Listy

Okładka książki Listy autora J.R.R. Tolkien, 8371506678
Okładka książki Listy
J.R.R. Tolkien Wydawnictwo: Zysk i S-ka biografia, autobiografia, pamiętnik
684 str. 11 godz. 24 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The letters of J.R.R.Tolkien
Data wydania:
2000-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2000-01-01
Liczba stron:
684
Czas czytania
11 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7150-667-8
Tłumacz:
Agnieszka Sylwanowicz
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Listy w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Listy



książek na półce przeczytane 1183 napisanych opinii 130

Oceny książki Listy

Średnia ocen
7,2 / 10
26 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Listy

avatar
816
816

Na półkach:

Listy to zwykle najintymniejsza i najbardziej szczera z autobiografii, dlatego też otwieram takie zbiory korespondencji z pewnym zawstydzeniem, gdyż wiem, iż wchodzę w sferę bardzo osobistą, na której upowszechnienie sam nadawca nie miał najczęściej wpływu. Już nie dowiemy się, czy byłby z tego zadowolony, czy też raczej rozgniewany, więc poruszamy się w tej prywatnej przestrzeni na paluszkach, z wyczuciem i poszanowaniem.

Korespondencję J.R.R,Tolkiena opracował jego oficjalny biograf, Humphrey Carpenter, we współpracy z najmłodszym synem pisarza, Christopherem. Obecne wydanie zostało poszerzone o wcześniej niepublikowane listy oraz o pełne wersje tych pierwotnie skróconych. To i tak zaledwie wybór, a leży przede mną imponująca księga, ponad ośmiusetstronicowa, niezwykle starannie wydana, z mnóstwem szczegółowych przypisów, które treść listów dodatkowo nam rozjaśnią.

Wybrano korespondencję oscylującą wokół napisanych przez Tolkiena utworów, dając nam tym samym fascynującą możliwość śledzenia ich losów od pomysłu po efekt końcowy i w końcu późniejszą recepcję. Te najbardziej prywatne, nie związane z pracą twórczą czy refleksjami ogólnospołecznymi Tolkiena, pozostawiono rodzinie. Odsłania więc przed nami Tolkien swój pisarski warsztat, twórcze dylematy, pomysły, te zarzucone na jakimś etapie i te wcielone w życie, tłumaczy fantastyczne światy wykreowane z wyobraźni i postępowanie bohaterów, których trudno zapomnieć. Pisze więc: „troszkę ulepszyłem mój nonsensowny język wróżków. Często ciągnie mnie do pracy nad nim, lecz nie pozwalam sobie na to, bo chociaż bardzo lubię tę robotę, rzeczywiście chyba to wariackie hobby”. Z pewnością w 1914 roku nie spodziewał się nawet, jaką popularnością będą kiedyś cieszyły się te opowieści, które żartobliwie nazywa „banialukami”. W tym i w pozostałych listach uderza nas natomiast tolkienowska skromność, uprzejmość i kultura, do których często dołącza delikatne poczucie humoru.

Jego doskonała relacja z dziećmi, czułe i pełne empatii listy, w których dużo czasu poświęca codziennym sprawom, żywo obchodzącym synów, mieszkających w internacie w latach szkolnej nauki, później zaś walczących na frontach II wojny światowej, dają świadectwo troskliwego i bliskiego ojcostwa. Dziecko nigdy nie jest traktowane z góry czy zbywane, czy ma lat osiem czy dwadzieścia osiem, jeśli zaś chodzi o literacką twórczość fantasy Tolkiena, dzieci zajmują wysoką pozycję jako pierwsi recenzenci rękopisów. Pisał też specjalnie dla nich listy-bajki, które złożyły się w wydany po latach drukiem cykl, „Listy do Świętego Mikołaja”.

Tolkien doskonale czuje się w stworzonych przez siebie uniwersach, niczym ich opiekun, ojciec, współuczestnik. Jako poważny profesor mówi o pisaniu fantasy jako o błahym hobby, jednak jego serce bije przy tym mocniej: „Największej radości dostarczyła mi wiadomość, że Silmarillion nie został odrzucony z pogardą. Od czasu rozstania się z tymi prywatnymi, ukochanymi bzdurami i bałem się i miałem zupełnie idiotyczne poczucie bolesnej straty; gdyby wydały się one Panu bzdurami, to byłbym chyba zdruzgotany” – pisze do wydawcy. Dba też o ilustracje do swojej prozy, które oczywiście, przynajmniej z początku, sporządza sam, podobnie jak mapy wymyślonych krain, drzewa genealogiczne klanów i bohaterów, języki – wszystko starannie przemyślane i perfekcyjnie opracowane.

Niektóre z listów przypominają mini eseje. Tolkien rozwija w nich swoje pomysły, tłumaczy je, analizuje, przymierza. Stanowią one prawdziwy skarb dla licznej rzeszy fanów tolkienowskich historii, w dodatku skarb opatrzony starannymi przypisami, a nawet czymś w rodzaju komentarzy. Są one bardzo istotne jako wprowadzenie do treści poszczególnych listów, będących odpowiedzią albo kontynuacją wcześniejszej korespondencji, przy okazji wnoszą także ciekawe informacje o samym Tolkienie, jego przyjacielskich i zawodowych relacjach. Podczas lektury listów Tolkiena widać jak na dłoni, że epistolografia może być cenną biografią/autobiografią, ważnym przyczynkiem do poznania człowieka prywatnego, w swetrze i kapciach, w trudzie pracy i w zmaganiach z chorobą, szczególnie gdy treść listów jest tak drobiazgowa i osobista. Tolkien nawet tutaj pozostaje erudytą i mistrzem dobrego obyczaju, nie ma mowy o znużeniu, przewracamy kolejne strony z dużym zainteresowaniem, ale i z radością, gdyż bije z nich moc ciepła, jakiegoś prostodusznego, zupełnie podstawowego dobra i serdeczności. Wiemy też, że kiedy porusza on kwestię swojej wiary, modlitwy, wewnętrznego skupienia, to są one równie szczere i żarliwe, jak cała reszta uczuć i przemyśleń, którymi się z nami dzieli. Widzę tutaj pewne podobieństwo do C.S.Lewisa, który opublikował kilka interesujących pozycji w moralno-filozoficznym chrześcijańskim duchu, również okraszonych subtelnym dowcipem. Nic dziwnego, w końcu panowie często się spotykali i dyskutowali przy wielu okazjach.

