rozwińzwiń

Historia kina

Okładka książki Historia kina autora Philip Kemp, 9788321350578
Okładka książki Historia kina
Philip Kemp Wydawnictwo: Arkady film, kino, telewizja
576 str. 9 godz. 36 min.
Kategoria:
film, kino, telewizja
Format:
papier
Data wydania:
2019-02-14
Data 1. wyd. pol.:
2019-02-14
Data 1. wydania:
2019-10-10
Liczba stron:
576
Czas czytania
9 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788321350578
Tłumacz:
Anna Wajcowicz
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Historia kina w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Historia kina

Średnia ocen
7,9 / 10
49 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Historia kina

avatar
8
8

Na półkach:

Bardzo obszerna, ale fascynująca książka o rozwoju kina na całym świecie. Mnóstwo przykładów i ciekawostek. Idealna dla prawdziwych miłośników filmu

Bardzo obszerna, ale fascynująca książka o rozwoju kina na całym świecie. Mnóstwo przykładów i ciekawostek. Idealna dla prawdziwych miłośników filmu

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
0
0

Na półkach:

Historię kina mam w małym palcu więc nie chciałem brać przewodników w stylu 1001 filmów które musisz obejrzeć, przestarzałą już Kronikę Filmu czy to, bo teraz nie trzeba ich żeby poznać jakie filmy warto oglądać. Wystarczy szmuglować w internecie.

Po namyśle stwierdziłem, że jednak jedna taka pozycja - encyklopedia na półce nie zaszkodzi.

Historia Filmu to jeden z odcinków szerokiego cyklu z którego mam też Historię Ewolucji czyli taką uaktualnioną Kronikę Ziemi. Na 576 stronach dobór tytułów musi być wykluczający. Egzorcysta musi być obecny ale lepsza od Egzorcysty Teksańska masakra... Hoopera dostała tylko dwie wzmianki w małej ramce. Jako, razem z Czarnymi świętami, współzałożyciel slasherów i o całkiem udanym remaku z 2003.

Arcydzieł nie da się dogłębnie omówić i zanalizować w takiej historii - przewodniku skoro każdy film ma na opisanie go góra dwie strony. W końcu nie o to chodzi w tego rodzaju encyklopediach. Z drugiej strony nie ma nic o Belu Tarze czy pierwszym Obcym. Verhoeven i jego arcydzielo - Robocop - film lepszy przecież od Terminatora, nic. Przydałoby się poszerzyć książkę o dobre 500 stron. Wtedy byłaby kompletna.

Historię kina mam w małym palcu więc nie chciałem brać przewodników w stylu 1001 filmów które musisz obejrzeć, przestarzałą już Kronikę Filmu czy to, bo teraz nie trzeba ich żeby poznać jakie filmy warto oglądać. Wystarczy szmuglować w internecie.

Po namyśle stwierdziłem, że jednak jedna taka pozycja - encyklopedia na półce nie zaszkodzi.

Historia Filmu to jeden z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
287
138

Na półkach:

Pozycja obowiązkowa dla każdego kinomaniaka. Kompaktowa, przystępna i idealna na start.

Pozycja obowiązkowa dla każdego kinomaniaka. Kompaktowa, przystępna i idealna na start.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

351 użytkowników ma tytuł Historia kina na półkach głównych
  • 285
  • 53
  • 13
67 użytkowników ma tytuł Historia kina na półkach dodatkowych
  • 37
  • 9
  • 7
  • 6
  • 4
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Historia kina

