Komodo

Okładka książki Komodo autora David Vann, 9788396189967
Okładka książki Komodo
David Vann Wydawnictwo: Wydawnictwo Pauza literatura piękna
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Komodo
Data wydania:
2022-01-12
Data 1. wyd. pol.:
2022-01-12
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396189967
Tłumacz:
Dobromiła Jankowska
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Komodo w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Komodo i



Przeczytane 2929 Opinie 732 Oficjalne recenzje 286

Opinia społeczności książki Komodoi



Książki 2756 Opinie 2402

Oceny książki Komodo

Średnia ocen
6,8 / 10
312 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Komodo

avatar
1279
1171

Na półkach:

Jakich emocji oczekujecie od książek, które czytacie? Czy chcecie, aby was bawiły, pokrzepiały, a może straszyły albo poruszały? Czy wolicie czytać o „ciemnych” czy „jasnych” stronach życia? Powieść „Komodo” Davida Vanna epatuje rozgoryczeniem. Rozgoryczeniem, które momentami jest nam, czytelnikom, bardzo bliskie, bo wynika ze zmęczenia codziennością. Natomiast bohaterka książki pozwala, aby to rozgoryczenie rosło, doprowadzi do tego, ze jest ona niczym tykająca bomba.


Akcja książki dzieje się w malowniczej Indonezji. Tracy wraz z matką odwiedza brata, który po rozwodzie żyje niczym wolny ptak. Nie przywiązuje wagi do miejsc, ludzi. W przeciwieństwie do siostry, która tkwi w nieudanym małżeństwie, a całą energię spożywa na troskę o rodzinę. Tracy liczy na małe wakacje od obowiązków, ale czy potrafi je „zostawić w domu”? Mamy wrażenie, że piękne okoliczności przyrody jeszcze wzmagają jej rozgoryczenie. Dochodzą do tego rodzinne niesnaski, żal do brata o porzucenie lubianej przez nią żony, a także „nieprzepracowane” traumy z przeszłości. Mamy wrażenie, że urlop nie uspokaja, a spycha główna bohaterkę do najciemniejszych zakątków jej psychiki.

David Vann zachwyca tym, jak czyta kobiecą psychikę. Kreuje bohaterkę zmęczoną codziennością i mającą poczucie, że nie ma prawa do tego zmęczenia. W końcu ma to, czego pragnęła – rodzinę. Dlaczego ta jej nie cieszy, a wręcz wywołuje „mordercze instynkty”? Czytelnik słucha, co Tracy ma do powiedzenia, obserwuje jej reakcje, śledzi myśli i pragnienia, a także poznaje pewne wydarzenia z jej przeszłości. Dzięki temu można przeanalizować, dlaczego ta bohaterka nie potrafi być szczęśliwa, dlaczego tkwi w układzie, który ją „niszczy”, dlaczego gotowa jest ponieść tak duże koszy, aby go za wszelką cenę utrzymać.

„Komodo” to także wspaniałe opisy nurkowania. I to właśnie one podzieliły czytelników. Piękne, ale czy Vann trochę nie przynudza? Z jednej strony mamy wspaniały kontrast pomiędzy bajeczną scenerią, a stanem psychicznym głównej bohaterki. Jak można być tak zgorzkniałym, oglądając tak niesamowite rzeczy? Z drugiej, te opisy nie są integralną częścią historii, a pewnym przerywnikiem. Można się nimi cieszyć, ale też można je pominąć. Dla mnie najważniejsza była Tracy z całą gamą emocji, jaka jej towarzyszy, a Indonezja zeszła na drugi plan.

„Komodo” to powieść dla czytelników, którzy lubią kontekst psychologiczny. Ten jest kompleksowo zarysowany. Vann bezwstydnie obnaża emocje głównej bohaterki. Pozwala nam je komentować i oceniać, ale przy tym zostawia nas z refleksją, ile z niej siedzi w nas.

