaczna i wielojęzyczna książka nie ma prawa być przełożona na jakikolwiek inny zmodyfikowany język bez określonych wyborów. Zwyczajnie, nie da się znaleźć odpowiednika na wszelkie znane czy widziane okotłumaczem sensy w "angielskim" Joyce'a, zatem tłumacz jest skazany na wybór mniejszego zła lub wręcz własną interpretację. Nie z każdą trafi pod nasze gusta czy wiedzę. Nawet znając słabo język angielski, szybko natrafimy na zdanie/zwrot/ogólny sens, który inaczej niż tłumacz pojmiemy, na dodatek mamy do tego prawo i jest to zwyczajnie opłacalne. Dlatego nie bać się Szaleństwa Joyce'a w oryginale, tylko śmiało wertować wraz z oryginałem, to znakomite uzupełnienie/rozszerzenie. Bywają też fragmenty, że nic a nic nie zrozumiemy w klasycznym sensie, za to melodia i jej nastrój trafia do nas znakomicie (FW to też muzyka itd itp). Ta melodyjność jest nie do odtworzenia za każdym razem, więc też dlatego warto. Z innej beczki, tłumaczenie K. Bartnickiego jest wyjątkowo melodyjne i łatwe w czytaniu w sensie potoczystości narracji, w porównaniu z innymi próbami tłumaczeń fragmentów FW, jakie były przed nim. Dla super maniaków polecam też posłuchać nagrania (chyba na płycie szelakowej, 78 obrotów - jest na youtube) Joyce'a fragmentu Anna Livia Plurabelle... Fajnie słychać charakterystyczny angielski (to akcent irlandzki? nie wiem, ale fajny, jakby Niemiec gadał po angielsku, tak twardawo). Czytać czytać i mieć radochę. Nie stawiać na rozumienie w klasycznym sensie, a na ogromne współtworzenie; dopowiadanie do otwartego dzieła w nurcie interpretacji Eco. Pisane po połowie butelka rumu, za głupstwa przepraszam. Albo nie! nie przepraszam. Czytać FW w w oryginale! Tu nie trzeba mieć mózgu geniusza, ale luzackie podejście + umiejętność czerpania funu bez schematyzacji czy wręcz konkretyzacji dzieła literackiego. To w niejednym przypadku dar wyższy niż akademickie rozkładanie włosa na czworo w tempie kartka raz na miesiąc. Ogólnie narkotyk literacki wymagający relatywistycznego podejścia do wielu kwestii zazwyczaj niepodlegających poza zaawansowaną i otwartą, nowoczesną krytyką rozważaniu przez zwykłego czytelnika. Naprawdę, ten riverrrrrrrun płynie i jak wciągnie, to nie wyciąga na rzekibrzeg, ale nie chce się wyjść do końca. Tylko podnieść czasem główkę po powietrze i znów jazda z prądem, co rwie mocno dając czuć w jak wielkiej przygodzie ze słowami się jest. W rzece jest sporo miejsca. Większość zanurzy stopę i spierdala: rześka zdrowa woda; cóż szkoda, haha.
Dzierzba - awatar Dzierzba
oceniła na102 lata temu
Nieoczekiwane. Złoty żuk Jack London
Nieoczekiwane. Złoty żuk
Jack London Edgar Allan Poe
W zbiorze opowiadań zamieszczono dwa opowiadania znanych autorów jak Jack London ze swoim opowiadaniem Nieoczekiwane i Edgara Allana Poego Złoty żuk. Sięgając byłem ciekawy pierwszego opowiadania, bo drugie chyba nawet kiedyś czytałem w jakieś antologii lub zbiorze wydanym u nas. Jack London Nieoczekiwane - znany autor powieści przygodowych w tym przypadku zaserwował mi kryminalno przygodową opowieść o chciwości i popełnionej zbrodni za czasów poszukiwaczy złota. Ciekawie oddał klimat osaczenia i oczekiwania na wymierzenie sprawiedliwości. Nie spodziewałem się takiej pozycji w dorobku autora i byłem zaskoczony tym co dostałem. Autor potrafił w przygodowy charakter jaki mamy na początku wprowadzić kryminalny wątek pociągnięty do samego końca ukazując przeżycia dwójki bohaterów skazanych na morderce. Ciekawe opowiadanie, wciągające i niesamowicie klimatyczne. Pochłonąłem w szybkim tempie i jestem zadowolony z tego co dostałem. Miałem już styczność z