Przypływy nocy

Okładka książki Przypływy nocy autorstwa Steven Erikson
Okładka książki Przypływy nocy autorstwa Steven Erikson
Steven Erikson Wydawnictwo: Mag Cykl: Malazańska Księga Poległych (tom 5) fantasy, science fiction
848 str. 14 godz. 8 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Malazańska Księga Poległych (tom 5)
Tytuł oryginału:
Midnight Tides
Data wydania:
2021-10-27
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Data 1. wydania:
2004-01-01
Liczba stron:
848
Czas czytania
14 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367023085
Tłumacz:
Michał Jakuszewski
Po dziesięcioleciach wojny plemiona Tiste Edur zjednoczyły się wreszcie pod nieubłaganą władzą króla czarnoksiężnika Hirothów. Ale za pokój trzeba było zapłacić straszliwą cenę – pakt zawarty z tajemniczą mocą, której motywy są w najlepszym razie podejrzane, a w najgorszym śmiertelnie groźne.

Na południu ekspansjonistyczne królestwo Letheru pożarło już wszystkich mniej cywilizowanych sąsiadów. Jego głód jest zimny i nienasycony. Pożarło wszystkich oprócz Tiste Edur. W Letherze ma nastąpić od dawna przepowiadany renesans. Przekształci się on z królestwa i zagubionej kolonii Pierwszego Imperium w odrodzone imperium. Dlatego jego mieszkańcy skierowali chciwe spojrzenia na północ, ku bogatym i żyznym ziemiom oraz wybrzeżom Tiste Edur. Wszystko wskazuje na to, że Tiste Edur muszą upaść – albo pod przygniatającym ciężarem złota, albo pod ciosami mieczów. Takie jest przeznaczenie.

Na spotkaniu, na którym miał być podpisany wiekopomny traktat między tymi dwoma sąsiadami, przebudziły się starożytne siły. Albowiem starcie między tymi dwiema cywilizacjami jest jedynie bladym odbiciem znacznie starszej i bardziej pamiętnej walki – konfrontacji, w której sercu leży niezasklepiona jeszcze rana po dawnej zdradzie oraz pragnienie zemsty.

Tiste Edur – rodacy Trulla Sengara – wierzą, że najmroczniejsze pragnienia ducha przynoszą przypływy z południa, przypływy, które nadchodzą w środku nocy.

5. część cyklu Malazańska Księga Poległych
Średnia ocen
8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Przypływy nocy w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Przypływy nocy



292 110

Oceny książki Przypływy nocy

Średnia ocen
8,1 / 10
1650 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Przypływy nocy

avatar
1695
322

Na półkach: ,

Ta historia to literacki vabank. Po czterech tomach budowania więzi z malazańskimi Podpalaczami Mostów, czytelnik zostaje rzucony na zupełnie nieznany ląd. To bolesny, jednoczenie genialny zabieg – nagle wszyscy jesteśmy nowicjuszami. Zamiast znanych twarzy otrzymujemy dwa zderzające się światy: Lether, będący mrocznym krzywym zwierciadłem zachodniego kapitalizmu, oraz Tiste Edur, dumne plemiona popychane w stronę mroku przez siły, których nie rozumieją.
Pomimo początkowego wrażenia, że mamy do czynienia z całkiem osobną historią, „Przypływ nocy” kładzie fundamenty pod wielki finał całej sagi. To właśnie w tej części dowiadujemy się najwięcej o naturze Okaleczonego Boga oraz o tym, jak dawne konflikty między rasami Tiste ukształtowały obecny świat.

Ta pozycja wymaga dużej dawki cierpliwości, bo nagradza dopiero w drugiej połowie, gdy wszystkie nitki intrygi – od finansowych machinacji po boskie interwencje – zaczynają się zacieśniać w jeden zabójczy węzeł...