Jakich emocji oczekujecie od książek, które czytacie? Czy chcecie, aby was bawiły, pokrzepiały, a może straszyły albo poruszały? Czy wolicie czytać o „ciemnych” czy „jasnych” stronach życia? Powieść „Komodo” Davida Vanna epatuje rozgoryczeniem. Rozgoryczeniem, które momentami jest nam, czytelnikom, bardzo bliskie, bo wynika ze zmęczenia codziennością. Natomiast bohaterka...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1204
904

Na półkach: ,

O ludziach doprowadzonych do ostateczności.
Tracy wraz z matką przyjeżdża na Komodo, by towarzyszyć starszemu bratu, który odbywa właśnie kurs instruktora nurkowania.
To jest bardzo niepozorna książka, która wielokrotnie potrafi człowieka zbić z pantałyku i uderzyć z kierunku, którego byśmy się nie spodziewali, a momentami jest wręcz szokująca. Opisuje przy tym bardzo ważny, aktualny problem, o którym nie mówi się głośno zbyt często. Mnóstwo tu bardzo trafnych zdań i celnych, choć bolesnych społecznych diagnoz.
Ciekawa sprawa jest tutaj z główną bohaterką. Ewidentnie nie jest to postać napisana tak, żeby ją łatwo polubić. Od początku jawi się ona jako osoba raczej nieprzyjemna czy też wręcz wredna - nie potrafi powiedzieć niczego, co można by uznać za choćby względnie życzliwe, wyładowuje na innych swoją frustrację związaną z nieudanym małżeństwem i nadmiarem macierzyńskich obowiązków. Można wręcz nabrać przekonania, że Tracy to osoba zwyczajnie toksyczna, niemalże psychopatka - kalkuluje na chłodno rzeczy obiektywnie złe, jest pozbawiona wyrzutów sumienia, zawsze potrafi znaleźć dla swoich zachowań usprawiedliwienie i wciąż się nad sobą użala, nawet gdy ewidentnie wina leży po jej stronie. Kiedy jednak poznajemy wszystkie okoliczności, Tracy zmienia się w postać, której nadal nie można popierać czy jej przyklasnąć, ale zrozumieć i współczuć już jak najbardziej.
Całość jest bardzo niejednoznaczna, trudna do osądzenia - nie jest to prosta opowieść o wściekłej, irracjonalnej kobiecie, jaką może się wydawać na początku.
Jedno trzeba przyznać - nie jest to książka obok której dałoby się przejść obojętnie. To chyba plus.

O ludziach doprowadzonych do ostateczności.
Tracy wraz z matką przyjeżdża na Komodo, by towarzyszyć starszemu bratu, który odbywa właśnie kurs instruktora nurkowania.
To jest bardzo niepozorna książka, która wielokrotnie potrafi człowieka zbić z pantałyku i uderzyć z kierunku, którego byśmy się nie spodziewali, a momentami jest wręcz szokująca. Opisuje przy tym bardzo...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
369
224

Na półkach:

Po "Legendzie o samobójstwie" i "Brudzie" ta powieść wydaje mi się nieco gorsza. To ten moment, kiedy cofasz się razem z autorem w jego karierze i zamiast obserwować rozwój, widzisz regres. Trochę za dużo w "Komodo" fascynacji nurkowaniem i opisów wszystkiego co temu towarzyszy. Mi było to zupełnie niepotrzebne, bo nie chciałem czytać książki o divingu, a o relacjach międzyludzkich. Tutaj David Van jak zawsze daje radę. Warto to przeczytać, bo stworzone przez niego postacie są wyjątkowo barwne, jedna z nich wyjątkowo irytująca. I chyba właśnie o to chodzi kiedy pisze się książki - zbudować taką postać, która potrafi Cię naprawdę wkur*** :)

Po "Legendzie o samobójstwie" i "Brudzie" ta powieść wydaje mi się nieco gorsza. To ten moment, kiedy cofasz się razem z autorem w jego karierze i zamiast obserwować rozwój, widzisz regres. Trochę za dużo w "Komodo" fascynacji nurkowaniem i opisów wszystkiego co temu towarzyszy. Mi było to zupełnie niepotrzebne, bo nie chciałem czytać książki o divingu, a o relacjach...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

