rozwińzwiń

Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas

Okładka książki Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas autorstwa Joaquim Maria Machado de Assis
Okładka książki Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas autorstwa Joaquim Maria Machado de Assis
Joaquim Maria Machado de Assis Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Seria: Proza Iberoamerykańska klasyka
207 str. 3 godz. 27 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Seria:
Proza Iberoamerykańska
Tytuł oryginału:
Memórias Póstumas de Brás Cubas (1881)
Data wydania:
1974-05-01
Data 1. wyd. pol.:
1974-05-01
Liczba stron:
207
Czas czytania
3 godz. 27 min.
Język:
polski

Ta książka nie posiada jeszcze opisu.

Średnia ocen
7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas

Średnia ocen
7,4 / 10
7 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas

avatar
337
337

Na półkach:

Nadal nie mogę uwierzyć, że powieść ta, uchodząca za jedno z największych arcydzieł literatury brazylijskiej, została wydana w roku 1881, a więc bez mała sto pięćdziesiąt lat temu! Niezwykle oryginalny i błyskotliwy sposób, w jakim została napisana, wskazywałby, że mamy do czynienia z książką jeśli nie współczesną, to przynajmniej napisaną w wieku XX. Tymczasem rok wydania to rzeczywiście 1881, co dowodzi, jak wielkim wirtuozem prozy na kontynencie południowoamerykańskim był na owe czasy jej autor, Machado de Assis (1839-1908). Nie oznacza to oczywiście, że perspektywa czasowa nie odcisnęła swojego piętna na współczesnym odbierze tej mocno zapomnianej już w Polsce powieści. Półtora wieku to jednak szmat czasu i wiele nawiązań oraz problemów poruszonych przez brazylijskiego pisarza jest już trudne do odczytania dla przypadkowego odbiorcy, co jednak w niczym nie umniejsza przyjemności płynącej z lektury.

Powieść de Assisa pomyślana jest jako wspomnienia spisane przez tytułowego Brasa Cubas. „Jest to dzieło umarłego” - zaznacza już we wstępie do czytelnika jej fikcyjny autor, który rozpoczyna swoją opowieść od opisania... własnej śmierci. To bardzo ciekawy fortel, o którego znaczeniu jeszcze wspomnę. Następnie, już w porządku mniej więcej chronologicznym, nieboszczyk Cubas relacjonuje dzieje swojego minionego życia, a to upłynęło mu na bezskutecznej pogoni za sławą i licznych romansach. Tytułowy bohater jest, a może raczej - był, przedstawicielem zamożnej części brazylijskiego społeczeństwa, a rodzinna fortuna pozwalała mu na beztroski i próżniaczy żywot. W gruncie rzeczy jest on postacią raczej antypatyczną, którą ciężko polubić, a do tego przejawiającą dekadenckie cechy charakteru takie jak: lekkomyślność, zmienność nastrojów i zamierzeń, czy brak silnej woli mimo posiadania wygórowanych ambicji, dla których realizacji jednak właściwie nic nie robi. Wszystkie te negatywne cechy dodatkowo pogłębia rozbrajająca w stosunku do czytelnika szczerość, która wynika właśnie z tego, że bohater spisuje swoje wspomnienia już zza światów. Jak sam twierdzi - „Panowie żywi, nie ma nic tak niezmierzonego, jak pogarda zmarłych” (s. 63). Zresztą swoje wspomnienia dedykuje robakowi, który pierwszy zacznie toczyć jego martwe ciało, co należy odczytywać, iż wśród znanych mu ludzi nikt nie okazał się być godzien owej dedykacji. A zatem, uwolniony przez własną śmierć od presji społecznej i obowiązujących konwenansów, Cubas może opisywać ówczesny świata takim, jakim postrzegał go naprawdę, co oczywiście jest sprytnym wybiegiem samego pisarza, aby realistycznie i bez upiększeń odmalować „ducha swoich czasów”.

Jeśli ktoś chciałby oceniać „Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas” wyłącznie pod względem fabularnych perypetii bohatera, tego z pewnością czeka mniejszy lub większy, ale jednak zawód. Historia życia Brasa Cubas nie jest bowiem przesadnie skomplikowana, a miłosny trójkąt, w który jest przez znaczną część swego żywota uwikłany, to przecież nic oryginalnego w światowej literaturze. Ba, to motyw przerabiany wielokrotnie. Kwintesencja powieści ukryta jest zatem gdzieś indziej. Gdzie? To chyba oczywiste - otóż właśnie w refleksyjnej treści pośmiertnych przemyśleń głównego bohatera, które wyrażane są iście z angielską flegmą, a więc oszczędnie, błyskotliwie i z odpowiednio wyważoną dozą poczucia humoru i ironii. Wszystko to przyjemnie wygładza mocno pesymistyczny wydźwięk tej powieści, który to wynika z fascynacji Machado de Assisa filozofią Artura Schopenhauera. To akurat doczytałem już po zakończonej lekturze, ale dzięki tej informacji od razu wiele elementów powieści stało się dla mnie bardziej zrozumiałych.

Zanim pójdziemy dalej, koniecznie trzeba wspomnieć jeszcze o innej postaci z recenzowanej powieści, a mianowicie o szkolnym znajomym Brasa Cubas, niejakim Quincasie Borba. Bohater ten, występujący także w tytule kolejnej powieści brazylijskiego pisarza, mieni się twórcą filozofii humanityzmu, która to stanowi zlepek ówczesnych filozoficznych twierdzeń o utylitarności ludzkich dziejów. Postać ta i propagowane przez nią poglądy pozwalają de Assisowi na przeprowadzanie polemiki z dziewiętnastowieczną myślą pozytywistyczną oraz innymi postępowymi nurtami ówczesnego światopoglądu z punktu widzenia pesymistycznej filozofii Schopenhauera. W tym celu pisarz posługuje się wspomnianą już ironią oraz humorem, ale także celowo wykrzywia i uwypukla luki idealistycznych konstruktów, które nie zawsze pasują do tego, co niesie ze sobą prawdziwe życie człowieka, a co zapewne sam, jako potomek czarnoskórych niewolników, widział na własne oczy w rodzimym kraju. Właśnie z tego powodu „Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas” wpisywane są do nurtu literatury realistycznej, w której pisarz bynajmniej nie upiększa, ani tym bardziej nie naciąga rzeczywistości społecznej do wymogów tej lub innej doktryny bezustannego rozwoju społecznego człowieka. Wręcz przeciwnie, ukazuje ich wzajemną sprzeczność. Cóż, a prawda pewnie, jak zwykle, leży pośrodku.