Piękne słowa kieruje Tolkien do najstarszego syna, Michaela, który walczył i został ranny na wojnie, mocno się zakochał i, co nie jest przecież codziennością, uczynił ojca swoim powiernikiem. Ten zaś wykłada mu całą poważną materię związków miłosnych, różnic między emocjonalnością i wrażliwością, jakie istnieją między płciami, w monologu tym jest zaś tyle spokoju, zrozumienia, mądrej miłości, że można by nimi obdzielić cały zastęp młodych ludzi wchodzących dopiero w dorosłe życie. Tolkien jest człowiekiem umiarkowania, co nie przeszkadza mu mieć zdecydowanych poglądów, które jasno formułuje, pisząc na przykład do syna, Christophera: „Kocham bowiem Anglię (nie Wielką Brytanię i na pewno nie Wspólnotę Brytyjską(brr!)”.

Myślę więc sobie, jaka szkoda, że zarzuciliśmy zwyczaj pisania listów na rzecz błahych smsów i internetowych komunikatorów, posługując się nimi nie ubieramy już myśli starannie w słowa, ba, nawet poważniejszych refleksji, prawdę mówiąc, nie przywołujemy, a piękne określenia sympatii, bliskości i uczuć zastępujemy bezosobowymi emotkami, symbolami niczego. Zbiór tolkienowskiej korespondencji jest najlepszym przykładem na wielkie bogactwo różnorakich treści i podtekstów, jakie można zawrzeć w liście, tych lżejszych, żartobliwych czy plotkarskich i tych głębokich, opiniotwórczych, krytycznych, sięgających daleko we własne wspomnienia, rozbierających na drobne elementy istotne przeżycia i wzruszenia. Tolkien wspomina nie tylko o swojej twórczości, ale też o czasie miłości narzeczeńskiej i potem małżeńskiej, o swoim podejściu do religii chrześcijańskiej i rozumieniu duchowości, o pojmowaniu istoty patriotyzmu, przyjaźni, zahacza o literaturę, o historię… Radzi Chrisowi: „Ależ „dywaguj”! Listy nie muszą traktować wyłącznie o wydarzeniach zewnętrznych (choć wszelkie szczegóły są mile widziane).To, co myślisz, jest równie ważne: Boże Narodzenie, brzęczenie pszczół i cała reszta”. Sam także stosuje się do tych rad, stąd w jego listach taka masa różności, feeria tematów, nawet zimowy krajobraz za oknem zasługuje na uwagę i kilka, całkiem poetyckich słów.

Bezwzględnie omawiane tutaj listy winny stać się priorytetem dla tych, którzy nie odkładają „Władcy Pierścieni”, „Silmarilliona” i pozostałych opowieści z tego zaczarowanego uniwersum na daleka półkę, lecz traktują jako lekturę zawsze pod ręką, bieżącą, niezbędną do podczytywania choćby tylko ulubionych fragmentów. Tolkien w listach do wydawców (na przykład do Miltona Waldmana z wydawnictwa Collins – końcówka 1951 roku) zamieszcza obszerne wykłady dotyczące pisanych właśnie rozdziałów i ich wzajemnych implikacji, czy też zależności pomiędzy rozmaitymi utworami ze świata Śródziemia. Gdyby je zebrać i wydać w jednym tomie powstałaby imponująca monografia, co jeszcze cenniejsze – monografia odautorska. Podobnie poważnie traktuje Tolkien listy od czytelników, w których roi się od pytań. W odpowiedzi wysyła wielostronicowe, pisane piękną prozą elaboraty, będące wnikliwą analizą konkretnych zagadnień. „Choć niniejsza notka jest niepełna, może się Panu wydawać zbyt długa; i mimo że Pan o nią prosił, nie prosił Pan aż o tyle. Nie wiem jednak, jak mógłbym odpowiedzieć na Pańskie pytania krócej, tak by zadośćuczynić komplementowi, jakim mnie Pan zaszczycił, interesując się hobbitami na tyle, by wykryć lukę w podanych informacjach”.

Tolkien swoją korespondencją, jej szlachetnym duchem, zrównoważeniem i lekkością, poszanowaniem odbiorcy oraz osobistymi cechami charakteru, do reszty mnie podbił. Można uznać jego listy, biorąc pod uwagę ich ciepły klimat i ogólnoludzkie rozważania, które nic nie straciły na swojej aktualności, za formę psychoterapii, wprowadzającej nas w nastrój medytacyjny, uspokajającej rozbiegane myśli i nadwyrężone, spięte emocje. Jeśli dodamy do tego ciekawą treść i możność pogłębienia znajomości wykreowanego przezeń świata, to nie pomylę się, gdy powiem, że są one lekturą nie tylko dla fanów tolkienowskich historii, ale w ogóle dla ludzi łaknących ukojenia i pretekstu do refleksji.
Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/

Listy to zwykle najintymniejsza i najbardziej szczera z autobiografii, dlatego też otwieram takie zbiory korespondencji z pewnym zawstydzeniem, gdyż wiem, iż wchodzę w sferę bardzo osobistą, na której upowszechnienie sam nadawca nie miał najczęściej wpływu. Już nie dowiemy się, czy byłby z tego zadowolony, czy też raczej rozgniewany, więc poruszamy się w tej prywatnej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
260
256

Na półkach:

John Ronald Reuel Tolkien urodził się 3 stycznia 1892 roku w Bloemfontein w Oranii, zmarł 2 września 1973 roku w Bournemouth. Był pisarzem oraz profesorem filologii klasycznej i literatury staroangielskiej na Uniwersytecie Oksfordzkim.
Listy to pokaźne dzieło, które zawiera listy pisane przez Tolkiena do różnych osób.
Pierwszy z listów datowany jest na październik 1914 roku , a napisany do narzeczonej (później żony) Edith Bratt, a ostatni do córki Priscilli Tolkien 29 sierpnia 1973, cztery dni przed śmiercią.
Biorąc pod uwagę lata, w których zostały napisane, można pokusić się o stwierdzenie że są one panoramą życia Tolkiena.
Ukazują one ewolucję jaka zachodzi w życiu autora, jego podejście do niektórych spraw, priorytety, jego życie w sposób obiektywny, bo widziany jego oczami i ubrane w jego słowa. Uważam, że to jest największą wartością tego zbioru, bo nawet najbardziej skrupulatny biografista nie jest w stanie pozbyć się subiektywnych ocen czy interpretacji. Bardzo dużo listów z początku skierowanych jest do syna Christophera i bardzo spodobał mi się fragment jednego z listów "...Szkoda, że zapomniałeś o urodzinach Mamy (w zeszły wtorek). Bardzo mało mężczyzn przywiązuje wielką wagę do dat i rocznic, ale robią to praktycznie wszystkie kobiety. I nie znaczy to że mężczyźni mają w tym względzie rację! W każdym razie warto pamiętać o tej różnicy między płciami.... mając to na uwadze, mężczyzna może uniknąć mnóstwa kłopotów".
Wiele takich prawd, poglądów i przemyśleń zawarte jest w jego listach.
Spora liczba listów opisuje drogę, którą musi podążać aby napisać i wydać swoje książki, a w szczególności " Władcę pierścieni", z czym musi się borykać aby ukończyć pisane historie, praca zarobkowa i problemy życia codziennego często spychają na dalszy plan pracę pisarza. Samo tworzenie książki to jeden aspekt, ale czasem dużym problemem staje się maszynopisanie. Na zlecenie tej pracy często Tolkiena zwyczajnie nie stać, a samemu to robić to pochłania też dużo czasu. Bezpośrednia spowiedź pisarza (bo tym też są jego listy) pomoże nam zinterpretować jego twórczość, może skłoni do przeczytania na nowo jego książek, a tych którzy ich nie czytali zmuszeni są do zaspokojenia głodu czytelniczego, który zasiał Tolkien swoimi listami.
Listy to również ciekawy materiał dla badacza historii, który ukazuje jak wyglądało życie w tamtych czasach człowieka naukowca, wykładowcy, pisarza, ojca, męża, katolika.
Minusem tej książki dla niektórych może być jej grubość oraz forma, czytanie takiej ilości listów (zwłaszcza tych długich - analitycznych) staje się czasami nudne.
Można by się było pokusić o wydanie mniejszej ilości listów, jako "listy - wybrane", może wtedy więcej osób sięgnęło by po tę pozycję.
Ja natomiast z całym przekonaniem i ciekawością sięgnęłabym po tą książkę jeszcze raz nawet w dwóch tomach , gdyby koś poszerzył ją o całą możliwą biografię Tolkiena.

John Ronald Reuel Tolkien urodził się 3 stycznia 1892 roku w Bloemfontein w Oranii, zmarł 2 września 1973 roku w Bournemouth. Był pisarzem oraz profesorem filologii klasycznej i literatury staroangielskiej na Uniwersytecie Oksfordzkim.
Listy to pokaźne dzieło, które zawiera listy pisane przez Tolkiena do różnych osób.
Pierwszy z listów datowany jest na październik 1914...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1812
1202

Na półkach: , ,

Twórczość J.R.R. Tolkien to dla mnie magiczne miejsce, do którego wracam bez zapowiedzi i zawsze czuję się jak w domu. Władca Pierścieni znam i kocham miłością szczerą, więc sięgając po Listy, miałam poczucie, że podchodzę jeszcze bliżej samego źródła Śródziemia. Ciekawiło mnie, ile tej magii, precyzji i uporu w budowaniu świata autor przemycał mimochodem w prywatnej korespondencji.

Władca Pióra.
Jak zaglądacie na bloga i mieliście okazję zerknąć na notkę o Listach Kurta Vonnegutta, to wiecie, że ja się jednak troszeczkę wstydzę, kiedy sięgam po cudzą korespondencję. Mam zainstalowany jakiś program, który wciąż w podświadomości powtarza mi, że prywatna korespondencja, jak sama nazwa wskazuje, jest prywatna i nic mi do tego.

A z drugiej strony… tak jak w przypadku Vonnegutta, tak i przy J.R.R. Tolkien nie potrafiłam się oprzeć. Bardzo chciałam podejrzeć, jak autor „sprzedawał” smaczki ze Śródziemia w prywatnych listach. No i – nie będę udawać – chciałam zobaczyć, jakim był człowiekiem poza legendą.


I muszę przyznać, że te ponad 150 nowych listów powiedziało mi o Tolkienie więcej niż niejedna biografia.

Najbardziej wciągnęły mnie kulisy powstawania Władcy Pierścieni. Te wyjaśnienia, co miał na myśli, czego nie miał i dlaczego niektóre interpretacje potrafiły go zirytować. Z uwielbieniem czytałam, jak stanowczy był Tolkien. Mimo pisania o elfach, czy innych krasnoludach nie był oderwanym od rzeczywistości marzycielem. Był konkretny, uparty, bardzo świadomy tego, co robi. Precyzyjny do bólu. A jednocześnie potrafił w jednym akapicie przejść od teologicznych rozważań do zamarzniętej rury na strychu i zrobić to z humorem.