720 użytkowników ma tytuł Komodo na półkach głównych
  • 375
  • 341
  • 4
117 użytkowników ma tytuł Komodo na półkach dodatkowych
  • 47
  • 46
  • 8
  • 4
  • 4
  • 4
  • 4

Inne książki autora

David Vann
David Vann
Amerykański pisarz i autor krótkich opowiadań, a obecnie profesor twórczego pisania na University of Warwick w Anglii. Otrzymał stypendium Guggenheima i był członkiem National Endowment of the Arts, stypendystą Wallace'a Stegnera i Johna L'Heureux. Jego opowiadania były publikowane w wielu czasopismach i gazetach. Przez dwanaście lat nie mógł sprzedać żadnemu wydawnictwu swojej pierwszej książki „Legendy o samobójstwie”, więc został kapitanem i inżynierem budowy statków. Powieść została w końcu doceniona – dziesięciokrotnie nagrodzona na arenie międzynarodowej i przetłumaczona na ponad 20 języków.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Archiwum zagubionych dzieci Valeria Luiselli
Archiwum zagubionych dzieci
Valeria Luiselli
To jedna z tych książek, po których trudno wrócić do codzienności. Zostawia bowiem głęboki ślad na duszy. Czytałam ją z rosnącym poruszeniem, bo choć zaczynała się niemal kameralnie – jako opowieść o rodzinie w podróży – z każdą stroną stawała się czymś znacznie więcej. Luiselli opowiada historię rodziców i ich dzieci, którzy przemierzają Amerykę, jadąc z Nowego Jorku na południe. Ich relacje są napięte, emocje niewypowiedziane, a rozmowy – choć codzienne – pełne ukrytych znaczeń. Ale obok tego rodzinnego mikroświata rozwija się inna, dramatyczna historia: dzieci z Ameryki Środkowej, które próbują przekroczyć granicę USA i znikają w systemie. Bez śladu. To książka o podróży – przez krajobrazy Ameryki, przez historię, przez pamięć i emocje. Autorka pisze nie tylko o polityce imigracyjnej, ale też o tym, jak opowiadamy historię innym i sobie samym. Jak zapisujemy życie w „archiwum” pamięci i co z tych zapisów zostaje. Zachwycał mnie język tej książki – momentami poetycki, innym razem surowy. Autorka bawi się formą – miesza fragmenty fikcyjne z dokumentalnymi, cytuje literaturę, wprowadza dziecięcy punkt widzenia. To wszystko tworzy niezwykłą mozaikę, która angażuje nie tylko intelekt, ale i serce. Niektóre strony czytałam z gulą w gardle. Zatrzymywałam się. Odkładałam. I wracałam. Bo to nie jest książka, przez którą się „przelatuje”. To książka, która zostaje – i domaga się, byśmy patrzyli uważniej, słuchali głębiej, czuli mocniej.
magdalena - awatar magdalena
oceniła na89 miesięcy temu
Testament Nina Wähä
Testament
Nina Wähä
„Testament” Niny Wähä to literacka symfonia rozpisana na czternaście głosów, z których każdy niesie inny odcień smutku, nadziei i buntu. Szwedzka autorka zabiera nas do doliny Torne w latach 70. XX wieku, gdzie pod surowym niebem pogranicza szwedzko-fińskiego dogorywa i jednocześnie odradza się rodzina Toimich. To książka gęsta od emocji, brudu codzienności i niewypowiedzianych krzywd, która w pełni zasługuje na wysoką notę 8/10. To jedna z tych sag, które wchodzą pod skórę i nie dają o sobie zapomnieć długo po odłożeniu na półkę. Rodzina Toimich to twór patologiczny i fascynujący zarazem. Siri, matka, która urodziła czternaścioro dzieci, oraz Pentti, ojciec tyran, stworzyli dom będący polem bitwy. Każde z dzieci – od najstarszej Annie po najmłodszych bliźniaków – nosi w sobie unikalny ślad wychowania w cieniu przemocy i emocjonalnego chłodu. Wähä po mistrzowsku operuje