Pracowite wakacje w Rzymie

Okładka książki Pracowite wakacje w Rzymie autora Monika Lech, 9788395289989
Okładka książki Pracowite wakacje w Rzymie
Monika Lech Wydawnictwo: 4generations Cykl: Droga Smoka (tom 2) fantasy, science fiction
548 str. 9 godz. 8 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
e-book
Cykl:
Droga Smoka (tom 2)
Data wydania:
2020-11-24
Data 1. wyd. pol.:
2019-06-10
Liczba stron:
548
Czas czytania
9 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788395289989
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pracowite wakacje w Rzymie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pracowite wakacje w Rzymie



książek na półce przeczytane 1231 napisanych opinii 493

Oceny książki Pracowite wakacje w Rzymie

Średnia ocen
7,7 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pracowite wakacje w Rzymie

avatar
886
91

Na półkach:

Kontynuacja wspaniałego "Morza krwi", w którym do Andy i Alexa dołącza... Kot. Oczywiście nic nie jest proste, a na pewno nie obejdzie się bez ofiar śmiertelnych.

Kontynuacja wspaniałego "Morza krwi", w którym do Andy i Alexa dołącza... Kot. Oczywiście nic nie jest proste, a na pewno nie obejdzie się bez ofiar śmiertelnych.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1013
493

Na półkach:

Zaraz po tym jak jakiś czas temu umieściłam moją opinię na temat pierwszej części serii Droga Smoka zatytułowanej „Morze krwi” dostałam od autorki kolejne dwie części do przeczytania. Ze wstydem muszę przyznać, że dopiero teraz udało mi się w pełni świadomie a nie „po łebkach” przeczytać część drugą noszącą tytuł „Pracowite wakacje w Rzymie”. Zaczyna się ona dokładnie w tym samym miejscu w którym kończy się tom pierwszy. Dwójka naszych bohaterów leczy rany po wyprawie do Kongo a tu nagle Andy dostaje telefon od rosyjskiego, urzędującego w Rzymie „Ojca Chrzestnego” Iwana Dmitrycza Dołhorukiego z prośbą o pomoc. Znają się z poprzedniej „przysługi” jaką wyświadczyła mu nasza bohaterka – odnalazła jego bratanka a teraz zaginęła jego 12-letnia córka Susana i niestety wszystkie środki zawiodły – pozostała tylko nasza ex-legionistka, jako ostatnia nadzieja zrozpaczonego ojca. Andy jak to Andy, nie potrafi odmówić pomocy przy szukaniu dziecka mimo, że w dalszym ciągu się regeneruje i nie jest w pełni sił. Jest jeden pozytyw w całym wyjeździe. Przez cały czas „na oku” będzie miał ją Alex. Postanowił także zaangażować się w poszukiwania dziewczynki, a żeby jakoś podnieść się wzajemnie na duchu nasza para bohaterów postanowiła wyprawę poszukiwawczą nazwać pracowitymi wakacjami w Rzymie.
Na miejscu okazuje się, że łącznikiem pomiędzy nimi a Gospodarzem będzie inny Rosjanin Oleg, Zmienny tak jak Alex, jednak jego Bestia to Tygrys. I tak dwóch Zmiennych od swoich Bestii usłyszało:
„Ja to on, on to ona,
Ja to ona, ona to on”, no i nie wiedzieli jak to „ugryźć”.
Zaintrygowani? Ja byłam niezmiernie, dlatego czytanie wciągało jak wir rzeczny. Muszę nadmienić, że W tej części dużo będzie Olega. Mam wrażenie, że przesłonił zupełnie Alexa, chociaż i on był na kartach powieści przez cały czas. Postać nowego bohatera namiesza a także zespawa całą trójkę w pewien sposób. Co mogę jeszcze powiedzieć o fabule? Dowiecie się z niej o co chodzi z tatuażami Alexa. Natomiast autorka tak samo jak w części pierwszej i tutaj porusza ważne tematy, ale w tym tomie skupia się na mafii i ich poczynaniach. Dowiemy się nieco więcej o przeszłości Andy w Legii a ona będzie skupiona na uczuciach i opiece swoich bliskich. Jak zwykle.
Czego możecie się spodziewać po tym tomie? Walki, krwi, miłości, kłamstwa, okrucieństwa, przewrotności, czyli tego wszystkiego co dobra pozycja powinna zawierać. Zaintrygowani? Zatem sięgajcie po „Pracowite wakacje w Rzymie” a na pewno się nie zawiedziecie i gwarantuję Wam, że koniec wgniecie Was w fotel . Bo ze mną to się właśnie to się stało.

Zaraz po tym jak jakiś czas temu umieściłam moją opinię na temat pierwszej części serii Droga Smoka zatytułowanej „Morze krwi” dostałam od autorki kolejne dwie części do przeczytania. Ze wstydem muszę przyznać, że dopiero teraz udało mi się w pełni świadomie a nie „po łebkach” przeczytać część drugą noszącą tytuł „Pracowite wakacje w Rzymie”. Zaczyna się ona dokładnie w tym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
670
220

Na półkach:

Tym razem przeniesiemy się wspólnie do Rzymu, gdzie Andrea i Alex zostali wezwani na tajną misję. Wszyscy wiemy, że już wcześniej ich życie nie należało do spokojnych, ale wieczne miasto postanowiło zagmatwać je jeszcze bardziej.
Jak do tego doszło? Na ich drodze pojawił się Oleg, będący Alfą Rzymu i… zaburzył prządek wszechświata i serc naszej dwójki.
Co wyniknie z faktu, że dwóch mężczyzn kręci się obok jednej kobiety? Jaką moc mają tatuaże pokrywające ciało Alexa? I co do cholery ma to wszystko wspólnego z rosyjską mafią?

Może część z was pamięta, że pierwsza część tej serii bardzo mi się podobała i bardzo ją chwaliłam. Tym razem muszę ogłosić wszem i wobec, że „Pracowite wakacje w Rzymie” są jeszcze lepsze! Złożyło się na to kilka aspektów, o których koniecznie muszę wam opowiedzieć.

Po pierwsze uwielbiam Andreę i Alexa, ale to właściwie nie powinno nikogo dziwić. Oboje są twardzi, zaradni i silni. Poza tym ich relacja i to jak świetnie się rozumieją sprawia, że uśmiecham się za każdym razem, gdy tylko o nich myślę.

