Star Wars: Darth Vader. Tom 2: Prosto w ogień
W najsłynniejszej popkulturowej Galaktyce, tak dobrej i urozmaiconej swymi treściami jak tylko można sobie wymarzyć, a mowa tu o niepodrabialnych, totalnie sztosowo-oryginalnych Gwiezdnych Wojnach, każdy kto choć raz oglądał jeden z głównych filmów tego Uniwersum (zapewne jest to w większości któryś z tytułów Klasycznej Trylogii),idę o zakład iż... co najmniej lubi, ale podbiję stawkę i założę się o wszystkie pieniądze świata, że przeważa tu ,,uwielbia”, ten moment, gdy głośne fanfary 20th Century Fox, a po nich ładujące swoje wprost pompatycznie niemożliwe, z dużą dozą energii te dwadzieścia czy więcej sekund charakterystycznego dźwięku otwierającego starwarsowy film, z wypływającym zza widza, jakby wprost z nieskończonej przestrzeni Galaktyki, ku miriadom jasnych punkcików emblematem "Star Wars", rozbrzmiewają. To jedno z najoryginalniejszych ,,doznań”, jakie sympatyk danego motywu, Świata, wymiaru rozrywki, którym się pasjonuje, może doświadczyć.
Nie da się zapomnieć, wyrzucić z najgłębszych warstw pamięci i naszego wewnętrznego Ja tych czarnych lekko rozciągniętych liter z żółtymi obwódkami dookoła, które układają się w znak Star Wars, które jak po niewidzialnej taśmie mkną ku przygodzie, przeciągając nas na swoją stronę Mocy, zapraszając do wspólnej podróży. Po prostu nie da! Ikoniczne otwarcie epizodowych (tych z Sagi Skywalkerów) filmów Star Wars wraz z obłędnym logotypem, to ekwiwalent idealnie opracowanej franczyzy we współczesnej linii ciągle ewoluującego przemysłu rozrywkowego, który nie dość że potrafić zarabiać miliardy, to i naznacza swoją wyjątkowością naszą kulturę, wnikając do wspólnej cywilizacyjnej świadomości. Owe intro graficzno-muzyczne, to taki naznaczony ,,zębem czasu”, wszechwieczny znak rozpoznawczy marki „George’a Lucasa”, który jako jej ,,założyciel” i jeden z demiurgów dających kopa do wrzucenia pierwszego, i potem coraz wyższego i wyższego, biegu gałęzi kinematografii w zakresie powstawania filmów sci-fi/space opera i fantasy oraz temu podobne, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobistości w historii światowej popkultury, ba!, w historii… jakiejkolwiek działalności kulturalnej cywilizacji! Co ciekawe z Papą Lucasem bywa jednak dość specyficznie: to taki skomplikowany zarówno jako artysta i jako osoba prowadząca własne prywatne życie człowiek – można go określić jako geniusza niepozbawionego wad. I jedną z tych wad, choć to bardziej subiektywne spostrzeżenie, jest to, że George w 2012 roku zdecydował się ,,sprzedać” swoje ukochane ,,dziecko”, markę Star Wars, globalnemu korpo-liderowi w rozrywce istniejącej w każdym segmencie ,,zawsze i wszędzie, o każdej porze”, Disneyowi. Być może ta decyzja była pokierowana chęcią odpoczynku u naszego mistrza Sci-Fi Space Opera, a także nastawienie się na inne prywatne wyzwania i niezrealizowane do końca projekty, oraz na poświęcenie większej ilości czasu rodzinie. I tak, mamy 2025 rok, a niedługo minie 15 lat odkąd teoretycznie ,,starłorsy” (według wielu ,,płaczków” i malkontentów) przestały być ,,starłorsami”, bo przecież ,,pożarła je korpo-chciwa Myszka Miki, a takowy nowy wymiar Gwiezdnych Wojen zwany Kanonem, tak niepotrzebnie nieustannie ewoluuje, ciągle i ciągle staje przed nami otworem, masowo zalewając nas przeważnie średniawej jakości treściami" - tak to mogą narzekać tylko ci ,,nie otwarci na rozbudowę Uniwersum w nowym kierunku" fani! To właśnie niszczy tą materię rozrywki, dziurawi jak sito wspaniałą, oddaną sympatykom Galaktykę!