Ta historia to literacki vabank. Po czterech tomach budowania więzi z malazańskimi Podpalaczami Mostów, czytelnik zostaje rzucony na zupełnie nieznany ląd. To bolesny, jednoczenie genialny zabieg – nagle wszyscy jesteśmy nowicjuszami. Zamiast znanych twarzy otrzymujemy dwa zderzające się światy: Lether, będący mrocznym krzywym zwierciadłem zachodniego kapitalizmu, oraz...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
847
317

Na półkach:

Tym razem mniej epicki, w sensie historia bardziej ludzka, bo ścierają się imperia, chciwość i władza. Dużo intryg, rozterek, w sumie każda postać na swój sposób jest tragiczna, no i zdecydowanie dużo tutaj humoru, co daje rozładowanie i odrobinę dystansu dla tej ciężkiej historii. Bardzo fajne, poszerzające historię oraz świat malazanu:)

Tym razem mniej epicki, w sensie historia bardziej ludzka, bo ścierają się imperia, chciwość i władza. Dużo intryg, rozterek, w sumie każda postać na swój sposób jest tragiczna, no i zdecydowanie dużo tutaj humoru, co daje rozładowanie i odrobinę dystansu dla tej ciężkiej historii. Bardzo fajne, poszerzające historię oraz świat malazanu:)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
7
7

Na półkach: , ,

"Wytrzymajcie. Przetrwajcie. Żyjcie tak, jak musicie żyć. Pewnego dnia znajdzie się na to odpowiedź" ~ Trull Sengar

I tak oto dotarliśmy do półmetku serii... i chyba nie mógłbym sobie wymarzyć lepszego przejścia do drugiej, dłuższej połowy. "Przypływy nocy" po raz kolejny pokazują, że Eriksonowi należy się miejsce w panteonie pisarzy fantasy, a co więcej, ta powieść umacnia jego pozycję na moim osobistym szczycie.

W tomie 5 przenosimy się na nowy, trzeci (!!!) już kontynent, a mianowicie kontynent Letheru, gdzie śledzimy losy świeżutkich, całkowicie nieznanych nam bohaterów. I to w dodatku losy, dziejące się jeszcze przed wydarzeniami z tomu 1, stąd też opowieść ta wydaje się bardziej zbita i kompaktowa. Mimo to, to wciąż stary dobry Erikson, więc poznajemy zupełnie odmienny kawałek świata z nowymi bogami, zasadami, magią i... wszystkim.

Jeśli przebrniecie już przez tę oczywistą barierę (gdzie Genabackis, gdzie Siedem Miast?),ponownie czeka Was naprawdę niesamowita podróż, która w głowie zostawi Wam bliznę, a w sercu popioły. Bo "Przypływy nocy" to książka wybitna, której prawdopodobnie mogą się równać jedynie inne tomy tej serii.

Fabularnie, rozpoczynamy w potężnym Królestwie Letheru, które przeżywa złoty wiek. Jego nieubłagane legiony bezwzględnie podbijają okoliczne ludy, a serce trawi chciwość, zepsucie i zdrada. Pieniądz włada duszami ludzi i nieludzi, błąkających się po dusznej metropolii Letheras, a dług i bezsilność zostawiają za sobą niezliczone ofiary. Nadchodzi jednak długo przepowiadane Siódme Zamknięcie, po którym z Królestwa ma rozkwitnąć nowe, odrodzone Imperium.

Na północy ostał się już ostatni autonomiczny lud, nad którym ciążą chciwe spojrzenia Królestwa - zarazem dumni, jak i barbarzyńscy Tiste Edur. Trawieni wspomnieniami o dawnej świetności, zdradach i licznych tragediach, Edur wykorzystają każdy sposób na postawienie się Letherowi. Nawet jeśli oznacza to sojusz z mocami o wysoce niepewnych motywacjach...

Oba ludy, przedstawione w tym tomie, to zdecydowanie jeden z jego największych plusów. Zarówno plemienni, wręcz szekspirowscy Tiste Edur, jak i brutalny, kapitalistyczny Lether są czymś, o czym mógłbym czytać bez końca. Erikson jak zwykle nie daje prostych odpowiedzi, nic nie jest łatwe, a motywacje, decyzje i poświęcenia okraszone są tragizmem i niejednoznacznością.

Ale ten tom ma też drugą stronę i jest nią... historia rodzinna. Skupiamy się na dwóch grupach braci, tak niesamowicie różnych, a jednak tak samo boleśnie ludzkich. Braci rozdartych, a wciąż tak niewiarygodnie sobie bliskich.