Ogromne wrażenie zrobiły na mnie listy do syna, pisane w czasie wojny. Widać w nich troskę, czułość i próbę podtrzymania go na duchu mimo trudnych okoliczności. To nie są tylko suche informacje – to słowa ojca, który martwi się o dziecko i stara się być obecny, choć dzieli ich odległość i wojenne realia. Takie fragmenty pokazują Tolkiena z bardzo ludzkiej strony.

Oczywiście Listy nie są książką na jeden wieczór. Bywają fragmentaryczne, momentami techniczne, czasem akademickie. Ale właśnie ta mozaikowość sprawia, że są autentyczne. Nie dostaję tu gładkiej biografii, tylko urywki życia – zachwytów, irytacji, drobnych spraw i wielkich pytań. Widzę pisarza, ojca, profesora. Człowieka zmęczonego, rozbawionego, czasem zirytowanego, ale też niezwykle czułego.

I właśnie dzięki temu ta lektura była dla mnie wartościowa, bo dała mi możliwość by spojrzeć na tego wielkiego autora inaczej, pozwoliła zdjąć z niego pelerynę legendy i zobaczyć zwyczajność. A musicie wiedzieć, że ta zwyczajność nie odbiera mu wielkości. Wręcz przeciwnie, nadaje jej głębi i autentyczności. Gdyż nawet ktoś tak wybitny zmagał się z codziennymi troskami, obowiązkami i niepewnością. To przypomnienie, że wielkie dzieła nie rodzą się w oderwaniu od życia.

Jeśli lubicie twórczość Tolkiena, warto sięgnąć po Listy. To ciekawa podróż w kulisy myśli autora, bez obowiązku, za to z możliwością zobaczenia go z innej strony.

P.S. Ogromne brawa za pracę redakcyjną Humphreya Carpentera, wspieranego przez Christophera Tolkiena. Przypisy i komentarze porządkują kontekst historyczny i literacki, ale nie zagłuszają głosu autora. Dzięki temu Listy nie są suchym dokumentem ani akademickim dodatkiem, tylko żywym zapisem myśli i emocji. A ja takie literackie podglądanie – nawet jeśli wciąż odrobinę mnie zawstydza – naprawdę bardzo cenię.

https://unserious.pl/2026/03/listy-j-r-r-tolkien/

Twórczość J.R.R. Tolkien to dla mnie magiczne miejsce, do którego wracam bez zapowiedzi i zawsze czuję się jak w domu. Władca Pierścieni znam i kocham miłością szczerą, więc sięgając po Listy, miałam poczucie, że podchodzę jeszcze bliżej samego źródła Śródziemia. Ciekawiło mnie, ile tej magii, precyzji i uporu w budowaniu świata autor przemycał mimochodem w prywatnej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2985 użytkowników ma tytuł Listy na półkach głównych
  • 1 969
  • 902
  • 114
716 użytkowników ma tytuł Listy na półkach dodatkowych
  • 554
  • 49
  • 48
  • 31
  • 12
  • 12
  • 10

Tagi i tematy do książki Listy

Inne książki autora

Okładka książki Legenda o Sigurdzie i Gudrun Christopher Tolkien, J.R.R. Tolkien
Ocena 7,3
Legenda o Sigurdzie i Gudrun Christopher Tolkien, J.R.R. Tolkien
Okładka książki Upadek króla Artura Christopher Tolkien, J.R.R. Tolkien
Ocena 7,4
Upadek króla Artura Christopher Tolkien, J.R.R. Tolkien
Okładka książki Dzieci Húrina Christopher Tolkien, J.R.R. Tolkien
Ocena 7,7
Dzieci Húrina Christopher Tolkien, J.R.R. Tolkien
Okładka książki Zdrada Isengardu Christopher Tolkien, J.R.R. Tolkien
Ocena 8,3
Zdrada Isengardu Christopher Tolkien, J.R.R. Tolkien
J.R.R. Tolkien
J.R.R. Tolkien
Brytyjski pisarz oraz profesor filologii klasycznej i literatury staroangielskiej na University of Oxford. Jako autor powieści Władca Pierścieni, której akcja rozgrywa się w mitycznym świecie Śródziemia, spopularyzował literaturę fantasy. Jest autorem wielu dzieł rozgrywających się w Śródziemiu: powieści Hobbit, czyli tam i z powrotem, Władca Pierścieni, Silmarillion (nieuporządkowanego jako spójna całość narracyjna przez Ronalda – książkę przygotował do druku jego syn Christopher Tolkien) oraz kilku krótkich form, opowiadań niezwiązanych lub luźno związanych z wielką mitologią, tzw. Legendarium Śródziemia (zawartej w 12-tomowej History of the Middle-earth, opracowanej i wydanej przez Christophera Tolkiena). Opublikował ponad 100 prac z dziedziny filologii i literatury dawnej, współpracował przy powstaniu największego słownika języka angielskiego, wydawanego zaraz po I wojnie, Oxford English Dictionary. Znał (w różnym stopniu) ponad 30 języków m.in. łacinę, nordycki, staroislandzki, anglosaski czy staroirlandzki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Upadek króla Artura J.R.R. Tolkien
Upadek króla Artura
J.R.R. Tolkien Christopher Tolkien
Tolkien ma u mnie specjalne miejsce, a łącząc świat mitów brytyjskich z raczkującą legendą Śródziemia pokazuje, że jest niezaprzeczalnym królem. Autor sięga po legendy arturiańskie, jednak przedstawia ją w inny do klasycznego sposobu, ponieważ wykreowany świat jest niezwykle surowy, gdzie przeznaczenie jest nieuchronne, a cień klęski nie daje o sobie zapomnieć. Jak to u Tolkiena nie zabrakło epickości i taka właśnie jest wyprawa Artura, jednak nie brak tam tragizmu i zapowiedzi czegoś złowieszczego. Nie sposób mi nie docenić tego jak autor nadaje historii rytm rodem z wojennych pieśni. Język jest poważny, potęgujący ciężar opowieści i doskonale wpisuje się w atmosferę, co mi wielokrotnie przypominało Beowulfa. Autor nie bawi się w iluzje szczęśliwego zakończenia, ucieczka Ginewry z Kamelotu, zdrada Mordreda, wewnętrzne rozdarcie Lancelota, wszystko to prowadzi do nieuchronnej katastrofy niczym w Prawie Murphy’ego.
Mocnym aspektem jest portret rozdartego wewnętrznie Lancelota honorem a uczuciem, między lojalnością wobec króla a własnym pragnieniem. Fragmentaryczność tekstu ma w sobie coś pięknego, jakby sama w sobie chciała metaforycznie cos przekazać, coś więcej niż to o czym mówi sam tekst. Dodatkowe powiązania z mitologią Tolkiena jest niesamowitym łącznikiem miedzy Brytania a echem Valinoru. „Upadek Króla Artura” nie ma w sobie przygodowej lekkości, zamiast tego jest surowość opowiadająca o końcu pewnego porządku świata. Ta historia jest niezwykle przejmująca, opowiadając o zdradzie, winie i nieuchronności, która nawet w tak niedokończonej formie na niesamowitą siłę uderzenia i robi wrażenie. 