W tym tomie pojawia się także nowa postać, czyli wspomniany wcześniej Oleg, który miesza i miesza, a ja mimo to bardzo go lubię! Zazwyczaj niechętnie spoglądam na wszelkiej maści trójkąty, ale tym razem jestem zachwycona. Autorce udało się stworzyć relacje, która nie była przerysowana czy dziwna. Cała trójka bohaterów zachowuje się tak naturalnie, że momentami byłam tym faktem zaszokowana.

Poza tym akcja! Uwielbiam, gdy w książkach tego gatunku dużo się dzieje i gdzie każdy ruch bohaterów oznacza kolejne problemy. Ta warstwa również mnie nie zawiodła. Niemalże na każdej stronie czeka nas niespodzianka, która wprowadzała zamieszanie w tym co działo się do tej pory. Na pochwałę zasługuje również to, że główni bohaterowie zwykle zachowują się racjonalnie, a to oznacza, że nie musiałam zbyt często wzdychać i wywracać oczami.

Nie mogę również nie wspomnieć, że bardzo podoba mi się sama idea Zmiennych i tego jakie zdolności mają, a także rola jaką odgrywają w świecie przestawionym. Czyta się o nich, jakby byli najnormalniejszą rasą pod słońcem i to jest świetne!

Ostatnią rzeczą, a właściwie postaciami, które uwielbiam całym sercem są bracia Napierowie. Jestem bardzo szczęśliwa, że pojawili się również tym razem i nadali akcji dodatkowej dynamiki.

Jak doskonale widać jestem absolutną fanką tej serii, a „Pracowite wakacje w Rzymie” przeczytałam niemalże na jednym wdechu. Oznacza to, że jeśli lubicie ten gatunek, to nie w stu, a dwustu procentach polecam wam sięgnąć po te książki. Myślę, że się nie zawiedziecie i tak jak ja będziecie niecierpliwie czekać na kolejny tom.

Tym razem przeniesiemy się wspólnie do Rzymu, gdzie Andrea i Alex zostali wezwani na tajną misję. Wszyscy wiemy, że już wcześniej ich życie nie należało do spokojnych, ale wieczne miasto postanowiło zagmatwać je jeszcze bardziej.
Jak do tego doszło? Na ich drodze pojawił się Oleg, będący Alfą Rzymu i… zaburzył prządek wszechświata i serc naszej dwójki.
Co wyniknie z faktu,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

34 użytkowników ma tytuł Pracowite wakacje w Rzymie na półkach głównych
  • 24
  • 10
12 użytkowników ma tytuł Pracowite wakacje w Rzymie na półkach dodatkowych
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Pracowite wakacje w Rzymie