książkami autora i zbiorami opowiadań, więc tym bardziej Nieoczekiwanie było napisane wciągająco, przedstawiające przeżycia i kłopoty bohaterów odciętych od świata. Walkę z przeciwnościami losu i wyborami jakich dokonują wbrew samym sobie chcąc wymierzyć sprawiedliwość według obowiązującego prawa. Krótka opowieść, treściwa, wciągająca z dobrym klimatem z tamtego okresu i napisana świetnym stylem. Podobała mi się od samego początku do końca. Edgar Allan Poe Złoty żuk - drugie opowiadanie znanego z utworów grozy autora przedstawia historie o złotym żuku i skrywanych tajemnicach do odkrycia. Spodziewałem się sugerując początkiem opowieści grozy, ale tym razem przygoda miesza się z zagadką kryminalną, której rozwiązanie znajdujemy na samym końcu. Autor napisał opowiadanie klimatyczne i wciągające, chociaż spodziewałem się tutaj po nim więcej niż dostałem. Mające swoje lata przypomina trochę szaradę do odkrycia w stylu kryminalnym i tajemnicami z przeszłości na jakie natykają się bohaterowie. Krótkie opowiadanie, nawet ciekawe i wciągające, lecz początek zmylił trop, bo bardziej spodziewałem się historii grozy niż kryminału. Mimo swoich lat nadal wypada dobrze i czyta się szybko. Zbiór dwóch opowiadań jakie dostałem jest propozycją ciekawą, a nawet dobrą wykorzystującą przygodę z kryminalnym wątkiem. Dlatego spodobały mi się oba opowiadania i czytało mi się szybko. Jack London to wszechstronny autor mający na swoim koncie powieści przygodowe i nawet jedną fantastyczną. W Nieoczekiwaniu poznałem go od strony kryminalnej i wypadł pod tym względem dobrze. Zaprezentował opowieść o poszukiwaczach złota, cieniu chciwości i popełnionej zbrodni pełnej konsekwencji dla mordercy. Bohaterowie muszą sobie poradzić z zaistniałą sytuacją, ze swoimi emocjami i chęcią zemsty. Napisana została przystępnie i ma swój klimat do tej pory. Przeniosła mnie w czasy gorączki złota i problemów jakie z niej wynikały. Ciekawe opowiadanie i wciągające od samego początku. Drugim utworem jest Złoty żuk Edgara Allana Poego, którego swego czasu książki czytałem. W tym przypadku spodziewałem się opowiadania grozy, a dostałem przygodową historie z kryminalnym wątkiem na dokładkę. Dobrze napisaną, wciągającą i czuć już w niej lekki upływ czasu podczas czytania. Jednak mimo tego czyta się szybko i przyjemnie od początku do końca. Krótkie opowiadanie znanego autora klasyki grozy jakim jest Poe tym razem bardziej w kryminalnej odsłonie o poszukiwaniu jakie zaczyna bohater i odkrywanie tajemnic przeszłości. Sięgając po zbiór opowiadań nie spodziewałem się, że dostanę tak dobre i ciekawe utwory znanych mi autorów. Mające swoje lata, lecz nadal mogą spodobać się mimo wszystko i miło można spędzić z nimi czas. Mała książka wpadająca w moje ręce okazała się dobrym strzałem z dwoma opowiadaniami jakie dostałem. Posiadające swój klimat, poruszające pewne tematy o przygodowym charakterze z wątkiem kryminalnym sprawdzają się idealnie na odpoczynek po czymś wymagającym. Z szybko poprowadzoną akcją i wydarzeniami, od których ciężko oderwać się. Zapoznając się może ponownie, bo kiedyś gdzieś chyba już czytałem nadal podobają mi się i miło spędziłem z nimi czas. Chociaż są krótkie to jednak treściwe, dobrze napisane i wciągające. Zbiór opowiadań okazał się ciekawy i warto było przeczytać. Może jeszcze kiedyś będę miał możliwość powrotu do twórczości autorów zamieszczonych tutaj opowiadań i na pewno nie jest to moje ostatnie spotkanie z nimi. Zbiór opowiadań ciekawy, wciągający, pełen przygód i z kryminalnym wątkiem na dokładkę. Dlatego miło spędziłem czas i przyjemnie podczas czytania.