perspektywami, oddając głos kolejnym członkom klanu. Dzięki temu zabiegowi czytelnik nie tylko obserwuje tragedię, ale staje się jej częścią, rozumiejąc motywacje nawet tych najbardziej odpychających bohaterów. Autorka z niezwykłą czułością portretuje relacje rodzeństwa, w których nienawiść nierozerwalnie splata się z pierwotną lojalnością. Największą siłą „Testamentu” jest narracja. Głos opowiadacza jest tu niemal osobnym bohaterem – ironicznym, zdystansowanym, a momentami wręcz pouczającym czytelnika. Wähä bawi się formą, wplatając w tekst dygresje i pytania retoryczne, co sprawia, że ta monumentalna historia nabiera lekkości, mimo swojego przytłaczającego ciężaru gatunkowego. To proza mięsista, pełna zapachu starego drewna, potu i zimowej wilgoci, która buduje klimat skandynawskiej prowincji z niespotykaną wręcz precyzją. Przy tak dużej liczbie bohaterów, nieuchronnie pojawia się pewna nierówność. Niektóre wątki, choć intrygujące, zostają ucięte zbyt wcześnie lub potraktowane skrótowo, by zrobić miejsce dla innych. Czytelnik może poczuć lekki niedosyt, chcąc dowiedzieć się więcej o losach tych członków rodziny, którzy zostali zepchnięci na drugi plan. Dodatkowo, momentami nastrojowe dygresje narratora mogą wydawać się zbyt obszerne, wybijając z rytmu głównej osi fabularnej, która i tak jest już mocno poszatkowana. Mimo to, „Testament” to dzieło wybitne w swoim gatunku. Nina Wähä stworzyła portret rodziny, który jest uniwersalny – pokazuje, jak dziedziczone traumy determinują nasze życie i jak trudno jest zerwać łańcuchy przeszłości. To rzetelne 8/10 – książka wymagająca emocjonalnie, ale dająca ogromną satysfakcję. To literacki testament pokolenia, które musiało nauczyć się kochać mimo wszystko i wbrew wszystkim.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na815 dni temu
Niebo w kolorze siarki Kjell Westö
Niebo w kolorze siarki
Kjell Westö
Finlandia budzi skojarzenia z surową naturą, północnym klimatem, sportami zimowymi, Nokią, zorzą polarną, miasteczkiem Rovaniemi – siedzibą Świętego Mikołaja - a może jeszcze z Laponią i sauną, nazywaną fińską łaźnią. Kultura i historia tego kraju są już znacznie mniej znane i popularne. Dla mnie również, do czego muszę się przyznać, pozostawały przez wiele lat niewiadomą i gdyby jeszcze niedawno zapytano mnie o przedstawicieli fińskiej kultury, to potrafiłabym wymienić tylko jedną pisarkę - oczywiście chodzi o Tove Jansson - jednego kompozytora Jeana Sibeliusa i jego najsłynniejszy koncert skrzypcowy i to chyba byłoby niestety wszystko, co jeszcze w niedalekiej przeszłości wiedziałam na temat tego nordyckiego kraju. Nordyckiego, bo Finlandia tylko pod względem kulturowym zaliczana jest do krajów skandynawskich - geograficznie już nim nie jest. Właśnie z powodu tego kulturowo-historycznego, a więc skandynawskiego powinowactwa, „Niebo w kolorze siarki” współczesnego fińskiego pisarza Kjella Westö, przetłumaczone przez tłumaczkę znaną choćby z przekładów książek Majgull Axelsson - Katarzynę Tubylewicz - wydano w ubiegłym roku w Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich. Kultowa seria z charakterystycznym niebieskim okrętem na białym tle, obecnym na każdej okładce, została wznowiona przez Wydawnictwo Poznańskie w 2018 r. i poza dobrze rozpoznawanymi tytułami, jak: „Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen i „Szarady” Knuta Hamsuna, ukazały się w niej powieści Roya Jacobsena - „Białe morze”, „Niewidzialni”, „Oczy z Rigela”, „Tylko matka”, Carla Froda Tillera - „Początki”, Helgi Flatland - „Współczesna rodzina” czy Jonasa T. Bengtssona - „Życie Sus” i jeszcze wiele innych dzieł klasycznej oraz współczesnej literatury skandynawskiej. Kjell Westö urodził się w Finlandii w latach 60., a pisze w języku szwedzkim. Należy do grupy około 6% obywateli posługujących się tym jednym z dwóch, obok fińskiego, języków urzędowych. „Niebo w kolorze siarki” to powieść oparta na wspomnieniach z dzieciństwa, młodości i okresu dorosłości obecnego 60-latka. Rozpoczyna się niczym niezły dreszczowiec, ale żeby doprowadzić czytelnika do rozwikłania przyczyn niebezpiecznej i zagadkowej sytuacji, w której znalazł się pewnego dnia główny bohater - pisarz, a miało to miejsce w eleganckim mieszkaniu na jednym z modnych osiedli Helsinek w XXI wieku, autor powraca do jego dzieciństwa w latach 60. i rozpoczyna opowieść od wakacyjnych wspomnień. Finowie, tak jak Szwedzi i Norwegowie, bardzo lubią odpoczywać w bliskim kontakcie z naturą, co przy olbrzymiej ilości jezior, lasów i jednocześnie najniższym stopniu zaludnienia w Europie, nie jest trudne. Do dziś większość rodzin dysponuje małymi domkami bez wygód, ale oczywiście z obowiązkową sauną, położonymi nad wodą, z dala od cywilizacji. Rodzice naszego bohatera – przedstawiciele uboższej części tzw. klasy średniej - dzierżawili taki właśnie skromny domek nad jeziorem, w którym spędzali wakacje. To właśnie tam, jako 10-latek w 1969 r., bohater poznał Alexa - rówieśnika z położonej w pobliżu posiadłości, należącej do zamożnego klanu przedsiębiorców, która w niczym nie przypominała prostych warunków życia jego własnej rodziny. Łącząca ich przyjaźń i wieloletni zagmatwany związek ze Stellą – młodszą siostrą Alexa - wokół tych tematów krążą wspomnienia snute przez bohatera-narratora. Nie są to jednak wyłącznie sielankowe obrazy z dzieciństwa i młodości. Fascynacja Alexem - przyjacielem - wydaje się być jednostronna, a sam Alex pokazany jest jako niejednoznaczna i intrygująca, choć raczej negatywna postać, już w wieku dziecięcym przejawiająca cechy pozbawionego empatii manipulanta, upajającego się wpływem, jaki udaje mu się wywierać na kolegów. Główny bohater zdaje sobie z tego sprawę, a poznając bliżej rodzinę swojego przyjaciela, potrafi nawet dobrze zdiagnozować przyczyny takiego zachowania, i równocześnie przez wiele lat pozostaje pod urokiem jego skomplikowanej osobowości. W powieści Kjella Westö znajdziemy zresztą jeszcze wiele takich świetnie wykreowanych, charakterystycznych postaci jak Alex, począwszy od kolegów ze wspólnej „paczki”: samotnika Kristera czy brutalnego osiłka Jana-Rogera, po ich kolejne dziewczyny i kobiety, a na dzieciach, rodzicach i dziadkach kończąc. Kilka dekad z życia bohaterów powieści pokazane jest na tle znanych wszystkim wydarzeń politycznych i społecznych z historii europejskiej, które wpływały również na fińską rzeczywistość. Te elementy są tylko bardzo delikatnie wprowadzonym przez autora dopełnieniem, pozwalającym lepiej umieścić w czasie przebieg wydarzeń. To świetna lektura, nie bez powodu zaliczona do Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich. Powieść jest z pewnością pełnowymiarowa, bezpretensjonalna, a w swojej szczerości oryginalna, dająca nie tylko świadectwo życia jednostek, ale całego pokolenia Finów urodzonych w latach 60. Dla mnie, kolejny dowód na to, że współczesna literatura skandynawska, to nie tylko stereotypowy „nordic noir”, za którym nie wszyscy przepadają, ale literatura pełna emocji, którą mogę polecić każdemu z przekonaniem, że zapewni skłaniającą do refleksji rozrywkę i nie znudzi czytelnika. Chętnie sięgnę po kolejne książki ze skandynawskiej serii, nie tylko te napisane przez pisarzy współczesnych, a poza już wydanymi jest wiele takich, które nie doczekały się jeszcze polskiego tłumaczenia, jak choćby inne powieści i zbiory opowiadań Kjella Westö.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na82 miesiące temu
Na rozdrożu Jonathan Franzen
Na rozdrożu
Jonathan Franzen
Opasła książka opowiada historię rodziny Hildebrandów, z których każdy członek znajduje się w przełomowym momencie swojego życia. Tutaj krótka pauza, zanim przejdę dalej. Książka jest dosłownie opasła. Mój egzemplarz liczył ponad 800 stron i jest to niestety spora słabość tej pozycji, ponieważ w wielu miejscach jakość prozy Franzena poprawiłoby jej istotne skrócenie. Zamiast tego mamy nurzące fragmenty rozważań, nie posuwające akcji dalej. Utrudnia też czytanie osadzenie rodziny Hildebrandtów w religijnym środowisku protestantów amerykańskich. Życie wszystkich bohaterów jest bardzo silnie związane z Kościołem i wiarą. Albo jest to ich zajęcie jako pastora, albo też tytułowe rozdroża kierują ich dalsze losy w stronę Boga lub od niego. Nie jest to kontekst, który byłby mi bliski.  Wszyscy bohaterowie - Russ, ojciec-pastor, trapiony przez pokusę pożądania, Marion - potulna i stłamszona przez życie żona, Clem - zbuntowany student, uciekający od ojca, nie mogący znaleźć swojej drogi, Becky - prymuska, która znajduje wiarę i miłość, Perry - manipulujący innymi i uciekający do narkotyków - wszyscy oni staną na kartach książki na rozdrożach i będą zmuszeni do dokonania bolesnych wyborów, które coś im zabiorą, ale też dadzą nową drogę w życiu. Odnajdą swoje szczęście zarówno w poświęceniu dla innych, jak i też w odcięciu się od rodziny.  Podsumowując - lektura ciekawa, choć zbyt rozwlekła.
Terwal - awatar Terwal
ocenił na63 miesiące temu
Trzeba być cicho Agnieszka Jelonek
Trzeba być cicho
Agnieszka Jelonek
📖 „Należało marzyć ostrożnie". 📖 „Czuję tyle rzeczy jednocześnie. Nowe słowa powstają z trudem, ale wiem, że nie ma się co spieszyć. Niech rodzą się ze spokoju”. Czy cisza może boleć bardziej niż słowa? Czy zdarzyło wam się kiedyś czuć, że nie możecie powiedzieć tego, co naprawdę czujecie? Jak bardzo nasze dzieciństwo wpływa na to, kim jesteśmy jako dorośli? Mam w sobie tyle pytań po dzisiejszej lekturze. #trzebabyćcicho Agnieszka Jelonek w swojej książce „Trzeba być cicho” podejmuje temat trudny, momentami niewygodny, ale niezwykle ważny w kontekście współczesności. To opowieść o milczeniu, które nie wynika z wyboru, lecz z wewnętrznego przymusu – o ciszy będącej efektem wychowania, relacji i emocjonalnych schematów wyniesionych z dzieciństwa. Autorka kreśli historię młodej bohaterki dorastającej w świecie pełnym niedopowiedzeń, tabu i niewyrażonych uczuć. W tej rzeczywistości brak przestrzeni na autentyczność sprawia, że dziewczyna uczy się tłumić emocje, a jej wewnętrzny głos stopniowo cichnie. Jelonek pokazuje, jak ogromny wpływ na dorosłe życie mają doświadczenia z najmłodszych lat: środowisko, w którym się wychowujemy, oraz sposób, w jaki uczymy się przeżywać i komunikować emocje. To książka o zagubieniu, samotności i poczuciu braku, które trudno nazwać, ale jeszcze trudniej zignorować. Jednocześnie jest to bardzo osobista opowieść, w której wielu czytelników może odnaleźć cząstkę siebie. Historia bohaterki bywa bowiem odbiciem doświadczeń tych, którzy również dorastali w ciszy, ucząc się, że lepiej nie mówić, nie czuć zbyt wiele, nie wychylać się. 