Historia rodziny Beddictów to mistrzowskie połączenie humoru, tajemnicy i tragedii, a opowieść o rodzinie Sengarów to... tego musicie doświadczyć sami. Ponownie, "Przypływy nocy" to powieść niewiarygodnie brutalna, w której przemoc, cierpienie i okrucieństwo w każdej formie nie oszczędzają nikogo.

Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o bohaterach. Erikson w każdym tomie pokazywał, jak z niczego umie kreować niesamowite postaci, ale w tej książce przeszedł samego siebie. Każdy bohater ma tutaj sens, wspaniale podbudowaną psychologię oraz motywację, a przede wszystkim - każdy płaci cenę za podjęte przez siebie decyzje. Jak bolesna by ona nie była.

To niesamowita opowieść ze scenami akcji, zapierającymi dech w piersiach, wieloma trudnymi, skomplikowanymi relacjami i fenomenalnym, rozdzierającym finałem, zostawiającym w duszy niemy krzyk.

Nie wiem, co zastanę dalej, ale ta seria to mistrzostwo świata.

"Wytrzymajcie. Przetrwajcie. Żyjcie tak, jak musicie żyć. Pewnego dnia znajdzie się na to odpowiedź" ~ Trull Sengar

I tak oto dotarliśmy do półmetku serii... i chyba nie mógłbym sobie wymarzyć lepszego przejścia do drugiej, dłuższej połowy. "Przypływy nocy" po raz kolejny pokazują, że Eriksonowi należy się miejsce w panteonie pisarzy fantasy, a co więcej, ta powieść...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo tovideo - opinia

Poznaj innych czytelników

4424 użytkowników ma tytuł Przypływy nocy na półkach głównych
  • 2 214
  • 2 144
  • 66
1113 użytkowników ma tytuł Przypływy nocy na półkach dodatkowych
  • 727
  • 145
  • 87
  • 69
  • 39
  • 25
  • 21

Inne książki autora

Steven Erikson
Steven Erikson
Steven Erikson zasłynął jako autor powieści z cyklu Malazan Book of the Fallen (wyd. pol. Malazańska Księga Poległych, 2000-2009 ); publikował również krótsze utwory. Przepracował osiemnaście lat jako archeolog, nim zawodowo zajął się literaturą. W 1990 r. ukończył Iowa Writers` Workshop. Publikował też pod pseudonimem Steve Lundin. Mieszka w Victorii w Kanadzie z żoną i synem.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Przypływy nocy przeczytali również