Tak czy inaczej, warto wspomnieć jeszcze o zastosowanym przez pisarza podziale tej dość krótkiej powieści na rozdziały, gdyż jest tutaj ukryte kolejne odwołanie do myśli wspomnianego powyżej sławnego niemieckiego filozofa (co zresztą również doczytałem już po zakończonej lekturze). Otóż w tej dość krótkiej powieści - liczącej w polskim wydaniu 231 stron - rozdziałów tych jest aż 160! Każdy posiada rzymską cyfrę porządkową oraz krótki tytuł. Taki układ powieści jest interpretowany jako nawiązanie do struktury „Świata jako woli i przedstawienia”, głównego dzieła prezentującego filozofię Schopenhauera. Dzisiaj, bez podpowiedzi z zewnątrz, trudno już właściwie odczytać ową polemikę, którą de Assis prowadzi z prądami umysłowymi jakie powszechnie propagowała druga połowa XIX wieku. Także na kontynencie południowoamerykańskim. Widoczny wszędzie postęp naukowy, rozwój techniki oraz wiara w ludzkie możliwości są w tej powieści nie tyle podważane, co momentami wręcz wykpiwane i wyszydzane. Brazylijski pisarz, na przykładzie jałowego żywota Brasa Cubas - którego jedyną zasługą było, iż „nie przekazał żadnemu stworzeniu dziedzictwa ludzkiej niedoli” - oraz krytycznych obserwacji brazylijskiego społeczeństwa pełnego niewierności, chciwości, pogoni za władzą oraz wpływami, pragnie ukazać intelektualną miałkość wzniosłych i przekonanych o powszechnym postępie w dziedzinie człowieczeństwa teorii filozoficznych. Zresztą pod koniec powieści Quincas Borba, wspomniany prorok humanityzmu, popada w szaleństwo, co można zinterpretować jako otwarte zakwestionowanie rozsądku wyznawców pozytywistycznej moralności wobec jaskrawych przykładów zepsucia człowieka, co za kilkadziesiąt lat miała w jakimś stopniu potwierdzić historia powszechna.

Aby zakończyć kwestię konstrukcji powieści, warto jeszcze zwrócić uwagę na nowatorskie podejście Machado de Assis do tego aspektu swojego dzieła. Niektóre rozdziały są dość zaskakujące nie tylko pod względem treści, ale także objętości i formy. Wiele z nich jest naprawdę króciutkich, ale za to niezwykle błyskotliwych, co dowodzi, że brazylijski pisarz nie bał się eksperymentów i innowacji. Te liczne rozdziały mają jeszcze jedną zaletę - otóż powieść czyta się przez to bardzo szybko i sprawnie, co w połączeniu z lekkością stylu i sprawnością wyrażania myśli musi ciągle wprawiać czytelnika w niemałe zdumienie. I właśnie dlatego „Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas” należy uznać za utwór daleko wyprzedzającą swoje czasy, co zresztą tylko potwierdza jej wyjątkowe znaczenie w dziejach literatury latynoamerykańskiej.

A zatem podsumowując, cała frajda z lektury tej powieści sprowadza się nie do śledzenia trywialnego romansu Brasa z piękną Wirgilią, ale właśnie do wyłuskiwania z bezkompromisowych przemyśleń narratora oryginalnych myśli i poglądów, za którymi stoi sam pisarz. Aby nie być gołosłownym, warto na koniec przytoczyć parę cytatów, które najlepiej oddadzą światopogląd Machado de Assisa. A pisze on na przykład tak: „Nie irytuj się, jeśli źle ci odpłacą za przysługę: lepiej spaść z obłoków niż z trzeciego piętra” (s. 191). Lub: „Ostatni człowiek, żegnając się z zimną i spustoszoną ziemią, będzie miał zegarek w kieszeni, żeby znać dokładną godzinę swojej śmierci” (s. 105). Wreszcie nieco dłużysz wywód: „Pamięć o dobrodziejstwie w umyśle tego, który je praktykuje, tłumaczy się przez samą naturę dobrodziejstwa i jego efekty. Po pierwsze - uczucie, iż dokonało się dobrego uczynku i wynikająca z tego świadomość, że jesteśmy zdolni do dobrych uczynków; po drugie, doznaje się uczucia wyższości nad innym osobnikiem, wyższości w pozycji i w środkach; a to jest dla człowieka jednym z najprzyjemniejszych doznać według zdania najmądrzejszych” (s. 220-221). Myślę, że na tych przykładach doskonale czuć, jak mocny wpływ na umysłowość brazylijskiego pisarza miała pesymistyczna myśl Schopenhauera, który to, podobnie jak niemiecki filozof, zdaje się iść w swojej twórczości wbrew powszechnie obowiązującym ówcześnie aksjomatom. Gorąco polecam lekturę - to rzecz, do której będę chciał jeszcze kiedyś wrócić.

Nadal nie mogę uwierzyć, że powieść ta, uchodząca za jedno z największych arcydzieł literatury brazylijskiej, została wydana w roku 1881, a więc bez mała sto pięćdziesiąt lat temu! Niezwykle oryginalny i błyskotliwy sposób, w jakim została napisana, wskazywałby, że mamy do czynienia z książką jeśli nie współczesną, to przynajmniej napisaną w wieku XX. Tymczasem rok wydania...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1309
1265

Na półkach: , , , , , ,

Klasyka literatury brazylijskiej z 1881 roku. Jak na datę wydania - zaskakująco nowoczesna w formie i odważna w treści.
Otóż pierwszoosobowym narratorem jest nieboszczyk, który opowiada najpierw historię własnej śmierci, w tym majaków, a później życia. Robi to oczywiście w sposób wybiórczy, z humorem, przeważnie ironicznym, czasem groteskowym.
Narrator prezentuje rzecz jasna punkt widzenia osoby zamożnej z warstwy uprzywilejowanej, którą stać na … posiadanie niewolników, utrzymywanie kochanki czy wieloletnie studia w Europie. Co ciekawe – autor niewiele miejsca poświęca wydarzeniom politycznym (w tym niepodległości Brazylii),z wyjątkiem tych fikcyjnych, w których bierze udział bohater.
Ciekawsze są perypetie osobiste Brasa Cubas, od dzieciństwa począwszy, gdyż już wtedy miał naturalne predylekcje do niejako frywolnych zabaw, takich jak np. publiczna denuncjacja podglądanych kochanków całujących się w ogrodzie.
Sfera ta zajmuje większość owych pośmiertnych wspomnień i na pewno powieść w takiej formie nie mogłaby się wówczas ukazać w Polsce (przeciwnie niż np. we Francji). Otóż aktywność intymna bohatera w praktyce ograniczała się do miłości pozamałżeńskiej, co więcej – z mężatką. Rzecz nie do przyjęcia w polskiej literaturze XIX-wiecznej ;-). Jednocześnie nie jest to erotyk, albowiem książka została napisana w czasach, gdy nikt nie epatował intymnością. Z równą ironią i humorem narrator opisuje swoją działalność publiczną, chociażby w parlamencie czy też jako wydawcy gazety a także system filozoficzny nietypowego przyjaciela.
Powieść podzielona jest na ponad sto krótkich i …. jeszcze krótszych rozdziałów (jeden pusty, kilka parozdaniowych),dzięki czemu czyta się ją szybko i z przyjemnością.
Pozycja przeczytana w ramach wyzwania kwietniowego – książka z tytułem (lub autorem) rozpoczynającym się na literę „W”.

