Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia

Okładka książki Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia autorstwa Jesus Saiz, Charles Soule
Okładka książki Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia autorstwa Jesus Saiz, Charles Soule
Charles SouleJesus Saiz Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Star Wars (2020 - 2024) (tom 1) Seria: Kanon Star Wars - komiksy (miękka okładka) [Egmont] komiksy
152 str. 2 godz. 32 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Star Wars (2020 - 2024) (tom 1)
Seria:
Kanon Star Wars - komiksy (miękka okładka) [Egmont]
Tytuł oryginału:
Star Wars: Vol. 1: The Destiny Path
Data wydania:
2021-04-14
Data 1. wyd. pol.:
2021-04-14
Liczba stron:
152
Czas czytania
2 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328149687
Tłumacz:
Bartosz Czartoryski
Nowa seria ze świata Gwiezdnych Wojen oryginalnie wydawana przez Marvela od 2020 roku. Rebeliancka flota jest rozproszona po tragicznej klęsce w bitwie o Hoth. Han Solo został zamrożony w karbonicie i zabrał go łowca nagród Boba Fett. Luke Skywalker jest zaś ranny i wstrząśnięty po poznaniu strasznej prawdy o swojej przeszłości. Darth Vader nie zabił ojca Luke’a, lecz sam jest jego ojcem! Teraz Luke, księżniczka Leia, Lando Calrissian, Chewbacca, C-3PO i R2-D2 muszą przedrzeć się do pozostałych sił Sojuszu Rebeliantów. Ale bojownicy o wolność nie wiedzą, że po jednej pułapce Imperium czeka na nich kolejna! Przed nimi spotkanie z dowódczynią niszczyciela „Wola Tarkina”, przebiegłą i mściwą komandor Zahrą!

Autorami serii są amerykański scenarzysta Charles Soule („Potwór z Bagien”, „Superman/Wonderwoman”, „She-Hulk”, „Śmierć Wolverine’a”, „Star Wars: Lando”, „Star Wars: Poe Dameron”, „Star Wars: Darth Vader – Mroczny Lord Sithów”) oraz hiszpański rysownik Jesús Saiz („Potwór z Bagien”, „Legion Samobójców”, „Kapitan Ameryka”, „Doktor Strange”, „Conan”).
Średnia ocen
7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia



666 148

Oceny książki Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia

Średnia ocen
7,2 / 10
106 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia

avatar
143
138

Na półkach:

"Dawno temu, w odległej galaktyce..." Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Dla mnie bardzo dobra książka.

"Dawno temu, w odległej galaktyce..." Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Dla mnie bardzo dobra książka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1498
1246

Na półkach:

Twórcy opowieści poszerzających uniwersum „Star Wars” mają szerokie spektrum zainteresowań – Expanded Universe operuje w ramach różnych konwencji, opowiada o różnych bohaterach, a historie rozciągają się na przestrzeni wielu tysięcy lat. Koniec końców autorzy najczęściej wracają jednak do postaci najbardziej rozpoznawalnych. I w sumie nic w tym dziwnego – to właśnie one uczyniły to uniwersum tak kasowym i kultowym. Nowe rozpoczęcie serii zatytułowanej po prostu „Star Wars”, to właśnie taki komiks – poruszający się na znanym wszystkim poletku.

Po bitwie o Hoth flota Rebelii ulega rozproszeniu. Darth Vader robi wszystko, żeby dostać w swoje ręce Luke’a Skywalkera, właśnie dowiedział się, że jest synem potężnego lorda Sithów. Z kolei Leia Organa planuje uwolnienie Hana Solo, który został zamrożony w karbonicie, i którego los pozostaje niepewny. W misji ratunkowej wspiera ją Lando Calrissian, ale gubernator Miasta w Chmurach musi najpierw pokonać uprzedzenia nowych towarzyszy związane z tym, że chwilę temu, działając pod sporą presją, był zmuszony współpracować z Imperium Galaktycznym.

Czy można powiedzieć jeszcze coś nowego w ramach świata mieszczącego w sobie tyle różnych historii? Nie jest to na pewno łatwe zadanie, ale Charles Soule dwoi się i troi, żeby fani byli zadowoleni. „Ścieżka przeznaczenia” to album z wyraźnie wyczuwalnym przygodowym sznytem. Powiedziałbym, że to typowy przedstawiciel nurtu „komiksu nowej przygody”, a to sprawia, że godnie reprezentuje markę „Star Wars”, przywołuje bowiem na myśl filmy klasycznej trylogii. To się chwali.

„Ścieżka przeznaczenia” charakteryzuje się przede wszystkim wartką akcją. Na szczęście w żadnym momencie nie popada ona w przesadę – wszystko mieści się w rozsądnych (jak na gatunek) granicach. Można było mieć pewne obawy, czy scenarzysta wybrnie z sytuacji, gdy na scenie nie ma jednego z głównych motorów franczyzy, czyli Hana Solo (on przebywa akurat na „urlopie” w karbonicie). Ostatecznie okazało się, że pozostałe postaci są w stanie ponieść na własnych barkach angażującą opowieść. Uwagę zwraca zwłaszcza Calrissian, który w pewnym sensie przejmuje rolę drużynowego łobuza, autor jednak wzbogaca go charakterologicznie, bo widzimy takiego Landa, który wraca po ludzi, za których był odpowiedzialny na Bespinie.

Podoba mi się, że niektóre motywy zawarte w tym komiksie znacząco wykraczają poza standardowe postrzeganie danych rzeczy. Wspomnę chociażby o Imperium – w akcie polowania na organizację Lei Organy i Mon Mothmy korzysta ono ze statku, którego załogę tworzą ludzie, którzy w czasie konfliktu stracili bliskich na zniszczonej Gwieździe Śmierci i mają z Rebelią osobiste porachunki. W porównaniu ze standardowym pokazywaniem każdego funkcjonariusza Imperium jako faszystowskiego złola, jest to godny odnotowania postęp.

Ilustracje są ładne i przejrzyste, utrzymane w nowoczesnym stylu. Dobrze sprawdzają się zarówno w scenach statycznych, jak i tych, kiedy akcja znacząco przyspiesza. Jesus Saiz nie gubi ani skupienia, ani szczegółów, co daje satysfakcjonujące efekty. Istotne jest też to, że artysta nie eksperymentuje z fizys bohaterów. Ci, których dobrze znamy, rzeczywiście przypominają siebie – jest to w mojej opinii istotny element franczyz, zwłaszcza tych, które rozpoczynały się filmami i płynnie przeszły na terytoria innych mediów.

Inauguracja nowej serii w ramach „Star Wars” to komiks udany, który godnie reprezentuje markę. Fani znajdą w nim sporo dla siebie i z całą pewnością nie będą rozczarowani jego poziomem. To nowa opowieść, ale jej duch jest nam doskonale znany – to lekka i angażująca przygoda. Jestem zadowolony, mam też nadzieję, że kolejne tomy utrzymają ten poziom.


Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/06/star-wars-tom-1-sciezka-przeznaczenia.html

Twórcy opowieści poszerzających uniwersum „Star Wars” mają szerokie spektrum zainteresowań – Expanded Universe operuje w ramach różnych konwencji, opowiada o różnych bohaterach, a historie rozciągają się na przestrzeni wielu tysięcy lat. Koniec końców autorzy najczęściej wracają jednak do postaci najbardziej rozpoznawalnych. I w sumie nic w tym dziwnego – to właśnie one...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
171
161

Na półkach: ,

Recenzja komiksu "Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia"

Pierwszy tom nowej serii komiksowej od Charlesa Soule’a i Jesúsa Saíza to wciągająca opowieść, która rozwija wydarzenia pomiędzy „Imperium kontratakuje” a „Powrotem Jedi”. Historia koncentruje się na losach Luke’a Skywalkera, księżniczki Lei, Lando Calrissiana i Chewbakki tuż po klęsce Rebelii na Hoth i utracie Hana Solo.

Jednym z ciekawszych wątków jest napięta relacja między Lando a resztą bohaterów – jego zdrada na Bespinie sprawia, że Leia i Chewbacca mu nie ufają. Lando próbuje udowodnić swoją lojalność, co dodaje opowieści emocjonalnej głębi. Tymczasem Luke, wstrząśnięty prawdą o swoim ojcu i stratą miecza świetlnego, wyrusza na misję, by lepiej zrozumieć Moc. Spotkanie z tajemniczą Verlą, dawną uczennicą Jedi, jest dla niego kluczowym momentem rozwoju.