Inne książki autora

Monika Lech
Monika Lech
Monika Lech urodziła się w Bochni, w 1969 roku. Autorka przez wiele lat związana z mediami elektronicznymi: najpierw z lokalnymi krakowskimi rozgłośniami radiowymi, potem z największymi, polskimi wydawcami, w mediach internetowych. Po prawie 20 latach pracy w mediach, postanowiła skupić się na pisaniu urban fantasy. Autorka "Morza krwi" ma szerokie zainteresowania: od historii po biologię ewolucyjną, antropologię i psychologię. Jest coachem niepraktykującym, ale ciągle pogłębiający wiedzę o ludzkiej naturze. Stale czyta książki lub ich słucha. Nie kręci nosem na żaden gatunek, oprócz horrorów. Jej guilty pleasures, to gadżety elektroniczne. Biega, jeździ na rowerze, chodzi po górach. Nie ma prawa jazdy i nie planuje go mieć. Wakacje spędza z plecakiem na włóczęgach po małych miasteczkach Włoch, gdzie kawa nie kosztuje 3 euro i gdzie sklepikarz zapamiętuje twarz klienta. Od lat kilkudziesięciu zamężna.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Klątwa sióstr Agnieszka Kaźmierczyk
Klątwa sióstr
Agnieszka Kaźmierczyk
Młode bohaterki, choć bliźniaczki są bardzo różne, zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru. I nie są to puste słowa. Dziewczęta reagują odmiennie na te same okoliczności. Autorka obdarzyła je także różnymi zdolnościami paranormalnymi, które wzajemnie się uzupełniają i pozwalają płynnie toczyć się fabule. Nastolatki łączy jedno - chęć poznania odpowiedzi na pytanie: kim jest ich ojciec? To właśnie w jego osobie siostry upatrują szansy na rozwikłanie zagadki związanej z własnymi umiejętnościami, nie do końca dającymi się objąć rozumem. Na drodze do prawdy stoi matka, która strzeże swej tajemnicy, chcąc uchronić dzieci przed efektami podjętej przed laty decyzji o inseminacji. Powracająca wizja o potwornej zbrodni wojennej i koszmarze rozstrzelanych mężczyzn sprawi, że siostry Soboczyńskie wkroczą w świat upiorów i innych demonów, które szukają pomocy, pragnąc w końcu zaznać spokoju. Książka przyciąga, wciąga, ma w sobie jakąś magię, tę nutę tajemniczości, która kusi czytelnika tym by coraz głębiej wnikał w świat sióstr bliźniaczek i ich mamy. Tajemniczy Michał ze snów, drugi Michał, upiory a może duchy, medium, szukanie własnej drogi, odkrycie własnych mocnych i słabych stron, pomoc innym i tajemniczy ojciec - to wszystko razem się splecie, ukaże siłę miłości siostrzanej, matczynej, siłę przyjaźni i po prostu da czytelnikowi opowieść pełną wrażeń. Czyta się szybko, z ciekawością. Opowieść nieraz zaskoczy, bo nie zawsze to co było oczywiste takim będzie. Mnie książka się podobała i Wam polecam.
Malgorzata Zelazna - awatar Malgorzata Zelazna
oceniła na61 rok temu
Strażnik Tresaonu Maciej Ruszel
Strażnik Tresaonu
Maciej Ruszel
„Strażnik Tresaonu” to debiutancka powieść fantasy, która zabiera czytelnika do brutalnego świata ogarniętego wojną między ludźmi a demonami. Już od pierwszych stron autor stawia na dynamiczną akcję i mroczny klimat, w którym nie ma miejsca na prosty podział na dobro i zło. Historia rozpoczyna się od nagłego ataku demonów na ludzkie królestwo. Upada przygraniczne miasto Atro, a młoda bohaterka Veana wyrusza z misją ostrzeżenia kolejnych ziem. Świat wykreowany przez Ruszela jest typowy dla dark fantasy: pełen magii, krwi, demonów i moralnej niejednoznaczności. Motyw „zło pokonane większym złem” stanowi ciekawy punkt wyjścia i odróżnia książkę od bardziej klasycznych historii fantasy. Największym atutem powieści jest akcja. Książka obfituje w walki, zwroty fabularne i napięcie, które skutecznie utrzymują zainteresowanie czytelnika.Opisy bitew są dynamiczne i sugestywne. Na plus można zaliczyć także różnorodność bohaterów oraz próbę stworzenia rozbudowanego świata z własną historią i mitologią. Nie wszystko jednak działa idealnie.Przeszkadzało mi częste zmiany perspektywy narracyjnej,które mogą wprowadzić chaos,niekiedy dialogi były bardzo sztuczne. Styl autora jest prosty, ale obrazowy. Najlepiej wypada w scenach akcji – tam narracja nabiera tempa i emocji. Klimat powieści jest zdecydowanie mroczny i brutalny, co przypadnie do gustu fanom cięższej fantastyki. „Strażnik Tresaonu” to udany debiut z dużym potencjałem. Nie jest to książka pozbawiona wad, ale oferuje solidną dawkę akcji, ciekawy pomysł fabularny i mroczny klimat.
caharin7 - awatar caharin7
ocenił na817 dni temu
Zamknięta na klucz M. M. Kowalska
Zamknięta na klucz
M. M. Kowalska
Gdy tylko przeczytałam opis Zamkniętej na klucz, stwierdziłam, że to pozycja idealna dla mnie. Pod względem tematyki i gatunku świetnie trafiała w moje gusta, więc nie mogłam się doczekać momentu, w którym będę mogła po nią sięgnąć. Czy książka okazała się tak dobra, jak myślałam? Zaraz się przekonacie! – Czym ty jesteś? – wydusiła z siebie kobieta. Jej oczy zaczęła zasnuwać mgła i coraz trudniej było jej się skupiać na otaczających ją rzeczach. – Twoim najstraszliwszym koszmarem, złotko. – Jeszcze mocniej zacisnęła rękę wokół szyi kobiety. O czym jest Zamknięta na klucz? Główną bohaterką Zamkniętej na klucz jest Elizabeth; typowa nastolatka, której dni wypełnia nauka, a wolny czas najlepsza przyjaciółka i chłopak. Jej życie jednak nie zawsze było wesołe, ponieważ ma ojca pracoholika, a matka odeszła, gdy dziewczyna była mała. Pomimo tego Elizabeth stara się żyć jak najnormalniej, lecz jedna rzecz nie daje jej spokoju. Dziewczyna ma problemy ze snem, a jeśli już udaje jej się zasnąć chociażby na chwilę – nękają ją koszmary. Musiała poznać motywacje kobiety ze snów i odkryć, jakie miała ona wobec niej plany. Tajemniczy nieznajomy. Jej życie zaczyna się diametralnie zmieniać w momencie, gdy do miasta przybywa Clark Stevens. Chłopak stara się jak najbardziej do niej zbliżyć, a dziewczyna nie potrafi się mu oprzeć. Czuje, jakby coś ją do niego przyciągało. Wraz z pojawieniem się Clarka, Elizabeth dostrzega coraz więcej dziwnych rzeczy. Wkrótce potem zaczyna plątać się we własnych myślach – ma wątpliwości, czy wszystko, co dzieje się dookoła niej, jest prawdą, czy tylko