kulturowa_anihilacja - awatar kulturowa_anihilacja
oceniła na71 miesiąc temu
Legenda o Sigurdzie i Gudrun J.R.R. Tolkien
Legenda o Sigurdzie i Gudrun
J.R.R. Tolkien Christopher Tolkien
Żadne to zaskoczenie, gdy napisze, że książka ta jak każda spod pióra Tolkiena jest wyjątkowa, bo pomijając znakomity warsztat autora, to Tolkien niezmiennie zaskakuje kreatywnością i działa na mnie inspirująco, a podróż na surową Północ gdzie przeznaczenie jest znacznie silniejsze, niż wola bohaterów jest czystą przyjemnością. Fascynacja autora mitologią nordycką nie jest zaskakująca, a jego rekonstrukcje mitu jest bogata i pełna literackiego kunsztu. 
Sigurd jest postacią totalnie bezbronną wobec przeznaczenia, a jego relacja z walkirią i Gudrun nie jest klasyczna, a bardziej stworzona z magii, dramatu i manipulacji. Pisarz znakomicie pokazuje, jak zgubna może być miłość i prowadzić do zguby, a Sigurd bohater utkany z dumy i będący iście niezwyciężonym polega w starciu i intryga i zapisanym losem. Historia Gundrun jest już tragedią w czystej postaci. Po śmierci Sigurd kobieta zawierając małżeństwo wbrew własnej woli staje się bezwzględna mścicielka. Tutaj otrzymałam historie bez kompromisów, gdzie honor i krew są odporne na litość. Przyznam szczerze, że Lubie te dodatkowe opracowania Christophera Tolkiena, ponieważ jego komentarze i wstawki dają pełniejszy obraz działa i wiele pozwalają lepiej zrozumieć i mówiąc wprost jeszcze bardziej zafascynować się autorem, ponieważ jego zaangażowanie w literaturę nordycką i jego świadomość literacką zasługują na najwyższe laury. Co ciekawe to pokazuje też, jak bardzo to literackie wejście w te światy pozwalało Tolkienowi w sposób przemyślany budować swoje legendarzu. Jestem niezmiennie zachwycona Tolkienem, jego kunsztem, umiejętnością budowania atmosfery, gdzie można odnieść wrażenie, że czyta się legendy zapisane na skałach, a ich ciężar i brzemię ciążą niesamowicie. Piękna surowa historia, o miłości, zdradzie i przeznaczenie, które pomimo zadawana ciosów nie jest w stanie pozbawić dumy bohaterów.