Klasyka literatury brazylijskiej z 1881 roku. Jak na datę wydania - zaskakująco nowoczesna w formie i odważna w treści.
Otóż pierwszoosobowym narratorem jest nieboszczyk, który opowiada najpierw historię własnej śmierci, w tym majaków, a później życia. Robi to oczywiście w sposób wybiórczy, z humorem, przeważnie ironicznym, czasem groteskowym.
Narrator prezentuje rzecz...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
513
188

Na półkach:

248 stron, 160 rozdziałów.
Jeszcze raz: 248 stron, 160 rozdziałów(!).

***

Wspomnienia, które bohater pisze po własnej śmierci. Narrator, który przypomina czytelnikowi, by nie przegapił kluczowych wydarzeń z poprzedniego rozdziału. Zdrady, ucieczki, kłamstewka, ogromna dawka poczucia humoru…

To przeoryginalna książka, która mimo 142 lat na karku wciąż nie zaczęła się starzeć. Świetna rzecz zapomnianego w Polsce brazylijskiego mistrza pióra, Machado de Assisa, którego zdążyłem się już stać ogromnym fanem.

Autor co chwila zaskakuje czytelnika - jeden z rozdziałów wypełniony jest … milczeniem, mamy także epitafium, zgromadzenia znaków przestankowych, czy rozdział pochwalny poświęcony nogom bohatera, w podzięce za to, że zaniosły go bez przeszkód w miejsce przeznaczenia. De Assis uderza czasem w poważniejsze, quasi-filozoficzne, czy wręcz biblijne tony. Są to jednak krótkie odstępstwa od normy, wszystkie podane z nieprawdopodobną wręcz lekkością. Trudno się nie uśmiechnąć, czytając:

"Poszedłem dalej, snując nieskończoną ilość refleksji, które niestety już zapomniałem; byłby to zresztą materiał do całego rozdziału, może nawet wesołego. Lubię wesołe rozdziały; to moja słabość. Widziany z zewnątrz epizod z Valongo był okropny. Ale tylko z zewnątrz. Gdy jednak zatopiłem w nim ostrze rozumowania, znalazłem w nim treść figlarną, subtelną, a nawet głęboką".

Jeśli szukacie lektury lekkiej, pełnej niewymuszonego humoru, tak po ludzku prawdziwej i jeśli nie przeszkadza Wam nieustanne poklepywanie po plecach przez narratora - nie ma lepszej opcji niż Machado de Assis.

PS. 248 stron, 160 rozdziałów(!).

248 stron, 160 rozdziałów.
Jeszcze raz: 248 stron, 160 rozdziałów(!).

***

Wspomnienia, które bohater pisze po własnej śmierci. Narrator, który przypomina czytelnikowi, by nie przegapił kluczowych wydarzeń z poprzedniego rozdziału. Zdrady, ucieczki, kłamstewka, ogromna dawka poczucia humoru…

To przeoryginalna książka, która mimo 142 lat na karku wciąż nie zaczęła się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