Tak, to, co było przed 2012-2014 rokiem w macierzy wszystkiego, co powstawało w Galaktyce nazwano te naście lat temu ,,Legendami”. Takowe Legendy, bądź inaczej to określając jako ,,Stary Kanon” - ów ,,skończony" Świat SW miał pozostać ,,sam sobie”, nietknięty i nierozwijany, co przez wielu z nas do dziś uważane jest za błąd, za częściowe wyrzucenie budowanej od 1977 do 2012-2014 roku bazy informacyjnej GW do kosza, na krutacki śmietnik zapomnienia. Jednakże plusem rozwijanego w niesłychanie intensywny sposób, któremu towarzyszą dziwnie fluktuujące spadki jakości i wydźwięku budowanych produktów, Świata Star Wars z ramienia Nowego Kanonu, jest różnorodność, ilość i łatwa oraz szybka dostępność rozmaitych gwiezdnowojennych treści. Szczególnie wartko opracowywane są nowe rozwiązania w sferze komiksowej, gdzie szczególną uwagę przyciąga fanów seria komiksów pisanych i rysowanych z cholernie ,,mięsistym i konkretnym pazurem”, ot zacięciem i instynktem rodem z talentu pokroju G. Lucasa czy D. Karpyshyna i J. Luceno, opowiadających o rozmaitych, solidnie rozgałęzionych przygodach osoby Dartha Vadera. I jedną z takowych cykli jest mini-seria ,,Star Wars – Darth Vader”, opracowywana w większości wydań/tomów przez G. Paka oraz towarzyszących mu artystów. Dotychczas padł w ,,objęcia moich czytelniczych zmysłów” pierwszy, pilotowy komiks cyklu: ,,Mroczne serce Sithów”, który okazał się prywatnie dla mnie czymś dużo lepszym niż zwyczajną historią z Kanonu SW. Teraz zasiadłem do tomu drugiego: ,,Prosto w ogień”, którego twórcami podobnie jak u poprzednika są m.in.: Greg Pak oraz Raffaele Ienco. Także przy tym rozdaniu… i dobrze, że tak się okazało, bo miałem wręcz świetne, pozytywne wibracje mocy przed jego rozpoczęciem, całość komiksu równie totalnie chillowo, pod każdym względem, w każdym aspekcie jego starwarsowej zgodności i zwykłej budowy tej narracji, siadła mi na gusta ,,totalistycznie zajebiaszczo".
W przypadku sequela ,,Mrocznego Serca Sithów” mogę wtrącić pewne określenie opisujące to, jak płynnie scalił się on z tym, co opowiadał i jak zakończył tom 1, także jak konsekwentnie wprowadził intuicyjnie budowane treści do Kanonu, i to owinięte wokół nie byle jakiej persony: niezrównanego Lorda Vadera: ,,nie wyczuwam żadnych zakłóceń mocy w Galaktyce produktów Star Wars; panuje stosunkowo przyjazna równowaga w Mocy; fandom powinien być zadowolony budowaną przez dwa pierwsze tomy serią ‘Star Wars – Darth Vader’ linią informacji i danych”. Dzięki takim opowieściom jak niniejszym omawiany i recenzowany tom 2, marka Lucasa przynajmniej w sferze komiksowo-powieściowej funkcjonuje jak w idealnie dostrojonym szwajcarskim zegarku, a dzięki takiej skromnej ,,poprawności twórczej w tylko tej serii!” Galaktyka może płynąć w kierunku wyznaczonych przez fanów, licznych artystów pracujących dla jej całokształtu, oraz ,,korpo-ludków” Organu Dowodzącego ,,Disney'a” i ,,Lucasfilm Ltd.” celów. Owe rozdanie, co warto zaznaczyć, intryguje, ba raczej o wiele bardziej inspiruje!, każdego kto po nie sięgnie już na starcie swą elegancką i wytwornie mroczną a kolorystycznie (pod względem intensywności barw) głęboką i wciągającą okładką: z przodu jak i tyłu. To głównie na przedzie znajduje się, co zabrzmi trochę dziwnie, ale sądzę taka jest po prostu prawda: cała osnowa tego, o co będzie chodzić w fabule i narracji tomu. Bo nie ma to jak świetne i mocno konkretne przedstawienie na przedzie prezentującym komiks, to, jak zawzięcie w jego około 140 stronach treści będą walczyć w targanej zawirowaniami Mocy relacji między sobą Sidious i jego ,,niby-uczeń” Darth Vader, i co się będzie w związku z tym rozgrywać: z kim, jak, kiedy i gdzie. I to relacji podstępnej, nietuzinkowej, wręcz przesiąkniętej fluidami zdrady, zawiści, podstępu. I żeby było ciekawie to, co w tym aspekcie głównego wątku historii ,,Prosto w ogień” się wydarzyło, nie było stricte strona w stronę bezpośrednie. Stopniowo, strona w stronę, kadr w kadr, Sidious za pomocą swojego sprytnego planu, no i Vader – a czemu by nie – ci dwaj potężni użytkownicy Mocy próbowali chytrze – a dla czytelnika z sosem suspensu na dokładkę – coraz bardziej sobie zagrażać, z różną dozą stosowanych chwytów. I takie wydania jak nie tylko ów tom, ale i poprzednik (sądzę zapewne kolejne z serii również) są Kanonowi potrzebne: tak pokazuje się to, co nie ukazywały bezpośrednio treści filmowe czy serialowe GW. No bo nie da się nie kryć fanowskiego zaskoczenia tym, jak bardzo wielowymiarowa, okazuje się jednak więź, będąca na granicy rozerwania w Mocy, między ,,gagatkami” Sidiousem i Vaderem. Totalny sztos i pozytywny obłęd dla fana razem wzięte: idealne rozszerzenie dla malkontentów, którzy uznają tylko ,,cud Klasyki SW”, i nic poza tym. Po zapoznaniu się z tytułami cyklu większość zmieni zdanie, co do ,,błazenady” i ,,niepotrzebności” Nowego Kanonu dla tak słynnej marki. Po prostu Pak i Ienco i inni, zrobili tu bezcenną dla Galaktyki robotę!
,,Prosto w ogień” to przykład idealnej żonglerki rysunkiem, ustawieniem kadrów, i stopniowym zwiększaniem intensywności narracji i suspensowości w fabule. Bo jak tu inaczej określić rzekłbym ów drobiazgowy, pełny życia, wręcz – i tu odważna opinia z mojej strony – idealny (bo iście marvelowski, żywy i patosowo-heroiczny, mięsisty) dla Uniwersum Star Wars, które lubi w medium komiksowym i powieściowym twórczą i artystyczną dokładność, a co za tym idzie szczerość w realizacji komiksów czy treści kreowanej prozą styl rysunkowy oraz jego doprecyzowane techniki. Niniejszym wtłoczona konturem, dopełniona kolorem, doprecyzowana tuszem historia, w której aż kipi emocjonalnym rozdarciem Vadera stylizacja graficzna i owa techniczna dokładność i estetyka - te elementy obrazu w komiksie są perfekcyjne dla tego rodzaju narracji, w której przeważa (i to zdecydowanie!) opowieść rysunkiem ponad tym co daje scenariusz. Taką narrację, ten mocno intensywny, szarpany, z masą retrospekcji z perspektywy postaci ,,upadłego w mrok” Anakina, lecz starającego podnieść swoją duszę z popiołów ciemności i odrodzić jako Fenix, prezentuje wydanie ,,Prosto w Ogień” – te cholerne około 140 stron, które przekazują więcej emocji i informacji o ewolucji naszych charakterów: sylwetki Palpatine’a i Vadera, niż, sądzę szczerze, robi to niejedna książka z ,,Legend” czy z ,,Kanonu” lub starwarsowy film z Klasycznej Trylogii.