wytworem jej wyobraźni. Na domiar złego ktoś ją śledzi i zdecydowanie nie ma dobrych zamiarów… Czy Elizabeth zaufa nieznajomemu? Czy grozi jej niebezpieczeństwo? Jak poradzi sobie z nową rzeczywistością? Kim są nadludzie i czego oczekują od dziewczyny? Musiała być silna i nie mogła pozwalać, by emocje brały nad nią górę. Zaskakująca i trzymająca w napięciu? Zamknięta na klucz – muszę przyznać, że nie zawiodłam się na tej książce. Fabuła wciągnęła mnie już od samego prologu i nie mogłam się doczekać tego, co dalej mnie czeka. Nawet nie odczułam, że jest to pisarski debiut, ponieważ autorka ma niezwykle przyjemny styl pisania i wykreowała bardzo interesujący świat. Zdecydowanie na plus muszę wyróżnić elementy fantastyczne, ponieważ autorka nie sięgnęła po znane nam już istoty, a wykreowała własną rasę nadludzi. Ich historia została dobrze rozplanowana, przez co cały czas miałam ochotę dowiadywać się o nich czegoś nowego. Wszyscy patrzyli na rozgrywającą się scenę i czekali na dalszy rozwój wydarzeń. Nikt nie odważył się odezwać słowem. Elizabeth nie była wystarczająco silna psychicznie, by powiedzieć cokolwiek więcej. W końcu wyrzuciła z siebie to, co ciążyło jej na duszy przez lata. Kiedy akcja nabiera tempa… Elizabeth wkracza do nadprzyrodzonego świata i musi stoczyć walkę z nową rzeczywistością. Nie jest to jednak łatwe zadanie, gdyż ciągle dowiaduje się nowych informacji, a jednocześnie ma wrażenie, że pewne rzeczy są przed nią ukrywane. Jednak dziewczyna się nie poddaje, zamiast tego za swój cel obiera poznanie prawdy. Autorka świetnie poprowadziła akcję, stopniowo dawkując informacje. Dzięki temu czytelnik nie nudzi się i utrzymuje swoje zainteresowanie. Mimo to nie chciała poddać się bez walki. Tylko w ten sposób mogła dowiedzieć się prawdy o swojej przeszłości i ustalić raz na zawsze, kim tak właściwie jest. Czy to już koniec? Nie będę ukrywać, że ostatni rozdział wręcz złamał moje serce. Epilog trochę próbował je posklejać, ale i tak zostawił mnie z masą pytań i niezaspokojoną ciekawością. I bardzo dobrze, ponieważ dzięki temu już nie mogę doczekać się kolejnej części. Zamknięta na klucz jest naprawdę rewelacyjną książką. Świetna fabuła wraz z ciekawie wykreowanym światem daje niezwykłe połączenie. Powieść zaskakuje i zachwyca czytelnika aż do samego końca. Jednocześnie pozostawia pewne tajemnice i niedopowiedzenia, które, mam nadzieję, autorka rozwinie w kolejnych tomach. Ja już wypatruję następnej części! Moja ocena 9/10
writeratpl - awatar writeratpl
ocenił na95 lat temu
Piekielna palestra Adam Barcikowski
Piekielna palestra
Adam Barcikowski
W swoim blogowym życiu miewam lepsze i gorsze momenty. W czasie pierwszych sięgam po wymagającą literaturę, a w przypadku drugich potrzebuję łatwiejszych. I właśnie ten drugi powód sprawił, że „Piekielna palestra” przeleżała u mnie na półce dwa lata. Wiedziałam, że będzie to lektura wymagająca, bo sobie ją przekartkowałam. I w końcu odważyłam się wejść do wykreowanego przez Adama Barcikowskiego świata, bo nie jest to lektura łatwa, prostą linearną akcją tylko kłębowisko nitek, które trzeba rozplątać, posegregować i połączyć, ale jest to bardzo satysfakcjonujące zajęcie. „Człowiek za bardzo rozwinął już swoje umiejętności abstrakcyjnego myślenia, żeby nie powstrzymać się od włażenia brudnymi butami do cudzego pokoju. Mało tego, ludzie wkraczali do salonu Natury i wytrzepywali na środku pradawnych, perskich dywanów błoto ze swoich topornych butów”. „Piekielna palestra” to zdecydowanie nie książka dla pierwszego lepszego czytelnika fantastyki. Do tego świata trzeba wchodzić w skupieniu i z dużą wyobraźnią, bo jest to zagmatwana opowieść pełna różnorodnych istot, których interesy wydają się ścierać, mieszają ze sobą światy oraz prawdziwe wydarzenia przeplatane są fikcją. Z fantastycznych bohaterów spotkamy tutaj zmoraków, krasnoludy, cienników, tunelowców, gnomy, ptaszników, piekielników i innych odmieńców. Każda z tych postaci stworzona literacko w sposób dokładny i skrupulatny. Jakby tego było mało tych światów jest kilka i mają kilka wymiarów, a mimo tego wszystko łączy się, przeplata i tworzy zadziwiającą całość przybliżającą nam różne typy osobowości, pozwalającą na przyjrzenie się z boku różnorodnym „maskom” wszelkich istot. Właśnie to ich odgrywanie ról, nieoczywistość intencji i szybka akcja sprawia, że akcja pędzi jak rollercoaster i czytelnik musi dobrze się skupić, aby wszystko ładnie połączyć. „Różnice pokoleniowe u krasnoludów, doprowadzały do wielu sporów i zgrzytów ścierających się tektonicznych płyt poglądów”. Napisana przez Adama Barcikowskiego lektura zabiera nas w znane realia. Są tu procesy, manipulacja, przyjęcia, romanse, ale też pojawiają się krasnoludy-powstańcy uciekający tunelami. Wejdziemy do więzienia, na okręt, na salę sądową, będziemy krążyć uliczkami miast, zaglądać przez okna, wchodzić do budynków, do których zabiorą nas różnorodne istoty, ale też trafimy do lasu. Autor z wprawą posługuje się różnymi motywami literackimi oraz sugeruje je w akcji i trzeba być naprawdę bardzo oczytanym, aby to wszystko wychwycić. Mam poczucie, że gdybym znała więcej lektur filozoficzno-religijnych to lektura sprawiłaby mi jeszcze większą przyjemność, ale poza nieoczywistymi sugestiami znajdziemy tu także znane każdemu inspiracje: od pastiszu lektur szkolnych począwszy (np. „Wesele”, „Opowieści z Narnii”, „Mistrz i Małgorzata”),zahaczając o źródła filmowe poprzez odniesienia do popularnych filmów i seriali amimowanych (np. Wojownicze żółwie Ninja),a na legendach miejskich kończąc. Sporo tu też nawiązań religijnych z ich koneksjami biblijnymi, a nawet liczbową symboliką (od płonącego krzaka po znaczenie cyfr). A we wszystko to wplecione przetransformowane wydarzenia z historii Polski (powstańcy-krasnoludy). Sugestie nie są podane wprost i od umiejętności hermeneutycznych czytelnika zależy, co odkryje. Doświadczenie czytelnicze, obycie kulturowe mają tu duże znaczenie. Jeśli mamy niskie kompetencje czytelnicze to się wynudzimy, zagubimy w czasie