rozwińzwiń

Szaleństwo Almayera

Okładka książki Szaleństwo Almayera autora Joseph Conrad,
Okładka książki Szaleństwo Almayera
Joseph Conrad Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Cykl: Trylogia malajska (tom 1) literatura piękna
223 str. 3 godz. 43 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Trylogia malajska (tom 1)
Tytuł oryginału:
Almayer's Folly
Data wydania:
1956-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1956-01-01
Liczba stron:
223
Czas czytania
3 godz. 43 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Aniela Zagórska
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Szaleństwo Almayera w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Szaleństwo Almayera



książek na półce przeczytane 4296 napisanych opinii 1569

Oceny książki Szaleństwo Almayera

Średnia ocen
7,5 / 10
2 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Szaleństwo Almayera

avatar
182
130

Na półkach: ,

*Posiadam wydanie z 1962, ale ten sam przekład, więc zakładam, że najbliżej mu do tej wersji.
Mam mieszane odczucia co do ,,Szaleństwa Almayera". Z jednej strony po przeczytaniu ,,Jądra ciemności" miałam wyższe oczekiwania, z drugiej strony to nie była zła książka. Owszem, czasem gubiłam się w fabule, co się dzieje z danymi postaciami - z drugiej strony czytałam ją na raty przez kilka lat, więc przyczyną tego zagubienia mogło być coś innego. Sam sposób opisania Malezji bardzo mi się podobał oraz przedstawienie konfliktu pomiędzy różnymi mieszkańcami Malezji - Malajami, Europejczykami, ale także arabskimi kupcami czy Chińczykami. Narrator nigdy nie bierze strony i zgrabnie pokazuje rozterki wszystkich uczestników. Motyw Niny był również bardzo ciekawy.

*Posiadam wydanie z 1962, ale ten sam przekład, więc zakładam, że najbliżej mu do tej wersji.
Mam mieszane odczucia co do ,,Szaleństwa Almayera". Z jednej strony po przeczytaniu ,,Jądra ciemności" miałam wyższe oczekiwania, z drugiej strony to nie była zła książka. Owszem, czasem gubiłam się w fabule, co się dzieje z danymi postaciami - z drugiej strony czytałam ją na raty...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5
0

Na półkach:

Taka ramotka trochę. Pierwsza powieść Conrada. Ja jako świeżo upieczony kierowca postanowiłem zobaczyć jak to jest słuchać audiobooków. Czego nigdy w życiu nie robiłem. Jest całkiem fajnie i chyba klasyka się do tego nadaje bardzo. Nie ma opcji tak myślę, żebym tą książkę przeczytał dok ońca w papierze/kindlu. A wysłuchało się fajnie. Ja sobie to wybrałem z powodu mojej słabości do Nusanatary (czyli archipelagu którego Indonezja jest główną częścią). Akcja dzieje się tam, kolonialne stosunki społeczne oddane ciekawie, relacje między plemionami na ile się znam też super. Fascynuje to jak tak Conrad będąc tak strasznym rasistą jest zarazem takim antyrasistą. Szkoda tylko, że to po prostu marna powieść. Ale w sumie mnie Conrad dość wkręcił. Zaczełem słuchać Lorda Jima, którego w liceum nie zmęczyłem. Słuchany jest super. Ale tez może dorosłem do.

A i jeszcze jedna rzecz, głupotka, ale w sumie dzięki niej czułem się mądry. Ale zarazem drażniła. W ksiązce jest dużo wtrąceń z malajskiego. Tylko komuś się nie chciało spradzić wymowy i przeraźliwie błędnie są wymówione. Ale tak poza tym to dość ok przeczytane.

Taka ramotka trochę. Pierwsza powieść Conrada. Ja jako świeżo upieczony kierowca postanowiłem zobaczyć jak to jest słuchać audiobooków. Czego nigdy w życiu nie robiłem. Jest całkiem fajnie i chyba klasyka się do tego nadaje bardzo. Nie ma opcji tak myślę, żebym tą książkę przeczytał dok ońca w papierze/kindlu. A wysłuchało się fajnie. Ja sobie to wybrałem z powodu mojej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
46
46