198 użytkowników ma tytuł Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas na półkach głównych
  • 126
  • 70
  • 2
42 użytkowników ma tytuł Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas na półkach dodatkowych
  • 24
  • 6
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Mistrzowie opowieści. Święta, święta... Hans Christian Andersen, Paul Arène, Lucia Berlin, Elizabeth Bowen, Truman Capote, Angela Carter, Anton Czechow, Fiodor Dostojewski, O. Henry, Langston Hughes, Tove Jansson, Selma Lagerlöf, Laurie Lee, Joaquim Maria Machado de Assis, Irène Némirovsky, Frank O’Connor, Grace Paley, Damon Runyon, Saki, Wolfdietrich Schnurre, Dylan Thomas, Mário de Andrade
Ocena 6,8
Mistrzowie opowieści. Święta, święta... Hans Christian Andersen, Paul Arène, Lucia Berlin, Elizabeth Bowen, Truman Capote, Angela Carter, Anton Czechow, Fiodor Dostojewski, O. Henry, Langston Hughes, Tove Jansson, Selma Lagerlöf, Laurie Lee, Joaquim Maria Machado de Assis, Irène Némirovsky, Frank O’Connor, Grace Paley, Damon Runyon, Saki, Wolfdietrich Schnurre, Dylan Thomas, Mário de Andrade
Joaquim Maria Machado de Assis
Joaquim Maria Machado de Assis
Brazylijski poeta i prozaik, dramaturg i eseista. Urodził się w 1839 w Rio de Janeiro z matki Portugalki i ojca Mulata. Jego rodzina była bardzo biedna, a edukacja młodego Machado nigdy nie wyszła poza poziom elementarny. Matka zmarła we wczesnym dzieciństwie syna, następnie Machado wychowywany był przez macochę Mulatkę. Pracował jako pomocnik drukarza, a następnie jako sprzedawca w księgarni Paulo Brito. Właśnie w tym okresie zaczął pisać opowiadania i wiersze. Swoje pierwsze dzieła publikował w czasopismach. Gdy miał dwadzieścia lat już zaczął zdobywać popularność. Jego kariera wyniosła go z niskiej klasy społecznej do elity intelektualistów. Jego praca odzwierciedla kilka modnych w europejskiej literaturze tendencji XIX wieku, zawiera realizm, romantyzm, naturalizm, impresjonizm i symbolizm. Jest bardzo szanowany jako brazylijski powieściopisarz. Machado de Assis pisał powieści, opowiadania, wiersze, sztuki i eseje. Jego książki na język polski tłumaczyła Janina Z. Klawe.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Aura Carlos Fuentes
Aura
Carlos Fuentes
Jeśli lubiliście jak ja myszkować w dzieciństwie nocą po obcych chałupach w gościach, poświata księżyca drobnym pyłem prósząca albo latarka, klasyczna kieszonkowa, i nasłuchujesz skrzypień, ożywają wzory na zasłonie, chichot za oknem, tak Aura wam się spodoba. Albo marzenie takie w podstawówce: zapelętać się tam pod schodami na przykład i niech mnie zamkną na noc w tej starej szkole i biegam ciemnymi korytarzami, mój cień przesuwa się po zimnych murach, olbrzymi, śpiewam, krzyczę, echo w moim towarzystwie, wpadam do klasy biologicznej, gdzie szafa z eksponatami przyrodniczymi i śmieją się stamtąd w mej plamie światła - wypchany perkoz, kruk i szczupak, lis przyczajony na tablicy wychynął ze swej nory, splątane w słoikach błyszczące węże też jakby uśmiechnięte, szkielet stoi oczywiście, to wiadomo danse macabre. Albo jak sen, gdzie wchodzisz do mrocznego pokoju, potykasz się co chwila, o lepkie ściany obijasz, wyczuwasz pod nogami futro, czy to dywan, jakiś pisk, nadepnąłem chyba szczura. Ognik zapałki nic tu nie pomaga, zamiast coś rozświetlić to jakby ciemność wzmaga, ale się dostrajasz, na ścianach wotywne symbole ledwo lampkami podświetlone, srebrne serca chyba, flakony kryształowe i w głębi łóżko, a w nim drobna, pomarszczona, wzdychająca figurka, coś u jej boku ukazuje czerwone oczy, wytężasz wzrok, nosz kurwa królik i żuje coś w tej uporczywej ciszy. Bezgwiezdna noc i gęsty zapach roślin; kwiat wilczej jagody, słodkogorza, trzmieliny i dziewanny. Budzisz się chyba; błagalne, pełne bólu miauczenie gdzieś tam słychać. W opalizującym świetle przy tobie siedzi dziewczyna i ledwo ją oddzielasz od tej złotawej mgiełki co wszystko spowija, a ona nuci melodię i bierze cię w ramiona i twarz z pustymi oczami znajduje się tuż przy twojej. Znów się budzisz z niemym krzykiem - sen we śnie - spoglądasz na zegarek, który mierzy czas fałszywie, czas zmyślony dla zmylenia tego prawdziwego, co mknie ze śmiertelną szybkością i żaden zegar zmierzyć go nie może. Co za klimat panie Fuentes.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na94 miesiące temu
Podróż do źródeł czasu Alejo Carpentier
Podróż do źródeł czasu
Alejo Carpentier
Nieznany mi bliżej kubański pisarz Alejo Carpentier został przez mnie odkryty dzięki temu, że wpisywał się w jeden z punktów wyzwania czytelniczego. Niestety, odkrycie, że mam do czynienia z realizmem magicznym o mało nie doprowadziło do porzucenia książki zaledwie po kilkudziesięciu stronach. "Podróż do źródeł czasu" to powieść z 1953 roku, opowiadająca o muzyku i kompozytorze z Nowego Jorku, który wyrusza w podróż do Ameryki Południowej pragnąc uciec od swojej rutyny i nudnej cywilizacji w poszukiwaniu pierwotnej, naturalnej egzystencji, gdzie życie może być proste, bez cywilizacyjnych pokus i mamienia. Celem wyprawy do bajecznej dżungli ma być przede wszystkim poszukiwanie instrumentów używanych przez Indian. Jednak zderzenie z odmiennością tamtejszej ludności i bujnej przyrody, zwrócenie uwagi na harmonijnie prowadzone życie w zgodzie z rytmem dnia i naturą oraz wszechobecne poczucie przynależności do wspólnoty, staje się dla bohatera inspiracją. Miejsce do którego trafia to miejsce niedotknięte czasem, odcięte zupełnie od technologii i udogodnień, a pełne prehistorii działa na muzykologa jak magnes. Zakochuje się w jednej z jego mieszkanek i pragnie zostać przy boku Rosario, jednak nie jest i nigdy nie będzie kimś stamtąd. Nie dla niego to szczęście wywodzące się z prymitywnej natury; jest człowiekiem skażonym cywilizacją i w końcu dociera do niego, że nigdy nie zostanie w pełni zaakceptowany przez mieszkańców utopijnego miasteczka. Carpentier tworzy wiele obrazów i nawiązań do minionych epok. Wraz z bohaterem wędrujemy od współczesności przez czasy konkwisty, średniowiecze, aż do tytułowych źródeł czasu. Dżungla wita swoim naturalnym, nieskażonym bogactwem, a plemienna ludność posługująca się narzędziami, jak z epoki średniowiecza oraz prehistorycznymi instrumentami, czci pradawne zwyczaje i obrzędy, co podkreśla tylko wyobcowanie bohatera stojącego na przeciwległym kulturowym krańcu. Metaforyczność "Podróży do źródeł czasu" jest oczywista. Powieść stanowi metaforę podróży od kultury zgiełku do natury, symbiozy z przyrodą, jest też podróżą w głąb siebie, w głąb pierwotnego istnienia. Czym jest "źródło czasu"? To coś pierwotnego, coś z czego bierze swój początek wszechrzecz, istnienie. "Podróż do źródła czasu" to przedstawiciel realizmu magicznego, z którym mi zupełnie nie po drodze, więc dla mnie osobiście książka ta stanowiła podwójne wyzwanie. Gdy myślę o przeczytanej treści dostrzegam wiele elementów, odgaduje pewne niuanse, jednocześnie zdając sobie sprawę ile mi przy tym umknęło momentów i to być może ważnych dla zrozumienia całej treści. Chwilami odpływałam nie łapiąc kontekstu, musiałam wracać, zastanawiać się, co było uciążliwe, ale też stwarzało okazję do zastanowienia się nad tym, co głębsze, co ważne w życiu każdego z nas. Tak, to dobra książka do przemyśleń, ale nie, nie dla każdego.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na64 miesiące temu