Na uwagę zasługuje również nowa antagonistka – komandor Zahra, bezwzględna oficer Imperium, której zadaniem jest wytropienie i zniszczenie Rebelii. To interesująca postać, która wnosi do historii dodatkowe napięcie.

Pod względem graficznym komiks prezentuje wysoki poziom. Jesús Saíz wiernie odwzorowuje znane postacie i lokacje, a dynamiczne sceny akcji świetnie budują klimat Gwiezdnych Wojen. Jednocześnie niektórzy mogą uznać, że rysunki są nieco zbyt "czyste" i brakuje im charakterystycznego stylu.

Podsumowując, „Ścieżka przeznaczenia” to udany początek serii, który rozwija wątki znane z filmów i pogłębia psychologię postaci. Fani Gwiezdnych Wojen znajdą tu wiele ciekawych momentów, a historia skutecznie wciąga i zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy.

Recenzja komiksu "Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia"

Pierwszy tom nowej serii komiksowej od Charlesa Soule’a i Jesúsa Saíza to wciągająca opowieść, która rozwija wydarzenia pomiędzy „Imperium kontratakuje” a „Powrotem Jedi”. Historia koncentruje się na losach Luke’a Skywalkera, księżniczki Lei, Lando Calrissiana i Chewbakki tuż po klęsce Rebelii na Hoth i utracie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

151 użytkowników ma tytuł Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia na półkach głównych
  • 123
  • 26
  • 2
84 użytkowników ma tytuł Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia na półkach dodatkowych
  • 45
  • 13
  • 9
  • 7
  • 4
  • 4
  • 2

Tagi i tematy do książki Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia

Inne książki autora

Okładka książki Punisher: The King of Killers, Book Two Jason Aaron, Paul Azaceta, Jesus Saiz
Ocena 7,5
Punisher: The King of Killers, Book Two Jason Aaron, Paul Azaceta, Jesus Saiz
Okładka książki Punisher The King of Killers Jason Aaron, Jesus Saiz
Ocena 6,7
Punisher The King of Killers Jason Aaron, Jesus Saiz
Okładka książki Doktor Strange. Tom 2 Barry Kitson, Scott Koblish, Jesus Saiz
Ocena 6,8
Doktor Strange. Tom 2 Barry Kitson, Scott Koblish, Jesus Saiz
Okładka książki Nieskończony Kryzys: Projekt OMAC Ed Benes, Phil Jimenez, Geoff Johns, Rags Morales, Ivan Reis, Greg Rucka, Jesus Saiz, Judd Winick
Ocena 7,5
Nieskończony Kryzys: Projekt OMAC Ed Benes, Phil Jimenez, Geoff Johns, Rags Morales, Ivan Reis, Greg Rucka, Jesus Saiz, Judd Winick
Okładka książki Doktor Strange. Tom 1 Javier Piña, Jesus Saiz, Mark Waid
Ocena 7,1
Doktor Strange. Tom 1 Javier Piña, Jesus Saiz, Mark Waid
Okładka książki Avengers: Zderzenie światów Javier Piña, Humberto Ramos, Jesus Saiz, Mark Waid
Ocena 6,5
Avengers: Zderzenie światów Javier Piña, Humberto Ramos, Jesus Saiz, Mark Waid
Okładka książki Kapitan Ameryka. Steve Rogers, tom 1 Javier Piña, Jesus Saiz, Nick Spencer
Ocena 7,3
Kapitan Ameryka. Steve Rogers, tom 1 Javier Piña, Jesus Saiz, Nick Spencer
Jesus Saiz
Jesus Saiz
Ten pochodzący z Hiszpanii ma na sowim dorobku liczne komiksy wydawane przez największych gigantów rynku komiksowego. Dla DC Comics ilustował między innymi przygody Potwora z Bagien, Ligi Sprawiedliwości i Legionu Samobójców, dla Marvela zaś - Kapitana Ameryki, Doktora Strange'a, Wolverine'a czy Conana.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia przeczytali również