Pożeglować do Sarancjum Guy Gavriel Kay
Pożeglować do Sarancjum
Guy Gavriel Kay
Dylogia „Sarantyńska mozaika” Guya Gavriela Kaya prezentuje to, z czym najbardziej tego autora kojarzę. Jest to opowieść oparta na naszej historii, a konkretnie czasach Cesarstwa Wschodniorzymskiego, ale z własną geografią, zależnościami pomiędzy poszczególnymi nacjami i religią. Głównym miejscem akcji jest Sarancjum (czyli Bizancjum),a nasz Rzym to zrujnowane Rhodias podbite przez plemię Antów (wzorowanych na Germanach). W Sarancjum lud żyje rywalizacją pomiędzy stronnictwami Błękitnych i Zielonych, a cesarz marzy o zjednoczeniu swego państwa z oderwanym wiele lat temu Zachodem. Chce również pozostawić budowlę, której nikt nie będzie w stanie zapomnieć, i w celu ozdobienia jej mozaikami do Sarancjum wyrusza główny bohater tej powieści, Caius Crispus, Rhodianin. Jest to dość prosty opis bardzo złożonej, wielowątkowej historii, w której głównym wątkiem jest pamięć i przemiany losów świata, na które mamy tak niewielki wpływ. Postaci i historii z nimi związanych w tej powieści jest tak wiele, że całość tworzy właśnie pieczołowicie i starannie ułożoną mozaikę, która, wraz z pięknym, bogatym stylem, jest znakiem rozpoznawczym tego autora. W zależności od sytuacji czytelnik doświadcza wilgotnej i dusznej obecności pogańskiego boga w Drzewielesie, uczestniczy w dynamicznie i obrazowo opisanych wyścigach rydwanów (to uważam za prawdziwy majstersztyk) albo towarzyszy bohaterom w kontemplacji piękna dzieł sztuki. Zakończenie, jak w sporej liczbie książek Kaya, jest bardzo słodko-gorzkie – autor pokazuje tu też, że zwycięstwa zawsze wiążą się z ofiarami, a przegrana nigdy nie jest całkowita. Osobiście kocham prozę tego autora. Jak zwykle polecam :)
aredhela - awatar aredhela
oceniła na83 lata temu
Republika złodziei Scott Lynch
Republika złodziei
Scott Lynch
„Republika złodziei” to trzeci, finałowy tom trylogii o Locke’u Lamorze — i choć trudno nie czuć żalu, że historia dobiega końca, to ocena książki wynika przede wszystkim z jej treści. Poprzeczka po dwóch poprzednich częściach była ustawiona bardzo wysoko i widać, że tym razem tempo akcji jest nieco wolniejsze. Miejscami pojawiają się dłużyzny, a narracja częściej niż wcześniej cofa się do przeszłości, wyraźnie nawiązując i rozwijając wątki z pierwszego tomu. To sprawia, że konstrukcyjnie książka jest połączeniem dalszego ciągu opowieści z „Niecnych dżentelmenów” i osobnej historii trzeciego tomu. W porównaniu z „Na szkarłatnych morzach” — które stawiało bardziej na jednolitą, pełną dynamiki fabułę — tutaj większy nacisk położono na retrospekcje i pogłębianie relacji między bohaterami. Dla jednych będzie to zaletą, dla innych elementem, który spowalnia odbiór. Mimo tego trudno odmówić powieści wielu mocnych stron: świetnie prowadzonych dialogów, charakterystycznego humoru, dopracowanych emocji i konsekwentnego domknięcia historii. Finał jest satysfakcjonujący, zaskakujący i dobrze osadzony w całej opowieści — zdecydowanie warto dotrzeć do ostatnich stron i przeżyć to zakończenie. Podsumowując: to może nie najbardziej dynamiczna część trylogii, ale wciąż bardzo dobra, ważna i godna domknięcia całej historii. Dla fanów serii — lektura obowiązkowa i piękne pożegnanie z bohaterami.
Mateusz - awatar Mateusz
ocenił na84 miesiące temu
Myśl tysiąckrotna R. Scott Bakker
Myśl tysiąckrotna
R. Scott Bakker
Ewidentnie coś nie zaiskrzyło między mną a Bakkerem, bo seria, która tak wielu osobom się podobała, mnie zmęczyła jak rzadko która książka. Przyznam jednak, że tom trzeci wypada lepiej niż drugi, mniej jest tu powtarzalnych militarnych nudziarstw, a więcej intryg i refleksji nad naturą ludzkości. Zakończenie - czyli właściwie ostatnie sto stron - zupełnie przyjemne, dynamiczne i dobitne, choć irytowała mnie gęstość "montażu" - sceny z punktu widzenia poszczególnych postaci były dla mnie za krótkie, zbyt mocno ze sobą przeplatane. Interesująca koncepcja mroku, który nas poprzedza - niedostrzeganych zewnętrznych przymusów, które determinują ludzką tożsamość i działania - została w moim odczuciu spłycona podczas rozmowy Kellhusa z ojcem do kwestii kulturowych, z żenującym ze względu na swą niewielką odkrywczość dialogiem o tym, że to samo niemowlę wyrośnie na kogoś innego, jeśli zostanie wychowane przez inny lud. No, naprawdę. Aż mi się przypomniał dowcip o kobiecie, która adoptowała niemowlę z Francji i zaczęła chodzić na