Jak to się mówi, gdy często dokonuje się dość trudnych decyzji, koniec końców nasze działania wiążą się dla nas z określonymi skutkami, które mogą lub nie nas przekreślić bądź ustawić naszą przyszłość w wybranych dla nas elementach, relacjach jako tą dobrą lub złą. W tomie 2 serii o Vaderze, taką fluktuację wydarzeń, wir emocji, od których aż drżała Moc, a czytelnik (przynajmniej tak to wyglądało u mnie) miał na twarzy uśmiech satysfakcji od ucha do ucha, przeżył sam ,,powód” owej mroczno-suspensowo-thrillerkowej opowieści. Niegdyś Anakin, a teraz w większości Lord Vader musiał dokonać odpowiedniego wyboru: czy pozostawić swoje Ja Ciemnej Stronie, bądź mimo wszystko starać się zachowywać pozory ,,mrocznego Sitha” i jednak ,,po cichu” opierać się mrokowi i walczyć o odrodzenie i katharsis wtedy, gdy nadejdzie ten odpowiedni moment?!
Sądzę, że to w tym komiksie, zarówno dla Kanonu i ogólnych treści Galaktyki Star Wars, Vader zdecydował się nie dać za wygraną, dać powoli ponieść się promykowi Światła, które lekko zaczyna się w nim rozpalać. Pogoń Ochiego z Bestoona za nim samym, w końcu konfrontacja między tymi śmiałkami i ponowna wzajemna ,,gonitwa” i ocieranie się o ,,kontakt” z Imperatorem – tak Vader rozpoczął swą krucjatę, w której zwycięsko wyszedł w ,,Powrocie Jedi”, finale filmów Klasycznej Trylogii Star Wars. ,,Prosto w Ogień" powinno się pamiętać dość długo; niebywałe, mocne, Gwiezdnym Wojnom potrzebne!
Opinie i dyskusje o książce Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia
"Dawno temu, w odległej galaktyce..." Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Dla mnie bardzo dobra książka.
"Dawno temu, w odległej galaktyce..." Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Dla mnie bardzo dobra książka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTwórcy opowieści poszerzających uniwersum „Star Wars” mają szerokie spektrum zainteresowań – Expanded Universe operuje w ramach różnych konwencji, opowiada o różnych bohaterach, a historie rozciągają się na przestrzeni wielu tysięcy lat. Koniec końców autorzy najczęściej wracają jednak do postaci najbardziej rozpoznawalnych. I w sumie nic w tym dziwnego – to właśnie one uczyniły to uniwersum tak kasowym i kultowym. Nowe rozpoczęcie serii zatytułowanej po prostu „Star Wars”, to właśnie taki komiks – poruszający się na znanym wszystkim poletku.
Po bitwie o Hoth flota Rebelii ulega rozproszeniu. Darth Vader robi wszystko, żeby dostać w swoje ręce Luke’a Skywalkera, właśnie dowiedział się, że jest synem potężnego lorda Sithów. Z kolei Leia Organa planuje uwolnienie Hana Solo, który został zamrożony w karbonicie, i którego los pozostaje niepewny. W misji ratunkowej wspiera ją Lando Calrissian, ale gubernator Miasta w Chmurach musi najpierw pokonać uprzedzenia nowych towarzyszy związane z tym, że chwilę temu, działając pod sporą presją, był zmuszony współpracować z Imperium Galaktycznym.
Czy można powiedzieć jeszcze coś nowego w ramach świata mieszczącego w sobie tyle różnych historii? Nie jest to na pewno łatwe zadanie, ale Charles Soule dwoi się i troi, żeby fani byli zadowoleni. „Ścieżka przeznaczenia” to album z wyraźnie wyczuwalnym przygodowym sznytem. Powiedziałbym, że to typowy przedstawiciel nurtu „komiksu nowej przygody”, a to sprawia, że godnie reprezentuje markę „Star Wars”, przywołuje bowiem na myśl filmy klasycznej trylogii. To się chwali.