Star Wars: Wielka Republika: W ciemność Claudia Gray
Star Wars: Wielka Republika: W ciemność
Claudia Gray
Gwiezdne Wojny to niezwykle barwne, szerokie, doświadczone w swej kreacji twórczej, bardzo istotne dla sfery kulturalnej ludzkości Uniwersum – to jedno z największych dóbr popkulturowych wpływających na różne formy, gatunki, techniki związane z popkulturą i dla niej specjalnie tworzone. To Świat w większości kojarzony przez fanów jak najbardziej pozytywnie z licznymi wyróżniającymi się od innych Światów tematycznych walorami takimi jak: szeroki otwarty obszar Galaktyki, wątek mocy i niewiarygodnych Jedi, Sithów i ich pojedynków na Moc i miecze świetlne. Nie zapominajmy w tym względzie o samej Galaktyce jako mitycznym, baśniowym i perfekcyjnie dualistycznym świecie, w którym stronę światła reprezentują ci ,,wielcy dobrzy”: m.in. Luke Skywalker i Rebelia, a dla ,,wielkich złych” najistotniejszy, idealnie reprezentatywny staje się Imperator i jego Imperium Galaktyczne oraz Darth Vader. To tylko niektóre z wielu plusów cenionych i niezapomnianych Gwiezdnych Wojen, które ukazują przede wszystkim to jaki tak naprawdę jest ponadczasowy, pisany przez istotę Mocy wymiar treści i rozrywki, budowany w chwili obecnej przez Disney i Lucasfilm Ltd., którzy, co warto zaznaczyć, robią to od drugiej połowy 2012 roku. Nic nie trwa wiecznie, nie ma plusów dodatnich i plusów ujemnych, nie istnieją rzeczy czy zjawiska bez wad. Przy obecnie tworzonych Gwiezdnych Wojnach ujawnia się coraz więcej ,,negatywów", które za czasów surowej ręki rządzącej firmą – ręki George’a Lucasa - dało się jeszcze ukryć i opanować. Są to m.in.: brak spójności treści we wszystkich formach, brak budowy solidnej, konkretnej osi fabuły wokół, której Star Wars będzie rozwijało się przez następne lata – jak wiemy wcześniej była to Saga Skywalkerów, Wojny Klonów, upadek Anakina na Ciemną Stronę Mocy i wiele, wiele innych. W Uniwersum zdaje się jest mało postaci, które tak jak są kreowane obecnie dały by się zapamiętać społeczności na długo. Poza tym ,,rządzący matecznik” Disneya nastawiony jest na strategię ,,szybko, dużo, i żeby zarobić”, dlatego jakość oferowanych fanom produktów w materii galaktycznych wojaży... nie jest aż tak odpowiednia, jak się tego od twórców oczekuje. A to, cóż, działa jak katalizator: napędza jedną z ostatnich dużych wad marki, jaką jest sam galaktyczny fandom, który od wielu, wielu lat staje się kąśliwy i toksyczny oraz podzielony, niezdecydowany wobec tego czy ufać Nowemu Kanonowi czy akceptować stare dobre ,,starwarsy” z ery George’a Lucasa, albo czy może zdecydować się na coś innego. Gwiezdnym Wojnom trzeba czegoś nadzwyczaj intrygującego, na tyle rewolucyjnego i niespodziewanego zarazem, aby swoimi wytworzonymi treściami konsekwentnie zachęcać widownię do zaangażowania się w ten wielki Świat. W Uniwersum brakuje co najmniej powiewu świeżości, to fakt. W sercu ,,starwarsów” potrzeba także skuteczności w realizacji planów ,,białych kołnierzyków” i całego sztabu twórców w sięganiu po tytuły z oldschoolowej klasyki – Kanonu Legend - również potrzeba sporo odwagi, aby umiejętnie odświeżyć ten naturalny ,,wigor fluidów” Mocy w Galaktyce, który był z nami w klasycznej Trylogii i w Epizodach VII i VIII Sagi Skywalkerów. Wszystko to, co Disney wraz z Lucasfilmem chcą przygotować musi być dla nas geeków ,,wyznawców” i zwykłych oglądających randomowo ten Świat ludzi, prezentem, ale i wyzwaniem, w które musimy koniecznie brnąć i któremu powinniśmy sprostać. Te dwie marki mogą dać nam tak naprawdę wszystko jak i nic; w materii filmowo-serialowej, przykładowo, liczyłbym osobiście w przyszłości na (no a czemu by nie!): stworzenie trzy-odcinkowego miniserialu, np. 3 odcinki po około 80 minut lub jako cały dłuższy film specjalnie realizowany dla kin, gdzie w tych obu wersjach dostalibyśmy coś przypominającego Trylogię Mortis, czyli genialny tryptyk odcinkowy w okolicach 3/4 sezonu trzeciego z serialu "The Clone Wars". Warto zaznaczyć, że Trylogia ta wywarła ogromny wpływ na zrozumienie Mocy, całkowicie rozszerzając jej ,,zdolności", wpływy, możliwości w Uniwersum. A co z komiksami, książkami, treściami encyklopedycznymi? Co może zaoferować Nowy Kanon? Czy projekt nowego ,,Mini-Uniwersum” w świecie galaktycznych wojaży i starć na miecze świetlne, zwanego Wielka Republika, wspomoże Gwiezdne Wojny w chwilach niepewności i niespójności, które je po prostu zbyt męczą? Tak, w Galaktyce, w której rządzi niepodzielnie dobrze znana fanom Moc, jest tyle rzeczy do poznania i ,,dotknięcia", że nawet najbardziej obeznany ze ,,starwarsami” ich miłośnik, nie jest w stanie znać z tego fikcyjnego, ale na swój specyficzny sposób bardzo nam bliskiego wymiaru rozrywki, wszystkiego. I częściowo jest to dla fanów lepsza sytuacja, gdyż dzięki ,,rozległości” i plastyczności w tworzeniu długiej i szerokiej struktury Uniwersum, jego licznych fabuł, postaci, wątków i charakterystycznych motywów, każdy geek będzie mógł czerpać z Galaktyki ogromną satysfakcję, za tą pasją będzie podążać, z nią się będzie utożsamiać. Projekt Wielka Republika jest właśnie wyrazem takiej plastyczności – nowy akt i rozdział w dziejach Gwiezdnych Wojen, jednocześnie jest to czerpanie z tego, co było kreowane do tej pory: rozszerzanie treści, bez kopiowania i ,,wiecznego odgrzewania kotletów”. Wielka Republika rozwija się obecnie bardzo prężnie; może dorównać w przyszłości temu, co zrobił w materii serialu produkt Filoniego "Star Wars: The Clone Wars". Na ten nowy cykl ma składać się dziesiątki komiksów, powiastek młodzieżowych i pełnoprawnych powieści. Rozgrywa się on w Uniwersum na około 230 lat przed jego rokiem zerowym, czyli ,,Bitwą o Yavin”. W skrócie mówiąc, choć to tylko wierzchołek tego czym tak naprawdę jest ta Era, Wielka Republika – jak sama nazwa wskazuje – była tą wielką epoką w galaktycznej historii, gdy w Galaktyce panował ład, dobrobyt i spokój, a jej tak zwanym zarządcą była Republika właśnie. Nie ma Imperium, o Sithach raczej się nie mówi, Yoda jest tu o ponad 200 lat młodszy, a wszyscy generalnie idą ze sobą na kompromisy. Ale, jak to w życiu bywa… pozory mylą. W pierwszej, zresztą dość dobrej całościowo powieści, którą z tego cyklu doświadczyłem, również otwierającą ,,Wielką Republikę”, czyli "Światło Jedi" od C. Soule’a, nikomu w Galaktyce nie żyje się różowo. Pojawiają się podstępni Nihilowie, w powietrzu wisi katastrofa zagrażająca Kosmosowi, Senatem zaczynają trząsać pierwsze podstępy i knowania. A to tylko początek. Bo przed nami druga w chronologii Ery powieść, "W Ciemność" od Claudii Gray, która wraz z innymi twórcami stała się ważną składową, częścią ogólnego projektu wydawniczego, o którym piszę, zwanym jakże by inaczej: Wielka Republika. I w tym tytule w odniesieniu do "Światła Jedi" właśnie, dzieje się, oj dzieje! I to powiem odważnie: razy 1000 bardziej, i to we wszystkich aspektach! To że "W ciemność" jest wciągającą książką, to bardzo mało powiedziane. Co więcej, powieść została napisana przez jedną z najbardziej cenionych w fandomie autorek, po której w przypadku tej publikacji, ba!, tego Projektu, nie można było się w ogóle spodziewać, że wyjdzie to nie tyle co ,,tak dobrze”, ale, powalająco dobrze i dającego solidnego kopa ,,łopatą przez łeb” pełnego świeżości dla Kanonu Uniwersum. Kto by pomyślał, że będzie to taka dobroć czytelnicza! Że w końcu Nihillowie zyskają dane im, ba!, dla nich szykowane i przewidywane aspekty wielkości, jako solidnego nieznanego dla Jasnej strony Mocy wroga. Solidnego, na tyle, aby czytelnik na tym etapie chronologii Osi Czasu