lektury. „Zawsze jest jakiś wybór. Możliwość dokonania wyborów to istota inteligencji”. „Piekielna palestra” porywa czytelnika wprowadzając go w labirynt wydarzeń, które na pierwszy rzut oka bywają ślepymi uliczkami, ale z perspektywy całości stają się nieoczywistymi przejściami. A wszystko to w imię wyższego interesu, który poznamy dosłownie na końcu. „Przeszłość i przyszłość - odparł Maurycy. - Zero albo jeden. Mam wrażenie, że ostatnio nikt w tym mieście nawet nie myśli o teraźniejszości. Ludzie żyją w ogrodzonych osiedlach swoich prywatnych wehikułów czasu. Jedni pędzą zapatrzeni w przyszłość, jak psy za suką w cieczce. Drudzy wpychają łapy w mysią dziurę przeszłości. Każdy ma swój wehikuł”. Opowieść otwiera wizja początku światów, tajemniczy pościg z dziwnym przejściem między światami, by w końcu wejść we właściwy nurt, czyli do zadania Maurycego Wielowieyskiego (zmoraka) mającego wytropić i schwytać saivę carskiego porucznika, Aleksandra Bartenjewa, który zabił swoją ukochaną, Marię Wisniowskią, dziewiętnastowieczną gwiazdę Warszawy. W zadaniu pomaga mu zmoraczka Anne Olson. Z czasem odkrywają, że uwikłano ich w międzywymiarową intrygę, która może zburzyć Równowagę i wpłynąć na losy żywych i umarłych. Ze współczesnych wydarzeń przeskakujemy do przeszłości, bo tu przejścia są łatwe. Przeszłość i przyszłość istnieją jednocześnie tak jak ziemia, piekło i inne światy. “Piekielna palestra” to majstersztyk. Autor łączy różne realia, tworzy między nimi przejścia, łączy wątki. Przenikanie się światów jest harmonijne, ale czasami dochodzi do zaskakujących wydarzeń i trzeba zadbać o to, aby równowaga w światach nadal istniała.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na94 lata temu
Sucinum. Tajemnice bursztynowego szlaku Camille O'Naill
Sucinum. Tajemnice bursztynowego szlaku
Camille O'Naill
Czy mieliście kiedyś tak, że po skończeniu jakieś książki biliście źli? Nie dlatego, że książka była zła, ale dlatego, że była po prostu okey i nic ponad to? Bo z jednej strony czytało się lekko, przyjemnie, autorka potrafiła mnie zainteresować, z drugiej jednak co kawałek natykałem się na jakiś element, który mi zgrzytał z jakiegoś powodu. Dość powiedzieć, że jeszcze przed skończeniem wahałem się między oceną 6 a 5, na szczęście zakończenie podciągnęło to w moich oczach i rozważałem miedzy 6 a 7. Ostatecznie padło jednak na 7/10, no ale powiedzmy, że to takie zawyżone 6,5. Chcę na początek zaznaczyć i na koniec jeszcze do tego wrócę, że czytało mi się bardzo dobrze! Chcę to podkreślić, ponieważ mimo wszystko mam do napisania więcej uwag niż pochwał, a nie chcę, by moja opinia miała jednoznacznie negatywny wydźwięk. Zacznę od długości, która w moim odczuciu jest jednym z głównych problemów, z którym wiąże się w jakiś sposób kilka innych mankamentów. Po prostu miałem wrażenie, że te 50 czy nawet 100 stron więcej wyszłoby na dobre. Po prostu pewne postacie miały zdecydowanie za mało czasu; pewne wydarzenia, nawet takie, które powinny wzbudzać emocje nie miały czasu wybrzmieć, a wszelkie odwiedzane miejsca były... po prostu Mira i przyjaciele szli z miejsca na miejsce. Nie pomaga tu fakt, że niektóre sceny zdawały się być w sumie po nic. Fakt, spora część z takich scen nabiera na koniec sensu, ale w dalszym ciągu część z nich możnaby wyciąć bez jakiegokolwiek wpływu na historię i choć mogę je policzyć na palcach jednej ręki, i tak rzucają mi się w oczy. Bohaterowie byli w porządku, każdy spełniał swoją rolę, mimo że nikt nie był odkrywczy. Mira jest tutaj tą twardą, zadziorną babką która nie da sobą pomiatać. Nazwać ją Mary Sue to byłoby chyba przegięcie, przydałaby się jednak jakaś scena konsekwencji po przykładowo napyskowaniu starszyźnie. Ghost to silny, ale i troskliwy facet, stanowiący dla naszej Miry wsparcie. W tym duecie to on zdaje się być takim głosem rozsądku, aczkolwiek w razie potrzeby byłby gotowy w obronie drugiej połówki stanąć do walki z całym batalionem, zresztą z wzajemnością. Luta wskazał bym, gdyby ktoś zapytał mnie o jakąś ulubioną postać. Szczerze? Więź rodzeństwa kupiła mnie bardziej niż miłosne połączenie Miry z Ghostem. Gość jest absolutnie zajebistym bratem, czuć, że mają ze sobą świetny kontakt, co przy rodzeństwie nie zawsze jest oczywiste. Całe szczęście Lut gotów jest skoczyć za siostrą w ogień, dzięki czemu możemy w miarę często widzieć ich razem. No i jest też takim delikatnym śmieszkiem - dodatkowy plusik. Ger to zmarnowany potencjał. Postać mentora i przybranego ojca dla wyżej wymienionej trójki. Gość lubi wypić, podróżuje po świecie i ma masę przygód oraz chętnie wspomoże podopiecznych swym doświadczeniem. Przede wszystkim dostał za mało czasu, przez co był po prostu kolejnym członkiem ekipy i nikim więcej dla czytelnika. Przez to również koniec jego wątku okazał się tak słaby, że aż boli. A naprawdę mógł błyszczeć, tym bardziej, że pierwsze wystąpienie miał takie, że kompletnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Świat przedstawiony również wypada po prostu poprawnie. Mamy czasy współczesne a tą różnicą, że wśród zwierząt i ludzi żyją istoty znane nam z mitologii słowiańskiej. Przed owymi maszkarami ludzkość chroniona jest przez Strażników Bursztynowego Szlaku. Ci w walce posługują się swoją krwią o bursztynowym kolorze, która po wypłynięciu twardnieje, umożliwiając nadanie jej kształtu na przykład noża, osłony czy harpunu. Gdzieś tam jeszcze radośnie sobie hasa Zakon Krzyżacki, który może się wydawać wepchnięty na siłę, ale jego wątek ostatecznie podobał mi się najbardziej. Akcji i scen walki tutaj dość mało a jak już to są one skąpe i mało ciekawe. Paradoksalnie na nudę narzekać nie mogłem, nasza ekipa cały czas albo się przemieszczała, albo dowiadywaliśmy się czegoś nowego, albo mieliśmy bardzo fajne interakcje między bohaterami, a to to a to tamto. Zakończenie według mnie zrobiło robotę. Bardzo dużo zamieszało i zaryzykuję stwierdzenie, że wiedząc, że pewne wątki potoczą się w taki a nie inny sposób, książka przy ponownej lekturze może zyskać. Nie chcę tu pisać nic więcej bo boję się, że zaspoileruje. Powiem jednak, że zostawiło mnie finalnie z pozytywnymi odczuciami. Tylko czy bardzo fajne zakończenie może uratować książkę, która jest zwyczajnie okey i nic więcej? Moim zdaniem, w tym przypadku, tak, tym bardziej, że, podkreślę jeszcze raz, mimo wad czytało mi się bardzo przyjemnie. No i na koniec jeszcze jedno: przez większość czasu miałem wrażenie, że jako prosty facet lubiący fantasy pełne akcji i krwawych walk, daleko mi od docelowej grupy odbiorców. Niemniej jednak, jeżeli autorka napisze kiedyś jeszcze jakąś książkę fantasy, myślę, że po nią sięgnę.