Na półkach: ,

Jest to mój pierwszy kontakt z autorem. Plan był prosty. Miałem rozpocząć od debiutu. Na starcie przebrnąć przez trudne początki pisarza. Pobłażliwie tolerować potknięcia fabularne nowicjusza. Bogatszy o te doświadczenia, gotowy na kolejne literackie doznania, miałem przejść do najsłynniejszych powieści Conrada. Chciałem w ten sposób dojrzewać wraz z autorem. Jak ja bardzo się pomyliłem...
Jak przystało na literaturę przygodową, książka od początku powitała mnie swoim rozmachem. Otrzymałem cudowne obietnice. Piraci, sztylety, armaty, skarb i dzikie plemiona. Spełnienie wszystkich chłopięcych fantazji. Przygoda, adrenalina i obce kultury. Młodość, siła, energia i to blisko, na wyciągnięcie ręki. To wszystko miało na mnie czekać na najbliższych stronach. Nie spodziewałem się, że cała akcja powieści rozegra się na jednej werandzie. Ludzie zuchwale rozmawiali na tarasie nad brzegiem rzeki. Oddawali się marzeniom, brawurowo zasiadając w fotelach. Główny bohater - Almayer - drwiąc z wszelkich niebezpieczeństw, przyjmował u siebie wielu odwiedzających. Cierpliwie oczekiwałem na zawiązanie się ekscytującej akcji. Zauważyłem po czasie, że pomimo braku ruchu, książka spełnia swoje obietnice. Występujące w powieści postacie, wciąż głównie jadły ryż i pierdziały w stołek. Jakimś sposobem narracja jednak dostarczała mi doznań, o których autor zapewniał na wstępie.
Przez wszystkie wątki przebija się stale jeden motyw. Jest nim głębokie cierpienie tytułowego bohatera. Nieszczęśliwy człowiek, ogarnięty żalem do całego świata. Każdy jego dzień to jedna wielka udręka. Klasyczny przykład głębokiej depresji odbierającej energię do jakiegokolwiek działania. Świadomie zatapiał się w apatii. Zapatrzony jedynie w siebie, nie dostrzegał krzywd, jakie zadawał swojemu otoczeniu. Gardząc samym sobą, gardził też bliskimi. Oczywiście, nieustannie zapewniał czytelnika, że jest zupełnie inaczej. Zabrał mnie ze sobą bardzo daleko poza kanon gatunku.
Moim zdaniem powieść zawiera w sobie opis wielkiej przygody. Nie były nią stale snute plany o poszukiwaniu złota. Nie była to też ucieczka rzeką przed ścigającymi żołnierzami. Najtrudniejszą podróż opowiedział narrator. Rozegrała się w całości w umyśle Almayera. Już na samym wstępie przedstawił się czytelnikowi jako wielki egoista. Widząc jedynie siebie, unieszczęśliwił swoimi emocjami wpierw żonę, a następnie córkę. Karmił się wyłącznie złymi uczuciami wobec ludzi. Nie baczył przy tym na bliskich. Kiedy fabuła nabrała tempa, ruszyło się też coś w głowie Holendra. Nawet zabrnął daleko podczas ostatniej rozmowy z córką. Był prawie u celu. Pierwszy raz zaświtała mu myśl o szczęściu kogoś innego. Zawrócił jednak w przypływie szaleństwa. Odrzucił miłość i ostatecznie utonął w nienawiści.
"Szaleństwo Almayera" jest według mnie iście romantyczną powieścią. Przemiana wewnętrzna głównego bohatera nie doszła jednak do skutku. Byłem świadkiem niedokonanego cudu. Siwowłosy Holender, u kresu swej drogi, postanowił wszystko odrzucić. Skierował się tam, skąd przyszedł. Do ostatnich chwil to nienawiść i żal były sensem jego życia. Wydaje mi się, że tytuł nie odnosi się do nazwy miejsca, a do stanu jego umysłu. Prawdopodobnym jest też, że celowo do obu tych rzeczy.
Sądziłem początkowo, że jest to przeciętny debiut literacki. Bardzo szybko zmieniłem jednak zdanie. Przeczytałem tę książkę niemal na jednym wdechu. Dała mi dużo rozrywki. Dostarczyła też wiele przeżyć i rozważań. Oceniam ją bardzo dobrze. Autor od pierwszej chwili trafił w moje gusta. Jestem pewien, że nie poprzestanę na tej jednej książce.

Jest to mój pierwszy kontakt z autorem. Plan był prosty. Miałem rozpocząć od debiutu. Na starcie przebrnąć przez trudne początki pisarza. Pobłażliwie tolerować potknięcia fabularne nowicjusza. Bogatszy o te doświadczenia, gotowy na kolejne literackie doznania, miałem przejść do najsłynniejszych powieści Conrada. Chciałem w ten sposób dojrzewać wraz z autorem. Jak ja bardzo...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

679 użytkowników ma tytuł Szaleństwo Almayera na półkach głównych
  • 387
  • 289
  • 3
115 użytkowników ma tytuł Szaleństwo Almayera na półkach dodatkowych
  • 92
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Joseph Conrad
Joseph Conrad
Pisarz i publicysta polskiego pochodzenia, tworzący w języku angielskim. Publikując na obczyźnie używał pseudonimu Joseph Conrad, który stworzył ze swojego pierwszego i trzeciego imienia. Syn pisarza, tłumacza i działacza patriotycznego Apolla Korzeniowskiego, w 1862 wraz z rodzicami zesłany do Wołogdy, gdzie zmarła matka. Ojciec po ułaskawieniu osiadł w Krakowie, zmarł tam w 1869. Opiekę nad młodym Józefem objął wuj, Tadeusz Bobrowski. Po ukończeniu szkół w Krakowie, przyszły pisarz wyruszył do Marsylii, gdzie w 1874 rozpoczął służbę na morzu. W 1886 uzyskał obywatelstwo brytyjskie i osiadł w Anglii, rozpoczynając działalność literacką, mimo wielu lat życia w niedostatku nie przestawał pisać i choć zwrócił na siebie uwagę już w debiucie - "Szaleństwo Almayera", a późniejszymi tytułami zasłużył na uznanie takich pisarzy jak Herbert George Wells, czy Henry James, to dopiero niezaliczana do najwyższych osiągnięć pisarskich Conrada powieść "Los" przyniosła mu sławę i pewną poprawę warunków materialnych. Twórczość autora "Jądra ciemności" zgodnie uważana jest jako zapowiedź krytyki postkolonialnej jak i "nowo przybyłych". Za życia Conrad był podziwiany za bogactwo swojej prozy i za odmalowywanie niebezpiecznego życia na morzu oraz egzotycznych miejscach (pomimo tego, że nauczył się płynnie mówić po angielsku dopiero, gdy miał 20 lat). Jednakże jego początkowa sława mistrzowskiego gawędziarza opisującego pełne kolorytu przygody na morzu maskowała jego fascynację jednostką w starciu z niezmienną obojętnością natury, częstą ludzką podłością oraz wewnętrznymi bitwami między dobrem i złem. Dla Conrada morze było przede wszystkim tragedią samotności. Był pisarzem o niezwykłych umiejętnościach i przeszywających przemyśleniach, ale przede wszystkim posiadał niezachwianą osobistą perspektywę - coraz powszechniej jest uznawany za jednego z największych pisarzy tworzących po angielsku. Proza Josepha Conrada od ponad stu trzydziestu lat wywiera wpływ na największych artystów. "Jądro ciemności", "Lord Jim" czy "Nostromo" stały się inspiracją dla takich mistrzów, jak T.S. Eliot, Francis Ford Coppola, Bob Dylan czy Czesław Miłosz. Trudno bowiem znaleźć pisarza, który równie przenikliwie potrafiłby opisać kondycję ludzką na styku kultur, w przecięciu tego, co stereotypowo uznajemy za cywilizowane i barbarzyńskie, oczywiste i obce. Ten wielki ironista podważa dogmaty, dystansuje się od ideologii i prawd absolutnych, pozostawiając swoich bohaterów samotnych w rękach ślepego losu. Jedyne, co może ich uratować od klęski, to wierność zobowiązaniom, odpowiedzialność, współczucie, a także banalna, jak by się wydawało, trzeźwość w ocenie sytuacji. Czy to jednak wystarczający oręż w starciu z „pełnokrwistym mięsem życia”? Człowiekiem Conrada targają sprzeczności, ludzka słabość zmienia się w krzyk buntu, który milknie wobec nieprzewidywalności losu i dzikości natury. Porażka wydaje się nieunikniona, a po niej zostaje tylko pustka.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Intruz William Faulkner
Intruz
William Faulkner
William Faulkner to autor, który nigdy nie bał się zaglądać w mroczne zakamarki ludzkiej duszy, tak jak nie bał się konfrontować z najtrudniejszymi tematami własnego regionu — amerykańskiego Południa. W Intruzie z 1948 roku Faulkner podejmuje problem rasizmu w sposób, który do dziś może uchodzić za odważny, a przy tym subtelny i daleki od prostych, publicystycznych rozstrzygnięć. To powieść, która balansuje między napięciem kryminalnym a moralnym dramatem, między osobistą inicjacją chłopca a symboliczną walką o zbiorowe sumienie Południa. Na pierwszy rzut oka Intruz wydaje się być historią niemal detektywistyczną. Czarnoskóry rolnik Lucas Beauchamp zostaje oskarżony o zamordowanie białego człowieka — Vinsona Gowriego. Oskarżenie jest natychmiastowe, niemal instynktowne, jako echo starych uprzedzeń. W miasteczku Jefferson odzywają się automatyczne, atawistyczne odruchy: tłum domaga się linczu, sprawiedliwość ma być szybka, bez procesu, bez pytań. Ale Faulkner nie daje się zamknąć w ramy klasycznej opowieści o zbrodni. W rzeczywistości morderstwo staje się pretekstem do znacznie głębszej refleksji nad społecznością, historią i zbiorową winą. Lucas Beauchamp, daleki od stereotypu „uległego czarnego”, jest człowiekiem dumnym, wyniosłym, świadomym własnej wartości. Nie zabiega o sympatię białych, nie kłania się uniżenie, nie próbuje prosić o litość. W tej postawie kryje się coś niezwykle rewolucyjnego, jak na kontekst Południa lat 40. XX wieku. Głównym „białym” bohaterem jest tu szesnastoletni Chick Mallison, młody chłopak, który przeżywa swoją inicjację moralną. To właśnie Chick, wychowany w atmosferze tradycyjnych południowych przesądów, przechodzi najgłębszą przemianę. Jego proces dojrzewania to droga od biernego przyjmowania uprzedzeń otoczenia ku świadomemu aktowi sprzeciwu wobec niesprawiedliwości. Faulkner z niezwykłą przenikliwością pokazuje, jak trudno wyrwać się z kolektywnego myślenia. Momentem kluczowym w powieści jest nocne odkopanie trumny Gowriego. Chick wraz z prawnikiem Gavinem Stevensem i swoją ciotką Miss Habersham (postać zaskakująco silna, emanująca etyczną odwagą) wyciągają z ziemi ciało, by udowodnić niewinność Lucasa. W tej scenie, niemal gotyckiej w atmosferze, zawiera się cały symbolizm powieści: aby odkryć prawdę, trzeba zejść do ciemności, zmierzyć się z trupem — zarówno dosłownym, jak i metaforycznym, bo miasteczko Jefferson ma swoje „trupy w szafie”, w postaci długo skrywanej, zbiorowej winy rasowej. Faulkner w Intruzie konfrontuje czytelnika z problemem amerykańskiego mitu Południa — mitem opartym na honorze, rodzinie, rycerskich ideałach. Mit ten jednak od początku był skażony niewolnictwem i głęboko zakorzenionym rasizmem. Intruz staje się swoistym sądem nad tym mitem: stary porządek społeczny ukazuje się jako kruchy konstrukt, którego fundamenty zaczynają pękać. Ciekawym zabiegiem Faulknera jest zestawienie Lucasa z Chickiem. Lucas, dojrzały mężczyzna, jest w pełni świadomy mechanizmów społecznych i własnej pozycji, a jednocześnie przewyższa otoczenie moralnie i duchowo. Chick natomiast dopiero zaczyna rozumieć świat; jego bunt przeciw tłumowi linczowemu ma w sobie jeszcze pewną naiwność, ale to właśnie w tej niewinności Faulkner widzi zalążek nadziei. Warto przyjrzeć się także postaci Gavina Stevensa, lokalnego prawnika i zarazem moralnego intelektualisty. Stevens nie jest jednak postacią jednowymiarową: często bywa paternalistyczny, a jego „liberalizm” podszyty jest rodzajem wyższości wobec czarnych. Faulkner, daleki od hagiografii, pokazuje, że nawet „dobry biały” nie jest wolny od subtelnych form uprzedzenia. Język Faulknera w Intruzie jest mniej barokowy niż w takich dziełach jak Absalomie, Absalomie! czy Wściekłość i wrzask, ale nadal intensywnie zmysłowy, złożony, nasycony wewnętrznymi monologami. Opisy przestrzeni — pola bawełny, lepkie południowe noce, duszne izby sądowe — pełnią tu funkcję psychologiczną. Krajobraz staje się odbiciem wewnętrznego stanu postaci. Nie sposób nie dostrzec, że Intruz jest także powieścią o amerykańskiej wspólnocie, której istnienie opiera się na przemocy symbolicznej i realnej. Faulkner pyta: czy można zbudować nowe społeczeństwo bez zerwania z przeszłością? Czy możliwe jest pojednanie, jeśli fundamentem relacji jest rasa i przemoc? W tym kontekście postać Lucasa Beauchampa nabiera cech figury mitycznej — jest zarazem intruzem i sumieniem Południa. Odważny, niezależny, nieprzejednany — staje się lustrem, w którym biali mieszkańcy Jefferson muszą dostrzec własną hipokryzję. Jego niewinność, z początku wątpliwa dla społeczności, demaskuje groteskowy absurd linczów i pokazowych oskarżeń. Sceny zbiorowe — zwłaszcza opisy tłumu gotowego do samosądu — są mistrzostwem Faulknera. Zbiorowość nie ma twarzy, to bezkształtny organizm, karmiony plotką i pierwotnym strachem. Gdy Chick przechodzi obok ludzi zebranych przed więzieniem, ma wrażenie, że patrzy na potwora, a nie na sąsiadów. To metafora nie tylko Południa, ale każdej społeczności, która ulega psychologii tłumu. W warstwie symbolicznej Intruz można czytać jako powieść o grzechu pierworodnym Południa: niewolnictwie i rasizmie. Faulkner, który sam był dzieckiem Południa, mierzy się z dziedzictwem, które wielu chciałoby zamieść pod dywan. Nie poprzestaje na pokazaniu brutalności zewnętrznej — dociera do subtelnych form przemocy codziennej, obecnej w języku, gestach, milczeniu. Interesująca jest rola kobiet w powieści, zwłaszcza Miss Habersham, która wbrew konwenansom bierze udział w wykopaniu trumny. Symbolicznie staje się łącznikiem między starym Południem a nowym światem, który dopiero się rodzi. W jej decyzji nie ma egzaltacji ani taniego heroizmu — jest za to głęboka, wypracowana etyczna konsekwencja. Często zwraca się uwagę na zaskakujący wątek optymistyczny Intruza. W odróżnieniu od bardziej pesymistycznych dzieł Faulknera, tu w finale pojawia się cień nadziei: Lucas zostaje uniewinniony, a Chick dokonuje wewnętrznego przełomu. Ale ten optymizm jest raczej zniuansowany niż triumfalny. Faulkner nie oferuje happy endu w hollywoodzkim stylu; daje raczej moment wytchnienia, który może być początkiem, ale równie dobrze iluzją. Co istotne, Intruz powstał w momencie, gdy kwestia rasowa zaczynała ponownie wracać do centrum dyskursu publicznego w Stanach Zjednoczonych. Faulkner przewidział, że problem rasowy nie zniknie sam z siebie — przeciwnie, będzie wymagał bolesnej konfrontacji i rezygnacji z mitów. Powieść jest także ciekawym głosem na temat roli literatury. Faulkner zdaje się mówić: pisarz nie jest od pocieszania, ale od stawiania trudnych pytań, od grzebania w ciemności. W Intruzie zamiast idealistycznych reformatorów mamy ludzi uwikłanych w tradycję i własne ograniczenia, którzy jednak — w niektórych momentach — zdobywają się na odwagę przekroczenia granic. Szczególne znaczenie ma język rasowy, którym posługują się mieszkańcy Jefferson. Jest to język pełen eufemizmów, uników, stereotypów. Chick od początku przechodzi drogę od bezrefleksyjnego powtarzania zasłyszanych określeń do własnego, krytycznego języka. To pokazuje, jak głęboko przemoc może być zakorzeniona nie w czynach, lecz w samych słowach. Pod względem konstrukcji narracyjnej Faulkner znów eksperymentuje z czasem, choć mniej radykalnie niż w Wściekłości i wrzasku. W Intruzie czas jest bardziej linearny, ale wciąż pełen retrospekcji, wspomnień, wewnętrznych