kurs francuskiego, żeby móc się porozumieć z dzieckiem, jak już zacznie mówić. Kwestie kobiece rozwinięte rozczarowująco, Esmenet jest tu już głównie macicą (nawet dostajemy teksty typu "pomyślała o iskrze, która rozjarzyła się w jej macicy"). Wątek Cnaiura, do którego "wraca" Serwe, nawet ciekawy, większość scen ze skóroszpiegami smakowicie ohydna, wątek duchowego buntu Achamiana i ostatnia scena z nim zamykająca książkę bardzo dobra. Właściwie Achamian był już w pewnym momencie jedyną postacią, która mnie jakkolwiek interesowała, reszta stała się imionami na papierze. Ostatnie sto stron to sążnisty leksykon, z którego można się dowiedzieć, że Bakker włożył dużo postarania w światotwórstwo. Mam jednak wrażenie, że wiele kwestii zasługiwało na bardziej organiczne wplecenie ich w samą treść książki, a nie do końca udało się to zrobić. Obiektywnie w swoim gatunku książka dobra, ale najwyraźniej rozminęła się zupełnie z moim gustem.
OZM - awatar OZM
ocenił na612 dni temu
Imię wiatru Patrick Rothfuss
Imię wiatru
Patrick Rothfuss
Pół żartem, pół serio. Jest tylko jedna rzecz gorsza od źle napisanej książki - książka napisana tak dobrze, że co jakiś czas musisz się zatrzymywać i zachwycać nad tym, jak wspaniale układają się słowa, jak wyjątkowym wyczuciem wykazał się autor, jak świetne rozwiązania wybrał. Tak nie można robić, to wytrąca z immersji. A teraz na poważnie. To książka, która nie śpieszy się. Płynie powoli, pozwala nam złapać oddech, odpocząć, wczuć się w szum wiatru. Nie wiemy, dokąd zmierzamy, ale po prostu ufamy, że to właściwy kierunek. Na pochwałę zasługuje niemalże wszystko. Rothfuss ma niezwykłą lekkość w tworzeniu pamiętnych postaci, zarówno na pierwszym, jak i na drugim, a często nawet na trzecim planie. To w sporej mierze zasługa dialogów, które brzmią swobodnie i naturalnie. Autor pokazał nam jedynie dość niewielki skrawek świata, ale za to zrobił to wiarygodnie i skrupulatnie. Wiemy tyle, ile potrzebujemy i ani grama więcej. To, rzecz jasna, w sporej mierze konsekwencja narracji pierwszoosobowej, którą pisana jest większość książki. To zaleta - pozwala nam zrozumieć i wczuć się w skórę głównego bohatera, Kvothe, który jest postacią ciekawą, rozbudowaną i niejednoznaczną. Jeśli do czegoś mogę się przyczepić, to tylko do końcówki, w której fabularnie Rothfuss zagrał parę złych nut i pewne wydarzenia wybrzmiały nieodpowiednio. Trochę wyglądało to, jakby autor miał problemy z zamknięciem powieści i poszedł na skróty. To jednak za mało, by zmienić mój odbiór tej książki.
Kanver - awatar Kanver
ocenił na1026 dni temu
Łowcy kości Steven Erikson
Łowcy kości
Steven Erikson
Mój powrót do świata Malazu nastąpił po półrocznej przerwie, której potrzebowałam, by odetchnąć od intensywności tej serii. Choć w międzyczasie sięgałam po inne lektury, wizja Eriksona nieustannie o sobie przypominała, aż w końcu poczułam, że jestem gotowa na kontynuację. Ponowne wejście w tak gęstą i skomplikowaną strukturę Imperium po dłuższym czasie okazało się sporym wyzwaniem. Często musiałam posiłkować się streszczeniami oraz internetowymi encyklopedią, co sprawiło, że lektura szóstego tomu – i tak już potężnego objętościowo – mocno rozciągnęła się w czasie. Jednak finał, do którego dzisiaj dotarłam, całkowicie mnie oszołomił. Zastanawiając się nad fenomenem tego cyklu, nie potrafię wyjść z podziwu dla wyobraźni autora. Konstrukcja tak wielowarstwowego świata wymaga wręcz znamion geniuszu; to, co stworzył Erikson, jest jedną z najbardziej porywających rzeczy, jakie kiedykolwiek czytałam. Do tej pory na szczycie mojego prywatnego rankingu fantasy militarnej i epickiej stał Robert M. Wegner ze swoimi opowieściami o Meekhanie oraz Tolkien z monumentalnym „Silmarillionem”. Jednak Erikson ze swoim rozmachem bez trudu ich wyprzedził, zajmując najwyższe miejsce na podium, z którego jeszcze bardzo długo nie zejdzie... Teraz pozostaje mi tylko otrząsnąć się z emocji i czytać dalej, choć losu sierżanta Sójeczki autorowi nie wybaczę....
Joanie - awatar Joanie
ocenił na920 dni temu
Kłamstwa Locke'a Lamory Scott Lynch
Kłamstwa Locke'a Lamory
Scott Lynch
Jeden z moich ulubionych filmów w całej historii kina to nagrodzone licznymi oscarami „Żądło” z R. Redfordem oraz P. Newmanem, osadzona w międzywojennej Ameryce opowieść o grupie inteligentnych i sympatycznych oszustów, którzy dokonują skomplikowanego przekrętu, by „oskubać” z grubszej forsy potężnego i bezwzględnego gangstera i zemścić się w ten sposób za śmierć jednego z ich przyjaciół, którego kazał zamordować. Czytając pierwszą część „Kłamstw” nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż mamy do czynienia z „Żądłem” w wersji fantasy. S. Lynch bardzo mocno wzoruje się na wspomnianym filmie, a kolejne posunięcia i manewry bohaterów naśladują poczynania bohaterów „Żądła”. Nic w tym zresztą złego, bo dlaczego nie skorzystać z dobrych wzorów, doprawiając je własną inwencją? W kolejnych częściach Autor wypływa na głębsze wody, a zamierzony i przeprowadzany przez gang Niecnych Dżentelmenów przekręt okazuje się niewiele znaczącym dodatkiem do szerszej intrygi, ogniskującej się na zemście i walce o władzę, w którą to intrygę nasi bohaterowie zostają bez własnej woli wciągnięci. I tutaj pojawiają się problemy. O ile wzorując się na „Żądle” S. Lynch przedstawiał wydarzenia logicznie i konsekwentnie, o tyle poruszając się samopas na wyższych poziomach komplikacji traci częściowo te walory. W kilku kluczowych punktach fabuły (a i w paru mniej znaczących) rozwój wydarzeń jest mocno naciągany i nielogiczny. Układają się one w sposób bardzo dla głównego bohatera korzystny, sprzeczny jednak ze zdrowym rozsądkiem. Ewentualnie raz jeden mogło mu w ten sposób dopisać szczęście, albo też przeciwnicy (na ogół wysoce inteligentni) popisali się akurat wyjątkową niefrasobliwością, by nie powiedzieć głupotą. Ale kilka razy z rzędu, to już przesada. Odniosłem wrażenie, że Autor tak wysoko zawiesił poprzeczkę, że nie znalazł już logicznego sposobu pokonania jej przez swoich bohaterów. I jako kreator świata oraz zachodzących w powieści wydarzeń, poszedł na skróty. Odczułem z tego powodu wyraźne nieusatysfakcjonowanie. Powyższe uwagi opisują jedyny w moich oczach mankament powieści. Dalej już same superlatywy. Wartka, wciągająca akcja, żywe, jędrne dialogi, udane kreacje bohaterów, którzy potrafią wzbudzić zarówno sympatię jak i zdecydowaną antypatię, nie brakuje też postaci nie do końca jednoznacznych. Najbardziej urzekła mnie jednak kreacja samego powieściowego świata. Niby nic szczególnie oryginalnego, coś w rodzaju renesansowych Włoch (miasto Camorra wydaje się być wzorowane na Wenecji),w tle inne kraje ówczesnej Europy (np. Niemcy),wspomnienia o dawno upadłym imperium (oczywiście rzymskim) itp. Wszystko to jednak podane z olbrzymią swadą i rozmachem, nasycone niezliczoną ilością szczegółów, będących często bardzo oryginalnymi dodatkami Autora, którymi na każdym niemal kroku sypie niczym z rogu obfitości, tryskając kolejnymi, niebanalnymi pomysłami wzbogacającymi i tak już rozbudowany sztafaż powieściowego uniwersum. Powieść godna polecenia, wyróżnia się na tle „taśmowej produkcji” wielu Autorów fantasy.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na82 miesiące temu
Ostrze Joe Abercrombie
Ostrze
Joe Abercrombie
Po kiepskich doświadczeniach z „Połową Króla”, do kolejnej serii Abercrombiego podchodziłam jak do jeża. Na szczęście tym razem całkowicie zaiskrzyło – autor zaserwował mi kawał solidnego fantasy, mimo że pierwszy tom to w gruncie rzeczy dopiero przygrywka i wielki wstęp do historii, która na dobre rozkręci się pewnie w kolejnych tomach. Fabuła płynie dość niespiesznie, ale o żadnej nudzie nie ma tu mowy. Mamy tu dyskretną nutę magii, sporo spisków i świetnie nakreślone, pogmatwane losy bohaterów, którzy – delikatnie mówiąc – święci nie są. Same postacie przedstawione są po mistrzowsku – nieszablonowe, wyraziste i wzbudzające całą paletę sprzecznych uczuć. Palma pierwszeństwa w kategorii najbardziej irytującego bohatera wędruje do Jezala. Nie wiem, czy ten zapatrzony w siebie narcyz jeszcze przejdzie jakąś przemianę, czy już do końca zostanie taką miernotą, ale przyznaję, że wkurzać potrafi koncertowo. Moje serce podbił za to pułkownik Glokta – postać tragiczna, która za dawną rycerskość zapłaciła straszliwą cenę, wracając z niewoli jako człowiek całkowicie zniszczony, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Nie mam pojęcia, co Abercrombie zawalił w swojej poprzedniej serii, ale tutaj różnica poziomów jest po prostu kosmiczna. „Pierwsze Prawo” zrobiło na mnie tak dobre wrażenie, że od razu po finale pierwszej części bez wahania chwyciłam za kontynuację...
Joanie - awatar Joanie
ocenił na89 dni temu
Władca cesarzy Guy Gavriel Kay
Władca cesarzy
Guy Gavriel Kay
Pierwszy tom dał nam dobrych bohaterów, klimat Bizancjum i ciekawe motywy religijne oraz wyścigów rydwanów, z lekką fantastyką w tle. Główny bohater mentalnie zadeklarował się w swojej wizji artystycznej i nieuchronną karą jaką ona wywoła, a dworskie spiski, intrygi kobiet i zbliżająca się wojna, wydają się być nieuchronne. „Władca Cesarzy” samym tytułem obiecuje, że wyższa siła upomni się po Waleriusza II i to od początku ciekawi czytelnika, stawiając pytanie jak to się wszystko skończy. Zaczynamy od wysokiego C, a mianowicie feralnego polowania, podczas którego zraniony zostaje władca państwa na wschód od Sarancjum. Początek jest fenomenalny, bo z miejsca mamy przedstawienie potencjalnej strony konfliktu, jego nieuznającego wdzięczności i zrozumienia władcy oraz twardej kultury groźnego sąsiada. Zdradzę tylko, że lekarze, którzy nie są wstanie uratować władcy przed śmiercią, zostają zesłani na śmierć, a jeden z żołnierzy - mimo tego co miało miejsce - wplątał jeszcze lokalnego medyka w leczenie umierającego króla. Poznajemy więc nowego bohatera od momentu, gdy musi stanąć w obliczu śmiertelnego - dla władcy, ale przede wszystkim samego siebie - zagrożenia. To pełne napięcia otwarcie drugiego tomu robi niemałe wrażenie i czyta się je z przyjemnością. Bassanidzki lekarz jest osobą, która bardzo szybko odbywa swoją "podróż do Sarancjum". Jednocześnie do stolicy wracamy bardzo szybko, otrzymując to co znaliśmy w sporej dawce - intrygi, politykę, specyficzne życie społeczne i nawyki, a także pewne wesele. Spora część książki to przede wszystkim egzystencja w mieście, momentami niemal obyczajówka. Przyjemna, interesująca i wzbudzająca żywe zainteresowanie Bizancjum, nie mniej jednak stawiająca pytanie - co dalej? Gdy do końca zostaje już tylko około stu stron, wydaje się, że czytelnik utknął w punkcie, z którego nie da się wyprowadzić satysfakcjonującego zakończenia. Można nawet się zastanowić czy nie jest to krok w tył względem poprzednika - brak urozmaicającej fantastyki i mniejszy udział wątków religijnych sprawia, że całość wydaje się być nie tyle wariacją Bizancjum, ale jedynie Bizancjum ze zmienionymi nazwami. I wtedy wątek spiskowo-polityczny otrzymuje nagły zwrot - zaskakujący i poprzedzony segmentem niemal thrillerowym, z napięciem, które atakuje jak grom z jasnego nieba. Równolegle, przeplata się wątek hipodromowy, działający nie tylko jako emocjonalne zmaganie, ale wyprowadzający kolejny problem i jeszcze większe zamieszanie. Na początku wydawało mi się, że wszystko dzieje się zbyt niespodziewanie, ale po zastanowieniu jednak stwierdzam, że całość miała odpowiednią podbudowę, a emocje gwarantowane w tym segmencie były pierwszorzędne. To mimo wszystko nie jest lektura o jednej warstwie. Motywem przewodnim jest nieśmiertelność, którą na różne, pośrednie sposoby ludzie pragną osiągnąć, przede wszystkim na przykładzie Waleriusza II i Crispina. Ważne jest też życie miejskie i indywidualne tragedie na tle ważniejszych wydarzeń. Kluczowe dla historii świata wydarzenia równie dobrze mogą być sprowadzone do malowniczego tła w życiu bohaterów. Zostaje to wyłożone kawa na ławę, ale wbrew pozorom - bardzo zręcznie, mając rzeczywiste pokrycie w fabule. Nawet graniczący z byciem pobocznym wątek rodziny senatorów zaczyna lśnić, niczym dowód potwierdzający tę tezę. Co do sukcesji - wyjawić zasadnym jest tylko, że jest ona nie tylko zwrotem dużo odmieniającym w Sarancjum i poza jego granicami, to jeszcze stosownie podbudowanym. Wszystko w duchu Bizancjum, przywołując na myśl początek pierwszego tomu. Myślę, że rozwiązano to bardzo satysfakcjonująco. Jeśli zaś chodzi o kluczową dla całości fabuły mozaikę - otrzymujemy zakończenie słodko-gorzkie, może odrobinę za słodkie, bo początkowo wydające się być niemal idealnym. Właściwie to otrzymujemy Zakończenie przez wielkie Z, bardzo długi epilog niczym filmowy koniec "Powrotu Króla" wypełniony pożegnaniami. Działa on jednak wzorcowo, do ostatniej strony oferując napięcie i mający uzasadnienie w fabule. Polecam. Wybitny początek zrekompensuje obyczajowość, którą niektórzy mogą się znudzić, choć generalnie pierwsza połowa to wszystko to, co kochamy z pierwszego tomu. Dalej są już "tylko" dwa przeplatające się zwroty akcji i długi, satysfakcjonujący finał, wspaniałe odbicie od pierwszej części książki. Na największy plus zasługują kreacje kobiet oraz fakt, że autor potrafi wpoić czytelnikowi żywe zainteresowanie Bizancjum.
Wiwchan - awatar Wiwchan
ocenił na96 lat temu