Plugawy ptak nocy José Donoso
Plugawy ptak nocy
José Donoso
Posadowiona na pograniczu realizmu magicznego i surrealizmu powieść, wymaga od czytelnika uwagi i skupienia, by przy przekraczaniu owej granicy nie zatracić rozeznania w narracji i roli jej bohaterów. O ile Autor rozpoczyna legendą, to w kolejnych rozdziałach, których akcja rozgrywa się w Chile w latach 60-tych XX wieku, opisuje wydarzenia związane z miejscem i ludźmi, którzy mogą być potomkami osób z przedstawionej opowieści. Miejscem akcji jest opuszczony dom, niegdyś kontemplacji, a w czasie gdy rozgrywa się powieść, prowadzony przez zakonnice ośrodek, czy też przytułek dla starych kobiet, które mają tam swój świat, jakże inny od tego na zewnątrz, gdyż opuszczony i zaniedbany, jednak dla nich ważniejszy i bezpieczniejszy. Poprzez pryzmat świata zatrzymanego wewnątrz murów, jak i tego, związanego z życiem na zewnątrz, Autor ukazał istotę przemijania, przemiany ról życiowych i społecznych i odniesień, które dają preteks do podejmowania określonych działań i przybierania postaw, poprzez pryzmat których czujemy się bezpieczni. Nic nie jest tym, czym się wydaje, wszystko podlega zmianom, sługa może stać się kimś bardzo bogatym, zaś osoba piękna i dystyngowana zostać napiętnowana z tego właśnie powodu przez to, że różni się od oceniających. Zamknięta społeczność staruszek zastępują dziwolągi, postaci pokraczne z uwagi na różne deformacje fizyczne, to co brzydkie, staje się normą. `Nie wiadomo, czy zabieg ten nie posłużył Autorowi do skrytykowania stosunków społecznych i ustroju politycznego, to moje przypuszczenie. Brawa dla Pani tłumacz Zofii Chądzyńskiej, książka jest trudna i wymagająca, nie mniej z pewnością jej drobiazgowość pozwoliła wiernie przekazać zamysł Autora.
Marton - awatar Marton
ocenił na611 dni temu
Siedmiu szaleńców Roberto Arlt
Siedmiu szaleńców
Roberto Arlt
Jak wyglądałby nasz świat, gdyby prawo ustalania reguł w nim obowiązujących oddać szaleńcowi? Albo jeszcze lepiej - grupie szaleńców, którzy zbiorą się razem i opracują „odważny nowy świat” dla każdego z nas? Chyba nad tym właśnie dylematem zastanawiał się argentyński pisarz, Roberto Arlt (1900-1942),gdy zasiadł do napisania swojej najsłynniejszej powieść. „Siedmiu szaleńców” jest zatem literacką wycieczką w krainę ludzkiego obłędu. Każdy z jej bohaterów ma bowiem jakieś zaburzenia osobowości, na których to przykładzie pisarz przekazuje kilka zaskakująco trafnych prawd o regułach rządzących ludzkim społeczeństwem. Akcja napisanej w 1929 roku powieści rozgrywa się - a jakże - w Buenos Aires, stolicy Argentyny, gdzie poznajemy głównego bohatera o imieniu Erdosain. Facet jest chyba najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem w całej Ameryce Południowej, a skala jego zgryzot zdradza zamierzoną przez pisarza przesadę. Poznajemy go w momencie, gdy jego pracodawca odkrył, iż główny bohater najzwyczajniej w świecie okrada firmę, w której pracuje, i zażądał rozliczenia się oraz zwrotu przywłaszczonych kwot. Jak się łatwo domyślić, Erdosain przysłowiowym groszem (choć w tym wypadku raczej peso) nie śmierdzi, więc rusza w miasto, aby skombinować forsę i uniknąć dłuższej odsiadki za finansowe malwersacje. To początek przedziwnego ciągu spotkań kolejnych postaci literackich, co do których zdrowia psychicznego możemy mieć daleko idące wątpliwości. A mówiąc mniej dyplomatycznie, zdradzający objawy rozstroju osobowości bohater spotyka na swojej drodze kolejnych szaleńców, z których najciekawszy jest niejaki Astrolog. Warto poświęci mu kilka słów, gdyż wydaje się, że akurat w tym przypadku w jego szaleństwie jest skryta pewna metoda. Otóż Astrolog jest żądnym władzy fantastą oraz utopistą o pokręconych i totalnie oderwanych od rzeczywistości ambicjach. Zdradza przy tym jednak pewną racjonalność postępowania. Zresztą można szerzej powiedzieć, że choć szaleństwo poszczególnych bohaterów powieści jest widoczne gołym okiem, to w pewnych aspektach potrafią oni zdobyć się na całkiem rozsądne planowanie kolejnych swoich kroków. Tak też jest w przypadku Astrologa, który wciąga będącego na dnie życiowego upadku Erdosaina w utopijny plan przejęcia władzy w Argentynie, a następnie może i w całej Ameryce. Tytułowych siedmiu szaleńców to zatem kolejne postacie, które Erdosain poznaje podczas swojej włóczęgo po metropolii oraz oczywiście on sam. Arlt tworzy w powieści wybuchową mieszankę szaleństwa połączonego z fascynacją ówczesną techniką i nauką. Rojenia głównego bohatera i jego mentora są zdawałoby się czystą fantastyką i nierealnymi mrzonkami, ale - po głębszym zastanowieniu się - nie do końca musi tak być. Traumatyczne doświadczenia I wojny światowej, z użyciem gazów bojowych i innych zdobyczy nowoczesnej nauki, żywo przemawiają przez bohaterów powieści. Oczywiście wtedy schemat rewolucji planowanej przez bandę szaleńców zdawał się być wyłącznie strefą literackiej fikcji, ale jednak zaskakujące jest, jak dekadę po wydaniu recenzowanej powieści całkiem rzeczywiste szaleństwo ogarnęło świat w trakcie II wojny światowej. Niektóre obłąkane koncepty bohaterów powieści argentyńskiego pisarza znalazły realne odwzorowanie w amoku wojennym III Rzeszy, ale to taka refleksja na marginesie. Nie sądzę, aby Arlt miał ambicję do przewidywania przyszłości, choć z drugiej strony całkiem trafnie ukazał istniejące zagrożenia. Aby nie być gołosłownym, podam przykład. Warto zwrócić uwagę, jak pod postacią życiowego wyrzutka, jakim bez wątpienia jest główny bohater powieści, argentyński pisarz opisał pewne mechanizmy podporządkowywania dla „większej idei” pozbawionych życiowego celu, nieszczęśliwych ludzi. Tu po raz kolejny musimy wrócić do postaci Astrologa, który zdaje się doskonale opanował umiejętności niezbędne do manipulowania i wykorzystywania innych do własnych celów. Erdosain jest przykładem takiego zagubionego w