kreacji wydarzeń Nowego Kanonu, był tą rasą tudzież zgromadzeniem najeźdźców galaktycznych usatysfakcjonowany! Nihilowie Nihilami, ale: książka otwiera się ,,jak z procy” – akcja jak na mój i zapewne wielu z was również gust - zdaje się wystrzelać od razu, z solidnym tempem, jak z samego serca jakiegoś intensywnego wydarzenia, i to wydarzenia w towarzystwie wybitnych Jedi! Tym bardziej takie otwarcie zasługuje na uwagę, gdyż nie wadzą tej akcji, ani akcja nim, nader swobodnie napisane dialogi, postaci, wątki. Tak już jest od początku samej książki aż do ostatniej przysłowiowej kropki. I tu wchodzimy na kolejny aspekt całości powieści warty pozytywnej ewaluacji, związany z samymi sylwetkami bohaterów, które odgrywają w fabule najważniejsze role: od Reath Silasa, który z pokornego uczniaka siedzącego z głową w ,,archiwach Jedi” wyrasta na akceptującego wyzwania bitewne padawana Jedi, przez dzielną Affi, świetnego kompana dla każdego, ale i czuwającego nad losem współpraci Leoxa, aż po Scover, mistrzynię Orlę, tajemniczą Nihilkę Nan, czy młodego Jedi Deza, którego pełne niespodzianek i cliffhangerów przedstawienie w tej powieści mogło poprzestawiać zwoje mózgowe niejednego czytelnika. Tak, i tu chodzi o relacje między wieloma tymi i innymi istotnymi bohaterami – tak, dialogi w tej materii wyglądają w całym tytule niezwykle miękko, czyli na tyle, że czuje się opowiadaną ich wypowiedziami historię. Gray, widać że przygląda się swoim postaciom; autorka miała bardzo dobry ,,vibe” i wyczucie Uniwersum Star Wars przygotowując się do stworzenia CV i projektów charakterów, które przedstawi w tej powieści. Finalnie wyszło zjawiskowo - dała nam żywe, namacalne charaktery, którymi aż można było przesiąknąć! Wspomnienia o Nihilach z perspektywy wypowiedzi sylwetek w książce, czy sam udział tej ,,Organizacji” (wciąż jest to rozwijające się ugrupowanie, które potrzebuje w materii Uniwersum czasu i treści, aby odpowiednio je nazwać, aby rozróżnić Nihilów na rasy, społeczności, kasty etc.) w głównej fabule "W Ciemność" dają okazję do wyciągnięcia jednego z wniosków, i to zaraz po lekturze książki: Nihilowie będą zagrożeniem, z którym w Erze Wielkiej Republiki będą musieli liczyć się wszyscy, Sithowie, Jedi, Gildie Handlowe etc. To odpowiednik Yuuzhan Vongów ze Starego Kanonu (Expanded Universe do 2014 roku),którzy to przy odpowiednim podejściu do kreacji ich zbiorowości w Wielkiej Republice przez twórców, mogą stać się od słynnych ,,Vongów" jeszcze potężniejsi. Ciekawe jest to, że Gray bardzo sprytnie Organizacją Nihilów wodzi czytelnika za nos: on sam musi się zastanowić, czy to ci najeźdźcy odpowiadają za tragedię na stacji amaxińskiej czy za kłopoty z Latarnią Gwiezdny Blask oraz za zamieszanie z Drengirami (pomysłowy rodzaj zagrożenia dla wielu ras i planet w Galaktyce – Drenigirowie, jako roślinne humanoidy, wysokie, gruzłowate, z wieloma pnączami wystającymi z cielska, na dodatek inteligentne; stworzenia podobne do Trenta/Drzewca z Władcy Pierścieni… tylko jeszcze straszniejsze). "W ciemność" – sam tytuł drugiej (w zależności od sposobu przyjęcia chronologii Kanonu) na Osi Czasu powieści z Okresu Wielkiej Republiki Star Wars, jak i od początku kreacji treści w Uniwersum, oznacza głównie to, iż zagrożenia w postaci Nihilów właśnie, Drengirów, zdrad i knowań w szerach naszych bohaterów i ich kompanów – wszystko to kreuje dla Wielkiej Republiki bardzo ciekawą, pełną atmosfery napięcia i wyczekiwania tego co nadejdzie, przyszłość, która będzie wymagała w Nowym Kanonie treści i tej Erze od wielu postaci, ale i władz Republiki licznych działań przygotowujących Galaktykę na najgorsze. A co czeka w związku z tym czytelnika? Czytelnika czeka to, czego w najśmielszych snach mógłby nawet nie oczekiwać - wyczuwam wielką nadzieję, świetną, pewną przyszłość w tym projekcie Star Wars. I obym się nie mylił!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na82 lata temu
Star Wars: Darth Vader. Tom 2: Prosto w ogień Greg Pak
Star Wars: Darth Vader. Tom 2: Prosto w ogień
Greg Pak Raffaele Ienco
W najsłynniejszej popkulturowej Galaktyce, tak dobrej i urozmaiconej swymi treściami jak tylko można sobie wymarzyć, a mowa tu o niepodrabialnych, totalnie sztosowo-oryginalnych Gwiezdnych Wojnach, każdy kto choć raz oglądał jeden z głównych filmów tego Uniwersum (zapewne jest to w większości któryś z tytułów Klasycznej Trylogii),idę o zakład iż... co najmniej lubi, ale podbiję stawkę i założę się o wszystkie pieniądze świata, że przeważa tu ,,uwielbia”, ten moment, gdy głośne fanfary 20th Century Fox, a po nich ładujące swoje wprost pompatycznie niemożliwe, z dużą dozą energii te dwadzieścia czy więcej sekund charakterystycznego dźwięku otwierającego starwarsowy film, z wypływającym zza widza, jakby wprost z nieskończonej przestrzeni Galaktyki, ku miriadom jasnych punkcików emblematem "Star Wars", rozbrzmiewają. To jedno z najoryginalniejszych ,,doznań”, jakie sympatyk danego motywu, Świata, wymiaru rozrywki, którym się pasjonuje, może doświadczyć. Nie da się zapomnieć, wyrzucić z najgłębszych warstw pamięci i naszego wewnętrznego Ja tych czarnych lekko rozciągniętych liter z żółtymi obwódkami dookoła, które układają się w znak Star Wars, które jak po niewidzialnej taśmie mkną ku przygodzie, przeciągając nas na swoją stronę Mocy, zapraszając do wspólnej podróży. Po prostu nie da! Ikoniczne otwarcie epizodowych (tych z Sagi Skywalkerów) filmów Star Wars wraz z obłędnym logotypem, to ekwiwalent idealnie opracowanej franczyzy we współczesnej linii ciągle ewoluującego przemysłu rozrywkowego, który nie dość że potrafić zarabiać miliardy, to i naznacza swoją wyjątkowością naszą kulturę, wnikając do wspólnej cywilizacyjnej świadomości. Owe intro graficzno-muzyczne, to taki naznaczony ,,zębem czasu”, wszechwieczny znak rozpoznawczy marki „George’a Lucasa”, który jako jej ,,założyciel” i jeden z demiurgów dających kopa do wrzucenia pierwszego, i potem coraz wyższego i wyższego, biegu gałęzi kinematografii w zakresie powstawania filmów sci-fi/space opera i fantasy oraz temu podobne, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobistości w historii światowej popkultury, ba!, w historii… jakiejkolwiek działalności kulturalnej cywilizacji! Co ciekawe z Papą Lucasem bywa jednak dość specyficznie: to taki skomplikowany zarówno jako artysta i jako osoba prowadząca własne prywatne życie człowiek – można go określić jako geniusza niepozbawionego wad. I jedną z tych wad, choć to bardziej subiektywne spostrzeżenie, jest to, że George w 2012 roku zdecydował się ,,sprzedać” swoje ukochane ,,dziecko”, markę Star Wars, globalnemu korpo-liderowi w rozrywce istniejącej w każdym segmencie ,,zawsze i wszędzie, o każdej porze”, Disneyowi. Być może ta decyzja była pokierowana chęcią odpoczynku u naszego mistrza Sci-Fi Space Opera, a także nastawienie się na inne prywatne wyzwania i niezrealizowane do końca projekty, oraz na poświęcenie większej ilości czasu rodzinie. I tak, mamy 2025 rok, a niedługo minie 15 lat odkąd teoretycznie ,,starłorsy” (według wielu ,,płaczków” i malkontentów) przestały być ,,starłorsami”, bo przecież ,,pożarła je korpo-chciwa Myszka Miki, a takowy nowy wymiar Gwiezdnych Wojen zwany Kanonem, tak niepotrzebnie nieustannie ewoluuje, ciągle i ciągle staje przed nami otworem, masowo zalewając nas przeważnie średniawej jakości treściami" - tak to mogą narzekać tylko ci ,,nie otwarci na rozbudowę Uniwersum w nowym kierunku" fani! To właśnie niszczy tą materię rozrywki, dziurawi jak sito wspaniałą, oddaną sympatykom Galaktykę! Tak, to, co było przed 