Liga Sprawiedliwości - Bez Sprawiedliwości

Okładka książki Liga Sprawiedliwości - Bez Sprawiedliwości autora Jorge Jimenez, Francis Manapul, Riley Rossmo, Scott Snyder, Marcus To, James Tynion IV, Joshua Williamson, 9788328142855
Okładka książki Liga Sprawiedliwości - Bez Sprawiedliwości
James Tynion IVScott Snyder Wydawnictwo: Egmont Polska Seria: Uniwersum DC komiksy
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Seria:
Uniwersum DC
Tytuł oryginału:
Justice League: No Justice
Data wydania:
2019-10-02
Data 1. wyd. pol.:
2019-10-02
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328142855
Tłumacz:
Maciej Nowak-Kreyer
Średnia ocen

6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Liga Sprawiedliwości - Bez Sprawiedliwości w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Liga Sprawiedliwości - Bez Sprawiedliwości



książek na półce przeczytane 1489 napisanych opinii 1236

Oceny książki Liga Sprawiedliwości - Bez Sprawiedliwości

Średnia ocen
6,2 / 10
42 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Liga Sprawiedliwości - Bez Sprawiedliwości

avatar
532
343

Na półkach: ,

Ciekawe przedłużenie historii, w ramach której do Ligi Sprawiedliwości dołączają znani złoczyńcy. Historia dość dobrze przedstawiona, a potęga przeciwnika została przekazana w wiarygodny sposób.

Ciekawe przedłużenie historii, w ramach której do Ligi Sprawiedliwości dołączają znani złoczyńcy. Historia dość dobrze przedstawiona, a potęga przeciwnika została przekazana w wiarygodny sposób.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
627
126

Na półkach: , ,

Fajna, kosmiczna historia dla fanów, absurdalnych eventów z wysoką stawką. Plus za postać Starro.

Fajna, kosmiczna historia dla fanów, absurdalnych eventów z wysoką stawką. Plus za postać Starro.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
363
363

Na półkach: ,

Po przeczytaniu około dwóch lat temu finału serii Batman Metal, dość długo zbierałem się za sięgnięcie po jego kontynuację, w międzyczasie skupiając się raczej na pojedynczych historiach bądź krótszych seriach. W końcu jednak przyszedł czas dowiedzieć się, co wydarzyło się na Ziemi po starciu z Barbatosem. Odpowiedzieć na to miała częściowo „Liga Sprawiedliwości: Bez sprawiedliwości”, przy czym odpowiedź ta jest raczej średnia. Fabuła, jak to zwykle bywa w historiach o organizacjach superbohaterów, jest przerysowana do granic możliwości i sztampowa - grupa herosów staje do walki z niezwykłym zagrożeniem dla całego wszechświata (w tym konkretnym przypadku maszyna losująca wybrała pradawne bóstwa). Oczywiście sojusz protagonistów jest targany wewnętrznymi problemami, które finalnie udaje się przezwyciężyć i na jakiś czas powstrzymać zagrożenie. Ogólnie zatem jest tak sobie, przewidywalnie i mało ciekawie. Na plus strona graficzna.

Po przeczytaniu około dwóch lat temu finału serii Batman Metal, dość długo zbierałem się za sięgnięcie po jego kontynuację, w międzyczasie skupiając się raczej na pojedynczych historiach bądź krótszych seriach. W końcu jednak przyszedł czas dowiedzieć się, co wydarzyło się na Ziemi po starciu z Barbatosem. Odpowiedzieć na to miała częściowo „Liga Sprawiedliwości: Bez...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

81 użytkowników ma tytuł Liga Sprawiedliwości - Bez Sprawiedliwości na półkach głównych
  • 53
  • 28
43 użytkowników ma tytuł Liga Sprawiedliwości - Bez Sprawiedliwości na półkach dodatkowych
  • 24
  • 11
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Liga Sprawiedliwości - Bez Sprawiedliwości

Inne książki autora

Okładka książki DC K.O. Javier Fernandez, Scott Snyder
Ocena 0,0
DC K.O. Javier Fernandez, Scott Snyder
Okładka książki DC Absolute Noir Jason Aaron, Nick Dragotta, Rafa Sandoval, Hayden Sherman, Scott Snyder, Kelly Thompson
Ocena 0,0
DC Absolute Noir Jason Aaron, Nick Dragotta, Rafa Sandoval, Hayden Sherman, Scott Snyder, Kelly Thompson
Okładka książki Absolute Batman: Abomination Nick Dragotta, Frank Martin Jr., Scott Snyder
Ocena 8,3
Absolute Batman: Abomination Nick Dragotta, Frank Martin Jr., Scott Snyder
Okładka książki Liga Sprawiedliwości: Pełnia Jim Cheung, Mikel Janin, Jorge Jimenez, Dough Mahnke, Scott Snyder, James Tynion IV
Ocena 6,2
Liga Sprawiedliwości: Pełnia Jim Cheung, Mikel Janin, Jorge Jimenez, Dough Mahnke, Scott Snyder, James Tynion IV
Okładka książki Absolute Batman: The Zoo Nick Dragotta, Frank Martin Jr., Scott Snyder
Ocena 7,5
Absolute Batman: The Zoo Nick Dragotta, Frank Martin Jr., Scott Snyder
Okładka książki All In Saga Wes Craig, Tom King, Dan Mora, Daniel Sampere, Scott Snyder, Mark Waid, Joshua Williamson, Chip Zdarsky
Ocena 0,0
All In Saga Wes Craig, Tom King, Dan Mora, Daniel Sampere, Scott Snyder, Mark Waid, Joshua Williamson, Chip Zdarsky
Okładka książki Batman Noir. Trybunał Sów Rafael Albuqerque, Greg Capullo, Scott Snyder, James Tynion IV
Ocena 7,7
Batman Noir. Trybunał Sów Rafael Albuqerque, Greg Capullo, Scott Snyder, James Tynion IV
Scott Snyder
Scott Snyder
Amerykański pisarz i scenarzysta komiksów. Znany z opowiadania 'Voodoo Heart'. W 1998 roku ukończył Brown University z dyplomem z twórczego pisania. Współpracował z Marvel Comics, Vertigo Comics, Decective Comics oraz DC. Jest wielkim fanem Elvisa Presleya. Obecnie mieszka wraz z żoną dr. Jeanie Ripton i synem Jack'em w Stony Brook w Nowym Jorku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Batman - Detective Comics: Wieczni Batmani Eddy Barrows
Batman - Detective Comics: Wieczni Batmani
Eddy Barrows Eber Ferreira James Tynion IV Raul Fernandez Scot Eaton Javier Fernandez Alvaro Martinez Wayne Faucher Philippe Briones
Zaczynał pod okiem Scotta Snydera, uczestnicząc w prowadzonych przez niego kursach kreatywnego pisania. Jakiś czas później został scenarzystą najstarszego bat-tytułu i jednym z najciekawszych autorów piszących dla wydawnictwa DC Comics. James Tynion IV, bo to o nim mowa, jest na tę chwilę twórcą świadomym, a dowodzone przez niego „Detective Comics” na przestrzeni siedmiu albumów zbiorczych utrzymywało równy, całkiem wysoki poziom. Teraz przyszedł jednak czas na małe pożegnanie – „Wieczni Batmani” to ostatnia odsłona serii pisana przez Tyniona IV, choć on sam nie znika z krajobrazu DC. Batman i członkowie dowodzonej przez niego drużyny muszą zdecydować, jak postąpić z Batwoman, której działania doprowadziły do śmierci Clayface’a. Podczas gdy herosi zastanawiają się nad jej przyszłością, nad Gotham nadciąga niebezpieczeństwo. Jeden z dawnych mózgów Kolonii, obecnie wolny strzelec, chce wykorzystać zhackowane przez siebie systemy, by zmienić Red Robina i stworzony przez niego system obronny w broń masowego rażenia. Tynion IV wraz ze Scottem Snyderem wprowadzili na arenę wydarzeń kilkoro dodatkowych postaci, znacząco poszerzając świat przedstawiony. Czy była to dobra decyzja? Na dwoje babka wróżyła – z jednej strony zrobiło to z batmanowych komiksów zwykłe drużynówki, co zmieniło oryginalny charakter chociażby „Detective Comics”, które już prawie w ogóle nie prezentuje umiejętności śledczych głównego bohatera. Z drugiej strony jednak postawienie na konwencję „team-up” dało możliwość pokazania konfliktu charakterów. Do tego potrzeba sprawnego scenarzysty i wydaje się, że Tynion IV takowym jest. Umiejętnie rozgrywa napięcia między postaciami, co pozwala czytelnikowi bardziej wciągnąć się w wir akcji. Skoro już o akcji mowa, ta toczy się w charakterystycznym dla dzisiejszego komiksu trykociarskiego tempie – jest szybka. Równocześnie wydarzenia mają logiczny ciąg i konsekwentnie budują większy, trzeba przyznać dość efektowny obraz. Bo jakkolwiek tym razem zagrożenie dotyczy przede wszystkim Gotham, to i tak jest spektakularne. Swoją drogą, na miejscu mieszkańców tego posępnego miasta dawno poszukałbym najtańszego lokum gdziekolwiek indziej – ciągłe ryzyko utraty dachu nad głową musi być mocno obciążające dla zdrowia psychicznego. Ale wracając do meritum, fabuła jest sensownie poskładana, ale widać, że to fragment większej całości. Tynion IV kilkukrotnie odwołuje się do wcześniejszych wydarzeń, co sprawia, że nie możemy tego tomu traktować do końca jako osobnej całości. Bo chociaż album zawiera opowieść, którą od biedy możemy nazwać zamkniętą, to ogólny obraz wydaje się zbyt zagmatwany i żeby w pełni cieszyć się lekturą, należałoby znać tomy od pierwszego do szóstego. Główną zaletą wizji Tyniona IV jest to, że autor ma dobrą rękę do postaci. Widać to na przykład w rozwinięciu wątku Orphan, która pod batutą Amerykanina stała się kimś znacznie bardziej interesującym niż tylko wyzwoloną młodocianą zabójczynią, jaką widzieliśmy na początku, gdy dopiero pojawiła się w bat-uniwersum. Nadano jej głębię i jest to naprawdę odczuwalne. Dobre wrażenie sprawia też główny antagonista. Niejaki Ulysses Armstrong jest dość wiarygodny, w dodatku na znacznej przestrzeni albumu autor unika przerysowania tej postaci. Nie staje się ona groteskowym „złolem”, jak to często ma miejsce z przeciwnikami herosów. Ciekawie wykorzystano tu motyw lęków i oczekiwań kolejnych bohaterów w stosunku do samych siebie, a Tynion IV zadaje pytanie czy zbyt wysokie wymagania nie przynoszą czasem efektów odwrotnych od tych zamierzonych. Rysunki stoją w „Wiecznych Batmanach” na przyzwoitym poziomie. Artyści pracujący przy tym tytule są znani z komiksów DC wydanych niedawno w Polsce, nic więc dziwnego, że co jakiś czas podczas czytania ma się wrażenie powtórki z rozrywki. Ale trzeba też przyznać, że okazuje się to powtórka całkiem miła, bo wszyscy graficy są po prostu fachurami. Warstwa graficzna jest zatem efektowna oraz bardzo dynamicznie skadrowana. Jednym słowem – profeska. Podsumowując „Wiecznych Batmanów”, nie można nie podsumować całej kadencji Jamesa Tyniona IV na stanowisku scenarzysty „Detective Comics”. Ta okazała się zaskakująco udana i pokuszę się o opinię (być może dość kontrowersyjną),że na tę chwilę twórca jest w zdecydowanie wyższej formie niż Snyder – jego historie są angażujące i widać, że miał pomysł na cały swój run, bo końcówka spina całość widoczną klamrą. Teraz pozostaje czekać, aż Amerykanin otrzyma od DC Comics kolejną serię do prowadzenia albo opublikuje coś poza wydawnictwem, bo jest już autorem świadomym i z przyjemnością sprawdzę, jakie inne opowieści siedzą w jego głowie. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2020/04/batman-detective-comics-odrodzenie-tom.html oraz na facebookowym profilu serwisu Szortal (wpis z 10. 02. 2020) - https://www.facebook.com/Szortal/posts/3027072970648743?__tn__=K-R
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na65 lat temu
Superman - Action Comics #1000 Scott Snyder
Superman - Action Comics #1000
Scott Snyder Brian Michael Bendis Jim Lee Geoff Johns Tom King
DC Comics postanowiło w przypadku swojej najdłużej wydawanej serii komiksowej powrócić do starej numeracji. W ten sposób „Action Comics”, seria poświęcona głównie Supermanowi osiągnęła numer 1000. Postanowiono to uczcić poprzez zrobienie w tym numerze antologii. Jak to wyszło? Tom otwiera historia „Od miasta, które ma wszystko” autorstwa Dana Jurgensa. Głównym wątkiem jest tu obecność Supermana na świętowaniu Dnia Człowieka ze Stali. Całkiem fajnym motywem było podkreślenie, iż w tym święcie to ludzie, na których wpłynął Superman są najważniejsi, a nie on sam. Również sympatyczny był wątek typowo superbohaterski w tle. Nie zawodzą też szczegółowe rysunki. Druga opowieść to „Niekończąca się walka” ze scenariuszem Petera Tomasiego. Głównym wątkim jest tu starcie Supermana z Vandalem Savagem. Cała opowieść składa się z pojedynczych kadrów z komiksów. Zabieg ten znany już jest z jednego komiksu o Batmanie – „Viewpoint” wydanego po polsku na łamach „Batman & Superman” 11/98. Tutaj jednak nie wynika z niego nic specjalnie ciekawego. Następna historia to „Wewnętrzny wróg” napisany przez Marva Wolfmana i zilustrowany przez Curta Swana. Tutaj opowieść dotyczy nauczyciela, który w szkole wziął na zakładniczkę jedną z uczennic. Domyślam się, że starano się tu pokazać siłę ludzkiego ducha, ale wyszło strasznie kulawo. Również Curt Swan rysuje tu trochę gorzej niż zwykle. Swego rodzaju powrót do przeszłości oferuje opowieść „Wóz” autorstwa Geoffa Johnsa i Richarda Donnera. Tutaj głównym bohaterem jest kierowca pamiętnego samochodu z okładki „Action Comics” #1. Jest to kolejna sympatyczna opowieść o tym jak Superman wpływa na pojedyncze osoby. Kreska Oliviera Coipela bardzo dobrze oddaje pewien nostalgiczny klimat. Swoje pięć minut musi oczywiście dostać Lex Luthor, tym razem w historii „Piąta pora roku” ze scenariuszem Scotta Snydera. Jest to kolejna opowieść ze wspólnej przeszłości Clarka i Lexa. Nic wielkiego, ale całkiem przyjemne. Niestety rysunki Rafaela Albuquerque nie do końca do mnie trafiły. Z kolei Tom King w historii „Jutro” przenosi czytelników odległą przyszłość, kiedy to Clark odwiedza wymarłą Ziemię. Wielka szkoda, że ogranicza się to jedynie do wizyty na grobie zmarłych rodziców, bo można było zrobić o wiele więcej z tym tematem. Całkiem nieźle wypadają tu rysunki Clay Manna. Niestety bardzo przeciętnie wypada „5 minut” ze scenariuszem Louise’a Simmonsona. Przedstawione tu jest typowych 5 minut z życia Supermana. Nie jest to nic specjalnie oryginalnego. Podobnie jest z rysunkami Jerry’ego Ordwaya. O wiele ciekawszym pomysłem okazuje się „Actionland!”. Scenarzysta Paul Dini zabiera tutaj czytelników na wycieczkę po parku rozrywki inspirowanym życiem Supermana. Bardzo interesującym koncept z kreatywnym zwrotem akcji. Kreska Jose Luisa Garcia-Lopeza idealnie tutaj pasuje. Niestety kolejnym przeciętniakiem okazuje się „Szybszy niż pędzący pocisk” ze scenariuszem Brada Meltzera. Tutaj głównym motywem jest wyścig Supermana z czasem, aby uratować zakładniczkę. Jedynym ciekawym motywem jest tutaj rozmowa bohatera z zakładniczką w finale. Duży plus za rysunki Johna Cassadaya. Zupełnie nie pasuje do tego zeszytu historia „Prawda” ze scenariuszem Briana Michaeal Bendisa. Jest to tak naprawdę wstęp do kolejnych numerów serii. Niestety poza szarpaniną z nowym przeciwnikiem nie oferuje zbyt wiele. Również Jim Lee rysuje gorzej niż zazwyczaj. Tom kończy „Gra” rysowana przez Neala Adamsa i ze scenariuszem Paula Levitza. Pomysł jest tu naprawdę kapitalny, bo opowiada o rozgrywce szachowej pomiędzy Supermanem i Lex Luthorem. Niestety poza interesującym motywem nie ma nic więcej do zaoferowania i nawet rysunki Neala Adamsa tego nie rekompensują. Tom ten zawiera również bardzo dużo alternatywnych okładek. Wiele jest naprawdę bardzo pomysłowych i nawiązuje do klasycznych motywów z komiksów o Supermanie. Tom ten jest tylko i aż laurką dla Człowieka ze Stali. Na parę interesujących historii przypada wiele przeciętnych. Niestety nie jest to poziom rodem z „Batman Black and White”.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na62 lata temu
Wolverine - Jason Aaron kolekcja, tom 1 Adam Kubert
Wolverine - Jason Aaron kolekcja, tom 1
Adam Kubert Howard Chaykin Ron Garney Jason Aaron Steven Seqovia
Dlaczego warto przeczytać Wolverine'a Jasona Aarona? Na sam początek powiem coś lekko kontrowersyjnego - nigdy nie byłem fanem Wolverine'a. Jakoś nie podzielałem nigdy tego masowego uwielbienia jego postaci. Nie zrozumcie mnie źle, respektuję wieloletnią kreację Hugh Jackmana i lubiłem Logana jako część X-Men lub innych drużyn. Po prostu sam Wolverine nie wydawał mi się aż tak interesujący. Staram się jednak być otwarty na nowe doświadczenia, więc stwierdziłem, że spróbuję poznać bliżej komiksową wersję Rosomaka, czytając jego własne solowe serie. Ogromną zachętą do tego było również nazwisko autora. Zabrałem się za tą serię z nadzieją, że uda mi się bliżej poznać Wolverine'a i z tego zadania wywiązała się ona aż z nawiązką. Jest przepełniona wewnętrznymi przemyśleniami Logana, dotyczącymi tego jak postrzega on samego siebie, ludzi wokół niego i swoje moce. Dostajemy bardzo dużo wydarzeń z przeszłości, umiejscowionych w różnych miejscach i różnych epokach i jest to bardzo ciekawe. Dosłownie w pierwszej historii przeplata się teraźniejsza pogoń Wolverine'a za Mystique z historią jak się poznali w latach 20-tych, osobiście lubię takie motywy. Doceniam też, że Aaron nie boi się pokazywać jak nieidealną postacią jest Logan, jak dużo ma na sumieniu, ale też jak czuje się z tymi wydarzeniami, jaki przez nie ma stosunek do samego siebie. Wiele miejsca poświęcone jest wątpliwościom Wolverine'a co do własnego bohaterstwa oraz tego czy w ogóle zasługuje, aby żyć. Scenarzysta pięknie pokazuje, że Logan chciałby być bardziej ludzki i otwarty emocjonalnie na innych, ale jednocześnie ma blokadę psychiczną, którą na przestrzeni kolejnych zeszytów stara się przełamać. Wspomniałem na początku, że Wolverine wcześniej nie był dla mnie interesujący. Po tych 4 tomach uważam go za fascynującą, niejednoznaczną postać, o której można bardzo wiele powiedzieć i poprowadzić na więcej, niż jeden sposób. Całość recenzji dostępna na mojej stronie: https://www.facebook.com/profile.php?id=100095305879459
Borys - awatar Borys
ocenił na82 lata temu
Batman – Detective Comics: Życie w samotności Eddy Barrows
Batman – Detective Comics: Życie w samotności
Eddy Barrows James Tynion IV Carmen Carnero Alvaro Martinez
W końcu zostało zdradzone więcej w tej serii, poznałem tajemniczego porywacza, zaś Red Robin, czyli Tim Drake, wrócił do Gotham. Problem w tym, że nie sam. Tak, mamy tutaj klasyczne podróże w czasie, a co za tym idzie serię paradoksów. Tim co prawda nie odkrywa natury wiezienia, w którym go dotąd przetrzymywano, ale poznaje tam innego Batmana. Przy czym inny to trochę słowo na wyrost, bo to on jest Batmanem, tyle że z innej linii czasowej. Na dokładkę w więzieniu przebywa jeszcze kilka innych istot, a jedna z nich jest dobrze znana fanom Ligi Sprawiedliwości. Tim wraca jednak do świata żywych, ale przynosi to tylko kolejne kłopoty. To co mnie najbardziej zaskoczyło, to osoba stojąca za "porwaniem" Red Robina. Kompletnie się tego nie spodziewałem, choć żałuję, że ta postać miała w tym albumie tak mało do powiedzenia. Poznajemy ją na samym początku tego tomu, po czym znika nam ze sceny i.... obstawiam, że pojawi się później. Kiedy dokładnie, tego nie wiem, ale liczę na jej mocne rozwinięcie w scenariuszu. Dowiadujemy się też jeszcze o innej, tajemniczej osobie, którą na razie wspomniano jako "on". Kim jest, jakie ma plany, tego nie sposób się domyślić. Sama walka Tim z swoją wersją z przyszłości jest po prostu poprawna. Bardziej interesowały mnie inne wątki, gdy stary Tim opowiadał o tym co stracił, czyją śmierć widział i tak dalej. Kluczem zdaje się być Batwoman, co zresztą sugeruje okładka kolejnego albumu, ale jak dokładnie ma się ona przyczynić do rozpadu grupy, tego za cholerę nie umiem przewidzieć. Były w niej tarcia od samego początku, wewnętrzne konflikty, problemy z Kolonią oraz Azraelem, ale Batwoman dotąd wszystko naprawiała. Zatem to ciekawy zwrot akcji, gdzie to ta kobieta miałaby w jakiś sposób, mam nadzieję sensowny, wszystko pogrzebać. Na uwagę zasługuje też poboczna opowieść z udziałem Spoiler oraz Anarky, mocno rozwiewająca pewne niedopowiedzenia. Tak naprawdę nie tylko uzupełnia ona dotychczasową historię, ale też zdradza wiele sekretów i otwiera nowy rozdział w obecnej opowieści. Jestem ciekaw jak to się dalej potoczy, szczególnie zaś co będzie ze Spoiler. Wszak Tim wrócił, a dziewczyna już dawno opłakała jego rzekomą śmierć. Seria zatem nadal mi się podoba, trzyma w ciekawości co do ciągu dalszego i nie zamierzam jej porzucać. Obym doczekał się w niej naprawdę interesującego finału, bo potencjał na to jest spory.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Batman - Detective Comics: Upadek Batmanów Eddy Barrows
Batman - Detective Comics: Upadek Batmanów
Eddy Barrows James Tynion IV Joe Bennett Miguel Mendonça
Stało się w końcu to, czego się spodziewałem od jakiegoś czasu. Zespół Batmana i Batwomen w dzwonnicy rozpadł się. Winni tego stanu rzeczy są w zasadzie wszyscy, choć scenariusz stara się w tej materii nakierować czytelnika głównie na Syndykat Ofiar. To oni popychają pierwszy klocek domina, jednak po drodze było wiele miejsc, gdzie Batman lub ktoś inny powstrzymał przestępców przed koszmarem, który miał nadejść. Prawdziwą ofiarą staje się zatem Basil Carlo, znany szerzej jako Clayface. Niestety, jak to zwykle na wojnie bywa, nie zabraknie ofiar postronnych, a ci którzy mieli dobre intencje, sami przyczyniają się do upadku swego dzieła. Serię nadal dobrze mi się czyta, choć zaczyna trochę się ciągnąć. Mam wrażenie, że dało się to bardziej sprasować, gdyż w tym tomie kilka scen jest, może nie tyle zbędnych, co raczej trochę przydługich. Jedno dobre, że względem poprzednich albumów, ten nie cierpi już na rozwlekłe i krwawe batalie, które wydaja się nie mieć końca. Natomiast ogromnym plusem jest dodatkowa historia, związana oczywiście z Basilem, znajdującą się na końcu obecnego tomu. Przedstawia ona wydarzenia sprzed zmian genetycznych postaci, które uczyniły go Clayfacem oraz, jak jedna z jego ofiar stała się tym, czym się stała - potworem. W październiku ukazał się siódmy tom serii, zaś na grudzień jest zapowiedziany ósmy. Czy będę kontynuował lekturę? Raczej tak, choć mam nadzieję, że w przeciwieństwie do Batmana Snydera, nie rozwodnią jej zbytnio. Tamten Batman był ciekawy, ale w pewnym momencie ewidentnie zaczął się psuć. Tą serię również może spotkać podobny los, choć szczerze jej kibicuję i liczę, że tak się nie stanie. Póki co jest dobrze. Bez fajerwerków oczywiście (to nie jest poziom Batman: Biały Rycerz),ale i tak bawię się przy tym dobrze.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Liga Sprawiedliwości kontra Suicide Squad Rob Williams
Liga Sprawiedliwości kontra Suicide Squad
Rob Williams Tony S. Daniel Tim Seeley Jason Fabok Joshua Williamson Howard Porter
Jeśli spojrzymy na wydawane w ramach „Odrodzenia” regularne serie z Ligą Sprawiedliwości i Suicide Squad w rolach głównych, dostrzeżemy jedynie scenariuszową mizerię, która w swoich najlepszych momentach, a i to zaledwie w ramach jednego z tych cykli, sięga przeciętności. Taki obraz jest, prawdę mówiąc, dosyć smutny, a gdy pojawiły się pierwsze informacje na temat prezentującego wspólne perypetie obu drużyn crossovera, jedyne pytanie cisnące się na usta brzmiało: „po co?”. Przed lekturą tego versusa absolutnie nic nie wskazywało na to, że może to być dobry komiks, jak się jednak okazuje, czasami pozytywne zaskoczenie kryje się w zupełnie niespodziewanych miejscach. Batman wpada na trop Suicide Squad. Jest zdziwiony, że na terenie Stanów Zjednoczonych może istnieć drużyna złożona ze skazanych przestępców. O swoim odkryciu informuje resztę Ligi Sprawiedliwości, a ta, nie chcąc pozwolić na funkcjonowanie pod swoim nosem ekipy operującej poza prawem, decyduje się działać. Podczas gdy bohaterowie i złoczyńcy szykują się do potyczki, niejaki Maxwell Lord, łotr obdarzony niepokojącymi zdolnościami, uwalnia z więzienia innych, także bardzo niebezpiecznych osobników. By ich pokonać, Liga Sprawiedliwości będzie musiała działać ramię w ramię z podopiecznymi Amandy Waller. Duży superbohaterski crossover nie może być komiksem z przesadnie zawiłą fabułą. „Liga Sprawiedliwości kontra Suicide Squad” dostosowuje się do tego wymogu i nie straszy nie wiadomo jak skomplikowaną intrygą – jej założenia są jasne i przejrzyste. W przypadku tytułu nastawionego głównie na akcję nie może być zresztą inaczej, ważne jednak, by ta akcja angażowała i nie obrażała w zbyt dużym stopniu szarych komórek odbiorcy. Na szczęście, w odróżnieniu od prowadzonej przez Bryana Hitcha regularnej serii o Supermanie i spółce, tutaj fabuła jest do zaakceptowania, a jej założenia wydają się całkiem logicznie i w miarę sensownie przedstawione. Dobrze prezentują się bohaterowie tej opowieści. Najlepsze wrażenie sprawia paradoksalnie ta, która najczęściej stoi w cieniu, czyli Amanda Waller. Williamson i pozostali scenarzyści sportretowali ją jako kobietę silną i twardo dążącą do wyznaczonego celu, jednak te cechy, jakkolwiek powinny działać na jej korzyść, tylko uwypuklają gorsze strony jej charakteru i nie sprawiają, że czytelnik jest w stanie ją polubić. Jednak mimo tej antypatyczności trudno nie docenić żelaznej konsekwencji w działaniu szefowej Suicide Squad. Także członkowie Ligi Sprawiedliwości, Suicide Squad i ekipy uwolnionej przez Lorda są w znacznej mierze pokazani w interesujący sposób – każdemu przeznaczono trochę czasu antenowego, pozwolono się wykazać i zyskać sympatię lub choćby zainteresowanie odbiorców. Lekko rozczarowuje jedynie postać Lobo, ale to chyba kwestia zbyt wysokich oczekiwań, jakie miałem względem tego kultowego już antybohatera. Cieszy jednak, że DC Comics przywróciło mu klasyczny wygląd i zachowanie, bo daje to szansę, że niebawem otrzymamy kilka bezkompromisowych historii z udziałem dzikiego Czernianina. Jak wskazuje sam tytuł, główną atrakcją omawianego komiksu powinno być starcie pomiędzy obiema grupami. Tymczasem niespodzianka – versusa nie ma tu praktycznie w ogóle. Nie przepadam za takiego typu zabiegami, bo okazało się, że twórcom zależało jedynie na promocji swojego dzieła, a jak dobrze wiadomo nic nie robi lepszej reklamy niż konflikt. Tymczasem zamiast znaczka „vs” powinniśmy widzieć „&”, bowiem Liga i Suicide Squad prawie w ogóle tu ze sobą nie rywalizują (choć pewne tarcia między poszczególnymi członkami obu grup, rzecz jasna, muszą występować),ale współpracują. Osobiście nie mam nic przeciwko takiemu rozwiązaniu, jednak wolałbym, żeby twórcy nie obiecywali czegoś innego niż to, co ostatecznie czytelnikom oferują. Materiał zamieszczony w omawianym komiksie pochodzi z trzech osobnych serii i, jak można się było spodziewać, ilustrowany jest przez różnych artystów. Takie rozwiązanie było łatwe do przewidzenia, jednak wrażenie robi liczba zaangażowanych w projekt plastyków – jest ich aż dziewiętnastu. W ogromnej większości kolejne kadry mogą się podobać. Nawet mimo szybkiej, dynamicznej akcji, ilustracje rzadko są chaotyczne a rysownicy potrafili okiełznać i zdusić w zarodku chcący wyrwać się niekiedy na powierzchnię wizualny zamęt. Patrząc na kolejne zeszyty – poziom prac jest bardzo równy, nie ma tu artysty, który wyróżniałby się specjalnie na plus, ale nie ma też nikogo, kto zaprezentowałby słabą formę. Omawiany tytuł nie jest takim, który dostarczałby czytelnikom wysokich wrażeń artystycznych – to czysta rozrywka, lecz prezentuje się zaskakująco dobrze. Nie spodziewałem się, że lektura będzie tak udaną zabawą, gdyż wcześniejsze obcowanie z kolejnymi tomami „Ligi Sprawiedliwości”, „Suicide Squad” i pierwszego, znacznie mniejszego crossovera umiejscowionego w ramach „Odrodzenia” nie nastrajały zbyt optymistycznie, stanowiąc najczęściej drogę przez mękę. Tym razem jednak twórcy stanęli na wysokości zadania, dostarczając finalnie produkt o całkiem niezłej jakości. Jak na mainstreamowy komiks trykociarski „Liga Sprawiedliwości kontra Suicide Squad” prezentuje się naprawdę całkiem dobrze. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2018/07/liga-sprawiedliwosci-kontra-suicide.html oraz na łamach serwisu Szortal - http://szortal.com/node/14602
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na67 lat temu

Cytaty z książki Liga Sprawiedliwości - Bez Sprawiedliwości

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Liga Sprawiedliwości - Bez Sprawiedliwości