„Ścieżka przeznaczenia” charakteryzuje się przede wszystkim wartką akcją. Na szczęście w żadnym momencie nie popada ona w przesadę – wszystko mieści się w rozsądnych (jak na gatunek) granicach. Można było mieć pewne obawy, czy scenarzysta wybrnie z sytuacji, gdy na scenie nie ma jednego z głównych motorów franczyzy, czyli Hana Solo (on przebywa akurat na „urlopie” w karbonicie). Ostatecznie okazało się, że pozostałe postaci są w stanie ponieść na własnych barkach angażującą opowieść. Uwagę zwraca zwłaszcza Calrissian, który w pewnym sensie przejmuje rolę drużynowego łobuza, autor jednak wzbogaca go charakterologicznie, bo widzimy takiego Landa, który wraca po ludzi, za których był odpowiedzialny na Bespinie.
Podoba mi się, że niektóre motywy zawarte w tym komiksie znacząco wykraczają poza standardowe postrzeganie danych rzeczy. Wspomnę chociażby o Imperium – w akcie polowania na organizację Lei Organy i Mon Mothmy korzysta ono ze statku, którego załogę tworzą ludzie, którzy w czasie konfliktu stracili bliskich na zniszczonej Gwieździe Śmierci i mają z Rebelią osobiste porachunki. W porównaniu ze standardowym pokazywaniem każdego funkcjonariusza Imperium jako faszystowskiego złola, jest to godny odnotowania postęp.
Ilustracje są ładne i przejrzyste, utrzymane w nowoczesnym stylu. Dobrze sprawdzają się zarówno w scenach statycznych, jak i tych, kiedy akcja znacząco przyspiesza. Jesus Saiz nie gubi ani skupienia, ani szczegółów, co daje satysfakcjonujące efekty. Istotne jest też to, że artysta nie eksperymentuje z fizys bohaterów. Ci, których dobrze znamy, rzeczywiście przypominają siebie – jest to w mojej opinii istotny element franczyz, zwłaszcza tych, które rozpoczynały się filmami i płynnie przeszły na terytoria innych mediów.
Inauguracja nowej serii w ramach „Star Wars” to komiks udany, który godnie reprezentuje markę. Fani znajdą w nim sporo dla siebie i z całą pewnością nie będą rozczarowani jego poziomem. To nowa opowieść, ale jej duch jest nam doskonale znany – to lekka i angażująca przygoda. Jestem zadowolony, mam też nadzieję, że kolejne tomy utrzymają ten poziom.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/06/star-wars-tom-1-sciezka-przeznaczenia.html
Twórcy opowieści poszerzających uniwersum „Star Wars” mają szerokie spektrum zainteresowań – Expanded Universe operuje w ramach różnych konwencji, opowiada o różnych bohaterach, a historie rozciągają się na przestrzeni wielu tysięcy lat. Koniec końców autorzy najczęściej wracają jednak do postaci najbardziej rozpoznawalnych. I w sumie nic w tym dziwnego – to właśnie one...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRecenzja komiksu "Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia"
Pierwszy tom nowej serii komiksowej od Charlesa Soule’a i Jesúsa Saíza to wciągająca opowieść, która rozwija wydarzenia pomiędzy „Imperium kontratakuje” a „Powrotem Jedi”. Historia koncentruje się na losach Luke’a Skywalkera, księżniczki Lei, Lando Calrissiana i Chewbakki tuż po klęsce Rebelii na Hoth i utracie Hana Solo.
Jednym z ciekawszych wątków jest napięta relacja między Lando a resztą bohaterów – jego zdrada na Bespinie sprawia, że Leia i Chewbacca mu nie ufają. Lando próbuje udowodnić swoją lojalność, co dodaje opowieści emocjonalnej głębi. Tymczasem Luke, wstrząśnięty prawdą o swoim ojcu i stratą miecza świetlnego, wyrusza na misję, by lepiej zrozumieć Moc. Spotkanie z tajemniczą Verlą, dawną uczennicą Jedi, jest dla niego kluczowym momentem rozwoju.
Na uwagę zasługuje również nowa antagonistka – komandor Zahra, bezwzględna oficer Imperium, której zadaniem jest wytropienie i zniszczenie Rebelii. To interesująca postać, która wnosi do historii dodatkowe napięcie.
Pod względem graficznym komiks prezentuje wysoki poziom. Jesús Saíz wiernie odwzorowuje znane postacie i lokacje, a dynamiczne sceny akcji świetnie budują klimat Gwiezdnych Wojen. Jednocześnie niektórzy mogą uznać, że rysunki są nieco zbyt "czyste" i brakuje im charakterystycznego stylu.