życiu człowieka, który pragnie stać się wyznawcą. W swojej pustej, ubogiej i pełnej upokorzeń egzystencji nie odnajduje on bowiem żadnego sensu, a przez to popada w coraz większa alienację od społeczeństwa. Spotykając Astrologa, łapczywie słucha jego wywodów, które dla nas są niczym innym jak stekiem bzdur, ale dla niego - zdają się być prawdą objawioną. Jest zatem gotowy do działania, bo oto odnajduje dla siebie autorytet, kogoś kto może odmienić jego los. A on niczego innego nie pragnie bardziej. I nie zawaha się przed niczym, nawet przed zbrodnią. Tak rodzą się wyznawcy, którzy niekoniecznie muszą być szaleńcami, ale na pewno są psychicznie uwarunkowani do tego, aby podążać za wizją wodza lub przywódcy. Także taką, którą określilibyśmy mianem szaleńczej. Takim wodzem zdaje się być właśnie Astrolog, postać złowieszcza oraz przebiegła, a jednocześnie zdradzająca objawy obłąkania tak samo, jak pozostali bohaterowie tej powieści. „Siedmiu szaleńców” to także bardzo sugestywnie odmalowany obraz nizin społecznych argentyńskiej stolicy. Obracamy się bowiem w środowisku alfonsów, prostytutek, marnych urzędników i byłych wojskowych, rożnego rodzaju wagabundów i nawiedzonych proroków, których pozycja ekonomiczna jest zła lub bardzo zła. Ukazując włóczęgę Erdosaina po uliczkach Buenos Aires, argentyński pisarz bardzo przekonująco oddaje nam obraz beznadziei i braku perspektyw, z jakimi musieli się mierzyć szarzy ludzie ze społecznego marginesu w latach 20. XX wieku. Arlt ukazuje ostry kontrast między eleganckimi ulicami centrum miasta, które z rzadka odwiedzają ludzie z robotniczych przedmieść, aby podziwiać tamtejsze witryny sklepowe i wspaniałe kamieniczki, a suterenami i zabrudzonymi uliczkami biedoty. Postać Erdosaina, mimo nadanej jej cech wrodzonej bezradności i postępującego obłąkania, jest zatem także przykładem pozbawionego perspektyw przedstawiciela wielkomiejskiej biedoty, którego wszystkie myśli ogniskują się na tym, jak zdobyć pieniądze. Główny bohater, okradając swojego pracodawcę, zwraca uwagę na to, że mając pieczę nad o wiele większymi pieniędzmi, sam zarabiał tak skandalicznie mało. Ale jednocześnie pieniędzy, które ukradł, nie jest w stanie wydać na racjonalny i pożyteczny cel, co pokazuje tragiczną bezradność ludzi z marginesu, którzy nawet mając upragnione pieniądze, nie potrafią z nich właściwie skorzystać. Jak się zatem okazuję, tę dość krótką i w sumie nieskomplikowaną pod względem fabularnym powieść można ciekawie interpretować na kilku poziomach. Przede wszystkim jako nieraz mocno ironiczne, a nieraz całkiem poważne, rozważania o strukturze władzy i meandrach ludzkiego myślenia. Kolejny poziom to wierny obraz biedoty miejskiej Buenos Aires i jej problemów, które to pisarz sam znał z własnego doświadczenia, okres dorastania spędził bowiem na ulicach stolicy. To zresztą zaskakujące, jak człowiek, który nie ukończył żadnej szkoły (został wyrzucony),wydał kilka poczytnych w swojej ojczyźnie powieści, które zainspirowały późniejszych pisarzy. Trzecim wreszcie aspektem utworu jest świat rojeń jej bohaterów, a więc zanurzenie się na chwilę w zwichrowane i pokręcone osobowości, na co dzień niedostępne dla zdrowego psychicznie odbiorcy. Aczkolwiek co do tego ostatniego twierdzenia, nie do końca jestem pewien jego całkowitej słuszności. Podobno w każdym z nas tkwi ziarnko szaleństwa, które aby wzrosnąć, potrzebuje tylko sprzyjających ku temu okoliczności. Tak czy inaczej, recenzowana książka okazała się być całkiem przyjemną lekturą, napisaną z dużym talentem literackim i oryginalnym konceptem.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na71 rok temu
Księga piasku Jorge Luis Borges
Księga piasku
Jorge Luis Borges
Był motyw lustra, labiryntu i nieograniczonej zbiorami biblioteki. W „Księdze piasku” Borges ponownie porzuca realność, pozostając blisko naturze człowieka. I choć nie każde opowiadanie we mnie "osiadło", wciąż pamiętam pierwsze, w którym sześćdziesięcioletni autor spotyka młodzieńca, samego siebie sprzed wielu lat. To nieustanne powracanie do wątku zapętlenia i nieskończoności jest jak chłodny dotyk nieuchronnej śmierci czekającej na końcu korytarza – to początek czy koniec drogi (spójrzcie na śmierć w fantastycznym „Krążku”)? A może tylko przejście miedzy pokojami? Sam tekst – jeśli zostanie przeczytany, stanie się opowiadaniem dla autora; Borges dopuszcza się autoironii mówiąc ustami siebie starszego, że jedyne co wie, to że napisze (a jednocześnie napisał) zbyt wiele książek. W „Ulrice”, noweli o nieszczęśliwej miłości, znajdziemy odwołania do Nibelungów. „Kongres Świata” zaczyna się jak utopijna przypowieść o debacie nad szczęściem wszystkich ludzi, a jednocześnie przypomina o losie ksiąg, które płonęły na stosach niebezpiecznych idei. „There are more things” ociera się o krwawe zjawy i duchy w stojącym nad mokradłami Czerwonym Domu. Potworny obraz stołu operacyjnego przypominającego kształtem amfisbenę odbija się w lustrach w kształcie litery V… „Zwierciadło i maska”, jakże borgesowskie w brzmieniu i formie, jest nowelą o ogniu spalającym twórcę słów i sile, a jednocześnie marności świeckiej władzy. Książka jest bohaterką opowiadania tytułowego – i znów autor powraca do nieskończoności, „uwięzienia” człowieka-czytelnika w mocy słów pisanych w Księdze Piasku, istoty niegodnej, by obcować z jej potęgą (stąd też najlepiej ją… zgubić). Wracają więc w zbiorze wątki znane z „Alefu” czy „Fikcji” – dajmy na to sobowtóra czy tajemnic zaklętych w starożytnych opowiadaniach i mitach. Można, jeśli posiada się dostatecznie szerokie horyzonty, łapać pewnie z dziesiątki nici, które autor pozaplątywał między zdaniami (Lovercraft? Kafka?). Mnie pozostaje wciąż nieudolna próba ogarnięcia tej prozy, do której wciąż będę wracać.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na61 miesiąc temu
Wynalazek Morela Adolfo Bioy Casares
Wynalazek Morela
Adolfo Bioy Casares