📖 porusza, bo dotyka tego, co często pozostaje ukryte. To opowieść o strachu przed pokazaniem prawdziwego „ja”, ale też o powolnym, niełatwym procesie odnajdywania własnego głosu. Autorka przypomina, że mówienie o tym, co boli, wymaga odwagi, a pierwszy krok w stronę tej odwagi bywa najtrudniejszy. To lektura wymagająca uważności i gotowości na konfrontację z własnymi emocjami, ale jednocześnie niezwykle potrzebna.
magdalenka_bookish - awatar magdalenka_bookish
ocenił na825 dni temu
Wyspa kobiet Lauren Groff
Wyspa kobiet
Lauren Groff
Uważam tę książkę za ciekawy eksperyment. W "Wyspie kobiet" Groff zadaje pytanie: czy powieść o kobietach będących częścią jednej z najbardziej mizogynistycznych instytucji w historii świata może być feministyczna, skoro nawet obiekt ich czci jest mężczyzną? Odpowiedź brzmi - tak jakby. Groff w bardzo ciekawy sposób odwraca typowo męskie historie poprzez brak jakichkolwiek męskich postaci w swojej powieści. Wszystko kręci się wokół kobiet, ich płci, seksualności i zmagań. Wspomina się tutaj raz na jakiś czas o mężczyznach, choćby o Ryszardzie Lwie Serce, ale nigdy nie są oni wymienieni z imienia, ani nie przykłada się do nich takiej wagi jak do kobiet. Nigdy się pojawiają się tutaj również imiona "Adam" czy "Jezus". Czy jest to jednak powieść feministyczna? Zarazem tak i nie, co zapewne było zamiarem autorki. Choć powieść skupia się na kobietach (i lesbijkach),nie są one żyć w pełnoprawnym świecie jako kobiety. By stworzyć swoją wyspę kobiet, muszą całkowicie odizolować się od świata i zwrócić się w stronę herezji, by zyskać choć trochę niezależności. Ale nawet wtedy nie mogą decydować o sobie - Marie, choć pragnie wolności i siły, powiela metody mizoginistycznych patriarchów kościoła poprzez trzymanie swoich podopiecznych w ciągłej niewiedzy, pozbywanie się każdej kobiety, która może jej zagrozić, oraz odcinanie innych zakonnic od świata, by mogła łatwiej je kontrolować. Marie dąży do niezależności i wolności od mężczyzn, jednak chce tych rzeczy tylko dla siebie, a nie dla innych. Jest de facto narcyzem z kompleksem zbawcy, który narzuca swoim podopiecznym swoja wolę i ignoruje ich własne pragnienia, co najlepiej ukazuje jej przyzwolenie na ukaranie Avice - nagle te patriarchalne zasady, które tak lubi łamać, nie stanowią dla niej problemu, kiedy pozwala Godzie na wychłostanie dziewczyny. I tutaj dochodzimy do kolejnego ważnego motywu powieści - miłości dworskiej. Poprzez ten wątek Groff udowadnia, że choć mizoginia jest dziełem mężczyzn, to jednak nawet kobiety mogą tworzyć podobne pułapki. Marie wpada w metaforyczną zasadzkę Eleonory i poświęca jej całe swoje życie - na próżno, bo Eleonora traktuje ją tylko jakie narzędzie. Miłość dworska powoduje u Marie wykształcenie komleksu Madonny i ladacznicy i powstrzymuje ją przed osiągnięciem szczęścia. Zatem nawet w świecie kobiet Marie dopada jej wewnętrzna mizoginia. Podsumowując - jest to powieść dobra i ciekawa pod względem wykonania tematyki, choć jednocześnie dość łatwo jest ją źle zinterpretować. Groff bez wątpienia jest feministką, co bardzo dobrze udowadnia w "Fatum i furii", ale to właściwie nie jest powieść o feminizmie - raczej o idei, która mogła być feminizmem, ale która zawiodła z powodu wad kobiety, która próbowała ją krzewić. Jest to ciekawe studium przypadku, podobała mi się też dlatego, że niedawno na studiach omawialiśmy protofeminizm, mistyczki i dworską miłość.