Podsumowując, „Ścieżka przeznaczenia” to udany początek serii, który rozwija wątki znane z filmów i pogłębia psychologię postaci. Fani Gwiezdnych Wojen znajdą tu wiele ciekawych momentów, a historia skutecznie wciąga i zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy.
Recenzja komiksu "Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia"
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwszy tom nowej serii komiksowej od Charlesa Soule’a i Jesúsa Saíza to wciągająca opowieść, która rozwija wydarzenia pomiędzy „Imperium kontratakuje” a „Powrotem Jedi”. Historia koncentruje się na losach Luke’a Skywalkera, księżniczki Lei, Lando Calrissiana i Chewbakki tuż po klęsce Rebelii na Hoth i utracie...
Trudno mi oceniać komiksy ze Star Wars, bo nie do końca znam się na ich skali. Jednak całkiem nieźle idzie mi oceniane komiksów jako takich, więc oto jestem.
Jest to dobry materiał. Uwielbiam sceny z zawahaniami Luka oraz to jak rozbudowana staje się postać i ile to dodaje.
Bardzo podobało mi się pokazanie różnych perspektyw. Nie tylko jasnej strony mocy, ale tej ciemnej oraz kurde... Ilości cierpienia i stary, która się kryje za nimi.
W skrócie określę ten tom mieniem dobrego początku ✌️
Trudno mi oceniać komiksy ze Star Wars, bo nie do końca znam się na ich skali. Jednak całkiem nieźle idzie mi oceniane komiksów jako takich, więc oto jestem.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to dobry materiał. Uwielbiam sceny z zawahaniami Luka oraz to jak rozbudowana staje się postać i ile to dodaje.
Bardzo podobało mi się pokazanie różnych perspektyw. Nie tylko jasnej strony mocy, ale tej ciemnej...
Star Wars Ścieżka Przeznaczenia. Luke Skywalker właśnie dowiedział się kim jest jego ojciec przez co wpadł w depresję. Han Solo został uwięziony w karbonicie, a nowa imperialna pani kapitan mści się na biednych rebeliantach za zniszczenie gwiazdy śmierci. W tych realiach Leia oraz Lando tworzą plan naprawy tego stanu rzeczy. Wielkim fanem Gwiezdnych Wojen nie jestem ale ogólnie lubię to uniwersum. Niestety komiks ten nie przekonał mnie do siebie. Fabuła jest bardzo płytka i pełna schematów, widzieliśmy już to setki razy. Jedynie fakt, że sporo się tutaj dzieje utrzymał mnie przy lekturze.
Kreska powiedzmy, że jest ok. Nic nadzwyczajnego ale tragedii nie ma. Najlepiej wypadają wszelkie bitwy w kosmosie, najgorzej za to twarze bohaterów - wyglądają niczym manekiny,
Niestety komiks ten mogę polecić tylko wiernym fanom uniwersum, reszta może odpuścić.
Recenzowany komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie lukke_geek
https://www.instagram.com/p/C7OEuvPsW-V/?igsh=cmxpamhkanRyZ2hr
Star Wars Ścieżka Przeznaczenia. Luke Skywalker właśnie dowiedział się kim jest jego ojciec przez co wpadł w depresję. Han Solo został uwięziony w karbonicie, a nowa imperialna pani kapitan mści się na biednych rebeliantach za zniszczenie gwiazdy śmierci. W tych realiach Leia oraz Lando tworzą plan naprawy tego stanu rzeczy. Wielkim fanem Gwiezdnych Wojen nie jestem ale...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUniwersum Star Wars jest ogromne i bogate, ale twórcy od lat uparcie siedzą w kółko w tych samych tematach. Owszem, mamy ciekawsze odnogi, pokroju Doktor Aphry i jej ekipy albo politycznych rozgrywek prowadzonych przez Shu-Torun, ale to raptem kawałeczek tytanicznej ilości komiksów. "Ścieżka przeznaczenia" jest zatem KOLEJNYM klonem klona, powszechnie powielanego zarówno w Legendach jak i Kanonie. To nie jest komiks zły, nawet dobry, jednak dla osoby czytającej ogromną część komiksów z tego uniwersum, zwyczajnie nijaki.