Foka_Na_Haju - awatar Foka_Na_Haju
ocenił na72 lata temu
Tylko umarli mogą powstać D. B. Foryś
Tylko umarli mogą powstać
D. B. Foryś
Witajcie moi kochani Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o trylogii, którą miałam przyjemność poznać w formacie audiobook. Tytuł: Tessa Brown - Trylogia Autor: D.B. Foryś Wydawnictwo: Saga Egmont Za książkę w formie audiobook bardzo dziękuję Autorce – współpraca reklamowa #współpracareklamowa #współpracabarterowa #współpracarecenzencka Tessa Brown to niezwykła kobieta, ponieważ w połowie jest człowiekiem, a w połowie demonem. Jej głównym życiowym celem jest zwalczanie demonów i posyłanie ich do piekła. Jednak pewnego dnia wszystko ulega zmianie z powodu pozornie prostego zlecenia. Bowiem Tessa ma odnaleźć krucyfiks. Teoretycznie nieskomplikowane zadanie, lecz niosące za sobą ogromne zmiany. Bowiem na skutek tego zlecenia Tessa angażuje się w większą sprawę, którą jak się okazało, jest ocalenie świata przed apokalipsą. Na domiar złego poznaje Kiliana, który również diametralnie odmienia jej życie, ale również i je komplikuje. Moja opinia będzie trochę słodko-gorzka, ponieważ w całej trylogii znalazły się aspekty, które przypadły mi do gustu, ale również i takie, które sprawiły, iż momentami trudno było mi jej słuchać. Aspekty, które przypadły mi do gustu to przede wszystkim główny wątek fabuły. Czyli wątek ratowania świata przed zagładą oraz wszystkie kwestie z tym związane, w tym również bohaterowie powieści. To najbardziej mnie zainteresowało i byłam bardzo ciekawa jak to wszystko się rozwinie i oczywiście jak to się skończy. Podobał mi się w tym wątek Sodomy i Gomory, bardzo oryginalne podejście oraz poszukiwanie zaginionych artefaktów. Choć w tej kwestii miałam również niedosyt, ponieważ naturalnie chciałabym, aby bohaterowie doświadczali więcej przygód z tym związanych. Uwielbiam takie historie w stylu poszukiwaczy skarbów. Także pod tym względem byłam bardzo zainteresowana powieścią i bardzo chciałam poznać zakończenie historii do tego stopnia, iż nie przerwałam słuchania. Niestety bywały momenty, w których chciałam się poddać i zrezygnować z lektury. Nie zrobiłam tego, ponieważ chęć poznania zakończenia głównego wątku była silniejsza. Jednakże pewne kwestie sprawiły, iż miałam kryzysowe chwile. W pierwszej kolejności sama główna bohaterka Tessa Brown. Pogromczyni demonów, dorosła kobieta, która przez większość czasu zachowywała się jak nastolatka, nieracjonalnie i absurdalnie. Niestety nie polubiłam jej, bardziej mnie irytowała zwłaszcza w momentach, gdy na pierwszy plan wysuwał się wątek romantyczny. I właśnie kolejną kwestią, która mnie nie urzekła to wątek romantyczny. Już w momencie pojawienia się Kiliana wiedziałam, iż wątek ten się rozwinie. I musze przyznać, iż początkowo byłam nim zaciekawiona. Mimo wszystko to również urozmaicenie lektury. jednakże z powodu zachowania głównej bohaterki potencjał ten nie został wykorzystany. Nie poczułam między nami chemii. Także jeżeli chodzi o ogólny odbiór powieści to mogę powiedzieć, iż podobała mi się w połowie. Ponieważ główny wątek zdecydowanie mnie urzekł, reszta niestety nie bardzo. Mimo wszystko cieszę się, że nie zrezygnowałam z lektury, ponieważ zakończenie zrekompensowało mi prawie wszystko. Po zakończeniu powieści, analizując już sobie całość, stwierdziłam, iż to była dobra lektura, w którą zaangażowałam się emocjonalnie. Wniosek ten pojawił się po zakończeniu historii. Także mimo wszystko powieść spełniła swe zadanie, ponieważ zaangażowałam się w nią, a co za tym idzie dobrze spędziłam z nią czas. Owszem momentami było trudno, ale stwierdziłam, że w kwestiach wątku romantycznego jestem już „za stara” na takie rozterki miłosne. Niestety już nie ten wiek. Zapewne gdybym miała dwadzieścia lat to byłabym zachwycona, ponieważ w tamtym okresie swojego życia bardzo lubiłam takie historie, ale dziś mając ponad trzydzieści jednak oczekuję bardziej stabilnej relacji. Reasumując trylogia ta to dobra powieść dzięki, której spędziłam miło czas. Jednakże myślę, iż jest ona skierowana raczej do młodszych czytelników lub takich, którzy gustują w romantasy. Mimo wszystko polecam przeczytać i wyrobić sobie o niej własne zdanie. Życzę zaczytanego dnia, strona.394
strona-394 - awatar strona-394
ocenił na64 miesiące temu
Skąd właściwie biorą się smoki? Artur Wells
Skąd właściwie biorą się smoki?
Artur Wells
Smoki, wiele opowieści o nich krąży, ale od bardzo, bardzo dawna zupełnie niepotwierdzonych. Tymczasem w życiu Boba za sprawą przypadku, a może przeznaczenia, pojawia się jeden z nich. W momencie, gdy marzył tylko o spokoju, rozmyślaniu w swoim ulubionym hamaku i oddawaniu się słodkiemu nicnierobieniu wybrał go smok i obrócił marzenia w pył. Za jego sprawą wszystko się zmienia, a o spokoju nawet nie ma mowy, gdyż połączyła ich magiczna więź i splotła tym samym dosyć solidnie, a wręcz można by rzecz na stałe. Jeśli coś złego zadzieje się smokowi, to samo spotka i Boba, a problem w tym, że smok ściąga na siebie wiele niebezpieczeństw, do których można zaliczyć zmierzających za nim ludzi lorda Kreona. Myślicie, że to tylko tyle? Obawiam się, że to dopiero początek i historia rozkręca się jeszcze bardziej gdy niespodziewanie do ekipy dołącza nietypowa księżniczka Nasturcja. Czeka ich sporo wyzwań, przygód i niebezpieczeństw. Dawno już nie czytałam książek z tego gatunku literackiego, chociaż należy do jednego