Fox - awatar Fox
ocenił na72 miesiące temu
Kto zabił mojego ojca Edouard Louis
Kto zabił mojego ojca
Edouard Louis
Postać narratora wstrząsającej prozy Édouarda Louisa to głos pełen bólu, gniewu, ale i paradoksalnej miłości – syn, który po latach powraca do relacji z ojcem, by dokonać jej bolesnej sekcji zwłok. Zarys fabuły „Kto zabił mojego ojca” jest zwodniczo prosty: to monolog skierowany do mężczyzny, który w wieku zaledwie pięćdziesięciu lat jest wrakiem człowieka, przykutym do łóżka przez chorobę i skutki wypadku przy pracy. Louis nie opowiada jednak tylko o chorobie; rekonstruuje historię upokorzeń, biedy i męskości pojmowanej jako destrukcyjna siła, która ostatecznie niszczy tych, którzy próbują sprostać jej surowym wymaganiom. To literatura, która nie prosi o wybaczenie, lecz o sprawiedliwość, choć momentami jej radykalizm może budzić w czytelniku opór. Największym atutem książki jest sposób, w jaki autor kreśli losy tytułowej postaci, umiejętnie wplatając je w autentyczne realia historyczne i polityczne współczesnej Francji. Louis odważnie wskazuje konkretne nazwiska polityków i reformy, które odebrały jego ojcu leki, godność i resztki zdrowia. Wyczuwalna w tekście kunsztowna więź z przeszłością – wspólną ciszą, niezdarnymi gestami i przemocą – nadaje całości wyjątkowej głębi. Czytelnik szybko orientuje się, że tytułowe pytanie nie dotyczy morderstwa w sensie kryminalnym, lecz systemowego wykluczenia, które zabija powoli i w majestacie prawa. Autor z dużą dozą literackiej bezwzględności obnaża mechanizmy, które sprawiły, że jego ojciec stał się "niewidzialny". Choć sama historia jest fikcyjna jedynie w sferze subiektywnego doboru wspomnień, jej ciężar gatunkowy jest przytłaczający. To studium tego, jak polityka, o której elity debatują przy kolacjach, fizycznie niszczy ciała robotników. Louis pokazuje, że ciało jego ojca stało się archiwum decyzji państwowych. Przede wszystkim zwracam uwagę na siłę rażenia i szczerość, która rzadko trafia na salony literackie. Louis ma niezwykłą zdolność do przekuwania osobistego żalu w manifest polityczny. Do wyższej noty zabrakło mi jednak nieco większej objętości – tekst jest niezwykle krótki, niemal esejowy, co sprawia, że niektóre wątki psychologiczne relacji ojciec-syn wydają się jedynie zarysowane. Momentami narracja staje się zbyt publicystyczna, co osłabia literacki kunszt na rzecz doraźnego oskarżenia. Mimo to, „Kto zabił mojego ojca” to lektura, która nadaje całości wyjątkowej głębi poprzez zmuszenie nas do spojrzenia na systemowe nierówności bez filtra. To oskarżenie rzucone prosto w twarz sytego społeczeństwa. Louis stworzył portret człowieka, który przegrał życie, nie dlatego, że był zły, ale dlatego, że urodził się w niewłaściwym miejscu i czasie. To solidna, bolesna i niezwykle potrzebna książka o tym, że milczenie bywa tak samo zabójcze jak kula.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na730 dni temu

Cytaty z książki Komodo

Więcej
David Vann Komodo Zobacz więcej
David Vann Komodo Zobacz więcej
David Vann Komodo Zobacz więcej
Więcej