rozważań. Nie chodzi tu o ukrywanie fabuły, lecz o pokazanie, że wydarzenia kształtują się nie tylko w zewnętrznym porządku, ale także w świadomości uczestników. W finale Chick, patrząc na Lucasa odchodzącego w pola bawełny, zaczyna rozumieć, że wszystko dopiero się zaczyna. Symboliczna cisza, która zapada, jest bardziej wymowna niż jakikolwiek płomienny monolog. Intruz to powieść, która wykracza poza ramy społecznego komentarza. To również studium jednostki wobec zbiorowości, odwagi wobec konformizmu, godności wobec upokorzenia. Faulkner, mistrz paradoksu, nie moralizuje. Pokazuje świat w całym jego brudzie i pięknie, w rozpaczy i w nikłej nadziei. Być może dlatego Intruz wciąż pozostaje tak żywą książką. W epoce, gdy na nowo rozmawia się o rasie, tożsamości i odpowiedzialności zbiorowej, Faulkner zdaje się szeptać zza grobu: nie wystarczy zmienić prawa, trzeba zmienić serca. A to zawsze jest najtrudniejsze. Lucas Beauchamp, niezłomny „intruz”, przypomina, że prawdziwa wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się strach przed odrzuceniem i przemocą. Chick Mallison zaś staje się figurą przyszłości — tej, która jeszcze nie nadeszła, ale o którą warto walczyć. Intruz nie jest opowieścią o jednym procesie sądowym. To raczej traktat o długim, bolesnym procesie dojrzewania całego społeczeństwa. I choć w literackim świecie Faulknera nic nigdy nie jest proste, Intruz pozostaje jednym z jego najjaśniejszych świateł — tym bardziej przejmującym, że świeci w mroku.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na108 miesięcy temu
Dziennik pisany nocą 1971-1972 Gustaw Herling-Grudziński
Dziennik pisany nocą 1971-1972
Gustaw Herling-Grudziński
Dziennik pisany nocą jest jedną z tych książek, o których nie pamiętam już gdzie wyczytałam, że warto. Kiedy przyszedł czas, Herling-Grudziński sam mnie znalazł w jakimś antykwariacie, choć później i tak musiał jeszcze swoje odczekać na półce. A gdy “ta” chwila nadeszła okazało się, że książka zupełnie nie jest tym, czym sądziłam, że będzie. Na początku było mi trudno się zorientować o co chodzi, bo Grudziński pisze tu o wszystkim i o “niczym”. Kolejne wpisy to mini eseje o trzęsieniu ziemi, cenzurowanych w tamtym czasie pisarzach, czy komentarze do ówczesnej polityki międzynarodowej, która mnie prawie w ogóle nie interesuje. 🌃 Jak ten Grudziński pisze! Czytałam jednak dalej, bo Dziennik pisany nocą napisany jest świetnie. Grudziński fantastycznie łączy kropki i opisuje to zdaniami, za które go podziwiam. Pociągało mnie to, choć nie byłam pewna, czy zrozumiem przekaz. Ale jednak ten piękny język Grudzińskiego przekonywał mnie żeby czytać dalej nawet, jeśli książka jest o tematach mi odległych. Choć tytuł wskazywałby, że jest to dzieło autobiograficzne, we wstępie Krzysztofa Pomiana dowiadujemy się, że nie do końca tak jest. Wprawdzie wydarzenia pokrywają się z biografią autora, ale nie zawsze są prawdziwe, natomiast zawsze przybliżają coś interesującego. 🌃 Nie-dziennik Eseje, bo każdy wpis to coś więcej, niż tylko notka, opowiadają punkt widzenia człowieka, który żył w Polsce, ale przez panujący w niej terror, musiał wyjechać. Wylądował we Włoszech i z tej perspektywy opisuje to, co go otacza, oraz wspomina dawne czasy. Robi to w spokojny i opanowany sposób, co mi przypomina o Tyrmandzie i jego Porachunkach osobistych, które były kompletną odwrotnością stylu Grudzińskiego. Myśli narratora płyną w kierunku traumy pokoleniowej po życiu w ustroju komunistycznym i tych warunkach panującej cenzury i strachu. Autor-narrator pisze też o życiu poza Polską, ale z Polską obecną między słowami i w odniesieniu do niej, o kulturze, sztuce, literaturze i wszystkim, co go otacza. Jest też sporo wątków antyreligijnych, a nawet antykatolickich, rozważań filozoficznych i innych głębszych przemyśleń o życiu. 