z bardziej przeze mnie lubianych. Co sprawiło, że sięgnęłam akurat po tę książkę? Ciekawy opis, przyciągająca wzrok okładka i oczywiście smoki w tytule. Zapowiadało się sporo przygód zwłaszcza, że sam pomysł na fabułę wydał mi się intrygujący. Rozpoczęcie tej powieści jest jak przekroczenie drzwi do innego świata, w którym po pierwsze wiele miejsc jest do odkrycia, a po drugie cały czas coś się dzieje. Na brak wrażeń nie można narzekać a poznawanie kolejnych wydarzeń dostarcza wiele niespodzianek i wprowadza co rusz to nowe elementy tej układanki. Tworzy się z tego intrygująca opowieść, w której nie zabrakło również sporej dawki humoru oraz poruszających momentów. Zdecydowanie walorem tej historii są główni bohaterowie. To oni nadają jej kolorów, dostarczają emocji, działają na wyobraźnię. Mamy mężczyznę o imieniu Bob, który różnych prac się imał a teraz marzy tylko o odpoczynku w hamaku i spokoju. Los ma wobec niego zupełnie inne plany i okazuje to dosyć wymownie, stawiając na jego drodze, a właściwie przed domem, smoka. Nie takiego zwyczajnego, a być może ostatniego. Skąd zresztą można to wiedzieć, skoro nie wiadomo, kiedy wcześniej jakikolwiek smok był przez kogoś widziany. O smoku też należy wspomnieć, gdyż to dosyć oryginalna osobowość, ma charakter i smocze zwyczaje. Zapomnieć też się nie da o Nasturcji, kobiecie o dosyć wybuchowym charakterze. Jej niepozorny wygląd może być mylący, gdyż skrywa wulkan energii zwłaszcza w walce. Nasturcja jest wojowniczką i do tego prawdziwą księżniczką. Musicie przyznać, że to dosyć charakterystyczne grono bohaterów i to z nimi czytelnik wybiera się na wyprawę, w trakcie której nie zabraknie niebezpieczeństw i niespodzianek. Główny wątek dotyczący smoków i pytania, które pojawiło się w tytule jest dobrze poprowadzony. Mocno angażuje i jednocześnie przyciąga do lektury. Pojawia się także sporo wątków pobocznych, a niektóre z nich zostały dosyć pobieżnie potraktowane, ale też zostawiają miejsce na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że powstanie kontynuacja i będę miała możliwość poznania ich znacznie lepiej. Dobrze by było, gdyż świat przedstawiony przez autora jest na tyle intrygujący, że warto do niego zajrzeć ponownie. Mogę stwierdzić, że nawet będzie mi brakowało Boba i jego problemów, a także smoka, bez którego nie mogłoby być tej historii. „Skąd właściwie biorą się smoki” to opowieść, która działa na wyobraźnię zarówno ciekawie wykreowanym, pełnym niespodzianek światem, ale też wachlarzem charakterystycznych bohaterów nadających mu barw. Zabiera czytelnika w podróż do pięknych, ale też niebezpiecznych miejsc pełnych niespodzianek i dostarczających wielu wrażeń. Opowieść jest lekko poprowadzona, miejscami porusza, innym razem zaciekawia, czy po prostu prowokuje do śmiechu. Warto ją poznać, jeśli lubicie ten gatunek literacki i lekkie, pełne humoru opowieści. http://wyczytane-ksiazki.blogspot.com/2021/10/skad-wlasciwie-biora-sie-smoki-artur-wells.html
Meggie - awatar Meggie
ocenił na74 lata temu
Między czernią a bielą Maja Bartniak
Między czernią a bielą
Maja Bartniak
Książka liczy ponad 900 stron. Jest w niej mnóstwo bohaterów i wątków. Można się łatwo pogubić. Poza znanymi nam z innych tytułów fantasy rasami, jak elfy czy krasnoludy autorka stworzyła dodatkowe jak Ariamini, Kornelanie czy Dumy. Na początku mamy przedstawioną legendę o dwóch czarownicach: Czarnej - Varianie i Białej - Cerianie. Nie żyją one w obecnym świecie, ale ich moc została zaklęta w przedmiotach. Ktokolwiek je posiądzie otrzyma olbrzymie możliwości, jednak jest tu haczyk: można zrobić wszystko, lecz magia kosztuje. Posiadacz kamienia traci ma rzucanie zaklęć siły życiowe a w końcu umiera z wyczerpania. Dodatkowo słyszy w głowie głosy czarownic, które podjudzają go do podjęcia działania i budzą żądzę władzy. Powieść zaczyna się od ataku jednej z Czarownic, a właściwie osoby opętanej przez nią. W zamachu ginie większość głów państw. Przy życiu pozostają ich dzieci, tylko dzięki temu, że wybrały się na wycieczkę, by uratować okrutnie traktowanego konia. Te dzieci lub nastolatki - wiek nie jest dokładnie podany - będą rządzić swoimi państwami. Do tego zostaną obdarzone mocami Czarownic. Wyobraźcie to sobie. Chaos i zniszczenie. Dzieciaki nieuznające niczyjej władzy, nie ogarniające tematu, dostają do rąk magiczne artefakty. Żeby było śmieszniej, same do końca nie wiedzą czego chcą. Postaci są niekonsekwentne, co chwilę zmieniają zdanie a kto zostanie powiernikiem Czarownicy ten wariuje słysząc głosy lub z nadmiaru władzy i próbuje zdobyć świat. Z jednej strony jestem pod wrażeniem stworzonej przez aktorkę historii. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, choć zdarzają się wpadki językowe. Z drugiej kilka rzeczy budziło moje wątpliwości. Wszystkie osoby w danej rodzinie mają imiona na tę samą literę. Dzieci wysławiają się jak dorośli, nawet mała Nakez zanim została adoptowana a miała niewiele lat. Nie ma wzmianki o religii wyznawanej w tym świecie, lecz na cmentarzu stoją krzyże, jedna z bohaterek wspomniała coś o bombce świątecznej. Królowie muszą spłodzić potomka, który przejmie władzę, ale można też urządzić demokratyczne wybory. Przedstawiony świat przypomina w większości średniowiecze - komunikacja konna, zamki - ale są też elementy współczesności, jak otwierane okna w zamku czy walizki. Brak oznaczonego upływu czasu. Szczegóły dotyczące Czarownic poznajemy pod koniec, za to w takiej ilości, że znowu można się pogubić. Mam mieszane uczucia co do tej książki. Nie jest zła, ale mocno niedopracowana, nie do końca przemyślana.
Andarielka - awatar Andarielka
oceniła na63 lata temu
Niebezpieczna gra Aleksandra Szatarska
Niebezpieczna gra
Aleksandra Szatarska