2012-2014 rokiem w macierzy wszystkiego, co powstawało w Galaktyce nazwano te naście lat temu ,,Legendami”. Takowe Legendy, bądź inaczej to określając jako ,,Stary Kanon” - ów ,,skończony" Świat SW miał pozostać ,,sam sobie”, nietknięty i nierozwijany, co przez wielu z nas do dziś uważane jest za błąd, za częściowe wyrzucenie budowanej od 1977 do 2012-2014 roku bazy informacyjnej GW do kosza, na krutacki śmietnik zapomnienia. Jednakże plusem rozwijanego w niesłychanie intensywny sposób, któremu towarzyszą dziwnie fluktuujące spadki jakości i wydźwięku budowanych produktów, Świata Star Wars z ramienia Nowego Kanonu, jest różnorodność, ilość i łatwa oraz szybka dostępność rozmaitych gwiezdnowojennych treści. Szczególnie wartko opracowywane są nowe rozwiązania w sferze komiksowej, gdzie szczególną uwagę przyciąga fanów seria komiksów pisanych i rysowanych z cholernie ,,mięsistym i konkretnym pazurem”, ot zacięciem i instynktem rodem z talentu pokroju G. Lucasa czy D. Karpyshyna i J. Luceno, opowiadających o rozmaitych, solidnie rozgałęzionych przygodach osoby Dartha Vadera. I jedną z takowych cykli jest mini-seria ,,Star Wars – Darth Vader”, opracowywana w większości wydań/tomów przez G. Paka oraz towarzyszących mu artystów. Dotychczas padł w ,,objęcia moich czytelniczych zmysłów” pierwszy, pilotowy komiks cyklu: ,,Mroczne serce Sithów”, który okazał się prywatnie dla mnie czymś dużo lepszym niż zwyczajną historią z Kanonu SW. Teraz zasiadłem do tomu drugiego: ,,Prosto w ogień”, którego twórcami podobnie jak u poprzednika są m.in.: Greg Pak oraz Raffaele Ienco. Także przy tym rozdaniu… i dobrze, że tak się okazało, bo miałem wręcz świetne, pozytywne wibracje mocy przed jego rozpoczęciem, całość komiksu równie totalnie chillowo, pod każdym względem, w każdym aspekcie jego starwarsowej zgodności i zwykłej budowy tej narracji, siadła mi na gusta ,,totalistycznie zajebiaszczo". W przypadku sequela ,,Mrocznego Serca Sithów” mogę wtrącić pewne określenie opisujące to, jak płynnie scalił się on z tym, co opowiadał i jak zakończył tom 1, także jak konsekwentnie wprowadził intuicyjnie budowane treści do Kanonu, i to owinięte wokół nie byle jakiej persony: niezrównanego Lorda Vadera: ,,nie wyczuwam żadnych zakłóceń mocy w Galaktyce produktów Star Wars; panuje stosunkowo przyjazna równowaga w Mocy; fandom powinien być zadowolony budowaną przez dwa pierwsze tomy serią ‘Star Wars – Darth Vader’ linią informacji i danych”. Dzięki takim opowieściom jak niniejszym omawiany i recenzowany tom 2, marka Lucasa przynajmniej w sferze komiksowo-powieściowej funkcjonuje jak w idealnie dostrojonym szwajcarskim zegarku, a dzięki takiej skromnej ,,poprawności twórczej w tylko tej serii!” Galaktyka może płynąć w kierunku wyznaczonych przez fanów, licznych artystów pracujących dla jej całokształtu, oraz ,,korpo-ludków” Organu Dowodzącego ,,Disney'a” i ,,Lucasfilm Ltd.” celów. Owe rozdanie, co warto zaznaczyć, intryguje, ba raczej o wiele bardziej inspiruje!, każdego kto po nie sięgnie już na starcie swą elegancką i wytwornie mroczną a kolorystycznie (pod względem intensywności barw) głęboką i wciągającą okładką: z przodu jak i tyłu. To głównie na przedzie znajduje się, co zabrzmi trochę dziwnie, ale sądzę taka jest po prostu prawda: cała osnowa tego, o co będzie chodzić w fabule i narracji tomu. Bo nie ma to jak świetne i mocno konkretne przedstawienie na przedzie prezentującym komiks, to, jak zawzięcie w jego około 140 stronach treści będą walczyć w targanej zawirowaniami Mocy relacji między sobą Sidious i jego ,,niby-uczeń” Darth Vader, i co się będzie w związku z tym rozgrywać: z kim, jak, kiedy i gdzie. I to relacji podstępnej, nietuzinkowej, wręcz przesiąkniętej fluidami zdrady, zawiści, podstępu. I żeby było ciekawie to, co w tym aspekcie głównego wątku historii ,,Prosto w ogień” się wydarzyło, nie było stricte strona w stronę bezpośrednie. Stopniowo, strona w stronę, kadr w kadr, Sidious za pomocą swojego sprytnego planu, no i Vader – a czemu by nie – ci dwaj potężni użytkownicy Mocy próbowali chytrze – a dla czytelnika z sosem suspensu na dokładkę – coraz bardziej sobie zagrażać, z różną dozą stosowanych chwytów. I takie wydania jak nie tylko ów tom, ale i poprzednik (sądzę zapewne kolejne z serii również) są Kanonowi potrzebne: tak pokazuje się to, co nie ukazywały bezpośrednio treści filmowe czy serialowe GW. No bo nie da się nie kryć fanowskiego zaskoczenia tym, jak bardzo wielowymiarowa, okazuje się jednak więź, będąca na granicy rozerwania w Mocy, między ,,gagatkami” Sidiousem i Vaderem. Totalny sztos i pozytywny obłęd dla fana razem wzięte: idealne rozszerzenie dla malkontentów, którzy uznają tylko ,,cud Klasyki SW”, i nic poza tym. Po zapoznaniu się z tytułami cyklu większość zmieni zdanie, co do ,,błazenady” i ,,niepotrzebności” Nowego Kanonu dla tak słynnej marki. Po prostu Pak i Ienco i inni, zrobili tu bezcenną dla Galaktyki robotę! ,,Prosto w ogień” to przykład idealnej żonglerki rysunkiem, ustawieniem kadrów, i stopniowym zwiększaniem intensywności narracji i suspensowości w fabule. Bo jak tu inaczej określić rzekłbym ów drobiazgowy, pełny życia, wręcz – i tu odważna opinia z mojej strony – idealny (bo iście marvelowski, żywy i patosowo-heroiczny, mięsisty) dla Uniwersum Star Wars, które lubi w medium komiksowym i powieściowym twórczą i artystyczną dokładność, a co za tym idzie szczerość w realizacji komiksów czy treści kreowanej prozą styl rysunkowy oraz jego doprecyzowane techniki. Niniejszym wtłoczona konturem, dopełniona kolorem, doprecyzowana tuszem historia, w której aż kipi emocjonalnym rozdarciem Vadera stylizacja graficzna i owa techniczna dokładność i estetyka - te elementy obrazu w komiksie są perfekcyjne dla tego rodzaju narracji, w której przeważa (i to zdecydowanie!) opowieść rysunkiem ponad tym co daje scenariusz. Taką narrację, ten mocno intensywny, szarpany, z masą retrospekcji z perspektywy postaci ,,upadłego w mrok” Anakina, lecz starającego podnieść swoją duszę z popiołów ciemności i odrodzić jako Fenix, prezentuje wydanie ,,Prosto w Ogień” – te cholerne około 140 stron, które przekazują więcej emocji i informacji o ewolucji naszych charakterów: sylwetki Palpatine’a i Vadera, niż, sądzę szczerze, robi to niejedna książka z ,,Legend” czy z ,,Kanonu” lub starwarsowy film z Klasycznej Trylogii. Jak to się mówi, gdy często dokonuje się dość trudnych decyzji, koniec końców nasze działania wiążą się dla nas z określonymi skutkami, które mogą lub nie nas przekreślić bądź ustawić naszą przyszłość w wybranych dla nas elementach, relacjach jako tą dobrą lub złą. W tomie 2 serii o Vaderze, taką fluktuację wydarzeń, wir emocji, od których aż drżała Moc, a czytelnik (przynajmniej tak to wyglądało u mnie) miał na twarzy uśmiech satysfakcji od ucha do ucha, przeżył sam ,,powód” owej mroczno-suspensowo-thrillerkowej opowieści. Niegdyś Anakin, a teraz w większości Lord Vader musiał dokonać odpowiedniego wyboru: czy pozostawić swoje Ja Ciemnej Stronie, bądź mimo wszystko starać się zachowywać pozory ,,mrocznego Sitha” i jednak ,,po cichu” opierać się mrokowi i walczyć o odrodzenie i katharsis wtedy, gdy nadejdzie ten odpowiedni moment?! Sądzę, że to w tym komiksie, zarówno dla Kanonu i ogólnych treści Galaktyki Star Wars, Vader zdecydował się nie dać za wygraną, dać powoli ponieść się promykowi Światła, które lekko zaczyna się w nim rozpalać. Pogoń Ochiego z Bestoona za nim samym, w końcu konfrontacja między tymi śmiałkami i ponowna wzajemna ,,gonitwa” i ocieranie się o ,,kontakt” z Imperatorem – tak Vader rozpoczął swą krucjatę, w której zwycięsko wyszedł w ,,Powrocie Jedi”, finale filmów Klasycznej Trylogii Star Wars. ,,Prosto w Ogień" powinno się pamiętać dość długo; niebywałe, mocne, Gwiezdnym Wojnom potrzebne!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na97 miesięcy temu