🌃 Nie ma łatwo To nie jest zwykły dziennik, w którym jest codziennie i o wszystkim. Narrator raz wspomina o zwykłej codzienności, choć też w politycznym kontekście, ale od razu dodaje, że ten wpis to wyjątek, bo nie pasuje do jego idei tego dzieła. W ogóle, jak się okazuje jest tych dzienników więcej, a lata 1971-1972 to pierwszy tom. Nie wiem jednak, czy sięgnę po kolejne, bo nie jest to łatwa lektura, choć w tym jej największa siła. Kolejne zdania zaskakują budową i treścią. Dawno nie czytałam nic, co mimo odległości tematów, tak by mnie ciekawiło, a jednocześnie zmuszało do wysiłku: myślenia i skupienia. Dziennik pisany nocą to książka raczej dla fanów Grudzińskiego, albo osób zainteresowanych polityką i kulturą w latach ‘70. Ewentualnie kogoś, kto tak jak ja kocha piękne zdania.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na73 lata temu
Moc i chwała Graham Greene
Moc i chwała
Graham Greene
🕯️⚖️ Wiara ściga wiarę — tylko przebraną w inne słowa ⚖️🕯️ ⭐ Moja ocena: 6/10 — dobra, momentami naprawdę mocna literatura, ale bardziej cenię tu styl, rytm i głębię niż samo uderzenie. Czuję, dlaczego ta powieść była ważna i dlaczego Greene uchodzi za wielkiego pisarza, ale we współczesnym odbiorze ten konflikt nie niesie już aż takiej siły, jak pewnie niósł kiedyś. Ksiądz-grzesznik, alkohol, wina, ściganie w imię prawa, męczeństwo — to wszystko jest tu literacko bardzo dobrze rozegrane, tylko dziś nie wbija się już we mnie z pełną dawną mocą. 🥃 Ksiądz, który nie pasuje do ołtarza 🥃
 Najciekawsze jest to, że Greene nie daje tu kapłana z pomnika. To człowiek słaby, uwikłany w alkohol, lęk, poczucie winy i własną marność. Ucieka, chce ocaleć, myśli o sobie, a jednocześnie co chwilę wraca do cudzej potrzeby — do chrztu, spowiedzi, ostatniej posługi. Nawet kiedy pojawia się szansa ucieczki, coś znowu ściąga go z drogi. I właśnie na tym ta postać stoi najmocniej: nie jako święty, tylko jako ktoś wewnętrznie pęknięty, a jednak do końca niezdolny całkiem porzucić swojej roli. ⚖️ Po drugiej stronie też nie ma tektury ⚖️
 Dobre jest również to, że porucznik nie jest zwykłym czarnym charakterem. Ściga księdza w imię prawa, porządku i własnej twardej idei sprawiedliwości. W jego oczach Kościół nie jest ostoją dobra, tylko instytucją żerującą na biedzie, strachu i przyzwyczajeniu. I właśnie dlatego ten konflikt nie jest prosty: tu nie ma czystej niewinności po jednej stronie i czystego zła po drugiej. Są racje, które w starciu z życiem szybko się brudzą. 🌵 Kurz, upał i zaszczucie 🌵
 Bardzo dobrze działa też samo tło: bagna, rzeka, port, zakurzone miasteczka, nędza, upał i ciągłe poczucie osaczenia. Ten świat nie jest dekoracją — on ciśnie bohaterów, męczy ich i spycha do decyzji, które nigdy nie są naprawdę czyste. Motyw nieudanej ucieczki statkiem i późniejszego powrotu do wezwania przy konającym człowieku dobrze pokazuje, że ta powieść jest właściwie jednym długim ruchem między tchórzostwem a obowiązkiem. 🧠 Literatura mocniejsza niż sam cios 🧠 I tu chyba leży sedno mojego odbioru. Bardziej niż sama historia działało na mnie to, jak Greene to napisał. Jest rytm, jest gęstość, jest bardzo dobra kontrola tonu, jest poczucie powagi bez nadęcia. To nie jest książka efekciarska ani przegadana. Po prostu czuć klasę. Tyle że u mnie bardziej przełożyło się to na uznanie dla warsztatu niż na prawdziwy wstrząs. ⛪ Męczeństwo, które trochę straciło dawny żar ⛪