,, Niebezpieczna gra" Ocena: 7/10 ,, Nie znasz mnie, a zaufałeś mi i odpowiedziałeś o swojej przeszłości. Naprawdę to doceniam, nie każdy ma taką odwagę." ~ ,, Niebezpieczna gra" to kolejny debiut w moim dorobku, który miałam uprzejmość przeczytać. Czy był on udany? A i owszem. Gdy tylko zobaczyłam tę okładkę, a później opis, zakochałam się. Muszę Wam przyznać, że jestem osobą, która woli jak jest akcja, ale nie pędzi jak szalona. Tutaj jest ona szybka, ale... No właśnie to ale! Tu mi to w ogóle nie przeszkadzało. Sama jestem tym zaskoczona. Zawsze jestem przeciwna szybkiemu rozwoju relacji między bohaterami, a tu mamy związek już od 44 strony. Ja nie wiem jak to zrobiła autorka, naprawdę. Po paru dniach przemyśleń doszłam do wniosku, że to dzięki stylowi pisania jakim posługuje się autorka. Nie wiem jak go dokładnie opisać, ale jest on tak skonstruowany, że z każdym zdaniem i stroną intryguje, chce się czytać więcej, więcej, szybciej i szybciej i dlatego to tępo akcji ma sens. Historia książki przeprowadzona genialnie. Umi zaskoczyć, nawet zszokować, nie wszystko potoczyło się po mojej myśli. Świetny humor taki w moim stylu, a główna bohaterka- sobowtór mnie z charakteru. ,, ... ja niezdarna, wredna i uparta. Trudno... Jestem jaka jestem, nie zmienię tego." Do tego pyskuje i klnie jak ma ochotę. No bohaterka marzenie! A co powiem na temat trio White'ów? Najbardziej uwielbiam Nathaniela jest on tą najbardziej skomplikowaną osobą w całej tej historii, ale ja nie potrafię go nienawidzić. Czasami jest idealny, wręcz cudowny, a na następnej stronie potrafi tak wszytko zniszczyć, że ma się ochotę go zabić. Jednak za takie momenty jak na stronie 308 zmienia się o jego osobie zdanie o 180°. Ciężko przewidzieć jak zareaguje w danym momencie, co powie i to jest genialne. Pozostała dwójka, to tacy bardziej uroczy i mili bracia. Chodź jak tak można powiedzieć o mężczyznach z ruchu oporu, którzy mają krew na rękach? Niby dążą do tego samego celu jakim jest wyzwolenie. Gdy jednak przychodzi co do czego bracia pokazują, że nie zawsze są tacy zgodni. Jak to się wszytko dla nich potoczy? Aby się tego dowiedzieć musicie przeczytać. ~ Jedynie do czego mogłabym się przyczepić na koniec to to,że brakowało mi w niektórych momentach rozwinięcia niektórych wątków, detali. Nie mogę się doczekać, aż przeczytam drugi tom, bo mam nadzieję, że taki powstanie. Kończyć książkę w takim miejscu, dla czytelnika to jak cios prosto w serce! ~ Książka pełna akcji, intryg, przeciwności losów, miłości i dojrzewania.
quiet_corner_florisi - awatar quiet_corner_florisi
ocenił na75 lat temu
Chrystusowa ziemia Marcin Halski
Chrystusowa ziemia
Marcin Halski
Lubicie książki o tematyce postapo? Marcin Halski „Chrystusowa ziemia” „Nikt nie powiedział, że koniec świata będzie prosty. Nikt nie ostrzegał, jak daleko mogą przesunąć się granice człowieczeństwa, kiedy jedynym celem stanie się przetrwanie. Nikt, ale to nikt nie przewidział tego, że kiedy człowiek człowiekowi stanie się wilkiem, to dla świata będzie to zaledwie przepychanką owieczek.” Świat wyniszczony wojnami i konfliktami, które doprowadziły do katastrofy ekologicznej. Przyroda uległa mutacją, wszystkie zwierzęta zamieniły się w krwiożercze bestie żyjące w lasach i atakujące resztki ludzkości która ocalała. Nawet Rośliny zwróciły się przeciw nam, w najlepszy wypadku były „tylko” trujące, w najgorszym równie niebezpieczne jak zwierzęta. Polska. Ocalali żyją w kilku miastach, jednym z nich jest Wrocław, otoczony wysokim betonowym murem, zasiekami i broniony przez uzbrojoną straż. Ludzie, poza elitą rządzącą, żyją jak niewolnicy, a Ci którzy uznawani są za niebezpiecznych wysyłani są do naprawy muru. Istnieją też Święte Miasta, chronione przez moc świętych relikwii, gdzie ludzie mogą otrzymać schronienie w zamian za pracę, wiarę i modlitwy. Jednym z tych miast jest Częstochowa. Istnieją też osady wolnych ludzi, odcinających się od wiary. Leon, jeden ze skazanych na pracę przy murach Wrocławia, wykorzystując nadarzającą się okazję ucieka z miasta i trafia do Częstochowy. Życie tam jest całkiem inne niż w obwarowanym Wrocławiu i pomimo początkowych wątpliwości, wszak to Kościół doprowadził do konfliktów które doprowadziły do upadku ludzkości, zaczyna wierzyć w Boską ochronę. Jednak nawet Święte Miasto nie jest tym czym wydaje się na pierwszy rzut oka i ma swoje mroczne sekrety. Leon dowiaduje się tego, gdy wysłany na misję zbadania sprawy znikających wszystkich ludzi z wolnych osad, trafia do społeczności ludzi żyjących w dawnych kopalniach Śląska. „W końcu to Kościół doprowadził swoimi knowaniami i intrygami do wybuchu straszliwej wojny, która zdegradowała człowieka do roli najzwyklejszego pasożyta. Robaka, który w najlepszym wypadku zasługuje na rozdeptanie.” Jakie sekrety skrywają się w podziemiach klasztoru na Jasnej Górze? I czy Kościół znowu w swej chciwości swoimi działaniami sprowadza na ludzi zagładę? „Chrystusowe ziemie” to ponura wizja ziemi, w której czas człowieka przemija a natura, którą człowiek w swej pysze niszczył, zwraca się przeciw nam z całą brutalnością. Każdy dzień to walka o przetrwanie w tym okrutnym świecie, gdzie jak się okazuje, natura nie jest jedynym wrogiem. Autor rozbiera na czynniki pierwsze naturę człowieka, ukazując jego chciwość, konsumpcjonizm, rywalizację, bezsilność, nienawiść, pychę, podłość, żądze i dążenie do destrukcji. Zepsucie elit politycznych i dostojników kościelnych. To książka z przesłaniem dokąd zmierza nasz świat jeżeli w porę się nie opamiętamy. Po książkę sięgałam z pewną dozą niepewności, tytuł sprawił, że miałam obawy czy wątek religijny nie zdominuje fabuły w takim stopniu, że będzie ona dla mnie nie strawna. Jednak z każdą stroną czytałam z coraz większym zaciekawienie, lektura okazała się być zgoła inna niż miała obawy. To książka brutalna, krwawa i pozbawiona nadziei. Fabuła toczy się wartko, momentami wręcz troszkę za szybko Ciężko powiedzieć, że jest to przyjemna lektura, ale zdecydowanie mocna i dająca do myślenia. „W świecie, w którym nic nie jest takie, jakie się wydawało, słowo zaufanie traci całkowicie na wartości. Ocena 7/10
magiczny_zakatek_izy - awatar magiczny_zakatek_izy
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Pracowite wakacje w Rzymie

Więcej
Monika Lech Pracowite wakacje w Rzymie Zobacz więcej
Więcej