Batman: Trzech Jokerów Geoff Johns
Batman: Trzech Jokerów
Geoff Johns Jason Fabok
Geoff Johns to jeden z moich ulubionych scenarzystów komiksowych, który potrafi napisać wciągające, emocjonujące i inteligentne historie rozrywkowe, a do tego nigdy nie zszedł poniżej pewnego poziomu, ponieważ nawet jego najsłabsze tytuły można określić mianem całkiem dobrych. Tworzone przez tego autora komiksy superbohaterskie charakteryzują się ciekawymi fabułami pełnymi interesujących pomysłów, dobrze napisanymi dialogami, trafnym humorem, dogłębnym zrozumieniem charakteru i osobowości danego bohatera/danej bohaterki, a także idealnym wyważeniem proporcji pomiędzy akcją a spokojniejszymi momentami nastawionymi na rozwijanie relacji między postaciami. Uczciwie jednak trzeba przyznać, że twórczość Johnsa to nie jest ten sam poziom, co większość komiksów stworzonych przez Alana Moore'a i prawdopodobnie nigdy nie uda mu się napisać przełomowej historii na miarę dokonań Maga z Northampton. Porównanie tych dwóch scenarzystów: jednego bardzo dobrego a drugiego wybitnego, który zasłużenie posiada status żywej legendy jest zasadne o tyle, że Geoff Johns dwa razy próbował skonfrontować się z dorobkiem Alana Moore'a i przy okazji udowodnić wszystkim zainteresowanym, że jest zdolny do stworzenia dzieła dorównującego tym, za które odpowiedzialny był jego starszy kolega po fachu. W obu przypadkach przyjął podobną taktykę napisania kontynuacji do utworów, za które odpowiadał pierwszy Mag, wśród scenarzystów komiksowych (lub pierwszy scenarzysta komiksowy pośród Magów). I tak w "Zegarze Zagłady" mamy możliwość powrotu do świata "Strażników", natomiast "Trzech Jokerów" wykorzystuje wątki, których początki sięgają "Zabójczego Żartu". Z koncepcją, że największy wróg Człowieka Nietoperza nie jest jednym złoczyńcą, ale trzema po raz pierwszy można się było spotkać w "Wojnie Darkseida", czyli wątku fabularnym, który finalizował staż Geoffa Johnsa przy pisaniu scenariuszy do Ligii Sprawiedliwości w okresie znanym jako "New 52" (po polsku "Nowe DC Comics") i dotyczył konfrontacji pomiędzy największymi ziemskimi superbohaterami i superbohaterkami oraz wspierającymi ich bóstwami z Nowej Genezy, a władcą Apokolips. Wówczas to Batman tymczasowo stał się Bogiem Wiedzy dzięki temu, że udało mu się zasiąść na Tronie Mobiusa, czyli niesamowicie zaawansowanym wszystkowiedzącym urządzeniu, zdolnym udzielić informacji na każdy zadany temat. Na pytanie Mrocznego Rycerza dotyczące prawdziwej tożsamości Błazeńskiego Księcia Zbrodni otrzymał zaskakującą odpowiedź, że nie ma jednego Jokera, ponieważ jest ich trzech. Aż chciałoby się zakrzyknąć "Omne Trinum Perfectum!!!" (Batman szepnął wtedy "Niemożliwe!", ale pewnie pomyślał coś w stylu "O k*rw@, ja p*****lę!!!") i od razu przekonać się czy ten zaskakujący pomysł ma satysfakcjonujące uzasadnienie, ale z rozwiązaniem zagadki trzeba było poczekać kilka lat, aż w końcu Geoff Johns ukończył scenariusz do niniejszej pozycji. Co ciekawe, w omawianym komiksie scenarzysta ani razu nie odwołał się do wydarzeń, które zainicjowały główny wątek tej historii tak, że całą opowieść można przeczytać i nie zdawać sobie sprawy, że wszystko zaczęło się od sytuacji, kiedy to Człowiek Nietoperz posadził swoją batdupę na fotelu znającym odpowiedź na każde pytanie. Zawiązanie akcji recenzowanego komiksu następuje w momencie, kiedy w tym samym czasie, ale w różnych miejscach Joker popełnia trzy dobrze udokumentowane przestępstwa, które natychmiast stają się szeroko komentowane we wszelkiego rodzaju mediach. Mroczny Rycerz próbuje ustalić naturę tego dziwnego zjawiska. Czy mamy do czynienia z sobowtórami? Klonami? Jokerami z alternatywnych rzeczywistości, a może faktycznie od samego początku mierzył się z wyjątkowo paskudnymi trojaczkami? W śledztwie Człowiek Nietoperz wspomagany jest przez Batgirl i Red Hooda, czyli tych członków Batrodziny, którzy zostali najbardziej skrzywdzeni przez Błazeńskiego Księcia Zbrodni i z tego powodu mierzą się z mniej i bardziej przepracowanymi traumami. Próba odnalezienia i powstrzymania trzech Jokerów prowadzi naszych bohaterów i bohaterkę do odkrycia niejasnego powiązania jakie nemezis Batmana posiada z Joe Chillem, czyli mordercą rodziców Bruce'a Wayne'a. Z omawianym tytułem wiązałem obawy, że tym razem Geoff Johns przeliczył się, kiedy mierzył siły na zamiary i jego ambitny projekt okaże się spektakularnym niepowodzeniem. Z tego też powodu zwlekałem z przeczytaniem "Trzech Jokerów". Dopiero powtórna lektura "Zabójczego Żartu", który jest jednym z moich ulubionych komiksów o Batmanie i zarazem najlepszym, w jakim występuje Joker zmotywowała mnie do tego, żeby w końcu zapoznać się z niniejszą pozycją. Może było to spowodowane tym, że nastawiłem się mentalnie na kompletną porażkę i oczekiwania względem tego utworu miałem raczej niewielkie. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy brnąłem przez meandry fabuły, ponieważ po lekturze całości jestem autentycznie zachwycony tym tytułem. Uważam, że jest to jeden z najlepszych komiksów superbohaterskich, jaki powstał w przeciągu kilku ostatnich lat i koncentruje się na Batmanie, jego rodzinie oraz arcywrogu. Geoff Johns w "Trzech Jokerach" według mnie wykorzystał cały swój potencjał twórczy i stworzył historię, która intryguje i w moim przypadku przeczytałem całą opowieść za jednym posiedzeniem. Nie jest to dzieło tak przełomowe i redefiniujące gatunek superbohaterskich historii obrazkowych jak "Zabójczy Żart", ale tym razem do tego wysokiego poziomu niewiele mu brakuje. Johns nie naśladuje ślepo stylu Moore'a, ale wyraźnie widać gdzie czerpał inspiracje, a gdzie posiłkował się własnym wypracowanym warsztatem. Omawiany tytuł nie jest tak przepełniony symboliką jak u Maga z Northampton, ale imponuje tym, że scenarzysta panuje nad wszystkimi zainicjowanymi w komiksie wątkami, które mają satysfakcjonujące zakończenie w finale. Każda istotniejsza postać, która pojawiła się w tym komiksie pełni konkretną funkcję i bardzo dobrze wywiązuje się z powierzonej roli, oprócz wyjątkowo zmarnowanej szansy większego wykorzystania Komisarza Gordona, który przecież też mocno ucierpiał z powodu Jokera w przeszłości i to nie raz, ale w tym komiksie niestety jest jedynie postacią drugoplanową, co jest jedną z niewielu wad tego tytułu. Natomiast pochwalić należy prowadzenie bohaterów i bohaterek pod względem psychologicznym, ponieważ tutaj scenarzysta wzorcowo wywiązuje się z powierzonego mu zadania i ani razu nie czułem, żeby jakaś postać zachowywała się nienaturalnie. Motywacje, które kierują postaciami są dobrze ugruntowane w ich charakterach i przeżyciach, a w trakcie rozwoju akcji posiadane przez nich przekonania są spójne z dokonaniami, dzięki czemu mamy do czynienia z konsekwentnym portretowaniem postaci. Niektórym może się nie spodobać sposób ukazania Batmana, który trochę różni się od tego jak jest przedstawiany w innych tytułach, ale mnie ta jego wersja jak najbardziej odpowiada, ponieważ podkreśla, że dla Mrocznego Rycerza codzienna i conocna walka z przestępczością w Gotham jest ważniejsza nawet od postępowania zgodnie z wymiarem sprawiedliwości. Zakończenie komiksu to jedna z jego największych zalet i byłem pod wielkim wrażeniem tego, jak Johnsowi udało się się stworzyć tak bardzo