Magnis - awatar Magnis
ocenił na72 lata temu
Błędne cienie Pascal Quignard
Błędne cienie
Pascal Quignard
“Maleńka wizja, całkowicie nowoczesna świata. Wizja, całkowicie laicka świata. Wizja, całkowicie anormalna świata” - trudno się nie zgodzić z tym zdaniem Pascala Quignarda. Sądziłem, że będzie to coś w rodzaju czytanych niedawno “Duchów ptaków” Elliota Weinbergera - okazało się, że tylko miejscami je przypominało. To połączenie eseju, dziennika i przypowiastki filozoficznej było jednak zbyt hermetyczne, a ponadto za mocno francuskocentryczne. Sporo tu niestety intelektualnych popisów zrozumiałych jedynie dla Francuzów z wyższej półki czy zapiekłych frankofilów. Jeśli ktoś nie jest głęboko zanurzony w tej kulturze, nie wszystko doń trafi. I nieco za dużo przejawów wyniosłej grandilokwencji; może też irytować poczucie moralnej wyższości Quignarda. Niemniej w tej książce Autora niezapomnianych “Wszystkich poranków świata” można wyłowić nieco interesujących rzeczy. To literatura typu sylwicznego, nie ma tu zatem ciągłej narracji, która sprowadza się do takich środków wyrazu, jak krótkie eseje, przemyślenia (ktoś bardziej złośliwy napisałby: wymądrzania),komentarze, aforyzmy, anegdoty. A przecież znam wspaniałe książki tego typu, jedną z nich jest choćby wiekopomna “Silva rerum” Mieczysława Grydzewskiego. Nie jestem wielkim entuzjastą rzeczywistości, ale z książki wyziewa taki poziom mizantropii, który można uznać za przesadny. Z drugiej strony sporo tu zasadnej krytyki współczesnej, i nie tylko, cywilizacji, jej zadufania i złudnego poczucia wyjątkowości. Za emblematyczne uznałbym takie słowa: “W ciągu ostatnich sześciuset milionów lat ziemia zaznała siedmiu masowych wymierań gatunków. Pierwszą zagładę datuje się na początek kambru, jakieś 540 milionów lat temu. Współuczestniczymy w ostatnim z wymierań. Pod koniec XXI wieku połowa gatunków roślin i zwierząt, które jeszcze istnieją, wygaśnie. Zniknie 4327 gatunków ssaków; 9672 gatunków ptaków; 98749 gatunków mięczaków; 401015 gatunków chrząszczy; 6224 gatunków gadów; 23007 gatunków ryb. Eden krok po kroku wycofuje się z Ogrodu” Inne cytaty: “Nie ma w naturze fragmentów. Najmniejszy z kawałków od razu jest całością“. “(W 1853 r.) Książę japoński skierował takie oto posłanie do amerykańskiego oficera: +Nie życzymy sobie, żeby wkraczała na nasze terytorium diaboliczna ludzkość. Upraszamy was, byście zechcieli wrócić do swojego kraju i pozostali tam pod opieką waszych czcigodnych zmarłych. Albowiem kiedyś poznaliśmy chrześcijan i nie mamy o nich najlepszego mniemania+. W odpowiedzi komandor Perry kazał wołać z okrętowego dziobu przez tubę do księcia Edo: - Albo otworzycie granice przed wolnym rynkiem, albo siłą narzucimy wam jego prawa. To, co komandor Perry nazwał wolnym rynkiem, oznaczało handel amerykański“. Mit amerykański nigdy przesadnie nie wywierał wrażenia na Francuzach (w przeciwieństwie do nas, Polaków, którzy teraz wychodzimy na tym niczym imć Zabłocki na mydle),czemu Autor wyraz daje także w takim wspaniałym akapicie: “Oto co purytańscy ojcowie założyciele taszczyli w skrzyniach, które wyciągali jedną po drugie na błotnisty brzeg zatoki Massachusetts: grzech, reglamentację tabaki, cylindry na głowę, potępienie romansów, radykalne wykorzenienie życia wewnętrznego, zakaz gry w karty, buty z cholewami, czarne opończe, broń palną, zakaz strojenia się, zakaz perfumowania się, zakaz noszenia wstążek i koronek, zakaz oglądania obscenicznych obrazków, misjonarską eksterminację prehistorycznych i posyberyjskich i plemion, które dotarły tu osiem tysięcy lat wcześniej przez cieśninę ponownie odkrytą przez Vitusa Beringa, Biblię, zakaz noszenia rękawiczek, surowe i poważne twarze, nienawiść do ciała, wprasowane i sprawne dłonie, rasizm, niewolnictwo czarnych kupowanych na wybrzeżach Afryki, polowanie na czarownice senatora z Wisconsin Josepha R. McCarthy'ego, tego kosiarza