 Być może po prostu zmienił się czas czytania. Kiedyś figura księdza-grzesznika, który mimo wszystko niesie łaskę, mogła mieć siłę niemal wstrząsającą. Dziś jest w niej więcej literackiej jakości niż duchowego rażenia. Nie znaczy to, że powieść się zestarzała źle — raczej że część jej dawnej mocy przeszła z poziomu egzystencjalnego ciosu na poziom dobrze napisanej, poważnej literatury. 🏁 Na koniec 🏁
 To dla mnie książka bardziej do szacunku niż do zachwytu. Widać klasę Greene’a, widać głębię, widać, że to nie jest zwykła opowieść o wierze i pościgu, tylko rzecz o winie, słabości, obowiązku i człowieku, który jest za mały do swojej roli, a jednak nie potrafi jej całkiem porzucić. Dobra, inteligentna, dobrze napisana — ale u mnie już bardziej 6/10 z uznaniem niż wielkie literackie olśnienie.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na627 dni temu
Gubernator Robert Penn Warren
Gubernator
Robert Penn Warren
Robert Penn Warren, amerykański pisarz, poeta i krytyk literacki, jeden z wielkich pisarzy amerykańskiego Południa, trzykrotny zdobywca Nagrody Pulitzera po raz pierwszy sięgnął po tę nagrodę w roku 1947 a otrzymał ją za powieść „Gubernator” /tyt. oryg. „All the King's Men”/. Uznana za jedną z najlepszych powieści politycznych ukazujących pogmatwane mechanizmy władzy, kilkadziesiąt lat od publikacji weszła na stałe do kanonu literatury amerykańskiej i światowej, została wybrana jedną ze stu najlepszych powieści magazynu Time, doczekała się kilkukrotnej ekranizacji a jej nakład liczony jest w milionach egzemplarzy na całym świecie. Jak wygląda powieść po niemal osiemdziesięciu latach od swojej premiery? Powieść, która w swojej początkowej wersji miała być sztuką teatralną zaczęła powstawać pod koniec lata 1939 roku w Europie. Warren przebywał wówczas na stypendium Guggenheima we Włoszech, gdy Europa szykowała się do wojny i w jakimś pewnie stopniu uległ fascynacji ambicjom ówczesnych polityków europejskich próbując przenieść je na grunt amerykański. W połowie 1941 roku, za namową jednego z krytyków literackich zarzucił pomysł pisania sztuki, która w zasadzie była już niemal gotowa i jak stwierdził: cyt.: „Odkładam ją na półkę, a jutro rano zaczynam ją pisać na nowo w formie powieści”. Powszechnie uważa się, że powieść została luźno zainspirowana prawdziwą historią senatora USA Huey'a P. Longa, który został zamordowany w 1935 roku. Opowiada historię charyzmatycznego, populistycznego gubernatora Williego Starka w czasach Wielkiego Kryzysu na głębokim Południu, prawdopodobnie w Luizjanie, choć nazwa stanu w ostateczności nie pada. Narrator powieści, Jack Burden, młody dziennikarz przypadkowo wiąże swój los z niedoświadczonym i naiwnym politykiem, który zostaje cynicznie i instrumentalnie wykorzystany przez starych politycznych wygów. Gdy Willie Stark dociera w swojej działalności politycznej niemal do granicy przepaści, dostrzega, że by odnieść sukces, musi obiecać wyborcom, to czego oczekują. Tak rodzi się polityk, który w imię osiągania celów nie zawaha się przed wykorzystaniem wszelkich możliwych środków. Ale nie jest to powieść wyłącznie o polityce. To powieść o poszukiwaniu własnego ja, o wytyczaniu, dość elastycznych granic wartości etycznych, które jesteśmy w stanie akceptować by osiągać zakładane cele. Dla obserwatorów bieżących scen politycznych i ich uczestników, granice i metody opisywane przez Warren’a osiemdziesiąt lat temu mogą jedynie wywołać lekki uśmiech, bo zostały one wręcz diametralnie zmienione i przesunięte przez współczesnych polityków. To co kiedyś powodowało polityczne trzęsienia ziemi dziś jest uznawane za normalność. Znakomita i ponadczasowa historia.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki Szaleństwo Almayera

Więcej
Joseph Conrad Szaleństwo Almayera Zobacz więcej
Joseph Conrad Szaleństwo Almayera Zobacz więcej
Joseph Conrad Szaleństwo Almayera Zobacz więcej
Więcej