O tajemniczym miejscu z dziwnym bohaterem i jeszcze bardziej niezwykłym wynalazcą. Niełatwa, wręcz metafizyczna, acz zaskakująco aktualna książka. Więcej tu pytań niż odpowiedzi, a do głębszej warstwy trzeba docierać samemu - pod tym względem to arcytrudny tekst. Początkowo wydawało mi się to lekką ramotką w stylu “Wyspy doktora Moreau”, ale na koniec wybrzmiało jednak wyjątkowo aktualnie - jako swoisty głos sprzed lat w jakże aktualnej debacie publicznej o ochronie autonomii informacyjnej jednostki, jak to się dzisiaj ładnie mówi. A także o sztucznej inteligencji, awatarach itp. itd. Acha, i jeszcze maltuzjanizm wyciągnięty z niepamięci. Można by powiedzieć, że Casares przewidział współczesne zagrożenia, jakże czasem straszliwe. Dziś wszak ludzie sami “sprzedają” za darmo swoją prywatność ku uciesze hm…. takich różnych, by już nie mówić o nagminnym wrzucaniu do sieci zdjęć małych dzieci przez rodziców… Ta książeczka to odmiana nie tyle science-fiction, ile realizmu magicznego, bo na jego terytorium się znajdujemy: nic nie wydaje się tym, czym jest, musi lub może być. Fabuła wydaje się niby staroświecka: narrator rzekomo ścigany za zabójstwo - według niego oczywistą pomyłkę wymiaru sprawiedliwości - trafia na bezludną (rzekomo) wyspę. Oniryczna atmosfera potęguje poczucie niesamowitości, bo jednak ludzie się pojawiają - ale czy są nimi naprawdę, czy aby nie są właśnie tylko awatarami, dziełem tytułowego wynalazku (kompletnie ignorują naszego bohatera). Tymczasem on sam zakochuje się - albo też tak mu się wydaje - w jednej z kobiet, która jest/ma być mieszkanką wyspy: “Nie jestem już martwy, jestem zakochany”. “Spędzam noce obok łóżka Faustine, na dywaniku na podłodze, i ogarnia mnie wzruszenie, gdy widzę, jak odpoczywa, zupełnie nieświadoma zwyczaju sypiania razem, którego już nabieramy”. Sam jednak nie jest do końca pewny autentyczności kobiety: “Pobyt na zamieszkiwanej przez sztuczne zjawy wyspie był najbardziej nieznośnym z koszmarów: być zakochanym w jednym z tych obrazów to gorzej, niż zakochać się w upiorze (choć zawsze chyba pragniemy, by kochana osoba miała w sobie coś ze zjawy)”. Dopuszczalna jest i taka wersja całości: ”Oni wszyscy byli szaleńcami, a wyspa sanatorium dla umysłowo chorych”, w tym i narrator. Jego niepewność nieco udziela się i nam… “Chwilami sądziłem, że jestem w domu wariatów; kiedy indziej znów byłem dyrektorem domu wariatów”. À propos, odwieczny dylemat: kto do nas mówi - autor, narrator, czy może jeszcze ktoś inny - w tym przypadku sięga wyżyn skomplikowania. Było to na pewno zamiarem Casaresa, który bądź co bądź korzystał z najlepszych wzorców literackich pod tym względem. Nie przypadkiem sam Borges udzielił tu łaski wstępu, choć jego słowa o “doskonałym dziele” chyba jednak lekko na wyrost, a może to tylko środowiskowy ukłon. Zakończenie zaskakujące, choć nieco przewidywalne. W tym szalonym świecie wreszcie wydarzy się coś racjonalnego. Pozostaje wynaleźć “aparat zdolny do połączenia rozproszonych bytów”... Nieco cytatów: “– Dla ściganego, jak pan, istnieje tylko jedno miejsce na świecie, ale wręcz nie do życia. To wyspa. (...) Gwoli mojego bezpieczeństwa należy stanowczo odrzucać jakąkolwiek pomoc bliźniego”. “Pokażę, że świat, wraz z udoskonaleniem policji, dokumentów, prasy i urzędów celnych, czyni każdą pomyłkę sprawiedliwości faktem nieodwracalnym, że jest jednomyślnym piekłem dla ściganych”. “Ci, którzy ferują wyroki, decydują też o czasie i sposobie obrony, co sprawia, że kurczowo, niczym szaleńcy, trzymamy się wolności”. “Zachwyt magią dopiero co minionej przeszłości jest teraz czymś powszechnym”. “Panowała cisza, samotny szum morza i nieruchomość przeplatana ucieczkami stonóg. Lękałem się inwazji upiorów lub – to mniej prawdopodobne – policji”. “Jestem przekonany, że nie przybił tu żaden statek, nie lądował żaden samolot ani inny pojazd. A jednak tej ciężkiej nocy, z minuty na minutę, suche trawy wzgórza zaroiły się od ludzi, którzy tańczyli, spacerowali i kąpali się w basenie, zupełnie jak wczasowicze”. “Z zalanych mętną wodą bagien widzę szczyt wzgórza i zamieszkałych w muzeum wczasowiczów. Ich niewytłumaczalne przybycie mógłbym tłumaczyć skutkami, jakie pozostawił w mym mózgu wczorajszy upał. Ale to nie były zjawy ani halucynacje, to prawdziwi ludzie, przynajmniej równie prawdziwi jak ja”. “Nie oczekiwać niczego od życia, żeby nie ryzykować go; podawać się za zmarłego, aby nie umrzeć”. “Nie popełniłem żadnego błędu poza tym, że milczałem i pozwoliłem zapanować ciszy”. “Odkryłem w sobie skłonności przewidywania wyłącznie złych następstw”. “Nie wydaje mi się konieczne uważać sny za rzeczywistość ani rzeczywistość za szaleństwo”. “Posiew nieśmiertelności padnie na wszystkie dusze, tak rozproszone, jak i te istniejące”. “Nieograniczone zachowanie dusz przy życiu jest sprawą zapewnioną. Mówiąc ściśle: będzie całkowicie zapewnione w dniu, w którym ludzie zrozumieją, że dla obrony swego miejsca na ziemi należy głosić i praktykować maltuzjanizm”. Dość złowieszczo - w kontekście tego, co mamy dziś - brzmią wnioski narratora: “To dziwne, że wynalazek oszukał wynalazcę. (...) Obrazy nie żyją. (...) I pewnego dnia pojawi się jakiś doskonalszy aparat”. “Kiedy zajmą się wynalazkiem umysły doskonalsze od Morela, człowiek wybierze sobie jakieś ustronne i miłe miejsce, połączy się z wybranymi przez siebie osobami i będzie trwał w swym intymnym raju. Będą to niestety, raje zniszczalne, gdyż obrazy nie będą zdolne widzieć ludzi. A ludzie, jeśli nie posłuchają Malthusa, będą kiedyś zmuszeni wykorzystać przestrzeń nawet najmniejszych rajów”. “Jeśli pragniemy nie ufać, okazji nigdy nie zabraknie”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na78 miesięcy temu
Alef Jorge Luis Borges
Alef
Jorge Luis Borges
Łacińskie "multum in parvo" ("wiele w niewielu" w znaczeniu dużo treści w niewielu słowach) obrazuje "Alefa" idealnie. Ta antologia kilkunastu opowiadań, gdzie niektóre mają objętość zaledwie kilku stron to literatura piękna, która aż onieśmiela- zarówno formą, wycyzelowaniem każdego zdania, pojedynczego słowa, jak i bogactwem treści. Borges żongluje pojęciami takimi jak nieśmiertelność, tożsamość, nieskończoność, powtarzalność. Bohaterowie jego opowiadań pojawiają się w różnych czasach, kontekstach, miejscach, mając swoich duchowych sobowtórów, swoje labirynty snów i okoliczności, przyczyn i skutków. Jednostka to tutaj tylko jedno z włókien wszechrzeczy i nieskończoności w ciągłym procesie powtarzalności człowieczej egzystencji i dziejów świata. Całość spowija egzotyczny klimat i egzotyczny smak popijanej w zadumie nad jednostkowym ludzkim losem yerba mate. . "Alef" wrzuca nas w świat intertekstualności. Ilość nawiązań - do miejsc, postaci historycznych, starożytnych i średniowiecznych woluminów świadczy o niezwykłej wprost erudycyjności Borgesa, gdzie obok wiedzy filozoficznej, historycznej, ogólnie- humanistycznej jest ta łatwość i lekkość poruszania się między historią, a wyobraźnią, między różnymi doktrynami, koncepcjami, poglądami, pojęciami, przyswajanie ich na potrzeby własnej pisarskiej fantazji. Ciekawe są też wątki, gdzie pojawia się autotematyzm, a Borges czyni siebie samego jednym z bohaterów swoich opowiadań. Filozofia, religie, mitologia, historiozofia, refleksja nad pamięcią, pojęciem czasu, determinizmem, językiem-  zespolone są w taki sposób oraz podane nam w takiej literackiej formie, by mimo tej głębokiej refleksyjności nie raniło to naszej duszy w jej "najbardziej intymnej głębi" "nieuleczalną i czarną melancholią". Stąd także humor, który równoważy te intelektualne wędrówki przez labirynt wszechrzeczy, gdzie na każdym kroku potykamy się o kolejne filozoficzne zagadnienia oraz poszukujemy prawdy na temat tego, gdzie jest ta granica między światem rzeczywistym, a jego lustrzanym odbiciem. . Szaleństwo, rozpacz, chęć zemsty, działanie ukrytych niewytłumaczalnych sił- to napędza fabułę poszczególnych opowiadań i sprawia, że stają się one nie tylko literacką ucztą, ale też ogólnie  angażującymi opowieściami, gdzie miesza się okrucieństwo, chaos, realność, iluzja, symbolizm oraz boskość. Bardzo polecam.