angażujący, emocjonalny i satysfakcjonujący finał, a jednocześnie dodać od siebie kilka naprawdę interesujących pomysłów, które być może zostaną rozwinięte w przyszłych projektach. Aczkolwiek dla wielu osób wyjaśnienie zjawiska trzech Jokerów może się wydać rozczarowujące, zwłaszcza, że ich obecność nie zdominowała komiksu (co w zależności od osobistych preferencji może być zarówno wadą jak i zaletą),ale ja jestem niezmiernie usatysfakcjonowany tym, jak z tego problemu, który jakby nie patrzeć sam stworzył, wybrnął scenarzysta. Według mnie wątku więcej niż jednego Błazeńskiego Księcia Zbrodni nie dałoby się lepiej przedstawić i rozwiązać. No może Alan Moore byłby w stanie, gdyby nie jego resentyment względem Wydawnictwa DC. Kolejna z zalet omawianej pozycji, czyli pewne różnice w zachowaniu wszystkich trzech Jokerów, przez co każdy z nich jest definiowany innym terminem: przestępca, komik i klaun, to jednocześnie błyskotliwy metakomentarz dotyczący tego jak komiksowe postacie na przestrzeni wielu lat musiały mieć modyfikowane charaktery, żeby nadążyć za zmianami i trendami zachodzącymi w społeczeństwie. Również scenarzysta "Zabójczego Żartu" wykorzystał tę technikę, żeby zwrócić uwagę na niekończący się cykl walki pomiędzy superbohaterem, a jego największymi przeciwnikami, który powtarza się tak długo, jak długo trwa zainteresowanie czytelników i czytelniczek, przez co każda ostateczna potyczka staje się tylko jednym z wielu ogniw w nieskończonym łańcuchu. Jeżeli chodzi o warstwę graficzną to muszę przyznać, że styl rysunków powinien się spodobać nawet tym osobom, które będą rozczarowane fabułą tego utworu. Jason Fabok to obecnie jeden z najlepszych rysowników tworzących dla Wydawnictwa DC i w recenzowanej pozycji wspiął się na wyżyny swojego talentu. Grafiki przez niego stworzone są fenomenalne i znacząco wzbogacają całą opowieść o wyjątkową atmosferę. Według mnie ten artysta dorównuje talentem niezapomnianemu Brianowi Bollandowi, przy czym wypracował własny, bardzo realistyczny styl rysunku. Recenzowany tytuł to z pewnością jeden z najpiękniejszych komiksów, jakie narysowano. Podsumowując tę dosyć długą recenzję "Batman: Trzech Jokerów" zarówno pod względem scenariusza i rysunków jest pozycją wybitną, która mnie przyniosła ogrom czytelniczego zadowolenia. Geoff Johns zmierzył się ze spuścizną Alana Moore'a i chociaż trochę mu zabrakło, żeby dorównać Magowi z Northampton, to tym razem był już całkiem blisko zamierzonego celu i wrócił stamtąd z tarczą. Dla mnie to najlepszy komiks superbohaterski od wielu lat, a także drugi w kolejności, jeżeli chodzi o najbardziej udane wykorzystanie postaci Jokera (a raczej Jokerów). Na pierwszym miejscu oczywiście uplasował się "Zabójczy Żart" i prawdopodobnie to się już nigdy nie zmieni.
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na102 miesiące temu
Spider-Man. Historia Życia Mark Bagley
Spider-Man. Historia Życia
Mark Bagley Chip Zdarsky
„Spider-Man: Historia życia” to jeden z najbardziej oryginalnych komiksów o Pająku, jakie powstały. Punkt wyjścia jest prosty, a jednocześnie genialny: co jeśli Spider-Man starzałby się normalnie, dekada po dekadzie, od lat 60. aż po współczesność? Bez resetów, bez wiecznej młodości, bez cofania czasu. Fabuła prowadzi Petera Parkera przez kolejne etapy życia. Zaczynamy w latach 60, od klasycznych początków Spider-Mana, a potem każda kolejna historia rozgrywa się w następnej dekadzie. Peter dorasta, zakłada rodzinę, mierzy się z polityką, wojną, technologią i coraz cięższym brzemieniem odpowiedzialności. Jego decyzje mają konsekwencje, a czas działa dokładnie tak jak w prawdziwym życiu, nie pyta o zgodę. To, co robi ten komiks wyjątkowym, to skupienie się na człowieku, a nie ikonie. Spider-Man nie jest tu wiecznie tym samym bohaterem. Zmienia się jego charakter, podejście do heroizmu, relacje z bliskimi i samym światem. Pojawiają się znani wrogowie i kluczowe wydarzenia z historii Marvela, ale pokazane w zupełnie nowym, dojrzalszym kontekście. Powiem wprost: to jest naprawdę bardzo fajny komiks. Aż się nie spodziewałem, że wciągnie mnie tak bardzo. Jest mądry, emocjonalny, momentami gorzki, ale cholernie satysfakcjonujący. To Spider-Man dla czytelników, którzy dorośli razem z nim. Ocena: 9/10 Świetny pomysł, świetne wykonanie i historia, która zostaje w głowie długo po przeczytaniu. Jeśli znasz Spider-Mana, musisz to przeczytać. Jeśli nie znasz, to i tak dobry start.
GeekPiotr - awatar GeekPiotr
ocenił na93 miesiące temu
Batman: Świat Tomasz Kołodziejczak
Batman: Świat
Tomasz Kołodziejczak Brian Azzarello Piotr Kowalski (rysownik) Paco Roca Lee Bermejo Nicola Mari Mathieu Gabella Alessandro Bilotta Benjamin von Eckartsberg Thierry Martin Thomas von Kummant Stepan Kopriva Michal Suchánek Ertan Ergil Ethem Onur Bilgiç Alberto Chimal Rulo Valdés Carlos Estefan Pedro Mauro Inpyo Jeon Xu Xiaodong Lu Xiaotong Qiu Kun Kirill Kutuzov Egor Prutov Natalia Zaidova Okadaya Yuichi JaeKwang Park Jung Gi Kim
Gdy słyszę hasło “Batman”, jednym z pierwszych skojarzeń jakie mam to Gotham. Rodzinne miasto mrocznego rycerza, które poprzysiągł oczyścić ze wszelkiej maści złoczyńców. Co by się stało gdyby plugawi przestępcy tej stolicy zbrodni uniwersum DC, do spółki z zagraniczymi kolegami, postanowią rozszerzyć terytorium swojej działalności? Czy Bruce Wayne podniesie rękawicę i ruszy na pomoc Światu? Owocem tego genialnego w swej prostocie pomysłu jest wydany w 2021 r. komiks “Batman: ŚWIAT”. Poproszono 14 zespołów z 14 różnych krajów, by stworzyli krótkie historie o przygodach Nietoperza. Każda z nich rozgrywa się w rodzimym kraju twórców i posiada swój unikalny styl wizualny. Miłym smaczkiem jest stworzenie nie tylko unikatowych historii, ale i unikatowych okładek do wydań w każdym z 14 państw. Pora odpowiedzieć na pytanie, jakie efekty przyniosła owa globalna kooperacja? Ciężko jest na to jednoznacznie odpowiedzieć. Sam pomysł jest w mojej ocenie absolutnie fantastyczny, bo daje unikatową szansę na poznanie artystów z tak egzotycznych państw jak np. Brazylia, Meksyk czy Korea Południowa. Jednakże poziom tych prac jest zwyczajnie dość nierówny. Od razu zaznaczę, że moim zdaniem warunkiem udanego komiksu superbohaterskiego nie jest koniecznie wartka akcja. Dowodem na to, jest fakt, iż niezwykle do gustu przypadły mi historie z Francji, Hiszpanii, czy Rosji gdzie poznajemy Batmana od nieco innej storny niż zazwyczaj. Jeśli jednak miałbym docenić mocniejszą akcję, to z pewnością Niemcy, Włochy i Meksyk byłyby na podium. Dodam, iż zarówno pierwsza jak i druga grupa mają dla mnie wspólny mianownik w postaci naprawdę dobrej kreski. Jedne są dość “proste” wizualnie, inne wprost przeciwnie. Wszystkie jednak mają w sobie coś co niezwykle mnie urzekło. Co z pozostałymi lokacjami? Wobec strony wizualnej pozostanę neutralny, ponieważ ani mnie nie urzekła ani nie była zachęcająca. Natomiast fabuła… tu było albo dosyć przeciętnie, albo zwyczajnie nudno. Niby kilkanascie stron to niedużo na rozwnięcie fabuły i ciężko o dłużyzny, a mimo to miałem wrażenie, że np. Polski wątek ciągnie się w nieskończoność i tylko czekałem aż się skończy. Podsumowując, choć efekt bywa różny to sam pomysł ma ogromny potencjał i warto zapoznać się z tym albumem, chociażby po to by zobaczyć co zagraniczni twórcy mają do zaoferowania. Mam nadzieję, że ta koncepcja będzie kontynuowana i za jakiś czas zobaczymy podobną kompilacje z następnymi państwami.
Michał Wyrwa - awatar Michał Wyrwa
oceniła na72 lata temu
Star Wars Komiks: 4/2016 - Darth Vader, Cienie i tajemnice Salvador Larroca