Cytaty z książki Przypływy nocy

Więcej

Wytrzymajcie. Przetrwajcie. Żyjcie tak, jak musicie żyć. Pewnego dnia znajdzie się na to odpowiedz.

Wytrzymajcie. Przetrwajcie. Żyjcie tak, jak musicie żyć. Pewnego dnia znajdzie się na to odpowiedz.

Steven Erikson Przypływy nocy. Misterny plan Zobacz więcej

Na kamienistej plaży mężczyzna patrzy na ziemię i widzi jeden kamień, a potem drugi i trzeci. Kobieta patrzy na ziemię i widzi... kamienie.

Na kamienistej plaży mężczyzna patrzy na ziemię i widzi jeden kamień, a potem drugi i trzeci. Kobieta patrzy na ziemię i widzi... kamienie.

Steven Erikson Przypływy nocy. Misterny plan Zobacz więcej

... Dorośli powinni pracować. To pomaga im wypełnić umysły. Puste umysły są niedobre. Niebezpieczne. Same znajdują sobie rzeczy, które je wypełnią. Niedobre rzeczy. I nikt nie jest zadowolony.

... Dorośli powinni pracować. To pomaga im wypełnić umysły. Puste umysły są niedobre. Niebezpieczne. Same znajdują sobie rzeczy, które je wy...

Rozwiń
Steven Erikson Przypływy nocy. Misterny plan Zobacz więcej
Więcej