kulturowa_anihilacja - awatar kulturowa_anihilacja
oceniła na71 miesiąc temu
Hobbit z objaśnieniami J.R.R. Tolkien
Hobbit z objaśnieniami
J.R.R. Tolkien Douglas A. Anderson
„Hobbit” to klasyczna powieść przygodowa, która mimo upływu lat nie traci swojego uroku. Historia Bilba Bagginsa, spokojnego i ceniącego wygodę hobbita rozpoczyna się niewinnie, lecz szybko przeradza w pełną niebezpieczeństw wyprawę po skarb strzeżony przez smoka Smauga. To opowieść o odwadze, dojrzewaniu i odkrywaniu w sobie cech, o których istnieniu wcześniej nie miało się pojęcia. Największą siłą tej książki jest klimat, baśniowy, momentami lekki i humorystyczny, ale niepozbawiony mroku. Tolkien w przystępny sposób buduje świat, który później stanie się fundamentem „Władcy Pierścieni”. Widać tu jeszcze narrację skierowaną częściowo do młodszego czytelnika, z bezpośrednimi zwrotami i subtelną ironią, co nadaje powieści wyjątkowego uroku. Na szczególną uwagę zasługuje przemiana głównego bohatera. Bilbo nie jest typowym herosem, to jego wątpliwości, rozsądek i spryt czynią go postacią tak autentyczną i bliską czytelnikowi. W porównaniu z filmową adaptacją historia w książce jest bardziej kameralna i baśniowa. Filmy rozbudowują wątki i nadają opowieści epicki rozmach, natomiast powieść skupia się przede wszystkim na samej podróży i wewnętrznej przemianie bohatera. Osobiście to właśnie literacka wersja bardziej do mnie przemawia, jest subtelniejsza i pozostawia większe pole dla wyobraźni. To ponadczasowa klasyka fantasy, do której warto wracać niezależnie od wieku.
korniszonek - awatar korniszonek
ocenił na91 miesiąc temu
Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa J.R.R. Tolkien
Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa
J.R.R. Tolkien
Opowieści i baśnie Często zastanawiam się czym tak właściwie jest baśń… Sama tzw. książkowa definicja niewiele mówi. Postacie fantastyczne, morały, czyny niemożliwe… Niektóre z nich już całkiem realne… Taki latający dywan na przykład teraz nazywa się samolot… A czy baśnie przeznaczone są tylko dla najmłodszych czytelników? Na pewno nie. Wiemy już o tym od dawna. Takie „Nowe szaty cesarza” pachną erotyzmem, żeby brzydziej nie powiedzieć. A jak na tle definicji baśni wyglądają opowieści typu fantasy? To przecież też baśnie. Nazwano je jednak inaczej, żeby przez przypadek tatuś nie czytał dziecku o Mordorze i orkach… Tak, dziś będzie o Tolkienie. Ale tym baśniowym i jego „Opowieściach z Niebezpiecznego Królestwa”, pięciu baśniowych opowieściach dla dorosłych. Wiek odbiorcy określa już wydanie książki – tzw. kieszonkowe z czarno – białymi obrazkami, ponad trzysta stron. Dziecko samo nie przeczyta, a czytać na dobranoc? W sumie można, ale czy małolat zakuma? Opowieści są według mnie trudne. Nawet przygody psa Łazikantego wydają się zbyt mądre i skomplikowane. Oczywiście nie dla dorosłego. Ten metaforykę odkryje i zinterpretuje według własnego klucza. Podobnie z dziejami gospodarza Gilesa z Ham czy kowala z Przylesia Wielkiego. Najbardziej tajemniczy jest liść, dzieło Niggle’a. Przy opowieściach pisanych wierszem pod wspólnym tytułem „Przygody Toma Bombadila” znajdziemy sporo ciekawie brzmiących utworów, pojawią się trolle i olifanty. Pojawi się Tolkien, taki mało znany, na pewno ciekawy, ale czy przyciągający czytelnika? Tolkienowskie baśnie mają różne opinie. Niektórzy są zachwyceni, inni podchodzą do utworów z dystansem. Taka jak i ja. Po najsłynniejszej trylogii o pierścieniu trudno przeskoczyć do innych krain fantasy. Śródziemie jest dla mnie nie do przebicia. Cóż, klątwa jednej roli, jak w przypadku kapitana Klossa vel Stanisława Mikulskiego. W sumie w książce z opowieściami najbardziej zaciekawiła mnie naukowa rozprawa Tolkien o baśniach. Napisana językiem akademickim analizuje gatunek literacki przeznaczony pierwotnie dla dzieci. Studiowałam co prawda literaturę, ale nie podejmowano w czasie pięciu lat nauki tematyki baśniowej. Zupełnie tak jakby nie była godna zainteresowania ludzi z naukowymi tytułami. A tu dostajemy poważny traktat o poważnym gatunku literackim, takim, który od niepamiętnych czasów rozpoczyna spotkanie człowieka z literaturą. Mój wnuk przed snem słucha baśni. Czyta ją tata, mama lub babcia. Wpatrzony w druk, którego jeszcze nie rozumie, zamyka powoli oczy. Poznaje świat poprzez opowieści o smokach, walecznych rycerzach i sympatycznych ludzikach. Do literatury fantasy dorośnie. Wtedy sięgnie po baśnie dla dorosłych, jakimi są opowieści Tolkiena. Może się w nich zakocha…
gks - awatar gks
ocenił na610 miesięcy temu
Atlas Śródziemia Karen Wynn Fonstad
Atlas Śródziemia
Karen Wynn Fonstad
„Atlas Śródziemia” Karen Wynn Fonstad to książka, którą nie tylko się czyta i ogląda, to pozycja, którą się zwiedza. Od pierwszej chwili miałam wrażenie, że trzymam w rękach przedmiot, który mógłby leżeć na biurku samego Bilba, nie jako pamiątka z podróży, lecz jako narzędzie planowania kolejnych. Fonstad nie proponuje zwykłego zestawu map. Proponuje geograficzną wycieczkę przez Erę za Erą, gdzie każda strona odsłania nie tylko przestrzeń, ale i pamięć świata. To trochę tak, jakby Śródziemie nagle uznało, że czas opowiedzieć swoją własną wersję wydarzeń, w języku rzek, przełęczy i granitowych grzbietów. Najbardziej zachwyciło mnie to, że autorka nie traktuje map jak ilustracji. Każdy diagram i każdy szkic są jak osobny rozdział historii. Wędrówki bohaterów rozpisane dzień po dniu wyglądają, jakby ktoś prześledził je z lupą w ręku, próbując ustalić, w