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Retromania: Jak popkultura żywi się własną przeszłością Simon Reynolds
Retromania: Jak popkultura żywi się własną przeszłością
Simon Reynolds
Czy odnieśliście kiedyś wrażenie, że jeśli chodzi o muzykę i modę, to wszystko, co było do wymyślenia, już wymyślono? Jeśli tak, to intuicja Was nie zawiodła. Na ponad pięciuset stronach Retromanii Simon Reynolds udowadnia, że popkultura weszła w stan stagnacji i przy okazji zastanawia się nad istotą kolekcjonerstwa, snuje rozważania nad znaczeniem nostalgii oraz wyjaśnia, dlaczego samplowanie jest aktem zniewolenia. SPIS TREŚCI 1. Informacje podstawowe 2. Zawartość - erudycja autora, historia popkultury i filozofia 3. Plusy, czyli jak się powinno tłumaczyć książki, i minusy, których nie ma zbyt wiele 4. Wnioski i ocena INFORMACJE PODSTAWOWE Simon Reynolds, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością, tłum. Łukasz Łobodziński, Warszawa 2018. Jak już wspomniałam, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością to zdecydowanie nie lektura na jeden wieczór. Książka liczy 576 stron, z czego 536 to sam tekst. Tomik składa się ze wstępu, prologu oraz trzech wielkich działów (Teraz, Wtedy, Jutro) podzielonych na mniejsze podrozdziały. Na końcu książki znajdziemy bibliografię oraz indeks. Rozważania Reynoldsa ogłosiło drukiem wydawnictwo Kosmos Kosmos, specjalizujące się w tematyce muzycznej. Na użytek polskiego czytelnika przetłumaczył je Filip Łobodziński. ZAWARTOŚĆ - ERUDYCJA AUTORA, HISTORIA POPKUTURY I FILOZOFIA Autorem Retromanii jest Simon Reynolds, dziennikarz muzyczny z niemal czterdziestoletnim stażem, piszący dla największych tuzów z branży (,,Rolling Stone", ,,The New York Times", ,,Pitchfork", ,,Wire"...). Te cztery dekady uważnego słuchania muzyki i studiowania kultury masowej doskonale widać w omawianej książce - i z tego powodu nie jest to lektura najłatwiejsza. Czytelnik zapoznaje się z krajobrazem historycznym kultury popularnej chyba całego XX wieku i pierwszej dekady XXI, ale jednocześnie nie uświadczy on tutaj chronologicznej opowieści o tym, jak powstawała muzyka rozrywkowa. Jeśli Reynolds opowiada, przykładowo, o początkach jakiegoś gatunku muzycznego, to robi to jedynie po to, żeby mieć podstawę dla dalszych rozważań, bo to zresztą na nich opiera się ta książka. Dużo tu filozofii, zwłaszcza postmodernistycznej, z Jacquesem Derridą i Jeanem Baudrillardem na czele. Próbując odpowiedzieć na pytanie: Czy retromania zagnieździła się już na dobre, czy okaże się, że stanowiła jedynie jakiś etap historyczny?, autor zahacza o najróżniejsze tematy i teorie. I tak, stawia on na przykład tezy: - historyczna kultura masowa stała się główną tkanką pamięci pokoleniowej, wypierając stopniowo wydarzenia polityczne, jak wojny czy wybory; - t-shirty z tras koncertowych [...] swój późniejszy polor zawdzięczają temu, że przywołują czas, gdy nie miały żadnego specjalnego znaczenia poza użytkowym; - kiedyś nuda brała się z braku możliwości spędzania wolnego czasu i oczekiwania - dziś wynika z przesytu; - iPod to największa przemiana, jaka wydarzyła się muzyce w pierwszej dekadzie XXI wieku; - późny kapitalizm i kultura splatają się ze sobą dzięki ogniwu, którym jest moda. Muzyka popularna stopniowo przejęła ze świata mody przyśpieszony metabolizm i błyskawiczny cykl, w jakim kolejne zjawiska się przedawniają. Jak to wszystko, o czym pisał Reynolds, ma się do roku 2021 czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Książkę w Polsce wydano w 2018 