Ananke144 - awatar Ananke144
ocenił na95 miesięcy temu
Ilona przychodzi z deszczem Álvaro Mutis
Ilona przychodzi z deszczem
Álvaro Mutis
We wstępnym słowie “Do czytelnika” widnieje fragment, który w jednym zdaniu najtrafniej jak tylko to możliwe opisuje głównego bohatera i jednocześnie narratora książki: „(…) przeszłość i przyszłość nigdy nie miały wpływu na stan ducha naszego bohatera”. Wachtowy Maqroll, bo tak brzmi jego imię, sprawia wrażanie zaabsorbowanego wciąż jedną myślą: jak umilić teraźniejszość, wykorzystując dary losu. To pewnie sprawia, że gdy jego ścieżka przecina się ponownie ze ścieżką Ilony – tytułowej bohaterki, prowadzącej beztroskie życie z dnia na dzień, jednak odrobinę bardziej roztropnej – postanawiają połączyć swoje siły i iść dalej razem. W rezultacie okazuje się być to dobrą decyzją, gdyż mimo iż ich związek oparty jest głównie na namiętnym romansie (swoją drogą ważnym elemencie książki, świetnie wkomponowanym w gorącą atmosferę Panamy) udaje im się wspólnie wybrnąć z niejednych tarapatów. Sprawia to, iż czytając książkę, z każdą następną stroną coraz bardziej zazdrości się bohaterom niefrasobliwości ich egzystencji, pogody ducha i umiejętności życia bez stresu. Jednak problemów nie brakuje, a powieści daleko do sielankowych klimatów – losy bohaterów splatają się w niejednym punkcie globu, za każdym jednak razem w smugach deszczu przeciwności losu. Nadaje to powieści nieco gorzkiej atmosfery, którą potęgują wszechobecne wraki statków i długie morskie żeglugi. Mimo to, w połączeniu z tajemniczym i zagadkowym klimatem, fabułą jak gdyby nieco wyrwaną z kontekstu i nie do końca zrozumiałą, a także żonglowaniem wątkami przez autora powieść staje się wciągająca i pochłania się ją jednym tchem, z niecierpliwością czekając na zakończenie. Napięcie nasila pojawienie się w końcowej części kolejnej, niezwykle intrygującej bohaterki – Larysy, żyjącej w fascynującym świecie zaburzonych emocji. W zetknięciu z dziwnym domem schadzek, który stanowi punkt łączący wszystkich bohaterów, opowieść wydaje się być zwariowanym, nocnym koszmarem. Będąc opowiadaniem o ludziach i statkach, a jednocześnie potężnym upadku i schyłku kruchego życia ludzkiego na tle miłości, powieść „Ilona przychodzi z deszczem” staje się historią ponadprzeciętnie zajmującą i z pewnością jedyną w swoim rodzaju. Wyśmienicie przedstawiona jest również towarzysząca bohaterom sceneria Panamy – gęsta, upalna zieleń i parna atmosfera, nasiąknięta wilgotnym deszczem. W książce występuje również polski wątek, który może stanowić dodatkową zachętę do sięgnięcia po tę lekturę. Polecam, szczególnie dla czytelników lubiących nieszablonowe rozwinięcia sytuacji…
rafał2802 - awatar rafał2802
ocenił na77 lat temu
Terra Nostra. 2. Nowy świat; 3. Drugi świat Carlos Fuentes
Terra Nostra. 2. Nowy świat; 3. Drugi świat
Carlos Fuentes
Przede wszystkim, tę książkę po prostu świetnie się czyta. Autor co chwila zaskakuje czytelnika. Raz znajdujemy się w świecie dworskich intryg, by za chwilę wylądować w samym środku surrealistycznej wizji, a zaraz potem w prekolumbijskim Meksyku. Jest też motyw powieści szkatułkowej, który uwielbiam. Jednym z głównych miejsc akcji jest kompleks pałacowy Escorial, wciąż będący w trakcie budowy. Schody donikąd, urywające się nagle korytarze, przepaści i tajemnicze komnaty współtworzą niezwykły nastrój powieści. Klimat książki jest mocno surrealistyczny, często dość mroczny i groteskowy. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są w „Terra Nostra” czymś względnym, podobnie zresztą jak cała rzeczywistość. Niektóre wydarzenia powtarzają się w różnych, alternatywnych wersjach lub ta sama sytuacja przydarza się dwóm różnym osobom. Nie ma „jedynej, prawdziej” historii. W powieści pojawia się koncepcja „Teatru Pamięci”. Teatr jest urządzeniem pozwalającym dowiedzieć się jak potoczyłyby sie nasze losy, gdybysmy w przeszłości postąpili inaczej. Wydaje mi się, że autor uruchomił to urządzenie nie raz podczas tworzenia fabuły. Niemniej jednak związałam się z tą książką na tyle mocno, że dostrzegam też jej wady. Czasami, mam wrazenie, autor traci wiarę w czytelnika i tłumaczy niektore kwestie bardzo dosłownie. Niektóre szczegóły są też trochę niespójne. Oczywiscie wiem, że to powieść surrealistyczna. Ale niestety pojawiają się błędy fabularne, których nijk nie da się podciągnąć pod, nazwijmy to, realia magiczne. Reasumując - powieść jest fascynująca. Zaraz po zakończeniu lektury zaczęłam czytać tę książkę od początku i przeczytałam drugi raz niemal w całości. Odkryłam na nowo sporo nowych znaczeń i połączyłam wiele kropek. Czułam się, jakbym czytała kolejny tom.
KlaudiaWieczorek83 - awatar KlaudiaWieczorek83
ocenił na82 lata temu

Cytaty z książki Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas

Więcej

Niech sobie Pascal mówi, że człowiek jest trzciną myślącą. Nie; jest myślącą erratą, to tak.

Niech sobie Pascal mówi, że człowiek jest trzciną myślącą. Nie; jest myślącą erratą, to tak.

Joaquim Maria Machado de Assis Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas Zobacz więcej

Rzeczą banalną są medytacje w pustelni. Rozkosznie, dziwnie jest odgrodzić się od morza gestów i słów, nerwów i namiętności, poczuć się wyobcowanym, niedostępnym, nieobecnym. Kiedy wraca się do siebie, to znaczy kiedy wraca się do innych, najwyżej mogą powiedzieć: powrócił z księżyca, ale świat księżyca, ten zakątek mózgu świetlisty i zaciszny, czymże jest, jeśli nie pogardliwym potwierdzeniem naszej duchowej wolności?

Rzeczą banalną są medytacje w pustelni. Rozkosznie, dziwnie jest odgrodzić się od morza gestów i słów, nerwów i namiętności, poczuć się wyob...

Rozwiń
Joaquim Maria Machado de Assis Wspomnienia pośmiertne Brasa Cubas Zobacz więcej
Więcej