którym momencie hobbitom kończyły się zapasy. Szczegółowość bywa wręcz przewrotna, tutaj kilometraż, tam rekonstrukcja bitwy, dalej profil zboczy, a w kolejnym miejscu klimat i roślinność. Człowiek zaczyna patrzeć na Śródziemie z taką samą powagą, z jaką patrzyłby na mapę Alp czy Kaukazu. To, co działa na wyobraźnię najmocniej, to poczucie realności, świat który oddycha. Fonstad tworzy wrażenie, że Beleriand, Rohan czy Gondor naprawdę mogłyby istnieć, każde z miejsc ma własną geologię, swoją pogodę, logikę migracji i rytm historii. Śródziemie zaczyna zachowywać się jak kraina, której moglibyśmy szukać na mapie Europy, gdyby tylko było odpowiednio ukryte przed to śmiertelnikami. Oczywiście, jak każdy atlas, zwłaszcza tak ambitny, również i ten ma swoje kaprysy. Kolorystyka bywa czasem nazbyt stonowana, przez co niektóre plany bitew trzeba oglądać niemal pod lampą górniczą. Tłumaczenie również może zaskoczyć tych, którzy przywykli do jednego konkretnego przekładu Tolkiena. Ale te drobiazgi nie są w stanie podważyć faktu, że to dzieło jest gigantycznym wysiłkiem kartograficznym, takim, który przetrwa próbę czasu, nawet jeśli któryś odcień beżu okaże się o ton zbyt podobny do brązu. Dla kogo jest ten atlas? Dla początkujących, bo to świetna linia życia, dzięki której „Silmarillion” przestaje być labiryntem bez wyjścia. Dla wyjadaczy Tolkiena, ponieważ będzie to wspaniała okazja, by odkryć szczegóły, które umykały mimo dziesiątej lektury. Dla marzycieli, bo to drzwi wejściowe do świata, który niby jest fikcyjny, a jednak wydaje się bardziej prawdziwy niż niejeden kraj na szkolnej mapie. „Atlas Śródziemia” to książka, która nie tylko opisuje świat Tolkiena, ale także go ożywia. Sprawia, że szlaki Bractwa Pierścienia nabierają konkretnych kształtów, lasy pachną igliwiem, a góry mają ciężar, który czuje się aż w łokciach. To nie jest dodatek do lektury, to jej równorzędny towarzysz, a może nawet przewodnik w świecie, gdzie kompasem jest wyobraźnia, a każdy krok prowadzi głębiej w historię, którą wielu z nas zna na pamięć, choć dopiero teraz może zobaczyć ją w pełnej krasie. Jeśli Śródziemie jest miejscem, do którego lubisz wracać – Fonstad właśnie uchyliła Ci bramę szerzej, niż kiedykolwiek wcześniej.
BookandGame_Paradise - awatar BookandGame_Paradise
ocenił na84 miesiące temu
Tolkien i C. S. Lewis. Historia niezwykłej przyjaźni Colin Duriez
Tolkien i C. S. Lewis. Historia niezwykłej przyjaźni
Colin Duriez
Ciekawa pozycja dla literaturoznawców, polonistów, filozofów i teologów oraz osób zainteresowanych wymienionymi dziedzinami kultury. Colin Diurez kreśli obraz przyjaźni Tolkiena i Lewisa, skupiając się na związkach filozofii z mitem i twórczością pisarską. Wydaje mi się, że język biografii jest nieco hermetyczny, nie do końca wiadomo czy to utwór popularnonaukowy czy dla specjalistów. Niewiele wiedziałam o życiu obu panów, dzięki pracy pana Durieza poszerzyłam swój zakres wiadomości. Dowiedziałam się jaki był wpływ obu pisarzy na siebie i twórczość, jaką religię i filozofię wyznawali, gdzie szukać źródeł Opowieści z Narnii i Władcy Pierścienia. Skąd się wzięła fascynacja lingwistyczna Tolkiena. Jakimi byli ludźmi, co było dla nich ważne. Dowiedziałam się, z kim mieszkali, z kim pracowali, jaka była atmosfera intelektualna na Oksfordzie i Cambridge w pierwszej połowie XX wieku. Poznałam pogląd Tolkiena, według którego kult maszyn to współczesna magia. Głosił też ideę subkreacji - dzieła łączącego świat fizyczny, duchowy i moralny. Dla Tolkiena każda kreacja świata wtórnego, w powieściach i filmach, była próbą przedstawienia świata takim jakim stworzył go Bóg. Tolkien marzył też, aby przywrócić baśń ludziom dorosłym. Ubolewał nad tym, że w czasach przedhistorycznych mężczyźni słuchali sag i eposów, nie wstydząc się tego zachwytu mitycznymi, legendarnymi światami. Uważam za wspaniałe, że Tolkien zrealizował swoje marzenie - jego utwory o elfach, wróżkach i gadających drzewach - czytają dorośli. W powieściach Tolkiena zawarta jest cała filozofia pisarza na temat powstania świata. Fascynujące, choć nie jestem zainteresowana szczegółami. Odbieram twory Tolkiena tylko na poziomie literackim. Gdybym chciała poszerzać swoje wiadomości, z pewnością sięgnęłabym po bibliografię i źródła cytatów zamieszczone na końcu książki Colina Durieza. Uważam, że dla laika, zainteresowanego biografiami pisarzy, to warta polecenia lektura.
Olga - awatar Olga
oceniła na77 lat temu
Upadek Gondolinu J.R.R. Tolkien
Upadek Gondolinu
J.R.R. Tolkien Christopher Tolkien Alan Lee
„Upadek Gondolinu” to książka wyjątkowa, bo zamyka pewną epokę – nie tylko w historii Śródziemia, ale i w pracy Christophera Tolkiena nad spuścizną ojca. Jeśli „Silmarillion” był fundamentem, to „Upadek Gondolinu” jest wnikliwym spojrzeniem na to, jak ten fundament powstawał przez dziesięciolecia. Dlaczego ta pozycja zasługuje na mocne 9/10? Ewolucja legendy: To nie jest jedna, spójna powieść, ale fascynująca podróż przez różne wersje tej samej historii. Widzimy, jak J.R.R. Tolkien zmieniał zdanie, jak rozwijał język i jak z naiwnej (choć pięknej) opowieści z 1917 roku wyłonił się epicki, niemal tragiczny obraz upadku Ukrytego Królestwa. Wizualny i opisowy majstersztyk: Opis samego Gondolinu, siedmiu bram i ostatecznej bitwy zapiera dech w piersiach. Nawet w niedokończonych fragmentach czuć rozmach, którego próżno szukać u współczesnych autorów fantasy. To tutaj Balrogi i smoki stają się realnym, namacalnym zagrożeniem. Redakcja