roku, ale anglojęzyczny oryginał pochodzi z 2011. Ciekawe, jak autor skomentowałby ostatnią dekadę, a zwłaszcza album Duy Lipy, zatytułowany, nomen omen, Future Nostalgia. PLUSY, CZYLI JAK SIĘ POWINNO TŁUMACZYĆ KSIĄŻKI, I MINUSY, KTÓRYCH NIE MA ZBYT WIELE Trzeba oddać sprawiedliwość panu Łobodzińskiemu - odwalił kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o tłumaczenie, a było to, moim zdaniem, zadanie bardzo trudne. Specyfiką Retromanii jest przeogromna ilość nazwisk, dat i nazw wydarzeń, w których orientować dobrze będą się chyba jedynie najwięksi muzyczni zapaleńcy. Na szczęście dla polskiego czytelnika, tłumacz zdecydował się objaśniać je w przypisach (a niekiedy i polemizować lub wręcz poprawiać niedopatrzenia autora) - dzięki temu znacznie łatwiej jest przyswoić tekst główny, a książkę czyta się po prostu łatwiej i ciekawiej. Jak już wspomniałam, nie jest to tekst łatwy, ale niesamowicie intrygujący. Spodoba się zwłaszcza osobom, które interesują się filozofią, kulturą popularną i muzyką, i chciałyby zagłębić się w teorie ich dotyczące - zrozumieć nie ,,kto, jak, kiedy", ale ,,po co" i ,,dlaczego". Muszę jednak podkreślić, że momentami Retromania bywa naprawdę trudna w odbiorze. Bywa, że autor rozpisuje się o jakimś jednostkowym, niepopularnym i mało znanym wydarzeniu, wymienia szereg nazwisk i idzie w taki detal, że nawet jako tako obeznany ogólnie z tematem książki odbiorca poczuje się po prostu znużony. Tomik Reynoldsa wyróżnia jeszcze jedna osobliwość, a mianowicie układ tekstu. Bywa, że nagle w środku rozdziału na stronie pojawia się odcięty grubą krechą tekst (zob. zdjęcia),gdzie dziennikarz dzieli się z czytelnikiem swoimi luźniejszymi myślami, związanymi z danym zagadnieniem. Początkowo takie rozwiązanie bardzo mnie irytowało (jak to czytać? Najpierw tekst główny, czy ten pod kreską?),ale z czasem przywykłam. I dla zasady powiem jeszcze, że zdarzają się literówki, ale są one nieliczne. WNIOSKI I OCENA Chyba po prostu powtórzę opinię pana Rafała Księżyca z tylnej okładki Retromanii: Tak właśnie powinno się pisać o muzyce: szerzej, głębiej, zaskakująco. OCENA: 9/10 Więcej fajnych rzeczy i zdjęcia książki -->" okfonia.blogspot.com
Okejfonia - awatar Okejfonia
oceniła na94 lata temu
Banksy. Stanowisz akceptowalny poziom zagrożenia... Patrick Potter
Banksy. Stanowisz akceptowalny poziom zagrożenia...
Patrick Potter
Banksy to niezwykle rozpoznawalna postać, a jego dzieła zdobyły międzynarodową popularność. Ostatnia kontrowersja, związana z obrazem pociętym przez niszczarkę, wzbudziła wiele spekulacji, jednak właśnie ten moment sprawił, że jego pseudonim rozbrzmiewał na całym świecie. Dzięki życzliwości wydawnictwa Arkady, mam przyjemność zaprezentować Państwu ten wyjątkowy album, który został stworzony z najwyższą starannością, ukazując zarówno niezrównaną jakość dzieł Banksy’ego, jak i tajemniczą osobę samego artysty. Choć otoczony aurą anonimowości, wciąż jest przedmiotem intensywnych dyskusji, spekulacji i domysłów. Album skupia się nie tylko na pięknie uwiecznionych fotograficznie dziełach, ale także na ideach, które stoją za nimi. Poprzez bogatą treść i analizy, czytelnik jest zaproszony do zgłębiania kulturowych i społecznych kontekstów, które wyznaczają ramy dla twórczości artysty. Odważne przesłania Banksy’ego, odnoszące się do tematów jak społeczna niesprawiedliwość, konsumpcjonizm czy prawa człowieka, stają się punktem wyjścia do refleksji nad współczesnym światem i naszą rolą w nim. Tekst zawarty w tym albumie jest tak luźny i przyjemny w odbiorze, że czytelnik może odnieść wrażenie, jakby to sam Banksy opowiadał o swojej twórczości. To jakbyśmy usiedli razem z nim pod jednym z jego malowanych obrazów, a on opowiadał nam swoje historie i inspiracje. Przekaz jest nie tylko bogaty w informacje na temat poszczególnych dzieł, ale także nasycony subtelnym humorem i inteligentną ironią, które są charakterystyczne dla stylu samego artysty. To niezwykłe doświadczenie, które prowadzi czytelnika przez labirynt ulicznych murali i przemyśleń Banksy’ego, pozwalając mu zbliżyć się do samego źródła kreatywności i geniuszu tego tajemniczego artysty. Banksy doskonale posługuje się techniką street artu, wykorzystując m.in. graffiti, stencilowanie czy instalacje, by dotrzeć z przekazem do jak najszerszej publiczności. To połączenie treści z formą sprawia, że jego dzieła są nie tylko estetycznie pociągające, ale również silnie oddziałują na emocje i wywołują dyskusje. Ponadto, dzieła Banksy'ego często wyrażają uniwersalne tematy i wartości, które dotykają ludzkich doświadczeń na różnych poziomach. Dzięki temu, zarówno artyści, jak i widzowie, odnajdują w jego dziełach inspirację do twórczego wyrazu, refleksji nad własnymi przekonaniami oraz zaangażowania w sprawy społeczne i polityczne. Mimo wszechstronności zawartych informacji, postać samego Banksy’ego pozostaje tajemnicą, co tylko pogłębia nieustanną fascynację jego osobą i twórczością. Ta książka nie tylko odsłania piękno i znaczenie dzieł Banksy’ego, ale także prowokuje do głębszych przemyśleń nad istotą sztuki oraz jej potencjalnym wpływem na społeczeństwo.
Mania_ksiazkowania - awatar Mania_ksiazkowania
oceniła na81 rok temu
Korek czy zakrętka? Wszystko, czego chcesz się dowiedzieć o winie, tylko nie masz kogo zapytać Michał Bardel
Korek czy zakrętka? Wszystko, czego chcesz się dowiedzieć o winie, tylko nie masz kogo zapytać
Michał Bardel
Kiedyś dostałem od żony w prezencie znakomitą książkę zatytułowaną po prostu "Kawa" Iki Graboń i od tego momentu wpadłem w świat kawy bez reszty. Tym razem dostałem "Korek czy zakrętka" i ponownie żona mówi do mnie - "Kiedyś złapałeś bakcyla na kawę, to może po przeczytaniu tej książki będziemy pili dobre wino wieczorami". I tu pojawia się główny problem(?),zarzut(?),rozczarowanie(?) tej jakże ciekawej i świetnie się czytającej książki. Otóż po lekturze, wiem jakie kieliszki mieć w domu albo chociaż jeden uniwersalny, wiem skąd tak wysoka cena szampana, że naprawdę gdzieś na świecie jest kraina o nazwie Szampania, z jakich winogron robi się czerwone, białe i różowe wina czy że wina półsłodkie czy półwytrawne to półśrodki, więc lepiej ich unikać. Ok, ale jutro idąc do sklepu i stojąc przed półkami z winem nadal nie wiem od czego zacząć? Ok, wiem, że francuskie niby kwaśne i drogie, ale tylko dlatego, że nie potrafimy ich użyć, więc dajmy na to włoskie, hiszpańskie, chilijskie stoją przede mną. Wytrawne dajmy na to i co dalej? Nadal będę błądził, może mniej ale jednak. Mając budżet można szukać tych słynnych typu pinoty czy reslingi reńskie albo pójść do specjalnego sklepu z winami i tam dopytać o radę (pada nawet taka sugestia przez autora),ale ta książka miała pomóc zrobić ten pierwszy krok, a ja mam wrażenie, że kolejne już znam. Od tego czym otworzyć, w czym podać, w jakiej temperaturze, do czego, jak dużo mogę go wypić i jak długo może stać po otwarciu... tylko w sklepie, a tym bardziej zaraz po, nadal nie wiem czy niosę w torbie wino dobre czy przeciętne. Parę razy pada zdanie, że są bardzo dobre wina za kilkadziesiąt zł, czyli lekko powyżej 20 czy 30, ale nie padają nazwy. Cóż, jakoś sobie poradzę, bo chęci po lekturze są i to chyba najważniejsze.
kamson89 - awatar kamson89
ocenił na75 lat temu
Patrząc Józef Czapski
Patrząc
Józef Czapski
Zbiór esejów o malarzach, malowaniu, wystawach, inspiracjach (jest tu kilka recenzji literackich: Proust, Malraux),wiele wspomnień o przyjaciołach kapistach. Teksty ułożono chronologicznie możemy więc śledzić malarską drogę samego Czapskiego: powracające nazwiska to Cézanne, Bonnard, Matisse, de Staël. Najlepsze eseje są o ludziach Czapskiemu najbliższych: piękne, wzruszające wspomnienie o Janie Cybisie, tekst o Janie Tadeuszu Potworowskim, w całym tomie jak refren powraca niezwykły, zmarły młodo Zygmunt Waliszewski. Świetnie czyta się o Bonnardzie. Bardzo interesujące uwagi o Picassie, przeżywanym zazwyczaj przez Czapskiego „na zimno”, w tym parę ciekawych anegdot, i to sugestywne podsumowanie: człowiek, który nienawidził śmierci, „który naprawdę swój wiek naznaczył”. Kilku malarzy dzięki Czapskiemu odkryłam: Chaima Soutine’a (ledwie kojarzyłam nazwisko),Nicolasa de Staëla, czy Miltona Avery – ależ bym chciała zobaczyć w galeriach. I a propos oglądania, w wydaniu, które czytałam (Kraków, Znak 2016) jest tylko kilkanaście reprodukcji, malarzy polskich i Cezanne’a; czyli trzeba czytać „Patrząc” na dwa media. Dwa razy wprawiła mnie w dumę zbieżność gustu. Niedawno oglądałam w zachwycie w Poznaniu Malczewskiego „Pejzaż z Tobiaszem”, tym silniejszym może, że niespodziewanym (nie jestem wielbicielką najbardziej znanych płócien, za dużo się na nich dzieje, mówią za głośno, w rezultacie bardziej mnie meczą niż zachwycają). Czapski pisze o Malczewskim -pejzażyście i o tym właśnie obrazie. Wskazuje też trzy swoje ulubione martwe natury; na jedną z nich, wafle, karafkę i kieliszek Lubin Baugin’a patrzę od ośmiu lat, na płóciennej reprodukcji, w domu. Ogólnie rzecz ujmując i etykiety przypinając, malarze, którymi się Czapski zachwyca to koloryści, w bardzo szerokiej definicji bo znajdzie się tu Aleksander Gierymski, czy Corot (Jean-Baptiste-Camille) obok Matisse’a albo Morandiego. Kolor, walor, wyczucie, malarska qualite, to słowa refreny. Ta uczuciowość pisania o malarstwie czasem mi przeszkadzała, wolałabym więcej konkretów, prób obiektywnego ujęcia własnego zachwytu, co i raz powracający instynkt malarski to jednak puste pojęcie. Sporo miejsca zajmuje tu też dyskusja z malarstwem abstrakcyjnym, prowadzona jednak jednostronnie. Nie wiem czy białe na białym Malewicza by mnie oszołomiło*, ale wcale nie wykluczam, bo w takiej obsesji jest coś fascynującego – (tego rysu połączenia biografii z dziełem, aspektów malarskich z pozamalarskimi, zabrakło mi mocno, ono tłumaczy młodych stojących przed tym wyblakłym białym Malewicza; no i od razu przypominają się szuflady notatek do Wielkiej Szyby Duchampa). Znakomita definicja tego czym jest malarstwo: „malarstwo i sztuka służą już nie mnie tylko, ale nam, jako język zagęszczonego przekazu przeżyć, które zwykle w nas giną niedoprowadzone do żadnej pełni (…),których zresztą nie można oceniać jako koniecznie uszlachetniających (…),łzy Hitlera w Bayreuth ” (B. - festiwal Wagnerowski; o pokrewieństwach światopoglądu romantycznego i faszyzmu fenomenalnie pisze Russell w Dziejach zachodniej filozofii). Rys mi bliski odnalazłam w Czapskim przy okazji recenzji wielkiej paryskiej wystawy polskiego romantyzmu (oraz zdziwienie oceną „Szału”, ja przywykłam patrzeć na ten obraz jak na arcydzieło, na razie jestem w kropce, muszę się otrząsnąć z oceny Czapskiego i pojechać jeszcze raz do Karkowa). Zmęczenie siermiężną polskością każe tu tęsknić autorowi za Gombrowiczem i pięknie zacytowanym Mrożkiem. (A są to twórcy zazwyczaj nieobecni w biografii duchowo-artystycznej Czapskiego. Zaznaczę też że jedyną kobietą, do której myśli/twórczości Czapski się odwołuje jest Simone Weil.) Niestety całą książkę przenika przekonanie że wierzący (albo poszukujący boga) mają bogatsze życie wewnętrzne niż racjonaliści. (Ja równie łatwo mogłabym argumentować za tezą przeciwną.) Jest w takim Czapskim coś z kaznodziei przekonanego o nieuniknionej wyższości własnego wzorca kulturowego. Najgorszy jest esej-recenzja o Malraux „Głosy milczenia”. Nastąpiło tu trudne do zniesienia nawarstwienie pustych uniesień Czapskiego i metafizycznego bełkotu Malraux, wszystkie cytaty z przytaczanej książki są okropne (wcale nie wykluczam, że sama pozycja jest dobra, ale zestawienie tych dwóch osobowości w recenzji -straszne!). Oczywiście fakt, że tak silnie to odczułam jest subiektywny i z pewnością wiąże się z osobistym doświadczeniem, moim tu i teraz, bo dziś zwyczajnie gorszy mnie agresywna religijność polskich polityków, i szalenie tęsknię za świeckim państwem. Był więc taki moment, że dojrzewało we mnie przeświadczenie, że to ostatnia książka Czapskiego jaką czytam, ale być może tak nie będzie. W posłowiu Joanna Pollakówna, odpowiedzialna za kształt zbioru, przyznaje że celowo nadała mu taką religijną wymowę. Nie podejrzewam tu żadnych niecnych intencji, ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, mnie zagęszczenie i intensywność rozważań o metafizycznych źródłach sztuki raziły jako podszyte nietolerancją i dyskryminującym racjonalistę poczuciem wyższości. * „(…)Gwiazdy skrzą się lodowato Jak stłuczony termometr: noc jest wzdłuż i w poprzek Usiana odłamkami, fajerwerkowym salutem. W dzień, kiedy niebo przypomina wapno, Sam Kazimierz nie umiałby ich spostrzec, Białych na białym tle. Właśnie dlatego Aniołów się nie widzi.(…)” Brodski, Ekloga czwarta
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na65 lat temu
Architektura – wizje niezrealizowane Philip Wilkinson
Architektura – wizje niezrealizowane
Philip Wilkinson
Album Philips Wilkinsona to podróż przez kilka kontynentów i kilkaset lat, przez dziesiątki rysunków, obrazów i szkiców. A przede wszystkim – przez kilkadziesiąt wielkich umysłów. Umysłów, które wyprzedzały swoje epoki, szły na przekór panującym przekonaniom, wymyślały wszystko na nowo. Autor rozpoczyna swoją opowieść w 820 roku. Mniej więcej wtedy powstał stworzony na pergaminie projekt opactwa idealnego – opactwa, które nigdy nie powstało. Podobny los spotkał wszystkie inne wizje, które narodziły się w późniejszych latach, a które Wilkinson skompletował w tym zbiorze. 250 stron, XII wieków odważnych wizji, które nigdy nie zostały zrealizowane. Z różnych powodów: niektóre były zbyt śmiałe i utopijne, innym na drodze stanęła prozaiczna przeszkoda – pieniądze. Jeszcze inne zostały odrzucone w konkursach. Na kartach tej książki pojawiają się nazwiska, które zna każdy, kto choćby w małym stopniu interesuje się architekturą: Le Corbusier, Walter Gropius, Rem Koolhaas, ale i postacie mniej znane. Podobnie wśród projektów znajdziemy znany Panoptykon, ale i niesamowite mieszkania na mostach. Oryginalne, fascynujące, lecz całkiem realne Mauzoleum Isaaca Newtona w kstałcie ogromnej kopuły, ale również niesamowite, futurystyczne Kroczące Miasto Rona Herrona. Renesansowe Dwupoziomowe Miasto Leonarda da Vinci oraz zaprojektowany parę lat temu Hipergmach Koolhaasa. Projekty całkiem realistyczne, tak jak dwa warianty Tribune Tower, jak i rewolucyjna kopuła nad Manhattanem Richarda Buckminstera Fullera. Wymieniać można by długo, bo każda z tych koncepcji to odrębna opowieść. Opowieść nie tylko o jej twórcy, ale i cała wizja, według której miała ona zmienić myślenie o domu, o przestrzeni, o mieście, o naturze. Architektura to wizja, a więc wspomnieć należy o ilustracjach. Plany, szkice, notatki, modele, wizualizacje występują tu na równi z tekstem, a do wielu z nich z pewnością będę wracać jeszcze wiele razy. Poszczególne rozdziały można czytać wyrywkowo, zaczynając od najbardziej interesujących nas projektów, ja jednak polecam lekturę całości, by móc prześledzić jak zmieniały się idee i sposoby myślenia o architekturze. I by zrozumieć, że wcale nie zmieniały się radykalnie – to, co było rewolucyjne w XVIII wieku, dzisiaj też wzbudziłoby kontrowersje. Czytając kolejne rozdziały żałowałam tylko, że wśród nich nie znalazł się projekt z naszego podwórka – Linearny System Ciągły Zofii i Oskara Hansenów. Autor wspomina o Korytarzu Jersey z 1965 roku, który trochę przypomina LSC, jednak myślę, że to obejmująca cały kraj koncepcja Hansenów bardziej zasługuje na wzmiankę. Trudno powiedzieć, według jakiego klucza autor dobierał projekty, które zdecydował się przybliżyć w tej publikacji. Znalazłam opinie krytyczne wobec książki, zarzucające Wilkinsonowi, że tylko kilka projektów miało powstać poza Europą lub USA, w tym żaden w Afryce, a tylko jeden jest autorstwa kobiety. Chociaż interesuję się architekturą, moja wiedza jest jednak zdecydowanie zbyt uboga by ocenić, czy takie a nie inny dobór był spowodowany „zachodniocentryzmem” autora, czy po prostu w innych częściach świata nie powstawały równie interesujące koncepcje. Podobnie jeśli chodzi o reprezentację architektek. Jako że pierwsze projekty przedstawione w zbiorze sięgają X i XIII wieku, dość przekonującym byłoby założyć, że kobiety w tamtych czasach nie miały możliwości realizowania się w tej dziedzinie i do grona światowej sławy architektów dołączają dopiero teraz. Trudno ocenić, na ile dobór był tu subiektywny i czym keirował się autor. Z pewnością jednak album Wilkinsona nie wyczerpuje tematu – jestem pewna, że podobnych fascynujących projektów jest na świecie więcej, z niecierpliwością czekam na kolejną taką publikację Szklane domy z „Przedwiośnia” Żeromskiego miały (i mogły!) powstać naprawdę. Może jednak na pewne rozwiązania nie jesteśmy jeszczw gotowi? Nie dlatego, że są one niewykonalne, ale dlatego, że tak jak niegdyś Wielki Trakt Wiktoriański czy cmentarz w kształcie piramidy, wykraczają daleko poza to, co jesteśmy w stanie pojąć swoim umysłem. Dlatego zapewne Hipergmach Koolhaasa wywołuje we mnie poczucie niepokoju, a zarazem nie mogę się powstrzymać od oglądania jego wizualizacji. Bo, jak pokazuje historia osady New Harmony, architektura to nie budynki, to stan umysłu.
Aleksandra Wen - awatar Aleksandra Wen
ocenił na106 lat temu
Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić? Susie Hodge
Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić?
Susie Hodge
Na plus jeśli chodzi o tę pozycję- szybki przegląd artystów współczesnych, wielu z nich nie znałam, dzięki tej książce w kilku krótkich zdaniach mogłam nabrać jakiegoś pojęcia o nich, aby ich w przeszłości kojarzyć. Ktoś tutaj porównał ten przewodnik do przewodnika turystycznego, myślę że to trafne. Na plus też polecajki dzieł artystów do zgooglowania, często nie najpopularniejsze, a ciekawe do zobaczenia. Ale Na minus- tłumaczenia tytułów tych polecajek. Po co? Po co tłumaczka to tłumaczyła? Większość obrazów (szczególnie, że jak zaznaczyłam często są to mniej popularne dzieła danego artysty) nie ma w polskim internecie, a już na pewno nie są rozpoznawalne pod takimi tytułami, jakie wybrała tłumaczka. Książkę czytałoby się szybko, gdyby nie to że zainteresowana dodatkowymi dziełami musiałam tłumaczyć tytuł z powrotem na angielski, aby móc go wyszukać. Druga sprawa, autorka posługuje się terminologią związaną ze sztuką, której w żadnym razie nie tłumaczy. Przy każdym opisywanym artyście odnosi się do nurtów w sztuce, których nie znałam i, ponownie, musiałam googlować. No i trzecia i najgorsza rzecz, czyli tłumaczenia czemu dziecko nie mogłoby stworzyć danego dzieła- spoiler, pod połowa obrazów wytłumaczenie jest takie samo: może i by mogło, ale nie stworzyłoby tego z myślą o IDEI. A druga połowa mówi o tym, że dzieło jest za trudne technicznie dla dziecka. Yeah, thanks for nothing, tyle sama wymyśliłam, ale w ogóle tego nie kupuje. Moim zdaniem iluś tych artystów tworzy tak jak im się podoba, jak im w duszy zagra, bez większych rozkmin, a sens nadają im po fakcie, albo nie daj Boże, krytycy nadają go za nich. A autorka pisze: no dziecko na pewno nie miałoby takich przemyśleń na temat np. granic sztuki. I call it BULLSHIT. Po pierwsze skąd wiesz, niektóre dzieci też umieją nawet myśleć? Po drugie w tych wyjaśnieniach autorka podaje, że dane dzieło zadaje pytania na temat taki i taki, ale nie wyjaśnia w jaki sposób to robi. A skąd ja mam wiedzieć, patrząc na dany bazgroł czy abstrakcję, że akurat mówi o wojnie albo o konsumpcjonizmie. Autorka w żaden sposób nie tłumaczy, jak dane dzieło wiąże się z niby postawionymi pytaniami.
Sayuri96 - awatar Sayuri96
ocenił na69 miesięcy temu
Poczuj grunt pod nogami Svend Brinkmann
Poczuj grunt pod nogami
Svend Brinkmann
Być może to co sprawi że poczujesz się lepiej to myśl o śmierci? Być może w kulturze przyspieszenia i bombardowania filozofią pozytywną potrzebne jest spojrzenie wstecz i celebrowanie przeszłości, a nie że- tu i teraz. Być może wcale nie potrzebujesz wsłuchiwać się w siebie, bo co jeśli się nie znasz???? i nic nie wiesz? Nie znajdujesz pocieszenia we wszechobecnej modzie na optymizm i filozofii pozytywności, samorozwoju, być może znajdziesz ukojenie w tradycji mającej już 2000 lat, reprezentowanej przez stoików i przybliżonej w tym antyporadniku o poradnikach? Zakładaj maskę, spinaj pośladki i przestań się złościć. To poradnik o tym żeby nie czytać poradników i nie słuchać siebie ale zwolnić coacha i pójść z nim do kina. A co w zamian? Powieści, najlepiej czytać raz na miesiąc, pełnowymiarowe i tu nawet polecane- np. Murakamiego. Jest też o tym, że lepiej zachować godność niż rozbebeszać się ze swoimi emocjami, czyli o powściąganiu emocji, płynięciu pod prąd i że dobrze jest kiedy człowiek skupi swoją uwagę na tym co negatywne. Jest sporo o tym, żeby słuchać rozumu, to ważne w dzisiejszych czasach, warto to sobie przypominać. Autor nie wskazuje nam konkretnych drogowskazów ale zachęca żebyśmy rozważyli w jakim stopniu filozofia stoików może być dla nas użyteczna i pomocna z perspektywy współczesności. PS ważne dla fetyszystów książek: ładnie wydana, okładka chropowata, miła w dotyku, książka szyta, zgrabna.
Magdalena - awatar Magdalena
oceniła na74 lata temu

Cytaty z książki Historia kina

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Historia kina