umysłów, i teksańskiego prokuratora Kennetha Starra, syna Bożego”. “Wśród wielu bagaży, wiezionych na Mayflower, nie było wolności sumienia. Demokracja nigdy nie przekroczyła Atlantyku”. “Sacrum nigdy nie było równie wszechpotężne jak w społeczeństwach nowoczesnych. Nigdy do tego stopnia nie separowaliśmy się od zwłok, miesięcznej krwi, plwocin, smarków, uryny, kału, bekania, st strupów, kurzu, błota“. “Jesteśmy maniakalnymi kapłanami w naszych kuchniach. Jesteśmy szalonymi tyranami w naszych łazienkach“. “Taka jest definicja brudu: coś, co nie jest na swoim miejscu. But jest czysty na podłodze. Natychmiast staje się brudny, gdy położyć go na obrusie między kwiatami, sztućcami i rzędami kieliszków“. “Terror to słowo z 18 wieku. To jego ostatni zryw. Potem jest rok 1871. Dwa lata Paryż oblegają Niemcy, Paryż oblegają Francuzi. W ciągu jednego tygodnia rozstrzeliwuje się 35 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Więcej ludzi deportowano wówczas do kolonii i na galery niż w całej historii Republiki. Przez trzy dni rząd Thiersa starł więcej ofiar niż trzyletni Terror“. “Ludzkość więcej zawdzięcza lekturze niż armiom. Tak jak w Indiach. Tak jak w Tybecie. Tak jak w Japonii. Tak jak w Islandii. W Chinach lektura słowa pisanego stanowi nawet fundament cywilizacji. Gdyby cały świat przestał nagle czytać, literatura znowu zyskałaby na cenie”. “Najbardziej niebezpieczną pokusą, jakiej zaznali ludzie, nie jest zło. Ani pieniądze. Ani ogłupiająca rozkosz i różnorodne pieniężne ekstazy. Ani władza i wszystkie jej perwersje. Ani sublimacja i ogrom jej imaginacyjnych uczuć. Jest nią śmierć”. “Każdy człowiek chce wierzyć, że do nieotwieralnego, skrzypiącego i zardzewiałego zamka, jakim jest każdy z nas, istnieje klucz”. I jakże aktualne: “Między samotnością tego, kto pisze, a samotnością tego, co czyta, coraz więcej cementu”. PS Jedna uwaga: “Sąd boży” to inaczej “ordalia” a nie “ordalie” - jak w tekście. Nb taka jest tylko forma francuska, tłumaczył sam Tadeusz Komendant, ale gdzie był redaktor…?
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na73 miesiące temu
Opowiadania Jorge Luis Borges
Opowiadania
Jorge Luis Borges
Autor " Powszechnej historii nikczemności ". Wszyscy bez wyjątku pisarze iberoamerykańscy zaczynali swoją karierę literacką jako komuniści lub lewacy. Nie powinno to dziwić, bo tylko tacy mieli szansę na reklamę, tłumaczenia i milionowe nakłady we wszystkich krajach świata, w zamian mieli pełnić dla Sowietów rolę pożytecznych idiotów i tuby propagandowej socjalizmu. Jeśli byli jacyś lepsi, pozostali nieznani, bo nie tłumaczeni i reklamowani. Do teraz nic się nie zmieniło, wystarczy być stalinistką, podpisać Rezolucję popierającą wykonanie wyroku śmierci na księdzu katolickim (Józef Lelito),albo ogłosić się feministką, pomachać tęczową flagą, dreptając w pochodzie i wszędzie deklarować, że nie ma się nic wspólnego z Kościołem katolickim, i co? I Nobel. Nie przeszkadza fakt, że nie potrafi się składać zdań w coś sensownego, a książki ledwo odbijają się od grafomani, którą maskuje, szantażują czytelnika, stwierdzeniem, że nie pisze dla idiotów (sic!). W latach 70-tych była popularna seria prozy iberoamerykańskiej, dziesiątki książek, różnych autorów, których już nikt nie pamięta. Kilku pisarzy się przebiło i zdobyło uznanie: Llosa, Marquez, Cortazar, Fuentes. Część z nich po zdobyciu sławy zmieniła swoje poglądy polityczne, czemu trudno się dziwić, w końcu to ludzie inteligentni. To literatura inna niż europejska, ale wcale nie gorsza. Wiele tych książek przeczytałem z prawdziwą przyjemnością, jedne są lepsze, inne takie sobie, dlatego dla tych, które przeczytałem, zbiorcze 8 gwiazdek. Ta należy do jednych z lepszych. POLECAM !!!
ando - awatar ando
ocenił na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Biały dominikanin

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Biały dominikanin