Christophera Tolkiena: To, co dla laika mogłoby być chaosem notatek, Christopher zamienił w klarowny wykład o narodzinach mitu. Jego komentarze są bezcenne – pozwalają zrozumieć kontekst i poczuć ogrom pracy włożonej w budowanie legendarium. Ilustracje Alana Lee: Nie można o nich zapomnieć. Jego prace dodają książce niesamowitego klimatu i pozwalają jeszcze lepiej poczuć melancholię i majestat opisywanych wydarzeń. Ważna uwaga: Podobnie jak w przypadku „Dzieci Húrina” czy „Beren i Lúthien”, nie jest to lektura dla kogoś, kto szuka lekkiej przygodówki w stylu „Hobbita”. To pozycja dla literackich smakoszy i tych, którzy chcą poznać „genezę” Śródziemia od podszewki. Podsumowanie: „Upadek Gondolinu” to poruszające pożegnanie. Czytanie o losach Tuora i Idril, przy jednoczesnej świadomości, że to ostatnia książka wydana za życia Christophera, nadaje lekturze dodatkowego, niemal metafizycznego ciężaru. 9/10 – za monumentalność, za detale i za przypomnienie, że u Tolkiena nawet klęska ma w sobie niesłychany blask.
Eternal - awatar Eternal
ocenił na96 dni temu
Opowieści z Narnii (I-VII) C.S. Lewis
Opowieści z Narnii (I-VII)
C.S. Lewis
Więc tak, zacznijmy od tego, że dla wielu osób Opowieści z Narnii są niesamowitą serią książek... natomiast według mnie jest po prostu średnia. Przede wszystkim bohaterom za każdym razem wszystko się udaje, praktycznie za każdym razem, gdy pojawia się jakiś problem to po kilku zdaniach cudownie pojawia się idealne rozwiązanie problemu. Aż czasem odechciewa się czytać, gdy kolejny raz z rzędu po kilku zdaniach pojawia się rozwianie problemu. Tak jak sam świat Narnii w wielu miejscach jest pięknie zaprojektowany, tak autor nie wykorzystał pełnego potencjału tego uniwersum. Pod koniec tomu "Podróż "Wędrowca do Świtu"" możemy przeczytać o cywilizacji żyjącej na dnie oceanu. Według mnie byłby to genialny motyw na cały osobny tom, by rozwinąć ten motyw. A co robi autor? Kompletnie to olewa, jakby to nigdy nie miało miejsca. W kolejnych tomach ani razu nie wspomina o tej cywilizacji. Drugi taki przypadek był w tomie "Srebrne Krzesło" gdzie pojawił się motyw cywilizacji żyjącej w podziemnych częściach Narnii. Owszem, rozumiem że bohaterowie musieli się spieszyć, by uciec z tuneli, ale mógłby pojawić się tom dziejący się w przeszłości, co już miało miejsce dwa razy, gdyż "Siostrzeniec Czarodzieja" jest przedostatnim tomem, a mimo to dzieje się w przeszłości, pokazując nam powstanie Narnii, tak więc nic nie stało na przeszkodzie, by stworzyć tom o tej podziemnej krainie. A także motyw z ukazaniem przeszłości widzimy w tomie "Koń i jego Chłopiec", więc tym bardziej nie jestem w stanie pojąć, czemu autor nie rozwinął wątku podziemnej krainy. Jaki tom według mnie jest najgorszy? Zdecydowanie Wędrowiec do Świtu. Eustachy jako jeden z głównych bohaterów był niesamowicie irytujący. Podczas czytania tego tomu miałem największe przerwy w czytaniu, ponieważ tak niesamowicie nudne to było. Fabuła to w zasadzie podróż od wyspy do wyspy bez większego powiązania ze sobą, co sprawia wrażenie jakby przygoda z poprzedniej wyspy była bez znaczenia. Największym pozytywem tej części jest zdecydowanie Ryczypisk, który został moją ulubioną postacią z uniwersum Narnii. Natomiast jeśli chodzi o moją ulubioną części to ewidentnie będzie to "Książę Kaspian". Bardzo podobał mi się motyw tego, że pierwotni mieszkańcy Narnii zostali wybici i dopiero z pomocą Kaspiana udało im się przywrócić dawną świetność Narnii. Akcja była intensywna, lecz zrównoważona z lżejszymi i bardziej komediowymi momentami. Również bardzo podobał mi się tom "Koń i jego Chłopiec". Szasta kompletnie mi się nie spodobał z uwagi na brak jakiegokolwiek charakteru, po prostu jest strasznie nijaki. Natomiast Bri podobał mi się, gdyż jego z konia, który uważał się za doświadczonego i mądrego uczy się pokory i zaufania... choć wciąż ma zbyt dużą dumę, gdy pod koniec specjalnie opóźnił podróż, ponieważ miał uszkodzony ogon, mimo że był w pełni świadomy, że ta podróż to wyścig z czasem o dużej skali. Gdyby Szasta nie zdążył to wyłącznie z winy zbyt dużej dumy konia. Awaris również mi się spodobała, gdy z dumnej księżniczki (już nie pamiętam, czy konkretnie była księżniczką, ale kimś szlachetnego pochodzenia) stała się osobą bardzo wartościową, która była gotowa wyruszyć w podróż, by pomóc Szaście. Gdyby nie Ryczypisk to właśnie Awaris byłaby moją ulubioną postacią z serii Narnii. Mam jeszcze jeden problem z tą serią, a mianowicie to, że autor tak często stereotypizuje postacie. Gdy ktoś jest zły to często jest opisywany jako brzydki w jakikolwiek wizualny sposób, jak garb. Bardzo nie podoba mi to, bo biorąc pod uwagę, że seria jest stworzona dla dzieci w wieku 7+ to może się zdarzyć tak, że czytając tę książkę dzieciom mogą one dojść do wniosku, że brzydcy ludzie są zawsze źli. Jeszcze jedną zauważoną przeze mnie niekonsekwencją jest to, że w "Siostrzeńcu Czarodzieja" to Aslan stworzył świat Narnii, a jako że Aslan jest wzorowany na postaci Biblijnego Jezusa to nie powinno tak być. To Władca-zza-Morza powinien stworzyć Narnię jako Bóg, a nie Aslan będący jego synem. Jeśli chodzi o zakończenie całej serii w "Ostatniej Bitwie" to... Szczerze? Bardzo nudne zakończenie, jakby autor sam nie miał pojęcia, w jaki sposób to skończyć.
Alan Bogumił - awatar Alan Bogumił
ocenił na61 miesiąc temu

Cytaty z książki Listy

Więcej
J.R.R. Tolkien Listy Zobacz więcej
J.R.R. Tolkien Listy Zobacz więcej
J.R.R. Tolkien Listy Zobacz więcej
Więcej