No właśnie, słowo klucz - czytającej. Mam wrażenie, że autorzy tego komiksu wyszli z założenia, że ludzie znają tylko i wyłącznie filmowe epizody od 1 do 6 i nic więcej. Może najmłodsze pokolenie, dopiero wchodzące w to uniwersum, faktycznie tak ma, ale wątpię aby trwało to długo. Mój siostrzeniec, mający raptem 8 lat, po obejrzeniu pierwszych dwóch trylogii, z marszu sięgnął po komiksy, gry i seriale. Zatem jeśli moje domysły są słuszne, to autorzy "Ścieżki przeznaczenia" są po prostu leniwi i mało kreatywni.
Bo tak naprawdę co dostajemy. Otóż ponownie wałkowany temat jak Luke Skywalker po pierwszej batalii z ojcem, co zaowocowało rozterkami i utratą dłoni, szuka swojej ścieżki. Chce być Jedi, ale ciemna strona się odzywa i bla, bla, bla... widzieliśmy to już setki, jeśli nie tysiące razy. Serio, absolutnie nic nie zaskoczyło mnie w tym komiksie od strony fabuły. Te same motywy, te same wybory, te same trudności, tylko kolejność nieco inna. No i dorzucono kilka epizodów z postaciami znanymi z seriali czy innych komiksów. Owszem, jest to fajne, może się podobać, ale osobiście męczy mnie brak jakiejkolwiek kreatywności ze strony twórców. Znów reset serii i znów lecimy ze wszystkim od nowa.
Dla kogo jest zatem ten komiks? Wydaje mi się, że głównie dla osób dopiero zaczynających swoją przygodę z filmami Star Wars. Ci którzy sięgnęli po starą trylogię, tą pierwszą (i moim zdaniem najlepszą),a teraz chcą uzupełnić sobie wiedzę co się działo za jej kulisami. Inni mogą się znużyć tym komiksem, choć oczywiście moge się mylić. Jest on solidnie napisany i narysowany. To dobry komiks, tylko strasznie wtórny dla kogoś, kto siedzi w tym uniwersum od trzech dekad.
Uniwersum Star Wars jest ogromne i bogate, ale twórcy od lat uparcie siedzą w kółko w tych samych tematach. Owszem, mamy ciekawsze odnogi, pokroju Doktor Aphry i jej ekipy albo politycznych rozgrywek prowadzonych przez Shu-Torun, ale to raptem kawałeczek tytanicznej ilości komiksów. "Ścieżka przeznaczenia" jest zatem KOLEJNYM klonem klona, powszechnie powielanego zarówno w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSytuacja dla Rebelii nie jest do pozazdroszczenia. Han Solo uwięziony w karbonicie, nowy imperialna pani kapitan Zahra siedzi statkom Lei na ogonie. Na domiar złego rebelianci nie mogą się ze sobą kontaktować. Dotychczas, dla bezpieczeństwa, jedna grupa przekazywała informacje innej, a o pozostałych nic nie wiedziała. Jednak okazuje się, że ten system miał dziurę, którą wykorzystało Imperium. Doszło do potężnej bitwy i nie dość, że nie wiadomo kto ją przeżył, to jeszcze nie można nawet tego sprawdzić. Też z powodów bezpieczeństwa całej operacji.
Tymczasem Luke Skywalker nie może się otrząsnąć po informacji, że Darth Vader jest jego ojcem. Chłopak miewa nawracające wizje związane z utratą ręki i miecza świetlnego. Rękę da się jeszcze jakoś naprawić, dosztukować, ale miecz to co innego. Czy to dlatego moc nie chce się Luka słuchać? Czy będzie on musiał odnaleźć świetlny oręż, by wrócić do gry? Czy nadal chce – lub zasługuje – na bycie Jedi? Tyle pytań, a czasy tak niepewne, by szukać na nie odpowiedzi…
Więcej na: https://www.monime.pl/star-wars-sciezka-przeznaczenia-tom-1/
Sytuacja dla Rebelii nie jest do pozazdroszczenia. Han Solo uwięziony w karbonicie, nowy imperialna pani kapitan Zahra siedzi statkom Lei na ogonie. Na domiar złego rebelianci nie mogą się ze sobą kontaktować. Dotychczas, dla bezpieczeństwa, jedna grupa przekazywała informacje innej, a o pozostałych nic nie wiedziała. Jednak okazuje się, że ten system miał dziurę, którą...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFajna pozycja, druga część zamówiona więc zobaczymy jak się potoczy ciąg dalszy.
