rozwińzwiń

Umówiony z papierową zorzą

Okładka książki Umówiony z papierową zorzą autorstwa Maksymilian Tchoń
Okładka książki Umówiony z papierową zorzą autorstwa Maksymilian Tchoń
Maksymilian Tchoń Wydawnictwo: Marszałek Development & Press poezja
62 str. 1 godz. 2 min.
Kategoria:
poezja
Format:
papier
Data wydania:
2022-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2022-01-01
Liczba stron:
62
Czas czytania
1 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366624320
Miłość nie jedno ma imię – w poincie pisze Maksymilian Tchoń, autor zbioru pt. Zakazana miłość. Recenzent, Zdzisław Antolski zauważa, że wszystkie zamieszczone w tym zbiorze wiersze tworzą ciąg logiczny. „...Ta poezja jest nieujarzmiona jak rzeka i potrafi unieść wiele znaczeń oraz metafor…”. Cytuję ten fragment, jako niezwykle trafne spostrzeżenie dotyczące odbioru specyficznego „strumienia samoświadomości”, swoistego rachunku sumienia, autorefleksji.
Awangardowość i tradycja; zdawać się może, że to dwie przeciwstawne tendencje. Jak udaje się je spleść, nieustannie zaplatać i wykorzystywać? Choćby dlatego warto zagłębić się w nurty wierszy Maksymiliana. Pozostaje on do końca tajemniczy i zasadniczo nie zdradza żadnych własnych tajemnic. Nie dowiemy się zatem czy jest zakochany w kobiecie czy w poezji i literaturze. Zapewne oba uczucia towarzyszą jego odkryciom i wysiłkom zdobycia wzajemności. Erudycyjnie wykształcony, sprytny i przygotowany do roli poety ze swadą wiedzie nas na: ścieżki, trakty i bezdroża. Nie zważa na wertepy, nie traci animuszu. Jego wymowa jest potoczysta, bywa chełpliwa ale bywa pokorna. Przeciwstawności są elementem koniecznym tej narracji. (...) Wzrusza wiersz *** „Kocham cię tatusiu…”. (...)
Zestawienie tych metafor i wymowa całego zbioru nie służą odpowiedzi czym jest Zakazana miłość, są odzwierciedleniem i dyskursem każdej pozycji autora, punktem wyjścia dalszych rozważań – przemawiają do każdego z nas. „Jesteś przyczyną dla której istnieję”!

• Źródło: Jesteś przyczyną dla której istnieję – recenzja (fragmenty) zbioru pt. Zakazana miłość, Wydawnictwo Episteme, 2020, Zbigniew Mirosławski, [w:] Współczesna Polska Poezja
Średnia ocen
9,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Umówiony z papierową zorzą w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Umówiony z papierową zorzą

Średnia ocen
9,0 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Umówiony z papierową zorzą

Poznaj innych czytelników

34 użytkowników ma tytuł Umówiony z papierową zorzą na półkach głównych
  • 18
  • 9
  • 7
12 użytkowników ma tytuł Umówiony z papierową zorzą na półkach dodatkowych
  • 7
  • 3
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki W porywach poezji Monika Chytroś, Ewa Fronk, Wojciech Gieroń, Maria Guzek, Maria Marzena Korol, Agnieszka Kowalska-Raszka, Maria Kwater, Zbigniew Mirosławski, Monika Orman, Janina Piwowarczyk, Maria Rec, Danuta Seile-Mirosławska, Maksymilian Tchoń, Izabela Zubko
Ocena 0,0
W porywach poezji Monika Chytroś, Ewa Fronk, Wojciech Gieroń, Maria Guzek, Maria Marzena Korol, Agnieszka Kowalska-Raszka, Maria Kwater, Zbigniew Mirosławski, Monika Orman, Janina Piwowarczyk, Maria Rec, Danuta Seile-Mirosławska, Maksymilian Tchoń, Izabela Zubko
Okładka książki Słowa do przyjaciół. Almanach Stowarzyszenia Autorów Polskich o/Tarnów Zuzanna Abrysowska-Luty, Jerzy Barczyński, Krzysztof Bieńkowski, Władysław Bożek, Monika Chytroś, Ewa Fronk, Jerzy Fryckowski, Janusz Gdowski, Wojciech Gieroń, Anna Karecka-Szczepańska, Kazimierz Karwat, Józef Komarewicz, Maria Marzena Korol, Marta Kostyk, Maria Kwater, Klaudia Leśniowska, Magdalena Lis, Ryszard Lis, Stanisław Lis, Anna Maria Mickiewicz, Zbigniew Mirosławski, Mariusz Mitera, Maria Ogar-Zając, Maria Piec-Łepkowska, Mirosław Przybyła, Paweł Ptaśnik, Maria Rec, Dariusz Romanowski, Danuta Rybczyńska, Danuta Seile-Mirosławska, Adam Siemieńczyk, Alex Sławiński, Izabela Smolarek, Wanda Stańczak, Ewa Stangrodzka, Bogumił Staszek, Mirosław Eryk Sułkowski, Andrzej Szczepański, Anna Szymańczuk, Maksymilian Tchoń, Jacek Tryba, Natalia Tryba, Ryszard Zaprzałka, Dariusz Adam Zeller, Izabela Zubko
Ocena 0,0