Star Wars Komiks: 4/2016 - Darth Vader, Cienie i tajemnice
Salvador Larroca Kieron Gillen Edgar Delgado
Komiks Star Wars Komiks 4/2016 Darth Vader: Cienie i tajemnice to mroczna i bardzo klimatyczna opowieść skupiona na jednej z najbardziej ikonicznych postaci uniwersum Darth Vader ze świata Star Wars. Historia pokazuje Imperium z perspektywy jego najgroźniejszego sługi człowieka rozdartego między dawną tożsamością a bezwzględną służbą wobec Emperor Palpatine. Największą zaletą komiksu jest atmosfera tajemnicy. Vader działa w cieniu, prowadząc własne śledztwa i eliminując tych, którzy stają mu na drodze. Widać tu jego chłodną kalkulację, ale też ciągłe napięcie nawet tak potężna postać musi udowadniać swoją lojalność i skuteczność. Dzięki temu historia nie jest tylko serią walk, lecz również opowieścią o władzy, manipulacji i strachu. Warstwa graficzna bardzo dobrze oddaje klimat Imperium. Ciemne kolory, ostre kontrasty i dynamiczne kadry sprawiają, że sceny z Vaderem wyglądają niezwykle potężnie i budują poczucie grozy. Szczególnie dobrze wypadają momenty, w których Sith używa Mocy artysta pokazuje wtedy jego dominację nad otoczeniem. Pod względem fabularnym komiks rozwija postać Vadera i pokazuje, że jest on nie tylko bezwzględnym wojownikiem, ale także strategiem. Fani Star Wars znajdą tu wiele elementów polityki Imperium oraz intryg, które dzieją się poza główną sagą filmową.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 miesiąc temu
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 1: Najgroźniejsi w galaktyce Ethan Sacks
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 1: Najgroźniejsi w galaktyce
Ethan Sacks Paolo Villanelli
Spośród wszystkich „Star Warsowych” serii, które Egmont zaczął wydawać około 2021 roku, najłatwiejsza do sklasyfikowania wydawała się ta zatytułowana „Łowcy nagród”. To musiał być tytuł nastawiony na akcję, pościgi i eksplozje. Jedyną niewiadomą pozostawało to, czy będzie to wszystko połączone tak, by czytelnik nie miał poczucia zmarnowanego czasu przy lekturze, ale raczej by zapomniał o otaczającym świecie i zanurzył się w wir przygody. Wiele lat temu Valance, Bossk i Boba Fett brali udział w dowodzonej przez Nakano Lash misji, która zakończyła się sromotną klęską i zdradą liderki. Od tamtej pory łowcy nagród chcą dorwać Nautolankę, która wówczas uszła z życiem, i wyciągnąć wobec niej konsekwencje. Prawda o tamtych wydarzeniach okazuje się jednak bardziej skomplikowana, niż można się było spodziewać, a nowe fakty mogą wpłynąć na los części Galaktyki. Od razu rozwieję ewentualne wątpliwości – tak, ten album wygląda dokładnie tak, jak napisałem we wstępie. To kipiący akcją kosmiczny sensacyjniak, który imponuje tempem opowieści. Cały czas coś się dzieje – ktoś kogoś ściga i ostrzeliwuje, a trup ściele się gęsto. „Najgroźniejsi w galaktyce” wyglądają jak przeniesiony na medium komiksowe film z Van Dammem. I dobrze być tego faktu świadomym zanim zaczniemy lekturę. Posłuży to odpowiedniej kalibracji oczekiwań. Najważniejsze, że ta ciągła akcja jest w znacznej mierze naprawdę angażująca. Ethan Sacks trzyma imponujące tempo właściwie na całej przestrzeni albumu, co w komiksie o takim charakterze jak ten jest, nie ukrywajmy, sporą zaletą. Ale akcja powinna być obudowana także interesującą fabułą – jak rzecz ma się w tym aspekcie? Jest zaskakująco dobrze. Opowieść nie tylko ma ręce i nogi, ale posiada też kilka ciekawych zakrętów – scenarzysta odkrywa kolejne fabularne karty stopniowo, dzięki czemu z każdym kolejnym zeszytem zyskujemy coraz szerszy ogląd sytuacji i orientujemy się w napięciach między bohaterami. Nie wszystko jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Z kolei jeśli chodzi o bohaterów, to tym najważniejszym można nazwać Beilerta Valance’a. To były żołnierz Imperium a obecnie łowca nagród, którego dręczą nierozwiązane sprawy z przeszłości. Autor daje mu całkiem ciekawy, choć przyznajmy – niespecjalnie rozbudowany background, dzięki czemu jest to ktoś, kogo dążeniom możemy kibicować. Reszta stawki to także łowcy nagród, którzy nawet jeśli stanowią bardziej tło, to w kolejnych zeszytach wchodzą z Valancem w interesujące interakcje, dzięki czemu ich perypetie śledzi się ze sporym zainteresowaniem. Pod względem graficznym komiks prezentuje się na pewno bardzo nowocześnie. Kadry są dynamiczne i efektowne, ale często sprawiają wrażenie zbyt komputerowych. Włoski rysownik gubi się też w momentach żywej akcji, a tych, pamiętajmy, jest tu naprawdę sporo. Ilustracje stają się wtedy chaotyczne i zbyt przeładowane, co nie sprzyja płynności lektury. Trzecia duża seria ulokowana w świecie „Star Wars” rozpoczęła się z przytupem. Mamy do czynienia z komiksem angażującym, który utrzymuje zainteresowanie czytelnika od początku do końca. Trzeba mieć oczywiście świadomość, że nie obcujemy ze sztuką wyższą, ale fantastyką stricte rozrywkową, ale jeśli nam to nie przeszkadza, to seans z tym tytułem powinien być satysfakcjonujący. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/07/star-wars-owcy-nagrod-tom-1.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na79 miesięcy temu
Star Wars: Wielka Republika: Na ratunek Valo Daniel José Older
Star Wars: Wielka Republika: Na ratunek Valo
Daniel José Older
Na ratunek Valo to kolejna powieść młodzieżowa z cyklu Wielkiej Republiki w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Jej autorem jest Daniel José Older, który odpowiada również za scenariusz serii komiksowej The High Republic: Adventures. Została wydana równocześnie z książką Burza Nadciąga Cavana Scotta. Warto wspomnieć, iż w oryginale ukazała się pod tytułem Race to Crashpoint Tower. Śledzimy tu poczynania padawana Rama Jomarama, który uwielbia majsterkować i woli towarzystwo maszyn niż ludzi. Towarzyszą mu: droid V-18 oraz dwa niesforne Bonbraki, małe istotki pomagające młodemu Jedi w różnych naprawach. Ram dostaje informację o problemach przy wieży łączności Crashpoint. Natychmiast rusza zbadać sprawę i, jak się okazuje, Nihilowie znów rozrabiają, a za chwilę rozpocznie się Festiwal Republiki! Chłopiec musi ostrzec Mistrzów, że wszystkim grozi niebezpieczeństwo, jednak zamiast tego wpada w kłopoty. W tym czasie padawanka Lula Taliosa i jej przyjaciółka Zeen Mrala również stawiają opór Nihilom w innej części galaktyki. Za sprawą Vernestry Rwoh Lula odszukuje Rama i razem muszą dostać się do wieży, by naprawić łączność. Ale czy nie jest już za późno? Akcja toczy się dokładnie w tym samym czasie, co wydarzenia w Burza Nadciąga. Mogę spokojnie stwierdzić, że niektóre z nich są identyczne jak w wyżej wymienionej powieści, jednak przedstawiono je z perspektywy innych bohaterów. Pojawiają się tam również postacie z Próby Odwagi, dlatego uważam, iż warto nadrobić serię, zanim sięgnie się po tę książkę. Historia jest spójna i mimo tego, że silnie trzyma się tylko jednego wątku, zawiera w sobie wiele interesujących niuansów. Oprócz głównych antagonistów – Nihilów, spotykamy ponownie rasę Drengirów (wcześniej mieliśmy z nimi do czynienia w pozycji W ciemność). Zapamiętałam ich jako siejące grozę roślinne stworzenia przepełnione ciemną stroną Mocy. Grupa złożona z Mistrzów i Rycerzy Jedi nie mogła sobie z nimi poradzić. Tymczasem dwoje uczniów oraz dziewczyna, która nawet nie należała do Zakonu, rozprawili się z nimi jak gdyby nigdy nic. Po prostu mi to nie pasuje. Wolałam wizerunek tych istot jako przerażające zagrożenie. Cała recenzja na: CzasoStrefa
CzasoStrefa - awatar CzasoStrefa
oceniła na94 lata temu

Cytaty z książki Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia