rozwińzwiń

Akademia antypatii

Okładka książki Akademia antypatii autora Lemony Snicket, 8323716951
Okładka książki Akademia antypatii
Lemony Snicket Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Seria niefortunnych zdarzeń (tom 5) literatura dziecięca
248 str. 4 godz. 8 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Cykl:
Seria niefortunnych zdarzeń (tom 5)
Tytuł oryginału:
The Austere Academy
Data wydania:
2003-03-28
Data 1. wyd. pol.:
2003-03-28
Liczba stron:
248
Czas czytania
4 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
8323716951
Tłumacz:
Jolanta Kozak
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Akademia antypatii w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Akademia antypatii



książek na półce przeczytane 1669 napisanych opinii 860

Oceny książki Akademia antypatii

Średnia ocen
7,0 / 10
2485 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Akademia antypatii

avatar
4
4

Na półkach:

Kocham i polecam też serial. Moim zdaniem nie odstaje zbytnio od serii

Kocham i polecam też serial. Moim zdaniem nie odstaje zbytnio od serii

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
151
134

Na półkach: ,

Akademia antypatii przenosi rodzeństwo Baudelaire do kolejnej instytucji stworzonej przez dorosłych – przestrzeni edukacyjnej, która w kulturze zwykle kojarzy się z porządkiem symbolicznym (miejscem, gdzie niedojrzała jednostka zostaje wprowadzona w język, prawo i społeczność). Jednak u Snicketa szkoła nie spełnia funkcji emancypacyjnej, lecz staje się karykaturą powyższego, pokazując tym samym, że dorastanie Baudelaire’ów odbywa się w świecie, gdzie instytucje są skorumpowane, autorytety narcystyczne, a reguły pozbawione znaczenia. Hrabia Olaf nie tylko przenika mury instytucji, ale wręcz wykorzystuje jej absurdy, by kontynuować swoją przemoc. To odsłania traumatyczną prawdę, iż w wielu przypadkach szkoła pozbawiona jest stabilnej struktury, która mogłaby zagwarantować dzieciom ochronę i sens. Bardzo ciekawym zabiegiem jest wprowadzenie nowych postaci będących rówieśnikami bohaterów, czyli Dunkana i Izadory Bagiennych, którzy oczywiście działają na zasadzie tzw. lustra, będąc dla Wioletki, Klausa i Słoneczka źródłem wsparcia, ale również boleśnie uświadamiając, że trauma (utrata rodziny, bycie prześladowanym przez Olafa) nie jest wyłącznie jednostkowa, lecz powtarza się w różnych konfiguracjach.

Akademia antypatii przenosi rodzeństwo Baudelaire do kolejnej instytucji stworzonej przez dorosłych – przestrzeni edukacyjnej, która w kulturze zwykle kojarzy się z porządkiem symbolicznym (miejscem, gdzie niedojrzała jednostka zostaje wprowadzona w język, prawo i społeczność). Jednak u Snicketa szkoła nie spełnia funkcji emancypacyjnej, lecz staje się karykaturą...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
260
47

Na półkach:

Daje solidne 7/10. Jest ciekawie, są momenty śmiechu, ale do zachwytu trochę zabrakło. Polecam, jak ktoś ma ochotę na coś lżejszego i nietypowego.

Daje solidne 7/10. Jest ciekawie, są momenty śmiechu, ale do zachwytu trochę zabrakło. Polecam, jak ktoś ma ochotę na coś lżejszego i nietypowego.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

5254 użytkowników ma tytuł Akademia antypatii na półkach głównych
  • 4 525
  • 729
1089 użytkowników ma tytuł Akademia antypatii na półkach dodatkowych
  • 753
  • 159
  • 43
  • 36
  • 30
  • 25
  • 22
  • 21

Tagi i tematy do książki Akademia antypatii

Inne książki autora

Lemony Snicket
Lemony Snicket
Daniel Handler - amerykański pisarz, scenarzysta i akordeonista. Najszerzej znany jest pod pseudonimem Lemony Snicket, którym podpisał swoją serię książek dla dzieci i młodzieży "Seria niefortunnych zdarzeń". Pod swoim nazwiskiem opublikował trzy powieści dla dorosłych: "Basic Eight" (1998),"Watch Your Mouth" (2000) i "Adverbs" (2006). Ostatnia z nich doczekała się tłumaczenia na język polski i w 2008 roku została wydana przez "Świat Książki" pod tytułem "Natychmiast, mocno, naprawdę". Daniel Handler jest żonaty, a w 2003 roku urodził mu się syn o imieniu Thomas.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Endymion Spring Matthew Skelton
Endymion Spring
Matthew Skelton
Oryginalna, pełna opinia tutaj: https://www.instagram.com/p/DCDtM9hNKFg/?img_index=1 Zdjęcie profilowe peggy_brown72 "Chłopiec poczuł się rozczarowany, ale zarazem dziwnie przejęty, jakby podjął właśnie misję odnalezienia czegoś. Tylko czego? I po czym pozna, że to jest właśnie to, kiedy już znajdzie? Miał dopiero dwanaście lat i nie przepadał za czytaniem. Czuł jednak, że im pilniej będzie badał, im głębiej będzie drążył, tym pewnie na coś w końcu natrafi - może na jakiś sekret zakodowany na tych pustych stronicach? Sekret, który doprowadzi do jeszcze większego odkrycia? Tylko jak, zastanawiał się, można czytać pustą książkę? W końcu zamknął tomik i odstawił go na półkę, nieświadom, że opowieść właśnie zaczynała się pisać..." Puk puk. Dzisiaj mam dla Was wpis, poświęcony kolejnej z zapomnianych książek, tym razem *ponownie* z gatunku literatury młodzieżowej - oczywiście, fantastyki. Zostałam poniekąd przymuszona do jej przeczytania przez bliską mi osobę, która generalnie nie czyta - choć kiedyś od czasu do czasu się zdarzyło, teraz już niestety wcale - ale do dzisiaj "Endymion Spring" pozostaje jedną z jej ulubionych pozycji. Nie mogłam przejść obojętnie obok takiej rekomendacji i przełykając gorycz związaną z lekturą kolejnej młodzieżówki, wgłębiłam się w fabułę... I nawet nie wiem kiedy znalazłam się na ostatniej stronie powieści. Niesamowicie wciągająca historia, która zaciekawia już od samego początku, sprawiając, że nie można się od niej oderwać. Czyta się ją naprawdę szybko, ma dość duży druk - pewnie z uwagi na to, że ukierunkowana jest na tych młodszych czytelników. Nie jest to typowe ya, gdzie z dzieciaków w wieku ledwie nastoletnim robi się dorosłych. Historia rozgrywa się równolegle w dwóch płaszczyznach czasowych - w Oxfordzie, w czasach współczesnych, oraz w piętnastowiecznych Niemczech, tuż przed wynalezieniem druku przez Gutenberga. Jeden z głównych bohaterów to zwykły, przeciętny chłopiec, nieszczególnie wyróżniający się na tle swoich rówieśników - Blake. Choć wrażliwy, nie jest on jakoś przesadnie dojrzały, acz, nie należy też do grona dziecinnych podlotków - ot, normalne dziecko. Na jednym z zakurzonych regałów biblioteki natrafia na tajemniczą księgę, należącą do niejakiego Endymiona Springa. I w ten sposób zaplątuje się w wir nieprawdopodobnych zdarzeń. Wszystko dopełniają wrzucane równolegle przez autora retrospekcyjne wstawki, o których wspomniałam w ramach drugiej linii czasowej akcji. Umieszczono je na specjalnym, szarawym papierze, co nadaje całkiem efektownego klimatu. Przykład macie na drugim kafelku. I ten właśnie wątek zdecydowanie bardziej mnie ekscytował. Nie chcę zbytnio wdawać się w szczegóły, żeby uniknąć spojlerów (a tutaj praktycznie każda dodatkowa informacja takowy stanowi),ale wierzcie mi - dzieje się. A wykreowana intryga nie stanowi stuprocentowej fikcji, o czym świadczy notka na końcu. Gdybym przeczytała dzieło Matthew Skeltona dwadzieścia lat temu, prawdopodobnie byłabym nim oczarowana. Dawno już dorosłą mnie, szczerze połechtało. 😉 Zabawnym jest dla mnie fakt, że nigdy nie widziałam żadnego postu o niej - recenzji, zdjęcia bez opisu, czegokolwiek - a jednocześnie, każdorazowo widuję ją w antykwariacie, który raz na jakiś czas odwiedzam. I wcale nie jest to ten sam egzemplarz, zalegający na półce od niepamiętnych czasów.
Szejdi007 - awatar Szejdi007
ocenił na71 rok temu
Klątwa miliardera i tajemniczy diament Richard Newsome
Klątwa miliardera i tajemniczy diament
Richard Newsome
Myszkując po antykwariacie wpadł mi w oko znajomy grzbiet - okazało się, że ponownie natknęłam się na "Klątwę miliardera". Początkowo nie byłam w stu procentach przekonana, czy aby na pewno chcę przeczytać tę pozycję, a co dopiero widzieć ją na swojej półce. Jednak szalę na pozytywną stronę przeważył tłumacz, w którego przekład "Harry'ego" wczytują się wszyscy polscy "potteromaniacy" - Andrzej Polkowski. "Tajemniczy diament" opowiada o zwyczajnym trzynastolatku o nieco staroświeckim (choć, nie ukrywam, iście królewskim) imieniu Gerald. Pewnego dnia zostaje wezwany "na dywanik" do dyrektora i... tak rozpoczyna się jego zwariowana przygoda oraz nowe życie. Młodociany miliarder przekona się na własnej skórze, że paparazzi i "życzliwi" ludzie mogą uprzykrzyć życie nawet najspokojniejszej osobie, ale w końcu - jak głosi znane przysłowie - "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" :) Ostrzegam - początkowo czyta się przyjemnie, choć nie jest to najlżejsza lektura. Na szczęście wraz z kolejnymi rozdziałami możemy podziwiać rozwijający się niczym wiosenny przebiśnieg (akurat tych jeszcze nie widać, ale już blisko) zapał autora i - ku pozytywnemu zaskoczeniu - nie jesteśmy nawet świadomi, gdy przewrócimy ostatnią kartkę tej oto książki! Czekam na kolejne tomy :) PS Pan Polkowski chyba świadomie wybiera do tłumaczenia książki, w których choć jeden wątek łudząco przypomina "Harry'ego" - chyba nie tylko ja z sentymentem wspominam przygodę z Czarodziejem :)
Marchwianka - awatar Marchwianka
oceniła na713 lat temu
Wiejemy do lasu Lyn Gardner
Wiejemy do lasu
Lyn Gardner
Czuję, że będzie to jedyna książka, której kiedykolwiek przyznam tak wysoką ocenę, a otrzymuje ją, ponieważ, jeśli dobrze kojarzę, to przeczytałam ją w czwartej klasie podstawówki. Nigdy nie byłam zapalonym molem książkowym, to była pierwsza dłuższa książka, po którą sama z siebie sięgnęłam i pożarłam ją okropnie szybko. Urzekająca historia, wszystkie obrazy w niej malowane po prawie dziesięciu latach dalej istnieją i żyją w mojej głowie, pamiętam przejęcie, grozę, płacz, kibicowanie Storm (jeśli dobrze pamiętam),podziwianie jej charakteru, zachwycanie się jej relacjami z rodziną, każdym nowym bohaterem. Wywarła na mnie ogromne wrażenie i wpływ, nawet jako tak mała dziewczynka podczas poznawania jej świata i światopoglądu skłaniała mnie do ogromnych refleksji, cierpienia, współczucia, empatii. Pięknie oddane wartości, uczucia, zróżnicowane kobiece postaci, mimo tego, że można było odczytywać ją bawiąc się w znajdywanie nawiązań do ukochanych bajek, to najważniejszym powiązaniem z nimi było przedstawienie ich w prawdziwym świecie dziewczynki, która nie przeżyje tylko jednej z tych historii, to nie jest jej cały świat, ona ma misję, musi znaleźć rozwiązania na prawdziwe problemy dotykające ją i jej rodzinę. Ta książka pięknie pokazuje jak nawet najmniejsze dzieci muszą zmagać się z trudnościami, mają w sobie poczucie walki, empatię, nie są tak beztroskie jak dorośli próbują je przedstawić. Staczają własne bitwy i są w pełni świadome własnego istnienia, świata, który je otacza i okrutności z jakimi muszą się zmierzyć. Nie wiem czy zdołam powrócić do niej, spróbować zinterpretować jeszcze raz świat, w którym się kiedyś zakochałam, zostałam, w pewnym sensie mnie ukształtował. Nie wiem czy te kolejne dziesięć lat życiowego doświadczenia nie przeszkodzą mi w ponownym spojrzeniu na wszystko oczami dziecka. Ale jestem ogromnie wdzięczna tej książce za pokazanie mi świata niejednoznacznego, skomplikowanego, w końcu opisanego. Pomogło mi to zrozumieć mój własny.
Oliwia - awatar Oliwia
oceniła na103 lata temu
Matylda Roald Dahl
Matylda
Roald Dahl Quentin Blake
„Matylda” Roalda Dahla od zawsze jest moją ulubioną książką tego autora, i choć dorosłam, jej lektura nadal mnie porusza. To opowieść nie tylko o niezwykłych zdolnościach dziewczynki, ale przede wszystkim o sile wyobraźni, ciekawości świata i odwadze, by sprzeciwiać się krzywdzie. Czytając ją, czuję zachwyt nad tym, jak Dahl traktuje dzieci poważnie, nie moralizując ani nie popadając w patos. Najbliższa mojemu sercu jest pani Jennifer Honey – dorosła, która rozumie Matyldę, szanuje jej inteligencję i daje poczucie bezpieczeństwa. W kontraście do niej są Pani Trunchbull i rodzice Matyldy. Trunchbull była fizycznie silna i wzbudzała strach samym swoim zachowaniem; jej przesadne, absurdalne kary były tak dziwaczne, że trudno było na nie poskarżyć się dorosłym spoza środowiska szkolnego: ktoś, kto jej nie znał, mógłby zarzucić dziecku, że zmyśla. Rodzice Matyldy byli niedoceniający, egocentryczni i niezdolni do prawdziwego zainteresowania dzieckiem, pokazując, jak brak uznania i empatii rani równie mocno jak jawna przemoc. Humor, groteska i subtelna sprawiedliwość sprawiają, że książka jest jednocześnie zabawna i przejmująca. Matylda jest symbolem tego, że dobro, empatia i mądrość mają znaczenie, a świat, nawet pełen dorosłych krzywdzących innych, może być miejscem, w którym odwaga i spryt zwyciężają. Kiedyś darzyłam ją bardziej otwartym uczuciem oraz znaczyła dla mnie więcej, ale dalej jest dla mnie ważna. Ocena jest kompromisem między przeszłością a teraźniejszością.
Tamaryszka - awatar Tamaryszka
oceniła na71 miesiąc temu
Kiki Strike. Miasto cieni Kirsten Miller
Kiki Strike. Miasto cieni
Kirsten Miller
Pora na kolejny przystanek w Książkowej Agencji Podróżniczej – zatrzymujemy się na Manhattanie. Być może tego nie wiecie, ale pewnej nocy pojawiła się tam wyjątkowo głęboka wyrwa w ziemi. Jedna z mieszkających w pobliżu nastolatek postanowiła ją zbadać. Jeszcze wtedy nie wiedziała, że ten krok zaprowadzi ją do tajemniczego Miasta Cieni. Kiedy byłam nastolatką, bardzo podobała mi się ta książka. Zrobiła wtedy na mnie tak ogromne wrażenie, że do tej pory pamiętałam jedną ze scen, które były w niej opisane. Natomiast gdy przeczytałam ją już jako osoba dorosła, to muszę przyznać, że podobała mi się dokładnie tak samo, jak za pierwszym razem. Nie ma tu wątku romantycznego, jest za to dużo akcji, planowania, wędrówek po kanałach, tworzenia i testowania nowych wynalazków… ale jest też antagonista, którego należy pokonać. Na dziewczyny czekają też liczne niebezpieczeństwa. Ciągle się coś dzieje, nie jest nudno, a sama fabuła nie zwalnia aż do samego końca. Na uwagę zasługuje też fakt, że każda z bohaterek ma specjalne niemagiczne umiejętności, dzięki którym są w stanie posuwać śledztwo naprzód. Czasem coś idzie nie tak, ale króluje u nich zasada: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Z ciekawostek – czytałam tę książkę przed erą komórek. Kiedy więc chciałam mieć pod ręką wskazówki na temat tego, jak być dobrym szpiegiem, przepisywałam je do notesu. Niedawno nawet ten notes znalazłam. Co prawda ze wskazówek nigdy nie skorzystałam, ale jakaś nostalgia mnie chwyciła. Bardzo się cieszę, że po tylu latach mogłam wrócić do przygód Ananki i jej przyjaciółek. Wam też bardzo polecam przeczytać „Kiki Strike. Miasto Cieni” – dużo akcji, zero nudy.
KsiążkiOczamiAMN - awatar KsiążkiOczamiAMN
ocenił na61 miesiąc temu

Cytaty z książki Akademia antypatii

Więcej
Lemony Snicket Akademia antypatii Zobacz więcej
Lemony Snicket Akademia antypatii Zobacz więcej
Lemony Snicket Akademia antypatii Zobacz więcej
Więcej