Słowa do przyjaciół. Almanach Stowarzyszenia Autorów Polskich o/Tarnów Zuzanna Abrysowska-Luty, Jerzy Barczyński, Krzysztof Bieńkowski, Władysław Bożek, Monika Chytroś, Ewa Fronk, Jerzy Fryckowski, Janusz Gdowski, Wojciech Gieroń, Anna Karecka-Szczepańska, Kazimierz Karwat, Józef Komarewicz, Maria Marzena Korol, Marta Kostyk, Maria Kwater, Klaudia Leśniowska, Magdalena Lis, Ryszard Lis, Stanisław Lis, Anna Maria Mickiewicz, Zbigniew Mirosławski, Mariusz Mitera, Maria Ogar-Zając, Maria Piec-Łepkowska, Mirosław Przybyła, Paweł Ptaśnik, Maria Rec, Dariusz Romanowski, Danuta Rybczyńska, Danuta Seile-Mirosławska, Adam Siemieńczyk, Alex Sławiński, Izabela Smolarek, Wanda Stańczak, Ewa Stangrodzka, Bogumił Staszek, Mirosław Eryk Sułkowski, Andrzej Szczepański, Anna Szymańczuk, Maksymilian Tchoń, Jacek Tryba, Natalia Tryba, Ryszard Zaprzałka, Dariusz Adam Zeller, Izabela Zubko
Maksymilian Tchoń
Maksymilian Tchoń
(Urodzony 1987 w Tarnowie.) Poeta, eseista, autor słuchowisk radiowych. Absolwent Filologii Polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim (praca pt. "Metafizyka, fizyka, transcendencja. Twórczość młodych polskich poetów urodzonych po 1985 roku"). Członek Stowarzyszenia Twórczego Artystyczno-Literackiego (STAL) z siedzibą w Krakowie, członek Stowarzyszenia Autorów Polskich Oddział Tarnów, a także Tarnowskiej Grupy Autorów i Polskiego Czerwonego Krzyża. Autor 25 tomów poezji m. in. Tragarz nadziei (Wyd. Narracje, Lublin 2025),Niecierpliwy (Wyd. Miniatura, Kraków 2013),Ars poetica (Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2015),Walkirie. Noc ciszy (Wyd. Mamiko, Nowa Ruda 2016),Potępiony (Wyd. Nowy Świat, Warszawa 2016),Wiedziałem (Wyd. Episteme, Lublin 2020),Pustelnia bogów (Wyd. Narracje, Lublin 2022),które na stronach wydawnictwa widnieją w dziale bestsellery, a także dwóch książek eseistycznych Rezerwat znaków przestankowych (Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2018) oraz Płynąc horrendalnym czółnem (Wyd. Narracje, Lublin 2026). Publikował w wielu ogólnopolskich pismach literackich np: „Wyspa”, „Akant”, „Poezja dzisiaj”, „Biuro Literackie”, „pisarze.pl”, „Latarnia Morska”, „2Miesięcznik. Pismo ludzi przełomowych”, „Wydawnictwo J”, „Okolica Poetów”, „Gazeta Kulturalna”, „Galerii Sztuki Eprawda”, „KoziRynek”, „Epea. Pismo literackie”, „Ypsilon”, „ASPIRACJE”, „Moja Przestrzeń Kultury”, „e-eleWator”, „ReWiry”, „ŚLĄSK”, „Odra”, „POST SCRIPTUM”, oraz zagranicą „Poème-France”, „Gazzetta Italia” czy „Spillwords”, a także w Antologii poetów polskich (2017). Jego teksty tłumaczone są na język angielski, włoski, rosyjski, hiszpański, portugalski, francuski i ukraiński. Pasjonuje się muzyką, sportem, szeroko rozumianą kulturą oraz konkretnie dobrą książką. Laureat I miejsca w Turnieju Jednego Wiersza zorganizowanym w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Juliusza Słowackiego w Tarnowie oraz Stowarzyszenie Autorów Polskich z okazji obchodów „Światowego Dnia Poezji” 21. 03. 2025. Otrzymał również wyróżnienie honorowe od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (MKiDN) w 2025 r. Nominowany do amerykańskiej nagrody Spillwords Press Awards 2026 za wybitne dzieła literackie opublikowane w 2025 roku w kategorii Międzynarodowa Publikacja Roku. Uczestnik licznych festiwali w Polsce, np. Port Poetycki w Chorzowie, Festiwal Miłosza w Krakowie, Festiwal Pożegnanie Lata Pisarzy i Artystów w Krakowie. Jego wiersze były wielokrotnie wyświetlane na ul. Brackiej 1 w Krakowie w ramach projektu "Wiersze na murach." Uczestnik krakowskiego życia literackiego. Więcej informacji o autorze na autorskiej stronie https://maksymiliantchon.wordpress.com/
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Autodafe Karol Samsel
Autodafe
Karol Samsel
Autodafe – słowo w języku polskim mało znane, coraz mniej popularne. Powiedziałabym, że wręcz zanikające, a mi przywodzące na myśl filmy Pedra Almodóvara, chociaż u samego reżysera odwołań do Inkwizycji mamy niewiele i są bardzo subtelne. Auto-da-fé – to historyczne poświadczenie posiadania wiary, przyjęcia lub odrzucenia religii katolickiej była ważnym elementem w procesie inkwizycyjnym, z którego mało kto wychodził żywy. Samo wszczęcie takiego postępowania to było jak skazanie na śmierć. I taki terror trwał od XV do XIX wieku w Hiszpanii i od XVI-XIX wieku w Portugalii oraz koloniach tych krajów. Oficjalnym celem procesów inkwizycyjnych było oczyszczanie społeczeństwa z innowierców. Tego samego społeczeństwa, który otwierał się na podróże po świecie, zdobywanie nowych ziem, w którym wielowiekowa (bo trwająca od VII wieku) różnorodność była elementem codzienność. Któż jak nie Portugalczycy i Hiszpanie powinien być bardziej tolerancyjni? Zwłaszcza, że tolerancja dawała bogactwa, pozwalała na rozkwitanie handlu, rozwój nauki. Wiara jednak nigdy nie idzie w parze z nauką podważającą to, co od wieków głosili Ojcowie Kościoła. Poczucie zagrożenia religii, zbyt swobodne zmienianie wyznań przez mieszańców Półwyspu Iberyjskiego stało się przyczyną nieprzyjaznego spojrzenia na takie praktyki i szerzenia przekonania, że tylko jedna religia może przyczynić się do zbawienia. Inne są przyczyną zła. I co z tego, że w czasie budowy kościołów korzystano z dorobku arabskich architektów i geometrów? Procesy inkwizycyjne były też pretekstem do przejęcia niezwykłych bogactw muzułmanów i żydów, którzy z wielką wprawą pomnażali swoje majątki. Bogactwo zawsze rodzi zazdrość. Zwłaszcza, kiedy kontrastuje z surowością i ubóstwem, ale to temat na dłuższą opowieść o zmianach, jakie zachodziły w społeczeństwie hiszpańskim i portugalskim. Podczas auto-da-fé czytano wyroki skazańcom, bez przeprowadzania egzekucji, którą odkładano na później. Cała „uroczystość” nosiła nazwę „auto general da fé” (główne poświadczenie wiary) i była końcowym etapem w procesie inkwizycyjnym, w którym brały udział ciekawskie i rządne sensacji tłumy. Zbierano wówczas większą ilość oskarżonych (w pierwszych latach było ich naprawdę bardzo wiele) różnych typów i włączano ich do procesji. Skazańcy maszerowali w żółtych i czerwonych szatach z wymalowanymi płomieniami sanbenitos (płomienie skierowane ku górze, co oznaczało karę śmierci) i samarias (płomienie skierowane ku dołowi oznaczające darowanie życia). Wszyscy uczestnicy procesji nieśli świece. Rosnące napięcie, przerażenie z powodu przekonania, że poniosą śmierć. Na szatach znajdowały się podobizny skazańców w otoczeniu diabłów oraz z listą przewin. Po takiej procesji szaty skazańców z ich portretami odsyłano do rodzinnych miast i wywieszano w głównych kościołach. Przyznanie się do winy i skrucha nie mogły uratować skazańca, ale mogły złagodzić karę w postaci szybszej egzekucji, zabicie przed spaleniem. Wykonanie wyroku było celebrowanym wydarzeniem: strojono miasto, tłumy zbierały się na wydarzeniu, aby zobaczyć ostatnie chwile skazańców. Nie była to jedynie iberyjska tradycja. Rozciągała się ona na cały chrześcijański świat. Fakt nadania takiego tytułu poematowi przez Karola Samsela jest sam w sobie intrygujący i wywołuje wiele pytań, na które znajdziemy odpowiedź w czasie lektury. Poeta, badacz i filozof, czerpie z bogatego dorobku ludzkości, sięga po mity, przywołuje historie oraz minionych i obecnych bohaterów (od literackich po prawdziwych) ubierając to wszystko w stylistykę z jednej strony znaną nam z tekstów religijnych, a z drugiej z utworów będących strumieniem jaźni. To doskonale wpisuje się w sposób pokazywania świata znany z „Jonestown”, w którym tematy boskości ocierały się o fizjologię, a wszystko w kontekście bogactwa kulturowego. W „Autodafe” po raz kolejny Karol Samsel od swoich czytelników wymaga rozległej wiedzy, dużego obycia kulturowego, zainteresowania współczesnością, przeszłością, religiami sektami, literaturą idylliczną, tworzeniem idealnych systemów społecznych, dziełami przekonującymi nas do idealnych systemów społecznych, znajomością postaci, umiejętnością łączenia faktów, nadążania za skojarzeniami, co nie jest łatwe, ponieważ Samsel jest jak rozpędzony pociąg: mknie przez swoje myśli, łapie wspólne nici, splata je i wyplata wzory. Już sam tytuł zabiera nas w świat wyznania. Jest to wyznanie własnego miejsca, przekonań, doświadczeń, dążeń, poszukiwania dojścia do miejsca, w którym mógłby stać się czystą poezją. „Autodafe” Karola Samsela wprowadza czytelników w metafizyczne doznania zmieszane z irracjonalnością kontaktu z rzeczywistością. Książka jest jednym wielkim strumieniem myśli, poetyckim obnażaniem siebie, swojej siły i słabości, wyznanie, że duchowość łączy się w nim z cielesnością, wzniosłe dążenia ze zaspokajaniem potrzeb fizjologicznych, jasna i piękna strona z ciemną naturą. Do swojego niezwykłego świata wprowadza nas wyznaniem: „Zdaję sobie sprawę z wieloznaczności siebie” (s. 6),a dalej: „Gram na świat i gram na siebie” (s. 6). Wielość przyjmowanych ról, wielość doświadczeń, napływającej wiedzy przeplatanej poetyckimi utrwaleniami rzeczywistości to kultura wpływająca na to kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Determinacja jednostki jest wszechstronna. I gdzieś pośrodku tych doznań jest podmiot liryczny skazany na śmierć, która nikogo nie ominie. Skazany jest też na swoje otoczenie, bo nie da się żyć w próżni i na apokaliptyczność przemian własnej osobowości: „Jeszcze jedno. Byłbym błaznem niewartym najmniej- szej uwagi z Waszej strony, gdybym utrzymywał, że muszę wypracować ostateczne pożegnanie z czytelni- kiem. Wiem. Zaczęła się wojna. Poeci piękni jak anio- łowie gniotą Wasze bujne, stalowe ogony. Śmiem jednak twierdzić, że nie chcą Was całych, tym samym chcą Was niecałych: chcą Waszych serc i umysłów, kło- potliwą resztę zostawiając lekarzom lub partnerom, trenerom albo rehabilitantom. Pod względem troski 7 o to, co nie podlega rozwojowi, poeta jest wprost nie- możliwy. Istne dziecko, to podglądające Was ustawi- cznie w lusterku samochodowym swojej wyobraźni. Literackiej tupaninie nie ma końca” (s. 7-8). Każda strofa obfituje w wielość obrazów. Oszczędność słów i duża erudycja poety wymaga od czytelnika sporego wysiłku, zrzucania kolejnych warstw znaczeń, umiejętności odszukiwania nakładających się sensów składających się na Ja podmiotu lirycznego rozdartego między doświadczeniami. Świat idylliczny, pełen radości, zderza się z turpistycznymi i katastrofalnymi wizjami wynikającymi z doświadczania cielesności. Nakładające się obrazy dają odczucie życia szybko upływającego, czasu skazującego ludzi na przemijanie. Ten pęd sprawia, że zawarte w poemacie „Autodafe” są trudne w odbiorze i tylko erudyci będą w stanie przebrnąć przez tekst, wyciągnąć z niego formę jaźni poety świadomego swojej twórczej zależności od poznanych i przerobionych kontekstów kultury. „Autodafe” Karola Samsela to opowieść o determinizmie kulturowym twórcy poszukującego natchnienia i próbującego umiejscowić siebie gdzieś pośród świata, w którym przyszło mu żyć. Każdy tekst kultury, z którym ma do czynienia kształtuje jego Ja, pozwala określić siebie w kontakcie z Innym, przy czym ten Inny to każdy kogo napotyka nawet po tysiącach lat od jego śmierci. „Autodafe” jest swoistym ukłonem poety-badacza w stronę wielowiekowej kultury, w której historia przeplata się z teraźniejszością, znaczenia słów określają granice poznania i odczuwania, pozwalają umieścić siebie na bogatej mapie twórczości. Utwór Karola Samsela jest czymś w rodzaju esencji eseju, jest osobistym opowiadaniem o czytelniczych doświadczeniach i poszukiwaniach młodego badacza pragnącego współodczuwania i połączenia oraz ciągłego poszukiwania naukowego natchnienia, szukania nowych dróg, a przez to sprawiające wrażenie opowiedzenia o nich jakby jednym tchem. Nawet przechodzenie z wersu do wersu, strofy do strofy to przeskoki słów i myśli, łapanie swojego strumienia doświadczeń i poszerzanej wiedzy. „Autodafe” to monolog badacza i twórcy. Jest to naukowiec ciekawy świata, z jednej strony wpisujący się w hermeneutyczne patrzenie na dorobek innych, a z drugiej strony dekonstruujący do własnym doświadczeniem, nadający nowych znaczeń przez zabawę słowami i przypisywaniem sobie ról, a przez to czyniących z utworu autobiograficzną opowieść o relacji z literaturą, historię o przemianie ucznia w badacza i twórcę. Jest to wyznanie, w którym człowiek poza kulturą nie istnieje, a jego miejsce w niej zależy od tego, jakimi ścieżkami powędrował, jakie pytania zadał sobie na scenie życia. Człowiek zmienia się każdego dnia. Kolejne doświadczenia, przemyślenia sprawiają, że wczorajsze Ja częściowo dezaktualizuje się. Bez wcześniejszych doświadczeń nie byłoby nas teraźniejszych, ale też nas teraźniejszych nie byłoby bez osadzenia nas w najnowszych przeżyciach. Mam wrażenie, że takie spojrzenie przyświecało pisaniu Korolowi Samselowi kolejnych odsłon „Autodafe”. W każdy z tomów to niczym poetycka opowieść na wzór powieści z nurtu strumienia świadomości: pozwalają przemieszczać się od obrazu do obrazu, pokazywać to, co wpłynęło na ukształtowanie osobowości podmiotu lirycznego. Zamiast rzeczy i zjawisk wspomnienia wywołują twórcy i ich dzieła. W takim ujęciu człowiek cały jest zlepkiem kulturowych doświadczeń. Czasami są to przeżycia kontrastujące. Tak zwana kultura wysoka sąsiaduje z tą niską, bo nic poza kulturą nie istnieje. I nie ważne, że każdego dnia ona się zmienia, że nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki, bo już nowe wody w niej płyną, bo napływają nowe utwory będące uzupełnieniem starych, przeróbkami, wcześniejszych, nawiązaniami do tych, które jeszcze chwilę wcześniej cieszyły tłumy, a później ich odbiorcami stali się tylko specjaliści. „Do Matki Szwedki: może myś- lisz, że je jeden nie wychowałem się na wierszach Herberta i filmach Pixara naraz? Cóż, pobożne ży- czenia. Oglądałem Toy story, recytując półgłosem 20 Domysły na temat Barabasza” (s. 12). „Autodafe 2” jest tu kolejnym wyznaniem, nakreślaniem doświadczeń kulturowych, które ukształtowały twórczy podmiot liryczny będący alter ego autora. Po raz kolejny intryguje mnie nadanie poetyckiemu strumieniowi świadomości tytułu słowa kojarzącego się z religijnym śledztwem, egzekucją, określeniem swojego miejsca w społeczeństwie (bo czymże innym było wyznanie wiary w procesie inkwizycyjnym?). Auto da fe – wyznanie skazańca. A jakim skazańcem jest autor? Człowiekiem winnym istnienia w otaczającej go kulturze, winnym ciekawości oraz twórczego nastawienia do czytanych tekstów, emocjonalnego zaangażowania we wchodzenie w kulturowe labirynty? „To, co starałem się robić, robiłem całym sercem” (s. 12). Czy jednak samo poświęcenie, dużo uwagi, zaangażowanie wystarczą? Może trzeba czegoś więcej, aby być tą wyjątkową jednostką? „Myślałem, że jestem Kartezjuszem świata poezji. Nic z tego. Ale jestem kromaniończykiem pośród wielu wąs- konosych małp – a oznacza to więcej niż kartezjanizm” (s. 9). Intrygujące jest to odwołanie do powstałej w XV wieku tradycji, która rozeszła się po świecie chrześcijańskim z zadziwiającą szybkością i trzeba było kilku wieków, paru rewolucji, aby z niej zrezygnowano. Nawiązanie do tradycji, która wyłoniła się z różnorodności i stała się ortodoksyjną formą dążenia do jednolitości. Dążenie do tego, aby wszyscy byli tacy sami, tak samo myśleli stało u podstaw wyznań, określania jaźni. I właśnie owa jaźń u Karola Samsela ma duże znaczenie. Jest kształtowana przez całe życie. Na początku nieświadomie, jej rozwój jest formą uległości tego, co dają bliscy, podsuwa szkoła, na co można natknąć się na ulicy i w bibliotekach. Spontaniczne kontakty zmieniają się w świadome poszukiwania, a droga każdego jest inna, więc jednolitość jest niemożliwa. Pozostaje tylko chaos prowadzący od doświadczenia do doświadczenia. „Autodafe 2” – podobnie jak „Autodafe” - Karola Samsela wprowadza czytelników w metafizyczne doznania zmieszane z irracjonalnością kontaktu z rzeczywistością. Książka jest jednym wielkim strumieniem myśli, poetyckim obnażaniem siebie, swojej siły i słabości, wyznanie, że duchowość łączy się w nim z cielesnością, wzniosłe dążenia ze zaspokajaniem potrzeb fizjologicznych, jasna i piękna strona z ciemną naturą. W trzecim tomie wydaje się skupiać na relacjach z ludźmi, potencjalności wydarzeń, stawianiu pytań o to, co czyni nas takimi, a nie innymi, przemijalność utrudniającą nawiązywanie relacji społecznych, przez co spowiadającemu się poecie-naukowcu pozostaje ograniczenie kontaktów do studentów. A i ich drogi okazują się zbyt szybko rozchodzić z jego drogą. Karol Samsel w „Autodafe 3” stawia siebie naprzeciw Innego, aby dostrzec jak bardzo się od każdego z nich różni. Między nim a studentami istnieje już przepaść. Studenckie zmartwienia, choroby duszy zastąpiły dolegliwości ciała, skupianie na sobie zamiast zabieganie o miłość i uznanie. Mamy tu podmiot liryczny świadomy konieczności samopoznania, wchodzenia w swoje myśli, nakreślania swojego miejsca w świecie, zapanowania nad własnymi odczuciami i fizycznością. Dostrzega, że jego jedyną winą jest jego przemijanie, zmiana priorytetów, zwracanie uwagi na inne rzeczy, patrzenie na wszystko to, co go otacza z dystansem, a jednocześnie świadomość, że są to niezbędne dla niego elementy życia, bo świadczą o tym, że jest tym, kim się przez lata stawał, staje i będzie stawał obcując z ludźmi i kulturą, bo nasze istnienie to ciągłe zmiany: „(…) całe życie jesteś-/my terroryzowani pochodami olśnieni” (s. 12). Poszukując prawdy o sobie sięga po mniej lub bardziej udane doświadczenia z lektur, rozlicza się z przeszkodami, które uniemożliwiły mu prawidłowe odczytanie dzieł, poszukuje źródeł swojego nazwiska, osobistych przeżyć, potencjalnych przyszłości. Stawia też pytania etyczne zastanawiając się, dlaczego ludzie ulegają różnym impulsom, które nie wpisują się w normy ich działań. Pytanie o dobro rodzi też refleksje na temat szczęścia, przemijalności, osobistego odbioru literatury, tego jak określone wydarzenia nas kształtują i kim mógłby być (czyli nie być sobą),gdyby ciągi zdarzeń były inne, a przez to dokonał innych wyborów. „I wszyscy, którzyście chcieli mną: manipulo- / wać, idźcie do domu, już jestem: zmanipulowany, martwy, zago- / towany i zaparzony aż do progu spieczenie w gęstym kiślu mani- / pulacji” (s 18). „Autodafe 3” to liryczne dystansowanie się do świata, siebie, analiza tego, że ukształtowało podmiot liryczny, poszukiwanie nowych dróg, zastanawianie się, czy pytania graniczne mogą nas zmienić, czy my mamy wpływ na własne życie, czy może jesteśmy pchani przez ciągi zdarzeń, znaczeń i lektur oraz jakie znaczenie ma płynięcie pod prąd, poszukiwanie odpowiedzi na dręczące pytania, dostrzeganie tego, że nigdy nie żyjemy w próżni, bo kultura ciągle na nas wpływa. A całość wydaje się podsumowywać stwierdzenie: „Jakie to ma Znaczenie, wszyscy i tak zginiemy – nieważne, ile / bitew wygramy” (s. 20). Czy świadomość tego, że i tak przegramy zwalnia nas z wysiłku i zadawania sobie pytań? Patrząc na rozmyślania Karola Samsela możemy dojść do wniosku, że nigdy nie zaznamy spokoju, bo każda sekunda życia na jawie to duża aktywność, od której nie może uciec, bo ciągle jest bombardowany kolejnymi olśnieniami. Znamienne jest też to, że kolejny rok niesie kolejna odsłonę opowieści o sobie, swojej świadomości, sposobie, w jaki zostało zbudowane jego Ja. Rok 2018 to tom pierwszy, w 2019 roku ukazał się tom drugi, a w tym roku kolejny, bo Ja – dopóki istniejemy – nigdy nie jest skończone. Zawsze pozostanie miejsce na kolejne doświadczenia, kształtowanie osobowości, przywoływanie z pamięci tych, które wcześniej wydawały nam się mniej ważne, ale w obliczu doświadczeń odkrywamy jak wielkie mają one znaczenie. W obu tomach bardzo ważnym elementem świata jest chaos kulturowy – wszystko to, co napływa do nas przez istnienie mediów, przez nawarstwianie się utworów, codzienne doświadczanie cudzej – szeroko pojętej – twórczości, kontemplowanie jej oraz przekształcanie we własną. „Cóż, w Autodafe nie wszystko jest na tacy” (Autodafe 2, s. 39). I być nie powinno, bo dobra literatura to taka, która niesie przesłanie, zmusza do intelektualnego wysiłku, obeznania, umiejętności odszukania hermeneutycznych nawiązań oraz dekonstrukcyjnych przekształceń będących niczym ożywczy wiatr. „Sztuka w tym, Panie, tkwi, aby tak podmajstrować, by pokiełbasić cokolwiek, lecz nie skaszanić wszyst- kiego”. Książki Karola Samsela to swoista zabawa z czytelnikiem, badaniem granic jego znajomości świata, umiejętności odkrywania kontekstów oraz umiejętności poddania się porwaniu przez tekst naszpikowany bogactwem nawiązań tworzących misterną konstrukcję Ja – badacza-poety osadzonego w wielowiekowej kulturze i niemogącego poza nią wyjść, bo cokolwiek napisze, będzie to dowołaniem do wcześniejszych tekstów. Twórca jest tu istotą zniewoloną i zmuszoną do wybaczania, że przyszło mu żyć w tym nadmiarze doświadczeń sprawiającym, że tworzenie czegoś nowego staje się nierealne. Pozostaje tylko utrwalanie własnej ścieżki przez teksty kultury, doświadczenia naznaczone kulturowymi kamieniami. Książki zatytułowane „Autodafe”, „Autodafe 2” i „Autodafe 3” Karola Samsela są czymś w rodzaju esencji eseju, są osobistym opowiadaniem o czytelniczych doświadczeniach i poszukiwaniach młodego badacza pragnącego współodczuwania i połączenia oraz ciągłego poszukiwania naukowego natchnienia, szukania nowych dróg, a przez to sprawiające wrażenie opowiedzenia o nich jakby jednym tchem. Nawet przechodzenie z wersu do wersu, strofy do strofy to przeskoki słów i myśli, łapanie swojego strumienia doświadczeń i poszerzanej wiedzy. Kolejne odsłony „Autodafe” to monolog badacza i twórcy. Jest to naukowiec ciekawy świata, z jednej strony wpisujący się w hermeneutyczne patrzenie na dorobek innych, a z drugiej strony dekonstruujący do własnym doświadczeniem, nadający nowych znaczeń przez zabawę słowami i przypisywaniem sobie ról, a przez to czyniących z utworu autobiograficzną opowieść o relacji z literaturą, historię o przemianie ucznia w badacza i twórcę. Jest to wyznanie, w którym człowiek poza kulturą nie istnieje, a jego miejsce w niej zależy od tego, jakimi ścieżkami powędrował, jakie pytania zadał sobie na scenie życia. A całości wydaje się przyświecać hasło: „Naucz się wybaczać, naprawdę – tylko dla swojego dob- ra” (Autodafe 2, s. 37).
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na95 lat temu
Cud i Anomalia Katarzyna Zwolska-Płusa
Cud i Anomalia
Katarzyna Zwolska-Płusa
Oto wersy jak trzęsące się włókna mięśni, słowa o ciele jak o zdobytym zamku, wiersze-szpitalne traumy, które pozostają w głowie, które wywołują emocje. Coś tak mocnego, czytałem u Zuzanny Ginczanki ("a przecież jestem nadziana na pal, na własny kręgosłup (...) to nie da się przekabacić, i nie da się przeżebrać, w prześwicie słońca przez dłonie mogę pięć kości dostrzec - pod pomarańczą piersi jest suche jak gałąź żebro") Joanny Mueller (genialne "tota mueller in utero" z tomu "Intima Thule": "kobieta - kobierzec bielm, lilijka padolna - zawiana fiaskiem w oczy") i Izy Kawczyńskiej ("Masz ciało. Za jego sprawą dotyk przemienia się w polowanie." z tomu "Largo") Czyta się tu o kobiecym doświadczeniu bezradności, słabości, cierpienia, które odbiera siły. I ten bezwład, ta gruda bólu, podany jest jak Tomaszowi rana. "Zmierzam w kierunku Antarktydy" (działa z mrożącym mottem: "co za okropne miejsce" Scoot w swoim dzienniku, po dotarciu do bieguna południowego). Dlaczego tak pisać? Bo "Gdy słowo wyrasta w gardle jak florystyczny design, czy naprawdę trzeba je wyrwać i pozwolić mu umrzeć?" Bo jest "sprzeczność we własnym ciele przedziwnym jak miąższ - jasnym organicznym gotowym do rozkładu.". A więc aż do przerażania, jak w teledyskach Toola. Do dekonstrukcji pisania, w którym nigdy o zwyczajnym życiu, o krzesłach i stołach, parapetach, wobec marnych śladów życia w nich: "stoły i krzesła nie są szczególne" - "czuję się rozczarowana, jak wtedy gdy rtg wykazało przezroczystość myśli". I jeśli jest tu trochę pod Beksińskiego: "pożeram plankton osiadły na stopach.", "tutaj ryby mówią językami dzieci i aniołów gładkimi jak śluz i ciągnącymi się w wyciszonym monologu", "guz rośnie jak ukwiał" i można się przyczepić, że to trochę epatowanie, to zgoda, ale... Są tu wiersze "w sedno" np.: o przemianie dziewczyny w kobietę, które obrazuje spadanie jabłka i w miejscu obicia robi się słodko i ciemno, o jednoczesności matki-kobiety i dziewczynki w wierszu "isis hekate diana" (brawa za puentę: "w trójcy jedyna, prawdziwa zmieniam się w co tylko chcę i jak chcę. a świat przyjmuje mnie z otwartymi ustami."). I nie są to tylko własne historie - jest historia z obozu ("z tymi wstążkami we włosach jesteśmy jak kapliczki"),z reportażu Hanny Krall, z życia Żeromskiego (o śmierci jego syna - Adasia). Jak manifest feministyczny zabrzmiał fragment: "dlaczego najpierw musimy rozłamać się na okruchy by stać się mniej więcej?" Dużo tu przekrzykujących się obrazów: grzybiarz zatrzymujący pociąg, krew na zieleni babki lancetowatej, padaczka - baba jaga, śpiewanie przez otwór w brzuchu lalki barbie. Przekonany, że druga książki autorki będzie jeszcze lepsza, zachęcam do wejścia w te wersy-infekcje-piwnice. Prowadzą do wyjścia: "funkcjonowanie jest fun". https://bialafabryka.blogspot.com/2019/02/sprzecznosc-we-wasnym-ciele-przedziwnym.html
Krzysztof Kleszcz - awatar Krzysztof Kleszcz
ocenił na76 lat temu
Product placement Rafał Różewicz
Product placement
Rafał Różewicz
W ,,Product placement'' mamy do czynienia z wierszem białym. Wiele z utworów Różewicza ma konstrukcję...hmmm...miniaturowego reportażu/ opowieści postronnego obserwatora obrazującego rolę rzeczy codziennego użytku. W poszczególnych utworach wybrzmiewają prześmiewcze tony; nie brakuje też historycznych konotacji ściśle powiązanych z obozową tematyką (np.,,Obóz kulinarny'', ,,Konotacje''.) czy osobistych uwag odnośnie kwestii religijnych (np. ,,Opowieść marcowa'' , ,,Urtica dioica'' , ,,Odwiedziny'') noszących znamiona sekularyzacji. Forma utworów przynosiła mi czasem na myśl poezję Achmatowej bądź Juliana Kornhausera. PS. Współczesny konsumpcjonizm, technicyzację życia, ale i powiązaną z nimi sekularyzację ciekawie opisuje Dariusz Piórkowski SJ w artykule ,,Na tropie ukrytego Boga'' PS.2 Pozwolę sobie jeszcze na parę przemyśleń: ODKRYTY PRZYPADKIEM Na ten tomik poezji natrafiłem zupełnie przypadkiem. W MBP w Opolu. POETYCKA EPKA Utwory takie jak: ,, Wertując Empik'', ,,Kulinarność'' ,,Gdzie indziej'', ,,Sen bezrobotnych grabarzy'' oraz ,,W poniedziałek bądźmy ponad podziałami'' – zasługują na miano poe-tyckiej EPKI. Były też inne, które mnie zdumialy: ,,Obóz kulinarny'', ,,Konotacje'', ,,Opowieść marcowa'', ,,Uchwycone na leżąco'' czy ,,Zapowiedz'' ORWELL ,,Patrząc przez judasza, który mnie jeszcze nie zdradził'' – [ czy nie brzmi to jak orwellowska groźba ?] MUZYCZNO – NOBLOWSKIE ODNIESIENIA ,,W poniedziałek bądźmy ponad podziałami'' – wiersz o kocie. Bardzo fajny. Czytając go przypomniałem sobie o innych wierszach z kotem w roli głównej tzn o ,,Kocie w pustym mieszkaniu'' Szymborskiej i ,,Kocie" Piotra Roguckiego. ŹRÓDŁO INSPIRACJI Utwory takie jak ,,Gdzie indziej'' czy ,,Sen bezrobotnych grabarzy'' mają walory inspirogenne. CIEKAWE CYTATY/FRAGMENTY Przypis do światłości jednoosobowy zakład utylizacji bezrobotnych ,,pies się nie odnalazł na wcześniejszej fotografii" ,,słucham o pladze wyciągania trupów z wanien" ,,ostatnio wszystko wydaje się nieważne" ,,Cofamy się w rozwoju i jeszcze robimy to sprawnie?'' ,,Światła nie da się wyprosić – zwłaszcza gdy wpada z poranną wizytą'' (s. 14) ,,ubrania nadają przekaz podprogowy, tulą się do podłóg" [ a propo podprogowego przekazu na ubraniach - widzieliście już video promujące trasę koncertową Stevena Wilsona - ,,The Future Bites'' ?] ODNIESIENIA DO INNYCH AUTORÓW Autor wspomina, że duży wpływ na jego poezję miał Miron Białoszewski oraz filozofia Boudrillarda i Postmana. W jego utworach goszczą tez inni znani autorzy, a mianowicie: Husserl, Heideggar, Leibnitz, Mrożek, Philip Larkin i Aleksander Pope. W notce końcowej Dawida Junga listę nazwisk dopelnia: Barańczak, Urszula Pawlicka, Swen Simanowski, Edward Balcerzan, Roman Bromboszcz, Heibach, Glazier, W.F. Block, i inni. I JUŻ NA KONIEC Dałem 7 gwiazdek bo twórczość Różewicza zdumiewa, a poza tym lubię liczby nieparzyste ; ) Bardzo chętnie sięgnę po inne dzieła tego autora. I JUŻ NA KONIEC 2 Przy ,,Wertujac Empik" naszło mnie pytanie - - - czy autor ma w planach tomik poezji, który opisywałby futurystyczną rzeczywistość końca XXI stulecia?
Lukas90 - awatar Lukas90
ocenił na76 lat temu
Poezje Tadeusz Gajcy
Poezje
Tadeusz Gajcy
Ciemne i ponure jest poetyckie okno, którym przyszło mi wyglądać. Jeszcze czarniejsze są widoki widziane okiem Tadeusza Gajcego, będącego moim przewodnikiem po spalonej wojną młodości. W którymkolwiek kierunku bym skierował spojrzenie, to widzę ogniste rózgi przepojone krwią lub ręce, które zamiast skrzydeł są bronią mrocznych czasów. Gdziekolwiek bym postawił stopę, to stanę na spalonej ziemi krzyczącej od wybuchów granatów. Zły to czas, kiedy niebo mieni się pięknymi łunami pochodzącymi od pożogi tego, co najdroższe ludziom. A dalej tylko pola pełne krzyży na których poeta wypisał mnóstwo imion miłości. Jego niespełnionego uczucia, którego nie zdążył zaznać wystarczająco wiele podczas krótkiego życia. Tak przykro mi gdy widzę to wszystko, co mogło być piękne a jest straszne, przerażające w swej szyderczej pogardzie dla spokoju ducha. Ból przeminie ale wrażenie tego, co zobaczyłem zostanie na zawsze. "Poezje" są opowieścią o końcu pięknego świata jaki chcielibyśmy znać bez końca. Gdy zaciśniemy powieki, to zobaczymy próżnię wypełnianą smutnymi oczami młodego poety. On widzi więcej niż zwykli śmiertelni jemu towarzyszący. Może spojrzeć sercem na dymiące niebo. Może zajrzeć duszą w uzbrojone jutro i przepowiedzieć szereg zmian czekających ludzi. On wie, co to płacząca głębia całego jego istnienia przekraczającego granice życia i śmierci. Ponieważ to czas umierania. Niczego więcej już spodziewać się nie można od tego, co widać za tym wielkim, czarnym oknem pozostawiającym w tyle bezpieczne domowe zacisze. Tadeusz Gajcy płacze wierszem. Roni łzy nad złamaną młodością. Jest tylko człowiekiem o kruchym ciele posiadającym mężną duszę. Narodzony z miłości do poezji, opowiada nam o niewinnym wieku słuchającym piosenki uczącej umierania. Żałosna to pieśń, uśmiech jej bolesny. Tkliwie i lirycznie a czasem ciężko wprowadza nas w pejzaż spalonych miast i wsi. Gasi nasz smutek wodą z płonących rzek. Pokazuje trumny z szorstkich nieoheblowanych desek. Chropowatych jak egzystencja współczesnych Gajcemu ludzi walczących o wolną Polskę. Końca apokalipsy nie widać a piaski cmentarzy coraz bardziej zaludniają się świeżymi grobami. A czarna matka ziemia nad tym wszystkim czuwa i oplata swą mgłą prowadzącą do nienawiści tych wszystkich, którzy są jeszcze zdolni chwycić za karabin. Już dość powietrza spasionego trupimi wyziewami. Już dość bezimiennych dni odchodzących ku nie wiadomo jakim przerażającym światom. Już dość dymiącej od walki krwi. Koniec z trwożliwym stąpaniem po polach zasłanych białymi kośćmi. Koniec ze struchlałym krokiem pośród zgliszcz. Koniec zgiełku bombowców zamiast ptasiego trelu na bezchmurnym niebie. Tadeusz Gajcy chce marzyć. Śnić o drzewach bez szubienic. O pieszczocie dłoni i radosnym spojrzeniu ukochanych mu osób. To wszystko jest możliwe tam, gdzie zabrną jego myśli a na papier upadnie chociaż jedna optymistyczna myśl zabłąkanego pośród wojny poety. Zostawiam Was z tą arcytrudną w odbiorze lecz bardzo ekspresyjną poezją. Spróbujcie się w nią zagłębić a odczujecie dawno nie spotykane lęki i nadzieje w naszym zupełnie innym, współczesnym świecie.
czytający - awatar czytający
ocenił na78 lat temu

Cytaty z książki Umówiony z papierową zorzą

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Umówiony z papierową zorzą