Fajna pozycja, druga część zamówiona więc zobaczymy jak się potoczy ciąg dalszy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoza tym, że uzupełnia historie w czasie około „Imperium kontratakuje” naprawdę wzbogaca postacie Lando i Luka. Wątek tego drugiego ma jeszcze świetny mistyczny vibe.
Poza tym, że uzupełnia historie w czasie około „Imperium kontratakuje” naprawdę wzbogaca postacie Lando i Luka. Wątek tego drugiego ma jeszcze świetny mistyczny vibe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttps://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma
Akcja komiksu toczy się chwilę po tym jak Luke Skywalker stacza niezapomniany pojedynek z Darthem Vaderm w Mieście w Chmurach na Bespinie. Jak wszyscy wiemy jest to jeden z ważniejszych wątków całej sagi Star Wars i w komiksie zostaje przedstawiony w bardzo ciekawy sposób. Mamy tu bezwzględnego Vadera i kompletnie rozbitego, pogrążonego w marazmie Luke'a mierzącego się z nieoczekiwaną prawdą, z brzemieniem kompletnie go przytłaczającym. W dodatku Rebelia ścigana przez zdeterminowane Imperium wpada w pułapkę zastawioną przez dowódczynię "Woli Tarkina" komandor Zahro. Charyzmatyczna Zahro poprzysięgła pomścić wszystkich towarzyszy, którzy zginęli na pierwszej Gwieździe Śmierci. Nie zapominajmy jednak o innych bohaterach. Lando Calrissian chcąc pomieszać szyki Imperium, ale i wkupić się w łaski Rebelii podejmuje się misji uwolnienia Hana Solo, pojawia się u Jabby Hutta, ale i zalicza spektakularny wypad do swojego miasta, za które nadal czuje się odpowiedzialny jako baron administrator...
Bawiłem się przednio i z utęsknieniem czekam na kolejny tom. Przedstawienie w komiksie zmagań Rebelii z Imperium jeszcze bardziej podbija klimat znany z filmu "Imperium kontratakuje" dopowiadając pewne kwestie, ale i pokazując, że ostateczne zwycięstwo dobra wcale nie było takie pewne. Rozbity porażką na Bespinie Luke poszukujący swojego powiązania z Mocą, zmagający się z prawdą o swoim ojcu to w zasadzie coś wcześniej niespotykanego na taką skalę. Luke wydaje się bardziej ludzki, nie jest tylko zafiksowanym na celu płaskim super bohaterem jak często go przedstawiano. Najbardziej jednak spodobał mi się wątek Calrissiana i przedstawienie tego ikonicznego łajdaka. Sam pomysł, aby wrócić do przejętego przez Imperium Miasta w Chmurach zakrawa na szaleństwo, a samo jego pojawienie się w pałacu Jabby z tak bezczelnym kłamstwem na ustach to jest złoto. Dla mnie bomba, oczywiście jest jeszcze więcej ciekawych wątków i scen, ale szkoda o nich pisać, aby nie spoilerować bezpotrzebnie.
https://ksiazkiilubczasopisma.blogspot.com/2021/05/sciezka-przeznaczenia.html
https://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja komiksu toczy się chwilę po tym jak Luke Skywalker stacza niezapomniany pojedynek z Darthem Vaderm w Mieście w Chmurach na Bespinie. Jak wszyscy wiemy jest to jeden z ważniejszych wątków całej sagi Star Wars i w komiksie zostaje przedstawiony w bardzo ciekawy sposób. Mamy tu bezwzględnego Vadera i kompletnie rozbitego,...